piątek, 8 kwietnia 2016

Chłopiec z drewna

,,Kiedy zmarł Agenor, król Tyru, na tron wstąpił jego syn Melkartes. Był to mąż rosły a potężny, siłę niedźwiedzia miał w ręku. Przewyższał wzrostem innych Fenicjan. Jego ciało, urodziwe jak rzeźba Greków, pokrywały twarde jak stal muskuły. Miał ci Melkartes włosy gęste i brązowe, takąż brodę, oczy zaś siwe. Potrafił gołymi rękami dąb obalić, jak też lwa na polowaniu zadusić. Jego miecz Baal – kamosz ważył siedemdziesiąt siedem talentów i żadna ręka prócz ręki króla nie mogła go podnieść. Na bitwie straszny był Melkartes dla wrogów świętego Tyru; Egipcjan i Syryjczyków, jednak okazywał łaskę jeńcom. Władcą był szlachetnym, dbającym o wdowy i sieroty, brzydził go rozlew krwi poza polem bitwy. Z tego to powodu zakazał składania ofiar z ludzi; zagroził karami za palenie dzieci w piecach ofiarnych, czym naraził się kapłanom bogów Molocha [przez Słowian zwanego Stworą] i Baal – Zebula [przez Słowian zwanego Muchowładem]. Obalił ich posągi i zamknął świątynie, roztrzaskał piece ofiarne i rozpędził kapłanów. Mawiał, że Moloch i Baal – Zebul to nie są bogowie, jeno przeklęte demony [przez Słowian zwane Čortami]. Powiadają, że Władca Much ukazał się królowi, gdy ten pisał edykt przeciwko jego kultowi. Melkartes ujrzawszy […] [Muchowłada] cisnął weń kałamarzem i tak odpędził. […] [Stwora i Muchowład] w zemście zesłały na Tyr smoka z głębin morskich, oraz zastęp przybyłych z dalekiej Sklawinii demonów zwanych ażdachami. Jednak król Melkartes ubił ostrzem swego miecza wszystkie potwory, czym potwierdził swą prawość i rację swych działań'' – Arminabaal ,,Księga Tanith''; najstarsza kronika fenicka dostępna w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego.





W owym czasie uważano, że najpiękniejsze i najmilsze niewiasty rodzą krainy Dacja, Tracja i Słowiańszczyzna. Królewicz Melkartes z Tyru, jedyny syn króla Agenora zasiadał na poczesnym miejscu w zamku króla Analapii. Przed sobą miał złoty talerz z nałożonym nań upieczonym prosiakiem nadziewanym kaszą, oraz złoty kruż wypełniony pieniącym się, szkarłatnym winem. Nie zabrakło upieczonego w całości wołu, wieprzy, łap niedźwiedzich, chrap łosia w galarecie, wymyślnych potraw z ryb i raków, chleba, jarzyn, kołaczy z miodem, pozłacanych pierników, gęstego, lepkiego jak syrop piwa i zielonego wina, które tak lubił Sołowiej Chąsiebnik. Analapowie zawsze słynęli z gościnności i król Radosław II, syn Bogusława I nie należał do wyjątków. Melkartes przybył na jego dwór w stołecznej Neście, aby móc poślubić analapijską królewnę Białkę, a ponadto jego ojciec Agenor zlecił mu zawarcie traktatu handlowego zezwalającego Fenicjanom na założenie faktorii w Canum i paru innych grodach nad Morzem Srebrnym. Liczne bogactwa Analapii wabiły kupców z najodleglejszych stron starożytnego świata; nawet flota króla Salomona nie raz i nie dwa zawijała do portów w Bremie, Lubece, Roztoce, Wolinie, Sedinum, Canum i Truso. Tymczasem królewicz Melkartes zatapiał wzrok w Białce, której imię wymawiał: Baalkah. Urodna to była panna; wiotka i blada, o włosach długich i złocistych, a oczach wielkich i niebieskich, młoda i nieśmiała, pełna dziewczęcego wdzięku. Odziana była w suknię z modrej kitajki, zaś na szyi miała zawieszony duży bursztyn oprawiony w srebro. Na prośbę ojca, królewna wzięła do rąk złotą harfę i poczęła na niej grać a śpiewać, ku uciesze gości z dalekiego Tyru. Śpiewała starą balladę o mieszkającym w głębi puszczy małym chłopcu o ciele wyrzezanym z drewna, który zjadał żołędzie, szyszki i ptasie jaja. Pieśń spodobała się biesiadnikom.





Radosław II nie szczędził Fenicjanom rozrywek. W trzecim dniu ich pobytu w Analapii urządził łowy w puszczy otaczającej stołeczną Nestę. Melkartes w dwunastej wiośnie życia ubił swego pierwszego lwa; przebił go oszczepem w czasie śnieżycy. Drugiego lwa, który wpadł do pustej cysterny służącej gromadzeniu wody, ubił Melkartes niedługo potem. Następca tyryjskiego tronu zdawał się nie wiedzieć co to strach tak na wojnie jak i podczas łowów na grubego zwierza. Oprócz lwów z jego ręki ginęły tury (w Analapii polować na te zwierzęta mogli tylko królowie), dziki, pantery i niedźwiedzie. Śpiewano pieśni o łowieckich wyczynach Melkartesa, choć w dzisiejszych czasach, ci co umiłowali zwierzęta, nie znaleźliby dla nich słów pochwały. Teraz gdy Analapowie i Fenicjanie ruszyli do lasu polować na łosie, których chrapy rozpływały się w ustach, jelenie, sarny i dziki, Melkartes usadowiony na prześlicznym, białym koniu, w pogoni za czarnym zwierzem oddalił się od reszty myśliwych. Zgubił się a puszcza wydała mu się wielką świątynią, której nie zbudowała ludzka ręka. Dopadł dzika i skręciwszy mu kark, dobył rogu i zadął weń. Nim jego towarzysze przybyli doń, ujrzał jakieś dziwne stworzenie siedzące na gałęzi dębu. Był to chłopiec, ale dziwny, bo od stóp do głowy ciało miał drewniane jak Pinokio. Nosił kubrak uszyty z liści, a jego włosy to świerkowe szpilki. Wpatrywał się w Melkartesa oczami przypominającymi oczy sowy, a królewicz przypomniał sobie pieśń królewny Białki, którą mu przetłumaczono z mowy słowiańskiej na fenicką.
- Jak widać sklawińskie lasy pełne są stworzeń ze starych opowieści – rzekł Melkartes. - Ciekawe czy znasz człowieczą mowę? Čaitie oldokrasnyj1?
- Kat2 – wyrzekł chłopiec z drewna.
- Jak cię zowią, bo ja jestem Melkartes, syn Agenora, następca tronu Tyru.
- A mnie wołają Radziwiłła, syn Narymunda – odrzekł pajacyk.
- Czy twój ojciec jest snycerzem, czy też jego ciało również jest drewniane? - nie mógł się nadziwić Melkartes.
- Ani jedno, ani drugie, panie – odrzekł Radziwiłła. - Czarownik Musulus, tyran Bałtów zamienił moich rodziców w drzewa, za to, że chcieli oswobodzenia swej ojczyzny.
- To łagodnie ich potraktował – zadumał się Melkartes – mógł przecież ich zabić – niemniej widząc minę Radziwiłły, poniewczasie ugryzł się w język.
Królewiczowi zaczęło się mieszać w głowie; nie spodziewał się, że Analapia to ziemia pełna dziwów i czarów.
- Słuchaj, Radziwiłła, chciałem tylko powiedzieć, że znałem władców, którzy ze swymi oponentami postępowali dużo okrutniej niż ten twój Musulus, co oczywiście go nie usprawiedliwia... - ,,chyba'' – dodał w myślach. - Jesteś czy też raczej byłeś człowiekiem, więc czy nie wolałbyś mieszkać między ludźmi? Jestem gościem króla Analapii, mogę cię zabrać ze sobą na jego dwór. Potem zaś mógłbyś ze mną jechać na dwór mojego ojca w Tyrze. To wielkie miasto nad ogromnym, modrym morzem, wygodne i bezpieczne, z dala od Musulusa i jego czarów – Radziwiłła bez słowa zeskoczył z gałęzi drzewa, zwinnie jak wiewiórka i wczepił się w purpurowy płaszcz Melkartesa.
Tymczasem pozostali łowcy usłyszeli zew rogu tyryjskiego księcia i zjawili się. Zabity gołymi rękami dzik został oprawiony, powieszony za nogi na dwóch kijach i zaniesiony na zamek. Tej nocy Radziwiłła spędził swą pierwszą od ośmiu lat noc w łóżku. Traktat handlowy między Analapią, a Fenicjanami został podpisany, co przedstawiciele obu stron uczcili wypiciem ogromnych ilości wina. Dzięki założeniu fenickich faktorii nad Morzem Srebrnym, Analapowie po raz pierwszy zetknęli się z takimi luksusowymi wyrobami jak szklane naczynia, czy tkaniny barwione na purpurowo. Królewnie Białce spodobał się dworny i urodziwy Fenicjanin zwyciężający dla niej w junackich zawodach. Nie minął miesiąc zalotów i obsypywania prezentami, gdy zgodziła się zostać jego żoną i tak jak niegdyś Małanka Bogusławówna udać się do nieznanego jej kraju. Zanim to nastąpiło, Melkartes w czasie śniadania zaczął wypytywać króla Radosława II o czarnoksiężnika Musulusa.





- Musulus, albo jak niektórzy wymawiają ,,Masiulis'' – zadumał się król Radosław II – jest już bardzo stary. Urodził się w poprzedniej erze dwunastej, wiele tysięcy lat przed założeniem Nesty, wyznaczającym początek obecnego eonu. W Mezopotamii założył gród warowny nazwany od jego imienia Mosulem o glinianych murach. Zanim na długie wieki narzucił swe jarzmo Bałtom, przemierzał drogi i bezdroża Sklawinii i Orientu, by zgłębiać wiedzę magiczną. Nikomu jeszcze nie znany, siwobrody starzec w pokrytej różnokolorowymi łatami, szarej, prawie czarnej od brudu kapocie, zasięgał nauk od wołwchów i kudesników – kapłanów wielkiego ludu Antów, zaszedł nad rzekę Nilus, do Libii, gdzie sztuki obroticzestwa uczył go Tryton, badał gliniane tabliczki nad rzekami Tygrysem i Eufratem, jako akolita uczestniczył w obrzędach ku czci Čortów Seta, Muchowłada i Beliala, zaś szukając zakazanej wiedzy, błąkał się w łachmanach, głodny i spragniony przez dżungle Bharacji i Sinea, oraz pobierał nauki u trzech braci – czarowników Bon ze świątyni w kraju Ibetain. Gdy wrócił do Europy, czarami zniewolił plemiona znad Nemany, Vilii, Morza Srebrnego, graniczące z Burus, ziemią Krywiczów i Oxlandem. Tyrańskie są jego rządy – gnębi Bałtów chciwością i okrucieństwem, porywa ludzi, by na nich przeprowadzać eksperymenty magiczne. Próbowali go obalić herosi Laczplesis Niedźwiedzie Uszko i Cosimus Pacius z kraju Etrusków, lecz bezskutecznie. Ponoć Sarmaci na parę wieków obalili jego rządy, lecz gdy imperium sarmackie upadło, Musulus powrócił.
- Ale nasi kronikarze powiadają, że Sarmatów nigdy nie było, że to lud z legendy – zdziwił się królewicz Melkartes.
- Panie bracie – uśmiechnął się Radosław II – Sarmaci wespół ze Scytami po dziś dzień bytują nad Morzem Ciemnym, a swymi najazdami niepokoją bratnie Królestwo Roxu.
- Wracając do Musulusa – rzekł Melkartes – słyszałem na dworze w Sydonie, że jego rządy to taka łagodna dyktatura.
- Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia – Radosław II uśmiechnął się ironicznie.


*





Melkartes donośnym głosem wyzywał Musulusa na pojedynek. Przedłużył w tym celu swój pobyt w Analapii i udał się nad wielką rzekę Nemanę. Chciał zdjąć czar z Radziwiłły i jego rodziców, lecz czarnoksiężnik nie odpowiadał. Zamiast niego z przepastnych głębin puszczy nadbiegł wilk jodłowy. Myśli Czytelnik, że był podobny do drzewa? Guzik prawda! Wyglądał jak inne wilki, lecz wysoki był jak jodła. Rozdziawił paszczę o czerwonym wnętrzu i już miał połknąć Melkartesa, gdy ten ciosem maczugi wybił bestii pięć zębów. Wilk jodłowy zaskowyczał i podkulił ogon. Melkartes podbiegł doń i jednym ciosem miecza rozpłatał pierś potwora, uwalniając z niej całe potoki rudej krwi. Na zew konającego wilka jodłowego przybyli jego pobratymcy w liczbie pięciu sztuk. W tym strasznym boju, dwie wilcze czaszki grube jak najgrubsze zbroje pękły pod ciosami książęcej maczugi. Trzy pozostałe potwory zostały zabite przez analapijskich łuczników strzegących pogranicza. To Radziwiłła sprowadził pomoc. Melkartes w ich asyście wkroczył na ziemie późniejszej Liteny, gdzie w wielkiej puszczy wykopał wskazane przez Radzwiłłę drzewa. Czym prędzej opuścił władztwo Musulusa, po czym zabrał przeznaczoną sobie za żonę analapijską królewnę, Radziwiłłę i dwa okazałe drzewa w donicach do Tyru. Poślubił Białkę, a tej uroda i dobroć rozsławiły imię Słowian w ziemi fenickiej.


*

,,Razem z królową Baalkah przybyło do Tyru szesnaście dam jej dworu – wielce urodziwych Słowianek o jasnych włosach, ośmiu wojów z dalekiej Sklawinii i Radziwiłła – drewniany a mimo to żywy chłopiec z lasu, którego król Melkartes uczynił swym paziem. Radziwiłła był to ludzik dworny, powszechnie lubiany, tak ludzki, że w jego obecności zapominało się, że nie jest do końca człowiekiem. Poza tym królowa Baalkah przywiozła do Fenicji otrzymane w posagu 382 dębowe skrzynie pełne złota, srebra, bursztynu, pereł, drogich kamieni, 40 sukni z cienkich tkanin, 80 białych rumaków, 100 sztuk bydła, świń i owiec'' – Ut – palisur ,,Kronika Baalkah''





W owym to czasie na tronie Egiptu zasiadał faraon Harpokrates, syn faraona Serapisa i słowiańskiej królowej Małanki, przez Egipcjan zwanej Malanak – anch, córki Bogusława I, króla Analapii. Nie wdał się w ojca, ani w macierz. Wielce był otyły, a wzrok jego bezmyślny. Mimo młodego wieku cierpiał na chorobę dziś określaną mianem cukrzycy. Pobierał nauki u sędziwego Amona – kuta i innych znanych z mądrości kapłanów egipskich, a nawet u nie mniej uczonych druidów z dalekiej Helwecji. W pierwszym roku swego panowania zaniósł rzeź, gwałt i pożogę nad rzeki Jordanus i Orontes, stanął też pod murami Tyru i Sydonu. Król Melkartes chwycił za oręż, a z nim jego rycerze. W czasie wielkiej bitwy, kiedy to przeciwko najezdnikom egipskim stanęły zgodnie zastępy Solimów, Syryjczyków i Fenicjan, paź Radziwiłła wyruszył w pole u boku króla Melkartesa. Bitwa odbyła się w miejscu pustynnym, gdzieś na pograniczu Syrii i Fenicji. Radziwiłła uzbrojony w krótki mieczyk, nigdy wcześniej nie widział takiej rzezi. Już na długo przed bitwą zlatywały się sępy, perspektywa żeru nęciła też hieny i szakale. Choć ciało Radziwiłły było z drewna, drżało z bojaźni tak jak ciało człowieka. Mimo to jednak otrok nie uciekał, choć miał sposobność ku temu. Cały czas powoził złotym rydwanem króla Melkartesa, a nawet zasłonił swego pana swym drewnianym ciałem w czarnej, skórzanej zbroi. Przyjął na siebie cios egipskiego topora. Jego ostrze wpiło się głęboko w drewno. Oczom chłopca ukazały się na moment pola i lasy jego ojczyzny, wzdychającej o wyzwolenie spod jarzma Masiulisa, potem zaś nastała ciemność. Bitwa z Egipcjanami ciągnęła się aż do zmroku....


*

Radziwiłła otworzył oczy. Spostrzegł, że leży w miękkim, ciepłym łożu, cały okryty szarpiami w bogato zdobionej komnacie. Nad nim pochylała się piękna królowa Białka – Baalkah, a obok niej stał król Melkartes i – Radziwiłła nie mógł uwierzyć własnym oczom – jego ojciec i macierz.
- Bitwa została wygrana, a ten despota Harpokrates zmykał tak szybko, że o mało sadła nie pogubił – oznajmił z dumą król Melkartes.
- Widać trzeba było, abyś poniósł śmiertelną ranę w boju, aby czary twojego wroga mogły zostać zniweczone – stwierdziła królowa.
Radziwiłła spojrzał na swoje poranione i poturbowane ciało i widząc, że już nie jest drewniany, tak się uradował, że omal serce mu nie pękło z radości. Od tego czasu minęło dziesięć lat. Odczarowany Radziwiłła dorósł i poślubił królewnę Tanith – anat, córkę Melkartesa i Białki. Założony przez nich ród, zwany Radziwiłłami, po wielu wiekach powrócił na ziemię Liteny i pod sztandarem Rzymianina Palemona walczył o obalenie tyranii Musulusa – prześladowcy ich praojca. Ów możny ród, którego założycielem był chłopiec z drewna trwał wiele wieków i odegrał dużą rolę w dziejach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.





1Znasz język starokrasny?
2Tak