wtorek, 30 czerwca 2020

,,Nicpoń, najdzielniejszy z rycerzy''








W czerwcu 2020 r. obejrzałem czechosłowacki film fantasy ,,Nicpoń, najdzielniejszy z rycerzy’’ (tytuł oryginału: ,,Popolvar najväšči na svete’’) z 1982 r. w reżyserii Martina Tapaka (1926 – 2015).






Akcja rozgrywa się w realiach przypominających średniowieczną Słowację (sugeruje to wzmianka o górach Matrze, Fatrze i Tatrze).






Piękna królewna Kwiat Miłości była jedyną, ukochaną córką owdowiałego króla Blahosława. Uwielbiała kamienie szlachetne. Poszukując ich, wbrew zakazowi ojca zapuszczała się do Kamiennej Doliny, gdzie przebywał uwięziony potwór.






Tytułowym Nicponiem był królewicz Radko – syn króla Lewosława. Miał dwóch braci: próżnego Prawosława i łakomego Branka. Spędzał dni odziany w łachmany leżąc na piecu i cieszył się sympatią wiejskich dziewek. Za wychowanie królewiczów odpowiadał stary rycerz Szablica. Nocą królewskiego pola owsa tratowały trzy magiczne konie w miedzianej, srebrnej i złotej uździe. Kiedy jego bracia posnęli na warcie, Radko Nicpoń odebrał rumakom ich kosztowne uzdy, a je same puścił wolno. Natomiast śpiącym braciom uciął wąsy. Prawosław i Branko wzgardzili naukami starego Szablicy, więc ten wytrenował na rycerza Radka. Dał mu zaniedbanego czarnego konia imieniem Wicher i Miecz Samosiecz. Radko ocalił uwięzioną królewnę Kwiat Miłości, a potem trzykrotnie zwyciężył dla niej w turnieju rycerskim występując w zbrojach miedzianej, srebrnej i złotej. W finale zdobył jej rękę i serce, podczas gdy jego bracia zamiast księżniczki woleli miedź i srebro.






Rolę antagonisty pełni władca podziemi Zemetras (,,trzęsący ziemią’’?) - kamienny olbrzym o oczach ze szmaragdów, niegdyś pokonany przez Blahosława i uwięziony w Kamiennej Dolinie. Zemetras uczynił swą branką królewnę Kwiat Miłości, która ogarnięta próżnością przyszła tam szukać szmaragdów. Wyswobodził ją z niewoli Radko. Dzięki informacji zdobytej podstępem przez królewnę od samego potwora, Nicpoń wydobył jajo z kaczki pływającej po jeziorze i rozgryzł je uśmiercając antagonistę. Widać tu analogię do innych słowiańskich baśni min. do rosyjskiej o Kościeju.
Jest to przepiękna baśń filmowa dla widzów w każdym wieku opowiadająca o uszlachetniającej potędze miłości ;).

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Św. Evita







,, [...] Maria Eva Duarte - przez Argentyńczyków zwana Evitą - małżonka dyktatora Juana Domingo Perona [...] Dla jednych była dziwką, dla innych świętą. W wielu domach jej portrety wieszano jak ikony, układano o niej wiersze, śpiewano pieśni i modlono się do niej. Rzadko kto wzbudzał tak skrajne emocje. Po odsunięciu Perona od władzy wierzono, że któregoś dnia powstanie z martwych i poprowadzi swój naród w przyszłość. [...] Kiedy w 1996 roku na ulicach Buenos Aires reżyser Alan Parker kręcił musical z Madonną w głównej roli o życiu argentyńskiej pierwszej damy, mieszkańcy miasta protestowali, że ich Evitę gra 'ktoś taki jak ona', a ekipa otrzymywała pogróżki. W obawie przed zamachem postawiono na nogi policję, a Parker skończył film w Budapeszcie'' - Bogusław Kwiatkowski ,,Mumie. Władcy, święci, tyrani''



,,Jabberwocky''







W czerwcu 2020 r. obejrzałem brytyjski film comic fantasy ,,Jabberwocky’’ (ang. ,,Monty Python Jabberwocky’’) z 1977 r. w reżyserii Terry’ego Gilliama (ur. 1940) na motywach poematu Lewisa Carrolla (1832 – 1898).










Akcja rozgrywa się w umownie traktowanej średniowiecznej Europie; w kraju pod panowaniem fikcyjnego króla Bruna Wątpliwego. Jednym z pojawiających się w filmie ahistoryzmów są ziemniaki, które jak wiemy, w prawdziwej średniowiecznej Europie nie były znane.






Tytułowy Jabberwocky był wiwerną (rodzajem smoka) mającego jeden róg na głowie i przednie kończyny przekształcone w błoniaste skrzydła. Potwór mieszkał w lesie gdzie pożerał ludzi. Z jego powodu mieszkańcy miasta nie mogli wychodzić poza jego rogatki, w wyniku czego cierpieli głód i nędzę. Pociechy szukali w praktykach religijnych (,,Jak trwoga to do Boga’’). Król Bruno zorganizował turniej rycerski mający wyłonić pogromcę poczwary. Z Jabberwockym walczyło wielu rycerzy (w tym groźny Czarny Rycerz noszący ogromne rogi na hełmie), lecz ostatecznie zabił go prosty człowiek – bednarz Dennis.







Dennis był synem bednarza. Ojciec wyrzekł się go na łożu śmierci za to, że jak stwierdził ,,nie był prawdziwym rzemieślnikiem’’. Dennis kochał otyłą córkę rybaka Gryzeldę Rybi Cyc, która jednak nie odwzajemniała jego uczuć (przynajmniej do czasu, aż został uznany za bohatera). Dennis za zabicie Jabberwocka, otrzymał połowę królestwa i rękę zakochanej w niej pięknej księżniczki.
Film jest pełen absurdalnego, a czasem też dosadnego humoru Monty Pythona, bazującego na potocznych wyobrażeniach o średniowieczu jako Mrocznych Wiekach.

niedziela, 28 czerwca 2020

Futurystyczna zoologia






,,No, to koniec. Czarna przyszłość nas czeka. Naukowcy są zgodni: w ciągu kilku najbliższych lat ludzkość wyginie. Eksperci od ewolucji przygotowali prognozę, z której wynika, że obszary Morza Śródziemnego i Puszczy Amazońskiej z czasem zamienią się w pustynię, Europa pogrąży się w epoce lodowcowej, zaś wszystkie Boże stworzenia na Ziemi będą musiały się jakoś do tych zmian przystosować. Tak więc na naszej planecie pojawią się olbrzymie, ważące 120 ton Toratony (...). Oprócz Toratonów ujrzymy półmetrowe ślimaki, pomykające rączo przez pustynię (...). Na morskich klifach będą żyły tzw. ryby oceaniczne, które posiądą umiejętność pływania i latania. W pogrążonej w epoce lodowcowej Europie królować będą stworzenia podobne do niedźwiedzi.
   To nie jest wybryk mojej wyobraźni, ta informacja pochodzi z oficjalnych serwisów. (...)'' -
Ksawery ,,Czarny koniec ludzkości''; artykuł z ,,Naszego  Dziennika'' z 2002 roku. 



Yeti w XXI wieku







,,Kilku śmiałków z japońskiej ekspedycji postanowiło wyposażyć się w nowoczesny sprzęt i udać się do Nepalu, by tam odszukać ślady legendarnego człowieka śniegu - yeti...W zwartej grupie alpinistów znalazł się też zoolog. Naukowcy jeszcze nie wiedzą, kogo bardziej mają się spodziewać: człowieka - olbrzyma czy też niedźwiedzia i tak na wszelki wypadek zabrali ze sobą też specjalistę od zwierzątek.
   Wyprawę w okolice jednego z najwyższych szczytów świata - Dhaulagiri (8167 m n. p. m.) w Himalajach będzie pilotować 60 - letni Yoshiteru Takahashi, pracownik firmy budowlanej, który rzekomo miał widzieć w 1994 r. ślady stóp yeti w jaskini położonej na wysokości 4600 metrów n. p. m.
   Poszukiwacze przygód mają już obmyślony plan działania: przy pomocy wszędobylskich kamer osaczą w jaskini yeti. A reszta to już naprawdę przysłowiowa pestka. Wystarczy wyciągnąć zza pazuchy siatkę na motyle... i sprawa załatwiona.
   Rozumiem, że emocje mogą czasem sięgać zenitu, ale żeby tak mylić wirtualny świat science fiction z rzeczywistością...
    Bo kiedy się patrzy na tak dużych bobasów, wydawać by się mogło, że mają już za sobą czas nadmiernej fascynacji poszukiwaczami przygód w stylu Indiany Jonesa czy 'Parku Jurajskiego' Spilberga. Stąd też odnoszę wrażenie, że w całej tej eskapadzie osaczenia najbardziej potrzebują sami podróżnicy. I może pomocna byłaby tu nie tylko zoologia czy yetologia, ale zwyczajna psychologia...'' -
Obserwator ,,Polują na Yeti...'' - artykuł z ,,Naszego Dziennika'' opublikowany w 2002 r. 






Yoshiteru Takahashi nie udowodnił istnienia yeti :(. 

Yeti








,,Na taśmie filmowej widać majaczącego w oddali wielkiego zarośniętego stwora. Kamera była trzymana przez operatora, nie stała na statywie, więc obraz jest zamazany, skacze w ręku podnieconego mężczyzny. Tajemnicza postać oddala się szybko, ginie wśród drzew. Tak wygląda jeden z nielicznych materialnych dowodów, że yeti może naprawdę istnieć. Jednak dla wątpiących nie jest to żaden dowód. 
   Nikomu jeszcze nie udało się sfotografować yeti z bliska. Zdjęcia są zawsze takie same: rozmazane, niewyraźne. Więcej jest śladów wielkich stóp, które natchnęły naukowców do przypuszczeń, że chodzi o jakieś nietypowe stworzenie, być może ukrywający się w niedostępnych górach przypadkiem zachowany 'egzemplarz' człowieka pierwotnego. Na razie jednak yeti pozostaje tak samo realny, jak potwór z Loch Ness. 

[...] Dzisiaj jest już praktycznie niemożliwe stwierdzenie, czy narodzin yeti nie spowodowała łatwowierność angielskiego rezydenta przebywającego w Katmandu w osiemnastym stuleciu. Sir Hugsona o 'człowieku śniegu', widywanym jakoby na stokach gór, poinformowały miejscowe plemiona Szerpów. Zaintrygowany powtarzającymi się opowieściami przekazał niecodzienne wieści do Europy.
   Z opowieści tubylców wyłaniał się obraz potężnego stwora, który poruszał się na dwóch stopach o ogromnych rozmiarach. Sir Hugson mógł uznać je za bajdurzenia przesądnych wieśniaków, gdyby nie fakt, że opowieści o człekokształtnym potworze wrosły na trwałe w lokalną tradycję. Rysowano go na świątynnych malowidłach i opisywano w uczonych księgach już kilkaset lat przed przybyciem angielskiego rezydenta. Szczęśliwym (?) zbiegiem okoliczności oręż z rąk wątpiących wyrwał w 1877 inny rodak Hugsona, który poświadczył, że istotnie widział w Himalajach nietypowe wielkie odciski stóp.
   Ta wiadomość poruszyła lawinę. Ekspedycja brytyjskiego uczonego Howarda Bury'ego w 1921 r. natrafiła na ślady ogromnych stóp. Ponieważ tragarze na ich widok zakrzyknęli z przerażeniem 'człowiek śniegu!', stwór został ochrzczony z angielska 'snow man'. Kolejne ekspedycje nie mogły potwierdzić prawdziwości znaleziska, bo nie mogły wejść w Himalaje, 'zamknięte' dla turystów przez panującą w tych okolicach dynastię Ranów. Dlatego kolejne odkrycie związane z potworem zostało dokonane w chińskiej aptece. Holenderski doktor  Koenigswald w 1934 roku odkrył wśród zakurzonych medykamentów kilka ogromnych zębów, które były niezwykle podobne do ludzkich, tylko... trzy razy większe! Po bliższych oględzinach odrzucono najbardziej prawdopodobne przypuszczenie, że chodzi o fragment szczęki człekokształtnej małpy. Niestety, badania nad zębami przerwała II wojna światowa. 

[...] Po wojnie szaleństwo na punkcie yeti zaczęło rosnąć. Najpierw, w 1951 r., brytyjscy himalaiści: Eric Shipton i Michael Wand odkrywają kolejne wielkie ślady stóp: 33 na 46 cm. Jako pierwsi robią zdjęcia niezwykłemu znalezisku. Do Europy trafiają pierwsze udokumentowane dowody, że coś lub ktoś rzeczywiście porusza się na gigantycznych stopach. Sceptycy podejrzewają mistyfikację. 
   'Publiczny' żywot 'człowieka śniegu'  był przez pewien czas poważnie zagrożony. Niesnaski wśród himalaistów sprawiły, że przeciw jego istnieniu wypowiedział się sam zdobywca Mount Everestu, Edmund Hillary. 'To, co widzicie na zdjęciach, to ślady stóp wilka lub kozicy, które zaczęły topnieć pod wpływem słońca i dlatego wydają się większe.' - oświadczył zdecydowanie. Nie mógł się pogodzić z myślą, że w czasie jego ekspedycji  nie natrafiono na odciski stóp yeti. Ale jego wątpliwości zyskały uznanie, kiedy odkryto mistyfikację związaną ze 'snow manem'. Wyszło na jaw, że skalp przechowywany w tybetańskim klasztorze, uważany za pochodzący z ciała yeti, jest w rzeczywistości spreparowanym futrem dzikiej antylopy. 'Człowiekowi śniegu' mogło pomóc już tylko zaprezentowanie się malkontentom w całej okazałości.

[...] I tak też się stało. W 1967 roku w Yakima Roger Patterson nagrał na szesnastomilimetrowym filmie yeti: wysoką, człekokształtną i mocno owłosioną istotę. Laboratoria dwóch zwalczających się mocarstw - Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego - dokonały skrupulatnych oględzin taśmy i orzekły, że o mistyfikacji nie może być mowy. Yeti został uratowany. 
    Resztki wątpliwości rozwiała rozdmuchana przez gazety przygoda młodej Szerpanki, która 11 lipca 1974 r. spotkała wielkiego owłosionego stwora podczas wypasania bydła u podnóży Himalajów. Nie tylko zobaczyła, ale poczuła jego siłę, kiedy człekokształtna istota podbiegła do niej, porwała w ramiona, poniosła nad pobliski strumień... W tym momencie zainteresowanie yeti przyciągnęły pasące się zwierzęta. Dziewczynie nic się nie stało, ale trzy jaki dosłownie straciły głowy na jego widok. Stwór ukręcił je z wielką siłą i zbiegł do lasu. Pozostawił po sobie ślady stóp - po raz pierwszy nie w śniegu, lecz w piasku. Wielkość: 10 cm szerokości, 36 długości. 
   Kto wie, czy najprawdziwszym dowodem na istnienie yeti nie jest jednak Reinhold Messner. Wybitny himalaista, pierwszy zdobywca wszystkich ośmiotysięczników, też spotkał yeti. W 1986 roku dwukrotnie obserwował człekomałpę z odległości kilkudziesięciu metrów. 
   Kim jest yeti, jeśli istnieje? Wysuwano teorie, że chodzi o 'giganthopusa'; odgałęzienie rodzaju ludzkiego; neandertalczyka sprzed 120 tys. lat, który jakimś cudem przeżył  w naturalnych warunkach Himalajów i przypadkiem trafił na ekspedycję naukową. 
   Istnieje czy nie - dla jego miłośników i biznesmenów okazał się doskonałym interesem. Od ponad dwóch lat w rezerwacie Shennongija w Chinach istnieje pierwsze na świecie muzeum yeti. Można w nim zobaczyć kępki włosów i gipsowe odlewy odcisków stóp'' - Krzysztof Krawczak ,,Yeti. Nieogolony człowiek śniegu''; artykuł zamieszczony w ,,Kurierze Szczecińskim'' w latach 90 - tych XX wieku.





sobota, 27 czerwca 2020

Oniricon cz. 603

Śniło mi się, że:






- narysowałem herb Jagiellonów przedstawiający złoty krzyż patriarchy w polu czerwonym depczący czarny krzyż krzyżacki w polu srebrnym, trzymaczami były biały orzeł w zamkniętej koronie i żubr,
- zamierzałem napisać posta o Piastach, zilustrowałem go rysunkiem ukrzyżowanego Władysława Łokietka , który zlał mi się w jedno ze św. Stanisławem,






- Julian Tuwim polemizował z Janem Długoszem w sprawie św. Stanisława,






- razem z Arturem Wójcikiem uczestniczyłem w dyskusji ze zwolennikiem teorii spiskowych, w czasie której sprowadzaliśmy jego twierdzenia do absurdu, mówiłem, że w czasie bitwy pod Grunwaldem po stronie polsko - litewskiej walczyli Hindusi, którymi dowodził król Kartikeja z dynastii Skanda dosiadający olbrzymiego pawia, razem z Arturem Wójcikiem udawałem, że za oknem biega nagi młodzieniec, aż w końcu nasz oponent się poddał,
- nazwałem wojnę polsko - krzyżacką z lat 1409 - 1411 ,,wojną dwóch krzyży'',






- zamierzałem napisać obszernego posta o neopogaństwie i wspomnieć w nim o Stanisławie Szukalskim, który wyrzeźbił Bolesława Śmiałego depczącego mitrę biskupią św. Stanisława, chciałem w bibliografii zamieścić ,,Rodzimą wiarę ukraińską'' Haliny Łozko, oraz wyjaśnić, że choć lubię twórczość Czesława Białczyńskiego, Konrada T. Lewandowskiego, Sławomiry i Igora Górewicza, to jako katolik nie chcę naśladować ich praktyk religijnych,
- Mama mówiła w wywiadzie, że nie może pójść na studia i urodzić kolejnego dziecka,
- chcąc wejść do tramwaju przewróciłem starszą kobietę, którą potem przepraszałem i pomagałem jej wstać, w tramwaju ludzie przepychali się i walczyli o miejsca siedzące, co wywołało niesmak mojej Mamy,






- Telewizja Trwam wyemitowała kreskówkę amerykańskich Świadków Jehowy o dzieciństwie Semiramidy,
















- wydałem książkę ,,Tatra. Kalendarz'',







- w dyskotece Alexandrus ov Cocelaise tańczył z otyłą kobietą, której gigantyczne piersi zdawały się emitować światło,






- w USA pewien cierpiący na nerwicę młodzieniec poszedł do psychoterapeuty, który w ramach terapii odbywającej się w metalowym tunelu, kazał mu rozebranemu do samych majtek deptać boso po płonących książkach, które doprowadziły go do nerwicy, np. ,,O powstaniu gatunków'' Karola Darwina, pacjent miał wybaczyć ich autorom, a potem przyszły do niego piękne białe i czarne dziewczyny ubrane w czerwone bikini. 

piątek, 26 czerwca 2020

,,Bestiariusz. Zwierzęta''


,,Pij tam, gdzie pije koń. Koń zepsutej wody nie będzie pił nigdy.
Pościel zaścielaj tam, gdzie kładzie się kotka.
Jedz owoc, który je robak.
Spokojnie bierz grzyby, na które siada meszka.
Sadź drzewo tam, gdzie ryje się kret.
Dom stawiaj na tym miejscu, gdzie wygrzewa się żmija.
Studnie kop tam, gdzie w upał gnieżdżą się ptaki.
Kładź się i wstawaj z kurami, a złote ziarno dnia będzie Twoje.
Jedz więcej zielonego, a będziesz miał mocne nogi i serce wytrwałe, jak u zwierza.
Częściej pływaj, a będziesz czuł się na ziemi jak ryba w wodzie. [...]’’
- św. Serafin Sarowski (1754 – 1833)

,,W mitach i baśniach zwierzęta przemawiały ludzkim głosem i pomagały bohaterom znajdującym się w niebezpieczeństwie’’ - Bolesław Orłowski ,,Zwierzęta w służbie człowieka’’







W czerwcu 2020 r. przeczytałem długo wyczekiwaną przeze mnie książkę Witolda Vargasa ,,Bestiariusz. Zwierzęta’’. Jest to uzupełnienie obu dotychczasowych części ,,Bestiariusza słowiańskiego’’1 zrealizowane przy konsultacji naukowej Natalii Zacharek.






Kluczową rolę źródłową w napisaniu tej książki odegrał niepublikowany rękopis polskiego etnografa Adama Fischera (1889 – 1943) tzw. ,,Katalog Fischera’’, który badacz ten zamierzał wykorzystać przy pisaniu encyklopedii zwierząt.
Tematyka pracy Vargasa oscyluje wokół roli zwierząt w polskiej kulturze ludowej, która znacznie odbiegała od współczesnej wiedzy naukowej. Na książce zawiodą się czytelnicy poszukujący rzetelnej wiedzy przyrodniczej, za to w pełni usatysfakcjonowani nią będą miłośnicy szeroko pojętej ludowej fantastyki polskiej i słowiańskiej ;).
Już sam sposób klasyfikowania zwierząt przez naszych przodków mocno różnił się od systematyki Linneusza. Zwierzęta dzieliły się na: domowe (w tym … węże), dzikie (ssaki mieszkające w lasach, ale także ryby, raki i żółwie), ptaki (komentarz zbyteczny) i gadziny (budzące wstręt płazy, gady, liczne bezkręgowce, ale też myszy i nietoperze).






Wśród bohaterów książki przeważają zwierzęta żyjące współcześnie w Polsce. Z gatunków wymarłych pojawia się jedynie tur (ostatni osobnik na świecie padł zabity w 1627 r. w Puszczy Jaktorowskiej), z egzotycznych zaś – paw pochodzący z Indii. Fantastyczną faunę reprezentują natomiast: rojnica (gad rodzący pszczoły), Król Węży, jednorożec, wilkołak, ornitomorficzne demony takie jak aitwary, poterczuki czy latawce, czerwona żmija sprowadzająca opętanie na kobiety oraz bazyliszek.






Wiele z opisanych wierzeń ludowych może być reliktami wierzeń pogańskich. Przykładowo o ogromnym dziku mieszkającym wśród bagna i tarzaniem się ostrzegającym ludzi przed zbliżającą się wojną pisał już niemiecki kronikarz Thietmar. Postać łabędzi chętnie przybierały wiły – rodzaj nimf, zaś poświęcone bogom (później św. Eliaszowi) łabędzie i białe jelenie same stawiały się na miejsce, w którym miano je złożyć w ofierze. Stado turów wraz ze swą matką popłynęło aż na wyspę Bujan (odgrywającą ważną rolę w rosyjskim folklorze). Wilk – zwierzę podlegające władzy św. Mikołaja, lub św. Jerzego (którzy zastąpili słowiańskie bóstwo, być może Welesa) pożerał napotkane demony w tym diabły (olcha zawdzięczała swój czerwony kolor drewna właśnie diabelskiej krwi wytoczonej przez wilka lub psa). Charakterystyczne dla religii Słowian (a także spokrewnionych z nimi Bałtów) były dobroczynne węże domowe (zaskrońce) żywiące się mlekiem i dbające o krowy (warto zauważyć, że prawdziwe węże nie piją mleka tylko wodę). Pierwszy kot zrodził się z rękawiczki należącej do litewskiej bogini Łajmy. W lasach żył majestatyczny jeleń noszący między tykami poroża tron dla córki króla lasu (jego chrześcijańskim odpowiednikiem był jeleń św. Huberta noszący krzyż między porożem). Kania (na ilustracji kania ruda) była uważana za szkodliwego demona i rytualnie zabijana w czasie wiosennego święta. Z kolei piękny i nieszkodliwy ptak jakim jest wilga to w wierzeniach ludowych ornitomorficzna postać demona wywielgi porywającego dzieci).






Co ciekawe również wyobrażenia o religiach wyznawanych przez różne narody również znacznie odbiegały od rzeczywistości. Monoteiści jakimi są Żydzi mieli jakoby czcić jako bożka dudka, zaś w starożytnym Egipcie rzekomo odbierał cześć bazyliszek mający swój złoty posąg z ruchomymi oczami. Tak naprawdę bazyliszek pochodzi z wierzeń greckich, a nie egipskich, za to z kraju nad Nilem wywodzą się inne mityczne istoty – gryfy pierwotnie poświęcone Horusowi (odsyłam do posta: ,,Gryf w kulturze egipskiej’’).






Sporo zwierząt miało konotacje piekielne jak: zając (upodobał go sobie diabeł Metk), wiewiórka (przynosiła nieszczęście tym, którym przebiegła drogę), jastrząb (wierzono, że był to diabeł prześladujący ptaki), kaczka (zwodziła myśliwych, aby się topili, albo w bardziej znanej wersji kusiła obietnicą bogactw, którymi nie można się było dzielić), koń (nie było go w stajence betlejemskiej, w przeciwieństwie do pokornego osła nie chciał pomóc Świętej Rodzinie w ucieczce przed siepaczami Heroda, poczęstowany w Wigilię opłatkiem byłby go wypluł), lelek kozodój (nie tylko wypijał kozom mleko w co wierzyli już starożytni Grecy, ale miał też moc sprowadzania szaleństwa), kruk (wierny towarzysz diabła i czarownicy), sroka (ptaki te dokuczały samemu św. Wojciechowi), paw (pierwsza para pawi powstała z wystrojonych w pióra diabła i jego żony; nasuwa to ciekawe analogie z czczonym przez jazydów demonem Malikiem Tausem mającym pawie pióra), koza i świnia.






Ze sferą sacrum wiązały się natomiast: gołębie (ptaki obdarzone ludzką krwią i ludzką duszą, które broniły ukrzyżowanego Jezusa przed krukami), koguty (ich złotopióry władca mieszkał w Raju), przepiórki (dbały o urodzaj, a zimę przesypiały w wypróchniałych pniach drzew), biedronki (miały pochodzić od księżniczki ukaranej za naruszenie czystości przedmałżeńskiej), skowronki (ich postać przybierały anioły) czy motyle (ludowe, pozabiblijne wcielenie Ducha Świętego).






Wiele zwierząt pełniło ambiwalentne funkcje raz opowiadając się po stronie dobra, a raz zła. Kotom ludzie zawdzięczali mleko (pierwsza krowa zstąpiła na ziemię, aby kot mógł jej mlekiem popijać zjedzone myszy oraz zboże (tzw. kocia dola – kłos na czubku źdźbła ocalony przez kota lub psa przed Bożym gniewem; pierwotnie całe źdźbło było jednym wielkim kłosem pełnym ziarna). Ten sam kot miał w ognie żmiję i mruczeniem modlitwy musiał powstrzymywać się przed zjedzeniem śpiących ludzi. Pies z kolei miał za sobą niechlubny epizod służby u diabła, od którego otrzymał futro (analogia z mitem o Erliku ludów tureckich z Syberii). Koń początkowo służył grzbietem słowiańskim herosom (widać to zwłaszcza w ruskich bylinach i epice Słowian Południowych) oraz bogom jak Świętowit i Trygław. Dawni Słowianie używali tych zwierząt przechodzących przez rozłożone na ziemi włócznie do wróżenia. Nawet zdesakralizowany w trakcie chrystianizacji koń nadal pozostawał wiernym towarzyszem potrafiącym wzruszająco żegnać się ze swoim przeczuwającym śmierć jeźdźcem (motyw ten pojawia się min. w wierszu ,,Śmierć Pułkownika’’ Adama Mickiewicza). Postaci owiec czy bydła przybierały czasem wodne demony wabiące ludzi na manowce. Demony mogły upodabniać się także do kur (kurze płucko) i królików.






Niektóre zwierzęta zupełnie niezasłużenie budziły lęk jako jadowite. Dotyczyło to jaszczurek, w tym beznogich padalców, a także łasic i popielic. Wierzono, że łasica jest blisko spokrewniona z wężem i też ma rozdwojony język. Należy tu dodać, że w przyrodzie jedynymi jadowitymi jaszczurkami są helodermy arizońska i meksykańska, oraz waran z Komodo. Niestety wiele padalców przypłaciło życie przesąd głoszący posiadanie przez nie jadu. Z kolei jadowitymi ssakami są: rzęsorki rzeczek i mniejszy (żyjące w Polsce), almiki kubański i haitański, oraz dziobak. Trzeba tu dodać, że wszystkie polskie gady, a także łasice i popielice są pod całkowitą ochroną prawną.






Zwierzęta podlegały czasem zdumiewającym metamorfozom. Zgodnie z wiedzą antyczną z kukułki powstawał krogulec, później zaś jastrząb i orzeł. Zimą skowronki zamieniały się w myszy. Motyl mógł powstać min. z muchy i co ciekawe nie miał nic wspólnego z gąsienicą.






Niektóre zwierzęta wywodziły się od ludzi. Znana wśród Słowian i Bałtów jest legenda o człowieku zamienionym w bociana za karę za rozwiązanie worka z gadzinami. W niektórych wersjach za to przewinienie została zamieniona pramatka Ewa lub nawet sama Maryja. Kukułka była początkowo oszalałą z rozpaczy dziewczyną, zamienioną w ptaka za karę za dokuczanie Jezusowi i Maryi. Niedźwiedź wywodził się min. od chciwego drwala stawiającego zaczarowanej lipie wciąż nowe żądania. Bóbr początkowo był rybakiem, który poproszony przez Jezusa o rybę, wskazał swój pośladek i powiedział: ,,Tu mi ryba wyrośnie’’! (wierzono, że ogon bobra jest rybą i jadano go w czasie postu). Z kolei judaistyczny zakaz spożywania wieprzowiny wyobraźnia ludowa tłumaczyła tym, że Jezus zamienił w świnie Żydów chowających się przed Nim w chlewie (mądry czytelnik będzie wiedział i bez tłumaczenia Autora, że książka NIE jest antysemicka).
Czasem miewały miejsce przypadki odwrotne, kiedy to ludzie pochodzili od zwierząt. Ewa została stworzona z ogona psa, który porwał suszące się na płocie żebro Adama. Istniało również wspólne potomstwo ludzi i ryb.
Zwierzęta odgrywały ważną rolę w ludowej medycynie i magii, co wiązało się z nieraz z wielkim okrucieństwem wobec nieszczęsnych stworzeń. Ofiarami takich praktyk padały zwłaszcza koty. Zastosowanie lecznicze miały sproszkowane poroża jeleni (podobnie jak w medycynie chińskiej), zaś znachorzy wyciskali krew z żywych kretów.






Na zakończenie chciałbym dodać, że opisane w książce wierzenia wywarły znaczny wpływ na literaturę i to nie tylko słowiańską. Juliusz Słowacki w ,,Balladynie’’ pisał o jaskółkach zimujących na dnie Gopła 2. Szwedzka pisarka Selma Lagerlöf w powieści ,,Cudowna podróż’’ pisała o przygodach chłopca Nilsa Holgerssona podróżującego razem ze stadem dzikich gęsi 3 (podobne motywy istnieją również w baśniach słowiańskich). Michaił Bułhakow w ,,Mistrzu i Małgorzacie’’ opisał nocny lot Nataszy na grzbiecie zamienionego w wieprza Nikołaja Iwanowicza (czasem czarownice udawały się na sabat dosiadając wieprzy) oraz psoty demonicznego wróbla (w polskim i rosyjskim folklorze wróbel jest ptakiem szatana, który przyniósł gwoździe do ukrzyżowania Jezusa)4. Jan Brzechwa piszący o sójce bezskutecznie wybierającej się za morze nawiązywał właśnie do wierzeń ludowych. W jugosłowiańskim horrorze ,,Leptirica’’ wykorzystany został słowiański motyw dusz zmarłych przybierających postać ćmy5. W ,,Księdze tura’’ Czesława Białczyńskiego bogini rozkoszy seksualnej Krasatina polowała na tura o złotych rogach 6. Jest to nawiązanie do XIX – wiecznej zanotowanej przez Zoriana Dołęgę Czarnockiego polskiej kolędy o ,,krasnej pani’’ polującej na złotorogiego tura. Wreszcie do motywu wilka zagryzającego demony nawiązali zarówno Stephenie Meyer w ,,Sadze Zmierzchu’’ (indiańskie wilkołaki walczące ze złymi wampirami)7 i Neil Gaiman w ,,Księdze cmentarnej’’ (zamieniająca się w wilka Rumunka, panna Lupescu)8.
Wracając do książki Pana Vargasa, jestem pod ogromnym wrażeniem erudycji Autora i nieprzebranego bogactwa wyobraźni naszych przodków ;).



1 Odsyłam do postów: ,,Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach’’ oraz ,,Bestiariusz słowiański część druga. Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach’’.
2 Odsyłam do posta: ,,Balladyna’’.
3 Odsyłam do posta: ,,Cudowna podróż tom I’’.
4 Odsyłam do posta: ,,Michaił Bułhakow’’.
5 Odsyłam do posta: ,,Leptirica’’.
6 Odsyłam do posta: ,,Czesław Białczyński’’.
7 Odsyłam do posta: ,,Wokół ‘Zmierzchu’’’.
8 Odsyłam do posta: ,,Księga cmentarna’’.

czwartek, 25 czerwca 2020

Klątwa Tamerlana







,,Podobne zjawisko [...] dotyczyło słynącego z okrucieństwa środkowoazjatyckiego wodza Tamerlana (zm. 1405). Znakomity antropolog rosyjski Michaił Gierasimow [...] zaproponował otwarcie jego grobowca w Samarkandzie. Stalin wyraził zgodę, gdyż chciał zobaczyć oblicze wielkiego zdobywcy. Jednym z zamiarów badań było znalezienie odpowiedzi, czy Tamerlan został rzeczywiście zabalsamowany i jeśli tak, to jakiej techniki użyto. W nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku reflektory oświetliły wnętrze Mauzoleum Guri Emir. Operatorzy kroniki filmowali otwarcie grobowca. Odsunięto gigantyczną marmurową płytę. W marmurowym sarkofagu znajdowała się czarna trumna pokryta zetlałym złotym całunem. Stary stróż grobowca błagał, by nie otwierać trumny. Razem z okrutnym emirem miały być w niej pochowane wojny i cierpienia. Obecni wyśmiali go.
   Jeszcze wcześniej przed budowlą zbierały się tłumy muzułmanów, również ostrzegające przed podniesieniem grobowej płyty. Powszechnie mówiono, że jeśli grób zostanie naruszony, znów powróci na świat okrucieństwo i zniszczenie. Pamięć o wyczynach zmarłego przed ponad pięciuset laty despoty nadal więc była obecna wśród ludzi. Służba nauce okazała się jednak silniejsza od strachu przed zabobonem. Profesor Gierasimow wszedł do wnętrza mauzoleum. Z wieka wyrwano ogromne gwoździe i otworzono trumnę. [...] 22 czerwca 1941 roku o świcie wybuchła wojna. Na trzeci dzień od otwarcia grobowca hitlerowskie wojska pancerne ruszyły na Związek Radziecki. Tamerlan przebudził się zatem'' -
Bogusław Kwiatkowski ,,Mumie. Władcy, święci, tyrani''



Klątwa Tutanchamona






,,Wreszcie mumie 'przeklinały' tych, którzy naruszali ich wieczny spoczynek. Najbardziej znana historia związana jest z faraonem Tutanchamonem (zm. 1323 p. n. e.). Wiosną 1923 roku gazety na całym niemal świecie donosiły o odkryciu we wnętrzu  grobowca inskrypcji, grożącej śmiercią każdemu, kto naruszy spokój władcy. Powodem sensacyjnej informacji była niespodziewana śmierć jednego z odkrywców, lorda Carnarvona. Uważano powszechnie, że spoczywający w grobowcu faraon rozgniewał się i przeklął tych, którzy wtargnęli do jego grobowca. Od tej pory śmierć każdego, kto był związany z odkryciem, tłumaczono działaniem klątwy. W rzeczywistości słynna inskrypcja nie istniała. Natomiast przypadki śmierci osób związanych z odkryciem grobowca naukowcy zawsze starali się wyjaśniać racjonalnie'' - Bogusław Kwiatkowski ,,Mumie. Władcy, święci, tyrani''



Mumie z Syberii






,,Rosyjska archeolog Natalia Połosmak odkryła w 1993 roku w rejonie doliny Pazyryk na Syberii nieobrabowany grób. Leżało w nim całkowicie zamarznięte ciało młodej kobiety. Obecnie słynie ona na świecie jako Lodowa Księżniczka. Dwa lata później na płaskowyżu Ukok archeolodzy znaleźli zamarznięte ciało młodego mężczyzny zabitego w walce silnym ciosem w brzuch. Zwany jest on Lodowym Wojownikiem. Podobnie jak Lodowa Księżniczka, został złożony do drewnianej trumny wewnątrz wykopanej w ziemi komory wyłożonej kłodami. Proces mumifikacji stosowany w Pazyryku polegał na usunięciu mózgu przez otwór wywiercony w czaszce. Następnie po rozcięciu ciała wyjmowano wszystkie organy wewnętrzne. Ciało wypełniano rozmaitymi materiałami, które miały konserwować zwłoki i zachować kształt człowieka. Mieszkańcy Pazyryku szeroko nacinali, a czasem usuwali jak najwięcej mięśni. Wszystkie przetrwałe do naszych czasów ciała rozcięto poziomo między ramionami oraz wzdłuż pleców od szyi do pośladków. W wielu przypadkach rozcinano także szyję, twarz i pośladki, albo aby usunąć mięśnie, albo wprowadzić do środka substancje konserwujące, być może sole. Z tego samego powodu rozcinano także na całej długości ręce i nogi. Wszystkie nacięcia zszywano następnie z wielką starannością'' - Bogusław Kwiatkowski ,,Mumie. Władcy, święci, tyrani''



Kagoty






,, [...] Gdy w Europie trąd zaczął ustępować, społeczności te miały już ukonstytuowaną pewną tożsamość i tradycję, oraz ciążył na nich nieuzasadniony, kulturowy ostracyzm. Tak powstała choćby żywa do dziś legenda o kagotach - karłach mieszkających w Pirenejach, posiadających magiczne moce i charakterystyczne błony pławne między palcami stóp i dłoni'' - Witold Vargas ,,Bestiariusz. Zwierzęta'' (przypis 46)


Charadrios





,,W Fizjologu czytamy: 'Z zachowania charadriosa można poznać czy umrze czy wyzdrowieje. Niesie się ptaka do łóżka osoby chorej i jeśli choroba prowadzi do śmierci, charadrios odwraca od chorego głowę. Wszyscy wiedzą wtedy, że chory umrze. Jeśli zaś ma wyzdrowieć, to charadrios wpatruje się w chorego, a chory w charadriosa: charadrios wchłania chorobę, wzbija się w słoneczne niebo, gdzie spala i niszczy ją'. [...] Mityczny charadrios z Fizjologa nie ma jednoznacznego odpowiednika w przyrodzie. Najprawdopodobniej chodzi o sieweczki - ptaki nadmorskie, których łacińska nazwa to charadriinae'' - Witold Vargas ,,Bestiariusz. Zwierzęta'' (przypis 59). 


Japońskie mumie






,, [...] Pokonując naturalne potrzeby ludzkiego ciała, potrafili oni zatrzymać proces rozkładu. Zgodnie z buddyjską doktryną szkoły Shingon i naukami jej założyciela, kapłana Kukai (zm. w XIV wieku), mnisi rozpoczynali zabieg mumifikacji swych ciał od stopniowego ograniczania ilości przyjmowanych pokarmów i napojów. Ostatnim etapem długotrwałego procesu był pochówek jeszcze żywego mnicha w drewnianej skrzyni, którą zakopywano do ziemi. Pozostawiano jedynie mały otwór na dostęp powietrza. Najbardziej znanym mnichem był Tetsumonkai (zm. 1829). Swoje ciało doprowadził on do stanu zmumifikowanego, stosując przez ostatnie trzy lata życia specjalną dietę pozbawioną potraw zbożowych. Po jego śmierci inni kapłani wysuszyli  jedynie zwłoki za pomocą dymu z ogromnych świec i złożyli ciało w świątyni. Tam zmarły kapłan wystawiony na widok publiczny odbierał cześć jak inne świątynne posągi.
  Ze zwłok mnichów nie usuwano zatem narządów wewnętrznych ani nie poddawano ich pracochłonnemu balsamowaniu. Poza mumiami mnichów w Japonii możemy znaleźć mumie członków rodu Fujiwara spoczywających w świątyni Konjikido w Hiraizumi na północy wyspy Honsiu. Ich ciała zostały w XII wieku poddane specjalnemu procesowi balsamowania. Znajdują się tam mumie m.in. wodzów Kiyohiry (zm. 1128) i Yasuhiry (zm. 1189)'' -
Bogusław Kwiatkowski ,,Mumie. Władcy, święci, tyrani''