środa, 17 lipca 2019

,,Takeshi. Cień Śmierci''


,,Rządy cesarza
niech trwają lat tysiące,
aż ten żwir drobny mocą wieków
w skałę się przemieni
i mchem porośnie gęstym’’
- ,,Panowanie Cesarza’’ (hymn Japonii)







W lipcu 2019 r. przeczytałem powieść Mai Lidii Kossakowskiej ,,Takeshi. Cień Śmierci’’ - pierwszą część dotychczasowej dylogii science fantasy.






Jej akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości na podobnej do Ziemi planecie podzielonej między dwa państwa: Wakuni (odpowiednik Japonii) i Antillę (przypominająca Amerykę Łacińską; nazwa tej ostatniej nawiązuje do średniowiecznej, portugalskiej legendy o tajemniczej wyspie na Atlantyku).






Wakuni było japońską kolonią założoną przez korporację Yamauba (nazwa korporacji stanowiła imię władającej magią Górskiej Staruchy z mitologii japońskiej). Wielu mieszkańców Wakuni różniło się od swoich japońskich przodków jasnymi (rudymi lub blond) włosami i oczami.








Czcili deifikowanych założycieli kolonii – Boginię Prezes i Boga Pierwszego Udziałowca, a poza tym wyznawali tradycyjne religie japońskie: szintoizm i buddyzm zen otaczając czcią takie postaci jak: solarna bogini Amaterasu, bóg burzy Susanoo, Budda Amida, bodhisattwa Jizo (w jednej ze scen pojawia się we własnej osobie), Daruma – deifikowany twórca buddyzmu zen (zainteresowanych jego postacią odsyłam do postów: ,,Daruma’’ i ,,Legendy o herbacie’’), bóg wojny Hachiman, Siedmiu Bogów Szczęścia (Ebisu, Jurajiu, Fukurokuju, Daikokuten, Bishamonten, Hotei i bogini Benten), bogini miłosierdzia Kannon (w Chinach zwana Guan Yin; żeńska postać indyjskiego bodhisattwy Awalokiteśwary), bóg ryżu i lisów Inari, bogini rodziny i szczęścia Okame, czy Yukionna – żeński duch zimy.






W Wakuni przetrwała również pamięć o dawnych japońskich herosach takich jak: nadludzko silny pogromca niedźwiedzi Kintaro, czy urodzony z owocu brzoskwini Momotaro (jego podobizna zdobiła butelki sake pitej przez głównego bohatera).






Wakuni posiadała własnego cesarza (uważanego za młodszego syna Amaterasu niż cesarz Japonii i mającego niewiele władzy) oraz szoguna. Panował w niej ustrój feudalny. Magia i zaawansowana technologia współistniały ze sobą. Mieszkańcy Wakuni jeździli nowoczesnymi pojazdami tzw. bolidami, a do robienia zakupów w wielkich metropoliach takich jak Yamauba City zachęcały ich nagabujące na ulicach holopanienki (rodzaj rzeczywistości wirtualnej). Wykonywaniem hologramowych napisów i szyldów zajmowali się holopacykarze. Rolnicy korzystali w swej pracy z pomocy potężnych biostworów; skrzyżowania maszyn rolniczych ze zwierzętami. Pokarmem biostworów była cuchnąca, zielona biomasa. Istniały też mniejsze biostwory imitujące np. małpy lub ptaki. Mieszkańcom Wakuni nieobca była też broń palna i popadające z wolna w zapomnienie współczesne urządzenia nagrywające głos.
W Wakuni ścierały się interesy licznych zakonów nieraz dysponujących mocą magiczną, przeznaczonych dla: wojowników i skrytobójców (Zakon Czarnej Wody; jego pierwowzorem mogli być ninja), negocjatorów (zdominowany przez kobiety Zakon Uśpionej Wierzby), samurajów, ochroniarzy (Zakon Zaciśniętej Pięści), farmaceutów (Zakon Szczególnych Receptur), rzemieślników (Zakony Osławionego Kunsztu), psychopatycznych oprawców (Zakon Rozerwanego Kręgu), a nawet zmiennokształtne istoty mające pieczę nad rozrywką (Zakon Księżyca Utajonego).
Oprócz ludzi Wakuni zamieszkiwały bowiem liczne magiczne zwierzęta władne przybierać ludzką postać.







Najwyżej w hierarchii stały smoki (ryu), które nie uważały się za zwierzęta, ale za bogów. Posiadały władzę nad żywiołem wody i mogły sprowadzać deszcze. Jednym z nich był wróżbita jing – jang pan Ryuin, który na zebraniu Zakonu Księżyca Utajonego przepowiedział przyszłe losy Takeshiego.







Lisy (kitsune) dysponowały ogromną mocą magiczną. Potrafiły tworzyć iluzje i zmieniać postaci. Stojąca na czele Zakonu Księżyca Utajonego pani Kitsune na co dzień pokazywała się ludziom w postaci pięknej kobiety.






Koty (neko) – ulubione zwierzęta Autorki, odgrywające zarazem ważną rolę w japońskich wierzeniach. Do Zakonu należał bury kocur Buchi (oryginalne imię niezwykłego kota z japońskiej opowieści), który szpiegował pana Omurę potajemnie sprzedającego drogie leki wytwarzane przez Zakon Szczególnych Receptur schorowanemu Hernandezowi Mero – prezydentowi Antilli. Buchi był również zdolnym nekromantą, który ożywiał zmarłych tańcząc.







Jenoty (tanuki) – zwierzęta mściwe i biegłe w magii. Potrafiły przybierać dowolne kształty np. zamienić się w statek lub czajnik (stąd nazwa gospody ,,Pod Jenotem i Czajnikiem’’ w Zimnej Wodzie). Na ich czele stał bezczelny pan Tanuki.







Psy (inu) podlegały w Zakonie władzy pana Shiro. Nie odgrywają w powieści większej roli.







Węże (hebi) potrafiły przybierać ludzką postać i uważały się za smoki. Na ich czele stała pani Manabo.







Tytułowym bohaterem jest niezrównany szermierz Takeshi – były adept Zakonu Czarnej Wody. Był wysokim mężczyzną o ciemnych włosach i zielonych oczach; niezwykle odpornym na ból i substancje psychoaktywne. Jego ciało pokrywały liczne blizny w tym wypalone Obręcze Ashurów. Nosił ze sobą ukryty w podróżnym kiju magiczny miecz zwany Blaskiem. Zamieszkujący w nim kami tworzył niebieską barierę ochronną chroniąca wojownika przed kulami. Takeshi zawsze kierował się honorem i bronił słabszych. Opuścił Zakon Czarnej Wody, gdy jego mistrzowie w czasie wojny z szogunem zwanej Klęską Czworga dla korzyści wydali na śmierć swych podwładnych. Od tego momentu Takeshi stał się ściganym przez swój zakon banitą. Przez siedem lat ukrywał się jako wędrowny holopacykarz, jednak zmuszony do obrony własnej i innych ludzi zmuszony był znów się ujawnić. Postać Takeshiego wykazuje dużą dozę indywidualizmu na tle kultury, w której jednostka jest podporządkowana społeczeństwu.
W życiu Takeshiego było wiele kobiet:







Haru – zbuntowana nastolatka, córka wójta Zimnej Wody. Uważała się za księżniczkę, ubierała w stylu kawaii, marzyła o romantycznej miłości i przygodach, jednocześnie brutalnie odrzucając szczerze kochającego ją Kazuyę – zdolnego i pracowitego syna miejscowego urzędnika. Miała ukochanego, czarnego kota, którego nazwała Genji na cześć księcia ze średniowiecznego eposu ,,Opowieść o Genji’’ napisanego przez Murasaki Sikibu oraz różowy, mówiący skuter. Była bardzo dziecinna i niedojrzała, a jednocześnie szczerze kochała Takeshiego, wraz z którym chciała przejść do legendy.







Mariko – nazywana ,,czarną gejszą’’ z powodu ciemnej skóry, przybrana siostra gangstera Imokori Ashihei i jedyną kochaną przez niego osobą. Była psychopatką lubującą się w zadawaniu cierpień fizycznych i psychicznych. Posiadała miecz zwany Strumieniem i kolekcjonowała głowy zabitych przez siebie wojowników. Marzyła o pojedynku z prawdziwym mistrzem miecza. Jej marzenie spełniło się gdy stanęła do walki z Takeshim, grożąc, że w razie odmowy zabije Hatu i jej bliskich. Takeshi nie chciał zabijać Mariko i dwukrotnie dawał jej szansę na honorowe wycofanie się z pojedynku. Mariko nie chciała jednak zrezygnować z walki i w końcu zginęła szczęśliwa z ręki Takeshiego. Jej brat Ashihei szukał zemsty i torturował Takeshiego.







Etsuke – młoda adeptka uprawiającego czarną magię Zakonu Rozerwanego Kręgu. Była psychopatką jeszcze gorszą niż Mariko, opętaną w dzieciństwie i lubującą się w wymyślnych torturach. Poszukiwała Takeshiego, aby go zabić.







Fumiko – piękna, dystyngowana i bardzo zdolna adeptka Zakonu Uśpionej Wierzby, a zarazem pierwsza miłość Takeshiego. Była fanatycznie wierna Zakonowi, a jednocześnie rozdarta między lojalnością wobec niego, a miłością do Takeshiego.

Powieść stanowi zarówno ucztę dla wyobraźni (zwłaszcza w opisie ataku demonów w Domu Lisów i wątku społeczności magicznych zwierząt) oraz kopalnię wiedzy o kulturze dawnej Japonii. Spodobała mi się szlachetna postać głównego bohatera, oraz pełne humoru opisy ,,księżniczki’’ Haru. Od powieści tej trudno się oderwać, mimo że niektóre sceny są bardzo drastyczne.

wtorek, 16 lipca 2019

Arturiada








,,W owym czasie królem Brytów był przesławny Artur (Arturus), zwany Artusem, syn króla Utera Pendragona. Przez wiele lat odpierał ataki germańskich Anglów, Sasów i Jutów, a sam był z pochodzenia Sylurem z Cymru. Stoczył z Germanami czterdzieści bitew, a po ostatniej, u stóp wzgórza Badon, z udziałem Vargreda, króla Anglów, Wilhelma – króla Sasów i Gadhelma, króla Jutów, zawarł pokój z namiestnikami. Ci zobowiązali się nie napadać na Brytanię i dotrzymali obietnicy tak długo jak żył Artur. […] Artur ujarzmił i wcielił do swego królestwa Piktów, Szkotów, Irlandczyków, bez walki zajął Ultima Thule, gdzie wybudował klasztory irlandzkim mnichom, rzucił też na kolana Armorykę, Dację, Fryzję, Wyspy Owcze, Nürt i Svamię.
Do jego serca wkradła się pycha, aż wreszcie postanowił podbić Analapię i uczynić z niej cześć imperium Błogosławionego Królestwa Logres. ‘Ten kraj jest bardzo zasobny, a jego mieszkańcy dzielni. Walczyli z Amazonkami i Sarmatami, z Persami, Grekami, Rzymianami, Awarami, Wandalami i Hunami. Ja, Artur, chrobry zwycięzca mnogich ludów, stawiam sobie za punkt honoru, ów waleczny lud Analapów rzucić do swoich stóp’. Nie pomagały tłumaczenia doradców, druida Merlina, który swój kunszt magiczny zawdzięczał ludziom ocalałym z Atlantydy i biskupa Pandulfa, że wówczas stanie się jak Germanie, których pokonał. Na nic zdał się płacz królowej Ginewry nad przyszłymi wdowami i sierotami. Na nic wreszcie klątwa Papieża i zakaz sprawowania Eucharystii w całym Logres, bo Papież kochał Analapię jak drugą ojczyznę. Król Artur zawarł przymierze z pogańską Saksonią i po wypowiedzeniu wojny uderzył od północy i zachodu. Opat Antoni z Rzymu napisał pełen oburzenia list, w którym padły słowa: ‘Co to za zgoda Chrystusa z Belialem? Co mają wspólnego ze sobą Jezus i diabeł Wotan?!’ Brytowie rozgromili flotę Analapii. Jednak na samym początku biskup Rondovrihu wyszedł na brzeg naprzeciw flocie Logres z obrazem Maryi. Z wiarą zanurzył ramę w morzu i zerwał się sztorm, który zagnał statki Brytów z powrotem do Nürtu, żadnego nie zatapiając. Lancelot z pomocą Sasów zajął Bliski Zachód, dotarł do Pomori i oblegał Sedinum. Pod jego wysokimi wałami, pewien Szkot rzucił kamieniem w niesiony przez Sasów posąg boga Donara. Na nic się zdały próby pojednania zwaśnionych ze strony Lancelota; poganie i chrześcijanie miast razem zdobywać chrześcijański gród, poczęli się nawzajem wyrzynać. Niebawem król Franków Klodwik uderzył na Saksonię i Brytowie stracili sprzymierzeńców. Artur zdobył Baltię, Canum, Larus, Truso i Błyszczydła; miasto to było własnością rodu Błyszczyńskich. Bazą króla było Canum. Zbudował tam wspaniały dwór, na którym niemal codziennie urządzał polowania w pobliskich lasach, uczty i turnieje. [...]’’ - ,,Codex vimrothensis’’







Canum – bogate miasto portowe nad Morzem Srebrnym było starsze niż reszta Królestwa Analapii; w erze dwunastej, tysiąc lat przed narodzinami Lecha I Dalmackiego wybudował je słowiański heros imieniem Gdan (Gedanus) na fundamencie z osmalonego pnia drzewnego potwora Grabiuka. Wiele obcych ludów mieszkało w obrębie jego wałów od jasnoskórych jak elfy Urvegów ze słynącego z czarnej magii Półwyspu Hakon, aż po dworzan Waris Wielkiej – królowej Puntu w Afryce. Canum często miało interesy rozbieżne z dobrem całej Analapii, a jak podaje w swojej ,,Kronice’’ uczony Nakorsz, król Wizimir zwany Młotem na Danajów nakładał na ów gród zbuntowany karne daniny, a i na gardle karać nie omieszkał za handel z jego wrogiem, królem Sywardem. Jednak więcej opisali kronikarze przypadków gdy niepokorne Canum w czasie wojen z wrogami Analapii odkładało na bok waśnie i stawało po stronie królów z dynastii Dalmatydów i Grakchidów.
Tak było również wtedy gdy Artur, król Logresu przeprawił się przez Morze Srebrne pozłacanym drakkarem ,,Łowcą Jurzenki’’ o purpurowych żaglach. Artur Pendragon, syn Utera, który pomnożył sławę ojca, w czas sztormu dał posłuch Lokasenusowi Oszczercy, doradcy z Nürtu, który dzięki licznym pochlebstwom zdobył sobie lepszą pozycję na dworze niż druid Merlin i biskup Pandulf nie bojący się mówić królowi prawdy.
- Papież odwrócił się od was, Panie, choć nie szczędziliście swojej krwi dla obrony Kościoła – przymilał się Lokasenus skrycie składający żertwy bogom Asgardu. - Pozostaje wam teraz tylko rzucić ten złoty puchar w fale morza na ofiarę dla Aegira, a wtedy sztorm ustanie. W przeciwnym razie Logres zostanie bez króla – Artur zawahał się, jednak sztorm nie ustępował.
- Śmiało, Panie! - przynaglał Lokasenus. - W razie czego Maryja wstawi się za wami u swego Syna! - Artur ujął puchar i z rozmachem rzucił go w fale.
Kiedy to uczynił, morze uspokoiło się. Nie wiedział jeszcze, że za ten postępek przyjdzie mu pokutować poprzez poszukiwanie innego Kielicha, który miał się stać przyczyną rozpadu Bractwa Okrągłego Stołu…
W Canum nikt nie witał króla Brytów. Analapowie nie zwykli naginać karków przed obcymi władcami. Nie pomagały ani groźby śmierci bądź tortur, ani drogie prezenty, ani wreszcie obietnice nowych herbów, nadań i przywilejów. Im bardziej mieszkańcy Canum i Błyszczydeł opierali się Arturowi, tym większe zdobywali uznanie w jego oczach. Jeden tylko Jadam Dulko, skarbnik grododzierżcy; księcia Świętopełka Włodzisławica złożył pokłon królowi Brytów licząc, że zdradą i pochlebstwami przysporzy sobie bogactw i zaszczytów. Artur zasiadł do wieczerzy pogrążony w niewesołych rozmyślaniach, a Dulko łasił się doń jak grzech do Kaina.
- Miłościwy Panie, znam sposób w jaki mógłbyś zdobyć poparcie mieszkańców tego grodu.
- Mów, a nie minie cię nagroda – odrzekł Artur jak wybudzony z głębokiego snu, w myśli zas zadał sobie pytanie: ,,Do czego zmierza ten szczwany, ryży kundel?’’
- Otóż na ulicy Lisiej stoi kamienica nazywana Strasznym Dworem. Jej ponura sława wzięła się stąd, że obrały ją na swe locum straszydła wszelkiego rodzaju, ludziom wrogie i ich ciałami się żywiące. Ubij je, Panie, a będziesz miał Canum po swojej stronie.






- Nie uląkłem się olbrzyma z Góry Świętego Michała, nie ulęknę się też owych słowiańskich maszkar! - oznajmił Artur o czym wstał od stołu i razem z dwoma rycerzami udał się przez pogrążone w mroku miasto do Bursztynowego Kościoła, który ufundował król Bogdal.
Ugiął swe kolana przed wystawionym do adoracji Najświętszym Sakramentem i począł modlić się żarliwie całą noc, co nie zdarzało mu się od czasu gdy opuścił Logres, a wielkie łzy spływały po jego policzkach…
Nazajutrz udał się Artur mając za przewodnika Jadama Dulkę do Strasznego Domu na ulicy Lisiej, a królewscy heroldzi na ulicach oznajmili wszem i wobec mieszkańcom Canum o tym przedsięwzięciu. Straszny Dom składał się z dwóch pięter. Zbudowany był z szarego kamienia pokrytego budzącymi trwogę rzeźbami i napisami. Okna przypominały puste oczodoły, zaś dach był dziurawy. Artur stanął przed niemiłosiernie skrzypiącą, drewnianą bramą na poły zniszczoną przez pleśń i korniki. Pokrywał ją mech oraz na wpół zatarte inskrypcje; jakieś runy z Nürtu, słowiańskie bukwy, egipskie hieroglify i 






jakiś magiczny znak niedbale namalowany żółtą farbą. Król Brytów przeżegnał się, po czym jednym dobrze wymierzonym cięciem Excalibura wyrwał bramę z zawiasów i obalił ją na ziemię. Wnętrze Strasznego Domu było ciemne, tak, że król musiał zapalić pochodnię. Na łuszczących się ścianach widniały teksty bluźnierczych zaklęć, zaś w powietrzu unosił się fetor gotowanej kapusty, potu, siarki, smoły, cebuli, chrzanu i czosnku. Artur wszedł po skrzypiących schodach na pierwsze piętro do izby pełnej pajęczyn i ogromnych, czarnych pająków.






- Dobrze, że nie ma tu mojej Ginewry, bo gdyby widziała te pająki wielkie jak kobyły, to by piszczała ze strachu – mruknął do siebie Artur.
Pająki istotnie; dorównywały wielkością lisom albo kotom; były czarne jak smoła, a ich czerwone oczy świeciły jak rozżarzone węgle. Na szczęście panicznie bały się trzymanej przez króla pochodni. W kącie izby stała szafa. Tak jak na meble wytwarzane w Canum przystało, była wielka, ciężka i pokryta licznymi zdobieniami.
- Chciałbym taką mieć w Camelocie – rozmarzył się Artur.







Król Brytów podszedł do szafy i powoli otworzył jej drzwi. Ujrzał wówczas buchające z jej wnętrza płomienie cuchnące siarką jakby otworzył wrota do piekła. Z płomieni wyskoczył potwór zwany kuroliszkiem – olbrzymi kogut o skrzydłach nietoperza i ogonie węża pytona, wydający z siebie ogłuszające pianie. Kuroliszek bez chwili wahania zaatakował Artura spiżowym dziobem i szponami. Król płynnym ruchem miecza ze świstem ściął maszkarze głowę. Krople krwi potwora upadły na drewnianą podłogę i wtedy – gwałtu rety! - w mgnieniu oka wyrosły z niej cztery nowe kuroliszki, które piejąc gniewnie rzuciły się na króla z czterech stron. Artur w swoim życiu na niejednym już polu bitwy potykał się z przeciwnikami znacznie odeń liczniejszymi i silniejszymi i zwyciężał ich, przeto i tym razem nie stracił odwagi. Hojnie rozdawał ciosy mieczem, tarczą, okutymi w żelazo nogami, aż wszystkie cztery kuroliszki legły martwe u jego stóp. Nie był to jednak koniec zmagań, bowiem z ich krwi rodziły się kolejne potwory. Im więcej Artur zabijał kuroliszków tym ich zamiast ubywać – przybywało.
- Drogo sprzedam życie! - postanowił Artur. - Nie będzie król Brytanii umykał jak zając, ale nawet zaciągnięty do piekła wrazi swój miecz w czarne serce Lucyfera!
Nie minęło pół pacierza, a cała komnata przypominała zatłoczony, piekielny kurnik pełen diabelskiego drobiu. W rubinowych, świecących w ciemności oczach kurolidzków malowała się żądza dziobania i rozrywania na strzępy człowieczego ciała. Z wnętrza szafy buchały płomienie, zaś Artur przeplatał rozdawanie ciosów śpiewaniem łacińskiej modlitwy ,,Sub Tuam praesidiam’’. Król był już zmęczony, a jego kolczuga z wolna zaczęła przypominać ser z Helwecji. Liczył się z tym, że może tu zginąć, w tej opanowanej przez złe moce kamienicy i nigdy już nie ujrzy królowej Ginewry, ani Błogosławionego Królestwa Logres. Papież obłożył go klątwą za napaść na chrześcijańską Analapię, teraz zaś króla po raz pierwszy przejął dreszcz lęku, że umrze bez pojednania z Bogiem i trafi do piekła.

,,Maria Regina mundi
Maria Mater Ecclesiae
Tibi assumus,
Tui memores,
Vigilamus!
Vigilamus!’’ 1

- śpiewał Artur zatapiając oręż w kogucich piersiach potworów.
Istotnie; ratunek przyszedł, jednak istota, która go udzieliła nie miała nic wspólnego z Maryją. Z zakurzonego, pękniętego zwierciadła w mosiężnej ramie wiszącego na ścianie komnaty wyłoniła się półnaga dziewczyna wielkiej urody okryta skórą pantery. Włosy miała czarne i kręcone, nosiła naszyjnik z psich zębów, a na palcach jej dłoni i stóp srożyły się czarne, ptasie szpony. Jej oczy świeciły w mroku podobnie jak złoty ząb.
- Pic, pic! - zawołała i klasnęła w dłonie gdy jej stopy dotknęły drewnianej podłogi.
Wówczas kuroliszki ogarnął popłoch. Sycząc i rozpychając się pobiegły w kierunku piekielnej szafy i wskakiwały w płomienie. Gdy ostatni z potworów zniknął w ognistych czeluściach szafy, jej drzwi same zamknęły się z głuchym jękiem.
- Bóg zapłać ci, nadobna pani za uratowanie mi życia – przemówił dwornie Artur nie wiedząc, że ma przed sobą morę – dusicielkę mężczyzn. - Czy mogę wiedzieć jak się nazywasz? - mora wzruszyła białymi ramionami i przewróciła oczami.
- Baba. Jadna. Mora. Żarłonia. Zjadnica. Levartina. Lubarta. Dusica. Noszę wiele imion. Możesz nazywać mnie Babą. Ty jesteś owym sławnym królem Artusem, który nieproszony przybył do Analapii zza morza?
- W rzeczy samej – odpowiedział lekko zmieszany król.
- A więc zapraszam cię, Artusie do stołu. Chyba nie odmówisz damie? - spytała mora Baba.
- Czuję się zaszczycony – odrzekł król Brytów, po czym udał się w ślad za tajemniczą pięknością idąc po starych, skrzypiących schodach i mijając obrazy przedstawiające postaci o srogich obliczach, które zdawały się żyć i śledzić wzrokiem Artura.
Baba zaprowadziła władcę Logres do przestronnej komnaty, na której środku stał stół nakryty białym obrusem, a na nim zapalony świecznik o siedmiu ramionach. W kącie stała duża klatka pełna psów ras różnych: chartów, ogarów, owczarków, brytanów, a nawet przedstawicieli rasy husky z dalekiej, mroźnej Białopolski. Zwierząt było w sumie dziewięć, a wszystkie zabiedzone szczekały i warczały wyraźnie się bojąc. Mora klasnęła w dłonie i natychmiast na stole pojawiły się złote kielichy i omszały gąsior z rzymskim winem, oraz parująca pieczeń.
- Wypijmy za podbój Analapii! - zaproponowała mora Baba.
Artur przed przystąpieniem do wieczerzy przeżegnał się, a wówczas jakby łuski opadły z jego oczu. Dostrzegł, że w winie i mięsie kłębią się robaki mające głowy kobiet i spiżowe zęby. Pobladł, zerwał się z krzesła i dobył Excalibura.
- Gadaj co to za psy! - warknął król. - Pewnikiem muszą być zaczarowane!
- To tylko psy – odrzekła Baba przewracając oczami.
- Mów prawdę, wiedźmo, albo zetnę ci głowę! - zagroził Artur.
- To są moi… mężowie – chlipała mora. - Mieli ludzką postać, lecz zamieniłam je w zwierzęta, bo lubię psie mięso. To, które leży na półmisku, to właśnie ciało jednego z nich. Ciebie też chciałam zamienić w psa, udusić gołymi rękami i zjeść ze smakiem – Artur słysząc te wynurzenia zmełł w ustach przekleństwo.
- Natychmiast masz je uwolnić – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Baba chcąc nie chcąc dobyła klucza i otworzyła klatkę, a uwięzione w niej psy rzuciły się na swą dręczycielkę z ujadaniem godnym Szczekającej Bestii, po czym zaczęły ją gryźć do krwi.
- Artusie, ratuj mnie! - wrzeszczała mora.
Wyrwała się z psich szczęk po czym śpiewając inkantację zamieniła się w wielkiego jak bocian, beżowego sępa o łysej głowie pokrytej strupami. W pieśniach z Roxu istota taka nosiła imię Baba – ptica. Leciała w stronę okna, lecz Artur zastąpił jej drogę i rozpłatał swym mieczem. Głodne i spragnione psy rzuciły się do pożerania truchła Baby – pticy.
- Czy jesteście obdarzone mową? - spytał Artur w języku starokrasnym, którego przed laty uczył go Merlin.
- Tak, królu – potwierdził nagle biały jak mleko owczarek z Montanii.
- Jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni, królu Arturze! - zawołały ludzkim głosem zaklęte psy.
- Czas opuścić to obmierzłe miejsce – zadecydował Artur. - Chodźcie za mną! - psy posłusznie ruszyły za królem Arturem, który żegnając się ze Strasznym Domem, przytknął zapalony świecznik do bordowej kotary.
Straszny Dom stanął w płomieniach nieopisanie cuchnących siarką i wśród mrożących krew w żyłach wrzasków palonych straszydeł. Artur razem z psami udał się do swego dworca. Tam dobył z podróżnego kufra biały, jedwabny pasek należący do królowej Ginewry i obwiązał nim każdego z psów, te zaś na powrót stawały się ludźmi napełniając cały Dworzec Artusa nieopisaną radością.


*

,, […] Bors (Vors) przybił do wybrzeży Burus. Zajął Olsanę i Rajgród, stolicę Jatvy. Z tych ziem atakował Podlesie. Artur, Lancelot i Bors połączyli swe armie, by uderzyć na Nestę, a Bogdal zastąpił im drogę pod grodem Vrist Küjvis. Straszna to była bitwa, a Analapów wspierali stolimowie. Wojsko Lancelota zostało rozbite. Król Artur cofnął się na północ. Analapijski możnowładca, pan Bożywoj Błyszczyński udał się w pościg za Borsem. Po krótkim oblężeniu odebrał mu Rajgród, a niedługo potem Olsanę, a następnie zmusił Gawena do oddania Truso. Poddani Bogdala walczyli z Borsem bez nienawiści, bo choć był najeźdźcą, szanował podbijane ludy. Król Bogdal posuwał się nieubłaganie na północ. Stanął pod wałami Canum, zwyciężył w bitwie Artura, który ranny i zawstydzony podpisał pokój z Analapią i na znak pojednania dał Bogdalowi za żonę swą córkę Gewissę (…). Wielka była ich miłość, choć początkowo Gewissa bała się wyjść za nieznanego sobie króla dalekiego kraju.
Artur odbył pokutę. Odziany tylko we włosiennicę i bosy odbył pielgrzymkę do Rzymu, a był grudzień. Trzy dni czekał na mrozie pod pałacem papieskim, aż Papież widząc jego skruchę, zdjął klątwę z króla i jego kraju i zaprosił go by spędził z nim czas od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Papież lubił i szanował króla Artura, któremu zresztą ongiś zawdzięczał uwolnienie z niewoli tyrana, samozwańczego cesarza Lucjusza i nie chciał go karać w nieskończoność.






Po powrocie na zamek Camelot, król Logres miał sen. widział najpierw wielką bitwę i liczne trupy poległych. Słyszał chór zawodzenia wdów i sierot. Krew, krew, krew. Taka była cena budowy imperium Logres. Jedynie Ultima Thule została nabyta bezkrwawo. Potem ujrzał bunt całego chóru aniołów. Przewodził im Lucyfer (Jutrzenka). Michał Archanioł rzekł: ‘Któż jak Bóg!’, a Lucyfer: ‘Któż jak ja!” Michał zwyciężył zbuntowany chór, a anioły go tworzące stały się diabłami. Razem ze swym wodzem zostały strącone na Ziemię i swym ciężarem wydrążyły lej zwany Piekłem. Swą budową przypominało Koloseum, które król Artur widział w Rzymie. Razem z Lucyferem spadł z Nieba szmaragd przecudnej piękności, który znaleźli Żydzi. Wydrążyli w nim równie zachwycający kruż, który przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie. Ostatnim jego posiadaczem był św. Józef z Arymatei. Kielich ów służył w Wieczerniku, z niego pił Jezus Chrystus i Jego Apostołowie. Gdy Jezus został ukrzyżowany, św. Józef z Arymatei zbierał Jego Krew do owego kielicha. Następnie za radą św. Nikodema, chcącego uchronić przyjaciela przed prześladowaniami, popłynął do Brytanii, gdzie ukrył kielich. Tam też w Glanstobury zasadził krzew, który w zwykłe dni niepozorny, w święta okrywał się kwieciem i biła odeń łuna jako od ognia. Szmaragdowy kruż zwał się Świętym Graalem, a nazwa jego oznaczała Krew Króla. Potem śniącemu Arturowi ukazał się anioł i rzekł: ‘Bóg żąda od ciebie pokuty za krew, którą przelałeś w podbojach. Chce byś zarządził poszukiwanie Graala. Jednak nie tobie jest dane go odnaleźć’ - Artur zbudził się. Zasięgnął rady biskupa Pandulfa i druida Merlina (ów był poganinem, lecz przyjął chrzest na łożu śmierci ku wielkiej radości swego przyjaciela biskupa), po czym zarządził wielkie poszukiwanie. Wzięli w nim udział wszyscy Rycerze Okrągłego Stołu, a wśród nich był Słowianin – Analapijczyk Stefan, który przed chrztem nosił imię Leliwa (Łełyva). Stefan Leliwa ongiś służył panu Bożywojowi Błyszczyńskiemu. Po zawarciu pokoju z Brytami udał się na wyprawę – pielgrzymkę. Tylko on i Percewal, potomek grubiańskiego zabójcy potworów Peredura, uzyskali łaskę widzenia Graala. W nagrodę Artur nadał im herby – Kruż dla Percewala i Leliwę dla Stefana, który wrócił na starość do Analapii. Był przodkiem Jana Długosza.
Po śmierci Artura jego imperium rozpadło się. W południowym Nürcie władzę objął były paź króla Suet (…). Od jego imienia wywodzi się nazwa Szwecja (...)’’ - ,,Codex vimrothensis’’







1 Po łacinie: ,,Maryjo, królowo świata/ Maryjo matko Kościoła/ Przy Tobie jesteśmy/ O Tobie pamiętamy/ Czuwamy/ Czuwamy’’.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Oniricon cz. 505

Śniło mi się, że:





- wchodziłem boso do każdej napotkanej kałuży, a potem stałem się jednym z dwóch brytyjskich żołnierzy, którzy przenieśli się do równoległego świata gdzie wbrew woli dowództwa chodzili cały czas boso, aby poczuć się jak hobbity,
- J. R. R. Tolkien czytał książki Henryka Sienkiewicza i porównywał je z innym pisarzem,
- słowiański heros Dorosz był przodkiem ukraińskiego hetmana Doroszenki,






- czytając ,,Rękopis znaleziony w smoczej jaskini'' zamierzałem napisać wiersz ,,Historia bez cenzury'' mówiący min. Targowicy jako balu u magnata,






- pewien niemiecki autor napisał bajkę o krokodylu nilowym, który zachorował i zamienił się w posąg i nie zdołał go uratować krokodyl marchewkowy żywiący się wyłącznie marchwią,
- szedłem ulicą razem z Janesem ov Calcium gdy z książki wyskoczył Korowiow i mnie uściskał, spotkałem też Azazella i Wolanda i zamierzałem opisać to na blogu,
- targowiczanie obradowali w wysokiej wieży, zaś polski hetman chciał ją zbombardować, aby uratować Polskę,
- powiedziałem, że Donald Tusk nawet jeśli kiedyś był Polakiem, dzisiaj już nim nie jest, podobnie jak jego ,,nieczyste nasienie'',






- Anatol France umieścił w ,,Wyspie Pingwinów'' postać zgwałconego Jezusa Chrystusa, która później zainspirowała Michaiła Bułhakowa do stworzenia postaci Jeszui Ha - Nacri,
- Józef Piłsudski był czerwonym magiem i kiedy wywołał czerwonego diabła, chwycił go za rogi i walczył z nim,







- byłem Tadeuszem Micińskim - turystą seksualnym i rewolucjonistą, swoją pierwszą książkę wydałem w 1921 roku, a moją pierwszą miłością była dziewczyna imieniem Ewa,
- dostałem w prezencie od Mamy ponad 1000 książek, zrezygnowałem z chodzenia do biblioteki, aby mieć czas je wszystkie czytać, mieszkanie miało połączenie z Empikiem w centrum handlowym,






- czytałem książkę Janusza Bieszka o zapomnianych bogach słowiańskich takich jak Halu; do książki Bieszka dołączone były inne pozycje min. praca Zygmunta Krasińskiego, Ignacego Kraszewskiego lub Władysława Reymonta o Józefie Piłsudskim,
- kiedy studiowałem historię na Uniwersytecie Szczecińskim, jeden z moich wykładowców urodził się w 1921 lub nawet w 1914 roku, a ja nie mogłem się doczekać kiedy umrze,
- porównywałem bataliona do trzewikodzioba,
- w pogańskiej Polsce w równoległym świecie żył książę Bolko noszący szary garnitur i chodzący boso, który odbył podróż maszyną wiertarkowatą do świata podziemnego,
- miałem bardzo miłą polonistkę, która nazywała się Ewa Nowacka, nie spodobało jej się, że w mojej mitologii jedno z miast nadmorskich w Polsce założyli starożytni Grecy; tłumaczyłem, że jest to fikcja literacka, potem zostałem zwolniony z zajęć, bo w innej szkole w ramach strajku rozbili komputer,
- pewien autor opracowywał po dwie bibliografie prac o tematyce indyjskiej i słowiańskiej, w których figurowały książki polecane i odradzane.

niedziela, 14 lipca 2019

Perpetuum mobile


,,G… i kapusta zawsze w parze idą – rzekł sentencjonalnie Percival Schuttenbach. - Jedno popędza drugie. Perpetuum mobile’’ - Andrzej Sapkowski ,,Chrzest ognia’’






Nie tylko mity, legendy i baśnie, ale i historia nauki mogą dostarczać inspiracji twórcom fantastyki. Oprócz kamienia filozoficznego poszukiwanego przez alchemików, innym celem dawnych uczonych, do którego usiłuje wracać nawet współczesna pseudonauka – było tzw. perpetuum mobile (łac. ,,wiecznie ruchomy’’) - maszyna wykonująca pracę bez pobierania energii z zewnątrz. Oto krótki zarys historii owej idei:






XIII wiek – francuski architekt Villard de Honecourt naszkicował pierwszy znany projekt perpetuum mobile,





1664 r. - Ulrich von Cranach zaprojektował maszynę złożoną z kul napędowych, rynny i ślimaka,
1775 r. - Akademia Francuska odcięła się od wszelkich projektów związanych z perpetuum mobile,





ok. 1829 r. - William Congreve zaprojektował maszynę z wałem, łańcuchem i czerpakami,







1880 r. - John Gamgee zaprojektował perpetuum mobile napędzane skraplającym się amoniakiem

Niestety budowa działającego perpetuum mobile w świetle współczesnej nauki pozostaje w sferze marzeń.

,, […] P. m. jest nieosiągalne, niemożliwe do urzeczywistnienia, jest sprzeczne z zasadą zachowania energii, według której energia nie ginie , ale też z niczego powstać nie może. - Według pierwszej zasady termodynamiki każda ilość ciepła jest równoważna pewnej ilości pracy. Urządzenie, któreby mogło każdą ilość ciepła, bez względu na temperaturę źródła, z którego ono pochodzi, zmieniać na pracę, nazywamy p. m. drugiego rodzaju. Jest ono również niemożliwe, ponieważ warunkiem koniecznym zamiany ciepła na pracę, jest, aby źródło, z którego czerpiemy ciepło miało temperaturę wyższą, niż otoczenie, ponadto zapewnienie pewnej ilości ciepła na pracę zawsze towarzyszy rozprószenie reszty pobranego ze źródła ciepła’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 12 Optymaci do Polowanie’’

W literaturze fantasy perpetuum mobile (działające) pojawia się w powieści ,,Małe, duże’’ Johna Crowleya. Innym przykładem jest zniszczona przez trzęsienie ziemi maszyna profesora Oppenhausera z ,,Pani Jeziora’’ Andrzeja Sapkowskiego.

sobota, 13 lipca 2019

,,Króle i bogi''








W 2010 r. przeczytałem polską powieść fantasy ,,Króle i bogi czyli opowieść o Arturze i królach Brytanii’’ Aleksandra Killmana wydaną przez wydawnictwo ,,Pallottinum’’. Z blurbu możemy się dowiedzieć o Autorze następujących rzeczy:






,,ALEKSANDER KILLMAN – szczęśliwy mąż i ojciec dwóch córek. Pisał od zawsze, znajdując inspirację głównie w kinie widowiskowym, literaturze, muzyce i historii, zwłaszcza starożytnej. Studiował filologię klasyczną, ale nie wytrwał – zbiegł do Wielkiej Brytanii poszukując inspiracji dla własnego życia. Gdy już ją znalazł, powrócił w rodzinne strony i postanowił poważniej potraktować swoje dotychczasowe hobby. Przyznaje się do fascynacji twórczością C. S. Lewisa i teatrem współczesnym. Ta powieść jest jego debiutem na dużą skalę, choć pisywał już do gazetki szkolnej, a jego wzorowana na Szekspirze komedia była wystawiana przez teatr studencki w Gdańsku’’.

Koncepcja książki wyłożona w Posłowiu jest następująca:

,, […] Tytułowi ‘króle’ to postaci autentyczne, choć – z braku przekonujących świadectw na ich temat – ubarwione. Postaci takie jak Aurelia czy Llywarch w całości zrodziły się w wyobraźni autora. […] moim pragnieniem było, by Brytania czasów Artura ożyła. Nie jako fantastyczna kraina magii i zaklętych przedmiotów, którą (choć urokliwą) widywaliśmy aż nazbyt często, ale jako prawdziwy, bo istniejący kiedyś, kraj na krawędzi dwóch kultur i dwóch kultów. [...]’’.

Akcja powieści rozgrywa się w V wieku n. e. w Walii podzielonej na wiele małych królestw takich jak: Gwynedd, Rheged, Eryri, Powys 1, Buellt, Dyfed czy Gwent. Rządzili w nich tacy udzielni władcy jak: Cadwallon Długoręki, Rhain Czerwonolicy, poganin Ynyr (nawrócił się dzięki kochającej go żonie; chrześcijance Madrun) i Pascent – syn Vortigerna.








Władzę zwierzchnią nad królami Brytanii sprawował wówczas sędziwy król Ambrozjusz Aurelian; weteran walk w Galii w obronie upadającego Imperium Rzymskiego. Kiedy był dzieckiem, zapowiedzianym przez przepowiednię ,,synem bez ojca’’, król Vortigern chciał za radą druidów złożyć go w ofierze mającej zapewnić powodzenie przy wznoszeniu fortecy Dinas Emrys. Jednak chłopiec uniknął śmierci opowiedziawszy przypowieść o walce dwóch smoków: białego symbolizującego Rzym i chrześcijaństwo i czerwonego symbolizującego Celtów i pogaństwo. Wątek ten Killman zapożyczył z kroniki walijskiego mnicha Nenniusza (IX wiek). Warto zwrócić uwagę, że w późniejszej wersji bohaterem tej legendy stał się czarodziej Merlin i nieprzypadkowo; w powieści Ambrozjusz pełni bowiem rolę Merlina – autorytetu króla Artura. Najwyższy król Brytanii był chrześcijaninem poważnie traktującym swoją religię. Jednocześnie nikomu nie narzucał wiary w Chrystusa, wierzył bowiem, że chrześcijaństwo jest wolnością i nie można go narzucić.







Uter Aurelian (w legendach arturiańskich zwany Uterem Pendragonem) był przyrodnim bratem Ambrozjusza. Adoptował Artura gdy ten przyjął chrzest (w powieści nie występuje ani jego żona Igerna, ani wróg Gorlois z Kornwalii).








Artur – bohater niezliczonej ilości legend i powieści fantasy był młodym wodzem z plemienia Ordowików z Eryri, równie odważnym co butnym. Jako dziecko znaleziono go w lesie przy rodzicach (?) rozszarpanych przez niedźwiedzia. Wychował go druid Megreyn i nazwał Niedźwiedzim Mężem – Arthwyrem. Żądny sławy chciał zabić króla Ambrozjusza, w którym niesłusznie widział wroga wolności Ordowików. Stary król pokonał butnego młodzieńca w pojedynku, darował mu życie, po czym za jego zgodą ochrzcił go i nadał nowe imię: Artur (Artorius). Zapalczywy Artur z własnej inicjatywy ukradł miecz swego ojca chrzestnego i udał się do Caer Beris – stolicy Buellt, aby zabić króla Pascenta, który manipulował jego plemieniem. Zamach się nie powiódł, a od śmierci uratował Artura biskup Rufus. Młody wojownik został uwięziony w wieży, gdzie mnich uczył go łaciny i podstaw wiary chrześcijańskiej. Artur zbiegł z więzienia, wydobył miecz Ambrozjusza, który Pascent na pośmiewisko umieścił w skale i zbiegł. Próbował przekonać swe plemię do przyjęcia chrześcijaństwa, zaś jego były wychowawca i mistrz, druid Megreyn chciał go za to złożyć w ofierze. Ostatecznie Artur zabił Pacenta w pojedynku i został wyznaczony przez Ambrozjusza na swego następcę.

Rolę antagonisty pełni Pascent – syn Vortigerna i król Buellt. Z przyczyn politycznych poślubił Aurelię; córkę Ambrozjusza, lecz ich małżeństwo było nieszczęśliwe, bowiem Pascent nie szanował żony. Choć był chrześcijaninem, nie wahał się współpracować razem z pogańskimi Sasami i druidami aby tylko zabić swego teścia i zagarnąć władzę nad całą Brytanią. Po jego śmierci Aurelia wyszła za króla Rhaina Czerwonolicego.

Książka jest ciekawa i oryginalna, ma głębokie, chrześcijańskie przesłanie. Można ją nazwać polską i katolicką odpowiedzią na ,,Mgły Avalonu’’ ;).





1 Kraina Povis z ,,Sagi o wiedźminie’’ Andrzeja Sapkowskiego została zapożyczona właśnie z wczesnośredniowiecznej historii Wysp Brytyjskich ;).