niedziela, 26 stycznia 2014

Stanisław Wojciechowski


Poniżej chciałbym zaprezentować jedną ze swoich prac zaliczeniowych, z okresu kiedy studiowałem historię na Uniwersytecie Szczecińskim, napisaną na polecenie prof. Janusa ov Varisa.




Recenzja książki prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego
,,Wspomnienia, orędzia, artykuły’’


                                                            Tadeusz Klarowski


Nr albumu 142671




Książka drugiego prezydenta II RP, Stanisława Wojciechowskiego dzieli się na pięć części. Tom I opisuje wydarzenia z lat 1888 – 1918, poczynając od studiów na Uniwersytecie Warszawskim, a kończąc na powrocie do odrodzonej Polski. Tom II (pierwotnie nie publikowany) dotyczy lat 1918 – 1922 (od pierwszych miesięcy niepodległości po zabójstwo Narutowicza i wybór nowego prezydenta). Część trzecia zawiera przemówienia, depesze i relacje poruszające takie tematy jak przyjęcie ziemiaństwa w Poznaniu, rektorów, przedstawicieli wojska, wręczenie Marszałkowi Ferdinandowi Fochowi Orderu ,,Virtuti Militari’’, wręczenie dyplomu honorowego Obywatela Kalisza, akademia ku czci Komisji Edukacyjnej, wymiana depesz z prezydentem Czechosłowacji, wymiana dokumentów ratyfikacyjnych konkordatu z Watykanem, list od premiera Władysława Grabskiego, list do premiera Wincentego Witosa, relacja prezydenta ze spotkania z Józefem Piłsudskim na Moście Poniatowskiego, oraz wiele innych. Część trzecia omawia działalność spółdzielczość, poruszając takie tematy jak ,,Romuald Mielczarski – pionier spółdzielczości w Polsce’’ (tekst zaczerpnięty z książki St. Wojciechowskiego o tym samym tytule, wydanej w Warszawie w 1927 r. s. 11 – 12, 19 – 20 i 55 – 60), spółdzielnie spożywców (przemówienie na posiedzeniu Rady Nadzorczej Związku Stowarzyszeń Spożywczych w październiku 1913 roku, wydrukowane przez czasopismo ,,Społem’’ nr 22 z dnia 30 maja, s. 2 – 4, oraz tekst ,,Ruch spółdzielczy, spółdzielnie spożywców’’ z jego książki ,,Ruch spółdzielczy’’, Warszawa 1930, s. 161 - 467), zadania wychowawcze spółdzielni (z książki pod tym tytułem, wydanej we Lwowie w 1931 roku, s. 1 – 15), historia spółdzielczości polskiej do 1914 roku (z książki pod tym tytułem, wydanej w Warszawie w 1939 roku, s. 61 – 65 i 143 – 147), oraz uchwały XXVII Zjazdu ,,Społem’’ w sprawie zadania spółdzielczości w obronie Państwa, zamieszczonej w czasopiśmie ,,Społem’’ nr 13/14 z dnia 25 lipca 1939 roku, s. 22. Czwartą, ostatnią część stanowi aneks zawierający ,,Deklarację konstytucyjną z 3 maja 1919’’.

Z książki wyłania się obraz Wojciechowskiego jako żarliwego patrioty (pisze to zresztą o sobie). Pochodził z dzielnicy rosyjskiej (gimnazjum filologiczne ukończył w Kaliszu, zaś w Warszawie studiował na Wydziale Fizyko – Matematycznym). Jego rodzina posiadała szlacheckich przodków z XVI wieku, lecz matka wpajała mu szacunek dla każdej pracy i uczyła go aby nie wywyższał się nad innych. (Raz czyszcząc podłogę, zadziwił pewnego cudzoziemca, który uważał Polaków za zbyt dumnych, by pracować fizycznie). Zarabiał na życie jako zecer i umiał min. posługiwać się czcionkami hebrajskimi. Wychował się w wierze katolickiej, od której odszedł pod wpływem marksizmu i darwinizmu, po to, aby później do niej wrócić. Związany był z patriotycznym nurtem socjalizmu (PPS), ale miast na walce klas skupiał się na rozwijaniu spółdzielczości. Rozprowadzał również tajne druki. W jego wspomnieniach jest ciekawy opis, tego, jak kryjąc się przed carską policją zmuszony był przefarbować swoje blond włosy na czarne. Wyznaje, że szacunku dla policji nauczył się dopiero w Wielkiej Brytanii. We Francji, państwie sprzymierzonym z Rosją został aresztowany w wyniku machinacji rosyjskich agentów u ministra spraw wewnętrznych Emila Loubeta. W nocy z 7 na 8 stycznia Wojciechowski został aresztowany na mocy dekretu z 1849 roku i omal nie pobił się z komisarzem policji, któremu słusznie zarzucił ,,świństwo’’ naśladowania carskich żandarmów pod republikańskimi hasłami (można się spierać, czy Wojciechowski brutalnie wyrwany ze snu w środku nocy naprawdę był tak odważny i czy zmęczenie nie przeszkadzało mu w kłótni z policjantem). Po wyjściu z francuskiego więzienia, w którym dawano więźniom chleb tak zakalcowaty, że można było zjeść z niego samą skórkę, zamieszkał razem z Abramowskim i Dębskim w Wielkiej Brytanii, państwie również sprzymierzonym z Rosją, w którym jednak żadni rosyjscy agenci nie przeszkadzali im w działalności politycznej. W odrodzonej Polsce jako minister spraw wewnętrznych w trakcie organizowania polskiej policji, sprowadził z Wielkiej Brytanii instruktorów dla polskiej policji. Przyjaźnił się początkowo z Józefem Piłsudskim, lecz nie zawsze się z nim zgadzał – krytycznie oceniał jego inflacyjną politykę gospodarczą (drukowanie marek jako lek na trudności ekonomiczne) i politykę wobec Rosji Radzieckiej. Skutki wojny polsko – bolszewickiej opisuje jako klęskę, zawinioną przez upór i pychę Piłsudskiego, który nie liczył się z żadną krytyką i miał bardzo zły wywiad, który nie zlokalizował poprawnie koncentracji wojsk bolszewickich. Wojciechowski zdaje sobie sprawę, że bolszewicy dążyli do opanowania świata, jak głosiła ich propaganda i ani oni, ani Polacy nie chcieli ustąpić, a jedynie grali na zwłokę, np. Polacy upierali się, by rokowania pokojowe odbyły się koniecznie w Borysowie, podczas gdy później bolszewicy odrzucali pośrednictwo Ententy w rokowaniach. Zdaniem Wojciechowskiego, Piłsudski, który nienawidząc Rosji zlekceważył zagrożenie niemieckie powinien zawrzeć pokój z bolszewikami, kiedy ci, zagrożeni przez ,,Białą Gwardię’’ nie byli jeszcze skłonni do podboju Polski. Wówczas Polska zyskałaby uznanie na arenie międzynarodowej. Krytycznie oceniony został również pomysł tworzenia państw buforowych, takich jak Ukraina Petlury – Ukraińcy okazali się bowiem w większości nie uświadomieni narodowo i zawiedli pokładane w nich nadzieje. W ocenach tych, Wojciechowski stara się być obiektywny, jednak nie docenia znaczenia Bitwy Warszawskiej (słynnego Cudu nad Wisłą) w powstrzymaniu inwazji bolszewików w Europie Środkowo – Wschodniej, kładąc nacisk na błędy Piłsudskiego.  

Apostoł elfów

,,Człowiek, stwórca pomniejszy
stwarza świat w każdym ze swych wierszy,
zapatrzony w Boski akt stworzenia'' - J. R. R. Tolkien ,,Mithopoeia''



Myszkując w Internecie znalazłem pozytywnie zaskakującą informację o planach wyniesienia do chwały ołtarzy mojego ulubionego pisarza ... Tolkiena. Propozycję wysunęli brytyjscy katolicy, którzy ułożyli w tej intencji modlitwę, czekającą na zatwierdzenie przez biskupa. O tym, że Niebo jest otwarte również dla fantastów, pisałem w poprzednim roku w poście ,,Fantasy w oczach katolików''. Nie wiemy jak długo potrwa proces beatyfikacyjny - wszak Izabela Katolicka, Ludwik XVI, Romuald Traugutt i Julius Nyerere są kandydatami na ołtarze od dłuższego już czasu, a Duch Święty działający przez Kościół nieraz zaskakuje ludzi.
Jeśli Tolkien zostanie ogłoszony błogosławionym, przyjmę to z radością, ale jeśli starania nie dojdą do skutku nie będę się buntował.

sobota, 25 stycznia 2014

Oniricon cz. XV

Śniło mi się, że: 


- w ,,Gościu Niedzielnym'' propagowano tarota,



- pewien średniowieczny święty poprzez długi post przygotowywał się do dysputy ze św. Tomaszem z Akwinu,
- w czasie II wojny światowej dzwoniąc przez telefon podszywałem się pod Hitlera, aby zapobiec ludobójstwu,



- pewien młody blondyn w ciemnym pokoju spotkał Lilith, która okazała się być jego matką,



- nakręcono nowy film o Wiedźminie, w którym jedna ze scen nakręcona została w małej wiosce na Madagaskarze,
- wchodziłem po schodach niosąc na plecach odkurzacz i myślałem, że wolę książki od ludzi; odkurzacz spadł mi i się potłukł, jakiś człowiek powiedział mi o tym, a ja zapałałem do niego niechęcią, potem jednak mu podziękowałem,
- egzorcysta zabronił palić książki,
- oglądałem w telewizji fragment polskojęzycznego filmu z You Tube ,,Niekończąca się historia'',



- J. R. R. Tolkien wymyślił krainę Ofioer gdzie rosły ogromne warzywa,



- XIX - wieczny bojownik o niepodległość Brazylii walczył jako partyzant w Puszczy Amazońskiej gdzie spotkał małpoluda kahę,
- przepraszałem polonistkę, p. Evę ov Tomas za pyskowanie,



- widziałem plakat przedstawiający piękną Rosjankę i Janusza Korwina - Mikke,



- spotkałem w przedsionku kościoła pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela  w Szczecinie Andrzeja Sapkowskiego i chciałem się go spytać dlaczego w ,,Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini'' nie wymienił George'a Macdonalda wśród ,,ojców założycieli'' fantasy,



- czytałem o zasadach dobrego wychowania obowiązujących w Kazachstanie,
- piłem piwo,
- polonistka, p. Eva ov Tomas postawiła mi jedynkę za grzechy nieczystości popełnione w domu,



- zły władca przybierający postać lwa, miał dwoje sług w postaci tygrysa i chyba niedźwiedzia,
- liczyłem pieniądze na ulicy, a dwóch chłopaków chciało mi je odebrać,
- pojechałem na wakacje do jakiegoś ośrodka, żegnając się przez telefon komórkowy z Mamą powiedziałem ,,matka - szmatka'', co nie spodobało się kierownikowi ośrodka, na miejscu rysowałem długopisem po kołdrze, lecz uświadomiłem sobie, że źle czynię i próbowałem usunąć ślady długopisu za pomocą śliny, spotkałem też Voytakusa ov Visnica, oraz przeprosiłem Mamę,
- polska dziewczynka dokuczała dzieciom żydowskim, aż te ją pobiły, a zakonnice choć o tym wiedziały, pozostały bierne,



- państwo polskie zmuszało mnie do wchodzenia na ścianki wspinaczkowe z panią Okieną ov Hrosantą.

piątek, 24 stycznia 2014

Finis coronat opus




Uff. Wreszcie po wielu trudach, dzisiejszego dnia zakończyłem publikowanie trzeciego i ostatniego tomu ,,Pawlaczycy''. Kiedyś myślałem o napisaniu kontynuacji, której akcja rozgrywałaby się w III Rzeczpospolitej. Druga trylogia nosiłaby wówczas tytuły: ,,Szklane widmo'', ,,Atak baronów''  i ,,Zemsta VIP - ów''. W owych fantazjach w Pawlaczycy miały się pojawić pierwsze telewizory, miał występować młody Aleksander Kwaśniewski, zaś polski żmij i Włoch Renzo Jardualo mieli wziąć udział w wyścigu samochodowym w Monte Carlo. Dzielni chłopi z Pawlaczycy przeganiali unijnych komisarzy widłami, popadli w konflikt ze skorumpowanymi, SLD - owskimi ,,czerwonymi baronami'' ze Starachowic, w końcu zaś wieś została po raz kolejny zniszczona w wyniku spisku postkomunistycznych ,,elit''. Przyznaję bez bicia, że nawet nie zabrałem się za przenoszenie tych planów na papier. Jeśli zaś chodzi o moje odczucia związane z zakończeniem prac nad ,,Pawlaczycą'', pozwolę sobie zacytować słowa kończące ,,Opisanie świata'' Marco Polo: ,,Bogu niech będą dzięki, Amen, Amen.''



środa, 22 stycznia 2014

Dzień Dziadka - Dyń Didoka - Diedkovyj Dien' - Dienas Arfuas

Moim Dziadkiem był śp. Edmundus ov Kujvis (1922 - 1991), urodzony w Bobrowie, a zmarły w Szczecinie, z zawodu dekarz. Kochał mnie, choć słabo go pamiętam. Byłem bardzo małym dzieckiem, gdy Dziadek na moją prośbę założył mi ... babciny kolczyk, a potem były problemy z jego zdjęciem (żeby było jasne: jestem przeciwnikiem ubierania chłopców w sukienki w ramach indoktrynacji gender). Dziadek został pochowany na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.



Trochę fantazjowałem na Jego temat - wymyśliłem sobie, że był w Afryce, gdzie spotkał tygrysa szablozębnego. Dziadek był również pierwowzorem Edmunda z mojej fantazji ,,Polonea'' z 2003 roku. 
Z okazji Dnia Dziadka, wszystkim Dziadkom czytającym tego bloga, życzę wszystkiego najlepszego i pociechy z wnuków.

wtorek, 21 stycznia 2014

Dzień Babci - Dyń ov Vavićka - Babun'skij Dien' - Dienas Umis

Moją Babcią była śp. Tieriesa ov Kujvis (1930 - 2007) z domu Vakiledis, urodzona w Brodnicy, a zmarła w Szczecinie. Ponieważ wychowywałem się bez ojca, Babcia w pewnym sensie zastępowała mi go. Bardzo mnie kochała. Gdy byłem małym dzieckiem, wychodziła ze mną na spacer, na zakupy, zaprowadzała też do przedszkola i do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Gotowała mi obiady, a gdy nie chciałem jeść zupy, mówiła, że mam ,,długie zęby na zupę'' i ,,inne dzieci by się biły o tę zupę''. Kupowała mi chipsy, dawała też różne inne smakołyki, co nie spodobało się mojej lekarce. Wyznawała katolicyzm, uczyła mnie szacunku do bł. Jana Pawła II, zaś pod koniec życia całymi dniami słuchała ,,Radia Maryja''. Pamiętam jak wspólnie z Mamą i Babcią oglądaliśmy wieczorami program ,,Randkę w ciemno'' Jacka Kawalca, ,,Śmiechu warte'' Tadeusza Drozdy i ,,Dziennik Telewizyjny'' Jacka Fedorowicza. Babcia oglądała też liczne latynoskie telenowele, szczególnie lubiła nakręcony w Meksyku serial ,,Clarita'' o małej dziewczynce. W 1996 roku z powodu palenia papierosów ciężko zachorowała i miała kilka operacji. W tym czasie odwiedzałem Babcię w szpitalu. W pierwszej klasie gimnazjum Babcia była dla mnie oparciem gdy mi dokuczano w szkole. Kiedy w 1995 roku Hanna Gronkiewicz - Waltz kandydowała na prezydenta Polski, Babcia uważała, że ... kobieta nie powinna być prezydentem, tak samo jak nie powinna być księdzem. Nie lubiła Jerzego Waldorfa, za to, że powiedział, iż ,,trzeba budować pomniki a nie mieszkania''. Miała poczucie humoru, opowiadała jak w dzieciństwie przestraszyła się gdy jakiś sąsiad powiedział do niej: ,,Co mała, sama żresz''? W dzieciństwie miała małego, czarnego psa, który się nazywał Mursin. Wystarczyło zawołać: ,,Mursin, kury, kury''!, a on już wiedział, że trzeba zaganiać kury do kurnika. Babcia opowiadała mi też historię niesamowitą o czarownicy, która poczęstowała dziecko cukierkiem, a gdy dziecko zrobiło znak krzyża, zaczarowany cukierek znikł. Inne zabawne historyjki, to ta, w której Babcia jeździła na słoniu i zjadła wróbelka, albo o ludziach, którzy w czasie II wojny światowej ukryli złoto pod psią budą. Niemcy zapytali dziecko gdzie rodzice ukryli złoto, a dziecko powiedziało zgodnie z prawda, że ,,pod ogunem'' (tj. pod ogonem psa), okupanci zaś pomyśleli, że gada od rzeczy i dali spokój. Kiedy miałem w akwarium rybki, Babcia mówiła na nie żartobliwie: ,,rybki - pipki''. Inne powiedzonka i żarty to: ,,Aj - waj, nie ruszaj mojej bródki, moja bródka poświęcona, w kwaśnym mleku pomoczona'', ,,Jeden kapeć we Francji, drugi w Ameryce'', ,,A ja cię nie będę skubał, moja ty Mariolo'', ,,Różowa pantera kąpie się w maślance'', ,,Tygrys to by d... wygryzł''. Poznałem także anegdoty o tym jak Niemiec pytał Polaka: ,,Wohin?'', a Polak na to: ,,W d... , a nie do Chin'' i Niemcu, który powiedział ,,Guten Morgen'', a Polak pomyślał: ,,Butem w mordę''.




Babcia zmarła w szpitalu i została pochowana w grobie Dziadka na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. 
Z okazji Dnia Babci, wszystkim Babciom czytającym tego bloga życzę wszystkiego najlepszego i pociechy z wnuków.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Epilog III: Nowa Polska

,,W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego
stanowienia o jej losie
[...]
nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej
[...]
pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane [...]'' - ,,Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej'', rok 1997




1. Czterech mężczyzn; Łukasz Skyjłycki i Romuald Osika z Pawlaczycy, oraz Asłan Tajredanajow i Robert Sroka z Dziadostwa, po wielkiej, letniej bitwie roku 1950, nieśli na uginających się zakrwawionych noszach, czarno odziane ciało wysokiego mężczyzny z rozrąbaną głową, którą za życia okrywał czarny garnek. Zwłoki Jana Czarnego zostały przekazane Dziadowskim, a ci przez ostatnie dni swego pobytu w Pawlaczycy, obłożyli je kostkami lodu i sprawowali warty honorowe z kałasznikowami w ręku. Po tygodniu zabrali ciało ze sobą, a towarzysz Tajredanajow i Maksim Difikulski z rozkazu Plaptoniusa wystarali się o pogrzeb poległego na Kremlu. Beria był zachwycony czynami zmarłego, a Stalin, jak to Stalin zazdrościł mu sławy. Grób Jana Czarnego na Kremlu, wraz z opisem jego życia, ujrzał pewien amerykański dyplomata, który po powrocie do kraju, opowiedział wszystko swemu bratu - reżyserowi. Ten zaś był kolegą po fachu samego George'a Lucasa. Czyżby więc pierwowzór filmowego Dartha Vadera był Polakiem?



Chruszczow nie lubił Jana Czarnego, zwłaszcza tej historii z zabójstwem rodziców. Po usunięciu Ławrientija Berii ze sceny politycznej, nakazał bezpiece sprofanować grób Czarnego, a wszystko czego nie udało się spalić, wrzucić do rzeki Moskwy i zakazał wspominać jego imienia. Zdelegalizował też młodzieżową organizację ,,Iwan Lechicz Czernyj'' popularną w Białoruskiej SRR. Breżniew, który częściowo zrehabilitował Stalina, nakazał odszukać szczątki Jana Czarnego, lecz musiał się zadowolić jedynie drobnymi odłamkami czarnego garnka, znalezionymi na dnie Moskwy - jeszcze dziś niektórzy sprzedają takowe dla turystów. Najmniej spodziewaną rzeczą, jaką Łukasz znalazł przy jego ciele  była reprodukcja ikony z napisem w cyrylicy. Było to imię jedynej, obok wykorzystującego go Plaptoniusa, drogiej mu osoby...



2. .... Swietłany Karynckiej. Była ona dwunastoletnią Białorusinką, którą poznał w Kobryniu, podczas okupacji sowieckiej. Podczas gdy wszyscy inni czuli przed nim strach, ona jako jedyna umiała widzieć jego samotność i potrzebę miłości. On zaś wyczuwał, że dziecko nie boi się go. Bronił jej przed wszelkimi



zagrożeniami czasu okupacji, lecz w Kobryniu długo nie zabawił. Pożądał władzy i łupów toteż na własną prośbę został przeniesiony na front wojny z Finlandią. Jednak tęsknił za dziewczynką okazującą mu dobroć. Przed opuszczeniem Kresów, otrzymał od niej ów mały, kolorowy obrazek z imieniem, którego w Pawlaczycy nikt nie mógł odczytać.
Swietłana dużo przeżyła - okupację Sowietów, potem Niemców, włączenie Kobrynia do BSRR, upadek



komunizmu, niepodległość Białorusi, kadencję prezydenta Stanisława Szuszkiewicza i Aleksandra Łukaszenki. Obecnie mieszka w domu starców w Kobryniu.
3. Pochodziła z wierzącej, prawosławnej rodziny, a wiadomość o ateizmie Jana Czarnego stawała się dla niej coraz boleśniejsza im głębiej ją rozumiała. Żarliwie modliła się o nawrócenie dla przyjaciela. Zapomniał o



niej gdy poznał Śmierć. Ta również prawdziwie kochała Jana Czarnego; chciała być z nim razem, lecz wiedziała, że tam gdzie ona, nie mógłby być szczęśliwy, ale potępiony i nie mógłby kochać. Kiedy Łukasz rozbił jego głowę siekierą, zwlekała z unicestwieniem kochanka, aby dać mu czas na skruchę. Raniony siekierą żył jeszcze minutę, po czym Śmierć przecięła go swoją zapasową kosą. Przez ten czas nastąpił żal za popełnione zbrodnie i zamiast do piekła, Czarny trafił do czyśćca, gdzie przebywa po dziś dzień, aż do skończenia świata, lecz wie, że czeka go wspaniała przyszłość.




3. Trzecia Rzeczpospolita wniosła w życie Pawlaczycy wiele zmian. Po raz pierwszy zacząłem robić notatki na temat tej historii w 1999 roku, w zbiorku pt. ,,Chłopska trylogia''. Pierwszą zarejestrowaną w moim Żywym Archiwum wzmianką była walka Pana Konidy z diabłem na siekiery. Do stworzenia nazw poszczególnych części trylogii zainspirował mnie widok drewnianej łodzi, nazywanej ,,Titanic'' z filmu ,,Stanleya Wodoleja'' ujrzany w TVP. Wpadłem wtedy na pomysł podobnej trawestacji tytułów ,,Trylogii'', więc:




pierwowzór - gotowy wynik
,,Gwiezdne wojny'' - ,,Słomiane wojny''
,,Imperium kontratakuje'' - ,,Dziadostwo kontratakuje''
,,Powrót Jedi'' - ,,Powrót wolności'' (początkowo: ,,studentów'').

Analogiczne są również niektóre postaci, a nawet wydarzenia, ale starałem się nie tworzyć plagiatu - zresztą dla mnie jest to niemożliwe w tym wypadku. Wiele zaczerpnąłem też z ,,Mistrza i Małgorzaty'', oraz z ,,Chłopów''. Na trop etymologii nazwy wsi naprowadziła mnie pani Haliniana ov Ivancus. Później głęboko zawiodłem się i zniszczyłem prototypowe notatki. W końcu jednak wróciłem do tego projektu gdy byłem nad morzem. Pewnego września napisałem słowa Pana Sołtysa: ,,Zasługujecie na śmierć, lecz jej nie otrzymacie - bo to wy jesteście Dziadowscy, a nie my! Idźcie do Warszawy i powiedzcie swojej Partii, że oto w całym zniewolonym przez was świecie, nadchodzi - Powrót Wolności''. W końcu zabrałem się do pisania. Nie chciałbym dłużej Czytelnika nudzić, powiem tylko, że pisząc o Pawlaczycy nieraz miałem znaczne problemy z odróżnianiem faktów od opinii. Część tych rozterek opisałem w trakcie fabuły. Wśród



tych niesprawdzonych pogłosek istniały propagandowe oszustwa komunistów (np. ,,wojna białogłowska'' lat 40 - tych na tle alkoholizmu, użycie przemocy przez Panią Sołtysową, zamknięcie małej Lawendycji w chlewiku, Pan Sołtys broniący ,,elementu przestępczego'' itp.). Sam kiedyś wierzyłem w żydowskie pochodzenie Sylwii Andrzejczykowej (a nawet gdyby to była prawda, to przecież nic złego, antysemitą nie jestem i nie byłem, niech się Czytelnik nie boi), czy w zabicie towarzysza Koszmidera przez Łukasza Skyjłyckiego. Do lamusa należy odłożyć podawane niekiedy informacje o: pochodzeniu króla Jana Kazmierza z ... Pawlaczycy, czarach Starej Babuchy, czy wizycie Wojciecha Jaruzelskiego. Nie będę tu opowiadał o losach wsi w obecnych czasach. Powiem tylko o tych bohaterach, którzy opuścili Polskę.




5. Mojżesz Pilzstein poznał w Warszawie pracownicę ambasady Izraela. Mimo znacznej różnicy wieku pobrali się po pięciu latach narzeczeństwa i wyjechali z Polski. Żyd jednak żałował swojej drugiej Ojczyzny. W podróż do Izraela zabrał pudełko polskiej ziemi zebranej w Pawlaczycy. Państwo Mojżesz i Abigail Pilzstein od początku byli przeciwni zbrodniczej eksterminacji Palestyńczyków i tak naprawdę nie oni jedni.



W 1991 roku państwo Dymitr i Natasza Symetayovowie z synem Mateuszem, po serdecznych pożegnaniach wyjechali do Rosji, gdzie podjęli pracę w jakiejś nieistniejącej już, niezależnej gazecie. Ich rodzinny Swierdłowsk nazywa się teraz Jaktienburg. Radość z upadku komunizmu wnet zniweczyła gorycz z powodu wojny w Czeczenii i ludobójstwa dokonanego przez Rosjan. Gazeta, w której pracowali nie mogła się z tym pogodzić, a Dymitr i Natasza apelowali do sumienia swojego narodu i jego rządowych elit. Za głoszenie bolesnej i okrywającej Rosję hańbą prawdy, zostali zabici przez Federalne Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSBFR). Mateusz został sierotą, lecz mimo rosyjskiego pochodzenia adoptowała go jakaś rodzina z Groznego. Czeczeńcy odwdzięczyli się swoim obrońcom.



W Kenii, Bartłomiej Bambo pracował w parku narodowym, a jego żona Evcelma w sekcji Czerwonego Krzyża. Radzę to rozważyć.



6. Onufry Kurowiec po spotkaniu Męża Stanu odnalazł swoje miejsce w życiu. Podczas stanu wojennego odmówił prześladowania ,,Solidarności'' za co został internowany i oczywiście wyszło na jaw wysadzenie przez niego ruin kościoła na Mokotowie. Gdy został wypuszczony z więzienia, w 1988 roku wyjechał do Związku Radzieckiego i zamieszkawszy we Lwowie wstąpił do opozycyjnej organizacji ukraińskiej. Obecnie mieszka na niepodległej od 1991 roku Ukrainie gdzie założył rodzinę. Pracuje jako historyk, jego monumentalna ,,Historia Kurowców'', bardzo pomocna przy opracowaniu jednego z poprzednich rozdziałów, ściągnęła na niego falę protestów ze strony nacjonalistów. Zajmuje się wyjaśnianiem różnych zawiłych problemów historii polsko - ukraińskiej i podobnie jak inny ukraiński historyk, dr. Wiktor Poliszczuk nie jest mile widziany w środowiskach przedkładających interes ponad prawdę.



7. Modlitwy usunęły znad Mołdawii widmo wojny domowej. Kraj odzyskał niepodległość w roku 1991, po rozpadzie Unii Sowieckiej. Jest rok 1992; Heniek razem z Lawendycją postanowili odwiedzić swój wyzwolony kraj. Państwo de Slony byli razem min. w Bielcach i w Kiszyniowie - rodzinnym mieście Heńka. Podczas pełnego wrażeń dnia, coś kazało im w miejscowym katolickim kościele odbyć spowiedź i przystąpić do komunii. Była noc, kiedy leżeli razem w namiocie, mając w oddali widok na stołeczny




Kiszyniów. Ile to już razem przeżyli! On był przemytnikiem, a ona córką polskiego samorządowca. W pamięci odżył wyrok Pana Sołtysa skazujący Heńka na spalenie na stosie i bohaterski czyn Lawendycji ratującej go przed okrutną karą. Przed oczami Heńka stanęła jego ewolucja duchowa: prawosławie - śmierć rodziców - ateizm - proroctwo Pana Konidy - katolicyzm - ślub z Lawendycją. Potem to niezapomniane



wesele, na którym nie było alkoholu, a krasnoludki jeździły po stole na myszach. Był wtedy rok 1950; straszny widok powieszonego Piotra Wierzby, z dnia na dzień coraz straszniejszy terror Dziadostwa. Bitwa - Heniek obronił sztandar Jasnogórski przed zakusami Sowieta Kurskiego. Nim rozpoczęła się przedbitewna msza, Pan Konida mówił, że oboje umrą tego samego dnia i o tej samej godzinie. Tej nocy jego słowa brzmiały szczególnie wyraziście. Pełna poświęcenia praca społeczna Lawendycji. Rok po niej ten feralny wyjazd do Warszawy. Ubecy więzili ich w szafie, a Lawendycja lepiła różańce z chleba. Wszystko pojawiało się jak w kalejdoskopie. Znajome postaci - Strach na Wróble, ambasador RFN Rudolf Scheker, Plaptonius ubrany w skórę nosorożca. Lawendycja skoczyła pod miotacz płomieni, aby nie zdradzić Heńka. W Kościele był Fort Marksa, do roku 1979 szalał w Pawlaczycy terror. Kiedy umarł Stalin urodziły się Staś i Faustynka. Autyzm, pierwsze słowa, okrutna śmierć... To załamało Lawendycję. Poczęła z zimną krwią mordować Dziadowskich, aby pomścić dzieci, a jej oczy zakryło bielmo. Spotkanie z papieżem, potem bardzo trudne przebaczenie Dziadowskim. Czy to podczas Bożego Narodzenia w Lesie, czy na internowaniu, podczas radości czy cierpienia, w Polsce czy w Mołdawii, wśród wyrzutów sumienia i wielkiej miłości, zawsze byli razem, bez ani jednej zdrady. Heniek nie zawsze rozumiał postępowanie żony, lecz ona z niszczyciela rodzin robiła coraz lepszego męża i ojca. Wreszcie sama zaczęła potrzebować pomocy i nie zawiodła się.
Mieli to już wszystko za sobą. Stali przed namiotem, a na niebie, mocno iluminowanym gwiazdami ujrzeli Stasia i Faustynkę. Dzieci milczały, a rodzicami zawładnęła miłość i tęsknota za nimi. Heniek i Lawendycja trzymali się za ręce i podążali za dziećmi idąc w górę, ku dzieciom i światłu na końcu tunelu. Rano przewodnik przestraszył się widząc pod namiotem dwa martwe ciała. Jednak oni nie umierali w męczarniach; umarli we śnie ,,tego samego dnia i o tej samej godzinie''. Dzieci zaprowadziły ich do Nieba - państwo de Slony czyściec przebyli za życia.
- Wiecie co to byli za ludzie? - pytał się policjant przewodnika.
- ,,Dawno, dawno temu, gdzieś na ziemiach polskich pod zaborem pruskim, w ubogiej wiosce...'' - zaczął opowiadać przewodnik.
8. Ciekawe jednak co stało się z Dziadostwem? Naczelny Prezes Gorbaczow zrzekł się tytułu i rozwiązał Ligę Masońsko - Komunistyczną wraz z jej sekcjami w 1991 roku wraz z upadkiem Unii Sowieckiej. SCzZDz Rumuńskiego przestał istnieć po śmierci Ceaucescu, zaś SCzZDz Jugosłowiańskiego zniszczyła



wojna domowa. Po śmierci Hoxy umarło też Dziadostwo Albańskie (SCzZDzA) w spadku zostawiając nędzę. Nie wiemy jednak co stało się z Dziadostwem na Białorusi, w Chinach, Laosie, Wietnamie i na Kubie, oraz z sekcjami L M - K ,,Ambasady Rewolucji'' w krajach kapitalistycznych. Wiemy tylko, że



terrorystyczna organizacja ,,Świetlisty Szlak'' jest odgałęzieniem SCzZDz Peruwiańskiego. W Polsce o Dziadostwie wie tylko nieliczna grupka zainteresowanych - w 1989 roku, komuniści palili archiwa, aby wymknąć się sprawiedliwości i zatuszować swe zbrodnie. Prace prowadzi nieliczna garstka historyków, a posuwają się one w iście ślimaczym tempie. Kiedy rozmawiałem na ten temat z panią Anną ov Scayapakovą, spotkałem się ze zdziwieniem, odnośnie takiego połączenia komunizmu, satanizmu, masonerii i terroryzmu (choć przecież historia zna satanistyczne wolnomularstwo, czy komunistów - terrorystów). Tak naprawdę najwyższa ideologią Dziadostwa był lideralizm, czyli apoteoza władzy. Sekta liderałów (popularna zwłaszcza wśród polityków), zakłada, że bóstwem jest pieniądz, nabożeństwem władza, a celem i sensem życia - eliminowanie wszystkich przeciwników. Lideralizm stanowi wielkie zagrożenie dla całej ludzkości.



 Przestrzegali przed nim min. Orwell w ,,Roku 1984'' i Paweł Jasienica w ,,Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Dziejach agonii''. Tak naprawdę Dziadostwo jest w każdym z nas, ale każdy ma Przyjaciela bezinteresownie dającego cudowną relikwię AQUA CARITAS.

koniec części trzeciej - ostatniej                               Szczecin 21 lipca 2003 r.