środa, 21 lutego 2018

,,Azyl''










W lutym 2018 r. przeczytałem ,,Azyl'' – antologię wczesnych opowiadań Jarosława Grzędowicza jeszcze z lat 80 – tych i 90 – tych XX wieku wydanych w 2017 r. przez Fabrykę Słów. Tytuł antologii pochodzi od ,,Azylu dla starych pilotów'' – pierwszego opowiadania Grzędowicza opublikowanego w 1982 r. w czasopiśmie ,,Odgłosy''. Autor wspomina po latach jak na lekcji języka polskiego dostał ,,burę'' od nauczycielki za czytanie na lekcji gazety, w której wydrukowano jego opowiadanie ;). W książce zebrane zostały, dotąd rozproszone teksty Grzędowicza drukowane w antologiach: ,,Rok 1984'', ,,Czarna Msza'', ,,Wizje alternatywne'' Wojtka Sedeńki, a jedno nawet w czasopiśmie ,,Fenix'' (Grzędowicz miał opory przed publikowaniem własnych opowiadań w redagowanym przez siebie czasopiśmie). Ostatnie opowiadanie ,,Chwila przed deszczem'' pierwotnie zostało opublikowane w antologii ,,Bajki dla dorosłych'' z 2009 r. poświęconej pamięci Tomasza Pacyńskiego (1958 – 2005).
Akcja tych opowieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości w różnych miejscach: na obcych planetach (z nazwy wymieniona jest fikcyjna planeta Verengen), w zaświatach (Autostrada Styksu – nawiązanie do podziemnej rzeki z mitologii greckiej), oraz na Ziemi – w Kopenhadze, Warszawie, Sudetach, oraz w dystopijnym, społeczeństwie Termitiery. Zatrzymajmy się nad tym ostatnim opisanym w opowiadaniu ,,Przespać piekło'' z 1991 r. W Termitierze panował system totalitarny inspirowany dzieciństwem Autora w czasach PRL – u (tak długo jak długo będą istnieć w Polsce ,,wariaci polityczni'' gloryfikujący zbrodniczy komunizm np. KPP, tak długo podobne opowiadania będą potrzebne :(. Jak sama nazwa wskazuje, Termitiera była urządzona na podobieństwo kolonii termitów. Ludzie dzielili się w niej na kasty zamieszkujące poszczególne poziomy monstrualnej budowli. Każdej kaście przysługiwało inne zadanie. Nie mogły się też ze sobą utrzymywać kontaktów. Poza kastą znajdowali się tzw. Hejterzy (Autor użył tego słowa jeszcze zanim się stało modne!) - zbuntowani motocykliści tułający się po bezdrożach i walczący z systemem. Schwytani Hejterzy byli pokazowo zabijani przez Gladiatorów na arenach (nawiązanie do procesów pokazowych w pewnym sensie zapowiadające ,,Igrzyska Śmierci'' Susanne Collins ;). Był to świat nędzy, głosu, terroru, braku prywatności i ciężkiej, niewolniczej pracy kast niższych, podczas gdy kasty wyższe żyły w luksusie. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem udręczonych ludzi okazała się tajemnicza ,,choroba'' – tzw. szklica. Ci, którzy na nią zapadali, zamieniali się w jajowate, błyszczące kokony – przetrwalniki, których nie można było zniszczyć. Owe przetrwalniki pomagały ,,chorym'' na szklicę przeczekać czasy lewackiej, ateistycznej dyktatury (zamiast Boga były w niej odwołania do ,,matki materii'') i wyjść z kokonów już w lepszych czasach.
Miłośnicy fantastycznych istot nie będą zawiedzeni lekturą ,,Azylu'' ;).








W morzach jednej z fikcyjnych planet żyły narwale – podobne do tych ziemskich, lecz mające więcej cech gadzich i dużo ostrych zębów. Ich mięso było jadalne dla człowieka. W waleniach tych widać zapowiedź fauny Midgaardu z ,,Pana Lodowego Ogrodu'', która też przypominała faunę ziemską, lecz była bardziej drapieżna i pierwotna.








Na tej planecie co narwale żył Kłapacz – wielki latający gad przypominający wymarłego ramforynchusa, groźny dla ludzi.








Schodząc na ziemię, w kanałach Kopenhagi roiło się od groźnych szczurów z fikcyjnego gatunku Rattus niger. Były one większe (największe z nich osiągały wymiary nutrii), silniejsze, bardziej drapieżne i inteligentne niż zwykłe szczury. Potrafiły zarówno przegryźć blachę jak i zjeść człowieka żywcem (czyżby echo polskiej legendy o Popielu zjedzonym przez myszy?). Niektórzy widzieli w nich demony; szczura z Hemeln wabiącego do siebie ludzi i ,,szczury dusze''. Z tymi potworami walczył jako szczurołap ormiański uchodźca Bułat Achmatych Kirosjan (w opowiadaniu jego ojczyzna została zniszczona przez najazd Arabów i Rosjan).








Na planecie Verengen podbitej przez Ziemian żyli zielonoskórzy ludzie należący do takich nacji jak: Rangellowie, Celverowie (czyżby odpowiednik Celtów?), Svarskjollowie, Nortekowie (ciekawe połączenie etnonimu Normanie z Aztekami, tudzież Toltekami, lub Olmekami), Unkurowie, plemiona z pustyni Karschen, Zollowie (rasa kudłatych górali o wielkich kłach) i Koboldy mieszkające w jaskiniach (odpowiednik Tolkienowskich krasnoludów). Stworzenia te żyły na niskim poziomie cywilizacji technicznej, ale za to moralnie przewyższały Ziemian o całe lata świetlne. Zostali podbici i obróceni w niewolników. Jeden z nich, Vahnor odnalazł przypadkiem, wykopany przez archeologa magiczny miecz Aerskojoll (wcześniej strzeżony przez jego brata Erika) i wówczas wybuchło powstanie.

W zaświaty bohater opowiadania ,,Dom na skraju Światła'', solidaryzujący się z przebywającymi w piekle, zabrał ze sobą Lux – kobietę zaklęta w psa, której tajemnicza postać, nasuwająca skojarzenia z Jezusem, przywróciła ludzką postać.

Na jednej z fikcyjnych planet, główny bohater bronił badaczki Rosity Savanen przed groźnymi dla niej istotami jak: hybryda kota i hieny o długim pysku, oraz z potworem o długiej szyi, białej głowie pokrytej pancerzem i kolczastym ogonie, który ją porwał. Mimo całego jego poświęcenia, kobieta odrzuciła jego zaloty.









Ostatnie opowiadanie wspomina o upadłych aniołach grigori, które z ludzkimi kobietami miały spłodzić rasę hebrajskich tytanów – nefilim. Istoty (wielu internautów wierzy w ich istnienie!) zostały wywiedzione przez tradycję żydowską z dosłownie pojmowanego fragmentu ,,Biblii'':

,,A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w dawnych czasach'' – Rdz 6,4.

Czytelnika zainteresowanego jak Kościół katolicki interpretuje ten fragment odsyłam na stronę ,,Biblijni giganci – Jacek Salij OP: Pytania nieobojętne (mateusz.pl/książki/js- pn_13htm)''. W opowiadaniu Grzędowicza były to tzw. neogeny – rasa nadludzi powstała w wyniku manipulacji genetycznych (w odróżnieniu od archeogenów, czyli zwykłych ludzi), którą wyniszczył nowy potop. Należał do niej negocjator policyjny Ariel i psycholog Satrina, którzy bezpiecznie dostarczyli małą dziewczynkę Rachelę w Sudety, aby mogła schronić się przed potopem.

Czytelnicy mojego bloga z pewnością zauważyli, że Jarosław Grzędowicz należy do moich Autorów. Z całej antologii najbardziej spodobało mi się opowiadanie science fantasy ,,Twierdza Trzech Studni'' z 1988 r., uważane za pierwsze polskie opowiadanie fantasy (inni widzą w tej roli ,,Maga'' Jacka Piekary). Opowiadanie to, myślę, że ucieszy fanów,,Pana Lodowego Ogrodu'' ma bowiem dosyć podobny klimat ;). Duże wrażenie wywarło również opowiadanie ,,Rozkaz: kochać'' o mężczyźnie, któremu zaprogramowano w podświadomości miłość do pięknej Rosity, aby przez to skutecznie ją chronił na planecie pełnej niebezpiecznych zwierząt. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy ów człowiek nie chciał ,,odkochać się'' i zginął zastrzelony. Jest to opowieść również piękna, co smutna.

wtorek, 20 lutego 2018

Oniricon cz. 379

Śniło mi się, że:






- ananasy mają kosmate mordy,
- Krzyżacy założyli hodowlę żubrów wypasanych przez piżmowoły,







- poszedłem do szkoły gdzie uczyłem się języka polskiego u trzech różnych nauczycieli jednocześnie, jako lekturę omawialiśmy ,,Czerwonego proroka'' Orsona Scotta Carda, widziałem w klasie nowe wydanie ,,Świata przyrody'' i za zgodą nauczycielki wymieniłem swój zaczytany egzemplarz na nowy, szkolny, w ostatnim rozdziale nazywano mrówki ,,lewicą'',







- w alternatywnych latach 90 - tych XX wieku Jerzy Urban nawrócił się i pokutował, Janusz Korwin - Mikke i Bolesław Tejkowski zostali umieszczeni w szpitalach psychiatrycznych, zaś po śmierci prezydenta Wałęsy ogłoszono żałobę narodową,







- poszedłem do muzeum razem z Voytakusem ov Višnicem, gdzie ten cieszył się widząc występy tresowanych, dużych, niebieskich myszy,







- Sławomira woli od książek Konrada T, Lewandowskiego powieść ,,Wierni bogom'' Marcina Marchwińskiego,






- znalazłem w domu komiks o Tytusie, Romku i A'Tomku i chciałem go zrecenzować,








- znalazłem w szafce zniszczony numer ,,Encyklopedii Odkrycia młodych'' o prehistorycznych ssakach, który zamienił się w komiks o Gwiezdnych Wojnach, który chciałem zrecenzować,
- z lękiem zwiedzałem szczeciński reaktor atomowy mieszczący się w podziemiach szpitala, myślałem, by opisać tę wizytę na blogu, lecz bałem się, że te informacje wykorzystają terroryści,







- Mama czytała ,,Kurier Szczeciński'' gdzie był artykuł o słowiańskim bogu Hamonie mającym postać złotego cielca,







- widziałem olbrzymi obraz z XIX lub początku XX wieku przedstawiający ubranych ludzi na plaży w tym płaczące dziecko,
- pewien góral zająknął się na scenie, a jego doradcy mówili mu: ,,PiS rządzi, PiS radzi, PiS naucza'',







- napisałem na blogu list otwarty do Stefana Niesiołowskiego, w którym pytałem dlaczego będąc entomologiem marnuje się jako polityk,








- kiedy Pavlas ov Vidłar krytykował PiS, przypomniałem mu, że jeszcze niedawno chwalił 500 +,







- ciocia Ursula ov Sienitica wierzyła w istnienie Wielkiej Lechii, kiedy to z nieba spadł deszcz podków,







- w dalekiej przyszłości sklonowano człowieka z tabletek rispoleptu i zdecydowano się dać mu inteligencję Arystotelesa; tym człowiekiem byłem ja i całą wiedzę o zwierzętach czerpałem z książek napisanych w czasach PRL - u,







- w latach 90 - tych XX wieku powstała w Polsce neopogańska sekta Rodzimy Kościół Wałęsy, która czciła Lecha Wałęsę jako wcielenie Welesa (wymyślone na jawie). 

niedziela, 18 lutego 2018

,,Upiór Południa. Czerń''


,,[...] A Linde rzekł:
- Ach, to trupiarnia, ta Afryka!''
- Henryk Sienkiewicz ..W pustyni i w puszczy''







W lutym 2018 r. przeczytałem ,,Czerń'' - pierwszą część tetralogii dark fantasy ,,Upiór Południa'' Mai Lidii Kossakowskiej. Akcja powieści rozgrywa się pod koniec XX wieku, lub na początku wieku XXI 1 w: Nigerii (w jej największym mieście Lagos, które do 1991 r. pełniło funkcję stolicy kraju), Francji (Lyon) i Liberii (ta ostatnia pojawia się w retrospekcjach).
Głównym bohaterem jest reporter wojenny Jacek Wilczyński (Jack Wilczynsky), zamieszkały za granicą Polak, którego nierozgarnięci Francuzi mylili z Rosjaninem; człowiek odważny do szaleństwa, uzależniony do adrenaliny i w związku ze swoją pracą co rusz ryzykujący życiem. Swój pełen przygód zawód przypłacił malarią i … pomieszaniem zmysłów (min. ukazywały mu się duchy, nie mógł wytrzymać bez uczestniczenia w wojnie). Leczył się psychiatrycznie, lecz bezskutecznie, bo dotychczasowa praca dawała mu poczucie wolności (owe umiłowanie wolności jest bardzo charakterystyczne dla Polaka tak w literaturze jak i w życiu ;). W końcu postanowił się ustatkować. Znalazł pracę w gazecie jako komentator polityczny i zamieszkał w Lyonie, gdzie dusił się jak w klatce. Był rozdarty między miłością do narzeczonej, a miłością do Afryki... Wreszcie gdy ujrzał duchy na barbecue, wyjechał do Nigerii, gdzie chory psychicznie i opętany przez oriszę, wpadł w ręce charyzmatycznego babalawo (czarownika) Liona Eze Ukuwe, który zrobił z niego mordercę...








Osobistym wrogiem Wilczyńskiego była francuska dziennikarka Lorna Danton - postać negatywna; notabene nosząca nazwiska jednego ze zbrodniarzy rewolucji francuskiej Georgesa Dantona (1759 – 1794). Była to skrajnie lewacka feministka; kobieta brzydka z wyglądu jak też obłudna i tchórzliwa z charakteru. Pozowała na obrończynię ubogiej ludności Trzeciego Świata, lecz czyniła to wyłącznie na pokaz. Chciała uchodzić za osobę odważną, a w rzeczywistości to mężczyźni – dźwiękowcy i kamerzyści ryzykowali życie zamiast niej. Zwracam uwagę, że ową antypatyczną postać wymyśliła i opisała kobieta, a nie mężczyzna ;).








Wilczyński przyjaźnił się z Marla Bjornson; wdową po Einarze Bjornsonie; rzeczniczką prasową koncernu naftowego. Trudno było określić jej narodowość, bo raz przedstawiała się jako Kanadyjka, raz jako Islandka, a raz jako Angielka. Używała czarnej szminki i mieszkała w Lagos razem z małym stadkiem norweskich kotów leśnych i mainkunów (jest to echo wielkiej sympatii Mai Lidii Kossakowskiej i jej męża, Jarosława Grzędowicza do kotów). To właśnie Marla szukając pomocy dla Jacka oddała go w ręce Ukuwe. Po kłótni z Jackiem wyjechała do Kanady.








Fabienne – młoda i urocza Francuzka z Lyonu, była narzeczoną Jacka. Kochał ją (przynajmniej dopóki jego duszą nie zawładną Gu – bóg wojny), lecz nie mógł wytrzymać z jej pospolitą rodziną, której członkowie uparcie mylili go z Rosjaninem.
W czasie swoich wojaży po Afryce, Jacek spotkał potężnie zbudowanego, szalonego Afrykanera, Josa van der Groose. Człowiek ten, mentalnie tkwiący w XIX wieku; uważany za rasistę przeciwnik dekolonizacji i politycznej poprawności, za pieniądze z przemytu broni i diamentów utworzył prywatną armię, która strzegła zakładanych przez niego szkół, sierocińców i szpitalu. Van der Groose; gorliwy protestant wierzył, że w ten sposób realizuje wolę Bożą. Był znienawidzony przez wszystkie frakcje polityczne w Afryce, jednak Jacek doszedł do wniosku, że choć ma głupie poglądy, to jednak broni słabszych.








Zarówno w Afryce jak i w Europie, Jacek Wilczyński był straszony przez duchy; spalonego żywcem swego przyjaciela – fotografa Jacques oraz zastrzelonych murzyńskich dzieci – żołnierzy.









Na targowisku w Lagos zaczepiła go … upieczona małpka, która nagle ożyła, chwyciła go upieczoną łapką i zaczęła piszczeć: ,,Gu!''








W powieści Kossakowskiej, Afryką wciąż władali prastarzy, niegdyś bardzo potężni bogowie tacy jak: najwyższy bóg Olorun (afrykański odpowiednik Eru Iluvatara z ,,Silmarillionu'' J. R. R. Tolkiena ;), oraz stworzone przez niego pomniejsze bóstwa, zwane przez nigeryjskich Jorubów orisza (afrykański odpowiednik Valarów ;): Obatala – stwórca Nieba, Ziemi i ludzi; z mandatu Oloruna władca świata, Oszun – bogini miłości i płodności, Jemaya – bogini morza, Szango – bóg burzy, jednak najważniejszą rolę w powieści odgrywał bóg wojny Gu (właściwie: Ogun). Gu wyglądał jak murzyński wojownik z afrykańską maską zamiast głowy. Dręczony chorobą i starością, mieszkał w Lagos w garażu babalawo (czarownika) Liona Eze Ukuwe. Aby utrzymać okrutnego bożka przy życiu, stary czarownik mordował dlań ludzi (stąd fala niewyjaśnionych zabójstw), a nawet poświęcił mu życie swoich pięciu synów. Bóg wojny wybrał sobie na swego ,,niewolnika'' Jacka Wilczyńskiego i opętał go tak jak to czynią haitańscy loa. Dał mu siłę i żądzę mordu potrzebne do pokonania napastującej go w slumsach bandy wyrostków. Jacek stopniowo coraz bardziej uzależniał się od poleconego mu przez Marlę czarownika Ukuwe, w którym widział zrazu szarlatana, później terapeutę i przyjaciela, a w końcu mistrza. Wreszcie czarownik tak ogłupił Wilczyńskiego zabijając w nim resztki chrześcijańskiej moralności, że ten zaczął mordować ludzi dla Gu. Aby utrzymać przy życiu krwiożerczego boga zdecydował się w końcu poświęcić życie ukochanej Fabienne (tu opowieść się urywa...).
W książce znajdziemy naturalistyczne opisy nędzy i wojen w Afryce (bardzo drastyczne sceny!). Uważam, że powieść nie tyle zachęca do praktykowania afrykańskiego okultyzmu co wręcz przeciwnie; ostrzega przed nim, ukazuje jego mroczną stronę. Afrykańscy bogowie wywołują wojny, ponieważ są spragnieni krwi potrzebnej im do życia (w pewnym sensie upodabnia to ich do wampirów), a ponadto na potrzeby ludowej magii jest zabijanych wiele rzadkich gatunków zwierząt. Czytelnik może to porównać z chrześcijaństwem i docenić to ostatnie. Wilczyński zmieniający się w bezlitosnego mordercę pod wpływem bożka Gu i jego sługi Ukuwe pokazuje moim zdaniem do czego może prowadzić odrzucenie pierwszego przykazania (jest to ostrzeżenie przed sektami). Jako katolikowi spodobało mi się ukazanie w pozytywnym świetle pracujących w Afryce misjonarzy:

,, […] Duchowni w Afryce to zazwyczaj twardzi faceci. Z zasadami cięższymi niż ołów i trudniejszymi do skruszenia niż diament. A karabin, wszystko jedno w czyich rękach, jest ucieleśnieniem diabła. […] Kto mieczem wojuje […]. A teraz wysoko nad chmurami i oparami sceptycyzmu pewnie ze zdziwieniem wymachuje świeżutką, dopiero co otrzymaną palmą męczeństwa. Alleluja, bracie. Spoczywaj w pokoju, bo myślę, że dzielny był z ciebie człowiek'' – Maja Lidia Kossakowska ,,Upiór Południa. Czerń''

Spodobała mi się również zdrowa krytyka pod adresem zwyrodniałego zwyczaju sporządzania rzeźb z ludzkich zwłok – była to refleksja Wilczyńskiego na widok masakry w Liberii:

,,Ten stuknięty Niemiec od rzeźb z oskórowanych trupów byłby zachwycony. Obaj mogliby się serdecznie uścisnąć. Wreszcie sztuka dogoniła życie'' – op. cit.

Powieść uznaję za przerażające i napisane z wielkim talentem ostrzeżenie przed ludzkim szaleństwem pochłaniającym niewinne ofiary.




1 W powieści wzmiankowane jest studio filmowe ,,Pixar'' założone w 1979, lecz noszące swą nazwę od 1986 r,, wojna domowa w Czeczeni (pierwsza miała miejsce w latach 1994 – 1992, druga zaś w latach 1999 – 2009, wojna w Salwadorze w latach 1979 – 1992 i wojna domowa w Liberii – pierwsza miała miejsce od 1989, druga zaś w latach 1999 – 2003.

sobota, 17 lutego 2018

Bezgrzebieniowce


,,Nie ma moa
Nie ma moa
Na starej Ao – Te - Roa
Szukać nie warto
Wszystko zeżarto
Nigdzie się już nie znajdzie go''.









W 1683 r. Jan III Sobieski zwyciężył pod Wiedniem. To wiedzą wszyscy Polacy. Nie każdy jednak wie jaki może mieć to związek ze strusiami. Otóż oczom zwycięskich Polaków z zdobytym namiocie tureckim ukazał się min. ,,struś przedziwnie śliczny'' niestety z uciętą głową.








Bezgrzebieniowce to podgromada ptaków, które nie mogą latać, ponieważ nie mają kostnego grzebienia na mostku, który odpowiada za poruszanie skrzydłami w czasie lotu. Tak jest obecnie. Jednak we wcześniejszych epokach geologicznych ich przodkowie poruszali się całkiem sprawnie w powietrzu. Z czasem jednak zwiększyła się ich waga, co zaczynało utrudniać im latanie. Początkowo musiały gnieździć się na terenach otwartych, aby mieć dostatecznie dużo miejsca do rozbiegu jak ma to miejsce u współczesnych dropi. Jednak one wciąż zwiększały swoje wymiary i ciężar, aż te czynniki ,,przykuły je do ziemi''. Odtąd nieużywany już grzebień na mostku przestał być potrzebny – powoli się redukował, aż zanikł całkowicie.









Od plejstocenu do czasów nowożytnych (!) Madagaskar i Nowa Zelandia były ojczyzną dla wielkich, wymarłych już bezgrzebieniowców. Na Madagaskarze był to ,,vorum – patra'' dla autochtonów, zaś przez Europejczyków zwany ,,rukiem'', ,,ptakiem słoniowym'', lub epiornisem, określany nazwą łacińską Aepyornis maximum. 1 A jak nazywał się jego krewny z Nowej Zelandii? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie wystarczy tylko zajrzeć do tekstu zamieszczonej na początku artykułu maoryskiej piosenki. Były to moa, których nazwa oznacza … ptaka domowego! Jest to tym dziwniejsze, że moa wbrew nazwie nie były wcale udomowione. Na Nowej Zelandii jest dużo miejsc, których nazwy nawiązują do żyjących tam niegdyś olbrzymich ptaków. W mitologii arabskiej, w ,,Baśniach 1001 nocy'', oraz przeciętnych wyobrażeniach średniowiecznych Europejczyków o terenach ,,za Arabią, za Afryką'' żył ogromny, wyglądający jak skrzyżowanie orła z kogutem ptak Rok, którego imię oznacza ,,skałę''. Ów mityczny potwór, nieobcy Sindbadowi Żeglarzowi, miał jakoby na jeden posiłek konsumować trzy słonie unosząc w powietrzu jednego w dziobie, a dwa pozostałe w szponach. Pisał też o nim Marko Polo w ,,Opisaniu świata'' przy omawianiu wyspy Mogdaszo (Madagaskaru). Jest tam napisane, że Wielki Chan jak i sam podróżnik otrzymali dwa pióra tego ptaka. W rzeczywistości były to spreparowane liście palmowe. Oczywiście Rok nie istniał, 2 ale jego pierwowzorem był właśnie epiornis. Zarówno on jak i moa wyglądały jak gigantyczne strusie, a ich pióra były brązowe, lub szare i przypominały futro. Moa był największym nielotnym ptakiem jaki kiedykolwiek istniał – był większy nawet od współczesnego strusia afrykańskiego, osiągał bowiem ponad 3 m wysokości. Nieco mniejszy był epiornis. Jego 60 – centymetrowe jaja, z których skorup Malgasze wyrabiali wiadra na wodę – były większe niż jaja dinozaurów! Epiornisy nie miały naturalnych wrogów. Jedynie ich pisklęta mogły być zabite przez fossę. Jaja były jednak okryte zbyt twardą skorupą, aby te drapieżniki mogły odżywiać się ich zawartością. Ptaki te wyginęły z powodu niekontrolowanych odłowów, choć jeszcze w czasach nowożytnych (ok. XVII wieku) chodziły po wyspie. Moa były dla Maorysów niemal tym samym co bizony dla Indian, jednak to oni przyczynili się do wymarcia ptaków. Oprócz olbrzymich moa były też gatunki wymiarów indyka. Selekcję naturalną w ich stadach przeprowadzały miejscowe, 3 – metrowe orły harpagornisy (orły Haasta), które wyginęły wraz z wytępieniem ich źródła pokarmu. Niemal każda część ciała moa miała swoje zastosowanie. Skorupy ich jaj również nadawały się do wyrobu wiader. Jedną z metod łowieckich było podrzucanie moa rozgrzanych kamieni, które te łykały ginąć po tym. Możliwe, że znaczenie ich nazwy ma związek z łatwością polowań na nie. Doszło więc o wytępienia tych ptaków, jednak wylansowana kiedyś hipoteza, że po wytępieniu moa, Maorysi stali się kanibalami nie ma uzasadnienia. Oczywiście kanibalizm istniał u tego ludu, ale miał znaczenie wyłącznie magiczne i występował jeszcze w czasach kiedy moa istniały. Poza tym na Nowej Zelandii żyją jeszcze inne gatunki ptaków!
Obecnie znamy takie gatunki bezgrzebieniowców jak: struś afrykański (Afryka), nandu, zwany reą Darwina 3 (Ameryka Południowa), emu i wytępione emu czarne (Australia), kazuar i kazuar jednokoralowy (Nowa Gwinea i północ Australii), oraz kiwi (Nowa Zelandia).








Największym bezgrzebieniowcem (a zarazem największym ptakiem świata) jest struś afrykański (2,4 m wysokości), zaś najmniejszym – kiwi (mniej więcej wielkości kury). Dla porównania: nandu szare osiąga 1,5 m wysokości i 25 kg wagi, emu – 1,8 m wysokości i ok. 50 kg wagi, oraz kazuar – do 1,5 m wysokości i 50 kg wagi.
Omawiane ptaki mają wydłużone, spiczaste dzioby, zaś ich stosunkowo małe głowy są osadzone na długich, giętkich szyjach.









Nie sposób tu pomylić kazuara hełmiastego z jakimkolwiek innym ptakiem. Skóra jego szyi i głowy jest nieopierzona i koloru niebieskiego, na podgardlu ozdobiona czerwonymi skórnymi zgrubieniami. Natomiast na czubku głowy kazuara znajduje się kostny ,,hełm'' taki jaki miał korytozaur. Upierzenie kazuara jest czarne i do złudzenia przypomina futro. 4









Jego bliski krewny – kazuar jednokoralowy ma niski, szary i ostro zakończony wyrostek na głowie (narośl powyżej opisanego kazuara jest zaokrąglona i żółto – brązowa, lub szara). Kazuar jednokoralowy ma ciemnoniebieską głowę, ale jego szyja jest intensywnie żółta, zwisa z niej tylko pojedynczy ,,koral'' (stąd nazwa ptaka), zaś od połowy pokrywa ją czarne szczeciniaste pierze.
Bezgrzebieniowce nie mają ogonów.
U strusi afrykańskich występuje dymorfizm płciowy – podczas gdy upierzenie samicy jest kombinacją różnych odcieni szarości, samiec ma szaro – różową głowę i szyję, oraz czarne pióra na skrzydłach zakończone białymi końcówkami. Przez długi czas strusie masowo zabijano dla ich pięknych piór używanych jako ozdoba. Czytelnicy ,.Potopu'' Henryka Sienkiewicza możliwe, że pamiętają, że zdobyty przez Rocha Kowalskiego na Karolu Gustawie kapelusz był ozdobiony właśnie strusim piórem. Tymczasem Papuasi wyrabiali ozdobne pióropusze nie tylko z piór rajskich ptaków, ale także z piór kazuarów. Pióra nandu i emu są koloru szarego. W przypadku nandu zdobi je ciemnoczerwony odcień.
Bezgrzebieniowce mają również długie, nieopierzone nogi zakończone dwoma uzbrojonymi w pazury palcami, które mogą być zarówno szybkim środkiem lokomocji jak i straszną bronią mogącą otwierać brzuch jak zamek błyskawiczny w razie ataku wroga. Wszystkie te ptaki szybko biegają, ale rekordzistą jest struś afrykański rozwijający prędkość 72 km/ h. Dla porównania: kazuary poruszają się z prędkością 50 km / h. W RPA organizowane są nawet wyścigi ludzi jadących na strusiach!








Interesująco na tle podgromady wyróżniają się endemity Nowej Zelandii – kiwi, które są najmniejszymi bezgrzebieniowcami świata (40 – 70 cm długości i 1,3 – 4 kg wagi). Ich nazwa jest onomatopeją. Piszę ,,ich'', bo nie jest to pojedynczy gatunek, ale licząca trzy gatunki rodzina określana łacińską nazwą Apterygidae. Najbardziej znanym gatunkiem kiwi jest kiwi brunatne. Kiwi mają groteskowo długie dzioby i zredukowane, niezdolne do lotu skrzydła. Ich ciało pokrywa podobne do futra pierze barwy brązowej, lub szarej. U nasady dzioba znajdują się drobne, podobne do wibrysów pióra, pełniące tę samą rolę. Brak ogona. Łapy krótkie, pozbawione upierzenia. Prowadzą nocny tryb życia. Za pomocą swych długich dziobów szukają w ściółce leśnej dżdżownic, owadów, ślimaków, pająków, owoców i nasion. W czasie tych wypraw posługują się głównie węchem, który jest najlepiej rozwiniętym zmysłem tych wyjątkowych ptaków. Składają bardzo duże jak na tak małe ptaki jaja, mierzące aż 30 centymetrów, w których najwięcej miejsca zajmuje kula żółtkowa. Pisklęta są zagniazdownikami. Tym co zagraża kiwi jest niszczenie ich siedliska, oraz drapieżnictwo sprowadzonych przez człowieka na Nową Zelandię ssaków drapieżnych takich jak: łasice, zdziczałe psy i koty. Ptaki te są symbolem narodowym Nowej Zelandii.









Istnieje stereotyp każący strusiom w razie niebezpieczeństwo wkładać głowę do piasku co zyskało miano ,,strusiej polityki''. To oczywiście nieprawda, ale co przyczyniło się do jej wykreowania? Wytłumaczeń jest kilka. Oto one:
- najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie głosi, że w czasie suszy strusie grzebią dziobami w glebie poszukując zawierających wodę korzeni traw,
- hamując struś wyciąga przed siebie głowę i szyję,
- chcąc zdezorientować drapieżnika struś imituje swym wyglądem kulę.









,,Struś ma tak gorącą naturę, że połyka żelazo, wprowadza je do żołądka i tam trawi'' – można wyczytać w XIII – wiecznej włoskiej encyklopedii autorstwa Brunetta Latini. Nie jest to bynajmniej pogląd odosobniony. Przeciwnie! Jest to tylko mały wycinek z ogromnej famy wszystko trawiącego (nawet żelazo!) strusiego żołądka. Czy struś cieszy się tu zasłużoną sławą? Bezgrzebieniowce używają gastrolitów, czyli kamieni żołądkowych podobnie jak np. kury. Niekiedy w odchodach strusi afrykańskich można znaleźć oszlifowane w czasie trawienia … diamenty. Nie zmienia to jednak faktu, że struś łykający gwoździe, lub puszki aluminiowe skazuje się na śmierć. Ptaki te łykają różne rzeczy. W londyńskim zoo żył struś, w którego żołądku znaleziono całą kolekcję monet. Inny z kolei połknął: złoty naszyjnik, taśmę filmową, 90 cm liny, pokrętło budzika, wentyl rowerowy, ołówek, grzebień i 3 rękawiczki (sic!). Być może Czytelnik pamięta o odłowach moa przeprowadzanych za pomocą żarzących się kamieni? Jednak standardowy pokarm strusia afrykańskiego i innych bezgrzebieniowców jest mnie niezwykły. Składają się nań: owoce, nasiona, owady i drobne kręgowce.










,,Struś składa jaja i przykrywa je piaskiem, następnie zaś odchodzi by zająć się 'swoimi sprawami', i nie pamięta już ani trochę o złożonych jajach. Ciepło słoneczne i piękna pogoda robią swoje i ogrzewają to co powinna ogrzać matka, aż wreszcie wylęgają się pisklęta tak duże, że od razu potrafią zadbać o swoje potrzeby'' – napisał Brunetto Latini w cytowanym już ,,Skarbcu wiedzy''.
Emu mogą się rozmnażać również po przekroczeniu granicy odpowiedniej do przeprowadzenia prokreacji, jednak skorupki jaj zniesionych przez stare ptaki są bardziej kruche. W czasie toków nogi strusi afrykańskich przybierają barwę czerwieni. Ptaki te są poligamistami. Wiele samic składa jaja w gnieździe strzeżonym przez samca, który je wysiaduje. W ,,Skarbcu wiedzy'' przydałoby się sprostowanie! Ponieważ strusie są największymi ptakami świata, składają też ogromne, 20 – centymetrowe jaja, które stanowią odpowiednik ok. 40 jaj kurzych. Ich zawartość chroni grubościenna skorupa koloru białego (jaja emu i kazuarów są w różnych odcieniach zieleni). Ogromne jaja strusi mają wielu amatorów takich jak: lwy, węże Dasylopelitis scaber, czy ścierwniki białe. Te ostatnie do rozbijania strusich jaj używają kamieni. Dorosłe bezgrzebieniowce opiekują się pokrytymi maskującym puchem pisklętami – jest to zadanie zarówno dla samca jak i dla samicy. A więc znów nie możemy się zgodzić z twierdzeniami średniowiecznego uczonego. Pisklęta są zagniazdownikami. W przypadku kazuarów tylko samiec opiekuje się potomstwem.










Przeszliśmy już do omawiania znaczenia i ochrony bezgrzebieniowców. Człowiek wykorzystuje z tych ptaków zawierające mało tłuszczu mięso, dekoracyjne upierzenie, ogromne jaja, zaś Papuasi dodatkowo wyrabiają sztylety z kości kazuarów. Mimo, że emu razem z kangurem figuruje w godle Australii nie przeszkadza to mieszkańcom tego kraju masowo mordować swych herbowych ptaków pod pretekstem rozsiewania opuncji i tratowania pól uprawnych. Bezgrzebieniowce dostarczają też rozrywki – mam na myśli wyścigi strusie; sport znacznie bardziej niebezpieczny od jazdy konnej. Różne są metody pozyskiwania cenionych produktów z bezgrzebieniowców. Najbardziej okrutne są polowania na emu przeprowadzane w celu zdobycia skór tych ptaków. W czasie polowania ścigano emu konno i aby nie uszkodzić skóry nie używano broni palnej, lecz bito ptaki batem, aż do ich padnięcia. Z kolei w Afryce polujący na strusie przebierają się za te ptaki, aby nie dać się przez nie rozpoznać. Papuasi chwytają pisklęta kazuarów i hodują je w przydomowych zagrodach, zwanych kazuari, a nawet handlują nimi mimo prawnych zakazów. Próby domestykacji przeprowadza się również wobec strusi afrykańskich. Farmy nastawione na ich hodowlę znajdują się w Afryce, USA i Skandynawii. W Polsce pierwszą komercyjną hodowlę strusi założono w Garczynie na Mazurach. To zjawisko powoli się upowszechnia. Zresztą już faraon Ptolemeusz II Filadelfos jeździł zaprzężonym w strusie rydwanem, a jego żona dosiadała tych ptaków. Nie każdy zapewne wie, że na południu Afryki pewien farmer wykorzystywał strusie do wypasu owiec (!), a te dobrze się spisywały. Sprawnie zaganiały odłączone owce z powrotem do stada. Czasem w tym celu bezskutecznie dziobały także martwe zwierzęta, aż do czasu gdy farmer ,,zwalniał'' je z tego ,,obowiązku''. Zawsze gdy pojawiły się opóźnienia w powrocie stada, hodowca wiedział, że któraś z owiec zakończyła życie.
W starciu z człowiekiem również bezgrzebieniowce ponoszą klęskę, padając łupem ludzkiej chciwości i głupoty. Liczebność poszczególnych gatunków drastycznie zmniejszają odłowy dla pierza (zachodnioafrykański podgatunek strusia) i skór (emu), odłowy do celów komercyjnych (kazuary), tępienie pod pretekstem ochrony upraw (emu), a także nieprzemyślane zmiany w pierwotnych ekosystemach (kiwi). Wyniszczone zostały już: madagaskarskie epiornisy, nowozelandzkie moa, oraz australijskie emu czarne. Nie możemy pozwolić by pozostałe przy życiu gatunki bezgrzebieniowców podzieliły ich los.








1 Obecnie epiornis określany jest polską nazwą ,,mamutak''.







2 Ptak Rok pojawia się w mojej powieści fantasy ,,Tatra. Suplement'' :).







3 W 2004 r. w czasie szkolnej wycieczki w ramach lekcji biologii widziałem stadko nandu hodowane na terenie Akademii Rolniczej w Szczecinie.







4 W mojej mitologii Nowa Gwinea nosi nazwę Kazuaria. W powieści fantasy ,,Tatra. Suplement'' umieściłem plemiennego wodza z tej wyspy jeżdżącego na kazuarze.

piątek, 16 lutego 2018

Oniricon cz. 378

Śniło mi się, że:







- ks. Benedykt Chmielowski pisał w ,,Nowych Atenach'' o Ernesto Che Guevarze,
- oglądałem rysunki na murach przedstawiające Polaków doby PRL - u śpiewających pieśni na cześć uzbrojenia,







- Ernesto Che Guevara odwiedził Pawlaczycę, skąd został przegoniony,







- pewnego niemieckiego psa nazwałem ,,nazi - Łajką'' i obwiniałem psy z ZSRR o zbrodnie Sowietów,







- w Azji żyje dziki pies podobny do likaona, zaś w Afryce - dziki pies o mocno napuchniętych palcach,
- narysowałem półnagiego Bolesława Chrobrego z półnagą Emnildą klęczącą u jego stóp,







- jadłem morskie robaki podobne do dżdżownic ze spiczastymi ryjkami,








- marzyłem, aby Jena ov Blackeyova przeczytała ,,Tatrę''; w tej powieści Anatolij Rdzeniejew powiedział: ,,Barynia Jurata, my som...'' (,,Pani Jurato...''),
- 52 byłe żony Saddama Huseina i jego dwie córki adoptowały osierocone dzieci,
- szukałem chrześcijańskiego przesłania w ,,Słowie o wyprawie Igora'',






- mówiłem w TV, że obecnie alchemia jest pseudonauką, lecz w starożytności, średniowieczu i XVI wieku, kiedy żył Michał Sędziwój była protonauką,
- poszedłem do Parku Kasprowicza w Szczecinie, gdy odwiedził mnie Pavlas ov Vidłar i krzyczał na moją Mamę, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- w Niemczech publiczne toalety są czynne tylko we wczesnych godzinach rannych,
- w TV wywołała skandal ludowa piosenka obrażająca PiS i Donalda Trumpa,







- w czasie powstania styczniowego św. Mikołaj z Miry był sztyletnikiem i zabijał Rosjan, w tym popów, którzy po śmierci zeznawali w czasie synodu, przynosił ich nozdrza, za które płacono mu ,,urwankami'', czyli kawałkami ubrań dzieci,







- oglądałem stary, amerykański film pokazujący wydarzenia w okresie między Wielkim Wybuchem, a stworzeniem Ziemi; już wtedy pojawiło się zło za sprawą Stalina i Marksa,
- leżałem na podłodze i bawiłem się figurkami na oczach dziewczynek odtwarzając historię o królewnie zaklętej w żabę,
- na prośbę pana Andreusa ov Leovishinera napisał dialog człowieka z kotem o zabijaniu, kot mówił, że gdyby nie było śmierci, na Ziemi do dziś żyłyby dinozaury i nie byłoby miejsca dla ludzi, a następnie przekonał mnie, abym nie szedł na wiec komunistów,






- oglądałem książkę z polską wersją baśni o Jasiu i Małgosi, w której Baba Jaga była nazywana Jędzą; potem razem ze swoimi dziećmi - chłopcem i dziewczynką świętowałem dzień Jasia i Małgosi, przypadający w oktawie Bożego Narodzenia, kiedy to wspólnie szukaliśmy słodyczy w kredensie,
- gościłem u siebie Sławomirę i jej dużo młodszą koleżankę o czarnych włosach, zapytałem ją czy lubi twóczość Konrada T. Lewandowskiego, lecz Sławomira jej nie znała i poprawiała mi błędy ortograficzne.