,,Cymbrowie,
lud,
który w r. 113 prz. Chr. wraz z Teutonami najechał państwo
rzymskie. Pochodzenie C. nie jest definitywnie wyjaśnione: jedni
uczeni uważają ich za Celtów, inni za Germanów. - Początkowo
Rzymianie ponosili w spotkaniu z C. straszne klęski, później
pod wodzą Marjusza, przywykłszy od ich sposobu wojowania,
rozgromili ich pod Vercelae, 101 r.’’ - ,,Encyklopedia Powszechna
Wydawnictwa Gutenberga tom 3 Cauer Emil do Dewon’’
-
Kra, kra, kra!
Z
czterech narożników świata zleciały się całymi chmarami
wygłodniałe kruki i wrony. Kłębiły się czarną masą, niemal
zakrywającą Słońce, nad niewielką wsią Cetnem, leżącą na
zachód od grodu Sedinum. Oczekiwały obfitego żeru, kołując nad
dwiema potężnymi armiami; germańską i słowiańską. Bitwę
poprzedzały znaki na niebie w postaci ognistych kul, czarnych plam,
szpecących tarcze Słońca i Księżyca, krwawego deszczu oraz
zamiany wody w studni w zielony śluz. ,,Oto
zbliża się sąd Enków nad ludzką chciwością i brakiem
miłosierdzia – żercy
uspakajali strwożony lud. - Germanie
znów najadą nasze ziemie, lecz ich pycha i złość zostaną
złamane jak słomka, trzaskająca w ogniu’’.
Germanie istotnie najechali Sklawinię, wiecznie niesyci łupów;
branek, złota, niewolników i czczej sławy niszczycieli pokoju.
Fot. za: Ford Van Hoist
Pod
Cetnem dowodziły Słowianami dwie powszechnie szanowane królowe,
córy króla Czarnogłowa o imionach
Sedina i Żywia. Pierwsza z nich wzniosła swój gród stołeczny,
nazwany od jej imienia Sedinum u ujścia Odirny do Morza Srebrnego,
podczas gdy jej siostra, Żywia była władczynią Bliskiego Zachodu.
Sedina dosiadała w bitwie białej klaczy jednorożca imieniem
Zadymka, której róg i kopyta były ze lśniącego złota. Nad nią
powiewała stanica z wyobrażeniem szkarłatnej głowy gryfa w złotej
koronie w polu błękitnym. Królowa, okryta kolczugą nosiła hełm
z metalową maską, chroniącą twarz. Rozdawała na prawo i lewo
zabójcze ciosy żelazną buławą; kulą najeżoną kolcami. Silna i
nieustraszona jak Amazonka nigdy nie chybiała ciosu. Każde
zadane przez nie uderzenie wyrywało duszę z ciała niczym ukłucie
lodowego ościenia Mar – Zanny. Na równie ze swoimi wojami Sedina
rzucała się w największy wir walki, aż serca nieprzyjaciół
napełniły się mimowolnym podziwem dla jej męstwa. Niegdyś
Czarnogłów osobiście uczył swoje córki walki każdym orężem,
teraz zaś w godzinie próby ta nauka nie poszła w las.

Sedina
wypatrzyła w bitewnym zgiełku Biesmargła, syna Tustana, króla
Teutonów. Biesmargł otrzymał przydomek Słowianobójcy, bowiem
podczas trzech wypraw wojennych spalił cztery setki wsi
słowiańskich, wycinając w pień wszystkich mężów, a nie
szczędząc też niewiast, dziatek i zwierząt.
-
Gotuj się na spotkanie z Wotanem, ty paskudny wąsaczu! - Sedina
wrzasnęła jak harpia, widząc niegodziwego wroga.
-
Odłóż tę zabawkę i wracaj do warzenia strawy, dzieweczko, albo
ci rzyć zerżnę za karę! - Biesmargł, zalany krwią pobitych
wrogów zaśmiał się urągliwie.
Pomimo
zmęczenia Sedina nie straciła nic z siły ani bystrości umysłu,
potrzebnych w walce. Trach! Pod pierwszym
ciosem jej oręża złamał się Naresul, sławiony w pieśniach
miecz Teutonów, przechowywany w królewskim rodzie Biesmargła przez
całe pokolenia. Trach! Drugim uderzeniem Sedina zdruzgotała
szkarłatną tarczę
nieprzyjaciela. Trach! Przed trzecim ciosem nie ocalił butnego
Biesmargła solidny hełm z żelaza, zdobiony rogami tura. Powiadali
później Teutoni, że Sedina nie zważała na prośby ich wodza o
wzięcie do niewoli i zapłatę okupu
miast odebrania życia.
-
Me imię jak kruk spadnie na Słowian, ma Wieża splugawi twój gród!
- Umierający Biesmargł wykrzyczał jeszcze klątwę nim oddał
duszę Wotanowi.
Szala
zwycięstwa jęła przechylać się na stronę Słowian. Niejeden
Teuton podążył do Walhalli ugodzony żelazną buławą Sediny i
złoconą włócznią Żywi, zatrutymi strzałami, mieczami i
toporami. Wtedy to teutoński trębacz imieniem Hamadal dobył
bojowego rogu i zadął w niego przeciągle.
-
Cymbrowie idą! - Wieść ta
obiegła całe pole bitwy, budząc nadzieję na krwawe zwycięstwo w
jednych, a lęk przed niewolą i rzezią w drugich sercach.
Cymbrów,
przybyłych w półwyspu Himbersysel łączył układ wojskowy z
Teutonami, przypieczętowany złożeniem ofiary z białego byka.
Budzili trwogę niczym najprawdziwsze Čorty.
Kupiec Wyszak wspominał niegdyś o nich w swoim raporcie, że czcili
Licho pod imieniem Loki. Dosiadali rosłych ogierów, a ich pancerze
przypominały łuski srebrzystych smoków. Ich płomienne czupryny
zdawały się płonąć, oczy zaś lśniły złowrogo jak zielone
ogniki. Prowadził ich do boju książę Hestvik, przez Słowian
zwany Gościwitem, blady jak Mar – Zanna i straszny niczym pożoga.
Dosiadał karego ogiera Kirmuna z grzywą i ogonem barwy płomieni,
czerwonymi oczami i trzema plamami przypominającymi rubiny na
zadzie. Lewą dłoń zaciskał na rękojeści dwuręcznego miecza
Daragira, wznosząc go wysoko nad głową niby grom śmiercionośny.
Straszni w boju byli Cymbrowie. Gromili bitnych Słowian, jakby samo
Licho wspomagało ich czarami
piekielnymi. Hestvik, czerwony od przelanej posoki wojów jak rzeźnik
po całym dniu pracy, odszukał Sedinę coraz bardziej zmęczoną
nieustającym zmaganiem. Uchylił się przed ciosem jej buławy,
wciąż pokrytej resztkami mózgu Biesmargła, po czym zatopił miecz
w nieosłoniętym boku Zadymki. Biała klacz jednorożca zwaliła się
na ziemię jak podcięte drzewo i wyzionęła ducha. Nie cierpiała
długo. Obolała po upadku Sedina, stanęła na nogi i spojrzała
hardo w twarz księcia Cymbrów.
-
Co ci uczyniło to niewinne zwierzę, żeś je tak okrutnie
zamordował? Nie ujdziesz kary, ty, ty… wilkołaku! - Po raz
ostatni zamachnęła się na Hestvika buławą.
-
Odłóż tę zabawkę, laleczko, bo nie jest odpowiednia dla małych
dziewczynek. - Z szyderczym uśmiechem Hestvik wykręcił z siłą
imadła dłoń Sediny, zmuszając ją do wypuszczenia oręża. -
Hasold! Suran! Spieszcie do mnie, nałożyć pęta tej wendyjskiej
suce! - Dwóch palatynów Hestvika przybiegło skrępować królową
Słowian grubymi powrozami.
Sedina
na próżno kopała, gryzła i miotała na swoich oprawców
najohydniejsze klątwy. W międzyczasie bitwa zamieniła się w rzeź.
U stóp starej wierzby Żywia broniła się zaciekle, mając u boku
swego dwóch rycerzy; Mściwoja i Mirosława. Choć nie brakowało
jej odwagi, pojęła, że nie zdoła zwyciężyć. Zacisnęła przeto
broń na szafirowej broszy, podarowanej
niegdyś przez jej ojca, króla Czarnogłowa. ,,Tjernoglaffi’’
- Wyszeptała słowo niegdyś jej przekazane jako sekret życie
ratujący. Wtem królową Bliskiego Zachodu i jej najwierniejszych
rycerzy zakryła burzowa chmura i uniosła w bezpieczne miejsce.
Droga na Sedinum stanęła jednak dla Cymbrów i Teutonów otworem…
*
Sedina
otworzyła oczy, kiedy wylano jej na głowę wiadro lodowatej wody.
Włosy miała potargane i zlepione krwią, prawe oko podbite, zaś
dłonie skrępowane powrozami. Nie było dobrze. Stali nad nią
uzbrojeni po zęby Cymbrowie. Pokazywali ją sobie palcami i
wymieniali na jej temat rubaszne krotochwile. Wtedy to nadszedł
Hestvik i nachylił się nad zwyciężoną królową.
-
Ujarzmiłem twój lud mocą swojego ramienia – oznajmił wyniośle.
- Mogę darować ci życie jako ostatniej nałożnicy na moim dworze.
-
Gzić
możesz się z maciorą a nie ze mną. - Sedina zawarczała w
odpowiedzi jak sama Żweruna.
Ryc. za: Andragorys
Hestvik
kopnął ją rozgniewany w
pierś ku uciesze swojego wojska. Oprócz zbrojnych mężów Sedina
ujrzała także osławione cymbryjskie kapłanki. Były to staruchy
siwowłose, z których każda mogła pozować do obrazu Baby Jagi.
Szły za cymbryjskimi hufcami boso i odziane w białe szaty. Składały
jeńców w ofierze Lokiemu to jest Lichu, poprzez gotowanie ich
żywcem w kotłach. Sedina, dotąd odważna jak berserk, na ich widok
zadrżała po raz pierwszy z trwogi. Wiedziała z wiarygodnego
raportu Wyszaka, że swym okrucieństwem przewyższały nawet
najdzikszych oprawców.
-
Jaką piękną zwierzynę
złowiłeś dla Lokiego, mój synu! - Ucieszyła się królowa matka,
Maniffea, przełożona kolegium kapłanek.
Pochyliła
się nad związaną Sediną i pogłaskała jej policzek szponiastą
dłonią.
-
Moje kochane słoneczko! - Głos Maniffei ociekał słodyczą. -
Zapewnimy ci takie pieszczoty, jakich żadna mysz nigdy nie zaznała
z łap kota! - Sedinę przeszły ciarki. Nie miała już siły
krzyczeć.
Hestvik
przemówił do arcykapłanki Lokiego.
-
Pozwól, matko, że ta Słowianka zginie inną śmiercią.
-
Co zamierzasz z nią uczynić, synu?
-
Widziałem w Pomori z dala od ludzkich osad stary kurhan usypany na
polanie. Nikt z miejscowych nie ośmiela się zapuszczać w te
strony.
-
Brzmi ciekawie – Maniffea zaczynała pojmować zamiar swego syna.
-
Ciśniemy Sedinę jak najbliżej tego kurhanu po czym oddalimy się
spiesznie. Niechże ją zeżrą strzygi, wąpierze, draugary, trolle
i wszelkie inne nocne szkarady.
-
Podoba mi się ten pomysł! - Maniffea klasnęła z uciechy w żylaste
dłonie. - Myśle, że nasz pan, Loki będzie wielce rad z losu jaki
czeka ten pomiot Cierniogłowa!
Uzgodniwszy
ze swą matką sposób uśmiercenia Sediny, Hestvik rozkazał pięciu
swoim najbitniejszym wojom, Ulfhednarom, noszącym hełmy z wilczych
skór, aby za wszelką cenę odnaleźli zbiegłą królową Żywię.
Po schwytaniu mieli ściąć jej głowę i przynieść księciu. Jako
nagrodę za ten krwawy czyn Hestvik wyznaczył pięć złotych
pierścieni.
Ciało
głodnej i spragnionej Sediny pokrywały niezliczone guzy, sińce i
świeżo zabliźnione rany. Dwóch rosłych Cymbrów pochwyciło ją
za spętane ręce i nogi. Pod bacznym okiem jadącego konno Hestvika
zanieśli ją w stronę owianego złą sławą kurhanu. Słońce już
zaszło i z wolna zapadały ciemności gdy cisnęli królową na
ziemię niczym worek wypełniony rzepą.
-
Wzywaj teraz do woli Cierniogłowego a może wyzuje cię z łowczych
obierzy! - Hestvik roześmiał się szyderczo i splunął.
Razem
z księciem rechotali jego wojowie i towarzysząca mu królowa matka.
-
Pa, myszko. Baw się dobrze. Zaraz tu przyjdzie kot bury i obedrze
cię ze skóry, hi, hi! - Maniffea wykrzywiła się złośliwie w
stronę Sediny, po czym razem z całym orszakiem odjechała,
oddalając się pospiesznie od oświetlonego księżycowym blaskiem
kurhanu.
Pod
gwiazdami nawoływały się piskliwie nietoperze.
-
Jeśli… taka wola Ageja… przyjdź Mar – Zanno.. i uczyń swoją
powinność… - Słowa modlitwy wychodziły z ust Sediny jedynie z
najwyższym trudem.
Mar
– Zanna nie nadeszła jednak. Nie zjawiła się krwiożercza
strzyga, nocnica o ognistych oczach, trzymająca kindżał w zębach,
wąpierz, wilk, wilkołak,
ani morus, specjalizujący się w duszeniu niewiast. Sedina ujrzała
natomiast jakieś pocieszne karzełki, wychodzące z głębi kurhanu.
Miały bladą cerę, przywodzącą na myśl blask Księżyca, prawie
łyse głowy oraz brzydkie acz poczciwe twarze z czarnymi,
paciorkowatymi oczami i odstającymi uszami. Szczebiotały coś
między sobą niczym ptaki lub cykady.
-
Majaczę… - Szepnęła do siebie nieszczęsna Sedina i straciła
przytomność.
*
Nigdy
w życiu nie spała tak
długo. ,,Jeśli jakiś
kronikarz spisze moje przygody, zostanę zapamiętana jako Śpiąca
Królewna!’’ -
Uśmiechnęła się do
swoich myśli. Spostrzegła, że na jej przegubach i kostkach nie
było już więzów. Wstała z miękkiego materaca ze złotogłowiu,
wypełnionego łabędzim puchem, na którym spała przykryta wilczą
skórą. Sklepienie nad jej głową tworzyło kopułę. W komnacie
niewiele było światła, prócz migotliwego blasku rzucanego przez
rozsiane hojną ręką różnobarwne klejnoty. Miejsce, w którym
znalazła się Sedina pachniało świeżą, wilgotną od rosy ziemią.
-
Gdzie jestem? Czy to Nawia? - Spytała na głos królowa.
-
Witaj w naszym kurhanie, pani. - Sedina wzdrygnęła się, widząc
ponownie blade karzełki.
-
Nie lękaj się nas. Jesteśmy julki. Nasi prarodzice, Jul i Jula
zostali zrodzeni przez Mokoszę w tej samej erze trzeciej co
krasnoludki. Kurhan, w którym mieszkamy, wnosił się na tej ziemi,
nim jeszcze nastały wody potopu. Ludek nasz chociaż mały jest
stary i mądry.
-
Zowię się Sedina…
-
Wiemy o nieszczęściu, które spotkało ciebie i twój lud, pani –
rzekły julki. - Kiedy Cymbrowie porzucili cię tu związaną, nie
mogliśmy na to patrzeć bezczynnie. Zaklęciem lewitacji,
umieściliśmy cię, pani, wewnątrz naszego kopca. Nasza maść z
trzydziestu ziół wyleczyła twe rany, nawet blizn nie zostawiając.
Byłaś wygłodzona i odwodniona aż litość brała, pani. Gdy
spałaś, karmiliśmy cię przeto ożywczym wywarem, tłoczonym w twe
żyły przez złotą igłę. Zmyliśmy też całą krew, kurz i brud,
zakrywające krasę twego ciała, pani. - To ostatnie zdanie julki
wypowiedziały z wahaniem i nie bez rumieńca wstydu.
-
Niech wszyscy Enkowie wam
wynagrodzą! - Uradowana Sedina klasnęła w dłonie. - Kto jest
waszym władcą? - Spytała po chwili.
-
Panują nad nami z mandatu Welesa i Mokoszy król Słowek wraz z
królową Darudą. - Odpowiedziały julki.
-
Pragnę ich poznać. - Wyznała Sedina.
-
Podążaj przeto za nami, pani.
Ryc. za: cupidpoetry7777
Julki
zaprowadziły Sedinę do sali tronowej, której podłoga, sufit i
ściany były wyłożone złotymi łuskami. Trony króla i królowej
przypominały wielkością meble ustawione w domu dla lalek.
Zasiadający na nich monarchowie wyglądali inaczej niż ich poddani.
Podobni byli bardziej do eterycznych elfów z długimi, złocistymi
włosami, spiczastymi uszami i wielkimi oczami o głębokim
wejrzeniu. Na głowach nosili złote korony. Daruda miała na sobie
suknię z płatków bladej róży, podczas gdy Słowek odziany był w
połyskliwy chiton granatowej barwy.
-
Jestem wam nieskończenie wdzięczna za ocalenie mi życia. - Wyznała
Sedina.
Daruda
powstała z tronu i z uśmiechem podała Sedinie złotą tacę.
Leżała na niej kromka chleba z miodem i czosnkiem.
-
Zjedz, kochana… - Zachęciła królowa julek.
Sedina
poczęstowała się. Jej serce napełniła nieopisana błogość.
-
Nigdy nie jadłam niczego tak dobrego.
-
To był rajski chleb, jaki w Nawii Jasnej spożywają jytnas.
-
Jak trafił w wasze ręce?
-
My, julki żyjemy w większej zażyłości z Agejem i Enkami niż
ludzie. - Objaśniła Daruda.
-
Rada byłabym zamieszkać z wami na stałe w waszym kopcu. -
Rozmarzyła się Sedina. - Może znacie jakiś czar, który
zamieniłby mnie w jedną z was? - Spytała głosem pełnym nadziei.
-
Tobie, dostojna pani siostro – Daruda pokręciła głową –
Enkowie przeznaczyli co innego niż nam. Masz władać ludźmi na
powierzchni, nie zaś mieszkać z nami w kopcu.
-
Wszak straciłam już swoje królestwo! - Jęknęła Sedina.
-
Pomożemy ci je odzyskać. - Zapewnił Słowek.
-
Jesteście tacy mali… bez obrazy. Naprawdę zamierzacie walczyć ze
zbrojnymi mężami?
-
Mamy bliższy kontakt z Trygławem niż ludzie. - Oznajmiła Daruda.
- Ten, kogo zowią również Welesem pozwala nam za życia odwiedzać
Nawię. Jytnas nigdy nie odmawiają nam potrzebnych narzędzi, broni,
nawęzów, leków. W razie czego mogą nawet osobiście stawić się
do boju przeciwko chwalcom Licha. - Oczy Sediny zapłonęły
radośnie, a na jej twarzy po raz pierwszy od dłuższego czasu
pojawił się uśmiech.
*
Ryc. za: wolf - minori
,,Kiedy
Hestvik zasiadł na tronie w zdobytym przez siebie Sedinum, poniechał
zupełnie rycerskiego rzemiosła. Pędził odtąd gnuśnie dnie i
noce na niekończących się hulankach. Przy stołach zastawionych
pieczonym mięsiwem, opróżniał beczki piwa, wina i miodu, grał
namiętnie w kości i pozbawiał wianków wzięte do niewoli panny.
Nie dbał przy tym ani o stanowienie prawa, ani sprawowanie sądów.
W tym czasie puszczeni samopas wojownicy cymbryjscy, samowolnie
łupili wszystkie dobra materialne jakie tylko zdołali unieść.
Niczym deszcz obfity w całym podbitym królestwie rosiły ziemię
łzy pohańbionych niewiast. Nienawiść do bezlitosnych najezdników
tliła się w pozornie tylko ujarzmionych sercach słowiańskich
niczym lawa zimna z wierzchu a gorąca w środku. Dzień pomsty spadł
na Hestvika i jego Cymbrów
niczym potrzask. Oto powróciła spod ziemi, uznana już za zmarłą
królowa Sedina. Dołączyła do niej jej siostra, Żywia, zstępująca
na ziemię na śnieżnobiałym obłoku. Obie królowe zgromadziły
pod swoją stanicą stada gryfów oraz zajadłych bestii z Puszczy
Wkrzańskiej: wilków, rysiów, niedźwiedzi, rosomaków, turów,
żubrów, dzików i trusi, to jest olbrzymich węży o jadzie
palącym. Do boju stawili się także polegli przed wiekami witezie,
przybyli za zgodą Trygława z Jasnej Nawii. Wszyscy byli okryci
złocistymi zbrojami, zaś nad ich głowami jaśniały ogniste
korony. Hestvik pogrążony w rozpuście i pijaństwie utracił w
jedną noc stołeczne Sedinum, ledwo unosząc własną głowę. Lud
słowiański widząc tę sromotną klęskę Cymbrów, nabrawszy
otuchy, pochwycił za oręż, pragnąc powrotu na trony obu cór
Czarnogłowa. O klęsce Hestvika rozstrzygnęła bitwa pod Pijanowem,
wioską na brzegu rzeki Piany. W czasie krwawego boju, niebo
pociemniało jak włosiany wór. Pioruny biły wściekle, co rusz o
śmierć przyprawiając Cymbrów. Nie wyrządziły za to najmniejszej
szkody Słowianom. Długo potomni mawiali z przejęciem, że nawet
gwiazdy zeszły z nieba, aby wojować przeciw Hestvikowi. Burza
ustała gdy zwycięstwo odniosły Sedina i Żywia. Na niebie
zajaśniała siedmiobarwna tęcza, zaś dumny Hestvik poszedł w pęta
niewoli’’.
Tymi
słowami opisał ówczesne wydarzenia średniowieczny, duński mnich,
Asmund Hakonsen, autor ,,Pieśni o Cymbrach’’, żyjący w
tym samym stuleciu co Saxo Gramatyk.
*
Zwycięska
Sedina podobna była groźnej bogini wojny. Okryta kolczugą, z
rozwianymi na wietrze złocistymi włosami, stała na pobojowisku
wsparta o miecz, aby odbyć sąd nad pokonanym wrogiem. Hestvik,
nawykły do wydawania rozkazów i posłuchu, leżał teraz u jej
stóp, skrępowany i obdarty ze zbroi. W ostatnich dniach utracił
swoje wojsko jak też matkę. Królowa Maniffea wraz z innymi
kapłankami Cymbrów zginęła pożarta żywcem przez wilki.
-
Cóż mam uczynić z tym nędznikiem? - Dumała Sedina.
Wokół
niej trzepotały skrzydłami dwa kruki, jeden po lewicy a drugi po
prawicy królowej.
-
Kra! Wet za wet!
-
Kra! Gwałt niech się gwałtem odciska!
Bezlitosny
książę zadrżał jak osika. Do Sediny podeszła jej siostra, Żywia
z ręką na temblaku.
-
Zważ, pani siostro, że u zarania jedenastego eonu Teost Car Słońce
przebaczył tym, którzy zadawali mu śmierć wielce bolesną.
Sedina
westchnęła ciężko.
-
Zwiążcie tego robaka i puśćcie na Morze Srebrne w łódce bez
żagli i wioseł. Może Jurata ulituje się nad nim.- Wyrok wykonano.
Prawili
różni późniejsi autorzy, że Hestvik ocalał, dopłynąwszy do
brzegu jednej z wysp. Zaczął nowe życie, stając się założycielem
rycerskich rodów ze Szwecji i Danii. Jednak najstarsze źródło,
cytowana już ,,Pieśń o Cymbrach’’ stawia przy dalszych
losach Hestvika wielki znak zapytania.