czwartek, 21 sierpnia 2014

Hermes Trismegistos




Hermes Trismegistos, co wykłada się ,,Hermes po Trzykroć Wielki’’ był synem Algisa, herolda Enków. Ów czarodziej, który u Egipcjan doczekał się czci boskiej jako bóg Thot, na miniaturach zdobiących pergaminowe karty ,,Codex vimrothensis’’ przedstawiany jest jako starzec siwobrody i siwowłosy, odziany w powłóczyste szaty jedwabne barwy błękitnej, noszący złote pierścienie z drogimi kamieniami na palcach obu rąk, zaś oznaką jego godności czarodziejskiej był kostur – kaduceusz opleciony dwoma wężami i uskrzydlony. Powszechnie czczony jako mędrzec i syn Algisa mieszkał w przepięknym, pełnym cudów zamku w oazie, gdzieś na ziemi w późniejszych wiekach nazywanej Egiptem. Swą czarnoksięską mocą nabył niezliczone posiadłości ziemskie nad rzeką Nilus, na Krecie, Cyprze i w krainie Hermon, którą nazwał na cześć samego siebie. Miał ponadto wzniesioną ze śnieżnobiałego marmuru willę w Libii, nad jeziorem Tritonis, oraz niebotyczny pałac w ziemi czarnoskórych Etiopów, znanych z pobożności. Opływał w złoto i klejnoty, wszelkich dóbr miał w nadmiarze, a dni swojej starości pędził na uciechach. Na swe rozkazy miał miriady miriad niewolników i niewolnic, od których odbierał cześć niemalże boską. Służyły mu Čorty, Murzyni ze złotymi kółkami w nosach, nadobne i spragnione rozkoszy nimfy i syreny, zbrojne zastępy gauszydów i Centaurów, niedźwiedzie spod gór Atlas, Nilga – u; pochodzące z Bharacji plemię ludzi o głowach seledynowych antylop, oraz krocie innych istot. Hermes Trismegistos odziedziczył po swym ojcu umysł wielce sprawny a pojemny, zdolny dokonywać zadziwiających dzieł. W księdze ,,Tabula Smaragdina’’, co wykłada się ,,Szmaragdowa Tablica’’ zawarł swe nauki, które określa się mianem hermetycznych (algisyaka). Potrafił przetwarzać ołów w złoto, przybierać postać różnych zwierząt, ożywiać zmarłych, czytać z gwiazd, zbudował ludzką głowę z gliny, opowiadającą baśnie, zamieniał wodę w proszek... Udawało mu się wszystko czego się dotknął, lecz serce miał pełne pychy.



niedziela, 17 sierpnia 2014

Oniricon cz. 53

Śniło mi się, że:


- w opowiadaniach Clarka Ashtona Smitha, Conan czcił Demogorgona i wędrował z jakimś prehistorycznym plemieniem, gdzie porządek marszu odzwierciedlał  układ gwiazd, do tego plemienia przyłączył się jakiś obcy pasterz noszący doczepione poroże, członkowie plemienia uwalniali ludzi zaklętych w butelkach, w tym demoniczną kobietę o ciele węża, którą należało zabić zaraz po uwolnieniu,



- szedłem po Szczecinie razem z Januszem Korwinem - Mikke, lecz nie pamiętam już co robił,



- szedłem po ulicy bez spodni i jadłem banana, spotkałem nauczycielkę biologii, panią Vanę ov Cromulskenę, potem rzuciłem banana psu,



- w ,,Opowieściach o Conanie'' jednorożce z Doliny Koni straciły rogi,



- Pavlacica ov Vitarayakova przekonywała mnie do wiary w reinkarnację, lecz nie dałem się przekonać, wcześniej nawracała na tę wiarę Madlenę ov Criseyovą, w tym śnie Jena ov Blackeyova nie odzywała się do mnie, ja zaś czułem się podobny do Dżepetta z komiksu ,,Baśnie'' Billa Willinghama,



- w szafce znalazłem swój stary brudnopis z czasów szkolnych, zeszyt do religii i nieprzeczytany komiks o polskim superbohaterze Białym Orle i chciałem to wykorzystać przy pisaniu bloga,



- jadąc tramwajem lub autobusem rozmyślałem jak Azazello zniszczył książkę należącą do Maksymiliana Popławskiego i zastanawiałem się czy promowała komunizm,



- oglądałem archiwalną wypowiedź Lecha Wałęsy, w której wspominał o jakichś nieistniejących prorokach, których imiona zaczynały się na literę ,,F'',
- w tramwaju pożyczyłem jedną ze swych książek bezdomnemu, a ten mi ją zwrócił podziurawioną; byłem tym bardzo rozczarowany i postanowiłem już nigdy nikomu nic nie pożyczać,
- byłem w jakimś ośrodku zbudowanym z drewna i na parterze widziałem terrarium z szynszylami,
- pomyślałem, że ,,Żmija'' i ,,Sezon burz'' mają wymowę lewicową,



- na klatce schodowej zobaczyłem sympatycznego, czarnego, rasowego kota bez nosa i przygarnąłem go; początkowo bałem się, że to diabeł i zrobiłem znak krzyża, ale okazało się, że to tylko zwierzę,



- byłem we włoskiej restauracji, której właścicielka - kobieta w średnim wieku rugała dwóch klientów, którzy zamówili szynkę prosciutto, owi klienci obnażyli torsy, a właścicielka restauracji posmarowała ich oliwą z oliwek,



- w książce Juraja Cervenaka czytałem jak Ilja Muromiec udając kobietę pozabijał kanibali - braci Rachmantyczów; była tam też wzmianka o Atlantydzie i afrykańskim potworze dilai; w jednej z książek o Czarnym Roganie pojawia się zatopiona wyspa Wineta,
- opuściłem lekcję języka polskiego z panią Anną ov Scareyovą, a potem siedziałem z nią i jej córeczką przy stoliku na szkolnym korytarzu, a po blacie chodziły jakieś duże stawonogi podobne do przezroczystych kleszczy, których się bałem i które próbowałem zabić,



- jakaś Polka przeniosła się w czasie do średniowiecza i została wróżbitką; próbowała przekonać jednego z polskich władców dzielnicowych, aby zaniechał wywarcia zemsty na Czechach, bo to sprowadziłoby na Polskę nieszczęścia, niestety nikt nie chciał jej posłuchać. 

sobota, 16 sierpnia 2014

,,Quo vadis trzecie tysiąclecie''

,,Crux stat dum volvitur orbis'' – przysłowie.


O powieści ,,Quo vadis trzecie tysiąclecie'' Martina Abrama (pseudonim Marcina Więcława) dowiedziałem się po raz pierwszy na początku XXI wieku z katolickiego katalogu PRODOKS (Promotor Dobrej Książki). Przeczytałem ją w sierpniu 2014 r. Jak łatwo się domyśleć powieść jest wzorowana na genialnym ,,Quo vadis?”' Henryka Sienkiewicza. Jest to antyutopia science fiction. Jej akcja rozgrywa się w XXII wieku w globalnym państwie Stanach Zjednoczonych Świata (odpowiednik Cesarstwa Rzymskiego). To obejmujące cały świat państwo ze stolicą w Nowym Jorku zostało ustanowione pokojowo na drodze ogólnoświatowego referendum. Jego flaga była tęczowa, funkcję waluty pełnił dolar, językiem urzędowym był język angielski, zaś głową państwa był prezydent, rządzący przy pomocy Rady Dwunastu. Panującym ustrojem była ,,demokracja konsumencka'' , w której słowo ,,obywatel'', zastąpiono słowem ,,konsument'', polegająca na rządach światowych megakarteli, zaniku partii politycznych, ideologii hedonizmu i konsumpcjonizmu. Megakartele masowo manipulowały rzekomo demokratycznym społeczeństwem i walczyły z instytucją rodziny poprzez akcję ,,Wolni od Dwunastki''. Choć oficjalnie panowała wolność słowa, karano za wszelkie wypowiedzi naruszające interesy korporacji. W owym świecie dominował powszechny ateizm, tradycyjne religie jak judaizm, islam, czy konfucjanizm były w zaniku. Dla wielu ludzi namiastką duchowości stał się okultyzm i bardzo płytko traktowany buddyzm. Publiczne demonstrowanie wiary np. modlitwa przed posiłkiem, było karana jako zamach na ,,tolerancję''. Chrześcijaństwo, zdelegalizowane za kult św. Matki Teresy z Kalkuty zeszło do podziemia i zjednoczyło się pod przewodnictwem Papieża. Po śmierci Jana Pawła II; ,,ostatniego białego papieża'', siedziba papiestwa przeniosła się z Watykanu na tereny Wybrzeża Kości Słoniowej. Później papież przez jakiś czas nie miał stałej siedziby, aż w końcu nową stolicą papiestwa został uświęcony krwią męczenników Nowy Jork. Przeciwko Stanom Zjednoczonym Świata buntowali się Kurdowie i Hindusi, oraz pokojowo protestujący Tybetańczycy. Państwo dążące do totalitarnej władzy zniszczyło Ligę Rzeczy Niereklamowanych, na której czele stał ,,Toby'' – Tobiasz Stone, późniejszy papież.
Większość bohaterów powieści Abrama ma swych odpowiedników w powieści Sienkiewicza. Należy tu wymienić takie postaci jak:



Szymon O'Neil (odpowiednik Marka Winicjusza) – młody generał, który po powrocie z Indii zakochał się w Angel Dickinson i pod jej wpływem nie bez trudu został chrześcijaninem.

Petroniusz – kreator mody związany z dworem prezydenta. Wylansował modę na starożytny Rzym. Przyjaciel Szymona, nie przyjął chrztu. Po prześladowaniach chrześcijan porzucił dwór prezydenta i razem ze swą konkubiną Heleną (Eunice) wyruszył w podróż dookoła świata. Jego wcześniejsza kochanka, Chloe Lacosta była wzorowana na Chryzostemis.

Angel Dickinson (Ligia) – młoda, odważna i piękna chrześcijanka, która kochała Szymona i przyczyniła się do jego nawrócenia. Pracowała jako weterynarz, była aresztowana i wyrzucana z pracy za publiczne robienie znaku krzyża. Uciekła z orgii w antycznym stylu w pałacu prezydenta.

John Garison III (Neron) – tak jak rzymski cesarz był próżny, rozpustny i okrutny. Pod wpływem filmu SF ,,Konkwiskador'' sztucznie wywołał kryzys gospodarczy, za który obarczył winą chrześcijan, których kazał ukrzyżować w Central Parku.

Anna (Akte) – chrześcijanka, pierwsza żona prezydenta, matka autystycznego chłopca. Prezydent skazał ją na śmierć za wyznawanie chrześcijaństwa.

Nicole Hetch (Popea) – druga żona prezydenta, kobieta rozpustna.

George Pitagoras (Lukan?) - narzeczony prezydenta, szalony artysta, autor koncepcji ,,narcyzmu wyzwolonego'', w ramach którego prezentował jako dzieła sztuki swoje narządy wewnętrzne i odchody. Zajął się oprawą artystyczną krzyżowania chrześcijan.

Dick Straubot (Tygelin) – stał na czele Urzędu Ochrony Konsumenta – odpowiednika gwardii pretoriańskiej.

Rubria – wróżbitka z Bagdadu, która się nawróciła widząc męczeńską śmierć chrześcijan. Jej pierwowzorem była westalka Rubria, kochanka Nerona.

John Smith alias Jan Kowalski (Chilon Chilonides) - Polak, chrześcijanin, detektyw. Pomagał Szymonowi w poszukiwaniach Angel, potem zaś wydawał chrześcijan prześladowcom. Nawrócił się widząc męczeńską śmierć Tom Bates (lekarza Glaukosa), który wcześniej wybaczył mu nieumyślne zabicie jego żony nieprzebadanym lekiem.

Brat Krzysztof (Kryspus) – stał na czele gminy nowojorskiej, człowiek surowy, widzący wszędzie zło, przedkładał sprawiedliwość nad miłosierdzie.

Brat Roger (św. Piotr Apostoł) – czarnoskóry papież, przykładał dużą wagę do miłosierdzia. Po wystawie prac Pitagorasa, wybrał Nowy Jork na siedzibę papiestwa. Choć miał szansę się uratować, wybrał śmierć męczeńską.

Hugh Boldy (Ursus) – aktor, który nawrócił się po pobiciu przez młodocianych przestępców i został ochroniarzem brata Rogera.





W powieści najbardziej spodobała mi się pochwała Bożego miłosierdzia, pokazanie, że chrześcijaństwo jest piękne i daje szczęście, wspaniała, choć nieco smutna historia miłości Szymona i Angel, potępienie chciwości, oraz to, że chrześcijaństwo na koniec zwyciężyło. Jako Polak jestem dumny, że tak wspaniałe dzieło zostało napisane w moim języku ojczystym. 

piątek, 15 sierpnia 2014

,,Kiedy kruk był biały''

,, […] Podziwiam Słowian, ludzi o niezwykłej fantazji i wyobraźni, wśród których w tej samej wsi, różne osoby widziały tego samego diabła na kilka różnych sposobów. Romę Kaszczyc zafascynował brak konsekwencji w tych wierzeniach. Wyobraźnia bez granic, spleciona ściśle z przyrodą, wiązała się u naszych przodków ze strachem przed jej mocą i z niezrozumieniem zjawisk oraz chęcią ich wytłumaczenia. Niezwykłe zjawiska, rośliny i zwierzęta uzyskały u autorki ludzkie cechy. […]'' - Magdalena Bakalarczyk ,,Post scriptum'' [w]: Romana Kaszczyc ,,Kiedy kruk był biały''.


W 2007 r. przeczytałem książkę ,,Kiedy kruk był biały’’ autorstwa Romany Kaszczyc z Barlinka. Niedługo potem w telewizji regionalnej widziałem ową autorkę razem z kobietą przebraną za Królową Lasu. Prezentowana tu książka jest zbiorem współcześnie napisanych baśni i legend, autorską wersją mitologii słowiańskiej z barwnymi ilustracjami Autorki. 


Akcja tych opowieści rozgrywa się w bliżej nieokreślonej, baśniowej przeszłości na terenach Pomorza Zachodniego, Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej w takich rzeczywistych miejscowościach jak: Barlinek, Pełczyca, rzeka Drawa, Recz (raz byłem w tej miejscowości podczas wakacji), Osina, Wolin (wielokrotnie odwiedzałem tą miejscowość na wyspie o tej samej nazwie), Wierzbnica, Jabłonkowo, Jezioro Uklejowe k. Barlinka, Żydowo, Karsko, Choszczno (jego eponimem miał być heros Choszcz), Półchleb, Dziadowo, Grzmiąca, Kwiatkowo k. Gryfic, Wietrzno k. Koszalina, rzeka Młynówka k. Barlinka, wsie koło Dębna, Darłowo, Wygoda k. Białogardu, Równo k. Barlinka, jeziora w Puszczy Barlineckiej, Strzelce Krajeńskie, Kusin k. Gryfic, Lubniewice, Kocury k. Świdwina, rzeka Ina, wsie k. Kamienia Pomorskiego (raz byłem w tym mieście), Pyrzyce (dwa razy byłem tam na Dożynkach), Morzyca k. Wałcza, Smęcino k. Białogardu, Puszcza Drawska i Biały Bór.


,,Kiedy kruk był biały'' to prawdziwa uczta dla wyobraźni. Na kartach owej książki spotykamy całą plejadę istot i postaci ze świata dawnych wierzeń. Przykładem służą: guślarz – słowiański czarodziej, którego biały kruk poczerniał ze smutku ostrzegając przed złem, dobra wiedźma Urszula (w książce występuje subtelne rozróżnienie między pogańskim pojęciem wiedźmy, a chrześcijańskim pojęciem czarownicy), wieszczyce ([…] owłosione, straszne baby, odrażające, długopierśne, złośliwe, a każda z nich dla zmylenia ludzi – mogła przybrać postać wieszczka'' – op. cit.), rusałka z Jeziora Dziewiczego (zamieniła się w nią utopiona Rozalia, porzucona przez Jakuba), Tytus – rzeźbiarz o urocznych oczach (rzeźbił postaci bez oczu, aby nikogo nie skrzywdzić swym wzrokiem), wiedźma z Recza, której diabły deptały zioła, wampir jako wielki nietoperz szukający zemsty na niedźwiedziu, baboki ( […] są małe, brzydkie i bardzo złośliwe, a zajmują się straszeniem dzieci […]'' - op. cit.), liczne polskie diabły takie jak: mieszkające w wierzbach: Pokuśnik i Nienocki (,,To specjaliści od rozpijania i sprowadzania na złe drogi'' – op. cit.), Rokita, Boruta (miał żonę rusałkę Ludmiłę, dzięki miłości, do której stał się dobry; coś w rodzaju ,,Pięknej i Bestii''), Kaduk, Gajda, Kusy, Kozyra, Rozwot, Smółka, Przechera – Frant (demon rozboju, swarów, zabójstw i samobójstw), Paskuda – Zalotnik (uwodził kobiety), łakomy Fugas, wygnany z piekła Walenty (,,Nie mógł nauczyć się diabelskich sztuczek i nazbyt był litościwy jak na diabła'' – op. cit.), inkub (historia o nim jest wartościową alternatywą wobec ,,Zmierzchu'' Stephenie Meyer), oraz diabły powietrzne, Narzeczona Jeziora (,,Raz była rusałką, raz kwiatem, to znów ptakiem albo wiłem. Taką moc dawał jej zakochany w niej Duch Jeziora'' – op. cit.), wiły, kwiat paproci, mięsożerna roślina ciemiężyca (pochodziła od śpiewającego ptaka i nimfy pokrzywki, wydawała dźwięki i była groźna dla ludzi), Dola – duch opiekuńczy i demon przeznaczenia, Czerwona Pani – leśny demon powstały z uwiedzionej przez inkuba Elżbiety, która teraz wiodła na manowce mężczyzn, zaczerpnięte z wierzeń germańskich alfy, skrzydlate elfy, niziołki i koboldy, dusze z Choszczna potępione za niekontrolowany odłów niedźwiedzi, pies i kot, które wstawiły się u Boga za głodnymi ludźmi, słowiański bóg Jaryło, południce (,,Po żniwach żytnie rusałki i polne dziewice zamieniały się w myszy, żaby, żmije i żyły jak one, zaś baby o żelaznych zębach szły do piekła i tam przebywały, a inne południce chowały się pod ziemię i zapadały w sen zimowy, aż do czerwca, […]'' - op. cit.), dusza zmarłego gospodarza Walentego, płanetnicy (we wsi Grzmiąca żył dobry płanetnik o jednym oku otruty przez zawistną wiedźmę), duchy wisielców, Smolnica – potępiona baba, która uciekła z piekła wymazana smołą, plonki i inne gospodarskie skrzaty, które dokuczały pijakowi Rufusowi, utopcy, świecki (pokutujące dusze min. nieuczciwych geometrów), wilkołaki, zmory (zmorą została siódma córka, a można było temu zapobiec dając jej miłość), płaczki – demony płaczu dziecięcego, leśna baba Sylwia (uciekła do lasu przed prześladowaniami za czary), Rebeka niesłusznie oskarżona o czary i spalona na stosie (kochała mnicha Euzebiusza), czarownica Melania z Karska i Latawiec – podobny do anioła duch powietrzny, którego pokochały dwie dziewczyny – Sylwia i Benedykta; była to miłość nieszczęśliwa dla ich trojga.





W książce zwraca uwagę pochwała miłości jako siły uszlachetniającej, a także trzeźwości (historia pijaka Rufusa, któremu żona włożyła węgorza do wódki, czym oduczyła go pić), piękna ojczystej przyrody (wątki ekologiczne), tolerancji (Cygan przedstawiony jako postać pozytywna), oraz krytyka okrucieństwa i fanatyzmu (choć praktykowanie magii jest złe, nie należy zwalczać zła złem). Książka pokazuje piękno i bogactwo ojczystej tradycji, w której wątki pogańskie przeplatają się z motywami chrześcijańskimi. 





środa, 13 sierpnia 2014

Oniricon cz. 52

Śniło mi się, że:

- kiedy po raz drugi odwiedziłem swojego ojca, ten dostał ataku szału i zaczął rzucać moimi książkami,
- mówiłem pani Jovicie ov Joxicus - Vrabelis, że Juraj Cervenak wzoruje się na Andrzeju Sapkowskim, zaś Jakub Wędrowycz mógł zostać wymyślony tylko w Polsce, Rosji, na Białorusi, Ukrainie, ewentualnie na Słowacji lub w Turcji,



- w II RP żyła mniejszość morawska,



- chciałem poślubić córkę pana Filipusa ov Falconiusa, Lizystratę, przez Słowian zwaną Bojomirą,



- w Hiszpanii po śmierci dwugłowego niedźwiedzia i Janusza Palikota, jakieś dziecko wyraziło obawę, że teraz będzie rządził dwugłowy orzeł,
- otrzymałem dwa nowe komentarze od nieznanego mi wcześniej czytelnika,



- Dakota Blue Richards, odtwórczyni roli Lyry Belacqui, grając w ,,Złotym kompasie'' miała odsłonięty brzuch, który został zakryty komputerowo,



- Portugalia została w jednej chwili odcięta od świata, splajtowały wszystkie biura podróży organizujące wyjazdy do tego kraju,



- czarownica Diablina zanim stała się zła, była piękną blondynką w białej sukni, nie miała rogów i nazywała się Demonia,
- zimą spotkałem na mieście państwo Voytakusa i Okienę ov Viernitis prowadzących na smyczy dwa kundle, które mi się spodobały; karmiłem je surowym mięsem,



- pan Voytakus ov Viernitis uczestniczył w pracach nad komiksem ,,Kanon graficzny'' (min. nad historią o dwóch żmijach mieszkających w jednym bucie),
- żułem gumę, której potem nie potrafiłem usunąć; w jakimś budynku spotkałem kolegę z liceum Michalusa ov Pilativicia, którego pozdrowiłem, lecz mnie nie rozpoznał,



- oglądałem film inspirowany kabałą o żydowskim końcu świata; na tym filmie Mesjaszem był lis rudy, który potem zamienił się w fenka, któremu towarzyszyła kobieta - demon; zostali pokonani przez Jezusa Chrystusa,
- po latach spotkałem Madlenę ov Criseyovą, która poznała mnie,



- w Internecie chwaliłem się, że wziąłem udział w przewrocie Fidela Castro, a potem uciekałem przed jakąś młodą, namolną dziewczyną, której potem tłumaczyłem się, że nie oszukałem policjanta,



- byłem w państwie Azteków, gdzie Mokosza wcielona w Agatę Puścikowską chciała mi zrobić tatuaż, lecz w ostatniej chwili zrezygnowałem,



- czytałem albańską książkę o królewiczu Marku, który walczył min. z ludożerczymi kwiatami i kaktusem - ludożercą z Egiptu, ponadto zabił lekarkę, która wstrzyknęła mu w żyły sok drzewny (w tym śnie występował ,,drzewny koń'' i ,,drzewny lekarz''),



- dwóch albańskich opozycjonistów chowało się pod ziemią przed siepaczami Envara Hoxhy,



- w szkole napisałem wypracowanie o UFO, które chciałem pokazać nauczycielce, zamalowałem korektorem trzy strony w zeszycie, w szkole straszyły duchy (pani Anna ov Scayapakova mówiła, że to pleśń), na ulicy zaczepił mnie chłopiec z czeską dwururką. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Język polski - langudus palanishier - palskij jazyk - li polina

,,Nie damy pogrześć mowy'' – Maria Konopnicka ,,Rota''


Od najmłodszych lat uczono mnie szanować mowę ojczystą, jako jeden z najważniejszych składników polskiej świadomości narodowej. Pamiętam jak w klasie pierwszej szkoły podstawowej gdy pani polonistka kazała wymienić jakiś wyraz na ,,Z'' powiedziałem ,,zygi'' (imieniem Zygi nazwałem swojego chomika, później ,,przechrzciłem'' go na Kuleczkę). W trzeciej klasie na postawie czytanki o Rogasiu napisałem wypracowanie ,,Koziołek 2'', ale pani polonistce Qualsace to się nie spodobało i kazała zmienić tytuł na ,,Dalsze losy koziołka''. W klasie czwartej myślałem, że autorzy lektur pisali je specjalnie po to, aby było co omawiać w szkole. Kiedy pani polonistka kazała wymieniać wyrazy zawierające słowo ,,kot'', podałem jako przykład ,,lotokota'' – azjatyckiego ssaka poruszającego się lotem ślizgowym, lecz nikt w klasie o nim nie słyszał. W klasie piątej języka polskiego uczyła pani Dora ov Petelinova (wyobrażałem ją sobie jako łasicę), która potrafiła utrzymać w klasie dyscyplinę, co zasługuje na wielki podziw i szacunek. Nie każdemu nauczycielowi się to niestety udawało... W 2004 r. Jena ov Blackeyova wspominała jak pani Petelinova z pasją tropiła błędy językowe uczniów i kazała mówić, że coś na tablicy ,,jest napisane'', zamiast ,,pisze''. Pani Petelinova sama siebie określała żartobliwie jako ,,Herod – baba''. W klasie piątej omawiałem na języku polskim mitologię grecką. W klasach od szóstej do trzeciej gimnazjum moją polonistką była pani Anna ov Scareyova (w Polsce znajduje się pewna miejscowość, której nadałem starokrasną nazwę Scareyov). Wyobrażałem ją sobie jako żenetę. Pokazałem jej próbki swojej twórczości na temat ,,Gwiezdnych Wojen''. Czytając moje wypracowania zarzucała mi nadużywanie kolokwializmów (np. słowa ,,super'' w zdaniu: ,,Średniowiecze jest epoką superkontrowersyjną'') i nadmiar przemocy (była szczerze oburzona wypracowaniem, w którym pijany Józef Matusiak pobił Jana Kowalskiego szczeblem od poręczy). Na studiach w czasie wakacji byłem na jej ślubie. W liceum moją polonistką była pani Eva ov Tomas (jej zwierzęcym symbolem był chiton). Bardzo ją lubiłem, choć nie zawsze się zgadzałem. Rozmawialiśmy o literaturze (w tym dziecięcej min. o ,,Harrym Potterze''), historii i polityce (nie lubiła zarówno SLD jak też LPR). Mimo antyklerykalizmu (bardzo nie lubiła Piusa XII, o. Rydzyka i Wojciecha Cejrowskiego), bardzo szanowała św. Jana Pawła II, św. Franciszka z Asyżu, św. Maksymiliana Kolbe, ceniła twórczość Jana Dobraczyńskiego i film ,,Pasja''. Wolała Jana Kochanowskiego od Mikołaja Reja oraz Juliusza Słowackiego i Cypriana Kamila Norwida od Adama Mickiewicza. Czytała mój poemat ,,Milenium...'', oraz ,,Tatrę'', zachęcała mnie abym napisał coś dla dzieci. Później uczył mnie pan Jaroslavus ov Einkupis (jego zwierzęcym symbolem był oftalmozaur – gatunek ichtiozaura o wielkich oczach). Niestety był tak zaślepiony antyklerykalizmem, że nie lubił nawet św. Jana Pawła II, choć w drodze wyjątku cenił poezje ks. Jana Twardowskiego. Był niezadowolony, gdy mówiłem dużo o swej fascynacji twórczością J. R. R. Tolkiena. Gdy zachorował, uczyła mnie pani Anna ov Vyssa (jej symbolem był ichtiozaur). Pomogła mi przygotować się do matury, za co jej dziękuję. Poglądy miała umiarkowane, choć nie lubiła LPR. Przeczytała mój zbiór opowiadań ,,Dom''. Razem z panią ov Vyssą omawiałem swoją ulubioną lekturę - ,,Mistrza i Małgorzatę''. Na jej cześć w 2005 r. nazwałem Vyssą jednego z Płanetników, który w erze drugiej skonstruował statek kosmiczny, zwany ,,jajem płomienistym''. W 2005 r. przygotowałem maturalną prezentację o roli kobiet w ,,Biblii'' i w mitologii greckiej. 



sobota, 9 sierpnia 2014

Podziemnice

,,Nastazja urodziła złotowłosą Valaškę, która przemierzała świat w orszaku Dziwicy i walczyła ze straszydłami'' – M. Rymwid ,,Nymphologia''.

,, […] Valaszka miała być młodszą siostrą Libuszy, a więc także córką Kroka, identycznego zresztą z polskim Krakiem. Legenda mówi też o niej jako Libuszy, Ludmile czy Wandzie. Odznaczać się miała olbrzymią siłą fizyczną i okrucieństwem. Jedna z legend mówi, iż w zawodach łuczniczych Valaszka […] pokonała swego brata. Wystrzelona przez nią z kłodzkiego zamku strzała upadła u stóp odległej o całą milę lipy rosnącej we wsi Żelazna […]'' - M. Derwich, M. Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity''.



Nastazja kroczyła ku Nowej Ziemi, a towarzyszyła jej drużyna złożona w rusałek, wodników, leśnych ludzi, żmijów, Płanetników, Neurów i Lynxów. Niemal Człowiek, tchórzliwy władca kikimor, którego tron wznosił się na Nowej Ziemi, wysłał naprzeciw Nastazji i Walaszki armię pod buławą dusiołka, grafa Duśćca. Były w niej wśród wielu innych morskie potwory i krewni olbrzyma Warchamieja i trolla Gildensterna chcący zemsty. Parę wiorst od sinego morza rozegrała się straszliwa bitwa. Nastazja ubiła Duśśca, trolle Gima, Swena i Daga Gildensternów, olbrzyma Berendeja, smoka Sowynycza i trzy kikimory, sama jednak poległa, przeszyta zatrutymi włóczniami wąpierzy, gdy walczyła w pierwszym szeregu. Nimfolit z jej głowy, mały barwny kamyczek w kształcie serca, został przyniesiony Niemal Człowiekowi. Choć Walaszka dowodząc dokonywała cudów męstwa, zamiast mieczem walcząc mieczem smoka Siarczyna, bitwa została przegrana. Ciało Nastazji wśród wielkiej żałoby, spalono na stosie kadzidła i drzewa sandałowego, a popioły i kości pochowano w kurhanie razem z bronią. Jej następczynią została Walaszka, na której piersi spoczął czerwony dysk, zwany ,,Sercem Niepodzielnego'', a na gładkie, alabastrowe czoło, mądry Centaur wylał z kryształowej karafki wodę z sinego morza i z Dunaju (Danu, Erydan). Nowa władczyni, choć smukła i wiotka jak łania, umiała niczym Amazonki z er dwunastej i trzynastej skręcić kark tura lub rozerwać niedźwiedzia. Niemal Człowiek mszcząc się nasyłał swe potwory na rusałki i inne spokojne stworzenia, toteż Walaszka podjęła z nim walkę, objeżdżając swe królestwo. Tak to już jest, że miecz podniesiony nawet w dobrej sprawie, często miast pokoju, budzi jeno nienawiść i chęć zemsty.

*



Było to w okolicach sioła, które w erach dwunastej i trzynastej otrzymało nazwę Riadki. Walaszka myła twarz w ruczaju nachylona jak pies chłepczący wodę. Gdy zimna, czysta woda spłynęła po jej gładkiej twarzy, ktoś obserwował nową królową, która zdążyła już uśmiercić wiele potworów służących Niemal Człowiekowi. Córa Nastazji i Warchaja nie tylko była władna rozedrzeć tygrysa, ale również wybornie strzelała z łuku, wspinała się jak kozica, pływała niczym ryba, co u rusałek było czymś zwykłym, a biegnąc potrafiłaby dogonić konia czy jelenia. Niemal Człowiek bał się jej, tak samo jak jej macierzy i wyznaczył nagrodę za jej złote włosy, a było nią sześćdziesiąt kawałków drewna, które w Čortieńsku służyły za pieniądze. Walaszka już miała zanurzyć się w falach ruczaju, gdy spostrzegła, że w wodzie widać jakiś kształt ciemny, niczym cielsko ,,cocodrilusa'' w rzece Nilus. Kształt powoli wynurzał się; już widać było 



bycze rogi, a zaraz potem byczą głowę i muskularne ciało męża. Z ruczaju wynurzył się Minotaur o imieniu Myrsyna. Rzucił się ku królowej, lecz ta miał przy sobie miecz; Minotaur zaś był uzbrojony w maczugę, ciężką jak krowa. Walka trwała w najlepsze, gdy nagle ziemia zadrżała i wyrzuciła z siebie potoki lawy. Powietrze zatruł straszliwy odór siarki i na ziemi późniejszej analapijskiej prowincji Śląża stanął wielki jak 


góra smok Siarkan. Walaszce, która jeszcze nie zebrała własnej drużyny, przybył drugi napastnik, lecz to nie koniec biedy! Z kniei dziko rycząc wybiegł ogromny troll, pochodzący z ziemi byłego Wielkiego Księstwa Nordyckiego (starokrasne: ,,norda'' – północ; od ery jedenastej: Nürt). Nazywał się Galvor, co w mowie 


Słowian znaczy Goworek. Trolle, chodzące na tylnych nogach, pokrywały czarne kudły, a w ich żyłach płynęła czarna krew. Miały głowy nietoperzy i pazury podobne do sierpów. Wywodziły się z występnego związku rusałki z małpą łokisem; porzucone przez matkę i przygarnięte przez Borutę i Dziewannę, zostały oszukane przez Licho i tak stały się sługami Rykara. Walaszka ubiła Minotaura, lecz nawet Herkules nie sprosta tłumowi. Uskoczyła przed lawą z paszczy Siarkana, lecz troll przebił nią palicą, trafiając w serce. Człowiek by tego nie przeżył, lecz Walaszka jako rusałka mogła odtwarzać stracone części ciała niczym stułbia. Brocząc modrą krwią, wyrwała ciężką palicę z serca i już miała nią przebić Galvora, gdy smok postawił na niej łapę cięższą od dębu, tak, że nawet mocarna królowa rusałek nie mogła jej podnieść, a jednocześnie uważał, żeby nie rozgnieść jej. Troll ściął jej złoty warkocz pazurem i schował go do sakwy.
- Teraz rozdepczę ją jak pluskwę – powiedział smok.
- Czekaj, bardziej ją pognębimy – rzekł troll po czym dwiema łapami odsunął głaz, a wtedy ukazała się dziura. - Wrzućmy ją tu! - chwycił Walaszkę wyrywającą mu kłęby futra, z rozmachem cisnął w otwór w ziemi, po czym zakrył go głazem. Królową ogarnęły ciemności, podobne do tych, które zaległy Egipt w erze trzynastej. Spadała dzień i noc, na przemian budząc się i zasypiając i nie wiedziała kiedy to się skończy. Myślała, że na końcu czeka ją śmierć i polecała swą duszę Mokoszy i Dziwicy, przebaczyła tym co ją wrzucili. Spadając straciła rachubę czasu. Wreszcie piątego dnia obudziła się na czymś miękkim co przypominało mech. Ciemności rozjaśniały rozliczne drogie kamienie, a wśród nich najdroższe – białe alatyry. Walaszka wdzięczna Enkom za ocalenie, uświadomiła sobie jak bardzo jest głodna i spragniona. Nieustraszona jak jej macierz, zaczęła iść za blaskiem kamieni, wśród których liczne były gwiezdniki powstałe z opadłych gwiazd, idąc na spotkanie przygodzie...


*


Kiedy szła, piła wodę z podziemnych źródeł, lecz ani białych, ślepych ryb, ani grzybów, ani niczego innego nie mogła znaleźć. ,,Ciekawe jak głęboko jestem''? - myślała. Kiszki grały jej marsza, a gdy zasypiała, śniła, że jest to pasa w wodzie i w zasięgu jej rąk rośnie jabłonka. Jednak ilekroć chce się napić – woda znika, a gdy chce zerwać jabłko – gałąź ucieka. ,,Mokosza, Królowa Ziemi nie zapomni o mnie, bom i ja z jej krwi'' – myślała kuszona przez Zgrzechę Niedowiarka. Walaszka niestrudzenie błąkała się w podziemnym świecie, a jej drogowskazy – klejnoty świeciły barwami białą, złotawą, zieloną, niebieską, czerwoną, tęczową, różową... Choć była niezwykle wytrzymała, z głodu poczynało brakować jej sił. Wreszcie gdy marzyła o figurach wodników z ciasta odkryła, że Podziemie ma swych mieszkańców. Oczom królowej, podobnym do turkusów, albo lapis – lazuli ukazał się widok podobny niezmiernie do tego jaki był na powierzchni. Traktem szła smukła panna w bieli, a jej włosy i oczy były złote. Nosiła ozdoby z lśniących kamieni i koszyk wyglądający na wiklinowy, pełen jakichś grzybów podobnych do pieczarek. Szła podśpiewując, a towarzyszył jej wilczur o trzech głowach. Walaszka na jej widok wydała okrzyk.
- Kimże na Ageja jesteś? Córą Europy, Enką, ułudą? - trójgłowy pies warczał, a koszyk z grzybami wypadł z ręki. Walaszka opanowała się. - Przepraszam, że cię przestraszyłam. Jam Walaszka, córa Nastazji, królowa rusałek – podziemnej nimfie słowa te nic nie mówiły, chociaż ucałowała jej kolano. - Znalazłam się tu wbrew swej woli, słudzy Rykara mnie tu wrzucili. Kim jesteś? - obie rusałki były równe wiekiem.
- Podziemnicą, czyli podziemną rusałką. Nazywam się Mrovica. Zaprowadzę cię do swoich – pies o trzech głowach obwąchał Walaszkę, a ta poszła wraz z Mrovicą w stronę podobnej do ula chaty wzniesionej z głazów. Rodzina Podziemnicy składała się z ojca – wodnika, ubierającego się tak jak wodniki na powierzchni, matki w białej sukni i licznego rodzeństwa. Mrovica pokazała zebrane grzyby, a ojciec zapytał:
- Kim jest twoja znajoma?
- Nazywa się Walaszka, córka Nastazji, ojcze – odrzekła Mrovica. - Mieni się królową rusałek i wodników, przybyłą z powierzchni, czyli kimś większym od naszej wielkiej księżnej. Nosi Serce Niepodzielnego i pierścień z jednorożcem, więc chyba to prawda – cała rodzina oddała jej hołd bijąc czołem o klepisko, a następnie matka Mrovicy posadziła gościa na honorowym miejscu i dała jej co miała najlepszego: potrawy z grzybów, rybę w cieście, najczystszą wodę. Walaszka jadła z apetytem, lecz przestrzegała etykiety. Dowiedziała się, że ojciec Mrovicy nazywa się Byl (Bilus, Vilus), macierz Huragana, a rodzeństwo: Marduła, Anej Młodsza, Starsza i Średnia, Żempatis, Żempata, Podziomek, Podziomka i najmłodsza córka Grażias. Marduła urodził się z rubinem w czole, a trójgłowy pies nazywał się Śpas. ,,Mokosza umiłowała tę rodzinę, czyniąc ją tak liczną'' – pomyślała z podziwem Walaszka. Rodzinie towarzyszyła też nie tak dawno babcia Azjaka (Ayisaca), lecz niestety i tu dotarł lodowy oścień Mar – Zanny, zwanej przez Podziemników i Podziemnice ,,Śmierztecką''. Gospodarze z ciekawością, acz uprzejmie, pytali się o Nadziemie, Walaszkę zaś ciekawiło wszystko co się tyczyło Podziemnic.
- Jesteśmy tu od czasów Anej I, która tak jak ty nosiła Serce Niepodzielnego – opowiadał Byl. - Przejście 



do Podziemia odkrył wówczas ciekawy świata wodnik Sosis z rzeki Nilus. Należał do plemienia Sobaków, co wypasają krokodyle i hipopotamy. Wejście odkrył w podwodnej jaskini. Wszedł tam razem z umiłowaną i potomkami i z jego krwi są Podziemnice. Jedną z jego cór, Asę Parezis, więc wybrał na Wielką Księżną Podziemia. Zwracam uwagę, że nie mamy tu królowych, bo uznajemy wszystkie następczynie Anej I, aż do ciebie. Synowie i córki Sosisa wzięli żony i mężów z Powierzchni; ze świata nakrytego niebem. Asa Parezis wyszła za wodnika Zieleńczyka, a jej ojciec by zdobyć posag dla córki, wdrapał się za pomocą pazurów 



smoka Wyrma o złotej głowie, na wielką górę Elbrus, gdzie gryfy strzegły ogromnego alatyru. Aby go zdobyć, Sosis pozwolił im przekłuć siebie i wyszarpnąć ciała z rąk i nóg, a w zamian otrzymał drogi kamień. Dźwigając go na plecach, zaniósł do Podziemia, a tam trony wyrzeźbiły tron, którego odtąd używają wszystkie wielkie księżne. Smok złotogłowy stał się zaś godłem naszego księstwa.
- Pragnę usłyszeć o waszych współmieszkańcach – poprosiła Walaszka.


- Obecnej wielkiej księżnej Niklinie – rzekła Huragana – towarzyszy wielki jak byk, bury pies Garm, zwany Harmem, którego brzuch jest zawsze skrwawiony. Niektórzy zowią go Garmanem, lub Harmanem i choć groźny, nie jest zły. Żyją tu też psy trójgłowe, potomkowie Cerbera, syna Boruty i Dziewanny Šumina Mati. W rzekach i jeziorach mamy czarne żaby i białe, ślepe ryby. Gdzieniegdzie śpią smoki i wielkie węże. Żyjemy w zgodzie z gnomami i elfami, to jest królikami o trzech nogach.
- U nas na powierzchni, elfy to małe, urocze ludziki ze skrzydłami motyli, latające z kwiatka na kwiatek – skrzywiła się Walaszka.



- Elfy są różne, choć wszystkie wyszły z łona Mokoszy – rzekła Mrovica. - Są to dobre, jasne i piękne stworzenia, te co żyją na powierzchni, ale przecie niektóre z nich zsyłają choroby szyjąc z łuku strzałami o grotach jak haczyki. Istnieją też ciemne elfy, co wybrały Rykara. Pod nami jest Čortieńsk, a jego mieszkańcy często nas napastują.


- Jak duże jest Wielkie Księstwo Podziemia? - spytała Walaszka.
- Liczy wiorst milion milionów, połowę tego i ćwierć tej połowy – rzekł Byl. - Jest w nim wiele kamiennych osad, a stolicą jest położony w środku księstwa, ogromny Czarnogród. Nasza chata jest niedaleko siedziby wielkiej księżnej Nikliny. Możemy cię do niej zaprowadzić – Walaszka rada była zobaczyć stołeczny gród Podziemnic, lecz była już zmęczona, więc gospodarze pościelili dla niej puste łoże, w którym ongiś spała Azjaka. Królowa śpiąc śniła o wodniku, który umarł i w Nawi Jasnej dostał piękną i miłą żonę. Był on jednak stary; siwy i zgrzybiały jak człowiek, więc Weles pokazał mu drzewo, na którym rosły skóry wodników. ,,Jeśli ubierzesz tę, odmłodniejesz'' – tak próbował zrobić, lecz skóra młodego wodnika była bardzo ciasna, aż zamienił się w niedźwiedzia, którego Walaszka ubiła. Dziwny sen! Po nim przyszły następne, lecz były to jeno strzępki myśli, których już królowa nie pamiętała po przebudzeniu. Byl i Huragana ilekroć udawali się do Czarnogrodu, zaprzęgali do ogromnego wozu parę wielkich jak konie, sinych jaszczurek. Wóz był tak wielki, że mieściła się na nim cała liczna rodzina, a i dla gościa znalazło się miejsce. Czarnogród był ośmiokrotnie większy od Toropiecka ; Walaszka nigdy nie widziała tak ogromnego grodu. Wszystkie budowle były z kamienia; zarówno ze zwykłego, jak i w kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Mury miasta zbudowano z gagatu – drogiego kamienia czarnego jak węgiel. Gospodarze oprowadzali gościa po Czarnogrodzie; pokazali zabytkową oberżę ,,Pod Czarnym Diamentem'', liczne fontanny, ulice brukowane diamentami i zielonymi perłami, latarnie, w których świeciły perły i rubiny, kapiące od złota marmurowe chramy Mokoszy i Welesa, wreszcie srebrny, o ścianach wysadzanych brylantami, szafirami i alatyrami, pałac wielkiej księżnej. Był właśnie czas zwiedzania i audiencji, toteż Walaszka wraz z rodziną Mrovicy bezpiecznie przeszła przez złotą bramę, której pilnowały dwie żaby; zielone i wielkie niczym krowy. Walaszka chociaż była królową i córą królowej, nigdy nie mieszkała w zamku. Cały czas wędrowała po królestwie walcząc ze sługami Niemal Człowieka, tak jak jej matka. Dotąd, najwspanialszą siedzibą w jakiej przebywała, był zamek werszek Dunaja i Dany, na dnie rzeki Erydan. Pałac Nikliny, wielkiej księżnej Podziemia pełen był rzeźb i fresków, dywanów z Peristanu, złotych i srebrnych naczyń, mieczy i kolczug – a wszystko to wołało o podziw. Wokół słychać było cudowny śpiew, lecz nie był to śpiew syren czy łabędzi, ale pienie rusałek. Powietrze było ciężkie od zapachu kadzidła, a Walaszce przypominało to palenie zwłok jej matki. Rodzinie Mrovicy udzielono audiencji; zgodnie ze słowami Byla, wielka księżna zasiadała na tronie z alatyru, który ongiś Sosis przytaszczył z góry Elbrus (Elburz). Niklina o czarnych puklach, nosiła modrą szatę przetykaną złotem, a na szyi niczym Mokosza, diament o dziesięciu kolcach. U jej stóp leżał pies Garm. Ogromny, kudłaty brytan o wiecznie skrwawionym brzuchu, na widok Walaszki poderwał się i z głuchym warczeniem podbiegł. Królowa nie miała przy sobie miecza, bo straciła go w ostatniej walce, lecz gdyby przyszło co do czego, umiałaby zwyciężyć Garma. Ten jednak wciągnął nosem powietrze, zatrzymał się, odwrócił i tak rzecze:
- Wow! Czuję krew królowej i bicza na potwory! - następnie przypadł do Walaszki i z czcią polizał jej białe dłonie. Wówczas Mrovica założyła jej na szyję Serce Niepodzielnego, a Niklina z dworem padła na twarz, a następnie ucałowała kolano Walaszki. Królowa nie lubiła tego zwyczaju. ,,Wszak jestem jeno stworzeniem''! - mówiła, lecz taka była etykieta sięgająca czasów Anej I. Następnie na cześć ,,królowej ze Świata Całowanego przez Słońce'' wielka księżna wydała ucztę, na której podano jadalną ziemię z Nabatei, , różne kolorowe cukry, rodzynki z drzewa rodzynkowego (do potopu kończącego erę jedenastą rosły takie), oraz wiele innych specjałów. Uczta była długa i radosna, lecz coś ją przerwało …

*



- Za zdrowie Walaszki! - Podziemnik Smokicz, mąż Nikliny wzniósł toast rumianym winem, gdy na salę wbiegł jakiś stworek i przypadł do nóg królowej. Był wielkości zająca, a pokrywała go biała skóra w szare plamki. Chodził na dwóch nogach; miał małe różki, świński ryjek, szponiaste łapy, szczurzy ogon, a jedna jego noga miała stopę kaczki, a druga psa. ,,Ki Čort''? - pomyślała Walaszka chrupiąc głowę cukru pomarańczowego.
- Czego pragniesz, gnomie? - spytał wielki książę Smokicz. - Widzisz, że gościmy królową ze świata owiewanego wiatrem.
- Pani Walaszko – zakwiczał gnom – jestem Udurek, twój sługa. Przychodzę prosić waszą jasność – pomoc; jestem jednym z dziesięciu gnomów porwanych przez Čorty. Licho trzyma mych braci na hakach, lecz ja, dzięki Welesowi uciekłem... - Walaszka wstała od stołu.
- Czyż możemy ucztować, kiedy giną inne dzieci Mokoszy? - Niklina i Smokicz początkowo nie chcieli ryzykować zatargu z Čortami, lecz postawa królowej zawstydziła ich.
- Niech, no kto wskaże mi drogę do Čortlandu! - Niklina skrzyknęła drużynę, po czym zaprowadziła Walaszkę do chramu Welesa, a dokładniej do jego piwnicy. Tam leżał głaz, który królowa, w której wiotkim ciele drzemała siła słonia, przesunęła odsłaniając dziurę, z której buchały opary siarki.


- Nawet najpotężniejsza władczyni sama nie pokona Čortów – ostrzegła kapłanka Luna Čapek. - Sam Agej może zwyciężyć smoka Rykara, a Enkowie tacy jak Jarowit czy Mokosza, których się lęka cały Čortieńsk, mają moc nie z siebie, lecz z Ageja. Pomyśl o tym, pani – nalegała Podziemnica, lecz Walaszka tak jak jej matka Nastazja bywała zarozumiała. Bez słowa zanurzyła się w cuchnącym otworze, a za nią udała się drużyna Nikliny. Podziemnice i podziemniki rzuciły się w ciemność rozjaśnianą nie blaskiem klejnotów, lecz niegasnącym ogniem. Zarówno Walaszka jak Niklina i Smokicz byli odważni, lecz tego miejsca nie przenikała obecność Ageja – panowały tu strach i bezbrzeżna rozpacz. Razem ze swą panią do jamy wskoczył Garm. Niklina miała na szyi diament o dziesięciu kolcach i ten służył za latarnię. Čortieńsk zdawał się być pusty, jeno z bardzo daleka dobiegał ryk smoka piekieł i ujadanie Czarnego Psa. Walaszka i Niklina pozwoliły odejść tym z drużyny, które odczuwały lęk. Światło diamentu rzucało blask na czarne ściany zbryzgane krwią, na których wisiały łańcuchy i szkielety. Długo trwało to oglądanie, aż drużyna nie wiedząc o tym, doszła do tej dziedziny, w której mieszkało Licho. Kiedy światło kolczastego diamentu padło na czarną ścianę, pokrytą bazgrołami, oczom wszystkich ukazały się gnomy i króliki o trzech łapkach, zwane ,,elfami'', które Čorty zawiesiły żywcem na hakach. Nikt ich nie pilnował, więc Walaszka, Niklina i Smokicz uwolnili je z haków, a potem kroplami swej modrej krwi, uleczyli je. Podziemnica Nebeska nosząca to imię z powodu barwy oczu, zaprowadziła gnomy i elfy z powrotem do Wielkiego Księstwa.
- Czas na nas – rzekł Garm – czuję zieloną krew Čortów! - Walaszka i Niklina już miały dać znak do odwrotu, gdy w mroku ujrzały świecące oczy i poczuły odór siarki i smoły. Blask diamentu rzucił światło na półnagiego męża o głowie komarzycy, na plecach mającego kostne skrzydła ptasie bez mięsa i skóry. Wszyscy wiedzieli, że tak wyglądało Licho. Towarzyszył mu wielki wąż, truś o złotej głowie nazywający się Złoczyń i Bęś – gęś wielkości człowieka mająca zęby i zionąca ogniem.
- A kogóż to moje piękne oczy widzą! - zakrzyknęło Licho; na ucieczkę było za późno.


Garm rzucił się z zębiskami na Złoczynia i Bęsia, zaś graf Lichon złożył dwa patyki i wezwał przez nie posiłki. Wąż i potwór podobny do gęsi leżały we własnej, zielonej krwi, lecz wtem zaroiło się od Čortów. Przybył 


Bee – człek z potworną głową barana, jego brat Trysław, zwany Trykosławem, Bukaj Wroga z bagien o wielkich pazurach, z każdą minutą wojsk Rykara było coraz więcej. Walaszka i Niklina wraz ze Smokiczem rzuciły się bronić odwrotu swej drużynie. Straszliwy Vujek o głowie przypominającej gruszkę z ogromnymi kłami i ognistymi ślepiami, wywijając młotem zabił psa Nikliny i począł miażdżyć jej drużynę, aż Walaszka odcięła mu ramię i głowę. Pani Garma ubiła Bee, a jej mąż – Trykosława i Bukaj Wrogę. Jednak Čortów było coraz więcej, zdawały się być liczne niczym piasek na plaży. Walka trwała w najlepsze, gdy wtem 


piekło zadrżało od tupotu potężnych stóp i od wycia jakby tysiąca tysięcy wilków. ,,To idzie Czarny Pies''! - drżały Čorty. Istotnie; w mroku niby dwa czerwone księżyce zajaśniały wielkie oczy brytana ogromnego jak smok i czarnego jak smoła. Ślina z jego paszczy leciała jak wodospad. W erze pierwszej, jeszcze przed zdradą Rykara, Czarny Pies był Enkiem noszącym imię Zmiennik, któremu Agej zlecił stworzenie lądu, lecz Zmiennik nie wykonał polecenia, zajęty podziwianiem swego odbicia w wodzie. Jego zadanie wykonała dopiero Mokosza w erze drugiej. Na jego widok zarówno Čorty, jak i drużyna Nikliny zadrżała w wielkiej trwodze. ,,Uciekajmy, bo nas zje''! - wołały Podziemnice, lecz Walaszka nie okazała strachu, co nie znaczy, że się nie bała. Z rąk jednej z wojowniczek wyjęła ciężką palicę i gromko zawołała:
- Wracajcie do budy, psie Rykara! - Czarny Pies zaryczał jak byk i pochylił łeb, by zdruzgotać Walaszkę potężnymi zębami. Jednak królowa nie ruszyła się z miejsca, jeno palicą przebiła pysk Čorta. Wytrysnęła fontanna zielonej krwi, a Czarny Pies piekieł ryczał z bólu tak głośno, że poczęło pękać sklepienie oddzielające Wielkie Księstwo Podziemne od Čortieńska. To była zagłada marchii założonej ongiś przez Sosisa. Na szczęście wszystkie rusałki i wodniki mocą daną przez Mokoszę zmieniły się w Światła i opuściły ginący świat przez rozliczne jaskinie. Razem z nimi wydostała się Walaszka, a Mrovica złożyła jej hołd, została pasowana na wojowniczkę i odtąd jej towarzyszyła w walce z Niemal Człowiekiem. Wielkie Księstwo Podziemia zginęło, lecz pamięć o podziemnych nimfach przetrwała erę dziewiątą i opowieści o nich zaczęli snuć ludzie. Tak pojawiła się wiara w ,,rusałki katakumbiane'' , które w erze trzynastej miały wskazywać schronienie chrześcijanom w Analapii, których prześladował Artur Apostata. W Szczecinie opowiada się legendę, wg której w przejściu podziemnym na ul. Wyzwolenia są żółte drzwi prowadzące do tajemniczego świata, gdzie rządzi rogaty car Rachman i gdzie wśród wielu innych istot żyją rusałki katakumbiane. Może kiedyś Czytelnicy to sprawdzą...


*


Słowem Podziemnice, ,,Codex vimrothensis'' i encyklopedia ,,Obraz świata'' nazywają również trzy córy Skarbnika i Jedlicy Pustułki. Wszystkie były jytnas wielkiej piękności, a nazywały się Zołta, Mlecznobiała i Doruna. Tak jak ich ojciec mieszkały pod ziemią i opiekowały się górnikami. W erze trzynastej, w analapijskiej prowincji Śląż żył młody górnik noszący imię Bzdurek. Pewnego razu, Podziemnica Zołta, o złotych włosach, ostrzegła go przed zawaleniem, a jego serce poczęło pałać na jej widok. Górnik nie mógł przestać myśleć o uroczej córze Skarbnika, więc oświadczył się jej. Jednak Podziemnica odrzuciła jego zaloty, bo wszystkich górników kochała tak samo i chciała być gotowa do spieszenia pomocą im wszystkim. Poza tym jak powiedziała ,,jytnas się nie żenią, ni nie wychodzą za mąż''. Biedny Bzdurek z rozpaczy zachorował. Gdy leżał w łożu niezdolny do pracy, pielęgnowała go prosta dziewczyna Osobita, która go kochała, lecz on o tym nie wiedział. Gdy wyzdrowiał, pokochał Osobitę, a po długim narzeczeństwie zostali mężem i żoną. Legendy mówią, że Osobita przeżyła męża i została Grochową Matką, wśród dojrzewającego grochu karmiąca swe dzieci.