czwartek, 17 grudnia 2015

Oniricon cz. 170

Śniło mi się, że:




- w Polsce znajduje się sanktuarium w Szczekownicy, nazwane tak na cześć ruskiego księcia Szczeka, gdzie wierni odbywają ,,szczekającą spowiedź'',
- nocą zabłądziłem na ul. Wojska Polskiego w Szczecinie, lecz mali chłopcy jadący na sankach wskazali mi drogę, potem spotkałem sąsiadkę, panią Ivonianę ov Simanitis, która coś ode mnie chciała, widziałem też czarny samochód, którym egzorcysta jechał do opętanego,



- po latach znów chciałem obejrzeć ,,Kubusia Puchatka'' i napisać o nim na blogu, Kubuś Puchatek zlał mi się w jedno z Gumisiami, znalazłem na you tube creepy pasty o Kubusiu Puchatku, byłem ponadto na strychu i widziałem swoje zabawki z dzieciństwa,



- widziałem pterozaury z głowami kobiet i kobietę z głową kondora królewskiego, 
- ktoś mówił o utworzeniu Inkwizycji jako o ,,buncie św. Dominika'',



- pod wpływem ,,Trylogii Śiwy'' Amisha Trithaki zawiesiłem sobie na ścianie obraz Śiwy, ale potem go zniszczyłem pod wpływem Mamy, UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie wydarzyło się naprawdę,
- po latach spotkałem ciocię Marjolenę ov Kujvis,



- w rozmowie z Pavlasem ov Vidłarem wspominałem coś o konceptualizmie,
- wszedłem do windy, aby uprawiać seks z kobietą,



- jakaś stara zielarka zaliczała do ziół różne odmiany kapusty i gruszką,
- pewna dziewczynka miała sztuczne nogi puste w środku i oddała do nich mocz,



- oddałem pokłon do ziemi Jenie ov Blackeyovej,



- w Hiszpanii gdzie hodowano lamy, a kobiety nosiły dzbany na głowach, Inkwizycja polowała na piękną czarownicę krzywdzącą ludzi czarami, ja sam w walce z tą czarownicą chciałem potłuc jakieś szklane bibeloty, lecz nie miałem na to siły,



- miałem ze sobą ulubioną zabawkę z dzieciństwa - plastikowego dinozaura Taszchetozaura, który roztopił się pod wpływem gorąca i zmieszał z czekoladą, a ja go zjadłem,



- Morscy Arabowie mający rybie ogony czcili boginię Manat pod postacią manata (wymyślone przed zaśnięciem),
- spotkałem w Szczecinie Stanisława Szukalskiego i Czesława Białczyńskiego, którzy sporządzili z cielistej gumy charta naturalnej wielkości, który żył i trzeba go było krępować łańcuchem; rozmawiałem z Białczyńskim; wspominałem też swoje rozmowy z Sapkowskim, Pilipiukiem i Gaimanem,
- w szkole na Warszewie w Szczecinie czytałem grubą książkę naukową o mormonach; pewien mormon to zobaczył i krytykował książkę jako sowiecką i obrażającą mormonów, a ja spierałem się z nim o prawdziwości religii mormońskiej i roli nauki w poznawaniu prawdy o Bogu. 

środa, 16 grudnia 2015

Co ma labirynt do siekiery?




,,Mit o Minotaurze pochodzi z Krety. Minotaur był księciem, pół człowiekiem, a pół bykiem, najpilniej strzeżoną tajemnicą króla Minosa. Kreteński wynalazca. Dedal, zbudował dla króla przemyślny labirynt, składający się z wielu podziemnych komnat i korytarzy, w których mieszkał Minotaur. Sama nazwa 'labirynt' pochodzi od greckiego słowa labrys, oznaczającego siekierę o podwójnym ostrzu, 'dwurożną' jak byki, które składano w ofierze bóstwom. Uważa się, że ofiary z byków stanowiły część religii minojskiej. Motywy rogów spotyka się na Krecie wszędzie. Kształt rogów przybierają także  zwieńczenia blanków w pałacu. 



Potwór zamieszkujący labirynt był jakoby słyszany przez mieszkańców wyspy. Uderzał głową o ściany komnat. W ten sposób mit tłumaczył trzęsienia ziemi i niewielkie wstrząsy, jakie nieustannie nawiedzały Kretę'' - ,,Wiedza o świecie w pytaniach i odpowiedziach'', Wydawnictwo RTW, 1997 r. 

Potwory z mitologii i horroru




,,Od najdawniejszych czasów ludzie w różny sposób wyrażali swój strach. Najczęściej robili to przez tworzenie opowieści o potworach i przedstawianie ich wyimaginowanych obrazów. Ze starożytnej Grecji pochodził Argus, potwór o stu oczach, który zabił Echidnę - pół kobietę, pół - węża; harpie - olbrzymie, zdeformowane ptaki; Polifem i cyklopy; jednookie olbrzymy, Meduza z głową pokrytą wijącymi się wężami zamiast włosów; Minotaur człowiek z głową byka. 



Potwory i wampiry stały się jednym z ulubionych tematów filmowców. Do najbardziej znanych należy Drakula z filmu Beli Lugosiego z 1931 r. W tym samym roku powstał Frankenstein z Borisem Karloffem. W 1933 r. Merian C, Cooper i Ernest B. Schoedsack nakręcili King Konga, gdzie główną postacią jest ogromna małpa. Potwory powstawały też dla potrzeb filmów science fiction. W ten sposób twórcy zaspokajali coraz bardziej rosnące wymagania publiczności'' - ,,Wiedza o świecie w pytaniach i odpowiedziach'', Wydawnictwo RTW, 1997 rok. 

Syreny, Kraken i Moby Dick




,, [...] Andersen napisał bajkę o miłej syrence. Ale według starych opowieści marynarze zawsze wystrzegali się spotkania z tymi kobietami rybami. Syreny wabiły żeglarzy swoim pięknym śpiewem, a kiedy ci schodzili ze statków, aby się do nich zbliżyć, syreny pożerały ich. Syrenka Hansa Christiana Andersena  chce odszukać księcia. Czarownica zgadza się dać jej nogi... ale w zamian za jej cudowny głos!



[...] Wiele legend opowiada o marynarzach wciąganych w otchłanie oceanów przez olbrzymie morskie potwory. Pewien szwedzki pisarz, opisując dzieje Skandynawii, opowiedział o Krakenie, morskim potworze podobnym do ogromnej ośmiornicy. 



[...] Autor powieści pod tym tytułem [Herman Mieville ,,Moby Dick'' - przyp. T. K.] bardzo dużo podróżował po świecie, a swoje niezliczone doświadczenia wykorzystał później, pisząc niezwykłe opowieści.  Kapitan Achab spędził życie na poszukiwaniu Moby Dicka, wielkiego i potężnego kaszalota, który w walce pozbawił go jednej nogi'' - M. R. Pimont ,,Księga morza''

Mit o Hermoafrodycie




,,Na zakończenie szczypta legendy. Posłuży nam ona do wyjaśnienia użytego wyżej dziwnego , obcego słowa - hermoafrodyta. Słowo to pochodzi od imion dwojga starogreckich bogów: Hermesa - patrona podróżnych i kupców, oraz Afrodyty - bogini miłości. Grecki mit powiadał, że z ich związku małżeńskiego narodził się syn, który wyrósł na pięknego młodzieńca. Pewnego razu ujrzała go nimfa i zakochała się w nim bez pamięci. Niestety, bez wzajemności. Zrozpaczona nimfa uprosiła więc bogów, by złączyli ją z młodzieńcem w jedną istotę'' - Rafał Skoczylas ,,Leśne spotkania''.




Gwoli sprostowania: Afrodyta była żoną boga kowali Hefajstosa, którego zdradzała z różnymi bogami i śmiertelnikami, w tym z Hermesem.

wtorek, 15 grudnia 2015

Listy vineckie (korespondencja Erazma z Rotterdamu i św. Tomasza More'a)

,,Wineta, (łac. urbs Venetorum, miasto Wendów), zwane Jumme zostało według legendy pochłonięte przez morze. Faktycznie zostało1121 zburzone przez Duńczyków, zaś mieszkańcy przesiedlili się do Wolina'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga to 18 Victor do Żyżmory''.

,,W owej książce [H. Dosklecijova ,,Diogenes w beczce''] były też inne historie: o Wieży Babel (zamiast Jahwe występował w niej babiloński bóg Marduk), o jabłku Newtona i jajku Kolumba, o Napoleonie Bonaparte, Galileuszu, Diogenesie, Aleksandrze Wielkim, Juliuszu Cezarze i o jednym z moich ulubionych świętych – św. Tomaszu Morusie. (O tym, że był to święty dowiedziałem się dużo później z 'Promyka Jutrzenki'; uczyłem się o nim na religii w klasie szóstej i pisałem o nim wypracowanie. Wybrałem go na swego patrona na bierzmowaniu, wcześniej myślałem o św. św. Albercie Wielkim i Brendanie)'' - ,,Legenda''




Erazm Tomaszowi pozdrowienia.

Z całego serca pragnę Ci podziękować za poprzedni Twój list, zawierający przekaz o walce Heraklesa z olbrzymem Albionem, w którym prosiłeś mnie o opisanie wpływów jakie Grecy wywarli na sąsiadujący z nimi wielki naród Scytów, czyli Słowian (Stawanoi). Zasięgając opinii uczonych mężów z Czech i Polski w owej materii, natrafiłem na godny szczególnej uwagi list Zygmunta [Starego], syna Kazimierza, króla Sarmacji Europejskiej, graniczącej z Sarmacją Azjatycką. Władcę tego miałem już okazję wychwalać za jego miłosierdzie okazane pokonanemu na wojnie Zakonowi Najświętszej Maryi Panny [Krzyżakom], gdyż mimo ogromu zła jakie ci wyrządzili jego królestwu, nie tylko w tym stuleciu, ale i w poprzednich, miast ich pozabijać, kazał im przyjąć naukę Lutra, którą Ty, jako kanclerz Anglii stanowczo zwalczasz, oraz utworzyć świeckie księstwo w Prusach. Tenże Zygmunt, pierwszy tego imienia, któremu rybacy pokazali złowionego w Bałtyku biskupa 




morskiego, jak dowiedziałem się w liście od imć Konrada Gesnera; uczonego przyrodnika ze Szwajcarii, opowiadał mi historię niepokojąco podobną do greckiego mitu o Atlantydzie, który znamy z pism Platona. Intrygującym jest, że Atlantyda ma swój odpowiednik również w Bretanii – jest nim zatopione miasto Ys. Myślę, że jest to świadectwo prawdziwości słów Pisma Świętego o potopie.





Stawanoi, jak nazywa Słowian Klaudiusz Ptolemeusz, opowiadają o wielkim lądzie zwanym Vinetą. Była to wyspa większa niż królestwa Anglii, Irlandii i Szwecji razem wzięte, wyrastająca z grzbietu morskiego potwora Wyspożółwia, którego poeci w Twoim kraju określają imieniem Fastitocalon. Vineta nie miała przeto stałego miejsca jak inne wyspy, jeno pływała po wszystkich morzach i oceanach świata. Wyspożółw, ów największy z żółwi, był synem bogini Juraty, którą Grecy nazywali Amfitrytą, a Kanaanejczycy – Aszerą. Z jego czarnej skorupy wyrastała kraina przedziwnej piękności – wielka i żyzna, usiana lasami i górami, polami, łąkami i bagnami, obfitująca w rzeki i jeziora, zasobna w zwierzynę, ryby – łososie i pstrągi, oraz z złoto, srebro, drogie kamienie, kość słoniową dobywaną z ziemi, niczym w pewnej azjatyckiej krainie, którą podbił niedawno ataman Jermak Atiefiejewicz, sól, miedź i węgiel, smołę ziemną (mumio), oraz zaginione dziś metale, perły i kamienie o mocy czarodziejskiej.






Wyspę zamieszkiwały tury, żubry, dziki, jelenie, sarny, daniele, łosie, kozice, koziorożce, dzikie kozy, tarpany, małpy, świstaki, wilki, lisy, rysie, żbiki, niedźwiedzie brunatne na nizinach, a białe w górach, bobry i borsuki wielkości niedźwiedzi, wydry, gronostaje, rosomaki i sobole, orły, sokoły, jastrzębie, sowy jarzębate i śnieżne (w górach), czaple, bociany, żurawie, dropie i bobry zwyczajnej wielkości, (które w Anglii Twój pan, Henryk ósmy tego imienia otoczył ochroną prawną), węże, jaszczurki i żółwie – od maleńkich po ogromne, szczupaki, sumy i jesiotry, wielkie i barwne motyle, w wodach przybrzeżnych zaś foki, morsy, uliki [śledzie], tuńczyki, rekiny, ryby – diabły [raje], makrele, szproty, narwale, delfiny, wieloryby, sadłożercy [orki], ośmiornice, mątwy, żółwie morskie, gąbki i korale. Jak podaje Kalimach na Vinecie żyły również lwy, pantery, gepardy, szakale, hieny, gazele, cameloleopardy [żyrafy], nosorożce, hipopotamy, dzikie osły, słonie, strusie, sępy, flamingi, ibisy i krokodyle, rosły zaś dęby, buki, brzozy, graby, grusze, jabłonie, palmy, oliwki, cedry, cyprysy, świerki, jodły, lipy, modrzewie, wiśnie, orzechy, sykomory, drzewiaste paprocie, oraz wymarłe już ci drzewa o nazwie ,,brzozoświerki'', mające pień brzozy, a gałęzie świerkowe.




Na owej wyspie oprócz ludzi mieszkały też takie istoty rozumne jak: nimfy, przez Słowian zwane rusałkami i Wiłami, wodniki, wilkołaki [lykantropoi] z plemienia Neurów, o których pisał Herodot, olbrzymy, żywiołaki, Pigmeje – przez Słowian nazywane krasnoludkami, a przez Holendrów – czerwonymi czapeczkami, czarownice, południce […], nocnice […], jednorożce, ondyny, gnomy, sylfy, salamandry, Centaury, syreny, satyry, feniksy żar – ptaki, Lynxowie, czyli ludzie z głowami rysiów, żmijowie, czyli ludojaszczury, smoki powietrzne powstałe ze żmij, którym wyrosły szponiaste łapy i błoniaste skrzydła, kotołaki, lisołaki, góskie smoki, mantykory, Płanetnicy – podobne do ludzi plemię o niebieskiej skórze zamieszkujące Księżyc i rozkazujące pogodzie, elfy; stworzone przez Prometeusza, ożywione drzewa, karły, łabędziewy, dzicy ludzie i bogowie wiedzą jakie jeszcze.
Królestwo na grzbiecie Wyspożółwia założyli Słowianie. W erze dwunastej według ich pogańskiej chronologii, to jest tysiące lat przed Abrahamem, założeniem Babilonu, Troi, Tyru, Aten, Sydonu, Niniwy, Jerozolimy, Rzymu i Akwizgranu, nim narodzili się Salomon i Aleksander Wielki, Psametych – pierwszy faraon Egiptu, Juliusz Cezar, Oktawian August i Pan nasz; Jezus Chrystus; kiedy nikt jeszcze nie słyszał o Zoroastrze, ani o Mahomecie, Achillesie, Hektorze, Arturze – przesławnym królu Twojej ojczyzny, ani o Karolu Wielkim, nim nastali Papieże i Chrześcijańscy Królowie; kiedy nikomu nie śniło się nawet o Platonie czy Arystotelesie; w czasach pełnych dziwów i czarów, kiedy to mogło się wydarzyć wszystko oprócz nudy; trzech słowiańskich herosów odebrało Wyspożółwia piratowi Sołowiejowi, który miał moc zabijać głosem. Owymi bohaterami byli Eliasz z Muromy; zbudowanego przez Myrmidonów grodu mającego w herbie mrówkę [Ilja Muromiec], oraz bracia Waligóra i Wyrwidąb – wszyscy silni jak Samson i Herakles. Razem z braćmi, wykarmionymi przez wilczycę i niedźwiedzicę podróżowała ich siostra Wanda. Nie należy mylić ją z córką starożytnego króla Krakusa, który zwyciężył Juliusza Cezara. Bohaterowie odbyli więcej wojaży na grzbiecie Wyspożółwia. Na Wyspach Sołowieckich, gdzie Moskale pobudowali klasztory, pochowali Sołowieja Chąsiebnika, który służył im jako niewolnik. Przeżywali liczne przygody na morzach i lądach takich jak Cipangu – dzisiejsza Japonia, Mu i Lemuria – zatopione dziś kontynenty u wybrzeży Azji, Lonia, skąd pochodził Tristan, Mogdaszo [Madagaskar], Afryka i krocie innych. Eliasz [Ilja] poślubił Wandę i miał z nią syna Wentę, który na grzbiecie Wyspożółwia założył gród Vinetę i królestwo o tej samej nazwie. Przedziwne to było państwo. Osiedlali się w nim głównie Słowianie ze wszystkich plemion Sclavii [Sclawinii], ale także herosi, zbiegli niewolnicy i ci co opuścili swe ojcowizny, by nie żyć pod jarzmem tyranów z niemal wszystkich ludów i języków Europy, Azji, Afryki i Atlantydy, jak Giptowie, dziś nazywani Cyganami, którzy opuścili Indie, aby nie brać udziału w wojnie, Ligurowie znad Morza Śródziemnego, barbarzyńcy z Burus, czyli dzisiejszych Prus, przodkowie dzisiejszych Litwinów, których uciskał tyran – czarnoksiężnik Musulus z miasta Mosul w Mezopotamii, Grecy, Ilirowie, Cymbrowie, Goci, Aramejczycy, Amoryci, Nubijczycy, Etiopowie, ludy Ofiru i Tarszisz, czyli Hiszpanii, Trakowie, Italikowie, Brytowie, Galowie, Irlandczycy, Medowie, Baktrowie, Sogdyjczycy, Hunowie, Hetyci, Hindusi, Solimowie, dziś zwani Żydami, Arabowie, Scytowie, ludy Kitaju i Tebetu, Libijczycy, Sarmaci i Kimerowie, Lidyjczycy i Elamici, Kolchowie i Ormianie, Atlanci i Majowie. Vineta była dla nich wszystkich miejscem schronienia przed uciskiem i nadziei na przygody jak dzisiejsza Ukraina. Językiem urzędowym była słowiańska ,,mać – mowa'' (lingua mater) do dziś używana przez Polaków.
Gród stołeczny zwany Vinetą, jak i siedem pozostałych (Bramimor, Borowoje, Sukogród, Cudosławice, Łączyce, Dawisłok, Chranimirsk) były wielkie, otoczone potężnymi murami wzmocnionymi zaklęciami, pełen kwiatów i drzew rodzących słodkie owoce – jabłka, figi i granaty. Obfitowały w kryształowe fontanny, w których mieszkały ryby o złotej łusce spełniające życzenia, marmurowe domy i pałace o złotych dachach i srebrnych okiennicach, świątyń ze złotymi bałwanami bogów, zwanych przez Słowian ,,Enkami'', czyli Aniołami, tętniących życiem agor, portów, ogrodów gromadzących dzikie zwierzęta i rośliny, obserwatoriów astronomicznych i stadionów do ćwiczeń cielesnych. W największej świątyni w centrum grodu stołecznego płonął wieczny ogień ku czci najwyższego boga Ageja, którego posłańcami byli Enkowie, zaś dzieci do zabawy dostawały złote i srebrne monety.
Na Vinecie nie było niewolników, korupcji, biedy, głodu i chorób, brakowało winiarni, piwiarni i zamtuzów, zaś urzędników było tylko tyle co kot napłakał. Życie owych ludzi trwało znacznie dłużej niż w innych częściach globu, zaś starość była pogodna i nie przynosząca cierpień, podobnie jak śmierć, która przypominała zaśnięcie. Vineci gardzili pochlebstwami, a cenili uczciwość – nikt kto głosił nawet bardzo przykrą prawdę nie musiał u nich oczekiwać przykrości. Był to lud rycerski, honorowy, prawy, ceniący odwagę – na Vinecie nigdy nie zabijano niewiast, ani dzieci, ani przed ani po narodzeniu, lecz płodność traktowana jak wielkie błogosławieństwo. Mężowie z najdalszych lądów, takich jak Mu, czy Tartaria marzyli o niewiastach z Vinety, o których prawili pieśniarze, że były najpiękniejsze i najmilsze z całego rodu ludzkiego.





Poeci sławili również męstwo i niezwykłe przygody vineckich herosów – Eliasza z Muromy [Ilji Muromca], który po śmierci Wandy udał się do królestwa Amazonek i poślubił ich królową Artę, braci Waligóry i Wyrwidęba, którzy w Tarszisz pochwycili i odczarowali smoczycę Kolubrynę, wojowniczki Lścigniewy, najady Sulisławy, co zginęła bohatersko w trakcie obrony wyspy przed Jutami, dzikiej Siłowany żyjącej w lesie, Borany, Mstibory, Świecimiry, Baczki, Polnicy walczącej naraz dwiema szablami, Modromiry, Miesiąc – Kranicy, Moigniewy, driady Drzewy, Sulimiry, jej sióstr Suligniewy, Sulibory, Sulimory, Suligory i Sulijary (każda z nich była piękna niczym sama Afrodyta, a zażarta w boju jak Ajax), rycerzy Krasuty, Sławuty, Mogta Buszłaja, Jarolwa, Drewuty, Wodzisława, Lechomira – obłąkanego wojownika, co mieszkał na mogiłach i rozmawiał ze zmarłymi, Kazimierza, Borowoja, Sukomira, wykarmionego w niemowlęctwie przez sukę, Rysigniewa – syna kobiety i białego rysia Deneba, Słońcesława i Chorsamira, których ojcami byli bogowie Swaróg i Chors, Borojara i Jarobora, Władysława Ligura, Stanibora, Stoimira, Stoisława, Deszczuna, poczętego przez dziewicę, której łono zrosił deszcz, Wołgosza, tygrysa Źwirzomora, burego niedźwiedzia Bronidziewa, wilka, czy też jak podają inni – wilkołaka – Wsiesława Ljudodava, białego niedźwiedzia Jarożara, pytona Kozyka i olbrzymiego orła Dravida (każde z tych zwierząt mocą Boruty i jego żony Dziewanny miało rozum i władało ludzką mową).
Wbrew zakazowi Juraty, król Wenta skierował Wyspożółwia na Morze Srebrne, dziś zwane Bałtyckim. Wydał wojnę czarownikowi Musulusowi (Masiulisowi) i zwyciężywszy w bitwie broniące go morskie potwory, sztorm, grad i śnieżycę, pojmał go w niewolę. Wbrew radom swojej drużyny nie uśmiercił go, zaś z czasem czarnoksiężnik stał się doradcą i faktycznym władcą Vinety. Wenta słuchał go we wszystkim, jak niewolnik. Musulus prowadził wystawny tryb życia niby Krezus; król lidyjski, kazał oddawać sobie cześć jako bogu, tak jak czynili to egipscy faraonowie i rzymscy cesarze (skazał na śmierć Wyrwidęba i wielu innych herosów i heroin za odmowę oddania pokłonu swemu złotemu posągowi), gnił w pijaństwie i rozpuście niczym Neron, Kaligula, Heliogabal i Komodus, wprowadził niewolnictwo i ustanowił eunuchów tak jak to uczyniła Sreramida – królowa asyryjska, otaczał się sforą urzędników, składał ofiary z ludzi jak faraon Buzirys, co chciał uśmiercić Heraklesa, zabierał rodzicom dzieci na podstawie donosów, aby je palić w piecu, jak to czynili Fenicjanie, nauczył Vinetów palić opium, oraz w nieskończoność podwyższał podatki. Ponadto poszukiwał ukrytego skarbu Sołowieja Chąsiebnika z Czarnego Błota, zdobytego na królu kikimor […] Niemal Człowieku.




Wreszcie, któregoś dnia w pogrążoną w ucisku i chaosie Vinetę najechali Jutowie, dowodzeni przez króla Gaithaba Chciwego, który założył gród Haithabu w Danii. Rozgorzała zażarta walka; król Wenta poległ śmiercią godną rycerza. Jutowie byli niewiele lepsi od krwiożerczych Hunów. Musulus wzbił się w powietrze i czarnoksięskim zaklęciem obrócił Wyspożółwia w kamień. Vineta zatonęła u wybrzeży słowiańskiej wyspy zwanej Wolinem, gdzie jak wierzyli Słowianie została stworzona pierwsza para ludzka. Tylko nieliczni z jej mieszkańców się uratowali, a wśród nich synowie Wyrwidęba i Kolubryny, bracia Simajdion i Aukštan, którzy założyli Żmudź i Auksztotę. Dumna i potężna Vineta nie była pierwszym, ani ostatnim królestwem, które zginęło przez grzech
- Erasmus, amicus tuus.






Tomasz Erazmowi pozdrowienia,

Z ogromną przyjemnością przeczytałem Twój list opowiadający o zatopionym lądzie Vinecie – list mądry i wnikliwy, pobudzający wyobraźnię i skłaniający do przemyśleń. Od dłuższego już czasu zamierzam napisać traktat o ustroju możliwie najbliższym ideału, zaś po lekturze Twojego listu wychwalającego cnoty pogańskich Vinetów – jakże bliskie cnót chrześcijańskich, umyśliłem sobie, że moje państwo idealne, będzie się mieściło na wyspie, której zamierzam nadać nazwę Utopia. [….] Pozdrawiam

- Thomas, amicus tuus. 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Testament Kosy Oppmana - aneks do ,,Perłowego latopisu''

,,Pan Kosa Oppman liczył sobie dziewięćsetny rok życia. Jego włosy i broda już dawno zbielały jak mleko, pogorszyły się wzrok i słuch, wątłe ciało było obolałe. Jednak czuł się szczęśliwy. Wszystkie zgryzoty poprzednich lat oddaliły się i wyblakły, a ich miejsce zajęła niezmącona nadzieja. Do nikogo już nie miał żalu, pojednał się z wszystkimi, którzy go otaczali. Pan Kosa drżącą ręką napisał: 'Do dziś w górach Atlas, niby trzy pomniki stoją kamienie w kształcie dwóch mężów niewiasty'. Słowami tymi zakończył rozdział o przygodach Ilji Muromca […]. Był to jednocześnie koniec kroniki. Nazajutrz kronikarz siedział na łące w przytulnym fotelu, a towarzyszyli mu Podziomek i przyrodnik Kosa Owinniczew. Kwiaty pachniały upajająco, buczały owady, śpiewały ptaki, porykiwały krowy i beczały owce. Oppman przymknął oczy, a Mar – Zanna zatopiła lodowy oścień w jego sercu. Podobno jego ostatnie słowa brzmiały: 'Więcej prawdy' […] Na pogrzebie czytano ustępy z 'Perłowego latopisu'. Następcą Kosy Oppmana został Wurcel z Helwecji (Gelvetiya). Ostatnie słowa swego poprzednika kazał sobie wyhaftować na czapce. W sercu też je zapisał....'' - ,,Codex vimrothensis''





W imię Ageja, wszystkich Enków i jytnas. Ja, Kosa Oppman, syn Prandoty, nadworny kronikarz króla krasnoludków Błystka – Likostina w przeczuciu nadchodzącej śmierci przekazuję swą ostatnią wolę nim przejdę po wąskiej kładce. Gdy zostanę już spalony na garstce patyków, a me prochy przesypie się do glinianej popielnicy z moim portretem, chcę aby inne krasnoludki po wielokroć wznosiły modły do Mokoszy; matki naszego praojca Banika, powtarzając jej dziesięć świętych imion, a to za spokój mej duszy. Chcę, aby wszystkie moje księgi, tak pomocne mi w pisaniu ,,Perłowego latopisu'' zostały przekazane bibliotece Akademii w Wypróchniałym Pniu, aby też następne pokolenia mogły z nich skorzystać. Wszak takie będą królestwa, jak młodzieży chowanie... Posiadane przeze mnie opiłki złota i srebra [pieniądze krasnoludków], odzież i wszelkie inne dobra rozdajcie biednym. Na wykonawców swej woli wyznaczam panów Podziomka i Kosę Owinniczewa.


*


Zawsze lubiłem historię; ową najlepszą z nauczycielek, co ma najgorszych uczniów. Przyjemność sprawiało moim trzem siostrom, bratu i mnie samemu słuchanie jak nasz dziadek o brodzie srebrnej i długiej śpiewał pieśni o dawnych dziejach przy dźwięku złotej harfy. W pieśniach tych, pośród rozlicznych dziwów i czarów żyły honor i męstwo, wierność, żarliwa miłość, litość i odwaga. Słuchaliśmy oczarowani, a nasz dziadek Samorodek stawiał nam przed oczami serca królów i witezi, Enków, smoki, czarownice i demony, mędrców i głupców, dobrych i złych, skrzaty, olbrzymy, syreny, mówiące zwierzęta, zagubione skarby, odległe, tajemnicze lądy i morza. W pieśniach tych dobro zawsze triumfowało nad złem, co nam się podobało. Dopiero po długich latach przyszło mi odkryć, że prawdziwa historia pełna jest zła, głupoty i niesprawiedliwości.
Uczyliśmy się w utrzymanej z nakładanych na mieszkańców lasu danin szkole, mieszczącej się w starym pniu. Było to okropne miejsce, gdzie niewiele się można było nauczyć, bo nauczyciele obijali się niemożebnie, tak jak uczniowie, ci ostatni zaś to była dzika, okrutna horda znęcająca się nad słabszymi i co gorsza nie ponosząca za to żadnych konsekwencji. Razem ze swym bratem Gorazdem, staraliśmy się pilnować swoich młodszych sióstr – Witaliny, Kwietuszy i Libawy, lecz te zostały zaciągnięte przez szkolny gang do wychodka, zgwałcone i pocięte opiłkami żelaza. Nie przeżyły tego, zaś gdy powiedzieliśmy o tym dyrektorowi [tu imię zostało wydrapane] ów zaczerwienił się tylko jak piwonia i zaczął jeno coś bąkać, że ,,szkoła prowadzi politykę miłości'', ,,dziewczynki same były sobie winne bo, bo tak powiedziała mi Małpka Fiki – Miki'', ,,bardzo mi przykro, ale nic nie mogę zrobić, idźcie z tym do Człowieków Honoru, może oni coś pomogą''. Wyszliśmy z gabinetu trzaskając drzwiami. Nazajutrz mój brat przyszedł do szkoły uzbrojony w metalową igłę i pozabijał nią szkolny gang. Nie uchroniło go to od utraty rozumu, bo zrozpaczony pobiegł do lasu, nagi jak woj z rasy Celtów i rzucił się z igłą na tchórza polującego na krasnoludki. W jego szczękach znalazł śmierć godną rycerza. Dyrektor [imię wydrapane] wyrzucił mnie ze szkoły ,,za rażące pogwałcenie zasad ludowładztwa i polityki miłości''.
Odtąd pobierałem nauki w domu od mistrza Siwczuna Siwojara. W owym czasie znajdowałem ukojenie w studiowaniu różnych nauk, a w szczególności nauki o dziejach, aż postanowiłem, że będę je badał i spisywał. Za przedmiot swych badań obrałem historię człowieka; istoty wybranej do wielkich rzeczy, a mimo to w swoich wyborach często głupszej niż wół i osioł.





W trzydziestej pierwszej wiośnie życia król Błystek – Likostin przyjął mnie na swego kronikarza. Wiele mógłbym powiedzieć o tym władcy; jowialnym i marsowym, synu Krzata III, syna Domowoja II, syna Domowoja I Strzygogromcy, syna Krzata II, syna Krzata I, syna Kraśniaka co uratował się z potopu i któremu objawione zostało pismo tinezyjskie. Błystek zdobył sobie szacunek krasnoludków i ludzi swą wielką prawością, odwagą, dwornością, niechęcią do pochlebstw, pobożnością, zamiłowaniem do sztuk i nauk, idącym w parze z wielką szczodrością, miłosierdziem wobec wdów i sierot, czystością obyczajów, oraz sprawiedliwością. Wszystkich traktował z dobrocią, nawet w najgorszych starał się widzieć dobro. Nienawidził Gorynycza – Czarnoboga, który nie jest bogiem i wszystkich spraw jego, okryty srebrną zbroją wraz ze swą drużyną szył z łuku srebrnymi strzałami do strzyg i wąpierzy. Był dla mnie jak ojciec – to samo mogą powiedzieć moi przyjaciele; panowie Podziomek i mój imiennik Kosa, z którego wszystkie owinniki mogą być dumne, oraz pani Aredvi Milovana, ludzkie dziecię. Zdaję sobie sprawę, że po latach, kiedy to świadomość prawdziwych zdarzeń czas zatrze i niepamięć, wielu będzie i zarzucać, że sławiąc swego króla nie byłem szczery, lecz prawiłem pochlebstwa za wikt i opierunek. Tak jednak nie jest – Banik mi świadkiem. Nie każdy król to łajdak jak prawią cynicy, owi przyjaciele władzy wiecu i desakralizacji wszystkiego co święte, którzy zapatrzeni w dziki lud Galów chcieliby tylko popić i pochędożyć. Prawdą jest jednak, że oprócz królów dobrych istnieli i istnieją też źli, którzy tym surowiej będą sądzeni przez Welesa im więcej otrzymali, a także to, że wielu uczonych i poetów dla korzyści stawało po stronie zła. Wymownym tego przykładem są choćby czasy Kościeja I Nieśmiertelnego, którego zewsząd otaczały hordy ,,rzeźbiarzy dusz'' o duszach czarnych jak smoła.
W swojej pracy naukowej, będącej zarazem pracą literacką (historia jest bowiem zarówno nauką, jak i sztuką; gałęzią literatury zajmującą się prawdziwymi zdarzeniami) korzystałem z wielu źródeł. Pomocą była mi ,,Gołębia Księga'' (,,Gołubinaja Kniga''), liczne wcześniejsze kroniki – słowiańskie latopisy, opasłe wolumina Atlantów, Lemurian, ludzi z Mu i Ofiru, historyczne rozprawy Greków, Sumerów i Syryjczyków, ,,Kronika całego świata'' Hipatei z Gozdiejnicy, greckie i słowiańskie traktaty geograficzne (Gromierz z Oporu ,,Sylabariusz'' i Tworzyjan z Polany ,,Księga świata''), sineańskie encyklopedie, byliny i inne eposy z całego znanego mi świata, pieśni guślarzy, wajdelotów, skoromochów, bardów, skaldów, mobedów i ołonchosutów, mity, legendy i baśnie (ludzie mówią o nas krasnoludkach, że znamy je wszystkie), starożytne inskrypcje na skałach w Montanii i Górach Czarownic, pamiętniki carów i kniaziów, wybitnych wojewodów, żerców i wołwchów, jak też prostych ludzi, zbiory dokumentów w archiwach królewskich i świątynnych, wieszczy sen sierotki Aredvi Milovany, który zesłała jej królowa Tatra, oraz relacje ustne naocznych świadków ze wsi Głodowa Wólka, jak ta o uprowadzeniu przez Scytów w jasyr wszystkich kur i kogutów. Każda opowieść (narraciya) ma swego bohatera i nie inaczej jest z historią. W kronikach, takich jak ,,Perłowy latopis'' bohaterami są królowie, herosi, lub inne wybitne jednostki. Istnieją jednakże tacy historycy (mam na myśli tych z Akademii na wyspie Delos i mędrców z Brzozowego Boru), którzy w miejsce jednostek – wybitnych tak w dobrem jak i w złym jako bohaterach historii chcą postawić zbiorowość – taką jak poszczególny lud, a nawet klasa społeczna. Przyszłość pokaże jak przyjmą się owe innowacje.
Każdego badacza dziejów obowiązuje wierność prawdzie, niezależnie czy jest to dlań wygodne czy nie. W wymiarze negatywnych oznacza to wystrzeganie się wszelkich dopuszczalnych w poezji zmyśleń ubarwiających tok narracji, choć akceptowane jest wkładanie w usta opisywanych postaci fikcyjnych przemów. Historyk powinien również strzec się wszelkich propagandowych kłamstw; zarówno tych faworyzujących bogatych, jak i tych co faworyzują biednych. Złą i pochodzącą od Czarnoboga rzeczą jest bowiem opluwanie wszystkich królów, kapłanów i wojowników za to tylko, że są królami, kapłanami i wojownikami, nazywanie sympatycznych niewiast - ,,zniewolonymi'', a wrednych - ,,wyzwolonymi'', pochwalanie całowania mężów w rękę przez niewiasty, zaprzeczanie istnienia płci, wychwalanie pod niebiosa gejów – nagich, czerwonoskórych karłów z wioski Gejska, mających palce spięte błoną i duże łuski na głowie zamiast włosów, oraz równie wszetecznych, oddanych muzyce i poezji niewiast z wyspy Lesbos, stawianie kultu Čortów na równi z kultem Enków... Oby król Jarowit cisnął z nieba piorun i wypalił te głupoty; czytający te słowa, przeklinaj je wraz ze mną!
W wymiarze pozytywnym wierność prawdzie, czyli zgodności z faktami, domaga się obiektywizmu, czyli uwzględniania wszystkich argumentów za i przeciw w danej sprawie. Prawda jest obiektywna, jedna i symfoniczna zarazem, choć nawet najrzetelniejszy badacz nigdy nie będzie obiektywny do końca – inaczej musiałby być samym Agejem. Prawda jest stała i niezmienna, choć zmieniać się mogą sposoby dochodzenia do niej.
Historyk posługuje się innym aparatem pojęciowym niż bogomysł – teolog. Nie może udowodnić istnienia Ageja i Enków, ale i nie może temu zaprzeczyć. Często szuka naturalnych wyjaśnień zjawisk cudownych (Enkowie jako Potęgi Świata mogą działać poprzez naturę), choć jeśli naturalne wyjaśnienia zawiodą, musi z wielką pokorą uwierzyć w cud. Posiadana przez nas wiedza o świecie i dziejach ras rozumnych nie jest ostateczna. Mnogość tajemnic wciąż czeka na wyjaśnienie.
Swemu następcy życzę wielu łask Banika – praojca naszej rasy, mądrości, uczciwości, wiedzy, życzliwości króla i dworu, oraz – połamania pióra!


- Kosa Oppman (data zamazana).