czwartek, 9 lipca 2026

Pieśń o Stanisławie

 

,,Stopy moje – bose, skronie złotowłose,

Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę.

Oczerstwijcie ból wasz słony,

Smakiem śmierci podrażniony,

Cały ranek w dzban zielony

Ciułałam tę rosę’’

- Bolesław Leśmian ,,Zielony dzban’’




Ryc. za: Miroslav Yotov


W pierwszych wiekach ery dwunastej panował w Tracji król Sław. Otrzymał przydomek Stumogilen. Rozkazał bowiem usypać sto kurhanów dla uczczenia pamięci królów i herosów Puany, krainy leżącej na ziemiach trackich przed potopem. 1 Za stolicę swojego królestwa Sław Stumogilen obrał Plesakovo, którego wałów strzegła gwardia złożona z dwustu Lynxów i dwustu Orłowców, wojów z prastarych ras ludzi z głowami zwierząt. Poślubił czarnowłosą Milę o złotych oczach, córkę Batrybusta, księcia Antów. Miał z nią czterech synów; Niemierzę, niezrównanego łowcę o straszliwej sile i wytrzymałości, Tomisława, Wieńczesława i najmłodszego z nich, Stanisława.



Jako podaje Kosa Oppman w ,,Perłowym latopisie’’ Tomisław został obrany przez wiec księciem trackiego plemienia Szopów. Otrzymał od nich diadem i zasiadł na tronie w Tsaputkovie po ubiciu demonicznego węża Dyptama. Potwór ten na przekór innym wężom, pożerał Szopom wszystkie plony; zboża, jarzyny, owoce z sadów i winnic a nawet drzewa oliwne. Próbujących mu przeszkodzić w żerowaniu ludzi zabijał, dmuchając na nich trującym dymem, wydobywającym się z paszczy. Tomisław włożył mu do niej buraka, a następnie uciął mieczem koniuszek ogona, jedyny słaby punkt Dyptama. Szopi nie grzeszyli rozumem w opinii innych Traków. Opowiadano o nich z przekąsem, wśród salw homeryckiego śmiechu, że kiedyś próbowali zjeść łyżkami morze, biorąc je za zupę rybną. Wąż Dyptam, sprawca ich cierpień, wykluł się z dużego jaja, które dwaj młodzi obwiesie, Wiewiór i Szarek ukradli z podróżnej torby czarodziejowi, podróżującemu przez ich krainę. Rządzenie Szopami przysporzyło Tomisławowi wiele zgryzot z powodu ich przysłowiowej głupoty.



Wieńczesław, główny bohater rycerskiego eposu ,,Zielony dzban’’ Bratumiła z Marmoty z IX wieku, oddał swoje serce urodziwej pannie imieniem Navica. Spotkał ją po raz po raz pierwszy o świcie na spowitej mgłami łące. Jej złote warkocze lśniły niczym korona, gdy szła boso, odziana w białe giezło. W dłoniach trzymała zielony dzban wypełniony zimna, czystą rosą. Wieńczesław dowiedział się, że nie była zwykłą niewiastą, ale jedna z nawek, nieśmiertelnych służebnic Welesa, stworzonych przez trójgłowego pana Nawii w erze drugiej. Rosa w zielonym dzbanie była przeznaczona dla ochłody dusz zmarłych, pokutujących w Nawii Ciemnej. Wieńczesław zapragnął poślubić Navicę tak mocno, że wszelkie księżniczki całkowicie straciły dlań swój powab. Nawka zgodziła się zostać żoną królewicza jako zwykła niewiasta podlegająca starzeniu i śmierci. Decyzję tę podjęła gdy Wieńczesław, przybywając na białym, skrzydlatym koniu, wyswobodził ją z płonącego kręgu, gdzie tkwiła uwięziona na skutek zaklęcia czarnoksiężnika Zubotina. Na wesele Wieńczesława i Navicy przybył sam Weles, pilnujący wraz z Rgłem, by gościom nie zabrakło piwa ani miodu. Navica, choć teraz już śmiertelna, nic nie straciła ze swojej mądrości. Jako księżna często służyła mężowi mądrymi radami, otoczona należnym szacunkiem dworu i ludu. Bratumił z Marmoty porównywał ich wprost do rzymskiego króla Numy Pompiliusza i jego ukochanej żony, nimfy Egerii.


*


- Chcę być taki jak moi bracia, nieustraszeni mocarze! - Powtarzał sobie z uporem jedenastoletni, jasnowłosy otrok, przedzierający się nocą przez las pełen ciernistych zarośli w samej tylko białej koszulinie nocnej. Chors Car Księżyc litościwie oświetlał mu drogę srebrnymi promieniami. Chłopiec zaciskał w dłoni zaostrzony patyk i pomimo trzęsących się nóg, brnął do przodu, chłostany w twarz nisko zwieszającymi się gałęziami drzew i pokłuty do krwi kolcami tarniny.

- Nie boję się! Nie boję! - Powtarzał sobie uparcie to słowo niby czarodziejskie zaklęcie dla odegnania złych mocy, choć po twarzy ciekły mu łzy bólu i właśnie – strachu.




Ryc. za: DigitalTintArt


Był to nie kto inny jak sam królewicz Stanisław, najmłodszy z synów króla Sława Stumogilena. Nazywano go Stasiem Niemrawym, bowiem nie wdał się w swoich braci. Od swych najwcześniejszych lat niemowlęcych był słaby i chorowity niby kocię ślepo urodzone. Nie wróżono mu ani długich lat życia ani sławy junaka i władcy. Jeden z doradców, Geruzej w czarnej szacie zasugerował królowi, aby niewydarzonego syna kazał porzucić na rozstajnych drogach na żer dla dzikich zwierząt. Sław Stumogilen zapłonął gniewem na te okrutne słowa i przepędził precz ze swego dworu pochlebcę i intryganta. Wespół z ukochaną Milą Złotooką otoczył czułą opieką najsłabsze ze swych dzieci, bo i w nim upatrywał dar Enków jak w pozostałych potomkach. Stanisław często się przeziębiał. Był blady, anemiczny i krzywonogi. Więcej czasu spędzał na łożu w swojej komnacie, doglądany przez wraczy znachorów niż w na radosnych zabawach w gronie rówieśników. Choć był królewskim synem, nie ominęły go złośliwe docinki czeladzi, raniące niczym ukąszenia wąpierzy. Osobliwie jeden pachoł imieniem Konolub szydził z jego ,,wątłego zdrowia’’. Stać słuchał pieśni o czynach Margusa, Makarki, Semika, Barannusa, Relia Kriliaticy oraz innych junaków z zamierzchłych dni. Płakał skrycie, że nie może być taki jak oni. W dniu jedenastych urodzin posłyszał, że w puszczy rozciągającej się podgrodziem stołecznego Plesakova zagnieździł się wąpierz o łysej głowie i spiczastych uszach, odziany w czarną, sięgającą ziemi szatę ze szkarłatnym wykończeniem. Mawiano, że postać krwiopijcy przybrał radca Geruzej, wygnany przed laty z dworu przez króla Sława i szukający teraz zemsty na całym rodzie Stumogilenów. Jego siła i bijący odeń trupi odór odbierały odwagę najtęższym junakom w Tracji. Jeden tylko królewicz Staś, wzorem dawnych witezi wymknął się nocą z sypialni, aby wbić zaostrzony patyk prosto w serce prześladowcy niewinnych poddanych.

Kiedy chłopiec przedzierał się przez leśny gąszcz, pod jego czaszką tłukły się przykre wspomnienia niby nietoperze usiłujące się wydostać z zamkniętej izby na zewnątrz. Jeszcze parę dni temu Konolub, czeszący bursztynowym grzebieniem jego włosy w ramach porannej toalety, rzucił z okrucieństwem.

- Wiesz, że nigdy nie będziesz miał żony? Żeby mieć żonę, trzeba być silnym i zdrowym, a ty taki nie jesteś i nigdy nie będziesz. Zamiast tego zawsze możesz … zwalić konia! - Pachoł roześmiał się głupkowato.

Staś znienawidził go za te słowa.

- Nie dam się! Udowodnię wszystkim swoją wartość! - Mówił do siebie stanowczo, zaciskając piąstki.

Rozległo się dudnienie i trzask zarośli łamanych ciężkimi nogami. Staś zobaczył w blasku Srebroniowym biegnącego męża wysokiego jak dąb. Wielkolud był odziany w łachmany, zaś jego długie, brązowe kołtuny opadały mu na oczy. Lepił się od brudu i przeraźliwie cuchnął niczym dziki zwierz.

- Uważaj na wąpierza, aby cię nie pokąsał, mości olbrzymie! - Śmiało zawołał Staś.



Olbrzym odwrócił w jego stronę swą tępą, czerwoną od żłopania samogonu twarz. Zaskrzeczał coś w odpowiedzi jak małpa, po czym pobiegł dalej. Królewicz nie bał się go. Rozpoznał w leśnym wyrzutku znanego sobie z opowieści panien służebnych Hagarudę. Przed trzydziestu laty został za radą czarownicy wygnany z Rajnika, swojej wioski, za to, że nigdy nie nauczył się mówić. Wypędzony z ojczystej zagrody zdziczał, coraz bardziej upodabniając się do getzka albo ałmasa. Staś żałował go.

Kiedy obłąkany olbrzym skrył się w gąszczu, chłopiec poczuł na sobie parę oczu.

- Kto ośmiela się na mnie gapić?! Niechże wyjdzie z kryjówki, a nie chowa się w niej jak tchórz! - Podniesiony głos Stasia miał zamaskować wzbierającą w nim trwogę.




Ryc. za: wildnatureusa


Zarośla zaszeleściły i wyszły z nich dwa zwierzęta; złocisty lampart i wymarły już dziś koziorożec leśny. Ten drugi zwierz był pokryty siwą sierścią i miał błyszczące, jakby pozłacane rogi. Staś nie wiedział co należy mówić w takich sytuacjach. Naprawdę nie chciał okazać się podobnym do młodego księcia Burczymuchy; pyszałka i samochwała, którego tchórzostwo stało się przysłowiowe. Przybrał przeto buńczuczną minę i tupnął w leśne runo bosą stopą na znak, że nie boi się dzikich zwierząt.

- Zaiste jesteś bardziej odważny niż niejeden dorosły. - Nieoczekiwanie przemówił ludzkim głosem lampart. - Nas jednak nie musisz się obawiać!

- Kimże jesteście? - Zainteresował się Staś.

- Przybywam od jytnas Tatry Gorskiej Majki – oznajmił koziorożec.

- A mnie przysłała Dziewanna Šumina Mati – dodał lampart. - Prawda to, że zamierzasz rozprawić się z wąpierzem?

- Prawda – przyznał Staś, wypinając wątłą pierś.

- Nie mogli mu sprostać mężowie silni i uzbrojeni po zęby, a ty, smyku, chcesz tego dokonać z kruchym patykiem w ręku? - Słowa lamparta podziałały na królewicza jak ceber lodowatej wody wylany na rozpaloną głowę.

- Przynajmniej… przynajmniej umrę jak junak, a nie jak baba! - Staś rozpłakał się.

- Enkowie nie chcą twego zgonu – beknął uspokajająco koziorożec. - Doceniają twoją odwagę, nas zaś przysłali tobie ku pomocy.

Oba zwierzęta dmuchnęły silnie w uszy królewicza.

- Czy czujesz się teraz silniejszy? - Spytały jednocześnie.

- O tak – rozweselił się Staś. - Mam teraz w sobie taką siłę, że gdyby wbić słup w tracką ziemie, niechybnie przewróciłbym ją na drugą stronę!

- Używaj jej odtąd do obrony słabszych, nie zaś dla popisywania się czy bezmyślnego niszczenia! - Pouczył chłopca lampart.

- Możesz usiąść na moim grzbiecie – zaproponował koziorożec. - Ostrzegam jednak, że jazda będzie podła, bo jest twardy, a nie noszę na nim siodła.

- Mam to w rzyci! - Zakrzyknął wesoło Staś.

- Wyrażaj się! - Warknął lampart.

- Przepraszam.

W blasku Srebroniowym najmłodszy królewicz pędził przez mroczny las, dosiadając na oklep siwego koziorożca o złocistych rogach. Wymachiwał nad głowę ułamanym po drodze kijem, ostrym na końcu niby włócznia i śmiał się radośnie na myśl o czekającej go przygodzie. U jego boku podążał w milczeniu lampart.



*



Ryc. za: Art Print Gallery


Niebiańskie zegary wyznaczały z wolna koniec panowania nocy w przyrodzie. Wąpierz, którym istotnie był odmieniony czarną magią Geruzej powrócił opity krwią do swojej kryjówki. Zwykł przesypiać dnie w ziemnej jamie przy wodospadzie, nakrytej płaskim kamieniem. Uśmiechnął się złośliwie na myśl o wyrządzonych szkodach. Wspominał z lubością pogryzionych ludzi i zwierzęta, rzucone uroki i rozsiane tu i ówdzie miazmaty z zarodem przyszłej zarazy.

Wspomagany przez oba zwierzęta Staś zaskoczył wąpierza jak potrzask. Przeraził się sługa piekielnego węża Gorynycza, kiedy jedenastoletni otrok nieustraszenie młócił go twardymi pięściami i dźgał zaostrzonym kijem. Sam przy tym unikał kłów i szponów wąpierza z wprawą adeptów spasu ćwiczących pod okiem samego Stepiana, władcy trawiastych pustkowi.

- Oszczędź mnie, a dam ci skarby u wyniosę się daleko! - Obiecał wąpierz.

Staś zawahał się.

- Nigdy nie wierz wąpierzom! - Warknął lampart.

- One kłamią nawet wtedy, kiedy mówią prawdę! - Dodał koziorożec.

Staś zdjął tedy z szyi rzemyk z nanizanym nań czerwonym koralikiem. Był to prezent od matki, wręczony chłopcu na jedenaste urodziny. Zarzucił go na szyję wąpierza. Geruzej zawył, gdy rzemyk przeobraził się w mocny, srebrny łańcuch.

- W imię Ageja odsyłam cię pod dąb Karako, zrodzony krwią Teosta Cara Słońce. Przebywaj pod nim po kres dziejów! - Staś wypowiedział formułę przekazaną mu w drodze przez zwierzęta.

Na te słowa wąpierz rozpłynął się jak mgielny opar. Staś słaniał się ze zmęczenia.

- Pora wracać do domu, mały junaku – koziorożec polizał jego policzek szorstkim językiem. - Twoim bliskim będzie trudno uwierzyć w to czego dokonałeś, ale my ich przekonamy!



1 Przydomek tego władcy zaczerpnąłem od Czesława Białczyńskiego.

Oniricon cz. 1154

         Śniło mi się, że:



- Konrad T. Lewandowski zacytował internautę, który nazywał mnie Adaronem Klarowskim,



- dowiedziałem się po latach, że miałem innego ojca niż myślałem, był pierwszym mężem mojej Mamy, spotkałem go i czułem do niego niechęć, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,




Ryc. za: StockCake


- w nowym przekładzie ,,Mistrza i Małgorzaty'' na balu Wolanda w Moskwie kot Behemot pytał kałana (wydrę morską) o smoka z Morza Sargassowego i kpił z Piastów, przeczytałem wówczas o piastowskiej wojowniczce i uznałem Piastów za satanistów,





Ryc. za: FlagsDB


- skrajni konserwatyści chcieli zmiany nazwy Islandia (,,wyspa lodu i ognia'') na bardziej chrześcijańską, lecz większość mieszkańców była temu przeciwna,




Ryc. za: feether - store


- Karol Nawrocki zesłał Władysława Kosiniaka - Kamysza do Mongolii,



- kupiłem za 10 zł od ulicznego sprzedawcy dwie książki o przysłowiach i emocjach, z których jedna została napisana w Sudanie, zamierzałem następnym razem zapytać sprzedawcę o cykl ,,Tarzan'', ,,W poszukiwaniu nieznanych zwierząt'' Bernarda Heuvelmansa, książki Karla Shukera i Wiktora Kałasznikowa, po powrocie do domu zobaczyłem mnóstwo przeznaczonych na sprzedaż starych książek i bibelotów, takich jak trupie czaszki i kostuchy z kosami,



Fot. za: ,,Cristiada'' (2012)


- przeczytałem epos Jose Harringtona (pseudonim Lopego de Vegi) o Enrique de Gorostiecie, przywódcy cristiady,



- rozmawiałem z polonistką, Evą ov Tomas o cristiadzie i Inkwizycji, uznałem, że rewolucja francuska wymknęła się masonom spod kontroli,








- odwiedził mnie Pavlas ov Vidłar, zobaczył wydane przeze mnie książki i krzywił się, że mało na nich zarobiłem,




Ryc. za: Katalinks


- zobaczyłem dwa ludzkie mózgi, uświadomiłem sobie, że sapiens znaczy mądry a nie rozumny, potem chciałem pobić Pavlacicę ov Vitarayakovą w obronie zagrożonej zabiciem osy,



- obawiałem się, że Jena ov Blackeyova obraziłaby się, gdybym jej powiedział, że Konrad T. Lewandowski uważa psychologię za pseudonaukę, zaniepokoiłem się, ze Jena została wiedźmą interesując się psychologią,





Ryc. za: Anthony Clemons

- we wczesnośredniowiecznej Szwecji żyła królowa wikingów Wilga, żona Ragnara Lodbroka. 

środa, 8 lipca 2026

Orvar - Odd i Oleg

 


,,W końcu Odd postanowił odwiedzić miejsca swojej młodości i tak dotarł do kopca, w którym pochowano jego rumaka. Na kurhanie leżała głowa konia, wciąż pokryta skórą. Odd, pewny, że dawno przeżył już przepowiednię wieszczki, dźgnął głowę włócznią. Wypełzła spod niej żmija, która zaatakowała mężczyznę, wbijając kły w jego stopę. Noga Odda spuchła i zrobiła się czarna aż do uda, więc wiedział, że jego dni są policzone. [...]'' - Carolyne Larrington ,,Skandynawia. Przewodnik po bogach, władcach i olbrzymach''



Według legendy przekazanej w ,,Powieści lat minionych'' ruski kniaź Oleg także zmarł po ukąszeniu przez żmiję, wypełzającą z potrąconej końskiej czaszki. 

Od Aslaug do Afanasjewa

 


                                                        Ryc. za: The Viking Herald 

 

,,Ragnar zażądał, by Aslaug przyszła do niego 'ani ubrana, ani naga, ani głodna, ani nie najedzona, nie sama, ale też nie z inną osobą'. Mądra Aslaug owinęła swoje ciało siecią rybacką i pozwoliła, by jej włosy zwisały swobodnie, polizała cebulę, aby w jej oddechu był wyczuwalny jej zapach, i zabrała ze sobą na statek należącego do rodziny psa. Zrobiła na Ragnarze duże wrażenie swoją bystrością, więc dał jej gwarancję bezpieczeństwa, o którą prosiła. [...]'' - Carolyne Larrington ,,Skandynawia. Przewodnik po bogach, władcach i olbrzymach''

 


W XIX wieku Aleksander Afanasjew zanotował rosyjską baśń ludową, w której mądra dziewczyna, poddana próbie inteligencji, aby ratować swego ojca  stawiła się przed carem odziana w sieć rybacką. 

,,Królowa powietrza i mroku''

 

,,Wieczorem, trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało a ich był spokojne [...]’’ - ,,Katalog magii Rudolfa’’(XIII wiek)




W lipcu 2026 r. przeczytałem amerykańską nowelę science fantasy Poula Andersona ,,Królową powietrza i mroku’’ (ang. ,,The Queen of Air and Darkness’’) z 1973 r. w polskim przekładzie Darosława J. Torunia z 1987 r.



Akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości, erze kolonizacji Kosmosu na planecie Roland podobnej do Ziemi. Liczne nazwy nawiązują do średniowiecznych legend np. Gwiazda Karola Wielkiego z krążącymi wokół niej planetami Rolandem, Oliverem i Aldą (postaci z chanson de geste) 1, planeta Beowulf (nosząca imię bohatera staroangielskiego eposu) 2 i Rustum (nazwana na cześć perskiego wojownika z ,,Księgi królewskiej’’ Firdousiego). Pierwotni mieszkańcy (,,aborygeni’’) Rolanda przypominali dwunożne krokodyle (jeden z wielu pierwowzorów modnych dziś Reptilian 3). Z czasem na planecie pojawiły się istoty podobne do elfów, upiory, latające puki, nikory, monocerusy a nawet szatany (bardziej drapieżniki niż demony).


    

                    

                                                    Ryc. za: River In Paradise - Fy!


Tytułowa postać była królową elfów lub nawet boginią. Panowała u boku władcy elfów, Lorda Luighaida. Razem stanowili odpowiednik szekspirowskich Tytanii i Oberona 4. Przypominała piękną, nagą kobietę, przystrojoną girlandami kwiatów i koroną z gwiazd. Mistrzowsko posługiwała się iluzją np. ukazując wskrzeszonych zmarłych. Porywała dzieci ziemskich osadników i wychowywała je na elfy. Autor wykorzystał tu popularny motyw istot nadprzyrodzonych kradnących i zamieniających ludzkie dzieci, obecny w wierzeniach celtyckich, germańskich, słowiańskich, bałtyckich a nawet arabskich. W balladzie śpiewanej przez kolonistów Arvid odrzucił oferowaną mu nieśmiertelność u boku królowej. Zamiast żyć wiecznie jako elf zestrzał się i umarł.



Wdowa Barbro Cullen wyruszyła na wyprawę wraz z detektywem Erikiem Sherrinfordem (z pochodzenia Czirokezem) w celu odzyskania porwanego syna Jimmy’ego. Królowa nadała mu imię Pasterz Mgieł. Oprócz Jimmy’ego parze Ziemian udało się zabrać z powrotem do ludzkiego społeczeństwa także jego przyjaciółkę, dziewczynkę imieniem Cień Snu.

Godne uwagi jest, że Sherrinford, pomny kolonizacji nowych lądów na Ziemi, nie dążył do eksterminacji tubylców Rolanda, ale do życia z nimi w pokoju i wymiany doświadczeń. Przypuszczam, że źródłem inspiracji Andersona mogła być ballada ,,Król Olch’’ J. W. Goethego 5.



1 Odsyłam do posta: ,,Pieśń o Rolandzie’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Beowulf’’.

3 Odsyłam do posta: ,,Reptilianie’’.

4 Odsyłam do posta: ,,Sen nocy letniej’’.

5 Odsyłam do posta: ,,Król Olch’’.

wtorek, 7 lipca 2026

,,Przepowiednia''

 



W lipcu 2026 r. przeczytałem norweską powieść fantasy ,,Przepowiednię’’ (nor. ,,Skjebretno’’) Jane Mysen z 2000 r. w polskim przekładzie Anny Marciniakówny.




                                                          Fot. za: Iselin Mysen 


Jane Mysen (ur. 1960) napisała również cykl ,,Taniec płomieni’’. ,,Przepowiednia’’ jest pierwszą częścią 30 – tomowego cyklu ,,Wybranka bogów’’ (nor. ,,Utvalgt av gudene’’). Należą do niego powieści: ,,Kara’’, ,,Próba żelaza’’, ,,Spisek’’, ,,Przeprawa’’, ,,Rozpacz’’, ,,Berserk’’, ,,Zbójostwo’’, ,,Sny’’, ,,Ragnarok’, ,,Zdrada’’, ,,Wieszczki’’, ,,Dziedzictwo’’, ,,Zazdrość’’, ,,Ostrzeżenie’’, ,,Bitwa’’, ,,Miłowanie’, ,,Szaman’’, ,,Następca’’, ,,Przeznaczenie’’, ,,Złamane obietnice’’, ,,Odwaga życiowa’’, ,,Pakt’’, ,,Cześć’’, ,,Midgard’’, ,,Płonąca ziemia’’, ,,Islandia’’ i ,,Jotungård’’.




                                                        Ryc. za: HubPages


Akcja rozgrywa się we wczesnym średniowieczu w pogańskiej Norwegii. Jej mieszkańcy wierzyli w wielu bogów takich jak Odyn i Thor, którym składali krwawe ofiary ze zwierząt, a także w Norny (trzy boginie losu), olbrzymy, karły i trolle. Pośredniczką między bogami a ludźmi była stara wolwa (wieszczka) Torden Tora, otoczona powszechnym szacunkiem. Oznaką jej godności był kostur zdobiony drogimi kamieniami. Czarną magią (seidr) posługiwał się stary i niedołężny Finn Czarownik. Otoczony lękiem mieszkał w lesie i ubierał się w kobiece suknie. Potajemnie opiekowała się nim Salbjørg. Podczas nocnej ceremonii Finn inicjował ją na czarownicę. Patronem seidr był sam Odyn, bóg nie cofający się przed niczym co mogło poszerzyć jego wiedzę i wzmocnić potęgę. Były to czasy łupieskich wypraw wikingów, niewolnictwa i porzucania niechcianych dzieci w lesie lub w morzu. Salbjørg, chrześcijańska branka z państwa Franków, pracująca jako niewolnica na dworze wikinga była kobietą złośliwą, zazdrosną i pragnącą okrutnej zemsty, a jednocześnie nieszczęśliwą, skrzywdzoną i spragnioną miłości. Oznaką zbliżającego się triumfu Chrystusa nad bogami Asgardu był krzyż ujrzany w wizji Torden Tory.



W dworze zwanym Jotungårdem (grodem olbrzymów) żył høvding (arystokrata) imieniem Åsmund z ukochaną żoną, Idunn, noszącą imię bogini młodości. Był dzielnym wojownikiem, panem wyrozumiałym dla swoich niewolników oraz wiernym i kochającym mężem. Kiedy Idunn powiła bliźniaczki, Gydę i Gro, wieszczka przepowiedziała im odmienną przyszłość. Podczas gdy Gyda była tytułową wybranką bogów, Gro miała zostać z ich woli porzucona na pewną śmierć. Rodzice nie chcieli się na to zgodzić, bo kochali obie córki. Tymczasem niewolnica Salbjørg, pożądająca Åsmunda użyła czarów, by skrzywdzić Idunn i jej dzieci. Chciała zająć miejsce Idunn u boku swego pana.

Plusem powieści są bohaterowie (Idunn i Åsmund), którzy pomimo życia w brutalnym świecie postępowali szlachetnie. Wzmianka o Gydzie i Gro walczących w łonie matki może nawiązywać do sceny narodzin biblijnych Jakuba i Ezawa.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Albrecht Hohenzollern i żydowski okultysta

 



,,Gdy pewien żydowski mag zaoferował Albrechtowi Hohenzollernowi talizman 'z tajemniczymi znakami mający strzec go przed żelazem', by po chwili umrzeć po pchnięciu sztyletem przez Albrechta chcącego wypróbować swój nabytek, Luter skomentował to, mówiąc, że sprawiedliwości stało się zadość. Żyd ten przekonał się, że 'nie przydał mu się jego Szem ha meforasz, tetragram i inna wyborna magia'. [...]'' - Anthony Grafton ,,Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agrippy''


    
                                                    Ryc. za: Ivan Ryabokon


Bohater powyższej historii jest znany Polakom jako uczestnik hołdu pruskiego (1525 r.). Podobna historia została opisana w ruskiej ,,Powieści lat minionych (dorocznej)''.