poniedziałek, 23 lutego 2015

Czarne Cesarstwo Sahel



,,Sahel, arabska nazwa na oznaczenie równiny lub wybrzeża morskiego, zwłaszcza 1) pobrzeża w Kabylji (Algerja); 2) pas kraju od ujścia Senegalu aż poza jez. Czad na wsch.'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 15 Rewir do Serbja''


Czarne Cesarstwo Sahel – według słów ,,Bursztynowej Księgi'', będzie to wielkie mocarstwo, wielkości współczesnych Kazachstanu, Kirgistanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu razem wziętych, leżące w południowo – wschodniej części Czarnego Lądu z dostępem do Oceanu Vurukasza. Będzie graniczyć z Druzją, Koptos, Czarnym Królestwem Haar – Lem, królestwami Kung – san i Bambute. W skład tego murzyńskiego cesarstwa wchodzić będzie również koralowa wyspa Pemba na Oceanie Vurukasza.




Flaga Sahelu będzie przedstawiać białego lwa w polu czarnym, godło zaś – boginię Kibeho depczącą mambę zieloną. Rolę hymnu będzie pełnić współczesna, polska piosenka ,,Wszystko może się zdarzyć'' Anity Lipnickiej. Stolicą będzie Nandi. Inne wielkie miasta to: Urundi, Paputo, Popisofo, Malumba, Bamulus, Bantu, Zulu, Bur – Bur, Valuss, Hani, Obama, Mandela, Sotho, Sombo, Lombo, Balombo, R'Muru, Massai – Mara, Kobo, Togo, Tibuti i Mato.




W Cesarstwie panować będzie klimat tropikalny. Wielkie obszary Sahelu będą pokrywać: ogromne rzeki jak: Nilasofo, Pompoto, Kompotho, Sarkhela, Manata i Arbunkuł, góry: Roovan – zarar z najwyższym, ośnieżonym szczytem Mandżaro (1889 m n. p. m.), Pasmo Molocha, Pasmo Demogorgona, góry Ras – Tafari i góry Manco – Arabat, rozległe sawanny, pustynie (np. Pustynia Bazyliszkowa), nieprzebyte dżungle takie jak las Cola – Cola; tereny łowieckie cesarzy, pełne zaginionych miast skrywających skarby, mokradła jak Limirat – Kongopotamo i jeziora, takie jak: Tilapia, Baybuza, Munda i Krokoroth.




Sahel będzie posiadać liczne złoża złota, srebra, miedzi, żelaza, cyny, soli kamiennej, a także drogich kamieni – rubinów czerwonych i różowych, diamentów, szafirów, szmaragdów, ametystów, opali i wielu innych. Ponadto z wybrzeży Oceanu Vurukasza będą pochodzić perły w różnych kolorach.
Z roślin należy wymienić: palmy (daktylowe, kokosowe, bananowe i oleiste), akacje, baobaby, tuje, drzewa hebanowe, kaktusy, bambus, tamaryndowce, a także paprocie drzewiaste, wskrzeszone przez magię meteorytu sigilarie i lepidendrony, olbrzymie, rośliny mięsożerne, władne pożerać ludzi, czarny i czerwony lotos, narkotyczne ziele taduki i wiele innych.




Wszystkich sahelickich zwierząt na wołowej skórze byś nie spisał! Godzinami można by wymieniać: smoki, bazyliszki, hydry, amfizebeny, wskrzeszone przez magię meteorytu: dinozaury, pterozaury i gady morskie, archeopteryksy, siafu, termity, vespozaury, muchy se – tse, olbrzymie wije, pająki i skorpiony, warany, gekony, kameleony, kraxy – olbrzymie i drapieżne żółwie morskie, krokodyle, krokokwaki, kobry, żmije, mamby, pytony, węże morskie mogące zatapiać statki, gigantyczne, czarne pomrowy z dżungli, potwory morskie, humbaki, delfiny, diugonie, manaty, rekiny, olbrzymie kraby, krakeny, gryfy, hipogryfy, feniksy, aleriony, kalandry, wielogłowe orły, ptaki Roki, papugi, marabuty, sępy, strusie, żyrafy, gulgaty, okapi, hipopotamy, małpy (w tym latające) i małpiatki, karakale, koty nubijskie, serwale, lwy, tygrysy szablozębne, lamparty, sfinksy, chimery, mantykory, mngwy, czui – mfisi, marozi, likaony, szakale, fenki, hieny, zebry, jednorożce, konie – ludożercy, dzikie osły, pegazy, kwaggi, leofontony, ichneumony, bawoły, alfudu, tury, katablepasy, antylopy i gazele (np. antylopy modre i bawolce rude), dasypusy, ratele, olbrzymie nietoperze (np. olitiau), wielbłądy, słonie, deinotheria, mamuty cesarskie, mastodonty, nosorożce, indrikoteria, arsinoteria, brontoteria i uinitatoteria.




Oprócz ludzi, Cesarstwo będą zamieszkiwać również liczne stwory rozumne jak: skrzaty zwane Pigmejami, olbrzymy, cyklopy, aigamuksy, kynokefale, centaury (hipocentaury, zebrocentaury, onocentaury, żyrafocentaury i gazelocentaury), nimfy, fauny, syreny, hienołaki, liczne rasy ludzi z głowami zwierząt, Akefale, Cyjanopody, Agogve, różne rasy małpoludów, czarnoskóre elfy i krasnoludy, Jeźdźcy na Nosorożcach, ogry, szaroskóre wampiry, zombie, krokodylołaki, wodniki, mówiące zwierzęta, uczłowieczone jaszczury itp.




Na czele państwa będzie stał cesarz odbierający cześć boską. Pierwszym z nich będzie niejaki Zuluru z dynastii Czaka – valuza. Po nim panować będą jego potomkowie: Mandela, Arap – Moi, Bongo I (jego rydwan będą ciągnąć antylopy bongo), Czaka – Harero, Pumba I (jego rydwan będą ciągnąć guźce), Saba – sar (jego rydwan będą ciągnąć lwy), królowa Niasa, królowa Burkina - Volta, królowa Amina I, Tio – bum, Goga – Mungo, Bongo II, Sambulo, Barbelo, bracia – bliźniacy: Babo i Pumba II, królowa Sinda, Borba, królowa Zamba i inni władcy.




Na czele sahelickiego panteonu będzie stać bogini Kibeho, której władzy podlegać będą takie bóstwa jak: Olorun, Orisza, Legba, Agrafar, Bosobor, Malavir, bogini morza Yemaya, Macumba, bogini Santeria, Cadomble, Axe, Parta – kana, Tukan, Toko, bóg pająk Anansi, bóg – lampart Osebo i wodnik Buk. Pośrednikami między światem ludzi a bogów będą liczni szamani. Sahel będzie słynął w całym runwirskim świecie jako kraina magii. Jej najsłynniejsze szkoły będą się mieścić w miastach Mweru, M'Rua i Borlongo.




W Cesarstwie będzie mieć miejsce poligamia (największy harem będzie należał oczywiście do samego cesarza). Niektóre plemiona będą wbrew zakazom cesarskim praktykować kanibalizm. Winni przestępstw będą sprzedawani za granicę jako niewolnicy. Sahelickich niewolników będzie się spotykało w: Druzji, Koptos, Gagauzji, Kalifacie Czeczenii, w Bergitce, a nawet w Undii, Urdii i Cesarstwie Ojrańskim.




Walutą będzie złota pistra (1 pistra = 100 afroków), ale w użyciu będą też liczne płacidła takie jak: muszelki kauri, złoty piasek, paciorki, perkal oraz stada bydła.




W Sahelu oprócz urzędowego języka sahelickiego - ,,bahasa sahel'' (powstałego z wymieszania ki – suahili z angielskim i arabskim) będzie się używać jeszcze 78 innych języków plemiennych. Wszystkie te narzecza będą zapisywane obrazkowym pismem sahelickim.



 Sahelici wybudują wielkie biblioteki w miastach Panakotha, Opar i Opal, wzniosą olbrzymie posągi bogów i bogiń, a także będą organizować wyprawy badawcze przez Ocean Vurukasza do Undii, Urdii, a nawet do Cesarstwa Ajnu.

niedziela, 22 lutego 2015

Koptos

,,Koptowie, chrześcijańscy potomkowie starożytnych Egipcjan hamickich, w stosunkowo czystym typie zachowani w Egipcie górnym (między Siut a Esneh), w dolnym zmieszani z Semitami. Typ ich, odznaczający się szerokiem, niskimi czołem, czarnrmi, lekko kręcącemi się włosami, prostym nosem, wielkiemi, ciemnemi oczami, przypomina ich starożytnych przodków; skórę mają od żółtawej do brunatnej barwy. K. zajmują się rzemiosłami i handlem. Wielkie księgozbiory koptyjskie z dawnemi rękopisami treści religijnej znajdują się dziś w klasztorach. […]Kościół koptyjski, liczący w samym Egipcie przeszło 850.000 zwolenników, podlega patrjarsze aleksandryjskiemu, zamieszkałemu w Kairze, mianuje on też abunę abisyńskiego (ob.). Kler jest liczny, […] klasztorów mało; […]. Językiem kościelnym jest język koptyjski'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 8 Kolejowe sądy rozjemcze do Laud''.




Jak podaje ,,Bursztynowa Księga'' po upadku zaczarowanego meteorytu w 2012 r., Egipt zostanie zajęty i spustoszony przez imperialne wojska indyjskie. Arabowie wyginą – część z nich przekształci się w Druzjan. Z kolei Koptowie, obecnie prześladowani za wierność Chrystusowi, przetrwają liczne wojny i kataklizmy. 




W erze runwirskiej, między Druzją, a Czarnym Cesarstwem Sahelu, zostanie założone państwo Koptos o powierzchni równej powierzchni dzisiejszego Egiptu, bez dostępu do morza. Koptos będzie krajem w większości pustynnym, nawadnianym przez wielką rzekę Misrę. Będzie to kraina nie tylko ludzi, ale też takich istot jak: sfinksy, gryfy, mantykory, smoki, ptaki benu, Selkitowie (ludzie – skorpiony), kotołaki, Bastowie (ludzie z głowami kotów nubijskich), Kynokefale, krokodylołaki, Sobakowie (plemię wodników zajmujących się wypasem krokodyli i hipopotamów), nimfy, satyry, centaury, ondyny (rzeczne syreny), centaury i harpie. Stolica mieścić się będzie w wielkim mieście Abuna. Inne wielkie miasta to: Hosni, Mursi, Nasser – re, Delta, Iskanderabad, oraz Assuana. Na czele Koptos będzie stał faraon, doznający czci boskiej (pierwszym z nich będzie Papas I).




W erze runwirskiej Koptowie porzucą chrześcijaństwo, a w skład ich panteonu będą wchodzić: bóg Słońca Mark – re, najwyższa bogini Eset al – Azra, deifikowani faraonowie Szenuda i Mubarak, oraz parę innych bóstw (uszkodzony tekst ,,Bursztynowej Księgi'' nie pozwala odczytać ich imion). Koptowie wraz z powrotem do wielobóstwa, powrócą też do poligamii i mumifikacji zmarłych. Na cześć swych bóstw będą nosić tatuaże, a także uprawiać magię. Najsłynniejsza koptyjska szkoła magii mieścić się będzie w mieście Thot – Amon.
Językiem urzędowym będzie język koptyjski, walutą zaś – piastr.







sobota, 21 lutego 2015

Aralia Krowidorska



,,Prawda niechaj się narzuca jeno siłą samej prawdy'' – słowa mądrego Centaura Chirona wypowiedziane do króla greckiego Ješy.



,, […] Niejaka Aralia Krowidorska znad Morza Smoły, która dziewczyna zdążyła polubić, roznosiła napoje wśród widowni, ale pan tapir wyciągnął w jej kierunku przednie kopyto i wrzasnął wielkim głosem:
- Idź świnio! […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.




W owym czasie, gdzieś w Azji Środkowej nad wielkim jeziorem Ar – Araal leżał mały kaganat Ar – Alistan. Państwo to założone zostało jeszcze w czasach Teosta przez Mangupa I (Mangupus ov Peresyj) ojca Kah – ahana, od którego imienia pochodził tytuł miejscowych władców – kaganów, ojca Mangupa II. Stolicą owego państwa był Krowidor (Taurodor). Przez pustynny i kamienisty Ar – Alistan przepływały niewielkie rzeczki Sira i Alana, nad którymi rosły dębowe i cedrowe lasy, oraz owocowe gaje. Ludność żyła z pasterstwa – wypasu owiec, kóz i wielbłądów, polowań, połowów ryb, oraz z upraw ziemi w oazach. Krowidor – siedziba rodziny panującej Mangupów błyszczał z daleka od bieli i złota. Zjeżdżali doń kupcy z Kartwelii, Taj – Każku, a nawet Bharacji i Orlandu. Nasza bohaterka urodziła się w stolicy kaganatu, kiedy na jego złotym, wyłożonym tygrysią skórą tronie zasiadał Mangup V. Jej ojciec, który w ,,Perłowym latopisie'' nazwany został Bela – Bekovem często, prowadząc interesy, opuszczał swój kraik, a jego towary sprzedawano nawet na wyspie Seylan. Raz popadł w niełaskę u kagana za udzielenie pożyczki jego bratu Caranowi Beznosemu, pretendentowi do tronu – haniebnie okaleczonemu i wygnanemu na pustynię. Bela – Bekov Krowidorski chcąc uniknąć śmierci na palu, bądź obdarcia ze skóry, razem z żoną i dziećmi opuścił Ar – Alistan i osiadł w Orlandzie nad Morzem Smoły. Z nieznanych nam przyczyn opuścił i Orland, aby osiąść w Presnau – stolicy imperium Kościeja na Dalekim Zachodzie. Chcąc zdobyć uznanie srogiego władcy, razem z rodziną przyjął wiarę w smoka Rykara. Aralia liczyła sobie wówczas piątą wiosnę życia. Już niejeden raz, przebiegły władca Čortieńska, przez Azjatów zwany ,,Ibil – chanem'' na manowce zwodził istoty rozumne poprzez przeklęte sekty lichitek – rekrutujących się głównie spośród rusałek, czcicielek Licha (pierwsza wzmianka o nich pochodzi z czasów królowej Malkiešy Lysarayaty), czarownic, czarowników, rykarian, obłędkowców – wyznawców Obłędka oraz tajnego Bractwa Czcicieli Rykara. Bijący czołem przed Čortami nazywali Rykara Czarnym Bogiem, dobro złem, a zło dobrem. Zabiegali o każdą przyjemność; rozpustę i żłopanie wódki, zaś z pogardą uciekali od wszelkich trudów i cierpień. Nienawidzili Ageja, nazywanego przez nich Białym Bogiem, Enków i jytnas; niszczyli ich chramy i ołtarze, rzeźby, mogiły i żalniki. Na budzących grozę ołtarzach Čortów składali ofiary z ludzi, zwierząt, rusałek, krasnoludków i innych stworzeń, które marły w mękach bardzo powoli. Przeznaczone na ofiarę dzieci trzymali w klatkach, a nawet płodzili je specjalnie po to, by móc mordować. Kościej od wyznawców Čortów, w tym od powstałych za jego rządów sekt farelitów – czcicieli Farela i ludzi – strzyg doznawał czci jako namiestnik Čortieńska na ziemi. Bela – Bekov Taurodoros przyjął wielce wstrętny Zakon Smoka Rykara, by znaleźć łaskę w pustych oczodołach Kościeja, a tym samym zdobyć bogactwo i poważanie. Rozczarował się srodze. Kościej nie zwrócił nań uwagi, zaś miejscowi kupcy pogardzali przybyszem z dalekiego Ar – Alistanu i nie pozwalali mu włączyć się w nurt życia towarzyskiego. Zamożna ongiś rodzina z Krowidoru nad jeziorem Ar – Araal, w Presnau klepała biedę. W owym czasie pojawiło się dwóch braci.

,,Pan Dżek Piętro Niżej i Pan Dżek Piętro Wyżej pochodzili z Britainy. Pierwszy z nich był mężem średniego wzrostu o brzuchu wzdętym od piwa, brązowej czuprynie, krótkiej brodzie i bokobrodach, oraz o świńskich, niebieskich oczkach. Ubrany był w kamizelkę barwy chabrów, kaszmirowe pludry, buty z czarnrj, smoczej skóry, białą koszulę i zielony kapelusz z piórem łabędzia. Jego brat był za to wysoki i chudy, a jego strój nie odznaczał się barwnością. Osiedlili się w Presnaulandzie, parę mil za stołecznym grodem imperium Kościeja i tam założyli rodzaj gospody, którą nazwali Dyskoteką (Diskoteka). […] Do Dyskoteki zjeżdżali artyści i goście z całego Carstwa Zachodu, lecz pokazywana w niej sztuka nie niosła żadnych wartości, a także – niestety za wiedzą i cichą zgodą obu braci, rozprowadzano w niej opium z Sinea, čorcie ziele, słodkie ziele z Sindu i konopie z Bharacji, co sprawiedliwie potępił kapłan Otuš z Pomerlandu Okidentalnego. Dyskoteka w żaden sposób nie szkodziła panowaniu Kościeja […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.

Aralia miała brata Manul – gireja i siostry Adalię Helenę i Morę Ruxandrę. Kiedy ich ojciec zbankrutował, syn poszedł pracować jako tragarz, zaś córki bezlitosny ojciec odesłał do zamtuza, a nikt nie stanął w ich obronie. Jedynie Aralia, jego ukochane dziecię, z płaczem i lamentem zdołała wybłagać litość dla siebie i poszła pracować w Dyskotece Pana Dżeka Piętro Niżej. Właściciel owej dziwacznej, przepełnionej jazgotem gospody, kazał jej roznosić wśród widowni napoje – latem chłodną oskołę, soki z różnych owoców, napój z wody źródlanej, miodu, mięty i orzeszków cola z Tassilii, zimą zaś patokę i grzane piwo. Wielu gości Pana Dżeka złośliwie szczypało i poszturchiwało Aralię, zaś szczególnie zawziął się na nią dający głupawe występy tapir anta przybyły z Sonoru. Uważał się za wielkiego artystę, bo nosił na głowie rogi ulepione z masła i rzucał masłem w widzów, krzycząc: ,,Bestie''! Poza tym opowiadał dowcipy (jeden z nich kosztował go zesłanie do kopalni gwiezdników), grał na kitarze – instrumencie z Valkanicy, oraz tańczył tańce z Orlandu. Dla wszystkich był niemiły, a zwłaszcza dla Aralii. Jego wyzwiska nie nadawały się do druku. Aralia żyła w lęku przed żądnym krwi Rykarem i jego hufcami przerażających Čortów. W głębi serca pragnęła czcić prawdziwego boga, który by ją kochał, i którego ona mogłaby pokochać, ale nie miała nikogo, kto by jej go wskazał.




Tego dnia Aralia Krowidorska jak co dzień roznosiła napoje wśród siedzących przy stołach ludzi, żmijów, krasnoludków, Płanetników, wąpierzy i rusałek słuchających występów kogutów, psów, krów, człowieka grającego na kościanym grzebieniu i ryczącego, że go głowa boli, czy chłopców ubranych w skóry lampartów, którzy opowiadali, że ,,słoń ma osiem ciosów'' i inne głupoty. W gospodzie panował półmrok rozproszony jedynie nikłymi płomykami świec z trupiego łoju. W kącie czarownica mówiła coś słonicy, której śnił się jej mąż świecący na nocnym niebie, zaś tapir z Sonoru jak zwykle stał na podium, rzucał bryłami masła, w widząc Aralię wycelował w jej stronę kopytem i wrzasnął: ,,Idź świnio''!
Tego dnia w Dyskotece Pana Dżeka pojawił się dobry potwór Wiłkokuk z Burus. Razem z nim przybyła jakaś panna, za którą oglądali się tak biesiadnicy, jak i artyści. Tatra z Torenia – Nowego Głogowa w Montanii, bo tak się nazywała, liczyła sobie czternastą wiosnę życia. Samemu Panu Dżekowi pijącemu przy stoliku w kącie spodobała się jej głądka, dziewczęca twarz podobna do płatka lilii, oraz jedwabiste włosy czarne jak czeluść Čortieńska. Dziewczynie nie podobały się występy kogutów piejących: ,,Kukuryku na patyku...'', czy kotów grających na grzebieniach, ale co zrobić kiedy Pan Dżek miał taki zły gust? Tatra i Wiłkokuk przeszli przez zakurzoną i zadymioną izbę, a na jej końcu, gdzieś w kącie spotkali nie kogo innego, tylko samą Mokoszę o złotych włosach, której towarzyszył wąż Abajow. Enka, odziana w białą szatę i zielony płaszcz, trzymała w delikatnych dłoniach kądziel. Abajow – wąż co nigdy nie skłonił głowy przed Rykarem, długi był jak wąż boa; skórę miał brązową, upstrzoną ciemnozielonymi plamami. Wiłkokuk zgiął kolana przed Mokoszą w ognistej koronie, to samo uczyniła Tatra, którą uleczone z bezpłodności łono Limby wydało na świat, właśnie dzięki modłom oblubienicy Świętowita. Mokosza otworzyła swe koralowe usta i rzekła do Montanki.
- Agej wybrał ciebie do ocalenia świata, poprzez niewolę, cierpienia i upokorzenia, a przeze mnie będzie czuwał nad tobą – po tych słowach wręczyła dziewczynie kościaną fiolkę z jadem Abajowa – potężnym panaceum. Nazajutrz Tatra obudziła się na jednej z ulic Presnau.
W życiu Aralii długo nic się nie zmieniało. Widziała już wiele ohydnych, ociekających krwią ofiar składanych przez czarnych wołwchów, gwałtów na ołtarzach, pijaństwa, kaleczenia się, trupich palców noszonych jako naszyjniki, dzieci trzymanych w klatkach i innych okropieństw. Żal jej było niewinnych istot, godzinami męczonych ku czci Čortów i czuła niekłamną odrazę do obrzydliwych rytuałów jak nurzanie chleba w urynie na urągowisko ofierze jaką Teost złożył Agejowi. Nie miała jednak nikogo kto powiedziałby jej, że tak być nie musi, że Czarnobóg nie jest żadnym bogiem, tylko zbuntowanym stworzeniem, które poniesie karę, zaś Biały Bóg, Unyj – Jedyny nie pragnie krwi i obrzydliwości, lecz nawrócenia i pokuty. Dni Aralii biegły monotonnie, aż pewnej nocy, gdy spała w swej chacie na skraju lasu i podgrodzia, naszedł ją sen inny niż do tej pory. Dotychczas Čorty Opses i Fantazma, czczony przez sektę fantazmatów, nękały ją koszmarami, od których straszniejszy był tylko sen młodego Volcha Alabasty i zaprzyjaźnionych rusałek. Tej nocy zaś, ukazała jej się dziewczyna, ta sama, której niegdyś nalewała napój z orzeszków cola. We śnie tym, Aralia i Tatra szły po nocnym niebie, krocząc po miękkich jak wata chmurach, a gwiazdy tańczyły i śpiewały nad ich głowami.
- Przybyłam do Prenau obalić Kościeja – mówiła Tatra do Aralii – lecz król wąpierzy Erydan z Burus zatopił białe zęby w mej pięcie i stałam się wampirzycą – dreszcz przeszedł Taurodorę, bo bardzo lękała się wąpierzy, choć niemal codziennie je widywała, zarówno w Dyskotece, jak i na obrzędach czarnych wołwchów. - Straciłam wolną wolę – ciągnęła Tatra- więc stając się zła, biłam czołem przed Kościejem i pełniąc jego wolę, uczyniłam wiele złego, czego żałuję i za co kara mnie nie minie. Zamieniona w wielkiego nietoperza piłam krew tych, których mi Kościej wskazał, a Enkowie wielce się zafrasowali. Jurata Sprawiedliwa wydała mnie na śmierć, lecz Mokosza Miłosierna odczarowała mnie, zdobywając me łzy. Tak znów stałam się istotą ludzką i za to Agejowi chwała.
- Któż to jest Agej? - Aralia w niemal zapomnianym już dzieciństwie słyszała już to imię, zaś Tatra opowiedziała jej o Ageju i Enkach, to co niegdyś dzieciom z Torenia opowiadał żerca Wirszysław z Wyżewa.
,,Chwyć się Złotego Łańcucha, a Królowa Królowych, Dziewica Dziewic i Macierz Macierzy wyciągnie cię z paszczy Rykara'' – na tych słowach sen się skończył.
Minęła noc, dzień i znów zapadła noc. Aralię znów nawiedził sen. Tym razem wraz ze swymi siostrami i bratem tkwiła w otwartej paszczy smoka o barwach purpurowej i złotej, większego od innych smoków. Rozpoznała w nim Rykara, swego piekielnego bożka. W paszczy pełno było przesyconej siarką śliny, żrącej jak niegaszone wapno i wgryzających się aż do szpiku kości płomieni. Mdlała od ostrego i czarnego jak sadza dymu. Już miała zginąć i zostać pożartą, gdy przed jej zmęczonymi oczami ukazał się złoty łańcuch o dziesięciu ogniwach. Aralia złapała się go i została wyciągnięta z paszczy smoka. Stanęła na chmurze, płynąca po rozgwieżdżonym niebie i spostrzegła, że łańcuch został jej rzucony przez Mokoszę – Panią Złotego Łańcucha, jaśniejącą jak Słońce. Aralia spojrzała w dół, w Czelustne Miejsce Čortieńska. Jej rodzeństwa już nie było.... Dzień po tym śnie, Aralia wzięła sobie wolne; płakała nad pełnym zła życiem i wzywała pomocy, by mogła zacząć je na nowo. Wreszcie uwolniona przez Mokoszę od obecności Čortów, porzuciła ich przeklęte obrzędy, a nawet zdołała od nich odwieść matkę i brata. Jej siostry nie zdążyły porzucić Rykara, bo zginęły na jego ołtarzach, zaś serce Beli – Bekova zatrute kultem Čortów nie chciało się od nich odwrócić, aż przestało bić. Aralia, Manul – girej i ich matka Sira – Aradani odnaleźli szczęście, jednak Kościej tępił wiarę w Ageja i Enków. Ci co chcieli ją zachować, ginęli na ołtarzach Rykara i innych Čortów w najbardziej wyszukanych mękach, więc jeno potajemnie oddawali cześć Białobogu i jego Posłańcom. Tajna policja Kościeja, na której czele stał Mięsojad, ustawicznie tropiła wiernych Agejowi, aż w końcu w wyniki denuncjacji, w lochach znalazła się rodzina z Krowidoru. Cała trójka zginęła złożona w ofierze, a w ich męce uczestniczył sam Kościej. Aralia wraz z bratem i matką otrzymała ognistą koronę przysługująca jytnas.

*


Płomienie Ageja oświetlały twarz modlącej się Aralii, która kochała swego ojca, mimo że bił ją, wyzywał i chciał oddać do zamtuza. Mieszkańcy Nawi Jasnej lubili wyprawy na szczyt Wielkiego Dębu, na spotkania z Agejem i Enkami innymi niż Weles. Choć archipelag, na którym mieszkała był krainą szczęścia, w jej sercu gościł smutek, bo jej ojciec cierpiał teraz męki wśród Čortów i innych potępieńców. Łzy uperliły jej policzki. Agej żałował każdego z wiecznych więźniów Rykara, lecz nawet on nie potrafił zburzyć muru, za którym gniło serce ojca Aralii. Bela – Bekov przyjął zakon Rykara, aby się nie narazić, jednak przewrotne nauki czarnych wołwchów tak zatruły mu serce, że nie miał najmniejszej zasługi, która mogłaby wyjednać mu przebaczenie. Jedynie raz, pewnej zimy w Presnau, aby przepędzić żebraka, rzucił weń cebulą. To był jego jedyny dobry uczynek, choć spełniony wyjątkowo niechętnie. Za zgodą Ageja, Aralia stanęła na skraju piekieł i rzuciła swemu ojcu cebulę, aby mógł się jej chwycić i wydostać z Czeluści. Bela – Bekov chciwie złapał warzywo i zaczął się unosić ku górze. Wtedy jednak inni więźniowie Rykara rozpaczliwie łapali się go. On zaś kopał swych współtowarzyszy niedoli, gryzł ich i bił. ,, Wara wam psy''! - wrzeszczał aż wszyscy pospadali w ogień, już na wieczność.
Aralia z Krowidoru była jedną z tych jytnas, których Rykar nienawidził najbardziej.


piątek, 20 lutego 2015

Czarownice (opowiadanie ze zbioru ,,Legenda'')

,,Šeneb, Šeneb, Draude Šeneb, Ajcawołsohcezc, tnezyderp alaps ęis z icśołim od ogejows ujark'' - zaklęcie wypowiedziane w Dyskotece Pana Dżeka Piętro Niżej.



,,Czarownica; jest to według wierzeń ludowych kobieta, zajmująca się czarami, zwą ją również ciotą, wiedźmą, baba i t. p. Ulegać ma ona wpływom djabła, który za zapisanie mu duszy, służy jej do śmierci. O czarownicach istnieje wiele baśni i podań [...]'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 3 Cauer Emil do Dewon''.



Enkowie byli bardzo potężni i pomagali słabszym stworzeniom. Przykładu dostarcza chociażby Mokosza, która opasawszy Toropieck złotym łańcuchem uczyniła go niewidocznym dla Biesów i Čadów. Enkowie wysłuchiwali próśb zgodnych z wolą Ageja, nie można było ich zmuszać do zaspokajania kaprysów. Za królowej Mordvy, trzy rusałki; Vidma, Baba (Vava) i Ciota nawiązały kontakt z duchami, które zamieniły je w czarownice. Przefarbowały ich krew z niebieskiej na pomarańczową, na palcach Vidmy, Baby i Cioty wyrosły krogulcze szpony, a w ich oczach stanęły dwa koziołki. Skóra z trupio zimnej stała się gorąca jak piec, a duchy wsadziły swoje ofiary na kije, miotły, a nawet ławy i umożliwiły im lot. Trzy pierwsze wiedźmy sporządziły z rzadkich ziół kremy, które pozwalały innym rusałkom, południcom, Wiłom, a jeszcze później Małgorzacie Nikołajewnej i jej służącej Nataszy zamianę w ich siostry. Wcześniej należały do czcicielek Bierzma Kosmosu i Obu Drzew o Wspólnej Koronie Rosnących na Odwróconym Półksiężycu. Były jedynymi osobami w całej wspólnocie. Początkowo zajmowały się organizowaniem misteriów o stworzeniu świata i upiększaniem chramów, jednak z czasem zaczęły czcić Rykara. Zwały go ,,ojcem smoków'' i przypisywały mu wykopanie w twardej skale jaskini, w której współżył z Altairą. Gdy zostały czarownicami porzuciły swe poprzednie misteria, a tradycję ich zakonu ożywiło w erze jedenastej Bractwo Czcicieli Rykara, założone przez Hlivica z Gliwna.



,,W Oska działał Klub Szarego Orła, którego wódz Chytreyga uważał, że szczura wyczarowało Bractwo Czcicieli Rykara, które było złą sektą, głoszącą, że jakoby Agej nie był osobą i wiele innych, podobnych głupstw i bredni, aby szkodzić wiosce'' - ,,Tatra cz I Misja''.



Rykar nie był ojcem smoków. Latarnik Szczec Wyrwibadyl z Canum nie napisał tego w ,,Księdze Latarnika''. To kłamstwo wymyślone i wpisane przez kopistę z Bractwa. Vidma osobiście przyjmowała chętne do zosatnia wiedźmami i wręczała im kremy. Nosiły stroje białe i czarne, latały na różnych kijach, miotłach, czasem zwierzętach jak skrzydlate lwy zionące ogniem, albo hipogryfy. Zła wiedźma ze stepów Roxu, z którą walczyli w erze trzynastej Wanda i Opos, latała na kamiennym słupie. Do słynnych czarownic należały królowa Malkieš Lysarayata, Tetka, Kazia Trucicielka, przez jakiś czas - również Wanda. Do czasu Malkiešy Lysarayaty, czarownice nie przyjmowały wodników.





*

Kosa Oppman w ,,Perłowym latopisie'' opisuje sabat w górach Alpenlandu teutmańskiego, na którym przepowiedziano śmierć Kościeja. Pierwszy sabat zorganizowały Vidma, Baba i Ciota na Łysej Górze (Monta Lysarayaty). Były z nimi ich duchy, oraz tłumy innych wiedźm. Zapadła noc, a nad zgromadzonymi i wciąż przybywającymi unosił się Čort Kania, pod postacią rudej kani, w jednej łapie trzymającej pęk zboża, a w drugiej - węża. Rozpięto chorągwie z Rykarem, Lichem, oraz dwoma drzewami o wspólnej koronie wyrastającymi z odwróconego półksiężyca. Przybył Čort Obłędek i sprowadził obłęd. Kania pobudziła do lubieżności. Między czarownice wplątały się satyry, syleny i nocnice. Pito sok zgniłych owoców z ozdobnych kruży, a nawet z czaszek. Na Monta Lysarayaty zapanował chaos. Już nie jedzono, a pożerano surowe mięso różnych zwierząt. Bluźniono Agejowi i Enkom i jytnas. Ogień stawał się zielony, niebo czerwieniało, mięso ożywało, padał grad wielkości jabłek na okoliczne lasy. Lisyvka wyłupiła oko Milence, Vidma uderzyła pięścią w nos Cioty, włosy Stanisławy stanęły w ogniu. Satyr zamienił się w świnię. Baba wrzeszczała, że należy się jej cześć Mokoszy, wyczarowała sobie białą suknię i zielony płaszcz. Obłędek wzleciał nad uczestników sabatu i razem z Kanią wołał by szaleć jeszcze bardziej. Z czerwonymi nosami chwytano nietoperze, sowy i lelki kozodoje, by je pożerać. Wydłużano uszy sylenów w nieskończoność. Dwie młode oready przyszły zabłądziwszy w okolicy.
- Sarny! Żer! - ryknęła Władysława i rycząc rzuciła się ku nim.
Wnet pozostałe czarownice zrobiły to samo. Wbiły orle szpony w ciała oread i te, choć krzyczały i wyrywały się, nie mogły uciec. Czarna magia przeszkadzała im zamienić się w Światło.
- Litości! - krzyknęły oready, a z ich oczu lały się łzy mogące wzruszyć kamień. Obłędek podleciał blizej i zawołał gromko:
- Mięso daje siłę! Zjedzcie sarenki! - czarownice poprzegryzały swym ofiarom gardła i poczęły rozszarpywać je na strzępy i pożerać.





Pijana nocnica tańczyła ze złotym sierpem i tak uderzyła w głowy Vidmy, Cioty i Baby, że uszkadzając czaszki pozbawiła je nimfolitów. Padły bez życia, a służące im duchy zaciągnęły ich dusze do Čortnawi. Te duchy były bowiem Čortami. 

Koziogłowi

,,Powiada się, że na Czarnym Lądzie żyją skrzaty, które od krasnoludków różnią się śniadą skórą i brakiem brody. Noszą one nazwę Pigmejów. Ponoć Tatra w czasie swej pierwszej wyprawy do Burus widziała jednego z nich, jak leciał na grzbiecie afrykańskiego żurawia o czubie ze złotych piór i nawet rozmawiali trochę'' – K. Oppman ,,List do Kosy Owinniczewa''



,, […] - Musiałem to zrobić, aby te istoty nie zabiły psa. Tu są mogiły, a one ich pilnują, aby nikt nie naruszał powagi tego miejsca na przykład przez wprowadzanie zwierząt... - Wiłkokuk tłumaczył dlaczego zamienił suczkę w sznurek.
Przy mogiłach płonęły ogniska. Przy każdym siedziało kilku nagich mężów z kozimi głowami, zbrojnych w ogromne łuki, którzy w milczeniu obserwowali podróżnych'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Nastał III wiek ery XI. Imperium Kościeja rozpościerało się od Ultima Thule po Viranę i od Svalbardu po jezioro Czad. Jego władca po raz pierwszy zwyciężył wojska Aplanu, na których czele stał król Lech II w bitwie pod Czetnem. Zdobył wówczas Bliski Zachód, a jego granica z Aplanem stanęła na rzece Odirnie. Nie był to koniec podbojów Kościeja. Za panowania króla Opplana ponownie najechał Aplan i zajął go aż do rzeki Virany. Zdołał nawet uwięzić Opplana i jego następcę tronu Lecha III w Oślarni – przesyconej złym czarem zagrodzie, w której jego jeńcy zamieniali się w osły. Aplańczycy zdołali jednak zbiec i odzyskawszy ludzką postać uzyskali azyl na Księżycu u króla Płanetników, Ixovodrava I. Lech III powrócił do Aplanu, zawarł pokój z Kościejem i przeniósł stolicę z zajętego przez wroga Nistu do Grodu Korabia. Kościej tymczasem toczył walki z Neurami Zachodnimi – ludem potocznie zwanym wilkołakami, któremu przewodzili król Krwawy Burek i czarnoksiężnik Czarny Ładysław Amosow o długiej, zielonej brodzie. Wilkołak i czarownik niewiele byli lepsi od Kościeja; mordowali jego najzupełniej niewinnych poddanych, siejąc mord, strach, ciemnotę i nienawiść. Kościej umyślił sobie, że kiedy zniszczy swych wrogów, znów najedzie Aplan i tym razem zajmie go aż po Burus i rzekę Soprač, albo jeszcze dalej.
Era jedenasta to czas upadku człowieka; Wiek Żelazny. Kościej, Krwawy Burek i Amosow topili Zachód we krwi w imię Rykara, Jiwóna i Starego Frëca. Pod rozkazami Kościeja na najdalsze kresy imperium, mord i pożogę nieśli jego słudzy – Uszak, Mięsojad i Kąsacz, później zaś Kylnem z Małego Młyna i Wieńczesław. Amosow stał na czele bandy łotrów, która po zdobyciu twierdzy Wolfburg w Teutmanii nazwała się Bractwem Twierdzy. Czarownikowi we wszystkich knowaniach pomagał jego syn, Azaratiel. Na umęczoną Europę padły trwoga i zwątpienie, zaś pociechy szukano w pijaństwie, rozpuście, hazardzie i astrologii. Inni sięgali do głoszonych przez wołwchów i arcykapłanów z grodu Rum nauk Teosta. On to, Wcielony Swaróg przepowiedział, że ,,Człowiek – Śmierć zostanie pokonany przez kobietę z kraju Białej Żmii''. Wieszczba miała się wypełnić gdy zakładniczką Kościeja została Tatra – prosta dziewczyna z sioła Torenia – Nowego Głogowa w górzystej Montanii – lennie Aplanu.

*


Promienie srebrnego Księżyca z trudem przedzierały się przez gąszcz liści i gałęzi. Przez pogrążony w mroku las szedł dobry potwór Wiłkokuk, syn Boruty, świecący wilczymi ślepiami jak lampionami, a w potężnym ręku zbrojnym w czarne szpony trzymał sznurek, w który zamienił czarną jamniczkę Malkieš (Perłę) – wierną towarzyszkę swej młodej pani, wyruszającej na daleką i pełną niebezpieczeństw misję. Wiłkokuk rosły był jak Vatunowie – ludzie z murzyńskiego plemienia służącego królom Tassilii, znani z wysokiego wzrostu. Na karku miał zionącą ogniem głowę wilka zakończoną wilczym ogonem, zaś w tylnej części jego ludzkiego ciała wiła się żmija, z której pyska wydobywał się mroźny powiew. Jego macierz, Dziewanna; Pani z Pochodnią Broniąca przed Wilkami powiła go w jednym miocie z Ovovem Tęczookinsonem; białym wilkiem o oczach podobnych do szafirów. Obok Enka szła z klejącymi się oczyma urodna panna w czternastym roku życia i rozmawiała o nim o swej misji obalenia Kościeja i o tym ile przecierpi w jego niewoli. Było to konieczne, aby wydrzeć tyranowi plany ataku na Aplan i Montanię i ostrzec pogrążonego w 




nieświadomości zagrożenia króla Lecha III. Dziewczyna nazywała się Tatra (po nowoludzku: ,,Tircja'') i usłyszawszy w swym rodzinnym Toreniu wezwanie do podjęcia misji od przybyłego z Księżyca króla Opplana i Wiłkokuka z Burus, zostawiła swego ojca Giewonta i matkę Limbę, brata Bielskowłada i młodszą siostrę Kaztię, przyjaciółki Kaztię i Lestię i wyruszyła uratować Ziemię Maci i Ojców. Była młoda i bardzo piękna; smukła jak łania i czysta jak lilia. Tchnienie Pochwista rozwiewało jej długie do kolan włosy; czarne jak pkieł i miękkie jak kitajka, a światło gwiazd odbijało się w jej oczach niby dwa turkusy. Odziana była w długą, białą suknię. Misja przerażała ją; zdecydowała się wyruszyć, gdy wraz z siostrą wymodliła uwolnienie dla zakładników jednego z domów w Śnieżelicy – stołecznym grodzie Montanii, których uwięzili upodleni tyranią Oyowie. Pogrążony w mroku las rozbrzmiewał pohukiwaniem sów i piskiem nietoperzy, chrząkaniem i kwiczeniem dzików, odległym wyciem wilków i Neurów, sławiących swych fałszywych bogów – Jiwóna, Starego Frëca i Rena Puszczyna i cichutkim echem wesołych pieśni tańczących w korowodach Wił i rusałek. W owym lesie, zwanym Puszczą Kozich Głów, leśni ludzie i chłopi z nieistniejących już wsi i miasteczek zostawili po sobie mogiły; kopczyki ziemi podobne do sadyb termitów, jakich pełno było w afrykańskiej Tassilii. Wiłkokuk i Tatra przedzierali się przez gąszcze, zaś wśród prastarych dębów i buków płonęły ogniska, w Montanii zwane ,,watrami''. Grzały się przy nich dziwne, nagie istoty uzbrojone w olbrzymie łuki. Byli to mężczyźni z głowami kozłów. Piekły węże, żaby i inne stworzenia, piły piwo z sokiem drzew i rozmawiały lub śmiały się skrzekliwymi, bądź beczącymi głosami.
- Nie odwracaj się w ich stronę – cicho warknął Wiłkokuk – to są Čarty. Pilnują grobów i tego by nikt nie naruszył powagi tego miejsca. Groźne są. Twoją Malkieš zabiłyby z łuków i upiekłyby i zjadły, więc zamieniłem ją w sznurek... - migoczących wśród drzew ognisk było całe mrowie, zaś dwoje znużonych wędrowców starało się jak najszybciej je wyminąć.
Tatra opadała już z sił, gdy nagle rozległ się cichy trzask złamanej w biegu gałązki, na co Wiłkokuk zastrzygł uszami. Z zarośli wybiegł leśny Čart, opity piwem i rzucił się ku słaniającej się Tatrze. Becząc z zadowolenia złapał ją w pasie i już miał pognać z nią do swych kamratów, lecz Wiłkokuk czuwał. Oderwał Čarta od dziewczyny i cisnął nim w krzaki. ,,Uciekaj''! - zawył do niej, a tymczasem las rozbrzmiał pełnym oburzenia beczeniem i meczeniem i przed leśnym Enkiem stanęły dziesiątki nagich mężów z kozimi głowami trzymających w pogotowiu napięte łuki, groźnie potrząsających oszczepami i widłami.
- ,,Oddaj nam dziewczynę! To nasz las, a my chcemy z nią pohulać. Co ty sobie wyobrażasz''?! - domagały się Čarty.
- ,,Wara od niej – spod kłów Wiłkokuka sypały się iskry. - Prowadzę zakładniczkę na dwór Kościeja''! ,
- ,Taki skarb dla Trupich Kości'' ?! - Čarty nie były przekonane.
- Ej, synu Boruty, chyba, żeś się szaleju objadł! U nas żyłaby jak królewna – dodał inny Čart.
- Raczej jak niewolnica – warknął głucho Wiłkokuk i w okamgnieniu zamienił się w ogromnego basiora, tak dużego jak tygrys.
Z jego paszczy wydobył się ogień spalił drewnianą broń Čartów, a te z wielką trwogą i wrzaskiem, uciekły. Wiłkokuk zarzucił sobie Tatrę na plecy i czym prędzej opuścili Koziogłową Puszczę Mgieł i Żalników. Sowy i nietoperze zaczynały już powracać do swych kryjówek, zaś Swaróg opuszczał morski pałac swej oblubienicy Juraty by rozpalić Słońce na niebie. Wiłkokuk delikatnie ułożył Tatrę na pokrytej podobną do pereł rosą łące i poczęstował wodą i chlebem, które wydobył spod kamienia. Dziewczyna odetchnęła, mając groźną przygodę za sobą, zaś odczarowana już Malkieš radośnie szczekała i lizała swoją panią.
- Ten leśny lud nie służy Kościejowi – rzekła Tatra. - Ciekawe skąd się wziął?




- Čarty nie zawsze były złe – ozwał się Wiłkokuk. - Podobnie jak ja, biorą swój ród od Boruty i Leśnej Matki. Pierwszy z nich, niejaki Kierzka urodził się w erze czwartej w miejscowości zwanej Kierzosławiem, nazwanej tak z powodu licznych i gęstych krzaków tam rosnących. Nieraz porywają kobiety ludziom i innym istotom rozumnym. Mogą mieć też potomstwo z Čortami, a ponoć są u nich szpetne samki – Čarcice o długich do kolan piersiach i kozich głowach... Stały się złe, bo zwiódł je Čart – jeden z posłańców Rykara, wyglądający jak one same. To nieprawda, że wcale nie służą Kościejowi. Ma on na swych usługach batalion ,,Macioł'', którego bojową stanicą jest koźla czaszka zatknięta na żerdzi – jednak Tatra już nie słuchała słów przyjaciela. Spała.


czwartek, 19 lutego 2015

Oniricon cz. 98

Śniło mi się, że:



- mój kolega Alexandrus ov (nazwiska nie znam) był mormonem,
- moja Babcia zachorowała i poszła do szpitala, martwiłem się o nią, razem z Ciocią byłem na konferencji teologów i w toalecie jadłem pączka zrobionego z bułki z sezamem, chciałem sam wrócić do domu,



- w jakimś sklepie piękne i młode pielęgniarki chciały mi obcinać paznokcie u rąk i nóg, lecz uciekłem im,



- miałem zielonego psa i inni właściciele psów chcieli mieć zielone pudle z jego nasienia,
- po latach nauczycielka geografii, pani Justna ov Silichenova zabrała mnie w podziemia szkoły, tam spotkałem koleżankę z gimnazjum Madlenę ov Criseyovą, która leżała przede mną na dywanie, szczypała mnie i łapała za genitalia, a ja ją biłem, aby się odczepiła, aż miała siniaki, a wtedy zostałem oskarżony o pobicie, pani Silichenova wyświetliła film relacjonujący całe zdarzenie i okazało się, że działałem w samoobronie, potem Criseyova rozmawiała z Pavlacicą ov Vitarayakovą, a ja przeczytawszy w Internecie fragment jej pamiętnika dowiedziałem się, że z mojego powodu Criseyova odłożyła lekturę ,,Mistrza i Małgorzaty'',



- w alternatywnym świecie podobnym do naszego w każdym domu było małe obserwatorium astronomiczne, w którym każdej nocy lokatorzy gromadzili się, aby się modlić do swoich znaków Zodiaku,



- Adolf Hitler i Ewa Braun poszli do Nieba (w tym śnie Hitler był blondynem),
- moja śp. Babcia pod koniec życia zraziła się do Radia Maryja i jakiejś innej prawicowej rozgłośni, bałem się, że teraz będzie wierzyć Urbanowi,
- Tolkien w jednym z utworów wyśmiewał się z wszystkich proboszczów świata,



- istnieje hebrajska encyklopedia, w której jest hasło o Lewiatanie,
- czytałem Pavlasowi ov Vidłarowi swoje opowiadanie, w którym były błędy ortograficzne, których się wstydziłem,
- rozmawiałem z Konradem T. Lewandowskim,
- ostatnio sataniści złożyli ofiary z dzieci, a ja się zastanawiałem, czy Sapkowski zdaje sobie z tego sprawę cytując La Veya w ,,Sezonie burz'',



- w okresie międzywojennym jako harcerz dwukrotnie byłem na Krymie,



- w okresie międzywojennym różowa warzęcha agitowała za przynależnością Zaolzia do Polski,



- w domu miałem karton pełen książek (min. były w nim najnowszy numer ,,Nowej Fantastyki'' i ,,Tradycje świąt dorocznych''); w tej ostatniej książce były rozdziały o psach, latających kotach i królikach; wykorzystywałem ją przy wymyślaniu miasteczka Pacynowa w Polsce, idąc ulicą z tą książką w ręku spotkałem aktywistów ONR - u i się przestraszyłem, a okładka książki z czerwonej stała się ciemnozielona.

Kolumna Człowieka

,, […] W ciągu prawie trzech wieków czarna flaga z białą czaszką [znak Kościeja] powiewała na Ultima Thule, w Altamirze, Lascoaux, Jutii, Nürcie, Tassilii, Alpenlandzie, Apapie, Britainie, Irlandii, Valkanicy, Puanie, Kraju Stepów, Teutmanii i Bliskim Zachodzie, o który walczył z królem Aplanu, Lechem II, ojcem Oplana, ojca Lecha III, męża Tatry. Podbiwszy Lascoaux, zajął następnie Presnauland, a jego stolicę Presnau, założoną przez Bruxa, wnuka Niemnira uczynił stolicą swego imperium'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Pewnego upalnego lata walcząca pod trupim sztandarem, dzika armia z zachodu przekroczyła Rinin i pod Sconevelde zadała klęskę Dytmarowi II; królowi Presnaulandu. Broniący swego królestwa władca pochodzący z dynastii Niemnira, brata Wiła Sławicza, poległ jako ostatni opuszczając pole bitwy. Kościej rozkazał odciąć poległemu wrogu głowę, uczesać jej długie, czarne włosy, a blade od upływu krwi lica pokryć różem, aby głowa króla Dytmara wyglądała jak żywa. Następnie wojacy Kościeja, na rozkaz swego pana i wodza, zatknęli głowę na pice i pomaszerowali z nią pod mury stołecznego Presnau. W czasie bitwy pod Sconevelde hufce Namiestnika Piekieł zdobyły wszystkie chorągwie Presnaulandu, w tym Świętą Stanicę Królów; która na modrym polu górnym przedstawiała złoty kwiat liliowy, zaś na równie niebieskim polu dolnym złoto – czarną salamandrę. Kościej i podobny do czarnego lewarta potwór Mięsojad, wraz z całą armią, dorównującą w dzikości orskiej czerni rezuńskiej, stanęli pod murami Presnau; prastarego grodu króla Bruxa. Opór szybko został złamany, nie bez pomocy zdrajców jak Valony, który poszedł w ślady paladyna Petusa, co ongiś poddał Kościejowi Lascoaux. Bramy miejskie zostały w części rozbite toporami, a w części otwarte przez przekupionych strażników, a dzicz żołdacka wdarła się do grodu paląc i rabując, siejąc gwałt i mord. Drugiego dnia od zdobycia Presnau przybył doń sam Kościej I Nieśmiertelny. Jechał na grzbiecie czarnego jednorożca Nürmana; odziany był w szaty z czarnego aksamitu z białymi koronkami. Na nogach miał jasnobrązowe buty z diamentowymi ostrogami, zaś na posiadającej ledwo trzy włoski głowie czarny, szeroki kapelusz zdobiony piórami czarnego sylfa z wiecznie zielonych gajów Aradżanu. U pasa Kościej miał przywiązany obsydianowy miecz w zdobionej brylantami pochwie ze skóry płaszczki, który nieraz już pił krew niewiast i dzieci. Czarny jednorożec gubił złote podkowy, umyślnie źle przybite do kopyt, aby bić w oczy bogactwem. Obok Kościeja i jadącego na karym ogierze z uzyńskich stadnin Mięsojada pieszo kroczył jeden ze zdrajców, niejaki Varlam z Damme. Przystał on do Gnębiciela Zachodu jeszcze przed bitwą na polach Sconevelde, teraz zaś służył mu za przewodnika w podbitej stolicy.
- Co to za pomnik? - Kościej wskazał berłem na odlaną w brązie ( a może wyrzeźbioną w eburnie jak podaje inny rękopis) figurę tęgiej niewiasty w koronie, otoczonej rojem dziatek.
- Panie mój, ty wiesz wszystko – rzekł Varlam. - Oto widzisz zabytkową rzeźbę dawnej królowej Presnaulandu (Presnowa), Mechtyldy Płodnej, która wstąpiła na tron po swym ojcu Bruxie I Założycielu.
- I cóż to za dziwka? - mruknął pogardliwie Mięsojad obgryzając kurze udko.
- Mechtylda okryła się sławą, wydając na świat (niech mnie śledź połknie jeśli kłamię!) sto trzydzieści czworo dzieci i to w jeden dzień!
- Nawet świńska maciora tyle nie rodzi – przyznał Kościej.
- Później – z wypiekami na policzkach ciągnął Varlam – dzieci owe kąpano jednego dnia , w dwóch ogromnych kotłach, które do dziś pokazuje się w rybackiej wiosce Ölde – dodać należy, że w tej samej osadzie Mokosza odczarowała Tatrę zamienioną przez Erydana w wąpierzycę. - Ponoć – przewodnik trwożnie ściszył głos – przyszłego króla Dytmara I publicznie uhonorował jako następcę tronu z łaski Ageja, sam biały orzeł Tinez z Burus, ale to tylko legenda – dodał lękliwie Varlam z Damme.
- Dość już tych bzdur – warknął Kościej. - Niewolnicy nie potrzebują pomników, które uświadamiałyby im ich dzieje. Ja, wódz i bóg, potrzebuję tylko ciemnej i posłusznej masy, nie wiedzącej skąd jest i dokąd idzie – po tych słowach dał rozkaz żołnierzom, a co obalili pomnik królowej Mechtyldy i roztrzaskali go ciężkimi młotami. Orszak ruszył dalej. Jeszcze tego samego dnia, zwiedzający Presnau Kościej, obserwowany z okien ocalałych jeszcze domów z trwogą i gniewem, zdążył zniszczyć posąg króla Olendra, co rozpoczął prace nad osuszaniem morza i tak bez rozlewu krwi poszerzył swe władztwo, wykonaną w lipowym drewnie małą rzeźbę nieznanego z imienia pacholęcia, które ręką zatkało dziurę w tamie, króla Bataviusa (Vataviyus), co obronił poddanych przed morskim potworem – zieloną jaszczurką Lakerta giganteja maris, wielką jak smok z Vovel... Ofiarą wojsk lutych, ciemnych i ślepo posłusznych padły starodawne chramy Ageja i Enków pełne bogactw, zwierzyńce, a nawet prywatne domy. Zdobyte Presnau stało się nową stolicą imperium Kościeja, który uwielbiając nauki astrologów, wszystkie dwanaście ulic stołecznego miasta nazwał nazwami znaków Zodiaku. Jego kapiący od złota zamek, przylegający do ogromnego i strasznego chramu Rykara – smoka piekielnego, zbudowany został na Placu Ryb – gdzie odbywały się parady, jarmarki i egzekucje....

*

Nikt nie kochał Kościeja, za to wszyscy bali się go. On zaś ze wszystkich sił próbował wmusić w poddanych, że jest ich prawowitym i chcianym królem, ,,Największym Przyjacielem Ludzkości, Humanistą i Filantropem''. W tym celu urządzał obiady czwartkowe z udziałem takich sław jak poeta Subodić z Valkanicy – autor hymnu do Rykara, malarze Pikica Kapcan z Altamiry i Rembisława z Aplanu, rzeźbiarz Upyrdek z Oylandu, architekt Šperka z Teutmanii, czy filozof Śpiewtan z Aplanu. Kościej głęboko gardził ową napuszoną i skłonną do lizusostwa hałastrą, ale potrzebował jej, aby na innych dworach i we własnym imperium uchodzić za władcę światłego i łagodnego. Jego pogrążeni w pysze goście prześcigali się w pochlebstwach ku czci ,,Słońca Zachodu'', ,,Ojca Ojczyzny'' i ,,Przyjaciela Pokoju i Ludowładztwa'', bo nawet takie hasła się pojawiały. W czasie jednej z uczt Šperka teutmański zaproponował:




- Racz nakłonić ucha k'moim pomysłom, o Najświętszy Panie! - zaczął uniżenie. - Zdaje mi się być słusznym, aby w stołecznym grodzie imperium, gdzie wcześniej stała rzeźba zaprzyjaźnionej z ludźmi syreny z Morza Północnego, która umiała szyć, postawić wyniosłą Kolumnę Człowieka, która będzie pomnikiem waszej miłości do rodzaju ludzkiego i wielkiej z nim przyjaźni – Mięsojad słysząc to, parsknął wzgardliwie, lecz samego Kościeja zainteresowała propozycja jego nadwornego architekta i arbitra elegancji.
Na następnym obiedzie czwartkowym, Šperka pokazał wszystkim rysunek niezmiernie wysokiej, wyższej niż kącina Rykara, kolumny odlanej z brązu, na której szczycie stał posąg nagiego mężczyzny, zaś na samym filarze wyryte były tarcza Słońca, sierp Księżyca ,,dwie gwiazdy Wenus'' i kłos zboża. Kościejowi pomysł bardzo się spodobał, a jego architekt tłumaczył:
- Pragnę wyrazić w twardym ciele brązu, że dzięki mądrej i troskliwej opiece Waszej Nieugiętości, żyjący dotąd w ciemności wiary w Ageja i Enków i ślepym strachu przed ich kapryśną mocą, dotąd oszukiwany przez kapłanów, rodzaj ludzki narzucił jarzmo Wilgotnej Ziemi i sławiąc wasz geniusz, Najwyższy Wodzu, którego herb również umieściłem na Kolumnie, sięgnął gwiazd i zdarł koronę z ołtarza Ageja; tego opium dla mas – mowa również spodobała się Kościejowi.
Nie minął miesiąc, gdy rozpoczęto prace nad odlewaniem Kolumny. Aby zrobić dla niej miejsce wyburzono zachowany jeszcze chram Lussu – jak na Dalekim Zachodzie nazywano Świetłanę Światłorodzicę i parę damów. Kościej uradowany z mającego stanąć pomnika swej pychy urządzał wystawne uczty i pochłaniał morze trunków, lecz Agej nie pobłogosławił jego zamysłom. Gdy już roboty miały się ku końcowi, wznoszący Kolumnę przestali się rozumieć – każdy mówił innym językiem, aż w końcu z nieba spadł piorun rzucony chrobrym ramieniem Jarowita i rozbił ją w drobny mak. Wówczas to Kościej, dając wyraz swemu umiłowaniu rodzaju ludzkiego, architekta Šperkę i wznoszących Kolumnę Człowieka niewolników wraz z poganiającymi ich batem nadzorcami kazał powbijać na pale, wśród których ucztował.