sobota, 15 czerwca 2019

Sławoń


,,Spieszmy się zrywać wianki, tak szybko więdną!’’ - Popiel II Gnuśny






W czasie kiedy pan Borzywoj Błyszczyński przedzierał się przez Las Ciemny, w stołecznej Neście umarł Olszan – król Analapii, Burus i Jatvy. Jego królestwo okryła żałoba, bo i dobrym był władcą. Bałtowie sami ofiarowali mu koronę za to, że ubił nękającego ich ziemie lutego smoka. Olszan wybudował w Burus, gdzie ongiś w olchowym gaju nauczał św. Jakub Apostoł, gród nazwany od jego imienia Olsaną, który stoi do dziś. Mądre były jego rządy w trudnym dla Analapii okresie kiedy Odoaker zniszczył Cesarstwo Rzymskie. Opłakiwano go przeto od Lebany po Soprač, w Truso i Rajgrodzie, od Baltii – wyspy Kynokefali, aż po ośnieżone szczyty Montanii. Gdy ciało króla Olsana spłonęło na pogrzebowym stosie, a prochy spoczęły w popielnicy, arcykapłan Ageja z Nesty włożył złotą koronę na głowę młodego jeszcze królewicza Barnima VI, który zapisał się w annałach Analapii jako św. Bogdal.
Gdy powrócił pan Borzywoj z Wymrocza, czekał go smutek wielki, bowiem podczas jego nieobecności sroga Mar – Zanna przebodła swym lodowym ościeniem serca pana Wiatysława i pani Bielisławy Błyszczyńskich, których miłował jak własnych rodziców, choć ci nie ukrywali przed nim, że jako niemowlę został znaleziony przez nich na łące.
- Teraz musisz być silny, aby nie okryć wstydem rodzinnego gniazda – mówił mu stary klucznik Bańko o siwej brodzie sięgającej pasa.







W owym czasie w majątku Wymrocze mieszkał gospodarski syn imieniem Sławoń – młodzieniec piękny jak Apollo, a zarazem jurny jak szympans. Miast przykładać się do pracy na roli, pędził dni na uciechach takich jak picie w karczmie ,,Pod Chazarskim Trollem’’, śpiewanie na cały głos pijackich piosenek, a nade wszystko obłapianie hożych dziewek na sianie i rusałek na leśnym mchu. Pragnął, aby ,,święta ruja’’ Nocy Kupały trwała okrągły rok. Niesyty był wciąż nowych doznań rozkosznych; gdy poił swym nasieniem łono dziewki już myślał o trzech następnych. Mówił przy piwie, że pragnie miłości czystej, wiernej i wiecznej, sam jednak nic nie czynił, aby samemu stać się zdolnym do zaofiarowania takowej wybrance swego serca. Gdy znudził się swoją kochanką, a działo się to bardzo szybko, odtrącał ją niby śmieć, nie bacząc na jej łzy i szukał kolejnej i jeszcze kolejnej. Nie chciał przy tym słuchać swej schorowanej matki; starej wdowy, ani innych ludzi mądrzejszych od siebie.
- Jestem młody, muszę się wyszumieć – odpowiadał im niecierpliwie.







Niedawno w pragnieniach jego zagościła Anej z Lasu – dziewica złotowłosa, w której żyłach płynęła krew leśnych ludzi. To ją właśnie ujrzał modlącą się pan Borzywoj Błyszczyński gdy wracał przez Las Ciemny z Vompierska. Anej budziła miłość w każdym kto na nią spojrzał, była bowiem tak nieskazitelnie jasna, kształtna i pełna wdzięku, że zdawała się ziemskim wcieleniem Mokoszy, albo chociaż jej córką. W jej piersi biło serce miękkie jak roztopiony wosk, czułe na cudzą krzywdę i pełne dobroci. Anej kochali ludzie i zwierzęta, Enkowie i wszyscy mieszkańcy pól i lasów.
- Ona będzie ozdobą mojej kolekcji – Sławoń podglądał ją podczas kąpieli w leśnym strumyku i oblizywał się na tę myśl jak jakiś satyr nienasycony.
Anej z Lasu niczego nie podejrzewając, wyszła z wody i założyła na siebie białe giezło. Sławoń nie wytrzymał. Wyszedł z zarośli i zagadnął do dziewicy:
- Masz wielkie szczęście, bo teraz będę z tobą poczynał jak szalejący władca zagajnika z łanią! - Anej w pierwszej chwili zrobiła wielkie oczy, a jej policzki pokrył mocny rumieniec.
Następnie szybko jak kąsająca żmija spoliczkowała bezwstydnika.
- Jesteś wieprzem! - rzuciła mu w twarz i płacząc pobiegła w knieje.
Sławoń stał przez chwilę oniemiały, a gdy Anej skryła się już wśród drzew, zaklął siarczyście.
- Mówią o niej, że taka łagodna i dobra, a jednak umie przyłożyć. Musi być moja! - od tego czasu wyprawy do zamtuza nie przynosiły już Sławoniowi tyle uciechy co dawniej.
Zmarkotniał i zdarzało mu się całe dnie przesiadywać na pniu zrąbanego drzewa, z tępym wyrazem twarzy, strugającego korzeń kozikiem. Gdy tak siedział pochmurny, nie zauważył jak obok niego przykucnął jego druh Chałdzisz, który należał do rasy sarenów – ludzi o głowach saren zrodzonych przez Dziewannę w erze czwartej.
- Co się z tobą dzieje? - spytał saren. - Dawno już nie piliśmy piwa ani gorzałki zaprawionej dla smaku małpim moczem, ani nie zrywaliśmy wianków w lasach, ani na polach. Chory jesteś?
- Gryzie mnie mól zakryty – odrzekł Sławoń, po czym wyłuszczył sarenowi co leżało mu na sercu.
- Tyle się dziewcząt pałęta po świecie, a ty, głupi, stoisz o jedną? - machnął ludzką ręką saren. - Daj sobie siana i idź ze mną do zamtuza!
- Anej z Lasu jest jedyna i niepowtarzalna, jest niby życiodajne Słońce na niebie – mówił Sławoń, a saren westchnął.
- Jeśli chcesz się męczyć z jedną tylko samką, to pomóc może ci tylko czarownica Danika z Vompierska. Poproszę ją w twoim imieniu, a rzuci ci tę Anej do nóg! - słysząc to Sławoń rzucił się sarenowi na szyję i ucałował jego zwierzęcy pysk.
- Cudotwórco! Przywróciłeś mi chęć do życia! - krzyczał Sławoń, aż spłoszone ptaki podrywały się w górę z gałęzi.
Saren upadł na ziemię i przybrał postać dorodnego kozła o dużych parostkach. Na szyi miał zawieszony biały kamyk z wyrytym na nim imieniem Rogasia.
- No to na co czekasz, człowiecze? - spytał sarni kozioł. - Wsiadaj na mój grzbiet i pędzimy do domostwa Daniki! - Sławoniowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.
Usadowił się na grzbiecie sarena, uderzył go piętami po bokach i już mknęli w stronę Lasu Ciemnego. Gdy zanurzyli się w jego kniejach, nawąz z imieniem Rogasia na szyi sarena świecił jak 









spadła z nieba gwiazda pokazując drogę. Zza drzew wychodziły greckie jędze – Erynie smagając Sławonia biczami uplecionymi ze żmij, lecz junak pochłonięty myślami o nadobnej Anej nie zważał na ich ataki. Wreszcie człowiek i saren dotarli do pogrążonego w mroku Vompierska gdzie odszukali willę Daniki. Saren, który już parę razy bawił w Vompiersku wziął na siebie ciężar wyłuszczenia sprawy.
- Powiadasz, że tak zależy ci na niej, żeś gotów przelać własną krew? - spytała drwiąco piękna Danika. - Ano, udowodnij mi to i daj mi swoje ucho! - Sławoń posłusznie odciął sobie ucho zdobionym sztyletem z Bharacji i podał je Danice.
Czarownica wzięła je do ręki, po czym mamrocząc zaklęcie, zamieniła ucho w dużego pieroga nadziewanego mięsem i zaraz go spałaszowała.
- Zuch z ciebie, Sławoniu, synu Rzepana, przeto pomogę ci – Danika chuchnęła w jego stronę i krew przestała się sączyć z miejsca po odciętym uchu. - Wiedz jednak, że twoja Anej przystała do chrystolubców, a ich żydowskiego Boga lękają się wszystkie służące mi Čorty. Będę więc musiała skorzystać z usług zbójców.
- Zgadzam się, o ile nie pobiją jej, ani nie obedrą z dziewictwa – rzekł Sławoń.








- Bądź dobrej myśli i wracaj do domu, rano twe marzenie zostanie spełnione – odpowiedziała Danika, po czym zamknęła się w swojej komnacie, gdzie lewitowała wdychając zdradliwe opary czarnego lotosu.
Gdy wrócili do Wymrocza, saren na powrót przyjął postać półnagiego męża z głową kozła sarny.
- Wspólnie nadstawialiśmy karku, liczę więc, że podzielisz się ze mną swą panną. Słodkich snów, syny Novalsa! - saren chichocząc lubieżnie odwrócił się na bosej pięcie i pobiegł do lasu.
Rano lubiącego się wylegiwać Sławonia zbudził niewieści szloch i jakieś słowa grube i odgłosy bicia. Klnąc zwlókł się z barłogu i otworzył drzwi. Ujrzał sponiewieraną Anej z Lasu w podartym gieźle i z obrożą na szyi. Nad nią stał dawno nie widziany w Wymroczu zbójca Korczałek wraz z dwoma drabami, oraz ubrana na czarno, rudowłosa Danika z Vompierska trzymająca koniec powroza, którym skrępowana była Anej.
- Oto twoja niewolnica – czarownica rzuciła szyderczo.
Sławoniowi krew uderzyła do głowy. Nie myśląc wiele, dobył sztyletu i rozciął powrozy.
- Biegnij, a nie oglądaj się za siebie! - krzyknął do Anej, która uciekła szybko jak łania ścigana przez wilki.
- Zapłacicie mi za jej krzywdę! - ryknął Sławoń i zatopił sztylet w piersi zbója Korczałka.
Dwóch innych zbójców widząc śmierć herszta rzuciło się na Sławonia z nabitymi gwoździami pałkami, lecz on, zwykle tchórzliwy, tego dnia walczył jak berserk z Nürtu, aż położył trupem obu drabów. Sławoń dyszał zlany swoją i cudzą krwią jak czarny pies jarchuk po wyczerpującym boju z pomiotem Czarnoboga.
- Anej! Przebacz! Kocham cię! - jego wołanie postawiło na nogi niemal całą wieś.
Danika pogroziła Sławoniowi pięścią, po czym przeniosła się do Vompierska w chmurze cuchnącego dymu.
- Słuchaj, młodzieńcze – klepnął go w ramię stary Kapian Dynia – ty się musisz jeszcze dużo nauczyć zanim staniesz się dobrym mężem i ojcem, ale jesteś na dobrej drodze ku temu.








Jednak nie dane było Sławoniowi poślubić Anej z Lasu. Tej nocy mściwa Danika posłała po niego nocne zmory. W łożu, pod powiekami Sławonia przesuwał się korowód nagich rusałek o świecących oczach. Nie były to jednak rusałki, ale wąpie – miały bowiem białe i długie, wystające kły wąpierzy.
- Dziewczyny zaciągną cię do dziury, dziewczyny zaciągną cię do dziury… - nuciły monotonnie wąpie wyciągając w stronę Sławonia zimne dłonie.
- Anej; módl się za mnie! - krzyczał przez sen Sławoń.
Rano znaleziono go w łożu z wielką dziurą po wydartym przez wąpie sercu…






piątek, 14 czerwca 2019

Jezus w Australii






,, [...] Dowiedzieli się też, że Jinimin (czyli Jezus) pojawił się ostatnio wśród Aborygenów. Miał on czarną i białą skórę i obwieścił im, że cały kraj będzie należał do nich, a w przyszłości nie będzie żadnej różnicy między białymi a czarnymi. Ale to zdarzy się tylko wtedy, gdy Aborygeni stanął się na tyle silni, by zwyciężyć białych. Zwycięstwo jest pewne pod warunkiem, że Aborygeni będą wiernie przestrzegać 'starego prawa'. W ten sposób pojawia się jako prorok zwiastujący odrodzenie kultury tradycyjnej. Mówiono o nim, że ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich zstąpił z nieba pewnego wczesnego popołudnia. Niektórzy ludzie nawet go sfotografowali. O zmierzchu ponownie wzniósł się do nieba, pozostawiając ludziom kult Worgaia  jako środek do osiągnięcia millenium. Worgaia jest przykładem kultu Wielkiej Matki i prawdopodobnie pochodzi z Ziemi Arnhema. Po raz pierwszy zaobserwowano jego oddziaływanie w 1954 roku.
   Inny mit związany z tym kultem mówi o kamiennej łodzi zesłanej przez Jezusa z nieba. Informatorzy przekazujący ten mit stanowczo utrzymywali, że łódź ta znajdowała się  tam od początku czasu, czyli od bugari - gara. A to oznacza, że Jezus został zaliczony przez Aborygenów do klasy mitycznych Bohaterów plemiennych. [...] Łódź owa spełnia dwie funkcje: 1) posłuży jako Arka Noego, gdy deszcze potopu zgładzą wszystkich białych 'świętą wodą'; 2) jako że jest ona wyładowana złotem i naturalnymi kryształami, wyraża idee bogactwa społeczności rdzennych Australijczyków, która ucierpiała na skutek działalności ekonomicznej białych ludzi'' -
Mircea Eliade ,,Religie australijskie. Wprowadzenie''

,,Wielka wyprawa dinozaurów''








W drugiej klasie szkoły podstawowej fantazjowałem o prehistorycznych zwierzętach z planety Pterotyjandii, które szukały nowego locum, bowiem ludzie zniszczyli ich naturalne środowisko. Pierwowzorami bohaterów tej opowieści były moje zabawki jak: Taszchetozaur (wódz dinozaurów; 20 – metrowy megalozaur), rodzina triceratopsów, diplodok, brontozaur, dwa anatozaury, pteranodon (gad latający), dimetrodon (gad z grupy pelikozaurów żyjący w permie), makrauchenia o imieniu Wstręciuch (południowoamerykański, roślinożerny ssak z okresu plejstocenu) i glyptodon Gaz (pancerny ssak z okresu plejstocenu). Zwierzęta te przeżyły liczne przygody, a część z nich nie osiągnęła celu. Ojciec rodziny triceratopsów płakał, gdy jego synek został zastrzelony przez ludzi, którzy chcieli uszyć kurtkę z jego skóry ;(.





czwartek, 13 czerwca 2019

Sedina







W mojej fantazji ,,Liber terriblis’’ pewien Niemiec ze Związku Wypędzonych, lub Pruskiego Powiernictwa opluwał polskie godło za pomocą nasączonych śliną kulek papieru, wydmuchiwanych przez plastikową rurkę. Widząc to Sedina, której towarzyszyli Herakles i Hermes, ukarała Niemca uschnięciem ręki. Ten pożałował, przeprosił na kolanach Orła Białego i został uzdrowiony.

,,Uśmiech jaszczurki''


,,Czy to młody jest krokodyl
Co przed chwilą wyszedł z wody?
Czy to smoka miniaturka?
Skądże! Przecież to jaszczurka!’’
- Lech Konopiński ,,Jaszczurka’’







W drugiej klasie szkoły podstawowej pod wpływem nadawanego w latach 90 – tych XX wieku hiszpańsko – brytyjskiego serialu ,,Uśmiech jaszczurki’’ fantazjowałem o przygodach rodziny prehistorycznych myśliwych z planety Pterotyjandii. Jeden z jej członków, wzorowany na wujku Stachu, w czasie łowów zobaczył uśmiechającą się jaszczurkę. Powiodło mu się i uznał to za znak, że cały ród powinien wyruszyć w podróż, aby znów zobaczyć uśmiechniętą jaszczurkę. Owa rodzina miała wiele przygód. Pamiętam, że spotkała dziewczynkę, która miała czerwoną czaszkę zamiast głowy i była pilotem maszyny latającej podobnej do złotego kondora (widać tu wpływ kreskówki ,,Tajemnicze złote miasta’’). Jaszczurka by się uśmiała :).





Oniricon cz. 497

Śniło mi się, że:





- w kościele urządzono konkurs na hasła polityczne; jakieś dziewczyny z ruchu ,,Idź pod prąd'' pomstowały na prostytucję, a ja zaprezentowałem swój wiersz ,,Czarne wojsko'',
- pytałem Alexandrusa ov Cocelaise co sądzi o pomyśle PO na decentralizację Polski, dla mnie jest to powrót do rozbicia dzielnicowego,






- nazwałem Welesa imieniem Samedi przysługującym Baronowi Ghede uznając, że obaj bogowie mieli podobny zakres kompetencji,






- śnił mi się olbrzym Og - aga, lecz nie pamiętam już co robił,
- Jacek Piekara postulował wydobycie kredy z dna Bałtyku,







- Pavlas ov Vidłar został fanem Thomasa Sankary,






- razem z Mamą pojechałem na jednodniową wycieczkę do Pobierowa, którą zamierzałem opisać na blogu, Pobierowo było ładnym miasteczkiem pełnym kolorowych domów, długo przebierałem się w przebieralni, aż na plażę można było pójść dopiero wieczorem,






- ucztowałem w miejskim pałacu panów Błyszczyńskich, do którego przylegał ogród pełen roślin takich jak czarny lotos,






- znalazłem w bibliotece komiksy o Domanie,






- oglądałem wybory Miss Słowian Połabskich min. Wieletów,






- jakiś internauta nazwał Rosjan Putelerami,






- Clark Ashton Smith napisał opowiadanie dla dzieci o smokach i innych potworach,
- w szkole omawiano utwory R. E. Howarda o Conanie, a ja żałowałem, że nie omawia się dzieł J. B. Cabella, A. Merrita i C. A. Smitha,
- mam nowego czytelnika; autystycznego chłopca, który uważa się za dziewczynkę,
- Sławomira żyła w USA w okresie międzywojennym i gdy dostała w prezencie od matki książkę Karola Marksa, skomentowała to słowem: ,,Think'',






- Jacek Piekara napisał trzy książki fantasy o piekle, które zostały zekranizowane, gdy Piekara umarł, sądzono, że trafił do piekła, zaś ekranizacje jego książek krytykował Franciszek Kucharczak w ,,Gościu Niedzielnym'',






- pytałem Alexandrusa ov Cocelaise co sądzi o brytyjskim horrorze o Babie Jadze, lecz uznał go za dziwny,






- Sławomira uważała Matkę Naturę z reklam ,,Hortexu'' za profanację wizerunku Mokoszy,
- Adolf Hitler oprócz wąsów miał też brodę,
- na Wałach Chrobrego w Szczecinie pogłaskałem kota z głową tygrysa, w tym śnie koty domowe pochodziły od tygrysów, potem spotkałem staruszkę w futrze, która prowadziła małego pieska podobnego do niedźwiadka,
- Sławomira mieszkała w Szczecinie,






- starożytni Egipcjanie chodzili na zakupy do sklepów firmowych Hortexu,
- Mama prowadząc autobus przejechała kogoś, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- razem z Mamą regularnie odwiedzałem pewną małą amerykańską mieścinę, gdzie mieszkał niejaki Keynon, którego Mama podejrzewała o morderstwo, miałem już dość tych wypraw, a potem zadzwonił Pavlas ov Vidłar, lecz nie miałem czasu na rozmowę, bo byłem zajęty zapisywaniem snów. 

środa, 12 czerwca 2019

,,Texty naturalistyczne''


,,Potem Bóg rzekł: ‘Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!’ Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: ‘Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniły wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi’. […] Potem Bóg rzekł: ‘Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju; bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!’ I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre’’ - Rdz 1, 20 – 24







W drugiej czy trzeciej klasie szkoły podstawowej przeglądając książkę ,,Świat przyrody’’ natrafiłem na fragment o parkach narodowych takich jak: Salonga (Zair), Grenlandzki Park Narodowy (Dania), Fiordland (Nowa Zelandia), Everglades (USA), Kushiro (Japonia), Morski Park Narodowy Grecji, Galapagos (Ekwador), Wood Buffalo (Kanada), Yellowstone (USA), Snowdonia (Wielka Brytania), Wielka Rafa Koralowa (Australia), Iguazu (Argentyna), Tai (Wybrzeże Kości Słoniowej), Uluru (Australia), Królewskie Sanktuarium Chiawan (Nepal) i Park Narodowy Pirenejów Zachodnich (Francja). Zainspirowało mnie to do wymyślenia równoległego świata bez ludzi zamieszkanego przez zwierzęta.







W owym świecie przeżywał liczne przygody polski przedszkolak Pawełek (zapożyczyłem go z ,,Dalekiej drogi do Grzyboraju’’ Adolfa Lekkiego – jednej z ulubionych książek mojego dzieciństwa ;). W czasie zajęć gimnastycznych Pawełek pobiegł za ruszającym się gnatem i przez dziuplę w drzewie trafił do równoległego świata zwierząt. Razem z przyjaciółmi – jaszczurkami Molochem Kolczastym i Agamą Kołnierzastą bronił go przed kościotrupem Człowiekiem – Śmiercią (jego pierwowzorem był Szkieletor z kreskówki o He – Manie) i jego potworami. Wśród przeciwników Pawełka byli Bracia Bachory – podobne nieco do ludzi a trochę do stułbi monstra o smoliście czarnej skórze, mackach zamiast rąk i długich, mięsistych wyrostkach na głowach, nie mające za to nóg.
W pierwszej klasie gimnazjum po latach przerwy rozbudowałem tę historię. Nadałem jej tytuł ,,Texty naturalistyczne’’ (pisownia oryginalna) i wprowadziłem nowe postaci:

Diego di Salvatoranes – prześladowany przez Inkwizycję hiszpański uczony z początku XVIII wieku, który głosił istnienie światów równoległych i nawet trafił do świata zwierząt. Po latach Moloch Kolczasty używał jego kości jako laski.







Lord Lucyfer – przywódca diabłów, które z nienawiści do Bożego stworzenia chciały zniszczyć świat zwierząt. Był smoliście czarny, a z końców jego rogów sypały się iskry. Główny antagonista Pawełka.







Dingolz – pies dingo, który dążył do władzy nad całym swoim kontynentem. Miał trzy głowy, z czego dwie były zredukowane.







Troglotus Simpanus – stary i mądry szympans, który od lat przepowiadał przybycie Pawełka do świata zwierząt. Gdy wreszcie ujrzał chłopca na Wyspie Parlamentu, umarł spokojnie ze świadomością wypełnienia swej misji.







Tytus Silny – król goryli noszący złotą koronę, przyjaciel Pawełka. Swe imię zawdzięcza Tytusowi de Zoo z komiksów ,,Tytus, Romek i A’Tomek’’.







Brygady Sanitarne – ekipa zwierząt, złożona z hieny, szakala, sępa, kondora i muchy mięsnej, która zajmowała się usuwaniem padliny. Na Wyspie Parlamentu jej członkowie zjedli ciało Troglotusa Simpanusa.







Legwan morski – jaszczurka – rycerz nosząca ozdoby z os sepiae. Jego giermkiem była jaszczurka lawowa. Pawełek spotkał go na Wyspie Parlamentu, która co roku wynurzała się z fal Oceanu, aby zwierzęta z całego świata mogły się na niej spotkać i rozmawiać o ważnych sprawach.

Cretin de La Idiot – ,,satanista niekonwencjonalny’’ oddający cześć dwutlenkowi węgla jako szatanowi (tlen uznawał za Boga). Miał łysą głowę, sumiaste, czarne wąsy, a zamiast rąk kazał sobie zamontować piły tarczowe, aby ścinać jak najwięcej drzew. Jego obsesją było wyciąć wszystkie drzewa, aby było jak najmniej tlenu, a jak najwięcej dwutlenku węgla. Pierwowzór Duraka – Psuja z opowiadana ,,Sokolnik’’ dostępnego na tym blogu.








Iglacias – gigantyczny bielik amerykański, którego Pawełek uwolnił z niewoli Cretina de La Idiote i latał na jego grzbiecie.

Ów zwierzęcy świat został stworzony przez Boga po to, aby ludzie mieli się gdzie schronić w razie zniszczenia Ziemi przez nich samych.