sobota, 11 lipca 2026

Turbo Lankijczycy

 

,,Także na owej wyspie Taprobanie są wielkie góry złota, które pracowicie zapełniają mrówki. Zbierają one czyste złoto, a zanieczyszczone odrzucają. A owady te są wielkości ogarów, toteż nikt nie śmie bodaj zbliżyć się do owych wzgórz, ażeby się nań nie rzuciły i go nie pożarły’’ - Pomponiusz Mela (I wiek n. e.)




Sri Lanka, dawniej nazywana Cejlonem, prawdopodobny pierwowzór Taprobany ze starożytnych legend jest państwem na Oceanie Indyjskim. Zamieszkują je Tamilowie i Syngalezi, zaś dominujące religie stanowią buddyzm oraz islam.




Ryc. za: Phronc
    

W muzułmańskim micie Adam i Ewa po wygnaniu z Raju zamieszkali na Cejlonie. Stąd właśnie pochodzą nazwy Góra Adama (najwyższy szczyt wyspy) i Most Adama (pomost lądowy między Sri Lanką a Indiami, według indyjskiego mitu wzniesiony z rozkazu Ramy). Przez tysiąc lat trwała pokuta Adama. Po jej odprawieniu anioł Gabriel zabrał praojca ludzkości do Arabii, gdzie pokutowała Ewa. Następnie oboje zamieszkali na Cejlonie. Rzekomy odcisk stopy Adama na najwyższym wzniesieniu jest przypisywany również: Śiwie, Buddzie, św. Tomaszowi Apostołowi, dworzaninowi etiopskiej królowej Kandaki, szatanowi a nawet samemu Jahwe.



Część Tamilów ze Sri Lanki i stanu Tamil Nadu na południu Indii wierzy w pochodzenie swojej nacji z legendarnego zatopionego lądu Kumari Kandam, ośrodka zaawansowanej cywilizacji. W XIX i XX wieku ląd ten został utożsamiony z Lemurią z mitologii teozoficznej 1.



W indyjskim eposie ,,Ramajana’’ występuje Rawana, demoniczny władca Lanki, który porwał Sitę, żonę boga Ramy. Na Sri Lance inaczej niż w Indiach Rawana jest uważany za postać pozytywną. Nie brakuje ludzi uważających go za postać historyczną. Cesarz Rawana, syn Surja Wanszy z syngaleskiego plemienia Hela Yakka żył ok. 5000 lat p. n. e. Posiadał flotę pojazdów latających (wiman) 2. Był wybitnym wojownikiem i wynalazcą smyczka do skrzypiec. Wsławił się także jako mistrz medycyny ajurwedyjskiej. Poświęcił jej prace ,,Arka Shastra’’ i ,,Kumara Tantraya’’. Tę drugą rozprawę, dotyczącą leczenia niemowląt napisał na prośbę swojej brzemiennej żony, cesarzowej Mandodori. Uznał jedzenie wołowiny za przyczynę 98 chorób.



Jako postać historyczną traktuje się także legendarnego założyciela lankijskiej państwowości, księcia Widżaję. W VI wieku p. n. e. przybył z Indii na czele drużyny złożonej z 7000 ludzi. Pokonał w walce jakszę (demona) i poślubił jego córkę, Kuveni. Tymczasem początki osadnictwa na tej wyspie sięgają 125 000 lat.



Narracje pseudohistoryczne na Sri Lance identyfikują ją z Dżambudwipą. W mitologii indyjskiej jest to określenie wyspy, na której leżą same Indie. Budda (563 p. n. e. - 483 p. n. e.) rzekomo urodził się i nauczał na Cejlonie. (W rzeczywistości przyszedł na świat na terenach dzisiejszego Nepalu, zaś działał i zmarł w Indiach). Buddyjskie zabytki w Indiach są uważane przez lankijskich foliarzy za repliki zbudowane z rozkazu króla Aśoki (? - 238/ 232 p. n. e.)



Syngalescy buddyści wzorują się w swojej działalności politycznej na syjonistach. Głoszą rzekome pokrewieństwo Syngalezów z Żydami. Założycielem cywilizacji Bliskiego Wschodu był według nich Juda, krewny cesarza Rawany.



W mitologii Czesława Białczyńskiego Sri Lanka nosi słowiańską nazwę Sielanka. Z kolei w swojej powieści ,,Tatra. Suplement’’ (2019) nazwałem ją Seylan, czerpiąc z ,,Opisania świata’’ Marco Polo.



1 Odsyłam do posta: ,,Kumari Kandam’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Wimany’’.

piątek, 10 lipca 2026

Ślub króla i carycy



 ,,Turcja obawiała się rozszerzenia wpływów rosyjskich w ogóle. Obawy nasiliły się wówczas, gdy poszła w świat pogłoska, jakoby miało dojść do małżeństwa Katarzyny II ze Stanisławem Poniatowskim. Stanowcze zdementowanie pogłoski przez dwór petersburski uspokoiło Turcję, która tym samym znacznie mniej angażowała swoje wysiłki dyplomatyczne po stronie Lechistanu'' - Marek Borucki ,,Po radziwiłłowsku. O życiu i działalności politycznej księcia Karola Radziwiłła 'Panie Kochanku'''  



 

Aleksander Wielki i yeti

 


,,Pragnienie odkrycia wybrzeża owego 'Wielkiego Morza Zewnętrznego'  pchało Macedończyka [...] aż na niekończące się stepy Azji Środkowej, by wreszcie w 326 roku p. n. e. doprowadzić go do doliny Indusu  (gdzie jednym z jego wielu żądań było, żeby miejscowi dostarczyli do obejrzenia słynnego yeti; powiedziano mu jednak, że to niemożliwe, bo stwór nie przeżyłby klimatu nizin)'' - Edward Brooke - Hitching ,,Złoty atlas. Największe wyprawy, odkrycia i poszukiwania na mapach''



 

,,Żywot młodzika niepoczciwego imieniem Pablos''

 




,,Quevedo y Villegas Francisco de, hiszpański polityk, uczony i pisarz, (chrzcz. 1580, 1645), w Alcalá de Henares studjował języki, teologję, prawo i matematykę. 1613 wysłany w poufnej misji przez ks. Osuna do Włoch, zaplątał się w spisek, został spalony przez Wenecjan in effigie. 1628 sekretarz królewski, 1628 osadzony wskutek intryg w więzieniu, przed śmiercią zrehabilitowany. Autor ascetycznych ‘La Vida de Santo Tomás de Villaneuva’ (1620), politycznych ‘La politica de Dios’ (1626), satyrycznych ,,Sueños’ (16270, humorystycznych i opisowych ‘História de la Vida del Buscóbn’’ (1626) i w. in. Przeciwnik gongoryzmu, był mimo to szerzycielem barokowego stylu w literaturze. [...]’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 14 Polska Agencja Telegraficzna do Rewindykacja’’



 

W lipcu 2026 r. przeczytałem powieść pikarejską Francisca de Quevedo ,,Żywot młodzika niepoczciwego imieniem Pablos czyli Wzór dla obieżyświatów i zwierciadło filutów’’ (hiszp. ,,La vida del Buscón llamado don Pablos ejemplo de Vagamundos y espejo de Tacaños’’) w polskim przekładzie Kaliny Wojciechowskiej z 1978 r. 1

W XVII wieku w hiszpańskim mieście Segowii żył młody Pablos, który bardzo wstydził się swojej rodziny. Jego ojciec był z zawodu golibrodą, powieszonym za kradzieże, matka – czarownicą i prostytutką, zaś stryj – katem. Pablos marzył o zdobyciu wykształcenia, byciu uczciwym i awansie społecznym poprzez wyniesienie do stanu szlacheckiego. Pobierał nauki razem z Don Diego, młodym hidalgiem jako jego sługa. Niestety porzucił marzenia, gdy przyjaciele jego pana pobili go kijami. Odtąd przeżywał liczne przygody jako złodziej, oszust, podszywający się pod szlachcica, porywacz dzieci (!), wędrowny aktor (w tamtych czasach nie cieszyli się dobrą reputacją), szuler, uwodziciel mniszki i uczestnik rozboju. W finale związał się z prostytutką imieniem Grajales i wypłynął z nią do ,,Indii’’ (hiszpańskich kolonii w Nowym Świecie).

W powieści dominują ciemne strony życia: nędza, głód (Pablos był głodzony w internacie skąpego kleryka Cabry), pasożyty (pchły, wszy i świerzbowce), choroby weneryczne, skatologia, religijna obłuda, strach przed Inkwizycją, zapiekła nienawiść do Żydów i Morysków (przechrzczonych muzułmanów) a nawet kanibalizm (mięso straconych w egzekucjach dodawane potajemnie do pasztetów). Prezentowana w powieści odraza do ludzkiej cielesności (charakterystyczna dla baroku) ociera się niemal o manicheizm.



Według dzisiejszych wyobrażeń o świecie wątek fantastyczny stanowi wiara w czary. Matka Pablosa posiadała przedmioty z ludzkich kości. Przypisywano jej wylatywanie nocą przez komin i adorowanie demonicznego kozła na sabacie. Przywracała dziewczętom utracone dziewictwo (eufemizm na określenie aborcji). Za swe zbrodnie została spalona na stosie. Z powieści dowiadujemy się, że czarownice w Hiszpanii przystrajano przed spaleniem w pióra, symbolizujące ich zdolność do lotu.

W swoich wędrówkach Pablos spotkał jednego z ,,arbitrios’’. Oderwany od rzeczywistości wynalazca zamierzał osuszyć morze za pomocą gąbek. Szyderczy śmiech swoich rozmówców brał za przejaw ich radości aprobaty. Warto porównać tę postać z szalonymi uczonymi z Akademii Lagadyjskiej w ,,Podróżach Guliwera’’ Jonathana Swift. 2



1 Zainteresowanym twórczością Quevedo polecam wpis ,,Spisek w Salonikach’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Podróże Guliwera’’.

Noe i Janus





Ryc. za: Judy Smith 


 ,,Średniowieczna tradycja od wieków utożsamiała rzymskie Janikulum z miejscem, w którym ostatecznie osiadła Arka Noego, a także samego Noego z Janusem'' - Anthony Grafton ,,Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agrippy''





 

czwartek, 9 lipca 2026

Pieśń o Stanisławie

 

,,Stopy moje – bose, skronie złotowłose,

Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę.

Oczerstwijcie ból wasz słony,

Smakiem śmierci podrażniony,

Cały ranek w dzban zielony

Ciułałam tę rosę’’

- Bolesław Leśmian ,,Zielony dzban’’




Ryc. za: Miroslav Yotov


W pierwszych wiekach ery dwunastej panował w Tracji król Sław. Otrzymał przydomek Stumogilen. Rozkazał bowiem usypać sto kurhanów dla uczczenia pamięci królów i herosów Puany, krainy leżącej na ziemiach trackich przed potopem. 1 Za stolicę swojego królestwa Sław Stumogilen obrał Plesakovo, którego wałów strzegła gwardia złożona z dwustu Lynxów i dwustu Orłowców, wojów z prastarych ras ludzi z głowami zwierząt. Poślubił czarnowłosą Milę o złotych oczach, córkę Batrybusta, księcia Antów. Miał z nią czterech synów; Niemierzę, niezrównanego łowcę o straszliwej sile i wytrzymałości, Tomisława, Wieńczesława i najmłodszego z nich, Stanisława.



Jako podaje Kosa Oppman w ,,Perłowym latopisie’’ Tomisław został obrany przez wiec księciem trackiego plemienia Szopów. Otrzymał od nich diadem i zasiadł na tronie w Tsaputkovie po ubiciu demonicznego węża Dyptama. Potwór ten na przekór innym wężom, pożerał Szopom wszystkie plony; zboża, jarzyny, owoce z sadów i winnic a nawet drzewa oliwne. Próbujących mu przeszkodzić w żerowaniu ludzi zabijał, dmuchając na nich trującym dymem, wydobywającym się z paszczy. Tomisław włożył mu do niej buraka, a następnie uciął mieczem koniuszek ogona, jedyny słaby punkt Dyptama. Szopi nie grzeszyli rozumem w opinii innych Traków. Opowiadano o nich z przekąsem, wśród salw homeryckiego śmiechu, że kiedyś próbowali zjeść łyżkami morze, biorąc je za zupę rybną. Wąż Dyptam, sprawca ich cierpień, wykluł się z dużego jaja, które dwaj młodzi obwiesie, Wiewiór i Szarek ukradli z podróżnej torby czarodziejowi, podróżującemu przez ich krainę. Rządzenie Szopami przysporzyło Tomisławowi wiele zgryzot z powodu ich przysłowiowej głupoty.



Wieńczesław, główny bohater rycerskiego eposu ,,Zielony dzban’’ Bratumiła z Marmoty z IX wieku, oddał swoje serce urodziwej pannie imieniem Navica. Spotkał ją po raz po raz pierwszy o świcie na spowitej mgłami łące. Jej złote warkocze lśniły niczym korona, gdy szła boso, odziana w białe giezło. W dłoniach trzymała zielony dzban wypełniony zimna, czystą rosą. Wieńczesław dowiedział się, że nie była zwykłą niewiastą, ale jedna z nawek, nieśmiertelnych służebnic Welesa, stworzonych przez trójgłowego pana Nawii w erze drugiej. Rosa w zielonym dzbanie była przeznaczona dla ochłody dusz zmarłych, pokutujących w Nawii Ciemnej. Wieńczesław zapragnął poślubić Navicę tak mocno, że wszelkie księżniczki całkowicie straciły dlań swój powab. Nawka zgodziła się zostać żoną królewicza jako zwykła niewiasta podlegająca starzeniu i śmierci. Decyzję tę podjęła gdy Wieńczesław, przybywając na białym, skrzydlatym koniu, wyswobodził ją z płonącego kręgu, gdzie tkwiła uwięziona na skutek zaklęcia czarnoksiężnika Zubotina. Na wesele Wieńczesława i Navicy przybył sam Weles, pilnujący wraz z Rgłem, by gościom nie zabrakło piwa ani miodu. Navica, choć teraz już śmiertelna, nic nie straciła ze swojej mądrości. Jako księżna często służyła mężowi mądrymi radami, otoczona należnym szacunkiem dworu i ludu. Bratumił z Marmoty porównywał ich wprost do rzymskiego króla Numy Pompiliusza i jego ukochanej żony, nimfy Egerii.


*


- Chcę być taki jak moi bracia, nieustraszeni mocarze! - Powtarzał sobie z uporem jedenastoletni, jasnowłosy otrok, przedzierający się nocą przez las pełen ciernistych zarośli w samej tylko białej koszulinie nocnej. Chors Car Księżyc litościwie oświetlał mu drogę srebrnymi promieniami. Chłopiec zaciskał w dłoni zaostrzony patyk i pomimo trzęsących się nóg, brnął do przodu, chłostany w twarz nisko zwieszającymi się gałęziami drzew i pokłuty do krwi kolcami tarniny.

- Nie boję się! Nie boję! - Powtarzał sobie uparcie to słowo niby czarodziejskie zaklęcie dla odegnania złych mocy, choć po twarzy ciekły mu łzy bólu i właśnie – strachu.




Ryc. za: DigitalTintArt


Był to nie kto inny jak sam królewicz Stanisław, najmłodszy z synów króla Sława Stumogilena. Nazywano go Stasiem Niemrawym, bowiem nie wdał się w swoich braci. Od swych najwcześniejszych lat niemowlęcych był słaby i chorowity niby kocię ślepo urodzone. Nie wróżono mu ani długich lat życia ani sławy junaka i władcy. Jeden z doradców, Geruzej w czarnej szacie zasugerował królowi, aby niewydarzonego syna kazał porzucić na rozstajnych drogach na żer dla dzikich zwierząt. Sław Stumogilen zapłonął gniewem na te okrutne słowa i przepędził precz ze swego dworu pochlebcę i intryganta. Wespół z ukochaną Milą Złotooką otoczył czułą opieką najsłabsze ze swych dzieci, bo i w nim upatrywał dar Enków jak w pozostałych potomkach. Stanisław często się przeziębiał. Był blady, anemiczny i krzywonogi. Więcej czasu spędzał na łożu w swojej komnacie, doglądany przez wraczy znachorów niż w na radosnych zabawach w gronie rówieśników. Choć był królewskim synem, nie ominęły go złośliwe docinki czeladzi, raniące niczym ukąszenia wąpierzy. Osobliwie jeden pachoł imieniem Konolub szydził z jego ,,wątłego zdrowia’’. Stać słuchał pieśni o czynach Margusa, Makarki, Semika, Barannusa, Relia Kriliaticy oraz innych junaków z zamierzchłych dni. Płakał skrycie, że nie może być taki jak oni. W dniu jedenastych urodzin posłyszał, że w puszczy rozciągającej się podgrodziem stołecznego Plesakova zagnieździł się wąpierz o łysej głowie i spiczastych uszach, odziany w czarną, sięgającą ziemi szatę ze szkarłatnym wykończeniem. Mawiano, że postać krwiopijcy przybrał radca Geruzej, wygnany przed laty z dworu przez króla Sława i szukający teraz zemsty na całym rodzie Stumogilenów. Jego siła i bijący odeń trupi odór odbierały odwagę najtęższym junakom w Tracji. Jeden tylko królewicz Staś, wzorem dawnych witezi wymknął się nocą z sypialni, aby wbić zaostrzony patyk prosto w serce prześladowcy niewinnych poddanych.

Kiedy chłopiec przedzierał się przez leśny gąszcz, pod jego czaszką tłukły się przykre wspomnienia niby nietoperze usiłujące się wydostać z zamkniętej izby na zewnątrz. Jeszcze parę dni temu Konolub, czeszący bursztynowym grzebieniem jego włosy w ramach porannej toalety, rzucił z okrucieństwem.

- Wiesz, że nigdy nie będziesz miał żony? Żeby mieć żonę, trzeba być silnym i zdrowym, a ty taki nie jesteś i nigdy nie będziesz. Zamiast tego zawsze możesz … zwalić konia! - Pachoł roześmiał się głupkowato.

Staś znienawidził go za te słowa.

- Nie dam się! Udowodnię wszystkim swoją wartość! - Mówił do siebie stanowczo, zaciskając piąstki.

Rozległo się dudnienie i trzask zarośli łamanych ciężkimi nogami. Staś zobaczył w blasku Srebroniowym biegnącego męża wysokiego jak dąb. Wielkolud był odziany w łachmany, zaś jego długie, brązowe kołtuny opadały mu na oczy. Lepił się od brudu i przeraźliwie cuchnął niczym dziki zwierz.

- Uważaj na wąpierza, aby cię nie pokąsał, mości olbrzymie! - Śmiało zawołał Staś.



Olbrzym odwrócił w jego stronę swą tępą, czerwoną od żłopania samogonu twarz. Zaskrzeczał coś w odpowiedzi jak małpa, po czym pobiegł dalej. Królewicz nie bał się go. Rozpoznał w leśnym wyrzutku znanego sobie z opowieści panien służebnych Hagarudę. Przed trzydziestu laty został za radą czarownicy wygnany z Rajnika, swojej wioski, za to, że nigdy nie nauczył się mówić. Wypędzony z ojczystej zagrody zdziczał, coraz bardziej upodabniając się do getzka albo ałmasa. Staś żałował go.

Kiedy obłąkany olbrzym skrył się w gąszczu, chłopiec poczuł na sobie parę oczu.

- Kto ośmiela się na mnie gapić?! Niechże wyjdzie z kryjówki, a nie chowa się w niej jak tchórz! - Podniesiony głos Stasia miał zamaskować wzbierającą w nim trwogę.




Ryc. za: wildnatureusa


Zarośla zaszeleściły i wyszły z nich dwa zwierzęta; złocisty lampart i wymarły już dziś koziorożec leśny. Ten drugi zwierz był pokryty siwą sierścią i miał błyszczące, jakby pozłacane rogi. Staś nie wiedział co należy mówić w takich sytuacjach. Naprawdę nie chciał okazać się podobnym do młodego księcia Burczymuchy; pyszałka i samochwała, którego tchórzostwo stało się przysłowiowe. Przybrał przeto buńczuczną minę i tupnął w leśne runo bosą stopą na znak, że nie boi się dzikich zwierząt.

- Zaiste jesteś bardziej odważny niż niejeden dorosły. - Nieoczekiwanie przemówił ludzkim głosem lampart. - Nas jednak nie musisz się obawiać!

- Kimże jesteście? - Zainteresował się Staś.

- Przybywam od jytnas Tatry Gorskiej Majki – oznajmił koziorożec.

- A mnie przysłała Dziewanna Šumina Mati – dodał lampart. - Prawda to, że zamierzasz rozprawić się z wąpierzem?

- Prawda – przyznał Staś, wypinając wątłą pierś.

- Nie mogli mu sprostać mężowie silni i uzbrojeni po zęby, a ty, smyku, chcesz tego dokonać z kruchym patykiem w ręku? - Słowa lamparta podziałały na królewicza jak ceber lodowatej wody wylany na rozpaloną głowę.

- Przynajmniej… przynajmniej umrę jak junak, a nie jak baba! - Staś rozpłakał się.

- Enkowie nie chcą twego zgonu – beknął uspokajająco koziorożec. - Doceniają twoją odwagę, nas zaś przysłali tobie ku pomocy.

Oba zwierzęta dmuchnęły silnie w uszy królewicza.

- Czy czujesz się teraz silniejszy? - Spytały jednocześnie.

- O tak – rozweselił się Staś. - Mam teraz w sobie taką siłę, że gdyby wbić słup w tracką ziemie, niechybnie przewróciłbym ją na drugą stronę!

- Używaj jej odtąd do obrony słabszych, nie zaś dla popisywania się czy bezmyślnego niszczenia! - Pouczył chłopca lampart.

- Możesz usiąść na moim grzbiecie – zaproponował koziorożec. - Ostrzegam jednak, że jazda będzie podła, bo jest twardy, a nie noszę na nim siodła.

- Mam to w rzyci! - Zakrzyknął wesoło Staś.

- Wyrażaj się! - Warknął lampart.

- Przepraszam.

W blasku Srebroniowym najmłodszy królewicz pędził przez mroczny las, dosiadając na oklep siwego koziorożca o złocistych rogach. Wymachiwał nad głowę ułamanym po drodze kijem, ostrym na końcu niby włócznia i śmiał się radośnie na myśl o czekającej go przygodzie. U jego boku podążał w milczeniu lampart.



*



Ryc. za: Art Print Gallery


Niebiańskie zegary wyznaczały z wolna koniec panowania nocy w przyrodzie. Wąpierz, którym istotnie był odmieniony czarną magią Geruzej powrócił opity krwią do swojej kryjówki. Zwykł przesypiać dnie w ziemnej jamie przy wodospadzie, nakrytej płaskim kamieniem. Uśmiechnął się złośliwie na myśl o wyrządzonych szkodach. Wspominał z lubością pogryzionych ludzi i zwierzęta, rzucone uroki i rozsiane tu i ówdzie miazmaty z zarodem przyszłej zarazy.

Wspomagany przez oba zwierzęta Staś zaskoczył wąpierza jak potrzask. Przeraził się sługa piekielnego węża Gorynycza, kiedy jedenastoletni otrok nieustraszenie młócił go twardymi pięściami i dźgał zaostrzonym kijem. Sam przy tym unikał kłów i szponów wąpierza z wprawą adeptów spasu ćwiczących pod okiem samego Stepiana, władcy trawiastych pustkowi.

- Oszczędź mnie, a dam ci skarby u wyniosę się daleko! - Obiecał wąpierz.

Staś zawahał się.

- Nigdy nie wierz wąpierzom! - Warknął lampart.

- One kłamią nawet wtedy, kiedy mówią prawdę! - Dodał koziorożec.

Staś zdjął tedy z szyi rzemyk z nanizanym nań czerwonym koralikiem. Był to prezent od matki, wręczony chłopcu na jedenaste urodziny. Zarzucił go na szyję wąpierza. Geruzej zawył, gdy rzemyk przeobraził się w mocny, srebrny łańcuch.

- W imię Ageja odsyłam cię pod dąb Karako, zrodzony krwią Teosta Cara Słońce. Przebywaj pod nim po kres dziejów! - Staś wypowiedział formułę przekazaną mu w drodze przez zwierzęta.

Na te słowa wąpierz rozpłynął się jak mgielny opar. Staś słaniał się ze zmęczenia.

- Pora wracać do domu, mały junaku – koziorożec polizał jego policzek szorstkim językiem. - Twoim bliskim będzie trudno uwierzyć w to czego dokonałeś, ale my ich przekonamy!



1 Przydomek tego władcy zaczerpnąłem od Czesława Białczyńskiego.

Oniricon cz. 1154

         Śniło mi się, że:



- Konrad T. Lewandowski zacytował internautę, który nazywał mnie Adaronem Klarowskim,



- dowiedziałem się po latach, że miałem innego ojca niż myślałem, był pierwszym mężem mojej Mamy, spotkałem go i czułem do niego niechęć, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,




Ryc. za: StockCake


- w nowym przekładzie ,,Mistrza i Małgorzaty'' na balu Wolanda w Moskwie kot Behemot pytał kałana (wydrę morską) o smoka z Morza Sargassowego i kpił z Piastów, przeczytałem wówczas o piastowskiej wojowniczce i uznałem Piastów za satanistów,





Ryc. za: FlagsDB


- skrajni konserwatyści chcieli zmiany nazwy Islandia (,,wyspa lodu i ognia'') na bardziej chrześcijańską, lecz większość mieszkańców była temu przeciwna,




Ryc. za: feether - store


- Karol Nawrocki zesłał Władysława Kosiniaka - Kamysza do Mongolii,



- kupiłem za 10 zł od ulicznego sprzedawcy dwie książki o przysłowiach i emocjach, z których jedna została napisana w Sudanie, zamierzałem następnym razem zapytać sprzedawcę o cykl ,,Tarzan'', ,,W poszukiwaniu nieznanych zwierząt'' Bernarda Heuvelmansa, książki Karla Shukera i Wiktora Kałasznikowa, po powrocie do domu zobaczyłem mnóstwo przeznaczonych na sprzedaż starych książek i bibelotów, takich jak trupie czaszki i kostuchy z kosami,



Fot. za: ,,Cristiada'' (2012)


- przeczytałem epos Jose Harringtona (pseudonim Lopego de Vegi) o Enrique de Gorostiecie, przywódcy cristiady,



- rozmawiałem z polonistką, Evą ov Tomas o cristiadzie i Inkwizycji, uznałem, że rewolucja francuska wymknęła się masonom spod kontroli,








- odwiedził mnie Pavlas ov Vidłar, zobaczył wydane przeze mnie książki i krzywił się, że mało na nich zarobiłem,




Ryc. za: Katalinks


- zobaczyłem dwa ludzkie mózgi, uświadomiłem sobie, że sapiens znaczy mądry a nie rozumny, potem chciałem pobić Pavlacicę ov Vitarayakovą w obronie zagrożonej zabiciem osy,



- obawiałem się, że Jena ov Blackeyova obraziłaby się, gdybym jej powiedział, że Konrad T. Lewandowski uważa psychologię za pseudonaukę, zaniepokoiłem się, ze Jena została wiedźmą interesując się psychologią,





Ryc. za: Anthony Clemons

- we wczesnośredniowiecznej Szwecji żyła królowa wikingów Wilga, żona Ragnara Lodbroka.