,,Kuna (Martes Cuv.), zwierzę drapieżne, należące do łasicowatych, występuje w Polsce w dwu gatunkach: k. leśna (tumak) [...]. K. domowa (kamionka) [...]'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 8 Kolejowe sądy rozjemcze do Laud William''
,,[...] Boruta i Leśna Matka często odwiedzali wioski Zajęczan, później zaś miasta żbiczańskie. Chcieli oglądać życie swych dzieci, razem z nimi dzielić troski i radości. Pewnego razu wjechali tak do Karpat (Carpatopolis). Przekroczyli bramę na łosiu i jednorożcu. Miasto wybudowane wśród gór było warowną i okazałą stolicą państwa Żbiczan. Strzegli go strażnicy zbrojni w łuki, ubrani w łuski wielkich ryb z jezior przyszłej krainy Burus - Synar, Mamir, Lykayuk... Mieli ponadto tą samą wybuchową broń, którą ich ojcowie wybili olbrzymy. Miasto było zielone, pełne Słońca i bawiących się dzieci, a także wiejskich chat, wielce kolorowych, pełnych rysunków na białym tle, a także okazałych dworców. W środku stał zamek króla jednego z następców Mrukvy I.
Pośród zieleni pełno było stawów i naturalnych jeziorek, gdzie łowiono ryby i nad którymi gnieździły się czaple i kormorany. Enkowie widzieli też pomniki Mrukvy I, Lisyvki, Čoka, Sapiehy, Cetlerusa, Żbika, Lestii, Atkaina i Światogora. Wszystkie były drewniane i pomalowane. Największe z nich to pomniki Boruty, Leśnej Matki i Żweruny. Mieli oni okazałe chramy, a pewien malarz uwiecznił scenę, w której spod pędzla Dziewanny wylatują niemal wszystkie gatunki ptaków; papugi, pawie, wilgi, bażanty, głuszce, sikory modre i bogatki, czaple, orły i łabędzie, krzyżodzioby, nagórniki, a także Tinez i Ridan, oraz Tinez Dwugłowy. Wielu mieszkańców pod postacią żbików żyło w parkach i ogrodach. Pełno było fontann, królewskich i dygnitarskich zwierzyńców i ogrodów z egzotycznymi roślinami, oraz obserwatoriów astronomicznych. Od Płanetników Żbiczanie nauczyli się budować 'jaja płomieniste'.
Boruta i Leśna Matka przybierali postaci żbików i Żbiczan by wypróbować czy serca mieszkańców Carpatopolis są równie piękne jak ich miasto. Jednak doznali przyjacielskiego potraktowania tylko w siedmiu chatach. Coś złego czaiło się w państwie Żbiczan''... - ,,Szmaragdowy latopis''.
*
Z
trójki kunich dzieci, to jedno, płci męskiej nie było ani
starsze, ani młodsze, ot średniak. Kunki właśnie skończyły już
ssać mamine mleko i nastała pora, by nauczyły się polować.
Zobaczyły właśnie pachnący, szumiący las, gdy wtem... Co to za
maszkaron? Smok wielkości lisa, mający czerwone oczy, błoniaste
skrzydła, kolczasty grzebień wzdłuż grzbietu i szponiaste łapy,
puszczając z nozdrzy kłęby dymu, zdawał się atakować małe
kunięta. Był to ten sam smok, co w erze jedenastej uderzył na Nist
i którego pożarł tam smok czerwony. Zwierz rozproszył małe i
oddzielił je od matki. Średniak biegł przed siebie, aż się
zgubił. Za sobą miał ognisty oddech. Biegł a raczej wykonywał
serię małych skoków, aż trafił na spokojnie przechodzącego
Żbiczanina. Wskoczył nań, a ten odruchowo schował zwierzątko pod
jaką. Wtem ujrzał brunatnego smoka i wzywając imienia Dziewanny
chroniącej przed leśnymi smokami, obnażył miecz. Potwór był
jeszcze młody, toteż bojąc się walki wzleciał w górę, aż
wzniósł się ponad jodły i znikł z pola widzenia.
Żbiczanin
odetchnąwszy zobaczył, że ma w jace kunie dziecko. Najpierw
postawił je na ziemi i czekał aż znajdzie macierz. Jednak kuniątko
i tak już przesiąknięte żbiczym zapachem nie chciało odejść od
wybawcy. Ten zabrał je więc do domu, po trzech dniach. Karmił je i
pielęgnował, aż wyrosło na wspaniałą, dużą kunę. Żbiczanin
zdumiał się niepomiernie gdy zwierzę zaczęło doń mówić w
języku starokrasnym:
-
Deculiyen pa, gucen Felicydy1
- ,,dobry Żbiczanin'' aż złapał się za głowę.
- Ty
mówisz! - miauknął przeraźliwie.
Z
czasem polubił tę umiejętność Kuny, bo tak nazwał zwierzę.
Chętnie pokazywał je znajomym i przyjaciołom. Pewnego razu nasz
Żbiczanin wydał przyjęcie dla przyjaciół, a jego atrakcją było
puszczanie ,,szmergli'' czyli fajerwerków. Rybałci śpiewali o
miłości, aż nadszedł kulminacyjny moment. Pan domu nakazał kunie
mówić.
-
Nie bójcie się miłości Agejistis2
co wymaga, bo najpierw napełnia serce balsamem, potem piołunem, by
potem znów napełnić jeszcze świetniejszym balsamem. Bójcie się
raczej ,,miłości'', która nie wymaga, a tylko daje, bo takowa
zostawia pustkę i ból.
- Tylko nie
rzucajcie nożami w zwierzaka za mówienie prawdy! - pisnął
gospodarz.
-
Strach jest zły - kontynuowała Kuna. - Wiem, że Licho zwiodło
Żbika i Lestię strachem. Wmówiło im, że Zajęczanie zamkną ich
w klatkach, a potem zabija i zjedzą. Wasi prarodzice najpierw
unikali ludu o głowach zajęcy, a potem upolowali jednego z synów
Łagusa, gdy się zabłąkał w lesie, a potem go zjedli. Potem
wybuchła wielka wojna między obu rasami, aż jedna zniszczyła
drugą - goście poczęli skubać wąsy. - Innym razem myszka tak się
bała, że poszła do Mokoszy i jęła prosić: ,,Mateńko, boję
się kota, Zamień mnie w niego''. Mokosza spełniła prośbę. Lecz
kot bał się psa. Zamieniony został więc w psa, który bał się
lubarta, czyli pantery. Z kolei pantera lękała się mantrykony.
Mokosza zmieniła wreszcie panterę w myszkę. ,,Bałaś się jako
kot, pies, lubart, bo zawsze miałaś serce myszy; małe i
lękliwe''.3
Taka jest prawda. Miłość - uczciwa, troskliwa, ufająca, pełna
nadziei, cierpliwa i łaskawa jest ciężką pracą, powiązaną z
afektami, lecz nie będącą afektem. Niszczy samotność, otwiera na
innych. Skuteczniejsza od wszystkich zajęć, każde uszlachetnia,
chuć jest dla niej, lecz nie ona dla chuci. Bez niej odwaga staje
się zuchwalstwem, a rozwaga tchórzostwem - mowa trwała jeszcze do
północy, a potem Żbiczanie wrócili do puszczania ,,szmergli''.
Jednak wciąż byli pełni podziwu dla Kuny. Zwierzę zaś żyło ze
swoim gospodarzem. Gdy ten miał synka, bawiło się z nim. Raz do
domu podeszła młoda, bo wielkości łasicy Lakerta
giganteja. Zamierzała zjeść dziecko.
Jednak Kuna stoczyła walkę z zielonym jaszczurem. Wreszcie gad padł
z przegryzionym gardłem. Tymczasem wrócił nasz Żbiczanin i jego
żona. Ujrzeli zakrwawiony pysk Kuny i myśleli, że trzeba ją
zabić, bo to ona zjadła ich synka. Wtem zwierzę przemówiło:
- Zabiłem
nie dziecko, lecz zielonego jaszczura; był wielkości łasicy, bo
jeszcze młody. Pokażę wam! - rodzice poszli tropem Kuny i ujrzeli,
że mówi prawdę.
Zawstydzili
się swymi podejrzeniami i wyprawili ucztę na cześć zwierzęcia i
przede wszystkim dobrego Ageja.
Kuna
umarła śmiercią naturalną i wielu Żbiczan myślało, czy to
Kunetej - syn Boruty nie przybrał zwierzęcej postaci, by im
pomagać.
1
Dziękuję ci, dobry Żbiczaninie
2
idiom; ,,w Ageju''
3
zainspirowane kazaniem w kościele
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz