poniedziałek, 25 marca 2019

,,Smerfy''


,,Za górami, za lasami, jedzie pociąg ze smerfami, a w ostatnim wagoniku, siedzi Łasuch na nocniku’’.
,,Smerfetka się gramoli, Gargamel ją p… doli’’ – Jakopas ov Statev






Jedną z moich ulubionych dobranocek w dzieciństwie, które przypadało na lata 90 – te XX wieku były ,,Smerfy’’ (po francusku: ,,Les Schtroumpfs’’, po angielsku: ,,The Smurfs’’) stworzone przez belgijskiego rysownika Pierre’a Culliforda, znanego pod pseudonimem artystycznym Peyo (1928 – 1992). Po raz pierwszy pojawiły się w komiksie ,,Johan et Pirlouit’’. W dzieciństwie miałem w domu grę planszową poświęconą smerfom, zaś w sklepach spożywczych można było kupić napój nazywany ,,sokiem ze smerfojagód’’. Pamiętam jak w klasie czwartej na lekcji muzyki nauczycielka puściła ,,Smerfne hity’’ i potem kazała narysować smerfa w zeszycie. Popularność tych niebieskich ludzików ma miejsce również w XXI wieku o czym świadczą wyświetlane w kinach animacje: ,,Smerfy’’ (2011), ,,Smerfy 2’’ (2013) i ,,Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski’’ (2017).
Akcja tej kreskówki toczy się w umownie traktowanej średniowiecznej Europie. W późniejszych odcinkach smerfy podróżują w czasie i przestrzeni min. do starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu, Indii, Japonii, Holandii, carskiej Rosji itd.







Smerfy były społecznością karzełków o niebieskiej skórze i krótkim ogonku. Nosiły (przeważnie) białe czapki i spodnie. Mieszkały w ukrytej wśród lasów wiosce w domkach zbudowanych z grzybów. W wiosce tej panowała daleko posunięta specjalizacja:







Papa Smerf – otoczony powszechnym szacunkiem, patriarchalny przywódca wioski smerfów, który powołał do życia pozostałe smerfy na drodze magicznych eksperymentów. Nosił czerwoną czapkę i spodnie. Miał też siwą brodę (gdy był młodszy miała ona kolor rudy).







Dziadek Smerf – sędziwy ojciec Papy Smerfa. Miał długą siwą brodą. Nosił żółtą czapkę i spodnie, oraz okulary. Znał wiele ciekawych opowieści.







Babcia Smerf – matka Papy Smerfa; staruszka o szarych włosach, nosząca okulary, która racjonalizowała fantastyczne opowieści Dziadka Smerfa.








Ważniak – przemądrzały smerf w okularach, uważający się za prawą rękę Papy Smerfa, autor wielu książek. Powszechnie nielubiany, mimo że raz zdarzyło mu się uratować wioskę smerfów.







Smerfetka – przez większość odcinków jedyna postać żeńska w wiosce smerfów. Stworzona czarami przez Gargamela, miała go doprowadzić do ich wioski. Początkowo była złośliwą brzydulą o czarnych włosach, lecz Papa Smerf za pomocą magicznej operacji zamienił ją w miłą blondynkę. Prosiła Matkę Naturę, aby róża była niebieska, lecz ceną za to było utrata naturalnego koloru Smerfetki. Aby Smerfetka mogło odzyskać swój właściwy kolor musiał ściąć niebieską różę.







Osiłek – cały czas ćwiczył mięśnie podnosząc ciężary. Miał na ramieniu wytatuowane czerwone serce przebite strzałą.







Ciamajda – nigdy nic mu się nie udawało, zawsze się potykał, lub coś przewracał. Najbardziej pechowy smerf.







Śpioch – cały czas spędzał na spaniu. W czasie podróży do starożytnego Egiptu miejscowa czarownica przypominająca Hogatę chciała mu zabrać poduszkę, w której upatrywała mocy zapewniającej dobry sen.







Harmoniusz – cały czas ćwiczył grę na trąbce.







Zgrywus – złośliwy smerf ustawicznie płatający nieśmieszne kawały z wybuchającym prezentem.







Maruda – nic mu się nigdy nie podobało, cały czas mówił, że czegoś ,,nie cierpi’’. Niektórzy internauci żartują, że był Polakiem ;).







Smerfuś – najmłodszy z wszystkich smerfów; niemowlak ubrany w białe śpioszki. Jego pierwsze wypowiedziane słowo brzmiało: ,,Gargamel’’.







Smerfiki (zżyty z przyrodą Nat, Złośnik, ruda dziewczynka Sasetka itd.) - dzieci smerfy. W czasie podróży do starożytnej Grecji, Sasetka pomogła młodemu bogu Hermesowi, synowi Zeusa i Hery odnaleźć w sobie odwagę do pokonania trudności piętrzących się w czasie wyprawy w nieznane (w walce z ożywionymi szkieletami pomógł cyklop Ułomek).

Nikt – smerf bez określonego zajęcia, dopiero szukający własnego miejsca w wiosce, który w końcu uratował inne smerfy przed jakimś straszydłem. Postać ta nawiązuje do św. Nikogo z legend średniowiecznych, który miał dokonywać czynów, jakich nie zdołałby nikt inny.







Dzikus – smerf zaginiony w dzieciństwie i wychowany przez szarą wiewiórkę. Nosił czapkę i majtki z liści i nie mówił.







Marco Smerf – wielki podróżnik, który na morzu walczył z Pieprzowymi Piratami i zakochał się w syrenie. Jego pierwowzorem był średniowieczny podróżnik Marco Polo (1254 – 1324).






Wełniak – nosił wełnianą czapkę i zabrał Smerfiki na wyprawę w celu pozyskania wełny owiec na potrzeby wioski.







Malarz – artysta w czerwonej koszuli, którego ulubionym powiedzeniem było: sacrebleu.

Poeta – kiedy napisał udany wiersz dla Sasetki, reszta smerfów też domagała się odeń wierszy na swoją cześć, aż w końcu zabrakło mu weny.







Łasuch – nosił czapkę kucharską na łysej głowie i przyrządzał torty.

Marzyciel – raz Papa Smerf specjalnie dla niego upodobnił czarami wioskę smerfów do osady kosmitów Slutów. To przypadkiem uratowało smerfy, bowiem Gargamel ich wówczas nie poznał.







Laluś – lekko zniewieściały smerf z czapką zdobioną różowym kwiatkiem, który stale przeglądał się w lusterku. Raz Papa Smerf kazał mu rozbić lustro, aby zniweczyć klątwę.

Drwal – zaopatrywał wioskę w drewno i żałował drzew, które musiał ścinać (wątek ekologiczny).







W świecie zamieszkanym przez smerfy żyły też inne istoty jak: czarodziej Omnibus (przyjaciel Papy Smerfa, z którym grał w szachy), olbrzym Pasibrzuch, wiedźma Hogata latająca na olbrzymim sępie (jej imię nawiązuje do greckiej bogini magii Hekate, z kolei sęp był atrybutem egipskiej bogini Nechbet), zaprzyjaźniony pies, anioł i diabeł przybierający postaci smerfów, oraz sędziwi Ojciec Czas i Matka Natura (ci ostatni byli moim zdaniem kimś w rodzaju bogów).






Głównym antagonistą był czarownik Gargamel. Jego imię zostało zaczerpnięte z XVI – wiecznej powieści François Rabelaisa ,,Gargantua i Pantagruel’’, gdzie imię Gargamelle nosiła matka olbrzyma Gargantuy. Jego obsesją było odnalezienie wioski smerfów, złapanie ich, przerobienie na złoto (alchemiczny motyw kamienia filozoficznego), lub zjedzenie. Miał rudego kota Klakiera, który w oryginale nazywał się Azrael tak jak muzułmański anioł śmierci. W późniejszych odcinkach miał ucznia – rudego i złośliwego chłopca Nicponia. Czasem w kreskówce pojawiał się też jego wuj – czarownik Baltazar.
Smerfy są bohaterami licznych teorii spiskowych.







Upatrywano w nich komunistów twierdząc, że jakoby Papa Smerf symbolizuje Karola Marksa, a Ważniak – Lwa Trockiego, zaś samo słowa ,,smerf’’ ma być skrótem od ,,Small Men Under Red Father’’ (ang. ,,Mali Ludzie pod Władzą Czerwonego Ojca’’).






Inni z kolei widzą w nich nazistów. Według nich Gargamel ma symbolizować Żyda.






W 2006 r. włoski religioznawca prof. Antonio Soro na łamach katolickiego czasopisma ,,Avvenire’’ twierdził, że smerfy symbolizują masonów na co ma wskazywać ich liczba 99, kolory niebieski, biały i czerwony (swoją drogą kolory te mają też symbolikę Maryjną…). Gargamel w takim układzie byłby księdzem, ponieważ ubiera się na czarno, a jego dom przypomina kościół.
Wcześniej inni zaszli w demonizacji smerfów tak daleko, że aż mieli ich ,,objawienia’’:






,,W Houston w Teksasie w 1983 roku wśród dzieci zapanowała dziwna panika. Podobno w szkołach grasowały złośliwe smurfy, kalecząc uczniów i mordując pracowników. Zbrodnicze postacie z filmów rysunkowych, uzbrojone w noże i broń automatyczną, zdaniem jednych zabijały każdego, kto miał na sobie coś niebieskiego; inni natomiast twierdzili, że bezpieczne są tylko osoby, które mają na sobie właśnie niebieską odzież. W okręgu szkolnym Aldine psychoza była jeszcze większa, kiedy rozeszły się pogłoski, iż smurfy czają się w toaletach szkolnych. Dochodzenie wykazało, że panika zaczęła się po nadaniu przez telewizję informacji o aresztowaniu młodzieżowego gangu ulicznego, nazywanego Smurfami. Policja twierdziła, że w żadnej szkole nie odnotowano masakry, zatrzymano natomiast prawie pięćdziesiąt osób oskarżonych o ‘smurfowe’ przestępstwa, przeważnie kradzieże i włamania’’ - Mike Dash ,,Granice poznania. Poltergeisty, stygmaty, lewitacja, spotkania z UFO: prawda czy mistyfikacja?’’







Inny autor podaje, że:

,, […] W latach 80 – tych w Ameryce Łacińskiej furorę zrobiła inna plotka. W tamtych czasach niektórzy twierdzili, że widzieli smerfy ubrane w stroje satanistów uprawiających czarną magię. W jednym z odcinków dobranocki Gargamel narysował pentagram; zarówno ten ostatni, jak i Papa Smerf często praktykują czarnoksięstwo i sporządzają eliksiry. W niektórych krajach Ameryki Łacińskiej na porządku dziennym były doniesienia, o tym, że ten czy ów widział gdzieś smerfa. Wiele osób wierzyło, że jak odtworzy się jedną z płyt z muzyką z tej belgijskiej dobranocki, to padnie się ofiarą ze strony malutkich, diabelskich smerfów. Niektórzy ludzie byli przeświadczeni, że widują małe, niebieskie krasnale chowające się w ogrodach, a nawet wewnątrz ich domów. W Stanach Zjednoczonych co najmniej jeden kaznodzieja zwrócił uwagę na podobieństwo między smerfami a satanizmem’’ - Jamie King ,,Najsłynniejsze teorie spiskowe’’







Bardziej niż stanowisko prof. Soro (jest to jego prywatna opinia a nie stanowisko całego Kościoła) przemawia do mnie sposób interpretacji ,,Smerfów’’ zaproponowany przez polskie zakonnice:

,,W krainie Smerfów – to hasło oratorium letniego, zorganizowanego przez Siostry Dominikanki [...]. Przeżyliśmy przepiękne chwile z bohaterami bajki pt. ‘Smerfy’. Uczyliśmy się od nich akceptacji innych, doceniania różnorodności, współpracy i prawdziwej przyjaźni. [...]. Największą atrakcją były spotkania w wiosce i odwiedziny niektórych smerfów oraz rozmowy z nimi. Z pierwszą wizytą pojawił się Papa Smerf, który uroczyście nadawał imiona każdemu dziecku. Kolejnym gościem był Smerf Ważniak; od niego dzieci nauczyły się, że trudno jest bawić się dobrze, gdy nie jest się samym sobą, gdy jest się niezrozumianym przez innych. Odwiedziła nas też Smerfetka, która sprawdzała pracę smerfów, polegającą na przygotowaniu scenek o tym, co to znaczy być królową. Natomiast na spotkanie z Gargamelem poszliśmy do pobliskiego lasu. Był to dzień koloru – dzieci przyszły ubrane w kolorze swojej wioski i po drodze do lasu czekało na nie mnóstwo zadań do wykonania. Po tym spotkaniu podjęliśmy rozmowę o zaklęciach, magii i czarowaniu. Doszliśmy do wniosku, że człowiek nie ma takiej mocy, żeby przewidzieć przyszłość, więc nie ma takiej potrzeby, aby radził się wróżek, bo całe życie człowieka jest w ręku Boga i tylko Jemu trzeba zaufać. Natomiast można i nawet trzeba marzyć o przyszłości [...].’’ – Siostry Dominikanki ,,Letnie oratorium’’ [w]: ,,Niedziela edycja lubelska 32/2012’’

Omawiana kreskówka nie sprowadziła mnie na złą drogę. Przeciwnie; znalazłem w niej wiele dobrych rzeczy. W jednym z odcinków smerfy obchodziły dzień, w którym nie mogły robić tego co lubią najbardziej, aby w inne dni mogły to bardziej docenić. Nasunęło mi to skojarzenia z Wielkim Postem (choć J. R. R. Tolkien jest kandydatem na ołtarze, łatwiej jest mi sobie wyobrazić poszczącego smerfa niż hobbita). Z kolei w innym odcinku Ciamajdzie nie pozwalano korzystać z magicznej gumy, ponieważ mógłby sobie w ten sposób zrobić krzywdę, co się zresztą sprawdziło. Po latach dostrzegłem w tym analogię do homoseksualistów, którzy nie powinni adoptować dzieci z podobnych powodów.







W jednym z opowiadań Andrzeja Pilipiuka o Jakubie Wędrowyczu, smerfy osiedliły się na cmentarzu w Wojsławicach (ponadto ,,smerf’’ to używane w tych utworach slangowe określenie milicjanta). Odsyłam do posta: ,,Bohaterski menel, czyli rzecz o Jakubie Wędrowyczu’’ ;).
Z kolei w mojej mitologii smerfy stały się pierwowzorem sinych krasnalków, o których można przeczytać w opowiadaniu ,,Radwan’’ dostępnym na tym blogu ;). W innej mojej fantazji ,,Córka węża’’, tytułowa bohaterka, wychowująca się wśród ludzi rusałka Bogna Nowicka, spędzając w 2007 r. wakacje w Międzywodziu, odnalazła w pobliskim lasku wioskę smerfów. Obroniła je przed Gargamelem, zapalając jego szaty oczami. Gdy czarownik błagał o litość, oszczędziła mu życie, lecz kazała wracać do Belgii. Odsyłam do posta: ,,Córka węża’’.






Śniło mi się, że mała dziewczynka sympatyzująca z PO, zmobilizowała smerfy do walki zbrojnej w obronie Tytusa Hołdysa, dręczonego przez postaci z kreskówek.

niedziela, 24 marca 2019

Księżniczka z gwiazd


,,Commodus, jako cesarz rzymski (180 – 192): Imperator Caesar M. Aurelianus Commodus Antoninus Augustus, syn Marka Aurelego i Faustyny, * 161, od 175 współrządca ojca, zawarł po jego śmierci (180) pokój z Gemanami, oddawał się w Rzymie uciechom zmysłowym, pozwalając rządzić niegodnym faworytom. Od czasu nieudałego spisku siostry, C. Lucylli (182) wystąpiła na jaw krwiożerczość cesarza, który występował także publicznie jako gladiator, a wkońcu opanowany szałem wielkości, uważał się za ucieleśnienie bóstwa. 31. XII. 192 został C. uduszony’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 3 Cauer Emil do Dewon’’








Marek Aureliusz; cesarz – filozof miał żonę Faustynę (Valestina); niewiastę równie urodziwą co lubieżną jak pantera, a do tego biegłą w sztuce czarnej magii. Jak na duchową córkę Hekate przystało, nocami wyprawiała się na sabaty, w czasie których czciła Aradię, Dianę i Herodiadę na wzgórzach Tesalii, na szczytach Wezuwiusza i Etny, oraz na Łysej Górze w barbarzyńskim królestwie Słowian – Analapii. Bawiąc w tym ostatnim miejscu, oddała się w blasku pochodni pokrytemu wężową łuską mężczyźnie, którego oczy świeciły krwawym blaskiem, a język został rytualnie rozcięty.
- Oto niosssę w swych trzewiach nasienie władcy Čortieńska, lutego smoka z Vovel, który przebywa teraz w Otchłani, aby wzbudzić w twym żywocie Krwawego Mściciela – zawodził człowiek – gad, a cesarzowa Faustyna odpowiedziała bulgotem.







Gdy wraz z pianiem kogutów pogasły ogniska sabatu, Faustyna wsiadła do rydwanu zaprzężonego w skrzydlatego pantery i udała się w kierunku Rzymu. W swoim łonie nosiła już dziecię samego smoka z Vovel, które miało się odznaczać iście smoczą naturą. Urodziła chłopca, którego powszechnie uważano za syna cesarza Marka Aureliusza. Dziecię otrzymało imię Kommodus. Galeriusz Labro w ,,Księdze dalekich podróży’’ podaje, że na wschodnich rubieżach Wyraju leży







 mała wysepka zamieszkana przez nadzwyczaj wyrośnięte jaszczurki, której na część przyszłego cesarza Rzymu nadał nazwę Komodo. Innowojciech Błyszczyński podaje jednak tą opowieść w wątpliwość. Jakkolwiek by było, Kommodus nie wdał się w cesarza – filozofa, którego uważano za jego ojca, lecz w piersi jego biło serce smocze; okrutne, lubieżne i zachłanne. Lubował się w przelewaniu krwi do tego stopnia, że sam jako gladiator występował na arenie cyrku, gdzie uciekał się do brudnych zagrywek, aby zapewnić sobie zwycięstwo. Zaniedbywał rządzenie imperium, pędząc dni na pijaństwie i rozpuście, oraz na wydawaniu wyroków śmierci. Tak jak niegdyś obrzydły Kościej, tak teraz Kommodus więził w swym babińcu urodziwe panny porwane przez piratów na odległych kresach znanego wówczas świata. Budził lęk nie mniejszy niż jego ojciec – gad piekielny przykuty łańcuchem do Korzenia Wielkiego Dębu.







Łagodniał jedynie w obecności swej urokliwej nałożnicy. Była nią Słowianka z grodu Vanaya Lux dziś zwanego Bania Luką; kształtna i jasna niczym rzeźba z kości słoniowej, o włosach barwy elektronu przywożonego z plaż Morza Srebrnego. Nazywała się Zviezda. Grecy wymawiali jej imię jako Astrea, Rzymianie – Stella, a Żydzi – Estera. Patrząc w jej turkusowe oczy, Kommodus nie potrafiłby skrzywdzić nawet muchy, co Zviezda nieraz wykorzystywała dla wypraszania łaski dla niesłusznie skazanych.
- Musisz zaiste pochodzić z błogosławionej, boskiej rasy, na całym okręgu Ziemi nie ma bowiem niewiasty równej tobie. Nawet samą Wenerę zawstydzasz swym pięknem! - mówił Kommodus, a Zviezda słuchając tego, rumieniła się jak piwonia, co tylko dodawało jej uroku.







- Rodzice opowiadali mi, że pochodzę z Zaziemia, jak my Słowianie nazywamy dalekie sfery poza kręgiem ziemi. Książę Zmaj i księżna Milutina z rodu Trpimiroviciów, którzy mnie wychowali, nie mogli dochować się własnych dzieci, aż pewnej nocy do ich pałacu weszły trzy panny w modrych szatach, niosąc dziecię w szkarłatnych powijakach. Panny te były boginkami przybyłymi z gwiazdy błądzącej Wenus, którą my Słowianie, nazywamy Dziewą. Tym dziecięciem byłam natomiast ja; córka królowej boginek. Moja macierz nie mogła się mną opiekować, bowiem Wenus – planeta 







boginek i Mars – planeta bogunów, zostały najechane przez wojska złego Chalceona, syna Samaela. Dlatego zostałam przekazana w opiekę ludziom. Ponieważ przybyłam z gwiazd, otrzymałam imię Zviezda – zakończyła opowieść.
- Jesteś nie tylko urodziwa, ale i pełna mądrości – Kommodus wpatrywał się w Słowiankę maślanymi oczami, a kiedy wyszedł z komnaty gasząc światło, Zviezda zalała się łzami…


*







Kiedy Kommodus oddawał się upojnym hulankom, rządy nad imperium sprawowali jego liczni faworyci. Jednym z nich był Juliusz Apollodoros herbu Gryf, wywodzący się z Panonii, mąż pełen pychy, nie wahający się mordować tych, co stanęli mu na drodze do kariery. Będąc w cesarstwie drugim co do ważności po Kommodusie, przywykł do tego, że wszyscy się przed nim płaszczyli pełni strachu. Jednak gdy bawił w ziemi Mons Niger, prosty chłop prowadzący zaprzęg wołów, nie upadł na twarz przed dygnitarzem.








- Czemu to, głupi kmieciu, nie oddajesz mi pokłonu?! - wrzasnął Rzymianin purpurowy z gniewu jak szata cesarza. - Czy nie wiesz, że mam władzę ukrzyżować cię wraz z całą rodziną?!
- My Słowianie zginamy kolana tylko przed Agejem – odpowiedział spokojnie rataj, po czym jak gdyby nic, wrócił do swej pracy.
- Parszywi barbarzyńcy! - splunął Juliusz Apollodoros, a w swym sercu przewrotnym umyślił sobie wygubić wszystkich Słowian zamieszkałych w granicach imperium.
Na spotkaniu z cesarzem nie omieszkał przedstawić swojego zamysłu, a Kommodus jak zwykle gotów był mu przytaknąć.
- Musicie wiedzieć, mój Panie i Boże – zaczął intrygant – że barbarzyńcy zwani Słowianami, którzy lęgną się jak robactwo w bałkańskich prowincjach, to najniegodziwsi, najokrutniejsi i najbrudniejsi z ludzi. Ich karki są twarde; nie oddają czci cesarzom, za to szpiegują dla swych nędznych królów w Analapii, Bohemii i w Roxie! - Kommodus zmienił się na twarzy.
- W takim razie wydam dekret, aby wyniszczyć całą tą rasę jak szczury – zapewnił cesarz.
Tymczasem Zviezda w błogiej nieświadomości czesała włosy przed fenickim lustrem w swej komnacie, gdy przez uchylone okno wleciał duży nietoperz. Rychło poznała, że nie było to zwykłe zwierzę, ale sam Sirrah; ojciec wszystkich nietoperzy, nad którego głową unosił się niebieski płomyczek. Zvizda uklękła przed nim, wiedząc, że był jednym z Enków; posłańców Ageja, zwierzątko zaś przemówiło ludzkim głosem.
- Czuwaj! Musisz uratować Słowian. Grozi im zagłada.
- Z czyjej strony? - spytała przestraszona Zviezda.
- Juliusz Apollodoros Gryf uknuł spisek, aby wygubić wszystkich Słowian w granicach cesarstwa. Namówił Kommodusa, aby wydał dekret w tej sprawie. Ty też jesteś zagrożona, bowiem też wywodzisz się z rodu Dębu i Brzozy.
- Nic mu nie zrobiłam! Nie rozumiem dlaczego chce mnie skrzywdzić! - Zviezda była coraz bardziej przestraszona.
- Nie musisz rozumieć co kieruje twoim wrogiem; ważne żebyś pokrzyżowała jego plany! - Zviezda drżała jak w febrze. - Junackim szlakiem kroczyli nie tylko mężowie, ale i wiele niewiast jak choćby królowa Tatra. Teraz ty możesz pójść w ich ślady! - nieoczekiwanie Sirrah zakończył rozmowę i rzucając się w pogoń za tłustą ćmą wyleciał przez okno.
Zviezda chwilę płakała, lecz szybko otarła łzy.
- Muszę być twarda – powiedziała sobie. - Nikomu nie wolno mordować niewinnych.
Choć Kommodus do niej jednej odnosił się z czułością, budził w niej skrywane przerażenie, jakby wyczuwała, że jest synem piekielnego smoka. Nie została cesarską nałożnicą z własnej woli. Jej przybrani rodzice zrazu odmawiali Kommodusowi swej córki, ale kiedy ten groził, że ukarze za to spaleniem do gołej ziemi całej Vanaya Lux, ustąpili pod naciskiem wiecu. Pieszczoty Kommodusa paliły Zviezdę niczym płomienie smoczej paszczy, lecz dzięki swej wysokiej pozycji wśród kochanek cesarza, zdołała ocalić niejedno istnienie.
Nim wydano rozkazy legionom, aby niosły zagładę w prowincjach rozciągających się na północ od Grecji, Zviezda wydała w swej komnacie przyjęcie, na które zaprosiła Kommodusa i jego faworyta. W pewnym momencie gdy już serca rozgrzały się winem, Zviezda zaczęła płakać.
- Co ci się stało, gołąbeczko? - zaniepokoił się Kommodus nie przywykły do okazywania troski komukolwiek innemu.
- Jestem taka młoda, a będę musiała wkrótce umrzeć – łkała Zviezda, a jej łzy zamieniały się w kruche opale. - Juliusz Gryf zamierza mnie uśmiercić za to tylko, że jestem Słowianką!
- Że co?! - Kommodus poczerwieniał jak pośladek pawiana, po czym wzburzony wyszedł z komnaty, aby ochłonąć.
Wówczas Rzymianin o twarzy białej z przerażenia jak jego toga, przypadł do nóg Zviezdy i chwycił za jej suknię.
- Przysięgam, że to nie jest tak jak myślisz, wszystko wytłumaczę! - wówczas Kommodus wrócił do komnaty i tym razem rozsierdził się na dobre.
- Ręce precz, capie śmierdzący, od mojej nałożnicy! - wrzasnął Kommodus, po czym kazał straży pretorianów pochwycić Gryfa.







Jeszcze tego samego dnia został on powieszony na gałęzi osiki, zaś dekret o wymordowaniu Słowian skończył podarty w palenisku. Słowianie zostali ocaleni.


*







Kommodus leżał bezwstydnie nagi na łożu, a jego nos był czerwony jak czapka kabutera z Batawii od wyżłopanego wina. Cesarz wciąż dodawał niegodziwość do niegodziwości, a teraz leżał ochlapany zwymiotowanym trunkiem i bełkotał od rzeczy. Nie miał siły ruszyć ręką, ani nogą, zaś gladiator Feliks zaciskał stalowe palce na jego gardle. Raz, dwa, trach! Coś chrupnęło – to Kommodus przeminął jak siejący spustoszenie buran z Białopolski.







Nowy cesarz pozwolił Zvieździe opuścić Rzym, ona zaś zamieszkała w grodzie Vanaya Lux, otoczona nabożną niemal czcią okolicznych Słowian. Jak podaje uczony Kralimir Flawiusz w swej łacińsko – słowiańskiej ,,Epopei wieków’’, którejś nocy, kiedy gwiazdy emanowały srebrzystą rosę, z nieba przyleciał rydwan obity połyskliwą blachą, zaprzężony w białe jelenie o złotych porożach. Z rydwanu wysiadły dwie boginki w szatach turkusowych. Skłoniły się przed Zviezdą i za jej zgodą zabrały ją na planetę Wenus – Dziewę, bowiem berło Chalceona zostało złamane i ustał szczęk grafenowego oręża w tajemniczych krainach Zaziemia. Powiadają badający bieg gwiazd filozofowie, że Zviezda do dziś żyje wśród boginek czasem spogląda łzawym okiem ku Ziemi, gdzie tyle lat przeżyła w doli i niedoli.

sobota, 23 marca 2019

Zebulon






,, [...] popularną postacią z legend średniowiecznych był żydowski magik Zebulon, pojawiający się w związku [z] cyklem o Wirgiliuszu, wybitnym magiku z tych opowieści. Trzy księgi magiczne, przypisywane czasem Salomonowi, których jakoby zakazał król Ezechiasz, też uchodziły niekiedy za dzieła Zebulona. W tych legendach szczególnie podkreślano antychrześcijańską rolę magii żydowskiej. Podług wersji zachowanej w poemacie Der Wartburgkrieg z drugiej połowy XIII wieku i w przygodach Reinfrida z Brunszwiku (po 1291 r.) Zebulon, syn Żydówki i poganina, napisał te księgi, aby zapobiec narodzinom Jezusa, bo wyczytał z gwiazd, że przez Chrystusa 'wszyscy Żydzi zostaną pozbawieni czci' (...). Fakt, iż księgi te nie osiągnęły zamierzonego celu, nie umniejszył w popularnej ocenie potęgi tego magika, czy w ogóle magii żydowskiej. Co więcej, nadal krążyły one wśród chrześcijan jako szczególnie znakomite i wiarygodne źródła wiedzy magicznej. Świadectwem ogromnego wpływu, jaki Zebulon wywarł na ludową wyobraźnię, jest fakt, iż magik (tylko z imienia żydowski), który pojednał kochanków w sztuce Beaumonta i Fletchera The Custom of the Country (napisanej w 1619 lub 1622 roku), dostarczając im napoju miłosnego, nosi jego imię Zebulon'' - Joshua Trachtenberg ,,Diabeł i Żydzi''







Postać ta zainspirowała rosyjskiego pisarza Siergieja Łukjanienkę do stworzenia postaci maga Zawulona stojącego na czele sił ciemności (Dziennego Patrolu). 

Zambri






,,Słynna dysputa pomiędzy papieżem Sylwestrem I (314 - 335), a grupą Żydów, przeprowadzono jakoby w obecności cesarza  Konstantyna, [...] dostarczyła średniowiecznym chrześcijanom jeszcze jednej, pamiętnej postaci żydowskiego magika imieniem Zambri. [...] Chociaż w niektórych wersjach Sylwester triumfuje nad swymi przeciwnikami mocą samych argumentów, w najbardziej popularnym zakończeniu spór dochodzi aż do bezpośredniej próby sił między papieżem a przywódcą Żydów 'imieniem Zambri, magikiem rasy hebrajskiej i czarownikiem, w którym Żydzi pokładali największą ufność', jak przedstawiono go w najwcześniejszym opisie tej dysputy. Zambri podejmuje się zabić rozjuszonego byka w ten sposób, że tylko wyszepcze mu do ucha święte i wszechmogące imię Boga. Przymuszony do wyjawienia, skąd się dowiedział tego tajemnego imienia, wyznaje wreszcie, że pościł przez siedem dni, następnie nalał wody do nowego srebrnego naczynia i wygłosił nad nim pewne mistyczne zaklęcia, po czym litery Boskiego imienia ukazały się na powierzchni wody. Papież podejmuje wyzwanie i gdy Zambri rzeczywiście uśmierca byka, jak to był obiecał, Sylwester natychmiast ożywia go imieniem Jezusa, dowodząc tym sposobem wyższości chrześcijaństwa nad judaizmem. Żydowska magia znowu tutaj zawodzi, ale tylko przez to, że Chrystus jest mocniejszy od żydowskiego boga, czyli diabła'' - Joshua Trachtenberg ,,Diabeł i Żydzi''


Sedekiasz






,,Sedekiasz, żydowski lekarz cesarza Karola Łysego z końca IX stulecia, też był taką sławną postacią w średniowiecznym folklorze. Sława jego rosła z biegiem stuleci, aż w późnym średniowieczu przypisywano mu umiejętność latania i że nie tylko zdarzyło mu się raz połknąć w całości człowieka, ale także zjeść cały wóz siana, z końmi i woźnicą na dodatek. Lecz jego najbardziej zdumiewający wyczyn, że odrąbał człowiekowi dłonie, stopy i głowę, po czym złączył je z nimi na powrót bez najmniejszego uszczerbku dla właściciela; albo jak opisywał to w 1378 roku Johannes, opat z Trittenheim: 'Rzucił człowieka w powietrze, rozerwał go tam na części, zwalił jego narządy na kupę, po czym znów je połączył', co brzmi jeszcze bardziej imponująco'' - Joshua Trachtenberg ,,Diabeł i Żydzi''



Teofil







,, [...] legenda o Teofilu, w średniowieczu jedna z najpopularniejszych, występująca we wszystkich językach i formach literackich, [...] wywarła silny wpływ na legendę o Fauście, jeśli nie posłużyła wręcz za jej model i źródło [...]. pobożny archidiakon Teofil, popadłszy w niełaskę, zwraca się o pomoc do magika, aby go skierował do diabła; zamiast tego magik posyła go do Żydów. Ale gdy Teofil wchodzi do synagogi i wyraża chęć przystania do nich, odmawiają przyjęcia go z obosiecznym wytłumaczeniem, że ze złego chrześcijanina byłby także zły Żyd, a to żadna korzyść dla judaizmu. Jednak on się upiera i proponuje sprzedać swą duszę (jak gdyby diabłu!) dowolnemu Żydowi, który zechce go przyjąć. Wreszcie jeden z Żydów zgadza się i wskazuje mu drogę do diabła, ale dopiero po tym, jak kleryk pogardliwie zbył jego wytężone starania, aby mu to wyperswadować. Na pożegnanie, gdy Teofil wchodzi już do siedziby diabła, Żyd przesyła mu ostatni przytyk, mówiąc, że za wszystkie pieniądze na świecie nie zgodziłby się zostać jednym z ludzi szatana. [...]'' - Joshua Trachtenberg ,,Diabeł i Żydzi''

Judel






,,W niektórych częściach Niemiec aż do XIX w. wierzono, że w piecu mieszka duch zwany Jüdel i wyskakuje stamtąd, aby napastować mieszkańców, zwłaszcza dzieci. Środkiem zapobiegawczym było smarowanie wylotu pieca wieprzowiną, aby nie mógł się wydostać na zewnątrz. Jüdel był najwidoczniej ludowym wyobrażeniem złego Żyda, którego skutecznie powstrzymuje wieprzowina (...)'' - Joshua Trachtenberg ,,Diabeł i Żydzi'' (przypis). 






Jak widać Niemcy mają długą i niechlubną tradycję wsadzania Żydów do pieca :(.