czwartek, 24 lutego 2022

Niemcy

 

,, [...] Policjant złapał złodzieja, a złodziej był czarodziej i powiedział tak: Niemcy mają kły, a Polacy – sa, sa, sa, tata po podwórku lata!’’ – rymowanka z przedszkola



W wieku przedszkolnym usłyszałem po raz pierwszy o Hitlerze, II wojnie światowej i obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu oraz o tym, że Szczecin był kiedyś niemiecki. Równocześnie lubiłem niemiecką dobranockę o słoniu Benjaminie Blümchenie, a raz nawet widziałem w telewizji Piaskowego Dziadka z NRD.



Przyznaję, że w gimnazjum byłem germanofilem. Szczerze i naiwnie wierzyłem w słowa polityków o ,,cudzie pojednania’’ i o tym, że Niemcy zmienili się od czasów Hitlera. Podziwiałem polskich biskupów piszących: ,,Przebaczamy i prosimy o przebaczenie’’ do biskupów niemieckich, jak również kanclerza RFN, Willego Brandta klękającego w Oświęcimiu. Czytałem wówczas przyrodnicze książki Vitusa B. Dröschera i Bernharda Grzimka. Bardzo też lubiłem popularnonaukową serię ,,Co i jak?’’



Jednak pod koniec gimnazjum mój stosunek do Niemiec zaczął się zmieniać pod wpływem artykułów prof. Jerzego Roberta Nowaka o ,,kiczu pojednania’’, wiedzy o antypolskiej działalności Eriki Steinbach ze Związku Wypędzonych, Rudiego Pawelki z Pruskiego Powiernictwa, Edmunda Stoibera z CDU, oraz o próbach przerzucenia odpowiedzialności za Holokaust na Polaków (np. głośna na początku XXI wieku sprawa mordu w Jedwabnem).





Obecnie uważam, że Niemcy powinni wypłacić reparację wojenne Polakom i innym skrzywdzonym przez siebie narodom. Przebaczenie wcale nie oznacza rezygnacji ze sprawiedliwej rekompensaty, która i tak nikomu nie zwróci życia, ani doznanych cierpień. W obecnej RFN widzę państwo kierowane przez zdradliwych polityków, które szkodzi Polsce i całej Europie poprzez konszachty z Rosją (min. Nord Stream 2). Jednocześnie nie wierzę, że cały naród niemiecki składa się z samych kanalii, zaś pobicie profesora za to, że mówił przez telefon po niemiecku było bardzo złe.




Jeszcze parę lat temu Pavlas ov Vidłar zamęczał mnie pytaniem czy lubię Niemców. Mogę to powiedzieć o takich postaciach jak: cesarz Otto III, św. Bruno z Kwerfurtu, św. Otto z Bambergu (apostoł Pomorza Zachodniego), św. Hildegarda z Bingen, św. Albert Wielki, Jan Gutenberg (wynalazca druku), kompozytor Jan Sebastian Bach, Georg Steller (XVIII – wieczny odkrywca krowy morskiej, który bronił rdzennych mieszkańców Syberii), E. T. A. Hoffman (lubił Polaków i miał nawet żonę Polkę), Alexander Humboldt (badacz Ameryki Południowej i przyjaciel Polaków), zoolog Alfred Brehm, Albert Schweitzer, ewangelicki pastor Dietrich Bonhoffer (przeciwnik Hitlera), Carl Bederman (były urzędnik unijny, który obecnie ostrzega przed Unią Europejską, wielki przyjaciel Polski), papież Benedykt XVI i zespół ,,Ramstein’’ (za bardzo odważny teledysk ,,Deutschland’’).



Muszę też uczciwie przyznać, że bez ,,Pieśni o Nibelungach’’, ,,Przygód barona Münchausena’’, ,,Fausta’’, ,,Baśni’’ braci Grimm, ,,Pszczółki Mai’’ i ,,Niekończącej się historii’’, świat ludzkiej wyobraźni byłby znacznie uboższy ;).



Niestety na przestrzeni wieków, zarówno za Hitlera, przed Hitlerem, a nawet po Hitlerze, Niemcy dopuszczali się też wielu złych rzeczy. Należy tu wymienić zagładę Słowian Połabskich, Prusów i Jaćwingów, zbrodnie krzyżackie przeciw Polakom, Litwinom i Rusinom, największe w Europie polowania na czarownice (odsyłam do posta: ,,Młot na czarownice’’), reformację (rozbicie jedności chrześcijaństwa, wojny religijne, pogromy Żydów zalecane przez samego Lutra i niszczenie zabytków katolickich), rozbiory Polski, stworzenie do dziś wyrządzającej wiele szkód ideologii socjalizmu przez Marksa i Engelsa, germanizację, pobicie strajkujących dzieci z Wrześni, wydanie Michałowi Drzymale zakazu budowy domu na własnym terenie (okpił pruską machinę urzędniczą zamieszkując w wozie cyrkowym), najazd na Francję w 1870 r., udział w krwawej interwencji w Chinach (cesarz Wilhelm II zachęcał do okrucieństw stawiając za przykład Hunów), ludobójstwo na plemieniu Herero z Namibii, rozpętanie obu wojen światowych, stworzenie nazizmu, eugenikę, Holokaust, nazistowskie ludobójstwo również na Słowianach i Cyganach, wynaradawianie Łużyczan w NRD, działalność komunistycznych terrorystów z RAF i grupy Bader – Meinhof, uczestnictwo w rozbiorze Serbii w 2008 r. i politykę migracyjną Angeli Merkel.




Śniło mi się, że:


- na klatce schodowej zaczepił mnie jakiś Niemiec i pytał, czy wszyscy Niemcy są źli, a ja odparłem, że nie,

- poznałem znajomego mojej Babci, Niemca Hansa Löffela, który mieszkał na plaży w zamku z piasku,

- Niemcy nie uznają landu Bawarii,

- do mojego mieszkania weszli Niemcy ze Związku Wypędzonych i knuli, aby mnie z niego wyrzucić, postanowiłem, że gdy będą mnie eksmitować, to ich pozabijam tłuczkiem do mięsa,

- przez pomyłkę wsiadłem do zielonego samochodu i czekałem w nim na Pavlacicę ov S., a tymczasem przyszedł jakiś Niemiec i uruchomił maszynę, krzyczałem do niego po polsku i niemiecku, lecz mnie nie słyszał,

- grając w jakimś ni to przedstawieniu teatralnym, ni to w LARP – ie rozmawiałem z Angelą Merkel; miałem ochotę jej powiedzieć, że dba o Niemcy lepiej niż Tusk o Polskę.

środa, 23 lutego 2022

wtorek, 22 lutego 2022

,,Włatcy móch''

 

,, […] Zombies są słabe fizycznie i powolne, poruszają się ociężałym i pokracznym chodem, a widok ich pozbawionych iskry życia oczu wzbudza jednocześnie przerażenie i litość. Te cechy sprawiają, że haitańskie żywe trupy, choć budzą pewną trwogę, nie są groźne dla ludzi żyjących. […] Haitańczycy nie bali się jednak zombies, bo te były zupełnie niegroźne. Bali się natomiast, aby ktoś ich nie zamienił w zombie’’ - Bartłomiej Grzegorz Sala ,,W upiornym laboratorium. Homunkulus, golem, potwór Frankensteina, Mr Hyde i inni’’



Około 2011 r. obejrzałem dla wyrobienia sobie zdanie na MTV kilka odcinków polskiej kreskówki dla dorosłych ,,Włatcy móch’’ Bartka Kędzierskiego, jak również czytałem oparty na niej ,,produkt komiksopodobny’’ (według słów pewnego blogera) zawierający mnóstwo celowo popełnianych błędów ortograficznych (,,alternatywna ortografia’’). Tytuł nawiązuje do słynnej powieści ,,Władca much’’ Williama Goldinga (czytałem ją, a dużo wcześniej obejrzałem jej ekranizację), pośrednio zaś do Belzebuba. 1 Kreskówka miała stanowić polską odpowiedź na obrazoburczy, amerykański serial ,,Dzieciaki z South Park’’, jednak z tego co zauważyłem, wyśmiewała wyłącznie prawicę.



Akcja rozgrywała się w XXI w warszawskiej podstawówce, gdzie do klasy drugiej chodzili przyjaciele – Anusiak, Maślana, Konieczko i Czesio. Uczyła ich antypatyczna pani Frał (niem. Frau – kobieta). Chłopcy przyjaźnili się z otyłą Higienistką mówiącą męskim głosem i po kryjomu paląca marihuanę. Mieli też grzeczną koleżankę Andżelikę, która przyjechała z USA. Wśród charakterystycznych postaci był również góral, Wujas Jędras mający bardzo długiego i twardego penisa, oraz ,,rzucająca mięsem’’ maskotka Czesia – Miś Przeklinak.




Czesio – wzorowany na niepełnosprawnym chłopcu z South Parku, był młodym zombie o zielonej skórze. Mieszkał na cmentarzu razem z innymi żywymi trupami; Marcelem i żołnierzem. Był mocno opóźniony w rozwoju, a jego ulubione zajęcie stanowiło mówienie do swego ,,wacka’’ (penisa). W jednym z odcinków Czesiem zaopiekowała się sama Matka Bosa; postać wyraźnie wzorowana na Maryi. Swego czasu o. Aleksander Posacki oskarżył w ,,Naszym Dzienniku’’ kreskówkę o promowanie satanizmu, w samym Czesiu widząc figurę szatana. Jednak w świetle powyższego cytatu z pracy etnologa widać, że w oryginalnych wierzeniach haitańskich, zombies różnią się od diabłów z demonologii chrześcijańskiej i w przeciwieństwie do nich są to bardziej istoty nieszczęśliwe niż złe. To ostatnie pasuje właśnie do Czesia.

Żeby było jasne, jestem antyfanem ,,Włatców móch’’ ze względu na wszechobecną w tym serialu brzydotę, antyklerykalizm (zakonnica ucząca religii została przedstawiona jako postać negatywna), szyderstwa z Wielkiego Postu i sakramentu spowiedzi (Czesio pomylił konfesjonał z toaletą) i dużą dawkę wulgaryzmów. Nie polecam.



1 Imię Belzebub oznacza właśnie Władcę Much.

poniedziałek, 21 lutego 2022

Oniricon cz. 796

         Śniło mi się, że:



- kiedy skończyłem czytać o notcariach; frankistowskich urzędnikach z Filipin, przejechałem przez rogatki miasta wozem pełnym siana,



- Rahab był gigantycznym krokodylem nilowym żyjącym w Morzu Czerwonym,



- księżniczka Trachna z Tracji pokonała w walce olbrzymiego kraba wełnistoszczypcego z Sinea, który zamieszkał w Morzu Czarnym,



- w mojej mitologii występowały staroraki i dwa prehistoryczne wieloryby z gatunku Livyatan melvillei, zwane Białym Wielorybem i Czarnym Wielorybem,

- znajomy ksiądz nim został proboszczem, prowadził kilka restauracji należących do parafii,



- wydawca kazał ks. Janowi Twardowskiemu publikować pod pseudonimem i zrezygnować z zapłaty,




- na plaży denerwowałem się na pana Filipusa ov Falconiusa, który nie chciał nawrócić się z ateizmu na katolicyzm,



- w USA pastorka stojąca na czele sekty fanatyków religijnych wysadzała w powietrze ruiny miast zbudowanych w starożytności przez przybyszów z Bliskiego Wschodu, a potem wszyscy poszli na plażę,


- w pracy Karola Darwina ,,O powstaniu gatunków'' przeczytałem o hawajskich ptakach takich jak pitohui i zięba kona,


- w starożytnym Egipcie mieszkała nilowa rusałka, która poszła do miasta, a jej ojciec, wodnik wsiadł do maszyny latającej,


- pierwszymi potworami morskimi były Lewiatan i Behemot zwany też Dziką Judą,

- ktoś powiedział, że Maja Lidia Kossakowska jest podła, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,


- Stanisław Szur zwrócił się podczas kampanii prezydenckiej do polskich Żydów, aby nie wyjeżdżali do Izraela, mówił, że ich kocha i chce aby było im dobrze, zwrócił się też do polskich Cyganów, obiecując że utworzy dla nich osobną partię i armię,



- w jakimś budynku spotkałem Grzegorza Brauna,



- spierałem się ze Stanisławem Krajskim o ,,Mistrza i Małgorzatę'' oraz o horrory Lovecrafta,



- chciałem zostać liberałem, choć Papieże potępiali tę ideologię i uznałem, że PO to nie są prawdziwi liberałowie, UWAGA: To tylko sen, na jawie nie jestem i nie chcę być liberałem. 

niedziela, 20 lutego 2022

,,Niedziela''

 

,,W 1926 r. ks. Teodor Kubina

nowe pismo założył

w Częstochowie wydawane

Wojna dzieje jego przerwała, potem

Komunistów rządy, aż do lat 80 – tych

Teraz

W całej Polsce jest wydawane

A zwie się

‘’Tygodnik Katolicki Niedziela’’

któremu częstochowska

‘’Regina Poloniae’’

z okładki patronuje

Redaktorem jest tam

Ks. Inf. Ireneusz Skubić

Co Kubiny dzieło

Godnie kontynuuje’’ -

,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’



,,Niedzielę’’ zacząłem czytać w gimnazjum. Publikowane w niej artykuły wywarły duży wpływ na moje poglądy polityczne i postrzeganie przeszłości. Często mówiłem o tym w szkole, a nauczycielka historii nazywała mnie ,,klerykałem’’ ;). Artykuły te mocno wpłynęły na mnie podczas pisania cytowanego powyżej poematu dygresyjnego ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’ (min. na fragment o ,,artyście’’ z Holandii, który pokazywał publiczności własne odchody w próbówkach). To właśnie dzięki ,,Niedzieli’’ poznałem i polubiłem twórczość takich autorów jak: J. R. R. Tolkien, C. S. Lewis, Małgorzata Nawrocka, Neil Gaiman i Christopher Paolini (odsyłam do posta: ,,Fantasy w oczach katolików’’).

sobota, 19 lutego 2022

Konik Garbusek

 

,, […] widać było na nim wyraźnie coś ciemniejącego i tajemniczego, ni to smoka, ni to konika – garbuska, który zwracał w stronę porzuconego miasta swój spiczasty pysk’’ - Michaił Bułhakow ,,Mistrz i Małgorzata’’


Opowieść tę przekazywały sobie z ust do ust całe pokolenia rusałek, aż w erze trzynastej, w zmienionej postaci została zapisana przez ludzi, najpierw przez Innowojciecha Błyszczyńskiego, a następnie przez Piotra Jerszowa.


W ciepłą, majową noc, dostojny Chors, nazywany też Srebroniem i Carem – Księżycem, zatopił wzrok w ciemnej wodzie wypełniającej leśną sadzawkę, a z jego oczu jak i całego oblicza emanowały złote i srebrne promyki. Wpatrując się w swoje oblicze w wodach sadzawki, Srebroń ujrzał w niej pannę niezrównanej piękności, odzianą w powłóczystą szatę ze złotogłowiu. Smukła i wysoka, miała cerę jasną jak kość słoniowa albo alabaster, włosy mieniące się różnymi odcieniami złota oraz wielkie, seledynowe bądź turkusowe oczy. Jej gładkie czoło zdobił filigranowy, złoty diadem z wizerunkiem księżycowego sierpa. Srebroń zachwycił się ujrzawszy tak urokliwą istotę, a jego czoła skroplił mu pot natychmiast zamieniający się w perły.

- Sława tobie, Cud Dziewczyno, najkraśniejsza wśród krasawic, której piękno mogłoby cały świat ocalić! - rzekł Srebroń. - Jakże bardzo żałuję, że nie jesteś żywa… - dodał po chwili i uronił gorącą łzę żalu, która wpadła do sadzawki mieniąc się jak tęcza.

W kropli tej zamknięte było błogosławieństwo Ageja, przeto gdy upadła na obraz Cud Dziewczyny, ożywiła go. Cud Dziewczyna w całej swej krasie, wyłoniła się z sadzawki, a z jej włosów i szat skapywały srebrzyste krople. Podniosła pełne wdzięku oczy w stronę Księżyca, uśmiechnęła się doń i pomachała ręką.

- Witaj, tato! - pozdrowiła Chorsa melodyjnym głosem.

- Agej bieatifikoł 1 – odrzekł wzruszony Car – Księżyc.

- An sulat sulatiner 2 – odpowiedziała Cud Dziewczyna, podczas gdy maleńkie, uskrzydlone wróżki sypały na nią płatki białego kwiecia i upojnie śpiewały przygrywając na złotych harfach.

- Pójdź za mną, umiłowana, piękniejsza od pereł, a pokażę ci miejsce, w którym będziesz królową! - Cud Dziewczyna wspinając się po złotym promieniu Księżyca, weszła na nieboskłon i uściskała ojca.

Srebroń – Chors zabrał Cud Dziewczynę do srebrnego rydwanu o złotych kołach zaprzężonego w czwórkę białych lisów i pojechał z nią nad Morze Sine. Wzniósł kostur i uderzył nim w spienione fale, wypowiadając słowa pełne mocy.

- Erpen lova Agejistis… Ea! 3

Wówczas z fal wynurzyła się rozległa wyspa o łagodnie zarysowanej linii brzegowej, pełna jezior, strumieni i grot wypełnionych klejnotami. W mgnieniu oka wyspę porósł gęsty las pełen najrozmaitszych zwierząt.

- Oto twoje królestwo – Car – Księżyc pokazał ręką rozległe i urzekające pięknem włości Cud Dziewczyny.

- Dziękuję, kochany ojcze – odrzekła krasawica całując Chorsa w blady policzek. - Niech ta wyspa zowie się Leśniawa.

Cud Dziewczyna zamieszkała na Leśniawie w pałacu kapiącym od złota, srebra, bursztynu i wszelkich możliwych klejnotów, który z daleka lśnił jak Jutrzenka. Nieraz odwiedzała ją tam wraz ze sforą psów, jej przyrodnia siostra Dziwica, którą Chors spłodził ze Srebrenicą. Obie Enki spędzały czas na wspólnym przemierzaniu kniei, piciu wina i śpiewaniu pieśni.



Kosa Owinniczew pisząc ,,Animalistykę’’, sporo miejsca poświęcił faunie Leśniawy. Opisał takie rzadkie okazy jak: pandy sepiowe, olbrzymie, czarne pantery, białe niedźwiedzie mające swe gawry w górskich lasach, nakrapiane jelenie o diamentowych porożach, złociste pawie, małpy rokselany, srebrne orły i puchacze, błękitne pantery, kamfury, to jest karłowate jednorożce wodne, pomarańczowe krokodyle żywiące się marchwią, szkarłatne pytony, błotne koziorożce, seledynowe salamandry, czarne lwy i siwe tygrysy, lazurowe mamuty, oraz białe słonie o trzech głowach. Wspominał też o leukrokotach zjadających własną skórę, która później odrastała, almirajach, to jest królikach z jednym, spiralnym rogiem, słodkowodnych ośmiornicach i meduzach, ptakach cynamonowych, kobrze ziejącej ogniem, katoblepasach przypominających purpurowe hipopotamy z rogami bawołów i ogonami jaszczurów, bazyliszkach, kuroliszkach, czarnych, szarych, białych i rudych gorylach, smokach zamieszkujących rzeki i jeziora, roślinożernych wężach zjadających owoce, niebieskich szympansach wyposażonych w imponujące kły jadowe, żabach tak wielkich, że mogących polować na małe smoki i paru innych.

Leśniawa obfitowała również w bajecznie kolorowe kwiaty, lecznicze zioła, przyprawy i drogie kamienie. Cud Dziewczyna władała zewsząd otoczona pięknem, a wieści o jej niezwykłej urodzie przyciągały zalotników z najdalszych zakątków toropieckiego świata.

O rękę Cud Dziewczyny zabiegał Strom Dubowy, książę Entów, z którego gałęzi zwisały złote żołędzie. ,,Zostań moją oblubienicą, a nie zabraknie ci klejnotów’’! - obiecywał.

Puszczewik, strażnik lasu z mandatu Boruty i Dziewanny, wielkolud zamiast skóry pokryty spękaną korą, ofiarował Cud Dziewczynie misę z zielonego kamienia wypełnioną orzeźwiającym napojem z soku drzew, miodu i aromatycznych ziół.

Rogaty Waka, władca bławorów, to jest dużych węży strzegących wilgotnych jaskiń, przyniósł w paszczy diament wielkości strusiego jaja i dołączył do niego prośbę: ,,Wyjdź za mnie’’!

Z dalekiej i gorącej wyspy Malgalesio przybył Ragana, król małpiatek nazywanych lemurami, niosąc w darze bakalie słodsze od miodu, jednak i jemu nie dane było zostać mężem Cud Dziewczyny.

Wreszcie morski wodnik, dostojny książę Muran o złotych oczach i lazurowej brodzie, złożył u jej stóp perły przypominające wielkością kurze jaja, licząc nadaremno, że pomogą mu zdobyć serce wybranki.



Wszyscy ci zalotnicy odchodzili ze smutkiem, kiedy spotykali się z odmową. Cud Dziewczyna spoczywając na złotym łożu nakrytym puchowymi piernatami, gładziła delikatną dłonią głowę zaprzyjaźnionej tygrysicy o różowym futrze noszącej imię Moliboden i żaliła się jej.

- Tylu zacnych książąt przynosi mi drogocenne podarunki z dalekich krain, lecz cóż mam począć, skoro żadnego z nich nie kocham? Moja miłość nie jest na sprzedaż! - Molibodena zamruczała współczująco i polizała swoją panią szorstkim językiem po ślicznej twarzy.




Był jeszcze ktoś komu zależało na ręce Cud Dziewczyny. Na północy ziemi, która w erze trzynastej otrzymała nazwę Rox, nad brzegiem zimnego morza, w którym igrały wieloryby, stał wyniosły zamek Carcosa, lśniący z daleka blachą z bladego złota. Mieszkał w nim car Hastur (Gastur) nazywany w pieśniach Królem w Żółci; syn Čorta Żółtaczki i pojmanej przezeń w niewolę oktapii Siedmioraki. Jak podaje ,,Nymphologia’’, oktapie były morskimi nimfami, które od pasa w dół miały macki ośmiornic. Hastur przypominał srogiego starca szczelnie zakrywającego swe blade ciało powłóczystą szatą z żółtego jedwabiu. Zamiast nóg wystawały mu wijące się macki ośmiornicy. Po ojcu odziedziczył straszliwą moc wyrządzania krzywdy; zadawania bólu, zsyłania koszmarów, odbierania płodności, uśmiercania na sto sposobów. Znał zaklęcia sprowadzające choroby, a w wielkim kotle warzył trucizny odbierające rozum. Miał na swoje usługi wąpierze, mamuny porywające niemowlęta, wilkołaki, ogniste latawce, dusiołki, sinych ludzi i bazyliszki. Czcił smoka piekielnego Rykara, na jego cześć paląc serca wyrwane z piersi nadobnych dziewic, a urągał Agejowi i Enkom.

Kiedy posłyszał o Cud Dziewczynie, urodziwej władczyni Leśniawy, przysłał do niej swatów; minotaura Kurczybyka i drekavaca Salira niosących ogromnych rozmiarów szkatułkę z rzadkiego drzewa, zdobioną obficie złotem, kością słoniową i drogimi kamieniami.




- Nasz pan, Wielki Hastur, Król w Żółci – zabrał głos drekavac – przysyła ten dar dziewiczej córze Cara Księżyca, prosząc o jej rękę… - zarówno Cud Dziewczyna, jak też jej damy dworu z ras rusałek i świtezianek spodziewały się ujrzeć w pięknej szkatule klejnoty, albo inne skarby.

Jednak kiedy na rozkaz władczyni, minotaur uchylił rzeźbione wieko, ze szkatułki począł się wydobywać fetor, a jej wnętrze okazało się wypełnione smoczym gnojem i jadowitym robactwem. Minotaur zatrzasnął wieko widząc jak Cud Dziewczyna i jej dwórki pozieleniały z obrzydzenia będąc bliskie torsji.

- Coś czar iluzji nie zadziałał – warknął nerwowo drekavac o głowie jednorogiej pantery, cielsku i ogonie smoka, oraz nogach byka i wielbłąda.

Różowa tygrysica Molibodena zawarczała gniewnie. Okryte kirysami wiły i meliady stojące na straży pałacu Cud Dziewczyny, potrząsnęły groźnie halabardami, gotowe roznieść na strzępy bezczelnych swatów, gdyby tylko ich pani wydała taki rozkaz.

- Przekażcie Królowi w Żółci, że nie jestem jeszcze gotowa do zamążpójścia, a poza tym nauczyłam się dziś, że nie należy spodziewać się niczego dobrego po prezentach od Čortów i innych sług Rykara. - Minotaur i drekavac zazgrzytali z zębami z tłumionej wściekłości.

- Zważ, o pani, że jeśli nasz Król w Żółci nie dostaje tego o co prosi, wówczas bierze to siłą. Masz jeszcze czas przyjąć jego zaloty, bacz jednak, by nie dotknął cię swoim gniewem… - Molibodena ryknęła bijąc ogonem o kryształową posadzkę, zaś wiły były gotowe podpalić kłaki posłów mocą swych ognistych oczu.

Cud Dziewczyna pobladła z gniewu.

- Odmawiałem już godniejszym zalotnikom niż wasz Król w Żółci. Nie chcę jego cuchnących siarką darów, a wieści o jego okrucieństwach napełniają mnie odrazą do niego. Niech Słońce, Księżyc i Zorza bronią mnie bym kiedykolwiek miała dzielić z nim łożnicę! Audiencja skończona.

- Król w Żółci nie zapomina, ani nie przebacza – warknął minotaur, którego na odchodnym, młoda wiła Darzysława ukłuła końcem halabardy w pośladek.

Gdy obaj swaci powrócili do Carcosy, car Hastur wyciągnął lewą dłoń w kierunku Leśniawy i wzywając bluźnierczych potęg Čortieńska, wypowiedział straszliwą klątwę, aż chmury za oknem poczęły ze strachu i bólu broczyć krwią…


*



W owym czasie wśród rozległych pól uprawnych nazywanych Jasnymi Łanami, które rozciągały się daleko na południowy zachód od owianej grozą Carcosy, w drewnianym gumnie mieszkał Mir Stodolny. Był to skrzat z plemienia Polewików, osiągający niecały łokieć wzrostu. Miał pękaty brzuch, łysą głowę, czerwone oczy i złocistą brodę zaplecioną w pięć warkoczy na znak władzy nad pięcioma rodzajami zbóż: pszenicą, jęczmieniem, owsem, żytem i prosem. Jego jedyny przyodziewek stanowiły czarne, połatane szarawary, na szyi miał zaś zawieszony naszyjnik ze złotych monet z czasów pierwszych królowych rusałek. Mir Stodolny z dumą poczytywał sobie za ojca Enka Zasoba, przez Greków zwanego Plutosem, z mandatu Ageja strażnika bogactw, o smolistej cerze i długim członku. W gumnie Mira Stodolnego wisiał na ścianie obrazek przedstawiający jego zmarłą żonę, krasnoludkę Idunię, o której zawsze wyrażał się z czcią. Urodziła mu ona trzech synów. Dwaj starsi, Burian i Vasul byli dorodnymi młodzieńcami patrolującymi pole na grzbietach czarnych kogutów. Uchodzili za mądrych i rozsądnych, ojciec zaś był z nich dumny. Tymczasem najmłodszy syn, Vanoj nazywany był głupcem, bo miał w sercu zbyt dużo litości dla wróbli, myszy czy gąsienic, niż uważano, że przystoi to strażnikom chlebowego pola. W dniach, kiedy Syriusz, gwiazda poświęcona Żwerunie zsyłała żar na udręczoną ziemię, Mir Stodolny przywołał swoich synów i rzecze im.

- Słuchajcie, moje sokoły. Już trzecią noc, kiedy smacznie śpimy, jakaś ognista istota spada z nieba. Pasie się na naszym ziarnie, a czego nie zje, to depcze ognistymi nogami. Tak dłużej być nie może! Trzeba, abyście w nocy pełnili wartę zaopatrzeni w arkan, oszczep i nawęzy przeciwko mocy tej ognistej plagi!

- Nie zawiedziemy cię, ojcze – zapewnili skwapliwie Burian i Vasul, podczas gdy głupi Vanoj milczał i miętosił czapkę w palcach.

Zgodnie z poleceniem Mira Stodolnego, pierwszej nocy czuwał na polu Burian. ,,Ta istota z Syriusza przybędzie, jak mniemam, o północy, a do tego czasu zdążę się przespać’’ - pomyślał w swoim mniemaniu mądrze, położył kułak pod głowę i zmorzył go sen. Kiedy się obudził, ujrzał pole spustoszone jak poprzednich nocy, a zawiedziony ojciec dał mu burę.

Następnej nocy miał czuwać Vasul, lecz poszedł on w ślady brata. Przespał nadejście ognistej istoty z Syriusza, rano zaś ojciec go tęgo zrugał.

- Nieszczęście! - biadał Mir Stodolny. - Mniemałem, że mam dwóch synów dorodnych a rozumnych. Tymczasem gdy nadeszła godzina próby, posnęli jak susły. Jak tak dalej pójdzie, nie będziemy mieli co znieść do stodoły prócz popiołów! O, ja nieszczęsny! - Mir Stodolny rwał włosy z długiej brody.

- Pozwól, kochany ojcze, że teraz ja spróbuję czuwać – nieśmiało zaproponował Vanoj.

- Ty?! Jesteś taki głupi, że nawet nie odróżniasz ręki prawej od lewej! - żachnął się Mir Stodolny. - Zresztą… Chcesz to próbuj. Większej szkody już nie możesz wyrządzić – Vanoj pokłonił się ojcu i odszedł.

Gdy zapadła noc, Vanoj biorąc przykład z żurawia, ściskał w dłoni kamyk, aby nie zasnąć. Nastała północ. Gdzieś w oddali wyli Neurowie, a urokliwe północnice o lazurowych włosach pląsały z wdziękiem, przygrywając na złotych lirach. Vanoj walczył ze sobą, aby nie opadły mu powieki. W końcu młody polewik ujrzał jak po nocnym niebie poruszał się jakiś kształt ognisty przypominający konia. Rżąc opadł na ziemię i począł tratować zboże.

- Stój, niecnoto! - zawołał z gniewem Vanoj, po czym zarzucił na szyję zjawy arkan, wcześniej wymoczony w wodzie ze świętego źródła, okadzony dymem z czarownych ziół i wzmocniony zaklęciami.




Ognisty koń szarpnął się, po czym na oczach Vanoja począł przemieniać się w pięknego żar – ptaka o złotych piórach rozświetlających mroki nocy. Vanoj nie ustępował, aż żar – ptak zapłakał diamentowymi łzami.

- Uwolnij mnie, mężny strażniku pola! Nie zabijaj mnie, a dam ci cenne dary!

- Puszczę cię dopiero gdy obiecasz, że tu nie wrócisz! - oświadczył twardo Vanoj.

- Przysięgam ci to na złote promienie Swaroga – Dażboga, młot i kowadła jego syna Swarożyca, oraz cień skrzydeł rzucany przez Jaroga Cara – Ptaka! - zapewnił uroczyście żar – ptak, a Vanoj zdjął mu arkan z szyi.

Żar – ptak wzbił się ku gwiazdom, lecz zaraz potem powrócił, zawisając w powietrzu nad głową Vanoja.

- My, zmiennokształtne istoty z Psiej Gwiazdy nie rzucamy słów na wiatr. Obiecałam ci kosztowne dary i otrzymasz je! - żar – ptak podał polewikowi jedno ze swych piór, zaś Vanoj z szacunkiem schował je do kaptorgi.

Następnie zaziemska istota na jego oczach złożyła trzy jaja o złocistych skorupkach. Wnet wykluły się z nich trzy konie. Najpierw oczom Vanoja ukazały się dwa wspaniałe, kare rumaki o złotych oczach.

- Te są przeznaczone na pomocników dla twoich braci – objaśnił żar – ptak.

Wówczas pękła skorupa trzeciego jaja. Wyszedł z niego konik mały jak kucyk, długouchy jak osioł i dwugarbny niczym wielbłąd z Baktrii.



- To jest pomocnik dla ciebie – oznajmił żar – ptak. - Konik Garbusek. Choć ma dwa garby, nie oddasz go za skarby! - Na twarzy Vanoja odmalowało się rozczarowanie, lecz Konik Garbusek był tak sympatyczny, że żal byłoby się go pozbyć. Wówczas żar – ptak odleciał na gwiazdę Żweruny, przez Egipcjan nazywaną Sothis i nie wrócił nigdy więcej.

Rano przy śniadaniu Vanoj opowiedział o swojej przygodzie. Przekazał czarne rumaki braciom, sam zaś dosiadł Konika Garbuska i na jego grzbiecie udał się na poszukiwanie przygód.


*


Wielki strach zapanował na wyspie Leśniawie, bo luty car Hastur nie przebaczał i nie zapominał. Woda stała się gorzka od wielkiej trwogi, kwiaty przestały kwitnąć, a drzewa owocować. Miód zaczął smakować jak piołun. Ptaki zamilkły, a barwy motyli wyblakły. Samice zwierząt roniły potomstwo, a ich mleko zmieszane było z krwią. Nawet Słońce ukryło swą promienną twarz za maską z czarnych chmur. Rusałki miast rozpaczać, całymi dniami ćwiczyły strzelanie z łuku, rzucanie włócznią, walkę szablą z rybiej ości i sztyletem. Żmijowie i Lynxowie chwycili za miecze, topory i maczugi. Karły całymi nocami kuły broń w podziemnych kuźniach. Rysie, pantery, niedźwiedzie i rosomaki ostrzyły pazury na nadchodzący bój straszny, który miał rozstrzygnąć losy bitwy.

Również Cud Dziewczyna, królowa Leśniawy doglądała zaprawiających się w boju hufców i krzepiła je mądrym słowem. Okryta srebrzystą kolczugą, ćwiczyła się w walce siedmioma rodzajami oręża; mieczem, szablą, włócznią, łukiem, toporem, sztyletem i dmuchawką z zatrutymi strzałkami. Równocześnie jako prawa córka Cara Księżyca, zanosiła modły do swego ojca, obnosząc w procesji jego srebrnego bałwana wokół jeziora, w którym zwykł się kąpać.

- Wielki Chorsie, srebrzysty panie nocy, daj nam zwyciężyć, lub chociaż zginąć wolnymi. Lepiej, aby naszą wyspę zakryły fale Sinego Morza, niż żeby miały ją tratować kopyta Čortów! - Zanosiła błaganie do Srebronia, a z jej modrych oczu ściekały łzy zamieniające się w grudki złota.

Cała Leśniawa przeplatała modlitwą ćwiczenia wojskowe, a lęk walczył w sercach z nadzieją…

Tymczasem Hastur wezwał pod swe sztandary hordy przeraźliwie wyjących drekavacy. Każdy z nich miał głowę pantery z jednym rogiem zakończonym wyschniętymi głowami plującymi trupim jadem, ciało i ogon smoka, przednie nogi byka, a tylne – wielbłąda. Hastur nakazał wykuć piekielnym kowalom pręty dużej, czarnej klatki.

- Zamknę w niej Cud Dziewczynę. Będę co dzień patrzył na jej piękność obdartą z szat, dźgał ją kijem, aż jej łzy dostarczą mi okazji do śmiechu! - Chełpił się Król w Żółci spełniając toast niebieską krwią z oprawionej w złoto czaszki rusałki.

Hasturowe hordy poleciały na Leśniawę na wielkiej i czarnej jak smoła chmurze trujących wyziewów ze smrodliwych trzewi piekielnego smoka Rykara. Chmura pędziła po niebie szybciej niż najbardziej niedościgły sokół. Kiedy nadpłynęła nad Leśniawę, zakryła Słońce.



,,W owym dniu Wielkiej Ciemności, wszystkie postanowiłyśmy drogo sprzedać nasze życie i wolność. Ginęłyśmy licznie, rozszarpane kłami drekavacy, a nasza modra krew padając na ziemię zamieniała się w szafiry. Wtedy to z łaski mojego ojca, Chorsa, przyleciał z zachodu, od strony Toropiecka, junak niski wzrostem, lecz mężnego serca. Dosiadał gniadego, skrzydlatego rumaka. W ręku dzierżył wielki miecz ognisty. Po trzykroć ciął nim w twarz obrzydliwego cara Hastura. Zniszczył tym jego cielesną powłokę, odsyłając czarną duszę w otchłań Čortieńska. Hasturowa armia widząc zgon wodza, zaczęła uciekać w wielkim zmieszaniu. Rusałki i wiły ścigały drekavace aż do Sinego Morza, kładąc je pokotem strzałami z łuków. Kiedy junak na skrzydlatym tulparze osiadł na zroszonej krwią trawie, ognisty miecz w jego dłoni zamienił się w pióro żar – ptaka. Rumak zmalał jak kucyk, a jego skrzydła zamieniły się w dwa garby. W miejscu dostojnego tulpara stał Konik Garbusek o śmiesznych, oślich uszach.

- Proś o nagrodę, zacny bohatyrze – rzekłam oddając mu pokłon.

- Nazywam się Vanoj [...]’’


Powyższy tekst, który dotrwał do naszych czasów uszkodzony, został z rozkazu Cud Dziewczyny wyryty na Stelli Księżycowej w chramie Chorsa – Srebronia, jej ojca.

Vanoj poślubił Cud Dziewczynę i wspólnie władali Leśniawą w szczęściu i pokoju, otoczeni gromadą synów i córek.



1Po starokrasnemu: Agej błogosławiony.

2Starokrasne: Na wieki wieków.

3Starokrasne: Przez miłość Ageja… Stań się!

Oniricon cz. 795

             Śniło mi się, że:


- pewna kobieta włożyła do maszynki do mięsa kredę, lecz nie chciała zmielić w niej rączki małej dziewczynki,


- Xena dała Czerwonej Soni pistolet,



- Aleksander Kwaśniewski kopał rowy dzięki czemu bardzo urosły mu mięśnie,



- Ashka przybyła do Polski uzbrojona w pistolet napełniony zatrutym olejem, lecz zrezygnowała z zabijania nim ludzi,

- na lekcji geografii nauczyciel częstował mnie cukierkami, lecz nie dzieliłem się nimi z klasą, na ławce leżały muszle czerwonych przegrzebków, pytałem nauczyciela skąd one są, a on odpowiedział, że z morza i nie potrafił powiedzieć z jakiego,




- w szkole wypiłem eliksir dzikości, rozebrałem się do majtek i wyszedłem na korytarz gdzie spotkałem swojego prześladowcę, który nazwał mnie Tarzanem, zabiłem go nożem uznając za potwora,




- padłem na twarz przed Jeną ov Blackeyovą i ochrypłym głosem prosiłem ją, aby pozwoliła mi zostać jej sługą,



- św. Charbel ukazał się w Pacynowie gdzie bronił ludzi przed upiorami o szarej skórze,

- amerykański rasista chciał, aby Murzyni podróżowali taborami jak Cyganie,

- uznałem, że tylko Stalin wie kto szczerze się modli,



- kiedy w XXI wieku Ujgurzy najechali Szwecję, pojawiły się tam widmowe pociągi ,,Silverpillen'', którymi jechały uzbrojone duchy,

- młody mężczyzna udał się do przychodni gdzie prosił lekarza o czerwone wino z jarzębiny,



- w czasach generała Franco, Filipiny były kolonią Hiszpanii, rządzili nimi urzędnicy zwani notaricias, których mordowano w czasie strajków,



- sporządziłem sobie listę filmów do obejrzenia: o hiszpańskich notaricias, Sowietach, paleolitycznej łowczyni i ekranizację ,,Nowego wspaniałego świata'',



- byłem Winstonem Smithem, w całej mojej kamienicy odbywał się remont, a sąsiadka wołała mnie,



- potwór z Loch Ness był członkiem partii Razem.