,,*Niemiecka mitologja, wierzenia i obrzędy religijne z czasów przed wprowadzeniem chrześcijaństwa. System bogów począł się rozwijać prawdopodobnie pod wpływem wschodu i narodów starożytnych. Źródeł, z których czerpie się wiadomości o n. m. jest niewiele. Z czasów pogańskich w Niemczech przechowały się tylko stare formułki zaklęć, napisy runiczne i t. p., oraz tradycje ludowe ze średniowiecza i doby późniejszej. - Cezar wspomina w swych pismach o germańskim kulcie słońca, księżyca i ognia. Tacyt opowiada, że Germanie czcili swych bogów i składali im ofiary w świętych gajach i świątyniach. Bogami tymi byli olbrzym Tuisto i syn jego Mannus, praojciec bogów i trzech wielkich ludów germańskich: Erminonów, Istweonów i Ingweonów, pochodzących od trzech jego synów. Jeden z nich to Tiu (Ermnas), pierwotnie najwyższy z bogów, potem bóg wojny; drugi Wotan (Istwas), bóg burzy i zmarłych, dzierżył po nim władzę nad bogami. Bogom tym były poświęcone dwa dni tygodnia: wtorek i środa; trzecim był Fro (Ingwas). Ponadto czczono Donara (Herkules) boga gromów (poświęcono mu czwartek), boginię płodności Frię (Nerthus), małżonkę Wotana, której poświęcono piątek; wreszcie północnego boga światła, Baldura. Oprócz tych bogów i kilku innych uprawiano także kult demonów (jak elfy i t. p.), będących wcieleniem sił przyrody. Zaćmienie słońca i księżyca przypisywano także takim demonom. - Czczono też duchy zmarłych, unoszące się w pewnych określonych porach pod wodzą Wotana w powietrzu, usposobione wobec ludzi przychylnie albo też wrogo (np. złośliwe mary dręczące we śnie). Wedle wierzeń ludowych mogła ludzi we śnie opuszczać dusza i przybierać postać czarownic, wilkołaków i t. p.'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 20 Uzupełnienie H - Ż''.
niedziela, 12 listopada 2017
Mitologia niemiecka
,,Król musi umrzeć''
,, […] Poza tym ostatnio zaczytywałem się książkami Mary Renault, a szczególnie dwiema o Tezeuszu: 'Król musi umrzeć' i 'The Bull from the Sea'. Przed kilkoma dniami nawet otrzymałem od niej kartkę z pochwałami; być może jest to 'fanowska' kartka, lecz sprawiła mi ogromną przyjemność'' – J. R. R. Tolkien ..List z 8 lutego 1967 r. do Charlotte i Denisa Plimmerów (przypis) [w]: J. R. R. Tolkien ,,Listy''
O
Tezeuszu
dowiedziałem się po raz pierwszy w wieku przedszkolnym z książki
czeski pisarki Hany Doskočilovej
,,Diogenes
w beczce''
(było to moje pierwsze zetknięcie się z mitologią grecką, która
bardzo mi się spodobała ;). Dowiedziałem się z niej jak Tezeusz,
syn ateńskiego króla Egeusza, odkrył, że był następcą tronu po
wydobyciu spod głazu królewskiego miecza i sandałów. Zamiast
bezpiecznej drogi morskiej, udał się do Aten drogą lądową, gdzie
rozprawił się z groźnymi olbrzymami – rozbójnikami mordującymi
ludźmi (jednym z nich był Prokrust, który rozciągał swe ofiary
na długim łożu i obcinał to to im z niego wystawało). Tezeusz
pokonał też łotrów: rozbijającego głowy maczugą, rozrywającego
na pół osoby przywiązane do dwóch drzew, oraz tego, który kazał
sobie myć nogi, aby zrzucać kopniakiem do morza. W Atenach, Tezeusz
dowiedział się o daninie młodzieńców i dziewic płaconej
Minosowi – królowi Krety. Mieli oni być pożerani przez potwora
Minotaura – człowieka z głową byka. Książę popłynął na
Kretę i wszedł do Labiryntu – budowli wzniesionej przez Dedala
dla Minotaura. Tam zabił potwora, a dzięki nici danej przez
królewnę Ariadnę, wydostał się z Labiryntu. Razem z Ariadną
odpłynął do Aten gdzie objął tron po śmierci ojca. Z
późniejszych lektur poznałem dalsze szczegóły jak: spłodzenie
bohatera przez Posejdona, jego przyjaźń z Heraklesem, potwornego
żółwia morskiego, który pożerał ludzi wrzuconych do morza przez
olbrzyma każącego myć sobie nogi, walki z lochą Fają i bykiem z
Maratonu, nurkowanie w Morzu Śródziemnym po pierścień Minosa,
,,taniec żurawia'' po opuszczeniu Krety, porzucenie Ariadny na
wyspie Naksos (była wcześniej przyrzeczona Dionizosowi), śmierć
Egeusza po tym jak zobaczył syna powracającego z Krety pod czarnymi
żaglami zamiast białych (na jego cześć nazwano Morze Egejskie),
uprowadzenie Amazonki Antiope (nawet ją narysowałem siedzącą na
grzbiecie wymarłego ssaka toksodonta ;), poślubienie Fedry –
siostry Ariadny, tragiczną śmierć Hipolita, który odrzucił
zaloty macochy i został przez nią oskarżony o gwałt (Hipolit
przypominał trochę starotestamentalnego Józefa), założenie
podstaw demokracji ateńskiej, niefortunną wyprawę z Pejritosem do
Hadesu, aby uprowadzić Persefonę i uwolnienie herosa przez
Heraklesa, wreszcie wygnanie z Aten i śmierć na obczyźnie przez
podstępne zrzucenie ze skały do morza. Studiując historię na
Uniwersytecie Szczecińskim słuchałem niezwykle ciekawego wykładu
antropologa prof. Carolusa ov Xertusa, w którym opowiadał zarówno
o dziejach Tezeusza jak i roli labiryntu w różnych kulturach. W
mojej mitologii slawianistycznej, Tezeusz żył w erze dwunastej i w
opowieściach Słowian był znany jako Ciżeń. Z mitów o Tezeuszu
zaczerpnąłem też morskiego żółwia – potwora (nazwałem go
,,krax''),
oraz całą rasę Minotaurów takich jak Byczun z ery jedenastej czy
Kudrewan z ery dwunastej (wprowadziłem je pośrednio, inspirując
się ,,Lwem,
czarownicą i starą szafą''
C. S. Lewisa).
O
powieści angielskiej, pod koniec życia zamieszkałej w RPA, pisarki
Mary Renault (właściwie: Eileen Mary Challens; 1905 – 1983),
zatytułowanej ,,Król
musi umrzeć''
(tytuł oryginału: ,,The
King must die'')
z 1958 r.; pierwszej części dylogii fantasy o Tezeuszu (drugą
częścią jest ,,Byk
z morza'')
dowiedziałem się po raz pierwszy w 2005 r. przeglądając katolicki
katalog wysyłkowy ,,PRODOKS''
(Promotor Dobrej Książki). Rzeczoną powieść przeczytałem w
listopadzie 2017 r.
Akcja
rozgrywa się w starożytności, kiedy w Egipcie panował faraon
Echnaton (XIV wiek p. n. e.) w różnych zakątkach Grecji takich
jak:
-
Trojzena: rodzinne miasto Tezeusza leżące nad Morzem. Jego władcą
był Pitteus; dziadek herosa. Aitra, matka Tezeusza była tam
kapłanką. Trojzena gdzie największą czcią otaczano Posejdona,
była miejscem sielskim, przypominającym nieco Shire.
-
Eleusis: w czasach Tezeusza panował w nim matriarchat (notabene,
choć Mary Renault sama była kobietą, przedstawiła matriarchat w
złym świetle ;). Na tronie zasiadała rudowłosa królowa Persefona
(euhemeryzm: było to imię chtonicznej bogini, żony Hadesa)
władająca razem ze swym okrutnym bratem zabitym przez Tezeusza.
Królowie Eleusis nosili rytualne imię Kerkyonów. Każdy z nich
musiał zginąć w pojedynku, a wtedy zwycięzca dziedziczył godność
królewską i imię Kerkyona. Tezeusz był ostatnim Kerkyonem, który
położył kres krwawemu matriarchatowi. W królestwie Persefony
mężczyźni nie mieli żadnych praw i musieli być we wszystkim
posłuszni kobietom. To właśnie Tezeusz zapoczątkował misteria
eleuzyńskie.
-
Ateny: władał nimi król Ajgeusz (Egeusz), ojciec Tezeusza,
zasiadający w ogromnej Cytadeli. Gdy Tezeusz przybył do Aten
usiłowała go otruć czarownica Medea z Kolchidy, lecz ojciec
rozpoznał syna i zamach się nie udał. Ateny były zmuszone płacić
haracz Krecie, zaś Tezeusz dobrowolnie udał się tam z wylosowanymi
młodzieńcami i dziewczętami, aby razem z nimi tańczyć z bykami.
Tak spełniła się pierwsza część przekleństwa Medei...
-
Kreta: niejako antyczny odpowiednik Mordoru ;). Władał nim stary,
trędowaty król Minos noszący złotą maskę w kształcie głowy
byka. Jednak niewiele miał do powiedzenia, bo władzę sprawował
Minotaur – syn jego żony Pazyfae z nieprawego łoża (na Krecie
władzę dziedziczyło się po matce). Nie był to jednak człowiek z
głową byka, ale szpetny człowiek o jeszcze paskudniejszym
charakterze; chciałoby się powiedzieć: bydlak. Nosił on imię
Asterion, zaś Minotaur to był jego tytuł. Asterion a nie Minos,
kazał Tezeuszowi nurkować w morzu po wrzucony tam pierścień. Cały
czas upokarzał Tezeusza traktując go jak swego niewolnika.
Ostatecznie zarówno Minos jak i Asterion zostali w złotych, byczych
maskach zabici przez Tezeusza – Minos na własną prośbę jako
umierający, święty król, zaś Asterion – w walce. Kreta była
państwem potężnym czerpiącym z dorobku Atlantydy i Egiptu, a
jednocześnie moralnie zepsutym. Władali nim jasnoskórzy Hellenowie
uciskający śniadych autochtonów. Kreteńczycy nie traktowali
swoich bogów poważnie, sprowadzając religię do formy zabawy. Całe
dnie kreteńska arystokracja spędzała na wymyślnych uciechach w
Labiryncie. Największą z nich był taniec byków, który miał
zresztą miejsce naprawdę (tancerze skaczący przez byki to częsty
motyw w sztuce minojskiej). Tezeusz wraz ze swoją drużyną Żurawi
brał udział w niebezpiecznych tańcach z bykami. Ostatecznie Kreta
została zniszczona przez trzęsienie ziemi spowodowane erupcją
wulkanu na wyspie Kalliste (Thera; obecnie Santoryn; ów wybuch
faktycznie zniszczył cywilizację minojską). Tezeusz i jego Żurawie
opuścili pogrążoną w chaosie wyspę razem z królewną Ariadną,
zakochaną w herosie.
-
Naksos: miasto na wyspie Dia, ośrodek mrocznego kultu Dionizosa.
Tezeusz i Ariadna zostali zmuszeni przez gospodarzy do wzięcia
udziału i pijaństwie i krwawej orgii. Ariadna bardzo dobrze
odnalazła się w tej chtoniczno – demonicznej rzeczywistości.
Tezeusz z wielkim przerażeniem ujrzał ją śpiącą całą we krwi
ofiary i wtedy to podjął bolesną decyzję o jej porzuceniu.
Tezeusz
był synem trojzeńskiej kapłanki Aitry, córki Pitteusa i Ajgeusza,
syna Pandiona. Ojciec spłodził go podczas rytuału mającego
zapewnić ziemi płodność. Przez długi czas chłopiec myślał, że
ojcem był Posejdon, bóg morza, którego darzył wielką miłością.
Darzył wielkim szacunkiem Heraklesa i pragnął go naśladować.
Wyrósł na bohatera odważnego, prawego, odpowiedzialnego za swoich
ludzi (był świadom, że dobry król musi być gotów oddać życie
za swoich poddanych, co stanowi analogię do ofiary Jezusa na
krzyżu), oraz silnego, choć niezbyt wysokiego, co go bolało. Choć
przyjęło się wyobrażać sobie herosów jako ludzi wysokich,
taniec z bykami wymagał niskiego wzrostu. W czasie niebezpiecznej
podróży przez Przesmyk łączący Peloponez z kontynentem (niejako
antyczny odpowiednik Dzikiego Zachodu;) walczył z okrutnymi
rozbójnikami (nie było wśród nich Prokrusta), oraz uwolnił
Megarę od wielkiej, agresywnej lochy Fai, która niesprowokowana
atakowała ludzi.
W
powieści pojawiają się również ciekawe wzmianki o trackim
śpiewaku Orfeuszu (niewymienionym z imienia), który miał zabawić
w Brytanii i magią swej pieśni zbudować tam Stonehenge (widać tu
połączenie mitów o Orfeuszu i Merlinie ;).
Pewne
zastrzeżenia mogą budzić dwa ahistoryzmy jak: spodnie noszone
przez Tezeusza w Trojzenie (spodnie nosili barbarzyńscy a nie Grecy)
i obecność pum w starożytnej Grecji (jak wiadomo pumy żyją w obu
Amerykach).
Bardzo
natomiast spodobały mi się liczne odniesienia do chrześcijaństwa;
w sumie jest to książka chrześcijańska mimo pogańskiego anturażu
;). ,,Kiedy
zbytnio kochacie życie na arenie, wtedy właśnie je stracicie''
– mówił
Tezeusz
do Żurawi. Warto
to porównać ze słowami Jezusa Chrystusa: ,,Ten,
kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na
tym świecie, zachowa je na życie wieczne''
– J 12, 25. ,,-
To
nieważne – powiedziałem. - Dobry Pasterz odda życie za swoje
owce''
– mówił
Tezeusz
do Minosa, co
koreluje z innymi słowami Jezusa: ,,Ja
jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce'' –
J 10, 11.
W powieści mamy również scenę przedstawiającą zderzenie religii
politeistycznej z młodym, hebrajskim monoteizmem (Hebrajczyk został
tu ukazany w niezbyt korzystnym świetle):
,,Pamiętam jednego z nich ze względu na jego dziwactwo, choć nie przeżył długo. Był to syn wędrownych hodowców bydła za wzgórz za Jerychem. Nienawidził Bogini, albo raczej zaprzeczał, że była czymkolwiek więcej niż tylko bałwanem, którego zrobili sobie ludzie. Zapytałem go, czy jest szalony, że wyśmiewa ją w jej sanktuarium, będąc w jej mocy. Odpowiedział mi, że jego lud w ogóle nie uznaje żeńskich bóstw, a tylko jednego Ojca Niebieskiego, którego imienia nie wymieniają, gdyż im tego zakazano. Nazywają go Panem. Utrzymują, podobnie jak Helleni, że żyją wiecznie, lecz mówią, że nie ma ojca, ani matki, i nie było czasu, w którym by nie istniał. Co jeszcze dziwniejsze, sprzeczne z prawem jest u nich wykonywanie jego podobizn. Kiedy zapytałem, jaki ma wygląd, młodzieniec ten odparł, że jego twarz uczyniona jest z ognia. Nie mogłem się dowiedzieć jak go obrazili, że pojawia się im w tak strasznej postaci. Ale mają wyrocznię, że pocznie pewnego dnia syna, który zostanie ich herosem opiekuńczym. Gdy zobaczyłem, że chłopak ten był takim ignorantem, powiedziałem mu, że Zeus miał wielu synów na ziemi, z których jeden był moim własnym przodkiem. Ale nie spodobało mu się to. […] Gdy po raz pierwszy wyszedł na arenę, wyciągnął nóż, który ukrył w przepasce biodrowej i rzucił się na byka jak szaleniec, wrzeszcząc, że rozgromi boga Filistynów (tak nazywał Kreteńczyków) w imię Pana. […] zginął od razu. […]. Palce obu rąk z trudnością by wystarczyły, żeby zliczyć bogów, których obraził […]'' - op. cit.
Równocześnie
,,ziarna Słowa''
zostały zasiane w duszy herosa, mgliście przeczuwającego nastanie
chrześcijaństwa:
,,'Wszystko się zmienia – pomyślałem – z wyjątkiem bogów, którzy są wieczni. A zresztą, być może po tysiącu wieków, nawet oni sami, w swej siedzibie pod chmurami, usłyszą głos, który wezwie ich do domu Króla, aby uczynili ofiarę ze swojej nieśmiertelności – czyż bowiem dary bogów nie przewyższają darów ludzi? - i cała ich moc i chwała podniesie się jak dym do wyższych niebios, i przejdzie na większego boga. […]'' - op. cit.
Mimo,
że Mary Renault była lesbijką żyjącą w związku z Julie
Mullard, dla mnie jako dla jej czytelnika liczy się to, że napisała
bardzo wartościową książkę ;).
sobota, 11 listopada 2017
Dinozaur w ,,Faraonie'
,, [...] Kiedy się tam błąkałem, doleciał mnie bardzo silny zapach zgnilizny, tak przykry, że chciałem uciec. Przemógłszy się jednak wszedłem do pieczary, skąd pochodził, i zobaczyłem...
Racz wyobrazić sobie, panie, człowieka, który ma nogi i ręce o połowę krótsze niż my, ale grube, niezgrabne i zakończone pazurami. Dodaj temu kształtowi szeroki, z boków spłaszczony ogon, na wierzchu powycinany jak grzebień koguci; dodaj bardzo długą szyję, a na niej - psią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję pokrytą na grzbiecie zagiętymi kolcami....
Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...
- Coś bardzo brzydkiego - wtrącił faraon. - Zaraz bym to zabił....
- To nie było brzydkie - mówił kapłan wstrząsając się. - Bo pomyśl, panie, że ten potwór był wysoki jak obelisk...
Ramzes XIII zrobił gest niezadowolenia.
- Samentu - rzekł - zdaje mi się, żeś twoje pieczary zwiedzał we śnie...
- Przysięgam ci, panie, na życie moich dzieci - zawołał kapłan - że mówię prawdę!... Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy, kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go jak najuważniej...
- Więc on żył?
- Nie. To już był trup, bardzo dawny, ale tak zachowany jak nasze mumie. Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może nieznane mi sole ziemi. [...]. Jeżeli kiedy wasza świętobliwość zechce odwiedzić naszą świątynię, pokażę wam w grobach dziwne i straszne istoty: gęsi z jaszczurczymi głowami a skrzydłami nietoperza, jaszczurki podobne do łabędzi, lecz większe od strusiów, krokodyla trzy razy dłuższego aniżeli te, które mieszkają w Nilu, żabę wielkości psa...
Są to albo mumie, albo szkielety znalezione w jaskiniach i przechowujące się w naszych grobach. Lud myśli, że my im cześć składamy, a tymczasem my tylko badamy ich budowę i chronimy od zepsucia.
- Uwierzę ci, gdy sam zobaczę - odparł faraon. - Ale powiedz mi, skąd mogłyby się wziąć podobne istoty w jaskiniach?...
- Panie mój - mówił kapłan - świat, na którym żyjemy, ulega wielkim zmianom. Już w samym Egipcie znajdujemy gruzy miast i świątyń ukryte głęboko w ziemi. Był czas, że miejsce Dolnego Egiptu zajmowała odnoga morska, a Nil płynął całą szerokością naszej doliny. Jeszcze dawniej tu, gdzie jest nasze państwo, było morze... Nasi zaś przodkowie zamieszkiwali krainę, którą dziś zajęła pustynia zachodnia...
Jeszcze dawniej, przed dziesiątkami tysięcy lat, nie było ludzi takich jak my, ale stworzenia podobne do małp, które jednak umiały budować szałasy, podtrzymywać ogień, walczyć maczugami i kamieniami. Wówczas nie było koni, ani wołów; ale słonie, nosorożce i lwy - trzy czy cztery razy przechodziły wzrostem dzisiejsze zwierzęta mające tę samą postać.
Lecz i olbrzymie słonie nie są najstarszymi potworami. Dawniej bowiem od nich żyły niezmierne gady: latające, pływające i chodzące. Przed gadami na tym świecie były tylko ślimaki i ryby, a przed nimi - same rośliny, ale takie, jakich dziś już nie ma...
- A jeszcze dawniej?... - spytał Ramzes.
- Jeszcze dawniej ziemia była pusta i próżna, a Duch Boży unosił się nad wodami...
- Coś słyszałem o tym - rzekł faraon - ale nie prędzej uwierzę, aż mi pokażesz mumie potworów, jakie mają spoczywać w waszej świątyni. [...]'' - Bolesław Prus ,,Faraon tom II''
Wezwanie do opamiętania
Najpierw jesteśmy ludźmi i Polakami, a dopiero potem moherami i lemingami. Wojna domowa jest ostatnią rzeczą jaką nam trzeba.
wtorek, 7 listopada 2017
Alki i nury
Słowo
,,pingwin''
jest znacznie starsze niż historia interakcji ludzi z tymi ptakami.
Pochodzi ono od dwóch walijskich słów: pen
– głowa i gwyn
– biała. Jakie ptaki określano tą nazwą? Odpowiedź brzmi: alki
olbrzymie. Po odkryciu pingwinów między nimi a omawianym gatunkiem,
nie czyniono żadnej różnicy; obdarzano tę samą nazwą (według
innej hipotezy nazwa pingwinów pochodzi od łacińskiego określenia
tłustości). Dopiero w XIX wieku kiedy alki olbrzymie zniknęły z
powierzchni globu zaczęto je rozróżniać. Jak na przedstawiciela
omawianej grupy, alka olbrzymia faktycznie była olbrzymia, bo
osiągała wymiary gęsi. Zabezpieczający ją przed wodą puch był
barwy czarno – białej. Dziób masywny, barwy czarnej z delikatnym,
białym prążkowaniem. Była ptakiem nielotnym. Skrzydła pełniły
u niej funkcję wyłącznie wioseł. Krótkie kończyny dolne były
nagie, pokryte grubą, szarą skórą. Ich palce spinała błona
pławna. Marnie spisywały się w chodzeniu po lądzie, były za to
świetnymi pływakami. Zupełnie jak pingwiny! Alki olbrzymie
zajmowały ich niszę ekologiczną na półkuli północnej. Ich
areał obejmował całe atlantyckie wybrzeże Europy (w XVIII wieku
ubito parę tych ptaków w Kolonii, a więc u samych wrót Bałtyku!
Nie mamy dowodów na ich bytność w Polsce, ale nie jest ona
wykluczona). Żyły także w Ameryce Północnej od skutych lodem jej
północnych rubieży, aż po Florydę (pewien odkrywca pisał:
,,Gdyby wyładować nimi
wszystkie statki Francji i wywieźć, to nie zauważono by ubytku ani
jednej sztuki').
Zresztą gołąb wędrowny też słynął z milionowych stad, a
przegrał w starciu z ludzkim szaleństwem. Alki olbrzymie żywiły
się rybami. Gnieździły się na morskich wybrzeżach (a czy miały
gdzie indziej?) gdzie jedna para rocznie składała jedno jajo (wbrew
pozorom jak na warunki naturalne była to wystarczająca płodność;
gdyby ludzie się opamiętali, gatunek dałoby się uratować).
Pisklęta były gniazdownikami. Wraz z wybiciem omawianego ptaka,
etologia straciła wdzięczny temat badań. Miał miejsce przypadek,
że zabobonni chłopi zabili alkę olbrzymią uważając ją za
czarownicę (sic!). Na ogół jednak człowiek nie bał się alki
olbrzymiej. To ona raczej miała powody by bać się ludzi...
Przeprowadzano ich zmasowane odłowy na lądzie gdzie ptaki były
całkowicie bezbronne – dla ich mięsa, puchu, jaj – wszystkiego
w najlepszym gatunku. Czasem ich mięsa używano jako przynęty na
rekiny. Skutki coraz wyraźniej dawały znać o sobie. Najpierw alki
olbrzymie ustąpiły z Ameryki Północnej, gdzie miały miejsce
barbarzyńskie hekatomby tych zwierząt. Masowo
zaganiano je do łodzi – miejsca kaźni, gdzie były tłuczone
pałkami. W celu uzyskania ich puchu, żywe osobniki wrzucano do
kotłów z wrzącą wodą, a ogień pod nimi utrzymywały ciała tych
ptaków używane z braku innego opału. Wyginięcie alk olbrzymich z
Nowego Świata nie zostało potraktowane tak jak powinno – jako
przestrogę. Żyły jeszcze w Europie... Pewna francuska gazeta
pisała o zaobserwowaniu grupy tych ptaków u wybrzeży kanału La
Manche – dawniej jednak nie zwrócono by na to uwagi jak na coś
powszechnego. Wtedy jednak było inaczej. Alki olbrzymie zaczęto
spotykać już tylko na małych wysepkach u wybrzeży Islandii.
Wówczas sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Naturaliści zdali
sobie sprawę jak mało wiedzą o omawianych ptakach i zaczęli
gromadzić je w postaci preparatów muzealnych. Odłowy wzmogły się
ze zdwojoną siłą, aż z prężnego niegdyś gatunku ostała się
tylko jedna para, ostatnia już, żyjąca na islandzkiej wyspie
Eldey. Nie popuszczono im. trzech rybaków wysłanych przez
pośrednika handlowego Karola Siemensa zabiło alki, jajo, również
ostatnie w dziejach gatunku zostało potłuczone. Zoologicznej
tragedii akt ostatni dobiegł końca. Skłania nas to do niewesołych
refleksji. Przecież ,,ostatni gwóźdź do trumny'' alki olbrzymiej
wbili naukowcy, a więc ci co mieli służyć jej ochronie! Było to
w 1844 r. Przez cały wiek XIX zdawało się, że wszelkie zło na
świecie jest skutkiem ciemnoty, lecz XX wiek pokazał, że były to
mrzonki. XX wiek? A rok 1844? Zaiste, gdyby retrospekcja była mocną
stroną człowieka, scjentyzm (bo tak nazywa się owa postawa), nie
miałby szans się narodzić. Wróćmy jednak do alk olbrzymich. Sir
Richard Owen przeprowadził sekcję anatomiczną omawianego gatunku i
przeprowadził granicę między alkami a pingwinami. Korzystał nie z
okazów muzealnych, lecz z ptaków wydobytych z wiecznej zmarzliny
Ameryki Północnej, które można było krajać do woli.
Jakie znamy
gatunki alk żyjących obecnie? Należy tu wymienić alkę krzywonos
żyjącą u atlantyckich wybrzeży Europy; podobną do alki
olbrzymiej lecz dużo mniejszą o bardziej zakrzywionym dziobie (stąd
nazwa).
U atlantyckich
i polarnych wybrzeży Europy i Azji żyją nurzyki, podobne do
poprzednio opisanych gatunków, lecz bardziej wysmukłe, o bardziej
spiczastych dziobach.
Maskonurów nie
sposób mylić z innymi ptakami. Mają krępą budowę ciała,
upierzenie barwy czarno białej. Latają słabo, ale potrafią to
robić. Najbardziej charakterystyczną częścią ich ciała jest
duży, zaokrąglony dziób barwy pomarańczowo – żółto –
ciemnej, który służy do chwytania ryb, przechowywanych w nim przez
cały czas połowu. Jednak efektowne barwy dzioba są efemeryczne;
służą jedynie w czasie toków. Później barwna końcówka odpada
i spod niej wyłania się mały dziób barwy szarej. Słuszna jest
więc nazwa ptaka.
Zajmijmy się
teraz nurem czarnym, spotykanym również w Polsce. Jako typowy nur
ma spiczasty, wydłużony dziób służący do chwytania ryb, długą
szyję, palce spięte błoną pławną i jest świetnym pływakiem.
Zamieszkuje głębokie jeziora i stawy, wybrzeża mórz i wpadających
do morza rzek (te ostatnie poza porą lęgową). Dawniej nurom
czarnym zagrażały zmasowane odłowy i wybieranie jaj – aktualnie
chemizacja rolnictwa i wzmożony ruch turystyczny, są to bowiem
ptaki bardzo płochliwe. Znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze.
poniedziałek, 6 listopada 2017
Oniricon cz. 346
Śniło mi się, że:
- w karczmie jakaś piękna blondynka przyrządzała dla mnie kebab z orzechami,
- Sławomira kazała mi odczytać tekst źródłowy w nieznanym mi języku,
- w Alei Fontann w Szczecinie zaroiło się od grzbietorodów; były duże, a jeden z nich był nawet ubarwiony w czarne i żółte pasy,
- chciał mnie zgwałcić narwal - homoseksualista,
- na działce zaroiło się od ślimaków, które zbierałem, Babcia chciała je piec żywcem w piekarniku, a moja Mama straciła wzrok (na szczęście to tylko sen),
- w Polsce żyje rodzina porozumiewająca się słowem d..pa,
- w XVII wieku w czasie wojny Polaków z Tatarami, pewien polski szlachcic ustrzelił z rusznicy kraba, a potem dziecko, aby je zjeść i tłumaczył powołując się na fragment ,,Pamiętników'' Jana Chryzostoma Paska o złowionej w Bałtyku ,,rybie - diable'', że wolno jeść dzieci tak jak kraby, lecz inny szlachcic polemizował z tym,
- w szkolnej świetlicy pracował siwobrody starzec, który narysował biało - rudego kota Nolka i pytał po co rysuję, skoro nie potrafię, a mnie zrobiło się przykro,
- byłem młodzieńcem i chodziłem po opuszczonym domu, w którym paliło się światło i uznałem, że jako konserwatysta kocham elektryczność,
- w odległej przyszłości ,,za tydzień milionów lat'' mają się pojawić takie istoty jak: gigantyczne, morskie krokodyle, nosorożce o zaokrąglonym, zredukowanym rogu, morsy bez wystających zębów, oraz żyjące na klifach gigantyczne przypominające hydrę liliowce o głowach smoków i ludzi porywające samoloty, zaś warany z Komodo mają wyginąć,
- poszedłem do ogromnej, specjalistycznej biblioteki gdzie spotkałem prof. Santyjovabusa ov Anatamargusa w szarym garniturze, tłumaczącego coś o egipskiej literze ,,dzeta'', w dziale prowadzonym przez Tadeusza Micińskiego i Jana Suligę szukałem książki ,,Stworze i zdusze'' Czesława Białczyńskiego,
- Andrzej Sapkowski wchodził na górę Wiedźmin w Szwecji,
- Konrad T. Lewandowski został pozwany za krytykę Sapkowskiego,
- pomyślałem, że wolę Wiedźmina od Harry'ego Pottera i że to niedobrze, jeśli w książce magia jest dobra na wszystko,
- w moim domu pełno było bliższej i dalszej rodziny, miało miejsce wiele ślubów, których znakiem był ogromny, kruchy diament, po domu kręciło się mnóstwo małych dzieci, a ja nie miałem gdzie się przebrać i denerwowałem się myśląc, że ktoś stale mnie podgląda,
- uznałem, że w legendach o wojnach Słowian z Rzymianami jest ziarnko prawdy, bo Słowianie walczyli z Bizancjum (Cesarstwem Wschodniorzymskim), jednak nie byli to Polacy, lecz Słowianie Południowi.
niedziela, 5 listopada 2017
Turkuć podjadek
Konwergencja to
proces ewolucyjnego upodabniania się do siebie organizmów dalekich
od wspólnej linii rozwojowej, lecz zamieszkujących to samo
środowisko. Klasycznym, wręcz oklepanym przykładem są: rekin
(ryba), ichtiozaur (wymarły gad morski) i delfin (ssak) –
wszystkie pospołu zasiedlające morza i oceany. Albo weźmy pod
uwagę pterodaustro (wymarłego gada latającego – pterozaura),
flaminga (ptaka) i wala grenlandzkiego (ssaka), a zobaczymy, że
wszystkie trzy odżywiają się filtrując wodne zawiesiny. Kret
(ssak) i turkuć podjadek (owad) mają analogiczną budowę kończyn
przednich umożliwiających drążenie tuneli w glebie. To ostatnie
zwierzę będzie przedmiotem naszych rozważań.
Turkuć podjadek jest szarańczakiem.
Na pierwszy rzut oka przypomina skrzyżowanie kreta ze świerszczem.
Jego chitynowy pancerz jest barwy brązowej; najciemniejszej na
głowie i tułowiu, gdzie występują także pojedyncze czarne
plamki, na odwłoku przechodzącej w barwę kremową. Aparat gębowy
typu gryzącego, czułki wydłużone. Przednia część ciała silnie
opancerzona. Pierwsza para odnóży jest typu grzebiącego (analogia
z kretem). Pokryta grubą i mocną chityną posiada grzebykowate
zakończenia. Czytelnik uwierzy, że taki owad może zabić
człowieka? Oczywiście wyłącznie w samoobronie, w atmosferze
nieuwagi chwytającego go Homo sapiens. Otóż owymi odnóżami
grzebiącymi jest władny przeciąć ludzką skórę, a że jest to
owad żyjący w glebie, uszkodzenie takie grozi zainfekowaniem tężca.
Dalsza część ciała przedstawia widok typowy dla wielu innych
szarańczaków. Dwie pozostałe pary odnóży są typu skocznego.
Skrzydła są rzadko używane. Są przezroczyste z wyraźnym czarnym
użyłkowaniem. Odwłok lekko wydłużony i pękaty. Tyle można
powiedzieć o wyglądzie turkucia podjadka – jedynego szarańczaka
przystosowanego do podziemnego trybu życia. Lgnie on do ciepła, ale
nie do promieni słonecznych. Na powierzchnię wychodzi więc jedynie
w nocy. Jest obiektem złorzeczeń ogrodników, bowiem uszkadza w
celach konsumpcyjnych podziemne części roślin. Właśnie od
podjadania utworzony został drugi człon nazwy tego intrygującego
owada. Nie można go jednak uważać na obraz wegetarianina
idealnego... Zjada przecież także larwy innych owadów. Wiosną
budzi się z zimowej diapauzy (odpowiednik hibernacji u owadów) i
pod osłoną nocy penetruje świat roślin naziemnych, których
korzenie podjada na co dzień. Dopiero wtedy może rozprostować
skrzydła i unieść na nich swe ociężałe ciało. Jednak jego
żywiołem jest gleba, toteż rychło z powrotem się w niej
zakopuje. Wydaje tam jakby fletowe dźwięki godowe, emitowane
również przez odpowiadającą samicę. Po kopulacji samiec nie
troszczy się o potomstwo, które jednak nie jest obojętne samicy. W
podziemnym gnieździe może się znaleźć nawet ok. 300 jaj.
Wylęgają się z nich jak u wszystkich szarańczaków nie larwy, ale
nimfy przechodzące rozwój niezupełny. Wracając do zagadnienia
opieki rodzicielskiej, wśród owadów nie tworzących zgrupowań
socjalnych jest ona zjawiskiem wyjątkowym, mającym miejsce także
min. u skorków, czy żuków grabarzy (u tych ostatnich para owadów
opiekuje się potomstwem).
*
Mówiłem już o
przyczynach niechęci ogrodników i rolników do omawianego gatunku.
Jakich sposobów używają w ludzko - owadziej wojnie o płody
Ziemi? Turkucie podjadki wpadają do wkopanych w glebę puszek, skąd
są usuwane i niszczone. Wykopywane są też ich gniazda, których
mieszkańcy giną w promieniach słonecznych. Stosuje się również
pułapki z nawozu końskiego – atrakcyjnego, lecz jakże
zwodniczego źródła ciepła dla tych owadów. 1
1
W mojej mitologii, w erze jedenastej Skarbnik i jego żona Jedlica
walczyli z gigantycznym turkuciem podjadkiem (odsyłam po posta:
,,Skarbnik'').
Subskrybuj:
Posty (Atom)































