Kiedy strzelasz do szkodnika, robisz z niego męczennika. Zamach nie jest żadnym rozwiązaniem.
W dawnych wiekach władcy i arystokraci chcąc usunąć niewygodne im osoby, często posługiwali się trucizną. Rodziło to zapotrzebowanie na odtrutki (antidota), do których zaliczano min. róg mitycznego jednorożca.
Sławą szczególnie skutecznego antidotum cieszył się teriak, zwany też driakwią lub mitrydatem. Ta ostatnia nazwa wskazuje jako na jego wynalazcę na Mitrydatesa VI Eupatora (135 p. n. e. – 63 p. n. e.), króla Pontu. Władca ten był tak podejrzliwy, że nie ufając ludziom, powierzył straż nad swoją komnatą oswojonym zwierzętom: bykowi, koniowi i jeleniowi. Złożony z 54 składników specyfik okazał się tak nad wyraz skuteczny. Osaczony przez swych wrogów król nie mógł umrzeć od trucizny więc przebił się mieczem.
Teriak, cieszył się popularnością również w późniejszych epokach. Przyczyniła się do tego pochwalna opinia autorytetu dawnych medyków za jakiego uważano Galena. Dodawano do niego mięsa żmii. Przepisy w XVII – wiecznych Włoszech surowo regulowały metody odławiania tych gadów, ustalając ściśle jakie cechy powinna posiadać żmija przeznaczona do wyrobu leku. Wierzono, że leczył min. zatrucia, ospę, żółtaczkę, histerię, padaczkę, a nawet dżumę. Oczywiście był to lek niezwykle drogi. Z Bizancjum poprzez Jedwabny Szlak znajomość teriaku ugruntowała się na Dalekim Wschodzie (w tym w Tybecie), zaś w XVI wieku hiszpańscy i portugalscy konkwistadorzy przywieźli go do Nowego Świata. W Neapolu znajdował się na liście leków jeszcze w 1905 roku.
Było to legendarne, niezwykle wysokie drzewo rosnące w Nikaragui. Miało rozłożystą koronę. Indianie mieszkali wśród jego gałęzi i skryci wśród nich jak w zamku, odpierali ataki oblegających drzewo Hiszpanów. Pierwsza wzmianka o tej roślinie pochodzi z 1676 r. z pracy niemieckiego autora, Christophora Vielheuera. Ten zaś powoływał się na relację polsko – szkockiego przyrodnika, Jana Jonstona (1603 – 1675). przypuszczalnymi pierwowzorami drzewa Zieba mogły być wełniak azjatycki lub puchowce.
,,W 1836 roku [Constantine Samuel Rafinesque] opublikował poemat Walam Olum (Czerwone zapiski), rzekomo odnalezioną i przetłumaczoną przez niego kronikę indiańskiego plemienia Delewarów. Poemat zawiera opowieść o stworzeniu świata i potopie oraz migracji Delewarów z terenów Azji do Ameryki Północnej zakończonej wojną z budowniczymi megalitów. Dziś tego rodzaju legenda wzbudziłaby raczej niedowierzanie, bo prezentuje ona dziewiętnastowieczne pseudohistoryczne poglądy dotyczące znajdujących się w Ameryce Północnej monumentalnych kurhanów. Ówcześnie przypisywano ich wzniesienie zaawansowanej cywilizacji białych ludzi przybyłych z Atlantydy, których kultura miała zostać zniszczona na skutek inwazji barbarzyńskich Indian. Obecnie opowieść Walam Olum uważana jest za czystą mistyfikację'' - Krzysztof Rejmer ,,Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe, znachorzy, kołtuny''
,,Bywało wręcz, że wewnątrz ciała poszukiwano dowodów świętości - jak w przypadku zakonnicy Klary z Montefalco, zmarłej w 1308 roku. Po śmierci Klary pozostałe mniszki otworzyły ciało zmarłej, wydobyły serce, rozkroiły je i znalazły tam maleńki krzyż oraz narzędzia Męki Pańskiej - arma Christi, a w jej woreczku żółciowym trzy kamyki, w których ujrzano znak Trójcy Świętej'' - Krzysztof Rejmer ,,Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe, znachorzy, kołtuny''
,,Z rodu Toporczyków miała pochodzić, według Kroniki Prokosza, Krasnoroda, matka pierwszego historycznego władcy Polan, księcia Mieszka I'' - Krzysztof Rejmer ,,Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe, znachorzy, kołtuny''
,,Sobiescy za swoją pramatkę uznali Wizimirę Teodorę, córkę bezpotomnego księcia Leszka Czarnego, Tarnowscy domniemaną księżniczkę mazowiecką Gertrudę, z kolei Radziwiłłowie wywieść chcieli swój ród od weneckiego wodza Palemona, a król Stanisław August Poniatowski mienił się potomkiem rodu Torellich, którego korzenie sięgały z kolei dynastii Ludolfingów'' - Krzysztof Rejmer ,,Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe, znachorzy, kołtuny''