piątek, 25 marca 2016

Sycylijski początek Rzymu





,, [...] w drugiej połowie V wieku p. n. e., syrakuzański historyk Antioch gotów był oddać samych Rzymian pod sycylijską kuratelę: pisał o mitycznym bohaterze, niejakim Sikelosie, który rzekomo przybył do Rzymu w czasach przedtrojańskich. Głosił więc Antioch teorię o pierwotnym założeniu Rzymu przez Sycylijczyków. Już w jego czasach przyjmowano możliwość nie tylko tego, że Trojańczycy lądowali na Sycylii, lecz także bezpośredniego związku między Sycylią a początkami Rzymu'' - Michael Grant ,,Mity rzymskie''


Oniricon cz. 199

Śniło mi się, że:




- na ulicy zaatakowali mnie neonaziści, którzy mnie popychali, a  jeden z nich miał głowę białego rekina,




- w podręczniku do biologii podano prognozę kiedy latem będą się ukazywać ludziom inkuby i sukuby,




- byłem Kryszną i razem ze swym bratem Balaramą miałem wziąć udział w jakiejś szkolnej imprezie dla Hindusów; nudziło mi się na niej i poszedłem do szkolnego empiku, skąd pożyczyłem sobie ,,Nową Fantastykę'' i jakieś inne czasopismo fantastyczne, które początkowo chciałem czytać w toalecie; wykąpany poszedłem w szlafroku do szkolnej świetlicy, gdzie jakiś chłopiec obcinał mi paznokcie u nóg; potem przerwałem lekturę i ubrałem się na oczach wszystkich,




- czytałem specjalny numer ,,Nowej Fantastyki'' poświęcony kreskówkom; dowiedziałem się o amerykańskiej kreskówce ,,Jetix'' poruszającej temat aborcji i amerykańskiej interwencji w Nikaragui, o francuskiej, w której Rosjanka została przedstawiona  jako świnia (jej autor wywołał tym skandal dyplomatyczny), o rosyjskiej, w której kot był żołnierzem, a szczur czarodziejem, oraz jeszcze jednej opowiadającej o upadłych  aniołach żyjących w dżungli,




- jakaś kobieta wzięła udział w terapii z udziałem delfina gangesowego,




- św. Anna miała siedem ramion,




- córką Geleny - królowej Słońca, a wnuczką Ordana z Brustaborga była piękna księżniczka Aurelia, która uspokajała burze magnetyczne na Słońcu,
- zapytałem grupę ludzi, kogo krasnoludki nazywały imieniem Unyj i co ono znaczyło, a Rafał Dębski zainteresował się czy znam język rosyjski,




- byłem w jakimś ośrodku wypoczynkowym, w którym dzieci wyrzuciły do śmieci czarną rybę,




- Welesowi służyli Frej i jakaś zmiennokształtna czarownica,
- gdzieś w Polsce byłem uwięziony w jednym z zamków opisanych w mojej mitologii; leżałem nago na kamiennym łóżku,




- na lekcji biologii opowiadałem klasie o skarabeuszach; o tym, że są symbolem Belzebuba oraz, że biblijne słowa o skarabeuszu na drzewie odnoszono do Jezusa Chrystusa,




- w Szczecinie na jednym z podwórek znajdują się kamienne lwy z okresu średniowiecza,




- astronauci cofnęli się w przeszłość i spostrzegli Świętą Rodzinę; dali Maryi korale i chcieli Ją zabrać do naszych czasów,




- Tmu - Tarakan napadał na okręty i karawany kupieckie bezlitośnie karząc tych co odmawiali udziału w napadach; kliku żeglarzy tmutarakańskich nie chciało uprawiać korsarstwa, za co zostali ukarani śmiercią; potem miała miejsce wielka bitwa o Tmu - Tarakan, w której po stronie zbójeckiego państewka walczyły gigantyczny karaluch i smok. 

czwartek, 24 marca 2016

Z okazji Wielkiego Czwartku





Dziękuję Bogu za wszystkich księży, których postawił na drodze mojego życia; za tego, który mnie ochrzcił, za tych co odprawiali Msze Święte, w których uczestniczyłem, za tych co przygotowywali mnie do przyjęcia sakramentów  Pierwszej Komunii Świętej i Bierzmowania, za tych, którzy przychodzili w czasie wizyty duszpasterskiej poświęcić mieszkanie, za tych, którzy uczyli mnie religii, za moich spowiedników i tych wszystkich, których się radziłem w swoich wątpliwościach. Z okazji Wielkiego Czwartku, kiedy to nasz Pan, Jezus Chrystus ustanowił sakrament kapłaństwa, składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim osobom duchownym czytającym tego bloga (jeśli są takie ;). 

środa, 23 marca 2016

Tajemnica Morskiego Oka (z ,,Topazowej księgi'')

,, - U nas w Montanii też żyją groźne istoty – opowiadała dziewczyna – jak chociażby neomysy znad Morskiego Oka.- Czy to też takie niedźwiadki? - zapytał jakiś chłopiec. Tatra nie znała jeszcze znaczenia tego słowa i myślała, że chodzi o niedźwiedzie.- Niedźwiedzie też mamy – odpowiedziała – ale neomys to taki rzęsorek, wielki jak człowiek. One chodzą czasem na dwóch łapach, są jadowite, ale rzadko napadają na ludzi.- A czy tylko 'niełomisiów' się boicie? - zaciekawiła się sepleniąc, jakaś ośmioletnia dziewczynka.- W Morskim Oku mieszka wiele potworów – mówiła Tatra – kiedy byłam w wieku swojej siostry Kaztii, słyszałam o węgorzu, który porwał owcę pasącą się na brzegu i potem długo mi się to śniło.- A ja bym mu nie dał porwać owcy – oświadczył chłopczyk, któremu już się oczka kleiły'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''




,,Ometra pojął za żonę Aeditę [Edytę] - germańską księżniczkę z niewielkiego księstwa Angeln, leżącego na południe od Danai. Spłodził z nią syna Aedmunda [Edmunda] w 'Szkarłatnej księdze królów' nazywanego Mundziarem, który panował pod przydomkiem Edmunda Krzywonosego. Z jego narodzeniem było zaś tak. Czary mamun to sprawiły, że narodził się wcześniej niż powinien i z tego powodu śmierć mu groziła. Na szczęście Jarowita, babka odbierająca porody, nakazała ubić świnię i włożyć maleństwo do jej trzewi. Gdy zwierzę wystygło, zabito kolejne i znów włożono doń dziecko. Czyniono tak parę razy, aż urok mamuny został zdjęty i śmierć przestała grozić królewiczowi'' - ,,Topazowa księga''





Edmund Krzywonosy, którego matka wiele wycierpiała próbując wyleczyć Ometrę z jego znieczulicy, wraz z całym dworem szedł na dziedziniec pałacu w Neście, aby zobaczyć przyrząd umożliwiający penetrację morskich głębin. Na ramieniu króla siedział Kusrot, syn Króla Węży i wróg Gorynycza, pod postacią niebiesko – zielonej jaszczurki. Tenże Kusrot był z łaski Ageja księciem gadów domowych; rasy cudownych węży kryjących się w ciemnych zakamarkach chaty, ostrzegających przed niebezpieczeństwami, takimi jak najście złodziei czy pożar, niańczących dzieci, dających złote korony ludziom cnotliwym, co służyło zapowiadaniu ich śmierci, oraz prowadzących dusze do Nawi Jasnej. Temu kto sprawił pogrzeb gadu domowemu, samo Słońce trzy razy się kłaniało. Oczom króla Analapii ukazała się szklana bania nad podziw wielka. W erze dwunastej, takiej bani używał jako łodzi podwodnej do penetrowania Morza Srebrnego jeden z panów Błyszczyńskich razem z doktorem Simanisem z Burus i kupcem Sadką z Nowego Grodu Północy, zaś w erze trzynastej, parę wieków po opisywanych tu zdarzeniach, sam Aleksander Wielki dał się zamknąć w owej szklanej kuli i opuścić w niej na dno morza, aby poznać jego sekrety. Edmund z Angeln, król Analapii kazał sporządzić banię w celu zbadania ogromnego jeziora nazywanego Morskim Okiem, które leżało w górach Montanii. Powiadano o nim, że zamieszkują je ogromne ryby groźne dla owiec i ich pasterzy, zaś w jego głębinach znajdować miano wraki morskich korabi. Król Edmund jako pierwszy zaczął naukowo badać tajemnicze Morskie Oko. Razem z księciem Kusrotem obejrzał banię. Zadowoliła go.





Orszak królewski opuścił stołeczną Nestę i ruszył w stronę Montanii. Na miejscu czekał już na śmiałków korab zakotwiczony u brzegów Morskiego Oka. Za pomocą drewnianego żurawia, majtkowie przenieśli szklaną banię z wozu na pokład korabia i przymocowali łańcuch do jej uchwytu. Król Edmund wszedł na pokład, po czym razem z księciem gadów domowych, Kusrotem siedzącym mu na ramieniu, dał się zamknąć w szklanej kuli i zanurzyć się w niej w spienione fale. Legendy mówiły prawdę. Edmund i Kusrot zobaczyli rosówkę alias dżdżownicę, tak długą jak siny wieloryb, zwany płetwalem. Dżdżownica nie interesowała się pływającym po powierzchni Morskiego Oka korabiem, ani szklaną kulą z zamkniętym w niej królem.





- Zgroza mnie ogarnia gdy to widzę – rzekł król Analapii – przypomniało mi się, że w dziecięcych latach bawiąc w Montanii złapałem rosówkę, aby jej użyć jako przynęty na ryby. Zlitowałem się nad nią i wypuściłem do Morskiego Oka, ona zaś wyrosła na potwora!
- Ja bym ją zjadł, bo lubię dżdżownice – odrzekł książę Kusrot do jaszczurki podobny.
Gargantuicznych rozmiarów pierścienica odżywiająca się wodorostami, nie była jedyną mieszkanką Morskiego Oka. Wokół szklanej bani pląsały urokliwe gromadki syren i rusałek trzymających w dłoniach różańce z pereł. Razem z nimi swawoliły wierne jak psy delfiny i ławice bajecznie kolorowych ryb spotykanych w Morzach Południowych. Bania lekko osiadła na piaszczystym dnie jeziora, usianym ukwiałami, serpulami, rozgwiazdami, jeżowcami, liliowcami, muszlami małży, ślimaków, pełnym barwnych krabów i homarów. Nie brakło też obrośniętych przez pąkle wraków pływających niegdyś po Morzu Srebrnym korabi – wareskich drakkarów i knorrów, oraz okrętów Słowian, takich jak królewski okręt ,,Jantar'', który za panowania Ometry wypłynął w portu w Canum, by przepaść bez wieści.
- Sprawiedliwie powiadają ci co uważają to jezioro za zaczarowane! - Edmund przecierał oczy ze zdumienia.





- Te rusałki i syreny sławią Tatrę i Juratę; dwie królowe mające prawo do Morskiego Oka – rzekł Kusrot. - Tatra i Jurata są tu, jako Enk wyczuwam je, ale trzeba wiary aby móc je zobaczyć – obaj odkrywcy ujrzeli jeszcze sporo istot groźnych, bądź dziwnych – morskiego smoka, wielką rybę Żabnicę, nurkujące neomysy mające jad w ślinie, rybę Żmijowca, rybę Połykacza, jakieś rekiny, olbrzymie mureny, kraby, głowonogi, węża morskiego – Kusrot mówił, że powinni być wdzięczni Juracie, bo to ona zamknęła paszcze morskim potworom. Wreszcie gdy zapadły ciemności, król pociągnął za złoty sznur, dając znak załodze okrętu, że chce powrócić na powierzchnię. Jego życzeniu stało się zadość.


*

Późnym wieczorem kiedy to wilki wyły, a ludzie chowali się w domach, Edmund syty dziwów Morskiego Oka, ucztował w okazałym dworcu namiestnika Montanii, mieszczącym się w stołecznej Śnieżelicy. Pił grzane piwo i rozkoszował się ciepłem bijącym z paleniska. Pan namiestnik jadł kapłona i wypytywał swego suzerena o szczegóły podwodnej żeglugi, król zaś chętnie odpowiadał na każde pytanie, nie szczędząc opisów urody syren i rusałek. Północ przeminęła na wesołej uczcie, aż w końcu zmęczenie i trunki zmogły biesiadników.
Rano król nie spieszył się do powrotu do Nesty. Postanowił zabawić jeszcze z pół miesiąca w Montanii – był to jego ukochany zakątek królestwa i aż dziwili się kronikarze, czemu władca tak miłujący góry, nie przeniósł grodu stołecznego do Śnieżelicy. Edmund zwiedzał prowincję królowej Tatry incognito. Któregoś wieczora po pożegnaniu z księciem Kusrotem, który u pana namiestnika, tańcował po stole między świecami, król ujrzał wychodzącego z ciemnej uliczki czarnego wilka. Władca dobył miecza.
- Jestem Borutą i chcę ci coś pokazać – ozwał się ludzkim głosem wilk, a król usiadł na jego grzbiecie.
Ostatni z przechodniów pochowali się w domach, czego dopilnował strażnik miejski. Edmund dosiadający basiora, niepostrzeżenie opuścił gród i zapuścił się w dzikie ostępy górskie. Boruta w wilczej postaci przywiódł władcę do tajnej kryjówki zbójników, którzy odbywali w jaskini naradę przy ognisku.
- Słuchaj, bo to ważne – warknął czarny wilk, a król usłyszał taką rozmowę:
- Jutro ruszamy do chramu nad Morskim Okiem – mówił harnaś – zabierzemy stamtąd bałwany Tatry; tej suki co walczyła z naszymi przodkami i Juraty co ponoć mieszka w Morzu Srebrnym. Mając ich kumiry okryte zresztą drogimi szatami i klejnotami, zawładniemy ich królestwami – królestwem gór i królestwem morza!
- W jaki sposób? - spytał jeden ze zbójników, obgryzając udziec sarny.
- Będziemy ich bałwany kłuć sztyletami, zadając ból obu ciziom. Tak zmusimy je do posłuszeństwa; do oddania nam swych królestw.
- Możemy też rozłupać owe bałwany. Jak je rozłupiemy i spalimy, to Tatra i Jurata zdechną – słysząc te bluźnierstwa, król Edmund poczerwieniał z gniewu wielkiego.
Dobył miecza i miał zamiar wpaść do jaskini zbójców i ich wysiec, lecz czarny wilk go powstrzymał.
- Poniechaj ich, na razie, bo zginiesz bohatersko i niepotrzebnie. Wsiadaj na mój grzbiet i wracamy do Śnieżelicy! - król posłusznie wypełnił polecenie Boruty.
Ten objaśniał mu po drodze, że wierzenia rozbójników były nie tylko bluźniercze, ale i bardzo głupie, nikt bowiem nie mógł zaszkodzić Enkom niszcząc ich idole. Niemniej świętokradztwu trzeba było zapobiec. Następnego dnia król wyruszył z hufcem wojów nad Morskie Oko. Gdy nadeszli zbójnicy zostali rozsieczeni mieczami. Późniejsze źródła wspominają o niejakim Władoniu, konfidencie namiestnika Montanii, który podsunął harnasiowi pomysł kradzieży idoli znad Morskiego Oka, aby wpędzić ich w pułapkę, myślę jednak, że była to późniejsza wstawka. Bitwy nad brzegiem Morskiego Oka nie przeżył żaden ze zbójników, a ich ciałami pożywiły się sandacze i okonie większe od wołów....





wtorek, 22 marca 2016

Oniricon cz. 198

Śniło mi się, że:

- planowałem napisać zbiory opowiadań ,,Zielona baśń'', ,,Czarna baśń'' i ,,Czerwona baśń'',
- jakiś mały chłopiec należący do Żołnierzy Wyklętych spotkał jakąś kobietę, która porównywała zbrodnię katyńską do zbrodni smoleńskiej, potem wziąłem udział w spotkaniu grupy rekonstrukcyjnej, która wraz z małymi dziećmi z I klasy SP szła na pochód 1 - majowy; w trakcie pochodu oglądałem na telebimach film o Katyniu; na pochodzie spotkałem Voytakusa ov Viernitisa, potem Roman Dmowski, który zlał mi się w jedno z Janesem ov Calcium łapał mnie za genitalia, a ja chciałem go za to bić i gryźć, potem w PRL - owskiej szkole ujrzałem szkolną kapliczkę przywiezioną z Kresów, a jakiś chłopak podarł mi zeszyt i mówił, że nic się nie stało; miałem ochotę go bić i gryźć,




- zobaczyłem na okładce książki wydanej przez Fabrykę Słów królową Glorianę w skafandrze kosmicznym,
- Stalin obrażał Żydów w programie radiowym,




- piękna, australijska dziewczyna zamieniła się w koalę i weszła na słup sygnalizacji świetlnej,
- Wanda, królowa Analapii po śmierci została uznana za świętą; jej relikwie pokazywano w Rzymie, a życiorys zamieszczono w ,,Martyrologium rzymskim'',




- w pewnej kolędzie zamiast o Maryi śpiewano o królowej Wandzie,





- królem Onokefali - afrykańskiej rasy ludzi z głowami osłów był Dhenuka,




- Kryszna chciał uratować Jezusa od śmierci krzyżowej zabijając Piłata i Kajfasza, tak jak zabił Kansę,




- w Skiromacji miał miejsce mecz piłki nożnej, w którym wzięły udział drużyny żółtych smoków i niebieskich skorpionów (wymyślone na jawie),
- czytałem książkę, kiedy jakiś szczeniak rasy beagle lub kociak zrobił obok kupę,




- powiedziałem jakiejś kobiecie, że słowo ,,okapi'' pochodzi z języka kongijskiego,




- pojechałem na Festiwal Słowian i Wikingów na Wolinie, gdzie dołączyłem do grupy rekonstrukcyjnej, jej członkowie byli neopoganami i palili kukły chrześcijan; nie chciałem brać w tym udziału i poszedłem do toalety, oni zaś chcieli mnie bić i bóść głowami,




- Kevin został sam w domu; jeden ze złodziei ukradł mu kiełbasę i został oblany keczupem; chłopca postanowił odwiedzić Hellboy, aby sprawdzić czy nic mu nie zagraża; w BBPO oprócz Hellboya pracowało wiele innych diabłów o spiłowanych rogach, zwanych krystami, a ja dziwiłem się, że nie ma tam aniołów,




- czytałem długi opis rytuału masońskiego, w czasie którego padło słowo Oz,
- rysowałem o. Tadeusza Rydzyka,




- dostałem nową makrauchenię - zabawkę i wyrzuciłem starą,




- wspominałem jak w czasie II wojny światowej Rumunia i Węgry  okazały lojalność Polsce i jak premier Węgier, Pal Teleki odmówił Hitlerowi wzięcia udziału w napaści na Polskę,




- idąc ulicą schwytałem do foliowego woreczka stado miniaturowych hipopotamów, aby je zanieść do kałuży w parku,
- wołwch z Nowogrodu otrzymał list od białego nietoperza o dwóch dziobach.

Mitologia germańska

,, […] żywię w związku z tą wojną osobistą gorącą urazę - […] do tego diabelnego małego ignoranta Adolfa Hitlera (…). Niszczy, wypacza, sprowadza na manowce i skazuje na wieczne potępienie owego szlachetnego północnego ducha, stanowiącego najwyższy wkład do dziedzictwa Europy, ducha, którego zawsze kochałem i próbowałem przedstawić w jego prawdziwym blasku. Przypadkiem nigdzie nie był on szlachetniejszy niż w Anglii i nigdzie nie został wcześniej uświęcony i schrystianizowany […]'' - J. R. R. Tolkien ,,List do Michaela Tolkiena z 9 czerwca 1941'' [w]: J. R. R. Tolkien ,,Listy''




Niezmiernie długo można by mówić o przemożnym wpływie mitologii germańskiej na literaturę fantasy, na takich Autorów jak cytowany powyżej J. R. R. Tolkien (odsyłam do posta: ,,J. R. R. Tolkien – początek przygody''), C. S. Lewis (zobacz: ,,Cudowny świat Narnii''), R. E. Howard (zobacz: ,,Conan władca wyobraźni''), N. Gaiman, Ch. Paolini, J. K. Rowling, A. Sapkowski, J. Grzędowicz (zobacz: ,,Pan Lodowego Ogrodu''), M. Ende (zobacz: ,,Niekończąca się historia''), A. Lindgren (zobacz: ,,Szwedzka Narnia, czyli 'Bracia Lwie Serce''') czy na komiks o Thorgalu.
O swoich pierwszych kontaktach z mitologią germańską pisałem w poście ,,Mitologia w moim życiu''. W 1996 r. dowiedziałem się o bogu Odynie:




,,KIM BYŁ ODYN? Przeszło tysiąc lat temu ludy zamieszkujące północną Europę czciły własnych bogów, z których najwyższym był Odyn, bóg wojny wojny i zwycięstwa.
Według wczesnych legend Odyn, odziany w powłóczystą pelerynę i kapelusz z szerokim rondem, dowodził armią widmowych wojowników, która w burzowe noce galopowała z łoskotem przez niebo.
Później stał się bogiem decydującym o losie ludzi, a zwłaszcza rycerzy, którzy wzywali go podczas bitwy. Z rozkazu Odyna martwi wojownicy byli paleni na stosie, po czym ucztowali z nim w Walhalii, wspaniałym pałacu poległych.
Bóg wojny nosił złoty hełm, władał włócznią wykutą przez karły i galopował na ośmionogim rumaku zwanym Slepnir. Jego ulubione zwierzęta to kruk i wilk.
Odyn był również bogiem mądrości i mistrzem czarów. Często przemierzał świat i zadawał wiele pytań. Aby móc napić się wody ze zdroju Mimira, źródła mądrości, musiał poświęcić wzrok w jednym oku'' – Bridget Daly (red.) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach''




Z tego samego źródła dowiedziałem się także o walkiriach.

,,KIM BYŁY WALKIRIE?
Legendy północnoeuropejskie podają, że dziewice zwane walkiriami decydowały, którzy bohaterowie mieli zginąć w boju i ucztować z bogiem wojny Odynem w Walhalii.
Walkirie mieszkały z Odynem w Walhalii, pełniąc rolę jego sług i strażniczek. Nosiły piwo ucztującym wojownikom, cały czas dbając, aby nie zabrakło im jadła i napojów. Odyn zsyłał je często na ziemię, gdzie przemierzały pola bitewne i decydowały o tym, którzy wojownicy mieli polec i która armia miała odnieść zwycięstwo.
Tylko ci, których przeznaczeniem była śmierć, mogli ujrzeć te przerażające, acz urodziwe kobiety, przyodziane w zbroje i hełmy, oraz władające tarczami i włóczniami o błyszczących grotach.
Wybrawszy bohatera, walkirie informowały go o jego losie po czym powracały do Walhalli na swych ognistych rumakach i powiadamiały Odyna o rychłym przybyciu nowego gościa. Bóg wojny szykował wówczas wybrańcowi miejsce przy stole wojowników'' – B. Daly (red) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach''

W latach 1999 – 2000 kolekcjonowałem kolejne numery geograficznego czasopisma ,,Wally zwiedza świat''. Z niego to poznałem znany mit o kradzieży młota Thora:





,, […] Wikingowie tak jak Grecy, mieli wielu bogów. Mieszkali oni w błyszczących pałacach Asgardu, a ich królem był Odyn. Bogom wciąż przeszkadzali groźni giganci, zazdrośni o kosztowności i skarby Odyna. Najstarszym synem królewskim był Thor, bóg grzmotu, najsilniejszy ze wszystkich bogów. Thor miał czarodziejski młot zwany Mjöllnirem, którym rzucał jak bumerangiem. Jednak pewnego dnia młot skradziono. Thor wpadł we wściekłość. Poprosił innych bogów o pomoc. Loki, bóg oszustw, odkrył, że młot został skradziony przez Thryma, wielkiego i brzydkiego króla mroźnych olbrzymów. Thrym zgodził się go oddać pod warunkiem, że poślubi piękną boginię Freję. Na szczęście bogowie wpadli na sprytny pomysł.... […] W przebraniu sokoła Loki doleciał do pałacu Thryma – mroźnego olbrzyma. […] Gdy Freja usłyszała czego zażądał Thrym, nie mogła powstrzymać płaczu. Jej łzy natychmiast zamieniały się w złoto. […] Narzeczona zjawiła się wraz z pokojówką w pałacu Thryma. Twarze kobiet skrywały gęste zasłony. […] Thrym ucieszył się, że Odyn przesłał mu Freję. Przygotował wystawną ucztę ślubną. Nie mógł doczekać się spotkania z prześliczną wybranką. Ciągle o niej myślał! […] Thrym rozkazał przynieść młot i z uśmiechem złożył go na kolanach panny młodej. […] Gdy tylko młot znalazł się w rękach panny młodej, obie kobiety odrzuciły zasłony z twarzy. Olbrzymy miały nie lada niespodziankę. […] Thrym nadaremnie próbował uciec. Rozsierdzony Thor rzucił w niego młotem. Silne uderzenie zabiło go na miejscu'' - ,,Magiczny młot Thora'' [w]: ,,Wally zwiedza świat cz. 47. Skandynawia''




Mit ten wywarł wpływ na moje fantazje. W zbiorze opowiadań ,,Dom'' (opowiadanie: ,,Młotek Wujka Alosia'') czarny szczur Swarszczur ukradł młotek Wujka Alosia z Elbląga, zwany Mjöllnir i powiedział, że odda go jeśli dadzą mu poślubić Mamę. Mama płakała, a jej łzy zamieniały się w … dolary, co nasuwa skojarzenia z Freją. Wtedy to Dziadek i Wujek Aloś w przebraniu kobiet udali się do meliny na Prawobrzeżu – miejscu gdzie mieszkał Swarszczur i odebrali mu młotek. Wujek Aloś chciał zabić zabić Swarszczura, lecz na prośbę Dziadka, darował mu życie. Postać Thryma została przeze mnie wykorzystana w zbiorze opowiadań ,,Legenda'' jako pierwowzór olbrzyma Trimusa z ery piątej, władcy wyspy Ultima Thule, usiłującego podbić Żbiczan – rasę ludzi z głowami żbików. Przeszkodził mu w tym car olbrzymów Światogor.




W 1999 r. czytałem książkę Arthura Cotherella ,,Ilustrowaną encyklopedię mitów i legend świata'', z której dowiedziałem się wielu nowych, ciekawych rzeczy o mitach min. germańskich (dowiedziałem się też o amerykańskim komiksie ,,Thor''). Zdobytą wiedzę wykorzystałem pisząc w 2003 r. zbiór opowiadań fantastyczno – groteskowych ,,Dom''. W zbiorze tym pierwowzorem Wujka Alosia z Elbląga był bóg burzy Thor. Wujek Aloś tak samo jak Thor był rudy (dobrze Czytelnik przeczytał: Thor wbrew temu co pokazuje Marvel nie był blondynem, ale miał rude włosy), zawsze nosił ze sobą młotek do wbijania gwoździ zwany Mjöllnir, a jego rower ciągnęły dwa olbrzymie chrząszcze – Kozioróg Dębosz i Kozioróg Bukowiec, których pierwowzorem były kozły Tanngjostr i Tanngrisnir zaprzężone do rydwanu Thora. Dziadek przypomina nieco Lokiego. W nienapisanym opowiadaniu zniszczył piłkę (odpowiednik Baldera) i odmówił wylania łez nad nią, przez co piłka nie mogła wrócić naprawiona z Piwnicy. Za karę Dziadek został przykuty łańcuchem do sedesu. Rudowłosa pokojówka Hel jest wzorowana na bogini zmarłych o tym imieniu, a także na Helli z ,,Mistrza i Małgorzaty'' M. Bułhakowa. Pochodzenia germańskiego są również pyton Midgard i pies Fenrir. Byli to ulubieni bohaterowie pana Voytakusa ov Viernitisa, który bardzo się rozczarował, gdy ci przeszli na stronę Brudu. Należący do tego ostatniego, przechowywany w Piwnicy statek ,,Mani – Pedi'' zbudowany z paznokci z rąk i nóg jest wzorowany na okręcie ,,Naglfar'' wiozącym olbrzymy na Ragnarök. Owe określenie oznaczające Zmierzch Bogów oznacza w moim zbiorze opowiadań Pożar Domu, w czasie którego wszyscy giną z wyjątkiem Brata i Siostry (panu Viernitisowi nie spodobało się, że zabiłem tylu pozytywnych bohaterów).
W powieści ,,Pawlaczyca cz. I Słomiane wojny'' kowal Bartosz Kowalski atakujący z młotem w ręku siedzibę Dziadostwa został porównany do Thora.




Wątki germańskie pojawiają się również w mojej mitologii slawianistycznej. Przykładowo rusałka Ruta w czasie pobytu w Nürcie (odpowiednik Skandynawii) otrzymała imię Hell, zaś Licho było znane w owej krainie pod imieniem Loki. W Nürcie żyły trolle, które przedstawiłem jako istoty podobne do goryli z głowami nietoperzy, o łapach uzbrojonych w długie, sierpowate pazury. Po raz pierwszy dowiedziałem się o trollach z norweskiej baśni ,,Zamek Sorja Morja''. W erze dziewiątej w wielkiej wojnie rusałek z trollami brał udział olbrzym Quasirus; którego pierwowzorem był Kwazir, heros stworzony przez Asów i Wanów, z którego krwi karły Fjalar i Galar uwarzyły Miód Poezji. W mojej mitologii znalazło się też miejsce dla elfów – małych, skrzydlatych duszków żyjących wśród kwiatów, krasnoludów, wiewiórki Ratatosk w wyspy Bujan (w ,,Eddzie'' biegała po pniu kosmicznego jesionu Yggrdrasilla), dla teutońskich wojowników Dytryka z Bern i Waltera z Akwitanii, którzy wspierali Słowian w walce z Hunami (synem Waltera był sam Walgierz Wdały), oraz dla złego smoka Fafnira Urukajewicza z ery siódmej, przeciwko któremu walczył Rysza, król Lynxów (jego pierwowzorem był zarówno smok Fafnir jak też Adolf Hitler).





Na przestrzeni wieków mitologia germańska tak jak i inne mitologie, inspirowała wielu ludzi na różne sposoby. Niektórzy robili z niej zły użytek – mam tu na myśli nazistów z samymi Hitlerem i Himmlerem na czele, którzy wykorzystywali dawne mity i opery Wagnera do usprawiedliwiania buntu przeciwko Bogu i ludobójstwa. Nie znaczy to, że owe mity – charakteryzujące się takim bogactwem i pięknem, same w sobie są złe, bo jak mówił mój psycholog: ,,W rękach szaleńca każda książka jest niebezpieczna''1. Germańskie mity i legendy wywarły też przecież wpływ na chrześcijańskich fantastów jak Tolkien i Lewis, którzy rozumiejąc je lepiej niż hitlerowcy, robili z nich dobry użytek. Ważną rolę w nawróceniu Lewisa odegrała jego fascynacja mitem o umierającym bogu Balderze, stanowiącym zapowiedź Jezusa Chrystusa.




Śniło mi się, że:

- podróżowałem razem z Wikingami i w czasie jednego z rejsów rytualnie spożywaliśmy mięso, chleb i czekoladę, aby mieć tych pokarmów pod dostatkiem w Walhalli,




- jakaś dziewczynka złapała małą, skrzydlatą wróżkę i ją zamęczyła, w odwecie dwie inne wróżki zabiły dziewczynkę.



1 Dla porównania: A. Sapkowski w ,,Świecie króla Artura'' podaje, że naziści wykorzystywali do swych celów również legendy arturiańskie, a przecież nikt nie twierdzi, że są one złe!   

poniedziałek, 21 marca 2016

Sprostowanie w sprawie Szydłowskiego





Dowiedziałem się dzisiaj od Alexandrusa ov Cocelaise, że jego kolega ze studiów, który miał porzucić katolicyzm dla wiary w fantazje Pawła Szydłowskiego, tak naprawdę tylko żartował i że nadal jest katolikiem. Obu nas nabrał. Dla porównania: w XIX wieku św. Teresa z Lisieux napisała list do niejakiej Diany Vaughan, skruszonej wielkiej kapłanki satanistycznej sekty ,,Palladium'' skupiającej Żydów i masonów. Później się okazało, że zarówno sama sekta jak i jej członkini zostały wymyślone jako prowokacja przez antyklerykalnego dziennikarza Leo Taxila (właściwie: Marie Joseph Antoine Gabriel Jogand - Pages). Tak więc nawet święty może czasem dać się nabrać. Przytoczoną wyżej ciekawostkę znalazłem w pracy Roberta Muchemblada ,,Dzieje diabła''.