,, [Bogini Amenouzume] Spędziła [...] w jedno miejsce wszystkie stworzenia morskie, aby je zapytać, czy zamierzają służyć potomkowi duchów nieba. 'Służyć' będzie znaczyło w tych okolicznościach tyle, co 'dawać się dobrowolnie łowić na ofiarę dla duchów'. [...] Wszystkie wodne stworzenia odpowiedziały oczywiście pozytywnie na jej zapytanie. Jedna tylko strzykwa się nie odezwała i to zostało od razu zauważone, gdyż strzykwy (znane też ostatnio pod nazwą malajską: trepangi) uchodzą na Dalekim Wschodzie za przysmak, którego nie mogło zabraknąć w jadłospisie dworskim. Brak odpowiedzi potraktowano jako fizyczną niezdolność w związku ze zbyt małym otworem gębowym u tego zwierzęcia lub - co też niewykluczone - jako opór okazany zwycięskim niebianom. Bez względu na umotywowanie Kobieta Opętująca [Amenouzume, szerzej znana z tego, że tańcząc obnażona, skłoniła solarną boginię Amaterasu do opuszczenia jaskini - przyp. T. K.] wydobyła z zanadrza nóż, jaki nosiła umocowany na sznurze (jakoby głownie w celu samoobrony) i nacięła nim otwór gębowy strzykwy. Ma to być [...] powód, że strzykwy po dziś dzień mają charakterystyczną niby - bliznę w miejscu gęby. Utrwalił się też [...] zwyczaj, że [...] przynosi się strzykwy włodarzom zrzeszenia Sarume, potomkom Kobiety Opętującej Mężczyzn Nieba'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''
czwartek, 27 lipca 2017
Legenda o strzykwie
środa, 26 lipca 2017
Oniricon cz. 321
Śniło mi się, że:
- Leonidas w bitwie pod Termopilami stracił ojca; króla Sparty i całe królestwo, lecz wciąż nie chciał wstać gdy go matka budziła,
- byłem buddystą, wkładałem sobie do majtek różne ciężkie rzeczy i wchodziłem do jaskini, aby tam wymyślać mity, w których kobiety były ważniejsze od mężczyzn, zaś Babcia żaliła się, że Budda mnie źle traktuje,
- Jamblich był królem Grecji,
- kiedy szedłem ulicą chciałem wejść do księgarni, lecz zaczepił mnie siwobrody Hindus będący protestanckim charyzmatykiem, lecz mu odpowiedziałem, że jestem katolikiem i wszedłem do księgarni,
- w czasie II wojny światowej przebywałem w siedzibie Niemców, gdzie przybył jakiś ekscentryk chcący uratować brata, chciałem założyć majtki, lecz wszyscy się na mnie gapili - w tym Pavlas ov Vidłar i jakiś mały chłopiec, a ja się wstydziłem; rano przyszła wielodzietna rodzina, w której żona i matka była blondynką o kręconych włosach i razem z nimi odmawiałem poranną modlitwę do Maryi, potem naziści zamienili się w Krzyżaków i przenieśli się do XV wieku, aby walczyć pod Grunwaldem; byłem rycerzem, w plecaku miałem książkę historyczną o Krzyżakach i miałem walczyć u boku Ulricha von Jundingena; Krzyżacy idąc do boju śpiewali pieśń, w której było min. o Arystotelesie, ja tymczasem uciekłem z krzyżackiej armii, aby pomóc polskiemu rycerzowi uwolnić porwaną siostrę,
- w równoległym świecie Tatra przybyła do Hamburga, gdzie jakaś dziewczyna prosiła ją o pomoc w przeciwdziałaniu germanizacji tego słowiańskiego miasta,
- jakaś dziewczyna trzymała w ręku białą, świetlistą kulę zwaną Bilą (sen zrekonstruowany).
wtorek, 25 lipca 2017
Uke Mochi - bogini jedzenia
,, [...] W jakimś niejasno określonym momencie Mąż Zsyłający Opady zwrócił się z prośbą o zaopatrzenie go w wiktuały do (...) Dziewoi w Której się Poczyna Wielkie Jadło. Ta - zgodnie ze swoją naturą - zaczęła wydobywać z nosa, z ust i odbytu rozmaite smakołyki i przygotowawszy je na różne sposoby, stawiała je przed nim z pokłonem, jak przystoi niewieście. Mąż Zsyłający Opady, który, stojąc, przyglądał się jej krzątaninie, pomyślał, że podaje mu ona jadło skalane, i bez większego namysłu zabił Dziewoję w Której się Poczyna Wielkie Jadło. Był tego świadkiem lub też zjawił się wkrótce po zabójstwie w pobliżu (...) Zwierzchnik Czuwający i Panujący nad Duchami Obszarów Siły, któremu przecież poddana jest 'siła wytwarzania jadła', podobnie jak wszelkie inne siły, i stwierdził, że w członkach ciała zabitej poczęły się różne pożyteczne rzeczy: w jej głowie były jedwabniki, w oczach - ziarnka ryżu, w uszach proso, w nosie - czerwona fasola, w łonie - kłosy żyta, a w odbycie - ziarna soi. Wtedy to Zwierzchnik Czuwający i Panujący nad Duchami Obszarów Siły polecił to wszystko zebrać, a ziarna przeznaczyć na nasiona'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''
Smacznego! ;)
poniedziałek, 24 lipca 2017
Płeć Amaterasu
,, [...] Przede wszystkim jednak czytelnik mitu po raz pierwszy ma teraz szansę zastanowić się nad tym, czy Duch Świecący na Niebie jest płci męskiej czy żeńskiej. Z językowego kontekstu nie da się tego wydedukować: ani zwroty typu 'pani, siostra, córka' nie występują w związku z tą postacią, ani nie używa się przy tejże okazji zaimków rodzaju żeńskiego (ona, ta, jej itp.), których zresztą w japońskim jest niewiele. Jedynie wielowiekowa tradycja nakazuje widzieć w tym duchu niewiastę, choć śmiał się temu przeciwstawić w nowszych czasach historyk japoński Sōkichi Tsuda (...), a zresztą i inni badacze. Stojąc na stanowisku analizy tekstualnej wyłącznie, jesteśmy gotowi przyjąć jednak w zgodzie z tradycjonalistami, że wzmiankowana w tekście zmiana uczesania, zapoczątkowująca przygotowania do pojedynku, zdaje się świadczyć, iż mamy tu do czynienia z kobietą. Samo rozpoczęcie przygotowań do fryzury nie jest, być może, jeszcze dowodem na kobiece zachowanie się, choć tak by też dało się to ująć'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''
Oniricon cz. 320
Śniło mi się, że:
- czytałem powieść fantasy ,,Stal'' napisaną przez Sławomirę, której akcja rozgrywała się w realiach przypominających początek XX wieku,
- Czarny Rogan walczył z Czarnobogiem,
- w szkole nauczyciel - anarchista i pacyfista noszący na ubraniu pacyfy i symbole anarchii, zachwalał Jerzego Owsiaka, którego przypominał wyglądem, lecz mnie nie przekonał,
- zimą pojechałem do Styrii w Austrii, aby zwiedzić zamek czarownic, w którym mieszkała Diabolina, spotkałem Macaysa ov Aranicia, który na mój widok przeszedł przez jezdnię,
- Frans Timmermans jest agentem Putina,
- szukałem w Internecie słowa ,,samoje...ka'' (polskie określenie selfie) i znalazłem filmik, na którym Sławomira była bosą blondynką w białym gieźle idącą przez pole zboża; w moim mieszkaniu przebywał wówczas Janusz Palikot, który się dziwił, że moja Mama ogląda filmiki na you tube nakręcone przez Angielkę, a ja zdenerwowany odparłem, że moja Mama może oglądać takie filmy jakie chce, wówczas Palikot zaczynał się robić agresywny,
- Konrad T. Lewandowski tęsknił za latami 90 - tymi XX wieku,
- Tomasz Sidor powiedział, że urodził się w XII wieku, kiedy już Władysław Łokietek zjednoczył Polskę,
- koń założył sobie wianek z kwiatów na głowę.
niedziela, 23 lipca 2017
Pingwiny
W XIX wieku na łamach pewnej francuskiej gazety opublikowano artykuł o pojawieniu się alk olbrzymich u wybrzeży tego kraju, co wywołało u niefrancuskojęzycznych szok – myśleli, iż chodzi o pingwiny! Nie ma się czemu dziwić, bowiem nazwa pingwin jest znacznie starsza od interakcji ludzi z tymi ptakami. Pierwotnie oznaczała ona alkę olbrzymią. Utworzono ją od dwóch walijskich słów: pen – głowa i gwyn – biała. Później z braku lepszej nazwy określono tak prawdziwe pingwiny. Powtarzam: prawdziwe, ponieważ wytępione już alki olbrzymie mimo podobnego wyglądu nie były spokrewnione. Ich odrębności dowiodła sekcja naturalnie zamrożonego okazu pod egidą Sir Richarda Owena. Zajmijmy się więc ptakami, które od niej otrzymały nazwę. 1
Rząd pingwinów jest
jedyną grupą reprezentującą podgromadę ptaków o tej nazwie,
nielotnych i trwale związanych z morzami półkuli południowej.
W oligocenie żyły
plotopteridy, podobne do pingwinów, wymarłe ptaki morskie o
wysmukłym ciele i długim dziobie, których skamieliny odkryto u
wybrzeży USA i Japonii.
Miocen był świadkiem
pojawienia się na Ziemi ogromnego pingwina pachydyptesa. Ogromny to
w stosunku do niego zbyt subtelne określenie. Jego wymiary wynosiły
aż 2 metry wysokości. Przy nim współczesny pingwin cesarski
niewiele znaczył, a i człowiek mizernie wygląda przy jego
szkielecie. Obecnie nie ma już takich olbrzymów.
Aktualnie żyjące
pingwiny: cesarski i królewski osiągają 90 cm – 1 m długości,
czyli mówiąc obrazowo są jak pachydyptesy dla dwuletniego dziecka.
Inne gatunki są
znacznie mniejsze. Wśród nich prawdziwym mikrusem jest pingwinek
mały (40 cm). Żyje u wybrzeży Nowej Zelandii, gdzie gnieździ się
w ziemnych norkach. Ma odcień szaroniebieski i dziób czarny.
Jaskrawo odcina się od zamieszkujących te wyspy, skocza
złotoczubego, pingwina żółtookiego, jak i od innych
przedstawicieli pingwiniego rodu.
Po zetknięciu
się z powyższym tekstem, zapewne może się Czytelnik zdziwić,
dlaczego pisząc o pingwinach wymieniam Nową Zelandię kiedy
pingwini areał obejmuje Antarktydę? Już się tłumaczę. Areał
pingwinów obejmuje półkulę południową, czyli tereny na południe
od Równika. Najwięcej ich gatunków faktycznie żyje na
Antarktydzie, ale niektóre niesione prądami morskimi dostały się
na inne tereny. Tam przeszły ewolucję, w wyniku której powstały
gatunki odrębne od tych z ,,kolebki''. Oto ich przykłady:
wymienione już gatunki nowozelandzkie i australijskie, pingwiny
patagońskie, które można spotkać u morskich wybrzeży chilijskiej
pustyni Atacama (sic!) i najdalej zaniesione na północ przez Prąd
Peruwiański pingwiny galapagoskie. O na wpół oswojonym
przedstawicielu tego gatunku imieniem Penny pisał Irenäus
Eibl – Eibesfeldt w książce ,,Galapagos.
Arka Noego na Pacyfiku''.
Pingwiny żyją nawet u wybrzeży południowej Afryki. Serio. Mam na
myśli pingwiny okularowe tońce, nazwane tak z powodu wzoru ich
upierzenia przypominającego okulary. Z ich krótkich, szarych
dziobów wydobywa się głos przypominający ryk osła. Tońce są
gatunkiem ginącym. Natomiast nie ma pingwinów na półkuli
północnej, chyba, że w ogrodzie zoologicznym.
Co sprawia, że na
ogół świetnie odróżniamy pingwiny od innych ptaków? Mają
charakterystyczną sylwetkę przypominającą kroplę wody. Czyni ona
z pingwina istotę nieporadną na lądzie, ale za to pływaka
doskonałego. Pingwin papuas (białobrewy) rozwija w wodzie prędkość
27 km / h, co czyni go najszybszym ptakiem obcującym z tym żywiołem.
Wysokie lokaty w dziedzinie nurkowania zajmują też dwa największe
gatunki pingwinów. Pingwin cesarski nurkuje na głębokość 400 m
na 18 minut, zaś pingwin królewski – na 305 m u 7,7 minut.
Receptą ich sukcesu jest zwolnienie biegu krwi przez mięśnie, choć
do serca i mózgu dociera w konwencjonalnym tempie. Niestraszna im
też choroba kesonowa będąca zmorą nurków. Niemal wszystko w
organizmie pingwina ma jakiś związek z wodą. Upierzenie
zredukowane, w dawnych opisach uważano pingwiny za nagie, jednak
pisklęta są pokryte puchem. Pod skórą znajduje się rezerwa
tłuszczowa – zabezpieczenie przed głodem i zimnem (według innej
hipotezy nazwę ,,pingwin'' utworzono od łacińskiego słowa
oznaczającego tuszę). U skocza złotoczubego widzimy na głowie
koronę z żółtego pierza. U pingwina żółtookiego tworzy ono
podobne, lecz znacznie mniejsze ,,pasemka''. Charakterystyczną cechą
pingwinów jest ów ,,smoking'' – mozaika barw czarnej i białej
mająca znaczenie maskujące. Nie jest to jednak monotonia idealna. U
pingwina cesarskiego w okolicy ciemnienia widać pomarańczową plamę
kontrastującą z resztą upierzenia. Wymieniony gatunek posiada
skórną fałdę na podbrzuszu. Skrzydła; pozbawione lotek i
sterówek przejęły funkcję płetw. Nogi krótkie, bardziej
przystosowane do pływania niż chodzenia. Stopy są pozbawione
upierzenia, ale przed mrozem i uszkodzeniami mechanicznymi chroni je
gruba warstwa zrogowaciałej skóry, u pingwinów pełniąca funkcję
butów. Mała, kształtna główka jest opatrzona dziobem; długim i
cienkim jak u pingwina cesarskiego, lub grubym i krótkim u tońca.
Nie muszę chyba mówić, że dziób nie tylko pobiera pokarm, ale i
mieści nozdrza – ujście układu oddechowego. Dziób pingwina
mieści również gruczoł solny wydalający z organizmu nadmiar soli
o konsystencji sączącego się śluzu co sprawia wrażenie jakby
pingwiny płakały lub miały katar. Obserwując wnętrze dzioba,
widzimy w nim język i spiczaste, rogowe wyrostki. A do czego są one
potrzebne – to już jest kwestia konsumpcji.
Podstawowy zrąb
pingwiniej diety stanowią ryby – kręgowce pokryte śliską skórą,
a więc wymagające unieruchomienia – do tego właśnie służą
owe wyrostki wewnątrz dzioba. Inne gatunki omawianej grupy np.
skocze złotoczube odżywiają się krylem. W obydwu przypadkach,
wynikiem rabunkowych połowów ze strony człowieka jest śmierć
głodowa ,,współbiesiadników''.
Wiemy już, że
pingwiny żywią się rybami i krylem. A same to czyim padają łupem?
Przygodny obserwator widząc ufność i bezbronność pingwinów
mógłby oświadczyć, że niczyim. W rzeczywistości chociaż
pingwiny nie mają zbyt wielu wrogów nie są ich wcale pozbawione.
Na lądzie ich jaja i pisklęta giną w dziobach wydrzyków, a na
Nowej Zelandii pingwinki małe padają łupem zdziczałych psów i
kotów. W wodzie na pingwiny polują: orki, rekiny i lamparty
morskie. Ten ostatni gatunek jest zmorą pingwinów z Antarktydy.
Czatuje na osobniki skaczące do wody. Żaden nie chce być pierwszy;
nerwowo i niepewnie czekają na skok pierwszego śmiałka, a potem
wszystkie skaczą do wody. Jednak największym wrogiem pingwinów
jest człowiek, ale o tym później.
Zajmijmy się
teraz tym co pingwiny robią, aby przedłużyć żywot swego gatunku.
Nieskomplikowane a jednocześnie niezwykłe w swoim przebiegu są
toki pingwina Adeli. Samiec ofiarowuje partnerce kamień, a gdy ta
schyla się po niego ,,ślub
zostaje zawarty'' i
samiec może spokojnie przekazać swoje geny. Oczywiście poza tymi
zalotami, kamienie dla pingwinów Adeli nic nie znaczą.
Samice wszystkich
gatunków pingwinów zakładają gniazda na ziemi. Są to płytkie
dołki, z nieliczną wyściółką i jajami (w zależności od
gatunku 1 – 3). W niektórych przypadkach pingwin ,,tata'' pomaga w
odchowie piskląt. Najpiękniejszym tego przykładem są pingwiny
cesarskie. Po złożeniu jaj samice oddalają się szukać pokarmu. W
tym czasie funkcja wysiadywania spada na samców. Jaja są szczelnie
ukryte w fałdzie skóry na brzuchu. Podczas długotrwałego
wysiadywania niezagrożonym przez drapieżniki ,,ojcom'' dokuczają
silne mrozy, podczas których pingwiny tulą się do siebie. Muszą
też uważać, aby nie wypuścić jaja. Kres owej heroicznej pracy
kładzie dopiero powrót matek i możliwość posilenia się samców.
Zasłużyły na to.
Pisklęta pingwinów
są zagniazdownikami. Okrywa je warstwa puchu. U pingwina cesarskiego
jego kolor jest brązowy, co upodabnia ,,cesarskie'' pisklęta do
młodych niedźwiadków. Z wiekiem ów puch ustępuje miejsca
dorosłemu wodoodpornemu upierzeniu. Na zakończenie relacji z
rodzinnego życia omawianej grupy; ciekawostka. Chcąc uzyskać od
dorosłego ptaka porcję nadtrawionego pokarmu pisklęta pingwina
cesarskiego wykonują gest proszący, schylając się do ziemi przez
wyprostowanym dorosłym. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z
dobrymi manierami; po prostu jakoś muszą dopominać się o pokarm!
Charakterystyczny,
ładny wygląd pingwinów przyczynił się do ich popularności. Są
one bohaterami licznych kreskówek i elementem reklam lodów 2
i sprzętu chłodniczego. O ile wydają się być dziwaczne niektóre
ich role filmowe, 3
o tyle nie aż tak trudno wyobrazić je sobie w roli mięsnego
prowiantu dla przepływających statków, jaką w pierwszych wiekach
interakcji z człowiekiem pełniły.
*
Obecnie pingwinom
zagrażają masowe połowy ich pokarmu i zanieczyszczenia mórz. Oby
nie podzieliły losu alki olbrzymiej, od której utworzono ich nazwę.
1
Anatol France w powieści ,,Wyspa Pingwinów'' z 1908 r.
opisał alki olbrzymie, które w wyniku chrztu zamieniły się w
ludzi – odpowiednik Francuzów.
2
W II RP były popularne lody ,,Pingwin''.
3
Pisząc to miałem na myśli pingwina z filmu ,,Wallace i Gromit:
Wściekłe gacie'' z 1993 r.
sobota, 22 lipca 2017
O etyce kontaktów ludzko - zwierzęcych
Doszliśmy w tym miejscu do tematu znanego i cieszącego się dużą popularnością. Człowiek od tysięcy lat egzystuje na jednym globie wespół z najrozmaitszymi zwierzętami. Początkowo zwierzę było dla człowieka wrogiem lub obiektem łowów, hodowli lub czci. Przymiotnik ,,ludzki'' niestety znacznie wyolbrzymiający, określa nasze dobre cechy. Nie zapominajmy jednak, że moralne hamulce przed zabijaniem się nawzajem, pochodzą właśnie od instynktów naszych zwierzęcych przodków. Pięknym przykładem tego jest: adopcja i rekonwalescencja w świecie delfinów, sygnał wygaszania agresji u wilków, zgodne pożycie kawek i gęsi itd. Również u ludzi można się z tym spotkać. Świadczą o tym:
- ustalanie
przed walką jej wyniku (owe ,,Na
śmierć nie niewolę''
z ,,Krzyżaków''
Henryka Sienkiewicza),
- wywieszanie
białej flagi jako znaku poddania, lub hasło ,,pardon''
znaczące to samo,
- skierowanie broni
rękojeścią do przeciwnika jako znaku zaprzestania walki itd.
Wilk nie
przegryzie gardła demonstrującemu je rywalowi, nawet najbardziej
rozsierdzony nie uderzy w obnażony kark przedstawiciela swego
gatunku. Jak to określił Konrad Lorenz w książce ,,Tak
zwane zło'', którą
Zdenek Veselovsky kazałby obowiązkowo przeczytać wszystkim
politykom, powołując się na chińskie przysłowie, ,,zwierzę
w człowieku'' może
oznaczać coś dobrego.
Człowiek ma
jednak możliwość wyboru między dobrem a złem i wcale nie zawsze
wybiera dobro. Na niespotykaną u innych gatunków skalę, człowiek
morduje przedstawicieli swego gatunku. Często też przejawia
niszczycielskie zapędy w stosunku do reszty przyrody. I tak życie
zamienia się w piekło. Mottem niniejszego artykułu mogłyby być
słowa Alberta Schweitzera o tym, iż ,,etyka
byłaby niepełna, gdyby dotyczyła tylko ludzi''.
Nie bagatelizujmy przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, ponieważ
często później odnosi się to do ludzi. Przykładem była
,,krucjata'' rozpętana w XIX wieku w Niemczech przeciwko ssakom
drapieżnym, a nieco później, bo już w Niemczech hitlerowskich
ostrze napaści zwrócono przeciwko Żydom, Cyganom i Słowianom.
Zatrzymując się na III Rzeszy, warto zwrócić uwagę, że zanim
esesmani mordowali ludzi ,,ćwiczyli'' strzelając do swoich psów,
lub lalek.
Nie powinniśmy
również usprawiedliwiać się fałszywie interpretowanym wezwaniem:
,,Czyńcie sobie Ziemię
poddaną'', ponieważ
rabunkowa eksploatacja Bożych darów jest grzechem pychy, okradaniem
następnych pokoleń i przejawem krótkowzrocznej głupoty. Na
przypomnienie zasługują słowa Bernharda Grzimka, że skarby natury
są cenniejsze niż materialne dziedzictwo ludzkości, które można
odnowić, a nie jesteśmy w stanie skopiować choćby najprostszej
bakterii. Z miejsca odezwały się pochopne głosy oburzenia, a nawet
zarzuty o bluźnierstwo. W rzeczywistości oponenci sami bluźnią,
przeciwstawiając potęgę swojej inwencji kunsztowi samego Boga.
Jean Dorst na kartach ,,Zanim
zginie przyroda'' zwraca
uwagę na utrudnienia powodowane przez zabytki, które ludzkość
dzielnie i bez szemrania znosi. Oddając znów głos B. Grzimkowi
chętniej chroniono Abu Simbel, kosztem wielu wydatków i poświęceń,
podczas gdy dla ochrony hipotetycznych niedobitków wilka workowatego
wystarczyłby chroniony teren z ,,prowiantem'' dla tych torbaczy.
Przy okazji; nie mogłyby to być owce, które potrzebują
regularnego strzyżenia, w więc nie mogłyby zdziczeć.
A jak człowiek
odnosi się do zwierząt? Często fatalnie. W Ameryce Północnej pod
kulami pseudo - myśliwych padały: kuliki eskimoskie, gołębie
wędrowne, no i bizony mordowane w szale zabijania, oraz w celu
zamorzenia głodem prawowitych mieszkańców tych ziem. Z analogiczną
sytuacją było do czynienia w Afryce. Rzeź zwierząt na okrągło,
jej przykładem było wystrzelanie całego stada bawołów. Na
południu tego kontynentu, gdzie obecnie znajduje się państwo RPA,
kwaggi, miejscowy odpowiednik zebry, zyskały od rdzennej ludności
przedłużenie istnienie swego gatunku. Podczas gdy w Nowym Świecie
zagłada Indian i bizonów szła równomiernie, to tu Afrykanie
pierwsi padli łupem burskich osadników, a kwaggi potem. Bez
skrupułów mordowano też krowy morskie i alki olbrzymie. Te
ostatnie tłuczono na lądzie, masowo je spędzając na miejsce
kaźni. Wiele ptaków się marnowało; niektórymi palono w stanie
żywym (!) ogniska pod kotłami, gdzie we wrzątek wrzucano również
żywe ptaki w celu uzyskania ich cennego puchu. W Australii katowano
przyrodę na prawo i lewo. Jak na ironię w godle tego kraju znajdują
się kangur i emu – ofiary jego obywateli. W starożytnym Rzymie
pasjonowano się walkami zwierząt, co niestety wielu pozostało w
postaci walk: psów, kogutów i byków. Mających tam ginąć ludzi
widziano w Rzymie cezarów jak i Borgiów. W okresie rozbiorów
Polski do walk min. na Wawelu używano tarpanów, w czasach
świetności kraju chronionych przez ród Zamoyskich.
Zwierzęta
obcujące bezpośrednio z człowiekiem to nie tylko mieszkańcy
zagród, ale też ogrodów zoologicznych, cyrków i laboratoriów
badawczych. Wraz z rozwojem rolnictwa, jego mechanizacją, człowiek
pogarszał warunki ich życia. Przykładem tego jest intensywna
hodowla; izolowanie zwierząt przed światem, bolesne metody tuczu i
przedwczesne odłączanie młodych od matek. Najczęstszym takim
zabiegiem są opisane przez Vitusa B. Dröschera
na kartach ,,Rodzinnego
gniazda'' ,,kliniki
położnicze dla świń'', kiedy to człowiek ,,nie
mogąc się powstrzymać od partaczenia tego boskiego dzieła''
(porodu) odchowuje w celowo sztucznych warunkach przedwcześnie
osierocone prosiaki; przy okazji marnując dużo pieniędzy i
przysparzając mnóstwo cierpienia młodym. Z pomieszczeń
dla zwierząt przypominających wielkie hangary, znika wszelka
podściółka. Co mniejsze są zamykane w ciasnych klatkach; możliwe,
że powiedzenie ,,bazgrać
jak kura pazurem''
utraci swój pierwotny sens. Niewłaściwe są często warunki
transportu. Nierzadko też spotykamy się z drastycznymi próbami
zaspokojenia próżności konsumentów jak wstrzykiwanie żelaza do
krwi, aby mięso było czerwone, lub przyprawianie cieląt o anemię
w celu uzyskania mięsa białego. Najstraszliwszym tego przykładem
jest tuczenie gęsi; długa rura wprowadzana przez szyję do żołądka
wciska tam porcję kalorycznej karmy. Wszystko dla otłuszczonej
wątroby! Spotkało się to ze zdrową reakcją przeciwną; warto
również wiedzieć, że tłuste mięso nie jest zdrowe. Wynikiem
brutalnych metod hodowlanych są właśnie mniejsza odporność na
choroby, masowe pomory zwierząt, gorsza jakość mięsa itd. W taki
to sposób człowiek szkodząc zwierzętom sam sobie zaszkodził.
Polepszenie ich życia nie musi oznaczać zaprzestania hodowli, ale
humanitarnego traktowania ich obiektu.
Cyrki i ogrody
zoologiczne ściągają na siebie gromy organizacji ekologicznych.
Jednak w tym miejscu trzeba im odmówić racji. Określenie
,,zwierzęta w niewoli''
jest antropomorfizmem, a obiekt hodowli cierpi tylko wtedy gdy ma złe
warunki, o które łatwiej w cyrku, a i tam zdarzają się przypadki
dobrego traktowania zwierząt. Oczywiście, aby być bezstronnym
należy pamiętać, że rozmaicie z tym bywa. Spustoszenie w
populacjach zwierząt uczyniły brutalne metody odłowu i transportu.
Obecnie transportem zwierząt zajmują się linie lotnicze, których
pracę zwierzęta dobrze znoszą, zaś obiekty handlu pochodzą
głównie z innych ogrodów zoologicznych. I tak problem został choć
częściowo załatwiony.
Gorzej jest w
przypadku zwierząt domowej hodowli. Ale i tu wszystko zależy od
właściciela. Zwierzęta często giną przy transporcie lub w
sklepie zoologicznym, zaś schroniska dla psów i kotów nie zawsze
mają dobre warunki. Kolejnym niebezpieczeństwem jest niedbała
opieka, lub sadyzm właścicieli jak w przypadku psa Piwnika. 1 Czasami jednak zwierzęta mają szczęście.
Trzeba też
potępić eksperymenty na zwierzętach ponieważ mamy już środek
alternatywny; wyizolowane komórki. Może to drogie, ale gdy w grę
wchodzą prawa etyki jest ona warta świeczki.
*
Prawa zwierząt
budzą wiele kontrowersji i nie zawsze łatwo ich przestrzegać.
Trudno sobie wyobrazić każdego śledzia zabijanego pojedynczo
celnym ciosem w głowę, zamiast miotającej się po pokładzie
srebrnej masy. Spory budzi też przemysłowe zabijanie fok i waleni.
Wielu ludzi może nie zdawać sobie sprawy z wagi tej materii.
Pamiętajmy; zachowanie praw etycznych również wobec zwierząt nie
jest luksusem, ale okazją do udowodnienia, że jesteśmy ludźmi
rozumnymi nie tylko z nazwy.
1
Sprawa psa Piwnika, którego katował właściciel miała miejsce w
Polsce w 1998 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































