,,
[…]
widać było na nim wyraźnie coś ciemniejącego i tajemniczego, ni
to smoka, ni to konika – garbuska, który zwracał w stronę
porzuconego miasta swój spiczasty pysk’’ - Michaił Bułhakow
,,Mistrz i Małgorzata’’
Opowieść
tę przekazywały sobie z ust do ust całe pokolenia rusałek, aż w
erze trzynastej, w zmienionej postaci została zapisana przez ludzi,
najpierw przez Innowojciecha Błyszczyńskiego, a następnie przez
Piotra Jerszowa.
W
ciepłą, majową noc, dostojny Chors, nazywany też Srebroniem i
Carem – Księżycem, zatopił wzrok w ciemnej wodzie wypełniającej
leśną sadzawkę, a z jego oczu jak i całego oblicza emanowały
złote i srebrne promyki. Wpatrując się w swoje oblicze w wodach
sadzawki, Srebroń ujrzał w niej pannę niezrównanej piękności,
odzianą w powłóczystą szatę ze złotogłowiu. Smukła i wysoka,
miała cerę jasną jak kość słoniowa albo alabaster, włosy
mieniące się różnymi odcieniami złota oraz wielkie, seledynowe
bądź turkusowe oczy. Jej gładkie czoło zdobił filigranowy,
złoty diadem z wizerunkiem księżycowego sierpa. Srebroń zachwycił
się ujrzawszy tak urokliwą istotę, a jego czoła skroplił mu pot
natychmiast zamieniający się w perły.
-
Sława tobie, Cud Dziewczyno, najkraśniejsza wśród krasawic,
której piękno mogłoby cały świat ocalić! - rzekł Srebroń. -
Jakże bardzo żałuję, że nie jesteś żywa… - dodał po chwili
i uronił gorącą łzę
żalu, która wpadła do sadzawki mieniąc się jak tęcza.
W
kropli tej zamknięte było błogosławieństwo Ageja, przeto gdy
upadła na obraz Cud
Dziewczyny, ożywiła go. Cud Dziewczyna w całej swej krasie,
wyłoniła się z sadzawki, a z jej włosów i szat skapywały
srebrzyste krople. Podniosła pełne wdzięku oczy w stronę
Księżyca, uśmiechnęła się doń i pomachała ręką.
-
Witaj, tato! - pozdrowiła Chorsa melodyjnym głosem.
-
Agej bieatifikoł
– odrzekł wzruszony Car – Księżyc.
-
An sulat sulatiner
– odpowiedziała Cud Dziewczyna, podczas gdy maleńkie, uskrzydlone
wróżki sypały na nią płatki białego kwiecia i upojnie śpiewały
przygrywając na złotych harfach.
-
Pójdź za mną, umiłowana, piękniejsza od pereł, a pokażę ci
miejsce, w którym będziesz królową! - Cud Dziewczyna wspinając
się po złotym promieniu Księżyca, weszła na nieboskłon i
uściskała ojca.
Srebroń
– Chors zabrał Cud Dziewczynę do srebrnego rydwanu o złotych
kołach zaprzężonego w czwórkę białych lisów i pojechał z nią
nad Morze Sine. Wzniósł kostur i uderzył nim w spienione fale,
wypowiadając słowa pełne mocy.
-
Erpen lova Agejistis… Ea!
Wówczas
z fal wynurzyła się rozległa wyspa o łagodnie zarysowanej linii
brzegowej, pełna jezior, strumieni i grot wypełnionych klejnotami.
W mgnieniu oka wyspę porósł gęsty las pełen najrozmaitszych
zwierząt.
-
Oto twoje królestwo – Car – Księżyc pokazał ręką rozległe
i urzekające pięknem włości Cud Dziewczyny.
-
Dziękuję, kochany ojcze – odrzekła krasawica całując Chorsa w
blady policzek. - Niech ta wyspa zowie się Leśniawa.
Cud
Dziewczyna zamieszkała na Leśniawie w pałacu kapiącym od złota,
srebra, bursztynu i wszelkich możliwych klejnotów, który z daleka
lśnił jak Jutrzenka. Nieraz odwiedzała ją tam wraz ze sforą
psów, jej przyrodnia siostra Dziwica, którą Chors spłodził ze
Srebrenicą. Obie Enki spędzały czas na wspólnym przemierzaniu
kniei, piciu wina i śpiewaniu pieśni.

Kosa
Owinniczew pisząc ,,Animalistykę’’, sporo miejsca
poświęcił faunie Leśniawy. Opisał takie rzadkie okazy jak: pandy
sepiowe, olbrzymie, czarne pantery, białe niedźwiedzie mające swe
gawry w górskich lasach, nakrapiane jelenie o diamentowych porożach,
złociste pawie, małpy rokselany, srebrne orły i puchacze, błękitne
pantery, kamfury, to jest karłowate jednorożce wodne, pomarańczowe
krokodyle żywiące się marchwią, szkarłatne pytony, błotne
koziorożce, seledynowe salamandry, czarne lwy i siwe tygrysy,
lazurowe mamuty, oraz białe słonie o trzech głowach. Wspominał
też o leukrokotach zjadających własną skórę, która później
odrastała, almirajach, to jest królikach z jednym, spiralnym
rogiem, słodkowodnych ośmiornicach i meduzach, ptakach
cynamonowych, kobrze ziejącej ogniem, katoblepasach przypominających
purpurowe hipopotamy z rogami bawołów i ogonami jaszczurów,
bazyliszkach, kuroliszkach, czarnych, szarych, białych i rudych
gorylach, smokach zamieszkujących rzeki i jeziora, roślinożernych
wężach zjadających owoce, niebieskich szympansach wyposażonych w
imponujące kły jadowe, żabach tak wielkich, że mogących polować
na małe smoki i paru innych.
Leśniawa
obfitowała również w bajecznie kolorowe kwiaty, lecznicze zioła,
przyprawy i drogie kamienie. Cud Dziewczyna władała zewsząd
otoczona pięknem, a wieści o jej niezwykłej urodzie przyciągały
zalotników z najdalszych zakątków toropieckiego świata.
O
rękę Cud Dziewczyny zabiegał Strom Dubowy, książę Entów, z
którego gałęzi zwisały złote żołędzie. ,,Zostań moją
oblubienicą, a nie zabraknie ci klejnotów’’! - obiecywał.
Puszczewik,
strażnik lasu z mandatu Boruty i Dziewanny, wielkolud zamiast skóry
pokryty spękaną korą, ofiarował Cud Dziewczynie misę z zielonego
kamienia wypełnioną orzeźwiającym napojem z soku drzew, miodu i
aromatycznych ziół.
Rogaty
Waka, władca bławorów, to jest dużych węży strzegących
wilgotnych jaskiń, przyniósł w paszczy diament wielkości
strusiego jaja i dołączył do niego prośbę: ,,Wyjdź za
mnie’’!
Z
dalekiej i gorącej wyspy Malgalesio przybył Ragana, król małpiatek
nazywanych lemurami, niosąc w darze bakalie słodsze od miodu,
jednak i jemu nie dane było zostać mężem Cud Dziewczyny.
Wreszcie
morski wodnik, dostojny książę Muran o złotych oczach i lazurowej
brodzie, złożył u jej stóp perły przypominające wielkością
kurze jaja, licząc nadaremno, że pomogą mu zdobyć serce wybranki.
Wszyscy
ci zalotnicy odchodzili ze smutkiem, kiedy spotykali się z odmową.
Cud Dziewczyna spoczywając na złotym łożu nakrytym puchowymi
piernatami, gładziła delikatną dłonią głowę zaprzyjaźnionej
tygrysicy o różowym futrze noszącej imię Moliboden i żaliła się
jej.
-
Tylu zacnych książąt przynosi mi drogocenne podarunki z dalekich
krain, lecz cóż mam począć, skoro żadnego z nich nie kocham?
Moja miłość nie jest na sprzedaż! - Molibodena zamruczała
współczująco i polizała swoją panią szorstkim językiem po
ślicznej twarzy.

Był
jeszcze ktoś komu zależało na ręce Cud Dziewczyny. Na północy
ziemi, która w erze trzynastej otrzymała nazwę Rox, nad brzegiem
zimnego morza, w którym igrały wieloryby, stał wyniosły zamek
Carcosa, lśniący z daleka blachą z bladego złota. Mieszkał w nim
car Hastur (Gastur) nazywany w pieśniach Królem w Żółci;
syn Čorta Żółtaczki i
pojmanej przezeń w niewolę oktapii Siedmioraki. Jak podaje
,,Nymphologia’’, oktapie były morskimi nimfami, które od
pasa w dół miały macki ośmiornic. Hastur przypominał srogiego
starca szczelnie zakrywającego swe blade ciało powłóczystą szatą
z żółtego jedwabiu. Zamiast nóg wystawały mu wijące się macki
ośmiornicy. Po ojcu odziedziczył straszliwą moc wyrządzania
krzywdy; zadawania bólu, zsyłania koszmarów, odbierania płodności,
uśmiercania na sto sposobów. Znał zaklęcia sprowadzające
choroby, a w wielkim kotle warzył trucizny odbierające rozum. Miał
na swoje usługi wąpierze, mamuny porywające niemowlęta,
wilkołaki, ogniste latawce, dusiołki, sinych ludzi i bazyliszki.
Czcił smoka piekielnego Rykara, na jego cześć paląc serca wyrwane
z piersi nadobnych dziewic, a urągał Agejowi i Enkom.
Kiedy
posłyszał o Cud Dziewczynie, urodziwej władczyni Leśniawy,
przysłał do niej swatów; minotaura Kurczybyka i drekavaca Salira
niosących ogromnych rozmiarów szkatułkę z rzadkiego drzewa,
zdobioną obficie złotem, kością słoniową i drogimi kamieniami.
-
Nasz pan, Wielki Hastur, Król w Żółci – zabrał głos drekavac
– przysyła ten dar dziewiczej córze Cara Księżyca, prosząc o
jej rękę… - zarówno Cud Dziewczyna, jak też jej damy dworu z
ras rusałek i świtezianek spodziewały się ujrzeć w pięknej
szkatule klejnoty, albo inne skarby.
Jednak
kiedy na rozkaz władczyni, minotaur uchylił rzeźbione wieko, ze
szkatułki począł się wydobywać fetor, a jej wnętrze okazało
się wypełnione smoczym gnojem i jadowitym robactwem. Minotaur
zatrzasnął wieko widząc jak Cud Dziewczyna i jej dwórki
pozieleniały z obrzydzenia będąc bliskie torsji.
-
Coś czar iluzji nie zadziałał – warknął nerwowo drekavac o
głowie jednorogiej pantery, cielsku i ogonie smoka, oraz nogach byka
i wielbłąda.
Różowa
tygrysica Molibodena zawarczała gniewnie. Okryte kirysami wiły i
meliady stojące na straży pałacu Cud Dziewczyny, potrząsnęły
groźnie halabardami, gotowe roznieść na strzępy bezczelnych
swatów, gdyby tylko ich pani wydała taki rozkaz.
-
Przekażcie Królowi w Żółci, że nie jestem jeszcze gotowa do
zamążpójścia, a poza tym nauczyłam się dziś, że nie należy
spodziewać się niczego dobrego po prezentach od Čortów
i innych sług Rykara. - Minotaur i drekavac zazgrzytali z zębami z
tłumionej wściekłości.
-
Zważ, o pani, że jeśli nasz Król w Żółci nie dostaje tego o co
prosi, wówczas bierze to siłą. Masz jeszcze czas przyjąć jego
zaloty, bacz jednak, by nie dotknął cię swoim gniewem… -
Molibodena ryknęła bijąc ogonem o kryształową posadzkę, zaś
wiły były gotowe podpalić kłaki posłów mocą swych ognistych
oczu.
Cud
Dziewczyna pobladła z gniewu.
-
Odmawiałem już godniejszym zalotnikom niż wasz Król w Żółci.
Nie chcę jego cuchnących siarką darów, a wieści o jego
okrucieństwach napełniają mnie odrazą do niego. Niech Słońce,
Księżyc i Zorza bronią mnie bym kiedykolwiek miała dzielić z nim
łożnicę! Audiencja skończona.
-
Król w Żółci nie zapomina, ani nie przebacza – warknął
minotaur, którego na odchodnym, młoda wiła Darzysława ukłuła
końcem halabardy w pośladek.
Gdy
obaj swaci powrócili do Carcosy, car Hastur wyciągnął lewą dłoń
w kierunku Leśniawy i wzywając bluźnierczych potęg Čortieńska,
wypowiedział straszliwą klątwę, aż chmury za oknem poczęły ze
strachu i bólu broczyć krwią…
*

W
owym czasie wśród rozległych pól uprawnych nazywanych Jasnymi
Łanami, które rozciągały się daleko na południowy zachód od
owianej grozą Carcosy, w drewnianym gumnie mieszkał Mir Stodolny.
Był to skrzat z plemienia Polewików, osiągający niecały łokieć
wzrostu. Miał pękaty brzuch, łysą głowę, czerwone oczy i
złocistą brodę zaplecioną w pięć warkoczy na znak władzy nad
pięcioma rodzajami zbóż: pszenicą, jęczmieniem, owsem, żytem i
prosem. Jego jedyny przyodziewek stanowiły czarne, połatane
szarawary, na szyi miał zaś zawieszony naszyjnik ze złotych monet
z czasów pierwszych królowych rusałek. Mir Stodolny z dumą
poczytywał sobie za ojca Enka Zasoba, przez Greków zwanego
Plutosem, z mandatu Ageja strażnika bogactw, o smolistej cerze i
długim członku. W gumnie Mira Stodolnego wisiał na ścianie
obrazek przedstawiający jego zmarłą żonę, krasnoludkę Idunię,
o której zawsze wyrażał się z czcią. Urodziła mu ona trzech
synów. Dwaj starsi, Burian i Vasul byli dorodnymi młodzieńcami
patrolującymi pole na grzbietach czarnych kogutów. Uchodzili za
mądrych i rozsądnych, ojciec zaś był z nich dumny. Tymczasem
najmłodszy syn, Vanoj nazywany był głupcem, bo miał w sercu zbyt
dużo litości dla wróbli, myszy czy gąsienic, niż uważano, że
przystoi to strażnikom chlebowego pola. W dniach, kiedy Syriusz,
gwiazda poświęcona Żwerunie zsyłała żar na udręczoną ziemię,
Mir Stodolny przywołał swoich synów i rzecze im.
-
Słuchajcie, moje sokoły. Już trzecią noc, kiedy smacznie śpimy,
jakaś ognista istota spada z nieba. Pasie się na naszym ziarnie, a
czego nie zje, to depcze ognistymi nogami. Tak dłużej być nie
może! Trzeba, abyście w nocy pełnili wartę zaopatrzeni w arkan,
oszczep i nawęzy przeciwko mocy tej ognistej plagi!
-
Nie zawiedziemy cię, ojcze – zapewnili skwapliwie Burian i Vasul,
podczas gdy głupi Vanoj milczał i miętosił czapkę w palcach.
Zgodnie
z poleceniem Mira Stodolnego, pierwszej nocy czuwał na polu Burian.
,,Ta istota z Syriusza przybędzie, jak mniemam, o północy, a do
tego czasu zdążę się przespać’’ - pomyślał w swoim
mniemaniu mądrze, położył kułak pod głowę i zmorzył go sen.
Kiedy się obudził, ujrzał pole spustoszone jak poprzednich nocy, a
zawiedziony ojciec dał mu burę.
Następnej
nocy miał czuwać Vasul, lecz poszedł on w ślady brata. Przespał
nadejście ognistej istoty z Syriusza, rano zaś ojciec go tęgo
zrugał.
-
Nieszczęście! - biadał Mir Stodolny. - Mniemałem, że mam dwóch
synów dorodnych a rozumnych. Tymczasem gdy nadeszła godzina próby,
posnęli jak susły. Jak tak dalej pójdzie, nie będziemy mieli co
znieść do stodoły prócz popiołów! O, ja nieszczęsny! - Mir
Stodolny rwał włosy z długiej brody.
-
Pozwól, kochany ojcze, że teraz ja spróbuję czuwać – nieśmiało
zaproponował Vanoj.
-
Ty?! Jesteś taki głupi, że nawet nie odróżniasz ręki prawej od
lewej! - żachnął się Mir Stodolny. - Zresztą… Chcesz to
próbuj. Większej szkody już nie możesz wyrządzić – Vanoj
pokłonił się ojcu i odszedł.
Gdy
zapadła noc, Vanoj biorąc przykład z żurawia, ściskał w dłoni
kamyk, aby nie zasnąć. Nastała północ. Gdzieś w oddali wyli
Neurowie, a urokliwe północnice o lazurowych włosach pląsały z
wdziękiem, przygrywając na złotych lirach. Vanoj walczył ze sobą,
aby nie opadły mu powieki. W końcu młody polewik ujrzał jak po
nocnym niebie poruszał się jakiś kształt ognisty przypominający
konia. Rżąc opadł na ziemię i począł tratować zboże.
-
Stój, niecnoto! - zawołał z gniewem Vanoj, po czym zarzucił na
szyję zjawy arkan, wcześniej wymoczony w wodzie ze świętego
źródła, okadzony dymem z czarownych ziół i wzmocniony
zaklęciami.
Ognisty
koń szarpnął się, po czym na oczach Vanoja począł przemieniać
się w pięknego żar – ptaka o złotych piórach rozświetlających
mroki nocy. Vanoj nie ustępował, aż żar – ptak zapłakał
diamentowymi łzami.
-
Uwolnij mnie, mężny strażniku pola! Nie zabijaj mnie, a dam ci
cenne dary!
-
Puszczę cię dopiero gdy obiecasz, że tu nie wrócisz! - oświadczył
twardo Vanoj.
-
Przysięgam ci to na złote promienie Swaroga – Dażboga, młot i
kowadła jego syna Swarożyca, oraz cień skrzydeł rzucany przez
Jaroga Cara – Ptaka! - zapewnił uroczyście żar – ptak, a Vanoj
zdjął mu arkan z szyi.
Żar
– ptak wzbił się ku gwiazdom, lecz zaraz potem powrócił,
zawisając w powietrzu nad głową Vanoja.
-
My, zmiennokształtne istoty z Psiej Gwiazdy nie rzucamy słów na
wiatr. Obiecałam ci kosztowne dary i otrzymasz je! - żar – ptak
podał polewikowi jedno ze swych piór, zaś Vanoj z szacunkiem
schował je do kaptorgi.
Następnie
zaziemska istota na jego oczach złożyła trzy jaja o złocistych
skorupkach. Wnet wykluły się z nich trzy konie. Najpierw oczom
Vanoja ukazały się dwa wspaniałe, kare rumaki o złotych oczach.
-
Te są przeznaczone na pomocników dla twoich braci – objaśnił
żar – ptak.
Wówczas
pękła skorupa trzeciego jaja. Wyszedł z niego konik mały jak
kucyk, długouchy jak osioł i dwugarbny niczym wielbłąd z Baktrii.
-
To jest pomocnik dla ciebie – oznajmił żar – ptak. - Konik
Garbusek. Choć ma dwa garby, nie oddasz go za skarby! - Na twarzy
Vanoja odmalowało się rozczarowanie, lecz Konik Garbusek był tak
sympatyczny, że żal byłoby się go pozbyć. Wówczas żar – ptak
odleciał na gwiazdę Żweruny, przez Egipcjan nazywaną Sothis i nie
wrócił nigdy więcej.
Rano
przy śniadaniu Vanoj opowiedział o swojej przygodzie. Przekazał
czarne rumaki braciom, sam zaś dosiadł Konika Garbuska i na jego
grzbiecie udał się na poszukiwanie przygód.
*
Wielki
strach zapanował na wyspie Leśniawie, bo luty car Hastur nie
przebaczał i nie zapominał. Woda stała się gorzka od wielkiej
trwogi, kwiaty przestały kwitnąć, a drzewa owocować. Miód zaczął
smakować jak piołun. Ptaki zamilkły, a barwy motyli wyblakły.
Samice zwierząt roniły potomstwo, a ich mleko zmieszane było z
krwią. Nawet Słońce ukryło swą promienną twarz za maską z
czarnych chmur. Rusałki miast rozpaczać, całymi dniami ćwiczyły
strzelanie z łuku, rzucanie włócznią, walkę szablą z rybiej
ości i sztyletem. Żmijowie i Lynxowie chwycili za miecze, topory i
maczugi. Karły całymi nocami kuły broń w podziemnych kuźniach.
Rysie, pantery, niedźwiedzie i rosomaki ostrzyły pazury na
nadchodzący bój straszny, który miał rozstrzygnąć losy bitwy.
Również
Cud Dziewczyna, królowa Leśniawy doglądała zaprawiających się w
boju hufców i krzepiła je mądrym słowem. Okryta srebrzystą
kolczugą, ćwiczyła się w walce siedmioma rodzajami oręża;
mieczem, szablą, włócznią, łukiem, toporem, sztyletem i
dmuchawką z zatrutymi strzałkami. Równocześnie jako prawa córka
Cara Księżyca, zanosiła modły do swego ojca, obnosząc w procesji
jego srebrnego bałwana wokół jeziora, w którym zwykł się kąpać.
-
Wielki Chorsie, srebrzysty panie nocy, daj nam zwyciężyć, lub
chociaż zginąć wolnymi. Lepiej, aby naszą wyspę zakryły fale
Sinego Morza, niż żeby miały ją tratować kopyta Čortów!
- Zanosiła błaganie do Srebronia, a z jej modrych oczu ściekały
łzy zamieniające się w grudki złota.
Cała
Leśniawa przeplatała modlitwą ćwiczenia wojskowe, a lęk walczył
w sercach z nadzieją…
Tymczasem
Hastur wezwał pod swe sztandary hordy przeraźliwie wyjących
drekavacy. Każdy z nich miał głowę pantery z jednym rogiem
zakończonym wyschniętymi głowami plującymi trupim jadem, ciało i
ogon smoka, przednie nogi byka, a tylne – wielbłąda. Hastur
nakazał wykuć piekielnym kowalom pręty dużej, czarnej klatki.
-
Zamknę w niej Cud Dziewczynę. Będę co dzień patrzył na jej
piękność obdartą z szat, dźgał ją kijem, aż jej łzy
dostarczą mi okazji do śmiechu! - Chełpił się Król w Żółci
spełniając toast niebieską krwią z oprawionej w złoto czaszki
rusałki.
Hasturowe
hordy poleciały na Leśniawę na wielkiej i czarnej jak smoła
chmurze trujących wyziewów ze smrodliwych trzewi piekielnego smoka
Rykara. Chmura pędziła po niebie szybciej niż najbardziej
niedościgły sokół. Kiedy nadpłynęła nad Leśniawę, zakryła
Słońce.

,,W
owym dniu Wielkiej Ciemności, wszystkie postanowiłyśmy drogo
sprzedać nasze życie i wolność. Ginęłyśmy licznie, rozszarpane
kłami drekavacy, a nasza modra krew padając na ziemię zamieniała
się w szafiry. Wtedy to z łaski mojego ojca, Chorsa, przyleciał z
zachodu, od strony Toropiecka, junak niski wzrostem, lecz mężnego
serca. Dosiadał gniadego, skrzydlatego rumaka. W ręku dzierżył
wielki miecz ognisty. Po trzykroć ciął nim w twarz obrzydliwego
cara Hastura. Zniszczył tym jego cielesną powłokę, odsyłając
czarną duszę w otchłań Čortieńska.
Hasturowa armia widząc zgon wodza, zaczęła uciekać w wielkim
zmieszaniu. Rusałki i wiły ścigały drekavace aż do Sinego Morza,
kładąc je pokotem strzałami z łuków. Kiedy junak na skrzydlatym
tulparze osiadł na zroszonej krwią trawie, ognisty miecz w jego
dłoni zamienił się w pióro żar – ptaka. Rumak zmalał jak
kucyk, a jego skrzydła zamieniły się w dwa garby. W miejscu
dostojnego tulpara stał Konik Garbusek o śmiesznych, oślich
uszach.
-
Proś o nagrodę, zacny bohatyrze – rzekłam oddając mu pokłon.
-
Nazywam się Vanoj [...]’’
Powyższy
tekst, który dotrwał do naszych czasów uszkodzony, został z
rozkazu Cud Dziewczyny wyryty na Stelli Księżycowej w chramie
Chorsa – Srebronia, jej ojca.
Vanoj
poślubił Cud Dziewczynę i wspólnie władali Leśniawą w
szczęściu i pokoju, otoczeni gromadą synów i córek.