,,BESKIDY,
pasma
i masywy górskie w pn., zewnętrznej części Karpat, na obszarze
Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy. Dzielą się na Beskidy
Zachodnie, Beskidy Środkowe i Beskidy Wschodnie. Najwyższy szczyt
Howerla (2061 m), na terenie Polski – Babia Góra (1725 m).’’ -
,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga Geografia A – K’’
W
dniach
1 – 6 września 2020 r. pojechałem na autokarową pielgrzymkę na
południe Polski i na Słowację zorganizowaną przez Biuro Podróży
,,Santiago’’
działające przy katedrze pod wezwaniem św. Jakuba w Szczecinie.
Początkowo pielgrzymka miała się odbyć w kwietniu, lecz została
przełożona z powodu pandemii koronawirusa. W czasie wrześniowego
wyjazdu wymagane było noszenie masek.
Pierwszego
dnia (we wtorek)
z samego rano jechaliśmy na południe. Wśród mijanych przez nas
miejscowości był Gogolin, gdzie widzieliśmy pomnik Karolinki i
Karliczka – postaci z ludowej piosenki.
Opiekujący
się naszą grupą ksiądz opowiadał o polskiej mistyczce, Alicji
Lenczewskiej (1934 – 2012) ze Szczecina, z zawodu nauczycielce.
Napisała dwa dzieła: ,,Świadectwo.
Dziennik duchowy’’
i ,,Słowo
pouczenia’’
zawierające jej objawienia prywatne. Należała do Odnowy w Duchu
Świętym i zmarła w opinii świętości.
Ksiądz
wyświetlił nam również amerykański film religijny ,,Ślady
stóp’’
(ang. ,,The
Footprints’’)
opowiadający o pielgrzymce do Santiago de Compostela w Hiszpanii.
W
czasie postoju w województwie opolskim uczestniczyliśmy we Mszy
Świętej na Górze Świętej Anny (niem. Annaberg). Św. Anna, żona
św. Joachima, była matką Maryi i babcią Jezusa Chrystusa. Imiona
rodziców Maryi są znane z tradycji apokryficznej, lecz uznanej
przez Kościół. Usłyszałem wówczas legendę o hiszpańskim
krzyżowcu, który zdobył figurkę św. Anny w Ziemi Świętej i
założył jej sanktuarium w miejscu, gdzie zaprzężone do wozu z
cennym artefaktem woły nie chciały iść dalej. Nie jest to jedyny
ludowy przekaz o św. Annie.
,,Największy
ośrodek kultu świętej w Polsce stanowi Góra Świętej Anny.
Według legendy mieszkał tam kiedyś smok, ale z pomocą św.
Jerzego został pokonany. Wystawiono więc świętemu dziękczynną
kapliczkę. Po pewnym czasie na górze polował właściciel
pobliskiej Poręby. Nagle w gąszczu drzew, wśród konarów starej
sosny, ujrzał on jaśniejący blaskiem wizerunek św. Anny z Matką
Boską na ręku. Szlachcic uznał to za znak, że czas zmienić
patrona swych włości, wystawił Annie kapliczkę, a imieniem
świętej nazwał całą górę’’ - Paweł Zych, Witold Vargas
,,Święci i biesy’’
Opiekę
nad sanktuarium sprawują ojcowie franciszkanie. W ich kościele
znajdują się podobizny min. króla Francji; św. Ludwika IX (1214 –
1270) – protektora zakonu franciszkanów i scholastycznego teologa
i filozofa bł. Jana Dunsa Szkota (1266 – 1308), który w pracy
,,Opus
Oxoniense’’
bronił prawdy o Niepokalanym Poczęciu Maryi.
Ostatni
etap pierwszego dnia podróży, a zarazem bazę wypadową do
kolejnych wycieczek stanowił Ośrodek Wypoczynkowy Hanka w Zawoi.
Jest to najdłuższa wieś w Polsce, do tego utrzymująca się z
samej turystyki.
Środa
przebiegła pod znakiem zwiedzania polskiej strony Orawy –
niewielkiego regionu na pograniczu Polski i Słowacji. W XVIII wieku
na Orawie wybuchło powstanie katolickich chłopów przeciw
protestanckim możnym, zmuszającym ich do zmiany wyznania. Nad
regionem wznosi się szczyt Babiej Góry. Przewodnik mówił, że
szczyt nazywa się tak, bo pogoda na nim jest zmienna jak kobieta ;).
W
Jabłonce odwiedziliśmy tradycyjny góralski jarmark; prezentujący
się jednakże bardzo skromnie z uwagi na pandemię. Wśród jego
uczestników było wielu Słowaków, a także Węgrów. Przewodnik
ostrzegał nas przed produkowanymi masowo góralskimi serami, których
brak autentyczności przejawia się min. w użyciu do produkcji
samego mleka krowiego zamiast owczego, czy zanurzania w herbacie
zamiast uczciwego wędzenia. W zamian obiecał nam oryginalne oscypki
sporządzone przez prawdziwego bacę, którymi uraczyliśmy się w
sobotę i niedzielę. Sery te, wyborne w smaku ;), w przeciwieństwie
do podróbek, zawierały nikłe ilości soli.

W
Zubrzycy Dolnej zwiedzaliśmy skansen obrazujący życie na orawskiej
wsi. W 1999 r. nakręcono w nim scenę z ekranizacji ,,Ogniem
i mieczem’’
Jerzego Hoffmana, w której wiedźma Horpyna wróżyła z wody.
Dowiedziałem się również, że w 1938 r. w tej wiosce Karol
Wojtyła (ten sam, który w 1978 r. został papieżem) pracował przy
budowie drogi jako junak Ochotniczych Hufców Pracy. Miejscowi górale
do dziś kłócą się o to w czyjej chacie wówczas nocował. W
sumie to smutne, że ludzie kłócą się o kogoś kto głosił pokój
:(.

Przed
kościołem w Orawce widzieliśmy groby proboszczów, oraz polskich
lotników z wojskowego samolotu ,,Karaś’’
poległych 3 września 1939 r. - podporucznika Tadeusza Prędeckiego
i kaprala Rudolfa Widucha (z katastrofy ocalał tylko plutonowy
Aleksander Rudkowski). Kościół w Orawce jest bogato zdobiony i
przypomina trochę cerkiew. Choć bardzo szanuję i podziwiam u
naszych braci prawosławnych, ich głęboką wrażliwość na piękno,
to muszę przyznać, że kościół w Orawce jest jeszcze piękniejszy
niż podlaskie cerkwie, które zwiedzałem w czasie pielgrzymki w
2019 r. W istocie jest to najpiękniejszy, lub jeden z
najpiękniejszych kościołów jakie widziałem w całym życiu ;).
Stanowi wzorcowy przykład inkulturacji. Jego ściany są malowane w
ludowe wzory (nie ma tam ani kawałka białej ściany!). Można tam
również ujrzeć cykl obrazów osadzających przykazania Dekalogu w
lokalnej scenerii. Przykładowo pierwsze przykazanie (,,Nie
będziesz miał bogów cudzych przede Mną’’)
ilustruje wiedźma ,,odcinająca’’ chorobę nożem. Tym samym
kościół ten ma wartość nie tylko religijną i artystyczną, ale
też etnograficzną.

W
Ludźmierzu uczestniczyliśmy we Mszy Świętej w Sanktuarium Matki
Bożej Gaździny Podhala (przedstawiająca Ją rzeźba jest
uśmiechnięta, co nie jest typowe dla sztuki Maryjnej). Sanktuarium
jest bogato zdobione w ludowym stylu. Szczecińskie kościoły (poza
bazyliką św. Jana Chrzciciela) na tle świątyń z południa i
wschodu Polski pod względem estetycznym wypadają ubogo i smutno.
W
czwartek
pojechaliśmy do Żywca. Miasto to dawniej należało do
szlacheckiego rodu Habsburgów; bocznej linii słynnej austriackiej
dynastii, która od XVI wieku do 1918 r. władała znacznymi
obszarami Europy Środkowej. Mimo pokrewieństwa z zaborcami,
żywieccy Habsburgowie byli polskimi patriotami. W XX wieku odmówili
kolaboracji z Hitlerem i byli prześladowani zarówno przez nazistów
jak i komunistów. Zwiedzaliśmy przylegający do ich pałacu okazały
park, w którym znajduje się rzeźba siedzącej na ławce
arcyksiężnej Marii Krystyny Habsburg (1923 – 2012). Przewodnik
wspominał, że kiedyś spotkał ją osobiście.
Na
żywieckim rynku widzieliśmy synagogę. Żydom udało się postawić
mimo dyskryminującego ich prawa wydanego przez pochodzącą z
Austrii królową, Konstancję Habsburżankę (1588 – 1631), żony
Zygmunta III Wazy i matki Władysława IV i Jana Kazimierza, która
zabroniła im osiedlać się w obrębie murów miejskich Żywca.
Jednak
zamiast synagogi zwiedzaliśmy słynny browar. Dowiedziałem się
wówczas, że piwo ,,Żywiec’’
jest znane na całym świecie. Jego charakterystyczna etykietka
przedstawiająca parę tańczących krakowiaków została
zaprojektowana po II wojnie światowej z myślą o Polonii
amerykańskiej. Gdyby Czytelnik miał wątpliwości przypominam, że
byłem, jestem i będę abstynentem, zaś uzasadnienie tej decyzji
zostało zawarte w poście ,,Endless
August’’.
Na
Górę Żar wjechaliśmy kolejką i widzieliśmy lotniarzy skaczących
z jej szczytu. Góra ta stanowi obiekt zainteresowania ufologów z
uwagi na anomalie fizyczne, wyjaśniane czasem obecnością złóż
magnetytów. W rzeczywistości owe anomalie okazały się zwykłymi
złudzeniami optycznymi. Sam żadnych tego typu zjawisk nie
zaobserwowałem.
Zwieńczeniem
dnia była Msza Święta w kościele pod wezwaniem Świętych
Apostołów Piotra i Pawła w Lachowicach.
W
piątek
przyjechaliśmy do Wadowic; rodzinnego miasta największego Polaka w
dziejach; św. Jana Pawła II (1920 – 2005). Zainteresowanych nim
odsyłam do posta ,,Słowiański
Papież’’.
Poza miejscami związanymi z Papieżem, Wadowice, dawniej
prowincjonalne, galicyjskie miasteczko, nie jest zbytnio atrakcyjne
dla turystów. Rodzinny dom Karola Wojtyły stanowi obecnie muzeum, o
którym tak można przeczytać w ulotce promocyjnej:

,,Muzeum
Dom Rodzinny Ojca Św. Jana Pawła II
Budynek
pochodzi z XIX w. W 1919 r. wprowadziła się tu rodzina Wojtyłów.
Wynajęła ona na pierwszym piętrze dwupokojowe mieszkanie z
kuchnią. To właśnie tutaj, 18 maja 1920 r. urodził się Karol
Józef Wojtyła – św. Jan Paweł II. W 1984 r. powstała wystawa
papieska udostępniona do zwiedzania.
W
2010 r. rozpoczął się gruntowny remont budynku, w wyniku którego
na potrzeby muzeum zaadaptowano nie tylko mieszkanie Wojtyłów, ale
całą kamienicę. Po otwarciu w 2014 r. turyści mogą, dzięki
multimedialnej ekspozycji, zapoznać się z całą drogą życiową
św. Jana Pawła II.
Zwiedzanie
rozpoczyna się od okresu wadowickiego. Turyście – pielgrzymowi
towarzyszą liczne fotografie z albumu państwa Wojtyłów, znani
ludzie mieszkający w Wadowicach, fotografie starego miasta, jego
atmosfery. Przechodzi się przez sklep Chiela Bałamutha – który
znajdował się w tym miejscu w okresie międzywojennym. Wraz z
pielgrzymami kalwaryjskimi udaje się do Sanktuarium Kalwaryjskiego.
Wędruje po górach z osobą św. Jana Pawła II.
Sercem
muzeum jest mieszkanie, w którym urodził się i wychował Karol
Wojtyła. Wewnątrz znajdują się oryginalne eksponaty związane z
rodziną Wojtyłów. Całość uzupełnia wystrój, umeblowanie z
epoki i osobiste pamiątki św. Jana Pawła II.
Trasa
prowadzi przez życie św. Jana Pawła II. Poprzez okres krakowski,
liczne pielgrzymki, do Watykanu. Wędrując po Muzeum wraz ze św.
Janem Pawłem II doznaje się niezwykłych uczuć. Radości w
miejscach, gdzie Ojciec Święty je odczuwał. Przyjemności i trosk
płynących z codziennego życia. Smutku i cierpienia, gdy On
cierpiał, wreszcie obecności Jego ducha w tym jakże niezwykłym
miejscu.
www.domjp2.pl’’
Dom,
w którym późniejszy Papież mieszkał ze swoim ojcem, stoi w
bliskim sąsiedztwie obecnej bazyliki. Zwraca uwagę zegar słoneczny
z łacińskim napisem: ,,Czas
ucieka, wieczność czeka’’
(Tempus
fugit, aeternitas manet).

,,Bazylika
Mniejsza pw. Ofiarowania NMP
Najstarszym
elementem Bazyliki jest gotyckie prezbiterium wybudowane po 1440 r.,
korpus pochodzi z końca XVIII w., natomiast fasada i wieża z końca
XIX w. Po 2000 r. wykonano nowe polichromie nawiązujące do
nauczania św. Jana Pawła II. Ołtarz Główny z wymienionymi
obrazami Matki Bożej i Wszystkich Świętych.
Wewnątrz
znajdują się liczne ołtarze oraz cztery kaplice:
*
Świętokrzyska z łaskami słynącym obrazem Matki Boskiej
Nieustającej Pomocy koronowanym przez św. Jana Pawła II w 1999 r.
*
Św. Rodziny z chrzcielnicą, przy której Karol Wojtyła otrzymał
sakrament chrztu św. 20. 06. 1920 r.
*
Ukrzyżowania: w ołtarzu znajdują się relikwie świętych; o. Pio,
Szymona z Lipnicy, o. Maksymiliana Kolbe i o. Stanisława
Kazimierczyka.
*
św. Jana Pawła II z relikwią krwi Papieża,
www.wadowicejp2.pl’’
Nie
omieszkałem również spróbować słynnych kremówek i lodów w
wadowickiej cukierni ;).
W
1617 r. magnat Mikołaj Zebrzydowski (1553 – 1620) w późnym,
pobożnym okresie swojego życia ufundował Kalwarię Zebrzydowską.
Wcześniej był warchołem, który w latach 1606 – 1607 wsławił
się zorganizowaniem rokoszu przeciwko królowi Zygmuntowi III Wazie
(1566 – 1632). W Kalwarii Zebrzydowskiej znajduje się
rekonstrukcja Drogi Krzyżowej w Jerozolimie wykonana na podstawie
pracy ówczesnego teologa.
Dziady
kalwaryjskie, których nazwa dziś jest negatywnym epitetem, niegdyś
stanowili swoistą elitę żebraków. Modlili się za tych, którzy
dawali im jałmużnę. Zainteresowanych dawną polską ,,subkulturą
dziadów’’ i jej związkami z mitologią słowiańską odsyłam
do pracy Piotra Grochowskiego ,,Dziady.
Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach’’,
która recenzowałem na tym blogu.
Oprócz
dziadów, Kalwaria Zebrzydowska posiadała również swoich
pustelników; rekrutujących się zarówno spośród zakonników, jak
i ludzi świeckich. Jeden z ostatnich, chcąc zadać sobie
umartwienie, rozpalił ognisko z gazet, aby opalić sobie włosy (NIE
namawiam nikogo, aby go w tym naśladował).
W
czasie pobytu w sanktuarium uczestniczyliśmy we Mszy Świętej i
odprawiliśmy Drogę Krzyżową dostosowaną do wieku i stanu zdrowia
pielgrzymów.
W
czasie powrotu do Zawoi mijaliśmy renesansowy zamek w Suchej
Beskidzkiej należący niegdyś do spolonizowanego Włocha, Kaspra
Suskiego vel Gaspara Castiglione (XVI wiek).
O
godzinie 20. 00 odbyło się ognisko z kiełbaskami i kapelą.
Uspokajam, że ksiądz udzielił na to dyspensy (przykazania
kościelne np. zachowanie postu podlegają dyspensie, jednak
przykazania Boże np. nie zabijaj, już nie). Byłem już jednak zbyt
zmęczony, aby w tym uczestniczyć.

W
sobotę
po porannej Mszy Świętej w świetlicy obok stołówki miał miejsce
wyjazd na Słowację (Slovensko)
z paszportem. Ostatnio byłem w tym pięknym kraju w 2018 r. zdążając
do Medjugorie (odsyłam do posta: ,,Medjugorie,
czyli tam i z powrotem’’).
Dowiedziałem się, że na (demokratycznej i wolnorynkowej) Słowacji
po dziś dzień funkcjonują PGR – y i nikomu to nie wadzi.
Skutkiem przyjęcia jako waluty euro w miejsce korony stała się
potworna drożyzna, z której powodu wielu Słowaków przyjeżdża
kupować tańszą żywność w Polsce. Jest to kraj bardzo malowniczy
(w 2006 r. Rosjanie nakręcili w jego plenerach superprodukcję
fantasy ,,Volkodav’’
na podstawie powieści ,,Wilczarz’’
Marii Siemionowej). Z okna autokaru widziałem pasące się owce i
krowy, oraz rolników kopiących ziemniaki.
Odbyliśmy
rejs statkiem po sztucznym jeziorze, na którym znajduje się wyspa.
Mieści się na niej lapidarium pięciu wsi zatopionych przy budowie
zapory. Spotkaliśmy nowożeńców robiących sobie zdjęcia w
plenerze, a jedna z uczestniczek powiedziała im, że ,,jesteśmy
ze Szczecina’’.

Następnie
udaliśmy się do zamku w Orawie; zbudowanym na wysokiej górze w
XIII wieku. W zamku straszy ponoć Biała Dama z uciętą ręką
(została okaleczona przez okrutnego męża) i nawet widziałem
wyobrażającą ją kukłę. Inna legenda opowiada o wyrzucaniu
domniemanych czarownic przez okno. Był to rodzaj sądu Bożego. Te z
nieszczęsnych kobiet, które zginęły przy upadku były uważane za
niewinne, zaś te, które przeżyły, palono jako czarownice. Orawski
zamek posiada bogatą kolekcję przyrodniczą min. wypchanego sępa
kasztanowatego, orła przedniego, dwugłowe cielę – mutanta,
kozicę, świstaki, niedźwiedzia brunatnego, wydrę, bociana białego
i czarnego, czaplę siwą, kruka, cietrzewia, głuszca, wilka, rysia,
borsuki, jelenia, dzika etc., a ponadto zbiory etnograficzne (stroje
ludowe), archeologiczne z wczesnego średniowiecza i kolekcję
portretów miejscowych możnowładców węgierskich (Słowacy nie
mieli własnej szlachty tylko węgierską, zresztą oba narody do
dzisiaj się nie lubią). Niektóre z namalowanych postaci miały
zdeformowane dłonie, co - według przewodnika - było zemstą
malarza za ich skąpstwo. Widziałem wśród eksponatów min. pańskie
łoże z baldachimem z XVII wieku (baldachim chronił przed
spadającymi z sufitu insektami i odchodami gryzoni) oraz kolekcję
ozdobnych krzeseł w bibliotece (na jednym z nich było wyobrażone
godło Czechosłowacji).

W
niedzielę
po porannej Mszy Świętej w świetlicy, śniadaniu i oddaniu klucza,
wyruszyliśmy w kierunku Szczecina. Czuwający nad nami ksiądz,
który niegdyś posługiwał w Australii, ciekawie opowiadał nam o
tym najmniejszym kontynencie, oraz wyświetlił film o australijskiej
Polonii. Oglądaliśmy również czarno – biały film o św.
Bernadecie Soubirous (1844 – 1879) z serii ,,Ludzie
Boga’’
(zainteresowanych bardziej współczesnym filmem na jej temat odsyłam
do posta: ,,Św.
Bernadetta na srebrnym ekranie’’).
Wróciłem późnym wieczorem, zmęczony, ale szczęśliwy ;).