sobota, 22 lipca 2017

O etyce kontaktów ludzko - zwierzęcych








Doszliśmy w tym miejscu do tematu znanego i cieszącego się dużą popularnością. Człowiek od tysięcy lat egzystuje na jednym globie wespół z najrozmaitszymi zwierzętami. Początkowo zwierzę było dla człowieka wrogiem lub obiektem łowów, hodowli lub czci. Przymiotnik ,,ludzki'' niestety znacznie wyolbrzymiający, określa nasze dobre cechy. Nie zapominajmy jednak, że moralne hamulce przed zabijaniem się nawzajem, pochodzą właśnie od instynktów naszych zwierzęcych przodków. Pięknym przykładem tego jest: adopcja i rekonwalescencja w świecie delfinów, sygnał wygaszania agresji u wilków, zgodne pożycie kawek i gęsi itd. Również u ludzi można się z tym spotkać. Świadczą o tym:
- ustalanie przed walką jej wyniku (owe ,,Na śmierć nie niewolę'' z ,,Krzyżaków'' Henryka Sienkiewicza),
- wywieszanie białej flagi jako znaku poddania, lub hasło ,,pardon'' znaczące to samo,
- skierowanie broni rękojeścią do przeciwnika jako znaku zaprzestania walki itd.
Wilk nie przegryzie gardła demonstrującemu je rywalowi, nawet najbardziej rozsierdzony nie uderzy w obnażony kark przedstawiciela swego gatunku. Jak to określił Konrad Lorenz w książce ,,Tak zwane zło'', którą Zdenek Veselovsky kazałby obowiązkowo przeczytać wszystkim politykom, powołując się na chińskie przysłowie, ,,zwierzę w człowieku'' może oznaczać coś dobrego.







Człowiek ma jednak możliwość wyboru między dobrem a złem i wcale nie zawsze wybiera dobro. Na niespotykaną u innych gatunków skalę, człowiek morduje przedstawicieli swego gatunku. Często też przejawia niszczycielskie zapędy w stosunku do reszty przyrody. I tak życie zamienia się w piekło. Mottem niniejszego artykułu mogłyby być słowa Alberta Schweitzera o tym, iż ,,etyka byłaby niepełna, gdyby dotyczyła tylko ludzi''. Nie bagatelizujmy przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, ponieważ często później odnosi się to do ludzi. Przykładem była ,,krucjata'' rozpętana w XIX wieku w Niemczech przeciwko ssakom drapieżnym, a nieco później, bo już w Niemczech hitlerowskich ostrze napaści zwrócono przeciwko Żydom, Cyganom i Słowianom. Zatrzymując się na III Rzeszy, warto zwrócić uwagę, że zanim esesmani mordowali ludzi ,,ćwiczyli'' strzelając do swoich psów, lub lalek.







Nie powinniśmy również usprawiedliwiać się fałszywie interpretowanym wezwaniem: ,,Czyńcie sobie Ziemię poddaną'', ponieważ rabunkowa eksploatacja Bożych darów jest grzechem pychy, okradaniem następnych pokoleń i przejawem krótkowzrocznej głupoty. Na przypomnienie zasługują słowa Bernharda Grzimka, że skarby natury są cenniejsze niż materialne dziedzictwo ludzkości, które można odnowić, a nie jesteśmy w stanie skopiować choćby najprostszej bakterii. Z miejsca odezwały się pochopne głosy oburzenia, a nawet zarzuty o bluźnierstwo. W rzeczywistości oponenci sami bluźnią, przeciwstawiając potęgę swojej inwencji kunsztowi samego Boga. Jean Dorst na kartach ,,Zanim zginie przyroda'' zwraca uwagę na utrudnienia powodowane przez zabytki, które ludzkość dzielnie i bez szemrania znosi. Oddając znów głos B. Grzimkowi chętniej chroniono Abu Simbel, kosztem wielu wydatków i poświęceń, podczas gdy dla ochrony hipotetycznych niedobitków wilka workowatego wystarczyłby chroniony teren z ,,prowiantem'' dla tych torbaczy. Przy okazji; nie mogłyby to być owce, które potrzebują regularnego strzyżenia, w więc nie mogłyby zdziczeć.







A jak człowiek odnosi się do zwierząt? Często fatalnie. W Ameryce Północnej pod kulami pseudo - myśliwych padały: kuliki eskimoskie, gołębie wędrowne, no i bizony mordowane w szale zabijania, oraz w celu zamorzenia głodem prawowitych mieszkańców tych ziem. Z analogiczną sytuacją było do czynienia w Afryce. Rzeź zwierząt na okrągło, jej przykładem było wystrzelanie całego stada bawołów. Na południu tego kontynentu, gdzie obecnie znajduje się państwo RPA, kwaggi, miejscowy odpowiednik zebry, zyskały od rdzennej ludności przedłużenie istnienie swego gatunku. Podczas gdy w Nowym Świecie zagłada Indian i bizonów szła równomiernie, to tu Afrykanie pierwsi padli łupem burskich osadników, a kwaggi potem. Bez skrupułów mordowano też krowy morskie i alki olbrzymie. Te ostatnie tłuczono na lądzie, masowo je spędzając na miejsce kaźni. Wiele ptaków się marnowało; niektórymi palono w stanie żywym (!) ogniska pod kotłami, gdzie we wrzątek wrzucano również żywe ptaki w celu uzyskania ich cennego puchu. W Australii katowano przyrodę na prawo i lewo. Jak na ironię w godle tego kraju znajdują się kangur i emu – ofiary jego obywateli. W starożytnym Rzymie pasjonowano się walkami zwierząt, co niestety wielu pozostało w postaci walk: psów, kogutów i byków. Mających tam ginąć ludzi widziano w Rzymie cezarów jak i Borgiów. W okresie rozbiorów Polski do walk min. na Wawelu używano tarpanów, w czasach świetności kraju chronionych przez ród Zamoyskich.







Zwierzęta obcujące bezpośrednio z człowiekiem to nie tylko mieszkańcy zagród, ale też ogrodów zoologicznych, cyrków i laboratoriów badawczych. Wraz z rozwojem rolnictwa, jego mechanizacją, człowiek pogarszał warunki ich życia. Przykładem tego jest intensywna hodowla; izolowanie zwierząt przed światem, bolesne metody tuczu i przedwczesne odłączanie młodych od matek. Najczęstszym takim zabiegiem są opisane przez Vitusa B. Dröschera na kartach ,,Rodzinnego gniazda'' ,,kliniki położnicze dla świń'', kiedy to człowiek ,,nie mogąc się powstrzymać od partaczenia tego boskiego dzieła'' (porodu) odchowuje w celowo sztucznych warunkach przedwcześnie osierocone prosiaki; przy okazji marnując dużo pieniędzy i przysparzając mnóstwo cierpienia młodym. Z pomieszczeń dla zwierząt przypominających wielkie hangary, znika wszelka podściółka. Co mniejsze są zamykane w ciasnych klatkach; możliwe, że powiedzenie ,,bazgrać jak kura pazurem'' utraci swój pierwotny sens. Niewłaściwe są często warunki transportu. Nierzadko też spotykamy się z drastycznymi próbami zaspokojenia próżności konsumentów jak wstrzykiwanie żelaza do krwi, aby mięso było czerwone, lub przyprawianie cieląt o anemię w celu uzyskania mięsa białego. Najstraszliwszym tego przykładem jest tuczenie gęsi; długa rura wprowadzana przez szyję do żołądka wciska tam porcję kalorycznej karmy. Wszystko dla otłuszczonej wątroby! Spotkało się to ze zdrową reakcją przeciwną; warto również wiedzieć, że tłuste mięso nie jest zdrowe. Wynikiem brutalnych metod hodowlanych są właśnie mniejsza odporność na choroby, masowe pomory zwierząt, gorsza jakość mięsa itd. W taki to sposób człowiek szkodząc zwierzętom sam sobie zaszkodził. Polepszenie ich życia nie musi oznaczać zaprzestania hodowli, ale humanitarnego traktowania ich obiektu.







Cyrki i ogrody zoologiczne ściągają na siebie gromy organizacji ekologicznych. Jednak w tym miejscu trzeba im odmówić racji. Określenie ,,zwierzęta w niewoli'' jest antropomorfizmem, a obiekt hodowli cierpi tylko wtedy gdy ma złe warunki, o które łatwiej w cyrku, a i tam zdarzają się przypadki dobrego traktowania zwierząt. Oczywiście, aby być bezstronnym należy pamiętać, że rozmaicie z tym bywa. Spustoszenie w populacjach zwierząt uczyniły brutalne metody odłowu i transportu. Obecnie transportem zwierząt zajmują się linie lotnicze, których pracę zwierzęta dobrze znoszą, zaś obiekty handlu pochodzą głównie z innych ogrodów zoologicznych. I tak problem został choć częściowo załatwiony.








Gorzej jest w przypadku zwierząt domowej hodowli. Ale i tu wszystko zależy od właściciela. Zwierzęta często giną przy transporcie lub w sklepie zoologicznym, zaś schroniska dla psów i kotów nie zawsze mają dobre warunki. Kolejnym niebezpieczeństwem jest niedbała opieka, lub sadyzm właścicieli jak w przypadku psa Piwnika. 1  Czasami jednak zwierzęta mają szczęście.







Trzeba też potępić eksperymenty na zwierzętach ponieważ mamy już środek alternatywny; wyizolowane komórki. Może to drogie, ale gdy w grę wchodzą prawa etyki jest ona warta świeczki.



*



Prawa zwierząt budzą wiele kontrowersji i nie zawsze łatwo ich przestrzegać. Trudno sobie wyobrazić każdego śledzia zabijanego pojedynczo celnym ciosem w głowę, zamiast miotającej się po pokładzie srebrnej masy. Spory budzi też przemysłowe zabijanie fok i waleni. Wielu ludzi może nie zdawać sobie sprawy z wagi tej materii. Pamiętajmy; zachowanie praw etycznych również wobec zwierząt nie jest luksusem, ale okazją do udowodnienia, że jesteśmy ludźmi rozumnymi nie tylko z nazwy.




1 Sprawa psa Piwnika, którego katował właściciel miała miejsce w Polsce w 1998 r.   

piątek, 21 lipca 2017

Klasyfikacja zwierząt









Może się Czytelnik zdziwić tym, że każdy człowiek jest taksonomem. Dla niewtajemniczonych: ów termin nie powinien budzić skojarzeń ze spreparowanymi zwierzętami, bo to już jest sprawa taksodermii, a taksonomia to prostu naukowa nazwa klasyfikacji, sztuki odróżniania jednych rzeczy od drugich. Już dziecko poznające, że stół jest meblem, a chleb pokarmem, uczy się jej kanonów. Dla naszego tematu, najciekawsze jednak będzie zastosowanie wymienionej umiejętności w nauce, a ściślej w zoologii.
Na pewno już człowiek pierwotny odróżniał jedne zwierzęta od drugich, a że wówczas nie gardzono też kanibalizmem, szybko zdano sobie sprawę z podobieństwa anatomicznego ludzi i innych zwierząt.








Warto zwrócić uwagę, że w wielu pierwotnych religiach zwierzęta odgrywają bliskie ludziom role bogów lub diabłów. Za jeden z najlepszych tego przykładów możemy potraktować czczonego w starożytnym Egipcie byka Apisa, czarnego buhaja z białą ,,gwiazdką'' na czole, zwierzęcym wcieleniem Ozyrysa (faktycznie wydajnym reproduktorem), którego ludzkim odpowiednikiem był sam faraon.







Obok Egiptu innym starożytnym bastionem wiedzy zoologicznej była oczywiście europejska kuźnica cywilizacji, starożytna Grecja. Pierwszym naukowcem taksononem i zoologiem był przecież Arystoteles; filozof i wychowawca Aleksandra Wielkiego, który na swoje wyprawy zabierał nie tylko armię wojska, ale i wcale nie mniejszą armię uczonych. Zasługą Arystotelesa był opis 400 gatunków zwierząt, pierwsza naukowa, bo oparta na badaniach próba klasyfikacji. To właśnie jego dziełem była pierwsza naukowa sekcja zwierząt; morskich mieszkańców wybrzeży Lesbos.







Przedstawiciele kolejnej kultury antycznej; starożytni Rzymianie interesowali się zwierzętami gł. w charakterze uczestników śmiertelnych walk cyrkowych. Nie znaczy to jednak, że się na nich nie znali. Min. musieli wiedzieć o pokrewieństwie małpio – ludzkim, skoro rzymski lekarz Galen w celu poznania ludzkiego wnętrza przeprowadzał sekcje magotów (nie miał dostępu do ludzkich zwłok, ale jego opinie jeszcze długo były dogmatem medycyny rozpracowywanym przez lekarzy nowożytnych wśród oporów otoczenia).








W średniowieczu nie zajmowano się zoologią jako nauką, poprzestając na pracach starożytnych, ,,Biblii'' i ówczesnych utworach przyrodniczo – literackich, zwanych bestiariuszami. 1 Sekcje anatomiczne przeprowadzana na świniach (jeszcze gorzej niż w starożytności), które z racji swej dostępności uważana za naszych najbliższych krewnych. Teolodzy dzielili mięsa na: postne i niepostne. Do tych pierwszych zaliczano: karpie, śledzie, szczupaki, bobry, żaby, żółwie – to co w mniemaniu ludzi średniowiecza było rybą, choć nie zawsze w rzeczywistości. Możliwe, że był w tym jakiś cel – po prostu nie chciano zrezygnować ze smacznego mięsa w czasie postu. Z tego powodu bóbr wyginął w Anglii, a w Polsce ochroną tego cennego gryzonia zajmował się już Bolesław Chrobry.







W czasach renesansu, czasie odnowy oblicza świata, wzrosło zainteresowanie zoologią. Do poznania nowych gatunków przyczyniły się min. nowe odkrycia geograficzne. Powstało wówczas 5- tomowe, fundamentalne dzieło Konrada Gesnera ,,Historia animalium'', w którym to zaliczono hipopotama wraz z żabami (a więc to nie Brzechwa pierwszy swatał obydwa zwierzęta 2 ). W Polsce również się tym zajmowano: Stefan Falmierz, wojewoda Jana Tęczyńskiego napisał wszechstronną encyklopedię, gdzie w części przyrodniczej zwierzęta podzielił na:
- ,,zwierzęta”: ssaki, skorpiony,
- ptaki: ptaki, owady latające, nietoperze,
- ryby: wszystkie organizmy wodne.
Zastrzeżenia dotyczą klasyfikacji opartej na dawnych poglądach Pliniusza Starszego. Niemniej i tak jest sukces, że choć skorpiona zaliczył do zwierząt. Pamiętajmy, iż termin ,,zwierzę'' co innego oznacza w języku fachowym, a co innego w języku potocznym. Naukowa definicja określa tak organizmy cudzożywne, wśród których ssaki stanowią tylko niewielką część.







Po renesansie nastąpił barok i nowe odkrycie, ważne również dla taksonomii. Było to odkrycie metamorfozy przez Marię Sybillę Merien. Okazało się po prostu, że gąsienice i motyle to ten sam gatunek!








Następną pozycję w ,,katalogu dziejów'' zajmuje oświecenie przypadające na XVIII wiek. Jednym z jego przedstawicieli był Karol Linneusz (Karl von Linné), szwedzki botanik i zoolog, którego zasługi w taksonomii podkreślono w przysłowiu: ,,Bóg stworzył, Linneusz uporządkował''. Był on nie tylko przyrodnikiem, ale i lekarzem, co dawniej było zupełnie normalne (Benedykt Dybowski też zaczynał od medycyny). Co sprawiło, że Linneusz zyskał największą sławę wśród biologów? Odpowiedź brzmi: zrewolucjonizował taksonomię. Podzielił świat przyrody na trzy królestwa w obrębie ,,cesarstwa'' bytów: zwierzęta, rośliny i minerały. Obecnie wyróżniamy: zwierzęta, rośliny, grzyby, bakterie, protisty, wirusy, ale ,,jedźmy dalej z tym koksem''. Dalej Linneusz przewidywał: typ, podtyp, gromadę, rząd, rodzinę, rodzaj i gatunek. W botanice gromadę zastępuje klasa. Niewiele się tu zmieniło. Kolejną jego zasługą były nazwy łacińskie – takie, a nie inne, bo łacina była wówczas międzynarodowym językiem nauki. Gdyby Linneusz żył obecnie, zapewne nadałby nazwy angielskie. Owe nazwy mają też dużo naleciałości z innych języków. Są one dwuczłonowe. Nazwę pierwszą piszemy wielką literą, drugą małą, o czym warto pamiętać przeglądając nienaukowe opracowania wymieniające je. Tak np. łacińska nazwa Meles meles oznacza jak masło maślane: borsuk – borsuk. Czasem do tego duetu dodaje się człon trzeci na określenie odmiany np. potomek kozy bezoarowej, koza domowa to: Capra hircus aregratus. Swoje taksonomiczne tezy, Linneusz wyłożył w dziele ,,Systema naturae''. Dwie inne książki tegoż autora to: ,,Fauna Laponica'' i ,,Flora Laponica''. Mimo wielkich zasług dla biologii, był tylko człowiekiem, toteż jego prace oparte na prymitywnym systemie ,,mechanicznym'' nie były wolne od błędów. Do najsłynniejszych zaliczamy sklasyfikowanie hipopotama jako gryzonia. Wadą Linneusza jako naukowca był zbyt wielki upór; tylko raz przyznał się do pomyłki przy zaliczeniu koralowców do roślin. Co ciekawe, ów kreacjonista uważał małpy za prymitywne plemiona ludzkie czego wyrazem było nadanie szympansowi nazwy: Homo troglodytes (człowiek jaskiniowy), a orangutanowi: Homo silvestris (człowiek leśny). Obecna nomenklatura przewiduje dla nich nazwy: Pan troglodytes dla szympansa i Pongo pygmaeus dla orangutana. O ludzkim miejscu w przyrodzie, wielki Szwed zostawił ironiczną notatkę: ,,Homo sapiens – poznaj się sam''. Nie wierzył również w wymieranie gatunków. Mawiał na ten temat: ,,Jest tyle zwierząt na świecie, ile Bóg na początku stworzył''. Ów system taksonomiczny przeżył swego autora, zapewnił mu nieśmiertelną sławę i do dziś służy całym pokoleniom biologów.









Innym uczonym z tego okresu, zasłużonym w sprawach klasyfikacji był członek College de France, pionier paleontologii i anatomii porównawczej; Georges Cuvier. Wprowadził on szczegółowe studia anatomiczne, dzięki czemu godnie i dokładnie kontynuował dzieło Linneusza. On to właśnie bronił nierealności istnienia jednorożca i odrębności gatunkowej tura. W czasie rewolucji francuskiej kiedy jako łup wojenny z Holandii przywieziono czaszkę mozazaura, Cuvier pierwszy zaliczył go do gadów. Mniemał o sobie, że potrafi rozpoznać zwierzę po choćby jednym tylko zębie. Nie udało się to jednak z zębami iguanodona przesłanymi w XIX wieku przez Gideona Mantella z Wielkiej Brytanii. W tym miejscu nasz anatom nie mógł ich zidentyfikować; przypuszczał, że to zęby ryby lub jednorożca. Dopiero sam odkrywca sklasyfikował iguanodona jako gada, będąc zainspirowany zakonserwowanym legwanem zielonym. Innym naukowym potknięciem Cuviera było zaliczenie krowy morskiej do waleni (w rzeczywistości zaliczała się ona do syren).







Wracając do wymienionych w tekście dinozaurów, odkryciem Mantella zainteresował się brytyjski zoolog i anatom Sir Richard Owen, który dla iguanodona, a także nieco później odkrytych megalozaura i hyleozaura, wydzielił autonomiczną grupę gadów nazwanych przez niego dinozaurami od dwóch greckich słów: deinos – straszny i sauros – jaszczur. Powinniśmy jednak pamiętać, że dinozaury pochodzące od tekodontów były spokrewnione z krokodylami i pterozaurami, a same były przodkami ptaków, a więc jaszczurkom wara od ich rodowodu!
W XIX wieku wyróżniano również sztucznie utworzoną grupę ,,gruboskórców'', do której zaliczano hipopotamy, nosorożce i słonie. W rzeczywistości zwierzęta te należą kolejno do: parzystokopytnych, nieparzystokopytnych i trąbowców.



*







A na zakończenie: ,,metryka'' naszego gatunku:
królestwo: zwierzęta,
typ: strunowce,
podtyp: kręgowce,
gromada: ssaki,
podgromada: łożyskowce,
rząd: naczelne,
rodzina: hominidy,
rodzaj: ludzie,
gatunek: Homo sapiens sapiens.



1 C. S. Lewis w książce ,,Odrzucony obraz'' twierdził, że w średniowieczu oprócz fantastycznej zoologii bestiariuszy istniała też znacznie bliższa rzeczywistości przyrodniczej zoologia praktyczna, a ówcześni ludzie mający bliższy kontakt z przyrodą niż ludzie XX wieku, całkiem dobrze znali się na zwierzętach.
2 Nawiązuję do wiersza ,,Hipopotam'' Jana Brzechwy, w którym tytułowy ssak chciał poślubić żabę, która prosiła go o nawleczenie igły.   

czwartek, 20 lipca 2017

Karpiokształtne







Karpiokształtne są grupą jednych z najbardziej znanych ryb; wszystkożernych i zamieszkujących wody słodkie.






Karp jest dużą rybą szlachetną o masywnej, charakterystycznej budowie ciała z dużym pyskiem zwieńczonym krótki ampułkami wyglądającymi jak małe wąsy, rybim narządem dotyku. Naturalny areał dzikiego karpia sazana obejmuje akweny słodkowodne, czyste rzeki kierujące swój bieg do Morza Czarnego. Rozwój hodowli stawowej tej ryby (oczywiście dla mięsa) nie tylko rozsławił ją na świecie, ale i przyczynił się do powstania drogą doboru sztucznego nowych ras. Mamy więc karpie lustrzenie okryte zbroją z wielkich, lśniących łusek, karpie nagie, czyli pozbawione tego rybiego ,,ubioru'', oraz hodowane w akwariach i sadzawkach japońskie karpie koi; rozsiewające wokół wszystkie kolory tęczy – zwycięzcy niejednej wystawy ryb ozdobnych i ozdoba warszawskich Łazienek. To są oczywiście tylko niektóre z ras naszego znajomego z wigilijnych stołów. Do jego bezzębnego pyska trafia rozmaity pokarm: glony, owady, mięczaki, pierścienice, drobne kręgowce, a nawet kanapki wędkarzy upadłe do wody. Istna ,,świnia'' świata ryb! Choć karp jest dobrze znany, to często opowiada się o nim rzeczy przesadzone. Do tych bzdur zaliczamy min. mit o długim życiu tej ryby wynoszącym aż 100 lat. W rzeczywistości pomiar koncentrycznych kręgów pokrywających łuski (stara metoda określania wieku ryby) wykazuje tylko 35 lat co i tak jest karpim rekordem sędziwego wieku. Stare ryby chudną, tracą wzrok, a ich płetwy deformują się. Człowiek po raz pierwszy docenił walory kulinarne opisywanego gatunku przy pierwszym lepszym połowie. Później postanowił go hodować. W średniowieczu pochód karpia przebiegał równolegle z chrystianizacją. Po prostu chciano zapewnić sobie zapas mięsa postnego. Szybko specjalistami w hodowli karpi stali się Polacy. Pierwszy podręcznik obchodzenia się z tymi rybami wyszedł u nas w XVI wieku. Obecnie najwięcej karpi hoduje się w Czechach. Co zadecydowało o wielkiej popularności tych ryb? Być może ich rola w tradycji: królują na polskim stole wigilijnym tak jak dawniej również szczupaki. W Szwecji rybny dodatek stanowią molwy. W Czechach istnieje zwyczaj uwalniania na Wigilię karpia dotąd trzymanego w wannie. Postępując tak należy rybę stopniowo oswajać z nowym akwenem, bo gwałtowne skoki ciśnienia i temperatury są dla niej równie zabójcze jak cios nożem. Karpie odgrywają też dużą rolę w kulturze japońskiej, gdzie na Dzień Dziecka wywiesza się ich podobizny w kształcie powiewających na wietrze papierowych tub, a zamiast ,,zdrowy jak ryba'', mówi się ,,zdrowy jak karp''.







Bardzo podobnie do karpia wygląda leszcz. Odróżniamy go po znacznie bardziej, niemal groteskowo spłaszczonym bocznie ciele. Pod chronioną grubymi łuskami skórą znajduje się mięso cenione przez ludzi, ale przeszkodą dla jego amatorów są liczne ości.







Znacznie mniejszy od poprzednio omawianych gatunków jest karaś srebrzysty. Jest pokryty piękną, srebrzystą łuską. Zasiedla zbiorniki wodne całej Europy, a nawet został zawleczony na inne tereny. Nie jest ceniony w gospodarce rybackiej jako chwast rybny. 1









Niemal żadna inna ryba w wyobraźni statystycznego Kowalskiego nie zrosła się tak ze światem bajek i baśni jak złota rybka. Znamy oklepaną fabułę: rybak daruje niezwykłemu okazowi ichtiologii życie za spełnienie postulatów. Okazuje się, że taki gatunek istnieje realnie, chociaż nie mówi, nie spełnia życzeń, ani nawet nie żyje w stanie dzikim. Ale po kolei. Złota rybka bardziej naukowo zwana ,,karasiem złocistym'' jest udomowioną formą krewnego poprzednio omawianego gatunku, którego domestykacja rozpoczęła się 2000 lat temu w chińskiej prowincji Czeciang. Protoplasta naszej znajomej z akwarium, był małą, brązowo – zieloną rybką, krańcowo inaczej wyglądającą na tle ras współczesnych. Od XVI wieku akwarystyczną pasję Chińczyków kontynuowano w Japonii, a w wieku XVII za sprawą Anglii i Portugalii złote rybki podbiły Europę. Przodownictwo w ich hodowli na naszym kontynencie przejawia się we Włoszech, gdzie do odchowu narybku nieraz przeznacza się baseny z moczącymi się konopiami. Aktualnie na drodze sztucznego wyhodowano najrozmaitsze rasy tych ryb, wcale nie zawsze ubarwione żółto – czerwono, bo zdarzają się nawet osobniki całkiem czarne. Najbardziej znane rasy omawianego gatunku to:
- teleskopy o wielkich i wyłupiastych oczach,
- welony z długimi, powłóczystymi płetwami,
- pyzatki mające napełnione limfą, monstrualnej wielkości worki policzkowe,
a także: perłołuski, lwie główki i całe ławice innych odmian. Wymiary również są zróżnicowane. Rekordowo duże osobniki osiągają 30 cm długości. Są to ryby piękne i łatwe w hodowli, mające licznych miłośników, którym dostarczają przeżyć estetycznych. Hodowane w sadzawkach dają także korzyść praktyczną jako tępiciele komarów. O swoich przeżyciach ze złotymi rybkami jako bodźcem do pracy popularyzatorskiej pisał Jan Żabiński na kartach ,,Z życia zwierząt''.







Z powodu zanieczyszczenia wody cierpią nie tylko okazałe ryby szlachetne, ale i ryby małe, na ogół nie budzące większego zainteresowania. Mam na myśli dwa gatunki kiełbi: kiełbia białopłetwego i kiełbia Kesslera. Mają one owalne głowy zaopatrzone w długie ampułki – narząd dotyku. Ciało wydłużone, z charakterystyczną, podobną nieco do nastawionego żagla płetwą grzbietową. Jak więc odróżnić jednego kiełbia od drugiego? Kiełb białopłetwy jest pięknie ubarwiony; ma jasnoszare lub kremowe płetwy, srebrzysty brzuch, linię boczną zaznaczoną czarnymi kropkami, grzbiet zielonkawy, oznaczony sino – niebieskimi plamami, ciągnącymi się aż do ogona. Natomiast kiełb Kesslera jest większy, płetwy ma z odcieniem brązowawym, płetwa grzbietowa posiada równomierne, brązowe nakrapianie. Grzbiet brązowy, tułów srebrzysty. Linię boczną znaczą przerywane, niebieskie łatki. Podobna jest biologia obydwu gatunków. Do ich opatrzonych ampułkami pysków trafia pokarm mieszany jak: glony, owady, pierścienice itd. Obydwa gatunki żyją w wodach słodkich. Co umożliwia im uniknięcie konkurencji między sobą? Obydwa gatunki kiełbi żyją w strefie przydennej, ale kiełb białopłetwy zamieszkuje akweny nizinne. W Polsce są to tereny Wisły i Narwi. Z kolei kiełb Kesslera żyje w górskich akwenach o żwirowatym dnie i czystej, wartkiej wodzie, a są to: San pod Leskiem i Przemyślem, Wisłoka i Czarna Orawa. Kiełbie należą do ofiar destrukcyjnej działalności człowieka. Nie udowodniono jednak ich wymierania, a traktuje się je krańcowo różnie w prawie rybackim. Od 1984 r. kiełb białopłetwy cieszy się ochroną całkowitą, a drugi gatunek się jej nie doczekał. Na zakończenie, przy omawianiu ich roli w kulturze, niewiele da się powiedzieć poza przytoczeniem przysłowia ,,mieć kiełbie we łbie'' oznaczającego głupotę. 2 Kiełb białopłetwy i kiełb Kesslera znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze.







Na dźwięk słowa ,,koza' większość ludzi zapewne wyobraża sobie udomowionego ssaka pasącego się na łąkach, z rogami i charakterystyczną bródką. To prawda, ale w kozim wodopoju możemy spotkać całkiem inną kozę. Co dziwniejsze będącą rybą. Czytelnik może się zapewne zapytać w czym ryba, zwana kozą złotawą, bo o niej mowa, przypomina kozę domową? Teoretycznie – w niczym, ale przyjrzyjmy się jej bliżej. Posiada małą, lekko spłaszczoną głowę, na której ani śladu rogów, ale za to z pyska zwiesza się pęk ampułek mogących budzić skojarzenia z kozią brodą. Ciało wydłużone, płetwa ogonowa przypomina wachlarz w poziome, ciemniejsze pasy. Grzbiet ciemnooliwkowy, czarno nakrapiany, brzuch biały. Linia grzbietowa zaznaczona czarnymi plamami. Koza złotawa jest rybą słodkowodną, zamieszkującą głównie czyste górskie lub nizinne rzeki o dnie kamienistym, lub zamulonym, które koza przeszukuje w poszukiwaniu pokarmu swoją ,,bródką''. W Polsce występuje na terenie Wisły, Odry, Czarnej Orawy i Strwiąża. Jest gatunkiem ginącym z powodu zanieczyszczenia wód. Gatunek całkowicie chroniony. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze.







W polskich wodach można też spotkać niepolskie ryby. Mam na myśli amura białego rodem z Dalekiego Wschodu. Do Polski sprowadzony z terenów ówczesnego Związku Radzieckiego, dobrze się zaaklimatyzował, nie wyrządzając szkód w pierwotnym ekosystemie. Jest to cenna ryba połowowa, w Chinach ceniona także za to, że oczyszcza kanały z odpadków spożywczych.








,,Dzieci i ryby głosu nie mają'' – głosi popularne przysłowie. Ze zrozumiałych względów wiemy, że dzieci jednak potrafią wydawać dźwięki, a i niektóre ryby, choć w odróżnieniu od dzieci nie mają strun głosowych, to również są władne to czynić. I to nawet całkiem spora grupka ryb tak potrafi. Dla naszego tematu najciekawsze będą piskorze. Nazwa, zapewne Czytelnikowi znajoma, określa żyjącego w polskich wodach jednego z największych rybich cudaków, mogących zadziwić wcale nie gorzej niż niejedna ryba egzotyczna. Ciało wydłużone, pokryte brązową, śliską skórą – gwarancją przeżycia w wysychającym mule, lub po połowie, kiedy piskorz wciska się rozpaczliwie między ciała innych ryb – może się uda uciec? Mała głowa z pyskiem zaopatrzonym w długie ampułki – narząd dotyku. Ogon zwierzęcia wieńczy mała płetwa podobna do wachlarza. Taki jest rysopis naszego bohatera, przejdźmy teraz do jego szokującej biologii. Geneza owej ,,akustycznej'' rybiej nazwy wiąże się ze sposobem oddychania. Piskorze mają dobry sposób na deficyt tlenu; kiedy wysycha akwen, w którym żyją, podpływają ku powierzchni i magazynują tlen. Gdy jelitowy zapas tego cennego pierwiastka się kończy to dzieje się to z głośnym piskiem. I tak piskorz jest piskorzem. Ciekawe tylko skąd ludzie będą czerpali tlen, gdy go zabraknie w atmosferze?! Gdy zbiornik całkiem wyschnie, piskorz wkręca się w muł i tak czeka w stanie odrętwienia lepszych czasów. Potrafi również wyczuć burzę, a gnijąc świeci. Z tego powodu często był dawniej używany w domostwach zamiast lampy – tani i nie wywołujący pożarów. Piskorza można by nazwać najbardziej niezwykłą rybą krajową i będzie to prawda.



1 W mojej powieści ,,Tatra cz. III Ona i on'' dostępnej na tym blogu, Kościej I Nieśmiertelny umarł zadławiwszy się ośćmi karasi w śmietanie. Stracił nieśmiertelność w wyniku poświęcenia królowej Tatry, która wydała się na tortury, aby go pokonać.
2 Na tym blogu jest zamieszczone opowiadanie fantasy ,,Kiełb'' o człowieku z ery jedenastej, który potrafił przybierać postać różnych zwierząt w tym kiełbi ;).   

środa, 19 lipca 2017

Łaszowate










Łaszowate są grupą prymitywnych ssaków drapieżnych, najbliżej spokrewnionych z hienowatymi, prowadzącą bardzo zróżnicowany tryb życia w ciepłych rejonach Starego Świata (naturalny areał) w bardzo zróżnicowanych środowiskach jak: naziemne (surykatki, mangusty), nadrzewne (binturongi, łaskuny, lizangi) i wodny (mampalon, mangusta błotna). Celem tego artykułu jest zapoznanie Czytelnika z tymi zwierzętami. 1









Mangusty żyją rozsiane w tropikach Azji i Afryki, oraz zostały sprowadzone do Hiszpanii i Włoch w celach tępienia węży. Z takim samym zamiarem, sprowadzona na Karaiby, należące do tej grupy indyjskie mungo, osławione jako tępiciele węży przez R. Kiplinga w ,,Księdze dżungli''. Jaki był skutek owej przeprowadzki? Negatywny. Mungo wytępiły nie tylko węże (również mające swoje miejsce w ekosystemie), ale jakby ,,na bis'' także wszystkie tamtejsze gady i płazy, oraz niemal połowę ptaków. Po co miały atakować, zgodnie z życzeniem ludzi, agresywne i silne szczury, kiedy tu miały tyle innej jakże bezbronnej zwierzyny! Na terenie swego areału, nie wyrządzały takich szkód. Człowiek – niemądry, bo niepomny wcześniejszych katastrof ekologicznych z udziałem bezmyślnie introdukowanych na obce tereny zwierząt, znów wywołał krwawy bałagan w ekosystemie i tak Karaiby pobiły smutny rekord największej liczby wytępionych gatunków. Wygląd rozmaitych mangust jest podobny. Przypominają łasicowate, są pokryte szarym futrem. Mają krótki pysk, wypełniony ostrymi zębami, uzbrojone w pazury łapy, oraz puszysty ogon. U pewnego gatunku tych zwierząt odbyt jest zaopatrzony w płatki skóry imitujące płatki kwiatów. Zwabia to zapylające kwiaty owady, a te są błyskawicznie łapane przez zwinne zwierzę i trafiają do jego żołądka. Mangusty żyją w małych stadkach, w Afryce często za swoje lokum obierające opustoszałe termitiery. Za mangustami karłowatymi, wyruszającymi na łowy, często podążają dzioborożce, zjadając wypłoszone przez nie małe zwierzątka, same natomiast ostrzegają swoich mimowolnych karmicieli przed niebezpieczeństwem. A właściwie czym żywią się mangusty, bo były jakieś wzmianki o wężach, owadach... Oczywiście to tylko niektóre pozycje ich menu. W jego skład wchodzą też: skorpiony, pająki, ślimaki, dżdżownice, gryzonie, jaszczurki i ptaki. ,,Dzieciństwo'' młodych mangust przebiega nieco inaczej niż u innych ssaków drapieżnych, bo w dość spartańskich warunkach. Gęsto owłosione młode spoczywają na gołej ziemi nory. Nieznajomość tego faktu doprowadziła w pewnej hodowli do tragicznej w skutkach pomyłki. Mianowicie opiekunowie dali małym mangustom za podściółkę siano. Niby to nic złego. Matka przyniosła im ociekające krwią mięso, które pobrudziło siano, zjedzone z kolei przez młode. A oto skutek: wszystkie młode zginęły, bo zjadły zakrwawione siano. Cenione i lubiane mangusty jak wiele innych zwierząt doczekały się czci religijnej w starożytnym Egipcie. Z tego powodu zostały nazwane ,,szczurami faraońskimi'', całkiem niesłusznie, bo przecież ichneumon – bo o tym gatunku mangusty mowa – nie tylko nie jest gryzoniem, ale jeszcze je zjada.







Surykatki żyją na afrykańskich sawannach. Mają wydłużone ciała, pokryte biało – szaro – rudawym futrem, długi ogon i również długie łapy, zdolne podnieść zwierzę do pozycji stojącej, aby mogło obserwować otoczenie. Są one uzbrojone w ostre pazury. Okrągła głowa ze spiczastym pyskiem, jest osadzona na krótkiej szyi, mieści również wielkie, czarne oczy i nos, oraz małe uszy. Zęby znajdują zastosowanie w ćwiartowaniu owadów, gryzoni, ptaków i jaszczurek. Surykatki żyją w małych grupach rodzinnych prowadzących koczowniczy tryb życia. Po wyeksploatowaniu danego odcinka sawanny, przenoszą się dalej ,,za zwierzyną''. Zresztą na samym początku swej egzystencji człowiek prowadził podobny tryb życia. Bywają oswajane do towarzystwa i tępienia gryzoni. Swoje przeżycia z odchowu surykatki opisała Hanna Gucwińska w książce ,,Zwierzęta w moim domu'' (w 1997 r. wydana została książka tej samej Autorki, o tym samym tytule, lecz o innych zwierzętach).








W pierwszych wiekach średniowiecza, wkrótce po powstaniu islamu, zaczął się tworzyć kalifat arabski, w kierunku północy najdalej sięgający do Hiszpanii. Razem z Arabami przybyły tam hodowane przez nich dla towarzystwa zwierzęta: małpy magoty (według innej hipotezy sprowadzone przez Rzymian) i należące do łaszowatych genety. W XV wieku nastąpiła rekonkwista, potem jeszcze wiele innych burzliwych zdarzeń przetoczyło się przez Hiszpanię, a zoologiczny ślad arabskiego panowania pozostał po dziś dzień. Magoty przeżyły wyłącznie na Gibraltarze, a genety objęły swoim europejskim areałem także południe Francji. Co wiemy o tych pierwotnych mieszkańcach Afryki? Wymieniona w tekście nazwa pochodzi z nazwy łacińskiej – Geneta geneta. W polskich opracowaniach bywa częściej nazywana żenetą. Jest pokryta szarym futrem w czarne cętki, na ogonie posiada czarne obręcze. Ciało wydłużone, ze spiczastą głową, krótkimi łapami i ogonem niemal tak długim jak całe ciało osiągające 80 cm długości. Żyje w lasach i prowadzi nocny tryb życia. Poluje na ptaki, gady, płazy i gryzonie. W średniowieczu kiedy koty były tępione, europejskie genety godnie je zastępowały – była to po prostu kontynuacja dawnych arabskich zwyczajów hodowlanych – aktualnie archaicznych. Z czasem jednak kot odniósł ,,zwycięstwo'' nad wszystkimi swoimi zastępnikami.







Łaszowate są grupą bardzo starych drapieżników, stąd ich różnorodność – efekt zajmowania najróżniejszych, dawniej pustych nisz ekologicznych. Jedną z nich było miejsce wielkich drapieżników – najbardziej narażoną na konkurencję pokarmową ze strony grup lepiej przystosowanych np. kotowatych. Jednak nie wszędzie polują drapieżniki ,,nowej generacji'', toteż dla świata zachował się w pewnym miejscu ostatni taki gatunek. Tym rejonem jest Madagaskar, a zwierzęciem fossa. 2 Jest to największy przedstawiciel łaszowatych. Sylwetką przypomina nieco połączenie kota i kuny. Pokryta jest brązowym futrem. Fossa to największy drapieżnik w ekosystemie Madagaskaru, utrzymujący równowagę w populacjach wszystkich zwierząt mniejszych od siebie. Kiedy po wyspie chodziły epiornisy, fossa polowała na ich pisklęta; dorosłe ptaki były za duże i za silne, a jaja za twarde. Kontrowersje dotyczą możliwości napadu fossy na człowieka. Jedne opracowania to potwierdzają, inne nie dają temu wiary, podobnie jak pogląd krajowców o pianiu koguta jako najlepszym sposobie wywabienia fossy z kryjówki. Jakkolwiek by nie było, wiadomo, że największym wrogiem omawianego gatunku jest człowiek. W wierzeniach malgaskich fossa podobnie jak palczak czy kameleon występuje jako demon wcielony w zwierzę i jest rytualnie męczona przed śmiercią. Warto zwrócić uwagę, że w średniowiecznej Europie podobny los spotkał wiele kotów. Fossa jest gatunkiem ginącym.







Niewesoło przedstawia się też sprawa z innym mieszkańcem Madagaskaru, galidią kasztanowatą. 3 Jest wysmukła i znacznie mniejsza od fossy. Pokryta jest futrem w intensywnym kolorze kasztanowatym, utrwalonym w nazwie. Odżywia się ptakami, gryzoniami i owadami. Powodem jej zguby jest owe futro, będące częstym celem polowań.







Kandydatem do tytułu najbardziej tajemniczego przedstawiciela łaszowatych, a wiele z nich jest słabo poznanych – możemy nazwać rybożera. Oto jego ,,rysopis'' na podstawie spreparowanych okazów muzealnych: pokryty brązowym futrem, wysmukły zwierzak, z długim pyskiem i również długim ogonem. Pochodzi z lasów tropikalnych Afryki. Jego nazwę utworzono od zjadanych przez niego ryb.







W odróżnieniu od wcześniej opisywanych mangust, surykatek i genet tylko sporadycznie oswajanych, znacznie częściej hoduje się cywety. Gospodarczy aspekt ludzkiego zainteresowania nimi to tzw. ,,cywet'' – wydzielina zapachowa tych zwierząt przez ludzi wykorzystywana jako utrwalacz zapachów w przemyśle perfumeryjnym. Jest w tym celu hodowana na terenie swego areału obejmującego Indie, Azję Południowo – Wschodnią i północ Afryki. Krótkie i zaokrąglone pysk i ogon, ciało pokryte szarym, czarno nakrapianym futrem. Cyweta żywi się: owadami, ptakami, jaszczurkami, małymi ssakami i owocami.







Wśród koron drzew Azji Południowo – Wschodniej spotykany też tajemnicze lizangi, słabo poznane, o ciele pokrytym czarnymi cętkami na białym tle.






A na zakończenie opowiedzmy sobie o dość niezwykłym sposobie polowania. Azjatycki mampalon to ssak, który ,,zastąpił'' krokodyla! Przypomina nieco wydrę, o długim spiczastym pysku, długich wibrysach i krótkim ogonie. Pokryty jest brązowym futrem z białym brzuchem. Poluje w wodzie, chwytając z brzegu pijące zwierzęta jak gryzonie i ptaki.




1 W nowszej systematyce łaszowate i mangusty są odrębnymi rodzinami w obrębie podrzędu kotokształtnych, do którego zaliczają się również hieny i kotowate.
2 W nowszej systematyce fossę zalicza się do rodziny falanrukowatych w obrębie podrzędu kotokształtnych.
3 W nowszej systematyce galidię kasztanowatą zalicza się do rodziny falanrukowatych. w obrębie podrzędu kotokształtnych.

wtorek, 18 lipca 2017

Zwierzęta stepowe cz. 3









Na stepach spotykamy również liczne gatunki ssaków. W XVIII wieku kiedy kapitan James Cook przybył do brzegów Australii, Europejczycy dowiedzieli się o istnieniu wielu niezwykłych gatunków zwierząt. Wcześniej przybijały tam statki Holendrów i Hiszpanów, ale wyprawa brytyjska była najsłynniejsza, a relacja samego kapitana o pewnym gatunku tamtejszych torbaczy wzbudziła wielkie lingwistyczne spory. Owe tajemnicze zwierzę zostało nazwane ,,kangaroo''. Przypuszczalnie jest to nazwa zapożyczona z jakiegoś miejscowego języka i pozostaje nam w to wierzyć lub nie. Po spolszczeniu zwierzę to nazywa się kangur. Jest to cała grupa torbaczy roślinożernych przystosowanych do najrozmaitszych środowisk i trybów życia jak: nadrzewny, górski, błotny, małe gatunki prowadzą nawet synantropijny tryb życia. Kangury o wymiarach dużych i średnich zasiedlają stepy. Są to takie gatunki jak: kangur rudy, kangur szary i rozmaite walabie. Wymienione gatunki, zwłaszcza kangur rudy są największymi współczesnymi torbaczami osiągającymi do 2 metrów długości. Na australijskich scrubach zajmują niszę ekologiczną dużych zwierząt kopytnych, ale nie upodobniły się do nich. Najwyżej ich głowy mogą budzić skojarzenia z głowami saren lub antylop, ale na tym koniec. Przypominają raczej monstrualnej wielkości króliki. Istnieje u nich łatwo dostrzegalna dysproporcja między kończynami górnymi a dolnymi. W pozycji stojącej te pierwsze zwisają jak dłonie. Natomiast silnie umięśnione kończyny dolne przypominają skoki zająca. Do podpory służy kangurom długi, umięśniony ogon. Kangur potrafi celnym kopniakiem złamać kręgosłup, a schwyciwszy naturalnego wroga jakim jest dingo w tylne kończyny jak kleszcze i podpierając się ogonem potrafi go wepchnąć do wody i utopić. Może także porządnie poturbować przednimi łapami. Często kangury są przedstawiane w rękawicach bokserskich ;). Kangur szary skacze z prędkością 80 km/ h i to na odległość 13 metrów, zaś kangur rudy może skoczyć na wysokość aż 3 metrów. Żywią się głównie trawą. Sposób ich rozmnażania przez wiele lat budził kontrowersje. Ssaki te należą do torbaczy, zwierząt o mniej rozwiniętym mózgu i instynkcie macierzyńskim. Samica rodzi młode wymiarów ziarna fasoli; nagie, ślepe i z niewykształconymi kończynami. Mozolnie wspina się ono po pasie matczynego futra zaznaczonego śliną i to musi mu wystarczyć. Jak się wreszcie dostaną do przytulnej torby, rosną tam i osiągają ,,dorosłe'' proporcje ciała. Ograniczoność instynktu macierzyńskiego torbaczy przejawia się w wyrzucaniu młodych z torby w razie ucieczki. Jest to oczywiście sposób na odwrócenie uwagi drapieżników i nie powinien być oceniany w kategoriach moralnych. Start życia młodych torbaczy jest więc trudny, ale nie przeszkadza to kangurom w wysokiej płodności. Sprawia to wielką uciążliwość w ich liczeniu. W Australii toczą się zawzięte spory między ekologami a hodowcami owiec co do kangurów. Wkrótce po skolonizowaniu tego kontynentu i sprowadzeniu z Europy całej trzody, zaczęto mordować wszelkie rodzime zwierzęta zarówno drapieżne jak i roślinożerne, w więc kangurom też się dostało. Za to tylko, że zajmowały swoje miejsce w przyrodzie, miejsce dużych roślinożerców, którymi są owce i pod pretekstem konkurencji pokarmowej, rzeź kangurów trwa nadal, tyle tylko, że z ograniczeniami. To tylko jedna strona medalu. Kangury są przecież cenną zwierzyną łowną. Cenione jest kangurze mięso zjadane przez ludzi jak i przerabiane na karmę dla psów i kotów. Podobnie ceni się skóry, dawniej używane do produkcji obuwia sportowego, przeciw czemu protestował Greenpeace. Darujmy życie kangurom, bo to byłby wstyd dla Australii gdyby straciła jedno ze swych herbowych zwierząt.







Wśród pełnych owadów trawiastych gąszczy spotykamy liczne znajdujące tu pokarm i kryjówki owadożerne. Należy do nich bliski krewny naszego jeża. Jest to jeż uszaty. Różni się przede wszystkim bardziej wydłużonymi uszami i bardziej spiczastym pyskiem. Płowe futro, na drodze ewolucji przekształcone w twarde kolce na grzbiecie koloru żółto – brązowego. Gdyby nie te kolce można by patrząc na jego pyszczek pomyśleć, że to małe prosiątko, jego uszy mogłyby służyć jako klapki na oczy gdyby były zagięte do środka! Jeż uszaty zamieszkuje stepy i pustynie Ukrainy, Azji Środkowej i Afryki Północnej. Tak samo jak jeż europejski jest mięsożerny. Zimą na chłodnych krańcach swego areału stosuje hibernację.
Spotykamy też liczne gryzonie. Należące do nich myszy i szczury powstały właśnie na stepach Azji Środkowej i tam gdzie miały dostatek ziaren traw, szybko opanowały pola uprawne i razem z człowiekiem podbiły świat. Spotykamy je nawet w stacjach polarnych!







Na preriach Ameryki Północnej żyje endemiczny gatunek nornikowatych, tzw. mysz śpiewająca, wbrew nazwie bliska krewna chomika. Pokryta jasno – szarym futerkiem z kontrastowymi czarnymi oczami i białym brzuchem, niewiele różni się od prawdziwych myszy. Jednak zatrzymując wzrok na mysim zadku spostrzegamy ogon inny niż u myszy domowej, bo krótki i gruby. Jej menu również jest inne niż u myszy. Na terenie swego areału została nazwana ,,grasshopper mouse'' – mysz od koników polnych. I nie tylko ich! Mysz śpiewająca nie przepuści żadnemu owadowi, zjada też skorpiony, ślimaki, jaszczurki, ale nawet same myszy! Ziarna są dla niej tylko uzupełnieniem mięsnej diety. Omawiany gatunek nie potrafi śpiewać jak człowiek, nie imituje również głosów ptasich. Wydając swoje piskliwe dźwięki staje na tylnych łapach, co może budzić skojarzenia z artystą – śpiewakiem. Ot i cała tajemnica mysiego ,,śpiewu''.







Wiewiórka ziemna żyje na afrykańskich sawannach. Ma proporcje anatomiczne naszych leśnych ,,rudych kitek'', ale inne ubarwienie futra, które nie tworzy tak charakterystycznych ozdób na uszach i ogonie. Ma ono maskujący kolor płowo – brązowy, na brzuchu szary. Żyją one całymi rodzinami w podziemnych norach. Odżywiają się owadami, nasionami, jajami, pisklętami, drobnymi kręgowcami itd.







Na stepach żyją też inni przedstawicieli wiewiórkowatych jak susły, suwaki, ślepce czy pieski preriowe. Zatrzymajmy się na tych ostatnich. W XIX wieku kiedy mieszkańcy rozrastającego się państwa USA kolonizowali nowe, zachodnie tereny, ich oczom ukazały się małe, futerkowe zwierzątka stojące na tylnych łapach i wydające szczekające odgłosy. Nie były to psy, ale gryzonie, kuzyni naszych susłów, nieświszczuki, dla których z powodu tego głosu utworzono nazwę piesków preriowych. Poza tym nie przypominają one w niczym żadnych psów. W gruncie północnoamerykańskich prerii drążą rozległe nory, obrazowo zwane miastami i w nazwie tej nie ma antropomorfizmu. Łączność ze światem zapewnia wylot połączony z wałem ochronnym (np. przed powodzią). W jego pobliżu pieski preriowe w małych grupkach poszukują roślinnego pokarmu, z czego jeden osobnik wypatruje niebezpieczeństwa w postaci: ptaków drapieżnych, kojotów i dzikich kotów. Gdy spostrzeże wroga, wówczas na prerii ma miejsce scena, którą w Polsce można obserwować u tatrzańskich świstaków. Na szczeknięcie wartownika (świstaki gwiżdżą) pieski preriowe razem z osobnikiem ostrzegającym panicznie kryją się do nor. Oczywiście nie wszystkie osiągają zbawczą czeluść, a i w środku nie zawsze dożywają naturalnej śmierci. Od chwili gdy narodzone w osobnych komorach młode wydorośleją, rolę się zmieniają i piesek preriowy zaczyna konkurować z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Bo też pieski preriowe nie są wcale zgodne. W rzeczywistości pojedyncze osobniki ostro się zwalczają. Popularnym sposobem na zgładzenie konkurenta jest jego zakopanie w jednym z korytarzy. Jeśli piesek preriowy będzie źle zasypany, nie zapomni o zemście... Ponadto inni mieszkańcy podziemnych miast, sowy ziemne polują na młode pieski preriowe, których rodzice podjadają im jaja. Bardziej uciążliwymi lokatorami są norki zjadające każdej nocy budowniczych ,,miasta'', którzy przed tak potężnym wrogiem są całkowicie bezbronni. Koszmar trwa przez cały czas egzystencji drapieżnego sąsiada.








Od czasu przywiezienia z Syrii na uniwersytet w Jerozolimie całej ich rodziny, niewielkie, sympatyczne gryzonie z rodziny nornikowatych, zwane chomikami syryjskimi, na trwałe zagościły w domach i sercach milionów rodzin w całej Europie jak i w laboratoriach i w hodowlach karmowych.







Podczas gdy żyją one w domowych terrariach, w stanie dzikim żyje chomik europejski. Jego środowiskiem są tereny stepowe i pola uprawne. W Polsce żyje jako powracający relikt z plejstocenu, kiedy to było więcej dzikich terenów trawiastych. Jak odróżnić go od chomików syryjskich? Przede wszystkim jest większy. Jego ciało pokrywa łaciate, biało – brązowo futro, na brzuchu czarne, co upodabnia go do reprezentantki marowatych, świnki morskiej. Nie tylko miejsce w systematyce i zamieszkiwany areał dzielą te dwa tylko z pozoru podobne do siebie gryzonie. W przeciwieństwie do łagodnych świnek i chomików syryjskich, kuzyn tego ostatniego wzięty do ręki gryzie i drapie, czym potrafi dokuczyć nie tylko człowiekowi, ale każdemu napastnikowi. Oczywiście chomik nie może zabić wroga, ale przecież trudno taki ból wytrzymać i o to chodzi! Jako przypadek skrajnej, brawury chomika można potraktować ataki na nogi przechodniów. Istnieje nawet pogląd, że nie da się go hodować w akwarium jak chomika syryjskiego. Chomik europejski jest wszystkożerny; do jego żołądka trafia nie tylko ziarno, ale i owady, ślimaki, dżdżownice, a nawet drobne kręgowce. Pokarm transportuje w obszernych torbach policzkowych, gromadzi również zapasy ziarna. W krajach alpejskich istniał zawód tępicieli chomików. Po zabiciu mieszkańca nory, opróżniano ją ze zbożowych zapasów. Odzyskane ziarno szło potem do młynów, piekarni i żołądków, a że było wcześniej transportowane w pysku zwierzęcia i miało kontakt ze śliną – nikomu to nie przeszkadzało, aż do czasu dokonanego przez Pasteura odkrycia bakterii i zmniejszenia się liczebności chomików. Wówczas ich tępiciele poszerzyli liczbę zawodów wymarłych. Zimą chomik europejski stosuje hibernację. Jest on gatunkiem bardzo plennym. Samica rodzi wiele nagich i bezbronnych młodych w podziemnym gnieździe, którego maksymalna głębokość odnotowana w Rosji wynosiła: 1,8 metra. Samica opiekuje się chomiczkami troskliwie, ale nie wszystkie dożywają wieku dorosłego. Przez zmęczoną porodem matkę zjadane jest łożysko i martwe płody. Wystarczy aby chomiczek przespał choćby jeden posiłek, a już byłby uznany za martwego i zjedzony. Na ludzki gust jest to działanie obrzydliwe, ale dla chomików praktyczne; odpady muszą być usuwane szybko i możliwie ekonomicznie. Podobnie jest u chomika syryjskiego. Tak samo nietolerowane byłyby obce młode. W Polsce jest gatunkiem rzadkim, więc aby w imieniu ochrony roślin, całkiem go nie wybito, został objęty ochroną.








Widząc na afrykańskiej sawannie coś co przypomina kangura, niekoniecznie trzeba mieć przywidzenia, bo takie zwierzę istnieje, ale nie jest kangurem, ani w ogóle torbaczem. Jest to ssak łożyskowy z rzędu gryzoni. Nazywa się postrzałka. Osiąga okazałe wymiary ciała, ubarwienie maskujące. Uszy duże, ogon długi i puchaty. Prowadzi nocny tryb życia. Jest roślinożerna. Przez europejskich kolonistów została nazwana ,,skaczącym zającem'' – całkiem niesłusznie, bo chociaż zajęczaki były przez dawnych autorów zaliczane do gryzoni, to obecnie wiemy, że są odrębnym rzędem, a postrzałka to gryzoń pozbawiony bliższego pokrewieństwa z zającami, królikami i szczekuszkami.








Bezpański pies wałęsający się po jednym z afrykańskich miast doskakuje do masywnego, wolno idącego gryzonia, wyglądającego jak olbrzymi jeż, którym jednak nie jest. Atak skończył się równie szybko jak zaczął i nasz pies odskoczył obolały, bo ozdobiony długimi kolcami, a tajemniczy zwierzak z wolna ruszył dalej. Wie Czytelnik o jakim zwierzęciu mowa? Powtarzam: jeż należy do owadożernych, a nasz bohater to gryzoń mający inne zwyczaje i proporcje anatomiczne niż u jeży. Dosyć zagadki. Tym zwierzęciem jest jeżozwierz. W Starym Świecie wyróżniamy ich dwa gatunki: jeżozwierza afrykańskiego i indyjskiego. Jeżozwierze osiągają okazałe wymiary ciała ok. 1 metra, budowę mają masywną i ciężką. Pokryte są szarym lub czarnym futrem, na grzbiecie przekształconym w toku ewolucji w kolce. Są one długie i giętkie, koloru białego lub szarego. Czynią one z ciała jeżozwierza istną twierdzę – niebezpieczną przy rozbrajaniu przez drapieżniki. Każdy obronny włos jest haczykowato zakończony i przy lada dotknięciu opuszcza skórę. O ile łatwo taki włos wyrwać od podstawy, o tyle trudno sprostać działaniu górnych haczyków. Drapieżniki, które polowały na jeżozwierze często spotyka jako wynik łowów kalectwo lub śmierć. W ich kolcach nie ma jadu, ani nie są wystrzeliwane w kierunku wroga jak głoszą krążące o jeżozwierzach stereotypy. Prawda jest taka, że zaatakowany jeżozwierz chrząka ostrzegawczo, po czym aby chronić pysk przed kontaktem z zębami i pazurami drapieżnika, biegnie w jego kierunku tyłem, a więc bolesna nauczka jest możliwa do uniknięcia. Owa bojowa ,,fryzura'' przeszkadza nie tylko drapieżnikom w polowaniu na jeżozwierze, ale także im samym w zapłodnieniu. Po prostu muszą kopulować bardzo ostrożnie! Po walce z osobnikami swojego gatunku, jeżozwierze usuwają z własnej skóry fragmenty uzbrojenia przeciwnika. Jeżozwierze żywią się pokarmem roślinnym; ostami, ziołami, owocami. Te z nich, prowadzące synantropijny tryb życia, wyjadają również odpadki spożywcze ze śmietników. Tym amatorem mięsa jeżozwierzy, który najłatwiej może się nim delektować jest człowiek. Właśnie w celach kulinarnych starożytni Rzymianie sprowadzili z Afryki jeżozwierze do Europy. Śródziemnomorskie populacje jeżozwierzy przeżyły amatorów swego mięsa i po dzień dzisiejszy stały się pełnoprawnymi członkami ekosystemu Europy Południowej.







Na afrykańskich sawannach niszę ekologiczną amerykańskich mrówkojadów zajmują mrówniki. Nazwy obu zwierząt są podobne, ale tylko one łączą te dwa zwierzęta, które nie są bliżej spokrewnione. Mrównik jest jedynym żyjącym przedstawicielem słupozębnych, u których ,,klasyczne'' zęby zastępują kościane kolumienki. Pokryte brązowym futrem, masywne ciało mrównika osiąga 1 m długości. Głowa wydłużona, zakończona ryjowatym pyskiem, kryjącym w sobie owe słupkowate zęby i długi język pokryty lepką substancją. Obrazu dopełniają długie, odstające uszy. Dalej widzimy krótką, grubą szyję, która łączy głowę z beczkowatym kadłubem. Jest on podparty na czterech grubych, krótkich łapach uzbrojonych w długie pazury, które zaważyły na nadaniu mrównikowi arabskiego określenia ,,ojciec pazurów''. Służą one zwierzęciu do kopania nor i uszkadzania termitier. Z tyłu widzimy krótki, gruby ogon. Mrównik prowadzi nocny tryb życia, a podczas owych nocnych eskapad, jego lepki język niesie do gardła dowód na mylność nazwy zwierzęcia. Termity bywają mylone z mrówkami, tak więc nazwa ,,mrównik'' przypadła zwierzęciu, które nie trawi prawdziwych mrówek. Jeśli jesteśmy już przy nazwach, mrównik bywa nazywany ,,prosięciem ziemnym'' nie tylko z powodu kształtu pyska, ale i jadalnego mięsa.







Zajmijmy się teraz ssakami drapieżnymi polującymi na stepach. Kot nubijski jest przodkiem kota domowego. W Azji przodkami wylegujących się na piecach Mruczusiów były tamtejsze małe gatunki kotowatych np. manule. Kot nubijski został oswojony przez starożytnych Egipcjan, jako w przeciwieństwie do lwa, nieszkodliwe, a równie piękne wyobrażenie władzy faraona, a także jako tępiciel myszy i szczurów. Doczekał się wielkiej czci. Następnie kot został przez Rzymian rozprowadzony po Europie, a stamtąd razem już z nowożytnymi kolonistami został sprowadzony do Nowego Świata i Oceanii. Kocia popularność trwa nadal. Tymczasem jego afrykański przodek do dzisiaj zamieszkuje tereny Afryki Północnej. Wyglądem niewiele różni się od zwykłych dachowców, ma jednak bardziej masywną głowę i zawsze prążkowane łapy, harmonizujące z płowym futrem. Jest mięsożerny, poluje na ptaki, gryzonie i inne małe kręgowce.








Na afrykańskich sawannach żyje inny mały przedstawiciel kotowatych, który jednak nie doświadczył prób domestykacji. Mam na myśli serwala. Sylwetką przypomina on miniaturowego geparda, również ma wydłużone nogi, ale nie jest takim dobrym biegaczem. Ogon wydłużony, ale nie sięgający podłoża. Zwierzę to ma małą, kształtną głowę z monstrualnej wielkości, spiczastymi uszami. Ciało jest obleczone skórą w maskujące czarne cętki na płowym tle, ale tylko na terenach suchych. Im bardziej rejon występowania serwali jest podmokły, tym cętki bardziej podobne do łat – zdarzają się nawet całkiem czarne osobniki. Wielkie uszy serwala zapewniają mu dobry słuch. Serwal jest dobrym skoczkiem, specjalizującym się w chwytaniu zrywających się do lotu ptaków. Nie tylko one zajmują miejsce w jego bogatym jadłospisie. Zjada on także: gryzonie, zajęczaki, owady, gady, a nawet jagnięta, lub małe antylopy. Jego piękne, cętkowane futro jest częstym celem polowań, w wyniku których zamiera populacja tego kota, już wymarłego na północy kontynentu. Czarę goryczy dopełnia także niszczenie jego siedlisk. Ciągle jeszcze pospolity serwal już niedługo może znaleźć się na liście zagrożonych gatunków.








O ile nasz Lynx lynx jest gatunkiem leśno – górskim, to jego bliski krewny z Ameryki Północnej, ryś rudy zasiedla zasiedla znacznie większy asortyment siedlisk. Znajdujemy go w lasach, górach, na bagnach i co dla naszego tematu najciekawsze – na preriach. Od naszego rysia odróżnia go nieco bardziej rude futro, z obecnością czarnych cętek. Poza tym ma takie same proporcje anatomiczne, ten sam bystry wzrok i te same charakterystyczne ,,pędzelki'' na uszach. Ogon tak samo szczątkowy. Rude futro tego rysia jest przyczyną jego zguby.







Wracając do Starego Świata, na jego stepach i pustyniach również spotykamy rysie. Nazwa karakal pochodzi od tureckiego słowa oznaczającego ,,czarne ucho''. Uszy karakala są długie i czarne, zwieńczone okazałymi kitkami włosia. Inną ozdobą małej, kształtnej głowy samca są bokobrody, u rasy nigeryjskiej są one białego koloru. Posiada też najdłuższy u wszystkich rysiów ogon. Futro w maskującym, brązowym kolorze. Niezwykłe piękno tych stepowych rysiów zapewniło im wielką popularność – hodowane na dworach, możnowładców, bawiły ludzi chwytanie gołębi, oczywiście na swój użytek. Karakale są niezwykle sprawne fizycznie. Potrafią transportować nawet bardzo ciężkie ofiary i skoczywszy niemal pionowo na wysokość 3 metrów schwytać ptaka w locie. Oczywiście nie samymi ptakami karakal żyje. Poluje też na: gady, gryzonie, zajęczaki i kopytne. Karakal nie ma naturalnych wrogów poza człowiekiem, ceniącym jego futro i niszczącym siedliska tego rysia. Jest on gatunkiem ginącym.
Na omawianym terenie występują również wielkie koty, których reprezentantami na afrykańskich sawannach są lwy. […].







Lampart zwany panterą, lub leopardem jest najmniejszym przedstawicielem afrykańskich wielkich kotów. Najmniejszym, ale i cieszącym się wielką popularnością. Wyróżniamy dwie odmiany barwne tych pięknych kotów:
- cętkowana: na płowym tle widać czarne cętki, przełamane w kilku miejscach, tzw. ,,rozetki'', o ich wyglądzie warto pamiętać, aby nie pomylić lamparta z innymi kotowatymi o podobnym ubarwieniu,
- czarna (melanistyczna): ma czarne futro, na którym widzimy cętki dopiero patrząc pod światło.
,,Granice'' między tymi odmianami są na tyle luźne, że często potomstwo jest ubarwione inaczej od matki. Lamparty żyją w Indiach, na Cejlonie, w Azji Południowo – Wschodniej i w Afryce, w środowisku zarówno leśnym jak i stepowym, a nawet w pobliżu siedzib ludzkich. Znany jest przypadek zawędrowania pojedynczego lamparta na sam szczyt Kilimandżaro. Zwierzę to jest prawdziwym mistrzem łowów. Jego łupem padają najrozmaitsze zwierzęta: kopytne, ptaki, gryzonie, żółwie, węże, małpy, bardzo lubi też mięso psów, za którym to podążył w ślad za człowiekiem. Najbardziej znane metody lamparcich łowów to spadanie z gałęzi drzewa na grzbiet przechodzącej ofiary, lub mozolne czołganie się w trawie do upatrzonej sztuki, gdzie lampart jest zamaskowany dzięki swemu ubarwieniu. Kiedy dopadnie swoją zdobycz, zabija ją przegryzając gardło, zjada z ciała tyle aby się nasycić, a resztę w celu zabezpieczenia przed innymi drapieżcami wiesza na drzewie. Według murzyńskiej legendy w pilnowaniu mięsa ma pomagać mu orzeł. W łowach lampart wykazuje dużo sprytu i brawury. Na terenach zaludnionych prowadzi nocny tryb życia. Może być groźny nie tylko dla swoich ofiar, ale i wrogów. Oczywiście nie wrogów naturalnych, ale myśliwych; źle trafiony lampart ściga zajadle swego oprawcę, póki nie zagryzie. Przy ,,zemście'' naraża się nie tylko na dalsze strzały, ale i na nóż lub pistolet, którym niejeden myśliwy w ostatniej chwili ,,odmienił role'' w czasie lamparciego ataku. Najbardziej cenioną częścią lamparciego ciała jest jego piękne futro, cenione na przestrzeni wieków zarówno przez murzyńskich królów jak i polskich husarzy (w szlacheckiej Polsce o urodzie cętkowanych futer stanowiły liczne i gęsto ułożone cętki). W XX wieku lamparcie i inne kocie futra były modną częścią kobiecej garderoby. Na afrykańskich sawannach rozpoczęła się rzeź nie tylko dla futer, ale i pod pretekstem ochrony trzody. Szybko jednak pożałowano tępienia lampartów, ponieważ straszliwie rozplenione stada małp pustoszyły uprawy. Były to małpy, którym zabrakło naturalnego czynnika regulacji populacyjnej. Oczywiście nauczono się rozumu, rozpoczęto reintrodukcję lampartów, nowo sprowadzone osobniki objęto ochroną prawną i rozpoczęto konfiskatę przemycanych futer. ,,Kobietom odzianym w futra zagrożonych gatunków – wstęp wzbroniony'' – głosi napis w niektórych ogrodach zoologicznych zaangażowanych w ochronę dzikiej przyrody.







Niektórzy ludzie słabo zaznajomieni z arkanami zoologii nagminnie mylą między sobą lamparty i gepardy. Nie bagatelizujmy tego błędu, bo gepard jest odrębnym gatunkiem i to nawet łatwym do rozpoznania. Z powodu swego niezwykłego wyglądu niegdyś próbowano go zaliczyć do psowatych. Obecnie wiemy, że gepard jest kotem, dla którego wyodrębniono rodzaj Acionyx, 1 którego jest on jedynym reprezentantem. Pisząc niniejsze zdanie mam na myśli ,,jedynym znanym'', ponieważ w plejstocenie Nowy Świat zamieszkiwały gepardy olbrzymie, których aktualnie żyjącym potomkiem może być mityczna, meksykańska onza. Wróćmy jednak do tych gepardów, których egzystencji nie możemy zaprzeczyć. Czytelnik może się pewnie zapytać, jak odróżnić obydwa gatunki? Przede wszystkim nie ma czarno ubarwionych gepardów. Ich sylwetka jest przystosowana do biegu, a więc wysmukła i długonoga. Głowa mała, aby nie stanowiła ciężaru. Ogon długi. Pazury geparda pozostają zawsze na wierzchu, aby posiadający je zwierz nie przewrócił się podczas biegu. Skutkiem ubocznym tego faktu jest trwałe stępienie się pazurów; u dorosłego osobnika nie nadają się one do drzewnej wspinaczki. Powtarzam: u osobnika dorosłego, bo młode gepardziątka wyróżniające się jasną grzywką, mogą to robić – dopiero z wiekiem się tępią. Ciało geparda pokrywa cętkowane futro; na płowym tle widzimy czarne grochy. Pysk zdobią dwa podłużne pasy tzw. ,,ślady łez''. Istnieje również rasa geparda królewskiego (rexa) charakteryzująca się podłużną czarną pręgą przecinającą grzbiet. Naturalny areał Acionyx jubastus obejmuje: afrykańskie sawanny, Bliski Wschód i Indie. Kontrowersje dotyczą dzisiejszej egzystencji gepardów z Azji: jakkolwiek byłoby naprawdę, osobniki używane w Indiach do polowań, pochodzą z Afryki. Charcia sylwetka gepardów umożliwia im rozwijanie prędkości 112 km /h oczywiście na krótkim dystansie, bo gepardy szybko się męczą. Niemniej umożliwia im to polowanie. Gepardy zdobywają pokarm samotnie lub w parach. Po zabiciu zwierzyny, w przeciwieństwie do lwów i lampartów nie zjadają zawartości żołądka zawierającej dużo soli mineralnych potrzebnych aktywnym zwierzętom, co może być przyczyną szybkiego męczenia się owego sprintera świata kotów. Niedobór wody uzupełniają zjadaniem soczystych owoców. Ich młode podobnie jak wiele innych początkujących zwierzęcych łowców, ćwiczy uśmiercanie ofiary na przyniesionym przez matkę młodym lub wyczerpanym osobniku, co Ada Wińcza na kartach ,,Opowieści z sawann i buszu'' nazwała ,,najokrutniejszą sceną oglądaną w Afryce''. Łowieckie zdolności geparda wzbudziły zainteresowanie człowieka. Kot ów stał się cennym pomocnikiem myśliwych nazywanym błędnie ,,lampartem myśliwskim''. W średniowiecznej Europie oswojone do łowów gepardy spotykało się na Rusi Kijowskiej i na południu kontynentu. W XVI wieku król francuski Henryk IV miał oswojonego geparda, który w czasie Nocy Św. Bartłomieja uratował życie swemu panu. Gepardy łatwo się oswajają. Są przyjazne również dla innych zwierząt, z wyjątkiem tych drapieżnych jako wyzwalających w gepardzie agresję. Na dworach gepardy chowano całym stadami. Rekord pobił król indyjski Abkar mający aż 900 oswojonych pomocników łowieckich. W latach 70 – tych pokazywanie się z gepardem na smyczy było popularnym zwyczajem wielu sławnych ludzi. Przy odłowie gepardów wykorzystuje się ich zwyczaj ostrzenia i tak zawsze tępych pazurów; gepardzia łapa zaplątuje się się w linie zarzuconej z drzewa, po czym kot jest krępowany i wieziony do wioski. Tam przywiązuje się go na rynku, aby wśród ludzkiej wrzawy przyzwyczaił się do nowego otoczenia. Po tym zabiegu gepard jest już gotowy do łowów. Myśliwi wiozą geparda na taczce z zarzuconym na głowę kapturem. Gdy chce się aby gepard atakował, zdejmuje się z jego głowy kaptur i puszcza w ślad za zwierzyną. Po polowaniu gepard może zjeść część zdobyczy. Masowe odłowy gepardów do celów łowieckich szkodzą temu gatunkowi, który nie rozmnaża się w warunkach domowych. Nawet w ogrodach zoologicznych rzadko kiedy rodzą się młode gepardy. W 2000 r. taki piękny fenomen miał miejsce w warszawskim zoo. Dodatkowo gepardom zagrażają: odłowy dla futer i niszczenie jego siedlisk. Gepard jest gatunkiem ginącym, który budzi zachwyt u ludzi szanujących przyrodę . ,,Kiedy przyjdzie mi składać świadectwo św. Piotrowi, jedno będę mógł powiedzieć z całą pewnością: nigdy nie zabiłem geparda'' – Murray Smith.







Wśród traw spotykamy też polujące psowate. Należy do nich nie mający polskiej nazwy lis Vulpes velox. Żyje na preriach Ameryki Północnej. Poznajemy go po pięknym szaro – płowym ubarwieniu futra. Omawiany gatunek zwany przez Indian z plemienia Czarnych Stóp ,,senopahem'' zajmuje ważną rolę w kulturze tych ludzi, co ułatwiło pozyskanie pomocy Indian w dziele reintrodukcji tego gatunku.







Szakal jest jednym z hipotetycznych przodków psa, choć obecnie jego ,,kandydatura'' jest na ogół negowana. Głowę szakala (lub czarnego psa) miał czczony przez Egipcjan Anubis. Ich kult wziął się od zwyczaju zjadanie przez nie zwłok – uważano po prostu, że szakal spożywający trupa duszy dostać się na tamten świat. Po upadku kultury egipskiej kult szakali poszedł w zapomnienie. Występują one w Afryce, Azji Południowo – Zachodniej i w Indiach, w środowisku stepowym jak i synantropijnym. Wyglądem szakal przypomina miniaturowego wilka, a jego szare futro ma odcień zależny od gatunku. Szakale żywią się: kopytnymi, gryzoniami, zajęczakami, ptakami, gadami, owadami, padliną, a osobniki prowadzące synantropijny tryb życia wyjadają również odpadki spożywcze ze śmietników. Odgrywają ważną rolę w oczyszczaniu afrykańskich sawann. Wyróżniamy takie gatunki szakali jak: złocisty, czaprakowaty i etiopski.







W mitologii greckiej Likaon był królem, który chcąc oszukać bogów podał im do stołu mięso z człowieka, za co został zamieniony w wilka. W XIX wieku rozpoczęto masową eksplorację Afryki, również jej obszarów mieszczących sawanny. Owe mitologiczne skojarzenia odżyły na widok pewnych dzikich psowatych zamieszkujących omawiane środowisko, a nazywanych likaonami. Łacińska nazwa omawianego gatunku; Lycaon pictus w swoim drugim członie może budzić skojarzenia z kaledońskim plemieniem Piktów – całkiem słusznie, ponieważ ich nazwa utworzona przez Rzymian znaczy Ludzie Malowani, a omawiany gatunek sam wygląda jakby wyszedł z pracowni malarza abstrakcjonisty. Bywa tez nazywany ,,wilkiem malowanym''. Tymi niezwykłymi psowatymi interesowali się już starożytni Egipcjanie, którzy próbowali je hodować. Jak rozpoznać naszego bohatera? Wzrostem i sylwetką przypomina on dużego psa. Głowa z charakterystycznymi odstającymi uszami o zaokrąglonych końcówkach. Jego charakterystyczne ubarwienie jest mieszaniną barw: brązowej, białej i rudej, młode są koloru ciemnobrązowego z niewielkimi białymi przydatkami. Likaony żyją w stadach o ściśle zarysowanej hierarchii, za którymi często włóczą się hieny, a likaony uzupełniają zapas soli mineralnych przez spożywanie hienich odchodów. Polują grupowo, starając się zmęczyć ofiarę. Gdy się już do niej dorwą, zabijają wyrywając narządy wewnętrzne. Na tej podstawie likaony często oskarża się o okrucieństwo, ale przecież kilka razy już pisałem, że świata przyrody nie można oceniać w kategoriach moralnych! Po zakończeniu polowania pierwsze mogą się nasycić osobniki najsłabsze, a potem dopiero przywódca i elita stada. Część zdobyczy jest rozdzielana dla osobników, które opiekowały się potomstwem i nie mogły z tego powodu uczestniczyć w łowach. Jak więc widzimy tak potępiane za rzekome okrucieństwo likaony często są lepsze od rozumnych ludzi. Są one gatunkiem ginącym.








Kojoty przypominają szakale, których niszę ekologiczną zajmują na bardzo wielkim obszarze i na terenach krańcowo różnych. Kiedy Europejczycy zaczęli kolonizację Ameryki Północnej pod ogień ich strzelb poszły wielkie tamtejsze drapieżniki jak: pumy, wilki i niedźwiedzie. Nie zostały one całkiem wytępione, ale zredukowano drastycznie populację tych zwierząt, często obecnie ograniczającą się do parków narodowych i rezerwatów przyrodniczych, często balansującą na krawędzi zagłady. Wymienione zwierzęta były i są dla kojota wrogami i konkurentami, zaś orły polują na ich młode. Tak więc kiedy ich liczba spadła, zwiększyła się z kolei populacja kojotów. To mało powiedziane. Kojoty rozpleniły się niemal po całym kontynencie w wyniku czego ich aktualny areał sięga od Alaski po Kostarykę, od tundry po lasy tropikalne. Jednak pierwotnym siedliskiem kojotów są prerie, których te psowate są żywym symbolem. Są one mięsożerne. Polują na gryzonie, ptaki, owady, gady, zajęczaki. Na większe zwierzęta kopytne napadają stadami, dając przykład kunsztu łowieckiego i znakomitej współpracy. Ścigając używają systemu sztafetowego. Nie zawsze jednak zwierzęta innych gatunków są dla kojotów wrogiem, lub pokarmem. Niektóre samotnicze osobniki żyją w symbiozie z borsukami amerykańskimi; podczas gdy borsuk rozkopuje norę gryzoni, kojot je zabija i na koniec polowania oba zwierzęta dzielą się pokarmem. Same kojoty żyją w trwałych parach monogamicznych, rozpadających się dopiero po śmierci jednego z nich i wspólnie sprawują opiekę nad potomstwem. Mimo sporadycznie zabijanych zwierząt domowych, niemiłosiernie tępione przez farmerów kojoty w większej mierze zjadają prawdziwych wrogów gospodarstwa – wielkie ilości gryzoni. Na zakończenie i jednocześnie obronę kojotów, chciałbym przytoczyć ich zastosowanie w hodowli kóz. Serio. Młode kojoty są wychowywane razem z kozami i przez to uważają się za nie. Jako zwierzęta normalne mogące zjadać swoich ,,pobratymców'' osiągają wśród nich najwyższą funkcję w stadzie i tak godnie wyręczają ludzkiego pasterza.








Na argentyńskich pampasach żyje wilk grzywiasty przypominający okazałego lisa. Od czasu swego odkrycia w Europie był uważany wilka, bo jest duży. Później po dokładnej lustracji oczu wypchanego okazu stwierdzono, że ma się do czynienia z ogromnym lisem. Indianie od początku nazywali go ,,wielkim lisem''. Obecnie jednak wiemy, że nie jest to ani wilk, ani lis. Futro koloru ciemnorudego pokrywa wysmukłe ciało. Jest mięsożerny, poluje na gryzonie, ptaki, jaszczurki i kopytne. Jules Verne w ,,Dzieciach kapitana Granta'' kazał wilkom grzywiastym stwarzać zagrożenie nawet dla ludzi. Niezbyt chce się w to wierzyć, ale na pewno to człowiek zagraża temu gatunkowi, który w wyniku polowań i niszczenia siedlisk stał się gatunkiem ginącym. Jego ostatnim bastionem są ogrody zoologiczne i parki narodowe.







Najstarsi znani mieszkańcy Australii, Aborygeni przybyli z Indonezji. Razem z nimi na flotyllach dłubanek podróżował indonezyjski pies toneger, aktualnie znany z wykopalisk paleontologicznych. Na nowym terenie zostawił ślad swej dawnej egzystencji w postaci dziko żyjących dingo. Kiedy prapies toneger był jeszcze udomowiony jego funkcją była pomoc w łowach. Dingo są dużego wzrostu i sylwetką przypominają nieco owczarki niemieckie. Ubarwienie ich krótkiej sierści jest rude, lub brązowe. Z pozoru ma się wrażenie, że jest to po prstu zdziczały pies. W ogrodach zoologicznych nie cieszą się one u niektórych zwiedzających takim zainteresowaniem na jakie zasługują; ot, dyrektor ubzdurał sobie eksponować jakieś kundle – może pomyśleć niejeden. Co ciekawe dingo nie odróżniające się od ,,jakichś kundli'' nie potrafią szczekać, a tylko warczeć. Żyją w stadach polujących na: torbacze, ptaki, gady i wiele innych zwierząt. Z powodu wyrządzania nie aż tak wielkich, choć widocznych strat w trzodzie, dingo są bezlitośnie tępione i do dziś opłacane są skalpy z ich grzbietów. Dingo potępiany przez farmerów jak i nawet ekologów został na pewno zbyt krzywdząco potraktowany, bo to przecież nie jego wina, że zdziczał.







Wśród traw spotykamy też łowców znacznie drobniejszych jakimi są łasicowate. Dla naszego tematu najciekawszy będzie odkryty dopiero w XX wieku tchórz stepowy zamieszkujący tereny południowej i wschodniej Polski. Zatrzymując się nad nazwą zwierzęcia można odnieść wrażenie o jego rzekomej płochliwości. Jednak mając do czynienia z tchórzem znajdujemy jaskrawe zaprzeczenie dzisiejszemu znaczeniu jego nazwy. Zaatakowany broni się dzielnie zębami i pazurami oraz jeszcze czymś. Na upartego przeciwnika leci porcja cuchnącej substancji, podobnie jak u osławionego skunksa, z miejsca odbierającej apetyt i chęć ataku. I tu doszliśmy do genezy nazwy; słowo ,,tchórz'' pochodzi od ,,tchórzyć'', czyli śmierdzieć, a dopiero później nadano temu wyrazowi konotacje strachu. Jest pokryty grubym futrem, od dawna cenionym jako bardzo ciepłe, co uwydatniło się w przysłowiu:

,,Gronostaj króla zdobi
Soból cześć sposobi
Tchórz grzeje
Kuna chłodzi
a baran wszy płodzi''.

Mięsny jadłospis tchórza jest bardzo urozmaicony, składający się z gryzoni, zajęczaków, ptaków, owadożernych, owadów, gadów i płazów. Podstawowy zrąb pożywienia stanowią gryzonie niszczące plony, ale w ludzkiej świadomości tchórze figurują jako dusiciele kur. Powiadano, że po zabiciu ptaka, tchórz delektuje się samym mózgiem, co oczywiście nie jest prawdą. Wiąże się to z dużym zagęszczeniem ofiar wyzwalającym odruch zabijania – stąd znajdowano pobojowisko w kurniku, ale w naturze tak by nie było. Tchórze były niemiłosiernie tępione, a należący do nich tchórz stepowy jest gatunkiem ginącym, znajdującym się w Polskiej Czerwonej Księdze.








Ratel jest gatunkiem afrykańskiego borsuka o zwyczajach jaskrawo odbiegających od trybu życia innych łasicowatych. Wyglądem rzeczywiście przypomina borsuka, ale jego głowa jest krótsza, łapy wyższe, a na tle czarnego futra odcina się okrywająca grzbiet plama z siwej sierści. Pokryta takim futrem skóra jest bardzo gruba i wytrzymała. Przydaje się to jej posiadaczowi przy poszukiwaniu pokarmu. A co on je? Podąża za miodowodem, wróblowatym ptakiem słynnym ze wskazywania drogi do miodu. Oczywiście miodowód czyni to w swoim interesie. Ratel uderzeniem zbrojnej w duże pazury łapy, rozwala barć i niewrażliwy na żądła pszczół, spokojnie zajada się miodem. Tymczasem jego ,,dobroczyńca'' miodowód zjada larwy i wosk, który może trawić jako jedyny z kręgowców. Zamiłowanie ratela do miodu podkreślono w pierwszym członie jego łacińskiej nazwy: ,,Meliviora'' – miodożerca. Jest on gatunkiem słabo poznanym, brak go nawet w polskich ogrodach zoologicznych.







Na stepach spotykamy również łaszowate i spokrewnione z nimi hieny. Surykatka jest to najbardziej znany przedstawiciel łaszowatych zamieszkujących tereny trawiaste. Ma spiczasty pysk z dużym, czarnym nosem i ciemnymi obwódkami oczu, a także smukły kadłub i długi ogon. Sierść z przewagą koloru siwego i szarego, na grzbiecie brązowa plama. Żyje ona na afrykańskich sawannach w małych grupkach rodzinnych. Któż by nie znał słynnej wyprostowanej pozycji tych zwierząt, kiedy rozglądają się wypatrując drapieżników? Same surykatki mające wielu wrogów, są nimi dla: owadów, gryzoni i gadów. W ich poszukiwaniu prowadzą półkoczowniczy tryb życia – po ,,wyeksploatowaniu'' danego odcinka sawanny przenoszą się dalej w pogoni za żerem. Na terenie swego areału bywa chowana w ludzkich mieszkaniach jako tępiciel myszy i szczurów. Historię pobytu w swoim mieszkaniu oswojonej surykatki opisała Hanna Gucwińska w książce ,,Zwierzęta w moim domu''.







Przejdźmy teraz do roślinożernych mieszkańców stepów. W 1996 r. oprócz zabłąkanego w szczecińskim Parku Żeromskiego dzika, równie wielkie zainteresowanie wzbudził jego bliski krewny z afrykańskich sawann. Był to guziec. Grupa tych zwierząt była transportowana z warszawskiego zoo do USA. Niespodziewanie jedno ze zwierząt uciekło z lotniska, prosto do pobliskiego Lasu Kabackiego i nie dawało się złapać. Guźce mają głowy silnie wydłużone, po bokach zaopatrzone w kostne wyrostki, owe guzy uwidocznione w nazwie, zaś w po bokach z pyska wystają duże, zagięte kły, białe i wielkie, mogące wpędzić w kompleksy naszego dzika. Dalej widzimy podłużny, pękaty korpus, zaś kark zdobi ruda grzywa. Obrazu dopełniają dysproporcjonalne względem siebie łapy i ogon z charakterystycznym z charakterystycznym chwostem wielkości ludzkiej dłoni. Żyją w małych stadkach. Pasąc się, aby dosięgnąć gruntu swoim i tak długim ryjem, zmuszone są klęczeć. Jest to zachowanie typowe dla tego gatunku, wyposażonego w skórne ,,poduszki'' na przednich (krótszych od tylnych) łapach. Uciekając przed drapieżnikami, ogon podnosi się w górę – przy okazji podnosząc (oczywiście nieświadomie) alarm przed drapieżnikami dla innych mieszkańców sawanny. Mogą też robić użytek z kłów, które jednak w walkach godowych nie znajdują zastosowania. Tak samo jak nasi znajomi z chlewów, guźce lubią tarzać się w błocie. Są one bardzo plenne, a swoje młode ukrywają w miejscu niezwykłym jak na świniowate, bo w ziemnych jamach. Prosiaczki kolejno tam wchodzą, a ów pochód zamyka matka.







Na drodze ewolucji w obu Amerykach wytworzył się autonomiczny wobec świniowatych, choć pokrewny im rząd – pekari. Są one grupą bardzo elastyczną, mogącą żyć zarówno na preriach, pustyniach i w lasach tropikalnych. Omawiany gatunek, tak jak wszystkie pekari (mam na myśli pekari obrożnego) urodą daleko ustępuje dzikowi. Ma on krótki, beczkowaty kadłub, wsparty na również krótkich nogach. Z przodu widzimy masywny, lekko zwężony łeb zakończony klasycznym świńskim ryjem. Całość okrywa krótka, szorstka szczecina, koloru szarego, zaś przez kark przechodzi pas białych włosów, tworzących uwidocznioną w nazwie ,,obrożę''. Widząc taki sympatyczny wygląd można odnieść wrażenie, że to zwierzę nie jest zdolne do obrony. Nic bardziej błędnego! Pekari jest równie silny i szybki jak nasz dzik, zaś w szczękach mieszczą się potężne, choć niewidoczne przy zamknięciu kły, groźne dla niejednego drapieżnika. Żyją w stadach, w których nie ma ściśle wyznaczonego przywódcy – najwyższą władzę ma elita najsilniejszych osobników. Ryjąc w glebie, zjadają: ziarno, owady, drobne kręgowce, a także owoce, trawę, a niedobór wody uzupełniają podgryzając kaktusy. Nawet tak mocarne zwierzę jak pekari pada łupem człowieka, pragnącego jego mięsa. Niektóre plemiona indiańskie naśladują cmokanie kapucynek pożywiających się owocami, a wtedy głodny pekari pada łupem ludzi.







Mieszkańcem afrykańskich sawann, który budził wielkie zainteresowanie człowieka na przestrzeni dziejów była żyrafa. Już w starożytnym Egipcie omawianej zwierzęta były mieszkańcami zwierzyńca w Achetaton, gdzie wyginęły wkrótce po jego upadku. Żyrafę znali też starożytni Rzymianie, jako tzw. ,,cameloleoparda'', czyli ,,wielbłądolamparta'', za którego była uważana. Przetrwała w Europie pod tą nazwą przez całe średniowiecze, kiedy znana była tylko z opisów. Ślad tego absurdalnego wierzenia pozostał w nazwie łacińskiej żyrafy czyli Giraffa camelolampardis. Popularną nazwę żyrafa w języku polskim, lub giraffe w języku angielskim utworzono od arabskiego określenia ,,girafa'' – piękna, krótko i słusznie określającego wygląd zwierzęcia. 2 Na czym jednak polega urok żyrafy? Jest ona najwyższym ssakiem lądowym, osiągającym wysokość 6 metrów. Zawdzięcza to głównie monstrualnie długiej szyi i nogom. Wysoki wzrost zapewnia rozległe pole widzenia, zaś dwupalczaste kopyta są groźną bronią. Warto pamiętać, że długa szyja żyrafy jest wsparta jak u wszystkich ssaków tylko na siedmiu monstrualnie wydłużonych kręgach, co czyni ją sztywną. Jest ona zwieńczona wydłużoną głową z charakterystycznymi kostnymi wyrostkami pokrytymi skórą. W żyrafim pysku mieści się długi, cienki i lepki język, idealny do zrywania wysoko osadzonych liści. Tył zwierzęcia zdobi długi ogon z równie długim, czarnym chwostem. Umaszczenie skóry składa się z rudych, lub brązowych łat na ledwo zaznaczonym, białym tle. Oryginalny wzór umożliwia identyfikację poszczególnych ras żyraf. Charakterystyczny kolor ma znaczenie maskujące. Ogon jest gigantyczną packą na muchy i inne dokuczliwe owady. Kontrowersje dotyczą żyrafiej szyi. Dawniej niemal każdy zoolog zbywał to pytanie odpowiedzią, że służy ona do zdobywania pokarmu. Tak wielkie zwierzę sięga najwyżej z wszystkich mieszkańców sawanny i tylko słoń może jej dorównać, ale jego menu jest nieco inne. Trudno temu jednoznacznie zaprzeczyć, ale może też być też inne zastosowanie ,,uwzględnione'' w toku ewolucji na równi z tym. Proszę zwrócić uwagę na budowę żyrafiej głowy: szyja jest sztywna, łatwa do sterowania, zakończona nabitą kostnymi ćwiekami głową; jednym słowem, idealna maczuga! Gigantyczny wzrost żyrafy przysparza jej również kłopotów. Ich klasycznym przykładem jest potrzeba rozstawiania kończyn przy wodopoju w celu utrzymania równowagi. W tym czasie pijące zwierzę łatwo może być zaskoczone przez drapieżniki. O ile picie jest niebezpieczne, to prawdziwą mordęgą jest spanie; często musi się ono odbywać w pozycji stojącej. Dla lwów, wystarczająco silnych by je zabijać, żyrafy są chodzącymi górami mięsa, trudnymi, ale możliwymi do zdobycia. Oczywiście żaden doświadczony lew nie odważy się brawurowo rzucić na wyprostowaną żyrafę, co równałoby się oczywistemu samobójstwu, ale przy najmniejszym pochyleniu się ofiary, cały lwi zespół gryzie ją i trzyma przy ziemi, aż będzie można będzie można dobrać się do tej mięsnej, już rozbrojonej fortecy. Biegnąc, żyrafa wygląda jakby kulała; inochodem sadzi ogromne kroki, a z przodu dynda jej szyja. Szybko się męczy, ale jest naprawdę szybka. Koń, który według arabskich wierzeń prześcignąłby żyrafę, byłby mistrzem niejednego wyścigu. Młode żyrafki są proporcjonalnie do wzrostu matki większe od innych ssaków. Rodząc się, spadają z dość dużej wysokości na ziemię, ale nic im to nie szkodzi – inaczej przecież dawno by nie było żyraf! Żerując na drzewach akacji, żyrafy nic sobie nie robią z ich ochronnych kolców. Nie zapominajmy jednak o mimowolnej roli żyraf jako zapylaczy akacji. Jest to największy i chyba najbardziej niezwykły roznosiciel pyłku, nie muszę też chyba mówić o tym, że i tak żyrafa nie ogołoci wszystkich drzew – nie mając co jeść zginęłaby przecież z głodu! Żyrafa jest cenną zdobyczą nie tylko dla lwów, ale i dla ludzi. Początkowo łowy na nią ograniczały się do zdobycia mięsa. Gehenna żyraf rozpoczęła się dopiero za sprawą zmasowanych odłowów przy użyciu coraz skuteczniejszej broni palnej, dla trofeów w postaci wyrostków zdobiących czaszkę lub ogona. W ich wyniku dawniej pospolita żyrafa zniknęła z dużych połaci kontynentu i z powodu swego ogona odpędzającego muchy, ściągnęła na siebie kule znacznie gorszych wrogów – ludzi.







W ,,Ogniem i mieczem'' Henryka Sienkiewicza są wzmianki o pewnym zwierzęciu, którego mięso stanowiło min. zapasy orszaku Skrzetuskiego. Nieśmiertelne dzieło wymienionego Autora zna każdy Polak (a często i nie tylko), ale figurująca tam nazwa ,,suhak'' dla wielu pozostaje niejasna. Oczywiście wiadomo, że to takie zwierzę, ale co o nim wiemy? Nazywany bywa też sajgą jak w swojej nazwie łacińskiej: Saiga tatarica. Chociaż to antylopa, jakże się różni od innych przedstawicieli swojej grupy! Jej kadłub jest masywny, pokryty grubym, szarym futrem. Głowa krótka z małymi, ostrymi różkami i podobnym do trąbki nosem, pełniącym rolę filtra. Oczy są osadzone po bokach głowy jak u ptaków, co umożliwia skuteczne wypatrywanie wroga. Suhaki żyją w małych stadkach. W czasie godów samce toczą zajadłe i śmiertelne walki; nie uznają one żadnych ograniczeń. Bójkę kończy dopiero śmierć przeciwnika. Są też one gatunkiem bardzo starym i prymitywnym. W czasach Sienkiewiczowskiej ,,Trylogii'' suhaki żyły na ogromnym terenie obejmującym Ukrainę, południową Rosję, Kaukaz, Azję Środkową i Mongolię, a w plejstocenie żyły od Europy Zachodniej aż po Alaskę. Użyłem tu jednak czasu przeszłego, ponieważ w wyniku niszczenia ich siedlisk i nadmiernych polowań, suhaki drastycznie zmniejszały swój areał min. wyginęły na Ukrainie. Obecnie są pod ochroną (w republikach środkowoazjatyckich podlegały kontrolowanym odstrzałom). W Polsce suhak przeżył tylko na kartach naszej klasyki narodowej.








Proszę sobie wyobrazić, jakie mogło być zdziwienie europejskiej gawiedzi zgromadzonej na odpustach i jarmarkach na widok ,,hippotaurusa'' – dziwacznego konia – byka z Afryki. Takie zwierzę istnieje realnie, ale konia przypomina tylko sylwetką. Są to rozmaite gatunki antylop gnu, z których wyróżniamy: gnu brunatne, małe i białoogonowe. Wzrostu jelenia, o rogach krowich, ale zakręcających się z wiekiem, swoim dziwacznym wyglądem nie budzi uznania ludzkiego jako zwierzę ładne, brak im też ponętnych trofeów. Dawniej tylko używano ich ogonów do wyrobu pacek na muchy, ale szybko tego zaprzestano, kiedy na sawannach było tyle innych cenionych zwierząt łownych! Tak więc ze zdobyczy łowieckich gnu może od biedy dostarczać mięsa, na ogół pogardzanego, ale nie zawsze. Zresztą gnu mają też licznych zwierzęcych wrogów, ale zdrowe, dorosłe osobniki są dla nich zbyt niebezpieczne, zasługujące w pełni na nadane im przez Fritza Walthera określenie ,,rycerzy z rogami i kopytami''. Żyją one w dużych stadach, często wespół z innymi antylopami i strusiami. Samce mają silnie rozwinięte poczucie terytorializmu i codziennie walczą ze sobą. Przed rutynowo – rytualnym bezkrwawym pojedynkiem, oddają mocz, grożą sobie wykrzywiając pysk i w kulminacyjnym momencie przyklękają na przednie nogi i mocują się rogatymi głowami. Tego typu rozładowanie agresji jest potrzebne aby wściekli ,,panowie na włościach'' nie przepędzili samicy, bo wtedy (strach pomyśleć!) nie miałyby jak swoich genów przekazać. A co się dzieje dużo później po zapłodnieniu? Samica razem ze swoimi ,,koleżankami'' ze ,,związku matek oczekujących porodu'' rodzi małe, które zamiast się napić mleka, staje na chwiejnych nóżkach, aż tu podbiega obca krowa, bo tak się nazywa samice antylop, bodzie maleństwo, ilekroć te próbuje wstać, aż ucieknie razem z matką. Czytelnikowi może się to wydawać okrutne i głupie, ale jest to tylko swoisty trening szybkiego biegania – oczywiście dla dobra małej antylopki. Podczas ucieczki przed drapieżnikami, matka nie tylko osłania młode, ale i (w ostateczności) stosuje pewien fortel: wydala łożysko w celu odciągnięcia uwagi, a sama może się obyć bez jego konsumpcji. Załóżmy jednak, że napaść pozbawi młode matki. Co wtedy będzie? Wkrótce po porodzie matka identyfikuje młode po zapachu, natomiast jej potomstwo nie ma zdolności rozpoznawania rodzicielki i tak podchodzi do wszystkich dużych obiektów, próbując nawet ssać samochód! Czasem ma szczęście i odnajdzie swoją mamę. U gnu przypadki adopcji się nie zdarzają. W ogrodach zoologicznych wybiegi rozmaitych antylop grodzone są niską siatką, podczas gdy w naturze antylopy te potrafią skakać bardzo wysoko. Po prostu nie znają one sztucznych przeszkód i z tego powodu, raz padło z pragnienia całe stado, bo siatka grodziła mu drogę do wodopoju.







Wśród traw afrykańskich sawann spotykamy również znacznie mniejsze antylopy np. dujkery zebrowate sięgające ledwo do kolan. Ich nazwę utworzono od afrykanerskiego słowa oznaczającego nurka. Oczywiście dujker nie nurkuje w wodzie, ale gdy skacze w ,,morzu traw'' i znika między ich źdźbłami, czyż nie nasuwa pływackich skojarzeń? Ma małe, czarne, spiczaste różki i wysmukły kadłub. Pokryty jest brązową sierścią na grzbiecie, tworzącą czarne pasy przypominające paski zebry. Dujkery są jak na antylopy przystało roślinożerne, ale w ich żołądkach jest też miejsce na … zatłuczone racicami ptaki i inne małe kręgowce.







Oprócz bydła wypasanego na dawnych terenach stepowych, żyją tam też jego dzicy krewni. Na kartach ,,W pustyni i w puszczy'' Henryka Sienkiewicz umieścił opis postrzelonego przez Stasia bawołu, za którym pogonił Saba. Pies miał szczęście, że bawół był mocno ranny, bo wcześniej mógł go z łatwością rozdeptać. Obawy o się życie nie sprawdziły się. Jest to jednak tylko kropla w morzu literackich spotkań z groźnym bawołem. Czy obawy przed nim są słuszne? Zacznijmy jednak od przedstawienia naszego bohatera. Bawół afrykański, bo o nim mowa jest wielkim przedstawicielem dzikiego bydła, przemierzającym afrykańskie sawanny. Razem z nosorożcem, słoniem, lwem i lampartem współtworzy tzw. Wielką Piątkę – opracowany przez XIX – wiecznych myśliwych zbiór najbardziej niebezpiecznych zwierząt Czarnego Lądu. Ciało masywne i ogromne, pokryte czarną skórą. Głowa uwieńczona wielkimi, szarymi rogami, rozłożystymi, grubymi u nasady i coraz cieńszymi u końca. Bawoły żyją w stadach pasących się tak jak nasze krowy, co oczywiście nie czyni ich idealnie bezbronnymi. Tylko lew lub krokodyl nilowy odważą się zaatakować pojedyncze zwierzę, ale tylko wtedy kiedy nie ma ofiar łatwiejszych do upolowania. Zaatakowany bawół może być też groźny dla człowieka. Ranny ,,poluje'' na swojego ludzkiego, lub zwierzęcego oprawcę, aby zatłuc racicami. Jeśli przeżyje może być groźny dla każdego napotkanego człowieka; jest to nie złośliwość, ale zwierzęca przezorność. Nieznacznie antropomorfizując można takiego bawołu porównać do Juranda tępiącego Krzyżaków; tyle, że o postępowaniu zwierzęcia decyduje nie chęć zemsty, ale strach przed dalszymi kulami. Zostawiony w spokoju, nigdy nie mający kontaktu ze strzelaniem do siebie, bawół nie ma ochoty do ataku. Warto również uprzytomnić sobie, że bydło domowe również może być groźne, a nikt się go nie boi. 3 Jeśli jesteśmy już przy sprawach domestykacji... Rozważane są możliwości udomowienia afrykańskich bawołów na terenie ich areału jako nowe źródło mięsa, mleka i siły pociągowej, znacznie wydajniejsze od krów, źle przystosowanych do życia w Afryce – ojczyźnie omawianego gatunku.








Na naskalnych malowidłach w Lascaux widnieją min. prehistoryczne bizony olbrzymie – wspólni przodkowie bizonów i żubrów. Obecnie bizon występuje na preriach Ameryki Północnej, a w Europie jego niszę ekologiczną zajmuje żubr. Czasem bizona zwie się błędnie bawołem. Czy jednak areał Bison bison zawsze ograniczał się do Ameryki Północnej? Zwierzęta te pochodzą z Azji, skąd w plejstocenie przekroczyły suchą Cieśninę Beringa i dostały się do Nowego Świata. Później bizony azjatyckie wyginęły, a ostatnim śladem ich egzystencji są wykopaliska paleontologiczne i współczesne, amerykańskie bizony. W pierwszej konfrontacji z człowiekiem wyginął Bison priscus, czyli bizon olbrzymi, o większych rogach niż ten współczesny, który o mały włos nie podzielił losu swego przodka, ale o tym później. Wyglądem bizon przypomina żubra, ale ma większą głowę, bardziej masywny kark i krótsze nogi. Żyje na preriach, ale chętnie zagląda też do lasów. Prowadzi stadny tryb życia. Dawniej odbywał długie wędrówki za świeżym pokarmem roślinnym. Stada bizonów były tak liczne, że przemarsz jednego trwał kilka dni. Wielka siła tych zwierząt czyniła je dla wielu drapieżników możliwymi do upolowania tylko w razie ich osłabienia, lub choroby. Każdy dorosły osobnik broni się sam – inne pasą się spokojnie obok rozgrywającego się dramatu jednego z ich pobratymców. Były one źródłem wyżywienia się Indian. Uważane przez nich za dar Wielkiego Ducha, były szanowane i eksploatowane zgodnie z potrzebami. W czasie świąt zdobiono ich czaszki i skóry. Każda część ciała bizona miała swoje zastosowanie, nawet języki, z których robiono szczotki do włosów. Tak więc po zadomowieniu się na nowym kontynencie, jego już rdzenni mieszkańcy, nie tylko nie wyrządzali szkód, ale byli jeszcze naturalnym czynnikiem selekcjonującym populacje omawianego gatunku. Zresztą trudno było ustrzelić z łuku bizona, często ginącego dopiero po celnym strzale w krąg pacierzowy. Sielanka bizonów jako gatunku skończyła się wraz z europejską kolonizacją Ameryki Północnej. Wówczas z żądzy mordu, oraz w celu zamorzenia głodem prawowitych mieszkańców tych ziem, bizony padały masowo pod kulami przeszywającymi najgrubsze nawet mięśnie, ginęły też pod kołami pociągów, lub zastrzelone z ich okien. Opamiętanie przyszło w samą porę; trójkę ocalałych z pogromu bizonów odchował i ochronił pewien amerykański farmer. Później cała populacja się rozrosła, do tego stopnia by zasiedlić nią parki narodowe. Takie były losy gehenny i ocalenia bizonów – żywego symbolu amerykańskich prerii.
A jakie zwierzęta nieparzystokopytne żyją na omawianym terenie?








W XIX wieku rosyjski podróżnik Mikołaj Przewalski na stepach i pustyniach Mongolii odkrył baktriana i jedyny oprócz już wytępionego tarpana, żyjący gatunek dzikiego konia. Przez niektórych zoologów jak Herberta Wendta uważany był za protoplastę koni domowych, niesłusznie, bo był nim tarpan. Tak można mniej lub bardziej dokładnie wyczytać w niemal każdym opracowaniu dotyczącym omawianego gatunku. Oddając głos samemu odkrywcy, warto zwrócić uwagę, iż uważał je za osły. Serio. Przewalski, sam służący w kawalerii, pomylił konie z osłami i badający je Poljakow wiele się natrudził, aby wbić mu prawdę do głowy. Za tę oślą wpadkę, Czytelnik pewnie sam chciałby nazwać Przewalskiego ,,osłem'', ale skoro wymieniony badacz miał do czynienia z końmi, to potrafił je odróżnić od tego gatunku, jaskrawo się od nich odcinającego. Czym się więc koń Przewalskiego różni od koni domowych? Przede wszystkim jest mniejszy, mniej więcej osiąga wzrost kuca pony. Ciało masywne, pokryte brązową sierścią, gęstniejącą na zimę, białą przy pysku. Na karku tworzy ona krótką, stojącą grzywę. Wszystko to nadaje koniowi Przewalskiego prymitywny wygląd, a że jest raczej mało znany, to można zrozumieć zmartwienie Jana Żabińskiego zanotowane w książce ,,Z życia zwierząt'', że zwiedzający warszawskie zoo, obojętnie i pogardliwie omijali konie Przewalskiego jakby to były jakieś chabety. Pierwszy odłów omawianego gatunku został przeprowadzony przez wyprawę Hagenbecka i opisany w wymienionym dziele. Jak owe konie żyją na wolności, a raczej jak żyły? Prowadziły stadny tryb życia, w tabunach dowodzonych przez ogiera, pod którego władzą znajdowały się klacze ze źrebiętami. Bały się one ludzi i spłoszone nie wracały często aż po upływie kilku lat. Oczywiście ich ogiery nie mogły uprowadzać domowych klaczy jak to miało miejsce u tarpanów. W powyższym zdaniu użyłem czasu przeszłego, ponieważ konie Przewalskiego wyginęły w swoim naturalnym środowisku z powodu jego niszczenia. Dziś można je spotkać tylko w ogrodach zoologicznych i parkach safari. Najwięcej tych koników posiada ukraiński park aklimatyzacyjny Askania Nowa. Mimo, że od tak długiego czasu są pod opieką człowieka, nie dały się udomowić – one ciągle są dzikimi końmi – żywym reliktem fauny mongolskiego stepu.







Zebra bywa nazywana ,,koniem w paski'', lub jak w starym dowcipie ,,koniem w piżamie''. Ich odkrywcy nazywali je ,,końmi pręgowanymi'', lub ,,końmi – tygrysami''. Słowem zebra oznacza się również czarno – białe przejście dla pieszych. 4 To niezwykłe czarno – białe ubarwienie zapewniło zebrze wielką sławę. Zebrę odróżnia ponadto od konia krótka i stojąca grzywa, oraz ogon zakończony chwostem. Zwierzę to zamieszkuje afrykańskie sawanny. Żyje w stadkach przewodzonych przez ogiera. Pokrywające jej skórę pasy mogą mieć za zadanie dezorientować muchę tse – tse i wielkie drapieżniki. W przypadku tych ostatnich pasiasty ,,krajobraz'' zaciera właściwe kontury zwierząt, zarówno w dzień jak i w nocy. Napadnięte zebry mogą też porządnie skopać i pogryźć. Nie dają się oswoić, ale za to ich mieszańce z końmi, zebroidy są wykorzystywane do różnych prac gospodarskich.
Innymi nieparzystokopytnymi afrykańskich sawann są nosorożce, zaś z trąbowców spotykamy tam słonia afrykańskiego. Przejdźmy teraz do stepowych naczelnych.







Popularnym motywem w mitologii średniowiecza były tzw. kynokefale, po polsku – psiogłowce, stwory o psiej głowie i ludzkim ciele, opisane min. w ,,Opisaniu świata'' w rozdziale o wyspach Andamanach. W tym samym dziele była też wzmianka o tajemniczych małpach ,,papionach'' i o sposobie ich odłowu... Mówi się, że były to obraźliwe przedstawienia postaci muzułmańskich. Oczywiście może tak być, ale co zainspirowało bujną, choć ograniczoną wyobraźnię człowieka do stworzenia kynokefali? W Afryce żyją pawiany, wąskonose małpy o głowie przypominającej nieco łeb ,,wielkiego psa doga''. Dawniej uważano, że są to ludzie odziani w futra i porozumiewający się szczekającymi dźwiękami i tak mit powstał. W starożytności pawiany były czczone jako święte zwierzęta Thota. Nie tylko czczone, ale i tresowane do zrywania owoców dla swoich czcicieli. Zresztą w Egipcie nieraz uważano za święte, zwierzęta użyteczne, tak samo było i w tym przypadku. Kult pawianów pozostał u niektórych plemion afrykańskich, dodatkowo naśladujących te małpy fryzurą. Jak wyglądają? Nazwa łacińska omawianego gatunku; pawiana masajskiego brzmi: Papio cynocephalus (pawian psiogłowy) według nowszej systematyki: Papio hamandryas. Bronią pawiana są potężne kły. Futro jasnobrązowe, nagie pozostają: twarz, dłonie, stopy i pośladki. Te ostatnie w czasie godów intensywnie pąsowieją. Obrazu dopełnia długi ogon. Prowadzą naziemny tryb życia. Skupiają się w stada. W czasie ataku drapieżnika, głównie często polującego na małpy lamparta, do obrony przystępuje grupa młodych samców, owa ,,pierwsza linia'' obrony całego stada, z łatwością przepędzająca każdego napastnika. Sekret trudności w pokonaniu pawianich grup tkwi w ich zażartej obronie, trwającej aż do ostatniego osobnika. Tak samo owej małpiej brawury nie łamie broń palna, jak ma to miejsce u innych zwierząt stadnych. Wyrobiło to pawianom niezasłużenie złą sławę, a przecież nie są złośliwe, a ludzie także walczą podobnie, tyle, że u małp nie ma dezerterów. Najgorszym co można zrobić z drugim pawianem, lub przebywającym tam człowiekiem, to spojrzeć w oczy, co u tych małp jest wyzwaniem do walki, tak jak u średniowiecznych rycerzy ten sam gest był wyrażony rzuceniem rękawicy. A zęby mają naprawdę potężne! Są wszystkożerne, zjadają: owoce, owady drobne kręgowce itd. Mogą przy tym wyrządzać szkody w uprawach i hodowlach. Są bardzo inteligentne. Zdarzało się, że oswojone pawiany pasły kozy, lub nawet obsługiwały semafor. Nie zawsze jednak relacje człowiek – pawian były przyjazne. Również one dzielą tragiczny los wielu małp zadręczanych w laboratoriach.








Inną stepową małpą, unikającą drzew jest patas. To również jest mieszkaniec afrykańskich sawann. Od pawiana jest nie tylko mniej znany, ale i mniejszy. Ma również krótszy pysk. Pokryty jest jasnorudym futrem, na pysku tworzącym charakterystyczne, białe wąsy. Z ich powodu w wielu językach europejskich nadano patasowi przydomek ,,huzara''. Tak jak pawian jest on wszystkożerny. Niezwykła uroda tych małp jest czynnikiem powodującym ich popularność w ludzkich mieszkaniach jako zwierząt domowych. Patasy są miłe i przywiązane do swych opiekunów, ale w porze dojrzewania tj. 6 – 8 roku życia stają się agresywne i często gryzą mocnymi zębami.



*








Stepy, to środowisko specyficzne i tętniące życiem, jak wszystkie inne jest zagrożone przez człowieka, (o ironio losu!) ten gatunek, co na obszarach trawiastych powstał, zwraca się przeciwko swej ,,kolebce''. Zagrażają im: inwazje pastwisk, urbanizacja i krwiożercze zapędy myśliwych, dziś na szczęście ograniczone, ale już i tak zniszczyły gatunki: antylopy modrej, kwaggi i bawolca rudego czy tarpana. Ten ostatni wyginął razem z krajem, który go chronił – po rozbiorach Polski tarpany używano do śmiertelnych, nowożytnych walk zwierząt, a ostatnią hodowlę rozdano okolicznym chłopom. Było to oczywiście owe słynne stado ze Zwierzyńca rodu Zamoyskich. Stepom zagraża też wywoływane przez rabunkową gospodarkę człowieka, powiększanie się pustyń i tylko mądra i rzetelna ochrona pomoże im przetrwać do następnego wieku.




1 W mojej mitologii występuje gepard Akko Jubastin, herold króla tygrysów Bengalii, którego imię pochodzi od łacińskiej nazwy Acionyx jubastus.
2 Dlatego w języku starokrasnym żyrafa nazywa się loitika co pochodzi od słowa loitenost' – piękno.
3 Dla ciekawostki: G. K. Chesterton pisał w książce ,,Ortodoksja'', że Friedrich Nietsche bał się … krowy (sic!).
4 Moja ś. p. Babcia opowiadała mi żart jak policjant powiedział staruszce, by przechodziła przez ulicę ,,po zebrze''. Ona zaś nie zrozumiała i odparła, że nie musi żebrać, bo ma emeryturę ;).