piątek, 18 września 2026

,,Królewna zaklęta w czasie 2''

 

[…] runy nie są pochodzenia germańskiego, wywodzą się bowiem z północnoitalskiego łacińsko – etruskiego alfabetu mieszanego. Najstarsze z nich pochodzą z w. III. Posiadały one wówczas, zdaje się, wyłącznie znaczenie magiczne, a nie komunikatywne. Pierwotnie opatrywano nimi różnego rodzaju przedmioty, jak np. groty dzid albo ozdobne klamry, później, począwszy od w. V, ryto je w Skandynawii na kamieniach nagrobnych. Miały one chronić zmarłego, a równocześnie zjednywać jego przychylność dla żyjących’’ - Marian Szyrocki ,,Historia literatury niemieckiej’’



We wrześniu 2026 r. obejrzałem czeski film fantasy ,,Królewna zaklęta w czasie 2’’ (czes. ,,Princezna zakleta v čase 2’’) z 2022 r. w reżyserii Petra Kubika 1.



Akcja rozgrywa się w quasi – średniowiecznym królestwie Oberonu. Nazwa tej krainy upamiętnia króla elfów ze średniowiecznych legend, rozsławionego przez ,,Sen nocy letniej’’ Szekspira 2. Źródłem magii było pięć run strzeżonych w Ayrze, mieście tzw. alchemików (właściwie: czarodziejów). Runy dawały władzę nad czasem, przestrzenią, przeznaczeniem, życiem i śmiercią.



Młoda alchemiczka Amelia (powyżej), uczennica mistrza Archibalda, przywłaszczyła sobie w poprzedniej części Runę Czasu. Stąd wynikło jej rozdzielenie na dwie części; Amelię teraźniejszą i Amelię z przeszłości. Zamierzała znów stać się jedną osobą. Podobny motyw stanowił Ged i jego Cień w ,,Czarnoksiężniku z Archipelagu’’ Ursuli K. Le Guin. Razem z przyjaciółmi, królewną Eleną, zdolną łuczniczką i księciem Janem, jej ukochanym, Amelia udała się do Ayry, aby bronić miasta alchemików przed atakiem Alazara.



O Runę Czasu rywalizowali ze sobą czarownica Muirena, znana z poprzedniej części i upadły alchemik Alazar. Dysponował potężną mocą, dzięki której przeżył 800 lat i potrafił przybierać postaci zabitych przez siebie ludzi. Jego pierwowzorem mógł być tolkienowski Sauron, również długowieczny i knujący w ukryciu. Alazor poszukiwał runy równie zajadle jak Sauron pierścienia. Służyli mu przerażający kabalarsi, opancerzeni wojownicy w czarnych maskach, stanowiący odpowiednik orków. Drugim pierwowzorem na co wskazuje już samo podobieństwo imion obu postaci mógł być Alzur, czarnoksiężnik z opowiadania ,,Droga, z której się nie wraca’’ Andrzeja Sapkowskiego 3, polskiego autora bardzo popularnego w Czechach. Na czole Alazara widniał fluorescencyjny, odwrócony krzyż barwy zielonej, podczas gdy Alzur w utworu Sapkowskiego użył podwójnego krzyża do zbudowania potwora zwanego Kościejem 4. Ostatecznie Alazar ginie zabity przez Muirenę; zło niszczy się samo.



Atutem filmu są bardzo piękne scenerie i efekty specjalne na wysokim poziomie. W tym wyimaginowanym świecie magia odgrywa w dużej mierze rolę ekwiwalentu nauki. Scena z salonu piękności w Ayrze bardziej przywodzi na myśl kadr z filmu science fiction pełnego nowoczesnych urządzeń niż z fantasy. Użycie run do celów egoistycznych groziło opłakanymi skutkami. Alazar zapłacił za swą magiczną potęgę utratą człowieczeństwa. Amelia znalazła się na tej samej drodze. Na szczęście zawróciła z niej w porę, dzięki miłości do swego mistrza, którego kochała jak ojca.



1 Odsyłam do posta: ,,Królewna zaklęta w czasie’’.

2 Odsyłam do posta: ,,Sen nocy letniej’’.

3 Odsyłam do posta: ,,Maladie i inne opowiadania’’.

4 Odsyłam do posta: ,,Krzyż’’.

Oniricon cz. 1186

         Śniło mi się, że:



- w wieku 40 lat pojechałem na plażę nad Jeziorem Głębokim w Szczecinie razem z jakąś kobietą, byłem rozgoryczony gdy zabroniła mi wchodzić do wody i cały czas traktowała mnie jak nierozgarnięte dziecko,



- zmartwiłem się gdy w hotelu wyciąłem dwóm śpiącym turystom pępki i zabrałem je ze sobą, potem okazało się, że nie byli to ludzie, tylko dwa bazaltowe posągi,



- poszedłem do szczecińskiego Teatru Lalek ,,Pleciuga'' gdzie mieściła się biblioteka, na półkach z fantastyką dostrzegłem stare roczniki czasopisma ,,Fenix'', usiadłem na ławce i wyjąłem z plecaka stos książek, które zamierzałem przeczytać w najbliższym czasie, zainteresowała mnie stojąca na półce książka o psach, a zwłaszcza rozdział o ich roli w kulturze, który zamierzałem wpisać do bibliografii dla fantastów, spotkałem Xandrę, która na widok leżących przede mną książek powiedziała tylko: ,,Literatura, literatura!'',




Ryc. za: michal812


- po raz drugi w ciągu roku pojechałem na pielgrzymkę do Wielkopolski, jednocześnie cofnąłem się w czasie do początków XI wieku, jedynymi chrześcijańskimi świątyniami w całej Wielkopolsce były wtedy katedra w Gnieźnie, gdzie uczestniczyłem we Mszy Świętej i kościół  w Poznaniu, którym władał arcybiskup Unger, jechałem busem z Gniezna do Poznania i zamierzałem wybudować w Wielkopolsce więcej kościołów,



- podczas Mszy Świętej siwy ksiądz w szarej sutannie zabronił mi przyjmować komunię  na klęcząco,




Ryc. za: Wektorygrafika 


- kiedy Jena ov Blackeyova pokazała rogatą dłoń, usprawiedliwiałem ją, że nie uczyniła tego aby przyzywać szatana,



- oburzyłem się, będąc świadkiem jak na spacerze przedszkolanka indoktrynowała dzieci o różnicach między PiS - em a PO, zamierzałem powiedzieć o tym wujkowi Marcusowi ov Küjvisowi, że rośnie nowe pokolenie lemingów,




- w gimnazjum powiedziałem na lekcji KOSS - u, że Polska de iure jest państwem prawa, lecz de facto panuje w niej bezprawie,



- kobieta wyjęła z lodówki wędzony ogon yeti, który wyglądał zupełnie jak ogon yeti. 

czwartek, 17 września 2026

,,Mitologia polska''

 

,,Wiadomo też o Polakach, że od początku swego rodu byli bałwochwalcami i czcili mnóstwo bogów i bogiń mianowicie Jowisza, Marsa, Wenerę, Dianę i Cererę, popadłszy w błędy innych narodów i szczepów’’ - Jan Długosz ,,Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego’’



Prof. Aleksander Brückner (1856 – 1939) był wybitnym polskim slawistą, prawdziwym polihistorem. Jego przodkowie pochodzili z Austrii. Ocalił od zapomnienia ,,Kazania świętokrzyskie’’ z XIII/ XIV wieku. Napisał min. ,,Apokryfy średniowieczne’’ (1902), czterotomowe ,,Dzieje kultury polskiej’’ (1930 – 1932), dwutomowe ,,Dzieje literatury polskiej w zarysie’’ (1903), dwutomową ,,Encyklopedię staropolską’’ (1937 – 1939), ,,Ezopy polskie’’ (1902), ,,Historię literatury rosyjskiej’’ (1905), ,,Legendy o Cyrylu i Metodym wobec prawdy dziejowej. Studium z dziejów chrześcijaństwa u Słowian’’ (1904), ,,Mikołaja Reja. Studium krytyczne’’ (1905), ,,Mitologię polską’’ (1924), ,,Mitologię słowiańską’’ (1918), ,Różnowierców polskich’’ (1905), ,,Słownik etymologiczny języka polskiego’’ (1926 – 1927), ,,Starożytną Litwę. Ludy i bogi’’ (1904) i inne prace. Kiedyś został przyłapany w bibliotece na wyrywaniu strony z książki naukowej. Lingwista Henryk Ułaszyn (1874 – 1956) wytoczył mu procesy o znieważenie jako pokłosie sporu obu uczonych o pochodzenie polskiego słowa pchła z rosyjskiego ,,błocha’’. Dbał o czystość języka polskiego, zwalczając germanizmy. W 2023 r. szczątki uczonego i jego żony, Emmy, zostały sprowadzone z Berlina do Polski.




W 2003 r. przeczytałem po raz pierwszy ,,Mitologię słowiańską i polską’’ wydane w jednym tomie. W 2022 r. ukazało się wznowienie nakładem wydawnictwa ,,Replika’’. We wrześniu 2026 r. przeczytałem ponownie ,,Mitologię polską. Studium porównawcze’’. Książka została wydana osobno w 2025 r. przez ,,Vis – a – vis Etiudę’’ w serii ,,Meandry kultury’’.




Mem za: Jeja.pl


Na podstawie analizy etymologicznej Autor doszedł do następujących wniosków. Nie istniała jednolita mitologia słowiańska, bowiem każde plemię czciło innych bogów. (Dostrzegam tu analogię do plemion afrykańskich, Indian obu Ameryk, Aborygenów i ludów Oceanii). Polskie pogaństwo, skutecznie wytępione w trakcie chrystianizacji, miało prawdopodobnie charakter agrarny i pokojowy. O bogach Polan nie pisał ani Gall Anonim (XI wiek - po 1116) 1, ani też bł. Wincenty Kadłubek (ok. 1160 – 1223) 2. Jedyną wartość źródłową posiadają dane porównawcze z Połabia i Rusi, gdzie proces chrystianizacji przebiegał inaczej niż w Polsce i Czechach. Późniejsze źródła (kroniki, zapiski etnografów) Autor uznał za całkowicie bałamutne. Przejawiał duży krytycyzm wobec prób doszukiwania się reliktów pogańskich wierzeń w ludowych pieśniach 3 i obrzędach. Stanowczo odrzucał koncepcję wpływów totemizmu w heraldyce. Polemizował w tej sprawie z pracami Janiny Klewe ,,Totemizm a pierwotne zjawiska religijne w Polsce’’ (1920) i Aleksandra Kraushara ,,Totemizm w rozwoju dziejowym społeczeństw pierwotnych i jego objawy w genezie społeczeństwa polskiego. Próba hipotezy historycznej’’ (1920).



Brückner całkowicie odrzucił panteon cytowanego powyżej Jana Długosza (1415 – 1480). Kronikarz posłużył się interpretatio romana; przeniesieniem wierzeń starożytnych Rzymian na grunt prasłowiański. Wykorzystał w swojej pracy kościelne statuty piętnujące pogańskie obyczaje, niezrozumiałe dla ówczesnych elit słowa pieśni ludowych, mylnie brane za imiona bóstwa a nawet nazwy roślin (marzanna i dziewanna). Do panteonu Długosza należały: Jesza (najwyższy bóg, odpowiednik Jowisza), Łado (bóg wojny), Dziedzilela (bogini miłości i płodności), Nyja (pierwotnie: Tyja, bóg zmarłych), Marzanna (bogini pól uprawnych, odpowiednik Ceres), Dziewanna (dziewicza bogini dzikiej przyrody) oraz Pogoda i Żywie (wymyślone prawdopodobnie pod wpływem połabskich Podagi i Żywi z ,,Kroniki Słowian’’ Helmolda z Bozowa) 4. Ustalenia Długosza wywarły duży wpływ na późniejszych, nowożytnych kronikarzy polskich: Marcina Kromera (1512 - 1589), Marcina Bielskiego (ok. 1495 - 1575), Macieja Miechowitę (1457 - 1523), Macieja Stryjkowskiego (1547 – 1586/ 1593) i Aleksandra Gwagnina (1534 - 1614). W XVI wieku panteon został poszerzony o nowe bóstwa: trójcę łysogórską (Ładę, Boda i Lelę), Pochwista (boga wiatru) i Ładę, matkę Lela i Polela. Łada miała być polskim odpowiednikiem Ledy z mitologii greckiej, zaś jej synowie przypominali Kastora i Polideukesa.



Wcześniej autorzy niemieccy, tacy jak hagiografowie św. Ottona z Bambergu stworzyli legendę o pobycie Juliusza Cezara na ziemiach polskich. Rzymski wódz, skądinąd bardzo popularny w średniowiecznych legendach, założył podobno Wolin (gdzie pogańscy Słowianie czcili jego włócznię), Lubusz i Libiąż. Podobny przykład uczonych fantazji stanowiło utożsamianie ruskiego boga Simargła z Semem – Heraklesem.




Ryc. za: Veles Grove


Polanie czcili prawdopodobnie Swaroga (powyżej), boga ognia zarówno ziemskiego jak i niebiańskiego (Słońca). Zdaniem Autora Swarożyc nie był synem Swaroga, ale czułym zdrobnieniem jego imienia. Weles, bóg bydła, świata podziemnego i przysiąg był znany z Rusi i Czech, ale nie z Polski. Podobnie rzecz miała się z Perunem, którego kult na Rusi rozwijał się pod silnym wpływem skandynawskiego Thora. Polskie przekleństwa związane z piorunami nie są dostatecznym dowodem na dawne ubóstwianie tego zjawiska przyrodniczego.




Fot. za: raciborz.com.pl


Za kult odpowiadali kapłani zwani żercami (ofiarnikami), po chrzcie zredukowani do roli ludowych czarowników i czarownic. Drewniane posągi bóstw były nazywane zapewne słupami. Czary oznaczały początkowo wróżebne linie kreślone w popiele. Nawia, kraina zmarłych, rządzona przez Welesa była miejscem ponurym, ciemnym i zimnym. W określone dni (Dziady!) dusze zmarłych odwiedzały żywych, aby móc się ogrzać, napić, zjeść i wykąpać w łaźni. Wyraj (raj) był jedynie tajemniczym miejscem, gdzie ptaki odlatywały na zimę. Nazwa piekło pochodzi od słowa pkieł (smoła) 5.



Prasłowianie nie znali diabłów, które zapożyczyli dopiero z demonologii chrześcijańskiej. Połabski Czarnobóg (powyżej) z ,,Kroniki Słowian’’ był zniekształconą postacią szatana, podczas gdy jego brat Białobóg został wymyślony dopiero przez XVIII – wiecznych erudytów niemieckich. W XVI wieku nastąpił żywiołowy rozwój polskiej demonologii infernalnej. Zapisane zostały wówczas takie imiona diabłów jak: Korfanty 6, Muchawiec (polski Belzebub czyli Władca Much), Czerniec, Bajor, Czeczot, Kubeba, Smolist (Smołka, Osmolejka), Szczebiot (Markot), Gorzad, Dyptam, Odma, Kofel, Hejdaż, Hala, Lelu Polelu, Rozwód, Harab Myśliwiec, Ileli, Kozyra (Bierka), Gajda, Ruszaj, Pożar, Bier, Dymek, Rozbój, Strojnat, Wicher, Wilkołek, Węsad, Dyngus, Kiczka, Fugas, diablice: Dziewana, Marzana, Wenda, Jędza, Osoryja (dawne określenie sępa), Chorzyca (sprawczyni chorób) i Merkana, Paskuda Zalotnik 7, Bies, Ditko, Lewko, Rogalec i Lelek. Różnica między gusłami a zabobonami polega na tym, że drugie określenie jest pejoratywne, pierwsze zaś nie.




Ryc. za: E. S. O. Martin


Demonologia ludowa wykazuje liczne wpływy obce. Przykładowo słowo strzyga pochodzi z łac. ,,strix’’ - sowa, zaś rusałka od rzymskiego święta rosaliów, obchodzonego niegdyś na Bałkanach. Chobołd i skrzat zostały zapożyczone z Niemiec. Biblijny odpowiednik południcy stanowi demon południa (łac. daemon meridianus): ,, [nie ulękniesz się] moru, co niszczy w południe’’ - Psalm 91,6. Strzygami zostawali ludzi rodzący się z dwiema duszami. Autor uznał za fantazje romantyków wyobrażenia południc jako urodziwych nimf ze złotymi paskami i sztyletami. Jędze były początkowo żeńskimi demonami a nie ludźmi. Należała do nich Baba Jaga, której chatka na kurzej nóżce może stanowić echo słowiańskich świątyń wznoszonych na fundamencie z rogów i kości zwierząt.




Fot. za: pixabay.com


Upiory, często dziś mylone z wampirami, były pierwotnie istotami doznającymi czci. Źródła ruskie mówią o składaniu im ofiar i długotrwałej walce Cerkwi prawosławnej z tym przejawem kultu zmarłych. Istniał nawet ruski pop imieniem Upir Lichyj, który tłumaczył teksty biblijne. W 1716 r. ks. Jerzy Gengell wywiódł słowo upiór od pierza, wskazując, że istoty te były lekkie jak puch, a być może nawet upierzone. (To sugestywne wyobrażenie wywarło duży wpływ na tworzoną przeze mnie mitologię slawianistyczną) 8.




Ryc. za: Noami Butterfield


W rozdziale o upiorach i wilkołakach Autor przeanalizował przekazaną przez Herodota legendę o Neurach 9, długa uważanych za pierwszych Słowian. Jego zdaniem obrzędy symulujące przemianę człowieka w wilka były domeną jedynie kasty kapłanów a nie całego ludu. Ucieczka Neurów przed wężami alegorii obcego najazdu, lecz wyolbrzymienie faktu obfitości węży na ziemiach dzisiejszej Ukrainy.




Legendy o Piaście, Popielu i Wandzie zostały uznane za nielogiczne wymysły kronikarzy. Autor wskazuje na nieheroiczne, wręcz ośmieszające imiona takich postaci jak: Chwościsk (ogon), Piast (tłuczek) i Rzepka. Motyw zjedzenia człowieka przez myszy pochodzi z legend niemieckich. Taką samą śmiercią jak Popiel zginął zły biskup Hatto 10. Autor odrzucił całkowicie jako bzdurną współczesną mu próbę racjonalizacji legendy, w której Popiel powieszony za karę przez poddanych i zjedzony pośmiertnie przez myszy. Wanda i czeska Libusza były postaciami całkowicie nieprawdopodobnymi, bowiem Słowianie nie uznawali nad sobą władzy kobiet. Św. Olga, władczyni Rusi Kijowskiej była pochodzenia wareskiego (germańskiego) i rządziła jedynie w imieniu swego małoletniego syna, Światosława.



Brückner wywarł duży wpływ na późniejszych badaczy Słowiańszczyzny. Część autorów zgadza się z nim, podczas gdy inni zarzucają mu hiperkrytycyzm.



1 Odsyłam do postów: ,,Gall Anonim’’ i ,,Czy Gall Anonim był Chorwatem?’’

2 Odsyłam do posta: ,,Bł. Wincenty Kadłubek’’.

3 Odsyłam do posta: ,,Prasłowiańskie źródła nowszej poezji polskiej’’.

4 Odsyłam do posta: ,,Kronika Słowian’’.

5 Określenia tego użyłem w swojej powieści fantasy ,,Tatra’’ (2018).

6 Odsyłam do posta: ,,Korfanty’’.

7 Odsyłam do posta: ,,Paskuda – Zalotnik’’.

8 Odsyłam do posta: ,,Upiór. Historia naturalna’’.

9 Odsyłam do posta: ,,Dzieje’’.

10 Odsyłam do postów: ,,Hatto i myszy’’, ,,Rycerz i myszy’’ oraz ,,Widerolf i myszy’’.

środa, 16 września 2026

Białoruski wilkołak

 


,,Na Białej Rusi czarownik przewraca się trzykrotnie przez nóż zatknięty w ziemi z osobliwszym (nieznanym) zaklęciem i staje się wilkiem; taki wilk, większy od zwykłego, ma szczególniej wielką głowę, cztery oczy; nasyciwszy się krwi ludzkiej, przewraca się znowu przez ów nóż w stronę przeciwną i staje się człowiekiem; gdyby ktoś ów nóż z ziemi wyrwał przedtem, musiałby wilkołak na zawsze wilkiem pozostać; czarami można pospolitych ludzi odmieniać w wilków, które płaczą łzami ludzkimi, gdy je ścigają'' - Aleksander Brückner ,,Mitologia polska. Studium porównawcze''



 

Białoruski wampir

 



Ryc. za: Valery Slauk


,, [...] na Białej Rusi wupar przylega językiem ostrym jak żądło do piersi i zadaną ranką wysysa krew gorącą, najpierw tych, którzy mu wrogami byli za życia a potem i swoich; ofiarę poznać po bladej twarzy, nie przytaczam opowiadań jak można wupara zobaczyć'' - Aleksander Brückner ,,Mitologia polska. Studium porównawcze''




Ryc. za: countryflags

 

    W powieści ,,Harry Potter i Zakon Feniksa'' Rubeus Hagrid pokłócił się o coś z wampirem spotkanym w Mińsku. 

Zatopiona wieś

 

,,Dzięki ustaleniom takich badaczy jak profesorowie Kazimierz Godłowski, Jerzy Kolendo czy Michał Parczewski, wiemy już, że prasłowiański Biskupin to naukowa legenda oraz, że w pierwszej połowie I tysiąclecia po Chr. obszary między Odrą a Wisłą zamieszkiwały społeczności germańskie, a Słowianie pojawili się tam wraz z początkami wczesnego średniowiecza’’ - Aleksander Bursche ,,Barbarzyńskie tsunami. Okres Wędrówek Ludów w dorzeczy Odry i Wisły’’



Dziadowska Karczma nie była taka jak inne austerie. Zbudowana z bali i chroniona od deszczu drewnianym gontem, została pieczołowicie pomalowana smołą. Stała w głębi Lasu Ciemnego na ziemiach późniejszej Analapii, trzynaście wiorst od najbliższego sioła. Wiodąca do niej droga była tajemna, zakryta przed wzrokiem profanów. Znały ją tylko z pokolenia na pokolenie wędrowne dziady, śpiewające stare pieśni przy dźwiękach liry korbowej, a także wiedźmy, Giptowie, wałęsy, niebieskie ptaki, domokrążcy; cała ta zbieranina nazywana ludźmi luźnymi. Zazdrośnie strzeżona wiedza, przekazywana przez starych mistrzów włóczęgi i żebractwa młodym adeptom pozwalała iść przez dziką puszczę równie pewnie i bezpiecznie co po bitej drodze w świetle dnia. Drzwi Dziadowskiej Karczmy były dla nich otwarte całymi dniami i nocami. Jako zapłatę wystarczyły liście opadłe lub zerwane z drzew, które w oczach oberżysty były cenne jak talary. Ściągały tu, zwłaszcza w październiku dziady z całej Sklawinii, racząc się w blasku świec najprzedniejszym miodem, pieczystym, kołaczem, makowcem i wszelkimi innymi smakołykami. Roznosiły je urodziwe, półnagie panny z ogonami lisic i wiewiórek, podczas gdy odziany na czarno karczmarz krył się w cieniu za kontuarem z jarzącymi się, żółtymi oczami i nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Od paru już dni na tronie Zviezdunów zasiadał Wrzesień, zaś jego panowanie było dżdżyste. Od zmierzchu do pełnej dziadów gospody wkroczył nowy gość. Był chudy i wysoki. Miał gorejące spojrzenie, sięgającą pasa, białą brodę i brudną, połataną tunikę, przepasaną konopnym sznurkiem.

- Piwa i jadła! - Rzucił władczym tonem i stronę kontuaru i już wyjął jako zapłatę trzy suszone listki mięty i wylinkę zaskrońca, tylko tu cenną jak najczystsze złoto z Ofiru.



Natychmiast otrzymał pełen kufel i pieczoną kurę, obficie doprawioną drogocennym pieprzem z Bharacji. Pożywiał się łapczywie niczym wygłodniały wilk. W obrębie Dziadowskiej Karczmy nikogo to jednak nie dziwiło; dwory możnowładców z ich etykietą znajdowały się bowiem daleko. Spojrzenia opitych miodem biesiadników wyrażały ogromny szacunek dla przybysza. Rozpoznano w nim bowiem po zawieszonej na szyi ozdobnej kaptordze samego Weredyka Powsinogę, sławionego w pieśniach jako największy jurodiwy tamtych czasów. Zgodnie ze znaczeniem swojego imienia, nigdy nie skalał swych warg kłamstwem. Przeciwnie; mówił prawdę zawsze, bez względu na okoliczności. Wśród upominanych przez niego władców był srogi Niemierza, książę Dobrudży i największy łowca jakiego znał świat. Kiedy Weredyk rozprawił się z kurą, do jego stołu podeszło dwóch młodszych odeń, lecz i tak siwych jak gołębie lirników, aby nawiązać rozmowę.

- Powiedz nam, Mistrzu Prawdomówny, jakie to ziemie przemierzałeś? - Zagaił lirnik, zwany Jakuszem.

- Przyszedł to od strony Śnina. - Odparł Powsinoga głuchym głosem, w który cała karczma wsłuchiwała się z należną czcią.

- Grodu żeńców? - Spytał drugi lirnik nazywany Kręciwąsem.





Ryc. za: mythicalcreatures.info


- Nie żeńców jeno snów! - Zirytował się Powsinoga. - Śnin jest grodem snów. W przylegającym doń świętym gaju na łożu z miękkiego mchu spoczywa od wieków leśny bożek Aburgabus.

- Nie znamy go. - Przyznali bezradnie obaj lirnicy.

- Aburgabus, syn Boruty i czystej Dziewanny ma rogaty łeb i kopyta koziorożca, takiego jak te co śmigają po ośnieżonych szczytach Montanii. Ręce z kolei posiada jak człowiek. Pokrywa go zielonkawe futro. Nie je, nie pije, nie mówi, ani też nie bryka z kozłami wśród kniei. Zamiast tego śpi i śni dniami i nocami. - Powsinoga zrobił przerwę w opowiadaniu, aby pociągnąć łyk piwa. - Jego sny nie są zwyczajne, jeno barwne i osobliwe. Każdy z nich potrafi się ziścić w trybie natychmiastowym. Wiecie co to oznacza? Całe opole śnińskie jest zaczarowane. Na jego obszarze nic nie jest niemożliwe, a piękno miesza się z grozą. Nikogo w Śninie nie dziwią deszcze pieczonych kasztanów, wieprze unoszące się na skrzydłach z pokrzywy, dziki dosiadające ważek, białe krety jako woźnice, ani koty wydające wyroki w sądach. Kiedy bawiłem w Śninie urodziwa panna o zielonych włosach poczęstowała mnie najwyborniejszym kajmakiem, godnym stołu zamorskiego króla. Następnie na moich oczach zamieniła się w krokodyla. Zamiast ogona miała pień brzozy zakończony zielonym podbierakiem rybackim. Rozdziawiła paszczękę, aby mnie pożreć, przeto dałem drapaka. Kiedy uciekałem, przebierając giczołami, z czarnego jak kir nieba spadały tu i ówdzie rozpalone do białości monety. Żadnej, rzecz jasna, nie podniosłem, pomimo tego, że szydziły ze mnie. Wolałem jednak, aby krążki roztopionego metalu nazywały mnie tchórzem, niżbym miał przez nie oparzyć sobie ręce, taki mój dziadowski rozum! Ścigały mnie żmije, łopoczące skrzydłami nietoperzy. Co rusz, któraś z nich kąsała mnie, zostawiając na pamiątkę bolesny czyrak na ciele. Wreszcie, wzywając imienia Zennicy, piastunki dobrych snów, wydostałem się poza obręb magii Śnina. Tak to już jest, że kiedy Aburgabus śni koszmary, cierpią wszyscy wokół! - Powsinoga zrobił sobie przerwę na łyk piwa.

- Co było dalej? - Dopytywali się słuchacze.



- Zziajany jak pies, po ucieczce przed sennymi marami usiadłem na kamieniu nad brzegiem jeziora. Byłem głodny jak kotszur, przeto wszedłem po kolana do wody. Wypatrzyłem płotkę i pochwyciłem ją za skrzela. Przez lata dziadowskiej tułaczki opanowałem dobrze sztukę łapania śliskich ryb bez wędki, samymi rękami. Rzuciłem płotkę na brzeg, aby ją ukatrupić i spożyć. Wtedy ryba powiedziała mi: ,,Daruj mi życie, a opowiem ci historię’’. Choć w brzuchu burczało mi jak w kipiącym kotle czarownicy, przystałem na jej prośbę.

- Co ci powiedziała ryba? - Spytał Jakusz, rozczesując palcami siwą brodę.

- Prawiła o sobie, że była zaklętą w rybę Przemiłą, córką naczelnika zatopionej wsi Złotoborze, spoczywające pod falami jeziora. Słuchałem jej oniemiały, nie wiedząc czy to prawda czy też duby smalone…

- A mówią, że ryby nie mają głosu, he, he. - Wtrącił podchmielony Kręciwąs.

- … Wieś to była wielce zamożna. Mieszkali w niej wolni kmiecie, dumni i nawet na przednówku nie znający głodu. Złoto było tam tanie jak srebro, zaś złoto jak słoma. Białki odziewały się we wzorzystą kitajkę latem, zaś w sobole zimą. Przez cały rok uginały się od wszelkich fikuśnych ozdób z jantarów i innych błyskotek. Konie miały złote podkowy i żuły owies z marmurowych żłobów. Domy o ścianach pomalowanych w smoki i żar – ptaki oraz ulice były czyste i zadbane. Liczne dzieci chowały się zdrowo i żadne z nich nie zaznało lodowego ostrza Mar – Zanny. W Złotoborzu nie było dybów ani pręgierza. Złodziej nie kradł, morderz nie mordował, gwałciciel nie gwałcił, więc i kat nie czynił swojej powinności. Zdarzało się, że okoliczni książęta pożyczali pieniądze od złotoborskich gospodarzy. W razie najazdy złotoborzanie z odwagą zajadłych lwów z jaskiń Ojcowa bronili mężnie swojej wolności. Pomni nakazu Enków nie odmawiali nigdy gościny ani strawy zbłąkanym wędrowcom, pukającym do ich drzwi. Chwalono ich przeto na ziemiach między Viraną a Visaną i za wzór stawiano.




Ryc. za: HalhatatlanHalando


Przed trzydziestu sześciu laty wieś założył junak Złotobor, co tłumaczy jej nazwę. Z oblicza i postawy wielce podobał się niewiastom. Dumali nawet ludzie czy nie był Jarowitem, przemierzającym świat w ludzkim przebraniu. Przybył z daleka, z ziemicy Tocharów, gdzieś na Wschodnim Końcu Świata. Podróżował podniebnym szlakiem, dosiadając Cikavaca. Rumak ten przypominał rudego konia z głową i skrzydłami dudka, a do tego umiał zionąć ogniem jak smok. Nad wielką rzeką Oką, ujrzał Złotobor nagusieńką białogłowę, skrępowaną powrozami. Leżała na brzegu, z rzeki zaś wychodziły raki i żarły ją żywcem. Darła się jak potępiona dusza w Nawii Čortów. Złotobor zeskoczył z grzbietu Cikavaca i już miał jej pomóc, gdy mieszkający nad Oką rybacy wyjaśnili mu przyczynę tak srogich męczarni.



- Oto ukaraliśmy wiedźmę Bobrojedkę, służebnicę węża piekielnego Gorynycza. Natchniona przezeń sprowadzała pomór na ryby, aby nas zagłodzić. Po dwakroć przywiodła do naszej wioski zbójców, którzy nas łupili i mordowali. Nie wierz jej, panie, bo od ciągłych kłamstw nabawiła się już zeza!

Złotobor wysłuchał wyjaśnienia. Pokiwał głową, zatopił miecz w piersi konającej czarownicy, po czym poleciał dalej. - Powsinoga zamyślił się. - Przez bitą godzinę ryba prawiła mi o wszystkich smokach i zbójcach, których Złotobor ubił jak to junacy mają w zwyczaju. Kiedy doleciał do krainy Pałuków, napotkał szczep zwany Dzikusami. Wyobraźcie sobie, że przez cały rok, mężowie i niewiasty z tego szczepu chodzili goło jak ich Jarowit stworzył. Żarli żołędzie jak kabany. Zimę zaś przesypiali w ziemnych jamach zwyczajem niedźwiedzi. Złotobor zakasał rękawy i zabrał się do roboty. Pouczył ich o oddawaniu czci Agejowi i Enkom. Z mozołem pokazał im jak należy uprawiać ziemię, hodować zwierzęta i rozpalać ogień. Uczył ich cierpliwie wszelkich sztuk i rzemiosł oraz nadał prawa. Na koniec pobłogosławił ich słowami.

- Niech wasza praca wam popłaca i niech was ozłaca!

Dosiadł swojego latającego stwora i udał się na zachód ku nowym przygodom.

- Powiedz nam, Mistrzu Prawdomówny dlaczego Złotoborze znalazło się pod wodą? - Dopytywali słuchacze.




Ryc. za: Ojtek86


- Z czasem przybył w tamte okolice Łysek, wędrowny głosiciel Złotego Tura. Był chudy jak tyka, a łeb miał gładki niczym kolano. Odziany w czarny chałat, nosił na szyi złoty talizman; węża przebitego dwiema włóczniami. Pod wpływem jego kazań złotoborzanie postawili cztery karczmy i cztery zamtuzy, wszystkie otwarte dzień i noc. Od Nyi Złotego zakupili licznych niewolników i niewolnice, aby nie musieć samemu pracować. Odtąd trzask batów i jęki udręczonych rozbrzmiewały w Złotoborzu od świtu do zmierzchu. Młodzi poczęli podnosić ręce na swych ojców i matki. Niedołężnych starców wypędzano precz. Niechciane dzieci porzucano na żer psom i świniom. Pragnienie zabawy stało się najwyższym prawem. Powszechnie zażywano durmany, wpędzające w szaleństwo jak też warzono piekielne mikstury sprowadzające poronienia i bezpłodność. Łysek, niesyty wyrządzonych szkód, nawoływał złotoborzan do krwawego podboju wszystkich szczepów Sklawinów i Antów. Miało powstać imperium, jak te, którym władał przeklęty Kościej przed potopem. - Powsinoga wzdrygnął się ze zgrozą. - Enkowie wysłali do Złotoborza dwóch starców siwobrodych, w białe szaty odzianych, aby wzywali do opamiętania. Złotoborzanie jednak, podburzeni przez Łyska, pochwycili obu wieszczów. Zelżyli ich, obdarli z szat, a następnie wbili na pale. Posłuchali Łyska także wtedy gdy nakazał im pić krew pomordowanych wieszczów. Łatwo zgadnąć co było dalej. Nastąpiło oberwanie chmury. Lało tak długo, aż Złotoborze zamieniło się w jezioro, a jego mieszkańcy w ryby. Płotka skończyła opowiadać, ja zaś pozostałem głodny i zły…

- Jaki z tego morał? - Spytał Jakusz.

- Zapewne… zapewne… wódka szkodzi. Zwłaszcza w dużych ilościach! - Wypalił Powsinoga.

Wszyscy słuchacze wbili wzrok w podłogę, bo i oni nie wylewali za kołnierz.