czwartek, 24 listopada 2022

Nieistniejąca stolica Irlandii



 ,,Nie ma takiego miasta Dublin. Jest Dęblin, Lublin, Lądek Zdrój''.

    Powyższy cytat NIE jest kolejną teorią spiskową, ale żartem Rafała Dębskiego zamieszczonym na jego fanpejdżu na Facebooku. Rafał Dębski jest cenionym przeze mnie pisarzem fantastą, którego twórczość wielokrotnie recenzowałem na blogu. 

środa, 23 listopada 2022

,,Żmija''

 

,,afgańska wojna, sowiecka interwencja wojsk. w Afganistanie 27 XII 1979 – 15 II 1989, której celem było uratowanie rządów komunistycznych, zagrożonych przez powszechny ruch oporu. W pierwszym dniu inwazji zamordowany został rządzący w Afganistanie H. Amin, a jego miejsce zajął przybyły z Moskwy działacz frakcji Parczam B. Karmal. Większa część armii afgańskiej przeszła na stronę mudżahedinów. Ofensywy lądowe wojsk ZSRR powodowały wielkie zniszczenie, lecz wojsko nie było w stanie zająć i spacyfikować całego kraju. Gł. elementem walki były więc bombardowania lotnicze i akcje śmigłowców szturmowych. Mudżahedini otrzymali z USA za pośrednictwem Pakistanu broń, w tym przeciwlotnicze rakiety Stinger. W szczytowym momencie wojny liczebność wojsk ZSRR dochodziła do 115 000. W wojnie zginęło ok. 15 000 żołnierzy sowieckich, a 37 000 odniosło rany. Straty wśród mudżahedinów i ludności cywilnej ocenia się na 1,5 mln. Ponad 5 mln uchodźców schroniło się w Pakistanie i Iranie’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 23 Suplement A do Chiny’’

 


W 2009 r. czytałem ,,Żmiję’’, powieść fantasy Andrzeja Sapkowskiego, mniej popularną niż ,,Saga o wiedźminie’’ czy ,,Trylogia husycka’’.



Akcja rozgrywa się w 1984 r., czwartym roku sowieckiej interwencji zbrojnej w Afganistanie. Kraj ten posiada na kartach powieści cechy zarówno rzeczywiste jak i baśniowe za sprawą licznych nawiązań do ruskich bylin i utworów rosyjskich romantyków. Blokposty (forty) nosiły nazwy: Gorynycz (od trójgłowego smoka strzegącego kalinowego mostu prowadzącego do Trzydziesiątego Carstwa), Sołowiej, Muromiec i Rusłan. Jeden z żołnierzy otrzymał ksywę Barmalej (od rozbójnika z książki Kornieja Czukowskiego), zaś fanatyczny, afgański mułła został przezwany Czarnomorem (od imienia czarnoksiężnika, antagonisty Rusłana). Sapkowski przedstawił codzienne życie sowieckich okupantów Afganistanu, uzależnienie wielu z nich od alkoholu i narkotyków, ich różne postawy wobec wojny oraz powojenne losy.



Głównym bohaterem (?) był sołdat Paweł Lewart mający polskie pochodzenie. Z jego powodu był traktowany przez KGB jako element niepewny i doznał wielu szykan. W dzieciństwie przejawiał zdolność prekognicji (przewidywania przyszłych wydarzeń), której nie należy mylić z darem proroctwa. Jako mały chłopiec miał wizję przemawiających do niego bohaterów książek. Z powodu swych umiejętności był kierowany do różnych psychiatrów, aż w końcu jako dziecko trafił do zakładu zamkniętego na leczenie farmakologiczne. Po wyjściu z psychiatryka zaczął tłumić swój dar za pomocą bólu. Zdolność prekognicji wróciła do niego dopiero w Afganistanie. Jako młody człowiek spotkał się z represjami za podpisanie listu w obronie dysydenta i protest przeciwko agresji na Czechosłowację w 1968 r. Od tego czasu przestał sprzeciwiać się w czymkolwiek władzy i stał się posłusznym homo sovieticus. Wstąpił do wojska gdzie osiągnął stopień praporszczyka (chorążego). Posiadał zdolności przywódcze o czym świadczy zagonienie przezeń podległych mu żołnierzy do wysprzątania zapuszczonego blokpostu Gorynycza. Uczestniczył też w zbrodniach wojennych, z których dokładnie opisane zostało ostrzelanie autobusu pełnego cywilów.




Tytułowa żmija została zaczerpnięta z rosyjskiej ballady Wiktora Mazura o miłości żołnierza do gada, oraz z poematu ,,Lamia’’ Johna Keatsa. Nie była zwykłym zwierzęciem, ale jedną z postaci Wielkiej Bogini, opiekunką Afganistanu od starożytności po współczesność. Przez wyznawców Zoroastra i muzułmanów była uważana za demona Az, królową zwodniczych pairik. Nie należała do żadnego znanego nauce gatunków żmii. Pokrywała ją złota łuska. Oczy miała również barwy złotej z czarnymi pionowanymi źrenicami. Potrafiła przybierać też postać zmysłowej kobiety o złotej, jakby łuskowatej skórze i długich paznokciach ze złota. Posiadając ludzkie kształty potrafiła mówić i była nadludzko silna. Paweł Lewart spotkał tę piękną i niebezpieczną gadzinę w wąwozie. Nie pozwolił koledze jej zastrzelić. Zaczął dokarmiać ją szczurami. Został jej przyjacielem, a później kochankiem. Żmija ukazywała się różnym najeźdźcom na przestrzeni wieków. Zdobywała ich uczucia i sprowadzała na nich zgubę. Wśród jej ofiar był też Herpander, żołnierz Aleksandra Wielkiego, wiktoriański porucznik Edward Drummond, zaś w XXI wieku – polski chorąży Rawik (jego oddział dokonał potem masakry cywilów w Nangar Khel).



Pawła Lewarta, który uległ czarowi żmii, można nazwać antybohaterem (w przeciwieństwie do botanika i dysydenta Olega Stanisławskiego). Lewart to staropolska nazwa lamparta, czyli inaczej pantery. W wierzeniach średniowiecznych pantera przyciągająca do siebie zwierzęta słodkim zapachem i broniąca je przed wężem, symbolizowała Chrystusa. Paweł Lewart to bohater, który zawiódł, co podkreśla tragiczny wymiar tej i innych wojen.



Gdyby Czytelnik miał wątpliwości, uspokajam, że powieść, choć przedstawia perypetie Sowietów w Afganistanie, NIE propaguje zbrodniczego komunizmu. Powiedziałbym, że jest jest wręcz przeciwnie. Oleg Stanisławski wskazał Pawłowi na ukrywane przez propagandę, ekonomiczne przyczyny tej wojny i innych konfliktów zbrojnych.


,, […] Twój wąż, Pawle, strzeże złóż i skarbów. By nie dorwali się do nich i nie dostali ich w swe łapy kolejni barbarzyńcy i rabusie, najeżdżający ten kraj. Wciąż z tymi samymi hasłami na ustach. Postęp, rozwój, internacjonalizm, bratnia pomoc, wolność, demokracja. A przecie wszystkim chodzi o te szmaragdy właśnie. O rubiny i lapis – lazuli. O złoto, o miedź, o uran, o rudę żelaza, o gaz, o cynk, o lit, o boksyt, o baryt, o wszystko z czego chcą tę krainę okraść i ograbić, co chcą tej ziemi wydrzeć. Przed nimi strzeże skarbów twoja żmija. [...]’’ - Sapkowski, op. cit.


Pracująca w Inturiście, Wika, narzeczona Lewarta, czytając prasę z wolnego świata, nie wierzyła w kłamstwa władz swego kraju. Starała się odwieść narzeczonego od wzięcia udziału w brudnej wojnie.


,, - Nie powinieneś – powtórzyła Wika, odstawiając filiżankę. - Nie powinieneś jechać na tę wojnę. Powiem więcej: nie wolno ci jechać na tę wojnę.

- To znaczy – uśmiechnął się krzywo – że mam odmówić wykonania rozkazu? A może zdezerterować? Tego chciałabyś? Do tego mnie namawiasz?

- To jest zła wojna. Wojna nierozumnie i głupio zaczęta, a która zakończy się tragicznie. Dla nas wszystkich.

- Nie tak głośno, Wika, proszę cię.

- Wojna – Wika uniosła głowę – tak krępująco brudna, że wstydzisz się mówić o niej głośno. Wojna tak zła i niepopularna, że mówiącym o nie głośno zamyka się usta groźbami konsekwencji’’ - op. cit.


Będący świadkiem masakry cywilów, Oleg Stanisławski wygarnął całą prawdę swemu praporszczykowi.


,,- Twojej rady – Łomonosow zaciął usta – nie posłucham. Bo byłby to pierwszy krok ku temu, by się stać takim jak ty. A ja nie chcę być taki jak ty. Ty się godzisz, ty przywykłeś, ty robisz, co ci każą. Dopasowujesz się i płyniesz z prądem, recytując odwieczne credo konformistów: ‘Po co się wychylać? Przecież i tak niczego nie zmienię’. To tobie podobni, Pawle, są wszystkiemu winni. Nie Andropow, nie Ustinow i Gromyko, nie Breżniew, nie Stalin, nie Jeżew i nie Beria. To tobie podobni, ci, którzy wykonują rozkazy. Którzy wykonują każdy rozkaz, obojętni, pasywni, indyferentni i nieczuli. To tobie, to takim jak ty zawdzięczamy to, co mamy. Kraj, w którym panuje patologiczna apatia, marazm i chorobliwy zastój, jakże wygodny dla rządzących. [...]’’ - op. cit.


Trzeba przyznać, że słowa te można z powodzeniem odnieść także do obecnej zbrodniczej wojny prowadzonej przez Rosjan na Ukrainie. Plusem jest dla także scena, w której Igor Konstantinowicz Sawielew, Kulawy Major z KGB okazał się kryptochrześcijaninem.


wtorek, 22 listopada 2022

Oniricon cz. 868

         Śniło mi się, że:



- caryca Katarzyna II kazała poddanym, aby nago oddawali pokłon Babie Jadze przybyłej z Wielkiej Brytanii,



- gdy Mama szła do arabskiego food trucka, została lekko potrącona przez białą furgonetkę, lecz uratowała ją slamerka,


- rysowałem Jenę ov Blackeyovą ze złotymi oczami, aby upodobnić ją do świętych kobiet z prawosławnych ikon,


- oglądałem film ,,Wielka draka w chińskiej dzielnicy'', w którym występowali naziści, kobiety o złotych oczach i chłopiec mający ojca - naukowca,

- kiedy poleciałem w kosmos, Mama ostrzegała mnie, abym nie pił herbaty na statku kosmicznym, bo się nią cały obleję,

- trafiłem do więzienia za wpisy na blogu, mieszkałem w jednej celi z dwoma mężczyznami, dwiema dziewczynami oraz niemiłym policjantem, który pytał mnie czy wiem co to jest grypa,



- dostałem rosyjski cukierek ,,Gematogen'' zrobiony z krowiej krwi,



- byłem sowieckim sołdatem, Pawłem Lewartem i po zakończeniu wojny w Afganistanie rozdwoiłem się, jedna część mnie uleciała do Polski, a druga została w Afganistanie,



- na blogu Czesława Białczyńskiego obejrzałem serial animowany ,,Turbolechici'' oparty na słowiańskich teoriach spiskowych, występował w nim wiejski głupek wzorowany na Frodzie, Kozacy oraz Reptilianie, wśród tych ostatnich były olbrzymy ,,wielkie jak ZUS'', zmartwiłem się gdy komputer się zepsuł i nie mogłem go wyłączyć, pomóc próbowały mi Babcia i pani Casiya ov Płutova,



- siedziałem w studiu telewizyjnym razem z Dorotą Wellman i żartowałem z jej tuszy, lecz gdy zaczęła płakać, przeprosiłem ją,



- byłem dr Wiktorem Frankensteinem i zbudowałem potwora z ludzkich zwłok min. z trupa Symona Petlury, narysowałem na wielkiej karcie Józefa Piłsudskiego z żywym białym orłem i zakonnica umieściła mój rysunek za gablotą w kościele, w innej gablocie spoczywał odlew mojego potwora, byłem wówczas uczniem gimnazjum i poszedłem do szkoły gdzie czekałem na lekcje przed budynkiem wraz z koleżankami, potem znów byłem dorosły i domagałem się od innych dorosłych, aby zniszczyli mojego potwora,


- byłem na wycieczce po Szczecinie razem z piękną, czarnowłosą przewodniczką, która pokazała nam portal prowadzący do Puszczy Amazońskiej w Brazylii, na moment przeszliśmy przez ten portal i znaleźliśmy się w lesie tropikalnym,



- jechałem pociągiem razem z księdzem proboszczem i wyjąłem z kieszeni krokieta z wytłoczonym napisem, proboszcz odradzał mi zjedzenie go, mówiąc, że się ,,zruszczę'',



- w piątek zabrałem na wycieczkę kiełbasę z łososia i obawiałem się, że pomylę ją z innymi kiełbasami, martwiłem się, że nie było z nami księdza, który dałby nam dyspensę na jedzenie mięsa,

- kiedy zamówiłem obiad, osobno zapłaciłem za ziemniaki i surówkę,



- zapytałem Waldemara Krysiaka (Geja przeciwko światu) czy wierzy w Boga,



- chciałem obejrzeć horror o indiańskim potworze, oraz film o Indianeczce, która zabiła Predatora, myślałem, że skrót CDA oznacza filmy klasy A, C i D,

- użyłem kawałka tektury jako papieru toaletowego. 

poniedziałek, 21 listopada 2022

Teletubisie



Teletubisie (ang. ,,Teletubbies’’) to brytyjski program dla małych dzieci nadawany z przerwą w latach 1997 -2018 i wznowiony od 2022 r. Opowiada o codziennym życiu kolorowych stworków na innej planecie gdzie Słońce miało twarz dziecka. Owe stworki nosiły imiona: Tinky Winky (fioletowy), Dipsy (jasnozielona), Laa – laa (żółta) i Po (czerwona).



Kontrowersje wzbudzi Tinky Winky noszący czerwoną torebkę, którego podejrzewano o propagowanie grzesznych zachowań homoseksualnych. Opinię taką głosił amerykański pastor i teleewangelista, Jerry Falwell (1933 – 2007). W roku jego śmierci, dziennikarz ,,Wprost’’ zasugerował to stanowisko Ewie Sowińskiej, ówczesnej Rzecznik Praw Dziecka, zaś nieprzychylne jej media, rozdmuchały tę sprawę. W mojej ocenie program był skrajnie infantylny nawet jak dla małych dzieci (obejrzałem jeden odcinek na you tube) i nie zasłużył na rozgłos jaki stał się jego udziałem. Na studiach fantazjowałem jak wymyślony przeze mnie heros, Ordan z Brustaborga rozbił lustro, w którym ukazał się mu Tinky Winky z czerwoną torebką ze słowami: ,,Apage satanas, teletubbies!’’


niedziela, 20 listopada 2022

,,Płomień Assurbanipala''

 

,,Assurbanipal, król Asyrji w latach 669 – 643 prz. Chr.’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 2 Assurbanipal do Caudry’’



W listopadzie 2022 r. przeczytałem zakupiony od ulicznego sprzedawcy, ,,Płomień Assurbanipala’’; zbiór trzech opowiadań fantasy R. E. Howarda w przekładzie Piotra W. Cholewy, który ukazał się w 1987 r. nakładem wydawnictwa ,,Iskry’’ jako trzeci zeszyt cyklu ,,Magią i mieczem’’. W skład antologii wchodzą: ,,Skrzydła wśród nocy’’ (,,Wings in the Night’’), ,,Płomień Assurbanipala’’ (,,The Flame of Asshurbanipal’’), ,,Potwór na dachu’’ (,,Thing on the Roof’’) oraz nekrolog ,,Pamięci Roberta Ervina Howarda’’ napisany przez jego przyjaciela, H. P. Lovecrafta (,,Robert Ervin Howard: A Memoriam by H. P. Lovecraft’’).

W każdym z trzech opowiadań pojawiają się straszne potwory.



Akaana to afrykańska nazwa harpii z mitologii greckiej, które przed tysiącami lat zostały wygnane z Europy przez Jazona i Argonautów. Potwory te, prawdopodobnie boczne odgałęzienie ewolucji człowieka, miały wygląd podobny nieco do ludzkiego, cztery kończyny zakończone szponami, błoniaste skrzydła, zakrzywione nosy i ostre kły. Wymordowały Murzynów z plemienia Bogondi. Zostały za to zwabione w pułapkę i spalone żywcem przez XVI – wiecznego, angielskiego podróżnika, purytanina Solomona Kane’a.



Jako dżin była nazywana przez muzułmanów prastara istota z opuszczonego miasta Kara – Shehr na Pustyni Arabskiej gdzie zawędrowali Amerykanin, Steve Clarney, jego przyjaciel, Pasztun Yar Ali, oraz ich wróg, arabski szejk Nureddin el Mekru. Istota strzegła magicznego klejnotu, zwanego Płomieniem Assurbanipala z rozkazu Xuthltana, nadwornego maga owego asyryjskiego króla. Wyglądała zaś następująco:


,,To było ogromne, czarne, niewyraźne, ciężkie monstrum. Chodzące wyprostowane jak człowiek, ale podobne i do ropuchy. Miało skrzydła i macki. [...]’’.



Na straży jeszcze przed indiańskiej świątyni Ropuszego Boga znajdującej się w Hondurasie (pisał o niej fikcyjny niemiecki podróżnik von Juntz w równie fikcyjnej księdze ,,Nienazwane kulty’’) stał potwór podobny do wielkiej ropuchy ze skrzydłami i kopytami. Niejaki Tussman okradł świątynię. Wówczas potwór przybył w ślad za nim do Wielkiej Brytanii i odebrał mu skradziony klejnot w kształcie ropuchy.

Zainteresowanych Czytelników odsyłam do postów: ,,Solomon Kane’’, ,,Królestwo Cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu’’ oraz ,,Nekrolog Roberta Ervina Howarda’’.

Refleksja polityczna cz. 48



Nie wiem jaki stosunek  Maria Siemionowa ma do obecnej wojny. Jestem jednak pewien, że gdyby stworzony przez nią bohater, Wilczarz (Volkodav) istniał naprawdę, to teraz broniłby Ukraińców. 

sobota, 19 listopada 2022

Nekrolog Roberta Ervina Howarda

 


,,Nagła i niespodziewana śmierć, która 11 czerwca (1936) zabrała Roberta E. Howarda, autora opowieści fantastycznych o niezrównanej wyrazistości, była dla weird fiction ciosem największym od czasu, gdy cztery lata temu odszedł od nas Henry S. Whitehead.

Howard przyszedł na świat w Peaster w Teksasie, 22 stycznia 1936 roku, na tyle dawno, by być jeszcze świadkiem ostatniego etapu kolonizacji południowego zachodu – stopniowego zasiedlania rozległych równin wzdłuż południowego brzegu Rio Grande, widowiskowego rozkwitu przemysłu naftowego i rodzących się z tego boomu miasteczek. Ojciec, który zresztą przeżył swego syna, był w tym regionie jednym z pierwszych lekarzy. Mieszali we wschodnim i zachodnim Teksasie, zachodniej Oklahomie, zaś przez kilka ostatnich lat w Cross Plain niedaleko Brownwood w stanie Teksas. Dorastający w przygranicznych stronach Robert wcześnie stał się zwolennikiem panującej tu surowej męskiej tradycji. Jego znajomość historii i folkloru ziem rodzinnych była niezwykle głęboka, zaś zawarte w prywatnych listach opisy i wspomnienia dają pojęcie o elokwencji i sile wyrazu, które – gdyby żył nieco dłużej – zapewniłyby mu sukces w dziedzinie literatury. Jego rodzina wywodzis się z owej wybitnej grupy osadników szkocko – irlandzkiego pochodzenia, a w większość jego przodków przybyła do Georgii i Karoliny Południowej już w osiemnastym wieku.



Howard zaczął pisać w wieku lat piętnastu, a swe pierwsze opowiadanie, ‘Spear and Fang’, wydrukował trzy lata później, w lipcowym numerze ‘Weird Tales’ z 1925 roku. Był wtedy studentem w Howard Payne College w Brownwood. Szersze uznanie uzyskała wydrukowana w tym samym piśmie w kwietniu 1926 roku nowelka ‘Wolfshead’. W sierpniu 1928 ukazało się pierwsze z opowiadań o Solomonie Kane, angielskim purytaninie, którego cechowały nieprzeparta skłonność do pojedynków i niezbyt dobrze ukierunkowane pragnienie naprawiania wszelkich krzywd. Losy rzucały Kane’a w najdziwniejsze strony, a przede wszystkim do zamieszkanych przez cienie ruin dawanych, zapomnianych miast, leżących w gąszczu afrykańskiej dżungli. W tych właśnie opowieściach zaprezentował Howard to, co później stało się jednym z jego największych osiągnięć – opisy olbrzymich, megalitycznych miast ze świata starszego niż nasz świat, gdzie wokół mrocznych wież i labiryntów podziemnych skarbców unosi się aura przedludzkiej grozy i magii. Żaden inny pisarz nie mógł mu w tym dorównać. Historie te stanowiły też świadectwo zamiłowania i kunsztu w szkicowaniu krwawych scen, tak typowych dla jego dzieł. Postać Solomona Kane’a, podobnie jak i wielu innych bohaterów Howarda, została poczęta jeszcze w dzieciństwie autora, na długo przedtem, nim pojawiło się pierwsze o nim opowiadanie.



Będąc zawsze pilnym badaczem historii Celtów, jak też innych etapów odległej przeszłości, w 1929 roku zaczął Howard opowiadaniem ‘Królestwo cieni’, wydanym w sierpniowym ‘Weird Tales’, swą serię opowieści o świecie prehistorycznym, która szybko przyniosła mu rozgłos. Początkowe opowiadania dotyczyły niezwykle odległego okresu ludzkiej historii, czasów, gdy Atlantyda, Lemuria i Mu znajdowały się jeszcze ponad falami oceanów, a cienie zamieszkujących te krainy przed człowiekiem ludzi – węży były jeszcze żywe. Główną postacią był Kull, władca Valuzji. W grudniowych ‘Weird Tales’ z 1932 roku ukazał się ‘The Phoenix on the Sword’ - pierwsza z opowieści o Conanie Cymerianinie, które wprowadziły czytelników w późniejszy okres prehistorii, w świat sprzed 15 000 lat, tuż przed pierwszymi zapisami kronik. Zasięg i nienaganna spójność świata Conana, uderzające w późniejszych opowiadaniach, są dobrze znane wszystkim miłośnikom fantasy. Dla własnej wygody przygotował nawet Howard bardzo dokładne pseudohistoryczne opracowanie, świadczące o jego inteligencji i wielkiej sile wyobraźni.



W międzyczasie powstało wiele opowieści o dawnych Piktach i Celtach, w tym także godne uwagi serie traktujące o wodzu Branie Mak Mornie. Niewielu zdoła zapewne zapomnieć straszliwą, przemożną siłę owego arcydzieła makabry, jakim była ‘Zemsta spod ziemi’, wydrukowana w ‘Weird Tales’ w listopadzie 1932 roku. Wiele wspaniałych utworów znalazło się także poza powiązanymi ze sobą tematycznie seriami. Wśród nich trzeba wspomnieć pamiętny cykl ‘Skull Face’ oraz kilka godnych uwagi opowieści, których akcja toczy się współcześnie. Należy do nich np. ‘Black Canaan’, gdzie w autentycznym lokalnym kolorycie naszkicował Howard przejmujący obraz grozy, skradającej się poprzez porośnięte mchem, nawiedzane przez cienie, rojące się od węży bagna dalekiego południa Ameryki.



Również poza obszarem fantasy Robert E. Howard był zadziwiająco płodny i wszechstronny. Jego zainteresowanie sportem – rzecz powiązana, być może, z zamiłowaniem do pierwotnych konfliktów i walki sił – doprowadziły do powstania postaci zwycięskiego żeglarza Steve’a Costigana. Jego przygodami, przeżywanymi w wielu dalekich i egzotycznych krajach, zachwycali się czytelnicy licznych magazynów. Nowele traktujące o orientalnych bitwach wyraźnie dowodziły talentu Howarda w opisie romantycznych fanfaronad, zaś coraz liczniejsze historie z Dzikiego Zachodu, jak choćby cykl ‘Breckinridge Elkins’, wskazywały na rosnące skłonności – i zdolności – eksploatowania tematów, które znał z bezpośredniego doświadczenia.



Poezja Roberta E. Howarda – niesamowita, pełna przygód czy bitew – jest niemniej niż proza godna uwagi. Prezentuje prawdziwego ducha ballad i epopei, wzmocnionego pulsującym rytmem wiersza oraz potężną siłą wyobraźni autora, nie mającą sobie równych. Wiele z tych wersów, jako ‘cytaty z dawnych tekstów’, stało się mottami kolejnych rozdziałów jego powieści. Należy żałować, że nie został nigdy wydany żaden zbiór poezji Howarda. Miejmy nadzieję, że ukaże się jeszcze – pośmiertnie.

Podobnie jak dzieła, także i charakter Roberta E. Howarda był niezwykły. Pisarz ten nade wszystko upodobał sobie prosty, dawny świat barbarzyńców lub pionierów, gdzie odwaga i siła liczyły się bardziej od przebiegłości i intryg, gdzie nieustraszeni, twardzi ludzie walczyli i przelewali krew, nie prosząc wrogiej natury o łaskę. Ta filozofia znajduje odbicie we wszystkich jego utworach i z niej to właśnie czerpią one swą żywość, którą znaleźć można u niewielu tylko mu współczesnych. Nikt bardziej przekonywająco niż Howard nie potrafił pisać o przemocy i bólu. Jego opisy bitew znamionuje instynktowne wyczucie taktyki, które w czasie wojny mogłoby go wynieść wysoko. Prawdziwy talent Howarda był zapewne większy, niż mogliby przypuszczać czytelnicy i wydawcy. Gdyby żył, z pewnością zaznaczyłby swe miejsce w poważnej literaturze epopeją ze swego ukochanego południowego zachodu.



Trudno dokładnie określić, co tak wyraźnie wyróżniało opowiadania Howarda, prawdziwy jednak ich sekret polega na tym, że w każdym z nich – niezależnie od tego, czy jest ono w sposób oczywisty komercyjne, czy nie – autor zawarł coś z siebie. Był on wyższy ponad wszelkie względy finansowe. Nawet gdy pozornie podporządkowywał się swoim nastawionym na zysk wydawcom i krytykom, jego wewnętrzna szczerość i siła przebijały się wyciskając piętno na wszystkim, co wychodziło spod jego pióra. Niezwykle rzadko trafiały się u niego postacie czy sytuacje pozbawione rumieńców życia. Nim skończył bowiem pisać, nabierały one zawsze cech prawdziwości, realności. Niezależnie od powszechnej polityki wydawniczej, zawsze czerpał Howard z własnego doświadczenia i wiedzy o życiu, nigdy zaś z gotowych, skostniałych schematów. Nie tylko celował w opisach zmagań w rzezi, lecz był także niemal jedynym, który potrafił stworzyć realne poczucie upiornego lęku i strasznej niepewności. Żaden pisarz, choćby zajmował się najskromniejszą dziedziną, nie może być naprawdę dobry, jeśli swej pracy nie traktuje poważnie. Taki był właśnie Robert E. Howard nawet wtedy, kiedy mu się zdawało, że jest inaczej. Fakt, że ten wspaniały artysta znika z tego świata, podczas gdy tłumy gryzipiórków wciąż produkują bezmyślne upiory, wampiry, statki kosmiczne i okultystyczne zbrodnie, jest doprawdy smutnym dowodem ironii wszechświata!

Howard, znający tak wiele etapów życia na południowym zachodzie, mieszkał ze swoimi rodzicami w półrolniczym miasteczku Cross Plain w stanie Teksas. Pisarstwo było jego jedynym zawodem. Jako czytelnik wybierał zwykle poważne dzieła naukowe, traktujące o tak odległych od siebie dziedzinach, jak dzieje południowego zachodu Ameryki, Wielka Brytania i Irlandia czy Wschód i Afryka w czasach prehistorycznych. W literaturze przedkładał męstwo nad przebiegłość i całkowicie odrzucał modernizm. Wyznając liberalne poglądy polityczne, był zaciętym wrogiem niesprawiedliwości społecznej. Z rozrywek najwyżej cenił uprawianie sportów i podróże, przy czym te ostatnie były dla niego zawsze okazją do wysyłania cudownych listów, w których opisy przeplatane były gęsto refleksjami historycznymi. Humor nie należał do jego specjalności, chociaż Howard miał z jednej strony zmysł ironiczny, z drugiej zaś nieprzebrane rezerwy serdeczności i wesołości. Miał wielu przyjaciół, lecz nie należał do żadnej z klik literackich i gardził wszelkimi rodzajami ‘afektacji historycznej’. Cenił raczej siłę ciała i ducha niż wyczyny intelektualne. Z wieloma pisarzami fantasy wymieniał częste i obszerne listy, nigdy jednak nie spotykał się z nimi osobiście. Wyjątkiem by niezwykle utalentowany E. Hoffman Price, którego twórczość wywarła na Howardzie bardzo silne wrażenie.



Robert E. Howard miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i masywną budowę urodzonego wojownika. Był też, poza celtyckimi, błękitnymi oczami, bardzo ciemnej karnacji. Zawsze cenił surowy, prosty styl życia i – nieprzypadkowo – przypominał swego własnego słynnego bohatera – Conana Cymerianina. Śmierć tego zaledwie trzydziestoletniego pisarza stanowi poważny cios dla literatury fantasy.

Biblioteka Roberta Howarda została przekazana do Howard Payne College, gdzie stać się ma zalążkiem zbioru książek, listów i rękopisów – Kolekcji Poświęconej Pamięci Roberta E. Howarda.


Howard Phillips Lovecraft’’


- cyt. za: Robert E. Howard ,,Płomień Assurbanipala’’, Warszawa 1987.