,,Germanie
sławią w starodawnych pieśniach, które są u nich jedynym
pomnikiem tradycji i dziejów, boga Tuistona zrodzonego z ziemi. Jemu
przypisują syna Manna, protoplastę i założyciela tego ludu,
Mannowi zaś – trzech synów, od imion których najbliżsi Oceanu
nazywają się Ingewonami, mieszkający pośrodku Herminonami, a
pozostali Istewonami. Niektórzy […] powiadają, że było więcej
synów Manna i więcej nazwa ludów: Marsowie, Gombrywiowie,
Swebowie, Wandyliowie’’ - Tacyt ,,Germania’’

Stary,
siwowłosy Hagen podążał
nad ranem na piaszczysty brzeg Morza Germańskiego w ślad za swoim
wychowankiem, księciem Tuistonem. Był synem teutońskiej
królowej Erdy, nazywanej w sagach i kronikach Jördą i Ardabertą
oraz nieznanego ojca. Wzrostem i siłą przywodził na myśl olbrzymy
i trolle z mroźnego Nürtu.
Jego błękitne, zimne oczy wyrażały bezgraniczne okrucieństwo,
włosy zaś miał długie i płowe. Każdemu kto ośmielał się
zarzucić mu nieprawe pochodzenie, Tuisto zadawał własnoręcznie
śmierć długą i bolesną. Zdawał się nie znać strachu, innych
uczuć właściwych rodzajowi ludzkiemu zresztą też nie. Na łowach
ubił niezliczone krocie turów, żubrów, dzików, niedźwiedzi i
wilków. Równie bezlitosny i nieustraszony jak dla puszczańskiej
zwierzyny był wobec orężnych wojowników z plemion germańskich,
celtyckich i słowiańskich, z którymi potykał się na polach
bitew. Śpiewano o nim pieśni i lękano się jego gniewu.
-
Tuisto, którego piastowałem
od jego pacholęcych, wyróżnia się spośród okolicznych książąt
i królów niczym orzeł wśród sokołów. - Mawiał w swoim sercu
stary Hagen, kraśniejąc przy
tym z dumy.
Tuisto
miał na dłoniach rękawice z żelaznych łusek, sporządzone na
zamówienie przez karła Mima i jego brata, Rugela w górzystej
Hercynii. Na każdej łusce była wygrawerowana runa, znak magicznego
pisma. Tuisto stanął nad brzegiem.
-
Barythus! - Wypowiedział, jodłując prastare zaklęcie króla
Odyna, dające władzę nad potworami.
Ryc. za: Sositanic1912
Siwe
włosy na głowie Hagena stanęły dęba, ujrzał bowiem rzeczy
przerażające. Z fal huczącego morza wynurzył się potwór,
którego sagamadrzy nazywali orkżmijem. Był to ogromny smok morski
z głową i tułowiem orki, przednimi łapami krokodyla, ogonem żmii
i płonącymi oczami. W rozdziawionej paszczy sterczały długie i
cienkie kły, ociekające jadem, zaś język stworzenia był długi i
rozwidlony na końcu. Hagen łudził się aż do tej pory, że
orkżmije istnieją jedynie w wyobraźni poetów, że są zbyt
straszne, aby żyć w rzeczywistym świecie. Dziś przyszło mu
zmienić zdanie. ,,Jakie
jeszcze inne potworności kryją głębiny?’’
- Pomyślał z trwogą starzec. Orkżmij tymczasem wypełznął na
brzeg. Kłapiąc jadowitymi
szczękami, rzucił się w stronę księcia Teutonów z
niedwuznacznym zamiarem pożarcia go.
-
Mam wolę mocy! - Zawołał Tuisto.
Wskoczył
na grzbiet orkżmija i dalejże okładać go po głowie i długiej,
trójkątnej płetwie zakutymi w żelazo pięściami,.
-
Jestem twoim panem z rodu panów świata! Będziesz mi służył,
albo zdechniesz! Zrozumiałeś?!
Pobity
orkżmij wydał żałosny jęk na znak, że się poddaje. Nad Morzem
Germańskim nastał różowy
świt. Tuisto był z siebie dumny jak paw.
-
Pomożesz mi ujarzmić dumne córy Czarnogłowa!
-
Gro… - Zaryczał w odpowiedzi orkżmij.
*
-
Wieczne utrapienie z tą germańską dziczą! - Gniew malował się
na pięknym obliczu królowej Sediny, która miotała się po sali
tronowej jak lwica w klatce.
Tego
dnia miała na sobie suknię barwy byczej krwi obszytą złotogłowiem.
Trudno jej było się uspokoić, bo wieści napływające zza Lebany
brzmiały zaiste niepokojąco. Trzy lata po sromotnej klęsce
Hestvika, króla Cymbrów, nowy władca teutoński zaatakował
królestwo jej siostry, Żywi. Wedle słów zwiadowców nazywał się
Tuisto. Nie znał lęku ani litości. Uderzył na Bliski Zachód,
poszukując łupów i sławy z wywarcia pomsty za klęski swoich
poprzedników na tronie. Żywia
nieugięcie odpierała krwiożercze hordy, dzielnie wspierana przez
siostrę. Wieści z pola walki nie napawały jednak nadzieją.
-
… Przeklęty Tuisto zadaje klęski Słowianom również na morzu –
relacjonował zwiadowca imieniem Bogdar. - Spustoszył arkoński
chram Świętowita na świętej wyspie Ranie. Przeciw naszym bojowym
okrętom ma na swe usługi potwora morskiego, zwanego orkżmijem.
Zwołał również pod swe sztandary trolle i olbrzymy z dalekiego
Nürtu. Nikłe mamy szanse
na zwycięstwo. Być może przyjdzie nam poszukać nowej ojczyzny. -
Sedina spojrzała na swego woja tak dzikim wzrokiem, że struchlał
niczym przed obliczem samej Mar – Zanny.
-
Wielki Czarnogłów, mój
ojciec uczył Żywię i mnie, że nie należy się nigdy poddawać,
zaś rozpacz oznacza przydawanie zła do zła. Obie pozostaniemy
wierne temu przesłaniu.
-
Wiedz, pani, że już teraz
Tuisto nie okazuje cienia litości dla słowiańskich niewiast i
dziatek – oponował Bogdar. - Nasz opór może jedynie pobudzić go
do jeszcze większego okrucieństwa.
Sedina
powstała z tronu i nie zważając na głosy sprzeciwu, wydała
rozkaz swoim wojom.
-
Oznajmijcie moje słowa! Niech żercy zaniosą modły i obiaty przed
trony Trygława, Świętowita, Jarowita, Juraty i wszelkich innych
Enków wiernych Agejowi. Roześlijcie wici do moich wasali z całego
Pomori, a także do stolimów, gryfów, Lynxów z Ynańska, Neurów,
żmijów, smoków powietrznych, julków i turoni. Bądźcie
nieustraszeni a wasze miecze niech pozostaną ostre!
-
Będzie jak rozkazałaś, pani. - Odrzekł Bogdar z pochyloną głową
i pięścią przyłożoną do serca. - Ten bęś, Tuisto nie będzie
nam pluł w twarz.
-
Ani naszych dziatek uprowadzał w niewolę. - Dodała stanowczo
Sedina.
*
Ryc. za: Anna Świrszczyńska ,,Jak Krak zbudował Kraków''
Leśne
dziady miały swoje komysze w puszczach rosnących po obu stronach
Odirny. Wzrostu nikczemnego, dorosłemu mężowi sięgały ledwo do
pasa. Pokryte zieloną skórą, miały długie włosy i zmierzwione
brody tejże barwy oraz oczy żbików. Jeździły na grzbietach
jeleni i saren, czasem też wilków. Potrafiły wydawać głośne
okrzyki, budzące lęk w sercach tych, którzy zakłócali ich
spokój. Od ery dziewiątej, kiedy pierwsze z nich pojawiły się na
świecie, cieszyły się zasłużoną sławą istot długowiecznych i
mądrych. Król Czarnogłów zakazał
swoim poddanym pod surowymi karami niepokojenia leśnych dziadów i
niszczenia ich siedlisk. Żywia i Sedina troszczyły się o
przestrzeganie tego zakazu, wydanego przez ich ojca.
Flor,
najstarszy z leśnych dziadów, którego włosy przypominały barwą
igliwie srebrzystego świerku, był ich królem. Zamiast złotej
korony nosił jako oznakę swojej godności wianek z kaczeńców. O
świcie przyjął na audiencji, zasiadając na dębowym pniaku niczym
na tronie, pazia Veltona, przybyłego z Sedinum. Posłyszał od niego
o najeździe Teutonów, palących sioła i grody, nie mających
litości dla dzieci, niewiast i starców, rabujących chramy i
kąciny. Flor zawrzał gniewem sprawiedliwym, słysząc o tych
wszystkich okrucieństwach. Zadął w róg tura i na cztery strony
rozesłał krogulce, zwołując na wiec leśne dziady z całej
puszczy.
-
Do wieczora możesz się tu spodziewać nawet dwóch setek moich
poddanych. - Flor oznajmił Veltonowi.
Istotnie,
leśne dziady nie kazały swojemu królowi długo na siebie czekać.
Rozpaliły ognisko za pomocą zielonego kamienia, oprawionego w
srebro i usiadły wokół niego kręgiem. Flor zastukał dębową
lagą o kamienną płytę, dając tym sygnał do rozpoczęcia wiecu.
Jako pierwszy wystąpił młody poseł królowej
Sediny, w przejmujący sposób kreślący okrucieństwa Germanów.
-
Honor nakazuje nam walczyć ze złem, broniąc napadniętych. - Flor
podsumował orędzie pazia.
Zapadła
cisza, przerywana jeno brzęczeniem komarów. Przerwał ją dopiero
leśny dziad Geres Jednooki.
-
Kierować powinniśmy się nie honorem jeno rozumem. Co nas obchodzi
kolejna wojna między ludźmi? Wątpliwe,
aby Tuisto ważył się wyciąć naszą puszczę. Zresztą ludzie
lubią i umieją kłamać, więc ta wojna jest pewnikiem ich
wymysłem, aby mogli nas w ten sposób wykorzystać.
Geres
nie był lubiany wśród leśnych dziadów. Wiedziały o nim, że
kilkakrotnie uczestniczył w sabatach czarownic, składających
krwawe żertwy piekielnemu wężowi Gorynyczowi.
-
Nie słuchać tego sprzedawczyka! We dwa kije go! - Rozległy się
groźne pomruki.
Flor
ponownie zastukał lagą w płaski kamień.
-
Czy wdzięczność i wierność danemu słowu mają dla was jeszcze
jakieś znaczenie? Czyście zapomnieli jak królowa Sedina w
początkach swego panowania broniła nas u boku Boruty przed
wściekłymi ukąszeniami leśnych lisów? Pamiętacie jeszcze jak
dziękowaliście jej za wybawienie, całowaliście po rękach i
ślubowaliście sami udzielić pomocy, gdyby znalazła się w
potrzebie? Mam wam przypomnieć jak braliście Trygława na świadka?
Dziady
pospuszczały zielone głowy, a ich serca wypełniła sromota. Gerez
powstał na równe nogi i
zawstydzony wziął je za pas. Nikt już więcej nie zwrócił na
niego uwagi.
-
Pokażmy ludziom, że leśne dziady są prawe i dotrzymują słowa! -
Flor przemawiał z coraz większym żarem. - Wsiadajcie na grzbiety
jeleni, łosi, wilków, tarpanów, sam osiodłam swojego królewskiego
żubra. Weźcie w dłonie włócznie, zatrute strzały a krzemienne i
brązowe topory. Nastawcie się na bój długi i zażarty z wrogiem
zdradliwym i bezlitosnym. Nie wierzcie w ani jedno słowo gdy Tuisto
będzie skomlał o swej chęci pokoju. To będą tylko chytre
wybiegi, aby mógł kąsać jak podstępna gadzina.
-
Niech żyje Flor! To JEST nasza wojna! - Wokół
ogniska rozległy się krzyki, których echa
docierały do położonych na skraju lasu chat.
*
Nie
tego Tuisto spodziewał się, najeżdżając ziemie Słowian. Mając
po swojej stronie orkżmija i inne potwory, oczekiwał zwycięstwa
łatwego i szybkiego. Od najmłodszych lat Hagen i inni wychowawcy
wpajali mu pogardę wobec Słowian. ,,Ci
co mieszkają na wschód od Lebany
nie są ludźmi, ale brudnymi i leniwymi zwierzętami. Za cokolwiek
się wezmą, nic nie potrafią zrobić porządnie. Mężowie
słowiańscy są głupi i zapijaczeni, zaś ich zawszone niewiasty
ganiają się nago po lasach. O ile nie poczują nad sobą
teutońskiego bata, nie da się ich zagonić do żadnej pożytecznej
pracy’’. Opowieści
o dawnych zwycięstwach króla Czarnogłowa i jego dwóch córek
odniesione nad kolejnymi nawałami Teutonów, Cymbrów, Sasów,
Wandalów i Gotów jakoś nie mąciły przekonania Tuistona o
całkowitej wyższości jego ludu nad Słowianami. Cieszył się za
to na myśl o czekającej go sławie, obfitych łupach i powabnych a
bezbronnych brankach.
Ryc. za: Legendarium pl
Tymczasem
wasale i sojusznicy nie zawiedli Sediny ani jej siostry Żywi. Za
każdy zdobyty gród, bądź sioło Germanie płacili słowiańskiemu
orężu wysoką daninę z poległych witezi. Teutonów zabijali tak
ludzie jak też rozjuszone wilki, niedźwiedzie, żubry, tury, dziki,
gryfy, żmijowie a nawet miedzianki, szczury i szerszenie. Rusałki i
wodniki wciągały ich z chichotem w głąb rzek i jezior. Najezdnicy
ginęli nie tylko w boju, ale też od zatrutego jadła i piwa. Jeśli
któryś z nich kładł się z nierządnicą w zamtuzie, zostawał
przez nią zarżnięty niby świnia. Przysięgi dotrzymał Flor wraz
z podległymi mu leśnymi dziadami, a także siedem szczepów leśnych
ludzi, południce, stolemy… Obrońcy zachodnich rubieży Sklawinii
unikali bitew w otwartym polu, niestrudzenie nękając nieprzyjaciół
wojną szarpaną. Tuisto szalał z gniewu. Rycząc jak ranny tur,
przyzywał na pomoc Lokiego, Surta, Nidhögga
i wszelkie ciemne moce. Siekł dwuręcznym mieczem wzburzone fale
Morza Srebrnego, jakby chciał je ukarać za swoje klęski…
*
Ryc. za: Nikolay Todorov
Sława
kupca Wyszaka sięgała daleko poza rogatki rodzinnego Sedinum.
Uhonorowany przez Sedinę tytułem Admirała Bezmiarów, na
Atlantydzie został przyjęty do Gildii Obieżyświatów. Z rąk
króla Ponthara otrzymał order Róży Wiatrów, będący najwyższym
odznaczeniem tego wyspiarskiego mocarstwa na oceanie At – Azalath.
Bawiąc wśród Atlantów zamyślał zbadać wielki, zachodni ląd,
Hesperię. Dzieliła się ona na dwie połowy; północną Incalię i
południową Umaur. Uwagę Wyszaka przykuł osobliwie tajemniczy
region południowej Incalii, nazywany na ówczesnych słowiańskich
mapach Gumieńcami. Miały porastać go lasy drzew rodzących gumę
na podobieństwo poszukiwanej gumy arabskiej. W Gumieńcach mieszkali
ludzie przez Atlantów nazywani Olmekami, o których prawiono, że
przypominali wyglądem zarówno Murzynów jak też Sineańczyków.
Ciekawość paliła Wyszaka niby smoczy płomień. Zdecydował się
jednak odłożyć dalekosiężne plany odkrywcze na bardziej
sprzyjającą okazję. Kiedy stał na pokładzie ,,Daru
Sediny’’, płynącego
w stronę Gumieniec, przyleciała do niego mewa Elifaga, poświęcona
Juracie. Ludzkim głosem oznajmiła Wyszakowi, że Sedinum zagroził
najazd Tuistona, księcia Germanów. Słysząc to poselstwo, Wyszak
rozkazał momentalnie sternikowi, aby zawrócił korab na wschód.
-
Moja królowa mnie potrzebuje. Nie zostawię jej bez pomocy! -
Wyjaśnił swoją decyzję załodze.
*
Powyżej: wieloryb Monstro z ,,Pinokia'' Disneya
Orkżmij
zatopił siedmiokroć po
siedem bojowych korabi słowiańskich niczym niemożliwy do
okiełznania bałwan morski. W jego zębach solidne, dębowe burty,
wiosła i maszty pękały z trzaskiem niczym wyschnięta kora
ciśnięta w ognisko. W najodważniejszych sercach budził lęk
zabobonny tak jak ongiś piekielny wieloryb Urabe z Solinska Lykanus.
Rozzuchwalony swoją potęgą i bezkarnością, jął zapuszczać się
wraz z nurtem rzek coraz dalej w głąb lądu, aby i tam siać
spustoszenie.
Żywia,
zmuszona opuścić królewski pałac we Wkryujściu ukrywała się w
puszczy. Na czele hufca trzydziestu najwierniejszych witezi kierowała
wojną szarpaną przeciwko nieznającym litości hordom Tuistona. Nie
zawiodła się na prostych kmieciach, drwalach, bartnikach i
rybakach, którzy z wielkim oddaniem wspomagali swoją królową w
walce, pomimo krwawych represji ze strony najeźdźcy. Orkżmij
dopadł ją w czasie popasu w dworku, wzniesionym nad brzegiem Wkry i
ocienionym wierzbami. Wraz z pojawieniem się na niebie srebrnej
tarczy Księżyca, wynurzył się z rzeki. Jego smoczej sile nie
oparła się ani zaostrzona palisada, otaczająca dworzyszcze ani
oręż wojów walczących w obronie królowej. Żywia straciła już
nadzieje na ocalenie, lecz nie odwagę. Niczym dzika kotka, osaczona
przez sforę prześladowców, krótkim mieczem saskiej roboty,
nazywanym przez nią Kostranem, zadawała wciąż nowe rany
potworowi.

-
Walczysz jak baba, he, he. - Orkżmij zarechotał ludzkim głosem. -
Wiesz co to znaczy robić coś jak baba?
Koniec
walecznej królowej w paszczy bestii wydawał się już przesądzony.
-
Skoro nie szanujesz męstwa królowej, przyjmij cios zadany ręką
syna Novalsa! - Żywia ocierając dłonią czoło z potu i krwi
ujrzała posuniętego w latach, lecz wciąż krzepkiego woja.
Dzierżył
oburącz złotą maczugę, przywiezioną przed laty z dalekiej,
górzystej krainy Chimu, położonej na kontynencie Umaur. Skoczył
na kark orkżmija i dwukrotnie opuścił maczugę na jego głowę.
Łup! Łup! Czaszka morskiego potwora pękła z głośnym
chrupnięciem, zaś jego gorący jak ukrop mózg wylał się na
podobieństwo kipiącej zupy z garnka. Żywia odetchnęła z ulgą.
Wybawca podszedł do niej. Rozpoznała w nim Admirała Bezmiarów,
sławnego Wyszaka, którego opowieści o dalekich krajach słuchała
rok temu podczas Maslenicy na dworze we Wkryujściu.
-
Sława Juracie, że sprowadziła waszmość na odsiecz! - Zawołała
królowa i ucałowała żeglarza w szorstki policzek.
-
Płynąłem zbadać Gumieńce, gdzie żyją Olmekowie – rzekł
Wyszak. - Wróciłem jednak gdy mewa powiedziała mi o nowej wojnie z
Germanami. Nie będzie przeklęta ich chciwość i buta!
Żywia
obejrzała uważnie w świetle łojowego kaganka ubitego orkżmija.
-
Dawno nie spotkałam junaka, który pokonałby równie groźnego
przeciwnika. - Rzekła z zachwytem.
-
Co masz na myśli, pani? - Nie zrozumiał Wyszak.
-
Ubiłeś właśnie orkżmija, bestię z Morza Germańskiego. Dzięki
tobie Tuisto postradał swój najbardziej śmiercionośny, żywy
oręż. Daj, dwugłowy Mieczysławie, aby to był początek końca
jego zbrodni! - Żywia westchnęła do Enka wojny sprawiedliwej.
*
Ryc. za: golubovy
Tuisto
szalał jak energumen, gdy doniesiono mu o śmierci orkżmija. Miotał
bluzgi, przy których ork poczerwieniałby ze wstydu jak panienka.
Kiedy wywijał wokół siebie mieczem, nawet najodważniejsi wiciądze
teutońscy woleli zejść mu z drogi. Im dłużej prowadził wojnę,
tym bardziej gniew jego narastał. Jakżeby inaczej skoro
sprzymierzone olbrzymy Horst, Aldaryk i Thunost, przybyłe z
dalekiego Nürtu zginęły z rąk witezi słowiańskich. Germanie co
dzień tracili machiny oblężnicze i konie. Nawet nocnice przynosiły
im zgubę, gdy zasypiali w swoich namiotach.
Na
początku czerwca, kiedy deszcz padał obficie na podobieństwo łez
Mokoszy, przelanych nad jej zwaśnionymi dziećmi, Tuisto zasięgnął
porady wyroczni Wotana. Wyroki ponurego pana pól bitewnych i
szubienic odczytywano w niej, rzucając runami.
-
Złe wieści, dostojny panie. - Pokręciła głową młoda wróżbitka,
odziana w czarną szatę z kapturem. - Słowianie zadali twym siłom
zbyt wiele strat, abyś mógł teraz ich zwyciężyć. Mądry Wotan
doradza ci, panie, abyś zawarł z obiema królowymi pokój na
możliwie honorowych warunkach.
Tuisto
poczerwieniał na twarzy jak płomienie Muspellheimu.
-
Ty wywłoko! - Ze zwierzęcym rykiem uderzył pięścią oblicze
kapłanki, łamiąc jej nos. - Herceg Teutonów nigdy nie prosi o
pokój, ale bierze mieczem wszystko czego pragnie. Każę cię
powiesić na suchej gałęzi za zdradę!
Nazajutrz
Tuisto wydał Sedinie bitwę pod wsią Scolvinum, przylegającą do
jej grodu stołecznego. Sedina nie oszczędzała siebie. Na równi z
mężami zabijała ostrzem swego miecza orężnych Germanów. Po jej
prawicy walczył Dziczanim, mąż z głową dzika, po lewicy zaś
turoń, kłapiący zębatą paszczęką. Tuisto torował sobie do
niej drogę, rycząc jak wściekły słoń. Pomimo odniesionych ran,
starczyło mu jeszcze sił, aby zarąbać Dziczanina i turonia.
Następnie uderzył płazem w dłoń Sediny, wytrącając jej oręż.
-
Poddaj się dumna, wendyjska suko, a poprzestanę na zerżnięciu
twej rzyci. W przeciwnym razie wypruję ci flaki.
Sedina
zaskoczyła wszystkich, tak współczesnych jak i potomnych,
wykonując szybki ruch ręką.
-
Sam tego chciałeś, szkopski wieprzu! - Królowa zasyczała jak
żmija, wbijając z całej siły palce w oczy wodza Teutonów.
Ponoć
nauczyła się tego przed laty od wojownika z dalekiej Chazarii,
bawiącego w poselstwie na dworze jej ojca, Czarnogłowa. Tuisto
wydał z siebie żałosny ryk bólu. Po raz pierwszy od lat
pacholęcych poczuł strach, gdy wokół niego zapadły
nieprzeniknione ciemności.
-
Dlaczego? Za co mnie to spotkało? - Mamrotał ogłupiały.
Ociemniały
wypuścił miecz z ręki. Nie stawiał oporu gdy rycerze Sediny
spętali go powrozami. Głos złotego rogu obwieścił koniec bitwy
pod Scolvinum, zwycięstwo Słowian.
*
,,Vae
victis!’’
-
Brennus (według Tytusa Liwiusza)
Ryc. za: Deep Dream Generator
Tak
na Bliskim Zachodzie jak też w Pomori wzięci w pęta Germanie
musieli w pocie czoła odbudowywać sioła i grody, które wcześniej
zniszczyli. Po ukończeniu tej pracy mogli powrócić do swojej
ojczyzny. Sedina odbyła triumf ulicami swego ukochanego grodu nad
Odirną. Jechała pozłacanym rydwanem, zaprzężonym w parę białych
koni, za którym wlókł się oślepiony Tuisto. ,,Sława
Sedinie!’’ - Rozbrzmiewały okrzyki w całym mieście.
Zwycięska królowa zamyślała zrazu wydać Tuistona w ręce kata,
aby ściął mu toporem głowę na Kruczym Kamieniu. Darowała mu
jednak życie ubłagana przez swą siostrę, Żywię, zawsze łagodną
i litościwą dla rozbrojonych jeńców.
-
Zabierzcie go do lochu, niechże po kres swego nędznego życia
obraca żarna! - Rozkazała Sedina.
Dwóch
strażników pochwyciło obalonego hercega pod ramiona i zaprowadziło
do lochu ciemnego i wilgotnego. Ten, który zwykł spożywać
pieczone mięsiwo i popijać je musującym piwem, teraz musiał
zadowolić się chlebem i wodą. Miast płaszczących się dworzan i
przymilnych nałożnic, towarzystwa dotrzymywały mu szczury i
pająki. Miękkie szaty zastąpiły łachmany, zaś miejsce złotych
pierścieni zajęły żelazne okowy. Niemal nikt go nie żałował,
mając w pamięci wyrządzone przezeń krzywdy.
-
Po kiego grzyba, nasza królowa miałaby okazywać miłosierdzie
tyranowi, który sam nigdy go nie okazywał? - Na rynku Sedinum
gardłowała przekupka, sprzedająca jaja.
-
Niechże go Čortieńsk pochłonie! - Dodała zapalczywie jej
koleżanka.
Tuisto
płakałby, gdyby miał jeszcze oczy.
*
Liszeń
(Lisenus), liczący sobie jedenasty rok życia, pracował jako
kuchcik na zamku Sediny. Niewiele było z niego pożytku. Leniwy i
pogrążony w marzeniach, uwolnił kiedyś kurę przeznaczoną na
rosół, za co otrzymał cięgi od kucharza. Wysłany do piwnicy po
omszały gąsior z panońskim winem, posłyszał jęki uwięzionego
Tuista. Zaciekawiony podszedł bliżej i zrobiło mu się żal
więźnia.
-
Jak ci pomóc, panie? - Spytał kuchcik.
-
Przynieś mi korzeń czarnej pietruszki, wyrosłej z krwi Niecnota…
- Poprosił Tuisto, wciąż mający w pamięci nauki czarownic,
przekazane mu w górzystej Hercynii.
Nazajutrz
Liszeń, wykorzystując niedbalstwo strażników, znalazł czas na
przyniesienie żądanego korzenia. Tuisto schrupał go w całości.
Ledwo przełknął ostatni kęs, zmienił się nie do poznania. Urósł
tak bardzo, że wyrżnął głową o sufit. W pustych oczodołach
zalśniły szkarłatne ślepia. Mówiąc krótko a węzłowato,
Liszeń ujrzał w celi stojącego na zadnich łapach, ziejącego
ogniem, zielonego smoka. Wzdłuż jego grzbietu wystawały dwie
listwy kostne zakończone kolcami, głowę zaś wieńczyła para
złotych, zagiętych do tyłu rogów. Smok wyłamał bez wysiłku
żelazne wrota swej celi.
-
Oto podzięka.. - Zawarczał, chwytając łapą Liszenia. - Za
głupotę! - Dodał, miażdżąc głowę chłopca potężnymi zębami.
Dobiegający
z lochu rumor zwabił uzbrojonych strażników. Nie byli jednak w
stanie sprostać potędze smoka, ani nawet zadrasnąć glewiami jego
grubej skóry. Tuisto przemieniony w potwornego gada, wyruszył na
poszukiwanie Sediny. Nastała ciemność nad grodem księcia Szczoty,
kiedy smok dopadł władczynię Słowian w jej sali tronowej. Królowa
oczekiwała go z obnażonym mieczem, gotowa do obrony. Choć nie
brakło jej odwagi, ta walka mogła być jej ostatnią. Ciosy
zadawane stalowym ostrzem, zdawały się jedynie łaskotać gada.
Pomimo to Sedina nie rzuciła się do ucieczki, anie błagała o
łaskę znienawidzonego oprawcy jej ludu. Jak przystało prawej córze
walecznego Czarnogłowa, zdecydowała się drogo sprzedać swoje
młode życie. Chors Car – Księżyc widział jej zmaganie z
wysokości swojego srebrnego tronu. Posłał białą ćmę, aby za
jej pośrednictwem przekazać zbawienną radę nieulękłej
wojowniczce. Ćma przysiadła na prawym uchu królowej i przemówiła
do niej ludzkim głosem.
-
Tnij mieczem w brzuch na wysokości pępka! To jedyny słaby punkt
smoka.
Sedina
posłuchała owada. Chlasnęła smoka we wskazanym miejscu. Tuisto
wydał ostatni, żałosny ryk, gdy jego krew i jelita zalały
kobierce w sali tronowej. Upadł na lewy bok, trzymając się gadzimi
łapami za wypływające flaki i skonał w boleści.
-
Cudzego nie chcę, a swego nie dam! - Zawołała donośnie Sedina. -
Niech zapamiętają to wszyscy wrogowie Sklawinii!