niedziela, 19 maja 2013

Krak


,, Krak (Krakus), książę polski z czasów legendarnych, miał założyć Kraków i wyzwolić go od przemocy smoka wawelskiego. Pierwszą wiadomość o K. Przekazał w swej kronice Wincenty Kadłubek [...]. - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 8 Kolej. sądy rozjemcze do Laud’’.

Pewnego razu smok z Vovel opuścił swą jaskinię i poszybował daleko na zachód i południe. Celem jego lotu była wybudowana na koronie Wielkiego Dębu, siedziba Enków, Enkohaz. Wszedł do środka i ryknął:
- Czołem niewolnicy! Prowadzcie mnie do Niego! – nagle przed smokiem ukazał się sam Agej.
- Po co tu przybywasz wrogu całego stworzenia? – zapytał surowo.
- Zanim zostałem tym czym jestem, byłem smokiem Rykarem i wężem Gornyczem. Chcę ci coś powiedzieć.
- Panie czy mam go przegać piorunem? – spytał Jarowit.
- Nie trzeba, Gromowładny – odrzekł Agej. – zostawcie nas samych! – rozkazał wszystkim Enkom jytnas.
- Czy znasz Grakchów z Cezarei Nadmorskiej? – przemówił smok. – Pater familias umarł, a jego bogactwa odziedziczył syn, Marcus Filipus Grakchus. To zacny ród – smokowi błysnęły ślepia – nie oddają się rozpuście czczą pamięć przodków, służą Republice, palą ogień w domu, dobrze traktują niewolników, syn po ojcu czci ciebie jako Nieznanego Boga. Szanują ich zarówno Rzymianie jak i Żydzi.
- Jaki jest cel twojej wizyty? – spytał Agej.
- Grakchus cię wyznaje, bo dobrze mu się powodzi. Każdy tuman tak potrafi. Pozwól, że moje Čorty dotkną go jakimś nieszczęściem, a w mig straci wiarę we wszystkich Nieznanych Bogów – wielkie było zdumienie smoka, gdy Agej rzekł:
- Wydaję go tobie, tylko życia mu nie zabieraj – smok odleciał z Enkohazu śmeijąc się, aż góry się trzęsły, bo myślał, że przechytrzył Jedynego. Nie wiedział o wielkim planie Ageja wobec wiernego mu Rzymianina.

*
W Cezarei Nadmorskiej zaczął się nowy dzień. Marcus Filipus Grakchus, syn Septymiusza Aureliana Grakcha, siadł z rodziną, by spożyć ianticulum , w Sklawinii zwane ,,śniadaniem’’, złożone z papki mącznej, mięsa i sera. Gdy jedli w najlepsze, ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Otwierający je niewolnik pobladł, bo oto przyszli żołnierze z nakazem aresztowania Grakcha. Czego mu nie zarzucano! Branie i przyjmowanie łapówek, zamordowanie obywatela rzymskiego, spiskowanie z Żydami w celu obalenia władzy rzymskiej... Wszystkie te zarzuty były nieprawdziwe, niemniej wrogowie rodu Grakchów, sąsiedzi zawistni o ich bogactwa przekupili sąd. Retor wynajęty przez oskarżonego był na tyle dobry, że karę śmierci zamieniono mu na wygnanie. Bogactwa, z których słynął ród zostały skonfiskowane, a matka Grakcha została niewolnicą przekupnego sędziego i rychło umarła. Upokorzonego Marka Filipa żołnierze zaprowadzili aż na limes na rzece Danubius, a dalej poszedł sam. Błąkał się na północ, do jakiegoś barbarzyńskiego kraju, zwanego ,,Analapią’’. Wiedział o nim tylko tyle, że konsul Mariusz uczestniczył w pogrzebie ostatniego króla Leszka II Płodnego. Wbrew pragnieniom smoka, Grakchus nie stracił wiary w Nieznanego Boga.



*
Tułaczka wygnańca dobiegła końca. Zamieszkał jako poddany króla awarskiego Obrzyna w prowincji Viscli, w małej wiosce w pobliżu wzgórza Vovel. Pracował jako parobek u szewca Skuby, przez Celtów zwanego ,,Skovainem’’. Nosił wodę i rąbał drwa, uprawiał małe poletko szewca. Ów nie mający żony ni dzieci, traktował go jak syna. Grakcha zdumiał brak niewolników u Analapów. Wielu jego rodaków poczytałoby sobie za hańbę być parobkami u barbarzyńskich rzemieślników , ale Grakch nie gardził pracą. Powoli poznawał języki starokrasny i słowiański. Przyzwyczaił się do nazywania go Krakiem lub Krakusem. ,,W końcu Dariusz to grecka forma perskiego imienia Darussur’’ – myślał. Pewengo wieczora, szewc Skuba zaprosił do stołu nie tylko jego, ale i swoich znajomych, rolników i rzemieślników. Jedli i pili przy świecach i całą noc rozmawiali. Głównym tematem ich rozmowy byli Awarowie, poddani lutego wielkoluda Obrzyna i čortowski smok z Vovel. Grakch – Krak na tyle opanował jezyk starokrasny, ze włączył się do rozmwoy.
- Pochodzę z Cezarei Nadmorskiej i chociażem Rzymianin, już od dziecka spotykałem mały, lecz niezwykle dumny naród Żydów – już ojciec Grakcha szanował wszystkie ludy imperium, co było rzeczą wyjątkową, jako, że Grecy i Rzymianie pogardzali Żydami. – Jako pacholę przyjaźniłem się z jednym z nich, rzecz to żadka, bo oni i my nie żyjemy w przyjaźni; my Rzymianie jesteśmy dla nich najezdnikami i poganami. Ów Żyd opowiadał o swym imiennniku z zameirzchłej przeszłości, o wieszczu Danielu, który zabił bożka – smoka dając mu do zjedzenia kulę smoły. Smok się nią udusił.
- E, tam... – machnął ręką pasterz Radosław. – Nasz smok jest chyba nieśmiertelny. Nic na niego nie działa. Pamiętacie o Asalanayu, królu Gór Ikaryjskich? Zbrojny od stóp do głów, wszedł do groty i chrup! Smok go złasował. A pamiętacie Tomira II, króla Tadżyków i jego córkę, krasawicę Anasabę? Ćwiczyła się w sztuce wojennej i samych Amazonek we ich stołecznym Arxgardzie. Weszli; ojciec i córa do groty i ich też potwór zeżarł. Będziemy chyba musieli opuścić nasz kraj – zakończył smutno.
- Póki żyjemy nie wolno nam tracić nadziei – rzekł Skuba. – Skoro nie wypróbowalliśmy wszystkich sposobów, nie popadajmy w rozpacz; nie mómy, że nie sprostamy stworze. Wszak ongiś Gorynycz też zdawał się nieśmiertelny.
Od tego czasu, Skuba mając w sercu głęboko wyryte słowa Kraka, w wwielkiej tajemnicy, by go nie wydano Awarom, gromadził dziwne przedmioty. Barania skóra, siarka, saletra, smoła, krew hydry i wąpierza, gwoździe, sztylety, wódka, cztery kije – z tego wszystkiego sporzadził atrapę barana, którą po spiciu wódką strażników awarskich, podrzucił pod jaskinię u podnóża góry Vovel. Następnie pobiegł schronić się w krzaki. Nie musiał długo czekać. Z ciemnego otworu wychyliła się rekinia głowa, a jej oczy zajaśniały złoto. Na widok barana smok mlasnął językiem i połknął i barana i dwóch pijanych strażników. Ledwo to uczynił, poczuł ból i pragnienie. Czym pręczej opuścił jaskinię i pobiegł do rzeki Visany. Żłopał jej wody, których nie ubywało, lec zpragnienia nie mógł ugasić. Gwoździe i sztylety dziurawiły mu trzewia, aż wreszcie wyszły na drugą stronę. Wówczas rozległ się huk i zarówno woda z Visany, jak i dwaj nietrzeźwi wytrysnęłą jak fontanna. Smok nie żył, a odgłos jego śmeirci zwabił wielu Słowian i Awarów. Skuba był już w chacie. Tymczasem dusza potwora wydostała się na zewnątrz, by na czele licznych Čortów szturmować Wielki Dąb. Jednak drogę odciął jej Jarowit zbrojny w piorun. Pojmał potwora i zakuł go w wykuty przez Swarożyca łańcuch, który przypiął do korzenia Wielkiego Dębu. Odtąd każdej wiosny wzmacnia go uderzeniem pierwszego grzmotu, lecz gdy zacznie się era czternasta, smok stanie się Zielonym Wężem. Opuści podziemie i znów będzie siał spustoszenie, lecz ostatecznie przegra.

*
Król Obrzyn uderzył pięścią w górę, przemawiając do tłumów zbrojnych Awarów. W tym czasie Krak przyjął wiarę w Ageja i Enków.
- Widziałem dusze smoka – grzmiał Obrzyn – jak leciała po niebie. Nasz bóg, smok straszliwy rzekł do mnie: ,,Zabił mnie szewc Skuba, Słowianin. Znajdź go i pomścij mnie. Nie rozgniataj go jak pluskwy, lecz niech umiera tydzień na palu’’! Śmierć Skubie! – olbrzym jeszcze raz uderzył w skałę. Zwiadowcy podeszli doń z korą brzozową i coś szeptali.
- Oto – olbrzym wzniósł ręce – słowiańskie psy wznieciły powstanie i chcą naszej krwi! Wytłuczemy ich! – ryknął, a hasło to powtórzyli możnowładcy, a po nich cały zastraszony lud awarski. – Pamiętajcie, że jestem bogiem od pradziejów. Żadnego smoka nigdy nie było. Zawsze czciliście tylko mnie. Zrozumiano?!
Wielmożny Asaraptas, którego rydwan ciągnęło dziesięć niewiast, zakrzyknął: ,,Chwała Obrzynowi’’! Po tej przemowie zaczęła się wielka wojna słowiańsko – awarska. Od Lebany po rozległe ziemie Ludu Roksany brodzono w krwawym błocie. Nawet Enkowie i Čorty brały udział w walce. Zagubione w lesie dzieci – Przemko i Wańdzia były świadkami zmagań Boruty z wodnikiem Močarem. Słowianie mieli wielu wodzów, w każdej prowincji jednego. Obroną Viscli dowodził szewc Skuba. Pewengo majowego dnia od strony Zielonych Stawów nadeszli Awarowie. Skuba skierowal na nich osiem oddziałów, po cztery z obu stron. Sam uderzył na środek. Wcześniej pokłócił się z Krakiem, który ostrzegał, że wten sposób da się wrogowi szansę ucieczki. Tak też się stało. Awarowie przełamli słąby środek i nagle rozproszyli się. Wojska prowincji Viscli udały się w pościg, zaś wrogowie powoli, lecz nieubłaganie wycinali ich w pień. Krak walcząć blisko Skuby usiłował go bronić, lecz padł ogłuszony ciosem maczugi. Dzielny szewc bronił się od ostatka, kładąc niejednego wroga trupem, lecz wśród Awarów rozległy się okrzyki: ,,Łuk! Dajcie łuk’’! – niebawem trzy strzały przebiły Skubie oba oczy i usta, a trupa porwał z konia siłacz Utmura i zaniósł do obozu. Gdy Krak się ocknął w namiocie szpitalnym, było już po bitwie. Wśród niewaist pielęgnujących chorych były też rusałki i Wiły. Według ,,Cedex vimrothensis’’ pracowała wraz z nimi sama Dziewanna Šumina Mati, która uleczyła Kraka i rzekła mu: ,,Bądź dzielny, bo już wkrótce będziesz niósl całą Analapię na swych barkach’’. Powiedziala mu w ten sposób o jego przyszłej godności królewskiej. Ciało Skuby było teraz pilnowane w obozie awarskim. Na czele posłów słowiańskich, chcących wykupić ciało wodza, szli Krak i Wicemir. Dowódca Awarów przyjął ich niespodziewanie życzliwie, wzruszył się nawet losem szewca – zabójcy smoka, szepnął Krakowi do ucha, że ,,on też nienawidzi Obrzyna’’, już miał wydac posłom ciało ich wodza, gdy wtem rzekł:
- Niestety. Król Obrzyn chce sobie zawiesić głowę Skuby na szyi. Jako jego słudzy musimy ją odciąć – wtem Krak coś wyciągnął z zanadrza i poprosił dowódcę Awarów aby ów polecił żołnierzom opuścić namiot. Pokazał mu orzech.
- Olbrzymy są głupie, ale nie aż tak, by mylić orzech z głową – zasępił się Awar.
- Ten orzech dała mi Diana, to jest Dziewanna, Leśna Matka – rzekł Krak. – Włożóny do wody zamieni się w głowę.
- Muszę to ujrzeć, by uwierzyć – rzekł Awar.
Krak zanurzył orzech w misce z wodą i jak można się było się było spodziewać, orzech zamienił się w ociekającą krwią z szyi głowę Skuby, a dowódca klasnął w dłonie.
- Niech wasza Diana to jest Dziewanna chroni nas przed wami! – rzekł na pożegnanie, a posłowie wrócili z cialem Skuby.
Spalono je na szczycie wzgórza Vovel. Wojna trwała dalej i przeniosła się na azjatyckie części imperium Obrzyna. Ci z Gór Ikaryjskich kryli się w górach i prowadzili wojnę podjazdową za zburzenie im Terekabadu. Obrzyn w swoich mowach nazywał ich i wszystkich wrogów swej władzy ,,bandytami’’. Co tu dużo mówić o walce Kraka?! Budziło lęk Awarów samo wspomnienie jego imienia. Trzeba jednak powiedzieć, że nigdy nie torturował jeńców, niewiast ni dzieci. Awarowie wymawiali imię ,,Krak’’ z lękiem, ale i z szacunkiem, podczas gdy Obrzyn budził w nich tylko lęk i odrazę. Niektórzy Awarowie szli nawet pod Krakusowe sztandary, mając nadzieję, że wódz Słowian pomoże im obalić tyrana i uzurpatora. Pierwsi, którzy tak postąpili to dwaj spici przez Skubę strażnicy smoka z Vovel. Potwór połknął ich żywcem, a gdy gwoździe i sztylety przedziurawiły go, obaj Awarowie wydosatli się na zewnątrz razem z wodą z Visany. Jednak ani męstwo, ani zdolności Kraka na razie nie zmieniły faktu, że Analapia, Rox i Azja Środkowa za sprawą Obrzyna znalazły się na równi pochyłej.

*

Krak z towarzyszami broni siedział przy ognisku, gdy wtem nadszedł zwiadowca Znosek, który był karłem.
- Obrzyn jest jak śmierć – rzekł – ciągle niesyty zdobyczy. Jego zachłanność jak morze niezgłębione – machał rękami.
- Znosek, mów jak człowiek – przerwał mu były strażnik smoka z Vovel.
- Otóż dowiedziałem się, że Obrzyn chce zdobyć Bohemię.
- Kiedy? – spytał Krak.
- Jeszcze w tym roku – odrzekł Znosek.
Wojownicy podziękowali zwiadowcy, po czym namyślili się kto uda się ostrzec króla Kroka II w Piropolis. Z jednej strony była to chęć obrony Bohemii, gdzie wciąż jeszcze panowała dynastia dalmacka, a z drugiej – chęć pozyskania sobie cennych sojuszników w walce z Awarami. Ongiś król Bohemii Cudomir I miał maszyny wojenne władne zabijać stolimów służących królowi Analapii, Opolonowi. Druzyna ciągnęła losy, aby rozstrzygnąć kto ma się udać do Piropolis. Wybór padł na Kraka, który mianował swoim zastępcą Wicemira. Przed wyprawą, Krak udał się z drużyną do Ojcowa, gdzie ocalił przed Awarami, następcę tronu w Dendropolis, księcia Irosława. Łagodnie upominał go, aby żył tylko z jedną żoną. ,,Wszak sprośny Kościej żył w wielożeństwie’’ – tłumaczył, lecz było to jak rzucanie grochem o ścianę. Krak samotnie udał się na południe. Szedł przez odludzia narażając się na spotkanie patrolu awarskiego. Raz omal nie został schwytany. Opuścił prowincję Visclę i zaszedł do Montanii. Był zmęczony, a miejsce przez które szedł było niezamieszkałe. Chciało mu się pić, więc podbiegł do strumyka. Rozejrzał się. Nigdzie wokół ludzi, ani nawet rusałek, tylko na gałązce krzewu siedział piękny zimorodek i wlepiał w Kraka czarne ślepki. Gdy ów zaczął pić, ptak przemówił doń:
- Pacis payen, royek Analapiner1! – Krak najpierw się zdumiał,a le tylko na krótko.

,,Żyje tu [w Nawi] piękne i nieszkodliwe wodne ptactwo ‘navaci’ – kaczki, łabędzie, gęsi, perkozy, czaple i inne’’

- czytał w ,,Księdze Latarnika’’. Ten zimorodek był więc sługą Welesa, co zresztą potwierdził.
- Będę twoim przewodnikiem – rzekł, teraz po słowiańsku, zimorodek. Nałowił ryb dla Kraka, po czym zaczął go prowadzić w stronę Bohemii. Dzięki jego pomocy Krak ominął wiele awarskich patroli. Jednak gdy był już zmęczony, stracił zimorodka z pola widzenia. Usiadl na kamieniu i choć wstydził się tego, aż zbierało mu się na płacz. Wtem obok Kraka ukazali się żmij i wilk, których ciała były z płomieni. Čorty.
- Porwałeśśś sssię z motyką na Ssssłońce – zasyczał ognisty żmij.
- Awwrrr... Awarowie zwyciężą! – warknął ognisty wilk. – Obrzyn górrą! Widzisz głupcze w co się wpakowałeś?! Uciekaj do Bohemii. Tam otrujesz króla Kroka II, weźmiesz jego cudną żonę i królestwo. Skończy się twa poniewierka. Nawet jeśli Bohemia zostanie zdobyta, uciekniesz do Slawi, gdzie króluje tatra. Poślubisz ją, a potem... – ognisty wilk przesunął łapą po gardle, a Krak bladł i potniał.
- Posssłuchaj nasss, bo będzie źźźle! Zjemy cię! – syczał ognisty żmij.
Čorty poczęły boleśnie kąsać Kraka, a ten krzyknął:
- Ty co odmówiłaś swego dziewictwa sprośnemu Kościejowi, ciebie o ratunek proszę! – ledwo to wypowiedział, ukazała się mu czarnowłosa pani w bieli, a na której widok Čorty podkulily ogony, po czym czeluśc je pochłonęła. Królowa Tatra wlała balsam w rany i oparzenia Kraka, czym je uleczyła. Następnie zawiesila mu na szyi wielki rubin i wskazała najkrótszą i najbezpieczniejszą drogę do Piropolis. Wielka była wdzięcznośc Kraka.
Król Bohemii, Krok II siedział w ogrodzie pod dębem, u którego stóp niegdyś się urodził i od którego otrzymał swe imię jego odległy przodek, król Krok I, który walczył z Aleksandrem Wielkim. Siedząc tam, jadł śniadanie razem z dworem, gdy nagle strażnicy przyszli doń z jakimś zdrożonym, młodym wędrowcem o czarnej brodzie, potężnym jak rozłożysty dąb, mówiącym coś o Awarach i królowej Tatrze. Król dał znak, aby go umyć, ubrać, nakarmić, napoić i wprowadzić do ogrodu. Krak stanął przed Krokiem.
- Jestem Rzymianinem, lecz mieszakm w Analapii. Nazywam się Marcus Filipus Grakchus, lecz Analapowie nazywają mnie Krakiem, lub Krakusem.Mój kraj, to jest ... Analapię okupuje król Awarów Obrzyn. Wiem, że planuje również napaść na twój kraj, królu. Nawet Hanibalowi, gdyby żył nie życzyłbym, aby był jego poddanym. Nie mamy króla. Czy możesz nam pomóc?
- Mogę – odpowiedział Krok II – ale waszym królem być nie chcę.
- Nawet nie myślałem o tym – odrzekł Krak.
Król Bohemii czym prędzej wypowiedział wojnę Awarom, po czym z całą swą armią ruszył oswobadzać Analapię. Krak tymczasem z Analapów, którzy się schronili w państwie króla Kroka zorganizował regularną armię i wkroczył do Analapii. Imperium Obrzyna zatrzęsło się w posadach. Powstanie w całym państwie, dezercje na stronę wroga i ci Bohemianie i ich machiny! Krak rychło objął dowództwo nad całą Analapią – dzięki swej dzielności i zdolnościom, oraz dzięki rubinowi od Tatry. Świecił on tak silnym światłem, że w nocy przy jego blasku, można by podkuć konia. Ów klejnot przekonał króla Kroka II, że Krak naprawdę spotkał na swej drodze Tatrę, a wśród Analapów zapewniał mu szacunek mimo obcego pochodzenia.
Awarowie walczyli niechętnie i pod przymusem. Szczerze życzyli swemu królowi śmierci w boju, choć różnie z tym bywało. Nie brakło też takich co lubowali się w grabieżach i okrucieństwie. Nagle z bohemijskiej wielkiej kuszy na kołach, wystrzelono zaostrzony pień prosto w brzuch Obrzyna. Olbrzym upadł, by już nie wstać więcej.
- Agej ... zwycięzca... – wyharczał, a okrutny Irosław z Roxu rozbił mu głowę toporem. Tak skończyło się panowanie awarskie w Sklawinii. Jednak sława po Obrzynie pozostała. Od jego imienia utworzono nazwę ,,olbrzym’’ i ruskie przysłowie: ,,Wyginęli jak Obrzy’’.

*
Krak koronował się w Neście, jednak nie chciał, by była ona stolicą jego państwa. Zachęcony przez Wieszczycę Losu, Bożenę, mówiącej mu o przyszłej świetności niezbudowanego jeszcze grodu, nakazał zbudować stolicę w prowincji Viscli, na wzgórzu Vovel i nad rzeką Visaną. Kosztem wielu mozołów wzniesiono nowy gród z zamkiem króla na wzgórzu Vovel. Oprócz Analapów pracowali greccy i rzymscy architekci, a słynna biblioteka w Aleksandrii dostarczała kopi swych zbiorów do majacej powstać grodowej biblioteki. Rzymskie cyrki dostarczyły zwierząt, ale nie po to by Analapowie je pozabijali, lecz by można je było badać i radować się ich pięknem. Rzeźbiarze z Grecji mieli wykuć w marmurze pomnik Skuby Smokobójcy i wiele innych. Gdy Krak zapytał czyim imieniem nazwać stolicę, ,,Swoim’’! – zakrzyknęły tłumy. Tak oto Grakchus nadał miastu starokrasną nazwę ,,Grakchov’’ i łacińską ,,Cracovia’’. Po angielsku nazywa się ,,Cracow’’, po niemiecku ,,Krakau’’, w jidysz - ,,Kroke’’, a po polsku - ,,Kraków’’. Był on stolicą za Kraka, Lecha II, Juliusza, Wandy, aż dopiero król Wilk I z powrotem przeniósł stolicę do Nesty.
Krak żył w przyjaźni z królem Bohemii, Krokiem II. Obaj zawarli porozumienie.

,,W imię Ageja i Enków. My, Marcus Grakchus, król Analapii etc, etc, i Krok II, król Bohemii etc, etc, przysięgamy sobie i swoim krajom, że nie będziemy napadać na siebie i będziemy siebie nawzajem bronić przed najazdami. Kresy północne / południowe zostają przy Analapii, co najmniej tak długo jak dynastia dalmacka utrzyma się w Bohemii, a dynastia Grakchidów w Analapii. Jeśli kłamiemy niech nas Weles wyzłoci i będziemy złoci jak złoto’’.

Żadna ze stron nie naruszyła układu.



*
,,Gajusz Juliusz Cezar, król i kapłan drapieżnego ludu Rzymian podbił Galów, walczył z Brytami, aż wbił włócznię w kraj Analapów’’

- encyklopedia ,,Obraz świata’’ z V wieku n. e.

Cezar oczywiście nie był królem – zapewniał Innowojciech Błyszczyński. Kiedy najeżdżał Analapię był członkiem trumwiratu, razem z Krassusem i Pompejuszem. Podbiwszy Galię, zapragnął ujarzmić Słowian, których znał tylko z opowieści konsula Mariusza. Tu ,,Codex vimrothensis’’ podaje dwie wersje. W pierwszej, Cezar po podboju całej Germanii, przekroczył Lebanę. Jego flota zajmowała kolejno wyspy Ranę, Uznam i Wolin. Bawiąc na tej ostatniej wyspie, Cezar wbił swą włócznię w ziemię, na znak, że przechodzi ona pod panowanie Rzymu. Włócznię tę przechowywano na Wolinie, jeszcze wiele wieków po kampanii Cezara. W drugiej wersji, Rzymianie zaatakowali od południa, a wbita w montańską ziemię włócznia Cezara, po wojnie została przez Kraka ofiarowana chramowi Świętowita na Wolinie, gdzie pozostała długie wieki. Jakkolwiek by było, król i wódz szybko się spotkali. Cezar już słyszał o Kraku.
- Analapią rządzi nasz były rodak, Grakchus – mówił rzymski zwiadowca. – Został wygnany z Republiki za liczne zbrodnie.
Gdy obie armie stanęły naprzeciw siebie, Cezar zwrócil się do Kraka, nazywając go zdrajcą, że jako Rzymianin ma obowiązek poddać pokojowo Analapię Rzymowi. Na to Krak:
- Dla ciebie i dla mnie, Roma jest matką, lecz dla mnie Analapia jest żoną – na co Cezar żachnął się.
- Nikt nie może kochać tego głupiego kraju, gdzie tylko ryby nie biorą! My was podbijemy, zromanizujemy i wyjdziecie na ludzi.
- Mylisz się Cezarze – rzekł spokojnie Krak, choć jego wojów rozwścieczyła ta przemowa. – Nienasycona jest zachłannośc ludu rzymskiego. Kiedy mój przybrany kraj atakował Aleksander Wielki, to raz jego najlepszy wojownik zmierzył się z synem króla Częstogniewa II, Kizimierzem i go uśmiercił. Tak ja proponuję, by oszczędzać krew naszych wojsk, byśmy my obaj w imię Analapii i Rzymu stoczyli bój zamiast bitwy – Cezar poczerwieniał na tą zuchwałość ze strony króla barbarzyńców.
Najsilniejszy legionista chciał zastąpić swego wodza w walce, lecz ten uważał uchylenie się od niej za hańbę. Niebawem obie armie ujrzały pojedynek obu Rzymian na miecze. Walczyli zaciekle i obaj dorównywali sobie siłą i sprawnością. Mogli tak walczyć godzinami. Krak odepchnął na chwilę przeciwnika, gdy wtem z nieba spadł piorun i uderzył we wzgórze, na którym walczyli obaj Rzymianie. Stali oni z mieczami w dłoniachy, po obu stronach błyskawicy.
- Bogowie, czemu nie chcecie bym podbił ten kraj?! – jęknął Cezar myśląc, że to Jowisz spuścił ten piorun, tak jak ongiś gdy rozdzielał walczących Herkulesa i Apolla. – Mogę walczyć z ludźmi, ale nie z bogami. Czego od nas chcesz, zwycięzco?
- Ani nie uświetnisz mego triumfu, ani nie zawiśniesz na krzyżu – rzekł łagodnie Krak. – Domagam się tylko by twoja armia opuściła ten kraj, a twoja córka Julia, której krasa nie sobie równych, została moją żoną. Jeśli się na to zgodzi – dodał.
- O tak – wykrzyknął Cezar. – Spełnię wszystkie twe prośby, wybrańcze bogów i jeszcze twa żona dostanie Bawarię w posagu! – wśród legionistów rozległ się gniewny pomruk i padło słowo ,,zdrajca’’. Kiedy Brutus i inni sztyletowali Cezara, ostatni morderca rzekł: ,,To za Bawarię. Nie sprzedaje się Matki’’.
Po uzgodnieniu warunków pokoju, Cezar przysłał Krakowi swą córkę Julię, czarnowłosą o niebieskich oczach. Wyglądała niemal jak Tatra, ale włosy sięgały jej ledwie ramion. Wielka była miłość króla i królowej Analapii, a ojciec Julii przekonał się, że Kraka wygnano niesprawiedliwie. Analapowie pokochali ,,królową Analapii i Bawarii’’ za jej dobroć. Tymczasem niedługo po ślubie przyszło się jej mężowi zmagać z trzecią falą najeźdźców – z Wandalami.



*
Wandal, syn Buka, syna Dobromira był praojcem germańskeigo ludu, nazwanego jego imieniem. Mieszkali oni w Nürcie, lecz parli na poludnie. Pod wodzą niejakiego Wandalina (Vandalinus) przepłynęli Morze Srebrne i wylądowali na brzegu analapijskiej prowincji Pomori, na ziemiach przedpotopowego Pomerlandu Okidentalnego. Pokonując słowiańską flotę zajęli Wolin i Uznam, przepłynęli Zalew Sediny i poczęli oblegać Sedinum. Po Analapii rozeszła się wieść: ,,Sedinum broni się nadal’’. Krak wyruszył do Pomori i stamtąd wysłał list do Julii Rzymskiej:

,, [...] Rozprawa z Wandalami była krótka. Obroniliśmy Sedinum, odzyskaliśmy Wolin i Uznam. Król Wandalin nie chcąc wpaść żywy w nasze ręce, kazał słudze przebić się mieczem. Jego ciało kazałem z szacunkiem pochować. Agej zwyciężył moimi rękami. Niedola ostatnimi czasy nie oszczędzała Analapii. Smok z Vovel, Obrzyn, Cezar, Wandalin – ich działania pochłonęły wiele ofiar. Bożena Wieszczka [wspomniana już Wieszczyca Losu] mówi, ze Agej ześle nam Dolę, że po nocy Dennica dzień ogłasza’’.

W innej wersji zanotowanej w ,Codex vimrothensis'’’, Krak gromił Wandalów w Burus, broniąc ziem trzech konatów sprzymierzonych z Analapią. Julia Rzymska urodziła trójkę dzieci: Juliusza, Lecha II i Wandę. Juliusz otrzymał imię po pokonanym przez ojca Cezarze, Wanda (Vana) po Wandalach i ich królu Wandalinie, zaś Lech II po pierwszym królu Analapii.



*
,,Wtem z tłumu idzie ta, co zwą Weroniką
Trzymając biała chustę w swoich rękach.
Ociera Panu twarz, Tę, przenajświętszą twarz
Tak bardzo znieważoną przez złość ludzką’’ – Ojcowie Cystersi ,,Droga Krzyżowa’’.

Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze jedną legendę z ,,Codex vimrothensis’’...
Krak znał na bieżąco wszystkie wydarzenia w Sklawinii, Germanii i w Imperium Romanum. Raz usłyszał wieści z dalekiej Palestyny o żydowskim nauczycielu zwanym ,,Crostos’’. ,,Żydzi mają wielu nauczycieli’’ – taka była jego pierwsza myśl na tę wieść. Jednak Julia Rzymska miała proroczy sen. Ujrzała w nim owego Crostosa, przed którym padła na twarz cała Sklawinia, a On uzdrowił ją, oświecił i oczyścił i uszlachetnił. Sen ów zaciekawił Kraka, aż napisał list do Crostosa i wysłał z nim gońca do Palestyny. Niestety, poseł od Kraka nie ujrzał tego czego się spodziewał. Wyobrażał sobie, że ujrzy Crostosa w pysznym stroju królewskim czy cesarskim, z mieczem czy maczugą junaka czy ,,bogatyra’’, w szacie kapłana, czy filozofa... Nie. Ujrzał Człowieka całego we Krwi, w koronie z ciernia, wyszydzonego i przybitego do Krzyża. Mityczny Teost mordowany przez Amosowa nawet w połowie nie wycierpiał tyle co On. Poseł z listem, smutny wrócił do Grakchova. Jednak król nie stracił nadziei. Kazał posłowi wracać i przyprowadzić na swój dwór któregoś ze świadków Crostosa, aby opowiedział mu o nim. W międzyczasie, ukochaną córkę Grakcha, Wandę szerszeń użądlił w oko. Straciła w nim wzrok, a oko zgniło i z niego wyszedł paraliż, który przykuł Wandę do łóżka. Mogła tylko ruszać głową i ustami. Na wezwanie Kraka przybyła z Palestyny Serafia, znana jako św. Weronika, a jej imię znaczy ,,Prawdziwy Obraz’’. Opowiedziała królowi i jego dworowi o Crostosie, oraz pokazała im chustę, którą w ów  piątek wytarła z Krwi, potu, błota i śliny Jego twarz. Opowiedziała o boskości Crostosa i o Jego zmartwychwstaniu. Gdy mówiła o Jego cudach, Krak westchnął.
- Gdyby tu był, moja Wanda byłaby zdrowa.
- Na tej chuście odbiła się Jego twarz – rzekła Serafia. – Wierz, a uzdrowi twoją córkę – tak się też stało.
Krak i Julia chcieli wystawić Serafii ogromny pomnik, lecz odmówiła.
- To Jego zasługa – rzekła. Tu legenda się urywa.

1 Pokój tobie królu Analapów!

Jak Boruta ze złym wodnikiem wojował


,, [...] Wodnik Perepłut, syn Łobastki został sługą Boruty i Leśnej Matki na początku ery dziewiątej, nie wiadomo za której królowej. Przybierał różne postaci. Jego brat Močar nie przyjęty na służbę do Rokitnicy, stał się sługą Rykara’’ – M. Rymwid ,,Nymphologia’’.


Dwoje dzieci, Przemko i Wańdzia zabłąkało się w lesie. Było to w czasie wojny toczonej przez Analapów i Lud Roksany przeciwko jarzmu awarskiemu. Do Analapii przybył już Krak, szewc Skuba zginął w boju, a Irosław poślubił Krywicę, Dulebę i Smolenicę. Dzieci pochodziły ze wsi zwanej Łabędź, którą za pomoc udzieloną powstańcom spalili słudzy króla Obrzyna. Chłopiec i dziewczynka, mniemając, że ich rodzice zginęli w płomieniach, opuścili zgliszcza, by w sąsiedniej wsi zwanej Skorodka, przygarnęli ich krewni. Było południe, a do zwykłej symfonii lasu dołączyły głosy rogów i trąb Awarów. Przemko słyszał, że król Obrzyn kazał porywać chłopców, by szkolić ich na okrutnych wojowników zwanych ,,Nowym Wojskiem’’. ,,Ukryj się’’! – szepnął do siostry, po czym rodzeństwo słysząc tętent koni, skryło się w krzakach. Z ukrycia, dzieci ujrzały dziwne zmagania. Zza dębu wyjechał na łosiu, junak w ognistej koronie. Miał brązowe włosy, wąsy i krótka brodę, długą, zieloną pelerynę, łuskowy pancerz barwy granatowej, szeroki, brązowy pas ze złotym kołem i przepaskę biodrową z burego futra. W dłoni trzymał miecz z obsydianu z Etny, pierwowzór polskiej szabli. Za jego łosiem szły wilki, rysie, niedźwiedzie, rosomaki i dziki, oraz tury i żubry. Dzieci nie miały wątpliwości, że mają przed sobą Borutę. Towarzyszył mu jadący na tarpanie, wodnik zwany Perepłutem. Z naprzeciwka, z kniei wynurzył się drugi wojownik. Na karym ogierze jechał wodnik o długich, białych włosach, szarej, pokrytej podobnymi do krost naroślami skórze i o długich, płetwiastych stopach. Prowadził oddział konnych Awarów, walczących pod chorągwią przedstawiającą półnagiego olbrzyma w koronie, z maczugą na czerwonym polu. Podobny do ropuchy wodnik złapał muchę, swoim długim językiem, po czym czym wrzasnął:
- Witaj zabójco Nilatsa!
- Močarze – Boruta zwrócił się do wroga – wybrałem miast ciebie, twego brata Perepłuta, idąc za radą Ageja, co patrzy w serce i który jest nieskrępowany w wyborze swych sług.
- Bij, zabij, morduj! – wrzasnął Močar do Awarów.



Wtedy to Boruta uderzył w leśne runo obsydianowym mieczem, zaś konie Awarów i Močara zapadły się w ziemię po brzuchy, ku przerażeniu jeźdźców. Dziewanna Šumina Mati nie uczestniczyła w tej walce, lecz prosiła męża, by nie zabijał ludzi. Leśna Matka była wojowniczką lepszą od najlepszej z Amazonek. W strzelaniu z łuku, walce mieczem, toporem, maczugą, oszczepem, biegach, skokach i pływaniu, ona i Dziwica nie miały sobie równych. Jednak miękkie serce leśnej królowej wzdrygało się nawet przed zabijaniem barbarzyńskich głupców rąbiących lasy, za bardzo bowiem kochało ludzi i inne stworzenia. Jej jednorożec był świetnym rumakiem bojowym, mogącym atakować zarówno rogiem, zębami, jak i przednimi kopytami. Jego pani, razem ze śmiertelniczkami pielęgnowała rannych, zaś swemu mężowi ruszającymi do boju, leśna królowa zawiesiła na szyi złoty nawęz – Tarczę Swaroga, którego promienie oślepiały Čorta.
- Nie umiemy walczyć z tak potężnymi czarownikami – bezradnie rozłożył ręce awarski wojownik Garapta.
- Tchórzu! – spoliczkował go Močar. – Będziemy walczyć pieszo.
Ledwo Awarowie wyciągnęli stopy z ubabranych ziemią strzemion, gdy Boruta znów uderzył leśne runo mieczem i gwałtu – rety! Cały oddział z krzykiem i płaczem zapadł się po szyje! Močara to nie dotyczyło . Porwał włócznię i natarł na Borutę, który wtem zeskoczył z łosia i uczynił broń przeciwnika bezużyteczną za pomocą miecza. Močar również wyjął miecz, jednak nie obsydianowy, lecz żelazny. Dzieci nie mogły oderwać oczu, choć bardzo się lękały. Jakiś żubr nagle zamarzył sobie o burakach. Wtem Boruta dotknął ręką jego pyska i nasycił go burakiem. Tę okazję wykorzystsał Močar. Już miał rozpłatać leśnego króla, gdy ten uderzył swoim mieczem w jego miecz. Na wszystkie strony poleciały kawałki żelaza. Močar rozdziawił usta. Boruta go pojmał, zawiodł przed sąd Ageja, który odesłał sługę Čortów do Čortieńska.
- Powrócę, gdy Nilats zwycięży! – na pożegnanie ryknął Močar.
Dzieci odetchnęły. Awarowie i ich konie zostali uwolnieni i leśne zwierzęta wygnali ich z lasu. Przemko i Wańdzia doszli do wsi Skorodki. Wielka była ich radość, gdy ujrzały tam swoich rodziców.

Koniec dynastii


,,Wyginęli jak Obrzy’’ – przysłowie ruskie.

Tego dnia Nestę i całą Analapię okryła żałoba. Na łożu śmierci leżał pogrążony w gorączce, król Leszek II Płodny (Laškek ov Dugyj Jurnyj), syn Leszka I Wyścigowego (Laškek ov Peresyj Avrihos). Ów ostatni zawdzięczał swój przydomek sposobowi dojścia do władzy. Jego ojciec, król Jurandot miał wielu synów i aby rozstrzygnąć, który ma po nim objąć władzę, zorganizował wyścigi wozów. Niestety jeden z zawodników, imieniem Mykita rozsypał na trasie przejazdu kolczaste kule, które srodze pokaleczyły niepodkute konie rywali. On sam dojechał do mety, bo jego konie nosiły podkowy. Wygrał. Dwóch braci nie wzięło udziału w wyścigach z powodu zbyt młodego wieku. Byli to Leszek i Sławdar. Wynagrodzili to sobie, biegnąć po trasie wyścigu. Wówczas wyszło na ajw oszustwo Mykity. Leszek mimo srogich okaleczeń, dobiegł do mety pierwszy. Gdy się o tym dowiedział król Jurandot, ukarał Mykitę zamykając go dożywotnio w wieży nad brzegiem Morza Srebrnego bez pokarmów i napojów, zaś Leszka uczynił swym następcą, nie zważając przy tym na jego prośby darowania, bądź złagodzenia kary, jakiej został poddany jego brat. Leszek II Płodny umierał pogodnie, marząc o Nawi Jasnej. Na jego uroczysty pogrzeb przybyli królowie Nürtu, Germanii, Bohemii, Roxu, Sarmacji, Svamii, królowa Slawii, konaci Burus, a nawet konsul rzymski Mariusz. Analapów napawała wielkim smutkiem nie tylko śmierć dobrego władcy, ale też brak następcy tronu. Leszek miał jedną żonę, imieniem Grusza, której łono opuściło czterdzieści córek. Wszystkie dożyły dorosłości. ,,Codex vimrothensis’’ podaje ich imiona: Kryvica, Duleba, Smolenica, Łużyca (Lužica), Miłża, Morava, Polewa, Vorava, Styrica, Karyntina, Drzewa, Tatrzyca, Lubosza, Lubusza, Skrewa, Viadrina, Sedina, Vkra, Pakla i Obra – dwie kapłanki oddane swojemu ludowi, które zamieniły się w rzeki, by ocalić zagrożonego przez Teutonów bohatera .... To samo źródło nazywa Leszka ,,ojcem plemion’’. Krywicę. Dulebę i Smolenicę w czasie najazdu awarskiego, poślubił ksiażę z Roxu, Irosław.
Pojął za żony wszystkie trzy, wbrew woli Ageja, a sprzeciwiającego się kapłana kazał skrytobójczo zabić. Krywica o rudych włosach zrodziła księcia Oczeretnika, praojca Krywiczów, żyjących na białoruskiej ziemi. Pewnego razu będąc jeszcze dziewczęciem znalazła przemoczoną pszczołę. Zlitowała się nad nią, osuszyła jej skrzydełka i karmiła miodem, aż owad przybrał rozmiary konia. Nadała jej imię ,,Ayama” i latając na niej przeżyła wiele przygód. Raz spotkała wynurzającego się z ziemi syna Mokoszy, kreta wielkości słonia wyrządzającego wiele szkód. Ocaliwszy go przed myśliwymi, wymogła na nim przysięgę, że więcej nie będzie szkodzić ludziom. Było to jeszcze w Analapii, w prowincji Podlesie. Duleba była pramatką Dulebów, zaś na cześć złotowlosej Smolenicy, Irosław kazał zbudować gród zwany obecnie Smoleńskiem. Dynastia dalmacka wymarła w Analapii , przetrwała dłużej w Bohenii, a najdłużej w Roxie.



*

Każdej wiosny Jarowit wzmacniał pierwszym grzmotem łańcuch krępujący Gonyrycza. Jednak łańcuch nieubłaganie stsawał się coraz słabszy, wreszczie pękł i potwór z hukiem niszcząc Pasmo Gorynycza wypełzł na powierzchnię, szzydząc z Jarowitowych piorunów. Zacuchnęło siarką i powierzchnia zaroiła się od Čortów. Gorynycz ryknął i uderzył całym ciałem o ziemię. Jego skóra pękła i wyszedł z niej nowy potwór – smok. Miał łeb rekina lammy, skrzydła czarnego orła Ridana, cztery szponiaste łapy, kadłub krokodyla, a ogon długi i kolczasty. Plunął ogniem, a Čorty zawołały:
- Któż jak smok, wielki, straszliwy i bezlitosny, łycar i hospodar, pogromca Enków, postrach świata! – wołały Licho, Čart i Przegrzecha.
Jego żoną była mamuna Locha. Zionął ogniem na wschód – i spłonęły lasy Białopolski. Plunął na północ i zatruł wiele jezior w Nürcie. Ryknął w stronę zachodu i zburzył Londinium i Lutetię Parisiorum. Tupnął łapą w kierunku południa - i Rzym nawiedziło trzęsienie ziemi. Następnie poleciał do Afryki i osiadł w miejscu, gdzie przed potopem znajdował się gród Bajadorsk z cudowną fontanną. Stanął nad brzegiem Morza Ciemności i ryknął. Na jego zew pospieszyły morskie potwory o trudnych do wymówienia nazwach – macie zatopić lądy stworzone po potopie! – rozkazał smok. Natychmiast skryta magiczną mgłą przed korsarzami zza Słupów Heraklesa, a przez to uznana za zaginioną Atlantyda, którą rządził król Ardanazy XX, Antilla, Avalon, Golkonda, Hy Brasil, Eldorado, Mu i Lemuria znalazły się w niebezpieczeństwie. Mokosza i Jurata przybyły tam by ostrzec i prosić o pokutę, lecz ich mieszkańcy nie chcieli ich słuchać. Byli pogrążeni w okrucieństwie i rozpasaniu, które nazywali ,,wolnością” i ,,miłością”, toteż potwory zatopiły ich i teraz już nie ma tych lądów. Tymczasem Smok poszybował do pozbawionej króla Analapii i osiadł w prowincji Viscli, w jaskini u stóp wzgórza Vovel. Odtąd zwano go smokiem z Vovel lub wawelskim. Biedna Analapia! Nie ustawał w niej Chaos, rozboje a smok szalał w najlepsze. Na próżno różni ludzie usiłowali go zgładzić różnymi sposobami. Do bezkrólewia i smoka nadeszło trzecie nieszczęście – najazd.



*

Było raz trzech olbrzymów, jeden pochodził z Prometu, drugi z Bharacji, a trzeci z Sinea. Wyruszyły w świat szukać przygód i bogactw. Jednak olbrzym z Prometu zabił swych towarzyszy wędrówki, gdy spali, zabrał ich złoto i postanowił, że będzie ich królem. Nazywał się Obrzyn. Przybył do kraju Awarów, gdzie właśnie wygasła dynastia i sam jeden podbił cały lud. Rządził nim krwawo i przyłączył do swych włości cały Promet i kraje ościenne w tym Taj-Każk, a granice jego imperium sięgały Rzymu, Bharacji i Sinea. Nienasycony swoimi zdobyczami w niedługi czas po śmierci Leszka II Płodnego wyprawił się na Słowian. Dodać należy, że jego poddani z Gór Ikaryjskich nie chcieli napadać na inne kraje. W odwecie król Obrzyn zburzył ich stolicę – Terekabad. Awarowie najpierw podbili Rox, a potem Analapię, aż do Lebany. Wielkie było okrucieństwo króla Obrzyna. Złożył hołd smokowi z Vovel i składał mu ofiary z ludzi, zwłaszcza z niewiast i dzieci. Jego dostojnicy lubili, gdy ich wozy ciągnęły kobiety. Strach wielki padł na Analapię i Rox; powszechnie obawiano się, że nadchodzi koniec świata. Jednak pewna Wieszczyca Losu imieniem Bożena mówiła: ,,Agej jeszcze nas wyzwoli”.

Bereginia



,,Syreny, demony morskie, u Homera 2, później 3 dziewice na pewnej wyspie. Przejeżdżających wiodły śpiewem na zgubę. Odysseus, przejeżdżając obok owej wyspy, zalepił woskiem uszy swych towarzyszy, a sam kazał się przywiązać do masztu. – Przedstawiano s. w postaci ptaków z głowami dziewczęcymi, później jako dziewczęta z ptasimi stopami i skrzydłami’’. - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom XVI Serbowie do Szkocja’’


Biała Dama z Opołonka, gdy dożyła dwustu lat wywędrowała do Nawi, aby wrócić w dowolnym momencie. Białe Damy są bowiem nieśmiertelne. Gdy odchodziła, jej ciało podzieliło się na miriady części, z których powstały istoty do niej podobne. Zamieszkały w starych zamkach, dworach i ruinach.
Królową została syrena Bereginia. Wówczas ustały waśnie między syrenami, okeanidami, najadami, trytonami, morskimi satyrami, sylenami, mnichami i biskupami i morza pełne były ich wspólnego potomstwa. Bereginia od pasa miała postać niewieścią zakończoną rybim ogonem, bursztynowe włosy i zielone oczy. Tak wyglądała większość jej sióstr. Jurata rodziła też syreny o postaci ptasiej z kobiecymi głowami, bądź o postaci niewieściej, lecz ptasich stopach i łabędzich skrzydłach. W rzece Visanie widziano raz białogłowę o wyrastających z ud błoniastych skrzydłach, smoczych łapach i ogonie, zbrojną w miecz i tarczę. W gorących morzach, oprócz powyższych żyły też Syreny Brzydkie. Były to koczkodany z rybimi ogonami.


,,... król osłupiał, gdy stworki zaczęły ‘małpować’ piosenki ongiś śpiewane na Seylanie przez Kellu Simi – Abö, a do tego miast nóg i małpich ogonów miały ogony rybie. Zauważyły przybysza, lecz się nie zlękły. [...] – Obudź swych towarzyszy, mamy dla nich słodką wodę – syrenka podała muszelkę napełnioną przejrzystym płynem – i ryby- wskazała na załom skalny – my zaś wracamy do morza. – Po chwili wszystkie ‘małporyby’ (określenie ukute przez Lecha III) z wesołym, małpim szczebiotem skoczyły w fale’’ – Kosa Oppman ,,Perłowy latopis’’.



Wszystkie syreny były najznakomitszymi śpiewaczkami w dziejach. Niektóre z nich wabiły żeglarzy śpiewem, by ssać ich krew, ale te stanowiły mniejszość. Żywiły się morskimi zwierzętami i wodorostami, obywały się bez domów. Niektórzy opowiadali, że królowa Bereginia żyła jeszcze w erze trzynastej, ale czy to prawda?

Śmierć i wskrzeszenie Mokoszy



Każdej nocy spadały na Ziemię łzy Mokoszy. Miały postać świetlistych smug, a rano zostawała z nich krwawa rosa. Wielka była gorycz matki Europy i Bałkana Łobasty, a wszyscy Enkowie starali się ją pocieszyć. Kult Kani, Obłędka, królowej, niemowląt porośniętych wężami, liczne winy Goplany III i jej poddanych, orgie i dzieciobójstwo – wszystko to wołało o pomstę do Nieba. Mokosza płakała, klęcząc przed Agejem, a do jej łez dołączyły łzy jytnas Europy, Bałkana Łobasty, Anej I, Anej II, Afaraki, Tuvy, Bharatieny i i innych. Agej przemówił:
- Masz tu liść, który neutralizuje działanie pereł Kani. Zabierz go do swoich dzieci i nauczaj je, by zeszły ze złej drogi...
Mokosza przybrała postać rusałki i poszła w świat. Cudowny liść został spalony, Enka była wyśmiewana, bita i nie słuchana. Zabierała porzucone dzieci, leczyła epidemię białej dżumy, której pełno było w nasieniu wodników. Wyśmiewano jej dobroć. Została przyjęta tylko w Ojcowie. Gościł ją wodnik Voytech – ten sam, który przygarnął Vegę. Goplana III wysyłała wilkołaki, by uśmierciły Aredvi, bo pod tym imieniem Mokosza przemierzała świat...



*
Człowiek z rysią głową siedział na tronie wzniesionym na plaży, nad jeziorem Ynanska Lykanus. Wokół niego stały mary w rysich i żbiczych skórach, a przed nim inni Lynxowie trzyamli w pętach jakąś postać niewieścią o długich, złotych włosach, niebieskich oczach, odzianą w białą suknię z zielonym płaszczem i rękawami. Gdy późniejsza królowa Goplana I zabiła jego ojca, Bolę IV Bużanina osieroceni synowie wszczęli walkę o przywództwo. Po serii krwawych pojedynków, korona spoczęła na głowie Boli V, o przydomku ,,Polešuk’’ (Poleszuk). Był kochankiem Goplany III.
- Podobno byłaś, Aredvi, w tym ciemnogrodzie zwanym Ojcowem? – zapytał, lecz Mokosza milczała. – Jeśli tak dobrze cię tam przyjęto, to dlaczego opuściłaś ten grajdół i przybyłaś tu? – nadal milczała. – Wiedz, że ja nie głupi, tu nie Ojcowo, ale Ynańsk. Prawdy nie chcę, bo jest niewygodna – po tych słowach wystawił rysie pazury i wpił je Ence w czoło. Szarpnął mocno i począł zrywać jej skórę z głowy, myśląc ,,Pokażę to Goplanie’’! Wtem – wszyscy zobaczyli Świętowita na białym koniu.
- Za to co robisz mojej żonie, odbiorę co rozum! – zagroził królowi, po czym zniknął razem z Mokoszą – Aredvi. Do Boli V Polešuka przyszedł Obłędek, a król rzucił się na swój miecz wbity w piasek.

*
Rana po pazurach Lynxa zagoiła się, lecz serce Enki pękło. Umarła i przeniosła się do Jasnej Nawi. Ziemia pękła i począł wyciekać zeń pkieł. Najpierw między bułgarską, rumuńską, ukraińską, rosyjską, gruzińską, azerską i turecką ziemią pojawiło się morze, w którym zamiast wody był pkieł. Nazwano je Morzem Smoły. Czarnej mazi było coraz więcej i poczęła zalewać cały świat. Śmierć znalazła w niej Goplana III, zaskoczona w czasie orgii i wielu jej poddanych. Niektórych ocalili Płanetnicy z rozkazu swego króla Laszla. Wśród nich była królewna Vega, która jednak nie chciała zostawić swej matki na pastwę czarnych fal smoły, przeto została siłą zabrana na pokład ,,jaja płomienistego’’.



Świętowit przywdział kir i rzewnie płakał, a z nim inni Enkowie. Cały opustoszały świat okrył się żałobą. Nad stygnącym pkłem unosiły się podziemne straszydła, tańczyły i śpiewały. Ciało Mokoszy leżało na katafalku. Mogłoby się wydawać, że spała, lecz jej pierś pękła i sączył się z niej czarny pkieł. Świętowit stracił z nią wszelką radość, podobnie inni Enkowie. Pewnego dnia rzekł doń Agej:
- Twą żonę można ożywić. Musisz wygłosić mowę o miłości, aby posłużyła do uporządkowania pojęć – Świętowit natychmiast wstał, stanął nad katafalkiem i po chwili namysłu rzekł:
- Miłość to największa rzecz, ale nie wszystko co się nią nazywa jest nią naprawdę – Agej podawał Świętowitowi słowa i prawdy – Agej wie o tym najlepiej. Miłość wykracza daleko poza uczucie, nie jest zakochaniem, ale postawą na całe życie. Wymaga poświęcenia, uczciwości, szacunku, cierpliwości, troski, odpowiedzialności. Największa łączy się z oddaniem życia. Jest tym co można dzielić, a im więcej się dzieli, tym jej więcej. Trwa wiecznie. Leczy samotność, daje radość. Zaciera granicę między dawaniem a braniem, bo więcej radości wypływa z dawania niż z brania – Enkowie spojrzeli na katafalk.
Smoła przestała cieknąć z piersi Mokoszy. Jej oczy powoli się otwierały, wreszcie z ust padło pytanie:
- Gdzie jestem? – smutek przerodził się w wielką radość.
*
Na spustoszonej ziemi wyrosły drzewa, krzewy, kwiaty i trawy, wytrysnęły wody morskie i rzeczne, zaroiło się od zwierząt. Jarowit zagnał piorunem Čorty z powrotem do Čortieńska. Pkieł zniknął z powierzchni globu, a ostatnim śladem po kataklizmie było Morze Smoły. Skończyła się era dziewiąta...


Goplana III



,,Koniec świata nastąpi, gdy wodniki będą się żenić ze sobą’’ – przepowiednia królowej Siubieli Morskiej.


Było to za Goplany II. Pewnego dnia, z nieba poleciały duże, świecące perły. Padały nad wody, na lasy, łąki, stepy, góry; pełno ich było na wschodzie, zachodzie, północy i południu. Rusałki i wodniki, Wiły, mieszkańcy morza, mory i mamuny – wszystkie te istoty poczęły je łapać zachwycone ich pięknem. Perły te sprawiały, że istoty męskie zapałały pożądaniem do innych istot męskich, a żeńskie do żeńskich. Spuszczał je Čort, Kania o rudych piórach. Byli tacy co zasmakowali w nowej formie współżycia i podejmowali ją nawet bez udziału Kaniowych pereł – była to robota Obłędka. Pary męsko – męskie i żeńsko – żeńskie wychowywały dzieci. Następna królowa – Goplana III miała stu mężów i osiemnaście żon, z których największymi względami otaczała Aralię Nowodworską należącą do leśnych ludzi. Za Goplany III uwarzono z ziół wiele substancji, które zabijały poczynające się dzieci – królowa wynalazła taki specyfik, który wykrwawił pewną matkę. Jej dziełem jest też metalowa spirala umieszczona w macicy i zabijająca gnieżdżący się w niej zarodek. Wówczas zabijano dzieci przed i po narodzeniu, z czaszek niemowląt królowa i ród Nowodworskich wznosili piramidy. Przed narodzeniem wyrywano je kleszczami lub zalewano żrącymi płynami. Zwłoki oddawano mamunom do zjedzenia, karmiono nimi krokodyle w rzece Gangos, lub duszono. Akuszerki pytały, czy mają oszczędzić dziecko, czy je ,,odesłać Enkom’’. W jeziorze Gopło po raz pierwszy zaczęto handlować najadami w różnym wieku, aby się oddawały za pieniądze trafiające do ich właścicieli. Nad brzegiem jeziora, królowa wzniosła pierwszy zamtuz. Ściany domów pokrywały malowidła przedstawiające różne formy współżycia cielesnego. Goplana III pierwsza zaczęła pokazywać środkowy palec i kazała czcić siebie jako najwyższą kapłankę Kani i Mar – Zanny. Na wiosnę wprowadziła święto Kani – czczono je ucinając głowę czarnej, lub rudej kani (na polskiej – śląskiej ziemi kogutowi) i uczestnicząc w orgii, którą zaczęła też świętować Kupałę. Od wstąpienia na tron do śmierci, rozpusta szalała na jej dworze. Prym wiedli Nowodworscy. Pewnego razu, z nudów zamknęła swoich niewolników z plemienia leśnych ludzi w komórce i podglądała przez szparę, aż stracili rozum. Miała długie, blond włosy i jedno oko modre, a drugie czarne, niczym u Aleksandra Wielkiego. Ubierała się w łachmany barwy krasnej, aby pokazać, że ,,jest ze swymi poddanymi’’. Jako pierwsza założyła czarny, skórzany płaszcz. Codziennie była pijana.

,,- Jestem Vega – przedstawiła się rusałka siedząca po prawej stronie Kurki’’ - ,,Tatra cz. I Misja’’.

Jedynym dzieckiem Goplany III była córka Vega. Matka nienawidziła jej, bo obawiała się, że będzie ona piękniejsza od niej. Wreszcie rozkazała służącemu jej wodnikowi z Ojcowa, imieniem Wojciech (Voytech), by wyprowadził Vegę do lasu i tam zabił. Wodnik zabrał ze sobą królewnę i szli tak długo, aż zaszli do Ojcowa. Tam Wojciech przygarnął Vegę i wychowywał jak córkę, razem ze swą żoną. Ojcowo było jedynym miejscem, które oparło się szalejącej rozpuście i dzieciobójstwu. Goplana III nazywała je ,,zacofanym ciemnogrodem’’.

,,... Na sabacie wywołała ducha Goplany III, aby nauczyła ją rozpusty, lecz teraz nie chce od niej odejść i bardzo dręczy. Chciałbym abyś jej pomogła, bo wiem, że masz dobre serce’’

- mówił w erze jedenastej Agej do Kaztii.


Goplana I



Czy znacie Goplanę, królową jeziora Gopło z ,,Balladyny’’ Juliusza Słowackiego? Była to Goplana IV z ery trzynastej. Jeszcze za panowania Beregini, nad Ynanska Lykanus wznosił się tron króla Lynxów, Boli IV Bużanina, a w lasach porastających ruiny Białej Wieży rządził koronowany Neur, Nyria VII. Gdy pewnego dnia, syrena nie wyszła na morski brzeg, a mieszkańcy morza nie wiedzieli co się z nią stało, Bola i Nyria przybyli nad Visanę w ważnej sprawie...



*
- Ile masz wojska, panie bracie? – spytał Bola IV.
- 121 pieszych; zbrojnych w kopie i włócznie, 188 wojowników zamienionych w wilki, 100 konnych, 14 korabi, a do tego szary pył, którym możemy niechętne nam jeziora i rzeki obracać w kamień – wyliczał król Neurów.
- Ja mam 60 wojowników zamienionych w rysie, 100 jadących na turach, 1 korab... – chwalił się król Lynxów.
Obaj siedzieli w zarekwirowanej chatce z mułu i sitowia za stołem z nefrytu, na którym stały gąsiory wódki. Oddawali się pijaństwu, gdy w drzwiach ukazała się rusałka w czerwonej szacie o świecących oczach (jedne było niebieskie, drugie zielone) i czarnych włosach. Nyria VII na ten widok zamienił się w wilka i zawył. Rusałka trzymała kryształowe gąsiory z wódką.
- A nie myślałeś panie bracie – Bola IV Bużanin mówił to pod postacią rysia – co taka czuje, kogo kocha, kiedy płacze, co lubi i inne takie?
- Ja nie myślę – zaprzeczył z butą – ja się podniecam! – zawołał wilkołak.
Tymczasem dziwożona postawiła gąsiory na stole.
- Naści panowie wódeczki – przemówiła słodko.
- A czy czasem panienka jej nie zatruła? – odparł Bola. – Może pierwiej panienka sama spróbuje? – wzięła i wypiła łyk.
Królowie spojrzeli i zobaczyli, że nic się jej nie stało, toteż rzucili się ku napitkowi i obcy był im wszelki umiar.
- A teraz zaprowadzisz nas na Gopło, bek! – mówił Bola. – Na hak weźmiemy jego mieszkanki, bek! A potem, beeeeek! Z Gopła będzie kamuszek. Beeeek! – tymczasem Nyria śpiewał pijacką piosenkę:

,,Niech żyje trzeźwość,
Trzeźwość i rozsądek,
Niech żyje pijatyka
I winko niemłode’’!

Rusałka patrzyła na nich z odrazą. ,,Jeśli wypija jeszcze, to posną’’ – myślała. Istotnie – puste gąsiory leciały im z wilczych i rysich łap, oczy skleiły się, obaj władcy ułożyli się wygodnie na stole i doniosłe ,,hrrrrr’’ wstrząsnęło ich ciałami. ,,Teraz albo nigdy’’ – na ścianie wisiały ich szable, zrobione z ości ogromnych ryb z jeziora Lykayuk. Dziwożona ostrożnie zdjęła broń i ciach! – uderzyła w kark śpiącego Neura. Zaraz potem uderzyła znów, aż wilcza głowa spadła ze stołu. Zabity król przybrał ludzką postać. Bola miał ciężki sen, bo Zmora ukarała go za pijaństwo. Otworzył jedno oko i ujrzał rusałkę z zakrwawioną szablą. Zerwał się na cztery łapy i już miał zawołać straż, gdy szabla ze świstem pozbawiła go głowy. Oba czerepy zostały włożone do torby. W drzwiach ukazała się druga rusałka.
- Już ich pani zabiła? Czas wracać – obie przybrały postać świateł i znad Visany poleciały nad Gopło. Noc kończyła się.

*
Królowie Bola IV Bużanin i Nyria VII posatnowili podbić świat. Gdy tylko Bereginia zaginęła urządizli naradę wojenną. W niebezpieczeństwie znalazło się równięz jezioro Gopło na polskiej ziemi. Urodziła się w nim Goplana; było to imię jakich wiele. Gdy posłyszała, ze księżna jeziora zamierza się poddać, satnęła przed wszystkimi jego mieszkańcami i obiecałą przynieść wyzwolenie. Zabrała swoją służącą i obie, poleciwszy się opiece Ageja i Enków udały się nad Visanę. Uroda Goplany pozyskałą jej zaufanie lynxyjsko – neuryjskiej straży, zaś obaj królowie z ochotą wpuścili ją do siebie. Kosztowało to ich życie...
- Teraz zaczną się kłócić między sobą o przywódzctwo – domyśliła się Wela, służąca Goplany. Tak też się stało, bo obaj władcy mieli mnóstwo synów, w końcu do podboju nie doszło.
Gdy wróciły nad rodzinne jezioro z głowami Boli i Nyrii, obrano jedną z nich za królową – założycielkę ostatniej dynastii. Goplana I należąła do najlepszych rusałczych królowych. Jej ulubionym zwierzem był żubr, na którego grzbiecie jeździła. Nieposłuszna ostrzeżeniom driad, obecnych na jej dworze wsiadła na jego grzbiet jesienią, podczas gonu. Jej wierzchowiec walczył z innym żubrem, a królowa spadła z jego grzbietu pod kopyta i zginęła stratowana.  

Wojna i zima



Gałęzie ogołoconych z liści drzew uginały się od czaszek, głów wysmarowanych olejem rycynowym, jelit, rąk i wisielców. Od czasu zjedzenia żołędzi dębu Baublis, ludzie stali się pyszni, okrutni, chciwi i zaborczy. Zwiedzeni przez Čorta Mieczywłada wynaleźli miecze, łuki i strzały, włócznie, maczugi, młoty, topory, sztylety, oraz szłomy i szczety, prymitywne zbroje. Rozpoczęli pierwszą wojnę w swych dziejach. ,,Nie jest dobrze, abyśmy żyli razem ze stworami. Pozabijajmy je’’. Ludzie zaczęli mordować rusałki i wodniki, czarownice, południce, nocnice, żmijów, Lynxów, Neurów i inne rasy. Krwią spłynęły Man i Wyspa Zajęczan. Wierzono, że stwory są podstępne, złośliwe i chcą wybić ludzi. Opowiadano o rusałkach porywających dzieci, Lynxach i Neurach urządzających zasadzki w lasach, o krasnoludkach pozbawiających wzroku, o żmijach pod postacią węży kąsających ludzi... Szybko zaczęły się pogromy leśnych ludzi ,,dzieci potwora i gorszej rasy’’, których oskarżano o picie krwi, rytualne mordy i przygotowywanie spisku w celu wyniszczenia dzieci Novalsa i Aivalsy. Niebawem biali mordowali i obracali w niewolników Murzynów i Sineańczyków, Bharatyjczycy ludy Imalainu, mieszkańcy Cypru, Wyspy Słoni, Zicillii padali ofiarą akcji odwetowych czarnych. Kwitło niewolnictwo – oprócz jeńców wojennych porywano Płanetników, oskarżanych o przygotowywanie spuszczenia gradu wielkości głazów, aż król Laszlo przybył na Ziemię, by prosić wodzów plemiennych o uwolnienie swych poddanych. W odpowiedzi przeszyto go tysiącem strzał, a głowę ucięto i włożono do garnka z miodem. Jego następca, Jonkilain wysłał wielką armię w celu wywarcia pomsty. Wynaleziono wówczas pale do wbijania oraz z upodobaniem obdzierano ze skóry. Najokrutniejszych zwano bohaterami i sławiono ich w pieśniach. Wymordowywano całe plemiona, zmuszano do walki dzieci, palono lasy i polany... Jady do zatruwania strzał robiono z gnijących ciał dzieci zabitych przed urodzeniem. Niektórzy z głodu jedli ciała poległych różnych ras, innym Mieczywład mówił, że zjadając serce, lub wątrobę zabitego posiądą jego męstwo. Roiło się od sierot. Każdy bał się każdego, Enków nikt już nie słuchał. Podobnie jak pierwszych ludzi, Novalsa i Aivalsy wołających o pokój...



*
,,Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą’’... Wojna od Ultima Thule po Jomon i od Svalbardu po wyspę Malgalesio, trwała już dziesiąty rok, a nie mogła się skończyć. Wszyscy mieli jej dość. Wszyscy zapomnieli już dlaczego wybuchła. Aby wybić stwory, leśnych ludzi, czarnych, żółtych, białych? Czy może aby stworzyć pierwsze państwo? Nikt jednak nie chciał złożyć broni. Przed zjedzeniem żołędzi z dębu Baublis cały rok panowały wiosna i lato. Teraz dni się skróciły, klimat się oziębił, a liście przybrały barwy złote, krasne i brązowe. Władzę nad światem objęła Zima. Jak ongiś zbudowano jej pałac lodach Lykayuka w Burus, a żeby jej służyć stanęły zastępy zimowych rusałek. Te niekiedy walczyły z ludźmi chcącymi zdobyć dla siebie zamek z lodu i zabijały ich wodzów. Lód pokrył jeziora i rzeki, Morze Ancylusa, Północne, a nawet Rajskie. Tony śniegu zalegały na stwardniałym na kamień Morzu Smoły. Dniami i nocami szalały śnieżyce, ciągnęły milionowe watahy wilków, a rankiem widziano miast pani Jutrzenki – Dennicy, Zimę siedzącą na Białym Turze, którego uzdę trzymał Śnieżelec. Była to najstraszniejsza zima od czasu Pierwszej Zimy Śnieżnej w erze czwartej. Wojny nie zakończył żaden pakt. Wojownicy porzucali broń i kładli się zrezygnowani na śniegu, czekając aż pożrą ich trolle, smoki, czy potwór Grabiuk, który zrazu jadł tylko trupy, lecz później tak się rozzuchwalił, że wymordowywał całe obozy. Wodzowie tracili swą cześć i poważanie, wybuchały bunty. Całe rodziny wędrowały na południe – ku Rajkowi, Międzyrajowi, czy Bharacji., bo tam nie było śniegu ani lodu. Zima za pomocą potężnej śnieżycy uniemożliwiła lot ,,jajom płomienistym’’, które roztrzaskiwały się w górach, a Płanetników, którzy przeżyli dobijały zimowe rusałki, lub hordy głodnych ludzi. Tak zginął król Jonkilain, a z jego głowy Zima zrobiła sobie podnóżek. Wreszcie wczorajsi wrogowie porzucili broń i wspólnie zaczęli szukać ratunku. Zima choć straszna nie miała trwać wiecznie i na bocianich skrzydłach przyleciała Wiosna. Skończyła się era dziesiąta, Wiek Złoty ludzkości, a rozpoczęła się era jedenasta – Wiek Żelazny, albo nawet Ołowiany.

Daleki Wschód i Dalekie Południe



,, [...] Staś i Nel mieli jechać konno, Kali zaś, niewolnik Gebhra, i Mea, tak nazwana z porady Stasia służąca Nel, iść piechotą przy koniach’’ – H. Sienkiewicz ,,W pustyni i w puszczy’’


Ludzi było coraz więcej. Przekroczyli Roxyzor, zajęłi Cypr i Międzyraj, Bharację, Seylan, Malain, Dżawę, Sumatrę, Kalimantian, Jomon, Kazuarię, Zielony Kontynent, stepy zamieszkane przez dwunożne smoki, półwysep Kori, krainę, gdzie żyły białe niedźwiedzie jedzące bambus... Należały do nich Kartwelia (Kolchida), stepy Taj – Każk i Al – Baktar. Osiedlili się na wyspach Bergamutach, dotarli do źródeł Nilusa, odkryli Rzekę Złotą i Kongo. Niektórym z ludzi Enkowie dali skórę czarną, lub miedzianą, by lepiej znosili warunki klimatyczne w kolonizowanych krainach. W erze jedenastej wierzono, że żółtoskórzy ludzie o niebieskich oczach i czarnych, kręconych włosach podzielili się na rasy białą, czarną i żółtą.
Żółci ludzie zajęli Krainę Białych Pól, aż po Góry Toropi Leuty. Napotkali na swej drodze panie białopolskie – córki Mokoszy o białej skórze, złotych, czarnych, rudych, lub brązowych włosach, modrych, czarnych, piwnych, lub zielonych oczach, ubrane w czerwone suknie. Narodziły się za królowej Mari i przynosiły pecha. Pierwszym Białopolakom pomagali przetrwać król Wiluj, mamucica Dudinka, Lena i Angara, Irtis, Ob, Amur, Jenisej, król Ayałakay, zwany ,,Carem Wodnikiem’’ i jego żona Pani Krowiarka, która nauczyła ich hodować bydło. Wiluj – żółtoskóry mąż o długich jak orle skrzydła siwych wąsach, rybich płetwach piersiowych zamiast rąk i rybim ogonie, Lena i Angara – o kobiecych głowach i brązowych smoczych ciałach, bez tylnych łap, Irtis – szary gryf z rybim ogonem, Ob – masywny smok z rybim ogonem, Amur – ogromna, czarna traszka, Jenisej – wilk z palmowymi gałęziami zamiast łap, król jeziora Nordlin (,,Świętego Morza’’) będący żółtoskórym wodnikiem – opiekowali się zbiornikami wodnymi i rybakami. Dudinka – córka wieloryba Kilu (Kipuk Kilu) nosiła na ogonie różową kokardę. Była panią wszystkich mamutów Białopolski. Pani Krowiarka była piękna, żółtoskórą kobietą o niebieskich oczach. Gdy poślubiła Ayałakaya odbyła podróż poślubną na południe, w czasie której uczyła ludzi hodować bydło. W erze jedenastej urodziła dwie córki – Szyłkę i Nerkę, które tak często zmieniały postać, że aż nie wiedziały, która jest dla nich prawdziwa. Pierwszym Białopolakiem był Bielak. Pewnego razu spotkał dwie kobiety; piękną i brzydką. Obie prosiły, by został ich mężem. Bielak wybrał tą drugą, jako płodną, podczas gdy piękna stała się morą duszącą mężczyzn.



*
Ludziom, którzy osiedlili się w Sinea przewodziło rodzeństwo Jü i Nü – wa. Byli dziećmi człowieka i syreny Xix – stąd Nü – wa od pasa w dół była wężem. Przypisywano jej stworzenie człowieka, gdy trzepała błoto. Jü nauczył Sineańczyków rolnictwa i hodowli, budowy domów, wprowadził muszelki kauri jako płacidło, zaś od Enków, dostał alfabet wyrysowany na skorupie wodnego żółwia. Gdy rodzeństwo umarło, w wielkiej żałobie wybrano pierwszego króla. Był to władca pełen wszelkich zalet – pobożny, gospodarny, sprawiedliwy, miłosierny, skromny, oszczędny, hojny, życzliwy. Raz z pustyni przyszła Pani Susza i poczęła pustoszyć kraj. Głosiła wszem i wobec, ze Enkowie ześlą deszcz, gdy otrzymają ofiarę z człowieka. Wówczas król kazał się przywiązać do stosu i spalić, lecz oto lunęło jak z cebra. Innym razem ustawił przed swym domem bęben, aby każdy po uderzeniu weń mógł złorzyć skargę. Jego kucharz podobno, wynalazł przez przypadek wino ryżowe i zaniósł je władcy. Ten skosztował, a że było dobre pił tak długo, aż usnął. Przerażony skutkami wynalazku zakazał kucharzowi go upowszechniać. Jego następcy rządzili podobnie, lecz już na początku ery jedenastej pojawił się na sineańskim tronie tyran, w czynach i charakterze zupełnie niepodobny do swojego praojca. Mieszkał w pałacu z nefrytu i katował poddanych. Szczęście się odeń odwróciło, gdy wygnani przezeń kucharz i nałożnica przyłączyli się do buntu. W owym czasie postrachem Sinea był wodny niedźwiedź Kun o żółtym futrze. Zatapiał wszelkie nawy pływające po jeziorze. Pewnego razu, gdy spał w sitowie, pewien chłopak mający opinię nierozgarniętego zbliżył się, by obejrzeć niezwykłe zwierzę. Zobaczywszy, że z łapy sterczy mu duży kolec, wyjął go. Kun obudził się i polizał chłopca. Pozwolił mu siąść na swym grzbiecie i zaprowadzić do stolicy. Wówczas obwołano go królem, a Kun zamieszkał w sadzawce i nikogo już nie pożerał.
W środku kraju rosło niezwykłe drzewo – Trójdzielna Morwa, wysokie aż do nieba. Jego kora przypominała skórę węża, gnieździły się na nim feniksy, a owoce były słodsze od miodu. W erze jedenastej król Aplanu, Lech III wspiął się na Trójdzielną Morwę i zerwał jej owoce, które następnie nietoperz Sirrah zaniósł dzieciom i żonie.



*
Ludzie przeszli Międzyraj i osiedlili się również w Bharacji. Przewodził im mądry starzec Par – Ušan, przez Hindusów zwany Paruszą. Zbudował gród Mohenedżo Daro, a pierwsi Bharatyjczycy żyli w okoju ze zweirzętami i innymi istotami rozumnymi. Wielu mężów poślubiło rusałki, a niejedna niewiasta wyszła za wodnika. Z Nawi, opiekę roztaczała królowa Bharatiena. Par – Ušan nie był królem, lecz przez wzgląd na jego zasługi, królów panujących w Mohenedżo Daro zaczyna się wyliczać od niego. Na krótko przed śmiercią rzekł:

,,- Dzieci, pamiętajcie, że nie jest ważne co i ile się posiada, ale jaki się z tego robi użytek. Jesteście różni, lecz przed Agejem równi, bo jego sąd będzie sprawiedliwy. Jesteście przezeń kochani, za to, ze jesteście. Niedługo mnie nie stanie, a wiem, że nadejdzie czas gdy Rykar na was uderzy. Wy nie przestaniecie być dziećmi jednego ojca, lecz w Mohenedżo Daro nadejdzie czas, gdy pamięć o tym będzie uważąna za zbrodnię. Poleje się krew ludzi i zwierząt, a dzieciom zmarłych ojców zabierze się matki. Miej serce i patrz w serce, lecz zachowaj z niego tylko to co jest od Agegja – ocali was miłość’’.


*

Parą pierwszych Murzynów byli Kali i Mea, których imiona wykorzystał później Henryk Sienkiewicz. W erze jedenastej powsatło wielkie państwo murzyńskie – Tassilia; bezpieczne, sprawiedliwe, zasobne...

Burus



Gdy Kurko opuściła łono Gromorodnej Perperuny, każdy z Enków dawał jej coś w darze. Od Boruty i Leśnej Matki dostała stada dzikich zwierząt, od Świętowita rozum, od Dziwicy łuk i strzały, od Dennicy (Zorzy) urodę, od Rybołowa wędkę, od Rigla piękny głos i tak dalej. Przyszła kolej na Mokoszę.
- Znam krainę, gdzie niczym szafiry naszyte na zieloną tkaninę leżą wielkie jeziora. Nazwy ich: Lykayuk, Tormaytanus, Mamir, Synar, Nidean, Vikora, Einotin i całe mnóstwo innych. Rosną tam gęste lasy pełne dzikiego zwierza, łaki toną w kwiatach, mieszkają tam tacy Enkowie jak: Deneb, Sirrah, Altaira, Wolarz, Betel – Gausse, Rigel. Ryby są wielkie jak domy; żyją tam Lynxowie, Neurowie, rusałki, krasnoludki, czarownice, żmijowie, wodniki, inne stwory. Na jeziorze Lykayuk każdego roku od grudnia do marca wznosi się pałac Zimy. Mieszkają tam tez ludzie, a kraina ma dostęp do Morza Ancylusa – Mokosza skończyła opowiadać.
- Jak nazywa się ta kraina? – spytał Jarowit.
- ,,Burus’’, co w języku ludzi znaczy ,,Dar’’ – odrzekła Enka.
Następnie wyjęła kłębek nici ze słowami:
- Jak wasza córka urośnie, a będzie chciałą odnaleźć Burus, nich rzuci przed siebie ten kłębek i idzie za nim, aż do końca. Tam odnajdzie mój dar.
- Jesteś kochana Pani i Siostro! – wykrzyknęła Gromorodna.



*
Kurko rosła, aż osiągnęła dojrzałość. Zapragnęła poznać krainę, o której mówiła jej Mokosza. Rzuciła przed siebie kłębek i szła za nim przez góry, lasy, łaki, az znalazła się w pięknym miejscu. ,,To pewnie ta kraina Burus’’ – pomyślała. Z pomocą ludzi zbudowała sobie chatkę na palach wystających z bagna. W bliskim sąsiedztwie zamieszkała rusałka Vega – córka Goplany III. Zaprzyjaźniła się z Kurką i często odwiedzały się. W jeziorze Mamir mieszkała królowa Betel – Gausse, a w Synarze – wielki jak słoń rak Estinus.

Gromorodna




Perperuna była też nazywana Gromorodną, lub Matką Gromu. Wzbudziła żal pierwszych ludzi, czym uchroniła ich przed zagładą. Urodziła Jarowitowi dziewięciu synów i jedną córkę. Synowie otrzymali miano Jeźdźców Ognistego Pioruna. Ich imiona to: Borowit, Borzywit, Rujewit, Rugiewit, Prowe, Prawo, Piorun, Grom, Grzmot. W czasie burzy galopowali z ojcem po niebie, błyskawicami jak mieczami wywijając przeciw powietrznym Čortom. Ich wierzchowcami były ogniste rumaki, Jeźdźcy zaś mieli postać młodych witezi o świetlistych szatach i obliczach. Wielu miało swe komnaty w Enkohazie, jednak ulubionym miejscem Rujewita i Rugiewita była wyspa Rana, zwana na ich cześć ,,Rują’’ i ,,Rugią’’. Borowit i Borzywit wędrowali przez bory, razem z plemionami leśnych ludzi. Co jakiś czas bracia spotykali się u swej siostry Kurki – pani Burus. Kurko (Courche) była pół – kobietą, a pół – Enką. Mieszkała w chacie z dala od Wielkiego Dębu. Miała delikatne, pełne wdzięku rysy twarzy, charakterystyczne dla Anej é Rion i Jeny ov Blackeyovej z ery trzynastej, oraz ni to proste, ni to pofalowane włosy, płowe latem, ciemniejące na zimę. Nosiła białą suknię, a pod nią – pancerz z glinianych płytek. Nad jej głową unosiła się korona z ognia, a na przegubie ręki nosiła brązowy rzemyk. Garnęły się do niej zwierzęta, a ludzie kochali ja za opiekę nad ich polami. Podobno nieraz pomagała w żniwach.




Grzech



,,Grzech jest to dobrowolne i świadome przekroczenie przykazania Bożego, lub kościelnego. Grzech polega więc na nieposłuszeństwie i wynoszeniu własnej woli nad wolę Bożą. Grzech może być ciężki, czyli śmiertelny, albo lekki, czyli powszedni’’ – o. Bonifacy H. Knapik ,,Rachunek sumienia dla dorosłych’’



Tego dnia, Enkowie i ludzie ogromnie się radowali. Świat się zaludnił od Ultima Thule po Roxyzor i od Svalbardu po północny Rajek. Żyli w wielkiej przyjaźni ze starszymi rasami. Tego dnia, gdzieś na polskiej ziemi, król Enków Jarowit poślubił kobietę imieniem Dodola, córkę Slovona, syna Velevita, syna Wisza (Viša), syna Odoina, syna Novalsa i Aivalsy. Zaraz po ślubie, mąż włożył żonie dwie korony – jedną ze złota wysadzaną szafirami, a drugą z ognia, jako, że odtąd miała być królową ludzi i Enków. Nadał jej też nowe imię – Perperuna. Panna młoda miała na sobie suknię z chmur, welon z mgły, klejnoty z lodu, zaś do jej czoła przytwierdzona była złocista gwiazdka z nocnego nieba. Na wielkiej polanie, każdy z Enków i ludzi dawał nowożeńcom różne prezenty. Rozśpiewały się wszystkie ptaki, tańczyły motyle i ważki, przybywali nawet Żbiczanie z Man i Zajęczanie, książę rajskomorski Lamia, leśni ludzie, rusałki i inne stworzenia. W jednej chwili polana pokryła się różami, liliami, fiolkami, bratkami i wszelkim innym kwieciem, z lasu przyszły zwierzęta, by uczestniczyć w radości, a z Księżyca przyleciał król Płanetników Laszlo z królową Teodozją. Pito źródlane wody, miód i soki, oraz mleko, a jedzono owoce, ogórecznik, bigos, sałatę, jaja, żołędzie, młode, smażone szyszki, rzepę, marchew i różne jarzyny znad Morza Rajskiego. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się tańce, zwane obecnie jako polonez, mazur, kujawiak, ślązak, oberek, polka, kozak, kaza – czok, hopak, kamaryński. Wesele trwało pięc dni, po czym Jarowit posadził Perperunę w wozie zaprzężonym w łabędzie i zabrał na koronę Wielkiego Dębu. Nigdy jednak nie zapomniała ludzi, z których rodu wyszła.

*
Szczęście ery dziesiątej było solą w oku Čortów. Rykar rozkazł Lichu zniszczyć je. Tymczasem Novals i Aivalsa opuścili Wolin i wędrowali po świecie, razem ze swymi dziećmi. Szli i szli, aż zawędrowali na litewską ziemię. Novals pierwszy ujrzał rozłożysty dąb Baublis. Wokół drzewa był krąg gładkich kamieni – znak, że żadne stworzenie nie może jeść jego żołędzi. Tymczasem ludzie poczuli głód.
- Chodźmy poszukać czegoś do zjedzenia! – rzekł Odoin, przez Słowian zwany ,,Oddonem’’.
- A dlaczego nie zjecie tych żołędzi? – ktoś nagle spytał.
Ludzie spojrzeli w trawę i ujrzeli węża, zwanego Tat’.
- Tym dębem jest Baublis – odrzekła Aivalsa – jego żołędzie przynoszą śmierć. Tak mówi Jarowit.
- To łeż – zaprzeczył Tat’, a było to Licho pod postacią węża. – Enkowie znają wasze możliwości i są o was zazdrośni. W tych żołędziach drzemie wielka moc magiczna, zjadając je staniecie się jak Enkowie, a nawet jak sam Agej; będziecie mogli sami określać granice swej wolności, decydując co jest dobre a co złe, a teraz Jarowit traktuje was jak swoich więźniów – ludzie zdumieli się tą nauką; tak obcą, a jednocześnie tak kuszącą.
Aivalsa chwilę się wahała, po czym wzięła jeden żołędź. Ośmielony tym Novals wziął następny, zaś ich dzieci zbierały żołędzie garściami. Ludzie ugotowali je w kociołku i zjedli.
- Żołędzie z tego drzewa są lepsze od każdego innego owocu! – chwaliła Wżecisława (Vżecislava).
Tymczasem wielkie wojsko Čortów powolutku zaczęło wychodzić na powierzchnię. Novals i Aivalsa z przerażeniem obserwowali swoje dzieci. Ludzie stali się próżni, chciwi, kłótliwi, nieuczciwi, niszczyli bez powodu rośliny i okrutnie dręczyli przed zabiciem zwierzęta, by mieć z tego uciechę, stali się rozpustni, stracili nieśmiertelność i wieczną młodość. Uradowane Mar – Zanna i Zaraza zerwały krępujące je łańcuchy i na nowo objęły świat w posiadanie. ,,Ojcze Jarowicie – wąż Tat’ nas zwiódł‘’ – łkali Novals i Aivalsa dręczeni złymi skłonnościami, lecz prowadzący z nimi walkę. Ludzie składali ofiary Čortom, a swoje dzieci oddawali na pożarcie mamunom. Przyroda zbuntowała się przeciwko nim; dzikie zwierzęta stały się groźne, wiele roślin i grzybów stało się trujących, nastapiły powodzie i lawiny. Wszyscy Enkowie ubrali kir.
,,Ludzie nas zdradzili. Są niepoprawni. Niechże ich Jarowit wystrzela piorunem, Mar – Zanna poprzebija lodowym ościeniem, Swaróg spali Słońcem, a Swarożyc ogniem, niech Jurata zaleje ich morzem, Boruta wyda dzikim zwierzętom na pożarcie, a Mokosza pogrąży w ziemi’’ – myślano.
- W imię sprawiedliwości powinni umrzeć – osądziła Jurata.
Nawet Mokosza była zbyt zdruzgotana winą Novalsa i Aivalsy, by chcieć przebaczyć. Tym bardziej, ze większość ludzi wcale, ale to wcale nie żałowała. Trupy. Całe pola trupów. Nawet popiołu po nich nie będzie. Slovon, Velevit, Wisz, Odoin, Novals – w pętach pędzeni przez Čorty w niewolę. Siostry Pojata i Dzierżka rozrywane przez wilki.
- Mój mężu i królu! – Perperuna padła na kolana przed Jarowitem.
- Mów, janlovienaya.1
- Wiadomym mi jest, że ty i nasi bracia i siostry chcecie wygubić ludzkość.
- Ty jesteś sprawiedliwa i nigdy nie zginiesz – rzekł Jarowit.
- Przez ciebie Agej ich stworzył, a ty chcesz ich zniszczyć? – pytała się Perperuna. – Nie pozwólcie, by Rykar cieszył się z takiego pogromu! Jestem z ich rodu. O, raczej mnie zabijcie, bo nie powstrzymałam ich występku! – Jarowit w odpowiedzi długo głaskał jej bursztynowe włosy. – Pozwólcie raczej, ze pójdę między ludzi i przywiodę ich do żalu i wyrzeczenia się Rykara – twarz Jarowita rozjaśniła się.
- Idź, malkieš ysena2 – powiedział. – Nie może być całkowicie bezwartościowy, ten kto ma kogoś, kto tak go kocha.
Było to i wolą Ageja, ze dzieci Novalsa i Aivalsy ocalały...

1 najukochańsza
2 moja perło