,,Szela
Jakób,
przywódca chłopów z czasów rzezi galicyjskiej 1846 (um. 1866), za
namową starosty Breindla stanął na czele urlopników, z którymi
zaczął pamiętną rzeź galicyjską w powiatach bocheńskim,
rzeszowskim i tarnowskim. W ten sposób rząd austriacki sparaliżował
wybuch zamierzonego powstania, gdyż chłopi z zaciekłością
mordowali szlachtę, dwory jej zaś grabili i palili. Po pacyfikacji
kraju rząd austrjacki ofiarował S. osadę w Glitt na Bukowinie,
lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów, którzy go unikali.
Umarł w obłąkaniu’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa
Gutenberga tom 16 Serbowie do Szkocja’’
W
styczniu
2022 r. przeczytałem bardzo kontrowersyjną powieść fantasy Radka
(Radosława) Raka ,,Baśń
o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli’’.
Akcja
rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku w Galicji, określanej
nowotestamentową nazwą Galilea (wieś Siedliska, Emaus, Lwów) oraz
w baśniowej krainie Króla Węży.

O
tytułowym bohaterze pisał wcześniej Stanisław Wyspiański w
,,Weselu’’
(Szela pojawia się w nim jako duch Dziada) i Bruno Jasieński w
poemacie ,,Słowo
o Jakubie Szeli’’.
Nie spodobało mi się, gdy w kiedyś w telewizji jakiś polityk z
PSL bronił Szeli (sam oceniam tę postać historyczną negatywnie).
W powieści Raka, garściami czerpiącej z chłopskiego folkloru,
Szela został ukazany jako bohater mityczny o tragicznym życiorysie,
przeżywający fantastyczne przygody. W dzieciństwie Kóba stracił
ukochaną matkę i został wygnany przez ojca za zaprószenie ognia.
Wychowywał go przyjaciel, sędziwy człowiek nazywany Starym Myszką,
który min. opowiadał mu baśnie i wprowadzał w tajniki ludowej
medycyny (pojawia się ciekawy opis zabiegu przypominającego nieco
chińską akupunkturę). Kóba i Stary Myszka pracowali jako
szabesgoje u żydowskiego karczmarza Kohlmanna, przezywanego też
Kohlkopfem. Mimo różnicy religijnej i kulturowej, Żyd traktował
ich znacznie lepiej niż dziedzic Siedlisk, jaśniepan Wiktoryn
Bogusz. Obaj chłopi musieli odrabiać pańszczyznę w jego majątku.
Po śmierci Starego Myszki, Kóba błąkał się po zaświatach gdzie
poszukiwał serca Króla Węży. Opowiadano, że został beskidnikiem
(miejscowe określenie rozbójnika), który w czasie kolędy
wymierzył sprawiedliwość karbowemu Mychajłowi i innym dworakom
prześladującym chłopską rodzinę. Jako beskidnik uratował
również również przed zamarznięciem ruskiego chłopa Xenesa Raka
(zapewne przodka Autora), zaszywając go w ciele żywego wołu. O
dziwo, zwierzę przeżyło operację, po której zostało mu tylko
parę blizn. Po powrocie do rodzinnej wioski zamienił się sercami z
Wiktorynem Boguszem. Dziedzic wówczas złagodniał, zaś chłop stał
się okrutny, czemu sprzyjały jeszcze nędza i poniżenie w jakich
żył. Szela był hardy, zbuntowany przeciw panu, jak też przeciw
Bogu, którego niesłusznie winił za swoje cierpienia (pojawia się
scena, w której pobił mówiącą, przydrożną figurę Chrystusa).
Został zmanipulowany przez cesarskiego urzędnika, Josefa Breinla,
który wykorzystując zasadę ,,dziel
i rządź’’,
podburzył Szelę do rozpętania rzezi galicyjskiej, zwanej jako
rabacja. Szela wrócił do namiestnika we Lwowie, dosiadając lwa i
zaczął buntować chłopów, co skończyło się masakrą szlachty i
mieszkańców dworów w zapusty 1864 r. Kiedy groźba kolejnego
polskiego powstania została już zażegnana, Austriacy spacyfikowali
rabację, zaś samego Szelę osadzili we własnym gospodarstwie na
Bukowinie, gdzie szczęśliwie dożył reszty swych dni.
W
życiu Szeli było wiele kobiet.
Jego
pierwszą miłością była Żydówka Chana, córka karczmarza
Kohlmanna. Nie grzeszyła urodą i chodziła nocą po dachu. Kochała
Jakuba i dosłownie oddała mu swoje serce pokryte piórami. Umarła
spadając z dachu, lecz Szela spotkał ją ponownie na zesłaniu na
Bukowinie.
Piękna
rusałka Malwa o włosach barwy wody budziła w Jakubie pożądanie
erotyczne. Chodź zdradzała go z jaśniepanem Wiktorynem, Jakub
dosłownie oddał jej swoje serce, odeszła. Zimę spędzała śpiąc
pod ziemią. Ponownie spotkali się we Lwowie, skąd wracali na
grzbiecie lwa.
Pustelnica
Sława była wiedźmą mieszkającą gdzieś w beskidzkiej puszczy.
Ponoć jej prawdziwa tożsamość to Magura, córka Króla Węży.
Potrafiła przybierać młody wygląd i karmiła węże mlekiem ze
swych piersi. Zaopiekowała się zabłąkanym Jakubem, któremu dała
pić swoje mleko. Potem uczyła go przemiany w rośliny i zwierzęta.
Przeżyła podpalenie swej chaty przez Joakima Piekiełkę, który
szukał zemsty za to, że jego dziecko urodziło się martwe.
Przygotowała Jakuba do rabacji, ucząc go ,,cnót’’ pająka
(inwersja hymnu o miłości św. Pawła). W 1846 r. przybrała swą
starą i brzydką postać i odleciała na żerdzi.
Po
powrocie z baśniowej krainy, Szela miał kolejno trzy żony, czy też
konkubiny z ludu, które urodziły mu siedmioro dzieci. Najbardziej
kochał syna Staszka i bardzo boleśnie odczuł jego zabranie do
wojska, w wyniki intrygi Wiktoryna Bogusza. Ostatnia żona Szeli,
Salcia umarła zimą w drodze do Pomirek. Przed śmiercią odmawiała
Różaniec.

Rolę
antagonisty pełni dziedzic, Wiktoryn Bogusz (1798 – 1846), syn
schorowanego Stanisława i brat melancholijnego bibliofila Nikodema.
Początkowo był hulaką; pijakiem i rozpustnikiem, a do tego
sadystą. Lubił bić chłopów, którym potem kazał całować swój
pierścień. Przyczynił się do śmierci schorowanego Starego
Myszki. Gardził książkami i własnym rozwojem intelektualnym.
Kiedy w jego piersi zabiło wężowe serce Szeli, zmienił się na
lepsze. Przestał katować chłopów, obniżył ich powinności
pańszczyźniane, zaniechał gwałcenia chłopek i swoim
dotychczasowym przyjaciołom nie pozwalał już tego czynić,
zaopiekował się chorym ojcem, uwięzionym na strychu i oplecionym
przez bujną roślinność, zaczął hodować motyle i czytać
książki; literaturę piękną i naukową. Kiedy powiedział Szeli,
że mu wybacza (zamiast prosić o wybaczenie), wzbudził w nim tylko
gniew. Ostatecznie został zamordowany nożem w czasie rabacji przez
Staszka Szelę, syna Jakuba.
Oprócz
rusałki i czarownicy, na kartach powieści przewija się wiele
innych istot nie z tego świata.
Kocmołuch był demonem z polskiego folkloru godzącym w podstawy
bytu chłopskich rodzin.
,,KOCMOŁUCH
był
niedużym, pokracznym stworkiem mieszkającym pod progiem stajni lub
obory. Tam przesypiał cały dzień, a na żer wychodził nocą.
Podpełzał wtedy bezszelestnie pod krowie wymię i doił je, aż
brzuch napełniony mlekiem robił mi się okrągły jak balon. Rano
gospodynie nie znajdowały żadnych widocznych śladów kocmołucha,
ale o jego wizycie świadczył znacznie zmniejszony udój. […]
kocmołuchy były gorliwie tępione i przepędzane wszelkimi
możliwymi sposobami’’ - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz
słowiański. Rzecz o skrzatach , wodnikach i rusałkach’’
W
powieści imię to nosił mówiący i pijący wódkę, czarny kot, w
którym łatwo dopatrzeć się inspiracji Behemotem z ,,Mistrza
i Małgorzaty’’.
Kocmołuch potrafił też zamieniać się w czarnego koguta. W
ludzkiej postaci był Samuelem Watą, wiernym służącym rodziny
Boguszów, który oddał życie broniąc jaśniepana Wiktoryna. Ta
ostatnia postać nawiązuje do hobbita Sama Gamgee, wiernego sługi i
przyjaciela Froda.
Diabły
Amazarak i Azaradel dysponowały mocą zmiany postaci. Amazarak
zamieniał się w przystojnego, nagiego mężczyznę o długich,
blond włosach i jelenim porożu, zaś Azaradel był otyły i miał
na głowie parostki kozła sarny. Przyczyniły się do rozpętania
rabacji, w celu odzyskania wężowego serca spoczywającego w piersi
Wiktoryna Bogusza. Czarty te były niegdyś dwoma bliżej
nieopisanymi czarodziejami z ,,Władcy
Pierścieni’’
(ceniły Sarumana, zaś nienawidziły Gandalfa). Potrafiły też
przybrać postać kulawego lisa i ślepego kota, postaci z
,,Pinokia’’.

Węże
odgrywają w powieści bardzo ważną rolę. Potrafiły osiągać
monstrualne rozmiar i mówiły ludzkim głosem. Chlubiły się swoją
wdzięcznością. Kiedy Kóba uratował małego węża leżącego w
pobliżu mofety (zatrutego źródła) węże ofiarowały mu serce
swego króla, dzięki któremu Szela na własne życzenie mógłby
zostać panem. Król Węży był ogromny i spał głęboko pod
ziemią. Władał światem w czasach mezozoiku, w epoce geologicznej,
kiedy na świecie żyły dinozaury. W zamierzchłych czasach miał
syna Jakóba i córkę Magurę. Autor porównuje go do Cthulhu z
horrorów Lovecrafta. Szela spotkał pod ziemią wężowych ludzi,
którzy używali smoków jako koni.
Ałła
– akba (od arabskich słów: ,,Allah
akbar’’
- Bóg jest wielki) był straszliwym bożkiem Tatarów i Żydów
zabitym w walce przez pustelnika Mruka, niechcianego syna Króla
Węży, podrzuconego przez demony. Jego pierwowzorami mogli być tacy
antagoniści słowiańskich herosów jak Pogańskie Idoliszcze z
ruskich bylin i Crni Arapin z serbskich legend.
Zły
Człowiek był beskidzkim pustelnikiem, niegdyś wyrzuconym z
klasztoru. Stracił wiarę w Boga i ludzi, a jego język obfitował w
przekleństwa. Pod wpływem opowieści kota Kocmołucha, Jakub
zastanawiał się czy nie był on czasem Mrukiem, synem Króla Węży.

W
2020 r. powieść została nagrodzona Nike. Choć nie jest mi po
drodze ze środowiskiem ,,Gazety
Wyborczej’’
przyznającym tę nagrodę, zachętę do sięgnięcia po powieść
stanowiły dla mnie zawarte w niej wątki ze słowiańskich wierzeń
ludowych. W mojej ocenie jak najbardziej można powieściowemu
bohaterowi współczuć i go rozumieć, jednak nic nie usprawiedliwia
jego okrucieństw. Powieść opowiada o tragicznym rozdziale z
historii Polski. Zaborcy mając po swej stronie zarówno pychę i
głupotę zadufanej w sobie szlachty jak też ciemnotę i brak
poczucia tożsamości narodowej uciskanych przez nią chłopów,
wykorzystali te czynniki, aby Polacy miast walczyć o niepodległość,
wyrzynali się nawzajem. Nie jest to baśń dla dzieci. Zawiera sceny
przemocy i seksu oraz wulgaryzmy; prawdziwie chamski język, którym
mówią zarówno chłopi jak i szlachta. Jednak pisarze, zarówno
realiści jak też fantaści mają prawo pisać także o trudnych i
bolesnych kartach z naszej historii, bowiem jak pisał w
,,Sułkowskim’’
Stefan Żeromski: ,,Trzeba
rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną
podłości’’.
Dużym plusem jest dla mnie ogromne bogactwo wyobraźni Autora i jego
rozległa wiedza o słowiańskim folklorze, liczne nawiązania
literackie (wśród drugoplanowych bohaterów pojawia się sam
Leopold von Sacher – Masoch (1836 – 1895), autor ,,Wenus
w futrze’’,
od którego nazwiska pochodzi słowo masochizm), oraz odrobina humoru
(np. rozśmieszyło mnie, gdy Kóba wysłany przez jaśniepana po
czeską wódkę, wypił jej trochę, a potem uzupełnił niedobór w
butelce własnym moczem). Choć trzeba zauważyć, że pańszczyzna
mimo wszystko nie była tym samym co niewolnictwo, a pruscy junkrzy i
rosyjscy bojarzy byli jeszcze gorsi od polskich panów, uważam, że
powieść jest zbyt dobra, aby ją oddawać lewakom.