sobota, 7 grudnia 2019

Andrzej Trepka


,,Wampir odetchnął z ulgą. […] 
- Ten pojazd… - zaczął 
.- Nazwaliśmy go ‘Celestia’ - wyjaśnił technik. - Na cześć panów Borunia i Trepki’’ - Andrzej Pilipiuk ,,Wampir z M – 3’’





Andrzej Trepka herbu Topór (1923 – 2009) był polskim dziennikarzem, pisarzem SF (jednym z pionierów tego gatunku w powojennej Polsce) i popularyzatorem nauki: zoologii i astronomii. Uważał się za potomka Waleriana Nekandy – Trepki (1584/ 1585 – 1640) autora głośnej pracy ,,Liber chamorum’’ (1626 – 1639). Jego książki towarzyszyły mi od wieku przedszkolnego aż po schyłek liceum. Czytałem takie pozycje jak: ,,Co kaszalot je na obiad?’’, ,,Zwierzęta, zwierzęta’’, ,,Cierpienia przyrody’’, ,,Król tasmańskich stepów i inne opowieści z życia ludzi i zwierząt’’, ,,Opowieści o zwierzętach’’, ,,Życie we Wszechświecie’’ i ,,Gawędy o zwierzętach’’. Był to mój ulubiony Autor. W dużej mierze pod jego wpływem chciałem wówczas być zoologiem i pisać książki o zwierzętach. Zresztą książki Andrzeja Trepki (i wielu innych Autorów) były mi nieocenioną pomocą w pisaniu ,,Ciekawostek z życia zwierząt’’ (1998 – 2003) oraz ,,Wśród zwierząt i mitów’’ (2002). Dużo się z nich dowiedziałem min. o kryptozoologii. Zawarte w nich wiadomości mogą posłużyć inspiracją w pisaniu oryginalnej fantasy. Poniżej przedstawiam pobieżny spis owych inspiracji:







Z książki ,,Co kaszalot je na obiad?’’ dowiedziałem się po raz pierwszy o rosomaku poznając zarówno fakty jak i legendy o tym zwierzęciu:

,,Opowiadano wiele baśni o żarłoczności i o ilości pożywienia jaką on może pochłonąć; tak na przykład twierdzono, że jest w stanie pożreć naraz dwa renifery, a po takiej uczcie miał się rosomak przeciskać pomiędzy dwoma obok rosnącymi drzewami i tym sposobem wygniatać z siebie nadmiar przyjętego pokarmu, aby niezwłocznie potem móc żreć na nowo. Prawdą jest, że czasem w ciągu jednej nocy dusi kilka reniferów, lecz wtedy poprzestaje na opiciu się ich krwią [...]’’ - W. Lakowitz ,,Królestwo zwierząt’’, Warszawa 1983

Do wierzenia o rosomaku opróżniającym żołądek poprzez przeciskanie się między drzewami nawiązałem w opowiadaniu fantasy ,,Volch Alabasta’’ dostępnym na tym blogu ;). Rosomak był pierwowzorem fantastycznego zwierzęcia zwanego gulonem (notabene łacińska nazwa rosomaka brzmi Gulo gulo):





,, […] skandynawski stwór fantastyczny, pół lew, pół hiena o ostrych pazurach i lisim ogonie, symbol obżarstwa’’ - J. C. Cooper ,,Zwierzęta symboliczne i mityczne’’

Gulon (razem z katoblepasem i leukrokottą) występuje w powieści fantasy Mai Lidii Kossakowskiej ,,Bramy Światłości tom 3 ‘’, którą zacząłem czytać ;).









Poznałem też wierzenia dotyczące kolibrów:

,, […] niezwykle długo nawet badacze z prawdziwego zdarzenia, utrzymywali z całą powagą, że jeśli gąsienica przeistacza się w motyla, to czemu ten nie mógłby przekształcić się w ptaka? Taki przywilej miał dotyczyć właśnie kolibrów. W połowie zeszłego wieku, zwłaszcza w Brazylii, święcie przekonani byli o tym nawet ludzie wykształceni. [...]’’ - A. Trepka ,,Co kaszalot je na obiad?’’







Czytając rozdział o wydrze w ,,Co kaszalot je na obiad?’’ dowiedziałem się po raz pierwszy o tajemniczej kryptydzie (obiekcie zainteresowania kryptozoologów) zwanej tatzelwurm:

,, […] Bernard Heuvelmans w pasjonującej książce ‘Na tropie nieznanych zwierząt’ omawia tego domniemanego mieszkańca Alp, przytaczając zarówno zeznania świadków, jak i relacje w książkach z ubiegłego półtora wieku. Czytamy tam: ‘Sławny przyrodnik szwajcarski Friedrich von Tschudi tak pisze w swym klasycznym dziele ‘Das Tierleben der Alpenwelt’ (‘Świat zwierzęcy Alp’) wydanym w 1861 roku: ‘Na Pogórzu Berneńskim i w Jurze panuje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że żyje tam rodzaj robaka jaskiniowego, o krępym ciele długości 0,9 do 1,80 m i dwóch krótkich nogach; ukazuje się przed burzą po dłuższym okresie suszy’. Wprawdzie Heuvelmans wzmiankuje, że według niektórych wersji fenomenem tym może być ‘zabłąkana przypadkiem wydra’, lecz zbywa tę sugestię lekceważeniem’’ - A. Trepka ,,Co kaszalot je na obiad?’’






Alpejski tatzelwurm ma swój odpowiednik w kulturze Dalekiego Wschodu:


,, […] Opis jaszczurki mocno przypomina równie tajemniczego węża tzuchinoko, którego już od XIII wieku widywano w górskich rejonach wysp Japonii i w Korei. Podobnie jak tatzelwurm, ów wąż ma ogromne oczy, duże łuski i potrafi skakać. Są też pewne różnice w opisach, zwłaszcza brak kończyn u japońskiego potwora. Relacje te pochodzące z dwóch różnych części świata, mogą dowodzić istnienia nieznanego zwierzęcia, które ewoluując, dało początek dwóm podobnym gatunkom – jaszczurce i wężowi. Mogło też być i tak, że w różnych kulturach zrodziła się zbliżona tradycja ludowa’’ - Mike Dash ,,Granice poznania. Poltergeisty, stygmaty, lewitacja, spotkania z UFO: prawda czy mistyfikacja?’’







Czytając o gorylach dowiedziałem się, że małpy te od starożytności do XIX wieku budziły strach i były bohaterami najdziwniejszych fantazji białego człowieka. Prawdopodobnie pierwszą pisemną wzmianką o gorylach sporządził kartagiński odkrywca Hanno (VI/V wiek p. n. e.) postrzegający te zwierzęta jako dzikich ludzi (istnieje też mało prawdopodobna hipoteza, że były to nie goryle tylko … australopiteki):

,,Na półwyspie przy Południowym Rogu pojawili się dzicy ludzie a wśród nich wiele niewiast ze zmierzwionymi włosami, które nasi tłumacze nazwali gorilla. Ścigaliśmy mężczyzn, żadnego jednak nie mogliśmy złowić, gdyż wszyscy pospołu uciekli wspinając się po urwiskach i bronili się kamieniami. Schwytaliśmy tylko trzy kobiety. Zaczęły jednak gryźć, podrapały naszych przewodników i nie dały się prowadzić. Musieliśmy je zabić. Zdarte z nich futra przywieźliśmy do Kartaginy’’

W mojej powieści fantasy ,,Tatra. Suplement’’, która ma się ukazać w tym miesiącu, Gorilla byli afrykańskim plemieniem dzikich, kudłatych ludzi. W planowanym opowiadaniu o Żmiju Ognistym Wilku, ów słowiański zmiennokształtny bohater wziął udział w wyprawie Hanno i spotkał plemię Gorilla.

XVI – wieczny angielski pirat Andrew Battel (1565 – 1614) przedstawił goryle (określane murzyńskim słowem Pongo) jako prawdziwe potwory:

,,Ilekroć tubylcy, którzy przedzierają się przez lasy, rozpalą ognisko skoro tylko rano opuszczą obóz, zjawiają się pongo i siadają wokół ognia, dopóki nie zgaśnie. Nie rozumieją bowiem, że aby go utrzymać, trzeba dorzucać drewna. Często jednoczą się w stada i niejednego Murzyna zabiły w lesie. Również napadają na słonie, które zapędziły się w ich pobliże, i póty walą w nie potężnymi pięściami, aż te rycząc uciekną… Gdy któryś z tych potworów zemrze, żyjące przykrywają go olbrzymim stosem gałęzi; wiele tego rodzaju stosów spotyka się w puszczy’’.

W ,,Tatrze. Suplement’’ włochaci Pongo żyli w symbiozie z plemieniem leśnych karłów Bambutów.










Onza jest meksykańską kryptydą; dzikim kotem przypominającym geparda, ponoć potomkiem gepardów zamieszkujących Amerykę Północą w plejstocenie. Umieściłem ją w opowiadaniu ,,Manaman (opowieść króla Orfeja)’’ dostępnym na tym blogu.









Czui – mfisi (dosłownie: ,,hienolampart’’) jest afrykańską kryptydą, rodzaj nieznanej nauce pantery. Warto dodać, że w afrykańskim folklorze podobnie ubarwione zwierzęta różnych gatunków mogą tworzyć pary i wydawać na świat mieszańce. Występuje w ,,Tatrze. Suplement’’.









Marozi jest afrykańską kryptydą; górskim lwem o ciele pokrytym cętkami, którego istnienia również nie dowiedziono.









Czytając w ,,Cierpieniach przyrody’’ rozdział o olbrzymich leniwcach doby plejstocenu (megaterium i mylodon) zetknąłem się z kryptozoologiczną teorią głoszącą, że pierwszy z nich przetrwał do naszych czasów w Argentynie. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do posta: ,,Mapingauri – potworny leniwiec’’.









Z ,,Cierpień przyrody’’ poznałem również teorię, w myśl której Atahualpa – władca Inków dotarł na archipelag Galapagos, zwany Wyspami Ognia. Andrzej Trepka traktował jednak tę teorię jako jeszcze mniej prawdopodobną niż odkrycie Ameryki przez Jana z Kolna.








Czytając ,,Króla tasmańskich stepów’’ można się dowiedzieć min. o nocoświetlikach – pierwotniakach sprawiających, że morze świeci (obecnie wiemy, że pierwotniaki nie są zwierzętami). Autor przedstawił szereg dawnych hipotez wyjaśniających zjawisko bioluminescencji morza:

,, […] W średniowieczu przeważał pogląd, że w pogodny dzień słońce gromadzi światło w toni, która je wypromieniowuje nocą. W szesnastym i siedemnastym stuleciu fizycy wysuwali inne, tak samo błędne hipotezy. Robert Boyle (1627 – 1691) przypisywał ten fenomen wywołanemu wiatrem tarciu fal o powietrze bądź też o stałe przedmioty: skały, kadłuby okrętów, ciała ryb. Beniamin Franklin (1706 – 1790) początkowo sądził, że świecenie mórz jest skutkiem przenikania napięć elektrycznych z atmosfery do wody’’ - A. Trepka ,,Król tasmańskich stepów i inne opowieści z życia ludzi i zwierząt’’







Choć mamuty przyjęło się uważać za zwierzęta kopalne, zdaniem kryptozoologów ich niedobitki przetrwały do dziś na Syberii. Wzmianki o tych prehistorycznych trąbowcach można też odnaleźć w starych źródłach chińskich. Mamuty, wyobrażane jako olbrzymie krety, szczury, lub wieloryby odgrywają ważną rolę w mitologii rdzennych mieszkańców Syberii:

,, […] Eskimosi Czekluk z radzieckich wybrzeży Cieśniny Beringa nazywają go kilu kpuk, czyli wieloryb kilu. Walczył on o przywództwo w morzach z potworem aglu, aż przepędzony na ląd zapadł się pod własnym ciężarem, głęboko w ziemię. Tam drąży tunele, używając ciosów, które zsuwają się i rozsuwają jak nożyce. Te jego wędrówki powodują trzęsienia ziemi’’ - A. Trepka ,,Król tasmańskich stepów…’’

Kipuk Kilu (Wieloryb Kilu) zdetronizowany przez morskiego smoka Aglu jest jednym z bohaterów ,,Tatry. Suplement’’. Można też o nim przeczytać w opowiadaniu ,,Kipuk Kilu’’ dostępnym na tym blogu.










Dowiedziałem się również o kulcie tygrysa wśród rdzennych mieszkańców Syberii oraz o swego rodzaju sądzie Bożym w dawnej Tajlandii, gdzie podejrzanego o popełnienie przestępstwa rzucano na pożarcie tygrysowi (kto przeżył był uznawany za niewinnego).











Sacharuna (inne nazwy: didi, mono grande, małpa de Loisa) jest południowoamerykańską kryptydą; olbrzymią człekokształtną małpą. Istnieje relacja o dziewczynce porwanej przez te istoty i mieszkającej z nimi w lesie. Pod nazwą sachuryna ten odpowiednik yeti pojawia się w ,,Tatrze. Suplement’’ gdzie zamieszkuje dżungle kontynentu Sonor.









Tygrys workowaty jest australijską kryptydą; torbaczem ze stanu Queensland podobnym do szarego tygrysa. Podobnie jak tygrys jest drapieżnikiem.









Chimiset (inne nazwy: duba, niedźwiedź z Nandii) jest kenijską kryptydą. Przypomina niedźwiedzia, a jego przysmakiem jest ludzki mózg. Ponoć porusza się za pomocą kostura, a wnętrze jego paszczy świeci. Sama jego nazwa oznacza diabła (Autor porównywał go do wilka; realnego zwierzęcia, które obrosło licznymi legendami, sugerując, że tak samo jest w przypadku chimiseta). Występuje w ,,Tatrze. Suplement’’.











Mngwa jest kenijską i tanzańską kryptydą; szarym, pręgowanym kotem wielkości osła, bardzo groźnym dla ludzi. W tanzańskiej legendzie pewien kot zjadał coraz większe zwierzęta, aż zamienił się w mngwę i zaczął polować na ludzi. Zwierzę to (nazywane mngva) pojawia się w ,,Tatrze. Suplement’’.










Dilai (zwany też mokele mbembe) jest afrykańską kryptydą, olbrzymim gadem, którego boją się hipopotamy. Wzmianka o nim pojawia się w ,,Tatrze. Suplement’’.


Too jest afrykańską kryptydą, czarnym drapieżnikiem wielkości kozy. Wzmiankowany w ,,Tatrze. Suplement’’.












Agogwe to rasa afrykańskich kryptyd mających postać karłowatych, pokrytych futrem hominidów. W ,,Tatrze. Suplement’’ reprezentuje je przygarnięty przez Murzynów sierota imieniem Tanganik.









Muhalu to afrykańska kryptyda, małpa o bladej twarzy. W ,,Tatrze. Suplement’’ jest niewielka i obdarzona ludzką mową.




Oniricon cz. 544

Śniło mi się, że:





- mimo zapalenia oskrzeli Mama pozwoliła mi pójść dwa razy do Empiku,






- napisałem słowiańską modlitwę do ,,Trzech Głów Trygława, Pioruna Peruna i Cnoty Mokoszy'' pragnąc w niej przemycić treści chrześcijańskie np. Peruna jako figurę św. Eliasza,





- Blanka Krammer pokochała Asmodeusza i zgodziła się wyjść za niego,





- uczestniczyłem we Mszy Maryjnej, w czasie której młodej dziewczynie w niebieskiej sukni grającej rolę św. Jadwigi Andegaweńskiej nałożono na głowę koronę,






- dinozaury używały języka runwirskiego, z którego powstały języki słowiańskie,
- w ,,Niedzieli'' ukazał się artykuł o magicznych lampach skrytykowany przez Małgorzatę Nawrocką, oraz wywiad z Jackiem Piekarą, w którego książkach anioły i diabły trudno odróżnić od siebie, po latach ukazał się również felieton Ewy Polak - Pałkiewicz propagujący kreacjonizm,





- idąc do CH ,,Kaskada'' opróżniłem za pomocą słomki wiadro topniejących lodów owocowych, spotkałem też kobiety śpiewające o oszczędzaniu,





- dawni Polacy lub Analapowie walczyli z najazdem ludu Arenian,






- Maria Lionza lub inna słowiańska wojowniczka, która przeżywała przygody na Atlantydzie i w Agarcie, broniła ludzi przed atakiem armii tapirów,







- latem miałem w plecaku książkę o polskich wierzeniach ludowych i wpadłem w histerię gdy jakiś mężczyzna próbował mi ją zabrać,





- Jacek Piekara był krytykowany za to, że umieścił na Twitterze pin up przedstawiający jego żonę Marię Lokje nago, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- Maja Lidia Kossakowska miała żal do Jacka Piekary, że będąc inkwizytorem palił książki,
- w Empiku wypatrywałem nowej książki z cyklu ,,Jaksa'' Jacka Komudy,





- tapir miał język węża i atakował ludzi, podobnie czynił hipopotam w Afryce co budziło wątpliwości co do sensu ochrony przyrody,





- na ulicy zobaczyłem olbrzymi niebieski ekran laptopa, a na nim twarz szura, który kiedyś był aktorem i fizykiem,





- homoseksualiści nie poprzestaną na jednym postulacie, lecz wciąż będą żądać więcej i więcej, choćby nawet mieli się umawiać na randki w hotelach,





- matka Mojżesza, która uratowała mu życie była Libijką,





- byłem uczniem wiedźmina Geralta i razem ze swoim mistrzem poszedłem do kościoła, w którym krzyż miał inny kształt niż w naszym świecie, a księża nosili birety z czerwonymi pomponami, w kościele był uwiązany na łańcuchu rogaty wilk w kościanej masce, Geralt ostrzegał, aby nie czynić potworów ze zwierząt i demonów, doszedłem do wniosku, że księża z ,,Sagi o wiedźminie'' są wzorowani na księżach z ,,Gry o tron'',
- brałem udział w lekcji religii, która trwała od wieczora do rana, przez kilka godzin spałem, lecz ksiądz nie miał nic przeciwko temu, notatki robiliśmy na luźnych kartkach i na skrawkach dżinsów, jeden z uczniów powiedział, że chciałby aby Szczecin został zniszczony, bo pełno w nim lewaków, potem piliśmy lemoniadę z białych, plastikowych kubków,





- zobaczyłem na fotografii stadko jaszczurek zwinek pluskających się w kałuży. 

piątek, 6 grudnia 2019

Romantyczne korzenie psychoanalizy






,,Romantyzm niemiecki i psychoanaliza związane są natomiast wieloma wspólnymi pojęciami i koncepcjami - 'z trudnością można by odnaleźć jakieś pojedyncze pojęcie Freuda lub Junga, które nie byłoby antycypowane  przez filozofię przyrody i medycynę romantyzmu'. Związki te są niezwykle bogate: koncepcja nieświadomości jako 'oceanu życia' (historia filozoficznej refleksji nad nieświadomością C. G. Carusa, A. Schopenhauera, E. von Hartmanna), idea pierwotnej biseksualności istoty ludzkiej, zainteresowanie marzeniem sennym, mitem (Schelling), baśnią, stanami granicznymi umysłu, chorobami psychicznymi - 'chorobą twórczą' (Novalis), stosowanie metody genetycznej w wyjaśnianiu zjawisk, poszukiwanie tzw. zjawiska pierwotnego ('Czym jest kompleks Edypa, morderstwo pierwotnego ojca, jeśli nie Urphӓnomen...?), sposób rozumienia rzeczywistości jako organicznej całości dynamizowanej przez konflikt przeciwieństw, zasada przyjemności - nieprzyjemności, zasada zachowania energii, powtarzanie stanów wcześniejszych, idea 'zapomnianego świata' i stadiów ewolucji ludzkiej społeczności (później za pośrednictwem Bachofena, stadia ewolucji libido w ujęciu Freuda oraz wpływ idei matriarchatu na Fromma i Junga roli mitu w całości życia ludzkiego) i wiele innych'' - Ilona Błocian ,,Psychoanalityczne wykładnie mitu''



czwartek, 5 grudnia 2019

Szczecin


,,Casiya ov Drayadova: Szczecin to nora!
Pan Andreus ov Leovishiner (z oburzeniem): Szczecin jest dużym miastem wojewódzkim!’’ – usłyszane na religii w pierwszej klasie gimnazjum.







Urodziłem się i mieszkam w Szczecinie w Polsce. Poniżej chciałbym zaprezentować pracę z informatyki dotyczącą historii ulicy, na której wówczas mieszkałem napisaną w 2005 r. w czasie studiów historycznych na Uniwersytecie Szczecińskim:








,,1. WSTĘP 

Szczecin jest miastem leżącym w północno – zachodniej części Polski. Położony jest w dolinie Odry otoczonej zalesionymi wzgórzami. Ma ponad tysiącletnią tradycję i burzliwe dzieje. Okres jego świetności przypada na czasy panowania książąt z dynastii Gryfitów oraz przynależności miasta do Hanzy. Przez wiele wieków robił wrażenie na przybyszach silnymi murami, efektowną zabudową mieszkalną, wielokondygnacyjnymi spichlerzami, wieżami kościołów oraz wielką liczbą statków cumujących przy nabrzeżach. W XVII wieku po wygaśnięciu rodu pomorskich książąt Szczecin stał się celem najazdów zbrojnych państw ościennych – Danii, Szwecji, Brandenburgii i Niemiec. Nowożytne fortyfikacje wzniesione w latach 30 – tych XVII wieku wraz z przejęciem Pomorza przez Szwecję odmieniły panoramę miasta, podbudowując ją geometrycznym układem bastionów. Jeszcze potężniejszy system obronny wprowadzili kolejni władcy, gdy Szczecin został włączony do Królestwa Prus. Fortyfikacje uniemożliwiające naturalny rozwój przestrzenny miasta dominowały aż do 1873 roku. Pierwsze próby zniesienia fortyfikacji, które wobec nowoczesnej sztuki wojennej stały się przestarzałe pojawiały się wśród mieszczan już od roku 1856. Pojawiały się głosy, aby zmniejszyć ilość wojska stacjonującego w mieście, a pieniądze przeznaczyć na budowę nowych budynków. Władze wojskowe ostro się temu sprzeciwiały, ale namiestnik Pomorza, późniejszy król Fryderyk Wilhelm IV zgodził się na rozebranie fortyfikacji i w 1873 roku wydał stosowne królewskie rozporządzenie. Całkowicie zniesiono Fort Wilhelma (1884) zasypując rowy forteczne i wyrównując teren. Po likwidacji budowli wojskowych rozpoczęto realizację nowego planu zagospodarowania na rozległym obszarze wokół starego jądra miasta. Nowo uzyskane tereny przeznaczone były głównie na budownictwo mieszkaniowe. Teren ten rozciągał się od Bramy Portowej aż do ul. Królowej Korony Polskiej.
W samym centrum Fortu Wilhelma powstałą min. Kaiser Wilhelm Strasse, obecna nazwa aleja Jedności Narodowej.
 






2. NAJDAWNIEJSZE DZIEJE ULICY
 

Zarys alei po raz pierwszy pojawił się na planach miasta w latach 70. XIX wieku. Już wtedy zakładano, że będzie to główna oś urbanistyczna śródmieścia. Kierunek alei poprowadzono po starym trakcie wiodącym do tak zwanego Fortu Wilhelma, czyli gwiaździstej fortyfikacji stojącej na drodze do właściwych miejskich obwarowań. Fort zlokalizowany był pomiędzy dzisiejszym placem Grunwaldzkim a placem Lotników. Nazwa została nadana w 1877 roku ku czci cesarza Wilhelma, tego samego , który wcześniej patronował fortowi. Początkowo miała prowadzić do skraju Starego Miasta (styk placu Żołnierza i alei Niepodległości) i miała się ciągnąć daleko poza dzisiejszy plac Armii Krajowej. Na starych planach szeroka ulica prowadzi przez dzisiejsze Jasne Błonia, ulicę Wyspiańskiego aż do willowej dzielnicy przedmiejskiej Westend (Łękno). Pierwotnie też w planach nie było dzisiejszego placu Lotników, był za to plac w rejonie budynku , w którym mieści się obecnie rektorat Uniwersytetu Szczecińskiego (na wysokości ulicy Wielkopolskiej). Jej podział oraz przebieg skorygowano w 1882 roku. Zrezygnowano z placu pomiędzy ulicami Wielkopolską i Niedziałkowskiego i określono kształt placu Grunwaldzkiego.
 

3. DAWNA ZABUDOWA ULICY
 

Jako jeden z pierwszych obiektów wzniesiono w 1885 roku pomiędzy ulicami Wielkopolską a Niedziałkowskiego 2 – kondygnacyjny ceglany budynek szkoły im. Fryderyka Wilhelma z efektowną aranżacją elewacji w cegle licowej, ozdobionej kamiennym detalem i barwną glazurą (obecnie rektorat Uniwersytetu Szczecińskiego). Najpiękniejsza secesyjna część zabudowy powstała niemal w całości w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Od placu Żołnierza do Placu Grunwaldzkiego, ulica o szerokości 48 metrów miała charakter handlowo – usługowy. Linia elewacji rozbudowana była wykuszami, balkonami i loggiami. Partery przewidziane były na usługi. Od placu Grunwaldzkiego do rejonu dzisiejszego Urzędu Miejskiego linię pierzei w odległości 56 metrów poprzedzono ogródkami otoczonymi pięknymi żeliwnymi płotami. Kamienice, które powstały w alei, były chyba najpiękniejszym przykładem wpływu secesji na architekturę w owym czasie. Nigdzie w mieście nie było takiego nagromadzenia narożnych wieżyczek, bogato zdobionych balkonów i bram. Bogaty detal elewacji z boniowanym przyziemiem i podkreślonym wystrojem I i II piętra, wywodzi się z repertuaru form historycznych oraz w kamienicach powstałych na przełomie wieków z ornamentyki secesyjnej. To tu powstały duże mieszkania, w których mogli osiedlić się zamożniejsi mieszkańcy miasta, których jednak nie było stać na budowę własnego domu w powstających dzielnicach willowych.
Z tego samego okresu pochodzi kamienica przy alei Jedności Narodowej 12 i 42. Zbudowane zostały w 1899 roku według projektu architekta Georga Sommenstuhla, m. in. współpracownika Friedricha Liebergesella, głównego autora szczecińskiej secesji. Zaprojektował ciąg niezwykle ozdobnych balustrad balkonowych , w których zawarł szereg motywów roślinnych. Budynek został usytuowany w samym centrum miasta na jednej z promieniście odchodzących od placu ulic. Poszczególne jego elewacje zdobi bogaty ornament roślinny z różnorodnymi motywami kwiatowymi. Najpiękniejsza jest fasada narożna, w której mieści się wejście do apteki. Zastosowana w fasadzie dekoracja roślinna jest odzwierciedleniem naturalistycznego nurtu w secesji, będącego gloryfikacją potęgi rozrodczej przyrody, życia i witalności sił natury.Późniejsze uzupełnienia zabudowy zostały dostosowane do dominujących form (np. budynek nr 37, obecnie należący do policji przy narożniku z ulicą Mazurską, wzniesiony w 1914 roku dla urzędu finansowego). Zabudowa alei trwała aż do połowy lat 20. Jednak najdłużej nie zagospodarowany pozostawał dzisiejszy plac Armii Krajowej. Wbrew wcześniejszym planom uznano ostatecznie, że tu aleja będzie się kończyć. W latach 1924 – 1927 zbudowano potężny gmach, w którym mieściła się siedziba Prowincji Pomorskiej. W dobudowanym w latach 30. prawym skrzydle siedzibę znalazł NSDAP.
 






4. PLAC GRUNWALDZKI
 

Aleję Jedności Narodowej przecinają dwa place: Grunwaldzki (Kaiser – Wilhelm – Platz) oraz Lotników (Augustaplatz).
Historia placu Grunwaldzkiego sięga lat trzydziestych XVIII wieku. Wtedy – mniej więcej w miejscu dzisiejszego ronda – powstał Wielki Fort Wilhelma, który stał na drodze do wałów otaczających Szczecin. Od 1856 roku wśród mieszczan pojawiały się nieśmiałe próby zniesienia fortyfikacji, które wobec nowoczesnej sztuki wojennej stały się przestarzałe. Fort zlikwidowano w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Pierwsze plany przewidywały budowę w tym miejscu prostokątnego placu, który jednak od początku miał być miejscem, z którego rozchodziłyby się główne ulice nowej dzielnicy Szczecina. W dokumentach pojawiła się nawet nazwa – plac Kościelny. Kiedy jednak w 1882 roku przystąpiono do prac przy wytyczaniu nowych ulic, dzisiejszy plac Grunwaldzki zyskał obecny, kolisty kształt. Wychodzi z niego osiem ulic i otoczony jest dwoma pierścieniami ulic 1).. Plac został przyozdobiony rzędem lip szerokolistnych, a wewnątrz rzadkimi okazami krzewów. 2)
Interesujący był też przebieg linii tramwajowej. Kiedy zbudowano plac, tory ułożone zostały na ulicy obiegającej rondo, tramwaje objeżdżały go więc tak, jak robią to dziś samochody. Układ ten został zmieniony jeszcze przez Niemców w momencie, gdy na ulicach Szczecina zwiększył się ruch samochodowy. Tramwaje zostały skierowane przez środek ronda. Druga wojna światowa nie oszczędziła placu. Część otaczających go kamienic została zniszczona. Trzy narożniki zniszczone w czasie wojny zostały odbudowane w latach 60 – tych. Powstały tu brzydkie wieżowce, które oszpeciły plac i zdeformowały jego architektoniczny ład. Z powojenną historią placu związane jest jeszcze jedno ważne wydarzenie. W dniu 15 lipca 1945 roku odbyła się pierwsza w polskim Szczecinie patriotyczna demonstracja przybyłych do miasta Polaków. Wtedy też oficjalnie przemianowano nazwę placu – z niemieckiej Kaiser Wilhelm Platz – na Plac Grunwaldzki.
Plac jest zwyczajowym miejscem różnych manifestacji […].
 





5. PLAC LOTNIKÓW
 

Drugim placem przecinającym aleję Jedności Narodowej jest plac Lotników. I znów uczczony został cesarz, patron ulicy. Umieszczoną na wysokim cokole postać Wilhelma I jadącego na koniu odsłonięto 1 listopada 1894 roku. Obecnie stoi tu Pomnik Wdzięczności (do niedawna zakończony pięcioramienną gwiazdą).
 






6. ZNISZCZENIA WOJENNE
 

Bomby aliantów zniszczyły kamienice kapiące od ozdób w stylu eklektycznym. Zniknęły piękne klomby i istne dywany kwiatów, powstało jedno wielkie rumowisko. I tu właśnie po wojnie w latach 50., jako jedno z zadań planu sześcioletniego, wzniesiono pierwsze nowe osiedle w polskim Szczecinie (między placem Lotników a placem Grunwaldzkim). Była to po części odbudowa, jako że wykorzystano fundamenty starych kamienic, ale też budowa nowego, gdyż zamiast odtwarzać różnorodność form XIX – wiecznych, zastosowano modernizm lat międzywojennych, zwany wtedy z pogardą ‘socrealizmem’. Domy te od razu się mieszkańcom spodobały – są funkcjonalne, przestronne, nasłonecznione. Mają też dyskretną, skromną ornamentykę. Osiedle nazwano Środmiejską Dzielnicą Mieszkaniową – SDM – em. 3). Najmniej ‘szczęścia’ miała ta część ulicy, któa przylegała do placu Żołnierza. W wyniku bombardowań ostała się tylko jedna kamienica. Po wojnie wybudowano po obu stronach ulicy dwa niskie pawilony w niczym nie pasujące do zabudowy alei. Z oczywistych względów zniknął pomnik cesarza Wilhelma, w którego miejscu pojawił się betonowy słup do niedawna jeszcze zakończony pięcioramienną gwiazdą. Nieco dalej w kierunku placu Grunwaldzkiego postawiono pomnik marynarza, stoją tam pudełkowe betonowe bloki, a przed samym Urzędem Miejskim betonowy pomnik Gryfa. Oczywiście nie ma śladu po dawnych ogródkach, a ocalałe kamienice od lat nie odnawiane straszą swym wyglądem. Jednak nie wszystko zdołano oszpecić betonowymi płytami. W latach 70., kiedy w mieście w najlepsze szalało budownictwo wielkopłytowe, wreszcie ktoś 4) wpadł na pomysł zbudowania fontann. I tak w 1974 roku wbrew przeróżnym niemożnościom epoki socjalizmu fontanny trysnęły wodą. Aleja Fontann stała się ulubionym miejscem szczecinian. I choć niedoróbki z lat 70. trzeba było jeszcze poprawiać, a wreszcie w latach 90. gruntownie fontanny zrekonstruować, tych wydatków mieszkańcy nie kwestionowali.
 






7. ZIELEŃ I POMNIKI
 

Aleja Jedności Narodowej jest częścią szlaku spacerowego, zwanego złotym szlakiem obfitującego w wiele pomników i wspaniałą zieleń. Wędrówkę rozpoczynamy od strony placu Żołnierza w kierunku gmachu Urzędu Miejskiego zamykającego aleję. Po lewej stronie widać Pomnik Wdzięczności poświęcony żołnierzom radzieckim, którzy zginęli na szczecińskiej ziemi wiosną 1945 roku. Pomnik odsłonięto w 1950 roku. Plac w owym czasie obsadzono lipami kanadyjskimi, które corocznie są strzyżone. Dochodzimy do placu Lotników i tu możemy podziwiać przepiękne magnolie oraz pomnik włoskiego kondotiera Bartolomeo Colleoniego (ok. 1400 – 1475) – kopię dzieła Andrei del Verocchio, zdobiącego jeden z placów Wenecji. Wykonana została na zlecenie Heinricha Dohrna z przeznaczeniem do otwartego w 1913 roku Muzeum Miejskiego. W 1948 roku wywieziona do Warszawy, w 2002 roku powróciła do Szczecina.
Wchodzimy w kolejny odcinek alei Jedności Narodowej ze zlokalizowaną tu Aleją Fontann. Po obu stronach fontann rośnie kilka gatunków lip, które sprawiają, że kwitną przez całe lato. 5) Na samym końcu Alei Fontann stoi pomnik Marynarza – Sternika. Dalej wchodzimy w najokazalszy gwiaździsty plac Grunwaldzki. Okala go lipowa aleja, zdobią go klomby i rzadko spotykane krzewy, z których najciekawszym jest krzew chińskiego miodownika. Na całej długości alei Jedności Narodowej można oglądać akcenty rzeźbiarskie: ‘Muszle’, ‘Rozkwit’ , ‘Stare i Nowe’, ‘Wiosna’, ‘Albatros’, ‘Kompozycja Brąz’, ‘Gryf’’.

PRZYPISY

1) W układzie radialnym placu wzorowana się na zabudowie paryskiego Placu Gwiazd, a autorem był prawdopodobnie paryski projektant G. E. Haussmannn, choć niektóre źródła podają, że taki charakter placu narzuciło istnienie okrężnych bitych dróg wokół głowicy Fortu Wilhelma, na których powstały ulice Mazurska i Wielkopolska. Do placu zbiegają się pasy jezdni z ośmiu stron, czyli krzyżują się cztery ulice. 
2) Na placu posadzono lipę szerokolistną, która tworzy do dziś koliście przebiegającą aleję. Znajduje się tam również najstarszy w Szczecinie okaz budlei skrętolistnej (omżyn z rodziny budlejowatych). Istnieje ponad 100 gatunków tych krzewów lub małych drzew. Na placu posadzono budleję Davida o kwiatach różowych, zebranych w gęste kwiatostany. Wzdłuż ulic rosną lipy drobnolistne, głóg pośredni w odmianie pełnokwiatowej różowej oraz krzew chińskiego miodownika. 
3) Szczecińska Dzielnica Mieszkaniowa wzniesiona w latach 1953 – 1957 wg projektu Henryka Nardy i Emanuela Maciejewskiego. 





4) Pomysłodawcą wybudowania fontann w alei Jedności Narodowej był ówczesny prezydent miasta Jan Stopyra w latach 1973 – 1984. Za jego kadencji wybudowano ponad 25 tys. mieszkań. Rozpoczęto budowę wielkich osiedli mieszkaniowych. Oddano do użytku magistralę wodną. Rozpoczęto budowę trasy zamkowej oraz oddano do eksploatacji Estakadę Pomorską. Przebudowano układ komunikacyjny miasta. Doprowadzono do miasta gaz ziemny z południowej Wielkopolski. Miasto wzbogaciło się o oczyszczalnię ścieków. Był wiceprzewodniczącym komitetu organizacyjnego powołującego Uniwersytet Szczeciński. Na trwałe w krajobraz Szczecina wpisała się z tego okresu Aleja Fontann oraz Pomnik Czynu Polaków. 
5) Lipa (Tilia) obejmuje około 45 gatunków drzew. W Polsce dziko rosną dwa gatunki lip: drobnolistna i szerokolistna. Oba gatunki są często sadzone jako drzewa alejowe. Z gatunków obcych często sadzone są krymska jako drzewo alejowe oraz srebrzysta, która odporna jest na suszę i dobrze znosi warunki miejskie.’’

Śniło mi się, że:

- Szczecin leży na Wzgórzach Golan,








- Wojciech Cejrowski pokazał grupce dzieci fontannę na Wałach Chrobrego jako miejsce, gdzie wrzucono prochy Teofila Lenartowicza,
- Wojciech Cejrowski codziennie zabierał mnie po wycieczki po Szczecinie,
- wsiadłem przez pomyłkę do szczecińskiego autobusu ,,Luxtorpeda’’, który zajmował całą jezdnię, wyskoczyłem z niego, a on przejechał nad moją głową.

Oniricon cz. 543

Śniło mi się, że:






- byłem w domu u Wojciecha Olszańskiego - aktora, który podszywa się pod Aleksandra Jabłonowskiego, Olszański cały czas bredził i leżał w łóżku, a jego żona Agnieszka Fatyga była nań zła, ponieważ mieszał śmietankę z odchodami, aby sprawdzić czy pszczoły ją odróżnią, spotkałem też jego córkę Michalinę Olszańską, która miała długie blond włosy, współczułem żonie i córce takiego męża i ojca,





- w szwedzkiej sekcie Hårga spotkałem Herkulesa i byłem świadkiem zabijania starców,





- byłem włoskim psem imieniem Lampo i trafiłem do sowieckiego łagru gdzie próbowałem wykupić z niewoli niebieskiego słonia,
- kupiłem sobie kubek kawy, a potem znalazłem się w wielkiej sali gimnastycznej, na której mieli przemawiać wolontariusze min. Andrzej Pilipiuk i Dariusz Kwiecień,





- pracowałem nad postem o sierpie i młocie, miały w nim paść słowa: ,,Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę''; miałem za złe Sławomirze, że używała tego symbolu,
- Mama krzyczała przez okno na Andreusa ov Sieniticusa, aby nie pił, bo będzie musiał więcej pracować, a on pokazał jej środkowy palec,





- Robert M. Schoch postuluje ,,oddychanie piramidowe'' to jest powietrzem zawartym w piramidach, umożliwiające poznanie tajemnic Kosmosu,





- w czasie Wielkiego Postu pan Martinus ov Simcass przyniósł tort miodowy i wyświetlił film dokumentalny o niebezpiecznych pszczołach, w czasie projekcji wszędzie wokół latały pszczoły,





- pewien mężczyzna postanowił, że będzie uprawiał seks z każdą kobietą oglądającą mecz,





- w książce ,,Bestie i potwory biblijne'' znalazłem informacje o egipskiej duszy Ka,






- czytałem średniowieczną książkę o filozofii, której autor z uznaniem powoływał się na pracę greckiego filozofa mając tylko takie zastrzeżenie, że Maryja nie zasnęła, lecz została wzięta do Nieba z duszą i ciałem,





- w 1986 r. Michaił Gorbaczow mający żółte oczy krwawo stłumił pokojową manifestację w Tbilisi, potem widziałem jak gensek beształ żołnierza, który oddał salwę w nocy i kazał mu za karę czyścić karabin, w tym śnie wystąpił też Bill Clinton, zaś w Turcji wybuchła wojna domowa rozpętana przez komunistów,






- czytałem artykuł dowodzący, że Tybet jest krajem muzułmańskim,






- Jürgen Stroop był gruntownie wykształcony, lecz nie powstrzymało go to od zostania zbrodniarzem,






- obejrzałem polski film ,,Kankoon'' (inny tytuł: ,,Ptasi kebab'') o kobiecie pracującej jako psychiatra w przedwojennym Poznaniu, kobieta ta znała osobiście św. Faustynę Kowalską, dzięki rozmowie ze świętą lekarka i jej mąż porzucili nałóg masturbacji, w potem widziałem jak mały chłopiec w okupowanej przez Niemców Warszawie ubrał mundur i zamiast iść do szkoły poszedł do zoo gdzie obronił żydowskiego chłopca rzuconego lwom na pożarcie, gdy główna bohaterka uprawiała seks ze swoim mężem zamieniła się w skrzydlatego gargulca lecącego na tle Księżyca, film się skończył i zobaczyłem plakaty  przedstawiające półnagie kobiety dosiadające dzików, chciałem film zrecenzować, lecz zapomniałem tytułu,
- w cukierni zamawiałem kawałek ciasta, lecz kelner mówił, że trzeba go nazwać pretensją, albo jeszcze inaczej,
- w gościnie u Voytakusa ov Višnica chciałem skorzystać z toalety, lecz łazienka była zalana wodą, a Voytakus i Janes ov Calcium nie chcieli wyjść i zostawić mnie samego,






- w Szczecinie odwiedziłem prawosławny klasztor, o którym opowiadała mi Babcia, w środku spotkałem siwobrodego, sympatycznego mnicha, który nazwał mnie ,,mniszkiem'' i nie gniewał się kiedy mała ikona dosłownie przykleiła się do mojej dłoni, wychodząc omal nie wyniosłem fioletowej kotary, idąc ulicą zmartwiłem się gdy pękła mi torba z zakupami i musiałem wszystko zbierać,





- Bronisław Komorowski pił wódkę. 

środa, 4 grudnia 2019

,,O baśniach''


,,Była sobie Baba – Jaga
Miała chatkę z masła,
A w tej chatce same dziwy
Pssst, iskierka zgasła’’
- ,,Z popielnika na Wojtusia’’; polska kołysanka z XIX wieku







W 2008 r. przeczytałem esej J. R. R. Tolkiena ,,O baśniach’’ (tytuł oryginału: ,,On Fairy – stories’’) po raz pierwszy wygłoszony w formie wykładu w 1947 r., a opublikowany w 1964 r. Wychodząc od etymologicznej wykładni ,,fairy story’’ - historia o elfach, Autor omawia literacką ewolucję tych istot. Winą za ich skrajną infantylizację w wiktoriańskiej literaturze dziecięcej obarcza już Williama Szekspira (,,Sen nocy letniej’’ z 1600 r.) i Michaela Draytona (,,Nymphidia’’ z 1627 r. 1). Zaleca odróżnić baśń – opowieść o przygodach ludzi w czarodziejskich krainach od literatury podróżniczej (np. ,,Podróże Guliwera’’ Jonathana Swifta), onirycznej, czyli takiej, w której cała fabuła okazuje się snem (,,Alicja w Krainie Czarów’’ i ,,Co Alicja zobaczyła po drugiej stronie lustra’’ Lewisa Carrolla), oraz od bajki zwierzęcej (np. afrykańskiej opowiastki ,,Serce małpy’’). Baśnie kształtowały się w procesie długiej i skomplikowanej ewolucji, którą Tolkien opisuje za pomocą metafory o gotowaniu zupy ze składników różniących się wiekiem i jakością. Bajarz tworzy je w procesie subkreacji (współtworzenia): opowiadając tworzy nową jakość z już istniejących elementów. Naśladuje w tym Boga, na którego obraz i podobieństwo został stworzony. Tolkien polemizował z powszechnym jeszcze dziś przekonaniem, że baśnie są przeznaczone głównie lub wyłącznie dla dzieci. Wskazywał, że nie wszystkie dzieci lubią baśnie (a tym bardziej wyłącznie baśnie). Nie każda baśń jest przeznaczona dla młodego odbiorcy (sprzeciwiał się zarówno infantylizacji tego gatunku, jak i cenzurze drastycznych fragmentów w zamian zalecając by z niektórymi utworami poczekać, aż dziecko do nich dojrzeje). Podkreślał, że ludzie dorośli też potrzebują baśni. Samo fantazjowanie nie jest sprzeczne z rozumem; przeciwnie jest to czynność racjonalna, którą należy odróżnić od omamów. (Już św. Tomasz z Akwinu w ,,Summie teologicznej’’ zaliczał wyobraźnię do jednej z władz rozumu). Co więcej im ktoś posiada sprawniejszy umysł, tym bardziej jest zdolny do tworzenia coraz lepszych fantazji. Tolkien krytykował próby wizualnego przedstawienia baśni (zwłaszcza przez teatr, który uważał za skrajnie antropocentryczny) zastrzegając, że słowo zawsze będzie dawało większe pole do popisu dla wyobraźni niż nawet najlepszy obraz. Prawo do wyobraźni jest jednym z fundamentalnych praw człowieka. Nawet jeśli nie zawsze jest wykorzystywane w dobrym celu i we właściwy sposób, to jak mówi łacińskie przysłowie: ,.,Nadużycie nie wyklucza prawa do używania’’. Baśń pozwala widzieć świat rzeczywisty piękniejszym i ciekawszym, oraz daje nadzieję na zwycięstwo Dobra. Istotnym składnikiem baśni jest dobre zakończenie (Tolkien nazywał je ,,eukatastrofą’’) uświęcone przez Ewangelię. O samej Ewangelii, Tolkien będący katolikiem głosił, że ma najlepsze cechy baśni, a jednocześnie jest prawdziwa.
Esej uważam za bardzo mądry i inspirujący, wręcz za obowiązkową lekturę dla każdego miłośnika fantasy;).






1 Odsyłam do posta: ,,Nymphidia’’.