wtorek, 7 stycznia 2014

Oniricon cz. XIII

Śniło mi się, że:


- Włochy zaatakowały Rumunię,



- gościłem w swoim domu Andrzeja Sapkowskiego, który zajrzał na mojego bloga (pomyślał, że to blog mojej Mamy) oraz przyrządził jakąś wymyślną potrawę z węgierskim sosem pomidorowym,



- na studiach płakałem gdy profesor zrezygnował z projekcji filmu ,,Niekończąca się historia''; mówiłem o tym ubranej na czarno dziewczynie z czarnymi, spiczastymi tipsami, która skojarzyła mi się z czarownicą Xayidą, a także protestowałem gdy kolega ze studiów chciał mnie porównać do wilkołaka Gmorka,



- jakiś pracodawca w rozmowie kwalifikacyjnej kazał ubiegającej się o pracę kobiecie powiedzieć jak rozwiązałaby pewne zadanie gdyby była Filippą Eilhart, a ona nie wiedziała kto to taki (mnie na rozmowie kwalifikacyjnej kazano sobie wyobrazić, że jestem Fantasy Girl),



- w Szczecinie ma powstać drugie muzułmańskie centrum handlowe ,,Nowy Oman'',



- pomyślałem, że Jolanta Łaba lepiej zna się na fantasy niż Małgorzata Nawrocka,



- byłem w domu towarowym, który włoska mafia wykorzystywała do prania brudnych pieniędzy, nocą przed sklepem biłem się z mafią, jej boss zamienił się w Mussoliniego, a ja złapałem go za ręce i kręciłem nim w powietrzu, aż go wykończyłem,



- z ,,publicznej - prywatnej'' toalety Kiepskich korzystały jakieś dziewczynki; jedna z nich (blondynka) rozmawiała z Haliną Kiepską,
- w Szczecinie miała miejsce impreza integracyjna dla chrześcijańskich rodzin,



- Jolasia Pupa - Kiepska naraziła się całej swojej rodzinie, więc upozorowała swoją śmierć, a gdy wszyscy po niej płakali, zjawiła się na wózku inwalidzkim z krótkimi, ciemnobrązowymi włosami i wszyscy się na nią gniewali, że ich oszukała,



- pojechałem do Brazylii, aby się kąpać w Atlantyku, lecz woda była zimna,



- mieszkałem na obozie w lesie i cały czas martwiłem się, że nie ma normalnych toalet,
- wszy zostały wyhodowane w zamierzchłych czasach w Ameryce Południowej na potrzeby walki biologicznej,



- widziałem grecki model kulistego Wszechświata, gdzie na szczytach górskich opierał się Hades, na dole zaś znajdowały się Olimp i Antychton,



- brałem udział w ćwiczeniach gimnastycznych dla żołnierzy, które prowadziła Ewa Chodakowska; jeden z żołnierzy chciał się ze mną bić, a pani Ewa nie miała nic przeciwko temu,



- prezydent Bronisław Komorowski usunął Magdalenę Kozak z wojska,



- byłem Anharem i w swoim nowym domu znalazłem dodatkowy, przestronny pokój, Teresa zabrała mi przybory magiczne, lecz zwróciła cenne pamiątki rodzinne, ja zaś dałem jej laurkę zdobioną białym futerkiem.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

,,Mędrcy świata, Monarchowie....''

,,I jeszcze wam powiem, że pierwszy z trzech Magów był z Sawy, drugi z Awy, zaś trzeci z Kaszanu'' - Marko Polo ,,Opisanie świata''



,,Ku ojczystej stronie
Wracali niegdyś od Betleem żłobu
Święci królowie - dwóch Magów i Scyta.
Ów król północny zaszedł w nasze żyta,
Zabłądził w zbożu jak w lesie - bo zboże
Rosło wysokie jak las w kraju Lecha; [...]'' - Juliusz Słowacki ,,Balladyna''.



Dziś przypada Dzień Objawienia Pańskiego, zwany potocznie Świętem Trzech Króli (Dyń ov Ty Royken, Dien' Trech Krałov, Dienas Tris Kiralii). Owi trzej władcy czy też magowie, zwani w Tradycji Kacprem, Melchiorem i Baltazarem symbolizują świat pogański otwierający się na Zbawiciela. Przesłaniem dzisiejszego święta jest możliwość zbawienia w Chrystusie dla ludzi wszystkich ras, narodów, języków i kultur, a nie tylko dla Narodu Wybranego. Rysowane tego dnia poświęconą kredą na drzwiach mieszkań inicjały Trzech Mędrców znaczą również ,,Christus Mansionem Benedicat'' - ,,Niech Chrystus błogosławi mieszkanie''. Po długiej sejmowej batalii z przeżytkami komunizmu, znów jest to dzień wolny od pracy.
Uprawiający magię, niejaki Reinmar z Bielawy (bohater ,,Trylogii husyckiej'' Sapkowskiego) myślał, że jest to dobre, bo przecież Trzej Królowie, którym jako jednym z pierwszych dane było widzieć Chrystusa, byli magami i astrologami. Jednak Reynevan nie miał racji, bo ,,Biblię'' interpretował w sposób wyborczy (tzn. wybiórczy). Po pierwsze Mędrcy ze Wschodu oddali cześć Jezusowi a nie gwieździe, a potem wrócili już inną drogą. Po drugie Jezus rozróżniał między grzechem a grzesznikiem - to, że nie przekreślił pogańskich astrologów czy prostytutek nie znaczy wcale, że uważał astrologię czy prostytucję za coś dobrego !!! Pokazuje to też, że Bóg pozwala się znaleźć tym, którzy Go szczerze szukają.
W dzieciństwie czytałem legendę o ... czwartym Magu - Artabanie z Medii, który jako dar dla Jezusa niósł szafir, rubin i perłę. Spóźnił się i resztę życia szukał Jezusa, zaś przeznaczone dla Niego klejnoty rozdał potrzebującym. W końcu gdy umarł, spotkał Chrystusa, którego nie wiedząc o tym uczcił trzykrotnie ratując bliźnich. 

piątek, 3 stycznia 2014

Oniricon cz. XII

Śniło mi się, że:


- w ,,Mgłach Avalonu'' była scena ukrzyżowania Jezusa, w której przebito Mu serce włócznią zanim doszedł na Golgotę, a ukrzyżowany został już martwy,





- byłem w Rosji gdzie mówiłem po polsku, lecz nikt mnie nie zrozumiał,





- pomyślałem, że mityczna Meduza nawet jeśli nie miała węży zamiast włosów, a tylko węże we włosach, to i tak była straszna,
- byłem na obozie wojskowym prowadzonym przez p. Filipusa ov Falconiusa, gdzie uczyłem się, że będąc żołnierzem nie mogę strzelać do obiektów cywilnych pod groźbą śmierci,





- na owym obozie opowiadaliśmy na przemian fantastyczną historie; opowiadałem o spłodzonych przez alchemików potworach podobnych do nietoperzy, które spaliłem psikając dezodorantem w ogień; przysłuchiwał się nam Juraj Červenák,





- w najnowszym numerze ,,Egzorcysty'' potępiono ,,satanistę Jakuba W.'' (Jakuba Wędrowycza), UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie miało miejsca na jawie,




- pewnego króla mieszkającego w chacie nawiedziła grupa złych czarownic, które wygnane z chaty opuszczały ją przez kominek pod postacią czarnych kotów; ostatnia z czarownic o jasnej cerze, odziana w srebrzystą suknię nie chciała się wyprowadzić i wmawiała królowi, że jest dobra, podczas gdy była zła, w jej wygnaniu przyszedł pomóc olbrzym o srebrzystej skórze i białych oczach,





- w Oksfordzie każdej zimy pada dużo śniegu,





- spotkałem Andrzeja Pilipiuka i chciałem się go zapytać czy zawsze jest źle, jeśli w jednym utworze dwóch bohaterów nazywa się podobnie; to znaczy co sądzi o tym, że w ,,Wilczarzu'' Marii Siemionowej występowali bracia Dobrosław i Dobromir,
- w moim laptopie zerwał się zawias łączący monitor z klawiaturą,





- MZK wydaje albumy promujące kanibalizm,





- rozmawiając z J. R. R. Tolkienem dowiedziałem się, że w Śródziemiu znano samochody, radio, telewizję i Internet,



- we ,,Władcy Pierścieni'' występował sfinks,





- dominikanin o. John Boshobora leczył mocą diabła, UWAGA: To tylko sen, w rzeczywistości działalność o. Boshobory jest dobra i akceptowana przez Kościół, a przyśnił mi się w ten sposób, ponieważ zlał mi się we śnie w jedno z ... heretykiem Anthonym de Mello,
- dzwoniłem do kogoś przez telefon i mówiłem, że się schowam w szafie lub kącie,





- spotkałem w miejscu przypominającym szczecińskie Jasne Błonia amerykańską, starą i kłótliwą lesbijkę Gormę o długich, szarych włosach, która twierdziła, że jest ekspertem od twórczości Joanne K. Rowling,



- blogger Samodzielnie Myślący Polak opowiadał grupie młodzieży o rywalizacji Białych i Czarnych Nenadertalczyków, których nazywałem Vakilis Naradami i Nir – Naradami.

Mąż Stanu

Po aresztowaniu księży w 1954 roku, kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych stał się ruiną i nikt doń



nie uczęszczał (przynajmniej tak myśleli mieszkańcy Mokotowa). Budynek został oficjalnie przeznaczony do rozbiórki, ale tylko na piśmie. W rzeczywistości co noc dochodziły stąd tajemnicze dźwięki, inspirujące ludność warszawskiej dzielnicy do snucia w cieple kaloryferów, w długie zimowe wieczory, przerażających legend i baśni. Co się jednak stało z kapitanem Sadłowskim i Lawendycją? Posłuchajmy...



W ruinach świątyni przebywało tej nocy wielu członków ZSMP należących do Dziadostwa. Panował mrok rozjaśniany jedynie blaskiem pochodni, rzutującym na portrety diabłów, śmierci, pierwszego Antychrysta - Lenina i obecnego - Breżniewa i pierwszego sekretarza KC PZPR - Wielkiego Mistrza, Stanisława Kani. Miało tu miejsce typowe dla Dziadostwa, wymieszanie elementów satanizmu z komunizmem. Wszędzie pełno było krwi i innych szczątków ludzko - zwierzęcych walających się po podłodze. Nagle upity wódką tłum zaczął żądać śmierci schwytanych dzisiaj jeńców leżących na podłodze. Stało przy nich dwóch ludzi;



Czech Lubomir Kaldena, cały ubrany na czerwono, w barwy ustroju. Był to gość z Czechosłowacji, delegat SCzZDz Czechosłowackiego, trzymający sztylet w dłoni. Drugim człowiekiem był wódz zwycięskiego patrolu ZSMP, towarzysz Cyprian Koszmider.
- Zabijcie mnie, ale pozwólcie odejść kapitanowi! - nalegała Lawendycja, której zbrodniarze zabrali odzież i owinęli jak naleśnik żelaznym łańcuchem.
Była gotowa przebaczyć tym, którzy mieli ją zabić, choć była wyczerpana i tęskniła za mężem. Kaldena w odpowiedzi kopnął ją w policzek.
- Łaski! Łaski! - darł się związany, lecz z zachowanym odzieniem kapitan. - Zróbcie to tej babie! Sama prosiła! - krzyczał pełen trwogi, gotów po trupach wydostać się z upiornych ruin.
- To - wa - rzy - sz Kal - de - na! Lu - bo - mir! Lu - bo - mir! - skandował oszołomiony wódką tłum. - Za - bij! - klaskali w ręce. - Za - bij!
Czech zapytał się towarzysza Koszmidera, kogo najpierw uśmiercić z jego jasyru, a ten wskazał Sadłowskiego.
- Jestem z wami! - drżącym głosem bełkotał kapitan. - Zróbcie to jej!
- Pozwólcie mi pierwszej zginąć! - krzyknęła Lawendycja, lecz towarzysz Lubomir Kaldena z SCzZDzCz podszedł ze sztyletem do jeńca i ... wolę zaoszczędzić Czytelnikowi szczegółów.
- Kto wy jesteście? - groźnie pytał portier z karabinem, wystawiony przed wejściem w głąb ruiny.
- Jestem towarzysz Onufry Kurowiec ze Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej. Wiodę jeńców dla was. Przysyła mnie komendant, towarzysz Szaraczkiewicz! - rzekł wskazując na Pana Sołtysa.
- Możecie wejść - powiedział portier i przesunął się na bok.
Przez drogę jeńcy poznali, że eskortujący ich milicjant nie jest człowiekiem złym, tylko głęboko nieszczęśliwym i poszukującym sensu życia. Mogli z nim spokojnie rozmawiać, a ten poznawszy jeńców bliżej obiecał im  uwolnienie i pomoc w szukaniu ,,Solidarności''. Zwierzył się też ze swoich dylematów narodowościowych. Półmrok pochłonął wędrowców. Gdy Dziadowscy pili wódkę, rozprawiając o śmierci Sadłowskiego, oczy Łukasza współpracując z blaskiem pochodni, ujrzały dramatyczne sceny, kiedy w międzyczasie Kurowiec zdjął mu kajdanki z przegubów dłoni. Strzał. Kaldena przewrócił się i chlusnął krwią z ust. Nad nim stał Koszmider z dymiącym pistoletem w wyciągniętej dłoni. Drżał.
- Niech nikt nie waży się zabić tej kobiety! - krzyknął do upojonego tłumu, który zdębiał. - Kiedy ją eskortowałem, Wielki Mistrz, towarzysz Kania zadzwonił i powiedział, że sam Antychryst - mówił z przejęciem - chce aby dostarczono ją do Moskwy żywą, w przeciwnym razie pojedziecie do gułagu! - ciekawe skąd na Kremlu dowiedziano się o Lawendycji?; musiało myśleć tak wiele osób. - Zabiję każdego kto ją ruszy choćby palcem, a ten nóż w głowie to znak falliczny! - retoryka towarzysza Koszmidera jakoś nie wszystkim trafiała do przekonania, bowiem rozległy się okrzyki ,,Zaprzaniec''! i niektórzy strzelali.
W ruinach zrobił się zator, bowiem Kurowiec też skorzystał z broni, aby odciągnąć uwagę widzów uzbrojonych po zęby od Lawendycji. Tymczasem Koszmider korzystając z zamieszania, jedną ręką chwycił ogniwo łańcucha krępującego Lawendycję, ledwo żyjąca z wyczerpania, a drugą dłonią uchwycił się ogromnej, czarnej kotary i począł wciągać po niej kobietę w górę. Żelazne ogniwa wrzynały się w ciało i



kaleczyły je, a nieoczekiwany ratownik skakał po parzących ogniem żyrandolach niczym Tarzan. Jedną ręką dźwigał Lawendycję oplątaną łańcuchem z taką łatwością jakby była torbą pełną wydmuszek.
- Trzeba go zastrzelić! - wrzasnął odwieczny rywal Koszmidera, towarzysz Ewald Culeter.
Jedną dłoń Koszmidera pokrywały białe bąble kontrastujące z ogólnym zaczerwienieniem, a drugą zdobiła głęboka bruzda wyżłobiona ciężkim łańcuchem.
- Nie patrz w dół! - zawył do Lawendycji, po czym sam zawisł na chwilę w powietrzu przeskakując



zwyczajem gibona między jednym żyrandolem z trupich czaszek a drugim.
Rozległ się strzał. Z dużej wysokości spadły na zakrwawioną posadzkę dwa ciała.
- On bronił mojej żony! - ze wzruszeniem i łzami Heniek rzucił się aby wyswobodzić Lawendcyję, leżącą na trupie Koszmidera (ostatnie jego słowo brzmiało: ,,Żyj''!) z utrudniających chodzenie łańcuchów.
W 2003 roku z jednym z wysokonakładowych czasopism ukazał się artykuł przypisujący to zabójstwo Łukaszowi. Bzdura - choć od 1999 roku najtężsi historycy kopie o nią kruszyli. W rzeczywistości winny był (według wszelkiego prawdopodobieństwa) Culeter, ewentualnie towarzysz Paweł Andrzejczak. Tymczasem w ruinach...
- Tak się cieszę, że żyjesz Przeciwmolówko! - cieszył się Pan Sołtys, a serdecznym przywitaniom nie było końca.
Lawendycja straciła ubranie, więc poluźniony łańcuch musiał je zastąpić. Palcem zamknęła powieki wytrzeszczonych oczu  śp. towarzysza Cypriana Koszmidera, po czym ucałowała jego zmaltretowane dłonie, a Heniek to powtórzył. Pan Sołtys w dowód szacunku zdjął cylinder, tym samym ratując go przed przestrzeleniem kulą na wylot. Ma się rozumieć, że ruiny kościoła na Mokotowie to nie sielanka. Dziadowscy kierowani przez Culetera i Andrzejczaka otworzyli ogień, a Kurowiec nie pozostał dłużny.
- Spasajtes ludy! - zakomenderował do naszych przyjaciół, a sam zabezpieczywszy tyły wyjął z kieszeni jakąś czerwoną pałeczkę, dotąd skrzętnie ukrywaną przed oczami zwierzchników i stojąc w bramie rzucił tajemniczym przedmiotem w jedną z pochodni, po czym zdążył dołączyć do uciekinierów. Miał szczęście! Całym Mokotowem wstrząsnął potężny wybuch, niczym trzęsienie ziemi, czy erupcja wulkanu, który wnet pozapalał wszystkie światła w domach całej dzielnicy i wyprowadził setki radiowozów.
- Ukraino! - wołał Kurowiec zrzucając na chodnik milicyjną czapkę. - Tej nocy pomściłem twoje krzywdy, zabiłem mnóstwo Lachów - chciał w ten sposób rozliczyć się z przeszłością, - ale zrobiłem to po to aby ratować innych Lachów. Teraz wyjdź z mojego serca i ustąp miejsca Polsce! - kiedy to krzyczał był jakby w ekstazie, cały mokry od potu i drżący jak osika, nie zdawał sobie sprawy co ostatecznie powiedział. Myślał




tylko jedno - w gruzach zginął stary Onufry, dzielny Ukrainiec, który zginął podobnie jak Samson razem z nienawistnymi Filistynami.
On, potomek Kozaków, wylał krew, aby zlać ją w jednym naczyniu łona polskiej ziemi w jedno z krwią



polskiej ,,satano - komuny'', aby zrodziło się morze do utopienia nienawiści potomków Wandy i Irosława. Milicyjną czapkę zrzucił nowy Onufry, który teraz zapragnął spalić za sobą mosty (i wysadzić ruiny...) stać się Polakiem, kochać Polskę, wstąpić do ,,Solidarności'' i zacząwszy nowe życie walczyć ze złem. - Uciekajmy kanałami! - zakomenderował jak przez sen, a sam zniknął ostatni w okrągłym otworze w jezdni.
- Dobrze, że oprócz nas nie chcieli złożyć więcej ofiar! - powiedziała Lawendycja, której powoli zaczynały kleić się oczy.
Kiedy stanęli wszyscy w kanale ściekowym nad głowami jeździły radiowozy MO, propagandyści z



,,Dziennika Telewizyjnego'' pletli koszały - opały o zamachu bombowym dokonanym przez Amerykanów, a zwykli ludzie opowiadali dzieciom o meteorycie, który powrócił na Ziemię i wyszły z niego dinozaury



(w 1990 roku został wydany zbiór dla nieco starszych dzieci pt. ,,Legendy Mokotowa'' i to jest opowiadanie końcowe). Wszyscy przemierzali kanał szukając ucieczki i starając się nie okazywać lęku czy obrzydzenia. Heniek prowadził żonę za rękę, aby nie utonęła upadłszy w jakąś dziurę. Nagle oczom wygnańców ukazała się tajemnicza, męska postać ubrana na biało z naciągniętym kapturem i w gumiakach.
- Kim jesteś? - zapytał Pan Sołtys tajemniczego człowieka, lecz ten milczał.
- Kim jesteś? - ponowił pytanie, a w kanale słychać było tylko pisk szczurów.
- Kim jesteś? - zapytał po raz trzeci , lecz zamiast odpowiedzi otrzymał ciszę.
W końcu zafrasował się i zaczął żywić obawy, z każdą sekundą coraz straszniejsze.
- A może - na języku poczuł słony smak potu - ty jesteś ubekiem! - wykrzyknął przerażony. - Wiesz, że przyszliśmy szukać ,,Solidarności'' i wyszedłeś ku naszej zgubie! - w kanale zapadła złowroga cisza, a Pan Sołtys zachlupotał adidasami w zielonej cieczy i stanął przed tajemniczą postacią twarzą w twarz. - Możesz mnie zabić, ale ich oszczędź - prosił Pan Sołtys. - Kacie, czyń swoją powinność! - mówiąc to wczepił się w jego ramiona, a w oczach świeciła mu desperacja.
Nagle człowiek w białym płaszczu dotknął ręką biodra Pana Sołtysa i ten syknął z bólu. Nie mógł już chodzić tak sprawnie jak poprzednio. Następnie zdjął kaptur ukazując wąsatą twarz.




- Jestem Mężem Stanu - kiedy to powiedział wszyscy oprócz Czubka padli na kolana,
- Panie - trwożnie mówił Pan Sołtys - tyś jest Liberator!



- Polska i Navia twoją domeną! - Pani Sołtysowa.
- Tyś Omega, syn Alfy! - chwalił Łukasz.
- Wow! - szczeknął Czubek.
- Mariophoros! - Lawendycja wyciągnęła ręce w górę.
- Łamiący potęgę Kremla! - wołał Heniek de Slony.
- Łycar! - chwalił były milicjant Onufry Kurowiec.
- Znamienityj czełowiek! - czy rodzice Dymitra i Nataszy przypuszczali kiedyś, że ich dzieci będą tak entuzjazmować się na widok Polaka?
Od wznoszenia haseł zrobił się hałas płoszący szczury. na powierzchni gdzieś daleko wznosiła się Moskwa - więzienie narodów, a bliżej była filia tego więzienia - Polska Rzeczpospolita Ludowa. Polskę skatowano, skrępowano łańcuchami, nadano jej nowe imię - bluźniercze i aby móc wydzierać skarby z jej łona, związaną zrzucono w otchłań ogromnego Morza Mierzwy - Cloaca Sovietica. Ona jednak zawsze płynęła bliżej powierzchni niż inni Straceńcy. Nad brzegiem stanął tajemniczy, biało ubrany człowiek w gumiakach, Mariophoros, a tym samym Łycar....
- ,,Nie klękajcie przede mną, nie jestem żaden święty, ani męczennik...'' - mówił Mąż Stanu cytując Słowackiego.
- Panie - mówił w imieniu wszystkich Pan Sołtys, a Mąż Stanu zdjął mu paraliż  z biodra. - Przebyliśmy długą drogę z Pawlaczycy, wsi naszej na południe od Warszawy - kiedy to mówił, w kanale zaroiło się od ludzi noszących na ubraniach czerwony napis na białym tle NSZZ ,,Solidarność'' - bo w ,,Wolnej Europie'' mówili, że w Gdańsku tego roku powstała wasza organizacja i że waszmość przyjechał do Warszawy. - Mąż Stanu kazał przynieść krzesła dla wszystkich wędrowców, ale sam nie usiadł. - Dziękuję, panie dobrodzieju. nawet pan sobie nie wyobraża, ile było poświęcenia z naszej strony! Rok temu, tych troje moich dzieci - wskazał kolejno na Heńka, Łukasza i rumieniącą się Lawendycję - sprowadziło Żołnierza z Warszawy, morowego chłopa i on czołgiem wygonił komunę - Pan Sołtys nie używał tu zwrotu ,,Dziadostwo'' , wątpił bowiem, aby Mąż Stanu cokolwiek o nim wiedział. - Zbrodniarzy osądziliśmy, a prowodyra uwięziliśmy... Panie Navi, panie Liberator! - westchnął czerwony z podniecenia jak burak.
- Spotkało nas wiele przygód - mówiła Pani Sołtysowa - był dzisiaj strajk i milicjanci mordowali robotników, więc mój mąż włączył klakson i zbirom pospadały czapki z głów - Mąż Stanu uśmiechnął się pod wąsem - a potem milicja zarekwirowała nam samochód. Wcześniej pan Gienrich - wskazała na Heńka - spotkał człowieka, z który miał zatarg, była bójka, ale potem sobie przebaczyli. Ten człowiek wziął moją córkę - wskazała na ubraną w sam łańcuch Lawendycję, - lecz ich złapała ,,satanokomuna'' i uwięziła w ruinach tego kościoła, co przed godziną był na powierzchni. Tam zabili tego człowieka, a nas wprowadził milicjant, pan Onufry. Chcieli też zabić moją córkę, rozebrali ją i związali łańcuchem; takich mać! - Lawendycja była gotowa zapaść się pod ziemię jeszcze głębiej, - ale uratował ją jakiś obcy człowiek, z ,,satanokomuny'', lecz został zastrzelony. Potem umknęliśmy, a pan Onufry wziął dynamit i wysadził ruiny w powietrze. Potem uciekliśmy do kanału i spotkaliśmy Pana - skończyła opowiadać.
Pan Sołtys znów upadł na kolana i jął prosić.
- Pragniemy należeć do ,,Solidarności'' i każdą kroplę krwi i potu poświęcić na zmycie hańby komunizmu z Polski! - powiedział uroczyście.
Na wąsie Męża Stanu zaiskrzyły się perliste łzy.
- Nie mogę wam dać legitymacji. W 1951 roku zabiłeś człowieka - Pan Sołtys był w szoku i płakał, lecz przyjął to ulegle.
- Panią za to mogę przyjąć - zwrócił się do Pani Sołtysowej.
- Gdzie nie ma mojego Stefana, tam nie ma i mnie - odrzekła hardo, a tymczasem w brudnej wodzie klęczały inne postaci.
- Łukaszu, zabiłeś Jana Czarnego, nie nadajesz się do ,,Solidarności'' - mówił Mąż Stanu, a kolana Lawendycji zazieleniły się od ściekowych zanieczyszczeń.
- I ty jesteś nieczysta, Przeciwmolówko! - z bólem wyrzekł Mąż Stanu. - Wiem, że nie byłabyś zdolna zabić w samoobronie, lecz zabiłaś dwóch ludzi w obronie jednego. Żal mi ciebie, boś wiele cierpiała... Jesteś nieczysta, bo teraz cierpią rodziny zabitych... - mówiąc to pokazał jej mały ekranik w jakimś niezwykłym urządzeniu, na którym ukazały się śmierć ZSMP - owców, oraz żałobę w ich rodzinach.
Lawendycja płakała, od początku żałowała dokonanego zabójstwa.



- To jest ,,Oko Raju'' - ciągnął Mąż Stanu - nazwa nawiązuje do żydowskiej legendy o Aleksandrze



Wielkim, który w kraju Amazonek dostał z nieba klejnot w kształcie oka, przypominający mu aby strzegł się przed pychą. To z niego dowiaduję się o was... - tłumaczył.
- Ej, - przerwał mu gniewnie Heniek - nie nazywaj mojej żony ,,nieczystą''! - mówił wstając z klęczek.
- Chętnie oddałbym życie, aby uczynić was szczęśliwymi, lecz Przeciwmolówka jest nieczysta, niestety. I ty też; zabiłeś ludzi w zemście, choć szybko się opamiętałeś - Heniek opadł ciężko na krzesło.
- Pane... - wyszeptał trwożliwie Kurowiec.
- Wiem i bez Oka Raju, że zabiłeś mnóstwo ludzi wysadzając ruiny kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych... - mówił metodycznie Mąż Stanu, a Kurowiec płacząc chwycił go za nogi.
- Pane, ty mnie nie rozumiesz! Wielki Polaku! Ty nie wiesz co to znaczy urodzić się synem wygnańców i morderców; ty nie wiesz co to znaczy pół życia kochać kraj, który dawno przestał żyć i już nie zmartwychwstanie, ty nie wiesz dumny atamanie, co to znaczy nienawidzić kraju swoich narodzin i być



toczonym żądzą odwetu, ty nie wiesz, Własie, opiekunie bydła, że ja jestem Ukraińcem! - zawył smętnie padając twarzą w ścieki, a potem wstał i wyprostował się jak struna... - Pane - mówił zmienionym głosem - pod tymi gruzami umarł Onufry Ukrainiec. Narodził się Onufry Polak. Zacząłem nowe życie, pragnę służyć Polsce pod twoim sztandarem, w ,,Solidarności''. Wysłuchaj mnie. Jesteście okrutni, pane...
Mąż Stanu uśmiechnął się doń serdecznie i otarł łzy zmieszane ze ściekiem z twarzy.
- Słuchaj, Onufry - powiedział ciepło - ty błądzisz kiedy mówisz, że twoja Ojczyzna już zginęła i nie zmartwychwstanie. Wszak podobnie miało być z Polską. Tak naprawdę kraj żyje tak długo, jak długo jest kochany, nawet jeśli nie ma go na mapie. Kochaj Polskę, lecz nie wyrzekaj się Ukrainy; twojej matki. Jakakolwiek by nie była, musisz ją kochać, nawet wbrew nadziei. Przyjąć cię nie mogę, bo jesteś nieczysty; zabiłeś ludzi. ,,Solidarność'' nie przyjmuje zabójców. Jeśli chcemy nieść wolność, musimy być wolni, bowiem walka o dobro i wolność tak naprawdę toczy się w sercu, a polityka - to tylko dekoracja. Jeśli zabijamy; nawet w świętej sprawie, to czyż nie profanujemy samych siebie? Czyż i komuniści nie czynią podobnie? My musimy być lepsi. Czyż nie wiecie, że Partia oskarża nas o listy proskrypcyjne i arsenały, a wy czynem potwierdzacie jej oszczerstwa. To nieprawda, że nasza Wielka Kontrrewolucja polega na niszczeniu. Kontrrewolucjonistą może być tylko ten kto tworzy, buduje, pracuje, składa, wznosi, poci się i jest wyczerpany. To miłość a nie destrukcja czyni człowieka prawdziwym bojownikiem o wolność - zakończył Mąż Stanu.
- Jesteś niesprawiedliwy, panie - mówił Pan Sołtys - uważasz, że jak zgrzeszyliśmy, już zawsze będziemy źli, ale dlaczego nie dajesz nam szansy bycia dobrymi? Czyż nie  ,,moc w słabości się doskonali''? Czy nie wiesz - zapytał z naciskiem - o Mariophoros, że Bóg wybrał Pawła, prześladowcę Kościoła? Dlaczego ty przedkładasz sprawiedliwość nad miłosierdzie? - zapytał dramatycznie a Mąż Stanu na chwilę zamilkł.
- Nie przekreślam was - powiedział z naciskiem. - Ciszy mnie widok wśród was rosyjskich dysydentów. Nataszo Warfołomiejewno i Dymitrze Jakowlewiczu; wy nie splamiliście się krwią człowieczą, dlatego możecie należeć do ,,Solidarności''. Czy pragniecie tego?
- Niet - odpowiedział w imieniu obojga Dymitr - chcemy być tam gdzie nasi przyjaciele! - Mąż Stanu uścisnął mu dłoń pełen podziwu.
- Jest mi was żal - mówił, - że tyle lat żyliście pod okupacją, która was spaczyła. Nie będziecie naszymi członkami, ale bądźcie przyjaciółmi. Wracajcie do siebie uczyć się jak żyć w wolnym państwie. Założymy u was nielegalną drukarnię.
- Jeszcze jedno - poprosiła Lawendycja - nasz Kościół jest w gruzach. Czy możemy liczyć na pomoc w odbudowie?
- Pomożemy - powiedział poważnie Mąż Stanu.
Następnie rozkazał aby naszych przyjaciół wprowadzono do jednego z bloków, dano jeść, pić, nocleg, kąpiel i czystą odzież (zwłaszcza dla Lawendycji i byłego zomowca). Następnej nocy (ze względów bezpieczeństwa) nasi bohaterowie z Mężem Stanu i grupą budowlańców z ,,Solidarności'' pojechali ,,Sol - busem'', czyli specjalnym autokarem używanym przez organizację na południe. Przez Las przeprowadziły



siostry Anej i Ayisaka, a rano miała miejsce wielka radość. Mąż Stanu zwiedzał wioskę, w której zamieszkała ekipa budowlana zajęta odbudową Kościoła z gruzów Fortu Marksa, a pod namiotem rozpiętym na placu budowy, Ksiądz Dobrodziej rozpoczął rekolekcję z nowego cyklu: ,,Jak żyć w wolnym społeczeństwie''?

wtorek, 31 grudnia 2013

Minął rok




Kiedy w marcu tego roku zaczynałem prowadzenie tego bloga, spodziewałem się, że oprócz wąskiego grona znajomych raczej mało kto będzie doń zaglądał. Tymczasem wyniki ze statystyk przerosły moje oczekiwania - okazało się, że mam czytelników (prawdopodobnie wyłącznie Polaków) na wszystkich kontynentach prócz Antarktydy. Doczekałem się dwóch komentarzy na blogu, a nawet z wielkim zdziwieniem odkryłem, że na temat ,,Mitoslavii'  dyskutowano na forach internetowych. I tak na stronie Gajowego Maruchy, internauci (w tym sam Juliusz Prawdzic - Tell) myśleli, że wymyślony przeze mnie historyk, prof. dr. hab. Jerzy Akenerozarowicz istnieje naprawdę, a w dodatku jest... Żydem (tak naprawdę był pochodzenia ormiańskiego). Z kolei inny internauta wypowiadający się na forum Niezależnej Telewizji pomylił mnie z ... Czesławem Białczyńskim i nie miał zielonego pojęcia skąd zaczerpnąłem postać królowej Tatry (kojarzyła mu się tylko z piwem i ciężarówką).



W ostatnim dniu roku 2013 chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do założenia tego bloga, oraz wszystkim Czytelnikom z Polski, Rosji, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Czech, Słowacji, Niemiec, Estonii, Danii, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Serbii, Bułgarii, Macedonii, Grecji, Albanii, Rumunii, Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Indii, Bangladeszu, Chin, Japonii, Wietnamu, Tajlandii, Maroka, RPA, USA, Kanady, Meksyku, Panamy, Brazylii, Argentyny, Australii, Nowej Zelandii, a nawet Nowej Kaledonii!



Wszystkim Wam, drodzy Czytelnicy z okazji nadchodzącego roku 2014 składam najserdeczniejsze życzenia, aby nadchodzący rok był lepszy od obecnego. Jak to mówią amerykańscy politycy do swoich wyborców: Niech Was Bóg błogosławi! Iriakielnoj Navłay Lat!

piątek, 27 grudnia 2013

Z pamiętnika ukraińskiego nacjonalisty





,,Nie ma zbrodniczych narodów. Są zbrodnicze ideologie i organizacje'' - dr. Wiktor Poliszczuk



Historia rodu Onufrego Kurowca była burzliwa, dramatyczna, pełna krwi, niesprawiedliwości i cierpienia. Milicjant eskortujący państwa Skyjłyckich, Łukasza, Heńka, Rosjan i Czubka był z pochodzenia Ukraińcem. Urodził się gdzieś na Ziemiach Zachodnich, prawdopodobnie w Szczecinie lub Świnoujściu; różni autorzy zajmują tu rozbieżne stanowiska. Jego rodzice - Iwan Kurowiec i Helena z domu



Simferopolska zostali w 1947 roku przesiedleni z Małopolski Wschodniej w ramach Akcji ,,Wisła''. Przez długi czas Onufry wzrastał w otoczeniu Polaków, słyszał wszędzie, nawet w rodzinnym domu język polski, aż pewnego razu poszedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Dodać należy, że jego noga nigdy nie przekroczyła progu przedszkola. Wtedy odbyła się pamiętna lekcja języka polskiego. Nauczycielka kazała
recytować słynny ,,Katechizm małego Polaka'' pióra Bełzy z 1900 roku. ,,Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój? Orzeł biały...'' Onufry czekał aż jemu będą kazali recytować, kiedy wywołano do odpowiedzi jego najlepszego kolegę, Hrehora Dulczyniaka, którego rodzice też byli przesiedleńcami.
- Nr 8, Dulczyniak, teraz wy! - kazała polonistka, a klasa zamarła pod jej groźnym głosem.
- Ja nie mogę, prze pani - mówił drżącym głosem chłopiec. - Mój tato mówi, że nie jestem Polakiem - klasa ryknęła śmiechem, bo nie lubiła ani Kurowca, ani Dulczyniaka, a polonistka zmarszczyła brwi.
- Nr 11, Kurowiec! - zawołała.
- Prze pani, ja, ja też nie mogę - Onufry nie wiedział dlaczego tak powiedział, po prostu naśladował kolegę.
Wtedy obaj zostali napiętnowani przed całą szkołą przez dyrektora i wyrzuceni z niej po rozmowie z rodzicami.Dyrektor nie szczędził obelg. W domu Onufry opowiedział wszystko ojcu, a ten zaczął mu opowiadać rzeczy dawne, przerażające, żywe...



Ruś najechali Tatarzy, a później Litwini. Wschodnia część wygnała Tatarów i podjęła próbę przywrócenia Rusi do pierwotnego kształtu. Jednak raz uruchomione procesy nie dały się już zatrzymać. Poczęły ewoluować trzy odrębne narody: Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, a każdy wiek pogłębiał różnice. Litwinom zagrozili Krzyżacy, więc zawarli unię z Polską, co zostawiło niezatarty ślad na wszystkich elementach życia czterech narodów. W takich warunkach gdzieś na południowej Rusi pojawił się ród Kurowców. Było to chyba w XV wieku, wg. rodzinnej legendy, lecz po raz pierwszy nazwisko Stiepana Kurowca pojawiło się



w XVI wieku wśród Kozaków rejestrowych wynotowanych z nakazu Batorego. Kurowcy byli typowym kozackim rodem, którego liczne odgałęzienia sięgały wszystkich warstw społecznych. Potomkowie Stiepana walczyli z Tatarami i Turkami, wypływali czajkami na Morze Czarne powodując konflikty dyplomatyczne, raz bogacili się, a raz pauperyzowali. Byli uprzedzeni do jezuitów, Lachów i Żydów, zwłaszcza do lackich ,,paniw'' (choć Igor Kurowiec miał folwark utrzymywany przez polskich chłopów) oraz łączyli się z różnymi wyrzutkami uciekającymi przed sprawiedliwością bądź jej brakiem. Ród Kurowców walczył we wszystkich



antypolskich powstaniach, oczywiście z powstaniem Chmielnickiego włącznie. Na wołowej skórze nie sposób spisać wszystkich ich morderstw i grabieży na Polakach i Żydach, choć nie można tego porównywać



z późniejszymi wydarzeniami, ilu Kurowców pozabijał ,,Raby Pies'' Lachów, wszystkich bitew i rzezi z udziałem tego rodu, raz przebywającego na wozie, a raz pod wozem historii, oraz jego marzeń o rozbiorze



Polski, w wyniku którego miało powstać państwo zaporoskiej kozaczyzny, snutych już od czasów Jana Kazimierza. Mniejsza część rodziny współpracowała z Lachami nad ugodą hadziacką. W XVIII wieku chłopska linia rodziny Kurowców mordowała Lachów w powstaniu Gonty i Żeleźniaka. Ostatni Kozacy z rodu zginęli podczas oblężenia Siczy Zaporoskiej przez Rosjan razem z Wsiewołdem Tubajtynem. Rozbiory Polski rozłączyły Kurowców granicą austro - rosyjską. W zaborze rosyjskim ród uległ wynarodowieniu, jego nazwisko zmieniało się od Kurow, Kurowej, aż do Kurskich (boczne odgałęzienie, z którego pochodził Warfołomiej Wsiewołdiewicz, który zginął w bitwie '50 roku) i Kurowiewów (jeden z nich, znajomy Michaiła Bułhakowa zainspirował go do stworzenia postaci Korowiowa w ,,Mistrzu i Małgorzacie''). Natomiast w zaborze austriackim Kurowcy pozostali Ukraińcami, a zaborcy poprzez manipulację



przywilejami usiłowali skłócić ich z Polakami. Po wydaniu ,,Złotej hramoty'' i ,,Mużyckai praudy'' (tej ostatniej dla Białorusinów) przez władze powstania styczniowego, Władymir, Daniel i Roman Kurowiec pojechali do zaboru rosyjskiego by walczyć o wspólną sprawę. Rosjanie ukarali Daniela i Romana szubienicą, a Władymira - deportacją na Syberię. Tam poznał Polkę - Karolinę Otmuchowską. Pobrali się a
po powrocie na zniewolone ziemie polskie, zamieszkali w Zakopanem. Władymir Kurowiec porzucił prawosławie (część rodziny stanowili prawosławni, a część greko - katolicy), a swoje imię spolszczył na Włodzimierz. Począł uważać się za Polaka, a rodzina nie mogła mu tego wybaczyć. Galicyjska nędza była wręcz przysłowiowa, toteż część rodziny wyemigrowała za chlebem do Saksonii, Brazylii, ale przede wszystkim do USA. Wielu umarło podczas wyczerpującej podróży statkiem, a reszta wyginęła w walkach z



Indianami i na froncie wojny secesyjnej. Ci Kurowcy, którzy byli inteligentami, pasjami wielbili Tarasa Szewczenkę i mieli jego portrety w domach. Jednocześnie narastał konflikt z Polakami. Wśród nich pojawili się inni Kurowcy - potomkowie Włodzimierza i Karoliny z Otmuchowskich. Ci ostatni zaczynali mieszkać coraz bliżej swoich ukraińskich imienników, aż obie rodziny zamieszkały w jednej osadzie na Wołyniu. Nosiła dziwaczną nazwę Pototepakzepakzwoizak i założył ją jakiś austriacki potentat naftowy. Wśród Kurowców - Ukraińców część była przychylna planom współpracy polsko - ukraińskiej Piłsudskiego, a część wznosiła hasło: ,,Lachiw za San''. Tymczasem wybuchła I wojna światowa, na której froncie walczyli dziadek i pradziadek Onufrego, jego brat, oraz rozmaici krewni. A było gdzie walczyć! Pradziadek Onufrego zginął w szeregach armii Austro - Węgier. W Legionach Piłsudskiego walczyło sześciu Kurowców - Polaków: Atanazy, Bohdan, Demetriusz, Jan, Borys i Norbert i dwóch Kurowców - Ukraińców: Igor i Marcin. Do SCzZDz Rosyjskiego w 1917 roku  wstąpił Osip, pseudonimów ,,Kij'' i ,,Irosław''. Kiedy Ukrainę poczęli okupować Niemcy, członkowie rodziny Onufrego należeli do najrozmaitszych stronnictw i
organizacji. Przybrany brat dziadka, niejaki Izaak ,,Serep'' Kurowiec von Rikvald był entuzjastą



niemieckiego planu ,,Judeopolonii'', ciągnącej się od Rygi po Odessę ze stolicą w Lublinie. Jakow i Ksenia z Kozakowów (rodu późniejszego uczestnika zbrodni w Katyniu, Siemiona Dawidowicza) razem walczyli z



lwowskimi Orlętami. Jednak najwięcej Kurowców pod swoimi sztandarami zgromadził ataman Symon Petlura. Zofia Kossak - Szczucka w ,,Pożodze'' pisze, że był to straszny antypolonista (a że antysemita to wszyscy wiemy!). To, że później walczył wraz z Piłsudskim przeciw bolszewikom - to wiadomo: byli oni wspólnym wrogiem. W oddziale wojskowym, w którym walczył dziadek Onufrego, Wiktor ,,Ksykun'' był



siłą zwerbowany sam Michaił Bułhakow. Razem z ,,Ksykunem'' widział jak żołnierze Petlury mordują cywilnego Żyda i okrucieństwo zbrodni wywarło na obu ludziach wielkie wrażenie. Bułhakow zmierzył się z tym wspomnieniem za pomocą literatury, zaś Kurowiec postanowił, że jak tylko wojna się skończy, ożeni się, wychowa dzieci i ,,nigdy więcej nienawiści''. Zresztą później zobaczył jeszcze więcej okrucieństwa. Wojna się skończyła, Polska znów znalazła się na mapie Europy, później nadeszła wojna z bolszewikami, a ostatecznie Ukraina została podzielona między Polskę a Rosję Radziecką. Wiktor przeżył, założył rodzinę i zamieszkał w wiosce Pototepakzepakzwoizak. W jego wiosce mało Ukraińców zdawało sobie sprawę ze swojej odrębności narodowej, sama osada zaś znajdowała się między Lwowem a Stanisławowem. Przeważali w niej Polacy (również w samej rodzinie Kurowców) i żyli względnie spokojnie. Żył tam pewien maniakalny miłośnik Endecji, głoszący potrzebę wynarodowienia swoich sąsiadów, lecz pewnego razu to on, fanatyczny nacjonalista przyprowadził Kurowcom zaginione dziecko. W Pototepakzepakzwoizak  działały kluby aktywności zakładane przez ukraińskich nacjonalistów, o co mieli pretensję nacjonaliści polscy. Dochodziło do licznych sporów, zaś polski samorząd był stronniczy i złożony głównie z Narodowych Demokratów. Niemniej nie wszyscy Polacy i Ukraińcy byli tu wrogami, częste były tak mieszane małżeństwa jak dyskryminacja. Po prostu ludzie byli różni, a większość miejscowych Polaków uważała Ukraińców za takich samych ludzi jak oni (pamiętając jednak o udziale ich nacjonalistów w pokoju brzeskim - o obietnicy



oddania im ziemi chełmińskiej i o okrucieństwie w I wojnie światowej, tudzież o walkach o Lwów). W 1930 roku sąsiadka Kurowców wróciła zgwałcona z Galicji Wschodniej i opowiadała o biciu, demolowaniu bibliotek ,,Proswity'', niszczeniu posągów Szewczenki, kpinach z narodu ukraińskiego, o łamaniu kariery młodzieży przez MWRiOP, o pacyfikacji. Była to zemsta Polaków, terror za terror, bo Ukraińcy palili polskie urzędy, (w których na pewno byli ludzie), zabili Babija, chcącego pojednania obu zwaśnionych narodów i próbowali wciągnąć w wir propagandy Cerkiew Prawosławną... Nadszedł rok 1939 i 17 września wioskę Pototepakzepakzwoizak zajęli Sowieci. Od 1941 roku okupowali ją Niemcy, potem zaś znów Sowieci. W międzyczasie na Wołyniu i nie tylko na Wołyniu, bo też w Małopolsce Wschodniej



(,,Lachiw za San'', a nie ,,Lachiw za Buh'') zawrzało nienawiścią. Narodziła się Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), nie należąca ani do komunistycznego Dziadostwa, ani do faszystowskiego Świństwa (Międzynarodowej Korporacji Świństwa Antypatriotycznego - MKŚA od 1919 roku we Włoszech). Wielu jej członków (z samym Banderą na czele) nawet nie wiedziało o Dziadostwie, czy Świństwie. Dziadostwem i świństwem (bez obrazy dla zwierząt) były natomiast ich czyny. Byli też Bulbowcy i Melnykowcy, Samoobronni Kuszczowi Widdiły, lecz przede wszystkim zwykli, bezpartyjni cywile, poddani manipulacji. Wśród nich rodzice Onufrego i jego wujostwo wiedli prym. Czego nie robili!

*



,, ... Na klepisku stodoły leżały spalone zwłoki... Mamę poznałem po tym, że miała przytulone dwoje małych dzieci... Mój ojciec był zarąbany siekierą...'' - Ambroży Wereszczyński, ocalały jako dziecko, 3 lipca 1943 roku.
Postanowiono wymordować wszystkich Polaków aż do Sanu, zupełnie bez wyboru, zginąć miało wszystko co polskie. Iwan Kurowiec, ojciec Onufrego nie należał do żadnego ugrupowania; miał tylko jeden cel - wymordować jak najwięcej Lachów. Nie przebierał w środkach; on i jego towarzysze. Prowadził nawet gruby dziennik, w którym chełpił się z popełnionych zbrodni. Przytoczę tu jego fragmenty, a Czytelnika proszę, aby wbrew modnym zwyczajom nie obrażał zwierząt...



,, [...] Dzisiaj kładliśmy lackie szczenięta na pniu i rąbaliśmy je jak drewno, aż byliśmy zlani krwią jak rzeźnicy. Chata zdawała się być pusta, lecz Dymitr wyciągnął lacką sukę, która ryczała po swym pomiocie. Było nas czterech i po kolei gwałciliśmy ją, a na koniec podciąłem suce gardło i oblałem benzyną [...]. Gdy uporaliśmy się z chutorem, spaliliśmy go i zaoraliśmy ziemię aby nikt nie wiedział gdzie się znajdował. Zawsze tak robimy. Osobiście najbardziej lubię napadać na kościoły i pałace, bo jest tam dużo kosztowności. Do obiadu wydłubywaliśmy oczy lackim jędzom z kółka różańcowego. Razem z Borysem przepiłowałem jakiegoś grubego Lacha. [...]. Dzieci i opiekunki z ochronki nadają się tylko do rozrywania końmi. Aby się rozerwać rozciąłem brzytwą brzuch temu polskiemu nacjonaliście i zdrajcy, mojemu bratu (tfu! świnia) Hrehorowi, bo nie chciał wyzwalać Ukrainy i smalił cholewy do lackiej suki. Ich flaki zaczęły mnie już nudzić [...]. Urządziliśmy konkurs kto zbierze jak najwięcej fujar Lachów, ja uciąłem ich 40, Dymitr - 18, Maksym - 20, a Leonid - 41. A Borys durny, bo zbiera pochwy wycięte z ciała...''
Gdyby nie pseudohistorycy fałszujący historię nie cytowałbym dalej...



,,W niedzielę zaatakowaliśmy szpital razem z Kuszczowymi Widdiły, jednak najpierw dokonaliśmy egzekucji zdrajców, którzy pomagali przeklętym Lachom, a także niszczyliśmy ich ścierwa. Preludium do zabawy było usuwanie Lachów z rodzin. Nasi, aby pokazać, że są dobrymi Ukraińcami, musieli własnoręcznie eliminować nie ukraińskich członków rodzin. Jakiś głupek nie chciał zabić żony, a ta suka popełniła samobójstwo. Zdrajcę oczywiście zabiliśmy. A teraz - koli szpitalowi!  Na pohybel Lachom! [...]. Nasza akcja była bardzo integracyjna, uczestniczyli w niej mołojcy, mołodycie i detyny nawet. Było okradanie kasy, dobijanie rannych i podpalenie. Niech żyje Ukraina! Jeden z ojców powiedział mi, że jego dzielne zuchy wcześniej dzielnie ćwiczyły dusząc lackie kury i króliki. Dmytrze Kłaczkiwski! Czemu cię nie było z nami! Widziałem też jak pewna dzielna mołodycia wydłubywała skalpelem oczy czterem lackim pielęgniarkom i razem z towarzyszkami zatłukła jakiegoś starego Żyda. Wieczorem siedzieliśmy przy ognisku pijąc krew z czaszek i kościelnych kielichów, a wokół tańczyły nagie kobiety wysmarowane krwią i mózgami. Wśród nich ujrzałem Ją! [...]. W nocy Helena i ja profanowaliśmy kirkut i podpalaliśmy synagogi. Jutro też będzie fajnie. Pójdziemy na lacki cmentarz...'' - tak oto poznali się rodzice Onufrego.



Tymczasem Polacy usiłowali się bronić. Powołali w tym celu Komitet Ziem Wschodnich , założony przez Stronnictwo Narodowe. Pewnego razu...



,,Przyjechali Lachy aby się mścić. Zabili Borysa i Leonida. Dowodził nimi jakiś debil z NSZ - tu. Nazajutrz go złapaliśmy i przypiekaliśmy ogniem, zadając tyle ran, ile było ofiar jego samosądu. Śpiewał lacki hymn to wydarliśmy mu język. Na koniec 'udekorowaliśmy' go piersiami uciętymi lackim sukom i razem z jego kilkoma towarzyszami, pochowaliśmy żywcem w ziemi. Smert Lachom! Lachy za San!'' - ostatecznie szowiniści znieśli Pototepakzepakzwoizak z powierzchni Ziemi, a uciekając przed Sowietami cofnęli się do Małopolski Wschodniej, gdzie kontynuowali swe knowania. Akcja ,,Wisła'' wymiotła Kurowców (dwóch ostatnich z rodziny) do Szczecina lub Świnoujścia.
- Tato! - mówił z przejęciem mały Onufry. - To my jesteśmy Ukraińcami?!
Odtąd jego życie nie było już takie same. Nienawidził Polski, a kochał Ukrainę, lecz wiedział, że Ukraina leży pod jarzmem sowieckim i że nie wstanie więcej. Próbował więc zapomnieć o niej i pokochać Polskę, ale w głębi duszy wciąż był potomkiem wschodnich Słowian, Kozaków, powstańców styczniowych, miłośników Szewczenki, emigrantów do Ameryki, towarzyszy broni Bułhakowa i pierwowzorów Korowiowa, oraz ludobójców. Nie układało mu się z rodzicami. Został milicjantem, aby służyć swej niekochanej, a raczej ,,kochanej na siłę'' nowej Ojczyźnie. 
Była już noc, kiedy wraz z jeńcami dotarł na Mokotów. Oczom wszystkich ukazały się ruiny kościoła...