sobota, 30 marca 2013

Jan ,,No co mogę powiedzieć'' Kowalski


 Widząc w gimnazjalnych ćwiczeniach do języka polskiego zaniedbaną klatkę schodową, wymyśliłem postać historyka IPN – u, Jana ,,No co mogę powiedzieć’’ Kowalskiego (każdą wypowiedź zaczynał od ,,No co mogę powiedzieć?’’). Mieszkał w Warszawie na ul. Dziadowskiej, w mieszkaniu numer 00 Totalny Bezsens, razem z żoną Marią, synem Ferdynandem, córką Izabelą i dogiem Fenrirem. Miał wąsy, pistolet i samochód. Znał na pamięć twórczość Sienkiewicza i Jasienicy. Jego brat, Antoni należał do zakonu benedyktynów. Przyjaźnił się z innym historykiem, z pochodzenia Żydem, który prowadził Muzeum Historyczne. Idolem pana Kowalskiego był Józef Piłsudski – historyk posiadał obraz Marszałka na ścianie i na jego cześć palił fajkę (zamiast tytoniu używał w tym celu papieru, kiedyś palił w fajce kulki naftaliny co zaowocowało monumentalną wizją historii rodu Kowalskich, sięgającą czasów legendarnego Lecha). Wyznawał katolicyzm, głosował na partie prawicowe. Był przeciwnikiem rządów SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego.



            Mieszkał w starej, walącej się kamienicy, z nieopisanie brudną klatką schodową. Było na niej wszystko prócz ładu i porządku – walały się na niej psie odchody, zakrwawione strzykawki, butelki po wódce, puszki po piwie, kurz, śmieci, plwociny, uryna pijaków i bezdomnych, niedopałki papierosów, zużyte zapałki, a nawet ludzkie i zwierzęce podroby. Te dwa ostatnie były pozostałością czarnych mszy – raz pan Kowalski idąc do pracy w IPN – ie, poślizgnął się na ludzkiej wątrobie, a gdy zgłosił to na policję, otrzymał odpowiedź, że jest wolność wyznania. Szyby były wybite, ściany upstrzone wulgarnymi napisami i rysunkami, tynk odpadał, poręcze zaś były wyłamane. Roiło się od karaluchów, szczurów i zdziczałych psów. Poza tym, na owej klatce schodowej nocowali bezdomni, spotykało się też roznegliżowane prostytutki. Okolica nie była bezpieczna – wokół kręciła się mafia, a (anty) polskie prawo sprzyjało raczej przestępcom, niż ich ofiarom. Raz pan Kowalski ujrzał na swojej klatce schodowej martwego bezdomnego, którego trupem pożywiały się szczury. Spełniając obywatelski obowiązek zgłosił to na policję i musiał stawić się na rozprawę sądową, bo to jego fałszywie oskarżono o zamordowanie bezdomnego. W trakcie rozprawy, wszyscy jej uczestnicy przenieśli się na klatkę schodową, gdzie urządzili sobie potańcówkę, przy dźwiękach ,,pieśni o panach Macumbie z Afryki i Maxikazie z Ciechocinka’’. Józef Matusiak dla fantazji zaczął strzelać z pistoletu, a nietrzeźwy i nieuczciwy sędzia wypadł przez okno, spadł na dach zaparkowanego na podwórku samochodu i złamał sobie kark. Pana Kowalskiego nie miał już kto sądzić.
Jednym z jego sąsiadów był niezwykle silny i głupi Józef Matusiak; miłośnik alkoholu i hałasów w nocy (jednym z jego pierwowzorów był pan Jones z komiksu o Kaczorze Donaldzie). Raz uczcił śmingus – dyngus wrzucając pana Kowalskiego do fontanny. Innym zaś razem bezkarnie zabił policjanta i pił piwo z jego czaszki, tak jak średniowieczny, bułgarski chan Krum, pijący wino z czaszki bizantyjskiego cesarza Nicefora. Gdy pan Kowalski nie mogąc znieść zakłócających ciszę nocną, odgłosów libacji, wezwał policję, Matusiak, który nawiasem mówiąc, przepędził policjantów na cztery wiatry słowami: ,,A co, k..., my lubimy sobie pokrzyczeć!’’, w akcie zemsty bił Kowalskiego drewnianym szczeblem od poręczy i krzyczał: ,,Ty chrześcijaninie, ja ci zrobię holocaust!’’ W rezultacie, pan Kowalski zapadł na śmierć kliniczną na klatce schodowej, a gdy się z niej wybudził, poszedł sobie kupić pistolet, aby się zemścić (pani Anna ov Scareyova była oburzona tym opowiadaniem, myślę, że jeszcze bardziej nie lubi Doroty Masłowskiej). Dodać mogę, że w niezapisanym, dalszym ciągu, gdy pan Kowalski miał już pistolet, wszedł do mieszkania Matusiaka i chciał go zastrzelić, ze słowami: ,,Wychodź swacho Babilonu, nierządnico wszeteczna! Sarmackiego molu tronu, Polski hańbo wieczna! Won – z Warszawy, Matusiaki, którym Boży honor tani, a z bluźnierstw Jemu chluba!’’ (zaczerpnąłem to z XVII – wiecznego polskiego wiersza ,,Bando na ariany’’). Pan Józef próbował schować się pod łóżkiem, a jego pupa trzęsła się jak galareta. Pan Kowalski zaczął odmawiać modlitwę ,,Ojcze nasz’’, aby podziękować Bogu, za to, że wydał Matusiaka w jego ręce. Jednak gdy historyk doszedł do słów ,,...i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom’’, zawstydził się swojej dzikości i darował życie wrogowi. Innym razem Matusiak z żoną i dwójką dzieci kąpał się w kąpielówkach w warszawskich Łazienkach. Ponadto bił żonę i dzieci. Espedientkę ze sklepu monopolowego, która nie chciała mu sprzedać alkoholu, nazwał ,,Żydówką’’. Na działce przywiązywał żonę do rozpalonego grilla, zaś pan Kowalski uratował ją, w ten sposób, że nastraszył Matusiaka swym wyglądem, bowiem dzieci ucharakteryzowały ojca na Hitlera. Wtedy to historyk związał przerażonego sąsiada drutem kolczastym i uwięził go w wychodku. Bawiący podówczas na działce Niemcy ze Związku Wypędzonych, myśleli, że Kowalski jest zmartwychwstałym Hitlerem i błagali go, by ich prowadził na Warszawę. Ferdynand i Izabela widząc jak bardzo dorośli są agresywni, ucząc się od nich chcieli utopić młodsze od siebie dzieci Matusiaków w studni (,,udzielić im ślubu republikańskiego’’ tak jak to czynili jakobini w Wandei), w końcu jednak wszystko dobrze się skończyło. Józef Matusiak wypuszczony z wychodka, obiecał, że nie będzie już więcej pił, ani też bił i gwałcił żony. Przez jakiś czas był przykładnym mężem i ojcem, lecz w końcu, ukradł w sklepie spożywczym butelkę piwa i padł martwy na ziemię.
Inni sąsiedzi pana Jana to pani Świętoszyńska – emerytka kolekcjonująca różańce i namiętnie słuchająca Radia Maryja. Uważała się za bardzo pobożną, lecz w rzeczywistości pełna była pychy i pogardy wobec ludzi. Zastrzegam, że ów przykład dewocji nie znaczy wcale, jak wytłumaczyliby to oszczercy z Czerskiej, że cała Rodzina Radia Maryja składa się z ludzi złych i głupich. Ilu jest świętoszków wśród zwolenników, a ilu wśród przeciwników Radia Maryja, to sam Bóg wie najlepiej, a my się w Niego nie bawmy! Pani Świętoszyńska jako jedyna z ,,Sąsiedzkiej Samoobrony’’ nie dostała pozwolenia na broń, bo powiedziała, że chce ją mieć, aby ,,strzelać do szatanistów i świadków Jehowy’’. Na rozprawie sądowej jaką wytoczył owej organizacji pozarządowej sam Jerzy Urban za to, że pies wygryzł mu dziurę w spodniach, pani Świętoszyńska słuchała swego ulubionego radia. Sędzia nie mógł tego znieść, aż zerwał z siebie odzienie i okazało się, że był diabłem, który przepłoszony odmawianiem Różańca, ewakuował się do piekła. Złorzona z samych ateistów ława przysięgłych, widząc ten cud, jak jeden mąż powróciła na łono Kościoła, a Urban zemdlał.
W obskurnej kamienicy na ul. Dziadowskiej mieszkał również bardzo bogaty, rosyjski biznesmen, pan Dymitr od Ruskich Garoni, razem z żoną Mariną (z pochodzenia Ukrainką), oraz dwójką dzieci – synem Jalu (dostał to imię na cześć polskiego poety Jalu Kurka) i córką Agafią. Pracował w firmie ,,Górażdże’’, wytwarzającej cement i finansował działalność Sąsiedzkiej Samoobrony. Jeszcze inni sąsiedzi to panowie Klimas i Graczyk, którzy poślubili byłe prostytutki Barbarę Koziarę i Justynę Kozioł (wcześniej pomogli im zerwać z nierządem, przez co popadli w konflikt z mafią), oraz pan Bytles, który wbrew nauce Bożej i stanowisku Kościoła, żył ze swoją kochanką.
Pan Kowalski miał wiele dziwnych przygód. Był w kraju Zulu – Gula (zaczerpniętym z programu satyrycznego, który lubiłem). W 1999 r. walczył o niepodległość Kosowa i Czeczenii. Do tej ostatniej zabrał żonę i dzieci (planował zabrać również teściową, lecz ta nie chciała). Już na lotnisku w Szeremietiewie, powodowany dziką, ułańską fantazją, pobił niewinnego, rosyjskiego celnika, z okrzykiem: ,,Wolność Czeczenii! Sowieci do domu!’’, za co musiał bezzwłocznie uciekać przed wojskiem i milicją. Wypominał prezydentowi Szamilowi Basajewowi, że wyznaczanie przez Internet nagrody za głowę Putina jest niehonorowe. Doprowadził do porozumienia między stronami rosyjską, a czeczeńską, w myśl którego o przyszłości tej republiki autonomicznej zadecyduje śmiertelny pojedynek na broń palną prezydentów Putina i Basajewa. Odbył się on w Moskwie, a rolę sekundantów pełnili ówczesny premier Rosji, Jewgienij Primakow i pan Kowalski. Jak można się było domyśleć, obaj prezydenci zginęli na miejscu, a Czeczenia uzyskała niepodległość. Jej przywódcą został oczywiście pan Kowalski, który ogłosił się królem i rządził surowo, ale sprawiedliwie. Prześladowana przez niego mafia czeczeńska, poprosiła o pomoc bratnią mafię polską. Przyjechało więc do Groznego, dwóch jej delegatów – aferzysta Bogusław Bagsik i były esbek Grzegorz Piotrowski, morderca bł. Jerzego Popiełuszki. Chcieli odsunąć pana Kowalskiego od rządów, lecz ten ich uwięził i po sprawiedliwym procesie skazał na śmierć (Grzegorza Piotrowskiego związano drutem i wsadzono do bagażnika, mszcząc ks. Popiełuszkę). Opinia międzynarodowa zwalczała go, w końcu zaś za zbyt częste stosowanie kary śmierci (np. za niespuszczenie wody w publicznej toalecie) został ekskomunikowany przez bł. Jana Pawła II i ... obudził się w krzykiem w swoim biurze. Pan Kowalski razem z rodziną płynął transatlantykiem do USA, gdzie jego gospodarze trzymali śmieci na balkonie i lubili je wąchać. Co więcej był nawet na ... Antarktydzie. Na tej ostatniej znalazł się, w wyniku niemądrej kłótni z Markiem Kamińskim. Pan Kowalski twierdził bowiem, iż będąc Polakiem jest w stanie przejść Antarktydę w samych kąpielówkach (jego zdaniem Rosjanin również mógłby dokonać takiego wyczynu, ale tylko z pomocą rozgrzewającej wódki). Wygłosił ową niedorzeczność, powołując się na arabskich kupców, we wczesnym średniowieczu przemierzających Słowiańszczyznę, że na Słowian, lud niezwykle wytrzymały,  zimno wpływa korzystnie, upał zaś niekorzystnie. Marek Kamiński był przeciwnego zdania; uważał, że mróz Antarktydy zabiłby nawet Polaka, gdyby ten zaniedbał włożenia ocieplanej odzieży ochronnej. Na to pan Kowalski nazwał wielkiego polarnika ,,ciepłolubną małpą’’ i na oczach całego świata postanowił zrealizować swój zamiar. Jasne, że omal nie stracił życia, które uratował mu ... Marek Kamiński. Po wyrzuceniu z IPN – u przez Leona Kieresa, za powiedzenie prawdy o ,,ukąszeniu heglowskim’’ Czesława Miłosza, pan Kowalski znalazł pracę w pewnym gimnazjum, gdzie wyjątkowo rozwydrzona młodzież wysłała na chorobowe wszystkich nauczycieli (np. był w owej pierwszej klasie gimnazjum taki chłopak, który wchodził na stół i oznajmiał, że będzie ginekologiem, zaś pewna uczennica cały czas tuliła się do ściany). Historyk zastosował wówczas rządy silnej ręki – np. chcąc oduczyć gimnazjalistkę zarówno pokazywania pępka jak i palenia papierosów, potraktował ów pępek jak popielniczkę. W końcu nawet i on stracił cierpliwość do owej klasy, której pierwowzorem była moja klasa i nie panując nad emocjami – uczciwszy uszy, upraszam pardonu – na środku klasy zrobił kupę, którą zmieszał z pieniędzmi, które zostały zbyt późno przyniesione na szkolną wycieczkę. W noc sylwestrową, jego sąsiad Matusiak puszczał petardy w domu, grożąc jego spaleniem, a jedna z tych petard musnęła głowę pana Jana. Stracił przytomność i miał sen, że w starożytnych Atenach oglądał ,,Antygonę’’ Sofoklesa (to opowiadanie podobało się pani ov Scareyovej). Innym razem we śnie założył organizację Związek Obrony Lokatorów ,,Sąsiedzka Samoobrona’’, który przerodził się w partię polityczna Związek Nowej Sanacji Polskiej, z czego wynikła dzika awantura.
Często zachowywał się co najmniej jak ekscentryk. Przykładowo nazrywał trawy w parku i włożył ją do wafelka po lodzie, a następnie zaczął to palić. Będąc na plaży, położył stopy na łysej głowie jednego z plażowiczów, a ten zwymiotował, bo mu śmierdziały. Aby uczcić śmingus – dyngus oblewał swoich rosyjskich sąsiadów wodę z węża strażackiego w ich własnym mieszkaniu. Świętując swoją osiemnastkę, upił się szampanem pinot noir i wszedł na telewizor. W czasach PRL – u, razem ze swym ojcem, sprawił, że popiersiu Lenina wydostawał się ogień z ust, co śmiertelnie przeraziło ubeków. Swojej narzeczonej Marii, młody Jan, niby jakiś współczesny rycerz swej damie, ślubował dać wycieraczki z samochodu, zdobyte w uczciwej walce. Zaatakował więc samochód rożnem siedząc na motorze i strącił automobil do rowu, po czym odłamał wycieraczki i złorzył je u stóp swojej narzeczonej. Jasne, że poszedł do więzienia, lecz ponieważ Maria szczerze go kochała, zapłaciła za niego kaucję – zdobyła na ten cel pieniądze sprzedając jego motocykl na Ruskim Targu. Co gorsze przeczytane książki, traktował bardzo dosłownie. Przykładowo – próbował rozciąć sobie brzuch, aby wszem i wobec pokazać jak wyszukaną potrawę właśnie zjadł (porównaj z ,,Faraonem’’ B. Prusa), w toalecie rozpalił ognisko i chciał nad nim upiec Niemca (,,Stara baśń’’ J. I. Kraszewskiego), zaś bawiąc w Szwecji, wrzucił niemowlę do przerębla i wyłowił je ze śledziem w ustach – na szczęście maleństwo przeżyło (,,Potop’’ H. Sienkiewicza). Gdy jego dzieci były niegrzeczne, bił je paskiem na gołą pupę, argumentując to tym, że ,,pupa nie szklanka, nie stłucze się’’.
W moich fantazjach o panu Kowalskim występowali min. Leon Kieres (szef IPN – u w 1999 r.), Jerzy Urban, Adam Michnik, Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Lepper i Wojciech Jaruzelski. Czytelnika tak jak panią ov Scareyovą, może zapewne razić ogromna ilość goryczy i okrucieństwa w tych groteskowych fantazjach. Z perspektywy lat, myślę, że był to wyraz mojego buntu przeciwko złu, jakiego pełno było w ówczesnej Polsce. To właśnie fantazjując o panu Kowalskim, ułożyłem piosenkę:

,,Chociaż rządzona jesteś dziadowsko,to Cię mimo wszystko kocham – Rzeczpospolita Polsko!’’

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza