poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Wyprawa Drabara

,,Królewna Słupianka, córka Lechosława I, króla Analapii, w młodości pobierała nauki od najlepszych nauczycieli. W dwunastej wiośnie życia biegle władała językiem starokrasnym w mowie i piśmie. Potrafiła grać na harfie, haftować i jeździć konno. Uczono ją filozofii, logiki i sztuki pięknego wysławianie się, oraz wypływającej z Zakonu Ageja etyki wspólnej dla wszystkich ras rozumnych. […]. Jej matką była Słupia, której brat nazywał się Słup. Oto ich dzieje'' - ,,Pamiętnik'' Kazisława, dworzanina Lechosława I





Drabar (Drabarus), następca tronu Sorabii Południowej liczył sobie siódmą wiosnę życia. Od najmłodszych lat odznaczał się wpojonym przez macierz i piastunki nabożeństwem do Mokoszy; Królowej Ziemi i Korony Stworzenia. Był zmierzch kiedy królewicz bawił w chramie ukochanej Enki. Jej wyrzezany w drogocennym drewnie libańskiego cedru bałwan zdawał się żyć i oddychać. Pod białą, lnianą suknią okrywającą posąg biło serce i dwie piersi do winnych gron podobne unosiły się powoli. Młody królewicz, syn Bożysława I, który umiłował sobie Mokoszę; Macierz Matek jak matkę rodzoną, spontanicznie pocałował jej ożywiony posąg w usta. Miał wrażenie, że Mokosza oddaje mu pocałunek, a serce chłopca napełniło się męstwem, jakże potrzebnym w czekającym go sprawowaniu rządów nad królestwem.


*

Minęło kilkanaście lat od owej opiewanej przez poetów inicjacji na bohatera, kiedy młody Drabar Bożyslavić zasiadł w miejsce swego zmarłego ojca na królewskim tronie w Białym Grodzie Południa. Od jakiegoś już czasu nękało go strapienie, któremu nie mogły zaradzić uczty, turnieje i polowania. Król pragnął mieć następcę tronu, lecz pałacowi wracze i znachorzy oznajmili mu nie bez strachu, że ani on sam, ani królowa dzieci mieć nie mogą. Z tego powodu w całym królestwie ogłoszono żałobę. Na zamek w Białym Grodzie Południa zjeżdżali się wracze i znachorzy z całej Sorabii Południowej, a nawet szeptuchy z dalekiej Analapii, medycy greccy i doktorzy solimscy, lecz nikt nie umiał pomóc królewskiej parze. Przed królem zjawiła się również niejaka Borowica z rasy czarownic. Z wyglądu była piękna, w cienkie szaty przyodziana. Przyniosła przykryty białą gazą gliniany garnek pełen mazi podobnej do węgierskiej potrawy zwanej leczo. Skłoniła się nisko przed królem i rzekła:





- To wyleczy, panie, twoją przypadłość.
- A cóż to jest? - spytał Drabar.
Czarownica zrazu wykręcała się od odpowiedzi, aż w końcu odrzekła.
- To jest zupa z chłopięcych siusiaków, w sam raz na bezpłodność – Drabar pobladł, a jeden z jego dworzan zwrócił posiłek.
- Nie będę stosować takich metod. To nieetyczne – czarownica roześmiała się perliście.
- A co ma etyka do tego? Ja, gdybym była chora, nie wahałabym się zażyć leku z ludzkiego ciała uzyskanego. Bo i czymże jest człowiek jak nie jednym z wielu zwierząt, które można zabijać i zjadać w razie potrzeby?
- Wynoś się, nieczysta, albo oddam cię płomieniom – warknął Drabar.
- Dobra, nie podniecaj się tak, panie. Chciałam tylko pomóc – czarownica zadarła na wpół przejrzystą kieckę z muślinu i wypięła się na króla. - Oto moja rzyć biała, gdy będziesz spał, będę ci nią jeździła po twarzy, ty obrońco życia, cha, cha, cha !!! - królewscy hajducy rzucili się na czarownicę, lecz ta znikła w oparze białego dymu.
- Utrapienie z tym nasieniem Gorynycza – westchnął Drabar przygnębiony.


*

W owych czasach Słowianie lękali się sinych ludzi, których hordy przemierzały knieje, by nieść śmierć, gwałt i pożogę.


,,Istoty te wyhodował w erze szóstej smok Rykar. Wyglądem przypominali łysych mężów o skórze niebieskiej i rogach jak u Čortów. Sini ludzie służyli Rykarowi i Gorynyczowi; wcieleniom Czarnoboga, a zaznawszy bólu i rozpaczy stali się pełni złośliwości i żądni mordu jak strzygi. Przestając być Płanetnikami stracili też wszelki wpływ na pogodę'' - ,,Codex vimrothensis''





Drabar, król Sorabów wyruszył na północ nad Morze Srebrne. Kierując się radą Witosława – sędziwego kapłana z kolegium kozesów, wyruszył z darami do chramu Świętowita na wyspie Wolin w sławnym Królestwie Analapii, by prosić o zdjęcie zeń i z jego małżonki hańby bezpłodności. W chwili obecnej Drabar przebywał w lesie. Ze wszystkich stron otaczali go sini ludzie po zęby uzbrojeni w dziryty, korbacze i kastety. Wymordowali orszak królewski. Ich białe, spiłowane kły ociekały cuchnącą śliną na myśl o pożywieniu się ludzkimi ciałami.
- Poddaj się, Wasza Wysokość – szydziły potwory – zjemy twój język i serce, twoją wątrobę opieczemy nad ogniskiem – Drabar nie słuchał sinych ludzi, którym zdołał zadać sporo ciężkich strat siłą swego ramienia.
- Panie człowieku – nagle zaczął się przymilać Ratmir, wódz sinej hołoty – żyj i pozwól żyć innym. Pozwolimy ci pójść wolno, jeno nikomu o nas nie rozpowiadaj i pozwól nam uwędzić ciała twych towarzyszy. To uczciwy układ, co nie? - Ratmir Radogniewic wyciągnął siną łapę w stronę Drabara, lecz król mu ją odrąbał mieczem Fioletem i odrzucił kopniakiem daleko od siebie.
Trysnęła smrodliwa posoka przypominająca zielone wydzieliny z nosa.
- Nie wiem, mości potworze, gdzie twa ręka wcześniej bawiła... - zaczął Drabar lecz nie skończył.
Sini ludzie rzucili się na niego z wyciem jak te wilki na rannego łosia. Przed królem jawiła się perspektywa pięknej śmierci w boju, lecz nie doszło do jej urzeczywistnienia, a to za sprawą dwójki łuczników w zielone płaszcze odzianych, którzy wynurzyli się z leśnej gęstwiny, bezszelestnie jak zjawy. W stronę rogatych napastników posypały się strzały. Obrońcy króla Drabara doskoczyli do sinych ludzi jak pantery i dobyli mieczy. Rozprawa z potworami trwała krótko. Ich ciała spalono w ognisku, z którego wydobywały się kłęby smrodliwego dymu.
- Komu zawdzięczam życie? - spytał król Drabar swoich wybawców.





- Jestem Słup, syn Domarada – odrzekł łucznik – a to moja siostra Słupia – wskazał na bliźniaczkę.
Drabar opowiadał rodzeństwu o celu i kierunku swej wyprawy. Zawarł braterstwo ze Słupem (Stolpus) i Słupią (Stolpia), lejąc wodę na miecze. Zaproponował pełnym męstwa dzieciom żupana Domarada utworzenie drużyny i wspólną wyprawę ku rodzącym bursztyn brzegom świętego Wolina, oni zaś się zgodzili, bo miłe im były wojaże i przygody.


*





,,Niezrównaną pięknością Mokosza obdarzyła Weronikę, królową Amazonek, która podówczas przemierzała kraje słowiańskie. Weronika nazywana przez poetów Cudną Dziewicą, wzrostu była wysokiego, wysmukła i pełna zarazem niewieściego wdzięku, jak i niewieściej siły. Płeć miała jasną jak przystoi mieć urodziwej niewieście, kosę czarną, w trzy grube, opadające na plecy warkocze zaplecioną, oczy zaś podobne dwóm szafirom. Odziana była w białą suknię z szerokim pasem z krasnej kitajki, nosiła koronę z pawich piór, złote kolczyki w nosie i w uszach, naszyjnik ze zwierzęcych kłów, oraz złote obręcze na przegubach i łydkach. Na rękach miała barbarzyńskim zwyczajem wykłute farbą dwie sine gwiazdy i dwie czerwone wstążki. Lepiej od niejednego męża walczyła ciężkim, dwuręcznym mieczem o złotej rękojeści z wprawionym weń szmaragdem. Niczym pies towarzyszył jej równie wierny tygrys Tigranes'' - ,,Pamiętnik'' Kazisława, dworzanina króla Lechosława I.





Miecz Weroniki władny przecinać stal i kamień, pił teraz podobną do roztopionej smoły krew smoka. Przeciwnik podróżującej incognito królowej Amazonek i jej zielonookiego tygrysa, w pieśniach poetów i w kronikach nazywany Jasyrem (Jasirus), większy był niż największa stodoła. Z jego paszczy, białe kły kryjącej, tryskał zdrój ognia, przed którym wojowniczka zasłaniała się tarczą ze skóry katablepasa. Jasyra pokrywała ciemnozielona łuska, twarda niczym karacenowy pancerz. Na jego grzbiecie srożyły się kolce, szyja zaś była wydłużona jak u wodnych smoków syriuszów i notusów. Z jego głowy wyrastały różki, takie jakie ma żyrafa. Smok ryczał, aż z dębów spadały żołędzie, kiedy tygrys Tigranes wskoczył na jego szyję i zaczął wbijać w nią zęby szukając odsłoniętego gardła. Weronika od dni swego dzieciństwa śpiąca zimą nago na śniegu i nurkująca w przeręblu, nie bała się żadnych zwierząt. Z jej ręki ginęły lwy, niedźwiedzie, tury i żubry. Niestraszny był jej polujący na kozice pyton tatrzański z Montanii, wielki waran z Pustyni Błędowskiej, czy aligator z rzeki Bobry. Jasyr wył jak ten wariat co dla sławy podeptał chleb i machając szponiastymi łapami tarzał się na kolczastym grzbiecie, a ziemia aż się trzęsła. Smok odsłonił miękki jak ciało ślimaka i biały jak podbrzusze śniętej ryby, tłusty kałdun, zaś królowa Weronika jednym ciosem dwuręcznego miecza, zwanego Pamir, rozpłatała go jak wielkanocne prosię. Gdy smok zdechł w wielkiej kałuży parującej krwi, Amazonka wyjęła z jego czarnych szponów pęk złotych, srebrnych i bursztynowych kluczy. Odnalazła grotę, do której wstępu broniła brama. Otworzyła bramę i wtedy powódź słonecznego światła zalała znajdujące się pod grotą lochy, pełne nieszczęśliwych więźniów skutych łańcuchami. Weronika zbiegła w dół po licznych i stromych schodach. Z okrzykiem: ,,Niosę wam wolność''!, przecinała mieczowym ostrzem kajdany jak postronki. Jednak wielu więźniów miast się cieszyć, smuciło się.
- Po co tu przyszłaś? Twoje światło nas oślepia, a nasze kości są zbyt słabe, byśmy mogli chodzić po świecie.
Taką historię o swych przygodach na słowiańskiej ziemi opowiedziała Weronika Cudna Dziewica siedząc razem ze swym tygrysem przy ognisku. Jej słuchaczami byli król Drabar, oraz Słup i Słupia. Wojowniczka zawarła z nimi wszystkimi braterstwo poprzez wymienienie się nawęzami i dołączyła do drużyny zamierzającej na srebrnomorską wyspę Wolin, na której stał tron Świętowita.
Rekapitulując. Po opuszczeniu Sorabii Południowej, udał się Drabar w kierunku Madunii – Panonii. Razem z królem podążało siedmiu witezi – paladynów, a imiona ich: bracia Dalebor i Dalewuj z Kosowa, Sirosław z Wojwodiny, gdzie Sorabowie mieszkali pospołu z Panończykami, Pężyr z Raszki, Wielisław z Białego Grodu, Ubisław z Puszczy Dziewańskiej i góral Czębir. W Madunii na dworze w stołecznej Budzie, orszak ugościła królowa Zuzanna (Suza), córka Foribundusa, syna Forinta, syna Jobika, syna Fidesza. Witezie na prośbę królowej polowali na atakującego łodzie rybaków potwornego konia rzecznego, przez Greków określanego nazwą ,,hipopotamos'. Zwierz ten mieszkał w płytkim jeziorze, określanym słowiańską nazwą Bołotoń. Hipopotam nim otrzymał śmiertelny cios z ręki króla Drabara, przepołowił ogromnymi zębami Czębira, nic sobie nie robiąc z jego zbroi. Po opuszczeniu Madunii, drużyna skierowała się do Slawii; górzystej i obfitującej w puszcze słowiańskiej krainy graniczącej z Bohemią, Analapią sięgającą brzegów Morza Srebrnego, Roxem i Madunią. Po wygaśnięciu slawijskiej linii zasiadającej również na tronach w Piropolis, Neście i Dendropolis dynastii dalmackiej, założonej przez Słowaka – młodszego brata Lecha, Czecha i Rusa, rządy w Presopolis – stolicy Slawii objęli kapłani jytnas królowej Tatry. Drabar wraz ze swymi paladynami, bronił Slawii przed najazdem dzikich ludzi mających moc zamieniać się w rysie, którzy na czele królowej Sulimiry wyroili się z lasów roxyjskiej prowincji Rox Azencarpatis ze






 stolicą w Użhorodzie. Zacięty bój się wywiązał. Sama królowa Tatra opuściła swe sanktuarium u stóp góry Gerlach i z łukiem w dłoni poszła bić wrogów Slawii. Choć dziki wróg został odparty, cała Drabarowa drużyna oddała swe życie, by nigdy już nie zobaczyć ojczystej Sorabii. Drabar rany ciężkie odniósł i leczył je w znachorskim przybytku. Wyzdrowiawszy przekroczył ośnieżone góry Montaniii udał się do Analapii. Rodzeństwo Słup i Słupia obroniło go przed atakiem hordy sinych ludzi. Nieco później dołączyła do nich Weronika (Veronicana); królowa Amazonek, wraz z oddanym tygrysem Tigranesem. Wojowniczka i wielki kot wspólnie ubili smoka Jasyra, który uwięził mnóstwo ludzi. Drużyna udała się do Nesty, gdzie w sposób godny wielkiego władcy wielkiego narodu ugościł ją król Lechosław I. Następnie Drabar razem ze Słupem i jego siostrą, Amazonką i tygrysem udał się z darami na wyspę Wolin, gdzie w chramie Świętowita z łzami prosił o zdjęcie zeń hańby bezpłodności. Gdy utrudzony modłami zasnął u stóp bałwana, usłyszał głos jakby z czterech ust naraz się wydobywający.





- Wracaj do swego królestwa. Twa małżonka czeka, abyś wzbudził syna w jej łonie.


*

Gdy król odchodził z chramu Świętowita, wypadło mu iść skrajem lasu. Rzucił okiem i zobaczył dwoje porzuconych nagich niemowląt; chłopca i dziewczynkę kwilących w zaroślach. Nad nimi unosiła się wrona z wyraźnym zamiarem rozdziobania maleństw.
- A sio, wrono! - odpędzał ją Drabar, a wrona zakrakała ludzkim głosem.
- Kra, widzisz, baranie, że nikt ich nie kocha, po co więc mają żyć?
- Nawet nieszczęśliwe życie jest lepsze od śmierci – odrzekł król Sorabii zdziwiony, że wrona włada ludzką mową. - Nie ty je rozdajesz i nie ty będziesz je zabierać.
- Katol, katol, katol, ciuś, ciuś – szydziła wrona, ptak magiczny mający zdolności wieszcze obejmujące przewidywanie nadejścia kultów, których jeszcze wtedy nie było.
- Mów po słowiańsku, albo zawrzyj dziób – Drabar z wolna tracił cierpliwość.
- Ludzie są głupi; najpierw mnożą się jak wszy, a potem biegają po domach i wołają: ,,ciu, ciu, ciu''. Kra!
- Zgromadzić się w jednym miejscu i podpalić, a wtedy cała przyroda odetchnie, kra!
- Dosyć – przerwał jej wywody Drabar. - Szukaj żeru gdzie indziej. Te dzieci będą żyły i to nie ja sobie ubzdurałem, ale taka jest wola Mokoszy, innych Enków i samego Ageja, od którego pochodzi wszelkie prawo – wrona odleciała, a król Drabar podniósł niemowlęta i przytulił do serca.
Powiedział o nich drużynie, a Słupia i Weronika napoiły dzieciątka mlekiem ze swych białych piersi.
- Jeśli nikt ich nie chce, to my będziemy dla nich jak ojciec i macierz – zapewnili Drabara Słup i Słupia.
W drodze powrotnej przez Nestę, w czasie uczty na królewskim dworze, król Lechosław I ukląkł przed Słupią i poprosił ją o rękę, ona zaś zgodziła się.
- Nareszcie się ustatkował – rzekli możni i ubodzy.
Król Analapii przyjął za własne potomstwo, dzieci przygarnięte przez Słupię. Chłopiec, który wstąpił na tron po śmierci swego ojczyma, otrzymał w czas postrzyżyn imię Tęgomir, jego siostra zaś w czas zaplecin dostała imię Cierpisława. Ponadto Słupia powiła córkę Słupiankę. Na cześć matki i córki otrzymały swe nazwy dwie rzeki w Analapii. Drabar zaś powrócił do swego królestwa z licznymi darami od króla Analapii, a jego oblubienica powiła mu z dawna upragnionego syna Todoraka I.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Oniricon cz. 202

Śniło mi się, że:




- na studiach narysowałem alkę olbrzymią, która trzymała francuską flagę z zielonym półksiężycem i gwiazdą, oraz mówiła: ,,Parli du penguenaise'?, co znaczyło: ,,Czy mówisz po pingwińsku''?




- pewien publicysta ,,Fronda pl.'' napisał w jakiejś dyskusji internetowej, że aby pozbyć się wszystkich pamiątek związanych z islamem, wyrzucił całą kolekcję monet pochodzących z krajów muzułmańskich; właściciele tych monet mieli o to do niego pretensję,
- pewien Polak trafił do obozu Auschwitz - Birkenau, gdzie pewna Niemka z SS broniła go przed złym traktowaniem; w obozie był wielki dół, w którym Niemcy więzili Murzynów noszących spiczaste czapki ze skór lampartów; owi Murzyni urządzili powstanie, lecz jeden z nich walczył po stronie oprawców,




- jakiś internauta zarzucał czasopismu ,,Zwierzaki'', że za dobrze pisano w nim o muzułmanach,
- posiadałem dużą, jubileuszową monetę z wizerunkiem Mikołaja Kopernika i Układu Słonecznego,




- dostałem się przez telewizor do programu telewizyjnego, gdzie spotkałem faraona Echnatona chcącego uprawiać seks ze swoją żoną,




- zamierzałem napisać na blogu posta o Konradzie T. Lewandowskim i wczesnej wersji ,,Sagi o kotołaku'' zatytułowanego ,,Gniewny Mistrz'',




- w Szczecinie spotkałem przed kościołem Mateusza Kijowskiego,
- jeździłem autobusem po Szczecinie, aby się uczyć orientacji w terenie,




- byłem na jakiejś zabawie dla członków PiS - u i spotkałem Jana Szyszkę,
- moja Mama po wielu latach zadzwoniła do cioci Ursuli ov Sienitiki,




- razem z Mamą poszedłem na spotkanie starych kobiet z sekty wicca, kiedy to tłumaczyłem jakiejś dziewczynce dlaczego kult wicca jest zły,




- czytałem dodatkowy, ósmy tom ,,Opowieści z Narnii'', w którym Aslan opowiadał o fantastyce okultystycznej i o młodym, murzyńskim pisarzu, który wymyślił dom z żelaza,
- w ramach terapii leżałem w łóżku razem z piękną i młodą terapeutką na co patrzał Matiełas ov Jarcevicius,




- w filmie ,,Cierń Boga'' Apostołowie w czasie Ostatniej Wieczerzy machali nogami w wodzie (zainspirowane recenzją Jana Bodakowskiego). 

piątek, 8 kwietnia 2016

Chłopiec z drewna

,,Kiedy zmarł Agenor, król Tyru, na tron wstąpił jego syn Melkartes. Był to mąż rosły a potężny, siłę niedźwiedzia miał w ręku. Przewyższał wzrostem innych Fenicjan. Jego ciało, urodziwe jak rzeźba Greków, pokrywały twarde jak stal muskuły. Miał ci Melkartes włosy gęste i brązowe, takąż brodę, oczy zaś siwe. Potrafił gołymi rękami dąb obalić, jak też lwa na polowaniu zadusić. Jego miecz Baal – kamosz ważył siedemdziesiąt siedem talentów i żadna ręka prócz ręki króla nie mogła go podnieść. Na bitwie straszny był Melkartes dla wrogów świętego Tyru; Egipcjan i Syryjczyków, jednak okazywał łaskę jeńcom. Władcą był szlachetnym, dbającym o wdowy i sieroty, brzydził go rozlew krwi poza polem bitwy. Z tego to powodu zakazał składania ofiar z ludzi; zagroził karami za palenie dzieci w piecach ofiarnych, czym naraził się kapłanom bogów Molocha [przez Słowian zwanego Stworą] i Baal – Zebula [przez Słowian zwanego Muchowładem]. Obalił ich posągi i zamknął świątynie, roztrzaskał piece ofiarne i rozpędził kapłanów. Mawiał, że Moloch i Baal – Zebul to nie są bogowie, jeno przeklęte demony [przez Słowian zwane Čortami]. Powiadają, że Władca Much ukazał się królowi, gdy ten pisał edykt przeciwko jego kultowi. Melkartes ujrzawszy […] [Muchowłada] cisnął weń kałamarzem i tak odpędził. […] [Stwora i Muchowład] w zemście zesłały na Tyr smoka z głębin morskich, oraz zastęp przybyłych z dalekiej Sklawinii demonów zwanych ażdachami. Jednak król Melkartes ubił ostrzem swego miecza wszystkie potwory, czym potwierdził swą prawość i rację swych działań'' – Arminabaal ,,Księga Tanith''; najstarsza kronika fenicka dostępna w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego.





W owym czasie uważano, że najpiękniejsze i najmilsze niewiasty rodzą krainy Dacja, Tracja i Słowiańszczyzna. Królewicz Melkartes z Tyru, jedyny syn króla Agenora zasiadał na poczesnym miejscu w zamku króla Analapii. Przed sobą miał złoty talerz z nałożonym nań upieczonym prosiakiem nadziewanym kaszą, oraz złoty kruż wypełniony pieniącym się, szkarłatnym winem. Nie zabrakło upieczonego w całości wołu, wieprzy, łap niedźwiedzich, chrap łosia w galarecie, wymyślnych potraw z ryb i raków, chleba, jarzyn, kołaczy z miodem, pozłacanych pierników, gęstego, lepkiego jak syrop piwa i zielonego wina, które tak lubił Sołowiej Chąsiebnik. Analapowie zawsze słynęli z gościnności i król Radosław II, syn Bogusława I nie należał do wyjątków. Melkartes przybył na jego dwór w stołecznej Neście, aby móc poślubić analapijską królewnę Białkę, a ponadto jego ojciec Agenor zlecił mu zawarcie traktatu handlowego zezwalającego Fenicjanom na założenie faktorii w Canum i paru innych grodach nad Morzem Srebrnym. Liczne bogactwa Analapii wabiły kupców z najodleglejszych stron starożytnego świata; nawet flota króla Salomona nie raz i nie dwa zawijała do portów w Bremie, Lubece, Roztoce, Wolinie, Sedinum, Canum i Truso. Tymczasem królewicz Melkartes zatapiał wzrok w Białce, której imię wymawiał: Baalkah. Urodna to była panna; wiotka i blada, o włosach długich i złocistych, a oczach wielkich i niebieskich, młoda i nieśmiała, pełna dziewczęcego wdzięku. Odziana była w suknię z modrej kitajki, zaś na szyi miała zawieszony duży bursztyn oprawiony w srebro. Na prośbę ojca, królewna wzięła do rąk złotą harfę i poczęła na niej grać a śpiewać, ku uciesze gości z dalekiego Tyru. Śpiewała starą balladę o mieszkającym w głębi puszczy małym chłopcu o ciele wyrzezanym z drewna, który zjadał żołędzie, szyszki i ptasie jaja. Pieśń spodobała się biesiadnikom.





Radosław II nie szczędził Fenicjanom rozrywek. W trzecim dniu ich pobytu w Analapii urządził łowy w puszczy otaczającej stołeczną Nestę. Melkartes w dwunastej wiośnie życia ubił swego pierwszego lwa; przebił go oszczepem w czasie śnieżycy. Drugiego lwa, który wpadł do pustej cysterny służącej gromadzeniu wody, ubił Melkartes niedługo potem. Następca tyryjskiego tronu zdawał się nie wiedzieć co to strach tak na wojnie jak i podczas łowów na grubego zwierza. Oprócz lwów z jego ręki ginęły tury (w Analapii polować na te zwierzęta mogli tylko królowie), dziki, pantery i niedźwiedzie. Śpiewano pieśni o łowieckich wyczynach Melkartesa, choć w dzisiejszych czasach, ci co umiłowali zwierzęta, nie znaleźliby dla nich słów pochwały. Teraz gdy Analapowie i Fenicjanie ruszyli do lasu polować na łosie, których chrapy rozpływały się w ustach, jelenie, sarny i dziki, Melkartes usadowiony na prześlicznym, białym koniu, w pogoni za czarnym zwierzem oddalił się od reszty myśliwych. Zgubił się a puszcza wydała mu się wielką świątynią, której nie zbudowała ludzka ręka. Dopadł dzika i skręciwszy mu kark, dobył rogu i zadął weń. Nim jego towarzysze przybyli doń, ujrzał jakieś dziwne stworzenie siedzące na gałęzi dębu. Był to chłopiec, ale dziwny, bo od stóp do głowy ciało miał drewniane jak Pinokio. Nosił kubrak uszyty z liści, a jego włosy to świerkowe szpilki. Wpatrywał się w Melkartesa oczami przypominającymi oczy sowy, a królewicz przypomniał sobie pieśń królewny Białki, którą mu przetłumaczono z mowy słowiańskiej na fenicką.
- Jak widać sklawińskie lasy pełne są stworzeń ze starych opowieści – rzekł Melkartes. - Ciekawe czy znasz człowieczą mowę? Čaitie oldokrasnyj1?
- Kat2 – wyrzekł chłopiec z drewna.
- Jak cię zowią, bo ja jestem Melkartes, syn Agenora, następca tronu Tyru.
- A mnie wołają Radziwiłła, syn Narymunda – odrzekł pajacyk.
- Czy twój ojciec jest snycerzem, czy też jego ciało również jest drewniane? - nie mógł się nadziwić Melkartes.
- Ani jedno, ani drugie, panie – odrzekł Radziwiłła. - Czarownik Musulus, tyran Bałtów zamienił moich rodziców w drzewa, za to, że chcieli oswobodzenia swej ojczyzny.
- To łagodnie ich potraktował – zadumał się Melkartes – mógł przecież ich zabić – niemniej widząc minę Radziwiłły, poniewczasie ugryzł się w język.
Królewiczowi zaczęło się mieszać w głowie; nie spodziewał się, że Analapia to ziemia pełna dziwów i czarów.
- Słuchaj, Radziwiłła, chciałem tylko powiedzieć, że znałem władców, którzy ze swymi oponentami postępowali dużo okrutniej niż ten twój Musulus, co oczywiście go nie usprawiedliwia... - ,,chyba'' – dodał w myślach. - Jesteś czy też raczej byłeś człowiekiem, więc czy nie wolałbyś mieszkać między ludźmi? Jestem gościem króla Analapii, mogę cię zabrać ze sobą na jego dwór. Potem zaś mógłbyś ze mną jechać na dwór mojego ojca w Tyrze. To wielkie miasto nad ogromnym, modrym morzem, wygodne i bezpieczne, z dala od Musulusa i jego czarów – Radziwiłła bez słowa zeskoczył z gałęzi drzewa, zwinnie jak wiewiórka i wczepił się w purpurowy płaszcz Melkartesa.
Tymczasem pozostali łowcy usłyszeli zew rogu tyryjskiego księcia i zjawili się. Zabity gołymi rękami dzik został oprawiony, powieszony za nogi na dwóch kijach i zaniesiony na zamek. Tej nocy Radziwiłła spędził swą pierwszą od ośmiu lat noc w łóżku. Traktat handlowy między Analapią, a Fenicjanami został podpisany, co przedstawiciele obu stron uczcili wypiciem ogromnych ilości wina. Dzięki założeniu fenickich faktorii nad Morzem Srebrnym, Analapowie po raz pierwszy zetknęli się z takimi luksusowymi wyrobami jak szklane naczynia, czy tkaniny barwione na purpurowo. Królewnie Białce spodobał się dworny i urodziwy Fenicjanin zwyciężający dla niej w junackich zawodach. Nie minął miesiąc zalotów i obsypywania prezentami, gdy zgodziła się zostać jego żoną i tak jak niegdyś Małanka Bogusławówna udać się do nieznanego jej kraju. Zanim to nastąpiło, Melkartes w czasie śniadania zaczął wypytywać króla Radosława II o czarnoksiężnika Musulusa.





- Musulus, albo jak niektórzy wymawiają ,,Masiulis'' – zadumał się król Radosław II – jest już bardzo stary. Urodził się w poprzedniej erze dwunastej, wiele tysięcy lat przed założeniem Nesty, wyznaczającym początek obecnego eonu. W Mezopotamii założył gród warowny nazwany od jego imienia Mosulem o glinianych murach. Zanim na długie wieki narzucił swe jarzmo Bałtom, przemierzał drogi i bezdroża Sklawinii i Orientu, by zgłębiać wiedzę magiczną. Nikomu jeszcze nie znany, siwobrody starzec w pokrytej różnokolorowymi łatami, szarej, prawie czarnej od brudu kapocie, zasięgał nauk od wołwchów i kudesników – kapłanów wielkiego ludu Antów, zaszedł nad rzekę Nilus, do Libii, gdzie sztuki obroticzestwa uczył go Tryton, badał gliniane tabliczki nad rzekami Tygrysem i Eufratem, jako akolita uczestniczył w obrzędach ku czci Čortów Seta, Muchowłada i Beliala, zaś szukając zakazanej wiedzy, błąkał się w łachmanach, głodny i spragniony przez dżungle Bharacji i Sinea, oraz pobierał nauki u trzech braci – czarowników Bon ze świątyni w kraju Ibetain. Gdy wrócił do Europy, czarami zniewolił plemiona znad Nemany, Vilii, Morza Srebrnego, graniczące z Burus, ziemią Krywiczów i Oxlandem. Tyrańskie są jego rządy – gnębi Bałtów chciwością i okrucieństwem, porywa ludzi, by na nich przeprowadzać eksperymenty magiczne. Próbowali go obalić herosi Laczplesis Niedźwiedzie Uszko i Cosimus Pacius z kraju Etrusków, lecz bezskutecznie. Ponoć Sarmaci na parę wieków obalili jego rządy, lecz gdy imperium sarmackie upadło, Musulus powrócił.
- Ale nasi kronikarze powiadają, że Sarmatów nigdy nie było, że to lud z legendy – zdziwił się królewicz Melkartes.
- Panie bracie – uśmiechnął się Radosław II – Sarmaci wespół ze Scytami po dziś dzień bytują nad Morzem Ciemnym, a swymi najazdami niepokoją bratnie Królestwo Roxu.
- Wracając do Musulusa – rzekł Melkartes – słyszałem na dworze w Sydonie, że jego rządy to taka łagodna dyktatura.
- Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia – Radosław II uśmiechnął się ironicznie.


*





Melkartes donośnym głosem wyzywał Musulusa na pojedynek. Przedłużył w tym celu swój pobyt w Analapii i udał się nad wielką rzekę Nemanę. Chciał zdjąć czar z Radziwiłły i jego rodziców, lecz czarnoksiężnik nie odpowiadał. Zamiast niego z przepastnych głębin puszczy nadbiegł wilk jodłowy. Myśli Czytelnik, że był podobny do drzewa? Guzik prawda! Wyglądał jak inne wilki, lecz wysoki był jak jodła. Rozdziawił paszczę o czerwonym wnętrzu i już miał połknąć Melkartesa, gdy ten ciosem maczugi wybił bestii pięć zębów. Wilk jodłowy zaskowyczał i podkulił ogon. Melkartes podbiegł doń i jednym ciosem miecza rozpłatał pierś potwora, uwalniając z niej całe potoki rudej krwi. Na zew konającego wilka jodłowego przybyli jego pobratymcy w liczbie pięciu sztuk. W tym strasznym boju, dwie wilcze czaszki grube jak najgrubsze zbroje pękły pod ciosami książęcej maczugi. Trzy pozostałe potwory zostały zabite przez analapijskich łuczników strzegących pogranicza. To Radziwiłła sprowadził pomoc. Melkartes w ich asyście wkroczył na ziemie późniejszej Liteny, gdzie w wielkiej puszczy wykopał wskazane przez Radzwiłłę drzewa. Czym prędzej opuścił władztwo Musulusa, po czym zabrał przeznaczoną sobie za żonę analapijską królewnę, Radziwiłłę i dwa okazałe drzewa w donicach do Tyru. Poślubił Białkę, a tej uroda i dobroć rozsławiły imię Słowian w ziemi fenickiej.


*

,,Razem z królową Baalkah przybyło do Tyru szesnaście dam jej dworu – wielce urodziwych Słowianek o jasnych włosach, ośmiu wojów z dalekiej Sklawinii i Radziwiłła – drewniany a mimo to żywy chłopiec z lasu, którego król Melkartes uczynił swym paziem. Radziwiłła był to ludzik dworny, powszechnie lubiany, tak ludzki, że w jego obecności zapominało się, że nie jest do końca człowiekiem. Poza tym królowa Baalkah przywiozła do Fenicji otrzymane w posagu 382 dębowe skrzynie pełne złota, srebra, bursztynu, pereł, drogich kamieni, 40 sukni z cienkich tkanin, 80 białych rumaków, 100 sztuk bydła, świń i owiec'' – Ut – palisur ,,Kronika Baalkah''





W owym to czasie na tronie Egiptu zasiadał faraon Harpokrates, syn faraona Serapisa i słowiańskiej królowej Małanki, przez Egipcjan zwanej Malanak – anch, córki Bogusława I, króla Analapii. Nie wdał się w ojca, ani w macierz. Wielce był otyły, a wzrok jego bezmyślny. Mimo młodego wieku cierpiał na chorobę dziś określaną mianem cukrzycy. Pobierał nauki u sędziwego Amona – kuta i innych znanych z mądrości kapłanów egipskich, a nawet u nie mniej uczonych druidów z dalekiej Helwecji. W pierwszym roku swego panowania zaniósł rzeź, gwałt i pożogę nad rzeki Jordanus i Orontes, stanął też pod murami Tyru i Sydonu. Król Melkartes chwycił za oręż, a z nim jego rycerze. W czasie wielkiej bitwy, kiedy to przeciwko najezdnikom egipskim stanęły zgodnie zastępy Solimów, Syryjczyków i Fenicjan, paź Radziwiłła wyruszył w pole u boku króla Melkartesa. Bitwa odbyła się w miejscu pustynnym, gdzieś na pograniczu Syrii i Fenicji. Radziwiłła uzbrojony w krótki mieczyk, nigdy wcześniej nie widział takiej rzezi. Już na długo przed bitwą zlatywały się sępy, perspektywa żeru nęciła też hieny i szakale. Choć ciało Radziwiłły było z drewna, drżało z bojaźni tak jak ciało człowieka. Mimo to jednak otrok nie uciekał, choć miał sposobność ku temu. Cały czas powoził złotym rydwanem króla Melkartesa, a nawet zasłonił swego pana swym drewnianym ciałem w czarnej, skórzanej zbroi. Przyjął na siebie cios egipskiego topora. Jego ostrze wpiło się głęboko w drewno. Oczom chłopca ukazały się na moment pola i lasy jego ojczyzny, wzdychającej o wyzwolenie spod jarzma Masiulisa, potem zaś nastała ciemność. Bitwa z Egipcjanami ciągnęła się aż do zmroku....


*

Radziwiłła otworzył oczy. Spostrzegł, że leży w miękkim, ciepłym łożu, cały okryty szarpiami w bogato zdobionej komnacie. Nad nim pochylała się piękna królowa Białka – Baalkah, a obok niej stał król Melkartes i – Radziwiłła nie mógł uwierzyć własnym oczom – jego ojciec i macierz.
- Bitwa została wygrana, a ten despota Harpokrates zmykał tak szybko, że o mało sadła nie pogubił – oznajmił z dumą król Melkartes.
- Widać trzeba było, abyś poniósł śmiertelną ranę w boju, aby czary twojego wroga mogły zostać zniweczone – stwierdziła królowa.
Radziwiłła spojrzał na swoje poranione i poturbowane ciało i widząc, że już nie jest drewniany, tak się uradował, że omal serce mu nie pękło z radości. Od tego czasu minęło dziesięć lat. Odczarowany Radziwiłła dorósł i poślubił królewnę Tanith – anat, córkę Melkartesa i Białki. Założony przez nich ród, zwany Radziwiłłami, po wielu wiekach powrócił na ziemię Liteny i pod sztandarem Rzymianina Palemona walczył o obalenie tyranii Musulusa – prześladowcy ich praojca. Ów możny ród, którego założycielem był chłopiec z drewna trwał wiele wieków i odegrał dużą rolę w dziejach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.





1Znasz język starokrasny?
2Tak

środa, 6 kwietnia 2016

Małanka Egipska

,, - Ale skądże ona zna tę straszną modlitwę?... Przecież Ramzes jej nie mógł nauczyć?....
- Książę nic nie winien. Ale nie zapominaj, pani, że Żydzi niejeden taki skarb wynieśli z naszego Egiptu. Dlatego między wszystkimi narodami ziemi traktujemy ich jak świętokradców'' – B. Prus ,,Faraon''


Sława założonych na początku trzynastego eonu nowych królestw słowiańskich, przez Greków określanych zbiorczą nazwą Hyperborei, rozlewała się z wolna na Germanię i ziemice Celtów, na Ilirię, Scytię, Sarmację, Azję Mniejszą, Sumer, Libię, Italię, Ofir, Nod, Bharację, Persję, Kimerię, aż dotarła do Egiptu.





Analapia tonęła w zaspach, gdy do bram zamku królewskiego w Neście zapukali jacyś mężowie z dalekiego królestwa, gdzieś na szczęśliwym, bogatym Południu, pewnikiem nad życiodajną rzeką Nilus. Świadczyły o tym ich stroje – utkane z białego lnu i tak cienkie, że mróz kąsał śniade ciała egipskich posłów jak wściekły pies, tudzież ogolone głowy i liczne ozdoby ze złota i drogich kamieni. Posłowie pochodzili z ludu biegłego w magii, toteż dufni w moc czarów, założyli na szyje ogromne, pieczołowicie wykonane amulety z setek kolorowych kamyków, zakrywające całe piersi, wierząc, że obronią ich przed straszliwym analapijskim mrozem. Niestety – zwykły kożuch więcej by tu zdziałał dobrego niż wszystkie nawęzy świata! Dwa brzozaki; entowie brzozowi strzegący bramy pałacu zasalutowały Egipcjanom podniesionymi szablami. Snieg prószył, zaś gości z Egiptu, posiniałych z zimna jak skóra Płanetników, trzeba było czym prędzej odratować, jeśli się chciało wysłuchać ich poselstwa. Brzozaki oznajmiły królowi Bogusławowi I, synowi Radosława I Wielkiego o przybyciu posłów z jakiejś dalekiej krainy, której mieszkańcom obce są mrozy, król zaś rozkazał ich wpuścić. Strażnicy brzozowych zagajników wnieśli egipskich kapłanów i wojowników na rękach jak dzieci. Położono ich w komnacie dla gości na łożach z kości słoniowej i wezwano królewskich wraczy i znachorów z leśnogórskiego zakonu Złotej Baby. Ci wyleczyli odmrożenia, choć dwóch czy trzech palców egipskich nie udało się uratować. Kapłanki Złotej Baby karmiły posłów rosołem i czuwały przy nich dniem i nocą. Wreszcie gdy przybysze wydobrzeli, mogli się stawić na audiencję u króla Analapii.





- Jestem Amon – kut; arcykapłan tebański – przedstawił się mąż w skórze panterczej, stojący na czele egzotycznej delegacji. - Nasz pan, faraon Serapis; władca Dolnego i Górnego Egiptu, z łaski Ozyrysa nam panujący, przesyła pozdrowienia i dary; heban, złoto, mirrę, pachnidła, strusie pióra, kość słoniową i skóry panter swemu umiłowanemu bratu, królowi Analapii; błogosławionej ziemi dalekiej Północy, rodzącej potężnych młodzieńców i śliczne panny. Sława Słowianom! - dodał w słowiańskiej mowie Amon – kut.
- I Egiptowi sława! - odrzekł król Bogusław I. - Czego pragniecie?
- Nasz boski pan, błogosławiony faraon Serapis posłyszał o twej córce z nieskalanej urody słynącej i pragnie by była jego żoną i matką jego dzieci – przemowie posłów egipskich przysłuchiwała się córka króla, królewna Małanka, którą rok temu ojciec o mało nie wydał za morskiego wodnika Sinowłosa.
Urodna to była panna – jej długie włosy miały barwę ciemnego złota, oczy zaś były intensywnie zielone jak oczy rusałki. Bogusław I zgodził się na propozycję posłów. Wydał Małankę za Serapisa, a jej własne zdanie najmniej było brane pod uwagę. Dla młodej królewny rozpoczęła się długa droga przez dzikie ziemie ku krainie, którą znała tylko z opowieści. Bała się...


*



Faraon Serapis, pan wielki, panował w pokoju i dostatku, a jego hufce strzegły rubieży na Orontesie. Tak jak Nefren – Ka; inny wybitny władca, Serapis był wysoki i muskularny, głowę miał ogoloną jak to było w zwyczaju egipskich kapłanów, cerę miał barwy zboża, ciało jego sprawne i zdrowe, umysł lotny zgłębiający starożytne tajemnice. Górował wzrostem nad resztą Egipcjan. Na łowach powalał lwy i bawoły, jego miecz zwany Rózgą Ozyrysa kładł trupem smoki i olbrzymy, gryfy i sfinksy. Nosił liczne ozdoby ze srebra i złota, z kości słoniowej i drogich kamieni, oraz płaszcz ze skóry panterczej. Wznosił nowe chramy i obeliski, jego imię kuto w skałach Libii, Syrii i Nubii. Wciąż gromadził nowe niewolnice do haremu i zwierzęta do zwierzyńca, lecz Małanka miała być kimś innym – nie kolejną kochanką, lecz królową. Miała dać Serapisowi następcę tronu, a trzeba wiedzieć, że cały świat starożytny zamierał z podziwu nad urodą i wdziękiem Analapijek.





Małanka w dzień swojego ślubu założyła cienką, lnianą suknię barwy białej, wieniec z wodnych lilii, ozdoby z pereł i złota. Jej piękno wprawiło w zdumienie faraona Serapisa, jego kapłanów, dworzan i lud. Zaślubiny odbyły się na pokładzie barki pływającej po rzece Nilus. Serapis włożył złoty diadem z ureuszem na głowę słowiańskiej królewny, czyniąc ją swoją żoną i królową Egiptu. Królewska barka sunęła majestatycznie po rzece, a nilowe rusałki zawodziły pieśni pochwalne ku czci nowożeńców i rzucały naręcza białych i czerwonych kwiatów na pokład. Gdy zapadł zmierzch i okrągła tarcza Księżyca rozjaśniła usiane gwiazdami niebo, odbyła się wystawna uczta nad brzegiem świętej rzeki. - W obfitości polało się wino, zjedzono wielkie ilości pieczeni z gazeli i antylop, tucznych wołów, hien, hipopotamów, kaczek, gęsi, gołębi, kóz i owiec, chleba i placków z miodem, jarzyn – ogórków, porów, cebuli, czosnku i słodkich owoców – fig, daktyli, granatów i melonów, podano też ryby morskie i rzeczne. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych, a gdy pogasły pochodnie w swym pałacu w Tebach, na posłaniu ze skór panterczych odebrał wstyd dziewiczy czystej Małance, co nigdy już nie zobaczyła Analapii. Egipcjanie wymawiali jej imię Malanak – anch.






Serapis posiadał w swym zwierzyńcu lwy, żyrafy, słonie i zebry, wszelkiego rodzaju antylopy, gazele, małpy, papugi, orły, sępy, marabuty, ibisy, poświęcone Słońcu flamingi, szakale, węże, krokodyle, jednorożce, hieny, wielbłądy o jednym lub dwóch garbach, pantery, hipopotamy, nosorożce, bawoły, strusie, serwale, gepardy, jeżozwierze, łuskowce, mrówniki, daniele, koziorożce z Nubii, likaony, karakale, a nawet okapi – święte zwierzęta Seta przywiezione z wypraw nad wielką rzekę Kongo, gryfy i hipogryfy, wyverny, onagry z Sumeru, tygrysy z Medii, gawiale z rzeki Gangos w Bharacji, epiornisy i lemury z Malgalesio, pawie z Seylanu, bażanty z Kolchidy, orangutany z Alcabonu, rysie i niedźwiedzie z gór Atlasu, żubry z Prometu, smoki z Sinea, syriusze z Eufratu, pandy i kiriny przesyłane w darze przez cesarskich Synów Nieba, włochate karły Agogve, monstrualne tarantule i skorpiony, mngvy, chimisety, kongamoto, słonie karłowate, tygrysy szablozębne i ciągle gromadził nowe okazy; czy to wysyłając specjalne ekspedycje w głąb Afryki, czy to otrzymując je w darze od zaprzyjaźnionych władców. (Sam Bogusław I oprócz swej córki ofiarował faraonowi żubra z Podlesia, parę kozic i koziorożca leśnego z Montanii, wilka, rysia i niedźwiedzia). Gdyby Serapis żył w naszych czasach, trafiłby pewnikiem do programu ,,Zwierzęca obsesja''.





W jego haremie mieszkały najpiękniejsze Egipcjanki, Libijki, czarnoskóre Nubijki, Axumitki i Puntyjki, Solimki, Fenicjanki, Kretenki, Hetytki, Hurytki, Sumeryjki, Medyjki, Persjanki, Scytyjki, Cypryjki i Arabki, lecz wszystkie poszły w kąt gdy Serapis poślubił Małankę. Faraon nie tylko spełniał każde jej życzenie, obsypywał strojami, klejnotami i pachnidłami, ale też cenił sobie jej zdanie do tego stopnia, że zasięgał jej rady w sprawowaniu rządów. Od swej żony nauczył się podstaw trudnej mowy słowiańskiej i pisma tinezyjskiego. Dzięki Małance zelżały ciężary ponoszone przez chłopów, wielu też niewolników odzyskało wolność, a los tych co pozostali w niewoli poprawił się (w Analapii nie było niewolnictwa). Młoda królowa obdarzona miłością Egipcjan, pomagała swemu mężowi nie tylko w rządzeniu rozległym królestwem, ale też w rozbudowie i upiększaniu stołecznych Teb i gromadzeniu nowych okazów do zwierzyńca. W czasie jednej z owych wypraw po zwierzęta, królowa udała się do Nubii, aby łowić niebezpiecznego bonokona.
- Zwierzę, o które pytasz – tłumaczył kapłan Amon – kut – wygląda nieco jak koń z głową i rogami krowy.
- Mam rozumieć w takim razie – odrzekła Małanka – że bonokon to po prostu inna nazwa antylopy gnu?





- O, nie – zaprzeczył Amon – kut. - Wstyd to mówić, ale bonokon jest groźny przez to, że jego siła tkwi w kiszkach. Kto zaatakuje bonokona musi się liczyć z tym, że zostanie od stóp do głowy obryzgany gnojem.





- Fuj! - skrzywiła się Małanka. - Czy w takim razie nie lepiej byłoby zaniechać łowów na to stworzenie? Niech sobie żyje na swobodzie! - faraon jednak był nieugięty jak małe dziecko.
- Muszę mieć w swoim zwierzyńcu wszystkie okazy jakie tylko zamieszkują krąg ziemski – upierał się Serapis tupiąc nogą.
Ruszyła zatem ekspedycja do sąsiedniej Nubii. Kierowała nią Małanka niesiona w lektyce. Egipscy myśliwi wytropili i osaczyli bonokona, na którego bał się polować którykolwiek z Nubijczyków. Rozwinięto sieć i zarzucono ją na zwierzę. Jak łatwo było przewidzieć, bonokon odwrócił się tyłem i – wstyd o tym pisać – zbombardował łowców kałem palącym w dotyku, o niewyobrażalnie wstrętnym zapachu. Tym sposobem rozerwał sieć i uciekł w siną dal – zdawać by się mogło, że śmiał się z ludzi, których dosłownie zmieszał ze swym łajnem. Najbardziej poszkodowany był myśliwy o imieniu Szuba, któremu ohydna maź wypaliła oczy. Małanka aż popłakała się nad jego niedolą. Niefortunni łowcy musieli aż czterdzieści dni strawić na kąpiele w gorącym źródle w celu usunięcia fetoru, zaś ich szaty były bezpowrotnie stracone. Trzeba było je spalić i zastąpić okryciami ze skór zwierzęcych. Malanak – anch jak Egipcjanie nazywali swą królową, gdy jeszcze mieszkała w Analapii, przez jakiś czas posługiwała w chramie Złotej Baby, mistrzyni sztuki lekarskiej, a ponieważ pochodziła z rodu królewskiego, drzemała w niej moc leczenia chorób.
- Moja magia jest bezsilna – stwierdził arcykapłan Amon – kut, jednak królowa nie straciła nadziei.
Wytrwale prosiła Złotą Babę o pomoc, a prosiła ją poszcząc z wielką surowością; razem z nią czynili to towarzyszący jej Egipcjanie. Złota Baba wysłuchała orantów i sprawiła, że Szubie wyrosły nowe oczy w miejsce wypalonych przez fekalia bonokona. Wtedy to też Egipcjanie po raz pierwszy usłyszeli o Ageju. Wyprawa wróciła do Teb bez bonokona, lecz dzięki wstawiennictwu królowej, Serapis nikogo nie ukarał, jak zwykł to czynić w takich razach, a nawet przepraszał w cieniu alkowy żonę, że dla swego kaprysu tak bardzo kazał jej się narażać.


*




,,Królowa Malanak – anch, najpiękniejsza z pięknych, jasnowłosa o cerze jak alabaster, córka wielkiego króla Słowian, oblubienica faraona Serapisa umiała oswajać dzikie zwierzęta. Była łagodna i pełna słodyczy, trudno było jej nie kochać. Dosiadała algazela, to jest oryksa o orlich skrzydłach, zwierzę dziś prawie niespotykane, chyba, że w królestwie Kusz. Lubiła latać na jego grzbiecie, a że wybornie strzelała z łuku, zdarzało jej się kłaść trupem zagrażające ludziom potwory z głębi Afryki i Azji, takie jak Wielki Skorpion, któremu ciemni Libijczycy składali ofiary z dziewic i dzieci'' - ,,Księga Psenophis''; wczesnoegipska saga zawierająca liczne wzmianki o Atlantydzie, Lemurii i Słowianach.





Serapis miłował Małankę do tego stopnia, że choć go o to nie prosiła, oddalił od siebie wszystkie nałożnice ze swego haremu. Wyprawił dla nich uroczystą ucztę pożegnalną, po czym każdej ofiarował piękny dom, niewolników, ozdobne szaty, klejnoty i pachnidła. Wiele z nich znalazło sobie mężów wśród królewskich urzędników i dworzan, jeszcze inne powróciły do swych ojczystych krain. Jednak tylko Egipcjanka Titi płakała gorzko, bo miłowała Serapisa, lecz on o tym nie wiedział.




*





Plemię Szardana miało swe sadyby na wielkiej wyspie Syrdonii na Morzu Śródziemnym, biorącej swą nazwę od bożka Syrdona. Miał ci on Syrdon, postać wysokiego jak najwyższa wieża morskiego smoka o skórze czerwonej jak rubin, chodzącego na tylnych łapach. Wieczorem w jego oświetlonej blaskiem pochodni świątyni, odpowiadając na zew ogromnego bębna, zjawili się półnadzy i przystrojeni w kolorowe pióra i sznury muszelek kauri, wodzowie i wojownicy ludu Szardana, przybyli z całej wyspy. Blask Księżyca wpadł przez otwór w dachu chramu, gdy szaman bijąc w bęben z ludzkiej skóry, wyrzucał z siebie słowa niosące zapowiedź przygód i łupów.
- Wielka, czarna chmura napłynęła od wschodu – wył szaman – to ogień z łona ziemi rozsadził wyspę Therę! Widzę jak chmura przybiera kształt smoka; to dobry znak dla nas, jego wyznawców! Smok objawiający się w chmurze popiołu mówi mi: 'Płyńcie złupić Egipt królewski i wyniosły, ziemię w mleko i miód opływającą! Teraz jest dobra pora na łupów gromadzenie, ja, Syrdon, uczynię dla was niegroźnymi miecze wojsk egipskich i czary kapłanów'! - oczy szardańskich regulusów płonęły przy słuchaniu tych słów.
Odbyli naradę między sobą, po czym wsiedli na swe pirogi z żaglami, na których wyhaftowany był smok Syrdon, syn Juraty i ruszyli w stronę Egiptu. Całe Morze Śródziemne, zwane też Wielkim i Rajskim, zaroiło się tego roku, kiedy to wulkan zniszczył wyspę Therę z jej mieszkańcami, od czółen wiozących lutych wojowników. Ramię w ramię z Szardanami płynęli również bitni Peleszet z Krety, przez Solimów zwani Filistynami, Zlovana – słowiańscy chąsiebnicy z Windo – Korutanii i Czerwonej Krobacji, oraz inne plemiona, którym Egipcjanie nadali nazwę Ludów Morza. Co gorsze, z Czarnych Królestw Południa, zza Nubii rodzącej złoto, przybyło dzikie plemię czarnoskórych olbrzymów – ludożerców, z których każdy miał sto ramion uzbrojonych w miecze i topory.





,,Wówczas to nasz śmiech zamienił się w żałobny lament. Długie lata gnuśnieliśmy w pokoju, aż stali się nasi mężowie słabi jak niewiasty. Oto dziki wróg począł pustoszyć nasz święty Kemet. Ludy Morza, z których najgorsi byli Słowianie, zaatakowały nas od północy, od południa zaś uderzyli Hekatejrowie. Krwią i łzami spłynęła ziemica egipska a szakale wyły na ruinach złupionych miast'' - ,,Księga Psenophis''





- I co było dalej, dziadku? - mały chłopczyk pytał siwobrodego starca, który będąc w wieku swego wnuka, opuścił rodzinną Anto – Trację i mocą czarodziejskiego kija, poleciał do Egiptu razem z plemieniem batjanów; żyjących tylko w Tracji ludzi zamieniających się w bociany.
- Faraon Serapis widząc ogrom klęsk i potęgę wroga, schował miecz Ozyrysa do pochwy. Powiadają ludzie, nie wiem do końca czy to prawda, bo aż trudno w to uwierzyć, że mu życie zbrzydło. Podczas gdy królowa Małanka stanęła na czele wojsk egipskich, a i batjanowie przyłączyli się do obrony, faraon całe dnie pędził w łożu, w zaciemnionej komnacie. Wreszcie trzeciego dnia, zaszedł do Domu Pięknego w Tebach i kazał paraszytom, by – zgroza ogarnia gdy się o tym pomyśli – przerobili go na mumię. Balsamiści bali się podnieść rękę na swego króla, przeto ten kazał się uśpić specjalnym amuletem, a dopiero potem wypatroszyć, zabalsamować i owinąć bandażem. Może nie powinienem ci opowiadać takich historii przed snem – zadumał się starzec.
- Dziadku, opowiedz co było dalej z królową Małanką? - poprosił wnuczek.
- Ano, Małanka, zuch dziewczyna dowodziła Egipcjanami z grzbietu algazela, co rogi miał jak czarne szpady. Unosiła się na jego grzbiecie w powietrzu, a nasi dzielni batjanowie pod postacią bocianów nosili kamienie i spuszczali je z wysoka na najezdników z Ludów Morza. Był to wielki zryw ludu egipskiego; miłość ojczyzny kazała chłopom rzucać pracę na roli i chwytać za oręż w celu odparcia wroga. W czas wielkiej bitwy w Delcie rzeki Nilus, zdobyty został szardański sztandar z wyszytym na nim czerownym smokiem Syrdonem. Szczęście uśmiechnęło się do Egipcjan również w wojnie przeciw Sturękim Olbrzymom zza Nubii. Małanka niesiona w powietrzu przez algazela; oryksa skrzydlatego uśmiercała olbrzymy za każdym razem posyłając strzałę w oko lub w usta. Co tu dużo mówić – Sturęcy uciekli jak niepyszni, a Darmopych karmił się ich sromotą! Jeśli zaś chodzi o faraona Serapisa, odnalazła go w Domu Pięknym jego była nałożnica Titi. Przyprowadziła ze sobą rosłych Murzynów uzbrojonych w topory. Ci rozpędzili paraszytów, ratując w ten sposób faraona przez zamianą w mumię na żywca. Wrogowie zostali wyparci z Egiptu. Znów nastał pokój, a co zostało zburzone i spalone, zaczęto wznosić od nowa. Jeśli zaś chodzi o twojego dziadka, to jakiś poganiacz wielbłądów ukradł mi czarodziejski kij, lecz wróciłem do Tracji statkiem.
Na tym opowieść się skończyła. Wnuczek już spał.


*





Królowa Malanak – anch jako pierwsza opowiedziała Egipcjanom o Ageju – Bogu Bogów. Egipcjanie, a właściwie tylko kapłani, idąc za przykładem Amon – kuta przyjęli nową wiarę, lecz ku rozpaczy królowej trzymali ją w tajemnicy, zarówno przed obcymi narodami, jak i przed własnym. ,,Agej jest zbyt wielki, by ktokolwiek mógł go czcić'' – mawiał Amon – kut, aż umarł w swym błędzie. 

wtorek, 5 kwietnia 2016

Oniricon cz. 201

Śniło mi się, że:




- kolonią carskiej Rosji na Południowym Pacyfiku były Szmaragdowe Wyspy,




- Estremadurę w Hiszpanii zamieszkują Cyganie używający języków: hiszpańskiego, portugalskiego, baskijskiego i aramejskiego,




- wieczorem żegnając się na ulicy z Voytakusem ov Visnicem wykonałem salut rzymski,




- oglądając ,,Anastazję'' widziałem Lenina latającego na skorku, któremu służyła modliszka,




- robiłem rachunek sumienia, chcąc wyspowiadać się z rysowania syren, smerfów i pokemonów, oraz z łakomstwa i tchórzostwa,
- byłem u jakiejś cioci, która miała dwa psy; jednego chciała wykastrować, aby ,,się odkochał'' i aby ,,mogła jeść prawdziwe jajka'',
- byłem w starym mieszkaniu gdzie ściany pełne były larw moli spożywczych, pajęczyn i dorodnej pleśni,




- tłumaczyłem Janesowi ov Calcium, że ręce Boga umieszczone na piersi białego orła Tineza w godle Analapii to nie jest swastyka, ale symbol Ageja,
- zamierzałem napisać posta o USA;  Alasce, Wielkich Jeziorach, Rio Grande, Hawajach, Luizjanie, oraz o tym, że Anglosasi i Niemcy uczynili wiele złego w historii,
- Voytakus ov Visnic ma w domu siedem żywych myszy wielkości szczurów,




- po wielu latach znów zaczęto wydawać czasopismo ,,Zwierzaki'', gdzie pisano min. o Wikingach i zwierzętach fantastycznych,




- pisałem retelling baśni Andersena o słowiku,
- Ursula Le Guin była Murzynką, lecz potem wybieliła się,
- w czasie kolędy ksiądz dał mi rachunek sumienia, abym przygotował się do spowiedzi,





- rosyjscy wielorybnicy polowali na wale grenlandzkie,




- czytałem artykuł o waleniach z ,,Życia świata'', gdzie zdjęcie płetwala błękitnego było podłączone do filmu na you tube,
- pewien Murzyn przeszedł na dietę odchudzającą i zamienił się w kobietę, potem znów był mężczyzną i razem z piękną, czarnoskórą striptizerką, skakał z wysokości do basenu z wodą; jednak oboje skoczyli obok basenu i zrobili swymi ciałami dziury w posadzce,
- Pavlas ov Vidłar powiedział do mnie, że moja Mama ,,nie puszczała się z wujkiem, ale z ojcem'', UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie miało miejsca.