Strony

czwartek, 7 maja 2026

Ceroklis

 

,,Odnowili kościół, kazali w nim i katechizowali po łotewsku, estońsku, polsku i niemiecku […] wycięli kilka świętych dębów i li, porąbali bożka gościnności ceroklis nazwanego, któremu pierwociny z jadła i napoju ciemny gmin ofiarował’’ - ks. Stanisław Załęski T.J. ,,Jezuici w Polsce tom IV Dzieje 153 kolegiów i domów jezuitów w Polsce’’, Kraków 1905




Działo się to ziemiach późniejszego Królestwa Latyki. Synowie Baltaina założyli na wydartym puszczy skrawku ziemi niewielką osadę nazwaną Valka. Pędzili swoje dni w trudzie i znoju, uprawiając pola pszenicy, jęczmienia, beru, owsa, prosa, jarzyny i sady owocowe. Hodowali świnie, bydło i owce. Zakładali pasieki i stawy pełne ryb. Nie mieli natomiast żadnego pana nad sobą, który pobierałby od nich daniny. Valka leżała z dala od uczęszczanych szlaków, nikomu to jednak nie przeszkadzało. Kmiecie z Dipatiš, najbliżej położonej osady, prawili z niechęcią, że Valkę założył Bel, osławiony złodziej. Po upływie tylu tysiącleci nie sposób już dociec ile prawdy było w tych opowieściach.

Nadchodziło już lato, kiedy po raz pierwszy od długiego już czasu w gospodzie ,,Pod Czarnym Kogutem’’ zjawił się samotny wędrowiec. Przybył z zachodu, z ziem słowiańskich. Również jego mowa zdradzała, że był Słowianinem a nie Bałtem. Dosiadał gniadej, bardzo chudej klaczy, wydającej z siebie syki i poświstywania. Pachołek, odprowadzający klacz do stajni, dowiedział się, że nosiła imię Dychawica. Sam jeździec miał długie włosy słomianej barwy, oczy zaś zielone i przenikliwe. Nosił zielony płaszcz i pochwę z mieczem u boku, znamionującym stan rycerski. Twarz pokrywały blizny oraz kilkudniowy zarost. Wszedł do izby biesiadnej i za skórkę popielicy kupił sobie drewniany kufel piwa oraz pajdę chleba ze smalcem. Jego przybycie wnet zwróciło uwagę miejscowych oraczy. Patrzyli na obcego niczym na raroga. Ciekawość pomagała im przezwyciężyć lęk przed uzbrojonym witeziem. Zaczęli dosiadać się do niego, częstować swoim jadłem i napitkiem oraz zasypywać gradem szczegółowych pytań o wielki świat, rozciągający się poza Valką.

- Zowię się Leszyn, syn Zbisława. Urodziłem się nad wielką rzeką Visaną. Na dworze mojego ojca, w murowanym lamusie ostawiłem polną konwalię.

- Co w niej takiego niezwykłego, dostojny panie? - Spytał jeden z kmieci, noszący imię Zabumas.



- Nie jest to kwiecie, jakiego pełno na łąkach – odparł po chwili Leszyn – jeno panna, którą wielce umiłowałem. Na imię jej Bonisea. Odkąd czarnoksiężnik Firożdan zaklął ją w roślinę, przemierzam świat w poszukiwaniu remedium na zdjęcie złego czaru.

Chłopi westchnęli z podziwem, słysząc tak piękną i smutną opowieść.

- Nasza znachorka umie klecić leki różniste z ziół wszelakich, jadu węży, krwi kreta i wszelkich innych ingrediencji. - Zabrała głos młoda, jasnowłosa Jana. - Sądzę, że będzie w stanie ocalić twoją lubą, witeziu.

- Doceniam twe dobre chęci, dzieweczko – odrzekł Leszyn – lecz wyrocznia Welesa wskazała mi inną drogę ratunku. Tu pomóc może jedynie dwubarwna woda; zielona i błękitna zarazem, słona i o ostrym zapachu. To jej źródła szukam po omacku niby ślepiec zrozpaczony. Ściany lamusa skrywającego zaklętą konwalię pokrywają wypisane na nich złotym tuszem święte imiona Mokoszy. Dzięki jej opiece żaden robak zesłany przez Firożdana nie odważy się podgryzać mojego kwiatuszka.

Nikt z mieszkańców Valki, pomimo najszczerszych chęci nie umiał poradzić Leszynowi gdzie mógłby znaleźć krynicę dwubarwnej wody. Dalsza rozmowa przy gęsty, słodkim piwie i suszonym leszczu zeszła na temat sioła i jego mieszkańców.

- Kto jest waszym panem?

- Nie mamy pana ni króla nad sobą, prócz Ageja na niebie – objaśnił Zabumas.

- Którym z jego posłańców najwięcej czci okazujecie? - Dopytywał Leszyn.

- Spośród Enków czcimy właściwie tylko Ceroklisa, dawcę urodzaju.

- Nigdy wcześniej nie słyszałem tego imienia. - Przyznał Leszyn.

- W naszej wiosce stoi chram Ceroklisa, zbudowany na planie koła i kryty słomianym dachem. Tylko jeden kapłan składa mu ofiary. Ceroklis ukazuje się nam pod postacią czarnego kota Bestiarza. Kot ten jest większy niż bywają zwierzęta jego gatunku. Potrafi ubić i pożreć nawet człowieka, a do tego wydaje z siebie przerażające ryki.





Leszyn wiedział co to za zwierzę. Przemierzając sioła i grody Sklawinii posłyszał bowiem opowieści kupców i podróżników o czarnych panterach, spotykanych w Bharacji i ponoć także w Afryce. Nie wiedział jednak, że elfy z Dalekiego Zachodu nazywały Bestiarza w swoim języku imieniem Tevildo, oznaczającym demona.

- Rad bym wiedzieć jakim sposobem taki gruby zwierz zagościł w waszej wiosce.



- Przyszedł do nas jako kocur zwykłych rozmiarów. Był głodny i zabiedzony. Zamiast mleka lub śmietany daliśmy mu napić się piwa. Skosztował trunku i zaraz urósł o kilka cali. Następnie zjadł koguta, świnię i czarnego wołu. Z każdym pożartym zwierzęciem stawał się coraz większy. Zamienił się w końcu w bestię, władającą ludzką mową. Zamieszkał w wybudowanym przez nas chramie na obrzeżach wioski.

- Czy będę mógł ujrzeć Ceroklisa, którego czcicie? - Zapytał Leszyn z czołem zmarszczonym od intensywnego myślenia.

- Myślę, że nasz opiekun ucieszy się, mogąc powitać tak dostojnego gościa. - Odparł z przekonaniem Zabumas.

Chłopi zaprowadzili Leszyna do chramu. Wewnątrz powitał go uściskiem ręki młody kapłan w białej szacie. Miał intensywnie zielone oczy, kozią bródkę barwy szafranu i bliznę na skroni.

- Zowię się Pirogastis i chętnie zaspokoję głód wiedzy dostojnego pana. - Tembr głosu ofiarnika zdradzał podenerwowanie.




Ryc. za: Pngtree


Pomimo wyszukanej uprzejmości, Pirogastis unikał wzroku Leszyna. Gdyby Leszyn spojrzał mu w oczy, mógłby dostrzec w nich nienawiść do całego świata. Kapłan pokazywał wypisane na ścianach modły i zaklęcia, malowane misy, rogi i puchary, służące składaniu ofiar, noże i topory, przeznaczone do tego samego celu oraz zgromadzone pieczołowicie czaszki kogutów, świń i wołów. Leszyn zaklął mimo woli, trącając stopą czerep, wyglądający na szczątki ośmioletniego dziecka. Patrząc uważniej na drewnianą podłogę, dostrzegł więcej czaszek, należących do dzieci w różnym wieku, od pięcio – do dzięsięciolatków.

- … Nie frasuj się z ich powodu, Słowianinie. Ich krew wsiąkła już w ziemię, wydającą dzięki temu obfite plony.



Leszyn zmienił się na twarzy. Zmierzając przez puszczę w stronę Valki, słyszał opowieści leśnych ludzi o łotrowskich czcicielach piekielnego kocura, nazywanych kacerzami i składanych przez nich żertwach z niewinnych dziatek. Wtedy jednak zdawały mu się jeno czczą gadaniną. Wchodząc do chramu nie miał przy sobie broni. Zgodnie z obowiązującym obyczajem zostawił oręż na zewnątrz. Dopadł Pirogastisa i z całej siły zacisnął dłonie na jego gardle.

- On oszalał! Zabije naszego kapłana! - Pisnęły wystraszone niewiasty.

Palce Leszyna zacisnęły się z siłą stalowego imadła. Kapłan zwiotczał. Pod postacią czarnego, uskrzydlonego węża, wyfrunął z chramu, wśród nieopisanego odoru siarki. Na podłodze została jedynie porzucona biała kapłańska szata.

- Straszny będzie gniew Ceroklisa! - Biadoliła przerażona Jana.

Z głębi przybytku rozległ się ryk dzikiego zwierza. Bestiarz – Ceroklis pod postacią czarnej pantery skoczył i obalił Leszyna. Dłuższą chwilę kotłowali się obaj po podłodze. Żaden chłop z Valki nie raczył wspomóc junaka, podrzucając mu ofiarny nóż do obrony. Leszyn musiał radzić sobie sam. Szczęśliwie nie brakowało mu siły. Zacisnął palce obu dłoni na gardle pantery i ścisnął tak mocno, jakby chciał wycisnąć wodę z kamienia. Chłopi jęknęli przeciągle, widząc umierającego Ceroklisa. Jego para uleciała pospiesznie z chramu pod postacią czarnego motyla. Leszyn powstał zdyszany i pełen gniewu.

- Powinienem teraz oddać płomieniom was i tę jaskinię zbójców, którą zowiecie chramem!

- Jakim prawem to czynisz?! - Zabumas był purpurowy z gniewu.

- Będąc junakiem mam obowiązek zawsze i wszędzie tępić pomiot Czarnoboga.

- Ceroklis, którego zamordowałeś był pośrednikiem między nami a Agejem.

- Głupcy, piekielni głupcy! Agej i Enkowie nigdy nie nakazaliby nikomu krzywdzić dzieci! Takich ofiar mogą domagać się jedynie smok Rykar i jego Čorty!

- Opuść naszą wioskę. - Zażądał krótko Zabumas.

- Z miłą chęcią. - Leszyn odebrał zostawiony przed wejściem oręż.

Dosiadł wiernej Dychawicy i galopem odjechał z Valki. Wcześniej zdążył jeszcze strząsnąć pył ze swoich butów…



*


W księżycową noc Leszyn siedział przed ogniskiem na skraju puszczy, pogrążony w rozmyślaniach. Zarośla zaszeleściły i wyszedł z nich majestatyczny, biały, długowłosy kocur, wielkością przypominający lwa albo tygrysa. Podszedł w stronę Leszyna, nie okazując nawet najmniejszego lęku przed ogniem.

- Ktoś ty? - Spytał Leszyn.

- Jestem prawdziwym Ceroklisem. Dziękuję ci, że usunąłeś z Valki uzurpatora czyniącego nieprawość w moim imieniu.

- Drobiazg.

- Jakiej nagrody pragniesz? - Spytał biały kot.

- Do szczęścia wystarczy mi jeno, aby moja luba odzyskała ludzką postać.

- To da się zrobić. - Miauknął Ceroklis.


*



,,Purpurowa Dajna’’ zawiera relację o wspólnej wyprawie Leszyna i Białego Ceroklisa przeciw czarnoksiężnikowi Firożdanowi. Po wielu przygodach junak uwięził złego maga w kryształowej butli, którą następnie cisnął do morza. Wtedy to zaklęta w konwalię Bonisea odzyskała ludzką postać po podlaniu dwubarwną wodą. Z radością poślubiła Leszyna. W erze trzynastej w założonym przez nich rodzie przyszła na świat polska mistyczka, siostra Wanda Boniszewska.

Oniricon cz. 1133

     Śniło mi się, że:



- na regale w przychodni na ul. Staromłyńskiej w Szczecinie zobaczyłem swoją kolekcję ,,Zwierzaków'',



- w XXI wieku w Szczecinie odwiedziłem cesarza Józefa II i jego matkę, Marię Teresę, mieszkających w kamienicy na ul. Łokietka w Szczecinie razem z legwanem zielonym, kiedy moi gospodarze tego nie widzieli, uprawiałem seks z ich jaszczurką, UWAGA: To tylko sen, na jawie brzydzę się zoofilią,



- cesarz Franciszek Józef mieszka obecnie w Szczecinie, służy mu olbrzymi komar imieniem Fred, który pije krew, chociaż jest samcem,



- będąc licealistą spotkałem w centrum handlowym Ravialusa ov Rikłocica, który przypomniał mi o kartkówce o epidemiach z geografii, byłem nieprzygotowany, zaś Ravialus śmiał się złośliwie ze mnie,



- ojciec kilkunastu chłopców śmiał się z prezydenta Karola Nawrockiego, który powiedział ,,pucie'' zamiast płcie, powiedziałem mu, że każdy może się przejęzyczyć i prezydent traktuje zapewne tę wpadkę z humorem,



- dom na ul. Ćwiartki 3/4 we Wrocławiu, gdzie mieszkali Kiepscy był TBS - em,



- Marian Paździoch, jego żona Helena i dwoje małych dzieci wyszli przed dom na szczudłach, Marian oznajmił księdzu, nie zamierza iść do seminarium duchownego,



- jakaś kobieta zgorszyła się tym, że przed zimą kilkuletnie dzieci i niektórzy dorośli zamieniają się w poczwarki, z których na wiosnę wychodzą motyle, uznała, że jest to zboczenie,



- Marta Nawrocka była kiedyś gwiazdą rocka,



- byłem w szkole gdzie surowi, wąsaci urzędnicy wypytywali mnie, kiedy ostatnio szukałem pracy,



- wśród pogańskich Prusów pojawił się prorok, który przepowiedział, że jeśli nie przyjmą chrześcijaństwa, zostaną podbici przez Krzyżaków,



- pan Andreus ov Leovishiner przeczytał kartkę z napisanymi przeze mnie snami i poprawiał na niej błędy ortograficzne,



- zobaczyłem mężczyznę, który miał kolana z ziemniaków, szczerzących zęby piranii.