poniedziałek, 19 czerwca 2023

,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego''

 

,,Uźrzał człowieka nagiego,

Przyrodzenia niewieściego,

Obraza wielmi skaradnego

Łoktuszą przepasanego.

Chuda, blada, żółte lice

Łszczy się jako miednica.

Upadł ci jej koniec nosa,

Z oczu płynie krwawa rosa

Przewiązała głowę chustą

Jako samojedź krzywousta;

Nie było warg u jej gęby,

Poziewając skrżyta zęby

Miece oczy zawracając,

Groźną kosę w ręku mając;

Goła głowa, przykra mowa,

Ze wszech stron skarada postawa -

Wypięła żebra i kości

Groźno siecze przez lutości

Mistrz widząc obraz skarady,

Żółte oczy, żywot blady,

Groźno się tego przelęknął,

Padł na ziemię, eżę stęknął.

Gdy leżał wznak jako wiła

Śmierć do niego przemówiła’’

- autor nieznany ,,Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią’’, 1463 – 1465



Henryk Biegeleisen (1855 – 1934) był polskim etnografem i historykiem literatury. Napisał następujące cenione prace: ,,Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego’’ (1927), ,,Wesele’’ (1928), ,,U kolebki. Przed ołtarzem. Nad mogiłą’’ (1929) i ,,Lecznictwo ludu polskiego’’ (1929).



W czerwcu 2023 r. przeczytałem jego publikację ,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego’’ z 1930 r., która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa ,,Replika’’. Ilustracja na okładce przedstawia słowiańskiego boga zmarłych, Welesa wraz z dwoma wilkołakami.



Książka dotyczy kultury funeralnej Słowian na tle wierzeń i obrzędów innych ludów z całego świata. Motywem przewodnim omówionej wizji umierania jest synkretyzm, łączący elementy chrześcijańskie i pogańskie. Autor wyjaśnia pochodzenie takich porzekadeł jak: ,,niech mu ziemia lekką będzie’’, czy ,,do grobowej deski’’ oraz wskazuje na pogański rodowód zakazu mówienia źle o zmarłych (początkowo wynikało to z lęku przed ich zemstą).



Śmierć wyobrażano sobie najczęściej pod postacią kobiety. W niektórych rejonach Polski nosiła mające ją uczynić mniej straszną, imiona Jagusia, Basia czy Zosia. Mogła przybierać też postać księdza, lub zakonnika kameduły, zwierząt (biała wrona, gęś), starej baby lub kościotrupa. Niektórzy wyobrażali ją sobie bez nóg. Zajmując się oddzielaniem duszy od ciała, posługiwała się kosą lub innymi narzędziami np. młotem. Zabijając swe ofiary wypowiadała słowa: ,,pul, pul, pul!’’. Jej przyjście zapowiadało wycie psów, krakanie kruków, pohukiwanie sów, a także pojawianie się kretowisk.



Dusza miała w wierzeniach ludowych postać materialną. Mogła przybierać postaci owadów (motyli, much), ptaków (gołębi, czajek, orłów, łabędzi), a także myszy, co znajduje odbicie w sposobie śmierci legendarnego Popiela. Wierzono, że zmarły odbiera bodźce jeszcze w czasie pogrzebu. Należało zamknąć mu oczy, kładąc na nich monety, aby nie ,,wypatrzył’’ żyjącego i nie pociągnął go ze sobą w zaświaty. Słowianie wierzyli nie tylko w przemiany ludzi w zwierzęta, ale także samych zwierząt w przedstawicieli innych gatunków fauny. Przykładowo kukułki miały zamieniać się w krogulce (pogląd ten głosili już antyczni przyrodnicy), zaś jeże w świnie.



Wszystkie przedmioty związane z pochówkiem (np. igła, którą szyto całun i woda do obmycia zwłok) miały znaczenie magiczne. Patrząc przez dziurę po sęku w trumiennej desce można było widzieć rzeczy zakryte. Szczególną rolę w magii ludowej odgrywali wisielcy jak też sznury, na których wisieli. Ludowa medycyna ceniła każdą część ciała wisielca, zaś żydowscy karczmarze maczali stryczek w wódce, aby zapewnić sobie stały napływ klientów. Osoby, które poniosły śmierć w wodzie (topielcy) stawały się groźnymi demonami wodnymi; utopcami i rusałkami.



Często bohaterowie ludowych legend, tacy jak Artur, Karol Wielki, królewicz Marko czy nawet XIX – wieczny prezydent Francji, Patrice Mac Mahon zamiast umierać, zapadali w długi sen. Mieli się z niego zbudzić po latach, aby bronić swej ojczyzny. W Polsce jedna z wersji tej legendy mówi o rycerzach Bolesława Śmiałego (lub Bolesława Chrobrego) uśpionych w Tatrach.



Jeszcze innym ludziom piany był po śmierci los upiorów i strzygoni. Dotyczyło to osób rodzących się z dwiema lub więcej duszami i sercami. Ich zwłoki w trumnie były świeże i rumiane (stąd przysłowie: ,,czerwony jak upiór’’) oraz miały czerwone paznokcie. Demony te piły krew, a czasem wychodziły z trumien, by łamać kościelne świece i drzeć ornaty (strzygi). Jedna z tych istot nazywana wieszczym, wdrapywała się na wieżę kościelną i wykrzykiwała imion osób, które potem musiały umrzeć. Chłopi wykopywali ciała upiorów z grobów i przebijali je kołkami. Ucinali im też głowy i kładli je między nogami trupa. Sypali do trumny mak, aby upiór, licząc jego ziarenka, nie zdążył wstać z grobu przed świtem. Czasem wystarczyło spoliczkować groźną istotą (w przypadku strzygonia).



Oprócz wspomnianego maku wkładano zmarłemu do trumny wiele innych rzeczy np. pazury zwierząt, umożliwiające duszy zmarłego wspinanie się po stromej górze w zaświatach (wierzenie litewskie). Na Kaszubach mogła to być butelka wódki lub sieć rybacka. Dzieciom wkładano do grobów jajko lub kawałek kołacza, aby zająć ich uwagę. Jedni uważali, że zmarłych należy chować w butach, inni, że boso.



Wierzono, że zmarli odwiedzają żywych. Czasem zmarła matka karmiła swe żywe dziecko piersią, lecz jej mleko okazywało się dlań szkodliwe. Słowianie karmili przybywające z Nawi dusze podczas takich świąt jak jesienne Dziady (na Białorusi odprawiano je również dla mitycznych psów, Stawra i Gawra), czy wiosenne Rękawka i Radunica. W czasie tych uroczystości żałobnicy sami ucztowali, a także dzielili się z dziadami (żebrakami). Chrześcijańską alternatywą dla tych obrzędów stały się katolickie święta: Wszystkich Świętych (1 listopada) i Zaduszki (2 listopada). Duszom zmarłym przygotowywano też kąpiel w łaźni oraz wysypywano podłogę popiołem, licząc, że będzie można dostrzec ich ślady. Istnieją przekazy o mszach odprawianych przez zmarłych księży dla zmarłych parafian. Biada żywym, którzy byli świadkami takich nabożeństw. Dusze zmarłych w tym i innych przypadkach bywały groźne dla żyjących.

Mimo upływu tylu lat, praca Biegeleisena wciąż jest kopalnią ciekawostek o dawnym folklorze :).

niedziela, 18 czerwca 2023

Oniricon cz. 921

         Śniło mi się, że:



- znalazłem w księgarni książkę o twórczości Andrzeja Pilipiuka,

- po latach spotkałem Pavlasa ov Vidłara, lecz nie rozmawialiśmy ze sobą,



- zwiedzając Muzeum Historii Naturalnej w Pittsburghu podziwiałem wmurowany w ścianę szkielet diplodoka zajmujący 12 pięter, widziałem też liczne książki o roli zwierząt i roślin w mitach, które chciałem sobie kupić,

- mówiłem korepetytorowi z matematyki, że ludzie średniowiecza byli bardziej otwarci i tolerancyjni niż w XXI wieku, bo przetłumaczyli ,,Koran'' na łacinę,

- na ulicy wypełniałem jakiś dokument, nie znałem odpowiedzi na jedno pytanie, lecz młody mężczyzna w niebieskiej koszulce powiedział mi, że to nie szkodzi,



- powiedziałem, że przestałem szanować Rosjan i ich religię po 2023 r., w tym śnie Maria Zacharowa nurkowała w przeręblu,



- rozmawiałem z nauczycielem matematyki o H. P. Lovecrafcie, powiedziałem, że nie podzielam jego ateizmu i rasizmu, ale podoba mi się, że ostrzegał przed magią i demonami, nauczyciel wystawił mi na semestr dwójkę, a ja stwierdziłem ze smutkiem, że należało mi się,



- poszedłem do fryzjera razem z Dariuszem Kwietniem, z którym rozmawiałem o hybrydach, atramentyzacji krwi i donosach Tomasza Sidora, przed wejściem do fryzjera, Kwiecień poszedł sobie, w środku widziałem figurkę dinozaura po operacji plastycznej, spotkałem starego księcia z Indii lub Zjednoczonych Emiratów Arabskich i rozmawiałem z jego małoletnią córką o jej pochodzeniu od smoków z Lemurii, księżniczka kochała prostego chłopa, którego imię zapisywano literami C+T+R+L z klawiatury komputera, ojciec dziewczyny nie miał nic przeciwko ich związkowi, po wyjściu od fryzjera spacerowałem boso po śniegu i wchodziłem do kałuż, potem zrobiłem zakupy w małym sklepiku, lecz kupione jedzenie było złej jakości, wreszcie zacząłem zapisywać farbami swoje sny na blatach stołów w kawiarni i wstydziłem się tego,

- zimą kiedy leżał śnieg, szedłem całkiem nago po ulicy i nikomu to nie przeszkadzało, słuchałem kazania księdza z głośników,



- Konrad T. Lewandowski wydał jedną powieść fantasy w Fabryce Słów,



- Hiperborejczycy uczestniczyli boso w pogrzebach i wysypywali drogę na cmentarz cierniami, aby chronić się przed złymi duchami,



- byłem objęty tajnym amerykańskim projektem rządowym, codziennie dzwoniłem pod numer 7 do agenta CIA, który kazał mi pić portwajn, miałem też numer do dwóch pań psycholog,

- stałem się bohaterem ,,Mistrza i Małgorzaty'', byłem szczupły, miałem długie, brązowe włosy i szedłem po Szczecinie pijąc wino i portwajn, UWAGA: To tylko sen, na jawie jestem abstynentem,



- oglądałem w teatrze inscenizację ,,Mistrza i Małgorzaty'', w pierwszym akcie zobaczyłem parę małpoludów obu płci z długimi pazurami, potem wyjaśniłem Jenie ov Blackeyovej, że Bułhakow wierzył w teorię ewolucji, choć zaraz potem dodałem, że z prawosławnymi to różnie bywa, nie podobało mi się, że wielu z nich jest kreacjonistami. 

sobota, 17 czerwca 2023

Reformacja

 

,,Sprowadziło ono reformację; katolicy mordowali reformowanych, reformowani mordowali katolików: takie były pierwsze postępy wolności myśli. Katolicy odnieśli przewagę w Pingwinii’’ - Anatole France ,,Wyspa Pingwinów’’


 



O reformacji zainicjowanej przez Marcina Lutra w 1517 r. uczyłem się po raz pierwszy w klasie szóstej. Wcześniej jednak z czytanych książek wiedziałem już o Henryku VIII i Janie Kalwinie. W gimnazjum czytałem takie pozycje dotyczące reformacji w Polsce jak: ,,Państwo bez stosów’’ Janusza Tazbira, ,,Różnowierców polskich’’ Aleksandra Brücknera i ,,Epizod reformacyjny’’ Wacława Urbana.



Jako katolik negatywnie oceniam reformację, co oczywiście nie znaczy, że nie szanuję protestantów jako ludzi. Oprócz trwałego podziału chrześcijaństwa, przyniosła ze sobą prześladowania i wojny religijne (wśród prześladowców byli zarówno protestanci jak i katolicy), zniszczenie na fali reformacyjnego ikonoklazmu wielu bezcennych zabytków i dzieł sztuki oraz prześladowanie Żydów (zwłaszcza w Skandynawii). Zarówno Luter jak i Kalwin byli zwolennikami palenia czarownic i przeciwnikami teorii heliocentrycznej Kopernika (jej potępienie przez Kościół katolicki nastąpiło znacznie później).


Śniło mi się, że:


- byłem Janem Husem i bałem się śmierci na stosie,

- w Szczecinie znajduje się grób Marcina Lutra,

- Jan Kalwin był czarodziejem.

piątek, 16 czerwca 2023

,,Maladie i inne opowiadania''

 

,,Wiedźmin poślubiony, czarownice i kosmiczni komandosi. Horror i koty, po wielokroć koty. Akcja goni Alicję, tę z Krainy Czarów’’ - z blurbu




W czerwcu 2023 r. przeczytałem antologię dziesięciu utworów fantastycznych Andrzeja Sapkowskiego ,,Maladie i inne opowiadania’’. W 2008 r. czytałem wcześniejszą, krótszą antologię tego samego Autora zatytułowaną ,,Coś się kończy, coś się zaczyna’’.

Zbiór tworzą następujące opowiadania:

- ,,Droga, z której się nie wraca’’; utwór fantasy z 1988 r. opowiadający o spotkaniu Korina i Visenny, rodziców wiedźmina Geralta,

- ,,Muzykanci’’; horror nawiązujący do baśni braci Grimm ,,Muzykanci z Bremy’’,



- ,,Tandaradei!’’; horror/ fantasy z 1990 r., tytuł nawiązuje do średniowiecznej pieśni niemieckiego minnesangera Walthera von der Vogelweide (1170 – 1230),

- ,,W leju po bombie’’; science fiction bliskiego zasięgu z 1992 r.,

- ,,Coś się kończy, coś się zaczyna’’; humorystyczne fantasy o ślubie Geralta i Yennefer z 1993 r. napisane z okazji ślubu Pauliny Braiter i Pawła Ziemkiewicza. Jak zastrzega Autor jest to utwór całkowicie odrębny od ,,Sagi o wiedźminie’’,

- ,,Bitewny pył’’; space opera z 1994 r. o zdradzonych kosmicznych komandosach, którymi dowodził komandor Thierey Lemoine. Czytelnicy myśleli, że jest to fragment większej całości,

- ,,Złote popołudnie’’; retelling ,,Alicji w Krainie Czarów’’ opowiedziany z perspektywy Kota z Cheshire,

- ,,Zdarzenie w Mischief Creek’’, fantasy z 2000 r.,

- ,,Spanienkreuz’’; recenzowane już na tym blogu opowiadanie weird war fantasy z 2006 r. 1,

- ,,Maladie’’; retelling legendy o Tristanie i Izoldzie 2 widziane oczami Morholta i Branwen.



Akcja ,,W leju po bombie’’ rozgrywa się Suwałkach u schyłku XX wieku (po 1993 r.). W tej szyderczej i przerażającej wizji, miasto rozdzierały konflikty (również zbrojne) między Polakami, Litwinami, Rosjanami, Niemcami i Amerykanami. Najwięcej do powiedzenia mieli fanatycy religijni i skrajni nacjonaliści. W tej alternatywnej Polsce Kuria kazała palić ,,Mistrza i Małgorzatę’’. Katolik maltretował żonę za zapisanie się przez nią do Świadków Jehowy. Ksiądz Kociuba potępił dziewczynę, której niedoszli gwałciciele ukradli majtki. Ulica Gabriela Narutowicza została przemianowana na ulicę Eligiusza Niewiadomskiego. Całości dopełniał terror białokrzyżowców wzorowanych na skinach. W odległej Warszawie przemawiał do tłumów Marcin Kenig, odpowiednik Martina Luthera Kinga, nawołujący do powszechnej zgody i braterstwa. Zginął zastrzelony podczas wiecu. Choć stanowczo nie podzielam antyklerykalnych poglądów Sapkowskiego, muszę przyznać, że zarówno wrogowie ,, Mistrza i Małgorzaty’’ jak też zwolennicy Eligiusza Niewiadomskiego (malarza i mordercy, endeckiego fanatyka) istnieją w Polsce naprawdę.

Na kartach tych opowiadań przewija się barwna galeria postaci bardziej lub mniej fantastycznych.




W rosyjskich baśniach Kościej był złym, nieśmiertelnym czarnoksiężnikiem, przypominającym wyglądem kościotrupa. W opowiadaniu ,,Droga, z której się nie wraca’’ (tytuł biblijny zapożyczony z Księgi Hioba) kościej był potworem przypominającym gigantycznego ni to kraba ni to pająka. Sapkowski tworząc tę istotę inspirował się baśnią Antoniego Józefa Glińskiego ,,O królewiczu Niespodzianku’’, w której Kościej miał kleszcze raka i złapał nimi króla za brodę. Potwór z opowiadania został wyhodowany w magiczny sposób przez złego czarownika Frenegala przy pomocy takich zaklęć jak Podwójny Krzyż Alzura. Kościej strzegł drogi i mordował przejeżdżających nią ludzi. Przeciwko bestii walczył kowal Mikula (nawiązania do bohatera książki Igora Sikiryckiego ,,Stara kuźnia’’, a także do Mikuły Sielaninowicza z ruskich bylin), Korin (jak zapewniał Autor, wszelkie podobieństwo do bohatera ,,Konia i jego chłopca’’ C. S. Lewisa było niezamierzone) i bobołak Khel. W końcu kościej został zniszczony zaklęciem druidki Visenny, matki Geralta. Imię Visenna pochodzi z ,,Encyklopedii staropolskiej’’ Zygmunta Glogera.



Vranowie byli rasą okrutnych humanoidów o czerwonych oczach zajmujących pół głowy. Uciskali ludzi we współpracy z Frenegalem i jego potworem, kościejem. Tworząc te istoty Sapkowski zainspirował się wizerunkiem kosmity na okładce niemieckiego czasopisma o fantastyce. W adaptacji komiksowej autorstwa Macieja Parowskiego i Bogusława Polcha, vranowie przypominają uczłowieczone gady (polski wkład w mit o Reptilianach).




Bobołaki (możliwe nawiązanie do słowiańskiego demona zwanego bobo) były niskimi humanoidami. Pokrywało je futro. Miały błyszczące oczy i ostre zęby. Jeden z nich, imieniem Khel został śmiertelnie raniony w walce z kościejem.



Muzykantami zdążającymi do mistycznego miasta, Bremy byli: pies Kersten, szczur Itka i chomik Pasibudruk. Zwierzęta te namawiały laboratoryjną kotkę Debbe, aby przyłączyła się do nich, lecz nie chciała. Opowiadanie o Muzykantach powstała pod wpływem bezsilnego gniewu Autora na sąsiadów męczących zwierzęta, zwłaszcza koty. Ilekroć rozbrzmiewał krzyk katowanych zwierząt, otwierało się przejście do równoległego świata. Przybywali z niego mściciele (tacy jak skorki mogące zadawać rany swoimi cęgami czy demon Krostowaty) wymierzający srogą karę okrutnym ludziom. Natomiast mały chłopiec i jego babcia, którzy byli dobrzy dla swojej kotki, zostali przez nią ocaleni przed zagładą.



Gdzieś na skraju mazurskiej wioski mieszkała w latach 90 – tych XX wieku współczesna czarownica nazywana starą doktorką. Czciła Wielką Boginię. Posiadała w swojej otwartej dla wszystkich potrzebujących chacie magiczne księgi, w tym XVII – wieczny, staropolski przekład ,,Necronomiconu’’ oprawione dla niepoznaki w okładki Encyklopedii Orgelbranda.



Deskath był jednym z demonów opisanych w staropolskim przekładzie ,,Necronomiconu’’. Przybierał postać trubadura w czarnym płaszczu lub płonącego chłopca. Wbrew ostrzeżeniom starej doktorki uwiódł nieatrakcyjną i nieszczęśliwą, młodą kobietę Monikę Szreder. Zyskała ona wówczas nadludzką urodę i potencję seksualną. Wykorzystała je mszcząc się na niewiernym kochanku.



Po wielu przygodach wiedźmin Geralt i czarodziejka Yennefer pobrali się w położonym na bagnach zamku Rozrogu należącym do starego i zniedołężniałego króla Herwiga. W uroczystościach ślubnych i weselnych wziął udział min. poeta Jaskier, czarodziejka Triss Merigold, kapłanki, Matka Nenneke i Iola ze świątyni Melitele, zmiennokształtny Tellico, hobbity, smok Villentremerth, książę Agloval z syreną Sh’eenaz, treserka krokodyli, prostytutki, druid Myszowór, jarl Crach an Craichte z synami Lokim i Ragnarem, Freixenet wraz z żoną driadą i gromadą córek (również driad), medium płci żeńskiej, dwóch proroków (jeden fałszywy) oraz gnom Percival Schuttebach przyniesiony w worku przez rozbójnika Vissinga. Obecna była również wiedźminka Cirilla razem z arturiańskim rycerzem Galahadem, poszukującym Świętego Graala. Jaskier powiedział młodemu rycerzowi, że poszukiwanym przez niego Graalem był Cirilla (możliwe nawiązanie do teorii widzących w Graalu symbol kobiecej płodności). W opowiadaniu tym najbardziej spodobały mi się słowa Geralta do Cirilli. Wiedźmin radził swej ciężko doświadczonej przez złych ludzi, przybranej córce, aby porzuciła pragnienie zemsty: ,,Stoisz nad przepaścią, córeczko. Za twoją Mistle nie wystarczy tysiąc śmierci. Strzeż się nienawiści, Ciri, ona żre jak rak’’.




Kot z Cheshire nosił imię Chester. Był rudy, lubił wylegiwać się na drzewie, a jego uśmiech było widać po staniu się niewidzialnym przez jego właściciela. Mieszkał w Krainie Czarów (właściwie: Dziwów) razem z takimi stworzeniami jak irytujący nietoperz Radetzky, Marcowy Zając (Archie), Szalony Kapelusznik i wiecznie zaspany Suseł. Potrafił przemieszczać się między światami i epokami. W naszym świecie koty uznawały w nim swojego władcę. Uratował zabłąkaną Alicję Liddel (dziewczynka trafiła do Krainy Czarów po zatruciu się laudanum). Spotkał też matematyka i pisarza Charlesa Lutwidge Dogsona i zaproponował mu użycie pseudonimu Lewis Carroll. Jednocześnie Sapkowski uczynił z kota z Cheshire samego diabła, nawiązując do popularnego toposu łączącego te sympatyczne zwierzęta ze złymi duchami.


,,Chester jak przystało na demona, ma kilka wcieleń. Przedstawia się bowiem jako biblijny demon Legion. W opowiadaniu znajdziemy więcej nawiązań do Pisma Świętego. W odniesieniu do głównego bohatera pojawiają się takie określenia jak princeps potestatis aeris (tłumaczone jako ‘książę mocy powietrza’) oraz quarens quem devoret (‘jak lew ryczący krąży’). Zwierzę tytułuje się też Malignusem, co z kolei odsyła czytelnika do Medytacji Kartezjusza, w których pojawia się pojęcie genius malignus, czyli ‘zły duch’’’ - Anna Goworek ,,Demon wiedźmy. Literackie przedstawienia kota – diabła i kota czarownicy na wybranych przykładach literatury światowej i polskiej (XIX – XXI wiek)’’



Królowa Mab była wróżką zsyłającą sny, o której pisał William Szekspir w tragedii ,,Romeo i Julia’’. Sapkowski nadał jej imię okrutnej królowej Krainy Czarów. Rozgrywała mecze krykieta używając jeży zamiast piłek i służyli jej żołnierze zwani Les Couers, noszący na mundurach znaki z kart do gry. Chester uratował przed nią Alicję, rozszarpując kilku Les Couers.



Czarownice z Mischief Creek zamieszkiwały leśną osadę w XVII – wiecznych koloniach angielskich w Ameryce Północnej. Czciły Wielką Boginię, używały mydła i lubiły seks. Mężczyźni w Mischief Creek byli niewolnikami swych żon, pozbawionymi w magiczny sposób inteligencji. Nadawali się tylko do prac fizycznych i uprawiania seksu. Owa matriarchalna społeczność pomagała ukrywać się innym kobietom ściganym za czary, bezwzględnie rozprawiając się z ich prześladowcami.



Morholt z Ulsteru, główny bohater opowiadania ,,Maladie’’ był irlandzkim rycerzem, znanym z tego, że stoczył pojedynek z Tristanem. Pod piórem Sapkowskiego, Morholt z wroga Tristana, stał się z czasem jego przyjacielem i powiernikiem jego nieszczęśliwej miłości do Isoult (Izoldy Złotowłosej). Sam Morholt kochał Branwen, służącą Izoldy, która w romansie dała jej napój miłosny. Rycerz był poganinem, przekonanym, że w jego rodzinnym Ulsterze nigdy nie będą miały miejsca walki na tle religijnym. Mimo niechęci do chrześcijaństwa tolerował je. Po ciosie otrzymanym w głowę cierpiał na zaniki pamięci. Miał też wizję życia pozagrobowego jako ciemnego korytarza. Jest to opowiadanie min. o zderzeniu dwóch cywilizacji; celtyckiej i chrześcijańskiej. Doceniam w nim to, że zamkowy kapelan, z którym Morholt rozmawiał o religii, został ukazany jako postać pozytywna, a nawet rzucił miecz broniącemu się pogańskiemu rycerzowi.



1 Odsyłam do posta ,,Spanienkreuz’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Dzieje Tristana i Izoldy’’.

czwartek, 15 czerwca 2023

Refleksja polityczna cz. 52




 Miejsce lewicy jest na ... śmietniku historii. 

Oniricon cz. 920

     Śniło mi się, że:



- znalazłem w sklepie najnowszy numer ,,Myszki Miki'', w którym był komiks o Wiedźmie Mim i uznałem, że wolę ,,Kaczora Donalda'',



- zdziwiłem się po latach widząc, że moja recenzja pierwszego tomu trylogii ,,Takeshi'' Mai Lidii Kossakowskiej liczy zaledwie trzy linijki,



- w wieku przedszkolnym spotkałem na ulicy kota Tip Topa, który uderzał się łyżką od zupy w łapę (wymyślone na jawie),



- uznałem, że na tle Rustama blado wypada nie tylko Tadeusz Soplica, ale także bohaterowie ,,Trylogii'' Sienkiewicza,



- z powodu wojny na Ukrainie odmówiłem sobie przeglądania rosyjskiej książki kucharskiej,



- nocowałem pod księgarnią, zabrałem do domu stary i uszkodzony egzemplarz baśni japońskich z niebieskim smokiem na okładce, zamierzałem wpisać książkę do bibliografii dla fantastów, w jednej z baśni występował Jezus Chrystus gromadzący ,,blidy'', czyli wróżebne kości zwierząt,



- Marek Skwarczyński napisał artykuł o syrenach, który zamierzałem wpisać do bibliografii dla fantastów,



- o. Marian Pirożyński napisał, że nie jest uchybieniem grzeczności spóźniać się jadąc pociągiem do Szczecina,



- pisałem, że Nicolas Flamel był filantropem i lichwiarzem oskarżonym o czary przez  dłużników,



- jakiś ksiądz mówił, że Kościół powinien przeprosić za krytykę ,,Harry'ego Pottera'',



- w XXI wieku Wietnam znów podzieli się na dwa państwa,



- jako dorosły człowiek wróciłem do swojego przedszkola, gdzie wszystkie ściany były białe, zaś obowiązki wychowawcy pełnił Japończyk w stroju karateki noszący pęk rózeg liktorskich, a ja pozdrowiłem go słowami: ,,Faszyści górą!'',



- skrzat Chowaniec pokonał Beboka, z którym walczył uzbrojony w kwiaty ostu,



- papież Franciszek kanonizował Martina Luthera Kinga i Matkę Teresę z Kalkuty, mimo, że byli protestantami,



- grałem w kalambury z Matiełasem ov Jarceviciusem i podałem do odgadnięcia imię św. Matki Teresy z Kalkuty,



- w brytyjskiej książce historycznej Józef Piłsudski został zaliczony do szaleńców, bo nie chciał zrezygnować z palenia papierosów, choć wiedział, że szkodzą zdrowiu,



- Witold Jabłoński opisał jak w średniowieczu potajemnie mumifikowano zmarłą zakonnicę, wstrzykując jej przez nos jad pszczeli, zapytałem autora skąd wziął takie informacje,



- słowiański wojownik sprowadził ruchem dłoni z nieba na ziemię boga ognia Swarożyca, 



- w liceum modliłem się do Głowy Jezusa, a jakiś ksiądz porównywał mnie do łowców głów, uznałem, że nabożeństwo to nie jest obowiązkowe,

- poseł Stanisław Szur wziął w Sejmie udział w minucie ciszy poświęconej ofiarom zamachu bombowego w Watykanie, chociaż był neopoganinem, modlił się do Jezusa za ofiary zamachu. 

środa, 14 czerwca 2023

Bebok

 

,,Dzieci drżały przed bebokiem – potworkiem niewielkiego wzrostu, który pomagał rodzicom w dyspcyplinowaniu pociech. Ostrzeżenie ‘Nie rób tak, bo cię bebok zabierze’ podobno potrafiło zdziałać cuda. Słabością demona był jego wzrost i ograniczone siły – nie potrafił sobie poradzić z wyższymi od siebie, stąd jego ofiarami padali tylko kilkulatkowie. Atrybutami tego karła są kij służący do bicia niegrzecznych dzieci oraz worek, do którego chowa szczególnie dokazujące urwisy. W niektórych miejscowościach bebok może przybierać postać półczłowieka, pół zwierzęcia. Mieszka w ustronnych i spokojnych miejscach, ale zawsze blisko rodziny, kiedy zajdzie taka potrzeba’’ - Anna Willman (red.) ,,Folklor polski. Sztuka ludowa, tradycje, obrzędy’’  



W erze jedenastej na dzieci czyhało wiele niebezpieczeństw. Do kołysek zakradały się okrutne mamuny, to jest upadłem rusałki mające dwie żmije zamiast piersi. Mamuny wykradały niemowlęta i pożerały je. Dziecię mogło być również porwane i podmienione przez subele o kosmatych nogach, a także przez złośliwe skrzaty nazywane dziadkami i mężykami. W Międzyraju mordowaniem dziatek zajmowały się czarownice Lilith i Karina, zaś w Valkanicy dzieciątka były pożerane przez Lamię, mającą zamiast nóg żmijowy ogon. W Aplanie rodzice straszyli swe pociechy, że gdy będą niegrzeczne, zabierze je do worka pral z jednym rogiem, podziobie trupiosiny paw albo pogryzie borsuk demoniczny o białych oczach i cuchnącym oddechu. Po drogach i bezdrożach Królestwa Altamiry włóczył się nocami ponury Człowiek z Workiem, do którego wsadzał niegrzeczne dzieci i zabierał je daleko od rodziców. W dalekiej Białopolsce, wśród wiecznych śniegów, zagrożenie dla maluchów stwarzały kosmate teryki będące rodzajem małpoludów. Dzieci straszono też czarownicami, jędzami, wilkami, południcami, utopcami i wilkami oraz uzbrojonymi w widły Čortami o ostrych rogach.



*


Za panowania Lecha II w aplańskiej dzielnicy nazywanej Zdrojnikiem, stała mała wioska nazywana Gmińskiem. Mieszkał w niej w drewnianej chacie o bielonych ścianach rataj Bułak z żoną Domochą. Mokosza, Szafarka Płodności pobłogosławiła ich piątką dzieci; trzema córkami i dwoma synami o złocistych włosach i roześmianych oczach. W legendzie zachowało się imię tylko jednego z tych dzieci. Kmoś był zarówno najmłodszy jak też najbardziej psotny i przekorny. Nic sobie nie robił z upomnień rodziców. Z lubością przekraczał wszystkie ich zakazy i nakazy, zaś ojciec i matka za bardzo go kochali, aby karcić zbyt surowo. Psotny Kmoś tłukł gliniane miski, wyrywał pióra kogutowi, ciągnął psa Burka za ucho, a kotkę Mruczkę za ogon, zrywał i brudził suszące się pranie, deptał zboże, łamał sadzonki drzew, lepił kulki z chleba, oddawał mocz i stolec do paleniska, brudził sadzą ściany oraz przezywał i bił młodsze dzieci. Matka powiedziała mu po raz chyba setny, aby nie zaglądał do studni.



- Nie patrz do środka, bo są tam utopce i wciągną cię!

- Skoro w wodzie są utopce i do tej wody sikają, to czemu wy ją pijecie? - Odparł rezolutnie Kmoś i pokazał rodzicielce język.

Domocha często płakała z powodu swego syna, który był taki krnąbrny i nieposłuszny, a do tego wielce leniwy do roboty. Któregoś dnia załamała ręce i wykrzyknęła z rozpaczą.

- Będziesz taki niegrzeczny to weźmie cię Bebok i wsadzi do worka!

Kmoś nie przejął się groźbą i wystawił język na całą długość. Tymczasem jak się miało okazać, słowa bezradnej matki zostały wypowiedziane w złej godzinie. Po kolacji Kmoś ułożył się w swoim łóżeczku. Zasypiając uśmiechał się, obmyślając nowe psoty. Przez pogrążone we śnie Gmińsko skarał się Bebok. Bajarze opisywali go jako nagiego pokurcza pokrytego lśniącą, smoliście czarną skórą. Ostre i nastroszone włosy na jego głowie przypominały szczecinę dzika. Bebok miał wielkie oczy płonące szkarłatnym ogniem, długie i białe kły wystające zza smoliście czarnych warg, pękaty brzuch oraz cienkie, kościste kończyny, z których każda zakończona była trzema szponiastymi palcami. Niósł zarzucony na plecy stary worek, jak opowiadają niektórzy, uszyty ze szczurzych skórek. W lewej łapie trzymał grubą rózgę najeżoną cierniami. Stwór stanął przed chatą Bułaka i Domochy. Burek wyczuł intruza i począł ujadać. Jednak Bebok uśmiechnął się od ucha do ucha i przyłożył długi palec do ust. Pies zamilkł momentalnie i ukrył się w budzie. Pamiętał jak Kmoś był dla niego niedobry. Bebok, cicho jak złodziej, zakradł się do chaty. Jego szpony działały jak najlepsze wytrychy, którym nie mogły się oprzeć żadne zamki. Dzieci spały smacznie. Również Kmoś nie przeczuwał nic złego, kiedy Bebok go pochwycił. Chłopczyk wrzasnął przerażony, lecz straszydło ścisnęło go mocno za gardło, wrzuciło do worka i wyskoczyło ze swym łupem przez okno.

- Mamusiu, jakiś Čort zabrał Kmosia! - Jedna z sióstr niegrzecznego chłopca opowiedziała o całym zdarzeniu swojej matce.



Wtedy Domocha pojęła jak wielką moc mają słowa. Jej serce napełniło się wielkim bólem, oczy zaś łzami. Nic już jej nie cieszyło, nawet czwórka pozostałych w domu, a do tego grzecznych dzieci. Skierowała swe kroki do komory gdzie rzuciła przed siebie trzy ziarenka prosa i jeden srebrny guzik. Wówczas z ciemnego, zakrytego pajęczynami kąta wyszedł skrzat Chowaniec z rodu Uboża. Był chudy jak Kościej i miał długą, popielatą brodę. Łysinę zakrywał słomkowym kapeluszem.

- Pomóż mi, panie, odnaleźć synaczka! - Załkała Domocha.

- Nie klękaj przede mną, bo nie jestem z rodu Enków, jeno prosty skrzat domowy. Źle, że dałaś się ponieść emocjom i nieopatrznie wezwałaś Beboka – Chowaniec uniósł chudy palec karcącym gestem – jednak nie wszystko stracone. Bebok, choć należy do sług smoka Rykara, nie ma mocy zabijania dzieci. Twój syn wróci do ciebie żywy, a ja mu w tym pomogę.

- Jak mam cię wynagrodzić, gdy już przyprowadzisz z powrotem mojego Kmosia? - Spytała z nadzieją Domocha.

- Wystarczającą zapłatą będzie dla mnie spodek mleka i wasze szczęście rodzinne – odrzekł Chowaniec po czym zniknął w cieniu komory.

Skrzat nie tracił czasu. Czym prędzej dosiadł szarej i chudej kotki noszącej imię Sfinga, która nie wydała jeszcze na świat kociąt. Rozpytując się wiatru i Księżyca, podążał na jej grzbiecie wprost do pieczary Beboka, która ukryta była wśród leśnych ostępów.


*


Kmoś płakał i darł się wniebogłosy, kiedy Bebok zapamiętale smagał jego obnażone pośladki srogą rózgą. Dziecko nie mogło liczyć na litość demona. Bebok lejąc Kmosia szczekał jak pies, miauczał jak kot i piał niczym kogut, któremu niesforny chłopiec wyrywał pióra z ogona. Męczarniom urwisa położyło kres przybycie Chowańca na grzbiecie kotki Sfingi.

- Ostaw to dziecię w spokoju, Beboku Już zostało ukarane!

- Wal się! - Prychnął Bebok nie przerywając bicia dziecka.

Wówczas Chowaniec otworzył zawieszony na szyi flakonik zawierający wodę z Sobotniej Góry. Chlusnął nim na Beboka, parząc jego čortowską skórę jakby żywym ogniem. Bebok wrzasnął przeraźliwie po czym przybrawszy postać smoliście czarnej hieny z czerwonymi oczami, uciekł z jaskini, wykrzykując słowa nieprzystojne. Chowaniec podszedł do Kmosia. Pokropił cudowną wodą jego rany zadane ciernistą rózgą, a te wnet zagoiły się, nie zostawiając nawet blizny.

- Chodź, zaprowadzę cię do mamy – powiedział łagodnie Chowaniec. - Otrzyj łezki, a od tej pory bądź już grzeczny.

- Obiecuję – powiedział Kmoś.

Wszyscy domownicy ucieszyli się, gdy mały urwis powrócił cały i zdrowy.

- Mamo, tato, ja już nie będę wam sprawiał przykrości – zapewnił Kmoś, tuląc się do rodzicielki.