sobota, 10 czerwca 2023

,,Kwaidan. Demony japońskiego folkloru''

 


,,Hearn Lafcadio, pisarz ang., (1850 – 1904), dziennikarz w Ameryce, od 1891 w Japonji, ożenił się z Japonką, przybrał nazwisko Koizumo Yakumo i został profesorem literatury ang. w Tokjo. Świetny narrator życia japońskiego od strony dodatniej. Najważn. utwory: ‘Glimpses of Unfamiliar Japan’ (1894, 2 t.), ‘Kokoro’ (1896), ‘Gleanings in Buddhafields’ (1897), ‘Japan, Attempt at Interpretation’’ (1904), ‘Books and Habits’ (1922). Na polski tłumaczono tylko nieliczne, m.in. Wacław Berent (‘Historja gejszy i t. d.’, ,Opowieści niesamowite i upiorne’ ze zbiorów ‘Kokoro’ i ‘Kwaidan’ 1924)’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 6 Grecki język do Izasław’’



W czerwcu 2023 r. przeczytałem antologię Lafcadio Hearna ,,Kwaidan. Demony japońskiego folkloru’’ (ang. ,,Kwaidan: Stories and Studies of Strange Things’’) z 1904 r., która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa ,,Replika’’. Zbiór zawiera opowieści niesamowite oraz … trzy eseje o owadach (motylach, komarach i mrówkach). Autor zaczerpnął materiał do swojej książki ze starych pism japońskich (niektóre z opisanych wierzeń mają pochodzenie chińskie).

Akcja tych opowieści rozgrywa się w XV – wiecznej Japonii oraz w … XIX – wiecznej Walii (opis spotkania w dzieciństwie Lafcadia i jego przyjaciela, Roberta z cygańskim czarownikiem).

Hearn opisywał również krainy fantastyczne jak Tokoyo. Okazało się, że kraina ta była zwykłym mrowiskiem, do którego dusza śpiącego trafiła pod postacią motyla.

Z kolei Horai było rajską krainą bez zimy, gdzie wszystko zawsze było świeże. Jej mieszkańcy nie używali zamków w drzwiach, nie musząc obawiać się złodziei. Jedyną rzeczą, której się wstydzili był smutek. Używali miniaturowych miseczek i pucharów, w których nigdy nie brakowało im jedzenia i napojów.


Tematem książki są interakcje ludzi i istot nadprzyrodzonych (yokai 1, yurei 2). czasem były to istoty groźne dla ludzi jak duch, który uciął muzykantowi uszy, ponieważ nie zostały pokryte ochronnymi sutrami. Jedna z najciekawszych opowieści wynikających z buddyjskiej wiary w reinkarnację dotyczy dusz samurajów wcielonych w kraby. Mamy również piękną i smutną opowieść o miłości pary kaczek mandarynek. Kiedy głodny samuraj ustrzelił kaczora, kaczka powiedziała człowiekowi o trapiącym ją smutku, po czym zabiła się.

W książce możemy natknąć się na następujące przykłady yokai.



Jikininki był duchem pożerającym zwłoki. Zamienił się w niego pazerny mnich ukarany za to, że rytuały pogrzebowe traktował wyłącznie jako okazję do wzbogacenia się.



Rokurokubi dziś wyobraża się jako potworną kobietę o monstrualnie długiej szyi. Jednak w ,,Kwaidan’’ były to demony atakujące ludzi pod postacią głów poruszających się w oderwaniu od reszty ciało (nasuwa się tu analogia z tajską krasue). Mnich, który niegdyś był samurajem stoczył bohaterską walkę z całą gromadą takich pełzających głów. Jedna z nich, już po zabiciu trzymała się zębami skraju jego mnisiej szaty. Nikt nie wierzył zapewnieniom odważnego mnicha, że walczył z demonami i nawet trafił on przed sąd.



Yuki – onna była demonem śniegu w postaci pięknej kobiety. Miała władzę nad mrozem i potrafiła zabijać. Pozbawiła życia starego drwala i usiłowała uwieść jego młodego pomocnika.

Japończycy wierzyli w moc przekleństwa samobójcy lub skazanego na śmierć. Pewien skazaniec, który nie grzeszył rozumem, po ucięciu głowy zdołał ugryźć kamień, namówiony do tego przez skazującego go feudała (daimyo). Dzięki temu, że jego energia została zużyta na gryzienia kamienia, nie mógł więcej szkodzić.



Buddyjskie dzwony odlewano z brązowych luster. Pewna kobieta pożałowała oddania na zbożny cel cennego przedmiotu i chciała go odzyskać. Na mocy rzuconej przez nią klątwy dzwon został zatopiony w jeziorze. Ktoś kto by go wyłowił i rozbił, miał szansę otrzymać skarby od ducha. Pewien rozpustny chłop zamiast wyłowionego dzwony rozbił jego atrapę i zamiast skarbu otrzymał coś obrzydliwego (Autor powstrzymał się od sprecyzowania co to było).



Japończycy wierzyli, że dusze zarówno zmarłych jak i żyjących mogą przybierać postać motyli. Same motyle miały rodzić się z jęczmienia.




Na podstawie opowiadań Hearna nakręcono film grozy ,,Kwaidan, czyli opowieści niesamowite’’ (1964).



1 Odsyłam do posta: ,,Bestiariusz japoński. Yokai’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Yurei’’.

piątek, 9 czerwca 2023

,,Wilki i Orły''

 

,,My swojej wolności nie oddaliśmy

Miasto nasze broniliśmy, jak tylko mogliśmy

Grozny, zostawiliśmy cię, lecz nie potrwa to długo

Wilkom odpoczynek wystarczy krótki’’

– Timur Mucurajew




W czerwcu 2023 r. przeczytałem realistyczną powieść wojenną Rafała Dębskiego ,,Wilki i Orły’’ z 2011 r. wydaną nakładem Fabryki sensacji (odgałęzienia Fabryki Słów).



Tytułowe ,,Wilki’’ to Czeczeńcy. Totemicznym zwierzęciem tego kaukaskiego ludu jest bohaterska wilczyca, która według legendy z wielkim oddaniem zasłaniała swe szczenięta przed niszczącą świat wichurą. Swoim poświęceniem zdołała przebłagać gniew Allaha. Z tego powodu wilczyca widniała na fladze czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Autor wspominał też inną legendę, w której Czeczeńcy byli potomkami żołnierzy Aleksandra Wielkiego. Natomiast ,,Orły’’ to Rosjanie, bowiem w godle Rosji widnieje dwugłowy orzeł.

Akcja powieści rozgrywa się w czasie II wojny czeczeńskiej (1999 – 2009) już po tragediach w moskiewskim teatrze na Dubruwce (23 – 26 października 2002 ) i w Biesłanie (1 – 3 września 2004). Ostatnim prezydentem wolnej Republiki Iczkerii był Achmad Nikułajew.

Do separatystycznej republiki przybył jasnowłosy i jasnooki polski najemnik Paweł Mech. W latach 90 – tych XX wieku służył w serbskim wojsku. Był to prawdziwy przyjaciel Czeczeńców widzący słuszność ich dążeń niepodległościowych, lecz stanowczo potępiający mordowanie cywilów. Przyczynił się do udaremnienia serii zamachów z użyciem broni atomowej. Paweł kochał Halimę (arab. ,,cierpliwa, łagodna’’), piękną i dobrą córkę prezydenta Nikułajewa. Choć Halima straciła wielu bliskich z rąk Rosjan, kierując się współczuciem, z oddaniem pielęgnowała ciężko poparzonego rosyjskiego jeńca Dymitra Szewadze. Paweł uratował jej życie przed śmiercią w samobójczym ataku, którego miała dokonać z woli ojca.



Autor ukazał honor i okrucieństwo po obu walczących stronach. Napiętnowani jako zbrodniarze zostali zarówno Władimir Putin jak też Szamil Basajew. Jednak to Rosjanie ponosili dużą część odpowiedzialności za śmierć zakładników w moskiewskim teatrze i w szkole w Biesłanie (gra służb specjalnych, nie liczenie się z życiem zakładników przez specnaz). Czeczeńcy byli zdesperowani i opuszczeni na arenie międzynarodowej (zdradzili ich sojusznicy z CIA). Początkowo chodziło im tylko o niepodległość. Muzułmański fanatyzm reprezentowany w powieści przez Afgańczyka, kadiego Sajfa ad – Dina pojawił się później. Jednym z najgorszych rosyjskich szwarccharakterów (oprócz Putina i ministra Abrama Wiktorenki) był kapitan Wiktor Malinin z GRU. Stosował wyjątkowo bestialskie tortury w obozie infiltracyjnym oraz handlował ludzkimi organami. Demoralizacja w postaci narkomanii, alkoholizmu i handlu ludźmi miała miejsca zarówno wśród Rosjan jak i Czeczeńców. Czytając powieść można odnieść wrażenie, że w XXI – wiecznej Czeczenii czas się zatrzymał. Sugerują to takie sceny jak pojedynek na szable i wbicie na pal zdrajcy, Omara Guldy przez komendanta Rusłana Kadajewa.

Kiedy w 2022 r. wybuchła wojna na Ukrainie zaczęły krążyć różne prognozy dotyczące losu Rosji po przegranej wojnie. Nie brakuje takich, którzy przewidują rozpad zbrodniczej federacji i uzyskanie niepodległości przez dzisiejsze republiki autonomiczne. Czas pokaże czy Czeczeńcy zdobędą wreszcie upragnioną niepodległość…

czwartek, 8 czerwca 2023

Psujlas

 

,,Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las’’ - przysłowie



W erze jedenastej kraina Burus nad Morzem Joldów graniczyła z Aplanem i Orlandem. Nie tworzyła jednolitego organizmu państwowego. Wśród jej nieprzebytych puszcz i wielkich jezior takich jak Mamir, Synar i Vikora, zamieszkanych przez ryby potwornej wielkości, znajdowały się małe osady synów Novalsa i córek Aivalsy, używających mowy nowoludzkiej. Było to także siedlisko starszych ras rozumnych takich jak rusałki, leśni ludzie, barstuki, kautki, Lynxowie, wodniki, a także wąpierze. Największym grodem Burus było Truso gdzie odbywały się targi, zaś wspólne dla wszystkich mieszkańców sanktuarium Ageja i Enków nazywało się Romove. W Burus stanął również złowrogi Żelazny Zamek należący do Erydana, króla wąpierzy. Stało się to jednak dopiero pięć lat po wydarzeniach opisanych w tej historii.


*




W lipcu, kiedy Swaróg darzył szczodrze złotymi promieniami, młoda Kulmina z buruskiej wsi Ustu, poszła rano z koszykiem do lasu, aby zbierać jagody. Przeraziło ją to co zobaczyła. Oto stuletnie dęby, buki, brzozy, świerki i sosny leżały powalone i jakby nadpalone. Trawa była zdeptana, chciałoby się rzec: kopytami Čorta, pożółkła i czerniejąca. W powietrzu unosił się ostry odór siarki, od którego zwiędły wszystkie kwiaty w promieniu mili. Ptaki zamilkły. Kulmina rozpłakała się widząc zagładę matecznika i poniewierające się, nadpalone kości zwierząt. O żadnych jagodach nie mogło być teraz mowy, bowiem krzewy zostały połamane i wdeptane w umęczoną ziemię.

- Gdzie byliście, Boruto i Leśna Matko?! - Szlochała Kulmina wiedząc, że zagłada puszczy pociągnie za sobą śmierć ludzi korzystających z jej zasobów.


 


Wśród obalonych pni drzew stał tyłem do Kulminy rosły mąż w czerwonym kubraku z kapturem, przypominający kata. W ręku trzymał olbrzymią kosę o obsydianowym ostrzu, w zębach zaś miał fajkę. Palił w niej cuchnące zioła zerwane na bagnach, zaś unoszący się z niej dym przypominał piekielne wyziewy. Biła odeń taka groza, że Kulmina bała się oddychać. Oprawca lasu usłyszał jednak bicie jej serca. Powoli odwrócił głowę w jej kierunku. Spod czerwonego kaptura wyzierała straszliwa, brunatna morda z wielkimi kłami i wyłupiastymi oczami świecącymi jak czerwone latarnie. Panna wrzasnęła z trwogi, rzuciła pustą kobiałkę i poczęła uciekać. Biegła przeraźliwie krzycząc, aż potknęła się o wystający pniak. Wówczas straciła przytomność na wiele godzin. Kiedy znów otworzyła oczy, spostrzegła, że spoczywa w łożu i w pierzynie w rodzimej chacie. Pochylali się nad nią zatroskani ojciec i matka, a także starszy brat oraz trzy młodsze siostry.

- Gdzie jestem? Co się ze mną stało? - Spytała wciąż przestraszona Kulmina. - Gonił mnie taki…

- Już dobrze, kochanie – przerwała jej matka i pogłaskała po policzku. - Jesteś z nami bezpieczna.

- Kirszbut, który tak ci się podoba, okazał się godny miana prawdziwego junaka – rzekł z uznaniem ojciec Kulminy. - Kiedy znalazł cię nieprzytomną w lesie, wziął na plecy i przywlókł do chaty. Zuch chłopak!

- Rada byłabym mu podziękować – odparła Kulmina rumieniąc się uroczo.

- Kirszbucie, chodź do nas, sokole! Twoja bogdanka chce ci podziękować! - Zawołał ojciec.

Kirszbut wszedł z sieni do izby i podszedł do łoża swej umiłowanej. Kulmina nic nie powiedziała, jeno zarzuciła mu ramiona na szyję i ucałowała serdecznie. W izbie bawił również siwobrody kapłan Krive odziany w białą szatę, biegły w sztuce leczenia chorób duszy i ciała. Poprosił o zostawienie go sam na sam z pacjentką. Zamierzał bowiem dowiedzieć się dokładniej kogo spotkała w lesie.

- Ujrzałam jakby kata całego odzianego na czerwono – Kulmina wzdrygnęła się na to wspomnienie. - W ręku miast miecza czy topora, dzierżył wielką kosę, którą powalał najtęższe drzewa. Do tego gdy na mnie spojrzał, to tak mu źle z oczu patrzyło, że uciekłam z krzykiem i … straciłam przytomność.

Stary mądry Krive zmarszczył krzaczaste brwi i namyślił się głęboko.



- Nie mam dobrych wieści – przemówił wreszcie. - Z wiedzy przekazywanej w bractwie czartopłochów wynika, że ujrzałaś Psujlasa, to jest Čorta Pruslasa. Jego kosę sporządzili rzemieślnicy z warsztatów pracujących w otchłani Čortieńska. Psujlas niszczy nią lasy z nienawiści do Ageja i wszystkich jego dzieci. Zamierza zamienić świat w martwą pustynię, po której będą hulały demony.

- Gdzie byliście, leśni Enkowie? - Jęknęła Kulmina. - Dlaczego pozwalacie niszczyć naszą puszczę?!

- Agej jest nierychliwy, ale sprawiedliwy – oświadczył stanowczo Krive. - Jego Enkowie nie pozwolą, aby zło zapanowało nad Burus i światem.

- Gdybym mogła zebrać drużynę junaków i przepędzić z Burus tego przeklętego niszczyciela! - Westchnęła Kulmina, po czym wielce znużona zamknęła oczy.

Krive wyszedł po cichu z izby i do późna w nocy rozprawiał z bliskimi dzieweczki o straszliwym niebezpieczeństwie jakie zawisło nad ich krainą.



*




W owym czasie Boruta wziąwszy na siebie postać błędnego rycerza Puscetusa w wieńcu z bzu, bawił na turnieju w aplańskim grodzie zwanym Quidia. Dosiadał myszatego konia noszącego imię Tarpan, którego siodło i uzda mieniły się od drogich kamieni. Puscetus był okryty skórzaną zbroją z naszytymi srebrnymi łuskami. Jego uzbrojenie stanowił lśniący, czarny miecz z obsydianu, dębowa tarcza z wizerunkiem głowy lesieja szczerzącego zęby i pozłacana kopia z pustego w środku, spiralnego rogu monocerosa. Głowę Puscetusa chronił srebrny hełm zdobiony przez parę ptasich skrzydeł, spod którego wystawały długie, złociste włosy. Oglądające turniej damy zdołały zauważyć, że jedno oko Puscetusa płonęło zielonym ogniem, podczas gdy drugie było czarne jak bezdenna studnia. Dzielny był Puscetus, a jego wyczyny opiewano w pieśniach. Wysadził z siodeł dwunastu rycerzy z Aplanu, Orlandu i Oylandu. Okazał się też biegły w szermierce i zapasach; silny jak niedźwiedź, szybki zaś niczym atakująca żmija. Zdawał się nie wiedzieć co znaczy słowo zmęczenie. Gdy obalił na ubitą ziemię kolejnego przeciwnika, nadleciała modra sikorka. Usiadła na ramieniu rycerza Puscetusa i zaszczebiotała mu do ucha. Puscetus zmienił się na twarzy. Przerwał walkę i wbił swój miecz w ziemię. Następnie na oczach zadziwionych i przerażonych widzów razem ze swoim rumakiem i orężem przybrał postać porywistego wiatru. Odleciał z Quidii w stronę Burus, aby zebrać drużynę mającą powstrzymać Pruslasa niszczącego puszczę.


*




W szczepie leśnych ludzi nazywających się Nadratowicami urodził się młodzian imieniem Tworzyjan, którego poeci z Apapu nazywali Florianem. Jego macierz, Rosocha cierpiała hańbę z powodu pieczęci spoczywającej na jej łonie i uniemożliwiającej wydanie na świat potomstwa. Inne leśne niewiasty, otoczone wianuszkiem dzieci, szydziły z biednej Rosochy, widząc w jej bezpłodności dowód niełaski Enków. Rosocha zalewała się łzami i wytrwale prosiła Mokoszę, aby uczyniła ją płodna. Mokosza, macierz matek zlitowała się nad jej nieszczęściem. Pod postacią starej zielarki, dała Rososze kwiat nazywany florentyną, który przypominał tulipana w barwach fiołka. Kiedy Rosocha zrosiła go swymi łzami i ogrzała swym ciepłem, kwiat począł zamieniać się w malutkiego chłopca. Niemowlę otrzymało imię Tworzyjan, zaś w sercach Rosochy i jej męża rozkwitła radość. Szybko jednak przyszedł zawód. Choć dziecię chowało się zdrowo, brakowało mu śmiałości i odwagi tak cenionych wśród leśnych ludzi. Zdawało się, że chłopiec zamienił się sercami z płochliwym zajączkiem. Z tego powodu rówieśnicy stronili od niego, nie chcąc się z nim bawić. Jedynie tysiącletni udelnik Riri, mający wygląd zwykłego kruka i krasnal Lutek o kosmatych uszach zakończonych pędzelkami, chcieli przyjaźnić się z bojaźliwym Tworzyjanem. Leśny człowiek truchlejący na widok krwi i na każdy podejrzany szelest, liczył sobie szesnastą wiosnę życia, gdy do jego osady, zbudowanej w sercu matecznika zajechał rydwan zaprzężony w jelenie. Powoził nim junak wysoki i muskularny, okryty półpancerzem w kolorze piór głuszca. Miał brązowe włosy, brodę i wąsy, obsydianowy miecz przypięty do pasa, zaś jedno jego oko było smoliście czarne, a drugie zielone jak trucizna. Mocarz przemówił głosem podobnym do wycia wiatru.

- Jestem Boruta, z mandatu Ageja rządca lasów…



- Czy to was, panie, nazywają także Leszym, Puscetusem, Borowym, Lasowikiem, Rokitą i Wilczym Pasterzem? - Tworzyjan dzwoniąc zębami, zdobył się na odwagę, by zadać pytanie, które zawsze chciał zadać.

- Zowią mnie także Lisunem, Oczeretnikiem, Laskowcem, Gajownikiem i Leśnym Duchem. Noszę te i wiele innych imion. Właśnie jadę bić się z Pruslasem – Psujlasem, który powala prastare puszcze Burus. Ty, Tworzyjanie zrodzony z kwiatu, będziesz mi potrzebny jako woźnica podczas walki.

- Panie, to pomyłka. Me serce całe wypełnione jest lękiem niczym serce myszy albo zająca. Poza tym nigdy nie powoziłem – Tworzyjan struchlał i zbladł niczym prześcieradło.

- Zważ, że Agej i Enkowie nigdy się nie mylą dobierając sobie pomocników – warknął Boruta. - Wolisz chwalebny żywot junaka, czy raczej zaszyć się ze strachu w mysiej norze i po kres swych dni trząść tyłkiem jak galareta? - Z ust Boruty posypały się iskry, a jego zielone oko patrzyło z naganą. - Oczywiście możesz też stchórzyć, boś wolny. Wiedz jednak, że wówczas nie zyskasz szacunku ani mojego, ani swego szczepu!

- Kra! - Odezwał się udelnik Riri. - Masz okazję zdobyć odwagę. Jeśli teraz nie pokonasz strachu, będziesz bał się już stale a co to za życie spędzone w wiecznej trwodze?

- Posłuchaj udelnika, bo dobrze prawi – ozwał się krasnal Lutek o uszach rysia.

- Będziemy towarzyszyć ci w tej przygodzie – zapewnił Riri.

Coś drgnęło w zajęczym sercu Tworzyjana.

- Poczekaj, Carze Kniei! Chcę powozić twoim rydwanem, bo puszcze Burus i mnie są drogie! - Boruta wyszczerzył wilcze zęby w drapieżnym uśmiechu i pomógł Tworzyjanowi usadowić się na przedzie rydwanu.

Następnie pouczył niedoświadczonego młodzieńca jak ma kierować jeleniami, z których każdy podkuty był złotymi podkowami wysadzanymi diamentami. Razem z Tworzyjanem w drogę wyruszyli udelnik Riri o kruczych piórach i skrzat Lutek.



*


Psujlas uśmiechał się sardonicznie spoglądając na zniszczenia jakie spowodował. Ostrze jego czarnej kosy dymiło cuchnącymi wyziewami i kapała zeń smoła. Wokół leżały powalone i osmalone pnie drzew. Čort cieszył się z tego ile dobra zmarnował. Pluł na drzewa swą czarną śliną, a wówczas liście więdły i opadały. Ciężkimi kopytami łamał gałęzie i urągał leśnym Enkom.

- Pochowaliście się jak szaraki za miedza, hu, hu – szydził. - Patrzcie co uczynię z waszą puszczą! Sprawię, że na całym kręgu Ziemi nie będzie już miejsca dla dzikich zwierząt. Wszystkie wasze dary zniszczę i zmarnuję, tak mi dopomóż Czarnobóg!

Ledwie wybrzmiały słowa szyderstwa gdy od południa nadjechał zaprzężony w jelenie rydwan Boruty. Powoził nim Tworzyjan.

- Twoje niedoczekanie! - Zagrzmiał głos obrońcy puszczy.



Boruta dobył obsydianowego miecza i ciął nim Čorta w ramię. Pruslas wrzasnął i z jego rany trysnęła fala parzącej, zielonej posoki. Zamierzył się kosą na Borutę, chcąc przeciąć go na pół. Wtedy d akcji wkroczył udelnik Riri. Z donośnym krakaniem i łopotem skrzydeł zaatakował twarz Čorta, raniąc ją uderzeniami dzioba i szponami. Tym sposobem pozbawił Pruslasa jednego oka. Lutek w tym czasie związał nogi Čorta mocnym sznurkiem, przez co ten obalił się na wypaloną ziemię. Pruslas wypuścił na moment kosę z ręki. Wówczas Boruta pochwycił ją, połamał na kolanie a szczątki odrzucił ze wstrętem. Dobył miecza, aby jednym ciosem ściąć zakapturzoną głowę niszczyciela puszczy. Pruslas skoczył jednak do tyłu ze zwinnością żaby. Stojąc w bezpiecznej odległości, zgiął się w pół i rozdziawił gębę na całą szerokość. Wówczas z jego ust wyłonił się jakby mąż rosły, zbrojny i nagi. Jego szkarłatna skóra, pod którą prężyły się imponujące mięśnie, lśniła od pienistej, cuchnącej śliny. Wypluty wojownik miał cztery oblicza na szyderstwo ze Świętowita, a jego oczy miotały srebrne promienie. Trzymał dwuręczny topór o dwóch ostrzach, osadzony na długim trzonku.

- Dorwij ich, Kumirze! Niech nikt z naszych wrogów nie wyjdzie żywy z tej poręby! - Wycharczał Pruslas, a Kumir, bo tak nazywał się ten Čort, z rykiem rzucił się do ataku.

Tworzyjan dzierżący cugle jeleni, zbladł jak ściana i zadrżał niczym drzewo, na którym powiesił się Judasz. Z wielkiej trwogi popuścił mocz w spodnie nawet tego nie zauważając. Strach wrzeszczał mu do ucha: ,,Uciekaj! Ratuj swe młode życie!’’ Jednak choć uginały się pod nim nogi, nie rzucił się do ucieczki.

- Ta puszcza jest moim domem… Nie mogę porzucić przyjaciół… - Powtarzał sobie uparcie, patrząc jak Kumir zadawał rany Borucie.

Krew tryskająca z ran Enka zamieniała się wówczas w czerwone kwiaty nazywane bazylkami. Boruta nie pozostawał dłużny i hojnie rozdawał krwawiące ciosy swym czarnym mieczem. Z ran Kumira tryskała zielona posoka wypalająca dziury w ziemi. Udelnik Riri dziobał czerep Čorta, ten zaś podniósłszy rękę zdołał pozbawić go trzech kruczych piór z ogona. Tworzyjan patrzał na to cały czas zdrętwiały i powtarzał sobie uparcie: Nie uciekać, nie uciekać. Tymczasem Boruta wyskoczył z rydwanu i przeobraził się w niedźwiedzia. Natarł na Kumira potężnymi łapami uzbrojonymi w długie pazury. Przetrącił mi ręce i nogi, po czym zmiażdżył głowę o czterech twarzach mocarnymi szczękami. Pruslas widząc taki koniec Kumira, zamienił się w czarny, gryzący dym, który rozwiał się w mgnieniu oka. Powrócił do Čortieńska przed gniewne oblicze smoka piekielnego Rykara, przykutego łańcuchem do korzenia Wielkiego Dębu.

Boruta otarł łapą niedźwiedzi pysk z zielonej posoki i podszedł do Tworzyjana, który przez cały ten czas trzymał mocno cugle jeleni zaprzężonych do rydwanu. Namiestnik Ageja na wszystkie lasy i bory świata znów przybrał postać podobną do ludzkiej.

- Dobrze się spisałeś – powiedział łagodnie do Tworzyjana i wręczył mu złotą podkowę na łańcuszku.



Kiedy ozdoba spoczęła na piersi leśnego człowieka, jego serce wypełniło się takim męstwem, że czuł, iż teraz mógłby potykać się nawet z groźnym turosikiem.

- Las płonie szybko, a rośnie powoli – rzekł z troską junak. - Jak długo będziemy czekać na odrodzenie zniszczonej puszczy?

- Myślę, że tym razem wasza cierpliwość nie zostanie wystawiona na próbę – odparł Boruta, a jego zielone oko zabłysnęło jak gwiazda.



Władca lasów, nazywany przez obce ludy Panem, Faunem i Oromem dobył zawieszonego u pasa bawolego rogu i zadął weń przeciągle. Wówczas od strony Rokitnickiego Sioła nadjechała oblubienica Boruty, czysta Dziewanna Šumina Mati, dosiadająca białego jednorożca o złotym rogu. Razem z królową lasów nadjechały jej damy dworu, leśne rusałki sprawujące pieczę nad zwierzyną. Była więc Jelena, patronka jeleni, Daniela ze stadem danieli, Danuta dosiadająca żubra, Dorka wypasająca dziki i karmiąca piersią warchlaka, Łesia jadąca na białym łosiu i Misia przez Helwetów nazywana Artio, podróżująca na grzbiecie niedźwiedzia. Dziewanna i jej służebnice, zsiadły ze zwierzęcych grzbietów i poczęły tańczyć w zniszczonym lesie, hojnie rozlewając poranną rosę ze złotych i srebrnych dzbanów. Z koralowych ust leśnych dziewic dobywały się urokliwe słowa pieśni czarodziejskiej sławiącej Dobro i Życie. Tworzyjan przecierał ze zdumienia oczy, patrząc jak zniszczone, ścięte drzewa znów pięły się ku niebu, znikały opary i wyziewy siarki, zaś spłoszone zwierzęta powracały do odrodzonego matecznika.



- Bądź wierny. Idź – powiedziała Dziewanna składając pocałunek na czole Tworzyjana.

Leśny człowiek wraz z zaprzyjaźnionymi udelnikiem i krasnoludkiem powrócił do swojej osady. Odtąd lubiano go i szanowano za jego prawość i odwagę. W końcu został wybrany przez wiec na naczelnika całego szczepu.

środa, 7 czerwca 2023

Oniricon cz. 918

         Śniło mi się, że:



- narysowałem króla - ankylozaura Twardego, który przebywał w ciemnej piwnicy i przednimi łapami trzymał berło i jabłko zakończone kwiatem lilii,

- szedłem boso po ulicy i wchodziłem do każdej kałuży,



- w Warszawie miała miejsce wielka bijatyka kiboli Pogoni Szczecin, Widzewa Łódź, Lecha Poznań i Wisły Kraków,




- Ukrainiec, pan Ględzenko nazwał Putina, Kuczmę i Łukaszenkę ,,łycarami'' (rycerzami),



- idąc koło Bramy Portowej w Szczecinie przywitałem jakichś ludzi słowami: ,,Cień dobry'',




- spotkałem w lesie piękną, śniadą Słowiankę w białym gieźle, która miała na dłoniach i stopach wzorki wymalowane białą farbą, Słowianka skarżyła się, że jest prześladowana,



- azjatycka nimfa w czerwonym sarongu tuliła się do nietoperza kalonga,



- 4 czerwca 2023 r. ulicami Szczecina przeszli całkiem nago lewacy o smoliście czarnych skórach, którzy przeklinali i obrażali PiS,



- Klemen Slakonja jest ptakiem wyglądającym jak człowiek,



- chiński bohater miał tylko jedną rękę,



- na cześć Simona Bolivara młodzież w południowoamerykańskich slumsach nosi pomarańczowe poncha Emiliana Zapaty,

- do Izraela przyjechali nowożeńcy z Polski, ich kierowca zaparkował samochód na płaskim dachu domu, aby nikt go nie ukradł,



- ostrzegałem redaktorkę ,,Pawlaczycy'', że trzecia część mojej powieści zawiera drastyczne opisy zbrodni UPA,



- jakiś biolog odradzał książkę o Lwowie mówiącą o upowskich zbrodniach na dzieciach,

- w II RP kelner powiedział do klienta: ,,Proszę czekać na swoją kolej'',



- na planecie zwanej Setią żyły hybrydy ludzko - zwierzęce takie jak ludzie z końskimi nogami czy głowami mandryli, kiedy na Setię przybyli Ziemianie wymordowali te istoty,



- wiedźmin Geralt walczył z welocyraptorem,




- 1 maja natknąłem się na przygotowania do marszu opozycji totalnej, marsz był na wesoło, bez nienawiści i z udziałem dzieci, porównywałem go z pochodami 1 - majowymi z czasów PRL - u i zastanawiałem się czy miesięcznice smoleńskie i urodziny Radia Maryja też mogłyby być na wesoło, doszedłem jednak do wniosku, że byłby to zły pomysł,



- poszedłem razem z Babcią do centrum handlowego na cmentarzu gdzie zgubiłem się i krzyczałem, spotkałem Putina przebywającego incognito, który powiedział mi, że nie ma rodziny, odparłem, że chociaż jest zbrodniarzem, to go żałuję, tymczasem Putin ukradł mi kurtkę, na zewnątrz spotkałem Janesa ov Calcium, który pytał mnie o sny i Pavlasa ov Vidłara, który próbował ukraść mi kapcie,




- na pielgrzymce zapytałem sprzedawcę książek o pracę Heleny Bławatskiej o podziemnym świecie oraz o ,,Stworze i zdusze'' Czesława Białczyńskiego, porównywałem tego pisarza do Tolkiena. 

wtorek, 6 czerwca 2023

Tadeusz Rydzyk

 

,,Ja Panu Bogu codziennie dziękuję, że jest w Polsce takie radio, co się nazywa Radio Maryja’’ - św. Jan Paweł II w Rzymie, 29 marca 1995




Kiedy byłem licealistą często razem ze swoją śp. Babcią (1930 – 2007) słuchałem Radia Maryja. Babcia choć słuchała, nie wpłacała na rozgłośnię, bo miała bardzo niską rentę. Z lat swej młodości pamiętam rozbieżne opinie o Radiu Maryja, zarówno pozytywne jak i negatywne. Jego przeciwnikiem był mój katecheta z liceum, dominikanin, o. Markus ov Cosiar, który zarzucał o. Rydzykowi antysemityzm i ,,chrześcijaństwo przeżyciowe’’, uznające za wartościowe tylko przyjemne doznania religijne. Pamiętam też emitowany w telewizji, propagandowy pseudo dokument ,,Imperium ojca Rydzyka’’, który miał za zadanie obrzydzić ludziom tę rozgłośnię. Na studiach zetknąłem się z legendą miejską o drogim samochodzie, maybachu rzekomo należącym do o. Rydzyka (mój kolega, z którym studiowałem historię święcie wierzył w tę pogłoskę).

W działalności Radia Maryja podoba mi się krzewienie modlitwy, zwłaszcza różańcowej. Bardzo szanuję niepełnosprawną Magdalenę Buczek i założone przez nią Podwórkowe Kółka Różańcowe. Na plus należy środowisku o. Rydzyka zapisać obronę ubogich i wykluczonych w wyniku transformacji, twarde opowiadanie się za prawem nienarodzonych dzieci do życia oraz wynikającą z katolickiej ortodoksji krytykę komunizmu, postkomunizmu i poprawności politycznej.

Nie podoba mi się natomiast ,,kult’’ Jana Szyszki. Zainteresowanych dlaczego, chociaż jestem wyborcą PiS – u, byłem równocześnie przeciwnikiem tego człowieka odsyłam do artykułu leśnika Andrzeja Bobca ,,O duchowych (i nie tylko) pożytkach walki z kornikiem’’ zamieszczonego na stronie ,,Christianitas’’ z 19 lipca 2027 r.). Nie spodobało mi się również to, że w 2021 r. na antenie Telewizji Trwam wystąpił zdrajca Wojciech Olszański, który śpiewał hymn na cześć o. Rydzyka. Odsyłam do filmu ,,Jaszczur śpiewa dla Rydzyka, ale Ludwiczek odważył mu się przerwać’’ na you tube (Czyżby Rydzyk nie zdawał sobie sprawy z antypolskiej i prorosyjskiej działalności Olszańskiego?!).

Marek Oberek, bohater cyklu ,,Oko jelenia’’ Andrzeja Pilipiuka początkowo nie przepadał za o. Rydzykiem. Nabrał jednak do niego szacunku, gdy ten w obliczu końca świata, pozostał by modlić się ze swymi wiernymi.

W latach 2003 – 2004 pisałem o o. Rydzyku w niewydanym zbiorze opowiadań ,,Dom’’ (fragment zawiera cytat z ,,Naszego Dziennika’’).


,, [...] – Państwo są zapewne z Torunia – zasugerował podchmielony człowiek – bo w Toruniu mieszka ksiądz, który tak uczy.

- Nie, ze Szczecina, ale ten ksiądz nie mówi nic sprzecznego z nauczaniem Kościoła, a poza tym sumienie i rozum ma pod czaszką, a nie pod szklanym ekranem, jak wielu innych Polaków, wydających wyroki bez sądu na wszystkich, którzy myślą inaczej niż oni, którzy mają władzę – celnie zripostowała Hel. – Oczywiście on też popełnia błędy jak wszyscy; mówię tu o tzw. ‘chrześcijaństwie przeżyciowym’, uznającym za wartościowe tylko pozytywne doznania religijne i o niemiłosiernym postąpieniu z dziennikarzem z ‘Trybuny’, bowiem każdy człowiek niezależnie od tego w co wierzy ma prawo bać się bezrobocia, tak jak boi się śmierci. Odnośnie chrześcijaństwa przeżyciowego’ w popierającej go gazecie zaistniał piękny wyjątek:

‘Tak naprawdę nie można w życiu chrześcijanina oddzielać tego co świeckie i tego co religijne, Boże. Jezus uświęca całe nasze życie. Codzienność i świętowanie, trud pracy i modlitwy, płacz i smak porażki, radość i ludzką nadzieję. Wszystko. Dla Niego nie ma wzniosłych i niewzniosłych rejonów naszego życia. Takich, gdzie można Go zaprosić i gdzie nie wypada Mu wejść’’’


Śniło mi się, że:


- o. Rydzyk ufundował w Szczecinie nowe ławki nad samą Odrą,

- słuchacze ,,Radia Maryja’’ śpiewali w sklepie spożywczym ,,Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie’’, zaś prezydent Bronisław Komorowski knuł jak ich wymordować.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

,,Kształcenie charakteru''

 

,,Chodzi bowiem nie o chwilową wierność obowiązkowi, ale o trwałe usposobienie, które nie zmienia się z biegiem czasu. Przemijające porywy, na które niekiedy – częściej lub rzadziej – każdy zdobyć się może, nie stanowią jeszcze charakteru. Gdyby ktoś okazał się wierny swym zasadom tylko do pewnego punktu, a zawrócił z drogo wobec piętrzących się trudności, to trzeba o nim powiedzieć, że ma słaby charakter, a ściśle mówiąc nie ma go wcale. Iluż to ludzi pod wpływem chwilowego zapału potrafiło dokonać wyjątkowych, wprost bohaterskich czynów, ale gdy nastrój przeminął, wracali do przyziemnych, egoistycznych pobudek postępowania… A wówczas na tle ich dawnego zapału i poświęcenia jakże smutno odbijała [się] małość duchowa’’ - o. Marian Pirożyński CSSR (1899 - 1964)




W 2002 r. przeczytałem poradnik o. Mariana Pirożyńskiego ,,Kształcenie charakteru’’. Od razu powiem, że książka ta jest trudna i nie stanowi bynajmniej łatwej i przyjemnej lektury do poduszki. Była wydawana w latach: 1946 (pod pseudonimem Aleksander Korewa), 1948 (nakładem wrocławskich redemptorystów), 1950 (maszynopis powielany w Poznaniu w liczbie kilkudziesięciu egzemplarzy), ok. 1955 (wydanie emigracyjne w Wielkiej Brytanii) i 2001 (w Warszawie nakładem Inicjatywy Wydawniczej ‘as astra’).




,,Marian Pirożyński urodził się w 1899 r. w Lublinie. Już jako młodzieniec związał się z Redemptorystami […]. Pirożyński już jako młody kapłan dynamizuje swoją posługę i chwyta za pióro. Formułuje na początku lat trzydziestych swój Poradnik dla czytających książki ‘Co czytać?’, gdzie w zwięzłej formie omawia szereg pozycji historii literatury polskiej i powszechnej. […]. Do 1939 r. ukazują się liczne broszurki, w których Pirożyński daje także wyraz swoim zainteresowaniom rodziną polską – piętnując kardynalne jej zagrożenia, takie jak: zabijanie dzieci, pijaństwo czy nikotynizm. W latach okupacji, jak wielu duchownych katolickich włącza się w akcję pomocy Żydom – spowoduje to potem, po wojnie, w czasie procesu, na którym będzie sądzony, obronę jego osoby przez Żydówkę. Tuż po wojnie organizuje we Wrocławiu przy duszpasterstwie akademickim szeroką pomoc socjalną i charytatywną dla ubogich studentów. […] Dzięki jego mozolnej pracy, mistrzowskiej organizacyjnie, wielu z tych wychowanków, także z tamtego okresu doszło w życiu do niezłych stanowisk i profesji. Lata pięćdziesiąte to wspomniany wcześniej proces – poprzedzany szykanami tych, którzy za tworzywo charakteru uważali ateizm – i w następstwie kilkuletni wyrok. Po wyjściu z więzienia, podupadły na zdrowiu, z ‘podciętymi skrzydłami’ nie odzyskuje już katechizującej aktywności sprzed lat. Umiera w Warszawie w 1964 roku’’ - Jacek Krzystek ,,Od wydawcy’’


Choć Autor był duchownym katolickim, w jego książce jest bardzo niewiele treści stricte religijnych, chociaż najwyższym celem, dla którego warto stawać się lepszym człowiekiem jest sam Bóg. Jako dobre wzorce zostali przedstawieni starożytni Grecy i Rzymianie, protestancka Armia Zbawienia, a nawet bohaterowie socrealistycznej powieści ,,Zorany ugór’’ Michaiła Szołochowa. Autor pominął natomiast celowo bohaterów biblijnych i świętych, być może dlatego, aby swoim przekazem dotrzeć nie tylko do katolików. Pirożyński omawiał definicje charakteru (rozumiał go jako wierność obowiązkom, a nie poglądom), temperamenty Hipokratesa 1, ideały (inne dla każdego człowieka), polskie zalety i wady narodowe i metody pracy nad sobą. Słusznie krytykował palenie tytoniu, picie alkoholu i pozamałżeńską aktywność seksualną.



Współczesnego czytelnika może wprawić w konsternację jego negatywne zdanie o tańcach latynoamerykańskich (,,importowane z dzikich krajów, odpowiednie dla małp, kozłów, błaznów i łotrów’’), plażach mieszanych (,,szkoły rozpusty’’), a nawet pikantnych przyprawach, przy jednoczesnym, milczącym dopuszczeniu znacznie bardziej od nich niezdrowej soli. Należy jednak pamiętać, że o. Pirożyński tak jak każdy człowiek był dzieckiem swojej epoki, zaś podobne poglądy w jego czasach było bardziej rozpowszechnione. Przykładowo w USA wierzono, że spożywając płatki śniadaniowe Kelloga i pieczywo grahama można zapobiec masturbacji.



Marian Pirożyński był pierwowzorem kapłana Pirumasa Hipocentaurusa, o którym można przeczytać w moim zbiorze opowiadań fantasy ,,Wymrocze cz. I Ery I – X’’.



1 Odsyłam do posta: ,,Humory’’.