,,Święty Boże, Święty Mocny,
Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!
Od nagłej i niespodziewanej śmierci
Zachowaj nas Panie!
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!''
Dziś w kościołach w całej Polsce po każdej Mszy Świętej śpiewana była Suplikacja, której tekst podaję powyżej w celu ekspiacji za bluźnierstwa i profanacje jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach. Niestety mogą tu podać liczne przykłady tego typu grzechów jak:
- rozlepienie plakatów z Matką Boską Częstochowską w aureoli z sodomickiej tęczy (jako katolik dziękuję rodzimowiercy, panu Konradowi T. Lewandowskiemu, który stanął w obronie znieważanej Maryi widząc w Niej inną postać bogini Mokoszy),
- parodia Mszy Świętej na sodomickiej paradzie przez samozwańczego ,,biskupa'' Szymona Niemca,
- atak z nożem na księdza,
- fala antykatolickiego hejtu w Internecie np. w komentarzach na ,,poświęconym'' portalu ,,Fronda pl.'',
- demoralizacja dzieci w Warszawie rządzonej przez Rafała Trzaskowskiego poprzez ,,edukację seksualną'',
- udział prezydent Gdańska, Aleksandry Dulkiewicz w sodomickiej paradzie, w czasie której parodiowano procesję Bożego Ciała.
Wydaje mi się symbolicznym, że dziś przypada Dzień Ojca. Jest to okazja by przeprosić naszego Ojca w Niebie za zniewagi wobec Jego miłości.
niedziela, 23 czerwca 2019
sobota, 22 czerwca 2019
Foo - fighters i rakiety - widma
,, [...] sztab amerykański bardzo się interesował tajemniczymi zjawiskami powietrznymi zaobserwowanymi przed 1947 rokiem, zarówno słynnymi foo - fighterami, tymi błyszczącymi kulami, które towarzyszyły samolotom amerykańskim nad Niemcami w czasie wojny, jak i 'rakietami - widmami' zarejestrowanymi w 1946 roku w Finlandii i Szwecji. Były to szczególne bezskrzydłowe pojazdy. Latały jak samoloty, tyle że bezgłośnie. Unosiły się zawsze na jednakowej wysokości, niezależnie od rzeźby powierzchni; taki osiąg skrzydlate rakiety uzyskały znacznie później dzięki komputerowemu zapamiętywaniu terenu. [...] 'New York Times' podał, że znany lotnik i człowiek cieszący się zaufaniem Pentagonu, generał Jimmy Doolittle, któremu powierzono dochodzenie w sprawie foo - fighterów, został zaproszony przez Szwedów w charakterze eksperta. [...]
Rząd szwedzki udostępnił swoje archiwa dopiero w 1984 roku. Wynikało z nich, że przed 38 laty w ciągu kilku miesięcy odnotowano ponad 1500 obserwacji rakiety - widma. Nie podano w tej sprawie żadnego wyjaśnienia'' - Gildas Bourdais ,,UFO. 50 tajemniczych lat''
piątek, 21 czerwca 2019
Bogdal
,,Olszan
spłodził Barnima VI, którego znamy jako króla Bogdala. Ów nowy
król poślubił księżną Zielonych Stawów i bardzo ją kochał.
Niestety królowa zmarła rodząc córkę, która otrzymała imię
Liya (Lilia). Gdy królewna liczyła sobie osiemnastą wiosnę życia,
a księżna Ślążą, czarownica skompromitowana rozpustą i
pijaństwem, została odwołana ze stanowiska, ku radości ludu
prowincji, namiestnictwo otrzymała Liya. Mimo młodego wieku zdobyła
serca niemal wszystkich swą dobrocią i roztropnością, a król był
z niej dumny. Tymczasem Papież wysłał misjonarzy do Sklawinii, by
pozyskali ją do wiary Chrystusowej. Pięciu mnichów nie znalazłszy
posłuchu w Bohemii, dotarło do Analapii i głosiło Dobrą Nowinę
w prowincji Śląż, zaś kapłani Ageja i Enków rzucali na nich
oszczerstwa. Gdy piorun zniszczył jeden z chramów, co przekonało
wielu ludzi do Chrystusa, sioło będące tego świadkiem otrzymało
nazwę Pioruniec. Nowa wiara pozyskiwała sobie nawet kapłanów i
kapłanki starej wiary, w końcu usłyszała o niej królewna Liya,
rezydująca w Opolis. ‘Król Papież wysłał mocarnych
czarnoksiężników, którzy zniszczyli piorunem chram Świętowitowy
i chcą nas wszystkich pozabijać’ -mówili oszczercy, lecz Liya
zapragnęła rzetelnie zbadać sprawę. Na jej rozkaz misjonarze
przybyli do Opolis, a ich zwierzchnik, opat Marek, sam dający
przykład świętobliwego życia, zapalał innych, w porywający
sposób mówiąc o swej wierze. Liya słuchając z każdym słowem,
zaczynała tęsknić do ‘Crostosa’, za którego ongiś oddała
życie królowa Wanda Dziewicza. Gdy po kilku dniach opat Marek, były
retor i żarliwy chrześcijanin skończył naukę, królewna rzekła:
-
Chcę przyjąć chrzest, nawet jeśli ma to być ostatnia rzecz w
moim życiu! - po tych słowach padła na podłogę i skonała, a w
ostatnich chwilach swego życia została ochrzczona.
Widząc
ten cud wielu Analapów przyjęło chrzest. Oszczercy nie próżnowali.
‘Czarnoksiężnicy
z Rzymu zabili czarami królewnę Liyę, choć nie zrobiła im nic
złego, a nawet chciała przyjąć ich wiarę. Oni chcą nas
wszystkich pozabijać’.
Wieść
ta dotarła do Nesty i król wielce bolał nad śmiercią córki, a
gdy dotarły doń oskarżenia, że winnymi jej śmierci są groźni
czarownicy w Rzymu, zapragnął ich ukarać, by nie mogli więcej
krzywdzić jego poddanych. Po naradzie z arcykapłanem Wieżejką
(Viseyka) postanowił, że pozabija rzekomych magów gałęzią
świętego dębu, wyobrażającego Wielki Dąb. Wierzono bowiem, że
czary najlepiej niweczy broń magiczna ze świętego drzewa lub
kamienia wykonana. Tymczasem misjonarze trafili do prowincji Polani.
Zmierzali do Posany. Król zaczaił się na nich w krzakach jak jakiś
zbójca i nagle wyskoczył z konarem, by ich zabić.
-
To za Liyę! - wykrzyknął zamierzając się na opata Marka gdy wtem
gałąź wypadła królowi z ręki, a on sam począł tańczyć
taniec świętego Wita.
Władca
z rodu Kraka od dziecka był bowiem epileptykiem. Opat Marek modlił
się.
-
Chryste, nie poczytaj mu tego grzechu. Jeśli będzie Twą Wolą,
spraw, by wyzdrowiał – następnie przeżegnał króla znakiem
Krzyża Świętego, a taniec świętego Wita ustał.
Barnim
VI został wyleczony z epilepsji do końca życia.
-
Bóg dał, żem cię nie zabił – powiedział leżąc na twarzy.
Przyjął
chrzest i imię Bogdal, co znaczyło ‘Bóg dał’. Zrozumiał, że
śmierć Liyi nie była winą ani misjonarzy, ani ich Boga, swemu
mieczowi nadał imię Gloria Christi, począł sprowadzać misjonarzy
z Irlandii i Brytanii, nawracających łagodnie i skutecznie, oraz
wzorem Poznana, Kraka i Wandy założył w Neście ogromną
bibliotekę. Wysyłał misjonarzy do najbardziej zapadłych stron
swego kraju, a nawet do Roxu, Tmu – Tarakanu, Bohemii, Nürtu i
Saksonii. Bogdal ofiarował w prezencie Papieżowi ‘Biblię’,
spisaną na korze brzozowej w języku starokrasnym, a Namiestnik
Chrystusowy przyjął ją i pobłogosławił’’ - ,,Codex
vimrothensis’’
Miniatury
zdobiące karty ,,Codex
vimrothensis’’,
jak również freski w kościele w Wymroczu przedstawiają świętego
króla Bogdala w sięgającej czasów Kraka złotej zamkniętej
koronie zdobionej dużymi rubinami i parą złotych rogów, z których
każdy miał trzy końce. Przyjęcie chrztu przez króla Analapii
upamiętniał krzyż wieńczący całą konstrukcję.
Po
przyjęciu w Neście chrztu z ręki arcybiskupa Tytusa, król Bogdal
wyruszył na objazd swych włości, aby krzewić w nich świętą
wiarę Chrystusową.
-
Bacz, Panie, abyś swych poddanych prowadził ku niebieskiej
ojczyźnie nie jak bezlitosny tyran, jeno niczym kochający ojciec, a
to będzie wymagało iście anielskiej cierpliwości – upominał
władcę jego kapelan Panoptyk z wyspy Iona.
Po
opuszczeniu stołecznej Nesty, Bogdal wraz ze swym dworem skierował
się do leżącego nieopodal sioła, zwanego Wężowiec, gdzie został
przyjęty przez naczelnika wsi z całą gościnnością jakiej
wymagał uświęcony zwyczaj. Na stole królowały pieczone, saskie
kiełbasy i szynka z prastarego grodu założonego przez króla
Hamona, oraz przednie piwo i wino. Bogdal, syn Olszana zmarszczył
brwi, gdy dostrzegł leżącego na zapiecku węża o oczach z rubinów
ulepionego z czarnej jak smoła żywicy.
-
Co to jest? - spytał król.
-
To Czarny Wąż podarowany nam przez samego Welesa, aby nas chronił
przed ukąszeniami jadowitych gadów – z szacunkiem wyjaśnił
Mirko, naczelnik Wężowca.- Raz wielka horda czarnych żmij i
miedzianek jak niepyszna opuściła naszą wieś, gdy moja córka
Miłuna wyszła naprzeciw nim z Czarnym Wężem w ręku. To nasz
święty skarb.
-
Jeszcze do niedawno i ja, pogrążony w niewiedzy, czciłem Welesa,
lecz teraz wiem już, że jest on jeno ułudą a mamieniem diabelskim
– po chwili namysłu powiedział król Bogal. - Dajcie mi to! -
rozkazał.
Gospodyni
podała królowi Czarnego Węża, który na chwilę ożył w ręku
władcy, a następnie został przezeń ciśnięty w płomienie
paleniska.
-
Co zrobiłeś, Panie?! - struchlał Mirko. - Ściągnąłeś na nasz
dom gniew mądrego i sprawiedliwego Welesa! - żona i dzieci
gospodarza widząc co uczynił król, zaniosły się szlochem.
-
Nie musicie się już obawiać zemsty Čortów – odrzekł Bogdal –
przyjmijcie chrzest, a Maryja miażdżąca głowę węża obroni was
przed nimi!
-
Panie; my zawsze kochaliśmy Enków. Nasza rodzima wiara bardziej nam
odpowiada niż to w co wierzą obce ludy – tłumaczył Mirko.
-
Prawda nie jest do wyboru, do koloru, ale jedna dla wszystkich ludzi
– Bogdal spojrzał na swego kapelana w westchnął. - Nasz Pan,
Jezus Chrystus nikogo nie przymuszał, aby szedł za Nim, więc i ja
nie powinienem was przymuszać. Liczę, że kiedyś Go prawdziwie
poznacie i całym sercem umiłujecie, co zapewni wam życie wieczne.
Dziękuję za gościnę i żegnajcie – król Bogdal wstał od
stołu, po czym przez nikogo nie żegnany, skierował się w stronę
Wymrocza.
*
-
Nie godzi się, aby witeź z rodu tak starego i okrytego sławą jak
Błyszczyńscy porzucał wiarę ojców z obawy przed gniewem władcy
– pan Borzywoj silnie wzburzony przemawiał do opata Marka idąc
przez ogród. - Przyjmę zakon Białego Chrystusa jeno wtedy gdy
udowodniona zostanie mi jego prawdziwość! - opat Marek zaczął
wtedy przytaczać ustępy z Pisma Świętego oraz z dzieł Ojców
Kościoła, pan Borzywoj zaś odpowiadał fragmentami nauk
udzielanych mu w pacholęcych latach przez żerców. Długo trwała
owa zdań wymiana, a do porozumienia wciąż było daleko. Opat Marek
zasmucony odjechał z Wymrocza.
W
nocnym widzeniu sennym pan Borzywoj został przeniesiony aż na
koronę Wielkiego Dębu do Domu Enków. Ujrzał przestronną komnatę
pełną pleśni i pajęczyn, w której wiatr hulał. Stały w niej
licznie puste trony wzniesione przez ludzi dla Enków. U ich stóp
poniewierały się w nieładzie porzucone korony i berła. Pan
Borzywoj zapłakał żałośnie na ten widok. Idąc przez pusty Dom
Enków zaszedł do kaplicy Ageja. Otworzył rzeźbione drzwi i w
miejscu świętego płomienia Boga Bogów ujrzał jaśniejącego męża
o przebitych na wylot dłoniach i stopach.
-
Ktoś Ty? - spytał z drżeniem pan Błyszczyński.
-
Jestem Jezus Chrystus, którego odrzucasz.
-
Po prostu chcę być razem ze swymi przodkami – odrzekł Borzywoj.
-
W domu Mego Ojca jest mieszkań wiele – odrzekł Jezus. - Nie martw
się o nich, jeno pójdź za Mną…
Wtem
zapiał kogut i pan Borzywoj przebudził się ze snu. Długo dumał
nad owym widzeniem, aż w końcu poprosił o chrzest.
-
Odtąd nie będziesz się już nazywał Borzywoj; Wojownik z Boru,
jeno Bożywoj – Boży Bohater – rzekł opat Marek zanurzając
głowę pana Borzywoja w wodach Visany.
czwartek, 20 czerwca 2019
,,Ursovia - kraina niedźwiedzi''
,,Niedźwiedź
polarny to niedźwiedź biały.
Do
drapieżników jest zaliczany.
Z
przezroczystego futra jest cały.
I
wszystkim dzieciom dobrze jest znany’’
-
Olga Adamowicz ,,Niedźwiedź polarny’’ (fragment)
W
trzeciej
klasie gimnazjum pod wpływem ,,Wyspy
Pingwinów’’
Anatola France’a pomyślałem o krainie, gdzie żyli ludzie
wywodzący się od niedźwiedzi (miała to być alegoria historii
Rosji). W fantazji tej św. Teofam (Bogusław) przybył na polarną
wyspę, gzie ochrzcił niedźwiedzie polarne. Zostały one zamienione
przez Boga w ludzi i z czasem utworzyły państwo przypominające
Rosję. Dalej nie rozwijałem tego pomysłu, zajęty byłem bowiem
pisaniem powieści ,,Palana
– kraina turów’’.
środa, 19 czerwca 2019
Jak rodzi się mit?
,,Niekiedy, bardzo rzadko, zdarza się uchwycić na żywo przemianę jakiegoś wydarzenia w mit. Tuż przed ostatnią wojną rumuńskiemu folkloryście Constantinowi Brailoiu dane było zarejestrować w wiosce Maramuresh wspaniałą balladę. Chodziło o tragiczną miłość: młodego narzeczonego zaczarowała wróżka z gór, która na kilka dni przed ślubem z zazdrości zrzuciła go ze skały. Nazajutrz pasterze znaleźli jego ciało, a na drzewie kapelusz. Zanieśli ciało do wioski - na ich spotkanie wyszła dziewczyna: widząc narzeczonego bez ruchu, wzniosła żałobny lament pełen aluzji mitologicznych - tekst liturgiczny o zatartym pięknie. Taka była treść ballady. Rejestrując warianty, jakie udało mu się zebrać, folklorysta wypytywał o czas, kiedy rozegrała się ta tragedia; odpowiedziano mu, że to bardzo dawna historia, że zdarzyło się to 'dawno temu'. Kontynuując swe badania, folklorysta dowiedział się, że wydarzenie to miało miejsce ledwie czterdzieści lat temu, wreszcie odkrył nawet, że jego bohaterka jeszcze żyje. Odwiedził ją i wysłuchał tej historii z jej ust. Była to dość banalna tragedia: narzeczony przez nieuwagę ześliznął się pewnego wieczora w przepaść; zginął na miejscu; jego krzyk usłyszeli górale, zanieśli go do wioski, powtórzono zwyczajowe lamenty rytualne, bez najmniejszej aluzji do wróżki z gór'' - Mircea Eliade ,,Mit wiecznego powrotu''
Mircea Eliade o bylinach
,,Niektórzy bohaterowie bylin rosyjskich związani są najprawdopodobniej z historycznymi prototypami. O wielu bohaterach cyklu kijowskiego wspominają kroniki. Ale na tym kończy się ich historyczność. Nie można nawet ustalić, czy książę Władimir, który stanowi oś cyklu kijowskiego, jest Władimirem I, zmarłym w 1015 roku, czy też jego prawnukiem Władimirem II, który panował w latach 1113 - 1125. Z kolei elementy historyczne zachowane w postaciach i przygodach wielkich bohaterów bylin z tego cyklu - Światogora, Mikuły i Wolgi - sprowadzają się prawie do niczego. W końcu podobni są do złudzenia do bohaterów mitów i baśni ludowych. Jeden z bohaterów cyklu kijowskiego Dobrinja Nikiticz, figurujący niekiedy w bylinach jako bratanek Władimira, najlepszą część swej renomy zawdzięcza wyczynowi czysto mitycznemu: zabija smoka o dwunastu głowach. Inny bohater bylin, św. Michał z Potuka, powala smoka tuż przed pożarciem dziewczyny dopiero co przyniesionej mu w ofierze.
[...] Wolga z cyklu kijowskiego przemienia się w ptaka lub w wilka, ni mniej, ni więcej jak szaman lub postać z dawnych legend; Egori przechodzi na świat ze srebrnymi stopami, złotymi ramionami i głową pokrytą perłami; Ilja z Murom podobny jest raczej do olbrzyma z baśni folklorystycznych - czyż nie twierdzi, że sprawił, iż Niebo styka się z Ziemią? - itd. [...].
W bylinie poświęconej katastrofom kampanii napoleońskiej 1812 roku zapomniano o roli cara Aleksandra I jako wodza armii rosyjskiej, zapomniano o nazwisku i znaczeniu Borodina, na wierzch zaś wypływa jedynie postać Bohatera ludowego Kutuzowa'' - Mircea Eliade ,,Mit wiecznego powrotu''
Mircea Eliade o epice Słowian Południowych
,, [...] Marko Krajlevic, protagonista epopei jugosłowiańskiej, wsławił się odwagą w drugiej połowie XIV wieku. Jego historycznego istnienia nie sposób podważyć, a nawet znamy datę jego śmierci (1394). Ale po wejściu do pamięci ludowej historyczna postać Marko zostaje zlikwidowana, a jego biografię układa się od nowa wedle norm mitycznych. Jego matką jest Vila, wróżka, [...]. Jego małżonką także jest Vila, którą zdobywa podstępem i troskliwie ukrywa jej skrzydła, zdjęty lękiem, aby nie znalazła ich i nie uleciała, porzucając go (co sprawdza się zresztą w pewnych wariantach ballady po narodzinach jej pierwszego dziecka; [...]). Marko walczy z trzygłowym smokiem i zabija go [...]. Zgodnie z mitem o 'wrogich braciach' walczy także ze swym bratem Andriją, którego zabija. W cyklu o Marko, a także w innych archaicznych cyklach epickich nie brak anachronizmów. Zmarły w 1394 roku Marko raz jest przyjacielem, to znów wrogiem Jana Huniadiego, który wsławił się w wojnach z Turkami około 1450 roku. (...).
Ten sam mityczny prestiż otacza również innych bohaterów jugosłowiańskiej poezji epickiej. Vukashin i Novak poślubiają Vila. Vuk ('Smok Despota') walczy ze smokiem z Jastrebac i sam może przemieniać się w smoka. Vuk, który panował w Srijem w latach 1471 - 1485, przybywa z pomocą Lazarowi i Milicy, zmarłym około wieku wcześniej. Poematy, których akcja rozgrywa się wokół pierwszej bitwy pod Kosowem (1389), mówią o postaciach zmarłych od dwudziestu lat (na przykład Vukashin) lub o osobach, które miały umrzeć dopiero wiek później (Erceg Stjepan). Wróżki (Vila) uzdrawiają rannych bohaterów, wskrzeszają ich, przepowiadają im przyszłość, informują o nieuchronnych niebezpieczeństwach itp., tak jak w mitach istota żeńska pomaga i ochrania Herosa. Nie brak żadnej 'próby' heroicznej: przebicie jabłka strzałem z łuku, przeskoczenie kilku koni, rozpoznanie dziewczyny wśród ubranych tak samo młodych ludzi itd. [...] W 1912 roku cała brygada serbska widziała, jak Marko Kralewicz prowadził natarcie na zamek w Prilip, który wieki wcześniej był lennem tego Bohatera ludowego: wystarczył szczególnie bohaterski wyczyn, aby wyobraźnia zbiorowa zawładnęła nim i utożsamiła go z tradycyjnym archetypem gestów Marko - tym bardziej, że wchodził w grę jego własny zamek'' - Mircea Eliade ,,Mit wiecznego powrotu''
Subskrybuj:
Posty (Atom)