niedziela, 19 września 2021

Oniricon cz. 749

         Śniło mi się, że:






- ujrzałem wszystkich słowiańskich bogów i boginie nago, stałem się jednym z nich i też byłem nagi, oraz wyrosły mi dwa dodatkowe penisy,




- Rovertus ov Varxix był pokryty jasnym małpim futrem, kiedy rozebrał się na plaży, rusałki głaskały go, mówiąc, że woda jest miłosierna i go przyjmie,





- pisałem recenzję ,,Boskiej komedii'' Dantego i oglądałem jej ekranizację, w której pominięta została scena spotkania w lesie lwa, wilka i pantery,




- pisałem opowiadanie, w którym Babcia i ja byliśmy starożytnymi Żydami, na rynku, który znajdował się w miejscu dzisiejszego Parku Żeromskiego w Szczecinie, wręczono mi potajemnie plakietkę z wizerunkiem lwa - symbolu Babilonii, w tym śnie Babilończycy byli skłócenie wewnętrznie  i zagrożeni najazdami Asyryjczyków, zamieniłem się w babilońskiego rzeźnika Bartłomieja, który prowadził na postronku dwie krowy, pasły się one w ogródku na Alei Fontann w Szczecinie, gdzie zrobiły kupę, wcześniej w miejscu tym załatwiali się Japończycy walczący w II wojnie światowej, zarżnąłem obie krowy, które ,,umierały w męczarniach'', moje opowiadanie skrytykowała Kasia Babis, która była wegetarianką,




- w liceum rozmawiałem z Jeną ov Łonhner o książkach Sapkowskiego, jej ulubioną bohaterką była Cirilla, chciałem ją zapytać czy zna starszą mowę,

- w dawnych czasach kupcy ubierali się jak szlachta, od której różnili się nosząc brody dodające im dostojeństwa, pewien kupiec nosił szablę do obrony przed rozbójnikami,




- miałem ciężarną klacz, która urodziła ładnego źrebaka, bawiłem się z nim i głaskałem go, on zaś próbował jeść trawę,




- przechodziłem koło jeżozwierza na jego wybiegu i bałem się, że mnie pokłuje. 

sobota, 18 września 2021

Giganty i Cyklopy

 

,, […] Przewodniczy im kapłan w kobiecym stroju, lecz jako bogów wspomina się, stosownie do rzymskich pojęć, Kastora i Polluksa, gdyż taka jest istota tych bóstw, a [rodzime] imię Alkowie. Żadnych nie mają posągów […]. Czci się ich jako braci, jako młodzieńców’’ - Tacyt ,,Germania’’

 




- Opowiedz nam jeszcze, ciociu, o braciach Alkach! - Przymilnym głosem młodziutka, złotowłosa rusałka Oliwka prosiła bajarkę, wiłę Baczysławę.

- Prosimy! Prosimy! - Oliwkę poparły małe rusałki, wodniki, żmiowie i dzieci leśnych ludzi w zielonych płaszczykach.

Na niebie Swaróg gasił Słońce, rozlewając wokół fale purpury, aby czym rychlej udać się na dno Zatoki Balat w objęcia umiłowanej Juraty. Wiła tęsknie oczekiwała tańca w blasku Srebronia wraz z korowodem swych sióstr, nie miała jednakże serca odmówić dzieciom. Odrzuciła do tyłu lśniące włosy barwy stopu złota i miedzi, a jej szmaragdowe oczy zalśniły niczym ślepia żbika. Otworzyła koralowe usta i melodyjnym głosem poczęła snuć ostatnią tego dnia opowieść, zaś grono dzieci wpatrywało się w jej twarz błyszczącymi w ciemności oczami niczym sroka w gnat.





- Było ich dwóch, żyli zaś w czasach gdy na tronie w Toropiecku zasiadała królowa Anej II. Alkus Prav i Alkus Lev byli wodnikami; synami rusałki Helity i utopca Pcimisława. Wyglądali jak dwie krople wody, a raczej niczym smukli i muskularni junacy o cerze bladej, włosach długich i ciemnozielonych, oraz oczach całych czarnych niczym oczy konia. Wstyd zasłaniali przepaskami ze skóry wydry. Poszukując rycerskich przygód, niczym Boruta galopowali przez lasy i bagna na grzbietach łosi, zaś ich oręż stanowiły dwa harpuny o ostrzach wykutych przez karły ze złota i srebra. Strach był im obcy. Nigdy też nie zostawiali bez pomocy istot skrzywdzonych przez sługi Rykara. Lękały się ich strzygi i kikimory…

- Nieźle… - Zagwizdał z podziwem mały wodnik Szawruk. - Jak dorosnę, chciałbym być taki jak oni.

- Jak możesz być jak oni, kiedy ty się boisz szczupaków i karczowników? Sam widziałem. - Przyganiał mu niewiele odeń starszy żmij Prystymir.

- Może junacy też się czasem boją, a swych czynów dokonują wtedy gdy udaje im się okiełznać strach? - Zastanawiała się rusałka Oliwka, lecz jej siostra, Limka, uciszyła ją syknięciem.

- Nie przeszkadzajcie cioci w opowiadaniu, bo sobie pójdzie!

Wiła uśmiechając się dobrotliwie do dzieci, kontynuowała swą opowieść.

- Niejedna nimfa oglądała się za nimi maślanymi oczami, bracia myśleli jednakże tylko o przygodach. Tymczasem dzień po tym jak z nieba spadł deszcz rdzy wyglądającej jak krew i dwa dni po deszczu sadzy, od strony Morza Rajskiego wyruszyły dwie armie olbrzymów wyższych niż najwyższe jodły, pod których stopami święta ziemia trzęsła się i jęczała o litość. - Po słuchających dzieciach przebiegł dreszcz. - Część olbrzymów należała do plemienia Cyklopów…

- Czy to takie małpy z okrągłymi oczami? - spytała rusałka Zwonimira.





- Nie, to nie były małpy, jak prawił elf Zel, jeno wielkoludy z jednym okiem pośrodku czoła. - Cierpliwie wyjaśniała wiła Baczysława. - Na czele Cyklopów stał książę Gorgades o łysej głowie nakrytej złotą koroną, w której zamiast pereł czy drogich kamieni wprawione były czaszki pożartych






 wodników i rusałek. Razem z Cyklopami wyruszyli na łupieżczą wyprawę Giganci; wielkoludy mające zamiast nóg dwa węże o palącym jadzie. Każdy Gigant dzierżył w ręku ogromny i ciężki głaz, którym rzucając, można było zmiażdżyć smoka. Na ich czele stał książę Sindures Srogi, z którego ust wydobywały się cuchnące siarką płomienie. Obie hordy olbrzymów maszerowały, łamiąc drzewa i ogałacając lasy ze zwierzyny, w kierunku Łysej Góry – najwyższego wierchu w prastarych Górach Czarownic. Jak zapewne wiecie, na jej szczycie znajduje się zamek, wzniesiony z olbrzymich kamieni mocą czarodziejskiej pieśni księżniczki Artadiany, jednej z czterdziestu córek naszej pramatki, Europy i siostry królowej Anej I. Po dziś dzień w owym zamku nazywanym Pahlewańskim Monastyrem, mieszkają dzieci Artadiany; księżniczki Łada Łabędzia Śnieżka i Lela Cządoluba, oraz ich brat; książę – wodnik Bodo. Olbrzymom wielce zależało by zdobyć szturmem zamek na szczycie Łysej Góry i pożreć serca jego mieszkańców. Mówiono, że chciały przywłaszczyć sobie zgromadzone w nich skarby ze złota i srebra, oraz pokój o ścianach wyłożonych kunsztownie rzeźbionym jantarem. Najbardziej prawdopodobne jest, iż pragnęły wyżłopać przechowywaną w zamkowej piwnicy ogromną flaszę pełną eliksiru uwarzonego z łez naszej pani, Mokoszy i ziół rosnących na zboczach Sobotniej Góry. Eliksir ten, jak zapewniają kapłanki Złotej Baby, ma moc czynić nieśmiertelnym tych, którzy go piją. Wówczas trzech władców Łysej Góry rozesłało wici, zwołując pod swe stanice wojowniczki i wojowników z wszelkich ras rozumnych oraz najdzikszych gatunków zwierząt. Stawili się także na swych łosiach, bracia Alkus Prav i Alkus Lev.






Nim rozpoczęła się bitwa, obaj książęta olbrzymów wysłali posła do rodzeństwa mieszkającego na szczycie Łysej Góry. Posłem tym był Zinaco; wysoki na osiem stóp orzeł kuglarz z Afryki. Miał białe pióra, zaś na jego piersi szczerzyła kły i przewracała oczami grubiańska twarz Akefala o bardzo długim języku. Zinaco otworzył zakrzywiony dziób i wygłosił mowę, pełną wyszukanych zwrotów i zapewnień o chęci życia w pokoju, przeplatających się z zawoalowanymi groźbami okrutnej śmierci. Domagał się ,,poczęstowania’’ książąt Gorgadesa i Sinduresa zawartością flaszy z eliksirem w zamian za ich solenne obietnice życia w pokoju z rusałkami i wodnikami. Książę Bodo i jego siostry, księżne Łada i Lela poprosili o czas na odbycie narady. Następnego dnia rano wysłali własnego posła, remiza Butoroba z odpowiedzią.

- Radzi bylibyśmy podzielić się z wami eliksirem nieśmiertelności, bowiem kryształowa flasza, w której się mieści, jest wielce pojemna i niełatwo ją opróżnić. Jednakże nie uczynimy tego. Do uszu naszych doszły bowiem wieści, potwierdzone przez wiarygodnych świadków, że wasze hordy idąc w kierunku Gór Czarownic, mordowały i pożerały rusałki, wiły, wodniki, leśnych ludzi i wiele innych istot. Swoim okrucieństwem obrażacie Ageja; Miłość, Która Obraca Gwiazdy oraz wszystkich Enków, stając się sługami smoka piekielnego Rykara. Piliście lazurową krew toropiecką, aby przedłużyć własne życie, głusi na płacze i krzyki swych ofiar. Dając wam do ręki nieśmiertelność, stalibyśmy się winni kary jako wspólnicy waszych dalszych zbrodni. Ufamy, że nasza Macierz, Mokosza zasłoni nas swym płaszczem przed wyziewami Čortieńska. Wolimy jednak pozwolić się przebić lodowemu ościeniowi Mar – Zanny, aniżeli dawać wam sposobność do dalszego czynienia zła.





Słysząc odpowiedź, Gorgades i Sindures zgrzytali zębami, aż z ich ust sypały się iskry, od których zajęły się płomieniem lasy. Odtrąbiono sygnał do ataku. Przeciwko Gigantom i Cyklopom walczyły uzbrojone w sękate maczugi olbrzymy z plemion Stolimów, Wełentów i Ispolinów, czuhajstry, trzy rusałki – wojowniczki dosiadające jednorożców okrytych żelaznymi kropierzami, leśni ludzie, wiły z napiętymi łukami, meliady jadące rydwanem zaprzężonym w nosorożca północnego, czarne gryfy, Lynxowie, żmijowie, oraz pluton wodników dosiadających czarnych baranów ociekających wodą, z których skręconych rogów zwisały wodorosty. Straszna to była bitwa i wielce krwawa. Obyście wy, drogie dziatki, nigdy nie musiały w takiej uczestniczyć! - Wiła zawahała się czy opowiadać dalej, lecz jej mali słuchacze wpatrywali się w jej twarz wyczekująco. - Bracia Alkowie wojowali z zażartością Čortów. Alkus Prav wraził swój srebrny harpun w jedyne oko cyklopiego księcia Gorgadesa aż do mózgu, aż położył go trupem. Jego brat, Alkus Lev złotym harpunem przebił krocze Sinduresa; księcia Gigantów, aż ten rycząc z bólu wzywał gromu, aby go dobił. Również Enkowie walczyli w tej bitwie. Życiodajne Łono Mokoszy trzęsło się jak w febrze, obalając stąpające po nim olbrzymy. Padał ulewny deszcz, wiał porywisty wiatr, a pioruny ciskane mocarną ręką Jarowita raz po raz uśmiercały tego czy innego olbrzyma. Bracia Alkowie nie dożyli zwycięstwa. Obu uśmierciło palące ukąszenie wężowych nóg Gigantów. Po bitwie księżne Łada i Lela obmyły ciała poległych łzami wydzielającymi zapach balsamu. Żyjący ułożyli zwłoki Alków, oraz ich łosi – wierzchowców na białym jedwabiu. Książę Bodo zamierzał skropić je eliksirem nieśmiertelności. Jednak kiedy służący mu niedźwiedź przyniósł z piwnicy flaszę eliksiru, wyślizgnęła mu się z łap i potłukła na drobne kawałki. Cała zawartość wsiąkła w ziemię i w miejscu tym wyrosły bajecznie kolorowe kwiaty o upajającym zapachu. Wówczas ciała wszystkich poległych powierzono płomieniom. W miejscu gdzie spalono poległych Alków znaleziono dwa białe węże. Kapłanki głoszą, że obaj bracia zostali przyjęci do grona jytnas i uwzględniają ich w swoich modłach… - Wiła skończyła opowieść.

Dzieci zaś podziękowały bajarce za wspólnie spędzony wieczór, po czym grzecznie wróciły do swoich domów.


*




- Bazując na oczywistym fakcie, że flasza eliksiru uległa zniszczeniu, stwierdzam, że nie istnieje dalszy powód do szturmowania Łysej Góry. Pokój jest zawsze lepszy od wojny. - W pałacu Todora II Zelatora, króla Cyklopów na wyspie Sykulii, nazwanej tak od syczących węży, przekonywał jego stary doradca, jednooki olbrzym Balaboro o skórze ciemnej jak heban, pochodzący z głębi Afryki.

Todor II Zelator zmarszczył groźnie jedyną brew, nie zamierzał bowiem go słuchać.

- Zapominasz, starcze, że krew mego ojca dopomina się pomsty! - wydyszał z nienawiścią książę Todor, syn Gorgadesa.

- Dalszy rozlew krwi niewinnej nie przywróci mu życia! - odparł spokojnie stary i mądry Balaboro.

- Co ty buraczysz, gnuśny staruchu?! - Todora ogarnęła furia. - Światogorska rasa mocarnych olbrzymów ma obowiązek roznieść w pył niską i chuderlawą rasę toropiecką, jak Agej przykazał!

- Nie bluźnij imieniu Ageja i Enków, mieszając ich do swojej nienawiści. Agej sprzeciwia się pysznym i okrutnym, a wieniec zwycięstwa daje pokornym. Twoje myśli, panie, pochodzą z otchłani Čortieńska. - Ostrzegał króla stary, mądry Balaboro. - Czysta Mokosza zrodziła przed wiekami tak pierwszego Cyklopa i Giganta, jak również pierwszą rusałkę i pierwszego wodnika, przeto jako najlepsza matka pragnie, aby jej dzieci żyły w pokoju.

- Jeśli trzeba, zwrócę się o pomoc do Rykara i jego najstraszniejszych Čortów, aby tylko Bodo, Łada i Lela skropili swoją krwią mury zamku, który wznosili moi przodkowie. Nim jeszcze nastała era toropiecka, Giganci i Cyklopy budowali zamek na Łysej Górze. Pora, aby to co olbrzymy pracowicie wznosiły, powróciło w ich ręce!

- Nie wiem, skąd czerpiesz tę wiedzę, panie – zaoponował Balaboro. - Wszystkie roczniki podają, że to czarowna pieść księżniczki Artadiany położyła te kamienie na szczycie.






- Parfades Sinduresowicz, książę Gigantów powiedział mi, że jego bajarz Bieszk przewyższa rozumem wszystkich uczonych dziejopisów. - Wydął wargi Todor Zelator. - Wolę słuchać jego niż ciebie. Straż! Zabrać tego czarnucha i rzucić go kopniakiem do morza! - Wojowie władcy Cyklopów nie dali sobie tego dwa razy powtarzać.

Gdy zabrali Balaboro z pałacu, zza kotary wyszedł młody i bezczelny graf Pojmander o rudej czuprynie i twarzy usianej pryszczami, skłonny do pochlebstwa towarzysz dziecięcych zabaw księcia Todora.

- Sprawiedliwie uczyniłeś, książę. - Rzekł przymilnie. - Nasi sojusznicy, Giganci już nie mogą się doczekać szturmu na zamek tych trzech bałwanów. Już niebawem zdobędziemy Łysą Górę, a po niej Toropieck i cały świat. Będziemy pożerać ciała rusałek jak najprzedniejszą pieczeń, zaś ich modra krew upoi nas niczym wyborne wino! Prawdziwy Cyklop nigdy nie przebacza, ani też nad nikim się nie lituje!

- Za śmierć wrogiej nam rasy toropieckiej! - Zacisnął pieści książę Todor.

- Za śmierć! - Jak echo powtórzył niegodziwy Pojmander.


*





W owym czasie nad brzegiem niewielkiej rzeczki Sprawki, toczącej swe wody u stóp Gór Czarownic, w lepiance z trzciny i błota mieszkała bregalnica Bogna Swatawa. Miała postać młodej i pełnej wdzięku panny o jasnej cerze, długich, ciemnobrązowych włosach, jednym oku lazurowym, a drugim złotym. Odziewała się w zieloną sukienkę do kolan, uszytą ze wschodniej tkaniny, zwanej salamandrą, we włosach miała wpięty kwiat lilii wodnej, na szyi zaś, przegubach i kostkach nosiła sznury pereł skójek. Co dzień sławiła Mokoszę, macierz wszystkich nimf, cudownym śpiewem i grą na złotej lirze, wkładając w to całe serce. Żywiła się jedynie korą i liśćmi wierzby, tatarakiem oraz wszelkimi roślinami rosnącymi pod wodą. Ze zwierzętami łączyła ją taka zażyłość, że pszczoły przylatywały do niej z lasu, aby dzielić się miodem, zaś żaby, czaple, bociany, kaczki i łyski przynosiły jej wieści ze świata. W ponury, chłodny poranek, Bognę Swatawę obudziło uderzanie w twarz skrzydełkami małego ptaszka, nazywanego wodniczką.






- Jakie wieści przynosisz? - spytała bregalnica, przeciągając się wdzięcznie na posłaniu z sitowia.





- Niedobre. – Odrzekła wodniczka siadając na wyciągniętym palcu bregalnicy. - Niezliczone hordy Cyklopów i Gigantów znaów ciągną na północ w stronę zamku na Łysej Górze, tratując i pożerając wszystko na swojej drodze. Próżne są wysiłki tych, którzy usiłują ich zatrzymać. Zobacz zresztą sama, pani. - Wodniczka stuknęła dziobkiem w matową powierzchnię okragłego lusterka należącego do bregalnicy. Tafla zwierciadła zafalowała i ukazał się w niej obraz dalekich wydarzeń. Oto usta, dłonie i stopy olbrzymów ociekały niebieską krwią zamęczonych przez nie rusałek. Z potężnych piersi wydobywały się gniewne, przepojone nienawiścią pomruki. Szlak bojowy Todora II Zelatora i Parfadesa o wężowych nogach, znaczyły połamane drzewa. W czasie marszu zaskoczył ich widok nieoczekiwany i wielce powabny. Oto siedząc na białej chmurce, bez lęku zbliżyła się do nich czarnowłosa rusałka w różowej sukni. W białej dłoni trzymała dużą kostkę do gry zdobioną drogimi kamieniami.






- Jestem księżniczka Zeta i zostanę niewolnicą tego kto złapie kostkę! - Po tych słowach cisnęła drogocennym przedmiotem, zaś olbrzymy, nie wyłączając swych książąt, poczęły zaciekle walczyć o nią i zabijać się między sobą.





Trzeba bowiem wiedzieć, że postać rusałki Zety przybrał nie kto inny, jak sama Jędza Niezgoda, którą w późniejszych eonach Grecy nazywali Eris, zaś Rzymianie – Dyskordią. Kiedy Cyklopy i Giganty wzięły się za łby, Ziemia jęczała w udręce, a z jej trzewi wydobywały się płomienie niszcząc wszystko dookoła.

- Musisz ich powstrzymać, zanim wyrządzą więcej szkód. - Oznajmiła wodniczka.

Bogna Swatawa, wielce przejęta tym, co ujrzała w lusterku, pokłoniła się Mat’ Syrai Ziemli, po czym płacząc kryształowymi łzami, uniosła ręce ku niebu, błagając Mokoszę o ratunek.

- Nie obawiaj się. Wszystko będzie tak jak być powinno, bo na tym zasadza się świat. - W uszach bregalnicy rozbrzmiał melodyjny, kojący głos Mokoszy, zaś na klepisku lepianki rozkwitły śnieżnobiałe lilie.

Enkowie skrzyknęli się, by z wyroku Ageja wymierzyć karę mocarzom okrutnym i pełnym pychy. Zima o pochmurnym obliczu, zasiadał na moment na tronie swej siostry, wczesnej Jesieni, a wówczas powiało tak siarczystym mrozem, że aż pnie drzew pękały z przerażającym trzaskiem. Powiał wiatr o straszliwej sile, z chmur zaś przez trzydzieści dni i nocy padał obficie śnieg przemieszany z gradem. Cyklopy i Giganty, wychowane w ciepłym klimacie Południa, marły szczękając zębami. Ich ciała były sine z zimna i stwardniałe niby truchła mamutów wykopywane w Białopolsce. Książęta Todor i Parfades zarządzili odwrót, lecz nie dane im było wrócić do swych komyszy nad Morzem Rajskim. Pomarli od mrozu z sercami pełnymi buty i nienawiści, do końca wzywając Čorty, a urągając Agejowi. Pod białym całunem śniegu znalazł śmierć również nikczemny pochlebca, Cyklop Pojmander. Bogna Swatawa wpatrzona w lusterko, przypatrywała się temu z przerażeniem i sercem wezbranym litością. W końcu śnieżyca ustała, a zza chmur wyjrzało Słońce.

- Konieczna była sroga zima, aby po niej przyszła radość z triumfu wiosny. - Mokosza szeptała do uszu swej czcicielki słowa pocieszenia.

Odtąd żaden Cyklop ni Gigant nie podniósł już ręki na rusałkę czy wodnika.



piątek, 17 września 2021

Zielona Tara i Biała Tara





 ,,Bhrykuti jadąc do Tybetu zabrała ze sobą żebraczą miseczkę Buddy i jego posążek [...]. Dzięki tym przedmiotom, a przede wszystkim dzięki niezłomnej wierze Zielonej Tary - jak nazywano później Bhrykuti - w krótkim czasie dwór Srong - bcan - sgam - po i cały Tybet zarzucił szamańskie praktyki religii bon, by zacząć żyć według nauk Buddy. W dziele nawracania pomagała Zielonej Tarze Biała Tara - chińska księżniczka, którą tybetański władca pojął za żonę wkrótce po małżeństwie z Bhrykuti. Ten podwójny ożenek Srong - bcan - sgam - po zapoczątkował przymierze między Nepalem, Tybetem i Chinami i ustabilizował stosunki polityczne i gospodarcze między tymi trzema państwami'' - Jerzy Samusik ,,Himalajskie królestwo''

 



 

Legenda o pochodzeniu Czepangów

 




,,Jedna z ich legend mówi, że wywodzą się od Sity, bohaterki eposu 'Ramajana':

    'Kiedy Sita przebywała na wygnaniu w pobliżu rzeki Gandaki pod opieką wiekowego mędrca Walmiki, urodziła syna i nadała mu imię Lohari. Walmiki nie pozwalał wyprowadzać go z pustelni, ale Sita nie posłuchała starca i podczas jego nieobecności zabrała synka nad rzekę, aby pokazać mu harcujące tam małpy. Gdy jej opiekun powrócił z przechadzki i zobaczył pustą kołyskę, pomyślał, że dziecko gdzieś zginęło, nie przypuszczał bowiem, iż Sita nie wykonuje jego poleceń. Bojąc się matczynej rozpaczy, zrobił z trawy kuśa kukłę i tchnął w nią życie. Wkrótce okazało się, że Lohari nie zginął, tymczasem jego miejsce w kołysce zostało zajęte. Walmiki poradził Sicie, aby razem ze swoim synem wychowywała chłopca z trawy, którego nazwał Kuśari. Mijały lata, chłopcy rośli i traktowani byli jak bracia i wydawało się, że zawsze będą żyć ze sobą w zgodzie. Ale kiedy stali się dojrzałymi ludźmi, niesnaski rozdzieliły się i odseparowały do tego stopnia, że stanęli na czele dwóch odrębnych, wrogich sobie plemion. Z czasem potomków Lohariego nazwano Czepangami, zaś synowie Kuśari utworzyli plemię Kusunda''' - Jerzy Samusik ,,Himalajskie królestwo''




Limbowie i Dimalowie





 ,,W zamierzchłych czasach żyło gdzieś w Teraju dwóch braci rolników. Z zapałem uprawiali urodzajną ziemię, a kiedy wyeksploatowali już wszystkie pola znajdujące się wokół ich rodzinnej wioski, wyruszyli na poszukiwanie nowych żyznych gruntów. Z mozołem przedzierali się przez tropikalną dżunglę przez wiele dni. Starszy z braci torował drogę, młodszy podążał za nim, zostając nieco w tyle. W pewnym momencie przed pierwszym z nich wyrosła gęsta ściana bananowców. Bez chwili zwłoki począł on wycinać  w niej przejście. Bananowce odrastały jednak tak szybko, że już po kilku minutach z wyciętej ścieżki nie pozostało śladu. Kiedy więc młodszy z braci doszedł do bananowego gąszczu, nie mógł zorientować się, w którym miejscu powinien się weń zagłębić. Pomyślał wtedy, że jego brat umyślnie zatarł za sobą ślady, aby się go pozbyć, i postanowił zaprzestać dalszego marszu. Założył osiedle w środku bagnistej dżungli i dał początek plemieniu Dimalów. Tymczasem starszy brat przedzierał się dalej przez gęste lasy i po wielu dniach uciążliwej wędrówki dotarł do pasma wysokich wzgórz, by tam pozostać już na zawsze i stać się praprzodkiem Limbów'' - Jerzy Samusik ,,Himalajskie królestwo''




 

Jak Mount Everest stał się najwyższą górą świata?





 ,,Mount Everest nie od razu był uważany za najwyższy szczyt świata. Początkowo za takowy uchodził ekwadorski wulkan Chimborazo, potem Dhaulagiri, a następnie Kangczendzönga. Dopiero w 1852 roku po przeprowadzeniu dokładnych pomiarów przez brytyjskich topografów z Survey of India okazało się, że szczyt oznaczony kryptonimem 'Peak XV' mierzy 8840 metrów, a więc jest najwyższy na świecie. Po stu latach dokonano jeszcze dokładniejszych pomiarów i ogłoszono nową oficjalną jego wysokość - 8848 metrów n. p. m. Geodeci, którzy odkryli najwyższą górę Ziemi, chcieli również nadać jej jakąś nazwę. Kiedy stwierdzili, że nie ma ona żadnego lokalnego miana, nazwali ją Mount Everest na cześć sir George'a Everesta, dyrektora Survey of India, który zainicjował pomiary topograficzne Himalajów. Po pewnym czasie zaczęła pojawiać się nazwa Czomolungma, co po tybetańsku znaczy Bogini Matka Kraju. Zdołała ona zdobyć sobie pewną popularność, czego nie można powiedzieć o nazwie Sagarmatha - sztucznie wprowadzonej przez Nepalczyków i używanej tylko w Nepalu'' - Jerzy Samusik ,,Himalajskie królestwo''

 



 

Oniricon cz. 748

         Śniło mi się, że:






- zwiedzałem knajpę zdobioną motywami z opowiadań fantasy pisanych przez nastolatki, ogólnie podobało mi się, choć moje zastrzeżenia budziły malowidła przedstawiające homoseksualistów,





- należał do mnie 20 - piętrowy zamek, który nazwałem Domem Czarów, mieściła się w nim restauracja, całe piętro rzeźb Stanisława Szukalskiego, oraz ekumeniczna kaplica - katolicka, protestancka, prawosławna, muzułmańska i żydowska, ksiądz dostawał się na zamek przez magiczny portal na plebani, na zamku spotkałem piękną artystkę, która powiedziała mi, że jest protestanckim księdzem,




- zastanawiałem się ile razy już byłem z Mamą na spotkaniach wspólnoty Sychar,





- kiedy studiowałem filologię rosyjską, martwiłem się, że będę musiał napisać pracę zaliczeniową po rosyjsku,




- byłem Konradem T. Lewandowskim i pisałem o serialu ,,Plebania'', że ma znaczenie, czy wierzy się w jednego Boga czy w wielu,




- Veronica Layton uciekała przed ożywionym szkieletem parazaurolofa,




- Anna ov Stipulova skarżyła się, że nie zna numerów telefonów większości Polaków, czyli mieszkańców połowy Europy,




- prof. Challenger powiedział na pożegnanie uczestnikom ekspedycji do Zaginionego Świata, że ,,teraz każdy wróci do swojego świata'',




- opowiadałem Jenie ov Blackeyovej o przygodach Veroniki Layton,

- Stanisław Szur powiedział, że ród Putina pochodzi z Libii, ponieważ hebrajskie słowo Put oznacza Libię (wymyślone na jawie),




- Stanisław Szur powiedział, że nigeryjski pisarz Chinua Achebe ma lechickich przodków, a jego imię i nazwisko znaczą: ,,Syn Otrzewnej'' (wymyślone na jawie),




- Stanisław Szur powiedział, że Watykan został założony przez Batu - chana, który wynalazł watę cukrową (wymyślone na jawie),







- Jena ov Blackeyova przybyła do Zaginionego Świata, gdzie stała w dżungli boso, odziana w białą suknię, a obok niej dokazywał celofyz,

- w hiperborejskich szkołach dzieci uczyły się nago, bo jakiś lekarz twierdził, że wówczas wiedza lepiej wchodzi do głowy, ja zaś skomentowałem, że byłby to raj dla pedofilów,





- w ,,Harrym Potterze'' chwalono barona Romana von Ungerna - Sternberga za walkę z bolszewikami,





- ks. Jan Twardowski był za życia nazywany ascetą,

- uciąłem sobie nożem brodawkę z szyi,




- Xena i Gabriela jadły ludzkie mięso,

- dostałem nowy komentarz od Adeptusa Gedeona, który mi się nie spodobał,




- powiedziałem bibliotekarce, że Gabriel Amorth ,,rozpętał piekło'' krytykując ,,Harry'ego Pottera'', bowiem z jego powodu wielu ludzi zaczęło doszukiwać się zła w literaturze fantasy,





- w jednym łóżku spały istoty symbolizujące czterech Ewangelistów: anioł, wół, lew i orzeł,





- ksiądz postanowił strzelać afrykańskimi maskami i innymi przedmiotami okultystycznymi z armaty ukrytej na dnie stawu,

- powiedziałem Magdalenie Ogórek, że to nic złego zdradzić postkomunę,





- Tarzan siedział na gałęzi i nosił na twarzy czarną maseczkę ochronną,





- wszyscy mieszkańcy Lemurii, włącznie z jej władcą - sarkonem, chodzili cały rok w strojach kąpielowych. 

czwartek, 16 września 2021

,,Portret Doriana Graya''

 

,, […] obraz Boży jest obecny w każdym człowieku. Jaśnieje we wspólnocie osób na podobieństwo zjednoczenia jedności osób Boskich między sobą’’ - KKK 1702

 




W trzeciej klasie liceum polonistka opowiadała mi o ,,Portrecie Doriana Graya’’ (ang. ,,The Picture of Dorian Gray’’), powieści Oscara Wilde’a (1854 – 1900) 1 z 1890 r. Przeczytałem ją we wrześniu 2021 r. Oprócz rekomendacji lubianej nauczycielki sprzed lat, dodatkową motywacją do sięgnięcia po tę książkę był dla mnie wpis ,,Mój kanon fantasy – pozycje sprzed 1970 roku’’ umieszczony na blogu ,,Se czytam’’ prowadzonym przez Pawła Miłosza ;).

Powieść poprzedza ,,Przedmowa’’, będąca manifestem ideowym Wilde’a. Stwierdza on w niej, że sztuka nie jest moralna, ani niemoralna, ale dobra lub zła.

Akcja rozgrywa się w XIX – wiecznym Londynie oraz we wsi zwanej Selby Royal.






Tytułowy bohater; syn Lorda Kelso i Margerety Deveraux był młodym, niewinnym i niezwykle przystojnym arystokratą. Przyjaźnił się z malarzem Bazylim Hallwardem, który namalował mu bardzo piękny portret. Dorian wyraził wówczas brzemienne w skutki życzenie, aby obraz się starzał, podczas gdy on sam zachowa wieczną młodość. Na szlachetnego młodzieńca destrukcyjny wpływ wywierał lord Henryk Wotton; amoralny cynik i hedonista. Dorian zakochał się w ubogiej, a przy tym bardzo młodej, naiwnej i wrażliwej aktorce, Sybili Vane. Z całym okrucieństwem porzucił ją, gdy ta myśląc cały czas o nim, słabo wypadła na scenie w roli Julii. Zrozpaczona dziewczyna popełniła samobójstwo, zaś jej brat – marynarz James Vane poprzysiągł krwawą zemstę Dorianowi. Ostatecznie niedoszły mściciel sam zginął postrzelony jako naganiacz w czasie polowania w Selby Royal. Tymczasem obraz nosił na sobie coraz liczniejsze ślady grzechów Doriana. Wiecznie młody dandys fascynował się każdym okruchem piękna; egzotyczną muzyką, klejnotami, drogimi tkaninami i katolicką liturgią. W tym miejscy warto wspomnieć, że sam Wilde gorąco pragnął zostać katolikiem, co zrealizował dopiero na łożu śmierci. Dorian prowadził jednocześnie życie obłudne, hulaszcze i rozpustne. Zamordował swego oddanego przyjaciela, Bazylego Hallworda i zmusił szantażem chemika Alana Campbella do zniszczenia kwasem azotowym jego zwłok. Nawet gdy usiłował być dobry, kryła się w tym obłuda. Zginął przy próbie zniszczenia swego coraz bardziej ohydnego portretu. Wówczas obraz odzyskał swe piękna, zaś przedstawiony na nim człowiek stał się nie do poznania odrażający.

Powieść była atakowana w czasach Autora jako rzekomo niemoralna. W rzeczywistości można się z niej nauczyć, że przyjemność nie jest tym samym co szczęście, zaś zastąpienie etyki estetyką przynosi opłakane skutki.



1 Odsyłam do posta: ,,Oscar Wilde’’.