niedziela, 12 listopada 2017

Mitologia niemiecka






,,*Niemiecka mitologja, wierzenia i obrzędy religijne z czasów przed wprowadzeniem chrześcijaństwa. System bogów począł się rozwijać prawdopodobnie pod wpływem wschodu i narodów starożytnych. Źródeł, z których czerpie się wiadomości o n. m. jest niewiele. Z czasów pogańskich w Niemczech przechowały się tylko stare formułki zaklęć, napisy runiczne i t. p., oraz tradycje ludowe ze średniowiecza i doby późniejszej. - Cezar wspomina w swych pismach o germańskim kulcie słońca, księżyca i ognia. Tacyt opowiada, że Germanie czcili swych bogów i składali im ofiary w świętych gajach i świątyniach. Bogami tymi byli olbrzym Tuisto i syn jego Mannus, praojciec bogów i trzech wielkich ludów germańskich: Erminonów, Istweonów i Ingweonów, pochodzących od trzech jego synów. Jeden z nich to Tiu (Ermnas), pierwotnie najwyższy z bogów, potem bóg wojny; drugi Wotan (Istwas), bóg burzy i zmarłych, dzierżył po nim władzę nad bogami. Bogom tym były poświęcone dwa dni tygodnia: wtorek i środa;  trzecim był Fro (Ingwas). Ponadto czczono Donara (Herkules) boga gromów (poświęcono mu czwartek), boginię płodności Frię (Nerthus), małżonkę Wotana, której poświęcono piątek; wreszcie północnego boga światła, Baldura. Oprócz tych bogów i kilku innych uprawiano także kult demonów (jak elfy i t. p.), będących wcieleniem sił przyrody. Zaćmienie słońca i księżyca przypisywano także takim demonom. - Czczono też duchy zmarłych, unoszące się w pewnych określonych porach pod wodzą Wotana w powietrzu, usposobione wobec ludzi przychylnie albo też wrogo (np. złośliwe mary dręczące we śnie). Wedle wierzeń ludowych mogła ludzi we śnie opuszczać dusza i przybierać postać czarownic, wilkołaków i t. p.'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 20 Uzupełnienie H - Ż''.



,,Król musi umrzeć''

,, […] Poza tym ostatnio zaczytywałem się książkami Mary Renault, a szczególnie dwiema o Tezeuszu: 'Król musi umrzeć' i 'The Bull from the Sea'. Przed kilkoma dniami nawet otrzymałem od niej kartkę z pochwałami; być może jest to 'fanowska' kartka, lecz sprawiła mi ogromną przyjemność'' – J. R. R. Tolkien ..List z 8 lutego 1967 r. do Charlotte i Denisa Plimmerów (przypis) [w]: J. R. R. Tolkien ,,Listy''







O Tezeuszu dowiedziałem się po raz pierwszy w wieku przedszkolnym z książki czeski pisarki Hany Doskočilovej ,,Diogenes w beczce'' (było to moje pierwsze zetknięcie się z mitologią grecką, która bardzo mi się spodobała ;). Dowiedziałem się z niej jak Tezeusz, syn ateńskiego króla Egeusza, odkrył, że był następcą tronu po wydobyciu spod głazu królewskiego miecza i sandałów. Zamiast bezpiecznej drogi morskiej, udał się do Aten drogą lądową, gdzie rozprawił się z groźnymi olbrzymami – rozbójnikami mordującymi ludźmi (jednym z nich był Prokrust, który rozciągał swe ofiary na długim łożu i obcinał to to im z niego wystawało). Tezeusz pokonał też łotrów: rozbijającego głowy maczugą, rozrywającego na pół osoby przywiązane do dwóch drzew, oraz tego, który kazał sobie myć nogi, aby zrzucać kopniakiem do morza. W Atenach, Tezeusz dowiedział się o daninie młodzieńców i dziewic płaconej Minosowi – królowi Krety. Mieli oni być pożerani przez potwora Minotaura – człowieka z głową byka. Książę popłynął na Kretę i wszedł do Labiryntu – budowli wzniesionej przez Dedala dla Minotaura. Tam zabił potwora, a dzięki nici danej przez królewnę Ariadnę, wydostał się z Labiryntu. Razem z Ariadną odpłynął do Aten gdzie objął tron po śmierci ojca. Z późniejszych lektur poznałem dalsze szczegóły jak: spłodzenie bohatera przez Posejdona, jego przyjaźń z Heraklesem, potwornego żółwia morskiego, który pożerał ludzi wrzuconych do morza przez olbrzyma każącego myć sobie nogi, walki z lochą Fają i bykiem z Maratonu, nurkowanie w Morzu Śródziemnym po pierścień Minosa, ,,taniec żurawia'' po opuszczeniu Krety, porzucenie Ariadny na wyspie Naksos (była wcześniej przyrzeczona Dionizosowi), śmierć Egeusza po tym jak zobaczył syna powracającego z Krety pod czarnymi żaglami zamiast białych (na jego cześć nazwano Morze Egejskie), uprowadzenie Amazonki Antiope (nawet ją narysowałem siedzącą na grzbiecie wymarłego ssaka toksodonta ;), poślubienie Fedry – siostry Ariadny, tragiczną śmierć Hipolita, który odrzucił zaloty macochy i został przez nią oskarżony o gwałt (Hipolit przypominał trochę starotestamentalnego Józefa), założenie podstaw demokracji ateńskiej, niefortunną wyprawę z Pejritosem do Hadesu, aby uprowadzić Persefonę i uwolnienie herosa przez Heraklesa, wreszcie wygnanie z Aten i śmierć na obczyźnie przez podstępne zrzucenie ze skały do morza. Studiując historię na Uniwersytecie Szczecińskim słuchałem niezwykle ciekawego wykładu antropologa prof. Carolusa ov Xertusa, w którym opowiadał zarówno o dziejach Tezeusza jak i roli labiryntu w różnych kulturach. W mojej mitologii slawianistycznej, Tezeusz żył w erze dwunastej i w opowieściach Słowian był znany jako Ciżeń. Z mitów o Tezeuszu zaczerpnąłem też morskiego żółwia – potwora (nazwałem go ,,krax''), oraz całą rasę Minotaurów takich jak Byczun z ery jedenastej czy Kudrewan z ery dwunastej (wprowadziłem je pośrednio, inspirując się ,,Lwem, czarownicą i starą szafą'' C. S. Lewisa).







O powieści angielskiej, pod koniec życia zamieszkałej w RPA, pisarki Mary Renault (właściwie: Eileen Mary Challens; 1905 – 1983), zatytułowanej ,,Król musi umrzeć'' (tytuł oryginału: ,,The King must die'') z 1958 r.; pierwszej części dylogii fantasy o Tezeuszu (drugą częścią jest ,,Byk z morza'') dowiedziałem się po raz pierwszy w 2005 r. przeglądając katolicki katalog wysyłkowy ,,PRODOKS'' (Promotor Dobrej Książki). Rzeczoną powieść przeczytałem w listopadzie 2017 r.







Akcja rozgrywa się w starożytności, kiedy w Egipcie panował faraon Echnaton (XIV wiek p. n. e.) w różnych zakątkach Grecji takich jak:







- Trojzena: rodzinne miasto Tezeusza leżące nad Morzem. Jego władcą był Pitteus; dziadek herosa. Aitra, matka Tezeusza była tam kapłanką. Trojzena gdzie największą czcią otaczano Posejdona, była miejscem sielskim, przypominającym nieco Shire.







- Eleusis: w czasach Tezeusza panował w nim matriarchat (notabene, choć Mary Renault sama była kobietą, przedstawiła matriarchat w złym świetle ;). Na tronie zasiadała rudowłosa królowa Persefona (euhemeryzm: było to imię chtonicznej bogini, żony Hadesa) władająca razem ze swym okrutnym bratem zabitym przez Tezeusza. Królowie Eleusis nosili rytualne imię Kerkyonów. Każdy z nich musiał zginąć w pojedynku, a wtedy zwycięzca dziedziczył godność królewską i imię Kerkyona. Tezeusz był ostatnim Kerkyonem, który położył kres krwawemu matriarchatowi. W królestwie Persefony mężczyźni nie mieli żadnych praw i musieli być we wszystkim posłuszni kobietom. To właśnie Tezeusz zapoczątkował misteria eleuzyńskie.







- Ateny: władał nimi król Ajgeusz (Egeusz), ojciec Tezeusza, zasiadający w ogromnej Cytadeli. Gdy Tezeusz przybył do Aten usiłowała go otruć czarownica Medea z Kolchidy, lecz ojciec rozpoznał syna i zamach się nie udał. Ateny były zmuszone płacić haracz Krecie, zaś Tezeusz dobrowolnie udał się tam z wylosowanymi młodzieńcami i dziewczętami, aby razem z nimi tańczyć z bykami. Tak spełniła się pierwsza część przekleństwa Medei...







- Kreta: niejako antyczny odpowiednik Mordoru ;). Władał nim stary, trędowaty król Minos noszący złotą maskę w kształcie głowy byka. Jednak niewiele miał do powiedzenia, bo władzę sprawował Minotaur – syn jego żony Pazyfae z nieprawego łoża (na Krecie władzę dziedziczyło się po matce). Nie był to jednak człowiek z głową byka, ale szpetny człowiek o jeszcze paskudniejszym charakterze; chciałoby się powiedzieć: bydlak. Nosił on imię Asterion, zaś Minotaur to był jego tytuł. Asterion a nie Minos, kazał Tezeuszowi nurkować w morzu po wrzucony tam pierścień. Cały czas upokarzał Tezeusza traktując go jak swego niewolnika. Ostatecznie zarówno Minos jak i Asterion zostali w złotych, byczych maskach zabici przez Tezeusza – Minos na własną prośbę jako umierający, święty król, zaś Asterion – w walce. Kreta była państwem potężnym czerpiącym z dorobku Atlantydy i Egiptu, a jednocześnie moralnie zepsutym. Władali nim jasnoskórzy Hellenowie uciskający śniadych autochtonów. Kreteńczycy nie traktowali swoich bogów poważnie, sprowadzając religię do formy zabawy. Całe dnie kreteńska arystokracja spędzała na wymyślnych uciechach w Labiryncie. Największą z nich był taniec byków, który miał zresztą miejsce naprawdę (tancerze skaczący przez byki to częsty motyw w sztuce minojskiej). Tezeusz wraz ze swoją drużyną Żurawi brał udział w niebezpiecznych tańcach z bykami. Ostatecznie Kreta została zniszczona przez trzęsienie ziemi spowodowane erupcją wulkanu na wyspie Kalliste (Thera; obecnie Santoryn; ów wybuch faktycznie zniszczył cywilizację minojską). Tezeusz i jego Żurawie opuścili pogrążoną w chaosie wyspę razem z królewną Ariadną, zakochaną w herosie.







- Naksos: miasto na wyspie Dia, ośrodek mrocznego kultu Dionizosa. Tezeusz i Ariadna zostali zmuszeni przez gospodarzy do wzięcia udziału i pijaństwie i krwawej orgii. Ariadna bardzo dobrze odnalazła się w tej chtoniczno – demonicznej rzeczywistości. Tezeusz z wielkim przerażeniem ujrzał ją śpiącą całą we krwi ofiary i wtedy to podjął bolesną decyzję o jej porzuceniu.

Tezeusz był synem trojzeńskiej kapłanki Aitry, córki Pitteusa i Ajgeusza, syna Pandiona. Ojciec spłodził go podczas rytuału mającego zapewnić ziemi płodność. Przez długi czas chłopiec myślał, że ojcem był Posejdon, bóg morza, którego darzył wielką miłością. Darzył wielkim szacunkiem Heraklesa i pragnął go naśladować. Wyrósł na bohatera odważnego, prawego, odpowiedzialnego za swoich ludzi (był świadom, że dobry król musi być gotów oddać życie za swoich poddanych, co stanowi analogię do ofiary Jezusa na krzyżu), oraz silnego, choć niezbyt wysokiego, co go bolało. Choć przyjęło się wyobrażać sobie herosów jako ludzi wysokich, taniec z bykami wymagał niskiego wzrostu. W czasie niebezpiecznej podróży przez Przesmyk łączący Peloponez z kontynentem (niejako antyczny odpowiednik Dzikiego Zachodu;) walczył z okrutnymi rozbójnikami (nie było wśród nich Prokrusta), oraz uwolnił Megarę od wielkiej, agresywnej lochy Fai, która niesprowokowana atakowała ludzi.







W powieści pojawiają się również ciekawe wzmianki o trackim śpiewaku Orfeuszu (niewymienionym z imienia), który miał zabawić w Brytanii i magią swej pieśni zbudować tam Stonehenge (widać tu połączenie mitów o Orfeuszu i Merlinie ;).
Pewne zastrzeżenia mogą budzić dwa ahistoryzmy jak: spodnie noszone przez Tezeusza w Trojzenie (spodnie nosili barbarzyńscy a nie Grecy) i obecność pum w starożytnej Grecji (jak wiadomo pumy żyją w obu Amerykach).
Bardzo natomiast spodobały mi się liczne odniesienia do chrześcijaństwa; w sumie jest to książka chrześcijańska mimo pogańskiego anturażu ;). ,,Kiedy zbytnio kochacie życie na arenie, wtedy właśnie je stracicie'' – mówił Tezeusz do Żurawi. Warto to porównać ze słowami Jezusa Chrystusa: ,,Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne'' – J 12, 25. ,,- To nieważne – powiedziałem. - Dobry Pasterz odda życie za swoje owce'' – mówił Tezeusz do Minosa, co koreluje z innymi słowami Jezusa: ,,Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce'' – J 10, 11. W powieści mamy również scenę przedstawiającą zderzenie religii politeistycznej z młodym, hebrajskim monoteizmem (Hebrajczyk został tu ukazany w niezbyt korzystnym świetle):

,,Pamiętam jednego z nich ze względu na jego dziwactwo, choć nie przeżył długo. Był to syn wędrownych hodowców bydła za wzgórz za Jerychem. Nienawidził Bogini, albo raczej zaprzeczał, że była czymkolwiek więcej niż tylko bałwanem, którego zrobili sobie ludzie. Zapytałem go, czy jest szalony, że wyśmiewa ją w jej sanktuarium, będąc w jej mocy. Odpowiedział mi, że jego lud w ogóle nie uznaje żeńskich bóstw, a tylko jednego Ojca Niebieskiego, którego imienia nie wymieniają, gdyż im tego zakazano. Nazywają go Panem. Utrzymują, podobnie jak Helleni, że żyją wiecznie, lecz mówią, że nie ma ojca, ani matki, i nie było czasu, w którym by nie istniał. Co jeszcze dziwniejsze, sprzeczne z prawem jest u nich wykonywanie jego podobizn. Kiedy zapytałem, jaki ma wygląd, młodzieniec ten odparł, że jego twarz uczyniona jest z ognia. Nie mogłem się dowiedzieć jak go obrazili, że pojawia się im w tak strasznej postaci. Ale mają wyrocznię, że pocznie pewnego dnia syna, który zostanie ich herosem opiekuńczym. Gdy zobaczyłem, że chłopak ten był takim ignorantem, powiedziałem mu, że Zeus miał wielu synów na ziemi, z których jeden był moim własnym przodkiem. Ale nie spodobało mu się to. […] Gdy po raz pierwszy wyszedł na arenę, wyciągnął nóż, który ukrył w przepasce biodrowej i rzucił się na byka jak szaleniec, wrzeszcząc, że rozgromi boga Filistynów (tak nazywał Kreteńczyków) w imię Pana. […] zginął od razu. […]. Palce obu rąk z trudnością by wystarczyły, żeby zliczyć bogów, których obraził […]'' - op. cit.

Równocześnie ,,ziarna Słowa'' zostały zasiane w duszy herosa, mgliście przeczuwającego nastanie chrześcijaństwa:

,,'Wszystko się zmienia – pomyślałem – z wyjątkiem bogów, którzy są wieczni. A zresztą, być może po tysiącu wieków, nawet oni sami, w swej siedzibie pod chmurami, usłyszą głos, który wezwie ich do domu Króla, aby uczynili ofiarę ze swojej nieśmiertelności – czyż bowiem dary bogów nie przewyższają darów ludzi? - i cała ich moc i chwała podniesie się jak dym do wyższych niebios, i przejdzie na większego boga. […]'' - op. cit.





Mimo, że Mary Renault była lesbijką żyjącą w związku z Julie Mullard, dla mnie jako dla jej czytelnika liczy się to, że napisała bardzo wartościową książkę ;). 

sobota, 11 listopada 2017

Dinozaur w ,,Faraonie'







,, [...] Kiedy się tam błąkałem, doleciał mnie bardzo silny zapach zgnilizny, tak przykry, że chciałem uciec. Przemógłszy się jednak wszedłem do pieczary, skąd pochodził, i zobaczyłem...
   Racz wyobrazić sobie, panie, człowieka, który ma nogi i ręce o połowę krótsze niż my, ale grube, niezgrabne i zakończone pazurami. Dodaj temu kształtowi szeroki, z boków spłaszczony ogon, na wierzchu powycinany jak grzebień koguci; dodaj bardzo długą szyję, a na niej - psią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję pokrytą na grzbiecie zagiętymi kolcami....
   Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...
- Coś bardzo brzydkiego - wtrącił faraon. - Zaraz bym to zabił....
- To nie było brzydkie - mówił kapłan wstrząsając się. - Bo pomyśl, panie, że ten potwór był wysoki jak obelisk...
    Ramzes XIII zrobił gest niezadowolenia.
- Samentu - rzekł - zdaje mi się, żeś twoje pieczary zwiedzał we śnie...
- Przysięgam ci, panie, na życie moich dzieci - zawołał kapłan - że mówię prawdę!... Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy, kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go jak najuważniej...
- Więc on żył?
- Nie. To już był trup, bardzo dawny, ale tak zachowany jak nasze mumie. Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może nieznane mi sole ziemi. [...]. Jeżeli kiedy wasza świętobliwość zechce odwiedzić naszą świątynię, pokażę wam w grobach dziwne i straszne istoty: gęsi z jaszczurczymi głowami a skrzydłami nietoperza, jaszczurki podobne do łabędzi, lecz większe od strusiów, krokodyla trzy razy dłuższego aniżeli te, które mieszkają w Nilu, żabę wielkości psa...
   Są to albo mumie, albo szkielety znalezione w jaskiniach i przechowujące się w naszych grobach. Lud myśli, że my im cześć składamy, a tymczasem my tylko badamy ich budowę i chronimy od zepsucia.
- Uwierzę ci, gdy sam zobaczę - odparł faraon. - Ale powiedz mi, skąd mogłyby się wziąć podobne istoty w jaskiniach?...
- Panie mój - mówił kapłan - świat, na którym żyjemy, ulega wielkim zmianom. Już w samym Egipcie znajdujemy gruzy miast i świątyń ukryte głęboko w ziemi. Był czas, że miejsce Dolnego Egiptu zajmowała odnoga morska, a Nil płynął całą szerokością naszej doliny. Jeszcze dawniej tu, gdzie jest nasze państwo, było morze... Nasi zaś przodkowie zamieszkiwali krainę, którą dziś zajęła pustynia zachodnia...
   Jeszcze dawniej, przed dziesiątkami tysięcy lat, nie było ludzi takich jak my, ale stworzenia podobne do małp, które jednak umiały budować szałasy, podtrzymywać ogień, walczyć maczugami i kamieniami. Wówczas nie było koni, ani wołów; ale słonie, nosorożce i lwy - trzy czy cztery razy przechodziły wzrostem dzisiejsze zwierzęta mające tę samą postać.
    Lecz i olbrzymie słonie nie są najstarszymi potworami. Dawniej bowiem od nich żyły niezmierne gady: latające, pływające i chodzące. Przed gadami na tym świecie były tylko ślimaki i ryby, a przed nimi - same rośliny, ale takie, jakich dziś już nie ma...
- A jeszcze dawniej?... - spytał Ramzes.
- Jeszcze dawniej ziemia była pusta i próżna, a Duch Boży unosił się nad wodami...
- Coś słyszałem o tym - rzekł faraon - ale nie prędzej uwierzę, aż mi pokażesz mumie potworów, jakie mają spoczywać w waszej świątyni. [...]'' -
Bolesław Prus ,,Faraon tom II''




Wezwanie do opamiętania







Najpierw jesteśmy ludźmi i Polakami, a dopiero potem moherami i lemingami. Wojna domowa jest ostatnią rzeczą jaką nam trzeba. 

wtorek, 7 listopada 2017

Alki i nury







Słowo ,,pingwin'' jest znacznie starsze niż historia interakcji ludzi z tymi ptakami. Pochodzi ono od dwóch walijskich słów: pen – głowa i gwyn – biała. Jakie ptaki określano tą nazwą? Odpowiedź brzmi: alki olbrzymie. Po odkryciu pingwinów między nimi a omawianym gatunkiem, nie czyniono żadnej różnicy; obdarzano tę samą nazwą (według innej hipotezy nazwa pingwinów pochodzi od łacińskiego określenia tłustości). Dopiero w XIX wieku kiedy alki olbrzymie zniknęły z powierzchni globu zaczęto je rozróżniać. Jak na przedstawiciela omawianej grupy, alka olbrzymia faktycznie była olbrzymia, bo osiągała wymiary gęsi. Zabezpieczający ją przed wodą puch był barwy czarno – białej. Dziób masywny, barwy czarnej z delikatnym, białym prążkowaniem. Była ptakiem nielotnym. Skrzydła pełniły u niej funkcję wyłącznie wioseł. Krótkie kończyny dolne były nagie, pokryte grubą, szarą skórą. Ich palce spinała błona pławna. Marnie spisywały się w chodzeniu po lądzie, były za to świetnymi pływakami. Zupełnie jak pingwiny! Alki olbrzymie zajmowały ich niszę ekologiczną na półkuli północnej. Ich areał obejmował całe atlantyckie wybrzeże Europy (w XVIII wieku ubito parę tych ptaków w Kolonii, a więc u samych wrót Bałtyku! Nie mamy dowodów na ich bytność w Polsce, ale nie jest ona wykluczona). Żyły także w Ameryce Północnej od skutych lodem jej północnych rubieży, aż po Florydę (pewien odkrywca pisał: ,,Gdyby wyładować nimi wszystkie statki Francji i wywieźć, to nie zauważono by ubytku ani jednej sztuki'). Zresztą gołąb wędrowny też słynął z milionowych stad, a przegrał w starciu z ludzkim szaleństwem. Alki olbrzymie żywiły się rybami. Gnieździły się na morskich wybrzeżach (a czy miały gdzie indziej?) gdzie jedna para rocznie składała jedno jajo (wbrew pozorom jak na warunki naturalne była to wystarczająca płodność; gdyby ludzie się opamiętali, gatunek dałoby się uratować). Pisklęta były gniazdownikami. Wraz z wybiciem omawianego ptaka, etologia straciła wdzięczny temat badań. Miał miejsce przypadek, że zabobonni chłopi zabili alkę olbrzymią uważając ją za czarownicę (sic!). Na ogół jednak człowiek nie bał się alki olbrzymiej. To ona raczej miała powody by bać się ludzi... Przeprowadzano ich zmasowane odłowy na lądzie gdzie ptaki były całkowicie bezbronne – dla ich mięsa, puchu, jaj – wszystkiego w najlepszym gatunku. Czasem ich mięsa używano jako przynęty na rekiny. Skutki coraz wyraźniej dawały znać o sobie. Najpierw alki olbrzymie ustąpiły z Ameryki Północnej, gdzie miały miejsce barbarzyńskie hekatomby tych zwierząt. Masowo zaganiano je do łodzi – miejsca kaźni, gdzie były tłuczone pałkami. W celu uzyskania ich puchu, żywe osobniki wrzucano do kotłów z wrzącą wodą, a ogień pod nimi utrzymywały ciała tych ptaków używane z braku innego opału. Wyginięcie alk olbrzymich z Nowego Świata nie zostało potraktowane tak jak powinno – jako przestrogę. Żyły jeszcze w Europie... Pewna francuska gazeta pisała o zaobserwowaniu grupy tych ptaków u wybrzeży kanału La Manche – dawniej jednak nie zwrócono by na to uwagi jak na coś powszechnego. Wtedy jednak było inaczej. Alki olbrzymie zaczęto spotykać już tylko na małych wysepkach u wybrzeży Islandii. Wówczas sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Naturaliści zdali sobie sprawę jak mało wiedzą o omawianych ptakach i zaczęli gromadzić je w postaci preparatów muzealnych. Odłowy wzmogły się ze zdwojoną siłą, aż z prężnego niegdyś gatunku ostała się tylko jedna para, ostatnia już, żyjąca na islandzkiej wyspie Eldey. Nie popuszczono im. trzech rybaków wysłanych przez pośrednika handlowego Karola Siemensa zabiło alki, jajo, również ostatnie w dziejach gatunku zostało potłuczone. Zoologicznej tragedii akt ostatni dobiegł końca. Skłania nas to do niewesołych refleksji. Przecież ,,ostatni gwóźdź do trumny'' alki olbrzymiej wbili naukowcy, a więc ci co mieli służyć jej ochronie! Było to w 1844 r. Przez cały wiek XIX zdawało się, że wszelkie zło na świecie jest skutkiem ciemnoty, lecz XX wiek pokazał, że były to mrzonki. XX wiek? A rok 1844? Zaiste, gdyby retrospekcja była mocną stroną człowieka, scjentyzm (bo tak nazywa się owa postawa), nie miałby szans się narodzić. Wróćmy jednak do alk olbrzymich. Sir Richard Owen przeprowadził sekcję anatomiczną omawianego gatunku i przeprowadził granicę między alkami a pingwinami. Korzystał nie z okazów muzealnych, lecz z ptaków wydobytych z wiecznej zmarzliny Ameryki Północnej, które można było krajać do woli.







Jakie znamy gatunki alk żyjących obecnie? Należy tu wymienić alkę krzywonos żyjącą u atlantyckich wybrzeży Europy; podobną do alki olbrzymiej lecz dużo mniejszą o bardziej zakrzywionym dziobie (stąd nazwa).







U atlantyckich i polarnych wybrzeży Europy i Azji żyją nurzyki, podobne do poprzednio opisanych gatunków, lecz bardziej wysmukłe, o bardziej spiczastych dziobach.







Maskonurów nie sposób mylić z innymi ptakami. Mają krępą budowę ciała, upierzenie barwy czarno białej. Latają słabo, ale potrafią to robić. Najbardziej charakterystyczną częścią ich ciała jest duży, zaokrąglony dziób barwy pomarańczowo – żółto – ciemnej, który służy do chwytania ryb, przechowywanych w nim przez cały czas połowu. Jednak efektowne barwy dzioba są efemeryczne; służą jedynie w czasie toków. Później barwna końcówka odpada i spod niej wyłania się mały dziób barwy szarej. Słuszna jest więc nazwa ptaka.







Zajmijmy się teraz nurem czarnym, spotykanym również w Polsce. Jako typowy nur ma spiczasty, wydłużony dziób służący do chwytania ryb, długą szyję, palce spięte błoną pławną i jest świetnym pływakiem. Zamieszkuje głębokie jeziora i stawy, wybrzeża mórz i wpadających do morza rzek (te ostatnie poza porą lęgową). Dawniej nurom czarnym zagrażały zmasowane odłowy i wybieranie jaj – aktualnie chemizacja rolnictwa i wzmożony ruch turystyczny, są to bowiem ptaki bardzo płochliwe. Znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze. 






poniedziałek, 6 listopada 2017

Oniricon cz. 346

Śniło mi się, że:





- w karczmie jakaś piękna blondynka przyrządzała dla mnie kebab z orzechami,
- Sławomira kazała mi odczytać tekst źródłowy w nieznanym mi języku,
- w jakimś programie katolickim mówiono o powieści ,,Stal'' napisanej przez Sławomirę,







- pochodzę z archipelagu Formozy, gdzie zjadałem swoje żony, które były mi niewierne,






- w Alei Fontann w Szczecinie zaroiło się od grzbietorodów; były duże, a jeden z nich był nawet ubarwiony w czarne i żółte pasy,







- chciał mnie zgwałcić narwal - homoseksualista,
- na działce zaroiło się od ślimaków, które zbierałem, Babcia chciała je piec żywcem w piekarniku, a moja Mama straciła wzrok (na szczęście to tylko sen),
- w Polsce żyje rodzina porozumiewająca się słowem d..pa,
- w XVII wieku w czasie wojny Polaków z Tatarami, pewien polski szlachcic ustrzelił z rusznicy kraba, a potem dziecko, aby je zjeść i tłumaczył powołując się na fragment ,,Pamiętników'' Jana Chryzostoma Paska o złowionej w Bałtyku ,,rybie - diable'', że wolno jeść dzieci tak jak kraby, lecz inny szlachcic polemizował z tym,
- polski Tatar napisał własną wersję ,,Ogniem i i mieczem'' przedstawiającą punkt widzenia Tatarów,







- Sławomira przeszła na islam i wówczas na jej czole pojawiło się trzecie oko barwy czerwonej,






- w szkolnej świetlicy pracował siwobrody starzec, który narysował biało - rudego kota Nolka i pytał po co rysuję, skoro nie potrafię, a mnie zrobiło się przykro,
- byłem młodzieńcem i chodziłem po opuszczonym domu, w którym paliło się światło i uznałem, że jako konserwatysta kocham elektryczność,






- w odległej przyszłości ,,za tydzień milionów lat'' mają się pojawić takie istoty jak: gigantyczne, morskie krokodyle, nosorożce o zaokrąglonym, zredukowanym rogu, morsy bez wystających zębów, oraz żyjące na klifach gigantyczne przypominające hydrę liliowce  o głowach smoków i ludzi porywające samoloty, zaś warany z Komodo mają wyginąć,







- poszedłem do ogromnej, specjalistycznej biblioteki gdzie spotkałem prof. Santyjovabusa ov Anatamargusa w szarym garniturze, tłumaczącego coś o egipskiej literze ,,dzeta'', w dziale prowadzonym przez Tadeusza Micińskiego i Jana Suligę szukałem książki ,,Stworze i zdusze'' Czesława Białczyńskiego,
- jakiś marynarz zamienił się w kamień,






- Andrzej Sapkowski wchodził na górę Wiedźmin w Szwecji,
- Konrad T. Lewandowski został pozwany za krytykę Sapkowskiego,
- pomyślałem, że wolę Wiedźmina od Harry'ego Pottera i że to niedobrze, jeśli w książce magia jest dobra na wszystko,







- w moim domu pełno było bliższej i dalszej rodziny, miało miejsce wiele ślubów, których znakiem był ogromny, kruchy diament, po domu kręciło się mnóstwo małych dzieci, a ja nie miałem gdzie się przebrać i denerwowałem się myśląc, że ktoś stale mnie podgląda,
- uznałem, że w legendach o wojnach Słowian z Rzymianami jest ziarnko prawdy, bo Słowianie walczyli z Bizancjum (Cesarstwem Wschodniorzymskim), jednak  nie byli to Polacy, lecz Słowianie Południowi. 

niedziela, 5 listopada 2017

Turkuć podjadek







Konwergencja to proces ewolucyjnego upodabniania się do siebie organizmów dalekich od wspólnej linii rozwojowej, lecz zamieszkujących to samo środowisko. Klasycznym, wręcz oklepanym przykładem są: rekin (ryba), ichtiozaur (wymarły gad morski) i delfin (ssak) – wszystkie pospołu zasiedlające morza i oceany. Albo weźmy pod uwagę pterodaustro (wymarłego gada latającego – pterozaura), flaminga (ptaka) i wala grenlandzkiego (ssaka), a zobaczymy, że wszystkie trzy odżywiają się filtrując wodne zawiesiny. Kret (ssak) i turkuć podjadek (owad) mają analogiczną budowę kończyn przednich umożliwiających drążenie tuneli w glebie. To ostatnie zwierzę będzie przedmiotem naszych rozważań.







Turkuć podjadek jest szarańczakiem. Na pierwszy rzut oka przypomina skrzyżowanie kreta ze świerszczem. Jego chitynowy pancerz jest barwy brązowej; najciemniejszej na głowie i tułowiu, gdzie występują także pojedyncze czarne plamki, na odwłoku przechodzącej w barwę kremową. Aparat gębowy typu gryzącego, czułki wydłużone. Przednia część ciała silnie opancerzona. Pierwsza para odnóży jest typu grzebiącego (analogia z kretem). Pokryta grubą i mocną chityną posiada grzebykowate zakończenia. Czytelnik uwierzy, że taki owad może zabić człowieka? Oczywiście wyłącznie w samoobronie, w atmosferze nieuwagi chwytającego go Homo sapiens. Otóż owymi odnóżami grzebiącymi jest władny przeciąć ludzką skórę, a że jest to owad żyjący w glebie, uszkodzenie takie grozi zainfekowaniem tężca. Dalsza część ciała przedstawia widok typowy dla wielu innych szarańczaków. Dwie pozostałe pary odnóży są typu skocznego. Skrzydła są rzadko używane. Są przezroczyste z wyraźnym czarnym użyłkowaniem. Odwłok lekko wydłużony i pękaty. Tyle można powiedzieć o wyglądzie turkucia podjadka – jedynego szarańczaka przystosowanego do podziemnego trybu życia. Lgnie on do ciepła, ale nie do promieni słonecznych. Na powierzchnię wychodzi więc jedynie w nocy. Jest obiektem złorzeczeń ogrodników, bowiem uszkadza w celach konsumpcyjnych podziemne części roślin. Właśnie od podjadania utworzony został drugi człon nazwy tego intrygującego owada. Nie można go jednak uważać na obraz wegetarianina idealnego... Zjada przecież także larwy innych owadów. Wiosną budzi się z zimowej diapauzy (odpowiednik hibernacji u owadów) i pod osłoną nocy penetruje świat roślin naziemnych, których korzenie podjada na co dzień. Dopiero wtedy może rozprostować skrzydła i unieść na nich swe ociężałe ciało. Jednak jego żywiołem jest gleba, toteż rychło z powrotem się w niej zakopuje. Wydaje tam jakby fletowe dźwięki godowe, emitowane również przez odpowiadającą samicę. Po kopulacji samiec nie troszczy się o potomstwo, które jednak nie jest obojętne samicy. W podziemnym gnieździe może się znaleźć nawet ok. 300 jaj. Wylęgają się z nich jak u wszystkich szarańczaków nie larwy, ale nimfy przechodzące rozwój niezupełny. Wracając do zagadnienia opieki rodzicielskiej, wśród owadów nie tworzących zgrupowań socjalnych jest ona zjawiskiem wyjątkowym, mającym miejsce także min. u skorków, czy żuków grabarzy (u tych ostatnich para owadów opiekuje się potomstwem).


                                                                      *

Mówiłem już o przyczynach niechęci ogrodników i rolników do omawianego gatunku. Jakich sposobów używają w ludzko - owadziej wojnie o płody Ziemi? Turkucie podjadki wpadają do wkopanych w glebę puszek, skąd są usuwane i niszczone. Wykopywane są też ich gniazda, których mieszkańcy giną w promieniach słonecznych. Stosuje się również pułapki z nawozu końskiego – atrakcyjnego, lecz jakże zwodniczego źródła ciepła dla tych owadów. 1





1 W mojej mitologii, w erze jedenastej Skarbnik i jego żona Jedlica walczyli z gigantycznym turkuciem podjadkiem (odsyłam po posta: ,,Skarbnik'').