niedziela, 10 kwietnia 2016

Oniricon cz. 202

Śniło mi się, że:




- na studiach narysowałem alkę olbrzymią, która trzymała francuską flagę z zielonym półksiężycem i gwiazdą, oraz mówiła: ,,Parli du penguenaise'?, co znaczyło: ,,Czy mówisz po pingwińsku''?




- pewien publicysta ,,Fronda pl.'' napisał w jakiejś dyskusji internetowej, że aby pozbyć się wszystkich pamiątek związanych z islamem, wyrzucił całą kolekcję monet pochodzących z krajów muzułmańskich; właściciele tych monet mieli o to do niego pretensję,
- pewien Polak trafił do obozu Auschwitz - Birkenau, gdzie pewna Niemka z SS broniła go przed złym traktowaniem; w obozie był wielki dół, w którym Niemcy więzili Murzynów noszących spiczaste czapki ze skór lampartów; owi Murzyni urządzili powstanie, lecz jeden z nich walczył po stronie oprawców,




- jakiś internauta zarzucał czasopismu ,,Zwierzaki'', że za dobrze pisano w nim o muzułmanach,
- posiadałem dużą, jubileuszową monetę z wizerunkiem Mikołaja Kopernika i Układu Słonecznego,




- dostałem się przez telewizor do programu telewizyjnego, gdzie spotkałem faraona Echnatona chcącego uprawiać seks ze swoją żoną,




- zamierzałem napisać na blogu posta o Konradzie T. Lewandowskim i wczesnej wersji ,,Sagi o kotołaku'' zatytułowanego ,,Gniewny Mistrz'',




- w Szczecinie spotkałem przed kościołem Mateusza Kijowskiego,
- jeździłem autobusem po Szczecinie, aby się uczyć orientacji w terenie,




- byłem na jakiejś zabawie dla członków PiS - u i spotkałem Jana Szyszkę,
- moja Mama po wielu latach zadzwoniła do cioci Ursuli ov Sienitiki,




- razem z Mamą poszedłem na spotkanie starych kobiet z sekty wicca, kiedy to tłumaczyłem jakiejś dziewczynce dlaczego kult wicca jest zły,




- czytałem dodatkowy, ósmy tom ,,Opowieści z Narnii'', w którym Aslan opowiadał o fantastyce okultystycznej i o młodym, murzyńskim pisarzu, który wymyślił dom z żelaza,
- w ramach terapii leżałem w łóżku razem z piękną i młodą terapeutką na co patrzał Matiełas ov Jarcevicius,




- w filmie ,,Cierń Boga'' Apostołowie w czasie Ostatniej Wieczerzy machali nogami w wodzie (zainspirowane recenzją Jana Bodakowskiego). 

piątek, 8 kwietnia 2016

Chłopiec z drewna

,,Kiedy zmarł Agenor, król Tyru, na tron wstąpił jego syn Melkartes. Był to mąż rosły a potężny, siłę niedźwiedzia miał w ręku. Przewyższał wzrostem innych Fenicjan. Jego ciało, urodziwe jak rzeźba Greków, pokrywały twarde jak stal muskuły. Miał ci Melkartes włosy gęste i brązowe, takąż brodę, oczy zaś siwe. Potrafił gołymi rękami dąb obalić, jak też lwa na polowaniu zadusić. Jego miecz Baal – kamosz ważył siedemdziesiąt siedem talentów i żadna ręka prócz ręki króla nie mogła go podnieść. Na bitwie straszny był Melkartes dla wrogów świętego Tyru; Egipcjan i Syryjczyków, jednak okazywał łaskę jeńcom. Władcą był szlachetnym, dbającym o wdowy i sieroty, brzydził go rozlew krwi poza polem bitwy. Z tego to powodu zakazał składania ofiar z ludzi; zagroził karami za palenie dzieci w piecach ofiarnych, czym naraził się kapłanom bogów Molocha [przez Słowian zwanego Stworą] i Baal – Zebula [przez Słowian zwanego Muchowładem]. Obalił ich posągi i zamknął świątynie, roztrzaskał piece ofiarne i rozpędził kapłanów. Mawiał, że Moloch i Baal – Zebul to nie są bogowie, jeno przeklęte demony [przez Słowian zwane Čortami]. Powiadają, że Władca Much ukazał się królowi, gdy ten pisał edykt przeciwko jego kultowi. Melkartes ujrzawszy […] [Muchowłada] cisnął weń kałamarzem i tak odpędził. […] [Stwora i Muchowład] w zemście zesłały na Tyr smoka z głębin morskich, oraz zastęp przybyłych z dalekiej Sklawinii demonów zwanych ażdachami. Jednak król Melkartes ubił ostrzem swego miecza wszystkie potwory, czym potwierdził swą prawość i rację swych działań'' – Arminabaal ,,Księga Tanith''; najstarsza kronika fenicka dostępna w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego.





W owym czasie uważano, że najpiękniejsze i najmilsze niewiasty rodzą krainy Dacja, Tracja i Słowiańszczyzna. Królewicz Melkartes z Tyru, jedyny syn króla Agenora zasiadał na poczesnym miejscu w zamku króla Analapii. Przed sobą miał złoty talerz z nałożonym nań upieczonym prosiakiem nadziewanym kaszą, oraz złoty kruż wypełniony pieniącym się, szkarłatnym winem. Nie zabrakło upieczonego w całości wołu, wieprzy, łap niedźwiedzich, chrap łosia w galarecie, wymyślnych potraw z ryb i raków, chleba, jarzyn, kołaczy z miodem, pozłacanych pierników, gęstego, lepkiego jak syrop piwa i zielonego wina, które tak lubił Sołowiej Chąsiebnik. Analapowie zawsze słynęli z gościnności i król Radosław II, syn Bogusława I nie należał do wyjątków. Melkartes przybył na jego dwór w stołecznej Neście, aby móc poślubić analapijską królewnę Białkę, a ponadto jego ojciec Agenor zlecił mu zawarcie traktatu handlowego zezwalającego Fenicjanom na założenie faktorii w Canum i paru innych grodach nad Morzem Srebrnym. Liczne bogactwa Analapii wabiły kupców z najodleglejszych stron starożytnego świata; nawet flota króla Salomona nie raz i nie dwa zawijała do portów w Bremie, Lubece, Roztoce, Wolinie, Sedinum, Canum i Truso. Tymczasem królewicz Melkartes zatapiał wzrok w Białce, której imię wymawiał: Baalkah. Urodna to była panna; wiotka i blada, o włosach długich i złocistych, a oczach wielkich i niebieskich, młoda i nieśmiała, pełna dziewczęcego wdzięku. Odziana była w suknię z modrej kitajki, zaś na szyi miała zawieszony duży bursztyn oprawiony w srebro. Na prośbę ojca, królewna wzięła do rąk złotą harfę i poczęła na niej grać a śpiewać, ku uciesze gości z dalekiego Tyru. Śpiewała starą balladę o mieszkającym w głębi puszczy małym chłopcu o ciele wyrzezanym z drewna, który zjadał żołędzie, szyszki i ptasie jaja. Pieśń spodobała się biesiadnikom.





Radosław II nie szczędził Fenicjanom rozrywek. W trzecim dniu ich pobytu w Analapii urządził łowy w puszczy otaczającej stołeczną Nestę. Melkartes w dwunastej wiośnie życia ubił swego pierwszego lwa; przebił go oszczepem w czasie śnieżycy. Drugiego lwa, który wpadł do pustej cysterny służącej gromadzeniu wody, ubił Melkartes niedługo potem. Następca tyryjskiego tronu zdawał się nie wiedzieć co to strach tak na wojnie jak i podczas łowów na grubego zwierza. Oprócz lwów z jego ręki ginęły tury (w Analapii polować na te zwierzęta mogli tylko królowie), dziki, pantery i niedźwiedzie. Śpiewano pieśni o łowieckich wyczynach Melkartesa, choć w dzisiejszych czasach, ci co umiłowali zwierzęta, nie znaleźliby dla nich słów pochwały. Teraz gdy Analapowie i Fenicjanie ruszyli do lasu polować na łosie, których chrapy rozpływały się w ustach, jelenie, sarny i dziki, Melkartes usadowiony na prześlicznym, białym koniu, w pogoni za czarnym zwierzem oddalił się od reszty myśliwych. Zgubił się a puszcza wydała mu się wielką świątynią, której nie zbudowała ludzka ręka. Dopadł dzika i skręciwszy mu kark, dobył rogu i zadął weń. Nim jego towarzysze przybyli doń, ujrzał jakieś dziwne stworzenie siedzące na gałęzi dębu. Był to chłopiec, ale dziwny, bo od stóp do głowy ciało miał drewniane jak Pinokio. Nosił kubrak uszyty z liści, a jego włosy to świerkowe szpilki. Wpatrywał się w Melkartesa oczami przypominającymi oczy sowy, a królewicz przypomniał sobie pieśń królewny Białki, którą mu przetłumaczono z mowy słowiańskiej na fenicką.
- Jak widać sklawińskie lasy pełne są stworzeń ze starych opowieści – rzekł Melkartes. - Ciekawe czy znasz człowieczą mowę? Čaitie oldokrasnyj1?
- Kat2 – wyrzekł chłopiec z drewna.
- Jak cię zowią, bo ja jestem Melkartes, syn Agenora, następca tronu Tyru.
- A mnie wołają Radziwiłła, syn Narymunda – odrzekł pajacyk.
- Czy twój ojciec jest snycerzem, czy też jego ciało również jest drewniane? - nie mógł się nadziwić Melkartes.
- Ani jedno, ani drugie, panie – odrzekł Radziwiłła. - Czarownik Musulus, tyran Bałtów zamienił moich rodziców w drzewa, za to, że chcieli oswobodzenia swej ojczyzny.
- To łagodnie ich potraktował – zadumał się Melkartes – mógł przecież ich zabić – niemniej widząc minę Radziwiłły, poniewczasie ugryzł się w język.
Królewiczowi zaczęło się mieszać w głowie; nie spodziewał się, że Analapia to ziemia pełna dziwów i czarów.
- Słuchaj, Radziwiłła, chciałem tylko powiedzieć, że znałem władców, którzy ze swymi oponentami postępowali dużo okrutniej niż ten twój Musulus, co oczywiście go nie usprawiedliwia... - ,,chyba'' – dodał w myślach. - Jesteś czy też raczej byłeś człowiekiem, więc czy nie wolałbyś mieszkać między ludźmi? Jestem gościem króla Analapii, mogę cię zabrać ze sobą na jego dwór. Potem zaś mógłbyś ze mną jechać na dwór mojego ojca w Tyrze. To wielkie miasto nad ogromnym, modrym morzem, wygodne i bezpieczne, z dala od Musulusa i jego czarów – Radziwiłła bez słowa zeskoczył z gałęzi drzewa, zwinnie jak wiewiórka i wczepił się w purpurowy płaszcz Melkartesa.
Tymczasem pozostali łowcy usłyszeli zew rogu tyryjskiego księcia i zjawili się. Zabity gołymi rękami dzik został oprawiony, powieszony za nogi na dwóch kijach i zaniesiony na zamek. Tej nocy Radziwiłła spędził swą pierwszą od ośmiu lat noc w łóżku. Traktat handlowy między Analapią, a Fenicjanami został podpisany, co przedstawiciele obu stron uczcili wypiciem ogromnych ilości wina. Dzięki założeniu fenickich faktorii nad Morzem Srebrnym, Analapowie po raz pierwszy zetknęli się z takimi luksusowymi wyrobami jak szklane naczynia, czy tkaniny barwione na purpurowo. Królewnie Białce spodobał się dworny i urodziwy Fenicjanin zwyciężający dla niej w junackich zawodach. Nie minął miesiąc zalotów i obsypywania prezentami, gdy zgodziła się zostać jego żoną i tak jak niegdyś Małanka Bogusławówna udać się do nieznanego jej kraju. Zanim to nastąpiło, Melkartes w czasie śniadania zaczął wypytywać króla Radosława II o czarnoksiężnika Musulusa.





- Musulus, albo jak niektórzy wymawiają ,,Masiulis'' – zadumał się król Radosław II – jest już bardzo stary. Urodził się w poprzedniej erze dwunastej, wiele tysięcy lat przed założeniem Nesty, wyznaczającym początek obecnego eonu. W Mezopotamii założył gród warowny nazwany od jego imienia Mosulem o glinianych murach. Zanim na długie wieki narzucił swe jarzmo Bałtom, przemierzał drogi i bezdroża Sklawinii i Orientu, by zgłębiać wiedzę magiczną. Nikomu jeszcze nie znany, siwobrody starzec w pokrytej różnokolorowymi łatami, szarej, prawie czarnej od brudu kapocie, zasięgał nauk od wołwchów i kudesników – kapłanów wielkiego ludu Antów, zaszedł nad rzekę Nilus, do Libii, gdzie sztuki obroticzestwa uczył go Tryton, badał gliniane tabliczki nad rzekami Tygrysem i Eufratem, jako akolita uczestniczył w obrzędach ku czci Čortów Seta, Muchowłada i Beliala, zaś szukając zakazanej wiedzy, błąkał się w łachmanach, głodny i spragniony przez dżungle Bharacji i Sinea, oraz pobierał nauki u trzech braci – czarowników Bon ze świątyni w kraju Ibetain. Gdy wrócił do Europy, czarami zniewolił plemiona znad Nemany, Vilii, Morza Srebrnego, graniczące z Burus, ziemią Krywiczów i Oxlandem. Tyrańskie są jego rządy – gnębi Bałtów chciwością i okrucieństwem, porywa ludzi, by na nich przeprowadzać eksperymenty magiczne. Próbowali go obalić herosi Laczplesis Niedźwiedzie Uszko i Cosimus Pacius z kraju Etrusków, lecz bezskutecznie. Ponoć Sarmaci na parę wieków obalili jego rządy, lecz gdy imperium sarmackie upadło, Musulus powrócił.
- Ale nasi kronikarze powiadają, że Sarmatów nigdy nie było, że to lud z legendy – zdziwił się królewicz Melkartes.
- Panie bracie – uśmiechnął się Radosław II – Sarmaci wespół ze Scytami po dziś dzień bytują nad Morzem Ciemnym, a swymi najazdami niepokoją bratnie Królestwo Roxu.
- Wracając do Musulusa – rzekł Melkartes – słyszałem na dworze w Sydonie, że jego rządy to taka łagodna dyktatura.
- Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia – Radosław II uśmiechnął się ironicznie.


*





Melkartes donośnym głosem wyzywał Musulusa na pojedynek. Przedłużył w tym celu swój pobyt w Analapii i udał się nad wielką rzekę Nemanę. Chciał zdjąć czar z Radziwiłły i jego rodziców, lecz czarnoksiężnik nie odpowiadał. Zamiast niego z przepastnych głębin puszczy nadbiegł wilk jodłowy. Myśli Czytelnik, że był podobny do drzewa? Guzik prawda! Wyglądał jak inne wilki, lecz wysoki był jak jodła. Rozdziawił paszczę o czerwonym wnętrzu i już miał połknąć Melkartesa, gdy ten ciosem maczugi wybił bestii pięć zębów. Wilk jodłowy zaskowyczał i podkulił ogon. Melkartes podbiegł doń i jednym ciosem miecza rozpłatał pierś potwora, uwalniając z niej całe potoki rudej krwi. Na zew konającego wilka jodłowego przybyli jego pobratymcy w liczbie pięciu sztuk. W tym strasznym boju, dwie wilcze czaszki grube jak najgrubsze zbroje pękły pod ciosami książęcej maczugi. Trzy pozostałe potwory zostały zabite przez analapijskich łuczników strzegących pogranicza. To Radziwiłła sprowadził pomoc. Melkartes w ich asyście wkroczył na ziemie późniejszej Liteny, gdzie w wielkiej puszczy wykopał wskazane przez Radzwiłłę drzewa. Czym prędzej opuścił władztwo Musulusa, po czym zabrał przeznaczoną sobie za żonę analapijską królewnę, Radziwiłłę i dwa okazałe drzewa w donicach do Tyru. Poślubił Białkę, a tej uroda i dobroć rozsławiły imię Słowian w ziemi fenickiej.


*

,,Razem z królową Baalkah przybyło do Tyru szesnaście dam jej dworu – wielce urodziwych Słowianek o jasnych włosach, ośmiu wojów z dalekiej Sklawinii i Radziwiłła – drewniany a mimo to żywy chłopiec z lasu, którego król Melkartes uczynił swym paziem. Radziwiłła był to ludzik dworny, powszechnie lubiany, tak ludzki, że w jego obecności zapominało się, że nie jest do końca człowiekiem. Poza tym królowa Baalkah przywiozła do Fenicji otrzymane w posagu 382 dębowe skrzynie pełne złota, srebra, bursztynu, pereł, drogich kamieni, 40 sukni z cienkich tkanin, 80 białych rumaków, 100 sztuk bydła, świń i owiec'' – Ut – palisur ,,Kronika Baalkah''





W owym to czasie na tronie Egiptu zasiadał faraon Harpokrates, syn faraona Serapisa i słowiańskiej królowej Małanki, przez Egipcjan zwanej Malanak – anch, córki Bogusława I, króla Analapii. Nie wdał się w ojca, ani w macierz. Wielce był otyły, a wzrok jego bezmyślny. Mimo młodego wieku cierpiał na chorobę dziś określaną mianem cukrzycy. Pobierał nauki u sędziwego Amona – kuta i innych znanych z mądrości kapłanów egipskich, a nawet u nie mniej uczonych druidów z dalekiej Helwecji. W pierwszym roku swego panowania zaniósł rzeź, gwałt i pożogę nad rzeki Jordanus i Orontes, stanął też pod murami Tyru i Sydonu. Król Melkartes chwycił za oręż, a z nim jego rycerze. W czasie wielkiej bitwy, kiedy to przeciwko najezdnikom egipskim stanęły zgodnie zastępy Solimów, Syryjczyków i Fenicjan, paź Radziwiłła wyruszył w pole u boku króla Melkartesa. Bitwa odbyła się w miejscu pustynnym, gdzieś na pograniczu Syrii i Fenicji. Radziwiłła uzbrojony w krótki mieczyk, nigdy wcześniej nie widział takiej rzezi. Już na długo przed bitwą zlatywały się sępy, perspektywa żeru nęciła też hieny i szakale. Choć ciało Radziwiłły było z drewna, drżało z bojaźni tak jak ciało człowieka. Mimo to jednak otrok nie uciekał, choć miał sposobność ku temu. Cały czas powoził złotym rydwanem króla Melkartesa, a nawet zasłonił swego pana swym drewnianym ciałem w czarnej, skórzanej zbroi. Przyjął na siebie cios egipskiego topora. Jego ostrze wpiło się głęboko w drewno. Oczom chłopca ukazały się na moment pola i lasy jego ojczyzny, wzdychającej o wyzwolenie spod jarzma Masiulisa, potem zaś nastała ciemność. Bitwa z Egipcjanami ciągnęła się aż do zmroku....


*

Radziwiłła otworzył oczy. Spostrzegł, że leży w miękkim, ciepłym łożu, cały okryty szarpiami w bogato zdobionej komnacie. Nad nim pochylała się piękna królowa Białka – Baalkah, a obok niej stał król Melkartes i – Radziwiłła nie mógł uwierzyć własnym oczom – jego ojciec i macierz.
- Bitwa została wygrana, a ten despota Harpokrates zmykał tak szybko, że o mało sadła nie pogubił – oznajmił z dumą król Melkartes.
- Widać trzeba było, abyś poniósł śmiertelną ranę w boju, aby czary twojego wroga mogły zostać zniweczone – stwierdziła królowa.
Radziwiłła spojrzał na swoje poranione i poturbowane ciało i widząc, że już nie jest drewniany, tak się uradował, że omal serce mu nie pękło z radości. Od tego czasu minęło dziesięć lat. Odczarowany Radziwiłła dorósł i poślubił królewnę Tanith – anat, córkę Melkartesa i Białki. Założony przez nich ród, zwany Radziwiłłami, po wielu wiekach powrócił na ziemię Liteny i pod sztandarem Rzymianina Palemona walczył o obalenie tyranii Musulusa – prześladowcy ich praojca. Ów możny ród, którego założycielem był chłopiec z drewna trwał wiele wieków i odegrał dużą rolę w dziejach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.





1Znasz język starokrasny?
2Tak

środa, 6 kwietnia 2016

Małanka Egipska

,, - Ale skądże ona zna tę straszną modlitwę?... Przecież Ramzes jej nie mógł nauczyć?....
- Książę nic nie winien. Ale nie zapominaj, pani, że Żydzi niejeden taki skarb wynieśli z naszego Egiptu. Dlatego między wszystkimi narodami ziemi traktujemy ich jak świętokradców'' – B. Prus ,,Faraon''


Sława założonych na początku trzynastego eonu nowych królestw słowiańskich, przez Greków określanych zbiorczą nazwą Hyperborei, rozlewała się z wolna na Germanię i ziemice Celtów, na Ilirię, Scytię, Sarmację, Azję Mniejszą, Sumer, Libię, Italię, Ofir, Nod, Bharację, Persję, Kimerię, aż dotarła do Egiptu.





Analapia tonęła w zaspach, gdy do bram zamku królewskiego w Neście zapukali jacyś mężowie z dalekiego królestwa, gdzieś na szczęśliwym, bogatym Południu, pewnikiem nad życiodajną rzeką Nilus. Świadczyły o tym ich stroje – utkane z białego lnu i tak cienkie, że mróz kąsał śniade ciała egipskich posłów jak wściekły pies, tudzież ogolone głowy i liczne ozdoby ze złota i drogich kamieni. Posłowie pochodzili z ludu biegłego w magii, toteż dufni w moc czarów, założyli na szyje ogromne, pieczołowicie wykonane amulety z setek kolorowych kamyków, zakrywające całe piersi, wierząc, że obronią ich przed straszliwym analapijskim mrozem. Niestety – zwykły kożuch więcej by tu zdziałał dobrego niż wszystkie nawęzy świata! Dwa brzozaki; entowie brzozowi strzegący bramy pałacu zasalutowały Egipcjanom podniesionymi szablami. Snieg prószył, zaś gości z Egiptu, posiniałych z zimna jak skóra Płanetników, trzeba było czym prędzej odratować, jeśli się chciało wysłuchać ich poselstwa. Brzozaki oznajmiły królowi Bogusławowi I, synowi Radosława I Wielkiego o przybyciu posłów z jakiejś dalekiej krainy, której mieszkańcom obce są mrozy, król zaś rozkazał ich wpuścić. Strażnicy brzozowych zagajników wnieśli egipskich kapłanów i wojowników na rękach jak dzieci. Położono ich w komnacie dla gości na łożach z kości słoniowej i wezwano królewskich wraczy i znachorów z leśnogórskiego zakonu Złotej Baby. Ci wyleczyli odmrożenia, choć dwóch czy trzech palców egipskich nie udało się uratować. Kapłanki Złotej Baby karmiły posłów rosołem i czuwały przy nich dniem i nocą. Wreszcie gdy przybysze wydobrzeli, mogli się stawić na audiencję u króla Analapii.





- Jestem Amon – kut; arcykapłan tebański – przedstawił się mąż w skórze panterczej, stojący na czele egzotycznej delegacji. - Nasz pan, faraon Serapis; władca Dolnego i Górnego Egiptu, z łaski Ozyrysa nam panujący, przesyła pozdrowienia i dary; heban, złoto, mirrę, pachnidła, strusie pióra, kość słoniową i skóry panter swemu umiłowanemu bratu, królowi Analapii; błogosławionej ziemi dalekiej Północy, rodzącej potężnych młodzieńców i śliczne panny. Sława Słowianom! - dodał w słowiańskiej mowie Amon – kut.
- I Egiptowi sława! - odrzekł król Bogusław I. - Czego pragniecie?
- Nasz boski pan, błogosławiony faraon Serapis posłyszał o twej córce z nieskalanej urody słynącej i pragnie by była jego żoną i matką jego dzieci – przemowie posłów egipskich przysłuchiwała się córka króla, królewna Małanka, którą rok temu ojciec o mało nie wydał za morskiego wodnika Sinowłosa.
Urodna to była panna – jej długie włosy miały barwę ciemnego złota, oczy zaś były intensywnie zielone jak oczy rusałki. Bogusław I zgodził się na propozycję posłów. Wydał Małankę za Serapisa, a jej własne zdanie najmniej było brane pod uwagę. Dla młodej królewny rozpoczęła się długa droga przez dzikie ziemie ku krainie, którą znała tylko z opowieści. Bała się...


*



Faraon Serapis, pan wielki, panował w pokoju i dostatku, a jego hufce strzegły rubieży na Orontesie. Tak jak Nefren – Ka; inny wybitny władca, Serapis był wysoki i muskularny, głowę miał ogoloną jak to było w zwyczaju egipskich kapłanów, cerę miał barwy zboża, ciało jego sprawne i zdrowe, umysł lotny zgłębiający starożytne tajemnice. Górował wzrostem nad resztą Egipcjan. Na łowach powalał lwy i bawoły, jego miecz zwany Rózgą Ozyrysa kładł trupem smoki i olbrzymy, gryfy i sfinksy. Nosił liczne ozdoby ze srebra i złota, z kości słoniowej i drogich kamieni, oraz płaszcz ze skóry panterczej. Wznosił nowe chramy i obeliski, jego imię kuto w skałach Libii, Syrii i Nubii. Wciąż gromadził nowe niewolnice do haremu i zwierzęta do zwierzyńca, lecz Małanka miała być kimś innym – nie kolejną kochanką, lecz królową. Miała dać Serapisowi następcę tronu, a trzeba wiedzieć, że cały świat starożytny zamierał z podziwu nad urodą i wdziękiem Analapijek.





Małanka w dzień swojego ślubu założyła cienką, lnianą suknię barwy białej, wieniec z wodnych lilii, ozdoby z pereł i złota. Jej piękno wprawiło w zdumienie faraona Serapisa, jego kapłanów, dworzan i lud. Zaślubiny odbyły się na pokładzie barki pływającej po rzece Nilus. Serapis włożył złoty diadem z ureuszem na głowę słowiańskiej królewny, czyniąc ją swoją żoną i królową Egiptu. Królewska barka sunęła majestatycznie po rzece, a nilowe rusałki zawodziły pieśni pochwalne ku czci nowożeńców i rzucały naręcza białych i czerwonych kwiatów na pokład. Gdy zapadł zmierzch i okrągła tarcza Księżyca rozjaśniła usiane gwiazdami niebo, odbyła się wystawna uczta nad brzegiem świętej rzeki. - W obfitości polało się wino, zjedzono wielkie ilości pieczeni z gazeli i antylop, tucznych wołów, hien, hipopotamów, kaczek, gęsi, gołębi, kóz i owiec, chleba i placków z miodem, jarzyn – ogórków, porów, cebuli, czosnku i słodkich owoców – fig, daktyli, granatów i melonów, podano też ryby morskie i rzeczne. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych, a gdy pogasły pochodnie w swym pałacu w Tebach, na posłaniu ze skór panterczych odebrał wstyd dziewiczy czystej Małance, co nigdy już nie zobaczyła Analapii. Egipcjanie wymawiali jej imię Malanak – anch.






Serapis posiadał w swym zwierzyńcu lwy, żyrafy, słonie i zebry, wszelkiego rodzaju antylopy, gazele, małpy, papugi, orły, sępy, marabuty, ibisy, poświęcone Słońcu flamingi, szakale, węże, krokodyle, jednorożce, hieny, wielbłądy o jednym lub dwóch garbach, pantery, hipopotamy, nosorożce, bawoły, strusie, serwale, gepardy, jeżozwierze, łuskowce, mrówniki, daniele, koziorożce z Nubii, likaony, karakale, a nawet okapi – święte zwierzęta Seta przywiezione z wypraw nad wielką rzekę Kongo, gryfy i hipogryfy, wyverny, onagry z Sumeru, tygrysy z Medii, gawiale z rzeki Gangos w Bharacji, epiornisy i lemury z Malgalesio, pawie z Seylanu, bażanty z Kolchidy, orangutany z Alcabonu, rysie i niedźwiedzie z gór Atlasu, żubry z Prometu, smoki z Sinea, syriusze z Eufratu, pandy i kiriny przesyłane w darze przez cesarskich Synów Nieba, włochate karły Agogve, monstrualne tarantule i skorpiony, mngvy, chimisety, kongamoto, słonie karłowate, tygrysy szablozębne i ciągle gromadził nowe okazy; czy to wysyłając specjalne ekspedycje w głąb Afryki, czy to otrzymując je w darze od zaprzyjaźnionych władców. (Sam Bogusław I oprócz swej córki ofiarował faraonowi żubra z Podlesia, parę kozic i koziorożca leśnego z Montanii, wilka, rysia i niedźwiedzia). Gdyby Serapis żył w naszych czasach, trafiłby pewnikiem do programu ,,Zwierzęca obsesja''.





W jego haremie mieszkały najpiękniejsze Egipcjanki, Libijki, czarnoskóre Nubijki, Axumitki i Puntyjki, Solimki, Fenicjanki, Kretenki, Hetytki, Hurytki, Sumeryjki, Medyjki, Persjanki, Scytyjki, Cypryjki i Arabki, lecz wszystkie poszły w kąt gdy Serapis poślubił Małankę. Faraon nie tylko spełniał każde jej życzenie, obsypywał strojami, klejnotami i pachnidłami, ale też cenił sobie jej zdanie do tego stopnia, że zasięgał jej rady w sprawowaniu rządów. Od swej żony nauczył się podstaw trudnej mowy słowiańskiej i pisma tinezyjskiego. Dzięki Małance zelżały ciężary ponoszone przez chłopów, wielu też niewolników odzyskało wolność, a los tych co pozostali w niewoli poprawił się (w Analapii nie było niewolnictwa). Młoda królowa obdarzona miłością Egipcjan, pomagała swemu mężowi nie tylko w rządzeniu rozległym królestwem, ale też w rozbudowie i upiększaniu stołecznych Teb i gromadzeniu nowych okazów do zwierzyńca. W czasie jednej z owych wypraw po zwierzęta, królowa udała się do Nubii, aby łowić niebezpiecznego bonokona.
- Zwierzę, o które pytasz – tłumaczył kapłan Amon – kut – wygląda nieco jak koń z głową i rogami krowy.
- Mam rozumieć w takim razie – odrzekła Małanka – że bonokon to po prostu inna nazwa antylopy gnu?





- O, nie – zaprzeczył Amon – kut. - Wstyd to mówić, ale bonokon jest groźny przez to, że jego siła tkwi w kiszkach. Kto zaatakuje bonokona musi się liczyć z tym, że zostanie od stóp do głowy obryzgany gnojem.





- Fuj! - skrzywiła się Małanka. - Czy w takim razie nie lepiej byłoby zaniechać łowów na to stworzenie? Niech sobie żyje na swobodzie! - faraon jednak był nieugięty jak małe dziecko.
- Muszę mieć w swoim zwierzyńcu wszystkie okazy jakie tylko zamieszkują krąg ziemski – upierał się Serapis tupiąc nogą.
Ruszyła zatem ekspedycja do sąsiedniej Nubii. Kierowała nią Małanka niesiona w lektyce. Egipscy myśliwi wytropili i osaczyli bonokona, na którego bał się polować którykolwiek z Nubijczyków. Rozwinięto sieć i zarzucono ją na zwierzę. Jak łatwo było przewidzieć, bonokon odwrócił się tyłem i – wstyd o tym pisać – zbombardował łowców kałem palącym w dotyku, o niewyobrażalnie wstrętnym zapachu. Tym sposobem rozerwał sieć i uciekł w siną dal – zdawać by się mogło, że śmiał się z ludzi, których dosłownie zmieszał ze swym łajnem. Najbardziej poszkodowany był myśliwy o imieniu Szuba, któremu ohydna maź wypaliła oczy. Małanka aż popłakała się nad jego niedolą. Niefortunni łowcy musieli aż czterdzieści dni strawić na kąpiele w gorącym źródle w celu usunięcia fetoru, zaś ich szaty były bezpowrotnie stracone. Trzeba było je spalić i zastąpić okryciami ze skór zwierzęcych. Malanak – anch jak Egipcjanie nazywali swą królową, gdy jeszcze mieszkała w Analapii, przez jakiś czas posługiwała w chramie Złotej Baby, mistrzyni sztuki lekarskiej, a ponieważ pochodziła z rodu królewskiego, drzemała w niej moc leczenia chorób.
- Moja magia jest bezsilna – stwierdził arcykapłan Amon – kut, jednak królowa nie straciła nadziei.
Wytrwale prosiła Złotą Babę o pomoc, a prosiła ją poszcząc z wielką surowością; razem z nią czynili to towarzyszący jej Egipcjanie. Złota Baba wysłuchała orantów i sprawiła, że Szubie wyrosły nowe oczy w miejsce wypalonych przez fekalia bonokona. Wtedy to też Egipcjanie po raz pierwszy usłyszeli o Ageju. Wyprawa wróciła do Teb bez bonokona, lecz dzięki wstawiennictwu królowej, Serapis nikogo nie ukarał, jak zwykł to czynić w takich razach, a nawet przepraszał w cieniu alkowy żonę, że dla swego kaprysu tak bardzo kazał jej się narażać.


*




,,Królowa Malanak – anch, najpiękniejsza z pięknych, jasnowłosa o cerze jak alabaster, córka wielkiego króla Słowian, oblubienica faraona Serapisa umiała oswajać dzikie zwierzęta. Była łagodna i pełna słodyczy, trudno było jej nie kochać. Dosiadała algazela, to jest oryksa o orlich skrzydłach, zwierzę dziś prawie niespotykane, chyba, że w królestwie Kusz. Lubiła latać na jego grzbiecie, a że wybornie strzelała z łuku, zdarzało jej się kłaść trupem zagrażające ludziom potwory z głębi Afryki i Azji, takie jak Wielki Skorpion, któremu ciemni Libijczycy składali ofiary z dziewic i dzieci'' - ,,Księga Psenophis''; wczesnoegipska saga zawierająca liczne wzmianki o Atlantydzie, Lemurii i Słowianach.





Serapis miłował Małankę do tego stopnia, że choć go o to nie prosiła, oddalił od siebie wszystkie nałożnice ze swego haremu. Wyprawił dla nich uroczystą ucztę pożegnalną, po czym każdej ofiarował piękny dom, niewolników, ozdobne szaty, klejnoty i pachnidła. Wiele z nich znalazło sobie mężów wśród królewskich urzędników i dworzan, jeszcze inne powróciły do swych ojczystych krain. Jednak tylko Egipcjanka Titi płakała gorzko, bo miłowała Serapisa, lecz on o tym nie wiedział.




*





Plemię Szardana miało swe sadyby na wielkiej wyspie Syrdonii na Morzu Śródziemnym, biorącej swą nazwę od bożka Syrdona. Miał ci on Syrdon, postać wysokiego jak najwyższa wieża morskiego smoka o skórze czerwonej jak rubin, chodzącego na tylnych łapach. Wieczorem w jego oświetlonej blaskiem pochodni świątyni, odpowiadając na zew ogromnego bębna, zjawili się półnadzy i przystrojeni w kolorowe pióra i sznury muszelek kauri, wodzowie i wojownicy ludu Szardana, przybyli z całej wyspy. Blask Księżyca wpadł przez otwór w dachu chramu, gdy szaman bijąc w bęben z ludzkiej skóry, wyrzucał z siebie słowa niosące zapowiedź przygód i łupów.
- Wielka, czarna chmura napłynęła od wschodu – wył szaman – to ogień z łona ziemi rozsadził wyspę Therę! Widzę jak chmura przybiera kształt smoka; to dobry znak dla nas, jego wyznawców! Smok objawiający się w chmurze popiołu mówi mi: 'Płyńcie złupić Egipt królewski i wyniosły, ziemię w mleko i miód opływającą! Teraz jest dobra pora na łupów gromadzenie, ja, Syrdon, uczynię dla was niegroźnymi miecze wojsk egipskich i czary kapłanów'! - oczy szardańskich regulusów płonęły przy słuchaniu tych słów.
Odbyli naradę między sobą, po czym wsiedli na swe pirogi z żaglami, na których wyhaftowany był smok Syrdon, syn Juraty i ruszyli w stronę Egiptu. Całe Morze Śródziemne, zwane też Wielkim i Rajskim, zaroiło się tego roku, kiedy to wulkan zniszczył wyspę Therę z jej mieszkańcami, od czółen wiozących lutych wojowników. Ramię w ramię z Szardanami płynęli również bitni Peleszet z Krety, przez Solimów zwani Filistynami, Zlovana – słowiańscy chąsiebnicy z Windo – Korutanii i Czerwonej Krobacji, oraz inne plemiona, którym Egipcjanie nadali nazwę Ludów Morza. Co gorsze, z Czarnych Królestw Południa, zza Nubii rodzącej złoto, przybyło dzikie plemię czarnoskórych olbrzymów – ludożerców, z których każdy miał sto ramion uzbrojonych w miecze i topory.





,,Wówczas to nasz śmiech zamienił się w żałobny lament. Długie lata gnuśnieliśmy w pokoju, aż stali się nasi mężowie słabi jak niewiasty. Oto dziki wróg począł pustoszyć nasz święty Kemet. Ludy Morza, z których najgorsi byli Słowianie, zaatakowały nas od północy, od południa zaś uderzyli Hekatejrowie. Krwią i łzami spłynęła ziemica egipska a szakale wyły na ruinach złupionych miast'' - ,,Księga Psenophis''





- I co było dalej, dziadku? - mały chłopczyk pytał siwobrodego starca, który będąc w wieku swego wnuka, opuścił rodzinną Anto – Trację i mocą czarodziejskiego kija, poleciał do Egiptu razem z plemieniem batjanów; żyjących tylko w Tracji ludzi zamieniających się w bociany.
- Faraon Serapis widząc ogrom klęsk i potęgę wroga, schował miecz Ozyrysa do pochwy. Powiadają ludzie, nie wiem do końca czy to prawda, bo aż trudno w to uwierzyć, że mu życie zbrzydło. Podczas gdy królowa Małanka stanęła na czele wojsk egipskich, a i batjanowie przyłączyli się do obrony, faraon całe dnie pędził w łożu, w zaciemnionej komnacie. Wreszcie trzeciego dnia, zaszedł do Domu Pięknego w Tebach i kazał paraszytom, by – zgroza ogarnia gdy się o tym pomyśli – przerobili go na mumię. Balsamiści bali się podnieść rękę na swego króla, przeto ten kazał się uśpić specjalnym amuletem, a dopiero potem wypatroszyć, zabalsamować i owinąć bandażem. Może nie powinienem ci opowiadać takich historii przed snem – zadumał się starzec.
- Dziadku, opowiedz co było dalej z królową Małanką? - poprosił wnuczek.
- Ano, Małanka, zuch dziewczyna dowodziła Egipcjanami z grzbietu algazela, co rogi miał jak czarne szpady. Unosiła się na jego grzbiecie w powietrzu, a nasi dzielni batjanowie pod postacią bocianów nosili kamienie i spuszczali je z wysoka na najezdników z Ludów Morza. Był to wielki zryw ludu egipskiego; miłość ojczyzny kazała chłopom rzucać pracę na roli i chwytać za oręż w celu odparcia wroga. W czas wielkiej bitwy w Delcie rzeki Nilus, zdobyty został szardański sztandar z wyszytym na nim czerownym smokiem Syrdonem. Szczęście uśmiechnęło się do Egipcjan również w wojnie przeciw Sturękim Olbrzymom zza Nubii. Małanka niesiona w powietrzu przez algazela; oryksa skrzydlatego uśmiercała olbrzymy za każdym razem posyłając strzałę w oko lub w usta. Co tu dużo mówić – Sturęcy uciekli jak niepyszni, a Darmopych karmił się ich sromotą! Jeśli zaś chodzi o faraona Serapisa, odnalazła go w Domu Pięknym jego była nałożnica Titi. Przyprowadziła ze sobą rosłych Murzynów uzbrojonych w topory. Ci rozpędzili paraszytów, ratując w ten sposób faraona przez zamianą w mumię na żywca. Wrogowie zostali wyparci z Egiptu. Znów nastał pokój, a co zostało zburzone i spalone, zaczęto wznosić od nowa. Jeśli zaś chodzi o twojego dziadka, to jakiś poganiacz wielbłądów ukradł mi czarodziejski kij, lecz wróciłem do Tracji statkiem.
Na tym opowieść się skończyła. Wnuczek już spał.


*





Królowa Malanak – anch jako pierwsza opowiedziała Egipcjanom o Ageju – Bogu Bogów. Egipcjanie, a właściwie tylko kapłani, idąc za przykładem Amon – kuta przyjęli nową wiarę, lecz ku rozpaczy królowej trzymali ją w tajemnicy, zarówno przed obcymi narodami, jak i przed własnym. ,,Agej jest zbyt wielki, by ktokolwiek mógł go czcić'' – mawiał Amon – kut, aż umarł w swym błędzie. 

wtorek, 5 kwietnia 2016

Oniricon cz. 201

Śniło mi się, że:




- kolonią carskiej Rosji na Południowym Pacyfiku były Szmaragdowe Wyspy,




- Estremadurę w Hiszpanii zamieszkują Cyganie używający języków: hiszpańskiego, portugalskiego, baskijskiego i aramejskiego,




- wieczorem żegnając się na ulicy z Voytakusem ov Visnicem wykonałem salut rzymski,




- oglądając ,,Anastazję'' widziałem Lenina latającego na skorku, któremu służyła modliszka,




- robiłem rachunek sumienia, chcąc wyspowiadać się z rysowania syren, smerfów i pokemonów, oraz z łakomstwa i tchórzostwa,
- byłem u jakiejś cioci, która miała dwa psy; jednego chciała wykastrować, aby ,,się odkochał'' i aby ,,mogła jeść prawdziwe jajka'',
- byłem w starym mieszkaniu gdzie ściany pełne były larw moli spożywczych, pajęczyn i dorodnej pleśni,




- tłumaczyłem Janesowi ov Calcium, że ręce Boga umieszczone na piersi białego orła Tineza w godle Analapii to nie jest swastyka, ale symbol Ageja,
- zamierzałem napisać posta o USA;  Alasce, Wielkich Jeziorach, Rio Grande, Hawajach, Luizjanie, oraz o tym, że Anglosasi i Niemcy uczynili wiele złego w historii,
- Voytakus ov Visnic ma w domu siedem żywych myszy wielkości szczurów,




- po wielu latach znów zaczęto wydawać czasopismo ,,Zwierzaki'', gdzie pisano min. o Wikingach i zwierzętach fantastycznych,




- pisałem retelling baśni Andersena o słowiku,
- Ursula Le Guin była Murzynką, lecz potem wybieliła się,
- w czasie kolędy ksiądz dał mi rachunek sumienia, abym przygotował się do spowiedzi,





- rosyjscy wielorybnicy polowali na wale grenlandzkie,




- czytałem artykuł o waleniach z ,,Życia świata'', gdzie zdjęcie płetwala błękitnego było podłączone do filmu na you tube,
- pewien Murzyn przeszedł na dietę odchudzającą i zamienił się w kobietę, potem znów był mężczyzną i razem z piękną, czarnoskórą striptizerką, skakał z wysokości do basenu z wodą; jednak oboje skoczyli obok basenu i zrobili swymi ciałami dziury w posadzce,
- Pavlas ov Vidłar powiedział do mnie, że moja Mama ,,nie puszczała się z wujkiem, ale z ojcem'', UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie miało miejsca.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

,,Karczma na bagnach''

,, […] Okna w karczmie zapotniały,
A pod oknami ktoś chodzi,
A tak zawodzi, zawodzi,
Jak Licho, płanetnica...

Bo to taki dziwny kraj,
Bo to taki smutny kraj...''
- Julian Tuwim ,,W karczmie''




W kwietniu 2016 r. obejrzałem polski film fantasy ,,Karczma na bagnach'' z 1982 r. w reżyserii Zygmunta Lecha. Akcja rozgrywa się w 1770 r. na dwa lata przed I rozbiorem Polski (1772 r.) w okolicach Łęczycy (w polskim folklorze jest to siedziba diabła Boruty). Głównym bohaterem był oficer Gierałtowski, uczestnik konfederacji barskiej (1768 – 1772), który razem ze swym synem Krzysztofem, sługą Jaremką i spotkanym w czasie podróży zakonnikiem zatrzymał się w prowadzonej przez Żyda, tytułowej karczmie na bagnach, gdzie zastał go dziwny i niepokojący sen...
Oto do karczmy przybyły na czarnych koniach trzy diabły zaczerpnięte z polskiego folkloru, reprezentujące Polskę, Prusy i Rosję.





Boruta – diabeł polski, zwany też Łęczyckim, z sumiastymi, czarnymi wąsami, odziany w czerwony kontusz, w czarną, futrzaną czapę imitującą rogi na głowie i uzbrojony w szablę, szlachecki warchoł i zdrajca, który zgodził się na rozbiory Polski w zamian za dusze Polaków.




Smętek – diabeł pruski, trupio blady, ubrany we frak, perukę i graniasty kapelusz, jego barwy to czerń i srebro.




Dytko – diabeł rosyjski, zwany też Smoleńskim, noszący bokobrody i barani kożuch.
Smętek i Dytko wspólnie zaplanowali rozbiór Polski, na co Boruta ostatecznie się zgodził. Ponadto diabły spaliły karczmę wraz z synem Gierałtowskiego.

Gdy główny bohater się obudził, okazało się, że pod wpływem koszmaru zmienił się na lepsze. Uświadomił sobie jak bardzo syn był mu drogi, zaczął też okazywać większy szacunek Bogu i świętym. 

sobota, 2 kwietnia 2016

Ognisty człowiek

,,Czasem łatwiej przychodzi śmierć szybka a bohaterska, niż praca znojna, zdawać by się mogło – niegodna uwiecznienia w pieśniach, a mimo to bardziej potrzebna'' – Chiron Hipocentaurus




Od niepamiętnych czasów, na rozległych bagnach Sklawinii, gdzie ludzie żyli jak bobry, ukazywały się błędne ogniki. Były to żywe istoty, starsze od ludzi, bo stworzone przez Mokoszę już w erze dziewiątej. Wśród ogromnej ich liczby widywało się Światła, których postać przybierały rusałki i wodniki, a także ognistych ludzi i świeczniki. Te dwie ostatnie rasy jawiły się ludziom w rozmaitej postaci; jako błędne ogniki barwy czerwonej, żółtej lub sinej, tańczące na polach i błotach jako niewielkie kule ogniste, migoczące światełka, płomyki – całe konstelacje płomyków, niekiedy jak w przypadku ognistych ludzi – układających się na kształt ciała ludzkiego.
W owym czasie na bagnach gdzieś w Analapii żył sobie ognisty człowiek o imieniu Iskrzyk. Całe jego ciało utkane było z iskier i płomyków. Iskrzyk mógł je dowolnie przybliżać, przemieszczać i oddalać, kurczyć się do rozmiaru płomyka świecy, lub stawać się tak dużym jak ognisko, nad którym można by upiec wołu. Potrafił też przybierać postać psów i innych zwierząt o ciałach utkanych z ogników.






Razu pewnego znudziło mu się ciągłe mieszkanie na bagnie, zapragnął poznać szeroki świat. Gdy odchodził, ojciec i matka dali mu złoty nawęz, zwany ,,Obliczem Swarożyca'', chroniący przed wodą mogącą zagasić ogień Iskrzyka. Nawęz ów miał zaś postać niewielkiej okrągłej tarczy z wyobrażeniem Słońca. Iskrzyk szukając przygód, doleciał pod postacią ognistej kuli z rozwianym ogonem nad Morze Srebrne, gdzie został uczniem morskiego wodnika, mistrza Sinowłosa, który czuprynę miał długą i niebieską. Pod jego okiem uczył się Iskrzyk całymi dniami walki mieczem, szablą z ości ogromnej ryby, trójzębem i harpunem, zasad postępowania z honorem zgodnego i reguł dworności. Już wkrótce młody ognisty człowiek miał przeżyć swój chrzest bojowy...


*





W owym czasie, gród Roztokę nad Morzem Srebrnym, w prowincji Bliski Zachód nawiedził luty smok. Wielki jak korab Waregów, albo półtorej wieloryba, wynurzył się z sino – zielonych fal białogrzywych. Był to morski smok, nie mający skrzydeł. Palce jego spięte były błoną, ogon zaś kończyła płetwa w kształcie żabiej stopy. Potwór zionął niebieskim płomieniem. Gdy wypełznął na plażę, jął palić rybackie korabie i sieci rozwieszone na Słońcu, aby się suszyły. Nie darował chatom na podgrodziu Roztoki, lecz niszczył je bezlitośnie. Pożerał ludzi i ich trzodę. Wielu wojów, zachęconych nagrodą króla Bogusława I, syna Radosława I Wielkiego udawało się do Roztoki, by ubić smoka, dziewic pożeracza, lecz trud ich był daremny. Nikt nie wierzył, że Iskrzyk może uwolnić mieszczan od plagi.






- Smok chlapnie wodą i ugasi tego ognistego człowieka z bagien. Tyle już płakaliśmy, że aż nam łez brakuje, by opłakiwać tego cudaka – mówili mieszkańcy Roztoki.
Iskrzyk zdawał się tańczyć nad wodą. Smok warczał i porykiwał gniewnie, nie mogąc go chwycić zębami, a Sinowłos przypatrywał się temu z bezpiecznej odległości, skryty w falach. Oblicze Swarożyca chroniło ognistego wojownika przed wodą i ogniem z paszczy smoka, niebieskim od soli. Na brzeg wyszli roztoccy kupcy i rybacy, by patrzeć na zażarty pojedynek, w wyniku którego zrodziły się białogrzywe bałwany, hulające na pełnym morzu ku zgubie żeglarzy. Iskrzyk podskoczył tak wysoko jak żaden człowiek nie potrafi. Opuścił się z wolna na powierzchnię morza, a stopy utkane z płomyków spoczęły na łbie smoka. Ognisty człowiek czym prędzej aż po rękojeść zatopił Ość – jak nazywał swój miecz – w smoczych nozdrzach, które tak jak u wieloryba, usytuowane były na czubku głowy. Rozległ się wizg, od którego wały Roztoki zaczęły się rozsypywać. Fale zabarwiły się na czerwono. Ciałem smoka wstrząsnął dreszcz. Szponiasta łapa po raz ostatni pacnęła Iskrzyka. Zerwała mu z szyi złoty nawęz i wciągnęła pod wodę, która ugasiła ognistego człowieka.
Widząc to Sinowłos wydobył miecz Iskrzyka ze smoczej czaszki, po czym wylazł na brzeg i ociekając wodą udał się do bawiącego podówczas w Roztoce króla Bogusława I, aby przypisawszy sobie zwycięstwo, prosić o nagrodę. Król uwierzył wodnikowi i nadał mu herb Żmij Morski, Sinowłos nie omieszkał nawet pokazać władcy smoczego języka, który wił się jak robak. Herb nie był jedyną nagrodą. Bogusław I obiecał również swą córkę Małankę za żonę i nic nie znaczyło to, że bała się wodnika i nie chciała mieszkać w zimnym morzu jako rusałka! Słowo się rzekło....


*

Wody pogrążonej w mroku rzeki Nevedamai niosły łódź Sowicy w stronę Nawi. Wśród pasażerów był jakiś młody rycerz o ciele utkanym z płomyków, a także jakaś mewa. Łódź dopłynęła do przystani na Sudnym Ostrowie, gdzie Weles zasiadał na złotym tronie pośród bagniska, a Mokosza i Čart stali po obu jego stronach, by bronić dusz i je oskarżać. Księga została otwarta, sąd się rozpoczął. Mewa, która towarzyszyła w drodze Iskrzykowi, sfrunęła nagle do stóp Welesa i okazało się, że była to Jurata w ptasim przebraniu.






- Panie bracie – pozdrowiła cara Nawi – przybyłam tu, aby oznajmić ci, że z woli Ageja, ten ognisty człowiek musi wrócić między żywych, aby zapobiec niechcianemu ślubowi królewny Małanki z wodnikiem Sinowłosem – Weles niechętnie wypuszczał mieszkańców Nawi poza jej obszar, ale musiał uszanować wolę Ageja.
- Słyszę i jestem posłuszny – zagrzmiały zgodnym chórem wszystkie trzy głowy pana Nawi, a Jurata okryła Iskrzyka swym płaszczem z grudek bursztynu i już po chwili był znów wśród żywych.
Fale Morza Srebrnego bawiły się złotą wydmuszką niczym piłką. Gdy wreszcie wyrzuciły ją na brzeg, pękła złota skorupka i wyleciał z niej maleńki płomyczek, który rósł i rósł, aż przybrał postać podobną do ludzkiej.
- Jurata mówiła mi – dumał Iskrzyk – że mój mistrz Sinowłos okłamał króla Analapii, aby podstępem poślubić jego córkę. Mam temu zapobiec, bo królewna z wyroku Agejowego przewidziana jest komu innemu – pomyślał ognisty człowiek i zgodnie ze wskazówkami Juraty skierował się do zamku grododzierżcy Roztoki, który gościł króla Bogusława I.
Iskrzyk pod postacią ognistego motyla wleciał w czas wystawnej uczty przez otwarte okno, upodobnił się do człowieka i upadł na kolana przed władcą Analapii. Sinowłos na jego widok przybrał barwę kredy.
- Wiedz, o sławny potomku Wielkiego Lecha – zwrócił się ognisty człowiek do króla – że wydając swą córkę za Sinowłosa, unieszczęśliwisz ją tylko. Nie każda dziewica chce być zamieniona w rusałkę, ognicę, wąpierzycę, czarownicę czy Neuryjkę. Może uśmiecha jej się pozostanie istotą ludzką?
- Cóż za bezczelność! - parsknął któryś z dworzan.
- Wiedz, królu, że obecny tu morski wodnik Sinowłos, który mnie uczył władać orężem, przywłaszczył sobie moje zwycięstwo nad smokiem.
- Czy to prawda? - Bogusław I Radosławic spytał groźnie Sinowłosa.
- Myślałem, że ten ognisty człowiek zgasł w morzu! - odpowiedział szczerze Sinowłos.
- To prawda – potwierdził Iskrzyk – mój ogień zgasł i stanąłem przed trzema obliczami Welesa; wielkiego sędziego dusz, lecz błogosławiona Jurata sprawiła, że powróciłem między żywych. Pytaj jej; ona potwierdzi, a nawet jakby słowo samej królowej Morza Srebrnego ci nie wystarczyło, królu, to tu mam listę świadków, którzy widzieli moje zmagania ze smokiem i mogą potwierdzić, żem to ja go zabił – Iskrzyk zdjął z szyi ołowianą tulejkę i wyjął z niej papirus, na którym wypisane były imiona roztockich kupców i rybaków.
Wobec takich dowodów, król Bogusław I zmienił się na twarzy wobec Sinowłosa i dobył miecza by go rozpłatać jak rybę. Wodnik jednak czym prędzej zamienił się w niebieski płomyczek i wyleciał oknem ku Srebrnemu Morzu. Król odebrał mu herb i nadał go Iskrzykowi, ten zaś chcąc być pożytecznym, porzucił junacki szlak i resztę swych dni spędził wyprowadzając zabłąkanych ludzi z lasów i bagien.