sobota, 30 października 2021

Znikomek

 

,,W cienistym istnień bezładzie Znikomek błąka się skocznie,

Jedno ma oko błękitne, a drugie piwne, więc raczej

Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem – inaczej -

I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty – zaocznie?

[…]

I mgła na ustach dziewczyny, rumianych marzeń rozgrzewką,-

A kwiaty wzajem się widzą – a zgony wzajem się tłumią! -

Znikomek spożył kęs nieba i miesza złotą mątewką

Cień własny z cieniem brzóz kilku. A brzozy śnią się i szumią...’’

- Bolesław Leśmian ,,Znikomek’’ (fragment)





W jeziorze Kresanicy leżącym piętnaście wiorst na północny zachód od stołecznego grodu Toropiecka, żył wodnik Zunder (Sunderus). Pokrywała go soczyście zielona skóra przypominająca w dotyku mokry grzyb, zaś pośrodku czoła osadzone było jedyne oko wodnika świecące w ciemności żółtym blaskiem. Powiadano, że przed stu laty, wodnik Zunder został w bezksiężycową noc wypluty przez złotą gwiazdę o sześciu ramionach, nikt bowiem nie znał jego rodziców, ani miejsca skąd przybył do Kresanicy. Sam Zunder nikomu nie wyjawił tej tajemnicy. Choć miano go za dziwaka i odludka, pojął za żonę rusałkę Goskę, która miała dar przybierania postaci gęsi. Ledwo powiła córkę, owoc wielkiej i pięknej miłości, gdy nieszczęsną młodą matkę porwał czarny wir zesłany przez zawistną czarownicę Pietrygę. Zunder samotnie zajął się wychowaniem córki, której nadał imię Zojka. Wyrosła na wielce urodziwą pannę o jedwabistych, seledynowych włosach i złotych oczach. Pod okiem ojca uczyła się pisania i czytania w mowie starokrasnej i toropieckiej. Nieobcy był jej też język Neurów, którzy władali światem w erze ósmej. Zojka zaprawiała się w strzelaniu z łuku i rzucaniu kindżałem do celu. Znała tajniki leczniczych ziół i minerałów, jak też słowa, którymi należy zamawiać choroby i zranienia. Leśne zwierzęta z ufnością przychodziły do niej, licząc, że je uzdrowi a nigdy nie odchodziły zawiedzione. Uroda radosnej i łagodnej Zojki przyciągała uwagę młodych wodników, leśnych ludzi, żmijów, płanetników, dziwów, satyrów i faunów. Powiadano, że tam gdzie stanęła, wyrastały niezapominajki.


*




- Strach się bać! - mówiła z przejęciem przyjaciółka Zojki, rusałka Subica. - Kiedy ostatnio zrywałam maliny z nieodżałowaną Małoszką, ta nagle pobladła i wybałuszyła oczy, jakby została ugodzona sztyletem w plecy. Następnie, wyobraź to sobie kochana, na moich oczach rozpłynęła się w powietrzu i tyle ją widziałam. Znać siła nieczysta dybie na nasze życie! - Obie najady siedziały na mocnej gałęzi wierzby rosnącej nad brzegiem jeziora Kresanicy.

- Niegdyś moją mateczkę pochłonął czarny wir, kiedy tylko wydała mnie na świat – przypomniała sobie ze smutkiem Zojka.

- Dziś rano zaprzyjaźniony żbik przyniósł mi zwój – dalej paplała Subica – w którym opisano jak pięć innych rusałek zniknęło bez śladu. Ot, nagle zniknęły jak pękające bańki powietrza. W sumie musimy być bardzo odważne lub głupie, skoro teraz tu rozmawiamy, zamiast siedzieć w domu i modlić się o ratunek.

- Mój tatuś już parę razy rozbija kacze jaja, aby w ich rozlanym żółtku znaleźć odpowiedź kto jest ową siłą nieczystą – przypomniała sobie Zojka.

- I co? - dopytywała się Subica. - Dowiedział się czegoś istotnego?






- Odpowiedzi są niejasne, ale trop zdaje się prowadzić do czarownicy Pietrygi, w której chacie ma ponoć mieszkać niepozorny potwór Znikomek. Kiedy nie bierze na siebie zaklęcia niewidzialności, jest nagim gnomem o skórze blado sinej i pokrytej wstrętnymi wyrostkami. Ma okrutne kły i szpony, a także jedno oko błękitne, a drugie czarne. Prawym sprowadza nieszczęście na mężów, a lewym na niewiasty. Uzbrojony jest w sztylet wykuty w przeklętych ogniach Čortieńska. Zadając nim głębokie rany, obraca ciała w nicość, zaś dusze zostają na wieki uwięzione w ostrzu. Ponoć Pietryga jest jego matką, która poczęła go na sabacie z jakimś Čortem… - opowiadała z przejęciem Zojka.

- Ja tam, kochana, nie wierzę w żadnego Znikomka – wzruszyła ramionami Subica. - Pies z nim tańcował! - Zachichotała i było to ostatnie co uczyniła w swym życiu.

Na oczach przerażonej Zojki, jej przyjaciółka nagle wybałuszyła oczy i zrobiła taką minę, jakby jej zabrakło powietrza. Z chwili na chwilę jej powabne ciało zamieniało się w nicość jakby pokąsał je robak zwany minusem. Jako ostatnia stała się niewidzialna piękna twarz Subicy; biała jak kreda i zdrętwiała z przerażenia. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do Zojki jaki los spotkał jej przyjaciółkę, która była dla niej jak siostra. Powiał chłodny wiatr, zaś z szarych chmur lunął rzęsisty deszcz, jakby niebo opłakiwało nieszczęsną Subicę. Twarz Zojki wykrzywił grymas nienawiści.

- Zapłacisz mi za śmierć Subicy i innych rusałek, ty przebrzydły, nikczemny Znikomku! - Zawołała wygrażając pięścią niewidzialnemu wrogu, zaś odpowiedział jej szyderczy śmiech.



*


Zunder długo nie chciał się zgodzić na to, by jego jedyna córka stawała do walki ze Znikomkiem, lękał się bowiem o jej życie.

- Walczyć z potworami powinni silni i odważni mężowie; rycerze stuha, Lynxowie, Neurowie, Dziczanie, a nie … delikatne panienki.

- Ojcze, to ty uczyłeś mnie strzelania z łuku i rzucania nożem – przypomniała Zojka. - Niech więc teraz ta nauka na coś się przyda! - Zunder ciężko westchnął i zabrał córkę do groty, w której mieściła się kuźnia karłów.

Ofiarował im sznur pereł w zamian za wykucie nowego kindżału dla jego córki, którego ostrze byłoby w stanie ranić i zabijać Čorty, jak również potwory zrodzone z ich nasienia. Karły; mistrz Gunarf wraz z synami Krzatuszem i Skrzętomirem zabrały się do pracy bez ociągania za to z wielką znajomością rzeczy. Zmieszały żelazo z najprzedniejszym srebrem, chłodziły rozpalony metal w wodzie z Sobotniej Góry i ryły na nim emblematy Enków. Pracy towarzyszył śpiew inwokacji do Swarożyca; Mistrza Sztuki Kowalskiej. Gotowy już brzeszczot został osadzony w rękojeści z kości udowej jednorożca. Złote oczy Zojki śmiały się na jego widok.

- Zastanawiam się tylko jak odnajdziesz Znikomka, skoro jest niewidzialny? - Zunder wciąż miał nadzieję, że uda mu się odwieść córkę od niebezpiecznego przedsięwzięcia.

- Hau! - Ledwo wypowiedział te słowa, na progu kuźni ukazał się duży, smoliście czarny pies mający nad oczami dwie białe plamki.

- Uciekaj, bestio Čortieńska! - Tupnął nogą Zunder.




- Ja nie Čort – obraził się pies. - Nazywam się Jarchuk i jestem synem Żweruny. W tych plamkach nad oczami zaklęta jest moja moc wyczuwania niewidzialnych sług Czarnoboga i siła do walki z nimi. Królowa rusałek, pani na Toropiecka Lykanus przysłała mnie, abym wskazał Zojce drogę do zamku Znikomka – Zojka ufnie położyła dłoń na głowie czarnego brytana, a ten polizał ją.

- Jarchuk jest cenionym pogromcą Čortów i innych sług Rykara – zabrał głos mistrz Gunarf. - Przy nim twoja córka będzie bezpieczna. - Zunder dał się przekonać i uściskał córkę na pożegnanie.

- Wsiądź na mój grzbiet, bo przed nami droga daleka, a będziesz potrzebowała dobrego wierzchowca! - rzekł Jarchuk.

- Dziękuję – zarumieniła się Zojka. - Myślałam, że psy nie lubią gdy się je dosiada jak konie.

- Dla mnie to zaszczyt usłużyć panience grzbietem – odparł Jarchuk.

Pies pociągnął nosem, po czym złapawszy trop, pobiegł na południowy zachód. Z dala majaczyły wśród mgieł szczyty Biesogór, to jest Gór Biesów i Čadów; straszliwych istot z otchłani Čortieńska, których masywne ciała skamieniały po przegranej bitwie z królową rusałek Anej II.

Nastał już wieczór, kiedy Jarchuk z Zojką na grzbiecie wspinał się na niewielkie wzgórze. Na jego szczycie stały ruiny ceglanego zamku, który wedle słów podania, wzniosły olbrzymy z plemienia Wełentów. Zojka zeskoczyła z psiego grzbietu i zapaliła kawałek gałęzi, przytykając go do oczu, aby służył jej za pochodnię.





- Wrrr… - zawarczał Jarchuk. - Czuję odór siły nieczystej! - Ze zjeżoną sierścią tropił wytrwale wśród gruzów.

W końcu jego szczęki zacisnęły się z siłą imadła na nodze małego, lecz wielce złośliwego stworka, którego jedno oko świeciło sinym światłem, drugie zaś przypominało studnię bez dna. Ugryzienie przez Jarchuka zniweczyło czar niewidzialności Znikomka. Kambion mający moc obracania ciał w nicość i więzienia dusz w zaklętym ostrzu, jednym ruchem odciął sobie nogę. Nie odważył się jednak zranić samego Jarchuka. Pryskając na wszystkie strony zieloną posoką, skoczył w stronę Zojki. Zdmuchnął jej pochodnię i zamierzał zatopić kindżał w jej białej piersi. Rusałka była jednak szybsza.

- Masz za Subicę! - Zawołała, powalając Znikomka kopnięciem łamiącym mu rękę dzierżącą bojowy nóż.

Niegdyś wodnik Zunder nauczył ją tego chwytu na wypadek gdyby próbowały się do niej dobierać strzygi. Teraz Zojka jednym bezlitosnym ciosem, przygwoździła syna Čorta i czarownicy do ziemi, zaś Jarchuk zlizywał jego jadowicie zieloną posokę.




Wtedy to zawył porywisty wiatr i przyleciała na miotle półnaga czarownica okryta jeno czarnym, jedwabnym płaszczem. Miała oczy barwy rubinów i długie rude włosy, których wątpliwą ozdobę stanowił zwisający kołtun.

- Zapłacisz mi, wywłoko, za śmierć mojego synaczka! - Wówczas Zojka spostrzegła, że ma przed sobą nie kogo innego, jeno samą Pietrygę.

- Dlaczego ubiłaś moją mateczkę? - Pytała Zojka, zaś Pietryga dobyła różdżki wykonanej z piszczela wiły.

Sypiąc iskry z końca różdżki, odpędzała się nią przed Jarchukiem, który usiłował dosięgnąć czarownicę zębami.

- Pietrygo, już zostałaś ukarana śmiercią syna. Oszczędzimy cię, jeśli pozwolisz nam wrócić do domu -obiecała Zojka.

- Twoja czaszka, dziwko, posłuży mi do złożenia libacji smoku Rykarowi! - Zawyła czarownica.

Pietryga pędziła na miotle w stronę Zojki, aby rozszarpywać jej ciało czarnymi szponami zatrutymi trupim jadem. Przyparta do ściany rusałka, dobyła posrebrzany kindżał, którym wcześniej ubiła Znikomka i z szybko bijącym sercem rozcięła nim brzuch czarownicy. W tym samym czasie Jarchuk dopadł Pietrygi i potężnymi kłami zmiażdżył jej stopę. Trup służebnicy Czarnoboga spadł z wciąż unoszącej się w powietrzu miotły, obficie brocząc pomarańczową krwią. Z jej trzewi począł się ze złowieszczym buczeniem wydostawać czarny, ciemniejszy niż noc, wir zatrutego prastarym złem powietrza, taki sam jaki ongiś pochłonął Goskę, matkę Zojki.

- Dobra nasza – szczeknął Jarchuk.- Teraz wir pochłonie kindżał Znikomka, a wraz z jego zniszczeniem, uwięzione w nim dusze odnajdą drogę do Nawi!

Zojka była bliska omdleniu. Ostatkiem sił dosiadła Jarchuka i uchwyciła się mocno jego obroży, po czym pies, pogromca Čortów rzucił się do ucieczki. Odwrót nastąpił w samą porę, bowiem czarny wir rozlał się po całym wzgórzu i pochłonął je, obracając w nicość.


*




Kiedy na trzeci dzień Zojka otworzyła oczy, spostrzegła, że leży na posłaniu z wodnych roślin na dnie rodzinnego jeziora Kresanicy. Obok stały jej koleżanki; najady Horesława, Saplina i Syryna, wszystkie przyozdobione wieńcami z lilii wodnych, oraz jej ojciec trzymający złotą tacę, na której spoczywał duży kołacz z miodem i rodzynkami posypany z wierzchu orzechami i makiem.

- Wszystkiego najlepszego z okazji szesnastych urodzin, córeczko! - Powiedział wodnik Zunder i pocałował Zojkę w czoło zielonymi ustami.