,,Przyszedłem tu na mrówki. Wielkie, rude, leśne mrówki. Na słonecznej polance, wśród sosen mają swoje królestwo, swoje miasto - państwo. Rozbieram się i skaczę w mrowisko, jak do zimnej wody. Są ich tysiące! Cała masa, mrówczy Szanghaj. Biegają oszalałe po rękach i nogach, wpijają się boleśnie w moje ciało. Gdyby zostać dłużej, zjedzą żywcem, lecz jedna minuta uzdrawia, jak jad żmii. Dużo - to śmierć, odrobina - to lekarstwo. [...] Nigdy nie leczyłem się jadem żmii, nie miałem na to czasu. Na mrówki nie potrzeba czasu, starczy znaleźć duże mrowisko - i hop! Substancja wydzielana przez mrówcze gruczoły to wspaniały środek konserwujący. [...] Z żywym ciałem prawdziwe cuda się dzieją: twarz bez zmarszczek, cera zdrowa, zęby mocne. Mój dziadek zmarł w wieku 93 lat bez jednej zmarszczki i z prawie wszystkimi zębami. Te trzy brakujące - Czerwoni wybili.
Nie tylko mój dziadek, cała Ruś znała sekret mrówczej terapii. A przedtem Bizancjum. Już w starożytnym Egipcie wystawiano faraonów po śmierci na dwie doby na mrówcze zgromadzenia. Mijają tysiąclecia, a ich ciała nie uległy rozkładowi.
Mrówka wie, gdzie kąsać. Kłuje swym żądłem dokładnie tam gdzie trzeba. Jak w chińskiej akupunkturze'' - Wiktor Suworow ,,Akwarium''
Odradzam naśladowanie. W Polsce mrowiska mrówki rudnicy są pod ochroną.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz