czwartek, 5 sierpnia 2021

Ślad diabła




 

 ,,Według legendy ten odcisk stopy na płycie podłogowej w katedrze Najświętszej Marii Panny w Monachium jest dziełem diabła, który wściekle tupnął, gdy się dowiedział, że świątyni nie zbudowano według jego ścisłych wskazówek. 

    W 1468 roku, jak głosi legenda, architekt Jörg von Halsbach zaprojektował nową katedrę, ale brakowało mu funduszy na jej budowę. Diabeł zaproponował mu wsparcie w zamian za obietnice, że kościół będzie pozbawiony okien i tak ciemny, jak to możliwe.

    Po ukończeniu budowy von Halsbach wprowadził diabła do środka, by mu pokazać, że wywiązał się ze swojej części umowy. W miejscu, w którym stali, diabeł rzeczywiście nie widział okien. Jednak gdy postąpił krok naprzód, wychylił się zza kolumn, które zasłaniały okna. Wściekły, że został oszukany, diabeł tupnął nogą, zostawiając na podłodze czarny ślad, którego w żaden sposób nie da się usunąć. [...]'' - Joshua Foer, Dylan Thuras i Ella Morton ,,Atlas osobliwości''




 


środa, 4 sierpnia 2021

Ostatnie procesy o czary w Wielkiej Brytanii





 ,,W 1735 nowy Witchcraft Act znosił wprawdzie karę śmierci za czary, ale ich ustawowego ścigania nie zaprzestano aż do połowy XX wieku. W 1944 roku na jego podstawie skazano na dziewięć miesięcy więzienia Helen Duncan (1898 - 1956), ponieważ - jak orzekł sąd - twierdziła ona fałszywie, że potrafi wywołać czarami ducha marynarza, który zginął na HMS 'Barham'. Zatonięcie tego statku miało być przy tym tajemnicą wojskową, a brytyjskie władze zdecydowały się na ściganie i osądzenie Duncan, bo rzekomo obawiały się, że może ona ujawnić plany lądowania aliantów we Francji (D - Day). W tym samym roku, tylko nieco później, skazano za czary inne medium - Jane Rebeccę Yorke. Oskarżono ją o wywoływanie paniki i przekazywanie nieprawdziwych informacji o osobach biorących udział w wojnie, po czym ze względu na wiek - miała bowiem siedemdziesiąt dwa lata - skazano na niewielką grzywnę i poddano trzyletniemu nadzorowi. Ów Witchcraft Act 1735 użyty był w obu tych sprawach pretekstualnie, najwyraźniej z braku innych możliwości prawnych. Ostatecznie jednak uchylono go dopiero w 1951 roku'' - Zbigniew Mikołejko ,,We władzy wisielca. Ciemne moce, okrutne liturgie'' (przypis 65 na str. 490)




 

Papież Innocenty VIII o czarownicach





 

 ,,Innocenty, biskup, sługa sług bożych, na wieczną rzeczy pamiątkę. [...] Nie bez przepełnionego goryczą smutku dowiedzieliśmy się ostatnio, że w niektórych częściach północnych Niemiec, a także w prowincjach, parafiach, okręgach, dzielnicach i diecezjach Mainzu, Kolonii, Trewiru, Salzburga i Bremy, wiele osób płci obojga, nie bacząc na własne zbawienie i odchodząc od wiary katolickiej, zadaje się z diabłami, inkubami i sukkubami i poprzez swoje czary, zaklęcia, gusła i inne przeklęte zabobony, obmierzłe praktyki i zbrodnie niszczy potomstwo kobiet i nowo narodzone zwierzęta, wykorzenia plon, jaki wydaje rola, strąca winne grona z winorośli i owoce z drzew; mało tego, zabija mężczyzn i kobiety, zwierzęta juczne pospołu ze stworzeniami innego rodzaju, niszcząc również winnice, sady, łąki, pastwiska, łany pszenicy i innych zbóż i wszelkie inne uprawy. Co więcej, nikczemnicy owi gnębią i doświadczają mężczyzn i kobiety, zwierzęta pociągowe, trzody owiec, a także bydło i inne stworzenia, zadając im ból i zsyłając na nie wszelkiego rodzaju choroby, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne, i uniemożliwiając mężczyznom płodzenie, a kobietom poczęcie, sprawiając, że nie mogą współżyć małżeńsko ze sobą ani żony z mężami, ani mężowie z żonami. Również i ponadto bluźnierczo wyrzekają się wiary, którą otrzymali wraz z sakramentem chrztu, i z poduszczenia wroga rodzaju ludzkiego, nie wahają się popełniać najdzikszych okropieństw i występków na zgubę swych dusz, obrażając nimi majestat boski, dając tym gorszący i niebezpieczny przykład wielu innym. [...]'' - papież Innocenty VIII, Bulla ,,Summis desiderantes'' z 5 grudnia 1484 r. cyt. za: Zbigniew Mikołejko ,,We władzy wisielca. Ciemne moce, okrutne liturgie'' (przypis 52 na str. 487 - 488). 


 


Democritus Christianus





 

 ,,Istnieje na przykład przypuszczenie [...] rumuńskiego badacza Radu Florescu [...], że pierwowzorem postaci doktora Frankensteina z powieści Mary Shelley był Johann Konrad Dippel (1673 - 1734) - filozof i kontrowersyjny teolog, wynalazca i alchemik. Znano go również pod pseudonimem Democritus Christianus [...], jak też pod nazwiskiem Konrad Frankenstein, gdyż urodził się właśnie na tym [...] zamku. [...] Około roku 1700 zwrócił się z kolei ku hermetyzmowi i niebawem, w latach 1704 - 1707, mieszkając w Berlinie, bezskutecznie starał się przemienić srebro w złoto. A potem próbował tej sztuki między innymi w Holandii [...] skompromitował się rychło, gdyż pożyczał srebro, aby na nim dokonywać swych alchemicznych doświadczeń z transmutacją, i popadł w długi.[...] na rok przed śmiercią napisał broszurę, w której twierdził, że odkrył 'eliksir życia', który pozwoli mu umrzeć dopiero w wieku stu trzydziestu pięciu lat.





    [...] Zbiega się to poniekąd z demoniczną, lecz niepewną i późną legenda, iż Dippel założył na zamku Frankenstein laboratorium, by prowadzić w nim dziwaczne i budzące grozę eksperymenty alchemiczne, w którym dawał upust swym fascynacjom życiem wiecznym, starając się jakoby - nie ma na to żadnych dowodów - przenieść duszę z jednego trupa do drugiego za pomocą lejka (jest tylko esej Dippla, w którym pisze on o podobnej możliwości). Do tych doświadczeń miał przy tym używać pociętych na kawałki ciał zwierząt oraz zwłok ludzkich, które gotował w wielkich słojach. A gdy okoliczni mieszkańcy zwiedzieli się o tych przerażających rzeczach, podobno przegnali go z zamku. Tymczasem Dippel -dokonując z zapałem jedynie sekcji zwierząt - przeprowadzał swoje badania na zamku Wittgenstein, a jego oferta zakupienie zamku Frankenstein spełzła na niczym. Chciał go bowiem w zamian za swą formułę 'eliksiru życia'. Nie był to jednak wcale ów cudowny eliksir, lecz zgoła inny wynalazek - 'olej Dippla' to odkryty przez niego barwnik, zwany potem Berliner Blau albo 'błękit pruski'. [...]'' - Zbigniew Mikołejko ,,We władzy wisielca. Ciemne moce, okrutne liturgie''


Lekarze mordercy





 

 ,, [...] przesąd, krążący pośród styryjskich wieśniaków z okolic Grazu jeszcze w końcu XIX wieku, że lekarzom z miejscowego szpitala wolno raz w roku użyć w celach medycznych zwłok uzyskanych w groteskowym obrzędzie wisielczym: 'Łapie się jakiegoś młodzieńca, który udał się tam z powodu bólu zębów czy innej podobnie błahej choroby, wiesza się go za nogi i łaskocze na śmierć! Biegli chemicy rozgotowują ciało na maź i używają jej, jak również tłuszczu i zwęglonych kości, w swojej aptece. Ludzie są przekonani, że raz do roku około Wielkanocy jeden młodzieniec przepada w szpitalu dla takich celów''' - Zbigniew Mikołejko ,,We władzy wisielca. Ciemne moce, okrutne liturgie''



 


,,Kandyd''

 

,,Typem przeszłego wieku jest Panglos Woltera. Ten Panglos, francuski Hiob, w największym spodleniu moralnym nie traci dobrego humoru; walając się w śmieciach i wypluwając zęby, zawsze pyszni się i cieszy, że był i jest filozofem’’ - Adam Mickiewicz ,Przedmowa’’ do polskiego przekładu ,,Giaura’’ George’a Byrona.





 


O Wolterze dowiedziałem się po raz pierwszy w klasie czwartej.


,,KIM BYŁ KANDYD?


Kandyd jest bohaterem satyrycznej powieści autorstwa francuskiego pisarza Voltaire’a (Woltera), który żył w latach 1694 – 1778.


Prawdziwe imię Woltera brzmiało François Marie Arouet. Większą część życia poświęcił na zwalczanie tyranii, atakując domniemanych przeciwników za pomocą ostrej satyry. […]

Wolter był przez pewien czas więźniem w osławionej Bastylii, a później przebywał na wygnaniu w Anglii. Ostatecznie osiedlił się w Szwajcarii’’ - Bridget Daly (red.) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach’’


Ojciec przyszłego filozofa uskarżał się na ,,dwóch synów szalonych, z których jeden wykończy mnie bezbożnością, a drugi dewocją’’. Wolter, tak jak wcześniej Kartezjusz, pobierał nauki w kolegium jezuitów, co nie przeszkodziło mu później atakować tego zakonu. Brał udział w pracach na ,,Wielką encyklopedią francuską’’; napisał do niej hasła ,,Tolerancja’ ’i ,,Genewa’’. Był nadwornym filozofem króla Prus, Fryderyka II Hohenzollerna. Choć zwalczał zinstytucjonalizowane religie, obwiniając je o wojny i prześladowania, odrzucał też ateizm Holbacha (słynne zdanie: ,,Gdyby nie było Boga, należałoby Go wymyślić’’). Nienawidził Polaków z powodu ich przywiązania do katolicyzmu i pochwalał pierwszy rozbiór Polski (pisma w w obronie naszego kraju publikowali wówczas inni filozofowie oświeceniowi jak J. J. Rousseau i Gabriel Mably). Choć początkowo bronił Żydów, po tym jak poniosły fiasko jego szemrane interesy w Prusach prowadzone wespół z jednym z nich, został zajadłym antysemitą. Opowiadano o nim, że na łożu śmierci jadł własne odchody (wspomina o tym Gustav Flaubert w powieści ,,Pani Bovary’’). Kiedyś na kazaniu w kościele słyszałem zresztą jak ksiądz mówił jak Wolter umierając wołał o księdza, lecz jego bezbożne otoczenie nie chciało dopuścić do jego pojednania z Bogiem i Kościołem.






W gimnazjum przeczytałem po raz pierwszy ,,Kandyda, czyli optymizm’’ (franc. ,,Candide, ou l’Optimisme’’); powiastkę filozoficzną z 1759 r. w przekładzie Tadeusza Boya Żeleńskiego. Ponownie sięgnąłem po nią na drugim roku studiów historycznych na Uniwersytecie Szczecińskim.






Tytułowy bohater, którego imię pochodzi od łacińskiego ,,candidus’’ - śnieżnobiały był młodym, niedoświadczonym i naiwnym domownikiem westfalskiego barona Thunder – ten – trocka, po uszy zakochanym w pięknej Kunegundzie. Pobierał nauki u filozofa, mistrza Panglossa (,,wielomównego’’), z uporem twierdzącego, że ,,żyjemy w najlepszym z możliwych światów’’. Postać Panglossa stanowi gorzką satyrę na niemieckiego filozofa Gottfrieda Leibniza. Kandyd, wypędzony z zamku za pocałowanie Kunegundy, przeżył liczne niebezpieczne przygody takie jak krwawa, wyniszczająca i obdarta z wszelkiego heroizmu wojna (odbicie wojny siedmioletniej z lat 1756 - 1763) czy trzęsienie ziemi w Lizbonie (1755 ). Na jego życie dybała zarówno portugalska Inkwizycja jak południowoamerykańscy kanibale z fikcyjnego, indiańskiego plemienia Uszaków (próba obalenia mitu ,,dobrego dzikusa’’ propagowanego przez J. J. Rousseau1). Spotkał sześciu obalonych władców (w tym Stanisława, króla Polski; chodzi rzecz jasna o Stanisława Leszczyńskiego) oraz okaleczonego murzyńskiego niewolnika wskazującego na swoje cierpienie jako na ,, cena za jaką jadacie cukier w Europie’’). Kandyd dotarł do jezuickich redukcji w Paragwaju, a nawet do legendarnego Eldorado. 2 Po tych wszystkich przygodach młodzieniec spoglądał już na świat diametralnie inaczej. Uznał, że powinien ,,uprawiać swój ogródek’’.

W powiastce obecne są motywy fantastyczne.

Pierwszym z nich jest wojna Bułgarów i Abarów. W czasach Woltera Bułgaria była częścią Turcji osmańskiej. Abarowie to inaczej Awarowie; azjatycki lud, który we wczesnym średniowieczu ciemiężył Słowian (stąd w tworzonej przeze mnie mitologii slawianistycznej wywodzi się imię Abary Mladnicy; słowiańskiego odpowiednika greckiej Hebe). Obecnie potomkowie Awarów zamieszkują Dagestan, jedną z republik autonomicznych w Rosji.






Bawiąc w Ameryce Południowej, Kandyd spotkał nagie dziewczęta uciekające przed małpami człekokształtnymi, które gryzły je w pośladki. Młodzieniec czym prędzej zastrzelił zwierzęta, pogrążając panny w smutku. Małpy były bowiem ich kochankami. W dzikich krajach żyło wiele hybryd zrodzonych ze związków ludzi z innymi naczelnymi, o czym wspominają już starożytne mity o satyrach, egipanach i faunach. W czasach Woltera, (a nawet później!) tego typu fantazmaty były obecne nie tylko w literaturze podróżniczej, ale nawet naukowej. Sam Karol Linneusz uważał szympansa i orangutana za pierwotne odmiany człowieka.


,, […] Niefrasobliwe tasowanie cech ludzkich i zwierzęcych sprawiło, że obok antropoidów pakowano do wspólnego worka Pigmejów oraz inne prymitywne ludy, jak też rzekomych mieszańców powstałych ze skrzyżowania małp i uprowadzonych przez nie kobiet’’ - Andrzej Trepka ,,Co kaszalot je na obiad?’’





 

Eldorado, legendarny kraj złota, było czymś w rodzaju laickiego raju na Ziemi. Jego mieszkańcy żyli szczęśliwie bez żadnych kapłanów, a ich modlitwy miały charakter wyłącznie dziękczynny. Zjadali pieczyste z ptaków od kolibrów po kondory. Chętnie podzielili się z Kandydem swoim złotem i dali mu czerwone barany mające transportować drogocenny kruszec. Niestety w drodze powrotnej Kandyd utracił złoto.






Choć jestem daleki od podzielania antyreligijnych poglądów Woltera, zainspirowałem się jego najsłynniejszym dziełem. Plemię Uszaków użyczyło bowiem imienia złemu Lynxowi - człowiekowi z głową rysia, imieniem  Uszak; nadzorcy kopalni gwiezdników z ,,Tatry’’.



1 Odsyłam do posta: ,,Powrót do natury’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Eldorado’’.

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Demoniczna fretka






,, [...] Joan Prentice, mieszkająca w przytułku w Hinningham Sibble, powiedziała, że sześć lat temu, gdy kładła się do snu, ukazał jej się szatan pod postacią różnokolorowej fretki o ognistych oczach. Fretka poprosiła ją o jej duszę, a kiedy Prentice zapytała, kim ona jest, usłyszała w odpowiedzi, że szatanem - ale że nie powinna się go obawiać, bo on chce tylko jej duszy. Na to Matka Prentice odparła, że jej dusza należy do Jezusa i że nie może jej oddać fretce. Wówczas fretka poprosiła o jej krew - i piła ją z palca lewej dłoni. Powiedziała też, że nazywa się Bidd. Fretka często przychodziła do Joan Prentice - ale tylko wtedy, kiedy szykowała się ona do snu - i piła krew z jej lewego policzka, a także z jej łona, prosząc przy tym o polecenia [...]. Matka Prentice wyznała ponadto, że raz wysłała fretkę, by zepsuła jadło i napoje dla dziecka jednego z sąsiadów, mistrza Glascock - małej dziewczynki imieniem Sara (miał to być akt zemsty, ponieważ jakiś pracownik mistrza przegonił Joan, gdy próbowała żebrać w tym domu). Kiedy jednak fretka powróciła z wiadomością, że dziecko umrze, Prentice poprosiła ją, aby tak się nie stało. I odtąd już nie widziała fretki. Dodała też, że o użyczenie fretki zwróciły się do niej dwie inne kobiety: Elizabeth, żona Michaela Whale'a, robotnika z Henningham Sibble, i Elizabeth, żona Johna Motta z miasteczka Cobler - nie wie jednak w jakim celu'' - Zbigniew Mikołejko ,,We władzy wisielca. Ciemne moce, okrutne liturgie''





 

Zastanawiam się czy czasem nie był to odległy pierwowzór mówiącej łasicy Iny z cyklu ,,Oko jelenia'' Andrzeja Pilipiuka, albo też Pantaleimona; daimona Lyry Belacqui; głównej bohaterki trylogii ,,Mroczne materie'' Philipa Pullmana.