sobota, 30 marca 2019

Wielki Ożóg


,, [Bułgarzy nadwołżańscy] chwytają wszystkie stare kobiety, jakie znajdują w swoim kraju i wiążą im ręce i nogi. Mają zaś wielką rzekę. Do tej rzeki wrzucają wspomniane staruchy. Tę zaś, która wypłynie na powierzchnię, uważają za czarownicę i palą. Co do tej, która się zanurzy, to sądzą, że nie jest czarownicą i puszczają ją wolno’’ - Abu Hamid al – Andalusi









Cesarzowa Faustyna nim jeszcze porodziła Kommodusa, nocą wymknęła się z pogrążonego we śnie Rzymu na sabat odbywający się na szczycie Łysej Góry w słowiańskim Królestwie Analapii. Unosiła się wysoko nad dachami domostw siedząc we wnętrzu karety ulepionej z masła, która ciągnęły całkowicie łyse konie. Powoził nimi zaś jednooki Nubijczyk. Maślaną karetę maskowało zaklęcie niewidzialności. Lecąc tak z ogromną prędkością, Faustyna umilała sobie czas lekturą łacińskiego przekładu ,,Kamasutry’’ - księgi pieszczot zmysłowych spisanej rogiem białego byka Nandina z Bharacji, którego dokonał poeta Katullus. Nim skończyła czytać, kareta miękko wylądowała w analapijskich Górach Czarownic. Obrośnięty czarnym, skołtunionym futrem Čort o fosforyzujących, zielonych oczach i rogach koziorożca, otworzył jej maślane drzwi i skłonił się dwornie. Faustyna wyszła z karety całkowicie naga, mając na szyi jeno korale z czarnych pereł. Na jej spotkanie wyszły nagie wiedźmy. Najwięcej wśród nich było Słowianek, ale trafiały się też Germanki, Greczynki, Rzymianki, Scytyjki, szamanki z Pohjolii i Svamii; widziano nawet Murzynkę w złotym diademie i skórze pantery jak i Sineankę w srebrzystej pelerynie, która odbyła długą podróż rydwanem ciągniętym przez dwa smoki.
- Ave Faustina! - czarownice kolejno witały cesarzową Rzymu podchodząc i całując jej kolano.
Jedna z nich, Słowianka o włosach skręconych w rude pukle, wbiła w skalisty grunt długi i prosty kij, po czym zaczęła chodzić wokół niego wkoło mamrocząc zaklęcia. Wówczas ze sterczącego ku gwiaździstemu niebu końca kija popłynęła lodowato zimna, żółta ciecz z białą pianą. Ruda wiedźma skwapliwie zebrała ją do pucharu z ludzkiej czaszki i przyklękając poczęstowała nią Faustynę.







- Piwo z kija dla cesarzowej Rzymu! - oznajmiła, a Faustyna wypiła duszkiem.
- Bardzo dobre, choć trochę… gorzkie – pochwaliła żona Marka Aureliusza. - Jak ciebie zwą?







- Jestem Wielki Ożóg, a pochodzę z plemienia Czarnych Podniebień, które mieszka w prowincji Maziva i istotnie rodzi się w czarnym podniebieniem – na dowód, że mówiła prawdę, Wielki Ożóg rozdziawiła usta, z których wtem wyskoczyła żaba.
- To Fedira; mój chowaniec – wyjaśniła Wielki Ożóg.
- Zdolna jesteś – pochwaliła cesarzowa.
- O, tak – przytaknęła Analpijka. - Znając odpowiednie wywary i zaklęcia potrafię nawet zamienić Księżyc w krowę i wydoić zeń mleko – Faustyna słysząc to roześmiała się serdecznie.
- A co to masz za ładny wisiorek? - spytała cesarzowa wskazując na ozdobę wiszącą między nagimi piersiami rudej wiedźmy.






- A, to magiczne wahadełko, które w Noc Kupały dał mi Inkub o ognistym nasieniu. W środku zawarty jest demon ankluz, który pomaga mi w czarach – gdy tak rozmawiały, goryl o zielonym włosiu i nogach słonia, począł bić rękami w bęben z ludzkiej skóry, na znak, że czas zacząć orgię…

*

Filip był synem Aureliana Tydeusza Falcona; rzymskiego kupca, którego ród od pokoleń trudnił się sprowadzaniem bursztynu znad Morza Srebrnego. Po swej matce, byłej niewolnicy z plemienia Markomanów z Bohemii, Filip odziedziczył jasne włosy i oczy podobne do dwóch szafirów. Od lat chłopięcych wyprawiał się z ojcem do Analapii, przeto całkiem dobrze poznał słowiańską mowę i obyczaje. Budził zachwyt w sercach niewieścich, tak Rzymianek jak i barbarzynek. Minęło już pięć lat odkąd jego ojciec potajemnie przyjął chrzest wraz z całym domem. Filip umiłował Crostosa i Jego Dziewiczą Matkę całym swym sercem młodym i gorącym. Kiedy wraz z ojcem bawił w Analapii, czarownica Wielki Ożóg zapragnęła pieszczot w jego ramionach. Poczęła go wabić ku sobie miłosnymi zaklęciami, naparami i talizmanami, jednak wszystkie jej magiczne zabiegi rozbijały się o czystość młodzieńca jak fala o skałę.
- Czy jestem brzydka, że nie chcesz legnąć ze mną? - łkała Wielki Ożóg.
- Nie jesteś brzydka; jesteś piękna – powiedział Filip ocierając jej łzy z rozpalonego policzka. - Jeno mój zakon zabrania obcować cieleśnie z niewiastą, która nie jest żoną. Tego właśnie wymaga miłość, która stawia wymagania i umie czekać.
- To opowiedz o tym swoim zakonie – poprosiła Wielki Ożóg.
Filip zaczął jej więc opowiadać o życiu Jezusa i prawdach wiary chrześcijańskiej. ,,Skoro Filip to wyznaje, nie może to być złe’’ - pomyślała Wielki Ożóg i wyraziła pragnienie udania się z Filipem i jego ojcem do Rzymu, aby tam przyjąć chrzest.
- Jeśli chcesz zostać chrześcijanką, musisz wyrzec się magii – przykazał surowo Filip – jest to bowiem ścieżka demona, która wiedzie ku zatraceniu – Wielki Ożóg bez zwłoki zdjęła z szyi nawąz z wahadełkiem i cisnęła je w błoto.
Plaże Morza Srebrnego hojnie obdarowały Rzymian złocistym bursztynem. Gdy zapełniono niż już wozy ciągnięte przez woły, ruszono z powrotem na południe.







- Ciekawiło mnie zawsze czy owe srebrnomorskie ryby, których śluz zamienia się w jantar, dałoby się zaaklimatyzować w Morzu Śródziemnym? - dumał Filip. - Wówczas my Rzymianie nie musielibyśmy wyprawiać się po niego tak daleko.
- Wtedy Analapia i Burus poniosłyby straty – zauważyła trzeźwo Wielki Ożóg.
- Zwróć też uwagę, synu – zabrał głos Aurelian Tydeusz Falcon – że pewnikiem śródziemnomorska woda mogłaby się okazać dla ryb bursztynowych zbyt ciepła i słona, a kto wie czy nie zniszczyłyby one jakichś miejscowych ryb. Nie należy, nie mając rozeznania jakie to wywoła skutki, naruszać porządku przyrody ustanowionego przez Boga.
- Mówicie jak jakiś filozof przyrody, panie – rzekła z podziwem Wielki Ożóg.
- Po prostu w młodości czytałem ,,Zwoje Gai’’ Aleksekosa z Dodony – odrzekł ojciec Filipa.
Czarownica rada była ujrzeć Rzym, o którym tyle się nasłuchała na sabatach od cesarzowej Faustyny, jednak Incubus – Čort obmierzły, który niegdyś był jednym z tych latawców świetlistych, które wybrały zło, nie zamierzał odpuścić Wielkiemu Ożogowi tego, że wyrzuciła w błoto wahadełko. Im bliżej było Rzymu; miasta męczenników, tym Analapijka gorzej się czuła. Bledła i czerwieniała na przemian, pociła się i wstrząsały nią dreszcze i coraz częściej powtarzała:
- Nie jedźmy tam. W Rzymie jest moja zguba.







W końcu gdy przekroczyli rogatki stolicy imperium, w Wielki Ożóg wstąpiła siła nieludzka, a z jej usta wraz z krzykiem strasznym i grubymi słowy zdolnymi zawstydzić pijanego woźnicę, sypały się ćmy naznaczone trupią główką, żmije i ropuchy. Miotała bluźnierstwa straszliwe przeciw Bogu i całemu Dworowi Niebieskiemu. Unosiła się nad ziemią i najsilniejsi mężczyźni nie byli władni jej okiełznać. Wówczas Filip posłał po Sofoniasza, kapłana, który z polecenia Papieża wypędzał złe duchy. Był to starzec siwy jak gołąb, który wiele wycierpiał z rąk pogan za bycie chrześcijaninem. Zamknął się w pokoju razem z opętaną i począł odmawiać modlitwy; wzywał w nich Maryję i św. Michała, aż o drugiej w nocy Inkub ze straszliwym wizgiem opuścił ciało Słowianki.
Minęły cztery tygodnie od tego wydarzenia. W Wielką Sobotę w mroku katakumb, Papież ochrzcił Wielki Ożóg nadając jej imię Krystyna ,,bo dla Krysta porzuciła czary’’. Niedługo potem wyszła za Filipa i mieli gromadkę dzieci.