czwartek, 16 stycznia 2014

Sterowiec Jerzego





Nad zgliszczami Pawlaczycy unosił się czarny sterowiec. Dowodził nim automatyczny pilot, a obszerną kabinę zajmował towarzysz Jerzy Plaptonius. Ten sam, który w 80 toku porozumiewał się telepatycznie z



komendantem Szaraczkiewiczem, od dawna zgłębiał wiarę z strzygi; słowiańskie upiory o dwóch duszach. Wciąż myślał o Lawendycji. Chciał posiąść jej duszę i uwięzić ją we własnym ciele. Jego studia dobiegły już końca, a Lawendycja została uwięziona na pokładzie jego sterowca. Znając potrzebne zaklęcia podszedł do niej, skrępowanej łańcuchem, który łączył ją z bratem.
- Wiem, że ostatnio tobie ,,Solidarność'' przekazała Oko Raju - nie zapomniał poruszyć ważnej dla Dziadostwa kwestii. - Jak widzisz, ,,Solidarność'' zginęła, podobnie jak Pawlaczyca - ciągnął. - Planowałem wtłoczyć twoją duszę do własnego ciała - Łukasz zdębiał i gdyby nie śmiertelna powaga sytuacji i wypowiedzianych słów uznałby to za kiepski żart, - ale komunizmu już nikt nie obali, a jeśli zechcesz zostać moją żoną, nie zrobię krzywdy tamtym żałosnym, żywym trupom - myślał o więzionych wśród zgliszcz chłopach. - Mógłbym nawet Heńka zostawić przy życiu!
- ,,Solidarność'' nie zginęła - zaprzeczyła Lawendycja - nawet jako instytucja, a jeśli miałaby zostać zniesiona, przeżyje w naszych sercach - Plaptonius słuchał z gniewem, ale i podziwem dla jej odwagi. - Mąż Stanu chętnie obdaruje Okiem Raju wszystkich ludzi dobrej woli - kontynuowała, - ale wam, którzy chcecie użyć go do złych celów, nie możemy oddać, bo ponieślibyśmy część waszej odpowiedzialności - mówiła drżącymi i pobladłymi wargami, a Plaptonius pieniąc się z wściekłości przeszedł na drugi koniec sterowca.
Łukasz milczał i podziwiał siostrę. Po chwili znów stanął przed więźniami, konkretnie przed Łukaszem. Trzymany w spoconym ręku, laserowo ostrzony nóż przyłożył do gardła Skyjłyckiego, a ten tylko szarpnął kajdanami.
- Mam zabić brata - pytał ze zjadliwym gniewem - za to, żeś mnie suko - mówił z coraz większą nienawiścią - odrzuciła w 51, tak jak wcześniej zabiłem ci dzieci?
Lawendycja uczuła się jak rażona gromem. Z jednej strony bezlitosny Plaptonius grożący zamordowaniem jej brata, a z drugiej - wyciskające łzy z oczu wspomnienie Stasia i Faustynki. Uderzyła ją wezbrana fala nienawiści i uczuła, że gdyby nie łańcuchy, rzuciłaby się na Plaptoniusa z nożem. Coś jednak kazało jej poniechać nienawiści. Czuła potrzebę moralnej wyższości, bez której nie mogłaby żyć. ,,Wyrzekam się odwetu - biła się z myślami. - Pomóż przebaczyć. 'Nienawiść to grób wykopany własnymi rękami''' - przypomniała sobie jedną z nauk Pana Konidy.
- Myślałem, że śmierć tych bachorów położy kres twojej hardości i będziesz mi uległa, ale myliłem się - bredził Plaptonius, a Łukasz czuł na szyi chłód nożowego ostrza.
- Już ci przebaczyłam - powiedziała angażując się w ten akt całym jestestwem.
Nagle usytuowane w sąsiednim przedziale czarne świece eksplodowały jak petardy, a na sterowcu wybuchł pożar. Łańcuchy opadły z rodzeństwa i choć groziła im śmierć, uczuli ogromną ulgę i radość. Plaptonius tymczasem, mrucząc przekleństwa, pospiesznie przegryzł szklaną kapsułkę z trującym proszkiem. Zrobił to zbyt szybko by można było interweniować. Z równym pośpiechem włożył rękę do ognia i kiedy się nim zajął, płonącą ręką chwycił Lawendycję za włosy.
- Całe życie byłaś w rękach innego, niech więc teraz zginiemy razem! - uzasadnił swój czyn, lecz Łukasz odepchnął go od siostry i zaczął razem z nią szukać gaśnicy.
- Dzieci! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana Lawendcyja, trącając Łukasza w bok aby popatrzył. - One, one - mówiąc trudno jej było zachować zwykły hart ducha. - W Niebie wyrównały się ich krzywdy! - istotnie; brat i siostra ujrzeli dwoje dzieci, o rysach Stasia i Faustynki.
Po minucie stali nienaruszeni wśród popiołów, a wokoło nich mieszkańcy byłej wioski i członkowie Dziadostwa. Panowało milczenie, wreszcie przerwane szlochem i serdecznymi powitaniami.
- Precz z komuną! - powiedział milicjant z Wisełki, niejaki Stanisław Rembirowicz, a inni Dziadowscy za jego przykładem odrzucili broń, wznosząc okrzyki ku czci Męża Stanu, ,,Nowej Norymbergi'', zadośćuczynienia i pojednania. Nie każdy został ich epigonem, podkreślam to smutne zdanie.
Nad zgliszczami Pawlaczycy pokrytej błotem z łez i popiołów, leciał płonący, czarny sterowiec. Leciał aż do Konstancina - Jeziornej gdzie eksplodował, stając się latającym grobowcem towarzysza Jerzego Plaptoniusa.
- To był biedny człowiek - powiedział Ksiądz Dobrodziej.

*


Ostatnim posiadaczem tytułu Antychrysta był Michaił Siergiejewicz Gorbaczow. Zrzekł się go z przyczyn taktycznych przed złożeniem wizyty w Watykanie. Odtąd poprzestał na tytule Naczelnego Prezesa. Od czerwca do końca roku 1988, kiedy władze i Cerkiew Prawosławna wspólnie obchodziły jubileusz chrztu Rusi, Gorbaczow usunął z SCzZDz Radzieckiego (Ligi Masońsko - Komunistycznej) wszystkich satanistów i to samo zainicjował w krajach satelickich. Rok po objęciu przez niego stanowiska, doszło do słynnego



pożaru w elektrowni atomowej w Czarnobylu, siejącego w sercach wielu strach zarówno przed energią atomową, jak i przed radziecką biurokracją. Przy odbudowie Pawlaczycy zabrakło cementu, bo cały cement z Układu Warszawskiego był teraz zużywany do unieszkodliwiania reaktora. Breżniew miał rację w tym co powiedział Jaruzelskiemu; Gorbaczow ceniony na zachodzie, ale nie u siebie, podjął się próby ratowania Unii Sowieckiej przed rozpadem za pomocą ,,Przebudowy'' i ,,Jasności'' (później chciał zastraszyć Litwinów usiłujących jako pierwsi wybić się na niepodległość), lecz osiągnęło to skutek odwrotny od założonego. Dla kolosa na glinianych nogach nadszedł czas by zgodnie z przeznaczeniem umrzeć przez 2000 rokiem. Gorbaczow nie chciał dać prawdziwej niepodległości zniewolonym narodom, ale jak się mocarstwo reformuje, to reformacyjna gorączka może je zabić. Poza tym jedna z kaukaskich republik oskarża go o dokonanie masakry. Sowieci od dawna marzyli o broni bakteriologicznej (Dziadowscy w Pawlaczycy daremnie się głowili jak ja uzyskać, w końcu poprzestali na innych metodach, min. niszczeniu



roślin leczniczych), jednak krępujące biologię kłamstwa Łysenki przeszkadzały w osiągnięciu tego celu. Już pod Stalingradem gdzie walczył Jan Czarny, próbowano użyć tularemii przeciwko Niemcom. Łysenko dławił sowiecką naukę jeszcze długo po śmierci Stalina, swojego protektora. Dopiero Breżniew przełamał impas,  na miejsce Łysenki wyznaczył Owczynnikowa. Ten niestety wykorzystał zaistniałą sytuację do spełniania odwiecznego marzenia Sowietów.



,,Choć o tym się nie mówi
w Rosji, w Wilnie, Kazachstanie
Gruzji
bakteriologiczną broń Sowieci
wytwarzali
by mordować mężczyzn, kobiety, dzieci
Alibekov to opisał - Kazach co 
Programem tym kierował'' - ,,Milenium czyli Nowe Triumfy''.

Był to program ,,Biopreparat'', kierowany przez Kenjatana Alibekova, obecnie pracującego w obronności USA, gdzie razem ze Stevenem Handemanem napisał demaskatorskie dzieło ,,Biohazard''. Gorbaczow odziedziczył program po Breżniewie i wśród zapewnień o dobrej woli na forum międzynarodowym, systematycznie go rozbudowywał. Tymczasem narody ZSRR upomniały się o należne im prawa. Kazachowie byli pierwsi. Demonstrowali w Ałma - Acie w grudniu 1986 roku, lecz zostali rozpędzeni. Wcześniej o rok, naukowa organizacja ,,Memoriał' rozpoczęła badać zbrodnie Lenina i Stalina, o których było już coraz głośniej (choć na ujawnienie prawdy o Katyniu nadal trzeba było czekać). Wybuchło powstanie Ormian w Górskim Karabachu, należącym do Azerbejdżańskiej SRR. Azerbejdżanie poczęli mordować Ormian, a Rosjanie wkroczyli do akcji aby spacyfikować obszar. Burzy się Gruzja i Ukraina, a wkrótce potem Litwa, Łotwa i Estonia, a and Mołdawią zgodnie z proroctwem Pana Konidy zawisła groźba wojny domowej (Heniek z Lawendycją modlili się o pokój w swojej przebudzonej ojczyźnie). Górski Karabach wciąż tonął we krwi, a na ulicach Tbilisi leżały ciała demonstrantów...



,,Havel na Hrad''! - wznosiła hasło czechosłowacka opozycja. Komunizm chyli się ku upadkowi na



Węgrzech, a w Bułgarii ustąpił Wielki Mistrz SCzZDz Bułgarskiego, Todor Żiwkow. Wcześniej jednak z Bułgarii wygnano Turków i Pomaków. Wreszcie zagojono otwartą ranę Europy, burząc Mur Berliński.



Ceaucescu mocno się trzymał w Rumunii, lecz w grudniu zniosła go rewolucja. Zginął po krótkim procesie, rozstrzelany razem ze swą żoną Eleną, ukarany za zakaz posiadania maszyny do pisania, burzenie zabytków w Bukareszcie, terror i wiele innych zbrodni. Zdekomunizowała się Mongolia, a w Chinach polegli demonstranci na Placu Niebiańskiego Pokoju. W Europie najoporniej proces przebiegał w Albanii. Co jednak ciekawego zdarzyło się w Polsce?

środa, 15 stycznia 2014

Oniricon cz. XIV

Śniło mi się, że:

- dałem żebrakowi lub żebraczce zupę, a on (ona) wylał (a) ją,



- w Czechach żartowano, że na Ukrainie seks jest tylko za korony,



- w obecnej konstytucji Polski jest napisane, że ,,jesteśmy wrogami baśniowości'',



- Napoleon Bonaparte obudził bardzo wcześnie polskich żołnierzy, aby ich wypróbować, a ci wstali, zaś żołnierze francuscy woleli dłużej spać, dlatego Napoleon pochwalił Polaków, a zganił Francuzów,



- Woland przesyłał ludziom ciekawym jego wyglądu zdjęcia słowiańskich piękności jako własne zdjęcie, pytany o matkę odpowiadał, że nie należy oceniać ludzi po tym jaką mają matkę, w czasie seansu czarnej magii w Varietes przyszli moskiewscy dziennikarze Michaels i Holoubeck, zaś Korowiow chciał aby stracili pracę, zamierzał też kogoś zabić na arenie, lecz publiczność nie chciała,



- we współczesnej Japonii żyje najstarsza kobieta na świecie urodzona jeszcze w XVIII wieku,



- Perykles żył jeszcze w XVIII wieku i w czasie rewolucji francuskiej bronił praw katolików,



- Mariolka Kiepska wciąż jest dziewicą, a cała jej rodzina chciała aby straciła dziewictwo, w tym celu jej ojciec napisał imię córki na małej karteczce i z jej pomocą próbował sprzedać ją Arnoldowi Boczkowi,



- będąc w jakimś zamku walczyłem z siedzącym na tronie czarnym diabłem o białej ręce, miałem miecz i chciałem mu nim odciąć tą rękę,



- byłem Krzyżakiem i walczyłem z bazyliszkiem,
- II wojna światowa wybuchła po raz drugi i Niemcy zajęli Polskę, zraniłem w dłoń rudowłosą Niemkę z SS, a potem ją przepraszałem,



- Michał Mikołajczyk był Świadkiem Jehowy udającym katolika i potępiał film ,,Hobbit'',



- kiedyś byłem rasistą, UWAGA: To nie jest prawda, tylko sen zainspirowany filmem ,,Służące'',
- oddałem cześć Allahowi, a potem miałem z tego powodu wyrzuty sumienia,



- udzielając wywiadu dziennikarzowi z ,,Frondy'', powiedziałem, że król Cyzów - małej miejscowości na Mazurach w Polsce to nie to samo co np. król Norwegii, owym królem Cyzów jest obecnie Koszałek Opałek, a kiedy udzielałem wywiadu widziałem jak pracujący we ,,Frondzie'' Murzyn w bluzie z kapturem klaskał w dłonie,
- mój wpis o larwach otrzymał 2 - 7 komentarzy,



- byłem w mieszczącym się w centrum handlowym pokoju zabaw odtwarzającym realia fantasy, spotkałem człowieka przebranego za elfa Lohengrina z filmu Disneya, sam przedstawiłem się mu elfim imieniem  w języku walijskim tak długim, że niemożliwym do wymówienia, spotkałem swego wroga w czarnej zbroi i chciałem z nim walczyć czarnym, plastikowym mieczem z czerwoną końcówką, potem widziałem jak czarownice uwodziły jakiegoś bohatera swoją urodą i wziąłem do czytania ,,Gościa Niedzielnego'',



- aktorzy grający Trzech Muszkieterów podróżowali po całym świecie śpiewając utwór piosenkarza Cherryha o ekologii, byli min. w Rosji i w Szczecinie, ponadto gotowali i krytykowali współczesną gastronomię jako nieekologiczną.

wtorek, 14 stycznia 2014

Stan wojenny




,,Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
[...]
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
20 III 1944 r.''
- Krzysztof Kamil Baczyński ,,Elegia o... (chłopcu polskim)''.



Święta spędzono w Lesie, korzystając z pomocy leśnych ludzi, pobratymców sióstr e Rion, którzy nawet zimą za jedyne odzienie mieli zielone płaszcze. Wojsko i zomowcy nie mogli znaleźć uciekinierów, ci zaś przetrwali szczęśliwie całe dwa dni świąt w polowych warunkach, lecz (co warto odnotować!) bez ani jednego przypadku śmierci. Tym razem Lawendycja była pozbawiona nienawiści do komunistów, a dzięki męstwu w znoszeniu niewygody z jeszcze większą mocą stała się autorytetem moralnym wygnańców. Patrole Moraszkiewicza również koczowały w Lesie, lecz nie mogły znaleźć chłopów. Była tak jeszcze przez ostatnie dni grudnia, oraz przez pierwszy dzień stycznia 1982 roku. Tymczasem nadszedł 2 stycznia drugiego roku stanu wojennego. Przez Las szedł ogromny pochód wojska prowadzącego związanych i rozbrojonych chłopów w kierunku wioski o image cmentarza. Na śniegu leżały trupy leśnych ludzi, mających do obrony



kije i kamienie przeciwko kałasznikowom, a na świerkowej gałęzi powieszono Anej i Ayisakę e Rion (na szczęście wiewiórki po odejściu ZOMO i LWP przegryzły sznury, zanim kobiety się udusiły). Kiedy po raz pierwszy chłopi wrócili po odejściu Niemców na zgliszcza Pawlaczycy, ich ból mieszał się z optymizmem i chęcią odbudowy. Teraz zaś kiedy cierpieli poganiani przez sołdatów nie mieli najmniejszych złudzeń. Większość marzyła tylko o uniknięciu tortur. Dotarli na miejsce.
- Dzielnie się spisały moje zuchy! - generał Moraszkiewicz siedział na fotelu na ośnieżonej łące przed kwaterą; był ubrany w kożuch i popijał kolejną już butelkę wódki.
Armia prezentowała pobitych i zastraszonych jeńców.
- No - pijany generał wstał z fotela i chwiejąc się lustrował spacyfikowanych chłopów wzrokiem - myśleliście, że możecie we współpracy z dezerterem wywalać sobie przedstawicieli postępu i władzy ludowej?! - krzyczał. - Nie ujdzie to wam na sucho! Taki kęsim wam urządzę, że się cała Polska poryczy z wrażenia! - mówiąc to dumał chwilę, po czym wykrzyknął:
- Na pal! - klasnął z uciechy w dłonie i ciężko opadł na fotel.
To był szczyt, nawet dla komunistów (polskich, bo przecież w ZSRR robiono jeszcze gorsze rzeczy: przed



wojną krzyżowano [!] obrońców katedry w Kamieńcu Podolskim). Wbić człowieka na pal, w drugiej połowie XX wieku, 2 stycznia 1982 roku, w samym centrum Europy? A czyż gorszych rzeczy ,,nowocześni Europejczycy'' nie robią i nie robili?! Adiutant generała Moraszkiewicza, towarzysz Leon Surowiecki - obecnie poseł z opozycji - chciał bronić niedoszłe ofiary przed generałem - psychopatą (tekst wypowiedzi zaczerpnąłem z wywiadu przeprowadzonego 17 lipca 1998 roku na łamach prasy polonijnej).
- Ależ towarzyszu - mówił adiutant Surowiecki - chcecie ich wbijać na pal?! - udawał zdziwienie. - To



staromodne! - w rzeczywistości miał na myśli co innego. - Wszak tak było u Sienkiewicza: ,,Ogniem i mieczem'', w ,,Panu Wołodyjowskim''. Postępowali tak reakcjoniści, ,,szlachta - łajdaki'', katolicy, ziemianie, a mamy to robić na chwałę Breżniewa i Jaruzelskiego! - przybrał naiwny sposób tłumaczenia. - Musimy być nowocześni, a nowoczesność to kula w łeb, nawleczenie uszu przez drut kolczasty (robili tak przed wojną Sowieci w Kamieńcu Podolskim - przyp. T. K. ), lub internowanie! - kiedy to mówił nogi miał jak z waty.
- Oj, durni jesteście - westchnął generał Moraszkiewicz. - Sienkiewicza lubił czytać sam Feliks



Edmundowicz, a i chyba Józef Wisarionowicz też, bo gdyby nie, to ten przeklęty Oblęgorek z ziemi byśmy sprzątnęli, a rodzinę mu oczywiście wysiedliliśmy, bo jak komuna, to komuna - mówił generał. - No - wo - czesn - ność to po - pi - ja - nie... - zamyczawszy to, pociągnął łyk monopolówki i zarył butami w śniegu. - Hwwrrrrrrrrrr - wydobyło się z ust generała.
Adiutant Surowiecki przyłożył ucho.
- Co rozkazał generał? - spytał jeden z żołnierzy.
- Nowoczesność to internowanie! - świadomie ,,przejęzyczył'' rozkaz nawiązując do delirycznego bełkotu dowódcy.
- Rozkaz panie adiutancie! - wojsko było dostatecznie zmanipulowane, aby nie troszczyć się o sens rozkazów, choć wielu marzyło aby złożyć donos na towarzysza - adiutanta, a tym samym ,,odnieść sukces''.
Generał spał pogrążony w delirycznym śnie, a chłopi ze zniszczonej Pawlaczycy zamiast śmierci otrzymali jeszcze straszniejszą niewolę. Na marginesie tych tragicznych wydarzeń, chciałbym zaznaczyć, że towarzysz Jerzy Plaptonius został uwolniony przez LWP już pierwszego dnia po ataku na Pawlaczycę.

*


Amerykański prezydent Ronald Reagan karząc Jaruzelskiego nałożył na Polskę sankcje gospodarcze, za co z kolei propaganda karała go kpinami z jego byłego zawodu - aktorstwa. Z jeńców nikt nie uciekł; wszyscy przebywali teraz w obozie dla internowanych (historycy toczą spory odnośnie jego lokalizacji), a w pamięci dźwięczały im słowa Męża Stanu: ,,My nie zmieniamy ustrojów. My zmieniamy ludzi''. Mówił to podczas podróży ,,Sol - busem'' po nocnej Warszawie. Lawendycja obudziła się. To był sen. A rzeczywistość? Państwo Symetayov (wojska nic nie obchodziła ich rosyjska narodowość) mogli mówić o wielkim szczęściu, że nie rozłączono ich z Mateuszem. Sól polskiej ziemi, ,,Solidarność'' jako sól w oczach tyranów, została zdelegalizowana. Obozy dla internowanych i więzienia zaroiły się od ok. 700 osób. Ludzi przesiewano niby



pszenicę przez sito terroru. Na Śląsku dziewięciu górników z kopalni węgla kamiennego KWK ,,Wujek'' zginęło zastrzelonych, kiedy upomnieli się o to co było im należne, a czego tyrania im odmówiła. Lublin spłynął krwią trzech demonstrantów. W historii Polski rozpoczęła się kolejna wielka emigracja. Nasi chłopi wciąż przebywali w obozie dla internowanych, kiedy innych więźniów zaczęto wypuszczać, żołnierze poczynali wracać do koszar, a terror zelżał. Zelżał, ale trwał...



- Ććććć... - Strach na Wróble przykładał brzozowy palec do słomianych ust - Anej mówiła mi o was. Mam klucze. Uciekajcie - w obozie dla internowanych zapanowała radość, której wyrazem nie mógł być krzyk - razem ze Strachem na Wróble przybył Kosz na Śmieci.
Wieprzek został zabity przez komunistów, a w jego skórę oprawiono dzieła Lenina z rozkazu Rakowskiego (Polacy je kupowali aby oddać na makulaturę, a skórę, również Wieprzkową wykorzystywali do własnych celów). Chłopi uciekali przez pola i lasy ogarniętej stanem wojennym Polski.



- Mąż Stanu pozdrawia was - mówił Strach na Wróble - a Anej przebywa teraz na leczeniu w Warszawie - tłumaczył. - Pożyczył mi Oko Raju - Strach na Wróble wyjął z kieszeni kapoty niezwykły przedmiot - ma nam pomóc w odnalezieniu drogi i uniknięciu pogoni - po chwili milczenia znów zabrał głos tym razem rzewnie. - Stan wojenny trwa nadal, a ,,Solidarność'' poszła w rozsypkę - mówił łamiącym się głosem a warszawscy lekarze zaczynali operować Anej e Rion. 

,,Nowy ból przeszył serca Polaków,
Pasterz - kapłan przelał swą krew,
Abyś ty mógł żyć w wolnej Ojczyźnie,
Bez cierpienia, bólu i krat'' - kleryk (obecnie ksiądz michalita) Karol Dąbrowski ,,Ojczyzna'', zwrotka dopisana w 1984 roku.




,,Jerzy Popiełuszko
również
Z okresu tego pochodził
Męczeńską śmiercią zginął
Boga przybliżając Narodowi'' - ,,Milenium czyli Nowe Triumfy''.

Kiedy Polskę przecinał exodus uwolnionych z internowania pawlaczyckich chłopów, esbecy, wśród nich
Grzegorz Piotrowski mordowali przyjaciela i obrońcę Polaków; robotników będących ludźmi mającymi godność i prawo do szacunku, a nie ,,przewodnią siłą Narodu'' - wpychając go związanego do bagażnika, popularnego wówczas ,,Fiata 126 p''. Stan wojenny pochłonął kolejną ofiarę, po uprzedniej wielce ordynarnej kampanii propagandowej, epitetach ,,czarne msze'' używanych przez Urbana i innych oszczerstwach. Matka szafarza nadziei żyje, lecz nieznana ogółowi, zapomniana przez media, zyje w nędzy matka tego, który kochał Boga i Polskę więcej niż życie.




czwartek, 9 stycznia 2014

Zapomniana kolęda

Przenieśmy się w naszych rozważaniach do Moskwy roku 1981, bo aż tam dotarła sława ,,Solidarności''. 



Na Kremlu, w gabinecie Antychrysta, Leonida Breźniewa, o pomoc prosił Wielki Mistrz SCzZDzP, towarzysz Wojciech Jaruzelski.
- Niet - powiedział stanowczo do Jaruzelskiego - z rozkoszą bym napadł na waszą Polskę i gołymi rękami 



wydusił ,,swołocz'', ale nie mogę choć pragnę. Raz, że mam wojnę w Afganistanie (oj, kiepsko idzie!), dwa, że mamy jeszcze Zimną Wojnę, a...
- Przecież to wy najechaliście na Czechosłowację - zaoponował Jaruzelski.



- A wiecie kiedy była Czechosłowacja? W 68. A teraz mamy 81. Przez tyle lat wiele się zmieniło. Bo widzicie towarzyszu Jaruzelskij, nadrabiamy miną, ale w rzeczywistości giniemy. Coraz więcej osób o tym wie. Powiem wam co myślę: nasze państwo nie dożyje 2000 roku! - Breżniew dobitnie podniósł głos i palec w górę. - Jesteśmy trupem - dorzucił, - a wiesz czemu? - Jaruzelski milczał słuchając zadanego mu z 



sadystyczną lubością pytania - bo jak mówił mój rodak Fiedia Dostojewskij: ,,Jeśli któregoś dnia człowiek podejmie próbę budowania swojego życia na ateizmie, stworzy coś tak wstrętnego, tak ślepego i nieludzkiego, że cała budowla runie pod ciężarem ludzkich przekleństw'' - w gabinecie zapadło złowrogie milczenie, przerywane jedynie krakaniem gawronów, czerniących się niby litery na białej karcie śniegu otulającego Moskwę.
- Słyszcz towariszcz - powiedział po chwili Breżniew - jesteście wojskowy człowiek i za batiuszki Stalina potrafiliście tępić opozycje, a teraz nie umiecie? Wstyd. Ja wam pomóc nie potrafię, lecz chętnie popatrzę jak sami dacie ,,swołoczy'' popalić! Spiszcie ich na straty i będzie spokój. A co do odpowiedzialności - macie propagandę niech was broni - następnie nachylił usta nad uchem Jaruzelskiego. - A te głąby z Hagi niech się wypchają! - zażartował.



Po tej rozmowie ,,kruki i wrony'' z noweli Żeromskiego nie musiały rozdziobywać Polski, bo miały następcę 



w postaci Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON). Terror schwytał Polskę za gardło i obalił na ziemię. Zomowcy jeszcze bardziej stali się panami życia i śmierci obywateli, a czołgi niczym monstrualne robactwo wyroiły się na ulice. Słuchawki telefonów powtarzały jak szalone: ,,Rozmowa kontrolowana'', a gwiazdkowym prezentem dla narodu były godziny policyjne, czołgi, aresztowania i propaganda. Nowy



 prymas imieniem Józef Glemp robił co mógł aby jak najwięcej rodaków uratować przed furią tyrana. W telewizji nie było ,,Teleranka'', a z ekranów niosło się w kraj przemówienie Wielkiego Mistrza:



,, [...] Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać. [...] Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji [...]''.
Kiedy to mówił, wielokrotnie notowany złodziej samochodów, Leonid Ixlezuraj dokonawszy kolejnego rabunku, zgłosił się na milicję, aby uniknąć podejrzeń.
Pod białym całunem zimy, w Pawlaczycy trwały intensywne przygotowania do świętowania Bożego Narodzenia.
- Ale ładne pająki mamy na suficie! - chwalił Kowal robotę żony, dekorującej izbę fantazyjnymi konstrukcjami z kolorowych, ozdobnych opłatków.
W Pawlaczycy całymi wiekami nie znano choinek, nie mając kontaktów z Niemcami, ani resztą świata. Dowiedzieli się o nich dopiero w okresie międzywojennym, niektórzy zaczęli więc zdobić domy tymi drzewkami, zawsze jednak przetrzymując je w donicach, aby móc je później przesadzić. Byli nawet tacy, którzy na święta malowali choinki na ścianach chaty. Kowal z żoną postanowił jeszcze wyjść i złożyć życzenia swoim dorosłym już dzieciom i sąsiadom.
- Ciekawe czy i w tym roku będziemy się dzielić opłatkiem z Wrogiem Narodu? - pytała myśląc o uwięzionym Plaptoniusie.
Kowal już chciał odpowiedzieć, kiedy nagle ujrzał żonę leżącą na śniegu, a z jej ust sączyła się krew. To był szok. Dzień przed świętami morderstwo, jak za starych, złych czasów!
- Ludzie! - krzyczał Kowal będąc jak sparaliżowany - ludzie! Mordują! - wrzeszczał w samym środku wsi, a coraz więcej osób zaczynało opuszczać chaty.
- Co się stało Bartoszu? - pytał Szewc nie wierząc własnym uszom.
- Zamordowali! - odwrzasnął rozdygotany Kowal. - Moja żona nie żyje! - klęczał przy jej ciele i płakał, a nastrój goryczy i strachu udzielił się też innym chłopom.
Zawołano Księdza Dobrodzieja (dziś mającego odprawić Pasterkę wciąż jeszcze pod namiotem) i Pana Sołtysa. Tłumek gromadzący się wokół zwłok pani Ludmiły Kowalskiej robił się coraz większy i coraz bardziej niespokojny. Nagle ozwały się serie z kałasznikowów i jakiś dziki głos wołający: ,,Ave Breżniew et Jaruzelski''! Oczom przerażonych chłopów ukazali się srodzy zomowcy jadących na motorach, podobni do zastępów szarańczy niszczącej florę, za pomocą okrutnego ostrzału rzucający ludzi pod koła motocykli. Wyjechali zza krzaków a w ich ślad poszli zbrojni po zęby żołnierze z LWP. Masakra przybierała na sile, zwłaszcza kiedy z ośnieżonego Lasu wjechało do Pawlaczycy pięć czołgów i plujący ogniem wóz pancerny. Chłopi nie chcieli umierać. Chwycili za zakurzone pistolety i karabiny maszynowe i zaczęli się bronić choć wysłannicy WRON - u mieli nad nimi miażdżącą przewagę. Komuniści postanowili całkowicie zniszczyć Pawlaczycę, wieś wolną od nich, aby po zwycięstwie podać to w mediach i stworzyć odstraszający przykład dla całej Polski. Chłopi mieli alternatywę; bronić się, albo zginąć (w najlepszym wypadku skończyć na internowaniu). Na niebie pojawiły się cztery tupolewy i krążyły nad wciąż trwającą rekonstrukcją Kościoła.
- Nie pozwólmy im go zniszczyć! - krzyknęła Stara Babucha i mimo sędziwego wieku porwała karabin w dłoń i pobiegła bronić budowy.
Na próżno! Zanim dobiegła wraz z innymi uzbrojonymi chłopami, tupolewy zmiotły ciężkimi bombami z powierzchni Ziemi pierwociny pracy solidarnościowych budowlańców, namiot i ich samych. Teraz krążyły nad zgliszczami niczym plujki nad padliną...
- Panie Żołnierzu! - chłopi dobijali się kolbami karabinów do drzwi chaty; tego dnia podczas Pasterki, 



Żołnierz miał wziąć ślub z Ayisaką e Rion.  - Obiecałeś pan, że będziesz nas bronił swoim czołgiem! Dotrzymaj pan słowa! - mówił Łukasz.
Żołnierz nic nie mówiąc, wsiadł do pokrytego kurzem i pajęczynami czołgu i nagrodzony wdzięcznością



chłopów ruszył na pole walki. Jechał, a w czołgu miał namalowany przez Ayisakę obraz Kościoła przed zamienieniem go w Fort Marksa i zburzeniem. Był teraz na jego miejscu. Tupolewy nadal zdawały się bawić w berka, nie zauważając wycelowanej w nie lufy. Strzał! Jeden profanator już ukarany. Strzał! Drugi. Strzał! Trzeci. Strzał! Czwarty odleciał, a Żołnierz skierował czołg w innym kierunku.
- Zabijmy tego dezertera! - wrzasnął komendant Szaraczkiewicz. - Wszyscy naszykujcie koktajle Mołotowa! - kazał innym zomowcom, kiedy czołg wycelował w nich swoją morderczą lufę.
Zagrzmiało i srogi towarzysz komendant ZOMO, Sylwester Szaraczkiewicz został zamordowany artyleryjskim pociskiem, a wraz z nim zniszczony został motor. Zomowcy zjechali się z całej wioski i przystąpili do ataku, a lufa czołgu przekształciła się w dzianeta niosącego śmierć na grzbiecie. Uzbrojeni motocykliści atakowali czołg jak wilki łosia, lecz kule dosięgały ich zanim koktajle Mołotowa zdążyły zniszczyć czołg. Zresztą chłopi, również używający szczecińskich ,,Junaków'' i też zbrojni w kałasznikowy, wbrew wszelkiej nadziei, sami atakowali zbirów z ZOMO i z LWP. Na śniegu zamarzała krew, a nad głową Żołnierza leciały kule. Załoga wozu pancernego była uzbrojona w broń przeciwpancerną. Żołnierz posłał w jego kierunku pocisk artyleryjski i nad zaśnieżonym polem zajaśniała krwawa łuna. Piechota pierzchła w głąb wsi, a wokół naszego czołgisty powoli, lecz nieubłaganie zaciskała się mordercza pętla pięciu czołgów. ,,Poddajcie się''! - ktoś krzyknął do Żołnierza.
- Nigdy! - ten odkrzyknął i kiedy otwór lufy jego czołgu zetknął się ze strzelniczym otworem nadjeżdżającego czołgu z naprzeciwka, posłał doń pocisk.
Wzniósł się w niebo ogromny słup ognisty przy akompaniamencie nieziemskiego huku. Cztery pozostałe czołgi wycelowały swe lufy w ,,panzerfaust'' Żołnierza, kiedy na niebie zajaśniał ocalały tupolew... Ten wybuch został najboleśniej odczuty przez całą wieś. Czołg przestał istnieć, a wraz z nim - Żołnierz.



- Zamordowali naszego obrońcę! - płakała Lawendycja, a wraz z nią Ayisaka i cała wioska.
Najeźdźcy tymczasem przystąpili do ofensywy. Bohaterski opór chłopów został złamany poprzez srogą masakrę bez rozróżniania wieku, płci, czy nawet przynależności gatunkowej. Zabierając ze sobą co cenniejszy żywy dobytek, chłopi wycofali się do Lasu, który po raz kolejny w historii miał się stać dla nich azylem. Nie można go było przecież znaleźć w Pawlaczycy; jej nowi panowie; wojsko i milicja przystąpiły do grabieży i niszczenia wszystkiego, czego nie można było zabrać. W domu Pana Sołtysa założył swą kwaterę towarzysz generał Maurycy Moraszkiewicz.
- Macie jak najszybciej zneutralizować wszystkich bandytów! - wydał rozkaz. - Zabijcie każdego kto stawi opór! Z Pawlaczycy ma zostać tylko ziemia i woda! - w Las wyruszyły uzbrojone oddziały Ludowego Wojska Polskiego.

*


Przez zaspy prowadziły wygnańców siostry Anej i Ayisaka e Rion.
- Tu was nie znajdą - powiedziała Anej wskazując na ogromny, rosnący w samym centrum Lasu świerk, który nie miał śniegu na gałęziach, ten bowiem leżał na ziemi. Tu chłopi rozsiedli się.



- ,,Jaką śpiewać Ci kolędę
Dziecię nowo narodzone
Kiedy oczy me i myśli
Dzisiaj są na wschód zwrócone...'' - zaintonował Łukasz, kiedy na nocnym niebie rozbłysła Pierwsza Gwiazda.



- ,,Kiedy nad moim krajem,
Jak stajenka ta ubogim,
Zamiast Gwiazdy Betlejemskiej
Inna rzuca blask złowrogi...'' - z wolna pozostali poczynali się angażować do śpiewania kolędy.
Łuna ognia unosiła się z ich wsi, a łzy kapały z oczu. Teraz szukali ich siepacze generała Moraszkiewicza, a od Odry po Bug pod białą suknią śniegu tryskały strumienie krwi z serc męczonej Ojczyzny.
- ,,I czerwienią bije w okna,
Do bram wdziera się pożogą
Byśmy padli na kolana
Przerażeni zdjęci trwogą...'' - to prawda, z kałasznikowów przestrzelono samo serce Europy.
- ,,Czy mam śpiewać Ci, Dziecino,
Że radują się anioły
Kiedy w wieczór wigilijny
Miast wieczerzy - puste stoły''? - w Betlejem, w grocie dla zwierząt, rodziło się Dziecko, które miało zmienić losy świata.
Ono, Jego Matka i doczesny ,,Cień Ojca'' roku 6 p. n. e. byli wygnańcami w swojej ziemi, tak samo jak chłopi z Pawlaczycy roku 1981.
- ,,Czy mam śpiewać, że tej nocy
Ogień krzepnie, moc truchleje
Gdy nam czołgi kolędują
Gdy tam bratnia krew się leje'' - poza wyjętymi za nawias społeczeństwa pasterzami, a później wschodnimi magami, ludzie w ten czas żyli jak dawniej, rodzili się, umierali, byli dla siebie dobrzy bądź źli.
W Polsce, tragicznym kraju, od Bałtyku po Tatry nikt nie dostrzegł tragedii Pawlaczycy. Kamery były gdzie 



indziej. Na rozdaniu ,,Victorów''.



- ,,Jaką śpiewać Ci kolędę
Gdy tam Judasz rządzi krajem,
I w mundurze generalskim
Za czerwieńce kraj sprzedaje''! - Bóg i Człowiek od początku był zagrożony.
Rozpoczęła się rzeź dzieci, ale Te, które było Bogiem ocalało w Egipcie. Polską rządził Wielki Mistrz, protegowany Antychrysta, a ofiar terroru przybywa i przybywa. Chłopi obozują pod świerkiem, a Moraszkiewicz ich szuka.
- ,,Gloria in excelsis Deo,
Aniołowie się radują
Tu w Betlejem Bóg się rodzi
A tam Polskę znów krzyżują'' - ale rodzący się Bóg, Jezus Chrystus nie zapomina o ,,krzyżowanej Polsce''.
Każde cierpienie niewinnych odczuwa jako własne i zawsze jest po stronie ofiar. Tak było od żłobu po krzyż, tak jest i tak będzie - tłumaczył Ksiądz Dobrodziej.
- Bis! Bis! - odezwały się głosy wzruszonych chłopów.
- Synu - mówił Pan Sołtys - to ty ułożyłeś te słowa?



- Nie - odparł Łukasz - ułożył je Feliks Konarski, pseudonim ,,Ref - Ren''. Dzisiaj w ,,Wolnej Europie'' to śpiewano...
W Lesie zapadła na chwilę cisza.
- Może spróbujemy się opłatkiem podzielić? - zaproponował Ksiądz Dobrodziej, a chłopi chętnie się zgodzili.
- ,,Wszystkiego najlepszego! Następnego roku! Abyśmy umieli przebaczyć! Zdrowia! I żebyś się kumie spotkał po śmierci z żoną! Dziękuję, a ty z dziećmi'' - składano sobie życzenia, a choć wyjęty przez Księdza Dobrodzieja opłatek był wielkości dłoni dorosłego mężczyzny, starczyło go dla całej wioski.
- To Ksiądz Dobrodziej umie hmm... robić znów cuda? - zapytał Pan Sołtys.
- To miłość jest cudem - odparł Ksiądz Dobrodziej - bo pomnaża się w miarę dzielenia nią.
Tymczasem z Nataszą Warfołomiejewną działo się coś niezwykłego. Leżała na śniegu i nie mogła się podnieść. Czuła wielki ból, a Dymitr Jakowlewicz czuł, że stanie się coś pięknego. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu, a Stara Babucha w milczeniu podeszła do Nataszy. ,,Niech żyje, niech dożyje wolnej Polski i upadku komunizmu w Rosji, niech żyje i da radość rodzicom'' - powtarzała jak przez sen Lawendycja, a w oczach stanęły jej łzy, bo przypomniała sobie własne dzieci. Natasza leżała na śniegu, a oczom całej wioski ukazał się nowy człowiek.
- Bóg pamiętał o nas! - wykrzyknął Kowal, a dziecko przykryte peleryną Pana Sołtysa, kiedy napiło się mleka matki, zostało ochrzczone, z braku prawosławnego popa przez swojego ojca.



Chłopiec otrzymał imię Mateusz, bo urodził się w Wigilię Bożego Narodzenia (choć jego rodzice obchodzili ją w innym terminie). Przychodziły zwierzęta, aby ludzkim głosem wyrazić radość, armia Moraszkiewicza była daleko. W Warszawie przed nieistniejącym już kinem ,,Moskwa'' wyświetlającym amerykański film ,,Czas Apokalipsy'' stał czołg.