piątek, 26 lipca 2019

,,Takeshi 2. Taniec Tygrysa''


,,Ową Antilię odkryli niegdyś Portugalczycy, dziś jednak próżno jej szukać. Ludność tamtejsza mową hiszpańską się porozumiewa i wierzy się, że to potomkowie uchodźców przed barbarzyńskim najazdem na Hiszpanię w czasach króla Roderyka, ostatniego władcy epoki Gotów. Jest tam jeden arcybiskup i biskupów sześciu, z których każdy własne posiada miasto; tak więc wyspa miano Siedmiu Miast przyjęła. Ludzie żyją tam jak najpobożniej po chrześcijańsku i we wszelkie bogactwa tego wieku opływają’’ - Johannes Ruysch, 1508 r. - cyt. za: Edward Brooke – Hitching ,,Atlas lądów niebyłych. Największe mity, zmyślenia i pomyłki kartografów’’






W lipcu 2019 r. przeczytałem powieści ,,Takeshi 2. Taniec Tygrysa’’ - drugą część dylogii science fantasy Mai Lidii Kossakowskiej. Jej akcja również rozgrywa się w przyszłości na odległej planecie podzielonej między dwa państwa: Wakuni (odpowiednik Japonii) i Antilię podobną do Ameryki Łacińskiej. Z drugiej części dowiadujemy się więcej właśnie o Antilii.






Antilia (Korporacyjna Wspólnota Antilia), której nazwa została zapożyczona ze średniowiecznej, portugalskiej legendy, leżała na kontynencie Ciboli (nazwa nawiązuje do legendarnej krainy Siedmiu Miast poszukiwanej przez XVI – wiecznych konkwistadorów). W państwie tym panował klimat tropikalny. Porastały go gęste dżungle tworzone min. przez wysokie grotniki cibolijskie o czarnym drewnie (odpowiednik hebanu). Stolica również nazywała się Antilia. Głową państwa był stary i schorowany prezydent Hernandez Mero rozpaczliwie próbujący powstrzymać plagę katastrof magicznych i naturalnych. Przeciwko sobie miał opozycyjne, lewackie partie Świetlistą Ścieżkę, na której czele stali senator Gracia Sanchez i jego doradca John Selleck, oraz Piewców Postępu, zwanych też Młodymi Jastrzębiami. Partie te dążyły do przymusowej ateizacji Antilli. Świetlista Ścieżka dysponowała nawet własnymi antyreligijnymi i antymagicznymi bojówkami (widać tu analogię komunistycznych terrorystów ze Świetlistego Szlaku). Inną gwiazdą antilijskiej opozycji był żądny władzy i całkowicie amoralny Alfredo Bondalo – były komendant policji w okręgu Gór Ognistych, który przyczynił się do linczu na prawym szamanie Johnnym Złote Jabłko i dla osiągnięcia sukcesu dosłownie zaprzedał duszę Zakonowi Rozerwanego Kręgu z Wakuni praktykującego czarną magię. Antilijczycy wyznawali wiele religii. Byli wśród nich katolicy – czciciele Matki Boskiej Kwietnej z Veracopa (nawiązanie do objawień Maryjnych w Guadelupe) i innych świętych takich jak św. Jorge od Boleści, jak też wyznawcy voodoo, santerii, szamanizmu i Sanctissima Muerte (Najświętszej Śmierci; jest to synkretyczny kult z Meksyku).







Powieść zawiera liczne ciekawe nawiązania do egzotycznych wierzeń.






Z santerii – synkretycznego kultu afroamerykańskiego wyznawanego na Kubie, Haiti, Dominikanie i w USA została zaczerpnięta Jemaya (,,Mammy Water’’) - akwatyczna bogini macierzyństwa i sprawiedliwości. W powieści czciła ją królowa mambo Mammita Gonzales i z jej pomocą pokonała nauczycielkę, która jako strzyga uwodziła cudzego męża.







Z innego kultu afroamerykańskiego – popularnego na Haiti voodoo zostały zaczerpnięte złe bóstwa zbrodni – Loa Criminel takie jak: Baron Gimitiere, Karabinay, niski i agresywny Jean – Zandora i jego żona Marinette – bras – cheche. Ta ostatnia była królową wilkołaków (przeważnie płci żeńskiej) mającą trupie kości w miejscu ramion. Imiona tych złych loa przybrali gangsterzy, którzy napadli na prosperujący sklep miejskiego szamana – amatora Pepe Chudziny wynajęci przez konkurencyjnych bokorów czczących Boskie Bliźnięta Dossu – Dossa.







Do mitologii południowoamerykańskiej nawiązuje leśny bóg w postaci jaguara:

,,Chyba żaden z wielkich kotów nie stał się bohaterem tylu legend i opowieści co jaguar. Południowoamerykańscy Indianie uważali go za wysłannika bogów. Wierzyli, że został obdarzony niezwykłą mocą i potrafi zsyłać deszcz, bronić świętych miejsc, a nawet wcielać się w plemiennych czarowników. […] Niektórzy mieszkańcy Patagonii do dziś uważają, że ten wielki kot jest złym duchem dżungli’’ - ,,Postrach dżungli’’ [w]: ,,Zwierzaki nr 11 (83), listopad 1998’’

W powieści bóg Jaguar był potężnym i budzącym grozę, ale też sprawiedliwym władcą selwy. Z Wakuni przybył do niego z misją biały, nakrapiany brązowo pies Shibu z Zakonu Księżyca Utajonego skupiającego magiczne zwierzęta (kolor psa może nawiązywać do religii Majów, w której psy umaszczone w ten sposób były składane w ofierze bogu czekolady Ek Chauach).







W latynoskim folklorze od końca XIX wieku występuje postać tzw. Sancto Bandito (,,Świętego Bandyty’’). Wierzy się, że budzący postrach gangster, któremu zdarzało się wesprzeć biednych, zostaje po śmierci świętym ochraniającym swoją dzielnicę. W powieści był nim Manolo Ramirez, który niczym deus ex machina zeskoczył z chmury i obronił nożem Pepe Chudzinę napastowanego przez gangsterów przebranych za Loa Criminel.







Do legend miejskich nawiązuje Człowiek z Hakiem – psychopatyczny morderca o cechach demona, którego jedną z dłoni kończył hak. Człowiek z Hakiem patroszył każdego napotkanego człowieka. Swym hakiem potrafił rozerwać dach bolida. Omal nie zabił komendanta policji Alfreda Bondalo, lecz ostatecznie zginął w walce z Chupacabrą.







Do kryptozoologii (a równocześnie do ufologii) nawiązuje Chupacabra (hiszp. ,,kozodój’’) - stwór rzekomo zaobserwowany w latach 90 – tych XX wieku w Portoryko, później zaś w innych krajach (ponoć również w Bielawie w Polsce). Chupacabra miała kolce na grzbiecie i owadzie oczy. Szaman Johnny Złote Jabłko za pomocą złotych strzałek szamańskich zniewolił Chupacabrę i kazał jej zabić Człowieka z Hakiem. Później sama Chupacabra miała być zabita, aby nie szkodziła ludziom. Oba potwory zginęły w walce czego świadkiem był Alfredo Bondalo. Wykorzystał to do przypisania sobie zasługi i oskarżenia Johnny’ ego Złote Jabłko o czarną magię, czym doprowadził do jego ukamienowania.







Nawiązaniem do horroru ,,Małpia łapka’’ Williama Wymarka Jacobsa (1863 – 1943) opublikowanego w antologii ,,The Lady of the Barge’’ z 1902 r. może być amulet noszony przez przesądnego, a jednocześnie chcącego dla kariery wytępić szamanów Alfreda Bondala. Była nim bowiem zasuszona łapka leśnego bicho (zwierzaka) otrzymana od złej czarownicy Ciotki Ambrozji.







Głównego bohatera; niezrównanego szermierza Takeshiego; byłego adepta Zakonu Czarnej Wody widzimy w trakcie rekonwalescencji między ucieczką z domu gangstera Ashihei, gdzie był torturowany za pomocą rękawicy, a pojmaniem przez żądną zemsty Etsuke z Zakonu Rozerwanego Kręgu. Takeshi i zakochana w nim młoda i naiwna ,,księżniczka’’ Haru znaleźli schronienie w domu Yoshitakiego – byłego adepta Czarnej Wody i skruszonego gangstera. Jego dom był opuszczoną przed stu laty bazą kosmiczną Japończyków przybyłych z Ziemi. Bliskim przyjacielem Haru został przyjazny i szlachetny robot Lal, w którym dziewczyna widziała bodhisattwę. Tymczasem Yoshitaki chcąc zapewnić bezpieczeństwo przyjaciołom udał się na służbę do szoguna Akiro Kiriyamy, zwanego Tygrysem. Pomyślnie przeszedł przez wyznaczoną przezeń próbę polegającą na popełnieniu sepuku (przeżył ją) i odcięciu palca na znak posłuszeństwa.
Książka opowiada o miłości, honorze i poświęceniu, oraz o prawie do wyznawania religii. Bohaterami negatywnymi są w niej ateiści narzucający innym swoją niewiarę. Jako katolikowi spodobała mi się pozytywna rola katolickiego księdza:

,,Był tylko zwykłym , prostym człowiekiem i nigdy nie marzył o palmie męczeństwa. Jedyne czego pragnął, to zrobić w życiu coś dobrego. Pożytecznego. Przyczynić się choć odrobinę do zwycięstwa Światła. Na chwałę Pana.
Dlatego wiele lat temu założył ochronkę dla dzieci i skromny punkt opatrunkowy, które rozrosły się dzięki jego ciężkiej pracy i niezmordowanej walce o fundusze w sierociniec z prawdziwego zdarzenia oraz niewielki szpital. Dzieło życia prowincjonalnego klechy. Nic, naprawdę nic wielkiego. Nie prowadził żadnej fundacji, nie dorobił się pieniędzy. Przedsięwzięcie nieustanie kolebało się na granicy upadku. Pedro Juan był w stanie zapewnić dzieciakom naprawdę najskromniejsze warunki. […] A jednak jego działalność zwróciła czyjąś baczną uwagę.
Znalazł się ktoś kto uznał, że biedny ksiądz sypia na sienniku wypchanym forsą’’ - Maja Lidia Kossakowska ,,Takeshi 2. Taniec Tygrysa’’

Podobnie przypadła mi do gustu krytyka buddyjskiej wiary w reinkarnację:

,,Bonzowie i kapłani kazali wierzyć, że to część większej całości. Karma. Suma uczynków z przeszłych wcieleń.
Tak naprawdę, w sercu, nie bardzo im wierzył. Już dawno żywił wątpliwości, które teraz wybuchły z siłą pożaru. Jaka karma […]. Przecież to nie ma sensu. Jeżeli odradzał się wielokrotnie w innym czasie, innym ciele, jako zupełnie obcy człowiek, nie mógł pozostać sobą […]. To nielogiczne. Oczywiście, grzecznie udawał, że wierzy w te niedorzeczności albo przynajmniej próbował udawać. Doszło do tego, że sam sobie wmawiał niespożytą wiarę wkoło przemian.
Ale teraz już przestał. Koniec. Jeśli ma się uwolnić od kłamstw i nieszczerości, odnaleźć zagubione, prawdziwe jestestwo, musi słuchać głosu serca.
A ono biło w piersi jednego, konkretnego, niepowtarzalnego człowieka, nie ciągu aktorów, którzy wędrują przez wszechświat, co chwila przyjmując inne role.
Mężczyzna zwany Takeshim, Cień Śmierci, żyje tu i teraz, a kiedy umrze, albo rozproszy się w nicości, albo przekroczy progi zaświatów w swojej własnej, niepowtarzalnej osobie’’ - tamże.

Książka jest bardzo ciekawa. Czekam na trzeci tom ;).

czwartek, 25 lipca 2019

Oniricon cz. 507

Śniło mi się, że:





- ucieszyłem się gdy ,,Tatra'' została pozytywnie oceniona w czasopiśmie ,,Miłujcie się!'',






- w Indiach utożsamiałem się z Hanumanem i pobierałem w lesie nauki od mistrzyni, która kazała mi nosić kąpielówki, potem na sali gimnastycznej wszedłem do toalety gdzie ubrałem się,






- Marta Krajewska napisała cykl fantasy o carycy Maruszce, dodatkiem do niego był przewodnik po magii,
- papież Franciszek pochwala nudystów i głosi, że należy pozwolić dzieciom biegać nago, bo sprawia im to przyjemność,






- w Szczecinie spotkałem rudego neopoganina, który uważał się za celtyckiego króla i chciał mnie zabić za bycie katolikiem, darował mi życie w zamian za opublikowanie na blogu posta o dawnych Celtach, Aztekach, komunistach i liberałach mordujących chrześcijan,







- PiS zakazał używania słowa ,,dzik'' oraz prowadzenia wieczorem rozmów przez kierowców,
- paliłem świecę na podściółce z różowych płatków i miałem raka, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,






- zastanawiałem się jak wyglądałby świat bez różnych rzeczy i osób min. bez Kleopatry, fast foodów, Smerfów i Muminków,






- zobaczyłem edmontozaura mającego na grzbiecie grzebień dimetrodona,





- idąc ulicą rozmawiałem z Łukaszem Orbitowskim o twórczości J. R. R. Tolkiena, pytałem go dlaczego podobają mu się wyłącznie orkowie,
- Voytakus ov Višnic przeklinał, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,






- byłem strusiem i szedłem piaszczystymi ulicami jednego z kanadyjskich miast,






- rozmawiałem z ubogą właścicielką Restauracji Indiańskiej w Szczecinie gdzie stołował się Jakub Wędrowycz,





- czytałem i zamierzałem zrecenzować na blogu powieść Pilipiuka o XIX - wiecznej Francji,






- jechałem tramwajem czytając napisaną przez siebie amerykańską ,,Deklarację Niepodległości'',






- w tramwaju grupka Azerbejdżan upiła się wódką, po czym zaczęła strzelać z karabinów maszynowych czego potem żałowała,
- szedłem całkiem nago po ulicy uzbrojony w nóż kuchenny i bałem się, że zostanę złapany przez policjanta,





- zostałem katolickim mnichem i pełen przejęcia spędzałem swą pierwszą noc w klasztorze, zmartwiłem się gdy opat zabronił mi używać papieru toaletowego. 

Miorsz


,, […] herb Korab miał z Anglii przynieść rycerz Miorsz (...)’’ - Marek Derwich, Marek Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity’’







Zaślubiny Bogdala, króla Analapii z Gewissą; córką Artura – władcy Błogosławionego Królestwa Logres odbyły się w grodzie Canum nad rodzącym bursztyny Morzem Srebrnym. Orszak udał się z romańskiej katedry pod wezwaniem św. Mikołaja do Dworca Artusa, gdzie całą noc zaproszeni goście pili miód, wino i sławną wódkę z Canum, zajadając kołacze i złociste pierniki, pieczone prosięta, jelenie i barany, bigos, pierogi i wszelkie inne przysmaki.
Podchmielony rycerz Powała z Ptaszyna miał wygłosić mowę, przeto wszedł na krzesło i machając rękami, czerwony na twarzy zakrzyknął:
- Panno młoda, zajaśniałaś jak świeca! - nic więcej nie potrafił dodać za to zamachał rękami niczym ptak usiłujący odlecieć, aż w końcu spadł z krzesła na plecy. Leżąc na podłodze wśród psów i obgryzionych kości przebierał rękami i nogami jak nieszczęsny żuk przewrócony przez dziecka na grzbiet, co pobudziło bawiących się łącznie z państwem młodymi do ogólnej wesołości. W końcu służba pomogła mu wstać, zaś Powała wybełkotał pod nosem jakieś nieprzystojne słowo i skonfundowany opuścił salę weselną. Bogdal roześmiał się na to okrutnie i zaklaskał w dłonie każąc przyjść tresowanemu niedźwiedziowi z Wymrocza grającemu na skrzypcach i zespołowi tańczących rusałek z Roxu.
W orszaku królowej Gewissy przybył z Logres do Analapii młody Miorsz, którego niedawno król Artur pasował na rycerza. Miorsz wiele się nasłuchał o cudach i dziwach Analapii od starszych Rycerzy Okrągłego Stołu, którzy potykali się z panem Bożywojem Błyszczyńskim i innymi wojami króla Bogdala, a ich opowieści rozbudziły w jego młodzieńczym sercu pragnienie przygód i bohaterskich czynów. Teraz Miorsz siedział za dębowym stołem w Dworcu Artusa biesiadując razem z panem Gościwitem z Pasłęży. Rozmowa rychło zeszła na temat zamieszkujących Analapię potworów.
- Młoda jest jeszcze wiara chrześcijańska w naszym królestwie – mówił pan Gościwit z rękami tłustymi od pieczonego kapłona – a i multum bestii pogańskich wciąż kryje się w lasach, górach, na bagnach i w toni rzek i jezior. Długo jeszcze witezie walczący ze smokami będą mieli u nas ręce pełne roboty.
- Opowiedzcie co o poniektórych – poprosił Miorsz, którego serce zabiło żywiej na myśl o czekających go rycerskich przygodach.
- Ano, wyobraźcie sobie, junaku, że wystarczy oddalić się nieco od ludzkich domostw, aby w lesie czy też nad wodą, mąż napastowany był przez nimfy nagie a lubieżne, rade utopić go, bądź załaskotać na śmierć – pan Gościwit jakby uśmiechał się do swoich wspomnień. - Również młode niewiasty nie są w takowych miejscach bezpieczne. Ostatnio poczęły rozchodzić się pogłoski, że z pogańskiego Królestwa Roxu, drogą przez Litenę przybył do nas niejaki Sołotar.
- To jakiś zbójca? - chciał upewnić się Miorsz.
- Taki zeń zbójca jak i z Sołowieja Chąsiebnika – odrzekł Gościwit – nie zwyczajny to opryszek, jeno krew biesów płynie w jego żyłach. Na ciało i krew dziewcząt wielce jest łakomy, a poznać można go łatwo, bo skórę ma żółtą jak łuska Złotego Smoka, na którym miał jeździć bożek Swarożyc.
- Skąd wiesz, panie bracie, że to Sołotar jest winny? - spytał Miorsz.
- Jedna dziewka godna zaufania, Anula z Krasibrzegu widziała na własne oczy jak Sołotar zadał jej przyjaciółce Kachnie jątrzącą się ranę swym ołowianym członkiem, a następnie rozszarpał ją kłami i pazurami, po czym strzępy z jej ciała wpakował sobie do gęby. Biedaczka ujrzała to wszystko chroniąc się na wierzbie, a gdy Sołorar zajęty był żarciem, zsunęła się cicho i uciekła jak łania do swej wioski – pan Gościwit aż splunął z obrzydzenia, twarz Miorsza przybrała zaś odcień zielonkawy.
- Nie darowałbym sobie gdyby ta kreatura skrzywdziłaby moją panią, Gewissę! - mówiąc to Miorsz uderzył kułakiem w stół. - Nie pozwolę aby zrobił cokolwiek królowej, ani żadne innej niewieście!
- I to są słowa godne Rycerza Okrągłego Stołu – pochwalił pan Gościwit. - Oby twoje czyny nie okazały się gorsze! - tymczasem wesele wciąż trwało, a młoda i piękna Gewissa, córka Artura i Ginewry spoczywała już w ramionach swego męża, króla Bogdala, syna Olszana.


                                                                   *







Nikt nie wiedział, że Sołotar przybył do Analapii na zaproszenie chcącego wykorzenić chrześcijaństwo żercy Wizduna, który pożarty przez żółtego potwora, zabrał tę tajemnicę do mogiły mieszczącej się w jego trzewiach. Na niebie ukazał się właśnie złocisty Księżyc otoczony rojem gwiazd, kiedy Sołotar w mroku swej nory siedział na stołku z pnia i dumał jaką jeszcze szkodę by wyrządzić. U jego stóp walały się czaszki dziewcząt i młodych niewiast, rozbite kamieniem w poszukiwaniu mózgu. Sołotar wielce był łasy na piersi, uda, pośladki, serca i wątroby, a jego norę wypełniał zaduch gnijącego mięsa. Zabawę kosteczkami palców przerwał mu nagły błysk pochodni i donośny głos wołający:
- Sołotarze! Jestem Miorsz z Logres i przyszedłem ukarać cię za twoje zbrodnie! - w dłoni rycerza z Brytanii połyskiwał miecz Srebroń.
,,Odłóż miecz – odezwał się głos Sołotara w głowie rycerza. - Wskażę ci miejsce, gdzie ukryte są skarby, które uczynią cię potężniejszym niż Artur i Bogdal razem wzięci, jeno poniechaj tej bezsensownej walki. Czyż twój rzymski Bóg byłby zadowolony, że chcesz przelać mą krew?’’
- Nie będzie mnie pomiot Lucyfera uczył Pisma Świętego! - warknął Miorsz i natarł na potwora.
Sołotar jął machać pokaźnymi uszami jak słoń, tworząc tym porywisty wiatr ciskający w stronę rycerza odłamkami kości, a gdy to nie pomogło, wsadził żółtą łapę do czerwonych gaci i wydobył z nich ciężki, stalowy drąg pokryty magicznym pismem z Lemurii. Miorsz parę razy otrzymał ciosy w hełm, aż w końcu odciął Srebroniem dłoń dzierżącą drąg, podniósł go i z rozmachem wbił w błyszczące czoło potwora. Rycerz nie zdołał spełnić swego zamiaru przywiezienia szczątków Sołotara do stołecznej Nesty na dowód dla króla Bogdala, zamieniły się one bowiem w garść ziaren maku. Jednak drąg wystarczył królowi za dowód zwycięstwa.






- Na pamiątkę tego, że przybyłeś do nas zza morza, tak jak patriarcha Noe będziesz się pieczętował herbem Korab – powiedział król Bogdal w czasie uroczystości w stołecznej Neście, a królowa Gewissa w imieniu wszystkich niewiast Analapii ofiarowała Miorszowi złoty wieniec.

środa, 24 lipca 2019

,,Żółty bocian''


,,Mandaryn (ze sanskr. mantrin, ‘doradca’, chińsk. ‘kwan’), malajska nazwa chińskich urzędników państwowych, wprowadzona przez Portugalczyków do literatury europejskiej’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 10 Małże do Morny’’





W lipcu 2019 r. obejrzałem sowiecką kreskówkę ,,Żółty bocian’’ (ros. ,,Żołtyj aist’’) z 1950 roku w reżyserii Lwa Atamanowa (1905 – 1981). Opowiada ona o żyjącym w cesarskich Chinach wędrownym fleciście Mi, który odmówił pokłonu mandarynowi, przed którym wszyscy inni się płaszczyli. Mi szanował prostych ludzi – rolników, rybaków, rzemieślników i im zamierzał sprawiać radość swoją muzyką. Namalował dla nich na ścianie tytułowego żółtego bociana. Ptak ten ożywał i tańczył, ale tylko dla prostych ludzi. Mandaryn przywłaszczył sobie cudownego ptaka, lecz ten nie chciał dlań tańczyć, ani za żaby, ani pod groźbą chłosty, a ponadto nie dawało się go zamalować. Żółty bocian uciekł od mandaryna i pozostała z ludem. Owa zaczerpnięta z chińskiego folkloru baśń mówi o wyższości pracy wytwarzającej konkretne dobra nad biurokracją, choć jej wadą jest czarno – biały podział na dobrych biedaków i złych bogaczy.





wtorek, 23 lipca 2019

Rudyard Kipling


,,Dźwigaj białych ludzi brzemię,
wyślij swych synów daleko,
niechaj podbite plemiona
otoczą troskliwą opieką;
niech służą w ciężkim trudzie
nowo zdobytym szczepom,
strwożonym dzikim ludziom,
Wpół diabłom, a wpół dzieciom. […]
dźwigaj białych ludzi brzemię,
prowadź te wojny pokoju,
ujarzmiaj głód i choroby
w surowym zaciętym boju. […]
nie wolno ci się uchylić...’’
- Rudyard Kipling ,,Brzemię białego człowieka’’; 1899








Rudyard Kipling (1865 – 1936) był angielskim pisarzem noblistą; autorem takich książek jak min. ,,Kim’’, ,,O człowieku, który chciał być królem’’ czy ,,Puk z Pukowej Górki’’. Urodził się w Bombaju, a jego twórczość przenika fascynacja przyrodą i kulturą Indii. Jej przejawem było choćby to, że początkowo umieszczał na egzemplarzach swych książek swastykę jako popularny w Europie XIX i początku XX wieku hinduski symbol szczęścia. Zrezygnował z tego gdy symbolu tego zaczęli używać naziści w Niemczech. Jednocześnie pochwalał brytyjski kolonializm (odsyłam do wiersza na początku posta), przez co nie lubił jego twórczości G. K. Chesterton.






W dzieciństwie miałem książkę napisaną na podstawie filmu Disneya ,,Księga dżungli’’ z 1967 r. (polska premiera odbyła się w 1994 r.) nakręconego na motywach najsłynniejszej powieści Kiplinga. Była to jedna z moich ulubionych baśni; marzyłem aby tak jak Mowgli i Tarzan mieszkać w lesie razem ze zwierzętami ;). Oglądałem też japońsko – włoskie anime ,,Księga dżungli’’ z lat 1989 – 1990, w którym Mowgli sporządził sobie bumerang zwany Kłem i przyjaźnił się min. z pandą małą. Na podstawie tej kreskówki rysowałem niedokończony komiks, w którym Mowgli żył na prehistorycznej planecie Pterotyjandii. W 1995 r. Mama czytała mi fragmenty właściwej ,,Księgi dżungli’’ (ang. ,,The Book of Jungle’’), całą książkę zaś przeczytałem w gimnazjum.






Dużą część działa zajmują opowieści o przygodach hinduskiego chłopca Mowgliego (imię to znaczy: żaba) wychowującego się w lesie. Na kartach książki przewija się ogromna ilość zwierząt jak: wychowujące chłopca wilki (na czele ich stada stał stary Akela), czarna pantera Baghera (w oryginale była … samcem), niedźwiedź Baloo, zły tygrys Shere Khan chcący pożreć głównego bohatera, chory na wściekliznę szakal Tabaqui, pyton skalny Kaa (gardził wężami jadowitymi), słoń Hathi (Zdenek Veselovsky w ,,Głosach dżungli’’ podaje, że jego imię jest popularnym indyjskim nazwiskiem znaczącym właśnie ,,słoń’’), złośliwe i całkowicie amoralne małpie plemię Bander – Logów żyjące w ruinach miasta, cyjony (to właśnie z wymienionego wyżej anime dowiedziałem się o owych groźnych psowatych), mangusta Riki – Tiki – Tavi walcząca z groźnymi kobrami, biała foka z Kamczatki pomagająca swym pobratymcom uciec przed myśliwymi, ścierwnik Chil i wiele innych.






W gimnazjum przeczytałem ponadto ,,Takie sobie bajeczki’’ - nieco mniej znane dzieło Kiplinga, zawierające historyjki min. o nosorożcu ukaranym przez Persa wsypaniem okruszków za skórę za zniszczenie piecyka (baśń tę poznałem po raz pierwszy z odcinka programu ,,Domowe Przedszkole’, w którym opowiadano o nosorożcach), wielbłądzie ukaranym garbem za lenistwo, kocie udomowionym przez żonę jaskiniowca, jednej z żon biblijnego króla Salomona i wiele innych.






Wracając od ,,Księgi dżungli’’ tacy jej bohaterowie jak Mowgli, Shere Khan, Bagheera i Baloo występują w świetnym amerykańskim komiksie fantasy ,,Baśnie’’.
Śniło mi się, że Mowgli pływał w rzece i cieszył się, że ryba złożyła mu ikrę do pępka.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Oniricon cz. 506

Śniło mi się, że:

- jakiś profesor potępił blog ,,Mitoslavia'' jako pseudonaukowy,






- na strychu spotkałem stadko owiec Płanetników, które na mój widok zamieniły się w chmury,







- mówiłem kucharce, że Polacy zapożyczyli kotlet schabowy od Austriaków,
- w jakiejś starej księgarni widziałem książki fantasy i dekoracje do jakiegoś filmu klasy B, które zostały na moich oczach spalone, a ja nie mogłem nic z tym zrobić,
- starożytni Ukraińcy wynaleźli radło, pług i jako pierwsi zaczęli wypiekać chleb,
- spotkałem na mieście nauczycielkę historii, panią Annę ov Scayapakovą, której powiedziałem, że niedługo wydam ,,Tatrę. Suplement'',







- król Artur przyjechał do Szczecina gdzie w Parku Kasprowicza  rusałka o obnażonych piersiach zachęcała go do wejścia do wody,







- Minotaur miał początkowo ludzką głowę księcia Asteriona,
- Kajko i Kokosz żyli w Japonii,






- zobaczyłem dużą gąsienicę noszącą kontusz i buty,






- ks. Marian Pirożyński opublikował cykl artykułów o hawajskiej hunie i Wyspie Wielkanocnej,
- jeden z moich czytelników prowadził czasopismo, w którym zamieszczał posty z mojego bloga, została w nim zamieszczona relacja z mojej podróży do rosyjskiej części Mierzei Helskiej/ Fińskiej; były tam jeziora i dużo zieleni, a myśliwym wstęp był wzbroniony, powiedziałem o Rosji, że to piękny kraj, ale ma szalonych przywódców,






- pojechałem na pielgrzymkę razem z Janesem ov Calcium, który został utożsamiony z Thotem - egipskim bogiem papieru i miał obowiązek podnosić papier toaletowy z podłogi, gdy go w tym wyręczyłem, redaktor czasopisma ,,Mitoslavia'' miał mi to za złe, potem ksiądz ponaglał mnie, abym się nie spóźnił na autokar, próbowałem ubrać buty co mi nie wychodziło i śmiano się ze mnie,







- królowa Tatra zamieniła się w Babę Jagę i sprzedawała pączki muzułmańskim imigrantom,






- Władysław Warneńczyk ułożył pieśń religijną,






- król Artur zamiast w Avalonie przebywa teraz na Wenus,







- doszedłem do wniosku, że nie można jednocześnie mieć Ziemi w kształcie torusa i zamieszkanego świata podziemnego,






- napisałem na blogu posta, w którym popierałem strefy wolne od LGBT zastrzegając jednocześnie, że nie chcę nikogo mordować (na jawie też tak uważam),






- byłem słowiańskim herosem Trojanem i uratowałem księżniczkę,






- czytałem alternatywną wersję ,,Nietoty'' Tadeusza Micińskiego, w której zamieszczony był słownik, w którym przeczytałem, że imię Justyna znaczy w powieści coś bardzo złego,






- królowa szerszeni poparła ruch LGBT, zaś królowa pszczół była mu przeciwna,







- jednym z władców Venethii był chan Roman von Ungern - Sternberg, który wyznawał buddyzm, chodził w samej przepasce biodrowej, pił krew bolszewików, jadł ich mięso i kolekcjonował czaszki, Śiwa i inni bogowie zlecili mu misję powstrzymanie Lenina przed podbojem świata, posiadał harem, a każda Słowianka chciała mieć z nim dziecko,
- umarł Janusz Korwin - Mikke, a ja modliłem się za wdowę po nim,






- Lesotho zostało założone przez rasistów z RPA,






- rozmyślałem jak Jan Brzechwa kolaborował z komunistami,






- Adam Stanimirski uczył się matematyki od kobiety z głową kuny leśnej, nie poczynił postępów za to cisnął białą lokomotywę na Księżyc (wymyślone na jawie).