czwartek, 17 listopada 2022

Szaman i mrówka

 



,,Pewien wegetalista po spożyciu halucynogennych roślin ayahuasca i chakruna porozumiał się w 'trójwymiarowym języku' z ogromną mrówką, która zaproponowała mu przejażdżkę na swoim grzbiecie. Nie była to zwykła mrówka, lecz 'mrówka wiedzy i wegetalista zrozumiał później, że z kurzu, który przylepia się do lepkiej substancji wychodzącej z jej ciała, wyrasta ayahuasca. Kiedy wspięli się na drzewo, mrówka wyjaśniła swojemu pasażerowi, że przed tysiącami lat mrówki były inteligentnymi istotami. Gdy ziemia zderzyła się z asteroidem i zniszczeniu uległy ich miasta, zaczęły się degenerować. 'Powoli stawały się coraz mniejsze, traciły zdolności intelektualne i wyobraźnię i stały się podobne do robotów'. Kiedy mrówka zaniosła szamana z powrotem do domu i pożegnała się, jej ciało otworzyło się i wyrosła z niego mała roślina chakruna'' - Piers Vitebsky ,,Szaman''



 

środa, 16 listopada 2022

Iwanow



 ,,Na Syberii krąży opowieść, że amerykański astronauta John Glenn spotkał na Księżycu starego siwego rosyjskiego lekarza i mędrca o nazwisku Iwanow, który wstąpił z Ziemi na Księżyc, kiedy doszedł do końca swojego długiego życia'' - Piers Vitebsky ,,Szaman''

 


    Zastanawiam się czy nie był to czasem odległy pierwowzorów czarownika Iwana Iwanowicza Iwanowa, antagonisty Jakuba Wędrowycza...

wtorek, 15 listopada 2022

Oniricon cz. 866

         Śniło mi się, że:



- pojechałem na pielgrzymkę i jadłem lody śmietankowe w polewie czekoladowej, pomyślałem że gdyby Bieszk, Szydłowski i Kosiński uczciwie sprzedawali fantazje o Lechitach jako fikcję literacką, to nie miałbym do nich pretensji, idąc po schodach rozmyślałem o Jacku Piekarze i o tym, że bluźnierstwom przeciwko Jezusowi i Maryi należy się przeciwstawiać, a nie usprawiedliwiać je,



- Stanisław Szur powiedział, że nazwa Sorbona pochodzi od siorbania, zaś Hubert to samiec huby (wymyślone na jawie),



- Jerzy Urban nosił białą, papieską piuskę i przyjmował jako interesantkę starą kobietę, a gdy skończył pracę poszedł na piwo,



- w klasie ósmej miałem indywidualne lekcje religii ze starym, niedowidzącym księdzem, który pytał mnie czy lubię jeździć na wilku, w odpowiedzi zapytałem go czy zna baśń o Iwanie Carewiczu jadącym na tym zwierzęciu, ksiądz powiedział, że to piękna baśń, a ja powiedziałem o jej polskiej wersji napisanej przez Antoniego Józefa Glińskiego,



- gościłem na Grenlandii w rodzinie Eskimosów, którzy mieszkali w bloku, pytałem ich o higienę osobistą i alkohol, dowiedziałem się, że nie jedzą chleba, stąd wpadłem na pomysł ustanowienia Mszy Świętej w rycie eskimoskim, w którym zamiast hostii używałoby się plasterka mięsa morsa,



- w katolickiej księgarni znalazłem książkę Tony'ego Wolfa ,,Leśny ludek i smoki'',




- Stanisław Szur czcił Wiszenia (Wisznu), Kryszenia (Krisznę) oraz łysego i śniadego Lubala (Baala) jako rzekome bóstwa słowiańskie,


- zapytany o najpiękniejsze flagi wymieniłem portugalską (usłyszałem wówczas, że w Portugalii jest bardzo zimno), słoweńską, serbską i ukraińską, dodałem również, że niegdyś do najpiękniejszych zaliczałem również flagę rosyjską, lecz z powodu wojny na Ukrainie straciłem serce do tego kraju,



- nazwa Moskwa znaczy ,,mokra krowa'',



- Teofil Ociepka lepił symbole falliczne i przyklejał je do swoich obrazów,



- Dorota Terakowska napisała powieść dla młodzieży o pijakach, w której było dużo wulgaryzmów,

- omal nie poszedłem do księgarni bez spodni za to w białych majtkach,



- w Szczecinie otwarto nowe restauracje: koreańską, filipińską i syryjską,



- chciałem pojechać na pielgrzymkę do Charkowa lub Chersonia, lecz żołnierze kazali pojechać nad jezioro do Stepnicy, po przybyciu tam chciałem się kąpać w jeziorze, lecz był już czas na Mszę Świętą,

- kiedy pracowałem na komputerze, ten sam się wyłączył,



- w liceum miałem lekcję o transwestytach i sporą dawkę rosyjskiej propagandy, na lekcji nauczycielka biologii pokazywała uczniom zdjęcia Putina i Kadyrowa (ten ostatni siedział z nami w ławce i uśmiechał się głupio) oraz uczono nas picia wódki herbaty z cytryną, na szkolnym korytarzu łysi i otyli psycholog i psychiatra ciągnęli mnie siłą do gabinetu, a ja krzyczałem, że nie chcę zamienić się w Lynxa (człowieka z głową rysia),




- widziałem na szkolnym korytarzu piękną i młodą kobietę, która zakładała na kostkę złote łańcuszki,



- powiedziałem, że Rosja zostanie ukarana za satanizm i tłumaczyłem Sławomirze, że Rosjanie choć udają prawosławnych, są satanistami, bo czynią to, czego chce szatan. 

poniedziałek, 14 listopada 2022

Żelazny Młot

 

,,Zaświecił na niebie księżyc jasny

Urodził się w Kijowie bohater potężny,

Młody Wołch Wszesławicz;

Zadrżała wilgotna ziemia,

Zatrząsło się sławne cesarstwo indyjskie

Zakołysało się sine morze

Z powodu narodzin junackich […]

A gdy miał Wołch półtorej godziny,

Przemówił Wołch jakby grzmot zahuczał [...]’’

- ,,Byliny’’



 

Niezliczone dziwy prawiono o niezwykłych mocach i wyczynach wodnika Volcha Alabasty. Jego sława przetrwała upadek cywilizacji toropieckiej w postaci ruskich bylin o Wołchu Wsiesławiczu. W dniu narodzin Volcha Alabasty, na nocnym niebie gwiazdy tańczyły śpiewając hymn ku czci herosa. Potrafił on mówić niemal natychmiast po opuszczeniu łona matki, rusałki Stazji. Był urodziwy, silny i rozumny, zaś serce miał pełne odwagi i współczucia dla wszystkich cierpiących. Miał szafirowe bądź seledynowe oczy, włosy zaś długie i złociste. Władny był odmieniać kształty swojego ciała. Ilekroć zapragnął, przybierał postać mrówki, gronostaja bądź sokoła, a także wielu innych zwierząt. Największym jego wyczynem, szczegółowo opisanym przez Mikołaja Rymwida w ,,Aquariustice’’ było zwycięstwo nad Tarakanem, noszącym też imię Sałtykowa Stawryłowicza, królem wężokształtnych nagów z dalekiej Bharacji. Powiadano też, że Volch Alabasta udusił mocarnymi ramionami krokodyle Arimię i Flotana, które służąc smoku piekielnemu, Rykarowi, pożerały rusałki pluskające się w rzece nazwanej później Volchovem. Już w erze dziewiątej szeptano, że prawdziwym ojcem Volcha nie był wodnik Albasta, jeno żmij, który uwiódł jego macierz. Najwięksi junacy często byli bowiem synami bądź córkami żmijów.


*



Zła sława poprzedzała czarnoksiężnika Radasława Burego, gdziekolwiek się udał. Miał łysą jak sęp głowę, uszy spiczaste, paznokcie długie i ostro zakończone, sięgającą pasa, siwą brodę oraz złe spojrzenie przenikliwych, żółtych oczu. Powiadano o nim, że wywodził się z rodu leśnych dziadów, albo też był jednym z upadłych Enków. Za okrycie służyła mu szata barwy brunatnej, stóp sięgająca, w pasie przewiązana szkarłatnym sznurem. Od najmłodszych lat rzeźbił w drewnie, kamieniu i brązie, oraz lepił z gliny przeróżne postaci, a następnie gwiżdżąc sprawiał, że ożywały. Za pomocą siekiery wyciosał sobie z pni dębowych dwunastu silnych jak ogry pachołków. Ożywił ich przenikliwym gwizdnięciem, po czym rozkazał im wybudować sobie kamienny kasztel na lewym brzegu Virany płynącej na zachodzie ziem późniejszej Analapii. Gdy drewniani pachołkowie ukończyli swą pracę, Radasław Bury klasnął w dłonie, zamieniając ich z powrotem w nieociosane pnie dębów. Czarnoksiężnik składał obiaty smoku piekielnemu, Rykarowi, sprowadzając krwawe deszcze. Poszukiwał eliksiru zapewniającego nieśmiertelność. W tym celu mielił na drobny proszek nimfolity, drogie kamienie wydobyte z rozbitych maczugą głów uprowadzonych rusałek i wił. W wyniku jego eksperymentów alchemicznych, wody Virany i Odirny zatrute zostały rtęcią. Jakby mało było mu tych przewin, zadawał pokuśniki wilkom, dzikom i niedźwiedziom, przez co zwierzęta te zamieniały się w krwiożercze potwory niezwykłej wielkości i nadzwyczaj silne, opętane żądzą mordu. Niesyty przeprowadzania wciąż nowych eksperymentów, uwięził Čorta, zwanego inkubem w ciele jaszczurki. W rezultacie jaszczurka urosła, przeobrażając się w ziejącego ogniem, skrzydlatego smoka, któremu Radasław nadał imię Sadaj. Smok poleciał na wschód, w stronę Toropiecka, siejąc mord i pożogę. Nim dotarł do stolicy królestwa rusałek i wodników, zginął ustrzelony z łuku przez odważną wiłę Ostravę, która broniła przed nim gromadki bawiących się leśnych dzieci.

Volch Alabasta rósł znacznie szybciej niż inne dzieci, co jego rodziców napełniało zarówno dumą, jak i przerażeniem. Mały wodnik liczył sobie zaledwie cztery lata gdy poprosił rodziców.

- Mamo! Tato! Pozwólcie mi iść na wyprawę przeciwko Radasławowi Buremu!

Stazja i Albasta zrazu nie chcieli o tym słyszeć, drżąc o życie syna.

- Walka z czarnoksiężnikami i potworami to zadanie dla dorosłych! - Tłumaczył ojciec małego, czupurnego wodnika.

Volch był jednak uparty i nie dawał rodzicom spokoju, aż ci z ciężkim sercem zgodzili się puścić go na wyprawę. Najmłodszy z junaków opiewanych w bylinach, wziął ciężką włócznię i przypasał sobie miecz z bułatowej stali wykuty przez krasnoludy. Przyodział się w zbroję ze stalowych łusek, głowę zaś okrył szyszakiem zakończonym czerwoną kitą z końskiego ogona. Mimo swych czterech lat wyglądał dostojnie i groźnie.



Razem z Volchem nad Viranę udała się drużyna jego rówieśników. Były w niej wodniki Kalcymir, Mżeszk, Mirsun i Chowan, rusałki Sprewa i Milada, biegłe w strzelaniu z łuku, rzucaniu sztyletem i zielarstwie, żmij Padlimir oraz bliźniacy Morix i Havran ze szczepu leśnych ludzi z Puszczy Jaktorowskiej. Wszyscy ci młodzi wojownicy o nieulękłych sercach, obdarzeni byli mocą obroticzestwa, to jest zmiany postaci. Mikołaj Rymwid napisał, że każde z tych dzieci miało za ojca żmija, a być może nawet samego Welesa, co tłumaczyłoby niezwykłe moce drzemiące w ich dziecięcych ciałkach.

Drużyna Volcha Alabasty miała zbiórkę pod wypróchniałym dębem rosnącym nad brzegiem ruczaju, gdzieś na ziemi nazwanej później Orlandem i Roxem. Dzieci pożegnały się z rodzicami i prowadzone przez Volcha zmierzały w kierunku złowrogiego zamku nad Viraną. Były odważne i pewne siebie. Neurowie, strzygi i kotołaki schodziły im z drogi. Drużyna nie wiedziała jednakże, że nad jej bezpieczeństwie czuwały z wysokiego nieba dwa orły; biały Tinez i czarny Ridan, gotowe bronić dzieci dziobami i szponami przed sługami smoka Rykara.


*


Radasław Bury miłował wielce blask złota i klejnotów, które wytwarzał z próchna mocą kamienia filozofów. Kiedy kontemplował piękno kunsztownie wykonanych nausznic, naszyjników i maneli usłyszał nerwowe skrobanie do dębowych drzwi komnaty.

- Czego do stu Čortów? - Warknął czarnoksiężnik.

Drzwi otworzyły się z przeraźliwym skrzypieniem i stanął w nich lis demoniczny. Zwierzę osiągało rozmiary sporego wilka, miało przeraźliwie świecące, żółte oczy, zmierzwioną sierść i kły ledwo mieszczące się w pysku.




- No, czego chcesz, Tomisławie? - Zniecierpliwiony Radasław tupnął nogą.

- Panie, oto nadchodzi krew twego władania! - Wydyszał lis Tomisław.

- Nonsens! Moje panowanie jest wieczne! - Zazgrzytał zębami czarownik. - Gadaj sensownie co się dzieje, do kroćset!

- Oto nadciąga młody Volch Alabasta na czele drużyny – mówił lis.

- Mam się przestraszyć jakichś berbeciów? - Roześmiał się brunatny mag.

- Mimo młodego wieku, wszyscy są silni jak słonie i potrafią brać na siebie postaci zwierzęce. W walkach z tymi oborotniami wyginęły stworzone przez ciebie, panie, zwierzęta demoniczne; dzik Fajgas, rosomak Gulon, wilk Vardrost, jaszczur Jabłonolsz i ryś Ostrav. Jeno ja sam ocaliłem skórę, aby donieść ci, panie, o tej klęsce.

- Zakręt mać nad zakrętami! - Wściekły Radasław zacisnął pięści i podszedł do wąskiego okna.



Drużyna Volcha Alabasty przeszła już w bród Viranę. Dziecięcy wódz począł z chwili na chwilę przybierać postać małpy nazywanej obrem, żyjącej w parnych puszczach Azji. Małpy te podobne były do goryli z głębi Afryki, lecz przewyższały je wielkością. Pokryte rudobrązowymi włosami, w szczękach mieściły wielkie kły. Filozofowie przyrody pisali o nich, że w ich żyłach płynęła krew olbrzymów z plemienia Gigantów. Kiedy Volch Alabasta przybrał postać takiej właśnie małpy – giganta, podniósł mocarnymi ramionami ciężki głaz i z rozmachem cisnął nim w zamek czarnoksiężnika, czyniąc wyłom w jego murach. Widząc to pozostali junacy również zamienili się w małpy obry i dalejże ciskać celnie głazami w mury zamczyska.



Lis Tomisław skulił się i zaskomlał ze strachu, podczas gdy pan zamku wydobył z kufra latający dywan i usiadłszy na nim, poleciał w stronę pobliskiego gaju. Widząc to Volch Alabasta znów odmienił swą postać. Był teraz turem o złotych rogach. W ślad za nim postać tę przybrała też jego drużyna. Jedynie rusałki Sprewa i Milada w turzej postaci miały rogi srebrne zamiast złotych. Całe stado pobiegło do gaju, aby kontynuować walkę.




Dywan niosący Radasława Burego wylądował w gaju u stóp starego modrzewia, którego korę pokrywały magiczne znaki. Gaj pełen był kamiennych bestii. Przypominały głębinowe ryby, zwane topornikami o rozdziawionych paszczach i wyłupiastych oczach, lecz miały też łapy i ogony jaszczurów. Kosa Owinniczew w ,,Animalistyce’’ nadał im nazwę toporników, nieświadomy istnienia ryb o tej samej nazwie. Radasław zagwizdał niczym Sołowiej Chąsiebnik z ery dwunastej, aż z drzewa spadło wronie gniazdo. Gwizd jego ożywił lądowe toporniki, a to co wyrzezane w kamieniu, zamieniło się w zimnokrwiste ciała. Toporniki kłapały szczękami wydając bulgoczące dźwięki. Były głodne i spragnione krwi. Radasław klasnął trzykrotnie w dłonie i otworzyły się żelazne drzwi wprawione w pusty pień spróchniałego dębu. Z ciemnego wnętrza drzewa wynurzył się ogromny młot na długim trzonku. Pokryty był piekielnymi czertami układającymi się w tchnący grozą napis: Grond.

- Słuchamy i jesteśmy ci posłuszni, mocny Radasławie! - Grobowym głosem przemówił Żelazny Młot.

- W imię lutego Czarnoboga nakazuję wam wybić do nogi drużynę Volcha Alabasty zamienioną w tury!




Żelazny Młot bezzwłocznie poprowadzi toporniki do walki. Bestie o ni to rybiej, ni to gadziej postaci zginęły od ran zadawanych rogami i kopytami. Groźniejsze okazały się z wyglądu niż w walce. Żelazny Młot ścigał Volcha Alabastę między drzewami. Najlżejsze jego uderzenie mogło złamać kręgosłup dorosłego tura. Niechybnie tak właśnie by się stało, a dziecięcy junak zginąłby bohaterską śmiercią. Żelazny Młot już podnosił się, aby zamienić go w mokrą plamę. Volch pomyślał o ojcu i matce, których miał już nigdy nie zobaczyć i po raz pierwszy w życiu poczuł się jak małe, bezbronne dziecko. Zdążył uronić łzę, gdy z nieba, niczym biała błyskawica, orzeł Tinez runął na Żelazny Młot. Jednym ciosem dzioba rozciął trzon morderczego narzędzia, po czym porwał w szpony jego tępą część z żelaza z zamiarem wrzucenia jej w otchłań.

- Chcąc zniweczyć czary Radasława Burego, musisz zniszczyć Nawią Kość, którą nosi on zawsze przy sobie! - Powiedział Tinez, po czym wzbił się w przestworza.

Kiedy ostatni topornik uciekł z płaczem, aby skryć się w nurtach Virany, Volch przemówił do swojej drużyny.

- Będę dalej ścigać brunatnego maga, aby położyć kres jego łotrostwom. Kto chce, może wrócić do rodziców. To bardzo niebezpieczna wyprawa.

Junacy przyznali rację wodzowi i rozeszli się do domów, życząc mu powodzenia, aby znów żyć jak zwykłe dzieci. Jeno rusałki Sprewa i Milada postanowiły zostać z nim do końca. Volch zamienił się w wilka. Zwietrzył trop Radasława i ruszył w pościg, a Sprewa i Milada pobiegły w ślad za nim.


*


Było to nad piaszczystym brzegiem Gopła. Milada i Sprewa zapaliły zapaliły jednocześnie strzały ogniem swych oczu i posłały je z łuków w latający dywan maga. Dywan rozdarł się i zajął ogniem, zaś czarnoksiężnik wrzeszcząc i machając rękami wpadł do jeziora. Niebawem fale Gopła wyrzuciły na brzeg Nawią Kość, straszliwą różdżkę Radasława. Volch nadbiegł w wilczej postaci i chwycił ją między zęby. Wtedy z jeziora wynurzył się Radasław Bury ociekający wodą.

- Szlachetny wilku, miejże litość dla mnie!

- A ty gdzie miałeś litość dla rusałek, które patroszyłeś? - Warknął Volch, po czym zmiażdżył kościaną różdżkę potężnymi kłami.

Radasław Bury rozdziawił usta i złapał się za serce. Jego starcze ciało pękło na dwie połowy, wypluwając do jeziora deszcz krwi i flaków.



Volch Alabasta porzucił wilczą postać i zamienił się w słonia. Za pomocą trąby posadził obie rusałki na swoim grzbiecie.

- Wracamy do domu, bo już pewnikiem rodzice się o nas martwią – oznajmił wesoło.

Taki był początek czynów chrobrego junaka Volcha Alabasty.


niedziela, 13 listopada 2022

Rumcajs

 


W wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym oglądałem jako dobranockę czechosłowacka kreskówkę ,,Rozbójnik Rumcajs’’ (czes. ,,Loupežnik Rumcajs’’) z 1967 r. zrealizowaną na podstawie cyklu powieści Vaclava Čtvrtka (1911 – 1976). 



Tytułowy Rumcajs był szewcem z Jiczyna, który został rozbójnikiem doprowadzony do skrajnej nędzy przez złego księcia. Mieszkał w jaskini z żoną Hanką (w oryginale: Manką) i małym synkiem, Cypiskiem. W jednym z odcinków Rumcajs obronił syna przed atakiem strzyg. Innymi postaciami fantastycznymi występującymi w serialu byli olbrzym Rzezimieszek i wodnik Olszynek.



Pamiętam, że przed laty na ul. Śląskiej stał bar ,,Rozbójnik Rumcajs’’ (dziś na jego miejscu sprzedaje się kebaby), zaś w sprzedaży był proszek do prania ,,Cypisek’’.



Rumcajs był pierwowzorem okrutnego rozbójnika Rinkajzena ov Štafingaffa z Ojcowa, o którym pisałem w powieści fantasy ,,Tatra. Suplement’’.

sobota, 12 listopada 2022

Oniricon cz. 865

         Śniło mi się, że:



- na pchlim targu ludzie sprzedają swoje pchły,



- samica lisa polarnego nazywała się Janina Piesakowa,



- byłem neopoganinem i słuchałem Mamy jak samej Mokoszy, UWAGA: To tylko sen, na jawie jestem katolikiem,



- ciocia Ursula ov Sienitica zachęcała mnie od odwiedzenia zapuszczonej części domu, zwanej Kostaryką, lecz Mama zabroniła mi tam iść, do Kostaryki poszły Mama, Babcia i ciocia Ursula ov Sienitica, poszedłem za nimi ukradkiem, w Kostaryce przebywał bandyta, który zginął od kuli, zastanawiałem się czy można się cieszyć ze śmierci złego człowieka i miałem wizję żołnierza, który strzelał do atakującego go helikoptera,



- poszedłem na podwórko gdzie kręcono film o średniowieczu,



- do Stajenki Betlejemskiej przyszedł byk, zaś pies odgryzł mu jądra, które zamieniły się w bombki do wieszania na choince,



- dowiedziałem się o rusałce Słowenii, od której imienia pochodzi nazwa kraju,




- w zamierzchłych czasach w Afryce władała biała rusałka w czarnej sukni, która zajmowała się badaniem i opisywaniem węży, w XVI wieku z jej pracy korzystał Konrad Gesner,



- oglądałem w telewizji sowiecki film o głupim szpiegu Stirlitzu, który zamyślił się i tak mu się to spodobało, że zrobił to jeszcze raz,







- w Krakowie mieszkała rusałka masażystka, która była przewodniczką młodego, amerykańskiego dziennikarza po Polsce zamieszkanej przez mityczne stwory i ludy takie jak Amazonki z ukraińskiego zakonu Asgarda, w finale ów dziennikarz miał zostać złożony w ofierze na szczycie Ślęży, aby przyjąć na siebie promień z Saturna zagrażający Ziemi,




- spotkałem na ulicy, która była przedsionkiem Nieba Jenę ov Blackeyovą w kolorowej sukni, która wyrzucała mi moje grzechy,




- Jakub Wędrowycz miał naprawić czerwony samochód,

- w Korei Północnej obowiązuje zakaz mordowania nienarodzonych dzieci,

- Korea Północna nie odważy się zaatakować Korei Południowej, bo zbyt wiele by straciła,




- Jarosław Grzędowicz oszalał po śmierci żony, grał w przedstawieniu Adama i powiedział czytelnikom, że pracując jako drwal w Finlandii wysiedlał Muminki, powiedziałem mu, że przypomina Arthura Machena, który wierzył w Biały Lud, lecz pisarz nie wiedział kim był Machen. 

piątek, 11 listopada 2022

,,Spanienkreuz''

 


W 2012 r. przeczytałem krótkie opowiadanie historyczno - fantastyczne ,,Spanienkreuz’’ Andrzeja Sapkowskiego, które znalazłem w jego antologii ,,Maladie’’. Sapkowski napisał je w 2006 r. do hiszpańskiej antologii ,,Guernica variaciones Gernika’’. W 2007 r. zostało opublikowane na łamach ,,Nowej Fantastyki’’.


Akcja rozgrywa się w Berlinie w 1939 r. w przededniu wybuchu II wojny światowej. Tytułowy Spanienkreuz (niem. Krzyż Hiszpański) był ustanowionym przez Hitlera odznaczeniem dla niemieckich lotników z Legionu Condor biorących udział w hiszpańskiej wojnie domowej (1936 – 1939) po stronie generała Franco.

Nie licząc służącej, w opowiadaniu występują tylko dwie postaci.


Feldmarszałek lotnictwa Wolfram Freiherr von Richthofen (1895 – 1945), krewny słynnego Czerwonego Barona, czyli Manfreda von Richthofena, asa lotniczego z czasów I wojny światowej został odznaczony za udział w bombardowaniu ludności cywilnej w Guernice w 1937 r.



Wdowa po generale – lejtnancie Gustawie Wilhelmie von Throtta, okultystka Dorothea Daisy von Throtta była niewidoma, lecz posiadała dar jasnowidzenia. Koligacje rodzinne ochroniły ją przed eksterminacją jako osoby niepełnosprawnej, która powszechnie miała miejsce w III Rzeszy. W jej domu działała magia. Ożywał wypchany ptak na stole, zaś postaci namalowane na obrazach ruszały się i rozmawiały.


Baron wręczył starszej damie Krzyż Hiszpański dla rzekomo poległego porucznika Bertrama von Estorffa. Von Throtta z pogardą odrzuciła odznaczenie i wyjawiła skrywaną przez władzę prawdę. Bertram został zastrzelony przez Niemców za to, że odmówił bombardowania cywilów. Jasnowidząca przepowiedziała, że w przyszłości Niemcy będą tak samo bombardowane jak wcześniej Hiszpania. Zaniepokojony Richthofen postanowił wówczas wysłać żonę i córki do bezpiecznego, jak mu się zdawało, Drezna (zbombardowanego przez aliantów 13 – 14 lutego 1945 r.).

Opowiadanie oceniam jako bardzo dobre literacko, choć opisuje okrucieństwo tylko jednej strony konfliktu. Swego czasu krytykował to Szczepan Twardoch, kiedy jeszcze miał poglądy prawicowe.