W styczniu
2023 r. przeczytałem pracę niemieckiego dziennikarza i pisarza,
Dietera Breuersa (1935 – 2015) ,,W
imię trzech diabłów. Historia polowań na czarownice’’
(niem. ,,Im drei Teufeln
Namen’’) z 2007 r.
Wznowienie ukazało się nakładem wydawnictwa ,,Replika’’.
Książka
opowiada o polowaniach na czarownice i mitach historiograficznych
związanych w tą tematyka, pogańskich i chrześcijańskich
wierzeniach demonologicznych, opętaniach, a nawet wilkołakach i
,,Baśniach’’
braci Grimm. Opowieść ciągnie się od starożytności (pierwsza
wzmianka Strabona o germańskich kapłankach gotujących jeńców w
kotłach), aż po XX wiek, jednak największy nacisk został położony
na średniowiecze i wczesną nowożytność (XVI – XVII wiek).
Autor przeanalizował przypadki z Zachodu, przede wszystkim z
Niemiec), ale także z Francji, Belgii, Holandii, Anglii, Szwecji,
Szwajcarii, Hiszpanii, Włoch, a nawet Nowej Anglii (Salem na terenie
obecnych USA).

Bohaterami
barwnej i niekiedy drastycznej opowieści Breuersa są min. mityczny
Grettir (w islandzkiej sadze mu poświęconej ścierały się ze sobą
dwie wiedźmy; dobra i zła), św. Walburga (to od jej imienia
pochodzi nazwa Nocy Walpurgii, kiedy to miały odbywać się sabaty),
słynny z uczoności św. Albert Wielki (przypisywano mu również
zdolności magiczne), osławiony inkwizytor Konrad z Marburga
(spowiednik św. Elżbiety z Turyngii), inkwizytorzy Heinrich Kramer
i Jacob Sprenger, autorzy ,,Młota
na czarownice’’
(Breuers tylko pierwszego z nich obarcza odpowiedzialnością za
napisanie tego szkodliwego podręcznika) ,
św. Joanna d’Arc (spalona przez Anglików pod fałszywym zarzutem
uprawiania czarów), rzekomy wilkołak, Peter Stump z XVI –
wiecznych Niemiec, Marcin Luter (gorący orędownik zabijania
czarownic, a nawet kalekich dzieci, które uważał, za spłodzone
przez diabły), Katherine Kepler (oskarżona o czary matka astronoma
i astrologa Jana Keplera, którą wstawiennictwo syna ocaliło od
stosu), francuski ksiądz Urbain Grandier (spalony na stosie po
zeznaniach rzekomo opętanych zakonnic z Loudun) ,
obrońcy rzekomych czarownic; Johannes Weyer
i Friedrich von Spee, angielski łowca czarownic, Matthew Hopkins,
nazistowski zbrodniarz, Heinrich Himmler, który zlecił SS badanie
historii procesów o czary i wiele innych.

Wiara
w czary i czarownice ma źródła pogańskie sięgające prehistorii.
Z dawnych wierzeń żydowskich pochodzi Lilith; dumna pierwsza żona
Adama, rodzicielka potworów i morderczyni ludzkich dzieci. Grecy
czcili boginię magii Hekate, włóczącą się nocami po rozstajach
dróg w otoczeniu sfory psów. Pewne jej cechy posiadała również
bogini łowów Artemida, przez Rzymian czczona pod imieniem Diany.
Czarami posługiwali się germańscy bogowie Wotan (skandynawski
Odyn) i Loki, oraz bogini miłości i płodności Freya. Dawni
Germanie posiadali też rozwiniętą demonologię. Wierzyli w liczne
elfy, karły, olbrzymy, wiedźmy, duchy, które później stały
się bohaterami baśni.

Na
powstanie wyobrażeń sabatu wpłynęła bezlitosna walka z
heretykami, zwłaszcza albigensami. Wierzono, że na ich spotkaniach
diabeł ukazywał się im pod postacią olbrzymiego kota, którego
całowali pod ogonem. Słowo kacerz (heretyk) pochodzi właśnie od
kota (niem. Katze).
Diabła na sabacie wyobrażano też sobie jako olbrzymią ropuchę, w
ostatecznej wersji zaś jako kozła całowanego w zad.

Pod
wpływem tortur czarownice przyznawały się do stosunków cielesnych
z diabłami. W ich relacji demon nosił kapelusz z piórami (motyw
wykorzystany później przez Goethego), posiadał lodowatego,
zadającego rany penisa i dawał kochance monety, które później
zamieniały się w łajno (motyw w przekształconej formie
wykorzystany w ,,Mistrzu
i Małgorzacie’’
Michaiła Bułhakowa). Do powstania tych relacji mogły się
przyczynić przypadki gwałcenia kobiet przez lancknechtów;
najemnych żołnierzy niemieckich z XV – XVI wieku, którzy nosili
kapelusze z piórami i dostawali jako żołd w dalekich krajach
monety bezużyteczne w Niemczech.
Czarownice
miały też pożerać dzieci (motyw dobrze znany z baśni o Jasiu i
Małgosi) oraz wytwarzać magiczne maści z ich ciał. Sędziowie
wierzyli również i w ten zabobon, zaś torturowane kobiety pytali,
czy mięso dzieci im smakowało.
Wśród
ludzi cieszących się złą reputacją, uważanych z definicji za
nieuczciwych i posądzanych o czary, znajdowali się pasterze
(oskarżyciele św. Joanny d’Arc próbowali wykorzystać przeciwko
niej fakt, że pasła owce), tkacze, oraz wszelkiej maści włóczędzy.
Obecnie
najbardziej znanym miejscem odbywania sabatów przez niemieckie
czarownice jest góra Brocken (Bloksberg) w Harzu, której
niesamowitości dodaje halo (tzw. widmo Brockenu). W rzeczywistości
góra ta nie była początkowo bardziej ,,magiczna’’ niż inne
szczyty Niemiec. Swoją popularności zawdzięcza XVII – wiecznej
powieści łotrzykowskiej ,,Przygody
Simplicissimusa’’
Hansa Jakoba Christoffela von Grimmelhausena, a przede wszystkim
,,Faustowi’’
J. W. Goethego .
Udając
się na sabaty, najczęściej na miotłach i widłach, czarownice
smarowały się halucynogennymi maściami. Pewien XIX – wieczny
uczony umarł, gdy wypróbowywał taką maść na sobie.
Autor
polemizował z wieloma wciąż jeszcze rozpowszechnionymi mitami na
temat polowań na czarownice.
Odpowiedzialność
za nie nie spadała wyłącznie na Kościół katolicki i Inkwizycję.
Nie wybielając tej ostatniej, należy jednak pamiętać, że to
papież i rzymscy inkwizytorzy obronili oskarżone o czary
szwajcarskie dzieci przed ich wykrwawieniem. Inkwizycja hiszpańska i
włoska wcześnie zrezygnowały z polowań na czarownice, skupiając
się na samych heretykach. Przyczynami oskarżeń o czary często
były chciwość i osobiste porachunki. Miały też miejsce liczne
samosądy. Wreszcie w 2000 r. niemieccy dominikanie oficjalnie
przeprosili za udział swych współbraci w polowaniach na
czarownice.
Wbrew
twierdzeniom feministek padały nie tylko kobiety, ale także
mężczyźni, a nawet dzieci. Te ostatnie często występowały też
w roli oskarżycieli, którym wierzono bez zastrzeżeń z fatalnymi
skutkami jak to miało miejsce w szwedzkiej wsi Mora .
Prostytutki
były bezpieczne od oskarżeń o czary, ponieważ uważano je za
niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania społeczności (tzw. zło
konieczne). Również niewiele akuszerek kończyło na stosie.
Liczba
9 milionów ofiar Inkwizycji jest wyolbrzymiona. Sami inkwizytorzy ją
zawyżali, aby wykazać się gorliwością. Potem doszły do tego
ideologie oświecenia i Kulturkampfu. Św. Jan Paweł II za radą
kardynała Josepha Ratzingera otworzył przed historykami tajne
archiwa Watykanu, co pozwoliło zweryfikować dane.
Wreszcie
gromadzenie akt procesowych przez podwładnych Himmlera miało służyć
udowodnieniu nazistowskiego mitu o rzekomym spisku katolicko –
żydowskim w celu wymordowania rasowo czystych Germanek.
Na
zakończenie chciałbym dodać, że opisane wyżej wierzenia,
przeważnie niemieckie, wywarły duży wpływ na dotyczące czarownic
wyobrażenia Słowian, w tym Polaków.