,,Jedną
z osób, które jako pierwsze otrzymały objawienie była Czarna
Sara. Była szlachetnie urodzona i przewodził plemieniu znad brzegu
Rodanu. Znała tajemnice, które zostały jej przekazane… Romowie w
tym czasie praktykowali religie politeistyczne i raz do roku brali na
swoje barki posąg bogini Isztar (Astarte) i
przychodzili nad morze, aby tam otrzymać błogosławieństwo.
Pewnego dnia Sara miała wizje, które poinformowały ją, że
święci, którzy byli obecni przy śmierci Jezusa Chrystusa przyjadą
i musi udzielić im pomocy. Sara była świadkiem przyjazdu świętych
na łodzi. Morze było wzburzone i łodzi groziło zniszczenie. Maria
Salome rzuciła swój płaszcz na fale i użyła go jako tratwy. Sara
przypłynęła w kierunku świętych i modląc się pomogła im
dotrzeć na ląd’’ - Franz de Ville ,,Traditions of the Rome in
Belgium’’ (1956)

Opowieść,
którą chciałbym teraz przytoczyć, dopiero niedawno ujrzała
światło dzienne. Przekazywana ustnie przez tysiące lat, została w
końcu spisana przez nie kogo innego jak Papuszę, nieszczęśliwą
cygańską poetkę kochającą Polskę. Jej poemat zredagował Jerzy
Ficowski, badacz i przyjaciel polskich Cyganów, lecz został on
wydany drukiem, nakładem wydawnictwa ,,Lazdona’’
z Suwałk, zaledwie rok przed straszną pandemią koronawirusa. Dziś
możemy cieszyć się bez przeszkód bogactwem zawartych w nim
mitologicznych odniesień, rzucających nowe światło na zamierzchłą
przeszłość naszego świata.
*

W
erze dziewiątej Enk Stepian, z mandatu Ageja sześcioręki władca
bezkresnych stepów, poślubił gdzieś w Azji rusałkę Tarę
Wielkoduszną, panią rzeki Tarchonu. Tara obdarzona miłością
Stepiana, poczęła i wydała na świat nową rasę istot, które w
słowiańskich kronikach otrzymały imię Mnogorękich. Przypominały
bowiem ludzi; potężnych mężów i urodziwe niewiasty mających tak
jak ich praojciec, sześć rąk. Dzielili
się na żyjące w przykładnej zgodzie szczepy różniące się od
siebie kolorem skóry. Byli więc Mnogoręcy Perłowi, Czarni,
Brązowi, Złoci, Czerwoni, Niebiescy, Zieloni, Fioletowi i
Pomarańczowi, oraz karłowaty szczep zdolny zmieniać ubarwienie jak
kameleony. W ich żyłach płynęła złota krew i srebrny ichor.
Osiedlili się w krainie nazwanej na cześć królowej rusałek
Bharatieny. Założyli swe
księstwo u stóp wyniosłej góry Meru ze stolicą w kapiącym od
klejnotów i złota grodzie Saraście. Pierwszym władcą Mnogorękich
był książę Bragman I
Nagi, wasal królowej Bharatieny. Jego lud utrzymywał się z uprawy
bananów nazywanych ,,długimi
jabłkami’’, ryżu
i prosa, hodowli świń, bydła, kóz i drobiu, wytwarzania
jedwabnych tkanin i sztuki kowalskiej. Powiadano o ich
rzemieślnikach, że władni byli budować z drewna i metalu machiny
latające, zwane wimanami, które napędzali rtęcią. Mnogoręcy
cenili taniec, muzykę, wiedzę, recytowanie opowieści o chwalebnych
czynach Stepiana i Tary, smakowite jadło, pachnidła, klejnoty,
kwiaty, ars amandi oraz życie w pokoju. Za
oręż chwytali tylko wtedy gdy byli do tego przymuszeni atakami
nagów, rakszasów, piśaćy, vetali i asurów. Dożywali tysiąca
lat i dłużej. Dzięki parze skrzeli oprócz płuc, potrafili
oddychać pod wodą. Utracone przez nich członki ciała miały moc
odrastać. Mnogoręcy nade wszystko umiłowali dzieci, których
pragnęli mieć jak najwięcej. Za panowania wszetecznej królowej
Goplany III, wielu z nich poniosło okrutną śmierć odmawiając
władczyni rzucania swoich pociech na pożarcie krokodylom. Gdy fale
smoły, nazywane Czarnym Potopem pokryły skalane grzechami królestwo
Goplany III, ostatni sprawiedliwi z rasy Mnogorękich, ocaleli kryjąc
się na szczycie Meru gdzie doczekali początku ery dziesiątej.
Kiedy do Bharacji przybyli
pierwsi ludzie z rodu patriarchy Par – Ušana,
znaleźli w Mnogorękich opiekunów i przyjaciół. Po upływie
wieków, kiedy w ich sercach zatarła się już pamięć o Ageju,
poczęli czcić ostatnich Mnogorękich jako swoich bogów i boginie
i tak jest do tej pory.
*

W
przyrodzie panował stary Listopad o długiej, szarej brodzie,
którego szata barwy popiołu łopotała na porywistym wietrze. Noc
wcześnie zapadła, zaś smutne niebo płakało zimnym deszczem. W
oddali nawoływały się wilki i brukołaki, kiedy przez ponury step
przedzierała się egzotyczna piękność dosiadająca tygrysa. Car
Księżyc ciekawie przypatrywał się, siedząc na swym srebrnym
tronie, smukłej i wysokiej pannie o cerze barwie mahoniu i długich,
rozpuszczonych włosach, czarnych niby pkieł. Jej złotozielone oczy
i złote ozdoby świeciły w ciemności. Odziana była w przepaskę
zakrywającą kształtne piersi i spódnicę sięgającą kostek,
obie uszyte z czerwonej kitajki. Od razu można było poznać, że
nie jest to zwykła apsara z Bharacji, jeno niewiasta z ludu
Mnogorękich. Miała bowiem sześć rąk, smukłych i powabnych jak
cała jej postać. Litościwy Chors, mocą Ageja zmaterializował
przed nosem jej tygrysa porcelanową miseczkę wypełnioną po brzegi
gorącym, aromatycznym ryżem, aby wieloręka panna nie zasłabła z
głodu.
-
To dla ciebie – tygrys wskazał swej pani miseczkę z ryżem, ta
zaś pełna wdzięczności zabrała się łapczywie do jedzenia.
Gdy
skończyła, kładąc miseczkę w trawę, ujrzała jak w jej stronę
idzie smukła i czarnowłosa Enka w białym gieźle. Była uzbrojona
w łuk i kołczan ze strzałami, zaś towarzyszyła jej sfora
chartów, wyżłów i ogarów.
-
Witaj, dostojna Dziwico, Wielka Łowczyni Zachodu! - Wieloręka
piękność na znak szacunku złożyła wszystkie swoje sześć
dłoni.
-
Powiedz mi, Czarna Saro, córko księcia Bagramanta, co porabiasz tak
daleko od domu? - Spytała Dziwica, której oczy lśniły jak
błękitne gwiazdy..
-
Zmierzam do Domu Mężów, aby kształcić się tam na wojowniczkę.
-
Wszak jesteś niewiastą, a Dom Mężów jak sama nazwa wskazuje, nie
jest przeznaczony dla niewiast. Dlaczego nie udasz się raczej do
Szkoły Dziewic, którą sama założyłam dla takich jak ty?
-
Wiedz, pani, że mój ojciec bardzo chciał mieć syna, który
zostałby adeptem Domu Mężów. Niestety zamiast syna, to ja
przyszłam na świat i muszę to jakoś naprawić.
-
Nonsens! - Żachnęła się Dziwica, a jej psy aż zaskomlały z
oburzenia. - Nie musisz nic naprawiać, bo nic nie zepsułaś. Każde
dziecię jest bezcennym darem dla swych rodziców – dodała z
naciskiem.
-
Zważ, pani, że mojemu ojcu będzie smutno jeśli nie wstąpię do
Domu Mężów. - W oczach Czarnej Sary zalśniły łzy.
-
Żadne dziecię nie jest zobowiązane do zaspokajania ambicji swych
rodziców! - Trwała przy swoim Dziwica, lecz Czarna Sara zdobyła
się na odwagę i pochwyciła ją za rękę.
-
Jestem przeto zmuszona bić się z tobą, pani! - Zawołała Czarna
Sara zwinnie zeskakując z grzbietu tygrysa.
Dziwica
westchnęła, kierując błękitne oczy ku niebu, po czym z jej
barków wyrosły cztery dodatkowe ramiona.
-
Przyjmuję wyzwanie! - Oznajmiła Dziwica.
Enka
i panna z ludu Mnogorękich naparły na siebie i zaczęły mocować
się wszystkimi dwunastoma rękami. W międzyczasie myśliwskie psy
Dziwicy i tygrys Czarnej Sary walczyły zażarcie za pomocą kłów i
pazurów. Dziwica zauważyła z podziwem, że w nadobnych członkach
Czarnej Sary drzemie siła godna łowcy niedźwiedzi. Gdy obie
walczyły, obalając się na step i zaraz z niego powstając, z nieba
lunął ulewny deszcz, a chrobry Jarowit co rusz iluminował arenę
boju ognistymi piorunami. Zmaganie przeciągnęło się do bladego
świtu.
-
Jesteś naprawdę dobra – przyznała Dziwica – jeno puść mnie!
-
Puszczę cię, pani, dopiero wówczas gdy pobłogosławisz mi w moim
zamiarze pobierania nauki w Domu Mężów!
-
Niech tak będzie… Błogosławię ci… - Rzekła Dziwica, zaś
Czarna Sara rozluźniła uchwyt sześciu rąk.
Wówczas
Dziwica zdjęła swój złoty medalion pokryty pradawnym pismem i
zawiesiła go na szyi Czarnej Sary.
-
Pokażesz ten nawąz Mistrzowi Domu Mężów, aby wiedział, że
pozwoliłam ci pobierać tam nauki!
Następnie
obie niewiasty ucałowały się na zgodę w policzki i rozstały się.
Trzy dni później, kiedy z mroźnego i pochmurnego nieba sypał się
grad z deszczem, wojownik Ikołaj z rasy Lynxów, to jest ludzi z
głowami rysiów, pilnujący wschodniej bramy Domu Mężów, ujrzał
zwiniętą w kłębek, sześcioręką dzieweczkę. Czarna Sara była
przemoczona i przemarznięta od deszczu, zaś wierny tygrys ogrzewał
ją swoim pasiastym futrem. Ikołaj nigdy wcześniej nie widział
takiej istoty. Czym prędzej, kierowany litością, opuścił swój
posterunek i podszedł do nieszczęsnej istoty. Tygrys zawarczał
ostrzegawczo i wystawił pazury.
-
Spokojnie, bracie, chcę tylko pomóc tej niebodze – Lynx przemówił
do tygrysa, po czym pewnym ruchem zarzucił sobie Czarną Sarę na
plecy i zabrał ją do Domu Mężów, gdzie według statutu
Mieczysława nie wolno było przebywać żadnej niewieście.
Kiedy
Czarna Sara otworzyła oczy, uczuła przyjemne ciepło. Spostrzegła,
że leży w łożu nakryta po szyję wilczymi skórami. Wierny tygrys
spoczywał na drewnianej podłodze i czule trącał jedną z jej
dłoni wilgotnym nosem. Na stoliku obok łoża stała gliniana miska
wypełniona po brzegi parującą kaszą gryczaną ze skwarkami i
smażoną cebulą, pajda chleba upieczonego z wodnych roślin oraz
drewniany kubek napełniony cienkim piwem. Nad łożem Czarnej Sary
pochylali się adepci Domu Mężów. Był wśród nich Lynx Ikołaj,
żmij Feodul, wodnik Rochel, płanetnik Andik oraz Udaj Tades z rasy
chęchołajów przypominających rosomaki.
-
Gdzie jestem? - Spytała roztargniona Czarna Sara. - Czy to Dom
Mężów, czy raczej Jasna Nawia?
-
Jesteś w Domu Mężów, panienko – odrzekł Rochel.
-
Nie chcemy być niegościnni – wtrącił żmij Feodul – ale jak
wydobrzejesz, będziesz musiała nas opuścić. Nasz statut nadany
nam przez dwugłowego Mieczysława, zabrania niewiastom przebywać w
tym bastionie. Dla niewiast jest Szkoła Dziewic, jeśli chcą zostać
wojowniczkami.
-
Zaraz wszystko wyjaśnię, lecz najpierw pozwólcie, że podziękuję
wam za uratowanie mi życia. Nazywam się Kali Durga Sara, lecz
możecie mnie nazywać Czarną Sarą. Jestem córką Bagramanta,
księcia rasy Mnogorękich. Wszyscy mieszkamy u stóp góry Meru i
mamy po sześć rąk. Tak jak dwurękie istoty używamy ich do pracy,
walki, modlitwy i zabawy.
-
Kiedyś słyszałem o Mnogorękich z Saraśty, lecz uważałem, że
to wymysł starych piastunek – rzekł Ikołaj. - Wyjaśnij nam,
panienko, co porabiasz tak daleko od swych ziem ojczystych i to w
takiej nieprzyjemnej porze roku.
-
Na grzbiecie wiernego tygrysa Skrzana odbyłam daleką podróż
walcząc po drodze z głodem, upałem, zmęczeniem, deszczem,
śniegiem, wiatrem i różnymi złośliwymi istotami. Przybyłam aż
tu, bo pragnę zostać adeptką Domu Mężów.
-
To szaleństwo! - Żachnął się żmij Feodul.
-
Tak kazał mi ojciec – rzekła z naciskiem Czarna Sara – a jego
wola jest dla mnie święta. Idąc przez step walczyłem w pojedynku
ze Śri Dziwicą, którą zmusiłam, aby przekazała mi swój złoty
medalion na znak, że mogę pobierać tu nauki – Czarna Sara
pokazała wszystkim zgromadzonym swój klejnot, ci zaś zadrżeli
widząc, że tajemnicza księżniczka walczyła z potężną Enką i
zwyciężyła.
Medalion
wibrował i świecił złotym blaskiem w półmroku izby niczym małe
słońce. Ikołaj delikatnie zdjął go z łabędziej szyi Czarnej
Sary.
-
Dziś wieczorem, gdy zapłoną pochodnie, pokażę go na wiecu
naszemu mistrzowi i starszyźnie. Do nich należy ostateczna decyzja.
W
owym czasie mistrzem Domu Mężów był Tęgosz z rasy Żubrzan.
Przypominał wysokiego i potężnie zbudowanego męża z głową
żubra i złotym kolczykiem w nosie. O pełni Księżyca biciem w
olbrzymi bęben zwołał wszystkich wojowników na naradę wokół
ogniska rozpalonego na majdanie.
-
Doszły mnie słuchy, że z dalekiego kraju przybyła do naszej
szkoły wieloręka księżniczka pragnąca pobierać tu nauki.
Wszyscy wiemy, że nasz statut nadany nam przez dwugłowego
Mieczysława, zabrania niewiastom przebywania w Domu Mężów.
-
Hańba nam, gdybyśmy mieli postąpić inaczej! - Zazgrzytał
pożółkłymi kłami stary, biały ze starości Neur noszący imię
Koryszko.
-
Nawet królowa Nastazja i jej córka Walaszka, choć były chrobrymi
wojowniczkami, nie miałyby czego szukać w Domu Mężów! - Poparł
go stary żmij Kładen.
-
Jak chce zostać wojowniczką, to niech idzie do Szkoły Dziewic! -
Dodał siwobrody olbrzym Świder.
Majdan
rozbrzmiewał gniewnymi okrzykami, warczeniem, porykiwaniem i sykiem.
Wówczas o głos poprosił Ikołaj z rasy Lynxów. Wydobył z
zanadrza złoty medalion Dziwicy, od którego bił silny blask niczym
od gwiazdy świeżo spadłej z nieba.
-
Wczoraj znalazłem ową księżniczkę przybyłą aż z odległej
krainy noszącej imię królowej Bharatieny. Wielce zależy jej na
tym, aby zostać jedną z nas. Przybyła tu nie za swoim kaprysem,
ale zobowiązana wolą swego ojca, księcia Bagramanta z Saraśty.
Idąc tu, pokonała w walce Dziwicę i otrzymała od niej ten oto
medalion, na znak, że może pobierać nauki w Domu Mężów. -
Ikołaj potrząsnął klejnotem zawieszonym na łańcuszku. - Jest
teraz z nami. Podejdź bliżej, Czarna Saro!
Oczy
wszystkich zwróciły się ku wysmukłej, sześciorękiej pannie o
czarnych puklach i ciemnej cerze. Szła skromnie, a u jej boku
podążał wierny tygrys. Nawet Koryszko, Kłoden i Świder byli pod
wrażeniem jej odwagi i uporu.
-
Nazywam się Czarna Sara i jestem córką księcia ludu Mnogorękich
z Bharacji. Ojciec nakazał mi, abym właśnie tu kształciła się
na wojowniczkę, a jego wola jest dla mnie święta. Będę
zaszczycona jeśli spełnicie moją prośbę.
Mistrz
Tęgosz donośnym rykiem uciszył rozhowory między zwolennikami a
przeciwnikami przyjęcia Czarnej Sary do Domu Mężów.
-
Postawiłaś nas w trudnej sytuacji, panienko. Szanujemy, jako
posłańców Ageja zarówno Mieczysława jak też Dziwicę, lecz ich
stanowiska zdają się nam sprzeczne. Jako mistrz Domu Mężów
zamierzam przyjąć cię do grona adeptów o ile jutro sprostasz
próbie. W przeciwnym razie będziesz musiała powrócić do swego
księstwa.
-
Jakaż to próba? - Spytała Czarna Sara.
-
Będziesz musiała wydobyć złoty pierścień Mieczysława z Jeziora
Szczęk. Czy Mnogoręcy umieją pływać?
-
Od maleńkości pływamy jak ryby. - Zapewniła Czarna Sara.
-
To dobrze. Teraz ty i wszyscy inni możecie udać się na spoczynek.
- Mistrz Tęgosz zakończył więc, zaś dwa rosłe wodniki, bracia
Potop i Poplusk zgasiły ognisko wodą z cebra.
Czarna
Sara spała wtulona w futro swego tygrysa, który głuchym warczeniem
odpędzał od niej kłębiące się u powały sufitu zmory. O brzasku
pianie koguta zerwało wszystkich na nogi. Junacy wyszli z chat na
majdan, aby złożyć pokłon Dennicy, Zorzy Porannej i Swarogowi
rozpalającemu Słońce na niebie. Również Czarna Sara zerwała się
z posłania i razem z tygrysem udała się na majdan. Po przywitaniu
Dennicy i Swaroga, junacy zaprowadzili ją nad leżące w obrębie
bastionu jezioro o intensywnie błękitnych wodach. Mistrz Tęgosz
zasiadł na kamiennym tronie, zaś wodniki Kłamur, Komir i
Wardelotek oraz żmijowie Symur, Kalbir i Kijan poczęli bić
otwartymi dłońmi w membrany bębnów. Mistrz Tęgosz uniósł prawą
rękę dając im znak, aby przerwali bębnienie.
-
W imię Mieczysława, Wiecznego Wojownika, pytam cię, Czarna Saro,
czy jesteś gotowa poddać się próbie?
-
Jestem gotowa – potwierdziła Czarna Sara.
Wówczas
mistrz Tęgosz z rozmachem cisnął pierścień na sam środek
jeziora. Siedzące na brzegu wodniki i żmijowie poczęli bić w
bębny, zaś Czarna Sara wzięła rozbieg i wskoczyła do jeziora.
Nie kłamała; Mnogoręcy istotnie pływali jak ryby. Jezioro było
bardzo głębokie, woda zaś w nim była straszliwie zimna. Nie
zważając na tę niedogodność, Czarna Sara zanurkowała do samego
dna. Odnalazła w dennym mule pierścień i zadowolona zaczęła
płynąć ku powierzchni. Niestety jezioro zamieszkiwały szczupaki
wielkości rekinów. Ledwo zauważyły Czarną Sarę, rzuciły się
aby ją pożreć. Zaczął się szaleńczy wyścig w wodzie.
Olbrzymie ryby dopędzały pływaczkę, która broniła się przed
nimi, hojnie rozdając ciosy dłońmi i stopami. Jeden ze szczupaków
zacisnął zęby na jednej z jej rąk i odgryzł ją. Polała się
złota krew, jeszcze bardziej rozjuszając głodne ryby. Czarna Sara
krzywiąc się z bólu, wezwała imienia Perepłuta i Vady – tyły
aby dodali jej sił potrzebnych by uciec szczękom napastników.
Enkowie wysłuchali prośby. Czarna Sara ściskając pierścień
wybiegła z jeziora i otrząsnęła się z wody jak mokry pies. Kikut
ręki przestał już krwawić.
-
Dowiodłaś, że jesteś godna zaprawiać się do walki w naszych
szeregach. - Powiedział mistrz Tęgosz odbierając pierścień
Mieczysława. - Swoje męstwo opłaciłaś utratą jednej z kończyn.
- Zauważył po chwili.
-
Furda, odgryziona ręka odrośnie – odrzekła rezolutnie Czarna
Sara. - To nieładnie jednak, że nim wskoczyłam do jeziora, nie
ostrzegliście mnie, panie, o tych potwornych szczupakach!
Od
tego dnia Czarna Sara jako jedyna niewiasta w dziejach, została
adeptką Domu Mężów. Razem z innymi ćwiczyła się w walce każdym
rodzajem broni, biegach i zapasach. Poznawała też tajniki ziół
leczniczych, święte opowieści i obrzędy. Mając sześć rąk
zamiast tylko dwóch, miała znaczną przewagę nad innymi junakami.
Jej tygrys został pełnoprawnym mieszkańcem Domu Mężów i
przynosił do kuchni upolowaną przez siebie zwierzynę. Adepci wnet
polubili Czarną Sarę, była bowiem nie tylko urodziwa, ale też
skromna i miła w obejściu. Po dziesięciu latach wojowniczka
opuściła Dom Mężów z wykłutymi na prawym udzie dwoma mieczami,
znakiem, że ukończyła naukę.
*
Po
ukończeniu szkolenia w Domu Mężów, Czarna Sara udała się na
zachód. Zabawiła na południu krainy, która w erze jedenastej
otrzymała nazwę Lascaux, zaś w dwunastej i trzynastej została
nazwana Galią. Razem ze swym nieodłącznym tygrysem gościła w
kryształowym pałacu miejscowego władcy, zbudowanym na dnie rzeki.
Siedziała za stołem nakrytym białym obrusem, przed nią złote
półmiski i puchary same napełniały się najprzedniejszym winem i
wszelkimi smakołykami; mięsem żab, ślimaków i minogów podawanym
z duszoną fasolą.
-
To wielki zaszczyt, że przybyłaś do moich włości – mówił
jasnowłosy wodnik w szkarłatnym płaszczu, którego oczy świeciły
zielonym blaskiem. - Wiedz, nieustraszona mocarko z Domu Mężów,
żem jest Rodan, król rzeki nazwanej tym samym imieniem. Moi rodzice
z wszystkich Enków najwięcej umiłowali Roda, któremu zawdzięczam
swe narodziny oraz imię. Kiedy czarownica położyła pieczęć
klątwy na łono mej matki, Rod podarował jej duży, stojący zegar.
W tym zegarze znajdowałem się właśnie ja jako niemowlę. Dlatego
otrzymałem imię Rodan, to jest Dany od Roda. Teraz chciałbym
poznać twoje imię, pani, o ile nie skrywa go obłok tajemnicy.
-
Nazywam się Kali Durga Sara, lecz wszyscy nazywają mnie Czarną
Sarą. Jestem córką Bagramanta z Saraśty, księcia rasy
Mnogorękich. Natomiast pod stołem leży mój wierny tygrys o
imieniem Skrzan.
-
Rod mi świadkiem, iż byłbym rad, gdybyś zechciała zostać
królową u mego boku – oświadczył się Rodan. - Byłoby to dla
mnie największą radością….
-
Panie – rzekła Czarna Sara – przybyłam do twego królestwa z
poczucia obowiązku. Jeszcze jest za wcześnie, abym mogła ci
powiedzieć, że cię kocham, wszak jeszcze się dobrze nie znamy.
-
Cóż to za obowiązek przywiódł cię w moje progi? - Spytał
Rodan.
-
Nad rzeką Bosną osiadł srogi wąpierz Ogoljen, jeden z banów
smoka Rykara. Sieje spustoszenie i śmierć zadaje żłopiąc krew
niewinną. Nie myśl, panie, żem nie próbowała go powstrzymać!
Niestety ani żelazo, ani kamień, kość czy drewno maczugi, ani
nawet kły i pazury tygrysa nie są w stanie mu zaszkodzić. Pouczona
we śnie przez Chorsa, udałam się tu, aby znaleźć oręż
odpowiedni do zabicia Ogoljena.
-
Dobrze trafiłaś – pochwalił Rodan. - Mogę ci ofiarować srebrny
miecz, którego ostrzu nie oprze się żaden wąpierz. Oręż ten
czeka na ciebie wewnątrz drzewa brzoskwiniowego rosnącego wewnątrz
kręgu płomieni na rzecznej wyspie.
-
Wskaż mi ją, królu! - Poprosiła stanowczo Czarna Sara, zaś serce
Rodana napełniło się podziwem dla jej odwagi.
-
Płyń za mną! - Polecił.
Czarna
Sara dosiadła tygrysa, po czym podążając za królem Rodanem
rzuciła się wpław przez rzekę. Wcześniej zabrała dwa topory,
oraz cztery pojemne wiadra. Gdy Rodan ukazał jej wyspę, na której
płonął ognisty krąg, Czarna Sara napełniła wszystkie wiadra
wodą z rzeki. Następnie wylała ich zawartość na wyspę, gasząc
płomienie. Dobyła dobrze naostrzonych toporów i poczęła rąbać
nimi brzoskwiniowe drzewo. Przestała rąbać, gdy jej oczom ukazał
się miecz błyszczący jak promień Księżyca. Czarna Sara
napinając mięśnie, wyrwała go ze środka pnia. Rany zadane drzewu
natychmiast zaczęły się zabliźniać. Nie minęła minuta, gdy
brzoskwinia znów wyglądała jakby nigdy nie dotykało jej ostrze
topora. Czarna Sara przez chwilę ważyła brzeszczot w dłoniach.
Miecz miał złotą rękojeść zakończoną gałką z drogocennego
kamienia wypełnioną leczniczym balsamem.
-
Zuch dziewczyna! - Z rozmyślań wyrwały ją słowa króla Rodana. -
Mimo wszystko sądzę, że bezpieczniej byłoby dla ciebie zostać na
mym dworze, zaś miecz przekazać jakiemuś junakowi. Twoja śmierć
pogrążyłaby mnie w wielkim smutku.
-
Dziękuję ci, panie, za twą troskę, wiedz jednak, że nie po to
ćwiczyłam się na wojowniczkę i przebyłam taki szmat drogi, aby
teraz zawieść tych, którzy pokładają nadzieję w sile mych
ramion.
-
Jesteś godna najwyższej pochwały. Chętnie poszedłbym nad Bosnę
walczyć u twego boku z tym przeklętym wąpierzem. Wierzaj, że to
nie tchórzostwo przeszkadza mi w tym zamierzeniu, jeno obowiązki
jakie mam wobec Rzeki Roda i jej mieszkańców.
-
Wierzę, że mówisz prawdę – odezwał się nagle tygrys. -
Tchórzów i kłamców wyczuwam na wiorstę i rozszarpuję ich
zębami, ty zaś nie jesteś ani jednym, ani drugim.
-
Jestem zaszczycona, że mogłam gościć na twym dworze, panie i z
głębi serca dziękuję za dostarczenie mi oręża. - Czarna Sara
skłoniła się z szacunkiem.
-
Niech Erdgajsty czuwają nad twymi drogami i nie zapomnij tu wrócić,
by opowiedzieć o swoim zwycięstwie. - W oczach króla Rodana
zalśniły łzy smutku.
Naprawdę
martwił się o Czarną Sarę.

Wąpierz
Ogolejen, graf Pricolicki – Taracki wychodził nocą na łowy z
groty na prawym brzegu Bosny. Miał pomarszczoną, popielatą cerę,
czarne włosy i bokobrody, krwistoczerwone oczy, długie kły i
szpony. Odzienie jego stanowił czarny płaszcz uszyty z błon
lotnych nietoperzy. Na wskazującym palcu lewej dłoni miał żelazny
pierścień w kształcie węża Ouroborosa, w którym zaklęta była
moc tworzenia i miotania kul ognistych. Od smoka Ismeju otrzymał w
prezencie czaszkę młodej rusałki oprawioną w ołów. Ilekroć
zapadał zmierzch, Ogoljen napełniał czaszkę krwią ofiarnej sarny
lub łani. Mieszając w niej palcem w kierunku odwrotnym do ruchu
wskazówek zegara, miał możność widzenia spraw dziejących się
daleko. Tym sposobem luty wąpierz, który uśmiercił już
dziesiątki nimf, wił, satyrów i leśnych ludzi, dowiedział się o
Czarnej Sarze. Widział jak wydobyła srebrny miecz z wnętrza pnia
brzoskwini rosnącej w kręgu płomieni na wyspie na Rzece Roda.
Zadrżał wówczas ze wściekłości i lęku, że oto zbliża się
kres jego panowania. Wylał krew z czaszki na podłogę jaskini, po
czym strasznym głosem jął wzywać na pomoc upadłe duchy z
najgłębszych otchłani Čortieńska,
aż srebrna tarcza Księżyca pokryła się czerwienią od tych
zaklęć bezbożnych i sromotnych.
Czarna
Sara, mistrzyni miecza, kierowała się niestrudzenie na wschód, ku
ziemiom późniejszej Valkanicy, dosiadając wiernego tygrysa.
Ogoljen zsyłał na nią ognistą burzę, grad lodowych sztyletów,
nieprzeniknioną ciemność, a także hordy smoków, wąpierzy,
strzyg i wilkołaków. Czarna Sara niestrudzenie zadawała śmierć
demonom i straszydłom, dzierżąc oręż w każdej z sześciu rąk.
Jej tygrys uwijał się jak w ukropie, rozszarpując nocnice, smoki i
inne nikczemne istoty, których było wciąż więcej i więcej. Król
Rodan śledził wędrówkę Czarnej Sary mając za posłańców wodne
ptactwo i żaby. Jedna z nich, zwana Półpankiem, widząc, że
dzielna wojowniczka znalazła się w niebezpieczeństwie, nadęła
się i urosła do rozmiarów byka. Następnie żaba rozdziawiła
paszczę połykając stado złych Neurów i dowodzącą nimi
czarownicę Bazylichę. Kiedy Czarną Sarę otoczyły półkolem
zajadłe Čorty ognia,
mroku i raniącego gradu, czysta Mokosza widząc jej męstwo wsparte
modłami, wypuściła ze swego łona strumień żywej wody, który
uniósł ze sobą sługi zła do Welesa za morze. Tak wśród wielu
groźnych przygód, Czarna Sara i jej tygrys przybyli nad rzekę
Bosnę.
*
Nad
ranem Ogoljen zasnął opity krwią w swojej grocie. Myśli, które
nurtowały w jego głowie nie były wesołe. Choć Czarna Sara i
tygrys Skrzan nadeszli cicho jak koty, wąpierz zbudził się, kiedy
zgasła zaczarowana pochodnia płonąca u wylotu jaskini.
-
A więc przyszedł czas na mnie… - wymamrotał. - Tak bardzo nie
chcę umierać! Ucieknę stąd nad Tysiąc Jezior, a wy dostaniecie
całe moje złoto i klejnot! - Zaproponował Ogoljen.
-
Nie chcę twego skrwawionego złota – odmówiła gniewnie Czarna
Sara. - Skrzywdziłeś zbyt wiele istot, abym teraz mogła darować
ci karę! - Wyjęła z pochwy srebrny miecz.
Ogoljen
westchnął i wypuścił z ust ognistą kulę. Wojowniczka w
ostatniej chwili zrobiła unik. Tygrys swym ciężarem przygwoździł
wąpierza do ziemi, zaś Czarna Sara z wprawą pozbawiła krwiopijce
głowy i przebiła mu serce.
-
Musiałam to uczynić, aby chronić niewinnych – rzekła głaszcząc
łeb tygrysa.
Z
rozprutych trzewi wąpierza wydobył się płomień i pochłonął
jego cuchnące zwłoki.
-
Nic tu po nas – rzekła Czarna Sara i opuściła jaskinię.
Tygrys
podążył za nią.
*
Powiadają
bajarze, że wieloręka wojowniczka powróciła na zachód, nad
Rodową Rzekę. Poślubiła króla Rodana i została królową u jego
boku. Istnieje też opowieść, w której prawdziwość wierzyła
Papusza, że Czarna Sara żyła jeszcze w erze trzynastej. Jako
pierwsza niewiasta w Galii miała przyjąć Dobrą Nowinę głoszoną
przez Łazarza i jego siostry, Marię i Martę.