czwartek, 5 grudnia 2019

Szczecin


,,Casiya ov Drayadova: Szczecin to nora!
Pan Andreus ov Leovishiner (z oburzeniem): Szczecin jest dużym miastem wojewódzkim!’’ – usłyszane na religii w pierwszej klasie gimnazjum.







Urodziłem się i mieszkam w Szczecinie w Polsce. Poniżej chciałbym zaprezentować pracę z informatyki dotyczącą historii ulicy, na której wówczas mieszkałem napisaną w 2005 r. w czasie studiów historycznych na Uniwersytecie Szczecińskim:








,,1. WSTĘP 

Szczecin jest miastem leżącym w północno – zachodniej części Polski. Położony jest w dolinie Odry otoczonej zalesionymi wzgórzami. Ma ponad tysiącletnią tradycję i burzliwe dzieje. Okres jego świetności przypada na czasy panowania książąt z dynastii Gryfitów oraz przynależności miasta do Hanzy. Przez wiele wieków robił wrażenie na przybyszach silnymi murami, efektowną zabudową mieszkalną, wielokondygnacyjnymi spichlerzami, wieżami kościołów oraz wielką liczbą statków cumujących przy nabrzeżach. W XVII wieku po wygaśnięciu rodu pomorskich książąt Szczecin stał się celem najazdów zbrojnych państw ościennych – Danii, Szwecji, Brandenburgii i Niemiec. Nowożytne fortyfikacje wzniesione w latach 30 – tych XVII wieku wraz z przejęciem Pomorza przez Szwecję odmieniły panoramę miasta, podbudowując ją geometrycznym układem bastionów. Jeszcze potężniejszy system obronny wprowadzili kolejni władcy, gdy Szczecin został włączony do Królestwa Prus. Fortyfikacje uniemożliwiające naturalny rozwój przestrzenny miasta dominowały aż do 1873 roku. Pierwsze próby zniesienia fortyfikacji, które wobec nowoczesnej sztuki wojennej stały się przestarzałe pojawiały się wśród mieszczan już od roku 1856. Pojawiały się głosy, aby zmniejszyć ilość wojska stacjonującego w mieście, a pieniądze przeznaczyć na budowę nowych budynków. Władze wojskowe ostro się temu sprzeciwiały, ale namiestnik Pomorza, późniejszy król Fryderyk Wilhelm IV zgodził się na rozebranie fortyfikacji i w 1873 roku wydał stosowne królewskie rozporządzenie. Całkowicie zniesiono Fort Wilhelma (1884) zasypując rowy forteczne i wyrównując teren. Po likwidacji budowli wojskowych rozpoczęto realizację nowego planu zagospodarowania na rozległym obszarze wokół starego jądra miasta. Nowo uzyskane tereny przeznaczone były głównie na budownictwo mieszkaniowe. Teren ten rozciągał się od Bramy Portowej aż do ul. Królowej Korony Polskiej.
W samym centrum Fortu Wilhelma powstałą min. Kaiser Wilhelm Strasse, obecna nazwa aleja Jedności Narodowej.
 






2. NAJDAWNIEJSZE DZIEJE ULICY
 

Zarys alei po raz pierwszy pojawił się na planach miasta w latach 70. XIX wieku. Już wtedy zakładano, że będzie to główna oś urbanistyczna śródmieścia. Kierunek alei poprowadzono po starym trakcie wiodącym do tak zwanego Fortu Wilhelma, czyli gwiaździstej fortyfikacji stojącej na drodze do właściwych miejskich obwarowań. Fort zlokalizowany był pomiędzy dzisiejszym placem Grunwaldzkim a placem Lotników. Nazwa została nadana w 1877 roku ku czci cesarza Wilhelma, tego samego , który wcześniej patronował fortowi. Początkowo miała prowadzić do skraju Starego Miasta (styk placu Żołnierza i alei Niepodległości) i miała się ciągnąć daleko poza dzisiejszy plac Armii Krajowej. Na starych planach szeroka ulica prowadzi przez dzisiejsze Jasne Błonia, ulicę Wyspiańskiego aż do willowej dzielnicy przedmiejskiej Westend (Łękno). Pierwotnie też w planach nie było dzisiejszego placu Lotników, był za to plac w rejonie budynku , w którym mieści się obecnie rektorat Uniwersytetu Szczecińskiego (na wysokości ulicy Wielkopolskiej). Jej podział oraz przebieg skorygowano w 1882 roku. Zrezygnowano z placu pomiędzy ulicami Wielkopolską i Niedziałkowskiego i określono kształt placu Grunwaldzkiego.
 

3. DAWNA ZABUDOWA ULICY
 

Jako jeden z pierwszych obiektów wzniesiono w 1885 roku pomiędzy ulicami Wielkopolską a Niedziałkowskiego 2 – kondygnacyjny ceglany budynek szkoły im. Fryderyka Wilhelma z efektowną aranżacją elewacji w cegle licowej, ozdobionej kamiennym detalem i barwną glazurą (obecnie rektorat Uniwersytetu Szczecińskiego). Najpiękniejsza secesyjna część zabudowy powstała niemal w całości w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Od placu Żołnierza do Placu Grunwaldzkiego, ulica o szerokości 48 metrów miała charakter handlowo – usługowy. Linia elewacji rozbudowana była wykuszami, balkonami i loggiami. Partery przewidziane były na usługi. Od placu Grunwaldzkiego do rejonu dzisiejszego Urzędu Miejskiego linię pierzei w odległości 56 metrów poprzedzono ogródkami otoczonymi pięknymi żeliwnymi płotami. Kamienice, które powstały w alei, były chyba najpiękniejszym przykładem wpływu secesji na architekturę w owym czasie. Nigdzie w mieście nie było takiego nagromadzenia narożnych wieżyczek, bogato zdobionych balkonów i bram. Bogaty detal elewacji z boniowanym przyziemiem i podkreślonym wystrojem I i II piętra, wywodzi się z repertuaru form historycznych oraz w kamienicach powstałych na przełomie wieków z ornamentyki secesyjnej. To tu powstały duże mieszkania, w których mogli osiedlić się zamożniejsi mieszkańcy miasta, których jednak nie było stać na budowę własnego domu w powstających dzielnicach willowych.
Z tego samego okresu pochodzi kamienica przy alei Jedności Narodowej 12 i 42. Zbudowane zostały w 1899 roku według projektu architekta Georga Sommenstuhla, m. in. współpracownika Friedricha Liebergesella, głównego autora szczecińskiej secesji. Zaprojektował ciąg niezwykle ozdobnych balustrad balkonowych , w których zawarł szereg motywów roślinnych. Budynek został usytuowany w samym centrum miasta na jednej z promieniście odchodzących od placu ulic. Poszczególne jego elewacje zdobi bogaty ornament roślinny z różnorodnymi motywami kwiatowymi. Najpiękniejsza jest fasada narożna, w której mieści się wejście do apteki. Zastosowana w fasadzie dekoracja roślinna jest odzwierciedleniem naturalistycznego nurtu w secesji, będącego gloryfikacją potęgi rozrodczej przyrody, życia i witalności sił natury.Późniejsze uzupełnienia zabudowy zostały dostosowane do dominujących form (np. budynek nr 37, obecnie należący do policji przy narożniku z ulicą Mazurską, wzniesiony w 1914 roku dla urzędu finansowego). Zabudowa alei trwała aż do połowy lat 20. Jednak najdłużej nie zagospodarowany pozostawał dzisiejszy plac Armii Krajowej. Wbrew wcześniejszym planom uznano ostatecznie, że tu aleja będzie się kończyć. W latach 1924 – 1927 zbudowano potężny gmach, w którym mieściła się siedziba Prowincji Pomorskiej. W dobudowanym w latach 30. prawym skrzydle siedzibę znalazł NSDAP.
 






4. PLAC GRUNWALDZKI
 

Aleję Jedności Narodowej przecinają dwa place: Grunwaldzki (Kaiser – Wilhelm – Platz) oraz Lotników (Augustaplatz).
Historia placu Grunwaldzkiego sięga lat trzydziestych XVIII wieku. Wtedy – mniej więcej w miejscu dzisiejszego ronda – powstał Wielki Fort Wilhelma, który stał na drodze do wałów otaczających Szczecin. Od 1856 roku wśród mieszczan pojawiały się nieśmiałe próby zniesienia fortyfikacji, które wobec nowoczesnej sztuki wojennej stały się przestarzałe. Fort zlikwidowano w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Pierwsze plany przewidywały budowę w tym miejscu prostokątnego placu, który jednak od początku miał być miejscem, z którego rozchodziłyby się główne ulice nowej dzielnicy Szczecina. W dokumentach pojawiła się nawet nazwa – plac Kościelny. Kiedy jednak w 1882 roku przystąpiono do prac przy wytyczaniu nowych ulic, dzisiejszy plac Grunwaldzki zyskał obecny, kolisty kształt. Wychodzi z niego osiem ulic i otoczony jest dwoma pierścieniami ulic 1).. Plac został przyozdobiony rzędem lip szerokolistnych, a wewnątrz rzadkimi okazami krzewów. 2)
Interesujący był też przebieg linii tramwajowej. Kiedy zbudowano plac, tory ułożone zostały na ulicy obiegającej rondo, tramwaje objeżdżały go więc tak, jak robią to dziś samochody. Układ ten został zmieniony jeszcze przez Niemców w momencie, gdy na ulicach Szczecina zwiększył się ruch samochodowy. Tramwaje zostały skierowane przez środek ronda. Druga wojna światowa nie oszczędziła placu. Część otaczających go kamienic została zniszczona. Trzy narożniki zniszczone w czasie wojny zostały odbudowane w latach 60 – tych. Powstały tu brzydkie wieżowce, które oszpeciły plac i zdeformowały jego architektoniczny ład. Z powojenną historią placu związane jest jeszcze jedno ważne wydarzenie. W dniu 15 lipca 1945 roku odbyła się pierwsza w polskim Szczecinie patriotyczna demonstracja przybyłych do miasta Polaków. Wtedy też oficjalnie przemianowano nazwę placu – z niemieckiej Kaiser Wilhelm Platz – na Plac Grunwaldzki.
Plac jest zwyczajowym miejscem różnych manifestacji […].
 





5. PLAC LOTNIKÓW
 

Drugim placem przecinającym aleję Jedności Narodowej jest plac Lotników. I znów uczczony został cesarz, patron ulicy. Umieszczoną na wysokim cokole postać Wilhelma I jadącego na koniu odsłonięto 1 listopada 1894 roku. Obecnie stoi tu Pomnik Wdzięczności (do niedawna zakończony pięcioramienną gwiazdą).
 






6. ZNISZCZENIA WOJENNE
 

Bomby aliantów zniszczyły kamienice kapiące od ozdób w stylu eklektycznym. Zniknęły piękne klomby i istne dywany kwiatów, powstało jedno wielkie rumowisko. I tu właśnie po wojnie w latach 50., jako jedno z zadań planu sześcioletniego, wzniesiono pierwsze nowe osiedle w polskim Szczecinie (między placem Lotników a placem Grunwaldzkim). Była to po części odbudowa, jako że wykorzystano fundamenty starych kamienic, ale też budowa nowego, gdyż zamiast odtwarzać różnorodność form XIX – wiecznych, zastosowano modernizm lat międzywojennych, zwany wtedy z pogardą ‘socrealizmem’. Domy te od razu się mieszkańcom spodobały – są funkcjonalne, przestronne, nasłonecznione. Mają też dyskretną, skromną ornamentykę. Osiedle nazwano Środmiejską Dzielnicą Mieszkaniową – SDM – em. 3). Najmniej ‘szczęścia’ miała ta część ulicy, któa przylegała do placu Żołnierza. W wyniku bombardowań ostała się tylko jedna kamienica. Po wojnie wybudowano po obu stronach ulicy dwa niskie pawilony w niczym nie pasujące do zabudowy alei. Z oczywistych względów zniknął pomnik cesarza Wilhelma, w którego miejscu pojawił się betonowy słup do niedawna jeszcze zakończony pięcioramienną gwiazdą. Nieco dalej w kierunku placu Grunwaldzkiego postawiono pomnik marynarza, stoją tam pudełkowe betonowe bloki, a przed samym Urzędem Miejskim betonowy pomnik Gryfa. Oczywiście nie ma śladu po dawnych ogródkach, a ocalałe kamienice od lat nie odnawiane straszą swym wyglądem. Jednak nie wszystko zdołano oszpecić betonowymi płytami. W latach 70., kiedy w mieście w najlepsze szalało budownictwo wielkopłytowe, wreszcie ktoś 4) wpadł na pomysł zbudowania fontann. I tak w 1974 roku wbrew przeróżnym niemożnościom epoki socjalizmu fontanny trysnęły wodą. Aleja Fontann stała się ulubionym miejscem szczecinian. I choć niedoróbki z lat 70. trzeba było jeszcze poprawiać, a wreszcie w latach 90. gruntownie fontanny zrekonstruować, tych wydatków mieszkańcy nie kwestionowali.
 






7. ZIELEŃ I POMNIKI
 

Aleja Jedności Narodowej jest częścią szlaku spacerowego, zwanego złotym szlakiem obfitującego w wiele pomników i wspaniałą zieleń. Wędrówkę rozpoczynamy od strony placu Żołnierza w kierunku gmachu Urzędu Miejskiego zamykającego aleję. Po lewej stronie widać Pomnik Wdzięczności poświęcony żołnierzom radzieckim, którzy zginęli na szczecińskiej ziemi wiosną 1945 roku. Pomnik odsłonięto w 1950 roku. Plac w owym czasie obsadzono lipami kanadyjskimi, które corocznie są strzyżone. Dochodzimy do placu Lotników i tu możemy podziwiać przepiękne magnolie oraz pomnik włoskiego kondotiera Bartolomeo Colleoniego (ok. 1400 – 1475) – kopię dzieła Andrei del Verocchio, zdobiącego jeden z placów Wenecji. Wykonana została na zlecenie Heinricha Dohrna z przeznaczeniem do otwartego w 1913 roku Muzeum Miejskiego. W 1948 roku wywieziona do Warszawy, w 2002 roku powróciła do Szczecina.
Wchodzimy w kolejny odcinek alei Jedności Narodowej ze zlokalizowaną tu Aleją Fontann. Po obu stronach fontann rośnie kilka gatunków lip, które sprawiają, że kwitną przez całe lato. 5) Na samym końcu Alei Fontann stoi pomnik Marynarza – Sternika. Dalej wchodzimy w najokazalszy gwiaździsty plac Grunwaldzki. Okala go lipowa aleja, zdobią go klomby i rzadko spotykane krzewy, z których najciekawszym jest krzew chińskiego miodownika. Na całej długości alei Jedności Narodowej można oglądać akcenty rzeźbiarskie: ‘Muszle’, ‘Rozkwit’ , ‘Stare i Nowe’, ‘Wiosna’, ‘Albatros’, ‘Kompozycja Brąz’, ‘Gryf’’.

PRZYPISY

1) W układzie radialnym placu wzorowana się na zabudowie paryskiego Placu Gwiazd, a autorem był prawdopodobnie paryski projektant G. E. Haussmannn, choć niektóre źródła podają, że taki charakter placu narzuciło istnienie okrężnych bitych dróg wokół głowicy Fortu Wilhelma, na których powstały ulice Mazurska i Wielkopolska. Do placu zbiegają się pasy jezdni z ośmiu stron, czyli krzyżują się cztery ulice. 
2) Na placu posadzono lipę szerokolistną, która tworzy do dziś koliście przebiegającą aleję. Znajduje się tam również najstarszy w Szczecinie okaz budlei skrętolistnej (omżyn z rodziny budlejowatych). Istnieje ponad 100 gatunków tych krzewów lub małych drzew. Na placu posadzono budleję Davida o kwiatach różowych, zebranych w gęste kwiatostany. Wzdłuż ulic rosną lipy drobnolistne, głóg pośredni w odmianie pełnokwiatowej różowej oraz krzew chińskiego miodownika. 
3) Szczecińska Dzielnica Mieszkaniowa wzniesiona w latach 1953 – 1957 wg projektu Henryka Nardy i Emanuela Maciejewskiego. 





4) Pomysłodawcą wybudowania fontann w alei Jedności Narodowej był ówczesny prezydent miasta Jan Stopyra w latach 1973 – 1984. Za jego kadencji wybudowano ponad 25 tys. mieszkań. Rozpoczęto budowę wielkich osiedli mieszkaniowych. Oddano do użytku magistralę wodną. Rozpoczęto budowę trasy zamkowej oraz oddano do eksploatacji Estakadę Pomorską. Przebudowano układ komunikacyjny miasta. Doprowadzono do miasta gaz ziemny z południowej Wielkopolski. Miasto wzbogaciło się o oczyszczalnię ścieków. Był wiceprzewodniczącym komitetu organizacyjnego powołującego Uniwersytet Szczeciński. Na trwałe w krajobraz Szczecina wpisała się z tego okresu Aleja Fontann oraz Pomnik Czynu Polaków. 
5) Lipa (Tilia) obejmuje około 45 gatunków drzew. W Polsce dziko rosną dwa gatunki lip: drobnolistna i szerokolistna. Oba gatunki są często sadzone jako drzewa alejowe. Z gatunków obcych często sadzone są krymska jako drzewo alejowe oraz srebrzysta, która odporna jest na suszę i dobrze znosi warunki miejskie.’’

Śniło mi się, że:

- Szczecin leży na Wzgórzach Golan,








- Wojciech Cejrowski pokazał grupce dzieci fontannę na Wałach Chrobrego jako miejsce, gdzie wrzucono prochy Teofila Lenartowicza,
- Wojciech Cejrowski codziennie zabierał mnie po wycieczki po Szczecinie,
- wsiadłem przez pomyłkę do szczecińskiego autobusu ,,Luxtorpeda’’, który zajmował całą jezdnię, wyskoczyłem z niego, a on przejechał nad moją głową.

Oniricon cz. 543

Śniło mi się, że:






- byłem w domu u Wojciecha Olszańskiego - aktora, który podszywa się pod Aleksandra Jabłonowskiego, Olszański cały czas bredził i leżał w łóżku, a jego żona Agnieszka Fatyga była nań zła, ponieważ mieszał śmietankę z odchodami, aby sprawdzić czy pszczoły ją odróżnią, spotkałem też jego córkę Michalinę Olszańską, która miała długie blond włosy, współczułem żonie i córce takiego męża i ojca,





- w szwedzkiej sekcie Hårga spotkałem Herkulesa i byłem świadkiem zabijania starców,





- byłem włoskim psem imieniem Lampo i trafiłem do sowieckiego łagru gdzie próbowałem wykupić z niewoli niebieskiego słonia,
- kupiłem sobie kubek kawy, a potem znalazłem się w wielkiej sali gimnastycznej, na której mieli przemawiać wolontariusze min. Andrzej Pilipiuk i Dariusz Kwiecień,





- pracowałem nad postem o sierpie i młocie, miały w nim paść słowa: ,,Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę''; miałem za złe Sławomirze, że używała tego symbolu,
- Mama krzyczała przez okno na Andreusa ov Sieniticusa, aby nie pił, bo będzie musiał więcej pracować, a on pokazał jej środkowy palec,





- Robert M. Schoch postuluje ,,oddychanie piramidowe'' to jest powietrzem zawartym w piramidach, umożliwiające poznanie tajemnic Kosmosu,





- w czasie Wielkiego Postu pan Martinus ov Simcass przyniósł tort miodowy i wyświetlił film dokumentalny o niebezpiecznych pszczołach, w czasie projekcji wszędzie wokół latały pszczoły,





- pewien mężczyzna postanowił, że będzie uprawiał seks z każdą kobietą oglądającą mecz,





- w książce ,,Bestie i potwory biblijne'' znalazłem informacje o egipskiej duszy Ka,






- czytałem średniowieczną książkę o filozofii, której autor z uznaniem powoływał się na pracę greckiego filozofa mając tylko takie zastrzeżenie, że Maryja nie zasnęła, lecz została wzięta do Nieba z duszą i ciałem,





- w 1986 r. Michaił Gorbaczow mający żółte oczy krwawo stłumił pokojową manifestację w Tbilisi, potem widziałem jak gensek beształ żołnierza, który oddał salwę w nocy i kazał mu za karę czyścić karabin, w tym śnie wystąpił też Bill Clinton, zaś w Turcji wybuchła wojna domowa rozpętana przez komunistów,






- czytałem artykuł dowodzący, że Tybet jest krajem muzułmańskim,






- Jürgen Stroop był gruntownie wykształcony, lecz nie powstrzymało go to od zostania zbrodniarzem,






- obejrzałem polski film ,,Kankoon'' (inny tytuł: ,,Ptasi kebab'') o kobiecie pracującej jako psychiatra w przedwojennym Poznaniu, kobieta ta znała osobiście św. Faustynę Kowalską, dzięki rozmowie ze świętą lekarka i jej mąż porzucili nałóg masturbacji, w potem widziałem jak mały chłopiec w okupowanej przez Niemców Warszawie ubrał mundur i zamiast iść do szkoły poszedł do zoo gdzie obronił żydowskiego chłopca rzuconego lwom na pożarcie, gdy główna bohaterka uprawiała seks ze swoim mężem zamieniła się w skrzydlatego gargulca lecącego na tle Księżyca, film się skończył i zobaczyłem plakaty  przedstawiające półnagie kobiety dosiadające dzików, chciałem film zrecenzować, lecz zapomniałem tytułu,
- w cukierni zamawiałem kawałek ciasta, lecz kelner mówił, że trzeba go nazwać pretensją, albo jeszcze inaczej,
- w gościnie u Voytakusa ov Višnica chciałem skorzystać z toalety, lecz łazienka była zalana wodą, a Voytakus i Janes ov Calcium nie chcieli wyjść i zostawić mnie samego,






- w Szczecinie odwiedziłem prawosławny klasztor, o którym opowiadała mi Babcia, w środku spotkałem siwobrodego, sympatycznego mnicha, który nazwał mnie ,,mniszkiem'' i nie gniewał się kiedy mała ikona dosłownie przykleiła się do mojej dłoni, wychodząc omal nie wyniosłem fioletowej kotary, idąc ulicą zmartwiłem się gdy pękła mi torba z zakupami i musiałem wszystko zbierać,





- Bronisław Komorowski pił wódkę. 

środa, 4 grudnia 2019

,,O baśniach''


,,Była sobie Baba – Jaga
Miała chatkę z masła,
A w tej chatce same dziwy
Pssst, iskierka zgasła’’
- ,,Z popielnika na Wojtusia’’; polska kołysanka z XIX wieku







W 2008 r. przeczytałem esej J. R. R. Tolkiena ,,O baśniach’’ (tytuł oryginału: ,,On Fairy – stories’’) po raz pierwszy wygłoszony w formie wykładu w 1947 r., a opublikowany w 1964 r. Wychodząc od etymologicznej wykładni ,,fairy story’’ - historia o elfach, Autor omawia literacką ewolucję tych istot. Winą za ich skrajną infantylizację w wiktoriańskiej literaturze dziecięcej obarcza już Williama Szekspira (,,Sen nocy letniej’’ z 1600 r.) i Michaela Draytona (,,Nymphidia’’ z 1627 r. 1). Zaleca odróżnić baśń – opowieść o przygodach ludzi w czarodziejskich krainach od literatury podróżniczej (np. ,,Podróże Guliwera’’ Jonathana Swifta), onirycznej, czyli takiej, w której cała fabuła okazuje się snem (,,Alicja w Krainie Czarów’’ i ,,Co Alicja zobaczyła po drugiej stronie lustra’’ Lewisa Carrolla), oraz od bajki zwierzęcej (np. afrykańskiej opowiastki ,,Serce małpy’’). Baśnie kształtowały się w procesie długiej i skomplikowanej ewolucji, którą Tolkien opisuje za pomocą metafory o gotowaniu zupy ze składników różniących się wiekiem i jakością. Bajarz tworzy je w procesie subkreacji (współtworzenia): opowiadając tworzy nową jakość z już istniejących elementów. Naśladuje w tym Boga, na którego obraz i podobieństwo został stworzony. Tolkien polemizował z powszechnym jeszcze dziś przekonaniem, że baśnie są przeznaczone głównie lub wyłącznie dla dzieci. Wskazywał, że nie wszystkie dzieci lubią baśnie (a tym bardziej wyłącznie baśnie). Nie każda baśń jest przeznaczona dla młodego odbiorcy (sprzeciwiał się zarówno infantylizacji tego gatunku, jak i cenzurze drastycznych fragmentów w zamian zalecając by z niektórymi utworami poczekać, aż dziecko do nich dojrzeje). Podkreślał, że ludzie dorośli też potrzebują baśni. Samo fantazjowanie nie jest sprzeczne z rozumem; przeciwnie jest to czynność racjonalna, którą należy odróżnić od omamów. (Już św. Tomasz z Akwinu w ,,Summie teologicznej’’ zaliczał wyobraźnię do jednej z władz rozumu). Co więcej im ktoś posiada sprawniejszy umysł, tym bardziej jest zdolny do tworzenia coraz lepszych fantazji. Tolkien krytykował próby wizualnego przedstawienia baśni (zwłaszcza przez teatr, który uważał za skrajnie antropocentryczny) zastrzegając, że słowo zawsze będzie dawało większe pole do popisu dla wyobraźni niż nawet najlepszy obraz. Prawo do wyobraźni jest jednym z fundamentalnych praw człowieka. Nawet jeśli nie zawsze jest wykorzystywane w dobrym celu i we właściwy sposób, to jak mówi łacińskie przysłowie: ,.,Nadużycie nie wyklucza prawa do nadużywania’’. Baśń pozwala widzieć świat rzeczywisty piękniejszym i ciekawszym, oraz daje nadzieję na zwycięstwo Dobra. Istotnym składnikiem baśni jest dobre zakończenie (Tolkien nazywał je ,,eukatastrofą’’) uświęcone przez Ewangelię. O samej Ewangelii, Tolkien będący katolikiem głosił, że ma najlepsze cechy baśni, a jednocześnie jest prawdziwa.
Esej uważam za bardzo mądry i inspirujący, wręcz za obowiązkową lekturę dla każdego miłośnika fantasy;).






1 Odsyłam do posta: ,,Nymphidia’’.

wtorek, 3 grudnia 2019

,,Nymphidia''







,, [...] Nymphidię [Michaela] Draytona można uznać za najgorszą z kiedykolwiek napisanych dotąd baśni (czy raczej opowieści o elfach). Pałac Oberona ma ściany z pajęczych odnóży:

I okna z oczu kocich
A dachy i wieże
Pokrywają skrzydła nietoperze.

Rycerz Pigwiggen dosiada żwawej szczypawki i w kielichu pierwiosnka umawia się na schadzkę ze swą ukochaną, królową Mab, której składa w darze bransoletkę z mrówczych oczu. Wszystko to zostało osadzone w nudnej opowieści o dworskiej intrydze i fałszywych posłańcach; waleczny rycerz i rozwścieczony małżonek  razem z pogrążają się w gniewie, by w końcu utopić go w wodach Lety. Byłoby znacznie lepiej, gdyby cała ta historia uległa zapomnieniu. Niech sobie Oberon, Mab i Pigwiggen będą miniaturowymi elfami - w przeciwieństwie do Artura, Ginewry i Lancelota - ale opowieść o dobru i złu na dworze króla Artura jest o wiele bardziej baśniowa niż historia Oberona'' - J. R. R. Tolkien ,,O baśniach''







W mojej mitologii Pigwigen był królem Avalonu. Odsyłam do posta: ,,Manamam (opowieść króla Orfeja)''.

,,Liść, dzieło Niggle'a''


,,Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią’’ - Mt 5,7






W 2008 r. przeczytałem alegoryczną fantasy J. R. R. Tolkiena ,,Liść, dzieło Niggle’a’’ (tytuł oryginału: ,,Leaf by Niggle’’) z 1964 r. Tolkien jak sam przyznał nie lubił alegorii jako takich i ten utwór jest jedyną alegorią w jego dorobku.






Tytułowym bohaterem jest żyjący w nieokreślonym miejscu i czasie malarz Niggle (ang. ,,to niggle’’ znaczy ,,grzebać się w drobiazgach’’) - człowiek szary, zwyczajny i mało znany. Jego wadami były lenistwo i nieumiejętność dobrego wykorzystania czasu, choć jednocześnie był też współczujący i uczynny. Pomagał swemu choremu sąsiadowi Parishowi (ang. ,,parish’’ - parafia). Postawił sobie za cel namalowanie Drzewa przed wyruszeniem w niechcianą, lecz nieodwołalną podróżą (tj. śmiercią). Jednak malowanie poszczególnych liści zajmowało mu mnóstwo czasu (również Tolkien skupiał wiele uwagi na szczegółach). Miał coraz mniej czasu. Wreszcie jego obraz został użyty do załatania dziury w dachu, a samego malarza Szofer zabrał na stację kolejową. Niggle trafił do Przytułku (czyśćca) gdzie brał gorzkie lekarstwa i ciężko pracował. Odbył się nad nim sąd Pierwszego Głosu (sprawiedliwości) i Drugiego Głosu (miłosierdzia). Po wyjściu Niggle spotkał Parisha i ujrzał malowane przez siebie Drzewo jeszcze piękniejsze niż sobie wyobrażał. Tymczasem w swojej doczesnej ojczyźnie został zapomniany.






,,Kowal z Przylesia Wielkiego''


,,Na podolu, w szczerym polu
Stoi kuźnia na kamieniu
A w tej kuźni kowal kuje
Nigdy ognia nie zgasuje’’
- polska pieśń ludowa z XIX wieku







W 2008 r. przeczytałem nowelę fantasy J. R. R. Tolkiena ,,Kowal z Przylesia Wielkiego’’ (tytuł oryginału: ,,Smith of Wootton Major’’) wydaną po raz pierwszy w 1964 r. Tytuł starszego przekładu brzmiał: ,,Kowal z Podlesia Większego’’ co wpłynęło na moją mitologię – Podlesie to nazwa jednej z prowincji Analapii. 1 Utwór powstał na bazie niedokończonej przedmowy Tolkiena do ,,Złotego klucza’’ George’a Macdonalda. 2






Akcja rozgrywa się w czasie nieokreślonym w otoczonej lasem wsi Przylesie Wielkie oraz w Czarodziejskiej Krainie. Mieszkańcy tytułowej wioski przywiązywali wielką wagę do jedzenia. Centralne miejsce zajmowała przylegająca do budynku rady kuchnia, zaś urząd Mistrza Kucharskiego cieszył się wielkim poważaniem. Co 24 lata w czasie zimowego święta (w domyśle: na Boże Narodzenie) kolejny Mistrz Kucharski przygotowywał tort na ucztę dla 24 grzecznych dzieci. Wymagano, aby każdy kolejny tort był oryginalny i lepszy od poprzedniego.






Głównym bohaterem jest bezimienny Kowal, który odziedziczył swój fach po ojcu. W dzieciństwie w czasie Uczty Dwudziestu Czterech znalazł w swojej porcji ciasta magiczną gwiazdkę, która przylepiona do czoła pomnożyła jego talenty jednocześnie otwierając na kontakty z Czarodziejską Krainą. Miał żonę Nell (kiedy byli dziećmi dał jej srebrną monetę znalezioną w torcie), córkę Nan i syna Neda Kowalczyka. Był niezwykle zdolnym rzemieślnikiem, który jednak nigdy nie kuł broni. Często odwiedzał Czarodziejską Krainę zamieszkaną przez elfy i inne fantastyczne stworzenia.






Rosło w niej gigantyczne Królewskie Drzewo – rodzaj axis mundi, prawdopodobnie wzorowane na skandynawskim jesionie Yggdrasilu. W krainie tej Kowal był atakowany przez upersonifikowany wiatr, przez którym obroniła go brzoza.






W czasie swojej podróży Kowal spotkał Królową Czarodziejskiej Krainy, której lukrowa figurka zdobiła wierzchołek tortu. Początkowo nie poznał jej kiedy tańczyła wraz z innymi elfkami. Otrzymał od niej w darze czarodziejski kwiat, który z pietyzmem przechowywał w wykutej przez siebie szkatułce.






Król Czarodziejskiej Krainy często podróżował. Przybył do Przylesia Większego jako Czeladnik Alf (staroangielskie imię Alf znaczy elf) i zatrudnił się u leniwego, łakomego i nieudolnego Mistrza Kucharskiego Nokesa. Wyszło na to, że sam Mistrz Kucharski ukradkiem uczył się od swego Czeladnika zamiast na odwrót! Nokes był ograniczonym materialistą nie wierzącym w Czarodziejską Krainę. Na Ucztę Dwudziestu Czterech wymyślił słodki i lepki tort o tematyce baśniowej, który Alf po mistrzowsku polukrował. Alf spotkał Kowala na obrzeżach Czarodziejskiej Krainy i namówił go do przekazania magicznej gwiazdki innemu dziecku. Z kolei żegnając się z Nokesem nastraszył go tak, że myśląc, że miał koszmar, przestał się obżerać i schudł (fragment ten bardzo mnie rozśmieszył).
Jest to bardzo sympatyczny utwór o potrzebie wiary i wyobraźni ;).



1 Odsyłam do posta: ,,Analapia’’.
2 Odsyłam do posta: ,,Złoty klucz’’.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

,,Przygody Toma Bombadila''


,, - Postać Bombadila była mi niezwykle bliska, do tego stopnia, że zacząłem się z nią utożsamiać. Można powiedzieć, że moja duchowość była wówczas ‘duchowością tolkienowską’ (śmiech). Dokładnie tak. Ale gdzieś w tym wszystkim był [cały] czas Jezus Chrystus i gdybym sobie w domu siadł i zadał sobie pytanie: ‘Który z tych bogów, Krisznów i elfów jest najważniejszy’, to wybrałbym na pewno Jezusa’’ - Tomasz Budzyński [w]: ,,Radykalni. Z Budzym, Dzikim, Meleo i Stopą rozmawiał Marcin Jakimowicz. Z Maleo rozmawiał Dziki’’, Katowice 2002, s. 9 - 43






W 2005 r. przeczytałem ,,Przygody Toma Bombadila’’ (tytuł oryginału: ,,Adventures of Tom Bombadil’’). Jest to zbiór fantastycznych poezji J. R. R. Tolkiena z 1962 r. mający za zadanie przedstawić wiersze hobbitów zawarte w ,,Czerwonej Księdze Marchii Zachodniej’’.
Akcja rozgrywa się w trzeciej erze Śródziemia w Shire i okolicach, oraz w dalekich krajach owianych mgła tajemnicy.





Pierwowzorem tytułowego bohatera była holenderska lalka należąca do córki pisarza, Priscilli. Kiedy zabawka wpadła do muszli klozetowej zainspirowała to Tolkiena do wymyślenia jednej z przygód tej postaci ;). Tom Bombadil był Majarem (kimś w rodzaju anioła), genius loci okolic rzeki Wii i jednocześnie odpowiednikiem greckiego boga przyrody Pana. Miał gęstą brodę. Nosił modrą kapotę, żółte buty i kapelusz z łabędzim piórem. Pojawia się po raz pierwsze we ,,Władcy Pierścieni cz. I Drużynie Pierścienia’’ (niestety w ekranizacji został pominięty). Poświęcone mu wiersze opisują jego kontakty z mówiącymi zwierzętami: borsukami, strzyżykiem, zimorodkiem, łabędziem i wydrami, oraz przyjaźń z hobbitem; gospodarzem Maggotem (ta ostatnia postać również pojawia się w książkowej wersji pierwszej części ,,Władcy Pierścieni’’).
Oprócz Toma Bombadila w antologii spotykamy całą plejadę fantastycznych stworzeń.






Złota Jagoda była piękną, złotowłosą nimfą żyjącą w rzece Wii. Próbowała wciągnąć Toma Bombadila w głębinę. Ostatecznie została przezeń wyciągnięta na powierzchnię i została jego żoną. Pojawia się w pierwszej części książkowej wersji ,,Władcy Pierścieni’’.






Wierzba Staruszka było złowrogim drzewem lubiącym chwytać różne istoty za pomocą swych korzeni i je pożerać. Próbowała pożreć samego Toma Bombadila, a we ,,Władcy Pierścieni’’ - hobbity Pippina i Merry’ego.






Upiór Kurhanu był jednym z ożywionych czarną magią zwłok starożytnych królów mieszkających pod kurhanem. Próbował uwięzić tam samego Toma Bombadila, zaś we ,,Władcy Pierścieni’’ - hobbity Pippina i Merry’ego.






Postać zwana Wędrowcem podróżowała złotą gondolą do tajemniczych krain zamieszkanych przez elfy. Wędrowiec nosił strój z piór jaskółki, bez wzajemności zakochał się w Motylej Pannie (wróżce o skrzydłach motyla) i walczył z Dumbledorami (trzmielami?). Wszystko to wskazuje na jego niewielki wzrost.






Ya była piękna księżniczką elfów o srebrzystych włosach. Kiedy tańczyła widziała w wodzie swoje odbicie, które została spersonifikowane jako księżniczka Taa.






Człowiek z Księżyca był czarodziejem zamieszkującym naturalnego satelitę Ziemi. Miał długą brodę i nosił szatę zdobioną opalami i innymi klejnotami. Żywił się perłową kaszą i słabą wódką. Był jednak amatorem ziemskich potraw i napojów; piwa, wina, gorących i aromatycznych mięs. Kiedy zszedł na Ziemię działy się dziwne rzeczy: tańczyły pies, kot i krowa, a nawet talerz i łyżka. Innym razem zamiast oczekiwanych przysmaków otrzymał byle jakie jedzenie, za które dodatkowo musiał słono zapłacić. Człowiek z Księżyca pojawia się również w powieści ,,Łazikanty’’ 1, zaś w ,,Silmarillionie’’ jest jednym z Valarów noszącym imię Irmo lub Lórien.






Kamienny Troll siedział na kamieniu i od lat obgryzał stary gnat należący niegdyś do wujka hobbita Toma. Gdy Tom to zobaczył, zdenerwował się i kopnął trolla w cztery litery. Jednak jego pośladek był tak twardy, że nic nie poczuł, za to hobbita zabolała noga.






Okazuje się, że w tolkienowskim świecie jest miejsce dla jednego dobrego trolla; jednego z ostatnich przedstawicieli swej rasy. Budził on powszechny strach wśród hobbitów i tylko jeden z nich imieniem Perry Winkle okazał mu dobroć. W podzięce troll nauczył go pieczenia kramowego chleba i innych przysmaków.






Wargule były groźnymi stworami mieszkającymi na bagnach za Górami Merlok i żywiącymi się padliną. We ,,Władcy Pierścieni’’ wargowie byli potworami podobnymi do wilków, więc przypuszczam, że również wargule przypominały wilki.






Olifant był robiącym wielkie wrażenie na hobbitach olbrzymim, szarym zwierzęciem przypominającym słonia (ang. elephant – słoń). Olifanty, zwane też mumakilami odegrały ważną rolę w czasie Wojny o Pierścień jako wierzchowce czarnoskórych Harradrimów.






Fastitocalon był gigantycznym żółwiem morskim (,,rybożółwiem’’), którego wystającą z wody skorupę strudzeni żeglarze często brali na wyspę i lądowali na niej. Wówczas Fastitocalon zanurzał się w morzu topiąc tych co przebywali na jego grzbiecie. Pierwowzorem tej istoty był zaczerpnięty przez Tolkieba ze staroangielskiego bestiariusza ,,aspido chelone’’ symbolizujący podstępy szatana.






Kot jest w poświęconym mu wierszu zwyczajnym, domowym zwierzęciem lubiącym jeść i wygrzewać się przy kominku. W snach widzi swych dzikich i groźnych kuzynów żyjących na Dalekim Południu jak lew czy gepard. W tym miejscu podmiot liryczny myli między sobą geparda i lamparta.





Cień (rzucany przez istoty żywe i przedmioty) został upersonifikowany jako samotny mężczyzna nie mający cienia, za to w czerwcową noc otoczony rojem białych sów. Kiedy pewna dziewczyna go pokochała odtąd rzucali jeden wspólny cień.






W antologii omówione zostały też dzieje przeklętego skarbu, który przechodził z rąk elfów, krasnoluda, smoka i człowieka za każdym razem sprowadzając na swych właścicieli nieszczęście. W utworze tym pobrzmiewa echo skarbu Nibelungów, a także Jedynego Pierścienia.






Firiel była elfką, która wraz ze zniszczeniem Jedynego Pierścienia szykowała się wraz z innymi elfami do podróży za morze. Jednak w decydującym momencie jej nogi utknęły w ziemi. Firiel pozostała w Śródziemiu pędząc odtąd życie zwykłej kobiety.

W tych pełnych fantazji i uroku wierszach humor przeplata się z nostalgią. Wpłynęły również na moją twórczość. Wyspożółw – gigantyczny żółw, na którego skorupie znajdowała się pływająca wyspa Vineta przez Celtów i hobbity był nazywany właśnie Fastitocalonem. 2



1 Odsyłam do posta: ,,Łazikanty’’
2 Odsyła do posta: ,,Vineta’’.