wtorek, 4 lipca 2017

,,Wilcze leże''

,,Raz w roku, szóstego grudnia, w środku lasu wszystkie wilki miały podobno tajemne zebranie, na którym św. Mikołaj przydzielał im zadania na cały rok. Biada, jeśli jakiś śmiertelnik próbował poznać wilcze sekrety. Pewien wścibski chłop w mikołajki udał się do lasu, wlazł na starą sosnę i czekał. Przed północą zaczęły schodzić się wilki, z każdej strony świata […]. Nagle pośród kłębiących się drapieżników pojawiła się brodata postać w biskupiej szacie. Podglądacz rozpoznał św. Mikołaja. Wilki pojedynczo podchodziły do starca, a on każdemu z nich szeptał do ucha rozkazy i puszczał w świat. W końcu […] został tylko jeden kulawy basior. Mikołaj przemówił do niego na głos: 'Zjedz tego chłopa co na sośnie siedzi' – po czym zniknął. […] Kulawy wilk wyskoczył zza węgła, uchwycił chłopa za gardło i porwał do lasu. Po ofierze zostały tylko buty, które pokazywano potem jak przestrogę dla innych ciekawskich'' – Witold Vargas, Paweł Zych ,,Święci i biesy''






Na przełomie czerwca i lipca 2017 roku przeczytałem ,,Wilcze leże'' – najnowszy zbiór opowiadań Andrzeja Pilipiuka łączący w harmonijną całość weird fiction z elementami sensacji i kryminału, oraz humoreski. Akcja tych opowiadań toczy się w: XXI wieku, w dwudziestoleciu międzywojennym, podczas II wojny światowej, w okresie XVI – XVIII wieku, oraz w 1906 r. w takich miejscach jak: Polska (Warszawa, Lubelszczyzna), Egipt, Włochy (Dolomity), Szwecja, oraz oraz wymyślona przez Autora kraina w zaświatach zwana Cmentarzyskiem Marzeń. To ostatnie było rodzajem prowadzonego przez anioły muzeum gdzie przechowywano niespełnione marzenia wszystkich ludzi, w tym Roberta Storma.








W książce pojawiają się dwaj bohaterowie znani z poprzednich tomów opowiadań bezjakubowych – lekarz dr. Paweł Skórzewski i antykwariusz – marzyciel Robert Storm. O tym ostatnim dowiadujemy się, że wbrew temu co niegdyś przypuszczał, nie wywodził się od Niemców, ale od pruskiego plemienia Natangów (Prusowie byli Bałtami tak jak Jaćwingowie, Litwini i Łotysze) i był spokrewniony z samym Herkusem Monte (1225 – 1273); wodzem powstania przeciwko Krzyżakom. Sprawiło mu to ulgę, ponieważ podobnie jak jego Autor nie lubił Niemców za to co robili za Hitlera, przed Hitlerem, a nawet teraz – dawno po Hitlerze. W czasie swoich poszukiwań natrafił na dowód przechowywania przez Sowietów broni chemicznej w Polsce podczas Zimnej Wojny. Jego życie zawisło na włosku za sprawą rosyjskich służb specjalnych, toteż na rok opuścił Polskę podróżując po Sudanie i Etiopii (sam Pilipiuk bardzo interesuje się tym krajem). Dodać należy, że w końcu pogodził się z tym, że Marta go rzuciła, ponieważ go nie kochała. Jego nową wielką miłością została studentka historii Magda, siostra jego przyjaciela, policjanta Piotrka. Pojawia się też nowy bohater – były policjant Paweł Nowak rozwiązujący zagadki kryminalne z wątkami fantastycznymi.
W książce pojawiają się różne ciekawe nawiązania literackie.








Z mitologii słowiańskiej zostały zaczerpnięte wilkołaki, które dokarmiał ochłapami stary Mikołaj. Jest to nawiązanie do polskich, ludowych wierzeń w św. Mikołaja jako władcę wilków i wilkołaków (patrz: powyższy cytat). Był to prawdopodobnie relikt pogańskiego kultu Welesa. W jednym z opowiadań, rzekomym wilkołakiem miał być psotny chłopiec, który ustawiając się do prześwietlenia promieniami rentgena potajemnie trzymał w rękach szczeniaka, aby zobaczyć jego szkielet na zdjęciu. Występuje też prawdziwy wilkołak – były harcerz Fryderyk, który zamieniał się w wilka na wskutek klątwy ciążącej na jego rodzinie. Fryderyk udzielił schronienia żydowskiej dziewczynie ukrywającej się w lesie przed Niemcami, a zamieniony w wilka zagryzł jej oprawców (może to nawiązywać zarówno do słowiańskich wierzeń w wilki jako zwierzęta władne pokonać diabła, jak też do wilka jako symbolu Żołnierzy Wyklętych).







Z kręgu kultury egipskiej pochodzi mumia. Pewien nieszczęśliwy, skrzywdzony przez życie student, nie radzący sobie w kontaktach z kobietami, popełnił samobójstwo zamieniając się w mumię, aby móc w egipskich zaświatach spotkać rzymską poetkę Lukrecję, która po śmierci poddała się mumifikacji. Wbrew informacji podanej w blurbie w książce nie pojawia się Anubis :(.







Jednym z ulubionych autorów Roberta Storma był Kornel Makuszyński (1884 – 1953). Storm na zlecenie muzeum poszukiwał zaginionej powieści pisarza ,,Drugich wakacji Szatana''; kontynuacji ,,Szatana z siódmej klasy'', która miała zostać wydana w grudniu 1939 roku. Podejrzewam, że inspiracji do napisania tego opowiadania mogła dostarczyć najnowsza książka Konrada T. Lewandowskiego ,,Szatan i spółka'', opowiadająca o żyjącym współcześnie potomku Adama Cisowskiego.







Z chrześcijaństwa zostały zapożyczone anioły. Jednym z nich był włoski chirurg Leonardo, który uczył polskich lekarzy jak operować kikuty rąk, aby ulżyć cierpieniu ich właścicieli. Z kolei w jednym z polskich kościołów przechowywano w relikwiarzu pióro ze skrzydła samego św. Gabriela Archanioła. Przypominało ono pióro gęsi ozdobione pawim oczkiem (nawiązanie do sztuki chrześcijańskiej Nubii, gdzie anioły miały oczy na skrzydłach).
W książce spodobał mi się humor przejawiający się choćby w tym, że kiedy Robert Storm otrzymał rzekomo od Marty lalkę z sex – shopu, to zamiast się obrazić, czy użyć jej do masturbacji, ubrał ją w staroświecki strój, nadał imię Izaura i posadził przy stole i jeszcze mówił do niej jak do żywej osoby. Poczucie humoru widać również w historyjce o gdańskiej szafie, która chciała zostać polskim szlachcicem. Mebel twierdził, że ma do tego prawo, ponieważ mieści w sobie więcej butli wina niż polski szlachcic (jest to satyra zarówno na ideologię gender jak i na alkoholizm od wieków trapiący Polaków).
Na uznanie zasługuje również to, że pozytywni bohaterowie są bardzo honorowi. Oto Robert Storm, który znalazł w Dolomitach trupa austriackiego żołnierza z okresu I wojny światowej, udał się w podróż do Szwecji, aby oddać napisany przez niego list jego zmarłej narzeczonej.
Ponadto Autor zwrócił uwagę na tak rzadko poruszany w kulturze i mediach temat jak cierpienie osób niepełnosprawnych; na osamotnienie młodzieńca na wózku inwalidzkim, który podążając za marzeniami, poprzez magiczny portal dostał się do żydowskiej osady Puerto Franco w Ameryce Południowej, oraz na to, że wbrew przysłowiu cierpienie nie uszlachetnia, ale wręcz przeciwnie – może bardzo demoralizować (przypadek wybitnego, poruszającego się na wózku alchemika – Wojtka Hiroszimy, który zdesperowany pomógł w samobójstwie za duże pieniądze, by móc podjąć kosztowną terapię w Izraelu, na którą nigdy nie będzie pieniędzy w Polsce :(. Bohaterowie Pilipiuka współczują niepełnosprawnym i chcą im pomagać. Nawet mający jakiś honor żule z warszawskiej Pragi są gotowi pomóc osobie jeżdżącej na wózku i nie krzywdzą jej, podczas gdy w realnym świecie, uchodzący dla niektórych za autorytet, Janusz Korwin – Mikke obraził paraolimpijczyków...1







1 Parę lat temu porównał paraolimpiadę do ,,szachów dla debili'' i uznał, że zdrowi ludzie nie powinni tego oglądać, czym bardzo mnie zgorszył. Przez tę wypowiedź ostatecznie zraziłem się do niego...   

poniedziałek, 3 lipca 2017

,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach''

,,Obie części 'Bestiariusza słowiańskiego' są próbą usystematyzowania słowiańskiej demonologii ludowej. Przyjęta forma ilustrowanego leksykonu w łatwy i przystępny sposób ukazuje różnorodność wierzeń naszych przodków – jednak z pewnością nie wyczerpuje tematu. Opisane i narysowane przez nas stwory występują w baśniach, opowieściach i legendach, spotykamy je w obrzędach, przesądach i rytuałach, często o bardzo lokalnym charakterze. Dlatego właśnie stworzyliśmy stronę Legendarz pl., gdzie staramy się poruszać zagadnienia, na które zabrakło miejsca w książkach. Chcemy w ten sposób nakreślić szerszy kontekst dla Bestiariusza, nawiązać kontakt z odbiorcami naszych książek, aby wspólnie uzupełnić brakujące elementy mitologicznej układanki. Zapraszamy na stronę Legendarz pl. zarówno czytelników mających uwagi czy spostrzeżenia dotyczące naszych publikacji, jak i fascynatów legend pragnących podzielić się z nami swoją wiedzą'' – Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach''







Na przełomie czerwca i lipca 2017 r. przeczytałem drugą część ,,Bestiariusza słowiańskiego'' napisanego i zilustrowanego przez Pawła Zycha i Witolda Vargasa a wydanego w serii ,,Legendarz'' przez wydawnictwo ,,Bosz''. Leksykon jest kontynuacją ,,Bestiariusza słowiańskiego. Rzeczy o skrzatach, wodnikach i rusałkach'' pióra i pędzla tych samych Autorów. Na okładce jest narysowane boże siedleczko – nieszkodliwy domowy demon z Łużyc przedstawiony jako podobny do myszy (mojemu przyjacielowi, Voytakusowi ov Višnicowi, który uwielbia myszy, bardzo spodobała się ta istota ;). Książka opowiada o demonach słowiańskich, ale też i niektórych bałtyckich (litewskich). Wśród tych ostatnich są: łauma – władczyni żmudzkich bagien porywająca noworodki, demon śmierci żądlica, zwana po litewsku giltine, oraz takie skrzaty jak barstuki i kautki (kauki) występujące również w folklorze Warmii i Mazur; ziem dawniej zamieszkanych przez Bałtów. Część (i to znaczna) owych istot ma pochodzenie pogańskie (np. samojadek; upiór żywiący się własnym ciałem, turosik – demoniczny tur polujący na myśliwych, czy dawne bóstwo wiatru Pochwiściel, polski odpowiednik ruskiego Striboga). Z kolei wpływ na powstanie innych miały wierzenia chrześcijańskiej Europy, jak w przypadku: niedzielki (demona karzącego za pracę w niedzielę), szpechotki (karzącego łamiących post dosłownie wierceniem dziury w brzuchu), przestępu – jest to odmiana mitu o mandragorze (o roli mandragory w kulturze rumuńskiej pisał Mircea Eliade w książce ,,Od Zalmoksisa do Czyngis – chana''), wyławianych z Bałtyku morskich mnichach i morskich biskupach (jeden z tych ostatnich został wypuszczony z powrotem do morza przez króla Zygmunta Starego, o czym pisał XVI – wieczny szwajcarski zoolog Konrad Gesner), czy Meluzyna ze Śląska – piękna, skrzydlata kobieta – wąż zapożyczona z francuskiej legendy o rodzie de Lusignan. 1 Omawiane w książce istoty zostały zapożyczone z folkloru różnych rejonów Polski: Tatr (panek – demon podobny do niedźwiedzia o czarnej, jakby ludzkiej twarzy bez dziurek w nosie), Kaszub (olbrzymy zwane stolemami, nimfy redunice – niejako rodzimy odpowiednik Meluzyny, sprawca siarczystego mrozu - mrzelc), Śląska (strziczek – istota o szczypcach raka lubiąca płatać nimi psikusy próżnym kobietom, kotszur – podobny do długoszyjej wydry, Pustecki – cieszyński odpowiednik Skarbnika, Rzepiór – olbrzym władający Śnieżką w Karkonoszach), z Warszawy (szpuk), z Łużyc (wspomniane już boże siedleczko zajmujące się ostrzeganiem domowników przez niebezpieczeństwami), oraz z ziem przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów – ze wspomnianej już Litwy (przypominam, że Litwini to Bałtowie, a nie Słowianie), Białorusi (wużałki – urodziwe nimfy zamiast nóg mające wężowe ogony, czarny król kotów Wargin, jeziornica – złowroga nimfa z Jeziora Czarnego, łojma – postać kobieca, której zielone, czerwone i czarne stroje zapowiadały kolejno nadejście urodzaju, wojny i zarazy, czy białun o wiecznie zasmarkanym nosie), oraz z Ukrainy (kudłaty olbrzym czuhajster zjadający inne demony, rachmany – żyjące pod ziemią karły – ludożercy, olbrzymy wełety o wielkich zębach, miawki – nimfy o kocich rysach, czy olbrzymi wąż połoz o wzroku zamieniającym w kamień; taki ukraiński odpowiednik bazyliszka). Niektóre z kresowych demonów mają swe odpowiedniki w wierzeniach rosyjskich jak: kikimora, och (karzeł, którego wywoływało słowo ,,och''; pisał o nim Aleksander Afanajsew w jednej z baśni) czy ukraińskie złydnie (w folklorze rosyjskim występuje podobny do nich Zlyden, o którym pisała Ekaterina Sedia w powieści ,,Tajemna historia Moskwy''). Można się też dopatrzeć analogii do mitów ludów innych niż słowiańskie np. huculskie, skrzydlate demony harcuki bardzo przypominają harpie z mitologii greckiej. W tej humanistycznej skądinąd książce, znajdą coś dla siebie również miłośnicy zoologii, a ściślej – parazytologii, wiedzący o takich pasożytach jak: płaziniec motylica wątrobowa czy groźny nicień – włosień spiralny. Ich nazwy wcześniej nosiły demony: motylica z Podhala pasożytująca na owcach i podobna z wyglądu do łasicy lub szczura, oraz włosień, który nocą drapał śpiących ludzi pazurami, a wówczas zadrapane miejsca porastały włosiem. Podobnie jak w przypadku poprzednio omawianych książek z serii ,,Legendarz'' i tym razem wypada mi pochwalić pełne twórczej inwencji ilustracje; część z nich przedstawia istoty straszne, a część śmieszne. Takiej wspaniałej wyobraźni mogliby pozazdrościć H. P. Lovecraft i Clark Ashton Smith razem wzięci ;). W niektórych z nich dopatruję się inspiracji klasyką fantasy np. potoplenyk skojarzył mi się z narnijskim błotowijem Błotosmętkiem (C. S. Lewis ,,Srebrne krzesło''), zaś dobry duszek Grzenia – z hobbitem ;). Na zakończenie chciałbym wyznać, że moim ulubionym bohaterem książki jest jarchuk – czarodziejski, bojowy, czarny pies z Ukrainy broniący ludzi przed siłami ciemności (określiłbym go jako psi odpowiednik wiedźmina ;). Sądzę zresztą, że obecna Polska to też jakby taki jarchuk Europy...









1 Polską wersję legendy o Meluzynie, w której była ona żoną księcia Bolka Cieszyńskiego można przeczytać w ,,Księdze smoków polskich'' Bartłomieja Grzegorza Sali, Pawła Zycha i Witolda Vargasa.   

niedziela, 2 lipca 2017

Prawie jak Riese

,,Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, aby chronić swoich obywateli'' – Beata Szydło 1






Wczoraj byłem ze swoimi znajomymi na jednodniowej wycieczce do Polic (starokrasne: Polis, runwirskie: Politse) – małego miasteczka na Pomorzu Zachodnim w Polsce. Dla ciekawostki: w mojej mitologii Police założyli w obecnej erze trzynastej starożytni Grecy, którzy przybyli do Analapii podczas Wielkiej Kolonizacji (jest to oczywiście tylko legenda i nie trzeba w to wierzyć ;). Zarówno w Szczecinie jak i w Policach pogoda była pod psem, jakby to niebo płakało nad smutnym losem więźniów zmuszonych do niewolniczej pracy w niemieckich zakładach przemysłowych. Trzeba bowiem wiedzieć, że razem z przewodnikiem zwiedzaliśmy leśne ruiny niemieckiej fabryki benzyny syntetycznej z okresu II wojny światowej. Ową benzynę wytwarzano z węgla. W czasie II wojny światowej policka fabryka była bombardowana przez aliantów – Amerykanów i Brytyjczyków. Jedni zrzucali bomby w dzień, a drudzy w nocy. Niemcy, aby ich zmylić zbudowali drewnianą atrapę fabryki. Wiąże się z tym legenda o zrzuceniu na nią … drewnianej bomby – atrapy. Z latarkami chodziliśmy po podziemiach, gdzie ponoć Pafrix ov (nazwiska nie pamiętam) dostrzegł myszy (szkoda, że mój przyjaciel Voytakus ov Višnic ich nie widział, bo on kocha myszy namiętną miłością i ma w domu pokaźną kolekcję myszek – zabawek). Oprowadzano nas też po dwóch muzeach historycznych. Jako eksponaty były w nich: stare książki z lat 90 – tych XX wieku (min. ,,Conan z Czerwonego Bractwa'' – niestety nie było dostatecznie dużo czasu by im się dobrze przyjrzeć), plakaty z okresu II wojny światowej (w tym niemiecki, propagandowy ,,Anglio, to twoje dzieło!'' adresowany do podbitych Polaków), mundury, potłuczone talerze z hitlerowskim godłem itp.








Przyrodniczą atrakcją ruin fabryki (oprócz wspomnianych myszy) są liczne gatunki nietoperzy. Widziałem je jednak tylko na tablicy. Najbardziej zaciekawił mnie mopek o długich uszach i czarnym futerku, który nasunął mi skojarzenia z diabłem Piszczałką (odsyłam do posta: ,,Bliskie spotkania z wesołym diabłem'').











Na zakończenie było ognisko rozpalone mimo mżawki, potem zaś nastąpił powrót do Szczecina. Przyznaję bez bicia, że nie napotkaliśmy żadnych niemieckich hybryd ludzko – zwierzęcych, które zdaniem Dariusza Kwietnia mają grasować w Riese, tudzież żadnych strzyg, wampirów, szklanych trumien, nie natrafiliśmy też na żadne ślady okultystycznych obrzędów odprawianych przez byłych esesmanów (to i dobrze...:). Mimo braku tego typu nadprzyrodzonych przygód i tak było ciekawie ;).





1 Beatę Szydło po tym przemówieniu na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau spotkała fala hejtu; niesłusznych oskarżeń o popieranie neonazizmu. Sądzę, że w rzeczywistości Pani Premier nawiązywała w sposób zamierzony bądź nie, do słów Indiry Gandhi mówiącej, że: ,,Historia jest najlepszym nauczycielem, lecz ma najgorszych uczniów''. Oznacza to, że mając w pamięci straszne doświadczenia II wojny światowej, należy uczynić wszystko, aby nie doszło do rozpętania kolejnej wojny i powtórzenia się tego koszmaru. Nie podzielam również obaw, że słowa Beaty Szydło mogą stanowić zielone światło np. dla powrotu eugeniki, ponieważ PiS nawiązuje do katolicyzmu, a Kościół katolicki zawsze był, jest i będzie przeciwny eugenice (odsyłam do filmu dokumentalnego Grzegorza Brauna ,,Eugenika. W imię postępu''), czego niestety nie można powiedzieć o lewakach chcących śmierci nienarodzonych dzieci z zespołem Downa (aborcja to też jest forma eugeniki).   

czwartek, 29 czerwca 2017

Oniricon cz. 315

Śniło mi się, że:






- Andrzej Pilipiuk w Tatrach spotkał gigantycznego orła, który go porwał, oraz wiele innych stworów,






- odkryto największego pterozaura świata o 30 - metrowej rozpiętości skrzydeł,
- poszedłem do wielopiętrowej biblioteki, lecz znalazłem w niej mało książek i byłem zawiedziony,






- w Macedonii wybuchła wojna domowa, w której zginęło dotychczas 5 ludzi,







- yeti opuścił Himalaje i udał się do Indii, aby poznać życie ludzi,






- Sławomira była boginią pokoju i ubrana w różową szatę ze złotym wieńcem na głowie, zasiadała na złotym tronie, a przywódcy świata i terroryści padali przed nią na twarze i błagali o przebaczenie za wywoływanie wojen, ona zaś za karę zamieniała ich w zwierzęta, samego Putina zamieniła w psa borzoja (wymyślone na jawie),
- w USA znajduje się miasto Gąsieck zamieszkane przez Słowian, o którym pisał portal ,,Fronda pl.'',







- rodzimowiercy zabrali do lasu na obrzędy meduzę osę morską,
- na Facebooku znalazłem stronę ,,Beka ze Sławomiry'', UWAGA: To tylko sen, taka strona nigdy nie istniała i nie ma powodu by ją zakładać,







- mówiłem, że choć nie chce być ani komunistą, ani poganinem, to Świętowit był znacznie lepszy od Lenina,







- mówiłem Sławomirze, że jako chrześcijaninowi trudno być mi dumnym z okrucieństwa Karola Wielkiego wobec pogańskich Sasów,







- Łukasz Orbitowski uwięził mnie w piwnicy, a ja uciekłem z niej i bałem się go,








- w czasie spaceru Babcia opowiadała mi, że w czasie II wojny światowej grasowały Psie Gardła - byli to Niemcy - kanibale, a ja uznałem, że opowiada takie bzdury jak Dariusz Kwiecień,







- Arabowie nazywają J. R. R. Tolkiena ,,Muszamarem Tolkiem'' i też cenią jego twórczość,







- spotkałem wychodzącą z metalowej szafki na ubrania hybrydę człowieka z rysiem; miała postać pięknej półnagiej dziewczyny z krótkimi, niebieskimi włosami,
- w Brazylii media szydziły, że zwierzęta giną mimo starań ekologów,
- mama Voytakusa ov Višnica wyznała mi, że pływacy basenowi i ratownicy byli niezadowoleni z mojego posta, w którym pisałem, że pływać można tylko stylem motylkowym lub żabką, uznali, że nie powinienem pisać, przejąłem się tym i postanowiłem napisać sprostowanie; w Internecie zobaczyłem, że jakiś browarnik pisał o mojej powieści ,,Pawlaczyca'' i ucieszyłem się z tego, potem przed kościołem p. w. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie spotkałem Sławomirę i niechcący przewróciłem dużą tablicę z ogłoszeniami, miałem mieć sprawę sądową o pisanie nieprawdy w książkach i na blogu i przejąłem się tym; w cukierni lżyłem mającego mnie sądzić sędziego od ubeków, aż właścicielka, starsza kobieta wyprosiła mnie,







- jakiś fanatyk antyreligijny chciał wytępić nadobnice alpejskie za to, że modliły się do Boga,







- ,,Harry'ego Pottera' napisał mężczyzna, który z żalem tłumaczył, że chciał stworzyć opowieść o walce dobra ze złem i nie przypuszczał, że wielu weźmie przedstawioną w tych książkach magię za rzeczywistość. 

środa, 28 czerwca 2017

Żelazna dama demonologii słowiańskiej






,,CYCOCHA znana szerzej jako żelazna baba, stanowiła prawdziwy postrach urwisów chadzających na 'szaber' do cudzych ogrodów i sadów. Przed napychającym się śliwkami lub papierówkami złodziejaszkiem zjawiała się nagle kudłata, zupełnie naga starucha o szalonym spojrzeniu. Przerażonego nieszczęśnika ogłuszała  jednym uderzeniem swoich wielkich stalowych piersi. Jeśli zamroczony dzieciak próbował ucieczki, chwytała go na zawieszony na łańcuchu zardzewiały hak i przyciągała do siebie. Swoją ofiarę ładowała do olbrzymiego żelaznego moździerza i tłukła na papkę, którą następnie ze smakiem spożywała. Nic dziwnego, że rodzice przestrzegali swoje latorośle, by nie sięgały po cudze, strasząc je właśnie żelazną babą'' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach''






Zdaję sobie sprawę, że porównanie Margaret Thatcher (1926 - 2013) do cycochy jest krzywdzące dla tej pierwszej. Mimo to trzeba uznać, że prawdziwa Żelazna Dama  była postrachem dla komunistów i innych lewaków podobnie jak cycocha dla młodocianych złodziejów ;). 

Pierwowzór Cudaczka - Wyśmiewaczka?

,,CHICHITUN to mały, włochaty psotnik o długim ogonie i wielkiej głowie zwieńczonej rogami. Zsyłał na ludzi drobne, choć uciążliwe i denerwujące wypadki skutecznie uprzykrzające życie. [...] Za każdym zaś razem za plecami poszkodowanego słychać było piskliwy, szyderczy śmiech chichituna. Bywało, że złośliwy stwór nie wytrzymywał i wybuchał rechotem, jeszcze zanim wydarzyło się nieszczęście. Wtedy można było potraktować to jako ostrzeżenie i spróbować uniknąć kłopotów'' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach''.






Przypuszczam, choć mogę się mylić, że to właśnie chichitun zainspirował Julię Duszyńską do stworzenia postaci złośliwego skrzata Cudaczka - Wyśmiewaczka, który namawiał dzieci do niewłaściwych zachowań, a potem śmiał się z nich, co utrzymywało go przy życiu. Gdy chodziłem do przedszkola, Cudaczek - Wyśmiewaczek był jednym z moich ulubionych bohaterów, oprócz Batmana, Jeronima, He - Mana oraz ulubionej zabawki - dinozaura Taszchetozaura ;).





Polska Befana







,,Gdy na Kaszubach na gwiazdkę berbecie dostawały w prezencie słodycze, rodzice tłumaczyli im, że to od borowej ciotki, którą spotkali w lesie wracając z kościoła'' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach''






Befana to włoski odpowiednik Świętego Mikołaja, wróżka rozdająca dzieciom prezenty na Święto Trzech Króli (jej imię pochodzi od słowa ,,Epifania'', czyli Objawienie).