poniedziałek, 13 listopada 2017

Płazy

,,Pewna żaba
Była słaba
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.
Doktor włożył okulary
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał
No i wreszcie tak powiada:
'Pani się zanadto poci
Niech pani unika wilgoci
Niech pani się czasem nie kąpie
Niech pani nie siada przy pompie
[…]
Niech pani, pani kochana
Na siebie dmucha i chucha
Bo pani musi być sucha!'
Leczyła się żaba, leczyła
Suszyła się długo, suszyła
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku
[…]''
- Jan Brzechwa ,,Żaba''



Płazy są gromadą prymitywnych kręgowców wodno - lądowych będących potomkami ryb, a przodkami gadów. Dawniej jednak między płazami a gadami nie robiono żadnej różnicy. ,,Do wspólnego worka'' wrzucał je już Arystoteles, a i w XVIII wieku Karol Linneusz ,,firmował ten błąd swoim autorytetem''. Dopiero w XIX wieku płazy i gady zostały oddzielone od siebie i w związku z tym otrzymały osobne nazwy łacińskie: Reptilia (gady) et Amphibia (płazy). Nazwa tych ostatnich nawiązuje do ich ,,podwójnego'' trybu życia. W ówczesnej polszczyźnie płazy nazywano ,,ziemnowodnymi''. Od tego czasu tylko osoby nie zaznajomione z arkanami zoologii mylą te dwie gromady między sobą. Henryk Sienkiewicz na kartach ,,W pustyni i w puszczy'' pisał: ,,... a niekiedy plusk wody uderzonej ogonem krokodyla. Dużo tych strasznych płazów napłynęło z południa, aż po Chartum''. Oczywiście świadomy odrębności płazów i gadów Włodzimierz Juszczak w tomie ,,Małych słowników zoologicznych'' uszeregował hasła ich dotyczące w porządku alfabetycznym, wskutek czego grzebiuszka (płaz) i grzechotnik (gad) znalazły się obok siebie! Odnośnie słowa ,,prymitywny'' – brytyjski paleontolog Richard Fortey w ,,Życiu. Nieautoryzowanej biografii'' pisze, że uznanie ich za prymitywne jest błędem – są bowiem grupą na swój sposób dobrze przystosowaną do warunków wrogich innym ,,wyższym'' zwierzętom.







W 1932 r. odkryto na Grenlandii skamieliny ichtiostegi – najstarszego płaza świata. Płazy wyewoluowały w karbonie z ryb Rhipidistia, czyli trzonopłetwych. Ichtiostega zwana ,,rybopłazem'' osiągała 90 cm długości, a jej skóra zawierała jeszcze łuski; relikt jej rybiego rodowodu. Wyglądem przypominała współczesne płazy ogoniaste.







Rychło bagna karbońskie zaroiły się od jej potomków. Był wśród nich olbrzymi eryops z Nowego Świata, o masywnym cielsku, wydłużonej czaszce, krótkich łapach i krótkim ogonie. Osiągał on wymiary 1,50 – 1,80 m, z czego długość łba wynosiła 40 – 60 cm.







Niszę ekologiczną krokodylowatych zajmował eogyrinus, 5 – metrowy, wodny płaz o długim ogonie, 4 łapach i wydłużonym pysku, którym pożerał ryby.







Były nawet formy beznogie jak należący do lespospondyli – opiderpeton zajmujący niszę ekologiczną węży i zbliżony doń wyglądem.







W permie płazy zaczęły tracić swą dawną świetność. Bagna zaczęły być wypierane przez pustynie, płazy traciły swą hegemonię i to nieodwracalnie. Z tego okresu pochodzi sejmuria – dawniej niesłusznie uważana za stadium przejściowe między płazami a gadami.







Urokordylus miał spłaszczony łeb, a boki jego czaszki były uformowane w rogi. Jego brzuch był chroniony baterią łusek. Korpus i ogon wydłużone. Miał cztery pięciopalczaste łapy. Odkryty został w Czechosłowacji, oczywiście w czasach kiedy ta istniała. Inny płaz spokrewniony z urokordylusem, a odkryty w Irlandii osiągał 50 cm długości.








Trias był świadkiem powstania dinozaurów; płazy już dawno przebywały w cieniu gadów. Najlepiej poznanym ówczesnym płazem był mikrofolis o zaokrąglonej czaszce i krótkim ogonku. Miała u niego miejsce ciekawa dysproporcja anatomiczna: przednie kończyny miały po cztery palce, zaś tylne po pięć.






Żył wówczas też taki olbrzym jak mastodonozaur, którego sama czaszka osiągała 1,25 m długości. Ciała masywne, czaszka wydłużona. Najpiękniejsze skamieliny mastodonozaura odkryto w Gaildorf i Oedendorf w Würtemberdze (Niemcy), w Anglii i w Indiach, oraz w Alzacji i w Forět – Noire. Był doskonałym pływakiem.
Z triasu pochodzą również najstarsze płazy bezogonowe.







Również po triumfie ssaków, płazy wytworzyły nowe formy jak chociażby trzeciorzędowe: paleobatrochus, zbliżony do współczesnej platany, czy salamandra andrias. Zajmijmy się tę ostatnią. Jej łacińska nazwa: Andrias schuerzi oznacza ,,człowieka Schuerzera''. Jej działający jeszcze przed Cuvierem odkrywca myślał bowiem, że jest to jeden z ludzi, którzy zginęli w biblijnym potopie i dla niego andrias to był ,,żałosny szczątek grzesznika''. Na rekonstrukcji andrias, zadając kłam swej nazwie, bynajmniej nie przypomina człowieka...
Moim zdaniem najtrafniej miejsce płazów we współczesnym świecie określił Andrzej Trepka na kartach książki ,,Co kaszalot je na obiad?'': ,,Choć płazy jeszcze dziś są liczebną i mocno zróżnicowaną gromadą kręgowców czas ich świetności dawno przeminął […]. Zresztą w naszych czasach, brak właściwie płazów ogromnych: pozostałe gromady kręgowców mają bez porównania większych przedstawicieli''.







Płazy współczesne (najmniejsza liczba gatunków wśród kręgowców) dzielimy na: bezogonowe, ogoniaste i beznogie. Łącznie jest ich 4000 gatunków, z czego najliczniejsze są płazy bezogonowe.
Największym płazem świata jest salamandra olbrzymia (1,50 m długości). Inne giganty to: żaba goliat (34 cm długości i 3 kg wagi – największa żaba) i aga (24 cm długości i 1300 g wagi – największa ropucha). Najmniejszym płazem jest żabka kubańska (1 cm długości).







Zajmijmy się teraz aspektem przystosowań płazów do wodno - lądowego trybu życia. Narządem wymiany gazowej są płuca, oraz cienka, delikatna i przepuszczalna skóra. U salamandry bezpłucnej z Ameryki Południowej jak sama nazwa wskazuje płuca nie są potrzebne. Ich funkcję pełni skóra. Płazy bezogonowe (platana i żaba marmurkowa) mają budowę płuc umożliwiającą wielogodzinne czatowanie lub pływanie w wodzie bez konieczności pobierania tlenu z atmosfery.







Skóra płazów może nie tylko pochłaniać tlen, a wydalać dwutlenek węgla. Jest ona tak cienka, że przepuszcza stykające się z nią substancje chemiczne np. sól. Z tego powodu płazy nie mogą żyć w słonej wodzie, ponieważ ich organizmy zginęłyby z nadmiaru soli. Tak więc nazwa łacińska agi – Bufo marinus – znacząca ,,ropucha morska'' jest myląca. Wyjątek stanowi tylko żaba krabojad żyjąca w lasach mangrowych. Skóra omawianych zwierząt jest zabezpieczona przed wyschnięciem na lądzie ochronną warstwą śluzu.







Pustynie to nie jest dobre siedlisko dla jakichkolwiek płazów z racji upałów i deficytu wody. Jednak żaba zwana buczkiem południowoafrykańskim może żyć na pustyni. Większą część swego życia spędza w letargu. Jednak z chwilą gdy zacznie padać deszcz, co jest rzadkim zdarzeniem na pustyni, buczek południowoafrykański wygrzebuje się z piasku i … zaczyna żyć jak zwykłe żaby. Wówczas poluje na owady i drobne kręgowce, oraz rozmnaża się. Jego skóra chłonie wodę jak gąbka, a płaz tak zabezpieczony ponownie zapada w letarg. Potomstwo omawianego gatunku rozmnaża się jakby w przyspieszonym tempie, po czym gdy ich efemeryczne siedlisko zanika – zagrzebuje się w piasku.







Wiele płazów posiada efektowne skórne przydatki jak grzebienie samców traszek, błony pławne na tylnych łapach platany, monstrualne, wachlarzowate ,,spadochrony'' żaby latającej, oraz delikatne ,,welony'' aksalotów.







Wiele płazów posiada jad co znalazło wyraz w niektórych przesądach. W irlandzkich wierzeniach ludowych, ten kto polizał brzuch traszki zyskiwał dar leczenia oparzeń, zaś po dotknięciu ropuchy miały na dłoni wyskoczyć kurzajki. Pragnę podkreślić, że są to tylko przesądy. Włodzimierz Juszczak w tomie ,,Małych słowników zoologicznych'' pod hasłem .,parotydy'' pisze: ,,Istnieją jednak zwierzęta (np. zaskroniec zwyczajny), które nie reagują na jad ropuch i salamander i pożerają je''.







W lasach tropikalnych Ameryki Południowej żyją bajecznie kolorowe żaby drzewołazy. Ich piękne barwy są jednak ostrzeżeniem przed trucizną (u jednego z gatunków, żaby straszliwej, jest ona silniejsza od kurary). Jednak Indianie potrafili spożytkować tę niebezpieczną wydzielinę; używali jadu drzewołazów do zatruwania strzał. Przynoszone do wioski płazy były brane do ręki poprzez ochraniacze z liści i tam były stosowane dwie metody pobierania pożądanej substancji. Pierwsza polegała na pieczeniu nadzianych na kij drzewołazów nad ogniskiem. Druga, bardziej im przyjazna, polegała na dotykaniu ich skóry końcem grotu, który zatruwał się natychmiastowo, a po skończonej operacji zwierzę odnoszono z powrotem do lasu.







Dwa gatunki kumaków (górski i nizinny) z pozoru wyglądają nieciekawie i wielu zwierzętom mogą się wydawać łatwe do upolowania. Lecz pozory mylą. Zaatakowane kumaki w samoobronie przewracają się na grzbiet, ukazując kolorowy brzuch. U kumaka górskiego jest on żółto – niebieski, zaś u kumaka nizinnego – czarno – pomarańczowy. Barwy te są ostrzeżeniem przed jadem.







Skóra ropuch przykuwa uwagę wyglądem swej powierzchni. To co na niej widać to nie są krosty, ale gruczoły jadowe i śluzowe. Aga posiada je na głowie i potrafi z nich strzykać zabójczym jadem na odległość.







Piękny kolor salamandry plamistej to również ostrzeżenie, którym jest także waniliowy zapach wydzielany w chwili zagrożenia.
Wśród płazów nie brak form trujących, ale brak form jadowitych. ,,Czy to nie wszystko jedno?'' - Czytelnik zapyta. Nie. Zwierzęta jadowite to te, które wprowadzają jad do ciała wroga lub ofiary za pomocą narządów ku temu przysposobionych (np. zęby, żuwaczki etc), zaś zwierzęta trujące to te, które jad zawierają w swoim ciele jak np. płazy.
Chciałbym gorąco zaapelować, aby przytoczonych tu informacji o jadzie płazów Czytelnik nie odebrał jako głosu przeciw ich ochronie. Ludzi zabijać mogą jedynie gatunki tropikalne (drzewołazy, aga) – nasze krajowe mają jad za słaby. Dotykając ich należy jednak pamiętać, aby ręki, która miała z nimi kontakt nie brać do ust lub oczu, oraz aby ją umyć. A jeśli ktoś liże brzuch traszki – to już sam jest sobie winien.
Płazy mają układ krwionośny zamknięty. Ich serca są trójkomorowe (lewy i prawy przedsionek i komora), wyróżniamy także krwiobieg płucny.
Przystosowaniem do życia na lądzie są oczy chronione powieką i gruczołem łzowym przed wyschnięciem (jest to pierwszy taki przypadek wśród zwierząt).
Płazy jako pierwsze wykształciły również uszy (nie mylić z małżowinami usznymi występującymi tylko u ssaków). Na lądzie błędnik błoniasty występujący u ryb, stał się niewystarczający, toteż przekształcił się w ucho środkowe, chronione błoną bębenkową.
Rybim reliktem w anatomii płazów jest narząd linii bocznej rejestrujący wibracje w wodzie, oraz ubarwienie ochronne wielu żab; ciemny grzbiet i jasny brzuch ułatwiające maskowanie się w wodzie. Ciała ich są grzbieto – brzusznie spłaszczone co również jest przystosowaniem do życia w wodzie, tak samo jak ,,klapki'' zwierające nozdrza jako ochrona przed zalaniem ich wodą.








Kościec płazów zawiera wiele elementów chrzęstnych. Każde z omawianych zwierząt ma tylko jeden krąg szyjny, przeto może poruszać głową wyłącznie w górę lub w dół. Brak żeber. U płazów powstały obręcze kostne łączące kończyny ze szkieletem osiowym. Są to: obręcz barkowa – podtrzymująca kończyny przednie i obręcz miedniczna – podtrzymująca kończyny tylne.







U płazów ogoniastych występuje zjawisko regeneracji utraconych części ciała. Hodowane w akwariach aksaloty podgryzają czasem swoje ,,welony'', które oczywiście odrastają. Cóż to jednak znaczy przy salamandrze olbrzymiej? Podczas pewnego eksperymentu wszczepiono jej do brzucha tkankę pobraną z oka, które rozrosło się tam w normalną gałkę oczną. To brzuszne oko co prawda nie mogło widzieć (w przeciwieństwie do regenerowanych oczu langust), ale i tak jest to dużo jak na kręgowca.
Co możemy powiedzieć o menu omawianej grupy zwierząt? Wszystkie płazy są mięsożerne (wyjątek stanowią kijanki płazów bezogonowych, ale gdy tym zabraknie glonów, to uciekają się do kanibalizmu). Płazy bezogonowe i niektóre salamandry w czasie łowów używają długiego, lepkiego języka usytuowanego w przedniej części pyska. W przełykaniu szczególnie rosłych okazów płazy pomagają sobie wpychając je do gardła oczyma (sic!).







Platana nie ma języka. Czatuje ukryta na dnie afrykańskich rzek – całe godziny nieruchoma. Gdy jednak przepłynie w jej pobliżu mniejsze zwierzę, platana całą siłą swych potężnych kończyn tylnych wyskakuje, łapie pyskiem i chwytnymi, pozbawionymi błony pławnej kończynami przednimi.
Większość żab nie ma zębów. Wyjątkiem jest afrykańska żaba goliat. Chrupie nimi nie tylko owady, ale też drobne kręgowce, w tym …. inne żaby. Jej kijanki odżywiają się tylko liśćmi pewnej pływającej rośliny z rodziny różowatych. Skrzek goliatów jest więc składany w pobliżu tej ,,zielonej stołówki''.
U salamander plamistych stwierdzono formę kanibalizmu zwaną adelofagią. Na czym ona polega? Otóż salamandry plamiste są jajożyworodne, a ich larwy rozwijają się w odstępach czasowych. Co bardziej wyrośnięte z nich zjadają niezapłodnione jaja i młodsze rodzeństwo (analogicznie jest u ryby lamny śledziowej).







Wśród wszystkich zwierząt zmiennocieplnych najbardziej odporne na mróz są ryby lodowe i płazy bezogonowe. Na wiosnę, kiedy jest jeszcze śnieg, budzą się z hibernacji i wyruszają do zbiorników wodnych, w których same spędziły ,,dzieciństwo''. Nie zważając na żadne niebezpieczeństwa przemierzają nieraz nawet ruchliwe szosy i autostrady. Wiele z nich ginie pod kołami pojazdów, dlatego, żeby temu zapobiec buduje się pod autostradami tunele lub pułapki, w które płazy bezogonowe wpadają i są potem regularnie przenoszone na drugą stronę. Po dostaniu się do wody samce głośno kumkają w celu zwabienia samic (im samiec jest starszy tym głośniej rechoce). W wydawaniu tych dźwięków pomagają im skórne rezonatory głosowe. Niektóre płazy od tych pieśni godowych otrzymały nazwy np. huczek (grzebiuszka ziemna), kumaki (górski i nizinny), czy żaba śmieszka. Nazwa tej ostatniej wzięła się stąd, że jej odgłosy przypominają ludzki śmiech! Samce płazów bezogonowych są mniejsze od swych samic. W czasie kopulacji (amplexus) rogowe modzele pozwalają im utrzymywać się na grzbiecie partnerki. Popęd prokreacyjny jest tak silny, że czepiają się nawet ryb, a zanotowano też przypadek, gdy samiec ropuchy ,,dosiadał'' utopionego zająca!







Po zapłodnieniu samica składa jaja, zwane skrzekiem. Charakterystyczne dla skrzeku jest to, że zarodek jest otoczony pienistym śluzem i do rozwoju potrzebuje wody. Płazy i ryby są więc bezowodniowcami.
W okresie godów (również na wiosnę) należące do płazów ogoniastych samce traszek (górska, grzebieniasta, zwyczajna, karpacka, helwecka) mają grzbiet ozdobiony skórnym grzebieniem, stąd wzięła się nazwa traszki grzebieniastej. Zapłodnienie traszek polega na tym, że samiec wpycha samicy plemniki do kloaki (u płazów jest to połączenie otworu wydalniczego z otworem rodnym).







Gatunki nadrzewne (żaby latające w Azji, żaby włochate w Afryce, drzewołazy, chwytnice kolorowe i żaby szkliste w Ameryce Południowej) składają skrzek na liściach, skąd ześlizguje się do wody.







Wiele płazów nie przejawia instynktu macierzyńskiego, ale są wyjątki. Z płazów europejskich należy wymienić tu pętówkę babienicę – 3 – centymetrową ropuchę, u której samiec przechowuje skrzek owinięty wokół kończyn tylnych w wilgotnych miejscach. Kijanki są już wypuszczane do wody.







W Ameryce Południowej żyje gardłoród, zwany żabą Darwina. Wierzchnia część jego ciała jest zielona, gdzieniegdzie z czarnym nakrapianiem. Brzuch jest różowawy. Pysk gardłoroda wyróżnia go spośród innych płazów; jest spłaszczony i spiczasty. Jest on schronieniem skrzeku i kijanek, aż te przeobrażą się w małe żabki.







Nie mniej zadziwiający jest ,,inkubator'' ropuchy grzbietoroda, żyjącego na tych samych terenach co żaba Darwina. Jest to okazała, ciemno ubarwiona ropucha słynna z tego, że w czasie godów samiec wciska samicy złożony przez nią skrzek w rozpulchnioną skórę jej grzbietu. Tam z otoczonego cystami skrzeku powstają kijanki, które po upływie około 80 dni przeobrażają się w grzbietorody będące miniaturowymi kopiami dorosłych osobników i rozpoczynają samodzielny żywot.









Podobnie, choć nie identycznie jest u południowoamerykańskiej rzekotki torbówki. Samica inkubuje skrzek i kijanki w skórnym worku na grzbiecie. Przytoczone tu przykłady: gardłoroda (żaba), grzbietoroda (ropucha) i torbówki (rzekotka) świadczą o bardzo korzystnym rozwiązaniu zwiększającym szanse potomstwa na osiągnięcie dojrzałości płciowej.







Niektóre salamandry (plamista i czarna) są jajożyworodne (ciąża salamandry czarnej trwa 2 lata). Gdy ich larwy są już dostatecznie duże by opuścić łono matki, salamandra plamista zanurza się do połowy w wodzie i pozwala im opuścić wnętrze swego organizmu.








Larwy płazów to kijanki. U płazów bezogonowych są podobne do ryb; ich narządem oddechowym są wówczas skrzela. Odżywiają się glonami, a w razie ich deficytu – uprawiają kanibalizm. Głowy ich są masywne, ogonki krótkie, ze skórnymi ,,welonami''. To właśnie swemu wyglądowi zawdzięczają nazwę kijanek, dawniej również ,,głowaczy''. Natomiast kijanki płazów ogoniastych bardziej przypominają swych rodziców. Są jednak daleko od nich mniejsze i oddychają skrzelami w postaci krzaczastych wyrostków znajdujących się po bokach głowy. Odżywiają się planktonem zwierzęcym. Metamorfoza służy temu, aby oszczędzać dostępny pokarm; przecież kijanki, a płazy dorosłe pobierają całkiem inne rodzaje pokarmu. W przypadku płazów bezogonowych są to glony (pokarm kijanek) i owady (zjadane przez płazy dorosłe), zaś w przypadku płazów ogoniastych zarówno kijanki jak i osobniki dorosłe pobierają białko zwierzęce, lecz jego źródła różnią się wymiarami.







Poruszając aspekt rozmnażania u płazów nie sposób ominąć zjawiska neotenii. Co to takiego? Neotenia jest wtedy, gdy rozmnażają się osobniki, które nie osiągnęły jeszcze dojrzałości płciowej. Sięgnijmy po przykłady. Aksaloty egzystują w ubogich w jod (pierwiastek potrzebny do osiągnięcia dojrzałości płciowej ) wodach meksykańskich jezior Xochimilco i Chalco. Są larwami salamandry Ambystoma mexicanum. Aby uniknąć wyginięcia zaczęły się rozmnażać w stadium larwalnym. W XIX wieku sprowadzono je do Paryża, gdzie umieściwszy płazy w wodzie zawierającej jod, uzyskano dorosłe osobniki Ambystoma mexicanum. Neotenia dotyczy również odmieńca jaskiniowego z Bałkanów i salamandry jaskiniowej z jaskiń Teksasu (USA).







Motywem wędrownym licznych baśni jest zamiana królewien w żaby, do czego zainspirował widok rzekotki zmieniającej barwy pod wpływem stanów emocjonalnych. Dawnym ludziom wydało się, że rzekotki mogą zmieniać też kształt ciała. Mit ten przeniósł się na żaby. Już w ,,Biblii'' mamy ślady zainteresowania płazami: inwazja żab to przecież jedna z plag egipskich, będąca zjawiskiem realnym. Proszę zwrócić uwagę, że poprzedzała ją plaga zamiany wód Nilu w krew, tj. masowy zakwit czerwonych glonów ,,i wszystkie ryby wyzdychały''. Kijankom zabrakło wrogów naturalnych i przybyło pokarmu – ,,eksplozja demograficzna'' była więc nieunikniona. W Apokalipsie św. Jana czytamy: .,I ujrzałem wychodzące z paszczy Smoka i z paszczy Bestii i z ust Fałszywego Proroka trzy duchy nieczyste jakby ropuchy...''. Pierwowzorem Proteusza z mitologii greckiej był płaz ogoniasty – odmieniec jaskiniowy. W średniowieczu ropuchy cieszyły się złą sławą; wiązano je ze sferą demoniczną. Przypisywano im posiadanie magicznych kamieni w głowach i inne absurdalne rzeczy. U kogo w domu znaleziono ropuchę, oskarżenie o czary było już gotowe. Wierzenia te utrzymywały się przez wieki. O magicznym wykorzystaniu ropuch pisał nawet Hans Christian Andersen w jednej z baśni (,,O siedmiu łabędziach''). 1 Niektóre osoby do dziś zachowały atawistyczny wstręt do ropuch np. gdy w czasie swego pobytu na Korfu młódy Gerald Durell pokazał Spirydonowi dwie ropuchy ten … zwymiotował! Na kartach ,,Dekameronu'' Giovanniego Boccaccia w jednej z nowel ropucha (słowo to występuje tam zamiennie ze słowem żaba) zatruwa miętę. We ,,Śnie nocy letniej'' Williama Szekspira występuje tekst kołysanki, której:

,,Jeże, padalce, trytony
I wy zielone jaszczury
Precz od królowej uśpionej''.


Wymienione tam trytony to inaczej traszki. W programach telewizyjnych z XX wieku antropomorfizowane żaby występują w ,,Muppetach'' (Kermit) i w ,,Ciuchci'' (Monika).






,,Czuje się jak salamandra w ogniu'' – przysłowie to oznacza tyle co ,,czuje się jak ryba w wodzie''. Dotyczy ono salamandry plamistej, błędnie zwanej ,,jaszczurką deszczową''. Po niemiecku nazywa się ,,der Fauersalamander'' - ,,salamandra ogniowa''. Ale dlaczego? Do stworzenia tego mitu zapewne zainspirowały jej żywe, ,,ogniste'' barwy, jak i ukrywanie się wśród opału. Oczywiście salamandra plamista ginie w płomieniach jak każde inne zwierzę. Marko Polo nie wierzył w związki salamander z ogniem i na kartach ,,Opisania świata'' można wyczytać o tkaninie określanej słowem ,,salamandra''. Wyprzedził on swoją epokę nie dając wiary w powszechny mit, ale nie miał racji odrzucając egzystencję salamander jako takich. W 1822 r. Feliks Jarocki w książce ,,Zoologiya, czyli zwierzętopismo ogólne'' pisał: ,,Tę ciecz wypuszcza ona z siebie tym obficiej, im większe dla siebie widzi niebezpieczeństwo. Puszczona więc na żarzące się węgle, gasi je tą cieczą i może po nich przez jakiś czas chodzić bez szkody''. Jeszcze Jan Żabiński wykazywał ślady wiary w ognioodporność salamandry. Wzmianka o ,,sztukmistrzu – salamandrze w kominku'' występuje też w ,,Mistrzu i Małgorzacie'' Michaiła Bułhakowa. Adam Mickiewicz w ,,Panu Tadeuszu'' pisał: ,,żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie''. Tą wzmianką kończymy opis roli płazów w kulturze człowieka.








Jakie jest ich znaczenie przyrodniczo – gospodarcze? Mimo, iż naszym płazom bezogonowym zdarza się okresowo wyrządzać szkody w narybku, to nie wolno nam zapominać o ich wielkim wkładzie w ograniczanie liczebności ślimaków, gąsienic i innych szkodliwych dla upraw bezkręgowców z wielką korzyścią dla gospodarki płodami ziemi (w XIX wieku z ziem polskich eksportowano do Francji ropuchy właśnie dla ogrodników i rolników). Płazy wchodzą też w skład pokarmu innych zwierząt (bociany wcale nie jedzą tyle żab, ile każe im wyobraźnia statystycznych Kowalskich), oraz ludzi. Z tego powodu Francuzów żartobliwe nazywa się ,,żabojadami'', ale przecież mięso żab było też cenione w dawnej kuchni włoskiej i … polskiej (sic!). Dawni Polacy zjadali żaby głównie w okresie Wielkiego Postu (uważano je za ryby), zaś okres międzywojenny był ,,wiekiem złotym'' eksportu tych płazów. Również w Azji żaby są cenione, ale ma to straszną cenę. Tępiąc żaby sprzyja się bowiem rozwojowi komarów, a te przenoszą malarię. W Polsce wszystkie płazy są pod ochroną prawną, z czego żaby jeziorkowa, wodna i śmieszka tylko w okresie od 1 marca do 31 maja, są to bowiem gatunki przeznaczone na eksport. Pisałem już o zatruwaniu strzał jadem drzewołazów. Platana bywa hodowana w domowych akwariach (Jan Żabiński też miał te płazy w mieszkaniu). Wiele płazów pada ofiarą wiwisekcji (słynna sekcja żaby z amerykańskich filmów). W latach 30 – tych XX wieku z Ameryki Południowej sprowadzono agi w celu opanowania plagi chrząszczy na plantacjach trzciny cukrowej w Australii i na Hawajach. Agi zawiodły pokładane w nich nadzieje i zaczęły wyrządzać szkody w miejscowej faunie, mimo że nigdy nie były plagą na terenie swego pierwotnego areału. Przykładów niewłaściwej gospodarki introdukcyjnej można mnożyć ad infinitum.



*







Płazy przetrwały bardzo wiele. Były włodarzami planety Ziemia w karbonie; od permu usunęły je w cień gady. Później przez cały mezozoik były świadkami triumfu i gehenny dinozaurów, później zaś ewolucyjnego sukcesu ssaków oraz pojawienia się człowieka. Ten zaś wiele płazów zepchnął na krawędź zagłady. Co zagraża płazom? Na pierwszym miejscu należy wymienić chemizację rolnictwa i zanieczyszczenia wody. O zagrożeniach ze strony motoryzacji i próbach ich zapobiegania już wspomniałem. Wiele płazów jest też umyślnie zabijanych; jedne z żądzy mordu (np. ropuchy, płazy beznogie mylone z wężami), lub do celów konsumpcyjnych (np. żaby we Francji). Patrząc na obfitość wiosennego skrzeku mógłby Czytelnik zapytać, czy odłowy naprawdę przyczyniają się do ich ginięcia? Niestety, tak. Przecież nie z każdej kulki skrzeku powstanie kijanka, a z tej dorosły płaz! Oczywiście płazom szkodzą też odłowy wiwisekcyjne, zmniejszające drastycznie ich liczebność jak i wątpliwe z dydaktycznego punktu widzenia. Czemu mają służyć? Czyżby ,,wyrobieniu jakiejś katowskiej żyłki?'' (Jean Prieur). Sekcje żab można przecież zastąpić np. odpowiednimi programami komputerowymi. Jako czynnik zmniejszający liczebność płazów należy też wymienić niszczenie ich siedlisk. W zwierzoburczej kuchni i medycynie chińskiej, salamandra olbrzymia odgrywa ważną rolę. Znalazło to jednak kompromis z jej ochroną. Jest to jedyny przedstawiciel płazów poddany domestykacji w celu uzyskania cenionych produktów z niego pochodzących. Trzeba uzyskać specjalne pozwolenie na pobieranie skrzeku do placówek hodowlanych. Być może uratuje to największego płaza świata przed podzieleniem losu żab we Francji (te ostatnie co prawda nadal tam występują, ale są już tak nieliczne, że coraz częstszy jest ich import min. z Polski!). W Polskiej Czerwonej Księdze znajdują się: żaba dalmatyńska i traszka karpacka.






1 Do tradycji tej nawiązała Joanne K. Rowling w powieści ,,Harry Potter i Kamień Filozoficzny'', gdzie młody czarodziej Neville Longbottom miał ropuchę – chowańca o imieniu Teodora.   

O wierze







Jeśli wiara w Boga nie jest argumentem, to jej brak też nim nie jest. 

niedziela, 12 listopada 2017

Mitologia niemiecka






,,*Niemiecka mitologja, wierzenia i obrzędy religijne z czasów przed wprowadzeniem chrześcijaństwa. System bogów począł się rozwijać prawdopodobnie pod wpływem wschodu i narodów starożytnych. Źródeł, z których czerpie się wiadomości o n. m. jest niewiele. Z czasów pogańskich w Niemczech przechowały się tylko stare formułki zaklęć, napisy runiczne i t. p., oraz tradycje ludowe ze średniowiecza i doby późniejszej. - Cezar wspomina w swych pismach o germańskim kulcie słońca, księżyca i ognia. Tacyt opowiada, że Germanie czcili swych bogów i składali im ofiary w świętych gajach i świątyniach. Bogami tymi byli olbrzym Tuisto i syn jego Mannus, praojciec bogów i trzech wielkich ludów germańskich: Erminonów, Istweonów i Ingweonów, pochodzących od trzech jego synów. Jeden z nich to Tiu (Ermnas), pierwotnie najwyższy z bogów, potem bóg wojny; drugi Wotan (Istwas), bóg burzy i zmarłych, dzierżył po nim władzę nad bogami. Bogom tym były poświęcone dwa dni tygodnia: wtorek i środa;  trzecim był Fro (Ingwas). Ponadto czczono Donara (Herkules) boga gromów (poświęcono mu czwartek), boginię płodności Frię (Nerthus), małżonkę Wotana, której poświęcono piątek; wreszcie północnego boga światła, Baldura. Oprócz tych bogów i kilku innych uprawiano także kult demonów (jak elfy i t. p.), będących wcieleniem sił przyrody. Zaćmienie słońca i księżyca przypisywano także takim demonom. - Czczono też duchy zmarłych, unoszące się w pewnych określonych porach pod wodzą Wotana w powietrzu, usposobione wobec ludzi przychylnie albo też wrogo (np. złośliwe mary dręczące we śnie). Wedle wierzeń ludowych mogła ludzi we śnie opuszczać dusza i przybierać postać czarownic, wilkołaków i t. p.'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 20 Uzupełnienie H - Ż''.



,,Król musi umrzeć''

,, […] Poza tym ostatnio zaczytywałem się książkami Mary Renault, a szczególnie dwiema o Tezeuszu: 'Król musi umrzeć' i 'The Bull from the Sea'. Przed kilkoma dniami nawet otrzymałem od niej kartkę z pochwałami; być może jest to 'fanowska' kartka, lecz sprawiła mi ogromną przyjemność'' – J. R. R. Tolkien ..List z 8 lutego 1967 r. do Charlotte i Denisa Plimmerów (przypis) [w]: J. R. R. Tolkien ,,Listy''







O Tezeuszu dowiedziałem się po raz pierwszy w wieku przedszkolnym z książki czeski pisarki Hany Doskočilovej ,,Diogenes w beczce'' (było to moje pierwsze zetknięcie się z mitologią grecką, która bardzo mi się spodobała ;). Dowiedziałem się z niej jak Tezeusz, syn ateńskiego króla Egeusza, odkrył, że był następcą tronu po wydobyciu spod głazu królewskiego miecza i sandałów. Zamiast bezpiecznej drogi morskiej, udał się do Aten drogą lądową, gdzie rozprawił się z groźnymi olbrzymami – rozbójnikami mordującymi ludźmi (jednym z nich był Prokrust, który rozciągał swe ofiary na długim łożu i obcinał to to im z niego wystawało). Tezeusz pokonał też łotrów: rozbijającego głowy maczugą, rozrywającego na pół osoby przywiązane do dwóch drzew, oraz tego, który kazał sobie myć nogi, aby zrzucać kopniakiem do morza. W Atenach, Tezeusz dowiedział się o daninie młodzieńców i dziewic płaconej Minosowi – królowi Krety. Mieli oni być pożerani przez potwora Minotaura – człowieka z głową byka. Książę popłynął na Kretę i wszedł do Labiryntu – budowli wzniesionej przez Dedala dla Minotaura. Tam zabił potwora, a dzięki nici danej przez królewnę Ariadnę, wydostał się z Labiryntu. Razem z Ariadną odpłynął do Aten gdzie objął tron po śmierci ojca. Z późniejszych lektur poznałem dalsze szczegóły jak: spłodzenie bohatera przez Posejdona, jego przyjaźń z Heraklesem, potwornego żółwia morskiego, który pożerał ludzi wrzuconych do morza przez olbrzyma każącego myć sobie nogi, walki z lochą Fają i bykiem z Maratonu, nurkowanie w Morzu Śródziemnym po pierścień Minosa, ,,taniec żurawia'' po opuszczeniu Krety, porzucenie Ariadny na wyspie Naksos (była wcześniej przyrzeczona Dionizosowi), śmierć Egeusza po tym jak zobaczył syna powracającego z Krety pod czarnymi żaglami zamiast białych (na jego cześć nazwano Morze Egejskie), uprowadzenie Amazonki Antiope (nawet ją narysowałem siedzącą na grzbiecie wymarłego ssaka toksodonta ;), poślubienie Fedry – siostry Ariadny, tragiczną śmierć Hipolita, który odrzucił zaloty macochy i został przez nią oskarżony o gwałt (Hipolit przypominał trochę starotestamentalnego Józefa), założenie podstaw demokracji ateńskiej, niefortunną wyprawę z Pejritosem do Hadesu, aby uprowadzić Persefonę i uwolnienie herosa przez Heraklesa, wreszcie wygnanie z Aten i śmierć na obczyźnie przez podstępne zrzucenie ze skały do morza. Studiując historię na Uniwersytecie Szczecińskim słuchałem niezwykle ciekawego wykładu antropologa prof. Carolusa ov Xertusa, w którym opowiadał zarówno o dziejach Tezeusza jak i roli labiryntu w różnych kulturach. W mojej mitologii slawianistycznej, Tezeusz żył w erze dwunastej i w opowieściach Słowian był znany jako Ciżeń. Z mitów o Tezeuszu zaczerpnąłem też morskiego żółwia – potwora (nazwałem go ,,krax''), oraz całą rasę Minotaurów takich jak Byczun z ery jedenastej czy Kudrewan z ery dwunastej (wprowadziłem je pośrednio, inspirując się ,,Lwem, czarownicą i starą szafą'' C. S. Lewisa).







O powieści angielskiej, pod koniec życia zamieszkałej w RPA, pisarki Mary Renault (właściwie: Eileen Mary Challens; 1905 – 1983), zatytułowanej ,,Król musi umrzeć'' (tytuł oryginału: ,,The King must die'') z 1958 r.; pierwszej części dylogii fantasy o Tezeuszu (drugą częścią jest ,,Byk z morza'') dowiedziałem się po raz pierwszy w 2005 r. przeglądając katolicki katalog wysyłkowy ,,PRODOKS'' (Promotor Dobrej Książki). Rzeczoną powieść przeczytałem w listopadzie 2017 r.







Akcja rozgrywa się w starożytności, kiedy w Egipcie panował faraon Echnaton (XIV wiek p. n. e.) w różnych zakątkach Grecji takich jak:







- Trojzena: rodzinne miasto Tezeusza leżące nad Morzem. Jego władcą był Pitteus; dziadek herosa. Aitra, matka Tezeusza była tam kapłanką. Trojzena gdzie największą czcią otaczano Posejdona, była miejscem sielskim, przypominającym nieco Shire.







- Eleusis: w czasach Tezeusza panował w nim matriarchat (notabene, choć Mary Renault sama była kobietą, przedstawiła matriarchat w złym świetle ;). Na tronie zasiadała rudowłosa królowa Persefona (euhemeryzm: było to imię chtonicznej bogini, żony Hadesa) władająca razem ze swym okrutnym bratem zabitym przez Tezeusza. Królowie Eleusis nosili rytualne imię Kerkyonów. Każdy z nich musiał zginąć w pojedynku, a wtedy zwycięzca dziedziczył godność królewską i imię Kerkyona. Tezeusz był ostatnim Kerkyonem, który położył kres krwawemu matriarchatowi. W królestwie Persefony mężczyźni nie mieli żadnych praw i musieli być we wszystkim posłuszni kobietom. To właśnie Tezeusz zapoczątkował misteria eleuzyńskie.







- Ateny: władał nimi król Ajgeusz (Egeusz), ojciec Tezeusza, zasiadający w ogromnej Cytadeli. Gdy Tezeusz przybył do Aten usiłowała go otruć czarownica Medea z Kolchidy, lecz ojciec rozpoznał syna i zamach się nie udał. Ateny były zmuszone płacić haracz Krecie, zaś Tezeusz dobrowolnie udał się tam z wylosowanymi młodzieńcami i dziewczętami, aby razem z nimi tańczyć z bykami. Tak spełniła się pierwsza część przekleństwa Medei...







- Kreta: niejako antyczny odpowiednik Mordoru ;). Władał nim stary, trędowaty król Minos noszący złotą maskę w kształcie głowy byka. Jednak niewiele miał do powiedzenia, bo władzę sprawował Minotaur – syn jego żony Pazyfae z nieprawego łoża (na Krecie władzę dziedziczyło się po matce). Nie był to jednak człowiek z głową byka, ale szpetny człowiek o jeszcze paskudniejszym charakterze; chciałoby się powiedzieć: bydlak. Nosił on imię Asterion, zaś Minotaur to był jego tytuł. Asterion a nie Minos, kazał Tezeuszowi nurkować w morzu po wrzucony tam pierścień. Cały czas upokarzał Tezeusza traktując go jak swego niewolnika. Ostatecznie zarówno Minos jak i Asterion zostali w złotych, byczych maskach zabici przez Tezeusza – Minos na własną prośbę jako umierający, święty król, zaś Asterion – w walce. Kreta była państwem potężnym czerpiącym z dorobku Atlantydy i Egiptu, a jednocześnie moralnie zepsutym. Władali nim jasnoskórzy Hellenowie uciskający śniadych autochtonów. Kreteńczycy nie traktowali swoich bogów poważnie, sprowadzając religię do formy zabawy. Całe dnie kreteńska arystokracja spędzała na wymyślnych uciechach w Labiryncie. Największą z nich był taniec byków, który miał zresztą miejsce naprawdę (tancerze skaczący przez byki to częsty motyw w sztuce minojskiej). Tezeusz wraz ze swoją drużyną Żurawi brał udział w niebezpiecznych tańcach z bykami. Ostatecznie Kreta została zniszczona przez trzęsienie ziemi spowodowane erupcją wulkanu na wyspie Kalliste (Thera; obecnie Santoryn; ów wybuch faktycznie zniszczył cywilizację minojską). Tezeusz i jego Żurawie opuścili pogrążoną w chaosie wyspę razem z królewną Ariadną, zakochaną w herosie.







- Naksos: miasto na wyspie Dia, ośrodek mrocznego kultu Dionizosa. Tezeusz i Ariadna zostali zmuszeni przez gospodarzy do wzięcia udziału i pijaństwie i krwawej orgii. Ariadna bardzo dobrze odnalazła się w tej chtoniczno – demonicznej rzeczywistości. Tezeusz z wielkim przerażeniem ujrzał ją śpiącą całą we krwi ofiary i wtedy to podjął bolesną decyzję o jej porzuceniu.

Tezeusz był synem trojzeńskiej kapłanki Aitry, córki Pitteusa i Ajgeusza, syna Pandiona. Ojciec spłodził go podczas rytuału mającego zapewnić ziemi płodność. Przez długi czas chłopiec myślał, że ojcem był Posejdon, bóg morza, którego darzył wielką miłością. Darzył wielkim szacunkiem Heraklesa i pragnął go naśladować. Wyrósł na bohatera odważnego, prawego, odpowiedzialnego za swoich ludzi (był świadom, że dobry król musi być gotów oddać życie za swoich poddanych, co stanowi analogię do ofiary Jezusa na krzyżu), oraz silnego, choć niezbyt wysokiego, co go bolało. Choć przyjęło się wyobrażać sobie herosów jako ludzi wysokich, taniec z bykami wymagał niskiego wzrostu. W czasie niebezpiecznej podróży przez Przesmyk łączący Peloponez z kontynentem (niejako antyczny odpowiednik Dzikiego Zachodu;) walczył z okrutnymi rozbójnikami (nie było wśród nich Prokrusta), oraz uwolnił Megarę od wielkiej, agresywnej lochy Fai, która niesprowokowana atakowała ludzi.







W powieści pojawiają się również ciekawe wzmianki o trackim śpiewaku Orfeuszu (niewymienionym z imienia), który miał zabawić w Brytanii i magią swej pieśni zbudować tam Stonehenge (widać tu połączenie mitów o Orfeuszu i Merlinie ;).
Pewne zastrzeżenia mogą budzić dwa ahistoryzmy jak: spodnie noszone przez Tezeusza w Trojzenie (spodnie nosili barbarzyńscy a nie Grecy) i obecność pum w starożytnej Grecji (jak wiadomo pumy żyją w obu Amerykach).
Bardzo natomiast spodobały mi się liczne odniesienia do chrześcijaństwa; w sumie jest to książka chrześcijańska mimo pogańskiego anturażu ;). ,,Kiedy zbytnio kochacie życie na arenie, wtedy właśnie je stracicie'' – mówił Tezeusz do Żurawi. Warto to porównać ze słowami Jezusa Chrystusa: ,,Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne'' – J 12, 25. ,,- To nieważne – powiedziałem. - Dobry Pasterz odda życie za swoje owce'' – mówił Tezeusz do Minosa, co koreluje z innymi słowami Jezusa: ,,Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce'' – J 10, 11. W powieści mamy również scenę przedstawiającą zderzenie religii politeistycznej z młodym, hebrajskim monoteizmem (Hebrajczyk został tu ukazany w niezbyt korzystnym świetle):

,,Pamiętam jednego z nich ze względu na jego dziwactwo, choć nie przeżył długo. Był to syn wędrownych hodowców bydła za wzgórz za Jerychem. Nienawidził Bogini, albo raczej zaprzeczał, że była czymkolwiek więcej niż tylko bałwanem, którego zrobili sobie ludzie. Zapytałem go, czy jest szalony, że wyśmiewa ją w jej sanktuarium, będąc w jej mocy. Odpowiedział mi, że jego lud w ogóle nie uznaje żeńskich bóstw, a tylko jednego Ojca Niebieskiego, którego imienia nie wymieniają, gdyż im tego zakazano. Nazywają go Panem. Utrzymują, podobnie jak Helleni, że żyją wiecznie, lecz mówią, że nie ma ojca, ani matki, i nie było czasu, w którym by nie istniał. Co jeszcze dziwniejsze, sprzeczne z prawem jest u nich wykonywanie jego podobizn. Kiedy zapytałem, jaki ma wygląd, młodzieniec ten odparł, że jego twarz uczyniona jest z ognia. Nie mogłem się dowiedzieć jak go obrazili, że pojawia się im w tak strasznej postaci. Ale mają wyrocznię, że pocznie pewnego dnia syna, który zostanie ich herosem opiekuńczym. Gdy zobaczyłem, że chłopak ten był takim ignorantem, powiedziałem mu, że Zeus miał wielu synów na ziemi, z których jeden był moim własnym przodkiem. Ale nie spodobało mu się to. […] Gdy po raz pierwszy wyszedł na arenę, wyciągnął nóż, który ukrył w przepasce biodrowej i rzucił się na byka jak szaleniec, wrzeszcząc, że rozgromi boga Filistynów (tak nazywał Kreteńczyków) w imię Pana. […] zginął od razu. […]. Palce obu rąk z trudnością by wystarczyły, żeby zliczyć bogów, których obraził […]'' - op. cit.

Równocześnie ,,ziarna Słowa'' zostały zasiane w duszy herosa, mgliście przeczuwającego nastanie chrześcijaństwa:

,,'Wszystko się zmienia – pomyślałem – z wyjątkiem bogów, którzy są wieczni. A zresztą, być może po tysiącu wieków, nawet oni sami, w swej siedzibie pod chmurami, usłyszą głos, który wezwie ich do domu Króla, aby uczynili ofiarę ze swojej nieśmiertelności – czyż bowiem dary bogów nie przewyższają darów ludzi? - i cała ich moc i chwała podniesie się jak dym do wyższych niebios, i przejdzie na większego boga. […]'' - op. cit.





Mimo, że Mary Renault była lesbijką żyjącą w związku z Julie Mullard, dla mnie jako dla jej czytelnika liczy się to, że napisała bardzo wartościową książkę ;). 

sobota, 11 listopada 2017

Dinozaur w ,,Faraonie'







,, [...] Kiedy się tam błąkałem, doleciał mnie bardzo silny zapach zgnilizny, tak przykry, że chciałem uciec. Przemógłszy się jednak wszedłem do pieczary, skąd pochodził, i zobaczyłem...
   Racz wyobrazić sobie, panie, człowieka, który ma nogi i ręce o połowę krótsze niż my, ale grube, niezgrabne i zakończone pazurami. Dodaj temu kształtowi szeroki, z boków spłaszczony ogon, na wierzchu powycinany jak grzebień koguci; dodaj bardzo długą szyję, a na niej - psią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję pokrytą na grzbiecie zagiętymi kolcami....
   Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...
- Coś bardzo brzydkiego - wtrącił faraon. - Zaraz bym to zabił....
- To nie było brzydkie - mówił kapłan wstrząsając się. - Bo pomyśl, panie, że ten potwór był wysoki jak obelisk...
    Ramzes XIII zrobił gest niezadowolenia.
- Samentu - rzekł - zdaje mi się, żeś twoje pieczary zwiedzał we śnie...
- Przysięgam ci, panie, na życie moich dzieci - zawołał kapłan - że mówię prawdę!... Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy, kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go jak najuważniej...
- Więc on żył?
- Nie. To już był trup, bardzo dawny, ale tak zachowany jak nasze mumie. Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może nieznane mi sole ziemi. [...]. Jeżeli kiedy wasza świętobliwość zechce odwiedzić naszą świątynię, pokażę wam w grobach dziwne i straszne istoty: gęsi z jaszczurczymi głowami a skrzydłami nietoperza, jaszczurki podobne do łabędzi, lecz większe od strusiów, krokodyla trzy razy dłuższego aniżeli te, które mieszkają w Nilu, żabę wielkości psa...
   Są to albo mumie, albo szkielety znalezione w jaskiniach i przechowujące się w naszych grobach. Lud myśli, że my im cześć składamy, a tymczasem my tylko badamy ich budowę i chronimy od zepsucia.
- Uwierzę ci, gdy sam zobaczę - odparł faraon. - Ale powiedz mi, skąd mogłyby się wziąć podobne istoty w jaskiniach?...
- Panie mój - mówił kapłan - świat, na którym żyjemy, ulega wielkim zmianom. Już w samym Egipcie znajdujemy gruzy miast i świątyń ukryte głęboko w ziemi. Był czas, że miejsce Dolnego Egiptu zajmowała odnoga morska, a Nil płynął całą szerokością naszej doliny. Jeszcze dawniej tu, gdzie jest nasze państwo, było morze... Nasi zaś przodkowie zamieszkiwali krainę, którą dziś zajęła pustynia zachodnia...
   Jeszcze dawniej, przed dziesiątkami tysięcy lat, nie było ludzi takich jak my, ale stworzenia podobne do małp, które jednak umiały budować szałasy, podtrzymywać ogień, walczyć maczugami i kamieniami. Wówczas nie było koni, ani wołów; ale słonie, nosorożce i lwy - trzy czy cztery razy przechodziły wzrostem dzisiejsze zwierzęta mające tę samą postać.
    Lecz i olbrzymie słonie nie są najstarszymi potworami. Dawniej bowiem od nich żyły niezmierne gady: latające, pływające i chodzące. Przed gadami na tym świecie były tylko ślimaki i ryby, a przed nimi - same rośliny, ale takie, jakich dziś już nie ma...
- A jeszcze dawniej?... - spytał Ramzes.
- Jeszcze dawniej ziemia była pusta i próżna, a Duch Boży unosił się nad wodami...
- Coś słyszałem o tym - rzekł faraon - ale nie prędzej uwierzę, aż mi pokażesz mumie potworów, jakie mają spoczywać w waszej świątyni. [...]'' -
Bolesław Prus ,,Faraon tom II''




Wezwanie do opamiętania







Najpierw jesteśmy ludźmi i Polakami, a dopiero potem moherami i lemingami. Wojna domowa jest ostatnią rzeczą jaką nam trzeba. 

wtorek, 7 listopada 2017

Alki i nury







Słowo ,,pingwin'' jest znacznie starsze niż historia interakcji ludzi z tymi ptakami. Pochodzi ono od dwóch walijskich słów: pen – głowa i gwyn – biała. Jakie ptaki określano tą nazwą? Odpowiedź brzmi: alki olbrzymie. Po odkryciu pingwinów między nimi a omawianym gatunkiem, nie czyniono żadnej różnicy; obdarzano tę samą nazwą (według innej hipotezy nazwa pingwinów pochodzi od łacińskiego określenia tłustości). Dopiero w XIX wieku kiedy alki olbrzymie zniknęły z powierzchni globu zaczęto je rozróżniać. Jak na przedstawiciela omawianej grupy, alka olbrzymia faktycznie była olbrzymia, bo osiągała wymiary gęsi. Zabezpieczający ją przed wodą puch był barwy czarno – białej. Dziób masywny, barwy czarnej z delikatnym, białym prążkowaniem. Była ptakiem nielotnym. Skrzydła pełniły u niej funkcję wyłącznie wioseł. Krótkie kończyny dolne były nagie, pokryte grubą, szarą skórą. Ich palce spinała błona pławna. Marnie spisywały się w chodzeniu po lądzie, były za to świetnymi pływakami. Zupełnie jak pingwiny! Alki olbrzymie zajmowały ich niszę ekologiczną na półkuli północnej. Ich areał obejmował całe atlantyckie wybrzeże Europy (w XVIII wieku ubito parę tych ptaków w Kolonii, a więc u samych wrót Bałtyku! Nie mamy dowodów na ich bytność w Polsce, ale nie jest ona wykluczona). Żyły także w Ameryce Północnej od skutych lodem jej północnych rubieży, aż po Florydę (pewien odkrywca pisał: ,,Gdyby wyładować nimi wszystkie statki Francji i wywieźć, to nie zauważono by ubytku ani jednej sztuki'). Zresztą gołąb wędrowny też słynął z milionowych stad, a przegrał w starciu z ludzkim szaleństwem. Alki olbrzymie żywiły się rybami. Gnieździły się na morskich wybrzeżach (a czy miały gdzie indziej?) gdzie jedna para rocznie składała jedno jajo (wbrew pozorom jak na warunki naturalne była to wystarczająca płodność; gdyby ludzie się opamiętali, gatunek dałoby się uratować). Pisklęta były gniazdownikami. Wraz z wybiciem omawianego ptaka, etologia straciła wdzięczny temat badań. Miał miejsce przypadek, że zabobonni chłopi zabili alkę olbrzymią uważając ją za czarownicę (sic!). Na ogół jednak człowiek nie bał się alki olbrzymiej. To ona raczej miała powody by bać się ludzi... Przeprowadzano ich zmasowane odłowy na lądzie gdzie ptaki były całkowicie bezbronne – dla ich mięsa, puchu, jaj – wszystkiego w najlepszym gatunku. Czasem ich mięsa używano jako przynęty na rekiny. Skutki coraz wyraźniej dawały znać o sobie. Najpierw alki olbrzymie ustąpiły z Ameryki Północnej, gdzie miały miejsce barbarzyńskie hekatomby tych zwierząt. Masowo zaganiano je do łodzi – miejsca kaźni, gdzie były tłuczone pałkami. W celu uzyskania ich puchu, żywe osobniki wrzucano do kotłów z wrzącą wodą, a ogień pod nimi utrzymywały ciała tych ptaków używane z braku innego opału. Wyginięcie alk olbrzymich z Nowego Świata nie zostało potraktowane tak jak powinno – jako przestrogę. Żyły jeszcze w Europie... Pewna francuska gazeta pisała o zaobserwowaniu grupy tych ptaków u wybrzeży kanału La Manche – dawniej jednak nie zwrócono by na to uwagi jak na coś powszechnego. Wtedy jednak było inaczej. Alki olbrzymie zaczęto spotykać już tylko na małych wysepkach u wybrzeży Islandii. Wówczas sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Naturaliści zdali sobie sprawę jak mało wiedzą o omawianych ptakach i zaczęli gromadzić je w postaci preparatów muzealnych. Odłowy wzmogły się ze zdwojoną siłą, aż z prężnego niegdyś gatunku ostała się tylko jedna para, ostatnia już, żyjąca na islandzkiej wyspie Eldey. Nie popuszczono im. trzech rybaków wysłanych przez pośrednika handlowego Karola Siemensa zabiło alki, jajo, również ostatnie w dziejach gatunku zostało potłuczone. Zoologicznej tragedii akt ostatni dobiegł końca. Skłania nas to do niewesołych refleksji. Przecież ,,ostatni gwóźdź do trumny'' alki olbrzymiej wbili naukowcy, a więc ci co mieli służyć jej ochronie! Było to w 1844 r. Przez cały wiek XIX zdawało się, że wszelkie zło na świecie jest skutkiem ciemnoty, lecz XX wiek pokazał, że były to mrzonki. XX wiek? A rok 1844? Zaiste, gdyby retrospekcja była mocną stroną człowieka, scjentyzm (bo tak nazywa się owa postawa), nie miałby szans się narodzić. Wróćmy jednak do alk olbrzymich. Sir Richard Owen przeprowadził sekcję anatomiczną omawianego gatunku i przeprowadził granicę między alkami a pingwinami. Korzystał nie z okazów muzealnych, lecz z ptaków wydobytych z wiecznej zmarzliny Ameryki Północnej, które można było krajać do woli.







Jakie znamy gatunki alk żyjących obecnie? Należy tu wymienić alkę krzywonos żyjącą u atlantyckich wybrzeży Europy; podobną do alki olbrzymiej lecz dużo mniejszą o bardziej zakrzywionym dziobie (stąd nazwa).







U atlantyckich i polarnych wybrzeży Europy i Azji żyją nurzyki, podobne do poprzednio opisanych gatunków, lecz bardziej wysmukłe, o bardziej spiczastych dziobach.







Maskonurów nie sposób mylić z innymi ptakami. Mają krępą budowę ciała, upierzenie barwy czarno białej. Latają słabo, ale potrafią to robić. Najbardziej charakterystyczną częścią ich ciała jest duży, zaokrąglony dziób barwy pomarańczowo – żółto – ciemnej, który służy do chwytania ryb, przechowywanych w nim przez cały czas połowu. Jednak efektowne barwy dzioba są efemeryczne; służą jedynie w czasie toków. Później barwna końcówka odpada i spod niej wyłania się mały dziób barwy szarej. Słuszna jest więc nazwa ptaka.







Zajmijmy się teraz nurem czarnym, spotykanym również w Polsce. Jako typowy nur ma spiczasty, wydłużony dziób służący do chwytania ryb, długą szyję, palce spięte błoną pławną i jest świetnym pływakiem. Zamieszkuje głębokie jeziora i stawy, wybrzeża mórz i wpadających do morza rzek (te ostatnie poza porą lęgową). Dawniej nurom czarnym zagrażały zmasowane odłowy i wybieranie jaj – aktualnie chemizacja rolnictwa i wzmożony ruch turystyczny, są to bowiem ptaki bardzo płochliwe. Znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze.