poniedziałek, 11 czerwca 2018

,,Szewc z Lichtenrade''


,,Kołtuny to bardzo liczna i zróżnicowana rodzina obejmująca ponad trzydzieści podgatunków. Spotykano więc osobniki z natury spokojne i wojujące, młodziki i dorosłe, ukryte, czasowe czy dziewięciokrotne (przenoszące naraz tyleż właśnie chorób). Co więcej, pasożyty, miały też płeć. Męskie przybierały na głowie formę kosmyków, a żeńskie czapki. Samice poznawano też po tym, że składały na głowie nosiciela jaja, z których wylęgało się robactwo. Kołtuny pojawiały się zazwyczaj za sprawą złej magii, ale część z nich była zaraźliwa, a niektóre nawet dziedziczne’’ - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański część druga’’.







W 2012 r. przeczytałem po raz pierwszy ,,Szewca z Lichtenrade’’ – zbiór dziesięciu opowiadań fantasy i science fiction Andrzeja Pilipiuka. Ich akcja rozgrywa się: w XIX wieku (1898 r.), XX wieku (1913 r., czasy II wojny światowej, późny PRL) i na początku XXI wieku w takich miejscach jak: Berlin (tytułowe Lichtenrade jest obecnie dzielnicą Berlina), alternatywny świat, w którym carska Rosja wygrała I wojnę światową, Warszawa, wieś Michałowice, Sankt Petersburg, polarna Wyspa Niedźwiedzia (obecnie należąca do Norwegii) i Góry Świętokrzyskie.

Na kartach książki postaci fikcyjne pojawiają się wespół z postaciami historycznymi.








Adolf Hitler (1889 – 1945) – zbrodniczy führer III Rzeszy w opowiadaniu ,,Wunderwaffe’’ z gatunku weird war występuje, aż w … dwóch osobach żyjących w dwóch światach. Hitler znany z naszego świata widząc zbliżającą się klęskę, wysłał młodego esesmana Heinza do świata równoległego z misją poszukiwania tytułowej Wunderwaffe. Niemieccy uczeni myśleli, że odkryty przez nich świat równoległy był światem nazistowskim na co dowodem miała być gigantyczna swastyka w Berlinie. Tymczasem na miejscu Heinz przekonał się, że w owym świecie carska Rosja wygrała I wojnę światową i podbiła Niemcy co zapobiegło wybuchowi II wojny światowej. W Berlinie było pełno Rosjan, Polaków i Żydów (od tych ostatnich esesman otrzymał lanie ;). W owym świecie Adolf Hitler nazywał się Schickelgruber i wiódł nędzny żywot niedocenianego malarza. Był zakałą swojej rodziny, jego siostra Paula Hitler (1896 – 1960) gardziła bratem i nie utrzymywała z nim stosunków. Schickelgruberowi ojciec nastoletniej Ewy Braun (1912 – 1945) wybił zęby za próbę wykorzystania seksualnego jego córki. Hitler mieszkał w berlińskim przytułku i zalegał z czynszem wobec żydowskiego właściciela kamienicy. Jego obrazy nie budziły zainteresowania, a ich autor miał problemy z powodu uczestnictwa w ekscesach antysemickich. W końcu wyszedł na prostą gdy w swojej twórczości postanowił naśladować malarzy rosyjskich i polskich. Miał nawet spotkanie w berlińskim Uniwersytecie Słowiańskim im. Księcia Jaksy z Kopanicy. Wówczas to kiedy publicznie zachwalał malarzy rosyjskich, słuchający go Heinz z rozpaczy strzelił sobie w łeb ;).









Razem z Hitlerem w przytułku mieszkał Hermann Goering (1893 – 1946), który w czasie I wojny światowej był pilotem, teraz zaś uzależnił się od morfiny i grzebał w śmietniku.









Josef Mengele (1911 – 1979), który w naszym świecie ,,zasłynął’’ z eksperymentów pseudomedycznych na więźniach obozu Auschiwtz – Birkenau, w świecie równoległym był dilerem morfiny, który zginął na ulicy z rąk żydowskiej mafii z Warszawy (gang Urke Nachalnika).










Urke Nachalnik, właściwie: Icek Boruch Farberowicz (1897 – 1939), żydowski przestępca i autor kryminałów mieszkający w Polsce nie pojawia się bezpośrednio w opowiadaniu. Za to jego warszawski gang sięgał swoimi wpływami do Berlina gdzie też budził postrach.













W opowiadaniu ,,Sekret Wyspy Niedźwiedziej’’ pojawia się kuzyn cara Mikołaja II (1868 – 1918) wielki książę Aleksander Michajłowicz Romanow (1866 – 1933). Dysponując znacznymi środkami finansowymi w 1913 r. zorganizował wyprawę na Wyspę Niedźwiedzią w celu odnalezienia gęsi Filaretowa przed konkurencyjną ekspedycją niemiecką. W wyprawie wzięli udział dr. Paweł Skórzewski, jego zruszczony siostrzeniec Sandro, kurier Ałmaz i … nieślubna córka cara – Łesia.

Czytając opowiadania Pilipiuka napotykamy barwną mozaikę bardzo ciekawych nawiązań pochodzących z różnych źródeł.










Z ludowych wierzeń słowiańskich pochodzi kołtun (gościec), wstydliwa choroba skóry głowy nosząca łacińską medyczną nazwę plica polonica. Kołtun składał się ze zlepionych łojem i ropą brudnych włosów będących schronienie dla wszy. W 1898 r. dr. Paweł Skórzewski energicznie walczył z plagą kołtunów w małej ubogiej wiosce w okolicach Chełma przy wsparciu ordynacji Zamoyskich i władz carskich. Nie było to łatwe ponieważ zabobonni chłopi obu płci bronili swoich kołtunów niczym lwy. Dziewczyny były nawet gotowe do stosunku seksualnego w zamian za odzyskanie kołtuna (dr. Skórzewski oczywiście się nie zgodził). Wierzono bowiem, że kołtun gniewa się na tych co go ścinają. Jeśli już ktoś się na to zdecydował, musiał z szacunkiem zawinąć kołtun w czystą szmatkę, skropić wódką, dać cukru i tytoniu i schować paskudztwo za piecem. Tymczasem światły dr. Skórzewski postanowił wszystkie ścięte kołtuny uroczyście spalić na placu. W nocy miał wizję ożywającego olbrzyma o ciele z kołtunów, który chciał się mścić na emisariuszy medycyny...

Plagą jednej z wsi, którą odwiedził Robert Storm były duchy Szwedów – uczestników Potopu (1655 – 1660), którzy mordowali, rabowali, gwałcili i palili jak przystało na XVII – wiecznych żołdaków (zasada ,,wojna żywi się sama’’), aż w końcu Polacy wymierzyli im sprawiedliwość wbijając ich na pale na rynku wioski. Od tego czasu duchy najeźdźców mściły się sprowadzając na mieszkańców wsi wszelkie możliwe kłopoty w tym chroniczny marazm i biedę. Rozwiązaniem było w XXI wieku odnalezienie ich szkieletów i przebicie czaszek srebrnym gwoździem odlanym z monety z wizerunkiem Piłsudskiego. Dla ciekawostki: W polskich legendach faktycznie pojawiają się duchy Szwedów grasujących na naszych ziemiach w XVII wieku:

,,Wśród ruin zamku w Drzewicy w jasne księżycowe noce można usłyszeć, a niekiedy i zobaczyć powtórkę bitwy, która miała tu miejsce za czasów ‘potopu’. Szwedzi zdobyli wtedy szturmem zamek, zniszczyli go doszczętnie i wymordowali załogę. Ale duchy poległych nie pogodziły się z takim wynikiem i nadal toczą krwawe boje. Walkom tym przygląda się kobieca zjawa. To córka dowódcy twierdzy; nie chcąc dostać się do niewoli, popełniła samobójstwo i dlatego nigdy nie zazna spokoju’’ - Witold Vargas, Paweł Zych ,,Duchy polskich miast i zamków’’

Oryginalnym pomysłem Pilipiuka jest atomowy parowóz, którego reaktor był chłodzony ciekłym sodem. W czasach PRL – u maszyna ta przyjechała do małej wsi Michałowice w Górach Świętokrzyskich ze świata równoległego, w którym Hitler używał nazwiska Schickelgruber i podbił Rosję. Ubecy i milicja aresztowali jadącego nią żołnierza – Niemca w zbroi z ołowianych płytek i zatrzymali parowóz, który spłonął w wyniku przegrzania się reaktora. Od tego czasu w Michałowicach ludność masowo umierała na chorobę popromienną.

W czasie swoich wędrówek po Polsce, Robert Storm natknął się na tajną, katolicką organizację ,,ludzi, którzy wiedzą’’. Byli to strażnicy tradycji; ludowej wiedzy o świecie walczący z demonami i czarownicami. Nagrodą za ich zasługi często było uznanie ich za krzewicieli zabobonu przez mentalnych spadkobierców oświecenia… Myślę, że gdyby pan Krzysztof Dreczkowski mógł się przenieść do świata wyobraźni Pilipiuka, to znalazłby swoje miejsce w szeregach ,,ludzi, którzy wiedzą’’ ;).

Gęś Filaretowa gnieździła się na Wyspie Niedźwiedziej, a prawdopodobnie również na okolicznych wyspach. Miała upierzenie czarne z pomarańczowymi plamami, lecz co dziwniejsze była … niewidzialna. Jedynie martwe osobniki traciły tę maskującą właściwość. W 1913 r. Niemcy zorganizowali ekspedycję na Wyspę Niedźwiedzią w celu schwytania żywych gęsi Filaretowa. Miało to im posłużyć w badaniach nad niewidzialnością żołnierzy. Tymczasem na wyspę przybyła ekspedycja rosyjska, w której brał udział dr. Skórzewski i … wystrzelała wszystkie gęsi Filaretowa, aby nie wpadły w ręce Niemców. ,,Szkoda i żal niewinnych zwierząt’’ - jak powiedziałby Staś Tarkowski, ale alternatywą było zabicie ekspedycji Niemców...

Tytułowym szewcem z Lichtenrade był esesman Helmut Müller, który w okupowanej Polsce mordował najlepszych szewców i zabierał ich narzędzia. Wierzył bowiem w szewski przesąd, że w narzędziach szewca zabitego przy pracy jest zaklęty jego kunszt. Po wojnie nierozliczony ze swych zbrodni założył warsztat szewski. Rychło jednak zniszczyły go wyrzuty sumienia; rozpił się, zamiast robić buty zaczął grzebać po śmietnikach, w końcu amputowano mu nogę. Zmarł w niesławie, a Robert Storm na zlecenie polskiego szewca odzyskał zagrabione narzędzia. W twórczości Pilipiuka zawód szewca odgrywa ważną rolę – może dlatego, że w rodzie tego Autora byli szewcy...









W opowiadaniu ,,Sekret Wyspy Niedźwiedziej’’ pojawia się nawiązanie do powieści Juliusza Verne’a ,,Zielony promień’’ (franc. ,,Le Rayon vert’’) z 1882 roku:

,, - Czeka pan na zielony promień? - zapytała dziewczyna. 
Nawet nie usłyszał kiedy nadeszła. 
- Tak. Widziałem go wiele lat temu. Ale nie miałem wielu okazji, by podziwiać takie zachody… - odpowiedział nie odwracając się. 
- Podobno ten, kto go ujrzy, staje się lepszym człowiekiem – powiedział Aleksander. [...]’’ - A. Pilipiuk ,,Sekret Wyspy Niedźwiedziej’’ [w]: ,,Szewc z Lichtenrade’’







Z kryptozoologii (paranauki o zwierzętach, których istnienie nie zostało udowodnione) zostały zaczerpnięte yeti – bohaterowie niedokończonego, przedwojennego polskiego filmu fantastycznego ,,Yeti ciągną na zachód’’, na którego ślad natrafił Robert Storm. W filmie tym dwa osobniki dostały się do Warszawy, gdzie walczył z nimi Instytut Kryptozoologii.










Z kręgu kultury lapońskiej zostali zaczerpnięci dwaj przybyli ze Szwecji szlachetni poganie; szamani – starzec Suongil i jego mający polskie korzenie uczeń Lars (jest to ślad fascynacji Pilipiuka Skandynawią). Udali się w Góry Świętokrzyskie, gdzie pracował ze swymi studentami archeolog dr. Tomasza Olszakowski (alter ego Pilipiuka z wykształcenia archeologa; Tomasz Olszakowski to jego pseudonim używany w czasach gdy pisał kontynuację ,,Pana Samochodzika’’). Znajdowała się tam jaskinia używana do celów kultowych od czasów epoki kamiennej. W niej to miała się odbyć szamańska inicjacja Larsa. Obaj szamani poprosili archeologa o zgodę na udostępnienie jaskini.

,, […] - Z punktu widzenia katolickiego fundamentalizmu zmuszony jestem wasze obrzędy surowo potępić. - Doktor zrobił minę na tyle świętoszkowatą, na ile rysy twarzy pozwalały. - Z drugiej strony, usypianie duchów, choć metodami nieautoryzowanymi przez nasz Kościół, może mieć skutek pozytywny… A tolerancja religijna była u nas na długo przed rządami eurofaszystów z Brukseli i będzie trwała, gdy ślad już po nich nie zostanie – warknął w stronę studentów. - Oto klucze. [...]’’ - A. Pilipiuk ,,Świątynia’’ [w]: op. cit.

Lapończycy pytając się duchów pomogli Olszakowskiemu w budowie eksperymentalnej dymarki. Tymczasem postkomunistyczny wójt gminy wraz z komendantem policji, który za PRL – zwalczał ,,Solidarność’’ i radcą prawnym chcieli zniszczyć jaskinię, aby na jej miejscu wybudować ośrodek sportów zimowych. Na szczęście dzięki interwencji duchów wezwanych przez szamanów zrozumieli czynione przez siebie zło i zmienili się. Dawne miejsce kultu zostało uratowane.










W antologii ogromnie spodobała mi się krytyka dwóch zbrodniczych systemów totalitarnych: nazizmu (aż dwa opowiadania antynazistowskie ;) i komunizmu (tak długo jak długo będą istnieć głupi ludzie uważający, że komunizm jest fajny i że nie trzeba z nim walczyć, będą potrzebne takie opowiadania :(. Na uwagę zasługuje również dialog dziennikarza Masława Malinowskiego z jego kolegą lekarzem, w którym zawarta została krytyka ogłupiającej prasy ezoterycznej:

          ,, [...] - Ech, ty hieno z brukowca.
- Nasza gazeta to poważne pismo dla… - zaczął Masław i umilkł.- Dla inteligentnych inaczej.- Dla ludzi szukających także drugiego dna rzeczywistości. Pragnących poczuć dotknięcie nieznanego.- Poważne gazety nie drukują obrazków gołych babek obok programu telewizyjnego.- To grafiki kumulujące w sobie pozytywną energię. Tak w każdym razie twierdzi ich autorka. A dziewczyny są nagie na znak niewinności i czystości.- Inne gazety nie piszą w każdym numerze o UFO. Ani nie opiewają pieprzniętych sekciarzy.- Po prostu jesteśmy otwarci na różne formy duchowości…- A jaka w tym, u diabła, duchowość!? - Wskazał sąsiadujące portrety Dalajlamy, Rasputina i Sai Baby. To jest pomieszanie z poplątaniem… [...]’’ - A. Pilipiuk ,,Parowóz’’ [w]: op. cit.
W Michałowicach, Masław spotkał życzliwego i nieoceniającego ludzi po pozorach proboszcza, z którym wywiązała się następująca rozmowa:

,, - Odnoszę wrażenie, że marnuje się pan w tym miesięczniku dla…
- Takie czasy. Była posada, to wziąłem. Nie piszę łgarstw, szukam ciekawostek historycznych, etnograficznych. Rzeczy zapomnianych, a interesujących nawet dla ludzi, którzy wierzą w UFO i inne takie’’ - A. Pilipiuk ,,Parowóz’’ [w]: op. cit.

Pojawia się tu wątek autobiograficzny, bowiem sam Pilipiuk publikował historyczne i etnograficzne artykuły na łamach ezoterycznego ,,Czwartego Wymiaru’’. Na uznanie zasługuje charakterystyczna dla książek Pilipiuka duża dawka przedniego humoru ;). Śledzenie perypetii Roberta Storma służy rozbudzeniu zainteresowania historią. Stanowią pochwałę wytrwałości w dążeniu do prawdy; prawda historyczna jest w nich ukazana jako wartość sama w sobie. Jednak moim ulubionym opowiadaniem ze zbioru jest tragikomiczny ,,Traktat o higienie’’ ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz