,,kirata - przedstawiciel prymitywnej rasy ludzi, która, jak wierzono, zamieszkuje górskie lasy na północy i wschodzie wielkich równin Indii. Mogą oni żyć w wodzie i żywią się surowymi rybami. Niektórzy pisarze twierdzą, że kirata to człowiek tygrys, monstrum żywiące się ludzkim mięsem, od pasa w dół będące tygrysem. Kirata żeńskiego rodzaju może mieć postać pięknej dziewicy o złotej skórze, biegającej nago przez lasy, zawsze gotowej by uwieść cnotliwych mężczyzn'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Ludzie - tygrysy
niedziela, 13 sierpnia 2017
Lampart w mitologii indyjskiej
,,Kalmaśapada - 'cętkowane nogi'; imię króla, którego nogi pokryły się czarnymi cętkami, gdy skropiła je przeklęta woda. Tak mówi tradycja, choć bardziej prawdopodobne jest, że stał się lampartem, gdyż jak powiadają, od dwunastu już lat był ludożercą. Będąc jeszcze królem, spotkał kiedyś w czasie łowów w dżungli agresywnego tygrysa. Ten, umierając, zamienił się w rakszasa i poprzysiągł zemstę. Jakiś czas później król ufundował ofiarę, którą odprawiał znany kapłan, Wasisztha. Pewien kucharz zaproponował mu swe usługi podczas uczty, która zwyczajowo następowała po złożeniu ofiary. Kucharz ten był przebranym rakszasą. Ugotował on ludzkie mięso. Mędrzec Wasisztha odkrył to w porę, lecz przeklął króla: 'Mocą tej klątwy staniesz się ludożercą!'
Gdy okazało się, że król był niewinny, kapłan ograniczył działanie klątwy do dwunastu lat. Od tego czasu, przez dwanaście kolejnych lat, król musiał codziennie zjeść mężczyznę lub kobietę'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''
Igliczniokształtne
Gerald
Durell na kartach swoich wspomnień z pobytu na greckiej wyspie
Korfu, 1
pisał głównie o swoim dziecięcym zamiłowaniu do przyrody, owej
pasji na ogół spotykającej się z dezaprobatą rodziny. Pewnego
razu nałowił koników morskich, które jako jedne z tych
nielicznych, wzbudziły zachwyt wszystkich domowników. A na
przestrzeni dziejów nie tylko ich. Cudaczny, ale ładny wygląd tych
ryb interesował ludzkość od tysięcy lat, o czym będę jeszcze
pisał w niniejszym artykule. Tymczasem zajmijmy się ich
systematyką.
Należą one do
igliczniokształtnych. Nazwę tej grupy utworzono od niezwykłej
ryby, igliczni. Patrząc na nią osoby nie zaznajomione z arkanami
ichtiologii, mogłyby się nie domyśleć, że to też jest ryba.
Osiąga niewielkie wymiary ciała, które jak uwidoczniona w nazwie
igła jest długie, cienkie i twarde, ponieważ większą jego część
pokrywa wapienny pancerz. Głowa niemal różnych proporcji co tułów
jest ledwie widoczna, jedynie wyłupiaste oczy zdradzają jej
położenie. Poza obrębem pancerza znajduje się elastyczny ogon, na
którym iglicznia może stanąć na dnie i czatować na drobne
bezkręgowce. Areał tej niezwykłej ryby obejmuje morza półkuli
północnej, w tym również Bałtyk. Niesamowite jak na rybę
proporcję anatomiczne igliczni frapowały już prekursora
starożytnej zoologii; Arystotelesa. Pisał min. o jej rozrodzie, że
samica pęka wydając na świat młode iglicznie, po czym zrasta się
ponownie, co jednak mija się z prawdą.
Nie zawsze
zaliczano koniki morskie do igliczniowatych, czy w ogóle do ryb!
Starożytni Grecy określali je jako ,,hipokampos''
– końskie gąsienice, zaś już w czasach nowożytnych francuski
lekarz i klasyfikator ryb morskich, Guilelmus de Rondeletius nie
wiedząc co począć z takim cudakiem, zaliczył go do ,,Insexts
et Zoopythies'' -
,,owadojamochłonów''!
Jan Żabiński na kartach ,,Z
życia zwierząt'' pisał
aby mimo tego błędu nie lekceważyć obserwacji Rondoletiusa nad
konikiem morskim; przecież to on właśnie wykrył u tej ryby torbę
lęgową samca! Sylwetka konika morskiego bywa często porównywana z
figurą szachową tzw. ,,koniem''.
Głowa faktycznie podobna do stylizowanego łba końskiego, osadzona
na krótkiej szyi, czasem nawet jest wyposażona w wapienne wyrostki.
Brzuch jest wypięty ,,niby
pierś gołębia garłacza'',
zaś z tyłu znajduje się płetwa grzbietowa pełniąca funkcję
napędu i jednocześnie jest jedyną płetwą w organizmie konika
morskiego. Całości dopełnia długi ogon jak u kameleona będący
tak jak u tej jaszczurki organem chwytnym. Konik morskie pływa w
pozycji pionowej ,,jakby kij połknął''. Z tym pływaniem nie jest
to zbyt trafne określenie. Swój nietypowy, odbiegający od
przyjętego wzorca ryby wygląd, konik morski płaci nieopisaną
niezdarnością w wodnym żywiole. Może się nawet utopić (sic!), a
przecież jest to ryba! Tak więc aby się nie dać porwać prądowi
wody, czepia się wodnych roślin właśnie owym spiralnym ogonem.
Kiedy jednak mu się nie poszczęści, jest wyrzucany przez fale na
brzeg i ginie wysuszony przez promienie słoneczne. Odwiedzający
plażę ludzie łatwo mogą takie trupy włączyć do swych zbiorów.
W tym miejscu zapewne, Czytelnik mógłby zaoponować; skoro to ryba,
to zgnije i na dłuższą metę preparować w cieple jej nie można.
To prawda jeśli ma się na śledzia lub karpia, ale konik morski ma
inną budowę skóry. Można go obrazowo określić jako mięso i
ości ukryte w wapiennym futerale bez łusek i bez śluzu. Preparując
go, wystarczy potrzymać na słońcu. Nie tylko ma chwytny ogon jak
kameleon, ale też tak jak on jest władny zmieniać ubarwienie. U
wybrzeży Australii żyje jego bliski krewny, pławikonik
australijski, prowadzący zupełnie inny tryb życia. Pływa wśród
kęp wodorostów i kamufluje się wśród nich dzięki imitującym je
płatom skóry. Koniki morskie zasiedlają większość słonych
akwenów. Brak ich zupełnie w Bałtyku, zaś w Morzu Czarnym są
bardzo rzadkie. Czy patrząc na długi
i wąski pysk zakończony maleńkim otworem gębowym zadawał sobie
Czytelnik pytanie co trafia do układu pokarmowego tych ryb? To
zagadnienie długo było wyzwaniem dla ichtiologii. Kiedy podjęto
pierwsze próby ich odchowu, mniemano, że odpowiednim pożywieniem
będzie mielone mięso. Dopiero później na przekór logicznym
przecież hipotezom, okazało się, iż pokarmem konika morskiego są
wcale duże garnelowce wchodzące min. w skład diety fiszbinowców.
Gdy jest ich dużo nasz bohater kiwając się w wodzie po prostu
dziobie je jak kura ziarno. Jeśli to wszystko wydaje się
niesamowite, to muszę uprzedzić, że cuda zaczną się dopiero w
sprawie prokreacji u tych ryb. W czasie tarła samica jest
zapładniania przez swego partnera i niby nie ma w tym nic
nadzwyczajnego. Para koników morskich unosi się w wodzie ze
splecionymi ogonami. Z ich rurkowatych pyszczków wydobywają się
trąbiące dźwięki. Zresztą nie tylko te ryby razem z dziećmi
mają głos wbrew popularnemu przysłowiu.2
Niezwykle zachowa się dopiero zapłodniona samica. Składa ikrę do
owej wspomnianej na początku artykułu torby lęgowej samca.
Naprawdę. Potem odpływa aby wypełnić ikrą torby innych męskich
przedstawicieli swego gatunku. Co się natomiast dzieje z naszym
,,zniewieściałym'' ojcem? Ikra rozwija się w jego torbie,
wykluwają się larwy, które potem dalej się rozwijają. Gdy już
osiągną proporcje anatomiczne osobników dorosłych (oczywiście w
znacznym pomniejszeniu) matczyna rola samca osiąga swój kres.
Wówczas uczepia się on jakiejś podpory ogonem i potrząsa całym
ciałem, uwalniając tym samym z otwartej już torby nową generację
koników morskich. Artykuł dobiega już końca, toteż zamierzam
jeszcze opowiedzieć o roli koników morskich w kulturze człowieka
jak obiecałem na jego początku. W starożytnej Grecji, zanurzone w
winie były uważane za mocną truciznę, zaś wsypane tam ich
spalone szczątki ze smołą miały jakoby stanowić świetną
odtrutkę. W Chinach i Azji Południowo – Wschodniej do dzisiaj
konik morski jest uważany za afrodyzjak i za surowiec do wyrobu
lekarstw.
1
Mam na myśli książki ,,Moja rodzina i inne zwierzęta'',
oraz ,,Moja rodzina, zwierzęta i my''.
2
Oprócz konika morskiego dźwięki wydają również samogłowy i
piskorze.
Indyjski Cernunnos
,,Jadźnia - 'ofiara'; półbóg o jeleniej głowie, syn Rucziego, mąż Daksziny. Zabity został przez Wirabhadrę, gdy Daksza odprawiał pierwszą ofiarę. Brahma utworzył z niego konstelację Mriga - sziras ('głowa jelenia')'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''
sobota, 12 sierpnia 2017
,,Podboje 2. Podstęp Hetytów''
,,Romaje powiadali, że Mazonki pochodzą znad rzeki Termodont, czyli Cieplenicy. Nie jest to prawdą. Pochodziły znad Dźwiny i Dunaju. […]'' - Czesław Białczyński ,,Księga Ruty''
W
sierpniu 2017 r. przeczytałem
drugi zeszyt z belgijskiej serii fantasy ,,Podboje''
autorstwa Sylvaina Runberga (tekst) i François
Miville – Deschanésa
(ilustracje) zatytułowany ,,Podstęp
Hetytów''
(tytuł oryginału: ,,Reconquetes.
Le Piége
Hittite'').
Komiks
jest dalszą odsłoną przygód pięknej, babilońskiej kronikarki
Thuszii. Dowiadujemy się o niej, że potrafi skutecznie walczyć
nawet z wieloma, usiłującymi ją zgwałcić przeciwnikami
jednocześnie, oraz, że kochali się w niej królowie Scytów,
zwanych Kallipidami i Kimerów. Hatusilis – król tytułowych
Hetytów nawiązał sojusz z fikcyjnym, murzyńskim królestwem
Kermą, zaś jego dowódca Mursilis spiskował z równie fikcyjnymi,
półnagimi Ludami Kurhanów. Tymczasem w Hordzie Żywych –
federacji irańskich plemion Scytów, Sarmatek i Kimerów pojawiły
się silne antagonizmy rozsadzające ją od wewnątrz – Sarmatki;
plemię wojowniczek, zawiązało bunt przeciwko swej królowej z
powodu wydanego przez nią niesprawiedliwego wyroku bez sądu.
Po
stronie Hordy Żywych stanęli czarodzieje ocaleli z zatopionej
Atlantydy i bojowe zwierzęta takie jak: mamuty cesarskie zwane
słoniami, niedźwiedzie jaskiniowe, wielkie czarne dziki i tury, a
nawet gryfy i hipogryfy (nawiązanie do greckich legend o gryfach
żyjących w sąsiedztwie Scytii). Tymczasem Kerma dostarczyła
Hetytom wielkich jak wieże, bojowych indrikoteriów z głębi
Afryki. Zwierzęta te, bliscy krewni współczesnych nosorożców,
nie miały rogów, za to przypominały krzyżówkę tapira z żyrafą.
Jest to oczywisty, choć dopuszczalny w fantasy ahistoryzm, bowiem
indrikoteria żyły w oligocenie i wymarły na długo przed
pojawieniem się człowieka.
Jedną
z rzeczy, które mi się spodobały był morał mówiący, by nie
osądzać ludzi po pozorach (królowa Sarmatek została przymuszona
przez pozostałych monarchów do egzekucji swojej niewinnej poddanej,
oskarżonej o zabicie maga z Atlantydy, zaś chorobliwie zazdrosny
król Scytów spalił na stosie swoje cztery żony niesłusznie
oskarżone o zdradę małżeńską).
Oniricon cz. 327
Śniło mi się, że:
- Pavlas ov Vidłar namawiał mnie przez telefon na imprezę w Środę Popielcową, a ja spanikowałem, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- w ,,Koranie'' liczba Bestii zaczyna się od trzech szóstek, lecz jest znacznie dłuższa niż w ,,Biblii'',
- Pavlas ov Vidłar zmuszał mnie, abym został dziennikarzem, a tymczasem byłem wypraszany z kolejnych kawiarni,
- chciałem zamieszkać w wozie, lub wagonie należącym do na wpół - pogańskiej, na wpół - chrześcijańskiej komuny, lecz na miejscu rozczarowałem się, dowiadując się, że są to narkomani uzależnieni od tzw. ,,hansy''; w owej synkretycznej, narkomańskiej komunie czytano na głos epos, w którym oskarżano Papieża, że nie zapobiegł rozbiorom Polski i wymarciu dinozaurów; na ilustracji zobaczyłem wielką armię dinozaurów, mamutów, niedźwiedzi jaskiniowych, indrikoteriów; w tej armii była też naga olbrzymka, z której piersi wytryskiwały strumienie mleka,
- narysowałem sobie czarnym cienkopisem na ręce dwie swastyki zwrócone w przeciwne strony i uznałem, że nazizm przypominał połączenie buddyzmu z satanizmem,
- Alexandrus ov Cocelaise rozmawiał z panią Anną ov Scayapakovą, która mówiła, że artyści powinni mieszać się do polityki,
- idąc ulicą zobaczyłem bilbord, na którym byli przedstawieni upiorni ludzie z głowami kotów, a wtedy skierowałem swoją otwartą dłoń w stronę pośladka, zaś idący ulicą żołnierze w czerwonych beretach byli tym zgorszeni,
- układałem plan trylogii o pewnej rodzinie żyjącej w Polsce w latach 90 - tych XX wieku; w owej książce miały być wzmianki o Okrągłym Stole, walce z chupacabrą i pomórnikiem, o czeskiej potrawie z żaby Moniki, oraz o Kulfonie, który zaraził Szymka katarem,
- dwóch chłopców poszło do lasu na grzybobranie; starszy zbierał grzyby, a jego młodszy brat poszukiwał małych, zielonych ludzików z Kosmosu, na koniec starszy brat niósł koszyk pełen grzybów, a młodszy trzymał w rękach dwa olbrzymie grzyby, z tyłu szedł za nimi jakiś demon podobny do przerośniętego krasnala Hałabały,
- byłem w podziemnym świecie gdzie spotkałem białego szczura wielkości wołu, w owym świecie, pod sklepieniem unosiły się chmury i pełno było porzuconych statków i pociągów, trafiali tam zaginieni ludzie z powierzchni, a mafia miała tam dostęp przez portale umieszczone w nocnych klubach,
- na jakimś forum używałem nicka Welesożar i kruka jako awatara,
- kiedy mały chłopiec oddawał na plaży mocz pod drzewem, zaatakowała go mrówkolwica (lwica z głową mrówki i sześcioma łapami), lecz ojciec obronił syna mieczem (wymyślone na jawie i choć trudno w to uwierzyć - zainspirowane prawdziwym wydarzeniem ;).
Indyjski Graal
,,Jakie jest pierwotne znaczenie słowa graal? Liczne teorie proponują zróżnicowane wyjaśnienia. Słowo graal pochodzi od greckiego terminu krater - puchar do mieszania (wina). W Średniowieczu wierzono w Europie, że Święty Graal był naczyniem (talerzem czy też tacą), z którego Jezus rozdzielał pożywienie i sam jadł w czasie Ostatniej Wieczerzy. Bóg dał temu prostemu naczyniu nadzwyczajną moc: mogło uleczyć chorych i zapewnić obfitość pożywienia dla wszystkich ludzi. W buddyzmie [...] amrita - surabhi była miską żebraczą Buddy, która karmiła jego samego oraz uczniów. Kraj, do którego zostanie przeniesiona, będzie miał zawsze pod dostatkiem wody i żywności. Jednakże naczynie to jest przez dłuższy czas ukryte w wodach jeziora, z którego wynurza się raz w roku, w dniu urodzin Buddy. Unosi się i kieruje do cnotliwej damy, Manimekhalai, która zabiera je do miasta, gdzie szczególnie wielu ludzi cierpi z powodu suszy, chorób i innych nieszczęść. Indra natychmiast rozkazuje deszczowi, by zwilżył ziemię, z której wyrosnąć może wtedy zboże. Z tego jednego naczynia Manimekhalai wykarmi wszystkich głodnych w całym mieście, uleczy nim chorych i cierpiących, którzy od chwili, gdy go dotkną, cieszyć się będą szczęściem i zdrowiem'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























