
,,Na
oceanie Spokojnym niedaleko N. Gwinei leży maleńka wyspa Rossil. O
wyspie tej znany podróżnik Armstrong, który wiele czasu spędził
między ludożercami, opowiada rzeczy, od których włosy stają na
głowie (jeżeli je kto ma, naturalnie).
Pewne
pojęcie o zwyczajach czarnych mieszkańców Rossil wyrobić sobie
można na podstawie następującego zdarzenia:
W
okolicy tej wyspy rozbił się chiński okręt. Z pośród
wszystkich pasażerów ocalało jedynie 317 chińczyków, którzy
cudem jakimś wydostali się na brzeg.
Dopiero
w trzy miesiące potem udało się towarzystwu okrętowemu
zorganizować wyprawę ratunkową Przybyła ona na wyspę, okazało
się jednak, że tylko jeden chińczyk pozostał przy życiu.
Krajowcy wprawdzie liczyli dorosłych mężczyzn tylko dwa razy tyle,
ilu wyratowało się chińczyków: broń ich składała się z
drewnianych dzid i kamieni, niemniej jednak udało im się zjeść
wszystkich chińczyków w ciągu krótkiego stosunkowo czasu.
Rekord
w zjadaniu chińczyków osiągnął sam wódz plemienia, imieniem
Mowo, miejscowy tyran, posiadający dziesięć żon, dziesięć chat
i dziesięć łodzi. Mowo jest nietylko ludożercą lecz i ambitnym
sportowcem. To też gdy pewnego dnia podczas wyścigu łodzi tyran
przyjechał do mety drugi, tak się tem przejął i oburzył na
zwycięzcę, że jeszcze tego samego dnia pożarł go. [...]’’ -
autor nieznany ,,Ludożercy z wyspy Rossil zjedli 317 chińczyków
których rozbity statek wyrzucił na niegościnny brzeg’’ [w]:
,,Wieczór Warszawski’’ z 1928 r.

Rossil
jest nazwą dzisiejszej Rossel Island, należącej do Papui – Nowej
Gwinei. Ten i inne intrygujące artykuły prasowe z II RP są
dostępne na grupie ,,Wycinki
z polskich gazet przedwojennych’’
na Facebooku.