poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sonor cz. V

,,Ludzi było coraz więcej. Przekroczyli Roxyzor, zajęli Cypr i Międzyraj, Bharację, Seylan, Malain, Dżawę, Sumatrę, Kalimantian, Jomon, Kazuarię, Zielony Kontynent, stepy, na których żyły dwunożne smoki, półwysep Kori, krainę, gdzie żyły białe niedźwiedzie jedzące bambus... Należały do nich Kartwelia (Kolchida), stepy Taj – Każk i Al – Baktar. Osiedlili się na wyspach Bergamutach, dotarli do źródeł Nilusa, odkryli Rzekę Złotą i Kongo. Niektórym z nich, Enkowie dali skórę czarną, lub miedzianą, by lepiej znosili warunki klimatyczne w kolonizowanych krainach […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Ludzie dotarli na Sonor i do wyżej wymienionych krain w erze dziesiątej, już po zerwaniu przymierza z Enkami, poprzez zjedzenie zakazanych żołędzi z dębu Baublis. Pierwsza para nowego, miedzianoskórego i czarnowłosego ludu nazywała się Kilapuk i Ałdula. Po upływie stuleci ich potomkowie podzielili się na liczne plemiona, takie jak Skraelingowie – plemię nazwane tak przez żeglarzy z Nürtu, Białe Plamy, biali Mictlańczycy, Avalori, Asani, Aztalori, Copańczycy, Tuogu i krocie innych. Lud Białych Plam zawdzięczał swą nazwę używaniu białego urzetu jako barwy wojennej. Plemię to zamieszkiwało strefę umiarkowaną Sonoru i słynęło ze sztuki ujeżdżania olbrzymich indyków. Tak jak Persowie, Lidyjczycy i czarni Numidowie z Azji i Afryki byli mistrzami jazdy konnej, tak Białe Plamy przodowały w jeździe na indykach. Skaelingowie żyli w strefie umiarkowanej, gdzie założyli otoczony winnicami gród Vingard. Plemię to napotkał ówczesny odkrywca Leffe z Nürtu, który odkrytej przez siebie części Sonoru, nadał nazwę Vinland. Mictlan, nazywany przez późniejszych kronikarzy Selvanią, był lesistą i podmokłą krainą historyczną na południowym krańcu Amszu, stykającym się ze stepami Pama – poonu. Mictlańczycy mieli białą skórę, włosy długie i złociste, a oczy niebieskie. Trybem życia nie różnili się od innych puszczańskich plemion Sonoru. Mieszkali w małych osadach, chodzili półnago, malowali się kolorowymi farbami, żyli z łowów, rybołóstwa, zbieractwa i upraw manioku. W niczym nie byli lepsi, ani gorsi od innych Sonorczyków. Copańczycy mieli najbardziej rozwiniętą technikę i naukę (zwłaszcza matematykę i astronomię) i z ich pomocą zjednoczyli Sonor, tworząc zeń potężne państwo. Głównym ośrodkiem tego ludu było miasto Copan, kwitnąca metropolia otoczona dżunglami Amszu. Później stolicę Sonoru przeniesiono do Meriki, zaś każdy następca sonorskiego tronu nosił tytuł wielkiego księcia Copanu. Copańczycy umieli oswajać do pracy i walki mastodonty i stegomastodonty, tak jak Bharatyjczycy i Kartagińczycy oswajali słonie. W wojnie z zaziemskimi Andżarami i Tlucuru, jak też w walkach między sobą, sonorscy wojownicy używali rozmaitych rodzajów broni, takiej jak łuki i strzały, dmuchawy, włócznie, kamienne toporki, drewniane maczugi nabijane krzemieniem, sieci, skórzane tarcze i rzucane na wroga, mogące przecinać metal, pióra latających pancerników. Od czasu walecznego króla Agudu IV Taproki pojawiły się w Sonorze dwa zakony rycerskie, takie jak ludzie – lewarty z Tassilii, czy czczący demona Bafometa Rycerze Świątyni, z którymi walczyła w Arabistanie amazońska królowa Oriana. Owe zakony to Małpy i Węże. Ich członkowie wraz z wielkim mistrzem, podlegający bezpośrednio królom Sonoru, nosili pióropusze z długich, zielonych piór ptaków drogocennych, tak kochających wolność, że umierających w niewoli, złote obręcze, naszyjniki z zębów małp, węży i pokonanych wrogów, oraz pozwalające odróżnić ich przynależność tatuaże. Używali ponadto kołczanów, wykonanych ze skóry zabitych wrogów, tak bestii jak i ludzi. Pili z ludzkich czaszek, praktykowali wyjątkowo bolesne obrzezanie, nie mogli zakładać rodzin, choć pozwalano im odwiedzać zamtuzy i utrzymywać kochanki, a ponadto mieli prawo zabić każdego prostego Sonorczyka, który im się naraził. Występki Małp i Węży gromadziły gniew Enków nad Sonorem.

,,WYDRA AVIRANIA Największa przedstawicielka rodziny łasicowatych zamieszkuje Amerykę Pd. Osiąga długość 1,5 m (z ogonem). Poluje na zębacze, piranie i in. ryby. W przeciwieństwie do innych wydr, najczęściej przebywa w strumieniach i rozlewiskach wodnych. Bardzo rzadkie zwierzę znajdujące się na liście zwierząt zagrożonych'' - ,,Świat przyrody''



Pierwszym królem Sonoru był żyjący w erze dziesiątej Ersztynier Avirin – samiec wielkiej jak tygrys, potrafiącej zabijać anakondy, wydry z rzeki Amusy, okryty prawie czarną sierścią. Ersztynier Avirin królował w złotej koronie nad ludźmi, zwierzętami i innymi istotami, a jego gród stołeczny nazwany Stix wznosił się na wyspie pośrodku rzeki Piri – Piri w krainie Amszu. Po jego śmierci tron Sonoru objął człowiek Kalaspan, wódz plemienia Copańczyków, który przeniósł stolicę do Copanu. Kalaspan był niemal tak bogaty jak Krezus, król Lidii, posiadał bowiem trzysta bojowych mastodontów, z których pomocą podporządkował sobie wszystkich dotąd jeszcze niezależnych wodzów plemion sonorskich. Od czasu króla Kabizu, stolicą Sonoru była Merika. Na początku ery jedenastej, władała królowa Umina, córka króla Atahulapusa, odkrywcy Wysp Ognia. Umina była smukła jak łania, a jej czarne włosy sięgały kolan. Skórę miała barwy miedzi, nosiła białą suknię przetykaną srebrną nicią i zdobioną perłami, w jej złotej koronie błyszczały kryształy górskie, zaś na szyję zakładała naszyjnik z zębów króla Ersztyniera Avirina, oznakę władzy sonorskich królów aż do potopu. Gdy Teost Car – Słońce zamęczony na dębie przez Amosowa, zadał klęskę Śmierci i zabrał swą macierz, Korę Pokrovę do Domu Enków, jego umiłowany uczeń Jurek, wiedziony Teostowym natchnieniem, pożeglował na zachód od Ultima Thule i Góry Magnetycznej, aż osiadł na brzegu Sonoru. Za sprawą jytnas Jurka, królowa Umina wraz ze swym ludem, przyjęła Zakon Teosta, wiarę w Ageja i Enków, oraz przesłała dary arcykapłanowi ze świętego grodu Rum. Do tej pory bowiem, Sonorczycy czcili zwierzęta, rośliny, źródła, rzeki, góry, morza i kamienie, nic jednak nie wiedzieli, ani o Potęgach Świata, ani o ich Stwórcy. Pod koniec I wieku ery XI, kiedy to Kościej był dopiero królem Altamiry, posłyszawszy o wyprawie Leffe z Nürtu do Vinlandu, zły i nieśmiertelny władca, potajemnie wysłał ekspedycję zwiadowczą do Sonoru, a żagle owych drakkarów napędzane były magicznym wiatrem – darem Čorta Farela, zwodzącego postacią jaskółki, pana na Lustrzanym Pałacu na Merkurym. Wynajęty przez Kościeja, żeglarz Merkuriusz przybył do Sonoru, w czasie gdy na jego tronie zasiadał król Piasa II. Pokłosiem owej tajnej wyprawy, kiedy to korabie wypłynęły z portu Kadiz nocą, a po jej zakończeniu, wszystkich uczestników złożono w ofierze na ołtarzach Čortów, było przywiezienie Kościejowi czarnoksięskiej, kryształowej czaszki. W czaszce tej siedział zły duch i pokazywał różne wizje, a gdy się ją stłukło, wybuchała zielonym płomieniem i scalała się. Po śmierci Kościeja używał jej król wąpierzy Naraicarot I, zaś ostatecznie zniszczona została dopiero w erze dwunastej. Warto tu podkreślić ogrom próżności Kościeja, który mógł sprowadzić z Sonoru ziemniaki i zapobiec powszechnym wówczas klęskom głodu, lub dać Sonorczykom konie, jednak nie zrobił tego, jeno pożądał čortowskich marności. W czasie gdy na wyspę Bimini (Wymynę) przybyli wodnik Wodjanoj z Hnyłopati w Orlandzie i żmij Sambor z Aplanu, na tronie w Merice zasiadał żądny krwi i złota król Tarkwiniusz (Tarquinius), który próbował podbić Żary (Wyspy Ognia) i wprowadził kult morskiego potwora Makary. Na jego cześć, arcykapłan Talcos i inni oprawcy, obsydianowymi nożami wyrywali serca żywym ludziom, najczęściej jeńcom wojennym na szczytach schodkowych piramid. Potem ręce i nogi ofiar pieczono i zjadano. Tarkwiniusz i Talcos kazali mordować na cześć Makary malutkie dzieci, by wyprosić deszcz, oraz polecili wszystkim Sonorczykom składać codziennie ofiarę z własnej krwi, ,,aby ostatnie z pięciu Słońc nie zgasło''. Król Tarkwiniusz zginął w czasie bitwy o wyspy Żary, przebity trójzębem przez wodnika Wodjanoja, lecz jego niegodziwi następcy, nie porzucili przerażającego kultu Makary. W V wieku ery XI król Suma Montanus, okrucieństwem i wyuzdaniem dorównał Kościejowi, aż przyszedł potop zesłany przez Juratę. Sonor zatonął, by nigdy się już nie wynurzyć, bo zabrakło na nim ludzi sprawiedliwych. Po ustaniu potopu, na samym początku ery dwunastej, Agej mocą Wszechrodnego Łona Mokoszy stworzył w miejsce Sonoru nowe lądy: Atlantydę, Golkondę, Eldorado, Avalon i Hy Brasil. 




                                  KONIEC

Sonor cz. IV




Ludzie – pancerniki osiedlili się w puszczach Amszu, na podmokłych stepach Pama – poonu i na pustyniach, takich jak Arsonia. W przeciwieństwie do pancerników były to istoty rozumne, obdarzone mową. Osiągały wzrost dziesięcioletnich dzieci i potrafiły tak jak ludzie poruszać się na tylnych łapach, podpierając się ogonem. Pokarm ludzi – pancerników stanowiły owady, gryzonie i jaszczurki, ale także wszelkie pokarmy zjadane przez synów Novalsa i córki Aivalsy, jak owoce, ryby, maniok, warzywa, kukurydzę, grzyby, ptaki, króliki, zwierzęta kopytne, mleko i jaja. Choć z wyglądy ociężałe, potrafiły całkiem sprawnie pływać, przed wejściem do wody łykając dużo powietrza, dzięki któremu unosiły się na powierzchni. Samki ludzi – pancerników rodziły dzieci okryte różowymi, jeszcze miękkimi pancerzykami, które twardniały dopiero z wiekiem. Omawiane, pół – zwierzęce, pół – ludzkie istoty dzieliły się na wiele plemion, rządzonych przez wodzów zwanych ,,rixami'', uznających władzę królów z Meriki. Owi pół – zwierzęta, pół – ludzie żyli w osadach, złożonych w zależności od lokalnej tradycji z nor podobnych do nor borsuków, albo Jażeviczan, z ziemianek, czy też drewnianych chat. Plemię Tardżudi budowało dla siebie kamienne domki. Ludzie – pancerniki używali takich samych ozdób, naczyń, narzędzi i broni jak prawdziwi ludzie, z którymi żyły zawsze w zgodzie. Co więcej, kiedy Sonorczyków z puszcz Amszu nawiedziła plaga trądu, Taharka, rix plemienia Nuli udzielił chorym potrzebnych leków, których wytwarzanie pierwsi poznali właśnie ludzie – pancerniki.



Bliskim krewnym mapingauri, latających pancerników i ludzi pancerników był gliptodont (hliptododntus). Żył w nieprzebytych puszczach Amszu, na podmokłych stepach Pama – poonu, a raz jeden z nich zapuścił się aż na pustynię Lurukadu gdzie zginął z głodu i pragnienia. Gliptodont był wielki jak czołg i miał zaokrąglony pysk. Jego grzbiet chroniony był podobnym do kopuły kostnym pancerzem, głowę osłaniała pancerna krymka, opancerzone były również wszystkie cztery stopy, zaś ogon był zakończony kostną buławą z kolcami służącą do walki. Zwierzę to najbardziej było podobne do nękającego Galię smoka Taraski, zwyciężonego przez syryjską księżniczkę św. Martę. Gliptodont był wszystkożerny; jadł trawę, liście, grzyby, korzenie, owady, ślimaki, dżdżownice, jaszczurki, ptasie jaja i pisklęta, gryzonie i padlinę. Młode rodziły się z miękkim pancerzem, który twardniał z wiekiem. Sonorczycy, zwłaszcza stepowe plemiona Reunów i Hilpi, polowali na gliptodonty. Przewracali je na grzbiet i wbijali włócznie w miękki, kosmaty brzuch. Olbrzymie pancerze tych zwierząt służyły ludziom za chaty. Królowie z Copanu i Meriki chętnie hodowali gliptodonty w swoich zwierzyńcach. Owe ogromne zwierzęta przetrwały zatonięcie Sonoru i jeszcze w erze trzynastej żyły na Golkondzie.



Ahuizotl, przez Słowian zwany ,,męczyduszą'', żył na podmokłych terenach krainy Amszu. Osiągał rozmiary wilka i cały był siny. Przypominał sonorską małpę zwaną wyjcem, ale miał ludzką głowę z wyszczerzonymi zębami, ostrymi jak u Neura, zaś jego ogon był zakończony chwytną, pięciopalczastą dłonią człowieka. Ahuizotle budowały maleńkie chatki, czy też szałasy z trzciny, koniecznie nad wodą. Poza okresem godów żyły samotnie. Polowały na ludzi, chwytając ich ogonem zakończonym dłonią, aby zjadać wyłącznie ludzkie oczy, zęby i paznokcie. Tak okaleczonych ludzi, ahuizotl przeważnie puszczał wolno. Najczęściej jednak owe wodne małpy jadły ryby, małże, ślimaki, raki, żaby, nutrie i wodne ptactwo. Samice nosiły młode na grzbietach. Ahuizotle lubiły grać na fletach, ich kapela umilała czas królom Sonoru na dworze w Copanie.



Koati to żyjące w puszczach Amszu plemię pół – zwierząt, pół – ludzi. Dorosłym Sonorczykom sięgali do piersi. Byli odległymi krewnymi niedźwiedzi, lecz nie przypominali ich. Potrafili chodzić zarówno na dwóch, jak i na czterech łapach. Pokryci byli ciemnorudym futrem, z czego długi ogon był w czarne i białe prążki. Koati byli zwinni i wysmukli, mieli długie głowy i spiczaste pyski, małe zaokrąglone uszy, oraz chwytne kończyny przednie. Dobrze chodzili po drzewach. W matecznikach z dala od ludzi, budowali osady, złożone z kilku chat ulepionych z gliny i trzciny. Często swoje domostwa zakładali również w wypróchniałych pniach olbrzymich drzew. Używali ozdób i broni podobnych do tych, używanych przez ludzi. Koati jedli owady (turlali pszczoły pokrytymi grubą skórą łapami, aż do utraty żądła), jaszczurki, żaby, ptaki, gryzonie, jaja i pisklęta, miód i owoce. Samki Koati nosiły swe dzieci na grzbietach.



Bliscy krewni ludu Koati, Procyjoni mieszkający w Górach Świętych, w umiarkowanej strefie Sonoru i na północy krainy Amszu, najbardziej podobni byli do szopów praczy. Dorosłym Sonorczykom sięgali do piersi, chodzili zarówno na dwóch, jak i na czterech łapach. Mieszkali w małych osadach złożonych z lepianek zakładanych najchętniej nad wodą. Jedli owady, dżdżownice, ślimaki, ryby, raki, żaby, jaszczurki, gryzonie, ptaki, ich jaja i pisklęta, kukurydzę, ziemniaki, jagody, grzyby, orzechy, zaś zdobyty pokarm, jeśli tylko mogli, płukali w wodzie. Sonorczycy nie lubili Procyjonów, bo ci często kradli i roznosili choroby. Mimo to ludzie – szopy pomogli prawdziwym ludziom odpierać najazd Andżarów.
Kolcelot był małym kotem z pustyń Arsonii, Thesonii i Resindii. Barwy siwej, chroniły go liczne, ostre kolce, znajdujące się nawet na uszach, zaś jego ogon był rozdwojony. Owe kłujące koty, nazywane ,,kotami kaktusowymi'' polowały na zające, króliki, gryzonie, jaszczurki, ptaki, węże i skorpiony, pożerały jaja i pisklęta, ale ich największym przysmakiem był sok drzewiastych kaktusów. Kolceloty nacinały grubą skórę tych roślin sztyletami kostnymi, które posiadały miast kocich pazurów, aby po paru dniach pić sok sfermentowany w alkohol. Gdy się upiły, bez opamiętania drapały kaktusy przy akompaniamencie najprawdziwszej kociej muzyki. Ich kocięta rodziły się z miękkimi kolcami, które dopiero z wiekiem twardniały. Pustynne plemiona Theu – i i Resów używały kolców kolcelotów do wyrobu igieł do szycia, zaś ich sztylety kostne służyły ludziom za broń, dorównującą bułatowej stali.
Puma wodna żyła wyłącznie w wielkim jeziorze Tirudil, leżącym w puszczy Amszu u stóp Gór Andajskich. Od zwykłych pum różniła się zdobiącymi głowę czarnymi, podobnymi do widełek rogami, oraz ogromnymi skrzydłami nietoperza, umożliwiającymi lot przy pełni Księżyca. Puma wodna żywiła się rybami, rakami, żabami, wodnym ptactwem, nutriami, wydrami, wężami i żółwiami, ale bywała też groźna dla tapirów, jeleni i innych zwierząt przychodzących do wodopoju, a nawet dla ludzi. Młode rodziła i karmiła mlekiem na samym dnie jeziora.
Drzazguar żył w strefie umiarkowanej Sonoru. Był to dziki kot trochę większy do lamparta, okryty długim, srebrzystym futrem. Miał oczy w barwie szkarłatu, zaś jego ogon zakończony kostną kulą, pokrywały grube kolce. Drzazguary polowały na zwierzęta od gryzoni, jaszczurek, żab i ptaków po jelenie i cielęta dzikich krów, a czasem także na ludzi. Uzbrojony w buławę ogon pomagał im w ogłuszaniu zdobyczy. Królowie Sonoru chętnie trzymali drzazguary, łomparty i inne groźne koty w swoich zwierzyńcach.

,, [Sonor] wchodził w skład królestw Lynxów i Neurów'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''

Lynxowie i Neurowie żyli w Nuntavacie, Górach Świętych i strefie umiarkowanej. Lynxowie z Sonoru byli rudzi i zamieniali się w rude rysie. Obie rasy płaciły dań królom Sonoru.

,, [Ucław i Malwa] spotkali ludzi zamieniających się w jaguary (to nazwa miejscowych kotów podobnych do lewartów)'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Ludzie – jaguary (Jaguarotekowie) żyli w puszczach Amszu, zamieszkując niewielkie osady w mateczniku, bądź strzegąc skarbów ukrytych wśród kamiennych ruin. Przypominali Sonorczyków – tak samo byli miedzianoskórzy, czarnowłosi i półnadzy, używali podobnych ozdób i broni, jednak różnili się większą siłą, męstwem, wytrzymałością, szybkością i bezszelestnym kocim chodem. Mieli zielone, świecące w mroku oczy, a ich czarne źrenice w mroku stawały się okrągłe, a w świetle i w gniewie przybierały postać pionowych szparek. Przez Słowian nazywani ,,jaguarołakami'' potrafili kiedy tylko zamieniać się w jaguary – zarówno cętkowane jak i czarne. Ci odlegli krewni Żbiczan, Bastów, Lynxów, Czarnych Uszu, Tygrów, Liłów i Liłek, w zwierzęcej postaci polowali na niemal wszystkie wodne i leśne zwierzęta, a mięsny pokarm uzupełniali owocami, maniokiem, ziemniakami, pomidorami, grzybami i papryką. Sonorczycy twierdzili, że człowiekiem – jaguarem rodzi się dziecię poczęte przez niewiastę, której udzielił nasienia jaguar. Tak miał się począć heros Uncas. Dla porównania inny bohater, Jan Niedźwiedź z Francji był synem niewiasty i niedźwiedzia, a Giża – niewiasty i lwa. Ludzie – jaguary nie napadali na synów Novalsa i córki Aivalsy. Przeciwnie – jak tylko mogli, stronili od nich, choć kiedy trzeba, umieli dzielnie walczyć przeciw wspólnemu wrogu – zaziemskim Andżarom i Tlucuru.

,,W ciszy, zieleni i złocistościach agrafy żyją we własnych snach. Przez listowie sączy się światło, w powiewach wiatru kłębią się las i plamy słońca: tam żyją w spokoju agrafy. Prawie nie sposób dojrzeć ich złotobrązowej sierści i odróżnić od gładkiej kory, czepiają się w górze i u stóp pnia, zębami ryjąc w nim misterne bruzdy, aż ściekać zacznie sok. Zbiera się on w miseczkach i zastyga w pożywną masę, którą agrafy wygrzebują spod sterczących z pnia gałęzi. Dwa razy dziennie sprawdzają miseczki, a pragnienie gaszą rosą, zbierającą się w kwiatach pomarańczy. Nocą otulają się puszystymi ogonami i śpią wśród drzew, aż zbudzi je światło poranka. To zwykle małe dusze. Agraf nie widział żaden człowiek. Same nadały sobie nazwę'' – Jonas Elleström ,,Litet bestiarium'' przeł. Beata Kosiczka

Agrafy spokrewnione z Procyjonami i Koati żyły w puszczach Amszu. Osiągały wielkość tygrysów, miały lekko spiczasty pyszczek, smukłe ciało, cztery chwytne kończyny i ogon, na którym mogły zwisać z gałęzi jak małpy. Oprócz soku drzew pożywiały się owocami, pączkami roślin, orzechami, owadami, ptakami, ich jajami i pisklętami, jaszczurkami i gryzoniami. Parę osobników żyło w zwierzyńcu królewskim w Merice.

,,Leśna Matka urodziła nowe zwierzę; okazałe, pokryte brązowym futrem, z płaskim, pokrytym łuską ogonem, płetwiastymi łapami i zębami jak u szczura. Nazwała je 'bóbr'. Wpuściła swe dziecko do jeziora Vikora w Burus, aby stamtąd bobry rozeszły się aż po Krainę Białych Pól.
- Niech buduje sztuczne zbiorniki wodne, w których woda będzie się czyścić, niech dostarcza mięsa, futra i stroju! Bobry zaś, dzieci Boruty i Dziewanny rozmnożyły się po całym Burus i wyszły poza jego granice […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Bobry zamieszkiwały umiarkowaną strefę Sonoru. Rasa ta wydała potwora, wielkiego jak dwa niedźwiedzie bobra przezwanego Topicielem, który porywał z brzegu i topił ludzi i zwierzęta, nawet nie tykając ich mięsa. Kres działaniu potwora z jeziora Vispi położył dopiero sonorski bohater Kuj z plemienia Aguni.

,,Pewna artystka z Krakowa
śpiewała jak dzika krowa,
więc jej kot po kryjomu
wyprowadził się z domu.
A wraz z kotem – sąsiadów połowa...'' - Natalia Usenko ,,Krowia muzyka'' [w]: ,,Zwierzaki na wesoło'', październik 1998



Dzikie krowy żyły zarówno w lasach umiarkowanej strefy Sonoru, jak też na podmokłych stepach Pama – poonu. Wyglądem przypominały tury, miały rozłożyste rogi i bardzo długą sierść. Wędrowne plemiona, takie jak Takiti, Ra – uni, Re – uni i inne, utrzymywały się z polowań na dzikie krowy i podążały ich śladem niczym Arabowie wypasający swe stada. Plemiona sonorskich stepów nic nie marnowały z upolowanych dzikich krów. Zastosowanie znajdowały nawet ich języki, z których Sonorczycy wyrabiali szczotki do włosów. Łowcy wierzyli, że dzikie krowy – dar Mantusa, jak nazywali Ageja, nocami ciągną po niebie srebrzysty wóz, zwany Księżycem. Zdaniem Kosy Owinniczewa, w żyłach bydła Piktów i Szkotów płynęła krew dzikich krów z Sonoru.
Kerwalkowie osiedlili się na południu Nuntavatu i na ziemiach na północ od Amszu. Byli to ludzie z głowami łosi. Dzielili się na wiele plemion, które przemierzały lasy i moczary, wznosząc prowizoryczne szałasy, a czasem nawet chatki z bali. Lubili wodę, znakomicie pływali i nurkowali. Żywili się trawą, korą drzew, wodnymi roślinami, w tym trującymi dla ludzi muchomorami. Roślinny wikt uzupełniali jajami wybranymi z ptasich gniazd, rybami, żabami, rakami, małżami, żółwiami, mięsem ptaków i zajęcy. W Europie na wschód od Visany i w Białopolsce żyła rasa Łoszan, identyczna z Kerwalkami pod względem wyglądu i obyczajów.
Karibu byli rasą ludzi o głowach zwierząt podobnych do reniferów. Byli półnadzy, malowali swe ciała kolorowymi farbami i lubili najróżniejsze ozdoby od rysich kłów po złoto i drogie kamienie. Istoty te cechowały niemal nadludzkie siła i wytrzymałość, cechy niezmiernie potrzebne, zważywszy, że żyły w mroźnym Nuntavacie. Wędrowały przez lody i śniegi, na czas postoju rozbijając namioty z wilczych skór. Żywiły się trawą, mchem i porostami, a uzupełniały to pokarmem mięsnym. Bliskimi krewnymi Karibu byli Leniferowie z Białopolski.

,,Znaleziska potwierdzają, że w plejstocenie i holocenie, a więc w czasach, kiedy ludzkość już istniałą, w Ameryce Południowej grasował skrzydlaty drapieżnik, jak z sennego koszmaru. W 1988 na terenie Wenezueli i Brazylii odkryto liczące kilkanaście tysięcy lat szczątki nietoperzy wampirów o ogromnych rozmiarach. Zwierzę to nazwano Desmodus draculae i przyjęto, że dawno temu wymarło'' – Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''.




Podobnie jak w Kalidonie, Afryce i Azji, tak również w Sonorze, a konkretnie w puszczach Amszu, żyły gigantyczne nietoperze – potwory, wielkie jak tygrysy, woły, czy niedźwiedzie. Wśród nich był złocisty kolorodi groźny dla małp, tapirów i ludzi, biały ikadi znad rzeki Orik, łapiący szponami olbrzymie ryby, węże boa i anakondy, oraz najgroźniejszy z nich wszystkich – szary camazotz, żywiący się krwią ludzi i zwierząt. Krewnymi camazotza były miniaturowe nietoperze wampiry, daleko mniej niebezpieczne, ale przenoszące groźne choroby.

,, […] nietoperz wbija w wybrane miejsce jeden ze swoich długich kłów i lata w kółko, póki ząb niczym świder nie wyboruje małej dziurki; przy tym zaś wachlowanie skrzydłami napastnika wprowadza pacjenta w stan głębokiego snu'' -

- pisał o nich w erze trzynastej George Wallace. W umiarkowanej strefie Sonoru jako jedyny nietoperz – potwór żył vapiru, osiągający rozmiary pantery. Polował na ptaki, mniejsze nietoperze, wiewiórki, żaby, jaszczurki i młode jelenie, ale potrafił zabić również zabłakanego w mrocznym lesie człowieka, który przy wilczych kłach, sile i szybkości vapiru nie miał żadnych szans.




,,W styczniu 1909 roku w Trenton w stanie New Jersey (USA) widziano przelatujące nad miastem i siadające na dachach domów stworzenie o czarnych, skórzastych skrzydłach i niesamowicie uformowanej głowie. Istotę tę nazwano Diabłem z Jersey […]'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''.



Lamoterium żyło w Górach Andajskich. Przypominało lamę wielkości żyrafy. Nigdy nie zostało udomowione. Kondorolamy, sonorski odpowiednik pegazów i hipogryfów przypominały lamy o głowach, szyjach i skrzydłach górskich kondorów. Osiągały wielkość lamy i potrafiły latać. Żyły w Górach Andajskich. Żywiły się padliną, niekiedy pochłaniając jej tak dużo, że nie mogły wzbić się w powietrze. Ich młode wykluwały się z olbrzymich jaj o różowej skorupce. Kondorolamy potrafiły mówić ludzkim językiem. Nie zostały udomowione, chociaż para tych dziwolągów ciągnęła złocony rydwan króla Ahilana. W tym miejscu kończę opowieść o sonorskich zwierzętach i stworach, a przechodzę do ludzi.

                                                        C. D. N. 


Sonor cz. III



Wiele można by mówić o sonorskich zwierzętach i podobnych do nich stworach. Jednym z najgroźniejszych była Latająca Głowa. Wielka jak głaz narzutowy, przypominała ludzki czerep o śniadej skórze, czarnych włosach, olbrzymich, lśniących bielą kłach, świecących w mroku dużych, czerwonych ślepiach, spiczastych uszach i czarnych, orlich skrzydłach. Polowała nocą, chwytając ptaki i nietoperze językiem i zębami, pożerała ludzi i zwierzęta. Przez długi czas bezkarnie siała grozę, aż któregoś razu pękła od zjedzenia garnka rozżarzonych węgli, którą to przynętę podsunęła jej młoda dziewczyna Mintlox z plemienia Qitaxi. Od tego czasu nigdy i nigdzie nie napotkano żadnej Latającej Głowy i całe szczęście.




Podczas gdy Sępianie wyruszali dokonywać swych podbojów na grzbietach olbrzymich sępów i karakondżuli, wojownicy z Sonoru dosiadali ogromnych, nielotnych indyków. Ptaki te, nieco większe od strusi, miały upierzenie białe, bądź szaro – czarne, a nagie głowy i szyje różowe, czerwone, bądź szare. Składały jaja nieco większe od strusich, pokryte rudymi plamkami. Dostarczały Sonorczykom nie tylko swej siły jako wierzchowce, ale też mięsa, jaj, piór; pożerały zagrażające ludziom wielkie węże i sersowije, a w Merice, Copanie i innych wielkich miastach odbywały się wyścigi ludzi dosiadających tych ptaków. W bitwach indyki olbrzymie łatwo się płoszyły, zagrażając własnym szeregom. Wojownicy przywiązywali im sztylety do nóg, by zadawały ciężkie rany wierzchowcom wrogów. Sonorczycy znali rycerskie turnieje, których uczestnicy dosiadali indyków walcząc włóczniami, bądź pałkami. Indyk olbrzymi broniący swego gniazda potrafił być śmiertelnie groźny dla dużych zwierząt, takich jak jaguary, oraz dla ludzi.




Żyjące w Górach Świętych kozuny to krewni Čartów, Markurów, faunów i satyrów. Poruszali się na tylnych kończynach, zakończonych rozdwojonymi kopytami, a przednie mieli pięciopalczaste. Ich sympatyczne, podobne do koźlich, głowy zdobiły szare, zagięte do tyłu rogi. Kozuny pokryte były śnieżnobiałym, długim futrem, sylwetką przypominały owce. W niedostępnych partiach gór zakładały niewielkie osady zbudowane z szałasów, bronionych przed wilkami i niedźwiedziami ogrodzeniem z ciernistych gałęzi. Istoty te były roślinożerne.

,, […] Staś musiał odpowiadać na jej pytania, co by zrobił, gdyby na przykład wlazł do jej domu przez okno […] skorpion tak duży jak pies'' – H. Sienkiewicz ,,W pustyni i w puszczy''.



W puszczach Amszu i na pustyniach południowego Sonoru, takich jak Arsonia, żyły olbrzymie, większe od wilków, skorpiony – potwory, zakute w pancerze barwy brązowej na północy, a jasnożółtej – na południu. Bestie te były bliskimi krewnymi czarnego, wielkiego jak słoń skorpiona z Çatal Höyük, zwyciężonego przez Tatrę. Ich jad był groźny nawet dla tak olbrzymich zwierząt jak stegomastodont, czy spokrewniony z leniwcem mapingauri, a cóż dopiero dla człowieka. Zresztą skorpiony – potwory chętnie polowały na małe dzieci, wdzierając się do chat z trzciny i błota. Sonorczycy, a wśród ich heros Kuj, walczyli z owymi monstrami, używając do przecinania ich pancerzy piór latających pancerników.

,,Członkowie ekspedycji pod kierownictwem Pierre Sogala dostrzegli między innymi […] Sersowija, czyli blisko dwumetrowego krocionoga, który zwykł, przybrawszy formę koła, toczyć się całym pędem w górę i w dół stromych piarżysk'' – René Doumal ,,Le Mount Analogue''.



Sersowije żyły nie tylko w puszczach Amszu, u podnóża Gór Andajskich i na niektórych wyspach, ale także na zaginionej wyspie Analogii, należącej do archipelagu Wielowyspie, rozrzuconym po Oceanie Największym. Istoty te, będące odległymi krewnymi olbrzymiego wija z kopalni gwiezdników, z którego trzewi Tatra wydobyła króla Płanetników, Ixovodrava, przypominały szare, czerwono nakrapiane krocionogi, wielkości węży boa, poruszające się na stu odnóżach. Żywiły się gnijącą roślinnością, lubiły też pożerać gromadzone przez ludzi ziemniaki. W dołkach wygrzebanych w wilgotnej ziemi składały całe kupy jaj wielkości kurzych, z których wykluwały się młode sersowije wielkości skolopendr. Największymi wrogami dorosłych osobników były indyki olbrzymie i wydry z rzeki Amusy, wielkością dorównujące lwom. Ludzie też niekiedy polowali na owe największe krocionogi świata, by piec je w ognisku, lub gotować z nich zupę. Sersowije z Gaetanii – małej wyspy noszącej nazwę na cześć króla Gaetanusa Ahulitu jako jedyne dysponowały jadem rozpylanym w formie gazu. Dla psów ów gaz był trujący jak czosnek dla wąpierzy, u ludzi zaś powodował długotrwałe zamroczenie i halucynacje.

,, […] Ładysław Amosow. Siedział na pająku wielkości krowy, pochodzącym z Britainy […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



W erze jedenastej, długo przedtem i długo potem, w różnych zakątkach świata, takich jak Afryka, Bharacja, czy Zielony Kontynent, lęgły się gigantyczne pająki, łapiące w swe sieci nie tylko ptaki, małpy, antylopy, tygrysy, czy dziki, ale także ludzi. Postrachem Sonoru była Czarna Wdowa wielkości nosorożca, oraz Tlucuru. Te ostatnie, tym różniły się od Atraxa z Zielonego Kontynentu, czy od Tsuchi – gumo z Jomonu, że były polującymi na ludzi i zwierzęta automatami, o ciele z różnych metali. Tlucuru – plaga Sonoru służyły groźnym Andżarom – rasie pół – ludzkich, pół – gadzich, podobnych do żmijów, wojowniczych mieszkańców gwiazdy błądzącej Tlaliconu, przez Słowian zwanej ,,Zmiejną Zviezdą''. Andżarów pokrywała wężowa skóra barwy ciemnobrązowej; mieli ogony, kły w jaszczurczych pyskach i szpony na ludzkich palcach. Mechaniczne pająki i ich zaziemscy panowie omal nie wytrzebili Sonorczyków, a zaraz po nich – pozostałych mieszkańców Wilgotnej Ziemi, lecz na szczęście potwory zostały zwyciężone w wielkiej bitwie pod Maclan i w popłochu opuściły naszą planetę. W bitwie owej brał udział sam Kuj – największy heros Sonoru.

,, [Mar – Zanna] Przebywała w nadmorskiej jaskini, zamieszkanej przez krwiożercze, górskie smoki i amfisbeny – węże mające jedną głowę na karku, a drugą na końcu ogona'' - ,,Codex vimrothensis''.



Agej stworzył amfisbeny mocą Wszechrodnego Łona Mokoszy w erze trzeciej. Owe dwugłowe, podobne do węży gady osiągały różną wielkość; najmniejsze przypominały rozmiarami dżdżownice, a największe – trusie. Żyły w Afryce, Bharacji, Altamirze, Międzyraju, Wyraju i w Sonorze, gdzie spotykało się amfisbeny lazurowe o skórze barwy szafirów, czy turkusów, tak duże jak węże boa. Gady owe w większości nie dysponowały jadem. Pożerały owady, dżdżownice, ślimaki i drobne zwierzęta kręgowe, paraliżowane wzrokiem, bądź zapachem. Rozmnażały się przez podział, następujący w połowie długości ich ciała. W zależności od upodobania mogły pełzać w przód i w tył. Lazurowy amfisben miał służące do obrony kły jak jaguar, ale nie był jadowity, ani agresywny.




U wybrzeży Afryki, Bharacji, Wyraju, Zielonego Kontynentu i tropikalnych rejonów Sonoru, żyły przerażające potwory, zwane rekinami lądowymi. Kosa Owinniczew w ,,Animalistyce'' wyróżnia dwa gatunki wodno – lądowych rekinów: białego żarłacza lądowego i czarnego rekina – młota lądowego. Ryby te, ich macierz Jurata wyposażyła zarówno w skrzela, jak i w płuca, oraz w cztery, pięciopalczaste łapy, zakończone szponami, jak u smoków. Lądowe rekiny, na krótkim dystansie biegające całkiem szybko, polowały tak w morzu jak i na lądzie. Wśród ich ofiar figurowali ludzie z nadmorskich wiosek rybackich, ale nie stanowili bynajmniej jedynego pożywienia tych zimnokrwistych bestii. Chociaż groźne, potrzebne były do usuwania padliny i selekcji w ławicach ryb. Wodno – lądowe bestie parzyły się na płyciznach, tam też, samice tych jajożyworodnych, mających nawet macicę i łożysko istot, rodziły całe tuziny maleńkich, wiosłujących łapkami rekinków. Pewien uczony mąż z Copanu, towarzyszył rybakom, którzy ubili harpunami brzemienną samicę żarłacza lądowego i rozcięli jej brzuch. Kiedy filozof przyrody włożył doń palec, stracił go za sprawą jeszcze nienarodzonego rekinka. ,,Nie wtykaj nosa do nie swego trzosa'' – mawiał Salomon Mądry, car Solimów.



Teguidzi, zwani Ludem Tegu, byli spokrewnieni z rasami żmijów, oraz Warańców z Wyspy Szczurów na Oceanie Wyrajskim. Stworzeni przez Mokoszę w erze dziewiątej, wzrostem przypominali ludzi, a poruszali się na tylnych, pięciopalczastych, jaszczurczych łapach, podpierając się długim ogonem. Mieli głowy podobne do głów waranów, mięsiste, lekko rozdwojone języki barwy słoniny, pięciopalczaste kończyny przednie, ostre zęby i szpony. Pokryci byli ciemnobrązową skórą, co upodabniało Teguidów do Andżarów z Zaziemia. Lud Tegu mieszkał w puszczach Amszu, w małych osadach, z dala od ludzi. Jego bronią były zatrute strzały, dmuchawy, włócznie, sieci, obsydianowe noże, maczugi, krzemienne toporki, oraz kły, szpony, ogony i silniejsze od ludzkich ręce i nogi. Owi krewni żmijów żywili się owadami, ptakami, królikami, jaszczurkami, jajami, pisklętami, rybami, żabami, ślimakami, nutriami, małpami... Nigdy nie zjadali ludzi, za to tak jak Warańcy, rozszarpywali swych zmarłych, lecz nie ze złej woli, jeno z ciemnoty, bo nie znali godziwych form pochówku. Dzieci Teguidów wykluwały się z dużych jaj, oczywiście nie piły mleka matek. Mimo niechęci do kontaktów z ludźmi i wielkiego podobieństwa do zaziemskich Andżarów, Teguidzi ofiarnie pomagali ludziom bronić Sonoru. W czasie bitwy pod Maclan, wojownicy teguidzcy nosili zatknięte gałązki palmy, aby Sonorczycy nie pomylili ich z najezdnikami i nie zabili.




Legwańcy (Iguanidzi) to związek czterech szczepów istot pół – ludzkich, pół – jaszczurczych. Poszczególne szczepy różniły się wyglądem i zasiedlanym terytorium. Legwańcy Morscy żyli u tropikalnych wybrzeży Sonoru i na Wyspach Perłowej i Szmaragdowej, Lądowi na obu tych wyspach, oraz w Górach Andajskich, Zieleni w puszczach Amszu, a Pustynni na południu kontynentu; w Arsonii i na innych pustyniach. Wszystkie te istoty poruszały się na tylnych łapach, podpierając się ogonem i osiągały wzrost ludzi. Legwańcy Morscy mieli zaokrąglone pyski i głowy pokryte kostnymi tarczkami, oraz kolczaste grzebienie biegnące wzdłuż grzbietów i ogonów. Ich skóra była prawie czarna, jak u Čortów, ale w czasie wielkich świąt stawała się szkarłatno – lazurowa. Owi legwańcy z upodobaniem nosili ozdoby ze srebra, złota, bursztynu i kruchych muszli mątw, zwanych ,,oss sepiae''. Bardzo pokojowi, na nikogo nie napadający, do obrony przed rekinami używali złoconych trójzębów. Spory między sobą załatwiali bodąc się pancernymi głowami niczym kozły czy barany. Chętnie pływali i nurkowali. Podstawą ich pożywienia były wodorosty, uzupełniane pokarmem mięsnym. Legwańcy Lądowi podlegający władzy udzielnych książąt z rodu Konolofów, byli niscy i krępi jak krasnoludy. Mieli lekko spiczaste pyski, grzebienie z kolców, żółtawą skórę i wbrew złośliwym plotkom byli dla siebie i innych istot bardziej pokojowo nastawieni niż ludzie. Podstawę ich wyżywienia stanowiły kaktusy. Legwańcy Zieloni, zwani Iguantekami, byli smukli i wysocy niczym Dzikie Elfy Łowcy z puszcz Germanii, a ich skóra mieniła się zielenią. Mieli owalne głowy, grzebienie z kolców, bardzo długie ogony i place u nóg. Nosili ozdoby z bursztynu, srebra i kości słoniowej stegomastodontów. Żyli w małych osadach w mateczniku, z dala od ludzi lubiących ich mięso. Walczyli włóczniami, dmuchawami, świetnie strzelali z łuku, chodzili po drzewach, biegali oraz pływali. Ich pokarm stanowiły owoce i liście uzupełniane owadami. Spory rozwiązywali pojedynkiem na miny, tak jak w ,,Ferdydurke''. Legwańcy Pustynni nie mieli grzebieni z kolców, ich pyski były zaokrąglone, a skóra w przemieszanych barwach zielonej, sinej i złotej, z czego głowę od tułowia oddzielała ciemna pręga. Polowali na owady, jaszczurki, ptaki, zające, króliki, widłorogi i pekari. Wszyscy Legwańcy mieli długie, czarne szpony, wykluwali się z jaj i nie krzywdzili ludzi, chyba, że w obronie koniecznej.

,,Już wędrowiec radował się myślą o pieczystym, gdy usłyszał niewiarygodnie głośny wizg i żółta wyspa pogrążyła się w wodzie. Na szczęście koń i jeździec umieli pływać.
- Co to za głupcy chcieli palić ognisko na mojej głowie? - ozwał się ludzkim głosem ogromny, żółty wąż morski'' - ,,Codex vimrothensis''



U wybrzeży Sonoru i innych ówczesnych lądów kłębiły się węże morskie, na tyle duże, by zatapiać korabie, czy polować na młode wieloryby. W erze trzeciej na ziemi sonorskiej żyły anakondy i węże boa, tak wielkie jak smoki, albo nawet jak pasam górskie. Potwory te, zrodzone przez Mokoszę, wyginęły w wyniku spustoszenia świata przez zaciekły bój Enków z Čortami, kończący erę trzecią. Kości gigantycznych węży, Sonorczycy znajdywali w Górach Świętych i Andajskich, w Nuntavacie i na pustyniach południa. Szczątki te budziły w ludziach lęk i dawały okazję do snucia przerażających legend.
Otarianie byli spokrewnieni z Oxiami. Mieli postać śniadych ludzi o głowach uchatek – zwierząt podobnych do fok, o jasnobrązowej sierści i spiczastych uszach. Żyli u tropikalnych wybrzeży Sonoru, na Wyspie Szmaragdowej, Lazurowej Lagunie i nad Zatoką Sargassową, zakładając na plażach niewielkie wioski rybackie. Dzielili się na wiele plemion. Od maleńkości po mistrzowsku pływali i nurkowali, jednak Otarianki rodziły swe młode na lądzie, w chatach, otoczone bliskimi. Żywili się rybami. Podobnie jak Oxiowie, z Enków najwięcej poważali Juratę, którą czcili pod imieniem At – Alati. Jej świętymi ptakami miały być pelikany. Otarianie, istoty niezwykle łagodne i przyjacielskie, nie lękały się ludzi i często prowadziły z nimi wymianę handlową.



Heloderma olbrzymia, zwana ,,smokiem z Sonoru'', była jaszczurem wielkim jak pięć koni, żyjącym w Arsonii, Sünori i na innych pustyniach południa. Pokrywała ją gruba skóra barwy czarnej i miedzianej, rozłożonych w nieregularne plamy. Głowa wydłużona, pysk tępo zakończony, krył podobne do sztyletów białe zęby jadowe, podobnie jak u węży. Jad helodermy olbrzymiej, największej z jadowitych jaszczurek, mógł zabić nawet tak wielkie zwierzęta jak stegomastodont czy mapingauri. Tułów wydłużony, palce zakończone długimi szponami, ogon krótki i gruby, służył za zbiornik tłuszczu. Helodermy olbrzymie polowały na wszystkie zwierzęta mniejsze od nich samych, w tym na ludzi, mających nieszczęście zapuścić się na ich pustynie. W piasku i załomach skalnych samice składały liczne jaja wielkości jaj strusich, okryte twardą, białą skorupą. Młode wykluwały się z nich nieraz po kilku miesiącach. Najbliższymi krewnymi jadowitych potworów z Sünori były ogromne warany z Wyspy Szczurów na Oceanie Wyrajskim.




Kolejna gigantyczna jaszczurka, frynosoma olbrzymia z pustyń, była tak duża jak trzy hipopotamy. Pokrywała ją najeżona kolcami skóra barwy sino – zielonej, na brzuchu żółtawa. Pysk podobny do pyska żaby, tułów pękaty, ogon cienki i krótki, zaś przednie łapy były dłuższe od tylnych. Skronie otaczał wieniec długich, spiczastych rogów, skórę chroniły setki drobnych kolców długości kuchennych noży. Frynosoma olbrzymia żywiła się zwierzętami mniejszymi od niej. Jej młode wykluwały się z jaj o twardych skorupkach, składanych w gniazdach usypanych z piasku. Tak jak morski potwór Mirungow z Terra Australis Incognita, który podrażniony płakał czarnymi łzami, tak zaatakowana przez myśliwych frynosoma olbrzymia broniła się wypuszczając ze swych oczu całe strumienie krwi.
Kameleon sargassowy żył wyłącznie w małej, pełnej pływającego, żółtego morszczynu zatoce wpadającej do Oceanu At – Azalath. Owa Zatoka Sargassowa od niepamiętnych czasów była miejsce tarła węgorzy z Sonoru i Europy. Omawiany, nie mający rogów kameleon osiągał rozmiary śledzia. Wyglądem przypominał kameleony z Altamiry i Valkanicy. Przybierał barwę żółtą, pływał uczepiony wodorostów. Żywił się planktonem zwierzęcym, w tym ikrą i narybkiem węgorzy. Chwytał ów plankton długim, lepkim językiem. Co do rozmnażania był jajożyworodny.



Aksalotl olbrzymi był wielkim jak krokodyl z rzeki Nilus, płazem zamieszkującym jeziora Inca, Titaculi i Chalxu w górach Siru, otoczonych puszczą Amszu. Jako, że owe ogoniaste płazy żyły w wodach nadzwyczaj ubogich w jod, nigdy nie osiągały dojrzałości, więc aby nie wyginąć, zmuszone były do rozmnażania się w stadium larwy. To zjawisko uczeni mężowie określili jako ,,neotenię''. 
Aksalotle olbrzymie pokryte były skórą bladoróżową, niemal białą. Istniały też osobniki smoliście czarne. Omawiane istoty miały zaokrąglone pyski, krzaczaste, czerwone skrzela z tyłu głowy, duże, czarne oczy, cztery czteropalczaste łapy, oraz podobne do welonu płetwę grzbietową i ogonowe z cieniutkiej skóry. Żywiły się rybami, żabami i wodnym ptactwem, dla ludzi były niegroźne. Jeśli aksalotlów olbrzymich przebywało zbyt wiele w jednym jeziorze, tak, że brakowało im miejsca, wówczas podgryzały sobie płetwy, które potem odrastały. Rozmnażały się składając skrzek. Sonorczycy odławiali je dla mięsa, parę sztuk posiadali w swoich zwierzyńcach królowie w Copanie i w Merice.
Podczas gdy Słowianki zdobiły głowy metalowymi obrączkami, nazywanymi kabłączkami skroniowymi, niewiasty z tropikalnych rejonów Sonoru używały w tym celu żywych istot – niejadowitych, długimi godzinami tworzących żywe pierścienie, węży – kabłąków. Gady te osiągały rozmiary dżdżownic. Początkowo istniały tylko osobniki ciemnozielone z białymi i czarnymi plamami na głowie, lecz z czasem wyhodowano węże – kabłąki złote, czerwone, jasnozielone, opalowe, miedziane i turkusowe. Wymagały karmienia owadami, zwłaszcza karaluchami i świerszczami, oraz noworodkami myszy. Podobno rozmnażały się przez podział.
Żararaka olbrzymia była długim na 15 łokci wężem z puszcz Amszu, spokrewnionym z trusiami. Pokrywała ją skóra barwy ciemnozielonej z brązowymi plamkami, jej hipnotyzujące oczy były koloru żółto – zielonego. Swoje młode rodziła podobnie jak żmije. Żyła na drzewach i polowała na wszelkie istoty mniejsze od niej samej, w tym na ludzi. Jej jad mógł uśmiercić nawet stegomastodonta.

,,Wielorybek maleńki – wymyślony w 1997 r. szary wieloryb długości 1 metra. Pływał w morzu wokół polarnych wybrzeży wymyślonej wyspy'' - ,,Legenda''.



Jeszcze mniejszy był osiągający wymiary dorsza, wieloryb siarkobrzuchy, którego jednak nie będziemy tu omawiać. Wielorybek maleńki żył u wybrzeży Nuntavatu, przy czym odbywał sezonowe wędrówki w cieplejsze wody opływające puszcze Amszu. Kształtem przypominał smoliście czarne, ogromne wieloryby pływające u polarnych wybrzeży Wyspy Zielonej. W paszczy miał fiszbiny, których używał do odcedzania z wody kryla i innych morskich żyjątek, przez uczonych mężów nazywanych planktonem zwierzęcym. Młode, wielkości łasicy, rodziły się w morzu, ogonem do przodu, aby nie utopiły się w razie przeciągania się porodu. Wrogami wielorybków maleńkich były orki, rekiny, białe niedźwiedzie i ludzie, ceniący ich tran, mięso i kości. Przeżyły zatopienie Sonoru; jeszcze w erze dwunastej widywano je w Morzu Srebrnym.




Delfin lądowy, którego najbliższym krewnym był kolorowy bufeo z rzeki Amusy, od innych delfinów różnił się posiadaniem czterech pięciopalczastych łap o długich palcach spiętych błoną, z pomocą których owe delfiny pełzały po plaży. Żyły u tropikalnych wybrzeży Sonoru, Afryki i Bharacji. W przeciwieństwie do innych delfinów, unikały otwartego morza, pływały zawsze blisko brzegu. Żywiły się rybami, a rozmnażały na lądzie, rodząc młode ogonem do przodu. W morzu zagrażały im rekiny i orki, zaś na lądzie – jaguary i tygrysy szablozębne. Sonorczycy nigdy nie krzywdzili delfinów lądowych, ani żadnych innych, te zaś pomagały rybakom, napędzając im ryby do sieci, lub pilnując dobytku jak psy.

,,Istnieje podobieństwo między słowami 'orka', oznaczającym drapieżnego walenia, a słowem 'orkowie' oznaczającym diaboliczne potwory z prozy J. R. R. Tolkiena. Jest tak dlatego, iż zarówno 'orka', jak i 'orkowie' pochodzą od łacińskiego słowa Orcus, czyli Piekło'' – prof. dr. hab. Jan Schtroiseman ,,Zoologia i fantastyka'', Warszawa 20071



Orka lądowa różniła się od innych orek posiadaniem czterech, pięciopalczastych, krótkich łap, o palcach spiętych błoną i uzbrojonych w ostre pazury. Na lądzie potrafiła na krótkim dystansie dogonić konia. Nie wypływała na otwarte morze. Żyła u wybrzeży całego Sonoru, Zielonego Kontynentu i Terra Australis Incognita. Pożerała ryby od śledzi po rekiny, ośmiornice, mątwy i kalmary, delfiny morskie i lądowe, wielorybki maleńkie, foki, morsy, uchatki i Otarian, wydry morskie, głupioliszki, Legwańców Morskich, kraby, homary i manaty. W przeciwieństwie do morskich orek, zwanych wówczas ,,sadłożercami'', a przez Linneusza - ,,tyranami wielorybów'', orki lądowe nie polowały na oceaniczne olbrzymy, za to, niczym białe niedźwiedzie, z ochotą gromadziły się przy ich padlinie. Rozmnażały się na lądzie, rodząc młode ogonem do przodu. Bywały groźne dla ludzi; szukając mięsa, wdzierały się do rybackich chat. W jednej z opowieści heros Kuj zabił orkę lądową za pomocą maczugi nabijanej krzemieniem.




Vindigo żyło w umiarkowanej strefie Sonoru, położonej między Nuntavatem, a Amszu, w szczególności nad otoczonymi lasem wielkimi jeziorami Vimpus i Pimpus. Stworek ów chodził na tylnych łapach i sięgał dorosłemu człowiekowi do pasa. Pokrywała go jaskrawożółta skóra; miękka, mokra i oślizgła jak u żaby. Jej rzucający się w oczy kolor, ostrzegał drapieżniki przed zawartą w mięsie vindigo trucizną. Głowa przypominała łeb salamandry, najeżony czterema tępo zakończonymi, grubymi u nasady rogami. Palce wszystkich czterech kończyn były spięte błoną, a umieszczone na dłoniach przylgi umożliwiały vindigo wspinanie się po stromych drzewach, skałach czy murach. Całości dopełniał szczątkowy ogon. Omawiany stwór dobrze pływał i nurkował; żywił się rybami, żabami i rakami, mięsną dietę uzupełniał wodną roślinnością. Samice składały skrzek jak żaby, zaś kijanki karmiły mlekiem, aż do metamorfozy. Sonorczycy mało wiedzieli o vindigo. Najczęściej słyzeli ich płaczliwe zawodzenie, zaś gdy próbowali je łapać, te zamieniały się w wodnistą galaretę.
Kelofaj był jednym z najdziwniejszych zwierząt Sonoru. Żył w Nuntavacie i w nieprzebytych lasach na północ od Amszu. Osiągał rozmiary jelenia. Jako jedyny ze zwierząt ssących miał głowotułów niczym raki i pająki, podobny do głowy mamuta; razem z trąbą, ciosami i uszami. Jednak na czubku mamuciej głowy pokrytego długim, brązowym futrem kelofaja, sterczał kostny stożek. Kelofaj poruszał się na tylnych łapach przypominających skoki zająca, a podpierał się długim ogonem. Przednie, chwytne łapy miały po pięć palców zakończonych pazurami. Omawiany daleki krewny słoni z Afryki i Azji, mamutów, mastododntów, stegomastodontów, karłowatych słoni z wyspy Melity i słoni leśnych z puszcz Europy, był roślinożerny. Sutki samic znajdowały się na piersiach. Kelofaje rozmnażały się mniej więcej tak samo jak słonie. Ich wrogami były wilki, niedźwiedzie, tygrysy szablozębne, rosomaki i ludzie.
Podobny do neomysów z Morskiego Oka, filamalu żył na bagnach, w jeziorach i rzekach krainy Amszu, oraz w zamarzającym zimą jeziorze Titurel leżącym na północ od owej krainy. Przypominał smoliście czarnego szczura, który nie licząc nagiego ogona osiągał długość dwóch żubrów. W paszczy zamiast siekaczy miał kły jak wilk, zaś jego palce były zakończone szponami i spięte błoną. Filamalu kopał nory na brzegach rzek i jezior, potrafił długie godziny przebywać pod wodą. Nie gardził żadnym pokarmem mięsnym od ryb, żab i raków, przez wodne ptactwo, zające i małpy po jelenie, tapiry i jaguary oraz ogromne węże. Ponadto pożerał innych przedstawicieli swego gatunku, a niekiedy i ludzi. Samice filamalu przechowywały swe młode w wodoszczelnych torbach ze skóry, będących częścią ich ciała. Takie torby posiadały również samce. Mięso omawianych zwierząt cenili Sonorczycy z plemienia Sirdu.

,, […] w […] 1977 roku […] w stanie Illionis (USA), kilkakrotnie widziano olbrzymie ptaki podobne do wyrośniętych sępów. […] dwa takie ptaki zanurkowały nagle z nieba i porwały 10 – letniego Martina Lowe'a. Przeniosły chłopca na odległość siedmiu metrów, po czym upuściły go na ziemię.
Martinowi towarzyszył rówieśnik Travis Goodwin i to właśnie Travisa tajemnicze ptaki zaatakowały jako pierwszego. Mały Goodwin umknął prześladowcom, skacząc do basenu i nurkując w wodzie. Wtedy ogromne ptaki napadły Martina Lowe'a. Jeden z nich złapał chłopca – ważącego ponad 30 kilogramów! - szponami za jedno ramię i poniósł z górę. Mały Lowe szarpał się i okładał ptaka pięściami, co okazało się skuteczną formą obrony. Skrzydlaty napastnik wypuścił zdobycz. […]'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''



Sonor zamieszkiwały straszliwe ptaki – potwory, podobne do ogromnych sępów, lecz nie mogące wydawać najmniejszego dźwięku. W puszczach Amszu był to paturan – nielotny ptak drapieżny wysoki jak dąb o upierzeniu białym i czarnym. Paturan miał łysy, porośnięty najwyżej czarną ,,szczecinką'' łeb ozdobiony jaskrawożółtymi i pomarańczowymi naroślami, a jego przysmakiem były śnięte ryby z rzeki Amusy. Urbus latał nad podmokłymi stepami Pama – poonu i miał postać sępa wielkiego jak koń. Rozmiary konia osiągał również urbus igłoszyj z pustyń południowego Sonoru o czerwonej skórze nagich głowy i szyi, wolu w kształcie koguciego dzwonka i licznych, zatrutych igłach porastających szyję. Urbus igłoszyj potrafił strzelać tymi igiełkami na wroga. W Górach Andajskich zakładał gniazda czarnopióry avis – katharon wielkości tura. Miał nagie, czerwone łeb i szyję, grzebień jak u kondora na głowie i obrzydliwe wole, podobne do wijącego się, czerwonego węża, sięgające ziemi. Sonorczycy czcili avisy – katharony, bo wierzyli, że to praojciec tych ptaków złożył jajo, z którego wykluło się Słońce. Bielik dwugłowy, żyjący w strefie umiarkowanej Sonoru, był tak duży jak dwa byki i miał postać czarnego orła o dwóch, białych głowach. Jego przysmak stanowiły olbrzymie węże. Omawiane ptaki pożerały zarówno padlinę, jak i polowały na wszelkie istoty mniejsze od nich samych, w tym na ludzi, o czym świadczy przytoczony powyżej fragment książki. Składały jaja tak duże jak strusie, a nawet jeszcze większe. Niektórzy wierzą, że ich potomkowie, do dziś żyją gdzieś w Ameryce.
Kaczka olbrzymka żyła u wybrzeży Nuntavatu. Osiągała rozmiary łabędzia. Podczas gdy kaczki miały upierzenie w różnych odcieniach brązu, kaczory mieniły się bielą, błękitem, zielenią, fioletem, złotem, czerwieniom i oranżem. Z tyłu głowy kaczor posiadał kitę z kolorowych piór. Kaczki olbrzymki żywiły się okrzemkami, krylem i innymi morskimi żyjątkami. Swoje gniazda wyścielały mięciutkim puchem niczym edredony z Ultima Thule, zaś ludzie zbierali ów puch, aby używać go do napełniania pierzyn. Wrogami tych największych kaczek świata były rekiny, orki, białe niedźwiedzie, wilki, rosomaki, lisy polarne i ludzie.
Sowa pokojowa żyła w całym Sonorze, za wyjątkiem Nuntavatu. Niezmiernie przypominała puszczyka zarówno wyglądem, jak i sposobem odżywiania się i rozrodu. Od innych sów różniła się jeno tym, że nie występowała w stanie wolnym. Był to jedyny gatunek udomowionej sowy. Sonorczycy trzymali w domach sowy pokojowe, aby tępiły szkodliwe gryzonie, przekazywały wiadomości niczym strzygi ossoriańskie i dotrzymywały towarzystwa swym właścicielom jak papugi.



Na mokradłach strefy umiarkowanej Sonoru żyły jeszcze większe od niedźwiedzi, czworonożne zwierzęta ssące nazywane hodagami – gumoniami. Z wyglądu przypominały nosorożce o rogach byków i rzędzie kolców ciągnących się wzdłuż grzbietu, jak u smoków. Miały wyłupiaste oczy i pazury niedźwiedzi. Hodagi – gumonie pokrywała gęsta, brązowa sierść. Zwierzęta te były odporne na kły i pazury wszelkich drapieżników, oraz na broń sonorskich łowców. Zaszkodzić mógł im jedynie ogień. Podobnie jak achlis z Afryki, hodag – gumoń nie miał stawów kolanowych i spał stojąc pod drzewem. Istoty te były roślinożerne i zostawione w spokoju nie napastowały ludzi, ani innych zwierząt.

,,Człowiek ten […] wędrując przez tropikalny las, usłyszał nagle za plecami niesamowite wycie. Przypominało mu nieco głos człowieka. Gdy zbieracz kauczuku odwrócił się, ujrzał szalejące z wściekłości kosmate zwierzę. Stworzenie miało 2 metry wzrostu i mogło ważyć około 300 kilogramów. Przerażony Indianin sięgnął po karabin i natychmiast złożył się do strzału. Wypalił! Bestia jak rażona gromem padła na ziemię. W tej samej chwili jednak zwierzę wydzieliło niesamowity fetor. Unosząca się w dusznym powietrzu dżungli jakaś substancja chemiczna oszołomiła zbieracza kauczuku tak, że jak błędny przez dłuższy czas kluczył po tropikalnym lesie […]'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''.



Mapingauri, przez uczonych mężów nazywane Wielkim Zwierzęciem, żyło w nieprzebytych puszczach Amszu, a niekiedy zapuszczało się też na podmokłe stepy Pama – poonu. Osiągało rozmiary słonia, przypominało zaś ni to niedźwiedzia, ni to leniwca. Mogło chodzić zarówno na czterech, jak i na dwóch łapach, podpierając się długim ogonem. Zwierzę to pokrywało gęste futro; rudobrązowe, bądź czarne, a ponadto skórę chroniły kostne guzy wielkości ziarna fasoli. Bronią mapingauri były długie, zakrzywione pazury, oraz znajdujący się na brzuchu, czerwony gruczoł zapachowy, przez leśnych Sonorczyków nazywany drugimi ustami. Gruczoł ten wydzielał tak odrażającą woń, że myśliwi tracili przytomność i oszołomieni fetorem nie mogli odnaleźć drogi. Obrzydliwy zapach mapingauri przyciągał doń całe chmary much. Pokarm tego groźnego w samoobronie zwierzęcia stanowiły liście drzew, owoce i korzonki. Samice nosiły swe młode na grzbietach. Mapingauri zbrojny w pazury, gaz bojowy i chroniony zbroją z guzów był bezpieczny zarówno przed ludźmi jak i przed zwierzętami. Jedynie wędrowne mrówki podobne do siafu z Afryki mogły mu coś zrobić.

,, […] brodaty, ziejący ogniem olbrzym. Wspólnie ze swą żoną Patiniru, mającą tylko jedną pierś, napada na ludzi, a żona wiedźma opryskuje ich swym zatrutym mlekiem'' – Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''.

Pierwowzorem owych potworów był właśnie mapingauri.

                                      C. D. N.


1 Zarówno profesor, jak i jego książka zostali wymyśleni przeze mnie – przyp. T. K.   

Sonor cz. II




W erze dziewiątej Mokosza przez Sonorczyków zwana ,,Cixipatuhala'' mocą swego łona stworzyła sonorską rasę nimf. Istoty te nosiły nazwę ,,sitki'', a żyły w borach i w lasach klimatu umiarkowanego, rosnących między Nuntavatem, a Amszu. Sitki były bardzo pięknymi, leśnymi nimfami, o długich, czarnych włosach i białej skórze, przypominającej atłas. Ich głos i ciało były wolne od najmniejszej skazy, a krew miały szafirową i lodowatą. Nosiły suknie z igliwia, potrafiły też przybierać postaci drzew i zwierząt. Tak jak rusałki odtwarzały utracone części ciała. Mężów brały sobie z ludzi i rodziły same córki. Innymi dziećmi Mokoszy – Cixipatuhali były stworzone mocą jej Wszechrodnego Łona w erze czwartej, karły pilnujące skarbów i czarodziejskiego wina, które umożliwiało poczęstowanym nim ludziom przesypianie całych stuleci, oraz olbrzymy, wśród których zatarła się pamięć o carze Światogorze. Sonorskie olbrzymy żyły w wielkich, mieszanych lasach strefy umiarkowanej i w Górach Świętych. Były to istoty przeważnie wrogie ludziom, których chwytały, piekły nad ogniskiem i pożerały. Za panowania króla Akidu – cotzlu odkryto ślad stopy olbrzyma w czasie budowy lochów w miejscowości Anuti. Uczeni mężowie spierali się czy ów odcisk stopy na pewno należał do olbrzyma, a nie przypadkiem do mapingauri, czy jeszcze jakiegoś innego stworu.
Co możemy powiedzieć o roślinności Sonoru? Między Nuntavatem a Amszu rosły dęby, świerki, jodły, wiśnie, brzozy i klony wysokie jak katedry, albo piramidy. Pustynie obfitowały w kaktusy, z których największe były wysokie jak jodły, albo limby, oraz w pejotl – roślinę używaną przez sonorskich magów i kapłanów do przywoływania čortowskich wizji. W puszczach Amszu występowały świecące w mroku kwiaty i grzyby, oraz niebezpieczne również dla ludzi rośliny mięsożerne.



,,Mięsożerca […] był wielkości drzewa, na którego szczycie znajdował się kwiat wydzielający zapach bananów. Ofiarami rośliny, przypominającej […] ogromną muchołówkę były głównie owocożerne ptaki oraz małpy. Gdy zwierzę lub ptak, zwabione wonią pożywienia, zbliżyły się do kwiatu, natychmiast zostawały otoczone przez wielkie liście zatrzaskujące się jak pułapka. U stóp tej gigantycznej, drapieżnej rośliny leżał stos kości ofiar'' – Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''.

Lasy i dżungle Sonoru zamieszkiwało około stu gatunków gigantycznych roślin drapieżnych, mających postać wielkich muchołówek, pijącego krew bluszczu, paproci, morszczynu, drzew, krzewów i Rosiczka – Enka roślin mięsożerców wie jakie jeszcze! Wśród tych roślin potworów był Voorqual, zwany ,,Przeklętym Kwiatem'', rosnący również na Kazuarii i Zielonym Kontynencie, paproć wodna Huxu – patoli chwytająca min. krokodyle, morszczyn Badadu, mech krwiopijca Drakadoo czy dusząca i wysysająca krew ze szpikiem kostnym liana Linu. Wiele dzikich, leśnych plemion otaczało owe rośliny czcią należną Enkom i składało im w ofierze ludzi i zwierzęta. Znane z zamiłowania do ludożerstwa i innych okrucieństw plemię Atulu – kalibani czciło roślinę Voorqual.



,,Łodygę otaczał wieniec z poczerniałych, sztywnych liści o metalicznym połysku, których brzegi i powierzchnie usiane były zatrutymi wypustkami, a ostre krawędzie cięły niczym niebezpieczna broń. Spod korony listowia wyłaniała się długa, skręcona odrośl, poszczerbiona i pokryta łuską tak samo jak łodyga. Opadała lekko w dół i zataczając szeroki łuk, znikała w osobliwym kwiecie wieńczącym roślinę; przypominało monstrualne ucho dziwnej i potwornej czary. […] Gdy nadchodziło letnie przesilenie […] należało wypełnić kwiatową czarę ciepłą krwią kapłana lub kapłanki wybranej ze świętego zgromadzenia […], aż wydzielająca trującą woń, spragniona krwi kwiatowa czara opadała na głowę jednego z nich jak złowieszcza korona'' – Clark Ashton Smith ,,Przeklęty kwiat''.

Kuj, wykarmiony w dzieciństwie przez niedźwiedzie, największy bohater Sonoru, wędrując przez puszcze Amszu nieraz walczył z podobnymi potworami i ich wyznawcami.

                                                  C. D. N. 


Sonor cz. I

,, [Ucław i Malwa] Byli też 'gdzieś daleko, daleko, na zachód od Ultima Thule w kraju Sonor', gdzie spotkali ludzi zamieniających się w jaguary (to nazwa miejscowych kotów podobnych do lewartów) i włochate olbrzymy o dwóch twarzach, zamieniające się czasami w dziwne, zwisające z drzew futrzaki. Widzieli też kudłatych, leśnych ludzi, zwanych 'sachurynami' (Leśna Matka zakończyła długoletnią wojnę między nimi a ludźmi) i rodzinę królewską Copanu, jadącą na 'jakichś udziwnionych słoniach, czy mamutach' [chodzi o mastodonty – przyp. T. K.].- Pewnego razu, pewien dziwaczny sonorski zwierz, zwany tapirem wsiadł do łodzi i odpłynął z rodzinnej puszczy, aż ujrzał brzegi Europy. Spodobała mu się; osiadł w lesie koło Presnau i zatrudnił się u Pana Dżeka, gdzie rzucał masłem w widownię i wołał: ;Bestie'!, aby ją bawić. Raz naraził się Kościejowi i został zesłany do kopalni gwiezdników, gdzie zabił go okrutny dozorca. Co ciekawe, dwa razy spotkał się z Tatrą – obecną królową Aplanu – opowiadała Leśna Matka w kraju Sonor'' – Kosa Oppman ,,Perłowy latopis''



Sonor to nazwa wielkiego jak Europa i Afryka razem wzięte, kontynentu, który zatonął jeszcze przed stworzeniem Atlantydy. Oblany zewsząd Oceanem At – Azalath, przez Słowian zwanym Morzem Światogorskim, leżał na zachód od wyspy Ultima Thule na północy i Góry Magnetycznej na południu. Ląd ów miał kształt ogromnego koła. W jego pobliżu leżały wyspy Bimini, przez Słowian zwane Wymyną, odkryte przez sonorskiego króla Ataculapusa i wodnika Wodjanoja z Hnyłopati w Orlandzie – Żary, zwane Wyspami Ognia, na których mieszkało plemię Pirofagów – ludzi zjadających ogień i chłodzących się nikm, a także Wyspa Perłowa, Szmaragdowa, Dziewcząt i Starców.

,,Wokół niej [tj. urodzonej przez Mokoszę góry Triglav] wynurzył się powoli ląd (Nawia stała się archipelagiem na pięknym jeziorze). Tak powstał kontynent afrykański, następnie zaś europejski i azjatycki'' - ,,Szafirowy latopis''.

Kontynet sonorski został stworzony mocą łona Mokoszy jeszcze później. Wchodził w skład królestw Lynxów i Neurów.
Stolicą królestwa Sonoru była Merika, zbudowana w sercu kontynetu na sztucznej wyspie pośrodku wielkiego jeziora. Inne wielkie grody to: Igeria, Majundu, Agzi, Igos – isondu, Cituli, Mangaspu, Ar – kitu, Copan i Amanamsu. Sonorczycy z wielkich bloków kamiennych budowali piramidy schodkowe, z których szczytów uczeni mężowie spoglądali w niebo, by rzucać pytania gwiazdom i tworzyć najdokładniejszy kalendarz ówczesnego świata. Na piramidę w stołecznej Merice wspinali się królowie, aby raz w roku zanosić modły całego królestwa Agejowi i Enkom, zaś poczynając od złego króla Tarkwiniusza, na szczytach schodkowych piramid składano morskiemu potworowi Makarze i innym bestiom Czarnoboga ofiary z ludzi, którym wyrywano serca obsydianowymi nożami, a ciała palono, bądź zjadano.
Klimat Sonoru był bardzo zróżnicowany. Na północy przez większą część roku szalały srogie zimy, tak jak w ziemi Ulro, na północ od Svalbardu. Ziemię pokrywała wówczas gruba warstwa śniegu, a morze skuwał lód, utrzymujący ciężar białych niedźwiedzi. Centrum kontynentu było gorące i wilgotne, tak samo wszystkie wyspy sonorskie. Na południu dominowały pustynie, takie jak: Lurukadu, Atuca, Arsonia i parę innych, pełne piaskowych gór i ruin, oaz, palone Słońcem i nękane burzami piaskowymi. Na zachodzie i na terytorium między północną tundrą Nuntavat, a pokrytym dżunglami i bagnami interiorem Sonoru panował klimat umiarkowany i rosły tam lasy pełne zwierząt takich jak w Europie. W ziemi Pama – poonu leżącej między tropikalnym interiorem, a pasem pustyń Południa, ciągnęły się palone Słońcem, podmokłe stepy – siedlisko plemienia Reunów.




W Tundrze Nuntavat, chłodne, lecz zawsze obfitujące w podobne do zawiei śnieżnej chmary komarów, lato trwało niewiele ponad tydzień, po czym znów wracała polarna zima i spadały śniegi mogące zakryć dorosłego męża. Stolicą owej mroźnej prowincji Sonoru był kamienny, zbudowany z pomocą mamutów gród Nuntavat, nazywany w legendach i podaniach ,,Miastem Boskiego Białego Niedźwiedzia''. Owa nieprzyjazna kraina, zwana Wieczną Tundrą, miała wielu mieszkańców. Należy do n ich zaliczyć człowiecze plemiona Losów i Nuntavaków. Ludzie ci szczelnie okrywali się skórami i futrami upolowanych zwierząt, żywili się ich surowym mięsem, oraz rybami, budowali domy z wielkich bloków kamiennych, albo ze śniegu i lodu. Bardzo łagodni i pokojowo nastawieni, nie walczyli między sobą, ani z innymi plemionami. Narzędzia wytwarzali z kości i krzemienia, budowali łodzie zwane kajakami niczym ludzie z polarnych wybrzeży Białopolski, sporządzali też kościane łyżwy do przemierzania lodowych pustyń. Oba plemiona płaciły dań królom Sonoru, zasiadającym na tronie w Merice. Postrachem ludzi z Nuntavatu była Ta, Która Patroszy. Owa służąca Czarnobogu maszkara miała postać jędzy o szarej skórze zwisającej płatami, długich, kończystych zębach i również długich, białych paznokciach, oraz o czarnych ślepiach zajmujących pół twarzy. Ubierała się w nuntavacki strój z futer, a zabijała w ten sposób, że opowiadała ludziom tak ucieszne historyjki, że ci, najzupełniej dosłownie … pękali ze śmiechu. Niektórym taka śmierć by się spodobała. W Nuntavacie żyły również budujące kamienne grody i kopalnie; śnieżne i lodowe karły, podobne do uldr z Nürtu i Orlandu, Karibu – przypominająca białopolskich Leniferów rasa ludzi o głowach zwierząt podobnych do Rudolfa, owcowoły, mamuty, wilki, morsy (a wśród nich Mors – potwór, wielkości dziecięcia błękitnego wieloryba, który pożerał ludzi, ale nie dlatego, że był zły z natury, lecz dlatego, że będąc sierotą, nie nauczył się wydobywać małży z muszli). Morsa – ludożercę ubił heros Kuj. Tundrę zamieszkiwały również białe niedźwiedzie, z których rodu wyszedł imć Wilson Eaneawatt (Vilsonus ov Inilatus), co odbył wielką podróż na wschód i na wyspie Svalbard u wybrzeży Nürtu spotkał dwa inne niedźwiedzie polarne; Gotarda Urmeiera i Igora Lorenzkraffta. Wszystkie trzy zwierzęta, które spotkały się przy padlinie wyrzuconego na brzeg wieloryba, związały swe losy z rusałką Rutą i Arvotem Baldasem. Na weselu Tatry i Lecha III w Svantemocie, Wilson Eaneawatt snuł taką opowieść:



,, - Czy wiecie co mam wspólnego z kryształową czaszką Kościeja? - spytał Wilson Eaneawatt. - Oboje pochodzimy z Sonoru! Jest to ogromny ląd na zachód od Ultima Thule; są tam lodowe pola, lasy, stepy, rzeki, jeziora, bagna, pustynie, miasta, góry. Żyje tam wielu ludzi o miedzianej skórze, tudzież kudłate istoty podobne do ludzi. Sonor roi się od zwierząt – wiele z nich jest takich samych co w Aplanie. Dawnymi czasy mój kontynent należał do państwa Lynxów. Ich utrapieniem był mój przodek, Inilatus. Polował na Lynxów; zabijał ich i pożerał ich ciała i łupił kosztowności. Pewnego razu ubił go w ciężkiej walce, wojownik Leliva, zwany potem 'Ravicz'. Syn zbója został jako łup wojenny przywieziony do Ynańska, gdzie się wychowywał i dał początek rodowi Eaneawattów – na tym opowieść się skończyła'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Na zachodzie Sonoru rozciągały się dwa łańcuchy górskie. Na południu były to Góry Andajskie, o pokrytych śniegiem szczytach, u których stóp rosły wiecznie zielone, gorące i wilgotne dżungle, zaś na północy strzelały pod niebo iglicami szczytów Góry Święte, przez Słowian zwane Świętogórami, w których panował klimat umiarkowany. W Górach Świętych polowały na ludzi wąpierze o włosach długich i czarnych a skórze miedzianej, pokrytej czerwoną farbą. Straszydła te nosiły korony z piór i przepaski biodrowe z ludzkiej skóry. Polowały nocą, siadały swym ofiarom na piersi ,,jak ten kruk na snopie'' i wypijały krew przez nos.




Na południu kontynentu, nad Ocenanem At – Azalath leżała piaszczysta pustynia Arsonia. Ludzie lękali się zapuszczać w te strony z uwagi na żeńskie upiory zwane cihuateteo. Owe okrutne, nigdy niesyte krwi straszydła, wedle wiary Sonorczyków powstawały z młodych matek zmarłych przy porodzie. Miały postać półnagich, smukłych niewiast o miedzianej skórze, trupiej czaszce z czarnymi włosami na karku, kłach i szponach. Ze swych ofiar wysysały krew jak wąpierze z Gór Świętych, lubiły pożerać matki i ich maleńkie dzieci. Władały czarną magią i od wielu wodzów domagały się ofiar z dzieci w zamian za pomoc w wygraniu bitwy. Owe złe istoty należały do hufców Czarnoboga. Na pustynię arsońską przylatywały niekiedy latające pancerniki, skądinąd spotykane też w dżunglach Amszu i w ziemi Pama – poonu. Pancerniki owe były wielkości borsuków i miały skrzydła pokryte białymi piórami, tak ostrymi, że mogły przecinać żelazo. Żywiły się owadami, gryzoniami i jaszczurkami. Ich młode rodziły się z miękkimi piórkami, które dopiero z czasem twardniały.
Kraina Amszu leżąca w centrum Sonoru obfitowała w wiecznie zielone, gorące i podmokłe lasy, oraz rzeki i bagna. Największa puszcza amszuńska nazywała się Tisbe Igigi, czyli Zielone Piekło. Rosły w nich palmy bananowe, storczyki o zapierających dech w piersiach kształtach i barwach, figowce, ananasy, rośliny drapieżne, niekiedy tak wielkie, że polujące na małpy i ptaki... W dżunglach Amszu żyło więcej gatunków zwierząt niż jest liter w tej książce, z czego najliczniejsze były chrząszcze. W owych puszczach, w pełnej harmonii z przyrodą bytowały liczne plemiona ludzkie; Pir – Dżibaru, Ačuma, Makülü, Pir – Czaama – Dżibaru i inne, przez mieszkańców Meriki, Copanu i innych wielkich miast nazywane dzikimi. Jednak owi półnadzy, czarnowłosi i miedzianoskórzy ludzie, malujący ciała różnymi farbami, rozciągający uszy ciężarkami, czy przekłuwający sobie nosy, nie byli jedynymi istotami rozumnymi w puszczach Amszu. W kniejach żyły rasy ludzi – jaguarów i ludzi – pancerników, o których opowiem w dalszej części, oraz Margaje i Undianie. Ci pierwsi, będący niskiego wzrostu i delikatnej budowy, byli pół – ludźmi, pół – margajami. Margaj to taki bardzo mały, dziki kot podobny do ocelota. Undianie z kolei mieli postać pół – ludzi, a pół – rosłych, szarych kotów o zielonych oczach. Cali byli porośnięci szarym futrem, mieli też długie ogony. Podobni byli do dzikich kotów, zwanych jaguarundi (,,kotów – jaszczurów''), bądź ,,leon miquero'' (,,małpich lwów''). Zarówno Margaje, jak i Undianie budowali małe osady w matecznikach, utrzymywali się z łowów i rybołóstwa, w mniejszym stopniu ze zbieractwa i bartnictwa. Mało wiemy o tych rasach, bo jak ognia unikały ludzi.
U zachodnich wybrzeży Sonoru leżały Wyspa Dziewcząt i Wyspa Starców. Na pierwszej z nich żyło plemię pięknych i wiecznie młodych, choć krótko żyjących dziewic, które rodziło pewne tylko tam rosnące drzewo dzieworodne. Owe dziewczęta poczynały patrząc w zaczarowaną studnię, po czym rodziły same córki. Niektórzy Sonorczycy brali je za żony. Dziewice z owej wyspy przewiezione na kontynent miały takie same cechy jak pozostałe niewiasty. Z kolei na Wyspie Starców, ziemia miała taką właściwość, że miast garnków jak to było na Bujanie, rodziła wiekowych staruszków; samych mężczyzn, o siwych włosach i brodach. Mieszkańcy obu wysp płacili dań królom Sonoru. Kończąc opowieść o Dziewczętach i Starcach, chciałbym jeszcze nadmienić o żyjących na ich wyspach dziwnych zwierzętach, spokrewnionych z bazyliszkami i kuroliszkami, które nazywały się głupioliszki. W przedniej części ciała miały głowę, pierś, niebieskie, płetwiaste nogi i skrzydła ptaka morskiego zwanego głuptakiem, zaś tułów, ogon i tylne łapy, głupioliszek miał niczym groźny z wyglądu, lecz łagodny z natury jaszczur, zwany legwanem morskim. Owe hybrydy były nielotne, żywiły się rybami, a ich pisklęta wykluwały się z jaj. Nie miały mocy zabijania wzrokiem.
Sonor obfitował w jeziora i rzeki. Najdłuższą rzeką była Amusa, płynąca przez puszczę Amszu. Inne rzeki: Piri – Piri, Karunda, Bumadi, Izbir, Misosz i Orik. Największym jeziorem była Tituš w Górach Andajskich. Inne jeziora: Kata – Kata, Kudu – Malfi, Abundu, Alicu, Alicantu i Achlis – Coelis – Santinu. Jednym z mieszkańców rzeki Amusy był węgorz elektryczny olbrzymi, wielki jak smok Pyton zabity przez Apolla, a do tego rażący bardzo silnym prądem. Ryby te, mogące pożreć dorosłego człowieka, najdłużej przetrwały w Eldorado i na Golkondzie. Największy obszar podmokły omawianego kontynentu to Bagna Izgul, gdzie gnieździły się czerwone ibisy o dwóch głowach.




Sonor obfitował we wszystkie rodzaje skarbów mineralnych, prócz alatyrów. W jego kopalniach wydobywano platynę – ulubiony metal możnowładców wąpierzy, srebro, gwiezdniki, diamenty, bursztyny, rubiny, opale, szafiry, szmaragdy, topazy, ametysty, sardoniksy, chryzolity, kość słoniową mamutów i inne. Na omawianym kontynencie sporo było złota, które Sonorczycy uważali za pot Słońca i od którego kapały chramy ich idoli. Jednak najbardziej ze wszystkich skarbów mineralnych, na Sonorze ceniono kryształ górski. Z obsydianu – czarnego szkła pochodzącego z trzewi gór ognistych przez uczonych mężów nazywanych wulkanami, sporządzano sztyletu do składania krwawych ofiar z ludzi. Czasami z ziemi wytryskała przezroczysta, łatwopalna ciecz, zwana ,,nafita'', którą Sonorczycy płukali zęby, a która pod nazwą ,,navata'' w erach dwunastej i trzynastej była używana przez Amazonki do podpalania wrogich obiektów. Plemiona owego wielkiego, zachodniego lądu nigdy nie nauczyły się obróbki żelaza, mimo że jego rudy występowały na kontynencie. 

                                               C. D. N.