,,Kiedy udaliśmy się znowu do Starego Miasta, pan Löhning zawiódł nas do katedry, aby nam pokazać coś zupełnie niepospolitego i osobliwego. Jest tam pod chórem piwnica, która ma moc zachowywania ciał zmarłych od rozkładu, podobnie jak w pewnym klasztorze we Francji, o którym tak jest głośno. Piwnica ta jest bardzo piękna, wysoka, jasna i przestronna. Przez wiele lat stało w niej kilka trumien, nim przypadkiem odkryto wyżej wzmiankowaną właściwość tego pomieszczenia. Ciał leży tam osiem, siedmiu dorosłych i jedno małe dziecko. Żadnego z nich nie dotknął rozkład, nie mają żadnej skazy, nie czuć też najmniejszego odoru. Nie tylko mają one, jak można mniemać, wszystkie członki, ale też paznokcie, zęby, włosy na brodach i głowie. Skóra ich nie jest ani czarna, ani żółta czy dziwnie zmieniona, ale zda się prawie naturalnego koloru. Ciało jednak jest suche i twarde'' - Zachariasz Konrad von Uffenbach ,,Merkwürdige Reisen durch Niedersachsen, Holland und England'', 1753 [w]: Viktor Farkas ,,Niewytłumaczalne zjawiska''
czwartek, 25 stycznia 2018
Piwnica w Bremie
Oniricon cz. 370
Śniło mi się, że:
- napisałem niedokończonego posta o tym jak zagraniczne kreskówki wyglądałyby gdyby je produkowali Polacy, zilustrowałem to zdjęciem demonów jako dzieci bawiących się na placu zabaw,
- nocą szedłem przez Szczecin razem z Pavlasem ov Vidłarem, on biegł, a ja byłem z tego powodu niezadowolony, weszliśmy do przychodni psychologicznej i spędziliśmy tam mnóstwo czasu, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- Indianin jeździł na grzbiecie centrozaura,
- chodziłem po Wałach Chrobrego w Szczecinie i czułem strach,
- po latach znów wróciłem do szkolnej klasy gdzie spotkałem Jenę ov Blackeyovą, Avrilius ov Janusaitis dziwił się, że nie chcę siedzieć bezczynnie, potem klęcząc chciałem oddać mocz na balkonie, lecz oddałem go obok łóżka Babci,
- w fantastycznym świecie, bogini przypominająca Afrodytę i Pele miała syna - Morskiego Erosa o ciele pokrytym tatuażami; chciałem to zekranizować, nawet jeśli miałoby to zaszkodzić przyrodzie,
- chciałem zgrzeszyć, lecz powstrzymałem się dzięki filmowi o narkomanach z przełomu lat 80 - tych i 90 - tych XX wieku,
- czytałem katolickie książki o syrenach (napisaną przez kobietę) i o smokach (napisaną przez mężczyznę),
- pisząc swoją mitologię korzystałem z 500 kronik,
- w Empiku rozmawiałem z panem Andreusem ov Leovishinerem i panią Silvainą ov Cubus o tym, że literatura coraz bardziej oddala się od realizmu co upodabnia ją do mitologii (wcześniej byłem świadkiem rozmowy dwóch młodych mężczyzn chcących aby dr. Quinn ukazać jako czarownicę), o tym, że świat staje się coraz bardziej pogański, i że gdyby teraz rzucać ludzi na pożarcie lwom, to wielu współczesnych chętnie by na to patrzyło.
środa, 24 stycznia 2018
,,Przygody Sindbada Żeglarza''
,,Stary marynarz z łatwością otworzył szkatułę, zajrzał do wnętrza i wyjął stamtąd świstek papieru, którego widok napełnił mię przerażeniem. Poznałem od razu ów świstek! Był to list Diabła Morskiego! Zrozumiałem, że jestem znów ofiarą jego wybiegów! Stary i wytrawny marynarz rozwinął list, wdział na nos okulary i zaczął w milczeniu odczytywać pismo diabelskie. Zbladłem. Nogi zachwiały się pode mną. Zdawało mi się, że za chwilę stracę przytomność'' – Bolesław Leśmian ,,Przygody Sindbada Żeglarza''.
W
opowieściach
licznych ludów i kultur pojawiają się postaci żeglarzy
przeżywających niezwykłe przygody na nieznanych morzach i lądach.
W ,,Biblii''
będzie to prorok Jonasz połknięty przez wieloryba. W mitologii
greckiej wielkimi wędrowcami byli Odyseusz, oraz Jazon wraz z
Argonautami poszukujący złotego runa. Mitologia rzymska opowiada o
morskiej tułaczce Eneasza; uchodźcy z Troi, który dopłynął do
Italii (odsyłam do posta: ,,Eneida'').
W anglosaksońskim eposie gocki wojownik Beowulf dopłynął do
Danii, gdzie zabił potwory i został królem. Wielu mitycznych
żeglarzy występuje w mitologii celtyckiej jak: Brutus (opisany
przez Geoffreya z Monmouth uchodźca z Troi, który stał się
eponimem Brytanii), czy bohaterowie irlandzkich opowieści zwanych
imramami jak: św. Brendan, Mael Duin, Bran Mac Febal, czy Snedgus i
Mac Riagla. W ruskich bylinach występuje nowogrodzki kupiec Sadko,
który zabawił na dworze Morskiego Cara, zaś w polskiej legendzie,
rzekomym odkrywcą Ameryki jeszcze przed Kolumbem miał być Jan z
Kolna (przedstawiającą go rzeźbę można zobaczyć na Wałach
Chrobrego w Szczecinie). Popularny w średniowiecznych legendach
Aleksander Wielki miał jakoby odbyć podróż na dno morza w
szklanej bani, zaś w azteckim micie, pokonany i upokorzony przez
Tetzatlipocę, aztecki bóg Quetzalcoatl (Pierzasty Wąż) odpłynął
na wschód na tratwie z morskich węży, aby po wielu latach powrócić
(mit ten pomógł Cortezowi w podboju Meksyku). W świecie wyobraźni
muzułmańskiej, największym podróżnikiem był oczywiście Sindbad
Żeglarz, jeden z najbardziej barwnych bohaterów ,,Baśni
1001 nocy'',
które od XVII wieku mocno zakorzeniły się w kulturze europejskiej
(mogę wręcz zaryzykować tezę, że podczas gdy ,,Koran''
dzieli kultury chrześcijańską i islamską, to ,,Baśnie
1001 nocy''
je łączą ;).
O
Sindbadzie dowiedziałem się po raz pierwszy w drugiej czy w
trzeciej klasie szkoły podstawowej za pośrednictwem kreskówki
oglądanej w telewizji. W 1997 r. oglądałem w TV kulinarny program
dla dzieci ,,Kuchnia
Wróżki'',
w którym przyrządzano ciasta zainspirowane baśniami. Wówczas to
po raz pierwszy usłyszałem o wujku Sindbada, poecie – grafomanie
Tarabuku...
Latem
2012 r. przeczytałem zakupioną na odpuście parafialnym baśniową
powieść ,,Przygody
Sindbada Żeglarza''
Bolesława Leśmiana po raz pierwszy wydaną w 1913 r. Akcja rozgrywa
się w bardzo umownie traktowanym wczesnym średniowieczu (pojawiają
się liczne ahistoryzmy takie jak np. jedzenie ziemniaków) zarówno
w miejscach rzeczywistych (Bagdad, port Basra określany w powieści
jako Balsora), oraz liczne fantastyczne krainy (np. wyspa ptaka Roka,
królestwa królów Miraża, Pawica i Miraklesa, wyspa, na której
znajdowała się Góra Magnetyczna i wiele innych). Z rzeczywistych
krain pochodzą tacy bohaterowie jak perski kupiec (Persja to
dzisiejszy Iran) i Chińczyk, który wytatuował na ciele wuja
Tarabuka jego szkaradne wiersze.
Główny
bohater, młodzieniec Sindbad, sierota, mieszkał w pałacu w
Bagdadzie razem z wujem Tarabukiem. Odbył wiele podróży i przeżył
mnóstwo przygód. Czytając powieść można się zastanowić jaką
religię wyznawał, bowiem pojawiają się fragmenty, w których
wykonywał znak krzyża, co wskazuje, że mógł być chrześcijaninem
(w krajach muzułmańskich żyje wielu chrześcijan, którzy byli na
tych ziemiach na długo przed powstaniem islamu, a teraz są
prześladowani). Możliwe jednak, że był to niezamierzony lapsus
Leśmiana....
Wuj
Tarabuk był grafomanem i ekscentrykiem cierpiącym na manię
wielkości. Oto próbka jego ,,tfu!rczości'':
,,Morze
– to nie rzeka, a ptak – to nie krowa!
Szczęśliwy,
kto kocha rymowane słowa!
Rymuj
mi się, rymuj, drogi mój wierszyku!
Stój
w miejscu cierpliwie, składany stoliku!
Stoi
stolik, stoi, zachwiewa się nieco,
Za
stolikiem – morze, za morzem – Bóg wie co!''
To
właśnie te kiepskie wiersze skłoniły Diabła Morskiego do zemsty
na Tarabuku, poprzez wyciągnięcie Sindbada na tułaczkę po morzach
i oceanach. Wielkim zmartwieniem Tarabuka było utrwalanie jego
wierszy. Gdy pisał je na różowym papierze, wiatr zdmuchnął je do
morza. Gdy napisał na pergaminie – praczka wzięła je za brudną
bieliznę i wyprała. Gdy powierzył je pamięci tysiąca młodych
niewolnic (przypuszczam, że pochodzących z krajów słowiańskich
;) te pewnego dnia uciekły razem ze swymi narzeczonymi. Wreszcie
zaprzyjaźniony Chińczyk wytatuował mu jego wiersze na jego ciele,
co upodobniło poetę do jakiegoś straszydła. Co gorsze Tarabuk
chciał w ten sposób wytatuować Sindbada, przez co ten wyruszył w
kolejną podróż. Ostatecznie grafoman poślubił analfabetkę
Barabakasentorynę; wdowę po perskim kupcu, której pozwalał na
wszystko, nawet na darcie jego wierszy.
Baśń
Leśmiana opowiada o wielkim pragnieniu miłości; o pragnieniu
znalezienia przez mężczyznę ukochanej kobiety. W czasie swoich
podróży Sindbad spotkał liczne urocze królewny, z których każda
go zachwyciła, lecz po krótkim okresie szczęścia prawie zawsze
następowała gorycz.
Piruza
(prawdopodobnie z grec. pyros
– ogień) była córką króla Miraża (imię władcy mówiące,
oznaczało złudzenie). Ojciec przeznaczył jej rękę temu kto
odgadnie zagadkę (odpowiedzi brzmiały: cisza morska, Koń Morski i
Diabeł Morski), lecz nikt nie był w stanie jej rozwiązać. Udało
się to dopiero Sindbadowi. Zanim dobrze poznał się z Piruzą
zapragnął zbadać wyspę Kassel zamieszkaną przez demona Degiala.
Dodać trzeba, że zarówno król jak i królewna mieli zwyczaj
przekręcania imion i tak Sindbad był przez nich nazywany Hindbadem.
Gdy Sindbad wrócił z wyspy Kassel, Piruza poślubiła jego
sobowtóra Hindbada, stworzonego czarami Degiala, który ponadto
oczarował ją dając w prezencie magiczną księgę, podczas gdy
Sindbad wrócił z wyspy z pustymi rękami. Był to jego pierwszy
zawód miłosny :(. Historia ta ostrzega przed kobietami kochającymi
nie mężczyzn, lecz swoje wyobrażenia o nich (podobnie jak powieść
,,Pani
Bovary''
Gustava Flauberta).
Najdroższa
– ta piękna i wiecznie znudzona księżniczka mieszkała w dziupli
ptaka Roka, gdzie całymi dniami leżała na otomanie i jadła …
diamenty przynoszone jej przez upierzoną bestię (postać
księżniczki zjadającej klejnoty występuje również w dylogii
,,Opowieści
sieroty''
Catherynne M. Valente). Zrazu zgodziła się uciec z Sindbadem. Na
statku płynącym do Balsory była cały czas głodna i pożerała
diamenty. W końcu opróżniła z nich kufer należący do kupca
perskiego, czego omal nie przypłaciła życiem (Sindbad uratował
ją, obiecując Persowi, że po powrocie do Bagdadu zwróci mu drugie
tyle diamentów tej samej wartości). Najdroższa szybko się
zniechęciła do Bagdadu i gdy przyleciał po nią ptak Rok, wróciła
z nim do jego gniazda. Historia ta ostrzega przed kobietami, którym
zależy tylko na dobrach materialnych jakich dostarczać ma im mąż.
Sermina
– zmiennokształtna księżniczka i czarodziejka o ,,ognistym'',
zmysłowym charakterze, właścicielka białego kota, zakochana w
Sindbadzie. Była żoną czarownika Murumadarkosa. Zabiła go w walce
w obronie kochanka, kiedy to przybierali różne postaci. Użyte
czary dosłownie wypaliły ją od wewnątrz. Umarła na oczach
Sindbada nie zdążywszy wyjść za niego.
Armina
była córką króla Alkarysa. Psiogłowy karzeł zamienił ją w
Murzynkę, aby mieć ją tylko dla siebie. Umarła na oczach
Sindbada, po tym jak odzyskała jasny kolor skóry po zażyciu maści
starego marynarza.
Kaskada
żyła w państwie króla Pawica (sądząc po imieniu pierwowzorem
tego władcy mógł być Król Pawi z baśni francuskich i włoskich).
Została żoną Sindbada. Zarówno swoim imieniem jak i zachowaniem
przypominała wodospad. Miała bowiem zgubny zwyczaj rzucania się ze
skały, który kosztował ją życie. Gdy umarła Sindbad zgodnie z
miejscowym zwyczajem został pochowany żywcem razem ze swą zmarłą
żoną (upatruję w tym echa zbrodniczego indyjskiego zwyczaju sati,
każącego wdowie płonąć na stosie pogrzebowym męża). Jej ciało
włożono do szklanej trumny (tak jak ciało Królewny Śnieżki),
zaś Sindbad otrzymał siedem bochenków chleba i dzban wody. Król
Pawic nic nie robił, aby wykorzenić ten zwyczaj mimo że sprawiał
wrażenie bardzo dobrotliwego. W rzeczywistości był po prostu
dziecinny, co nie wykluczało u niego znieczulicy :(.
Urgela
była oniryczną dziewicą grającą na lutni, która wyprowadziła
Sindbada z grobu. Odtąd śniła mu się co noc i grą na
instrumencie odpędzała Diabła Morskiego. Był to dla niej
odpowiednik ślubu.
Stella
(łac. stella
– gwiazda) była pulchną córką pulchnego ojca, która poślubiła
Sindbada. Cierpiała na bezsenność, a gdy dowiedziała się, że
Sindbada nawiedza we śnie piękna Urgela, zazdrosna zabiła urokliwą
zjawę, niszcząc jej lutnię. Wówczas Sindbad uciekł od niej.
Historia ta ostrzega przed denerwującym typem ludzi, którzy
uważają, że jak oni czegoś nie mają/ nie umieją/ nie mogą/ nie
wiedzą, to pozostali też nie powinni tego mieć/ umieć/ móc/
wiedzieć (tzw. ,,pies
ogrodnika'').
Arkela
– była ostatnią z ,,dziewczyn
Sindbada'',
którą podróżnik poznał na statku płynącym do Balsory z wyspy
czarnoksiężnika Barbela. Razem stworzyli kochającą się parę
małżeńską i zamieszkali w Bagdadzie. Od tego czasu Diabeł Morski
już więcej nie trapił Sindbada pokusami.
Diabeł
Morski był rodzajem ryby, zmiennokształtnym morskim potworem o
wielkich zębach. Choć zarzekał się, że nie jest prawdziwym
diabłem, a tylko zwierzęciem, miał wiele wspólnego z mieszkańcami
piekła. Tak jak oni, na różne sposoby kusił Sindbada do dalekich
podróży, podczas których spotykały młodzieńca liczne
cierpienia. Zaczęło się od tego, że Diabeł Morski zetknąwszy
się z grafomańskimi wierszami wuja Tarabuka, napisał list do
Sindbada namawiający go do wyruszenia w daleką podróż. List ów,
napisany na różowym papierze (po drugiej stronie znajdował się
jeden z wierszy Tarabuka) doręczyła latająca ryba (ptaszor).
Obecność listu Diabła Morskiego na pokładzie statku zawsze
przynosiła nieszczęście. List ów wrzucony do wody zamieniał się
w morską pianę, aby za jakiś czas znów się zmaterializować
(nadaje mu to cechy cyrograf). Diabeł Morski wiele razy
wykorzystywał naiwność młodzieńca, aby wręczyć mu swój
nieszczęsny list. Co ciekawe w rzeczywistym świecie również żyje
ryba zwana diabłem morskim:
,,Ta ogromna płaszczka zw. mantą trzyma się blisko powierzchni wody, poruszając płetwami piersiowymi jak skrzydłami i łowiąc drobne żyjątka morskie. Jest również zw. diabłem morskim, ponieważ ma 2 płetwy głowowe przypominające rogi. Największe manty ważą ponad 1600 kg, a rozpiętość ich płetw wynosi 6 m.'' - ,,Świat przyrody''
W
czasie swojej pierwszej podróży Sindbad wraz z załogą wylądował
na wyspie, która po rozpaleniu ogniska okazała się wielorybem.
Motyw ten występuje również w celtyckiej legendzie o żegludze św.
Brendana (święty na Wielkanoc odprawiał Mszę Świętą na
grzbiecie wieloryba Jaskoniusza) i w rosyjskiej baśni Piotra
Jerszowa o Koniku Garbusku, gdzie na grzbiecie wieloryba wyrosło
miasto za karę za połknięcie okrętów. Wracając do Sindbada, gdy
wieloryb całkiem się zanurzył, żeglarz ocalał dzięki belce
przyniesionej z okrętu, dzięki której dostał się na kolejną
wyspę.
Koń
Morski (zwierzę to miało swój odpowiednik w mitologii greckiej,
gdzie występowało jako hybryda konia i ryby) był zielony jak
morska fala. Wychodził z morza, aby tańczyć na plaży, a razem z
nim tańczyły rumaki króla Miraża. Dzięki temu ich ruchy
nabierały gracji. Jednak Koń Morski zawsze miał potem ochotę
pożreć swych lądowych krewnych, na co jednak nie pozwalali
masztelarze króla Miraża. Ów władca trzymał istnienie wyspy
Konia Morskiego w tajemnicy i kazał im zabijać wszystkich, którzy
dostali by się na wyspę. Jednak życie Sindbada zostało
oszczędzone.
Degial
był niewidzialnym, demonicznym władcą wyspy Kassel. Urodził się
jako człowiek w rodzinie szanowanego szewca. Zamiast uczciwie
pracować wolał zgłębiać tajniki magii, wynosił się ponad
rodziców, nienawidził ludzi, zwierząt i roślin, kochał jedynie
muzykę. Rodzice w końcu wyrzekli się wyrodnego syna, ona zaś
zamieszkał na wyspie Kassel. Zamienił ją w pustynię, na której
stale rozbrzmiewały dźwięki gongów. Ludzie, zwierzęta i rośliny
zostali przeniesieni do magicznej księgi. Gdy Sindbad przybył na
Kassel, obraził Degiala, ten zaś w akcie zemsty stworzył
żeglarzowi sobowtóra – podstępnego człowieka imieniem Hindbad.
Ów wyposażony przez Degiala w magiczną księgę, odebrał
Sindbadowi rękę królewny Piruzy. Za radą matki Degiala –
tysiącletniej staruchy o twarzy pokrytej siwym mchem i z muchomorem
wyrastającym z brody, Sindbad pośpiesznie opuścił królestwo
Miraża, gdzie zarówno jemu samemu jak i Hindbadowi, groziła śmierć
z ręki Degiala. Tym sposobem Sindbad ratując własne życie,
uratował też swego znienawidzonego sobowtóra.
Ptak
Rok pojawia się już w ,,Baśniach
1001 nocy''
i w ,,Opisaniu
świata''
Marko Polo jako gigantyczny orzeł władny unosić w powietrze i
pożerać słonie (występuje też w mojej powieści fantasy ,,Tatra.
Suplement''
;). W baśni Leśmiana, Sindbad przez wiele dni żywił się ogromnym
jajem ptaka Roka. O ptaku tym śpiewały w blasku Księżyca
przystrojone klejnotami olbrzymie węże wydające dźwięki podobne
do fletów. Rok zbierał diamenty i padlinę, po czym zabrał je
razem z uczepionym martwej sarny Sindbadem do swego gniazda. Mieściło
się ono na szczycie gigantycznego dębu (axis
mundi?),
gdzie w dziupli żyły zarówno pisklęta Roka jak i mieściła się
komnata Najdroższej – księżniczki spożywającej diamenty.
Zoologicznym pierwowzorem ptaka Roka był prawdopodobnie wymarły
już, nielotny ptak epiornis, dziś zwany mamutakiem z Madagaskaru;
podobny nieco do strusia, lecz większy. Przypuszczam więc, że
wyspą ptaka Roka mógł być zmitologizowany Madagaskar
(średniowieczni Arabowie faktycznie zapuszczali się na te tereny).
Zainteresowanych epiornisem odsyłam do posta: ,,Latający
'syn' nielotnego 'ojca''.
Podczas
żeglugi statek, którym płynął Sindbad natrafił na Górę
Magnetyczną, która przyciągnęła do siebie wszystkie metalowe
przedmioty łącznie z gwoździami, przyczyniając się tym do
zatonięcia okrętu. Władcą wyspy, z której wyrastała Góra
Magnetyczna był zamieniony w posąg człowiek o imieniu Ktokolwiek.
Sindbad ożywił go słowem ,,geniusz'',
potem jednak, widząc jego wielką próżność i głupotę,
powtórnie zamienił w rzeźbę słowem ,,osioł''.
Motyw Góry Magnetycznej, zwanej też Rupes Nigra, pochodzi ze
średniowiecznych i renesansowych wyobrażeń geograficznych:
,,Wierzono kiedyś, że biegun północny istnieje fizycznie w formie ogromnego masywu skały magnetytowej o obwodzie 33 lig (o. 180 km), wyrastającej pośrodku morza arktycznego. Jej magnetyzm rozwiązywał zagadkę, dlaczego igły kompasów zawsze wskazują północ. U jej podstawy morzem targały potężne wiry wsysające wodę do środka Ziemi, wokół zaś rozsiadły się cztery odrębne krainy'' – Edward Brooke – Hitching ,,Atlas lądów niebyłych''.
Po
raz pierwszy o górze tej dowiedziałem się w klasie szóstej, kiedy
na lekcji historii omawiało się wielkie odkrycia geograficzne.
Rozpaliła ona moją wyobraźnię do tego stopnia, że znalazła
miejsce w mojej mitologii.
Na
spotkanie Sindbada bawiącego na wyspie mieszczącej Górę
Magnetyczną, Sermina wysłała swe skrzydlate sługi; istoty
przypominające nieco ni to elfy, ni to anioły, które zajęły się
toaletą rozbitka, aby mógł spotkać się z ich panią.
Zmiennokształtny,
potrafiący przybierać również ludzką postać Diabeł Morski miał
na swe usługi demoniczne, czarne konie zdolne do pokonywania
wielkich odległości w krótkim czasie, z których nozdrzy wydobywał
się fosfor. Użył ich by skłonić Sindbada do wyruszenia w kolejną
morską podróż. Podobne diabelskie rumaki, motyw wędrowny wielu
legend, występują również w ,,Mistrzu i Małgorzacie''
Michaiła Bułhakowa.
W
czasie jednego z wojaży, okręt, którym płynął Sindbad
zaatakowały ryby
– piły; stworzenia
umiejące jedynie bezmyślnie niszczyć wszystko w zasięgu swych
zębatych rostrów i oczywiście zatopiły statek, z którego
uratował się tylko główny bohater. Ryby te mają swój
odpowiednik w rzeczywistości, bowiem prawdziwa ryba – piła jest
to:
,, […] Płaszczka, która używa płaskiej, uzębionej piły do wygrzebywania mniejszych zwierząt z dna morskiego'' – Andrew Cleave, dr. Steven Webster ,,Podglądamy przyrodę. Świat podwodny''
Na
jednej z wysp Sindbad napotkał psiogłowe karły – ludożerców.
Jest to nawiązanie do starożytnych i średniowiecznych wierzeń w
psiogłowców (kynokefale). Pierwowzorem tych istot były zarówno
pawiany – małpy o głowach przypominających głowy psów, jak i
egipski bóg Anubis przedstawiany jako człowiek z głową szakala.
Karły o psich głowach poczęstowały rozbitków magicznym napojem,
pod którego wpływem ci sami zapragnęli być zjedzeni i nawet
doradzali jak ich przyrządzić (moim zdaniem jest to trafny opis
tego jak szatan kusi człowieka). Sindbad patrzył na to z
przerażeniem, lecz nic nie mógł zrobić.
Staruch
Morski pochodzi z ,,Baśni 1001 nocy'', choć ma swój
odpowiednik również w pomniejszych morskich bóstwach mitologii
greckiej (Nereusz). Miał wygląd niedołężnego starca, którym
wzbudził litość w Sindbadzie, który wziął go na barana. Wówczas
Staruch Morski ujawnił swą prawdziwą, złowieszczą naturę.
Zaczął jeździć na podróżniku jak na koniu, nie ukrywając, że
pragnie go zajeździć na śmierć. Na szczęście Sindbadowi udało
się zrzucić ze swych pleców morskiego demona. Starzec Morski jest
wzmiankowany również w powieści ,,Łazikanty'' J. R. R.
Tolkiena, gdzie w czasie I wojny światowej został zabity przez
morską minę.
Król
Mirakles był pogrążonym we śnie olbrzymem, którego piękne,
kolorowe sny stawały się rzeczywistością. Jednak bohaterowie tych
snów, a wśród nich księżniczka Chryzeida, byli bardzo
nieszczęśliwi i poszukiwali magicznego, złotego kwiatu mającego
moc przerwać sen olbrzyma. Sindbad z żalem dostarczył ten kwiat, a
gdy Mirakles się obudził, jego sny rozwiały się jak mgła.
Wówczas olbrzym zapragnął znów się położyć i śnić nowy sen.
Przypuszczam, że jego pierwowzorem mógł być indyjski bóg Brahma.
W
czasie ostatniej podróży Sindbada razem z wujem Tarabukiem i
Chińczykiem statek, którym płynęli zaatakowały czerwonowłose
olbrzymki – piratki, z których oczu wydobywały się czerwone
promienie. Zdobyły statek i wszystkich, którzy nim płynęli
sprzedali na targu niewolników. Tarabuk chciał zainteresować
olbrzymki swą poezją, ale nadaremno.
Czarownik
Barbel (jego imię pochodzi od gnostyckiego anioła, zwanego Barbelo)
był okrutnym potworem; człowiekiem z głową mopsa. Kupił
Sindbada, Tarabuka i Chińczyka od olbrzymek i w swoim zamku kazał
im tańczyć z trzema zaklętymi królewnami. Były to wierzba
płacząca, strumyk i złota rybka cierpiące katusze w ludzkich
ciałach. Zostały odczarowane dzięki Tarabukowi, który mocno
sapiąc zdmuchnął magiczny płomień. Sam Barbel został zabity
przez Chińczyka.
Wartą
zekranizowania czynią powieść: wielkie bogactwo wyobraźni Autora,
duża dawka humoru (zwłaszcza w opisie perypetii Tarabuka),
przekazywane wartości i szczęśliwe zakończenie. Zainteresowanych
filmami fantasy o Sindbadzie odsyłam do postów: ,,Sindbad
i oko tygrysa'',
oraz ,,Podróż
Sindbada do Złotej Krainy''.
wtorek, 23 stycznia 2018
SS w ... XIX wieku
,,W 1896 r. angielski pisarz Matthew Phipps Shiel (1865 - 1947), autor wczesnych utworów z gatunku science fiction, opisujących fantastyczne przygody w przyszłości, i opowiadań kryminalnych, w późniejszych latach wyznawca nietzscheańskiej koncepcji nadczłowieka, opublikował dziwne opowiadanie. Przedstawił w nim bezlitosną kampanię wszczętą przez organizację fanatyków w czarnych strojach, mającą na celu unicestwienie wszystkich ludzi, którzy są szkodliwi dla sprawy postępu. Tak więc wyruszyli, by pustoszyć całą Europę, a ciała pomordowanych wrzucali do ognia. Szczegółem, który w tym pełnym brutalności opowiadaniu wprost niesamowicie uderza czytelnika, jest jego tytuł.
Tytuł ten brzmi 'The S. S.'' - Viktor Farkas ,,Niewytłumaczalne zjawiska''
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Oniricon cz. 369
Śniło mi się, że:
- dostałem krzyżacki hełm, który chciałem otworzyć, lecz nie mogłem, okazało się, że w środku była głowa Krzyżaka, którą wydłubałem,
- ułożyłem piosenkę: ,,Witajcie w naszej bajce, tu k... grają na fujarce, Apollo wam zaśpiewa, zatańczą w koło drzewa, a prezydenci wiem coś o tem, spadają razem z samolotem'',
- poszedłem do chorwackiej restauracji, gdzie chciałem się spytać czy Chorwaci jedzą karaluchy tak jak Francuzi,
- dostałem książkę ,,Ptaki drapieżne'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'', w której było min. o niebieskim ptaku przypominającym arę; nie mogłem znaleźć pozostałych książek z tej serii więc płakałem i krzyczałem z tego powodu,
- byłem węgierskim monarchistą i powiedziałem: ,,To obojętne czy na Węgrzech włada Sforza (Swaroża), Rozsa, Zapolya, czy Palacki'', ostatecznie królem został chłop Bruno Rozsa współczesny Herodowi,
- Hawaje składają się z dwóch archipelagów przypominających kobiecie piersi,
- sąsiad zwracał uwagę, że trzymam pięść na piersi niczym polscy powstańcy,
- do szkoły przyszła członkini ONR - u, młoda kobieta o krótkich, brązowych włosach, ubrana w kurtkę moro i dżinsy, w tym śnie ONR zajmował się zaopatrywaniem bibliotek w książki,
- w Parku Nadratowskiego w Szczecinie stała szafa Fabryki Słów promująca utwory Nergala,
- znalazłem w Internecie nagranie głosu Sławomiry,
- w X wieku do Analapii przybyli Mongołowie i spotkali mamuty, oraz zobaczyli ruiny ariańskich świątyń w okolicach dzisiejszego Koszalina, grodu nazwanego tak na cześć Koszałka Opałka, gdzie odbywały się libacje winem mszalnym,
- wyobraziłem sobie Virkeny (duchy opiekuńcze pod postacią pięknych dziewic) Republiki Środkowoafrykańskiej trzymającą głowę cesarza Bokassy, Ugandy trzmającą głowę Idiego Amina, oraz Rumunii depczącą olbrzymiego nietoperza wampira i trzymającą w obu rękach ucięte głowy Drakuli i Ceaucescu,
- razem z Babcią wyszedłem półnago z domu, kiedy nagle spadł deszcz ze śniegiem, wróciłem do domu lewitując, sąsiedzi mnie widzieli i myśleli, że latam mocą diabła, miałem trudności z lądowaniem,
- w Paryżu w równoległym świecie rewolwerowiec Roland zastrzelił mówiącego grzechotnika,
- na you tube widziałem koleżankę Sławomiry w okularach i z czerwonymi ustami; zaś moi koledzy ze studiów interesowali sie kryptozoologią.
niedziela, 21 stycznia 2018
Zwierzęta roślinożerne
Człowiek sam lubiący mięso, często nienawidzi zwierząt, które też je jedzą. Zwierzęta mięsożerne często otaczane są niezasłużoną złą sławą (choć nie zawsze!). Często były tępione, czego przykładem była rozpętana w XIX – wiecznych Niemczech ,,krucjata'' przeciwko zwierzętom drapieżnym. Ludzie skłonni do antropomorficznego pojmowania świata chętnie gloryfikują zwierzęta roślinożerne (choć też nie zawsze!). Nie jest to mądra postawa. Gdyby nie było zwierząt roślinożernych, wyginęłyby rośliny, których wegetacji nic by nie kontrolowało. Populacje zwierząt roślinożernych potrzebują zaś czynnika regulującego, którym są zwierzęta mięsożerne. Dobrze wiedzieć, że często różnice między roślino – a mięsożercą się zaciera np. krowa uważana powszechnie za ,,wzorowego'' konsumenta trawy, razem ze spożywaną roślinnością połyka znajdujące się w niej drobne zwierzęta. W hodowlach próbowano ,,wynagrodzić'' brak owej ,,wkładki mięsnej'' podając krowom mączkę rybną, lub kostną, ale skutki takiej ingerencji w prawa rządzące naturą okazały się opłakane!
Wśród
robaków (obleńce) istnieją gatunki roślinożerne (mątwik
buraczany, węgorek niszczyk) wyrządzające straty w uprawach.
Wiele
jest owadów roślinożernych. Zarówno w stadium larwy (pędraka)
jak i imago, chrabąszcze majowe pobierają wikt roślinny. Dla
pędraków są nim korzenie roślin, dla imago zaś – liście. W
jego pobieraniu posługują się aparatem gębowym gryzącym,
podobnie jak stonki ziemniaczane odżywiające się liśćmi
ziemniaków.
Roślinożerne
są także żerujące w drewnie korniki i kołatki, podczas gdy wołki
zbożowe za pomocą aparatu gębowego kłująco – ssącego wysysają
zawartość ziaren zbóż.
Przejdźmy
teraz do motyli. Są to owady roślinożerne. W stadium imago
wysysają nektar kwiatowy (wyjątkiem jest miodożerna zmierzchnica
trupia główka) za pomocą ssącego aparatu gębowego, który w
stanie spoczynku jest zwinięty. Gąsienice (larwy motyli) posługują
się natomiast gryzącym aparatem gębowym używanym do podgryzania
roślin, różnych dla różnych gatunków. I tak gąsienice
jedwabników morwowych konsumują liście morwy, jedwabników
dębowych – liście dębów, gąsienice trociniarek czerwicy i
kasztanówki drążą korytarze pod korą drzew, natomiast
północnoamerykański monarcha i madagaskarskie chryzantidie
zawdzięczają zawartą w ciałach truciznę spożywanym przez
gąsienice trojeściom amerykańskim (monarcha) i wilczomleczom
(chryzantidie). Istnieją nawet motyle żerujące na włóknach
naturalnych i papierze. Są nimi synantropijne mole; odzieżowy i
książkowy.
Wielkim
konsumentem roślin wśród szarańczaków jest bez wątpienia sama
szarańcza, której ogromne chmary z łatwością ogałacają dany
teren z całej roślinności, posługując się aparatem gębowym
gryzącym.
Kopiące
w glebie tunele, turkucie podjadki żerując uszkadzają korzenie
roślin, chociaż uzupełniają dietę drobnymi bezkręgowcami.
Pluskwiaki
skupiają także formy wysysające soki roślin np. mszyce. Odchody
tych ostatnich, zwane spadzią, to przysmak mrówek, które chronią
mszyce, a najmłodsze z nich umieszczają we własnych mrowiskach.
Podstawę
wyżywienia żądłówek stanowi nektar kwiatów, z którego pszczoły
i trzmiele produkują miód. W większości wypadków tylko miód
pszczeli jest jadalny dla człowieka, bowiem trzmiele zwykle
wytwarzają go z roślin trujących.
Z
mrówek należy tu wymienić zarówno czarne, europejskie hurtnice
zjadające uszkodzone przez ślimaki owoce, śródziemnomorskie
mrówki – żniwiarki magazynujące ziarna zbóż w swoich
mrowiskach, jak również południowoamerykańskie mrówki Atta
odżywiające się hodowanymi wewnątrz mrowisk grzybami, rosnącymi
na kompoście z przyniesionych liści. Mrówki Atta
nacinają żuwaczkami strzępki grzybni, na których tworzą się
zgrubienia zwane ,,mrówczą
kalarepą'',
konsumowane przez omawiane owady. Lecąc na rójkę, królowej mrówek
Atta zawsze
zabiera fragment grzyba.
Zjadanie
drewna przez termity (drewna jak i produktów pochodnych np. papieru)
boleśnie daje się we znaki ludziom żyjącym na terenach ich areału
to jest w: Afryce, Indiach, Azji Południowo – Wschodniej, na
Kaukazie, w Ameryce Południowej i w Australii. W trawieniu drewna
pomagają termitom bakterie żyjące w ich układach pokarmowych.
Oprócz drewna spożywają też grzyby uprawiane na bazie własnych
odchodów.
Wśród
mięsożernej większości pajęczaków, pobieraniem pokarmu
roślinnego wyróżniają się przędziorki owocowe wyrządzające
szkody w sadownictwie.
Wśród
mięczaków wikt roślinny pobierają zeskrobujące ze skał glony,
chitony i rozmaite gatunki ślimaków. Należą do nich zarówno
gatunki lądowe (np. ślimak winniczek zjadający też jaja innych
ślimaków, Achatina
fulica
wyrządzający szkody w Indiach i na Hawajach, gdzie został kolejno
zawleczony i celowo sprowadzony z Afryki, ślimak przydrożny, pomrów
błękitny, czy też ślinik rdzawy jedzący grzyby, odchody i
rośliny uprawne) jak też wodne (np. błotniarka, zatoczek i wiele
innych).
Z
ryb należy tu wymienić glonojady zeskrobujące pyskiem glony;
używane czasami do oczyszczania akwariów. 1
Co
ciekawe niektóre gatunki piranii – ryb uważanych powszechnie za
zdeklarowane drapieżniki – spożywają spadające do wody owoce
drzew kauczukowych.
Wszystkie
płazy są roślinożerne, ale w stadium larwy (kijanki) płazy
bezogonowe odżywiają się glonami, bądź też uprawiają
kanibalizm.
Kiedy
gady wkroczyły na scenę historii naturalnej, skupiały formy
wyłącznie drapieżne. Dopiero w permie pojawił się wśród nich
pierwszy ,,wegetarianin'' – edafozaur należący do pelikozaurów.
Był spokrewniony z mięsożercami; dimetrodonem i waranozaurem.
O
tym czy dinozaur był mięso – czy roślinożerny decydował układ
szczęk i kształt zębów np. roślinożerne zauropody miały zęby
z przodu pyska; były one cienkie i długie, mogły być łyżkowate,
lub słupkowate i pochylone do przodu – przystosowane do ścinania
liści. Iguanodon miał wyłącznie zęby tylne. Zęby stegozaurów
(niektórzy paleontolodzy ,,zarzucają'' im jedzenie padliny) i
ankylozaurów nadawały się do spożywania wyłącznie miękkiej
roślinności. Wszystkożerny masospondyl miał zęby tępe,
zaokrąglone, służące zarówno do rozdrabniania mięsa jak i
roślin. Również dużo ,,mówią'' proporcje ciała: zauropody
miały długie szyje do sięgania wysoko do liści lub szyszek, zaś
psitakozaur (,,papuzi
jaszczur'')
i czworonożne ceratopsy miały pyski zakończone rogowymi dziobami
używanymi do ćwiartowania roślin. Hadrozaury posługiwały się
,,kaczymi'' dziobami wyposażonymi w ,,baterie'' ściśle do siebie
przylegających zębów, którym nie mogło się oprzeć nawet
najtwardsze igliwie. Przypuszcza się, że należący do nich
edmontozaur magazynował pokarm w torbach policzkowych jak
współczesny chomik.
Co
wiemy na temat konsumpcji roślin u gadów współczesnych? Ważnym
składnikiem diety wszystkożernych legwanów morskich
zamieszkujących Galapagos są glony, po które te jaszczurki nurkują
na głębokość 11 metrów.
Tymczasem
na lądzie, również galapagoskie legwany lądowe potrafią zjadać
kaktusy razem z ich kolcami (sic!).
Roślinożerne
są wyłącznie żółwie lądowe, nie mające zębów, lecz
posługujące się rogowym dziobem ostrzącym się w miarę używania.
W terrarium można im podawać bynajmniej nie tylko sałatę, lub
banany, lecz niemal każdą strawę roślinną z wyjątkiem zieleniny
pikantnej, lub trującej.
Przejdźmy
teraz do ptaków. Z konsumpcją ziaren zbóż przyjęło się łączyć
wróblowate; w Europie wróble. Niezbyt słusznie, są to bowiem
ptaki głównie owadożerne, dla których ziarno stanowi marginalną
część diety. Jednak ów mit jest tak mocno zakorzeniony, że w
Chinach, opierając się na nim, całkowicie wytępiono wróble!
Dużo
zboża jedzą natomiast tropikalne gatunki wikłaczy. Stada wikłaczy
czerwonodziobych, liczebnie porównywalne z szarańczą, niemal
równie skutecznie pustoszą pola uprawne, co jest powodem okrutnych
metod walki jakie ludzie z nimi prowadzą. Tymczasem ludzie sami
sobie są ,,winni'' – uprawiając zboża tworzą nowy, nieznany
przyrodzie ekosystem, w którym ptaki mają nadmiar pożywienia,
którym są przecież nasiona traw. To normalne, że w takich
,,sztucznych'' warunkach mnożą się do zastraszających ilości.
Inny
przedstawiciel wróblowatych, krzyżodziób swoim charakterystycznym
dziobem wyłuskuje nasiona z szyszek. Z jego odżywianiem łączą
się też niezwykłe obyczaje lęgowe. Otóż, podczas gdy większość
ptaków strefy umiarkowanej przystępuje do lęgów wiosną,
krzyżodzioby gnieżdżą się już w lutym (sic!) wtedy bowiem
znajdują dostatecznie dużo nasion drzew iglastych potrzebnych do
wykarmienia piskląt.
Owadożerne
z reguły dzięcioły konsumują również nasiona drzew iglastych.
Wydobywają je unieruchomiwszy szyszkę w szczelinie drzewa (w tzw.
,,kuźni'')
za pomocą dzioba.
Północnoamerykański
dzięcioł żołędziowy zgodnie z nazwą zjada żołędzie. Często
robi z nich zapasy, umieszczając je w zagłębieniach wykutych w
korze, niekiedy nawet wykorzystując do tego celu drewniane słupy
telegraficzne. Dzięcioły te już swoje pisklęta karmią kawałkami
żołędzi. Nie jest to jednak jedyny pokarm omawianych ptaków. Tak
jak wszystkie dzięcioły, one również żywią się owadami.
Wśród
kuraków podstawę roślinnego wyżywienia stanowią nasiona, u
gatunków leśnych czasem także jagody, a nawet igliwie. Tym
ostatnim w ogrodach zoologicznych karmi się głuszce wykorzystując
do tego celu naturalne choinki używana na święta Bożego
Narodzenia. Jak widzimy, udział ziaren w jadłospisie udomowionych
kuraków znalazł odbicie nawet w literaturze:
,,Tu dzioby
bursztynowe tam czubki z korali,
Wznoszą się z
gęstwi pierza jak ryby spod fali.
Wysuwają się
szyje i w ruchach łagodnych,
Chwieją się
ciągle na kształt tulipanów wodnych
Tysiące oczu jak
gwiazdy błyskają ku Zosi,
Ona w środku
wysoko nad ptactwem się wznosi,
Sama biała i w
długą bieliznę ubrana,
Kręci się jak
bijąca wśród kwiatów fontanna;
Czerpie z sita i
sypie na skrzydła i głowy
Ręką jak perły
białą gęsty grad perłowy
Krup
jęczmiennych...''
Wśród
jerzykowatych przeważają gatunki owadożerne, ale kolibry stanowią
tu wyjątek. Jest tak ponieważ swoich długich, ostrych dziobów,
skrywających szczeciniaste języki używają do spijania nektaru z
kwiatów. W warunkach wiwaryjnych zaobserwowano nawet jak wysysały
zawartość winogron. W związku z bardzo szybką przemianą materii,
kolibry muszą wiele czasu poświęcać na żerowanie. Nie mogąc
znaleźć pokarmu zapadają w odrętwienie. Błędem jest jednak
uważać kolibry za ptaki wyłącznie roślinożerne – żywią się
też muchami, komarami, czy też drobnymi chrząszczami. ,,Te
ptaszki mogłyby oddać znakomite usługi w tępieniu much''
– pisał na początku XIX wieku John James Audubon.
Perkozy
są przede wszystkim mięsożerne, lecz połykają glony dla lepszego
trawienia. Używają ich też w czasie toków.
Wreszcie
pokarm roślinny pobiera większość papug.
Koala
jest monofagiem konsumującym wyłącznie - mało odżywcze i
zwierające groźną dla wielu zwierząt truciznę – liście
eukaliptusa, które oprócz niego zjadają tylko pałanka wędrowna i
lotopałanka Peteriodes
volans.
Wśród
listowia odżywiają się również kangury drzewne, w Australii i na
Nowej Gwinei zajmujące niszę ekologiczną małp.
Kangury
rude i szare odżywiają się głównie trawą.
Poza
tym istnieje wiele gatunków torbaczy wszystkożernych jak: kuskusy,
pałanki kuzu, kanguroszczury czy oposy.
W
utartych wyobrażeniach przyjęło przedstawiać się jeże jako
fanatycznych miłośników jabłek – transportujących je na
kolcach, podczas gdy są to zwierzęta w znacznej mierze drapieżne;
tylko sporadycznie uzupełniające swój mięsny jadłospis
jagodami.
Podobnie
nieprawdziwe zarzuca się kretom podgryzanie korzeni roślin.
Oczywiście mogą one uszkodzić korzeń podczas kopania korytarzy,
ale jest to tylko efekt uboczny ich działalności. Same krety zaś
są mięsożerne.
W
Azji Południowo – Wschodniej, w Afryce i w Australii żyją
ogromne (ok. 1 m długości) nietoperze roślinożerne takie jak:
kalongi, rudawki i wielkogłowy. Jedzą dużo owoców, wyrządzając
wiele strat w uprawach, które tylko w Indiach są im puszczane
płazem. W USA nie wolno trzymać tych zwierząt w ogrodach
zoologicznych i prywatnych zwierzyńcach w obawie zadomowienia się
ich na południu kraju. ,,Wynagrodzeniem'' strat przez nie
powodowanych są jednak używane jako nawóz odchody tych nietoperzy.
Nie można też zapominać o roli rudawek w zapylaniu kwiatów.
Nie
tylko myszy i szczury zjadające zboża pobierają pokarm roślinny
(odnośnie wymienionych zwierząt będzie to raczej pokarm mieszany).
Roślinożerne są: keondu, ursony, jeżozwierze, bobry, chomiki, jak
też północnoamerykańskie goffery. Te ostatnie, żyjące w
ziemnych norach, zaopatrują się w pokarm wciągając rośliny pod
ziemię. Przed zimą świstaki gromadzą duże zapasy siana,
natomiast popielicowate są wszystkożerne.
Pokarmem
roślinnym bez wyjątku odżywiają się zajęczaki. Należące do
nich króliki w celu lepszego przyswajania składników odżywczych z
pokarmu stosują podwójne trawienie. Wydalone odchody jeszcze raz
zjadają, aby ostatecznie wydalić je z organizmu w formie twardej.
Zarówno
manaty, diugonie, jak i wytępione krowy morskie żywią się
glonami, które dla największej z fok – słonia morskiego stanowią
tylko marginalne uzupełnienie mięsnego pokarmu.
Zwierzęta
kopytne dzielimy na podstawie budowy kopyt (parzysto – i
nieparzystokopytne), ale także pod względem budowy żołądka.
Wszystkie świniowate i pekari, oraz roślinożerne hipopotamy nie
przeżuwają pokarmu i mają nieskomplikowaną budowę żołądka.
Natomiast pozostałe gatunki (parzystokopytne żyrafy, wielbłądowate,
kozy, owce, antylopy, widłorogi, jeleniowate i bydło) są tzw.
przeżuwaczami, u których konsumpcja trwa bardzo długo, pokarm jest
żuty, pod dostaniu się do żołądka z powrotem ,,wędruje'' do
pyska, gdzie jest starannie przeżuwany. Sam żołądek przeżuwacza
składa się z kilku komór: żwacza, czepca, trawieńca i ksiąg,
przez które pokarm przechodzi w ciągu trzech dni. Wśród
świniowatych nie mających takiej budowy układu pokarmowego,
wyjątkiem jest babirussa. Niektóre przeżuwacze pobierają całkiem
niezwykłe pokarmy. Małe afrykańskie antylopy – dujkery oprócz
jedzenia trawy, polują na ptaki, zaś renifery mogą pozyskiwać
białko zwierzęce z ryb, jaj, lemingów; konsumują nawet ludzki i
psi mocz!
Łosie
– zupełnie bezpiecznie jedzą trujące dla ludzi muchomory (sarnom
też one nie szkodzą) i konwalie majowe. Lubią też roślinność
wodną, w której poszukiwaniu nurkują. Nie byłoby w tym nic
dziwnego, gdyby łosie nie wychodziły z wody od tyłu.
Amatorami
niebezpiecznych roślin są także nosorożce, spożywające nie
tylko kolczaste krzewy, ale nawet wilczomlecze, z których pozyskuje
się truciznę do polowań … właśnie na nosorożce. Nie powinno
to dziwić – trucizna działa tylko wtedy gdy dostanie się do
krwiobiegu.
Od
początku swojej ewolucji roślinożerne są także trąbowce.
Podczas żerowania słonie powstrzymują sawanny od zarastania lasem,
co pozwala antylopom i bawołom egzystencję w ich prawdziwym
środowisku. Słonie uzupełniają niedobór soli mineralnych
zjadając kawałki skał z wapiennych jaskiń.
Małpiatki
i małpy są zwierzętami głównie wszystkożernymi z przewagą
roślin. Tylko największy przedstawiciel naczelnych – goryl ma
opinię zupełnego wegetarianina. Nie pije również wody –
wystarczy mu ilość tego płynu zawarta w pokarmie. Czy jednak
słusznie uważa się goryla za zwierzę wyłącznie roślinożerne?
W tym miejscu nie brak kontrowersji. Na pewno goryl je mniej mięsa
niż lubiący je szympans, ale możliwe, że żywi się drobnymi
kręgowcami, jak i zwierzętami pozbawionymi kręgosłupa.
Przypuszcza się, że zjada nawet skorpiony po uprzednim oderwaniu im
żądła. Jakkolwiek by było, w ogrodach zoologicznych podaje się
gorylom oprócz roślin rozmaite mięso i nabiały, które wcale im
nie szkodzą.
Artykuł
dobiega końca, zanim jednak pożegnamy się ze zwierzętami
roślinożernymi, spróbujmy podsumować budowę anatomiczną układu
pokarmowego przeciętnego roślinożernego kręgowca. Ich pokarm jest
ciężkostrawny (pamięta Czytelnik jak długo trawią przeżuwacze?)
i ubogi w energię, ale za to łatwo dostępny. Zwierzęta
roślinożerne potrzebują więc długiego przewodu pokarmowego i
powinny bardzo długo rozdrabniać pokarm, co dzieje się chociażby
u przeżuwaczy, których sama nazwa wywodzi się od żucia. Muszą
też pobierać pokarm w dużych ilościach, a ich jelito ślepe musi
być długie. Czasem w trawieniu pomagają kamienie żołądkowe
(gastrolity), lub żyjące w układach pokarmowych mikroskopijne
organizmy. Przykładem takiej symbiozy są bakterie pomagające
termitom trawić drewno, lub żyjące w organizmach przeżuwaczy
pierwotniaki hurmaczki, zwane gregorynami.
1
Wiele lat temu miałem akwarium z rybami, a w nim min. glonojada,
którego nazwałem Gucio ;).
2
Odsyłam Czytelnika do umieszczonego na tym blogu wiersza ,,Zabójcza
improwizacja'' (wchodzi w skład poematu dygresyjnego
,,Milenium, czyli Nowe Triumfy'') gdzie w roli Zosi
wstawiłem Śmierć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































































