wtorek, 13 czerwca 2017

Zwierzęta stepowe cz. 2








Stepy są także dobrym środowiskiem dla licznych ptaków. Zaczynając od ich najliczniejszej grupy, wróblowatych, obok mających stepowy rodowód wróbli i skowronków, można by wymienić afrykańskie wikłacze. Spokrewnione z naszymi wróblami, często przypominają je sylwetką i sposobem odżywiania. Kolor upierzenia zależny od gatunku np. samiec wikłacza maskowego ma uwidoczniony w nazwie, podobny do maski czarny dziób i taką samą barwę reszty przedniej części głowy – kontrastujące z żółtym upierzeniem. Wikłacz czerwonodzioby ma nieco mniej kolorowe, płowe pióra, a czerwony kolor dzioba został uwidoczniony w nazwie. Wikłacz ognisty jest większy od powyżej wymienionych ptaków, o wydłużonym dziobie i ciemnoczerwonym upierzeniu. Żywią się owadami i ziarnem, które w jadłospisie wikłaczy przeważa nad ilością zjadanego białka zwierzęcego – w przeciwieństwie do naszych wróbli. Wprowadzenie na tereny ich występowania rozległych monokultur zbożowych, odmieniło tryb życia wikłacza czerwonodziobego i ściągnęło na niego gniew człowieka, jako na jedną z najgroźniejszych plag, ptasi odpowiednik szarańczy. Co wpłynęło na tak radykalną zmianę w ekologii wikłaczy? W naturalnym środowisku traw nie ma tak dużo jak na polach, mają one dużo wrogów, a obszary trawiaste w pierwotnej Afryce nie były aż tak rozległe jak lubimy sobie wyobrażać. Sztuczna dominacja stale pełnych w ziarno roślin trawiastych, którymi są zboża, zapewnia im nadmiar pokarmu i liczebność płodnych ptaków wzrasta do zastraszających rozmiarów (prawdopodobnie jest ich dwukrotnie tyle co ludzi). Zjadają one ziarna zbóż, będące ich podstawowym pokarmem i są bez pardonu tępione przez rolników. Zaciekłość w tępieniu tych ptaków nie zna żadnych granic. Są one masowo zabijane nawet z miotaczy ognia, a w porze lęgowej nagrywa się i puszcza ich głosy ostrzegawcze, aż opuszczone przez rodziców pisklęta zginą z głodu. Jaja i należące do gniazdowników pisklęta wikłaczy są chronione ścianami misternie splecionej roślinnej konstrukcji – ich gniazda. Wikłacze właśnie swoim gniazdom zawdzięczają nazwę i sławę. Budowane zawsze przez samca ze splecionych włókien roślinnych, nieraz w wielkiej liczbie spod dzioba jednego osobnika – wikłacze bowiem nie tworzą trwałych par monogamicznych. Duża liczba gniazd, a więc duża liczba zapłodnionych samic, daje to w sumie warte wysiłku efektywne pomnożenie własnych genów. Wiele gniazd utkanych przez osobniki młode jest przygotowaniem do przyszłej fabrykacji tych tworów w dorosłym życiu. Nie ma tkacza nad wikłacza.








O ile Afryka lub Indie są dla naszych bocianów terenem zimowania, o tyle przez cały rok spotykamy tam ich najbliższych krewnych. Tymi ptakami są marabuty dzielące się na dwa gatunki: marabut (Afryka, Indie) i adiutant (Indie). Temu ostatniemu Rudyard Kipling kazał w ,,Księdze dżungli'' rozmawiać razem z krokodylem i szakalem jako ,,żuraw – adiutant''. Trudno dociec dlaczego został ,,ochrzczony'' taką ,,wojskową'' nazwą. Odpoczywający marabut ze złożoną szyją wtuloną między napuszone pióra i z charakterystyczną gołą głową, może budzić skojarzenia z zadumanym starcem, może dlatego nazywając ptaka zapożyczono nazwę od ascetycznego, muzułmańskiego zakonnika, a może odwrotnie? Proporcje anatomiczne są podobne jak u bocianów, ale jednak bardziej ciężkie i masywne. Długi, gruby dziób, straszny dla ofiar, wrogów i nieuważnych karmicieli. Jest on osadzony na małej, łysej głowie, wieńczącej długą, równie łysą szyję. U marabuta wole jest przekształcone w monstrualnej wielkości wór, dobry jako poduszka dla ciężkiego dzioba. Adiutant nie posiada takiej niesamowitej ,,ozdoby''. Resztę ciała pokrywa piękne czarno – białe upierzenie, będące dawniej przyczyną zguby, ale o tym później. Nogi takie same, długie jak u bociana tyle, że nie czerwone. Marabuty są mięsożerne. Do ich monstrualnych dziobów ląduje każde dostępne białko zwierzęce (marabut może się połakomić nawet na ludzkie ekskrementy byle tylko choć minimalnie zroszone krwią). W ogrodach zoologicznych taki jadłospis wyświadcza marabutom znaczne przysługi. Zdenek Veselovsky wspomina na kartach ,,Głosów dżungli'' o pladze sierpówek, które wyjadały pokarm skrzydlatym mieszkańcom praskiego zoo. Kiedy zatrzymywały się przed wolierą adiutantów, te czekały, aż przybliżą się do karmnika i nagle ukatrupiona celnym ciosem dzioba sierpówka nikła w trzewiach ptaka. Tak więc obydwa gatunki marabutów w takich przypadkach nie tylko nie tracą pokarmu, ale jeszcze zyskują wkładkę mięsną z ciał niedoszłych ,,złodziei''. Tak jak bocian, marabut jest ptakiem synantropijnym, ale uważa na człowieka i o ile bocian jest pół – udomowiony, marabut swoją czujnością nieraz ,,zrobił w konia'' niejednego myśliwego. Zastrzelenie graniczy niemal z cudem, znacznie łatwiej pozyskuje się marabuta przez … żołądek i to na wędkę. Poważnie. Na wędkę łapie się tego ptaka jak rybę. No, prawie jak rybę. Nie używa się haczyka, który by poszarpał wole, a tylko przywiązuje się do kija baranią nogę. Marabut ją połyka i wpada w pułapkę. Ptak już odłowiony, dobrze się oswaja, nie próbuje uciekać. Nie atakuje opiekuna, należy tylko zachować bezpieczny dystans przy karmieniu, aby ręki nie urwał. ,,Żuraw – adiutant'' nie był żurawiem, ale naprawdę mógł skarżyć się na sprzątanie miasta, pozbawiające go pokarmu. Razem z sępami, szakalami i hienami, marabuty eliminują rozkładające się szczątki zwierzęce, których obecność w gorącym klimacie mogłaby grozić ludziom epidemią. Marabut nie doczekał się na swoim areale takiego poważania jak bocian w Polsce. Był masowo tępiony dla ozdobnych, białych piór obrastających okolice odbytu.








Spokrewnione z żurawiami dropie są to ptaki wielkie, czego wrażenie potęguje jeszcze obfite upierzenie i jednocześnie, razem z łabędziami są to najcięższe ptaki latające (18 kg). Mają wydłużone głowy z długimi dziobami, u samców ozdobionymi białymi pękami piór, które zaważyły na nadaniu dropiom staropolskiej nazwy ,,brodaczy''. Korpus masywny i ciężki, wymagający potężnych mięśni skrzydeł, aby być dźwigniętym do góry. Nogi przystosowane do sprawnego biegu. Na głowie upierzenie jest białe, patrząc w dół spostrzegamy pierzastą mieszaninę czerni i oranżu. Szczególnie pięknie wyglądają w czasie toków, kiedy ptaki ,,niby rycerze rodem ze średniowiecznych romansów'' stają w szranki w imię potrzeb gatunkowych. Drop jest ptakiem wyłącznie stepowym z racji ciężaru – aby się wzbić do lotu potrzebuje przecież wolnej, a więc otwartej i rozległej przestrzeni jaką ,,oferują'' stepy. Dropie zakładają gniazda naziemne, pisklęta są zagniazdownikami. Odżywiają się owadami i nasionami. Areał omawianego Otis tarda pierwotnie obejmował Europę i Azję Środkową. Ponieważ bytowanie tak okazałego ptaka na otwartym terenie jest stale zagrożone z powodu licznych drapieżników, dropie z iście żurawią czujnością unikają zagrożeń zarówno zwierzęcej jak i ludzkiej natury. Co ciekawsze, dzikie dropie gnieżdżące się wśród upraw, potrafiły rozróżniać znanych sobie chłopów. Jako zdobycz łowiecka dropie nie mają smacznego mięsa, ale i tak były dla niego odławiane, zwłaszcza zimą, kiedy traciły lęk przed człowiekiem, wybijano ,,do nogi'' całe stada tych ptaków. W średniowiecznej Anglii ich mięso zastępowało indyka na Boże Narodzenie, a że polowano na nie masowo, już w początkach XVI wieku wyginęły z wysp. Z powodu swej malowniczości, dropie były czasem chowane jako ptaki ozdobne na dworach gdzie żyły razem z drobiem. Jednak nie tylko zmasowane odłowy przyczyniły się do zagłady dropi. Zaszkodziło im także niszczenie stepów i mechanizacja rolnictwa przeszkadzająca tak przecież płochliwym ptakom. Gatunek Otis tarda spotykamy już tylko w ośrodkach hodowlanych, z czego w jednym z nich na terenie Polski wymordowano wszystkie ptaki. Dropie znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze.
Ptaki drapieżne często sobie wyobrażamy jako gnieżdżące się w niedostępnych rejonach gór i lasów, na samych szczytach. To prawda, ale tylko w wymienionych środowiskach górskim i leśnym, a także w miastach. Natomiast na stepach gdzie nawet jeśli się trafiają pojedyncze drzewa to rzadko, ptaki drapieżne często gnieżdżą się po prostu na ziemi. Może trudno w to uwierzyć, ale przecież muszą sobie jakoś radzić! Omówimy najbardziej charakterystyczne gatunki.








W XIX wieku oczom coraz liczniejszych eksploratorów wnętrza Afryki, ukazały się na sawannach niezwykłe ptaki, ni to orły, ni to bociany. Ich głowy wieńczyły pierzaste czuby, a że wówczas używano jeszcze piór do pisania, które czasem zakładano za ucho, ptaki te (należące do drapieżnych) nazwano sekretarzami. Według innej teorii, nazwę tę równie dobrze można było utworzyć od arabskich słów oznaczających ,,ptaka polującego''. Upierzenie szaro – białe, część nóg okrywają czarne pióra. Długie nogi zapewniają sekretarzowi dobry widok na gąszcz traw, gdzie wypatruje swego największego przysmaku – węży i to zarówno jadowitych jak i pozbawionych tej broni. Małe sztuki miażdży łapą , większe zabija po krótkiej walce. Oprócz węży, od których nazwano go ,,wężojadem'', pożera również gryzonie i owady. Znajduje się pod ochroną.








Podczas gdy sekretarz poluje na żywe zwierzęta, na afrykańskich sawannach i stepach Azji Środkowej żyją skrzydlaci ,,sanitariusze' tych terenów usuwający spośród traw padlinę. Tymi ptakami są sępy. Obdarzone charakterystycznym wyglądem, odgrywały dużą rolę w kulturze człowieka. Należące do nich ścierwniki białe były czczone w starożytnym Egipcie, później sępy stały się symbolem łakomstwa, były nielubiane, a czasem tępione. Niemal wszystkie stepowe sępy mają nagie szyje i głowy, co chroni je przed zabrudzeniem krwią i resztkami mięsa. Posiadają krezę z wystrzępionych piór. Reszta ciała wygląda jak u innych ptaków drapieżnych, ale majestatycznego wyglądu sępy nabierają dopiero w locie. Upierzenie ścierwnika białego sięga niemal po całą głowę i pozostawia nagie tylko okolice dzioba i oczu. Jak już wspomniałem podstawą wyżywienia sępów jest padlina, dlatego dla nich ,,zarezerwowana'' ponieważ dziób i szpony są zbyt tępe, by były skutecznie wykorzystywane w łowach. Sępy wypatrują padliny grupowo. Są zawiadamiane o jej obecności przez wypatrującego osobnika, siadającego obok trupa. Na ten sygnał pozostałe ptaki przystępują do żeru, czasem w ,,towarzystwie'' innych padlinożernych zwierząt, oczywiście niepożądanych przez sępy, bo podjadających ich pokarm. W utrzymaniu dystansu nieznacznie pomagają tępe dzioby i szpony. Same sępy też nie ucztują zgodnie. Po nasyceniu się elity stada biją się o pokarm, który w myśl zasady ,,gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta'' przypada innym konsumentom padliny. Jeśli mają do tego sprzyjające warunki, jedzą tak dużo, że często nie mogą się poderwać w powietrze, zanim nie strawią pokarmu. Oprócz padliny w żołądku ścierwnika białego lądują strusie jaja rozbijane kamieniem, a nawet odchody! Sępy składają po jednym jaju, ale ponieważ w naturalnym środowisku pisklę ma wszelkie szanse przeżycia, jeden osobnik wystarczy do zachowania populacji tych ptaków na stałym poziomie. Powtarzam: w naturalnym środowisku, bez ingerencji człowieka, który zawsze może wszystko zepsuć. Wraz ze zwyczajem usuwania padliny z terenów zamieszkałych przez sępy, ginęły one z głodu. Rozpaczliwie poszukujący pokarmu rodzice przynosili pisklętom nawet zamknięcia do puszek, którymi te dusiły się. W celu uratowania balansujących na granicy zagłady ptaków wydzielono dla nich specjalne ,,jadłodajnie'' – tereny gdzie umieszczano dla nich padlinę np. padłych koni, czy nawet słoni z odstrzału. Miał nawet miejsce przypadek zastrzelenia się na terenie ,,jadłodajni'' miłośnika tych ptaków – chciał zapewne ostatni raz nakarmić ukochane sępy – własnym ciałem! Szkoda, że nie udało się uratować polskich populacji sępa płowego.








Na preriach Ameryki Północnej nisza ekologiczna sępów przypadła kondorowi kalifornijskiemu (obecnie w stanie reintrodukcji) i licznym gatunkom urubu.







Ptaki drapieżne nie są jedynymi skrzydlatymi łowcami stepów. Należą do nich również sowy. Deficyt potrzebnych na gniazda drzew jest łagodzony głównie gniazdowaniem naziemnym. Jednak niektóre gatunki sów mają inne rozwiązania. Sóweczka ziemna zgodnie z nazwą zasiedla podziemne nory jako jedyna sowa na świecie, ale nie znaczy to, że żyją tam same. Jednymi z ich sąsiadów są pieski preriowe. Nie jest to zgodne sąsiedztwo; sowa traci jaja jak i pieski potomstwo.








Kulon należącego do siewkowatych trudno pomylić z jakimś innym ptakiem. Ma wydłużony, gruby dziób barwy żółtej, oraz brązowawe upierzenie maskujące. Nogi przystosowane do chodzenia, długie i silnie umięśnione. Gnieździ się w Europie, a jego zimowiskiem jest Afryka. Zasiedla nie tylko stepy, ale również podmokłe łąki, a na Śląsku gnieździł się nawet w kartofliskach. Żywi się owadami i nasionami. Chociaż potrafi latać, gniazda zakłada na ziemi. Znajdujące się w nich jaja i pisklęta mają ubarwienie ochronne. W obronie narażonego na liczne ataki gniazda, kulon potrafi stawić opór nawet gronostajowi i przepędzić lisa (zdumiewa to, jeśli wziąć pod uwagę jego małe rozmiary). Bojowe zapędy kulona nie uchroniły go przed człowiekiem niszczącym naturalne siedliska ptaka. W Polsce dogorywają ostatnie niedobitki. W innych krajach Europy również ginie. Stosunkowo liczny jest jeszcze we Francji i w Hiszpanii. Kulon znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze.







Stepy są dobrym siedliskiem dla zwierząt biegających z racji swej otwartej przestrzeni. Żyje tam większość przedstawicieli pewnej grupy ptaków obejmującej największych gigantów ptasiego rodu. Są to oczywiście bezgrzebieniowce, wprawdzie potocznie zwane ,,strusiowatymi'', ale z których prawdziwe strusiowate reprezentowane przez strusia afrykańskiego stanowią tylko jedną z wielu grup. Struthio camelus jest największym współczesnym przedstawicielem gromady ptaków (2,4 m wysokości + 130 kg wagi). Oczywiście taki wielki i ciężki ptak nie może latać, choć czynili to jego najstarsi przodkowie. W toku ewolucji pra - strusie stawały się coraz cięższe i przez to, aby poderwać się do lotu musiały mieć coraz więcej miejsca do rozbiegu jak to obserwujemy u latających dropi i łabędzi. Rezultatem tego procesu są obecne nielotne strusie i inne bezgrzebieniowce. Jak odróżnić strusia od innych ptaków bardziej lub mniej z nim spokrewnionych? Mają małe głowy zakończone szerokimi, spiczastymi dziobami, oraz duże bystre oczy po bokach. Głowa jest osadzona na długiej, lekko upierzonej szyi, osadzonej na masywnym kadłubie, pokrytym miękkim, czarnym pierzem, przy kuprze białym. Po obu bokach znajdują się niezdolne do lotu skrzydła, które choć nadal okazałe, pełnią już całkiem inną funkcję. Pokryte czarnym, na na końcach białym pierzem zbyt delikatnym do lotu spełniają rolę w czasie toków. Słusznie mógłby Czytelnik określić je jako ozdobę, ale również podporządkowaną prawom biologii. Tak pięknie ubarwione są tylko samce. Żeńskie osobniki tego gatunku mają skromne, szaro – brązowe upierzenie – także niezdatne do lotu. Struś porusza się za pomocą pary potężnych, bo przecież mających za zadanie utrzymać w pozycji stojącej tak ciężkie zwierzę jakim jest struś – nóg, nagich i zakończonych tylko dwoma zbrojnymi w ostre pazury palcami mogącymi sprawiać wrażenie kopyt. Owe nogi wyśmienicie rekompensują niezdolność do lotu. Niosą ptaka z prędkością 72 km / h, a w razie potrzeby mogą być morderczą bronią otwierającą ludzką jamę brzuszną jakby to był zamek błyskawiczny. Takie cudaki możemy spotkać wyłącznie na afrykańskich sawannach, a więc w gorącym klimacie. Nie przeszkadza im to jednak w łatwej aklimatyzacji w ogrodach zoologicznych i ośrodkach hodowlanych. Strusia zna każde dziecko, ale o ptakach tych krąży wiele stereotypów. Jako przykład moglibyśmy wziąć legendę opisaną przez Hansa Christiana Andersena o strusiej niezdolności do lotu jako karze za pychę, czy znacznie bardziej oklepaną ,,strusią politykę'', czyli chowanie głowy w piasek. Problem strusiej głowy porządnie zaprzątał ludzkimi głowami i właściwie po dzień dzisiejszy nie został rozstrzygnięty. Oto niektóre z hipotez próbujące go wyjaśnić:
- struś hamując wyciąga głowę przed siebie co mogło pobudzić bujną ludzką wyobraźnię do przedstawiania tych ptaków z głowami w piasku,
- gdy ucieczka jest niemożliwa, struś podobno podwija głowę i nogi pod tułów co ma dezorientować napastnika,
- w porze suchej strusie grzebią dziobami w glebie poszukując soczystych korzonków traw.
Jeśli jesteśmy już przy sprawach konsumpcji... Słynne jest powiedzenie o ,,strusim żołądku'' oznaczające sprawną pracę tego narządu. Jak jest w rzeczywistości? Struś zjada nasiona, owoce, trawę, owady i drobne kręgowce. W rozcieraniu pokarmu pomagają gastrolity, czyli kamienie żołądkowe. One to przyczyniły się do powstania famy o nadzwyczajnie odpornym strusim żołądku. Zdarza się nawet, że znajdujemy w nim diamenty, czy inne kamienie szlachetne walające się między odchodami. Niezbyt inteligentny struś łyka nawet gwoździe czy aluminiowe puszki, oczywiście ze szkodą dla organizmu. Rekordzistą w tej materii był pewien struś, który nałykał się takich niezwykłych rzeczy jak: złoty naszyjnik, film, 90 cm liny, pokrętło budzika, wentyl rowerowy, ołówek, grzebień, oraz trzy rękawiczki. Prawda, że robi wrażenie? Oczywiście nie jest to naturalny pokarm dla strusia. Gniazda są zakładane na ziemi i wypełnianie tuzinami jaj wielkości ludzkiej głowy, wysiadywanych przez samca, z złożonych przez cały harem strusic. Jasne, że nie wszystkie owe gigantyczne jaja przyniosą światu nowe strusie, a to z racji min. licznych amatorów tego smakołyku. Jaja niezapłodnione są wykładane przy samym brzegu, aby odciągały uwagę od przyszłych nosicieli genów strusiego pana i władcy. Wykluwają się z nich pisklęta – zagniazdowniki o maskującym, puchowym upierzeniu. Takie kolosalne jaja od wieków fascynują człowieka. Wykorzystywane są jako źródło pokarmu, a ich bardzo grube i mocne skorupki znajdują zastosowanie w celach ozdobnych. Jako ciekawostkę podam, że w warszawskim zoo w 2000 r. sprzedawano jaja tych ptaków w celach konsumpcyjnych. Dostarczają one tyle samo pokarmu co 30 jaj kurzych. Strusie były cenione przez Murzynów jako źródło mięsa, jaj i piór. Istnieje sposób polowania na nie w strusim przebraniu. Pierwsze próby hodowli tych ptaków podjęli starożytni Egipcjanie. Faraon Ptolomeusz II Filadelfos jeździł w rydwanie zaprzężonym w strusią parkę, a jego żona lubiła dosiadać tych rączych biegusów. W średniowieczu i przez cały okres nowożytny cenną ozdobą były pióra upolowanych strusi. Czytelnicy ,,Potopu'' Henryka Sienkiewicza zapewne pamiętają, że Roch Kowalski zdobył na Karolu Gustawie sakiewkę i kapelusz ozdobiony właśnie strusim piórem! W wyniku pogoni za tą ozdobą, poważnie uszczuplono liczebność strusi. W XX wieku wznowiono ich hodowlę, bardzo zresztą popularną w Skandynawii, w USA, w RPA (gdzie organizuje się wyścigi tych ptaków) itd. W Polsce pierwszą hodowlę strusi założono w Gorczynie na Mazurach.







Inni stepowi reprezentanci bezgrzebieniowców to: nandu (Ameryka Południowa) i emu (Australia).







Na stepach i pustyniach Azji i Afryki spotykamy niezwykłego kuzyna sierpówek i grzywaczy. Gołąb ten nazywa się pustynnik. Posiada maskujący kolor upierzenia. Gnieździ się na ziemi, pisklęta są gniazdownikami. Lecąc po wodę dla piskląt pustynnik magazynuje jej krople między piórami i jak powraca do gniazda nieraz z nieraz bardzo dużych odległości nie gubi ani kropli.




C. D. N. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz