poniedziałek, 30 maja 2016

,,Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach''

,,Studiując rodzime baśnie, podania i legendy, odnosimy nieodparte wrażenie, że nasi przodkowie kochali niesamowite opowieści. […] Przez setki lat historii naszego kraju powstał olbrzymi, barwny i ludny świat polskich wierzeń ludowych. Bestiariusz, który trafił do Państwa rąk, jest skromną próbą zilustrowania tego bogactwa i ukazania choćby jego części współczesnemu Czytelnikowi. Zapraszamy do podróży śladami opowieści naszych przodków, mitów pełnych słowiańskiej magii, tak rzadko obecnej we współczesnej polskiej kulturze'' – ze Wstępu

,,Ruski 'domowoj', zachodni 'kobold', czy 'gnom' zwie się u nas chowańcem, skrzatem, bożem, ubożem... Nie obejdzie się człowiek bez swojego skrzata. Dlatego zapewne Bóg dał mu Anioła Stróża najcierpliwszego z opiekunów, nie zrażającego się niczym. Ani przez chwilę nie jesteśmy sami'' – Zofia Kossak





W 2012 r. sięgnąłem po raz pierwszy po książkę Pawła Zycha i Witolda Vargasa ,,Bestiariusz słowiański’’ - popularnonaukowy leksykon mitologii słowiańskiej z ziem polskich. Jest to książka o rusałkach, dziwożonach, mamunach, wodnikach, utopcach, nocnicach, południcach, skrzatach w tym krasnoludkach, wieloludach, wampirach, wilkołakach, strzygach, latawcach, diabłach (w tym Borucie i Rokicie), skarbnikach, żmijach, duchach, smokach, gryfach, syrenach i bazyliszkach. Dowiemy się z niej co początkowo oznaczały takie określenia jak: łapiduch (demon chwytający duchy; dziś określenie lekarza), jędza (leśny demon w postaci starej, brzydkiej i złej kobiety, najbardziej znana z nich to ruska Baba Jaga), maruda (demon zmuszający niemowlaki do płaczu), buc (pochodzący z Niemiec demon, którym straszono niegrzeczne dzieci; dziś określenie obraźliwe człowieka zarozumiałego i głupiego), oraz tego, że powiedzenie ,,siedzieć jak trusie'' odnosiło się nie do królików, ale do olbrzymich, demonicznych węży mających zdolność maskowania się. Miłośnicy twórczości Sapkowskiego mogą na podstawie ,,Bestiariusza...'' domyśleć się, dlaczego Maria Barring z ,,Sagi o wiedźminie'' była nazywana Milvą czyli Kanią, oraz kim był Szarlej, który użyczył swego imienia cynicznemu demerytowi z ,,Trylogii husyckiej'' ;). Oprócz istot rdzennie słowiańskich poznajemy też istoty zapożyczone z wierzeń dawnych Bałtów – Litwinów (aitwar, pieniężny chłopczyk) i Prusów (król ryb), Niemców (wspomniany już buc, biała dama, dziki myśliwy – istota przypominająca boga Wotana polującego w orszaku demonicznych łowców), a także z wierzeń chrześcijańskich (anioł, diabeł, z którym zaczęto utożsamiać prasłowiańskie biesy i czarty, oraz czarownice i czarnoksiężnicy – ludzie władający magią dzięki paktu z diabłem), oraz antycznych (gryf – zwierzę bardzo ważne w pomorskiej heraldyce, bazyliszek – postrach Warszawy i Wilna, oraz syrena uwieczniona w herbie Warszawy).






Na uznanie zasługuje wielkie bogactwo wiedzy Autorów, ciekawe, fantastyczne ilustracje (takiej wspaniałej wyobraźni nie powstydziłby się sam Lovecraft ;), liczne ciekawostki (np. sierp i młot jako dawne, ludowe symbole śmierci) i humor.



,,Czerwonobrody czarodziej. Baśnie celtyckie''

,,Słyszeliście kiedyś opowieść o koniach króla Conala albo tę o czerwonobrodym czarodzieju? A może wiecie, kto to Liam Donn? Jeśli chcecie spotkać te fantastyczne postaci i poznać ich niewiarygodne przygody, nadstawcie uszu i posłuchajcie głosu celtyckiego bajarza'' – z okładki




W maju 2016 r. przeczytałem antologię ,,Czerwonobrody czarodziej. Baśnie celtyckie'' pióra Claude Clémenta z ilustracjami Renáty Fučikovej. Akcja prezentowanych w omawianym tomie opowieści rozgrywa się w takich miejscach jak: Grecja (pochodziła z niej księżniczka Una o Białych Dłoniach, którą poślubił Liam Donn), Rzym (rządził nim król Maxime, który poślubił ujrzaną we śnie księżniczkę Helen), Irlandia, w tym stołeczny Dublin (jednym z jej władców był Conal), Walia (pochodziła z niej księżniczka Helen), Szkocja (ojczyzna Janet i Tama zniewolonego przez królową elfów), Bretania (w tym legendarne, zatopione miasto Is, którym władała księżniczka – czarodziejka Dahut; córka króla Grallona; o zatopionym mieście Ys wspominał Andrzej Sapkowski w opowiadaniu ,,Trochę poświęcenia''), oraz Galicja (region w Hiszpanii, którego nie należy mylić z zaborem austriackim czyli Galicją i Lodomerią).





Pojawiają się ciekawe nawiązania historyczne. Pierwowzorem króla Maxime był pokonany przez Teodozjusza Wielkiego, cesarz zachodniorzymski Magnus Maksymus (? - 388), w walijskich legendach nazywany Macsen Wledig. Poślubił celtycką księżniczkę Elen Luyddog (pierwowzór Helen), w innych legendach błędnie utożsamianą ze św. Heleną; matką cesarza Konstantyna Wielkiego, która rzekomo miała pochodzić z Brytanii. Legenda ta została wykorzystana przez Marion Zimmer Bradley i Dianę Paxson w wiccańskiej powieści fantasy ,,Kapłanka Avalonu''.
Niektóre z omawianych baśni nawiązują do mitologii greckiej. Liam Donn uratował przykutą do skały księżniczkę Unę z Grecji przed trójgłowym, morskim smokiem co upodabnia go zarówno do Perseusza ratującego Andromedę, jak też do chrześcijańskiego św. Jerzego. Z kolei książę hiszpańskiej Galicji miał ośle uszy jak Midas, a jego fryzjer zdradził sekret szepcząc go do dołu, gdzie wyrosły trzciny. Jednak w tym wypadku ośle uszy nie były karą. Po narodzinach księcia nimfy dały mu ośle uszy by wypróbować jego charakter, a gdy okazał się dobry, wówczas dały księciu ludzkie uszy. Baśń ta przypomina połączeniu mitu o Midasie z niewinnym cierpieniem Hioba.
Oryginalnym celtyckim motywem jest czerwień jako kolor magii i zaświatów (czerwona broda złego czarodzieja Diarmuida, czerwony płaszcz diabła, który uwiódł Dahut i zatopił Is). 






Na uwagę zasługują liczne stworzenia fantastyczne jak: elfy, skrzaty, korrigany (bretońskie skrzaty, które nie lubiły osłów i dzieliły się złotem z biedakami), nimfy, olbrzymy (w tym 5 – głowe), jadowite wilkołaki, a nawet olbrzymie, mówiące koty groźne dla ludzi (czyżby stąd czerpał swe inspiracje Feliks Wiktor Kres, twórca postaci groźnego kocura Rbita LSI ? ;). 

Złamana noga ... wieloryba





,, [...] Wykonujący dzwony spiżownicy mieli osobliwy zwyczaj: skończywszy pracę nad danym egzemplarzem, puszczali w świat zupełnie nieprawdopodobną plotkę, wierząc, że tak daleko, jak się ona rozejdzie, będzie niósł się też dźwięk dzwonu. Jedna z takich wyssanych z palca pogłosek mówiła, iż w sąsiednim miasteczku w czasie burzy z nieba spadł wieloryb i złamał sobie nogę (!). Teraz czołga się i pożera po drodze każdego, kogo napotka'' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''


Czarny kogut





,,Czarny kogut był w całej Europie symbolem zła. Pogański zwyczaj składania nieszczęsnego ptaka w ofierze wszelakim złym duchom przetrwał do chrześcijańskich czasów. Każdego roku zabobonny ludek oddawał pierzastą obiatę utopcom, wodnikom, morowym dziewicom i wszelkim innym demonom, które miał nadzieję przebłagać. Przy czym na ofiarę wybierano zawsze stare sztuki drobiu, wierzono bowiem, że siedmioletni czarny kogut mógł się zmienić w bazyliszka! Stąd zresztą popularne niegdyś powiedzenie: 'Nie bierz za żonę dziewki po trzydziestu latach, bo ona to samo warta co kogut po siedmiu''' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''. 


niedziela, 29 maja 2016

Oniricon cz. 214

Śniło mi się, że:




- w Mikołajki przebrałem się za Dziadka Mroza - ubrałem się na czarno, nałożyłem czarny kapelusz i wziąłem do ręki grubą laskę okutą gumą; potem razem z grupką dzieci wyruszyłem na miasto; spotkałem innego człowieka w tym samym stroju co ja i zaczęliśmy go gonić, w końcu go dogoniłem i zamierzałem z nim walczyć wzywając na pomoc duchy Ilji Muromca i królewicza Marka,
- Xandra nie czyta książek,





- czytałem komiks w toalecie,





- czytałem ,,Małą księgę demonów polskich'' Adama i Barbary Podgórskich,





- Gandhi częstował mnie białą czekoladą,





- z moim ust wydobywały się całe chmary komarów,






- Jena ov Blackeyova jest ostatnim wcieleniem bogini Mokoszy, która we śnie obiecała mi, że uczyni mnie bogiem i nie będę musiał więcej reinkarnować,





- Hella była moją siostrą,
- pewien uczeń ilekroć dostawał jedynkę, parzył herbatę i zapraszał koleżanki i kolegów na grę w karty,
- byłem w domu pana Martinusa ov Simcassa; zobaczyłem jego żonę i mnóstwo dzieci, a także kserokopię współczesnego traktatu pseudonaukowego o starożytnej Rusi; chciałem wziąć ów traktat do domu, aby go zrecenzować na blogu, lecz pan Simcass powiedział, że będę mógł go wziąć dopiero jutro lub pojutrze,
- byłem na wycieczce, gdzie martwiłem się złym stanem książki ,,Prehistoria'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'';  miałem zły humor i wieczorem chciałem wrócić do domu, a pan Tomasus ov S. straszył mnie, że przyjdzie po mnie zboczeniec,





- był Wielki Post kiedy zobaczyłem na ulicy pochód ludzi przebranych za psy, aby uczcić karnawał; byłem tym zgorszony; owi przebierańcy wygwizdali jadące ulicą samochody policyjne,





- po Szczecinie szła parada pomalowanych na tęczowo słoni, były też tygrysy szablozębne,





- w czasie okupacji hitlerowskiej przytulałem się do leżącego na trawie słoniątka, które powiedziało, że jestem Żydem,
- oglądałem pokaz prawdziwych rytuałów okultystycznych, na który zaproszono pisarzy fantastów min. Jarosława Grzędowicza,





- narysowałem jak kopnąłem Mao Zedonga w tyłek, aż poleciał w kosmos,





- Małgorzata Nikołajewna miała na nazwisko Korwin - Ostróda (?)

sobota, 28 maja 2016

Wiersz o błotniku






,,Po stalowem, polewanem błocie,
pełnem nieba, drzew i kamieni,
niby wichrem popędzane kwiecie,
wachlarzami wiewając strusiemi,

balownice na zabawę biegły,
aby na śmierć zatańczyć tęsknotę,
i gubiły paciorki i perły,
i wracały się po nie z powrotem.

Biegły zwinne i rozwiane w tańcu,
w pantofelkach różowych i białych,
a wśród błota na srebrnym gościńcu
Błotnik leżał i ziewał nieduży.

Podniósł na nie wzrok okrągły, sowi,
i lecąc w nieskończonym walcu
chwytał głupio za jedwabne nogi
zostawiając na nich ślady palców...''

- Maria Pawlikowska - Jasnorzewska ,,Błotnik'' [w]: Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''





Naturalni wrogowie bazyliszka





,,Naturalne odium ma ten Wąż z Łasicą i Rutą, dlatego te zwierzątka w pysk biorą rutę jako oręże nań mocne, a tak od jadu bazyliszka bezpiecznemi zostają. W jamę samą też wsadziwszy Adwersarkę jego, ginąć musi'' - Benedykt Chmielowski ,,Nowe Ateny'' [w]: Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''


czwartek, 26 maja 2016

Legenda o Krzyżakach





,,Litwini pogańscy, pokonawszy w jednej bitwie Krzyżaków pruskich teutońskiego rodu, gdy między innymi brańcami znaleźli dwóch Krzyżowców, postanowili obu męczeńską zgładzić śmiercią. Przywodząc przeto swój zamiar do skutku, jednego z  nich na wysokim drzewie przywiązali do własnego konia, aby go żywcem spalić razem z koniem; drugiego zaś przyprowadzili , aby był świadkiem tego widowiska. A kiedy stos podłożony zapalili, ogień ogarnął zaraz konia, który do szczętu spłonął; ponad Krzyżowcem zaś rozwarło się niebo i zstąpiła z góry jasność niebieska, która rozdzielając płomień na różne strony, ochroniła ciało Krzyżowca, tak iż pozostało nietkniętym. Potem jasność ta wróciła do nieba, z którego wyszła, a z nią razem uniosło się ciało Krzyżaka w postaci urodnej dziewicy, nie zostawiwszy po sobie najmniejszego  nawet śladu, a to wobec wszystkich barbarzyńców, którzy na ten dziw ze zdumieniem patrzyli. Ale niewierni Litwini nie Boskiej mocy, ale czarom i urokom przypisawszy to zrządzenie, drugiego Krzyżowca wsadzili w szczelinę drzewa, siekierami i klinami rozwiedzionego na dwoje, a potem wyrwali nagle kliny; gdy więc drzewo swą przyrodzoną mocą zwarło się do kupy, ściśniony w nim męczennik gorzał podłożonym ogniem u spodu. Tego także ptak jakiś śnieżnej białości, nigdzie wprzód nie widziany, wyrwał z pośrodka płomieni i uniósł z sobą do nieba; na co również z osłupieniem patrząc barbarzyńcy sami wyznawali, że Bóg chrześcijan wielki jest i czcicielom swoim wielkie łaski i dobrodziejstwa świadczy'' - Jan Długosz ,,Dzieje polskie'' [w]: Paweł Jasienica ,,Polska Piastów''


Dzień Matki 2016





,, [...] Dzień Matki został ustanowiony  przez pobożną metodystkę i początkowo był obchodzony w kościele chrześcijańskim. Nauczycielka z Filadelfii, Ana Jarvis, przekonała parafię jej zmarłej matki [...] aby drugą rocznicę jej śmierci uczcili, obchodząc Dzień Matki. Był to 1907 rok [...] za kadencji prezydenta Woodrowa Wilsona w 1914 roku Kongres  nadał jej rangę święta narodowego (...). Popularyzując owo święto, pani Jarvis pragnęła zachęcić dzieci, aby nie szczędziły uczuć swym matkom jeszcze za ich życia. [...].
Chociaż Ana Jarvis  niemal na pewno nie czerpała inspiracji z katolickich źródeł, uważa się, że przyczyną niezwykłej popularności Dnia Matki jest fakt, że wypełniła ona próżnię powstałą po wyrugowaniu pobożności maryjnej. Maj jest miesiącem poświęconym Matce Bożej i związane są z nim różne formy obrzędowe, jak koronacja obrazu Matki Bożej. Cześć okazywana Maryi Pannie stałą się przedmiotem ataków w czasach reformacji. W rezultacie z liturgii wielu kościołów protestanckich znikły jakiekolwiek uroczystości poświęcone kobietom. Religia pozbawiona pierwiastka kobiecego (czy to Matki Bożej, czy innych żeńskich świętych) zagubiła też pewne szczególne ciepło związane z macierzyństwem. Obchody Dnia Matki w maj mogą być zatem świeckim substytutem porzuconej katolickiej pobożności maryjnej'' - Michael P. Foley ,,Dlaczego jemy ryby w piątek? O katolickich korzeniach prawie wszystkiego''





Z okazji Dnia Matki, wszystkim Matkom czytającym tego bloga składam najserdeczniejsze życzenia ;). 

środa, 25 maja 2016

,,Antologia warmińska. Warmia w baśniach, podaniach i legendach''

,,Gdym powrócił na Warmię
dziw mnie spotkał – jako żyję
na Warmię przyjechałem,a Mazury tu zastałem
Lecz gdzie wzrok mój rzucę – wszędzie
Czy w gazecie, czy w urzędzie
Wszędzie głosi – nawet mury
że tu teraz są Mazury''!
- Alojzy Śliwa ,,Wiadomości Mazurskie'' z 1945 r.





W maju 2016 r. przeczytałem książkę ,,Antologia warmińska. Warmia w baśniach, podaniach i legendach'' pod redakcją Teresy Brzeskiej – Smerek, z ilustracjami Włodzimierza Chołostiakowa, zawierającą utwory takich Autorów jak: Maria Zientara – Malewska (1894 – 1984), Irena Kwintowa (1914 – 1981), Maryna Okęcka – Bromkowa (1922 – 2003), Marta Sendrowska (1909 – 1977), Augustyn Steffen (1901 – 1992), Michał Lengowski (1873 – 1967), Alojzy Śliwa (1885 – 1969), Zofia Zymler – Hansowa, Franciszek Jankowski (1904 – 1956) i Tadeusz Oracki (ur. 1930). Pomysł napisania książki wysunęła Miejska Biblioteka Publiczna w Olsztynie.






Warmia (po starokrasnemu: Varmiya, po runwirsku: Varmija) jest jednym z regionów Polski, zajmującym środkową część województwa warmińsko – mazurskiego. Według legendy nazwa regionu pochodzi od dobrej władczyni o imieniu Warmia. Jej stolicą jest Olsztyn (starokrasne: Olsana), według legendy sam św. Jakub nadał bezimiennemu grodowi nazwę od licznie rosnących olszyn (w mojej mitologii Olsanę, czyli dzisiejszy Olsztyn założył w V wieku n. e. Olszan, król Analapii, Burus i Jatvy). Przez Warmię płyną rzeki Łyna (według legendy powstała z łez pruskiej księżniczki Ałny, opłakującej śmierć swego męża Dobrzyna) i Pasłęka (według legendy w ową rzekę zamieniła się młoda pasterka – sierotka). Z kolei warmińskie jezioro Dadaj ma wywodzić swą nazwę od imienia córki tajemniczego starca, która kochała niejakiego Krystka, lecz musiała go opuścić, gdy ten stał się skąpy i chciwy. W przeciwieństwie do luterańskich Mazur, Warmia jest zdominowana przez katolików. W regionie tym znajdują się sanktuaria Maryjne w Gietrzwałdzie i w Świętej Lipce. Niegdyś były to tereny wymarłego, bałtyckiego ludu Prusów – w omawianej antologii pojawia się wzmianka o ich legendarnym wodzu Sarongu, czy o pruskiej kapłance Wredzie, która przyjęła chrzest i poślubiła niejakiego Borka (miała z nim trzy złe córki sprawujące tyrańską władzę nad ludem, które za karę zamieniły się w żmije). W Olsztynie mieli swój zamek Krzyżacy, którzy przynieśli zagładę Prusom, zaś w późniejszych czasach, tereny biskupstwa warmińskiego były integralną częścią przedrozbiorowej Polski; oazą polskości i katolicyzmu.
W książce pojawiają się ciekawe nawiązania do różnych typów wierzeń.





Z mitologii bałtyckiej pochodzi: triada pruskich bogów – Perkun (bóg burzy i wojny), Potrimpus (bóg magii i wegetacji) i Patollus (bóg śmierci i zniszczenia), domowe skrzaty barstuki (dyskretnie opiekowały się ludźmi; nauczyły ich ubierać choinki na Boże Narodzenie; odeszły gdy pewna ciekawska kobieta je podglądała), oraz pruski arcykapłan Kriwa znający się na czarach.
Z wierzeń chrześcijańskich pochodzą diabły (rzekomo suszące pieniądze w ogniu widzianym jako błędne ogniki na bagnach; jeden z nich jechał na kozie, czym skłonił pewną babę do obejrzenia się za siebie).





Z kolei z kręgiem folkloru słowiańskiego związane są takie postaci jak: Smętek (dobroczynny, najważniejszy demon Warmii, który zaadoptował dziewczynkę), kłobuki (ambiwalentne duszki wywodzące się od litewskich aitwarów, które służyły Smętkowi i ludziom, którym znosiły różne dobra; mogły przybierać postaci ognistych ptaków), topniki (wodne demony; ludzie z ogonami ryb noszący czerwone czapki), a także rybokształtny Władca Tysiąca Jezior, czy dobra wróżka Kaja mieszkająca w chatce na kurzej nóżce jak Baba Jaga; pomagająca ludziom i zwierzętom.
Dla ciekawostki: w tworzonej przeze mnie mitologii slawinistycznej występuje Smętek zrodzony w erze czwartej z łez Miedwiedowa wylanych po śmierci ukochanej Płoszki, oraz Kłobuch – demon – złodziej mający postać człowieka z lisią głową i ogonem; syn Boruty i Dziewanny. W pierwszej klasie gimnazjum wymyśliłem pokryty jeziorami region Pterotyjandii – planety dinozaurów, nazwany przeze mnie Nową Warmią (Navłaya Varmiya, Nova Varmija ;). 

wtorek, 24 maja 2016

Legendy krzyżackie





,, [Jan Ptaśnik] Dla przykład przytoczył opowieść o pewnym Krzyżaku, który chciał porzucić Zakon i wstąpić do dominikanów, franciszkanów lub augustianów.  Ale we snach pokazywali mu się święci założyciele tych reguł i oświadczali, że go nie przyjmą. Wreszcie pojawiła mu się Najświętsza Maria Panna, wskazała na zastęp okrytych ranami mnichów - rycerzy i zapytała: 'Czy zakon, którego rycerze dla dobra wiary zginęli i giną, można uważać za rozwiązły i rozpustny?' Niedowiarek natychmiast wyrzekł się wątpliwości i wkrótce zginął. - Innym razem Matka Boska  ukazała się we śnie wodzowi wojsk węgierskich i zawołała groźnie: 'Czemu pustoszysz ziemię moją, krwią chrześcijan zroszoną? Jeżeli zaraz nie wrócisz, wiedz, że wkrótce złą śmiercią zginiesz'. Za pomaganie Polakom przeciw Zakonowi ukarał wtedy Bóg Węgrów klęską na Bukowinie'' - Paweł Jasienica ,,Polska Piastów''


poniedziałek, 23 maja 2016

,,Czarna kura. Baśnie rosyjskie''

,, […] Szymon obiecał Mikal, że zrobi co się da, by przynieść do domu czarną kurę, która wypatroszona w kształt krzyża i trzymana nad ogoloną głową chorego jest najpewniejszym sposobem na chroniczne gorączki. […]'' - Giovanni Papini ,,Cyrenejczyk'' [w]: ,,Leggende cristiane'', Milano 1963, s. 560 – 569 [w]: Adam Wieczorek ,,Legendy chrześcijańskie. Antologia''




,, […] Szanując słoneczko jasne, dzień boży, święte obrazy i was ochrzczonych, kupiłem świnię. Wyraz więc świnia, jest w ustach ludu ruskiego czemś tak brzydkiem, że obrazić może nie tylko słuchaczy, lecz nawet słońce i obrazy świętych'' – Stanisław Jakubowski ,,Bogowie Słowian'', Kraków 1933




W maju 2016 r. przeczytałem antologię baśni rosyjskich ,,Czarna kura'' zawierającą utwory Antoniego Pogorielskiego (1787 – 1836), Aleksandra Puszkina (1799 – 1837), Antoniego Czechowa (1860 – 1904) i Nikołaja Gogola (1809 – 1852) – twórcy, na którym wzorował się sam Michaił Bułhakow, z pięknymi i wykazującymi dużą dbałość o szczegóły ilustracjami Giennadija Spirina – Rosjanina mieszkającego w USA.







Akcja tych baśni rozgrywa się zarówno w czasie nieokreślonym w baśniowej Rusi (pojawiają się wzmianki o fikcyjnej wyspie Bujan), jak również w wiekach XVIII i XIX w Sankt Petersburgu i w Soroczyńcach na Ukrainie (dla ciekawostki: Nikołaj Gogol urodził się we wsi Soroczyńce Wielkie, które dziś w swoim herbie mają min. sylwetkę pisarza).






Na kartach omawianej książki przewija się cała plejada interesujących postaci fantastycznych jak: rasa karłów mieszkających w podziemnym świecie pod XVIII – wiecznym Sankt Petersburgiem i walczące z wielkimi szczurami, minister króla karłów zamieniający się w czarną kurę Czarnulkę, z którą przyjaźnił się chłopiec Alosza (czarne kury mają symbolikę chtoniczną i były wykorzystywane w magii ludowej; nawiązywał do tego Andrzej Pilipiuk w zbiorze opowiadań o Jakubie Wędrowyczu ,,Weźmisz czarno kure...''), morskie olbrzymy, których wodzem był Czarnomor (nie mylić z czarownikiem o tym imieniu); bracia księżniczki zaklętej w łabędzicę, strzegący wyspy, na której władał książę Gwidon Sałtanowicz potrafiący zamieniać się w owady – komara, muchę i trzmiela, wiewiórka wyłuskująca szmaragdy ze złotych orzechów, świnie symbolizujące diabła (w wierzeniach słowiańskich świnie i dziki mogły symbolizować chtonicznego boga Welesa, antagonistę boga burzy Peruna; odsyłam zainteresowanych do książki ,,Herby, legendy, dawne mity''1), czy wreszcie nos, który uciekł od dumnego majora Kowalowa (opowiadanie Gogola stanowiące satyrę społeczną na carską Rosję).
Prezentowane opowiadania są klasycznymi baśniami, rzecz jasna wolnymi od komunistycznej propagandy, chwalącymi dobroć (Alosza ratujący Czarnulkę przed śmiercią, car Sałtan przebaczający złym kobietom, które skrzywdziły jego żonę i syna), a potępiającymi pychę, próżność i … alkoholizm (wzmianka o tym ostatnim pojawia się w ,,Jarmark w Soroczyńcach'' Gogola, gdzie pewien ukraiński chłop podziwiał innego chłopa za pochłanianie dużych ilości wódki). Jednym z najlepszych utworów w całej antologii jest moim zdaniem realistyczne opowiadanie o suczce Kasztance, która się zgubiła i trafiła do cyrku (wszelkie podobieństwo do klaczy Józefa Piłsudskiego noszącej to samo imię - niezamierzone ;).






Dla ciekawostki: nawiązujący do rosyjskich baśni polski baśniopisarz Antoni Józef Gliński wzorując się na baśni Puszkina o carze Sałtanie i jego synu Gwidonie napisał baśń ,,O królewiczu z księżycem na czole, z gwiazdami po głowie'' (odsyłam do posta: ,,Kościej był …. Polakiem, czyli cudowny świat Antoniego Józefa Glińskiego'').



1 Ponadto w Starym Testamencie świnia jest zwierzęciem nieczystym, a w Ewangelii występuje scena utopienia stada świń opętanych przez Legion.

niedziela, 22 maja 2016

Dziwnów 2016






W dniach 16 – 20 maja 2016 r. przebywałem po raz drugi w Dziwnowie (starokrasne: Mirakopolis, runwirskie: D'ivnovo) w województwie zachodniopomorskim w Polsce. Pojechałem tam autokarem ze swoimi znajomymi – panem Tomasusem ov S., panią Carolinianą ov Columbievą, Martinusem ov Simcassem. W drodze do Dziwnowa mijaliśmy lasy. Na skraju jednego z nich stała figura kucharza reklamująca jakiś bar. Zainspirowało mnie to do wymyślenie postaci Leśnego Kucharza – jednego z leśnych duchów ukazującego się w postaci kucharza, który w wielkim, rzeźbionym kotle gotował dziwaczne zupy z leśnych roślin i zwierząt. Mijaliśmy też Bałtycki Park Dinozaurów. Ten widok rozbudził we mnie stare marzenia z dzieciństwa o tym by móc znaleźć się na planecie Pterotyjandii zamieszkanej przez prehistoryczne zwierzęta (dla porównania: pan Tomasus żartował o mieszkających w lesie ,,dziadodrzewach'' i pływającej w basenie ,,tadeuszycy'' ;). Po przybyciu rozgościliśmy się w ośrodku wypoczynkowym ,,Perła Dziwnowa'' (Malkieš Mirakopolitana, Perła D'ivnova). Jako miejscowe atrakcje należy wymienić: wizytę w kościele pod wezwaniem św. Józefa, karaoke, oglądanie filmu ,,Ugotowany'' (komedia o kucharzu, po której zacząłem się zastanawiać czy inspektorzy Michelina działają również w Polsce), wyjścia na basen, spacery po plaży, dyskotekę, konsumpcję gofrów i lodów, wreszcie puszczanie lampionów na plaży (puszczając lampion wyraziłem żartobliwe życzenie, aby móc odwiedzić Pterotyjandię i Analapię razem z Jeną ov Blackeyovą ;). Okazji do śmiechu dostarczyło mi widziane na słupie ogłoszenie złożone prawie z samych błędów ortograficznych (pomyślałem złośliwie, czy nie ma to jakiegoś związku z tym, że w Dziwnowie nie ma nigdzie księgarni, ani antykwariatu). 





sobota, 21 maja 2016

Oniricon cz. 213

Śniło mi się, że:

- chcąc być tak odważny jak Alexandrus ov Cocelaise, powiedziałem do pana Tomasusa ov S., że należy wybić lewaków, a potem tłumaczyłem, że go lubię i szanuję, nawet jeśli nie podzielam jego poglądów,





- zimowym wieczorem przechodziłem koło cukierni, kiedy nagle pękła szyba i tort uległ zniszczeniu; czym prędzej przeszedłem na drugą stronę, a jakaś kobieta pracująca w cukierni powiedziała, że ,,jeśli ktoś działa jak magnes, ten wszystko do siebie przyciąga'',




- chciałem powiedzieć panu Tomasusowi ov S. o motywie antychrześcijańskiej prawicy w ,,Tatrze'' i o Hugonie Chavezie na swój sposób szanującym Jezusa,




- w bibliotece znalazłem ,,Litr ciekłego ołowiu'' Andrzeja Pilipiuka; bibliotekarka miała do mnie pretensję, że wbrew kontraktowi czytałem książkę na miejscu i mówiła coś do mnie po francusku,




- czytałem powieść Margit Sandemo o podziemnym Królestwie Światła i bardzo mi się podobała. 

piątek, 20 maja 2016

Oniricon cz. 212

Śniło mi się, że:




- Sir Robert Scott zamierzał zatknąć na Antarktydzie flagę Indii,





- Świętowit i inni słowiańscy bogowie byli aniołami stworzonymi przez Jedynego Boga - Ageja noszącego też imię Unyj,





- Yennefer w komiksie Polcha i Parowskiego była blondynką,
- spotkałem w szkole Ravialusa ov Rikłocica, który powiedział mi, że śmierdzę, słysząc to zszedłem na dół i zabłądziłem, spotkałem starszą kobietę o ustach pomalowanych na czerwono, która wskazała mi drogę,





- błądząc po szkolnym korytarz rozmyślałem o okultyzmie w ,,Harrym Potterze'' i nasunął mi się przykład ,,Wyprawy do wnętrza Ziemi'' Juliusza Verne'a i Hitlera wierzącego w podziemny świat,
- na spotkaniu literatów dowodziłem wyższości ,,Baśni nad baśniami'' nad ,,Panem Tadeuszem'', rozmyślałem  o tym by całkiem wycofać ,,Pana Tadeusza'' z kanonu lektur i zastąpić go ,,Baśnią nad baśniami''; pytałem ironiczne Pavlasa ov Vidłara: ,,Czy macie odwagę Tuska''? wzorując się na słowach Cezarego Baryki z ,,Przedwiośnia'': ,,Czy macie odwagę Lenina''?





- Geralt walczył w karczmie z mówiącym, potwornym dzikiem, potem miała miejsce orgia, po której bandażowano penisy,
- w Szczecinie wziąłem udział w wielkim, prawosławnym pochodzie Ukraińców i Rosjan w pobliżu katedry św. Jakuba, potem przyjrzałem się stoisku rodzimowierców,





- czytałem książkę o czarownicach napisaną przez trzy siostry wiccanki, z których jedna cały czas chodziła boso,





- ujrzałem słowiańskie potwory; olbrzymiego, zielonego węża na szczycie Giewontu i dwa potwory prowadzone na smyczy przez czarownicę, które nie pozwalały dzieciom uczyć się w szkole katedralnej,





- jakiś głupiec nadał sobie imię Szewc Szwagrowicz (wymyślone przed zaśnięciem),





- w pierwszym odcinku ,,Xeny'' występował zielony smok,





- rozmawiałem z Alexandrusem ov Cocelaise o capoeirze,
- opowiadałem sny psychologowi, panu Michalsowi Avriliusowi ov Pinusowi, lecz on uznał, że nie mają morału,





- przez moment ujrzałem dwunożnego, zielonego dinozaura z głową kameleona,
- zobaczyłem nowe, poszerzone wydanie zbioru baśni rosyjskich ,,Mocarni czarodzieje'', lecz jakiś chłopak zabraniał mi je czytać,
- podałem panu Tomasusowi ov S. przypalone towczennyki (ukraińskie pulpety rybne)